WEEC Dyskusja o nowej polityce wschodniej

Tym razem okrągły stół, w kolejnym dniu Warsaw East Europen Conference, poświęcony był „nowej polityce wschodniej”. Słowo „nowa” w tytule  uzasadniało się tym, że tematu podjęli się młodzi analitycy i eksperci,  a inicjatywa takiej dyskusji wyszła ze środowiska znanego portalu Eastbook. Trudno oczywiście o całkowicie nową politykę wschodnią, gdy najogólniejsze jest cele determinuje sytuacja geopolityczna Polski, czym obecnie jest  wsparcie dla Ukrainy i traktowanie Rosji jako zagrożenia. W tym Łukasz Jasina  („Kultura liberalna”), Marcin Kacperek (pracujący w MSZ), Paweł Purski (Eastbook) i Bartosz Rydliński (UKSW) byli zgodni.

Powtarzała się konstatacja o słabnięciu Rosji i potrzebie zredefiniowania z nią stosunków, porzuceniu lub nowego podejścia do „doktryny Giedroycia”, budowania w polityce wschodniej nie taktyki ale dalekosiężnej strategii. „Młode wilki”, jak nazwano ich w trakcie dyskusji, poruszali przy tym bardzo wiele punktów i problemów, wykazując się szerokością spojrzenia i niewątpliwą wiedzą. Jeśli jednak traktować ten „okrągły stół” z  jego młodymi twarzami, jako głos pokolenia, trzeba być bardzo ostrożnym. Między panelistami widoczne były znaczące różnice w podejściu zarówno do Rosji, znaczenia partnerstwa wschodniego czy np. znaczenia Białorusi dla polskiej polityki wschodniej. Bardziej jednak charakterystyczne wydawało się to, że sposób formułowania myśli nie odpowiadał podziałom, jakie występują dzisiaj między rządem a opozycją, a więc wśród generacji nieco podstarzałej i podzielonej na „plemiona”. Dyskusja była dzięki temu ciekawa, bowiem nie toczyła się starymi koleinami, a młodzi analitycy, w widoczny sposób  samodzielnie poszukują  własnych myśli i idei, odbiegając od wielu schematów dawniejszego myślenia.

Uczestnikami okrągłych stołów WEEC są wybitni i powszechnie znani politycy (w tym roku m.in. Juszczenko, Szuszkiewicz itd). Inicjatywa by głos w nich zabierały też osoby młodsze i mniej znane wydaje się ważna i potrzebna. Nie ma nic gorszego jak zamykanie się starszej generacji we własnym gronie. Polityka zagraniczna i tak ważna w Polsce jej część, jaką jest polityka wschodnia, winna kształtować się również w dialogu pokoleń.

Należy dodać, że spotkanie moderował z wielką swadą Paweł Kowal, którego z całą dla niego sympatią, trudno określić jako „młodego”,  bowiem jest już „starym (choć nie wyleniałym) wilkiem”. Nie jest to jednak źle, gdy starsze pokolenie moderuje dyskusję pokolenia młodszego. Na tym dialog pokoleń również może polegać.

Rosja, Białoruś,Ukraina – co z gospodarką?

Trudno mówić o ekonomii, gdy brzmią armaty – to zdanie  było mottem  wystąpienia b.prezydenta Juszczenki, podczas okrągłego stołu obecnej Warsaw East European Conference. Gospodarka Ukraina w ciągu ostatnich trzech lat zmalała o 20%. Ukraiński polityk i zarazem ekonomista nie był jednak pesymistą. Wskazał też na liczne osiągnięcia gospodarki ukraińskiej, która po rozpadzie ZSRR znalazła się w bardzo trudnej sytuacji (tym bardziej, że już przed tym gospodarka komunistyczna była katastrofą). Zwalczano inflację, ustanowiono własną walutę, utrzymano elementarną dyscyplinę budżetową. Popełniono  jednak poważne błędy, z których najpoważniejszym wedle Juszczenki była błędna koncepcja prywatyzacji. Prywatyzowany majątek dostał się ręce ludzi, którzy go nie wypracowali i nie umieli o niego dbać. To utrudniło napływ zewnętrznego kapitału, a bez światowych instytucji finansowych nie ma skutecznych reform gospodarczych, stwierdził Juszczenko. Mimo wojny prowadzonej przez Putina przeciw Ukrainie ostatni czas to okres intensywnych reform. Należy zwrócić uwagę jak mylące mogą być wszelkie statystyki dotyczące ukraińskiej gospodarki, skoro wedle niektórych danych aż 67% to szara strefa. Juszczeno stwierdził w podsumowaniu, że gospodarka ukraińska najgorsze czasy ma już za sobą.

Nawet cienia optymizmu nie było natomiast w wystąpienia Leonida Zlotnikova, który mówił o gospodarce Białorusi.  Wskazał on jak bardzo Białoruś korzystała ze wsparcia Moskwy  przede wszystkim na zaniżone ceny energii. Ten czas się jednak skończył. Moskwa ma mniej pieniędzy ale także napięcie Putin-Łukaszenko ma na to wpływ. Model gospodarki białoruskiej opartej o państwowe i niewydajne inwestycje jest całkowicie niewydajny. Regres jest widoczny i przyspiesza.

Nie wiele bardziej optymistyczny był opis gospodarki rosyjskiej. Mówił o niej Vladislav Inozemtsev. Gospodarka rosyjska jego zdaniem zdegradowała się do gospodarki surowcowej. Po upadku ZSRS nie było w Rosji żadnej koncepcji jak wydobyć się z pułapki gospodarki państwowo-nakazowej. Nastąpiła głęboka dezinstrializacja. Przez pewien czas ratowały ten stan wysokie ceny ropy ale i to się skończyło. Gospodarka rosyjska runie a co dalej nie wiadomo, stwierdził rosyjski ekonomista.

W naturalny sposób spowodowało to pytanie co dalej z reżymem Putina, który jest przyczyną braku jakichkolwiek reform. Rosjanin i w tym wypadku nie był optymistą. Uważa, że perspektywa upadku dyktatora to rok 2030. Zarazem wykluczył on skuteczną współpracę rosyjsko-chińską. Chiny idą własną drogą i tranzyt z Chin do Europy nie pójdzie przez Rosję (inaczej mówiąc jedwabny szlak pójdzie południem drogą morską a nie północą drogą lądową).

Energetyczna niepodległość Ukrainy

Od pięciu miesięcy Ukraina nie importuje gazu z Rosji. Jest to równie ważną informacją jak komunikaty z frontu rosyjsko-ukraińskiego na Donbasie. Dla Rosji eksport gazu był przez długi czas skuteczną bronią trzymania Ukrainy w zależności gospodarczo-politycznej.

Był to wynikiem wielu zaszłości. Dawne ZSRS, a więc i sowiecka Ukraina,  używała energii niebywale rozrzutnie. Po roku 1991 jej  koszty urealniały się i rosły. Ceny energii  pozostawały jednak dla konsumentów niedorzecznie niskie, a różnicę pokrywała państwowa subwencja.  Bano się zmian cen energii, tak jak bano się poważniejszych reform. Ukryta w cenie gazu subwencja pożerała lwią część budżetu.

Na dodatek handel gazem był motorem oligarchizacji. Gaz sprowadzono z Rosji, a ta dopuszczała do interesu tylko nielicznych. Tak rosły fortuny prorosyjskich  magnatów wiszących u kremlowskiej klamki.

Moskwa dyktowała też ceny. Były one często wyższe niż dla innych krajów. Trzeba  dodać, że gaz odgrywał w ukraińskim miksie energetycznym bardzo znaczącą rolę, bez porównania większą niż w polskim wypadku. Gaz jako źródło zaopatrzenia w energię (33%) ma dla Ukrainy to samo znaczenie jak węgiel (34%). Bez gazu więc na Ukrainie ani rusz. I każdy kto tam był, pamięta rury i rurki  biegnące przez cały kraj od domu do domu.

W roku 2013 gaz z importu, to 57% zużycia wynoszącego 50 mld m3.  Był to oczywiście głównie gaz z Rosji.  W 2014 zużycie spada do 42 mld m3,  a  w 2015 do 34 mld m3.  Ograniczenie zużycia, również w skutek spadku produkcji przemysłowej, zmniejsza też import. W roku 2015 na  import przypada 44%. Oznacza to 13 mld m3 mniej gazu z importu w porównaniu z rokiem 2013. Dokonano więc ogromnych oszczędności.

W kwietniu 2015 uchwalono nowe zasady obchodzenia się z energią. Mało kto wierzył wtedy w sukces.  Efektywność była bardzo niska (na poziomie 60%, w Polsce 80%). Założono jednak liczniki (przed tym ich nie było), w walce z marnotrawstwem ciepła ponad 100 tys. obiektów przeznaczono do modernizacji. Gospodarstwa domowe w ciągu dwóch lat zmniejszyły zużycie gazu o 26%. Zaczęto stosować izolację domów mieszkalnych. To kosztuje, ale zmusza do organizowania się, inwestowania i  stwarza miejsca pracy.

Budżet państwa uwalniany jest zarazem krok po kroku z ciężaru, jakim była subwencja na energię, choć państwo musi wciąż pomagać tym, których nie stać na podwyższone znacznie ceny. Nie jest to jednak ukryta subwencja, wymykająca się ekonomicznej kalkulacji. Pieniądze z budżetu już nie idą skrycie do kieszeni oligarchów, rynek gazu uzyskuje przejrzystość, a reforma ukraińskiej gospodarki doznaje istotnego impulsu.

Zarazem import gazu z Rosji zastępowany był stopniowo importem z Zachodu. Grudzień 2015 to pierwszy miesiąc, gdy Putin nie dostał za gaz nawet jednej hrywny. Okupując i niszcząc Donbas Moskwa mogła spodziewać się, że wpędza Ukrainę w  tym większą energetyczną zależność. Okazało się jednak, że Ukraina zdolna była wybić się na energetyczną niepodległość.

 

Ukraińskie reformy i perspektywy współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej

1. Ukraińska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie spowodowanym brakiem zdecydowanych reform po roku 1991, okresem rządów Janukowycza i kosztami wojny prowadzonej przez Rosję z Ukrainą.
2. Fundamentalnym zagrożeniem dla gospodarki ukraińskiej jest kryzys finansów państwowych, który może być przezwyciężony jedynie dzięki pomocy Zachodu. W roku 2015 Ukraina winna być wsparta sumą ok.30 mld $.
3. Warunkiem otrzymania pomocy finansowej jest zdecydowane wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Traktat stowarzyszeniowy z Unią Europejską stanowi drogowskaz jakie i jak prowadzone mają być reformy.
4. Mimo istniejące ryzyka obecny okres wydaje się wyjątkowo sprzyjający do podejmowania przez polskich przedsiębiorców inwestycji na Ukrainie wyprzedzających napływ innego zagranicznego kapitału.
5. Obecna sytuacja sprzyja rozwojowi współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej wobec niskiego poziomu hrywny oraz przychylnej atmosferze do Polski na Ukrainie.
6. Polsko-ukraińska wymiana handlowa obecnie na bardzo niskim poziomie ma perspektywy szybkiego wzrostu i może stanowić alternatywę dla zmniejszających się obrotów handlowych z Rosją.
Reformy ustrojowe i gospodarcze są dla Ukrainy nie mniej ważne niż skuteczna obrona przed rosyjską agresją. I nie tylko Rosji grozi katastrofa gospodarcza wskutek braku reform, sankcji oraz spadku cen ropy. Ukraina jest również zagrożona upadkiem gospodarczym, choć mogąc spodziewać się pomocy Zachodu wydaje się być w dużo lepszej sytuacji. Do pewnego stopnia można mówić o swoistym wyścigu z czasem, jaki związany jest z tempem ukraińskich reform i pogarszaniem się sytuacji gospodarczej jej agresywnego wschodniego sąsiada. Jeśli mimo pod wieloma względami niesprzyjających warunków Ukraina zdoła przeprowadzić reformy i ustabilizować się gospodarczo a sytuacja gospodarcza Rosji będzie ulegać dalszemu pogorszeniu to prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia ukraińsko-rosyjskiego konfliktu na korzyść Ukrainy poważnie wzrośnie.
Konieczna pomoc Zachodu dla Ukrainy uwarunkowana jest wdrażaniem reform. Ukraina otrzymała już ostrzeżenia ze strony USA i międzynarodowych instytucji finansowych, że wysiłki te nie są dostatecznie intensywne. Również ukraińskie media i opinia publiczna zdaje się być coraz bardziej niecierpliwe.
Dane makroekonomiczne
Istotne jest zdanie sobie sprawy z danych makroekonomicznych oraz charakteru zmian gospodarczych na Ukrainie od momentu upadku Związku Sowieckiego.
Należy zwrócić uwagę, że wielkość gospodarki ukraińskiej oceniania jest bardzo różnie (od ok.110 mld $ do 300 mld $ dochodu nominalnego). Zarazem wobec ogromu obliczanej nawet na 50%, utrudnia ocenę wielkości gospodarki ukraiń-skiej. 1990 roku (rok przed uzyskaniem niepodległości) dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 5860 $ wedle ówczesnych cen, o 100 $ mniej niż Polsce. Z czasem różnica ta w sposób znaczący wzrosła. Dane za rok 2013 roku [CIA The World Factbook] wskazują, że PKB Ukrainy to 7400 $ natomiast Polski to 21100 $. Tak więc w ciągu ostatnich 20 lat ukraiński dochód na głowę stał się trzy razy mniejszy od polskiego. Przyspieszenie wzrostu polskiego PKB widać szczególnie wyraź-nie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Okresu po 1991 ukraińska gospodarka nie zdołała wykorzystać w równie efektywnie sposób jak polska z przyczyn politycznych. Wedle dominującej interpretacji uwłaszczona dawna komunistyczna nomenklaturę stworzyła system oligarchiczny na wzór rosyjskiego. Wartość majątku w rękach czołowych ok. 20 największych oligarchów to 20% całości aktywów państwa, a dla porównania aktywa w rękach najbogatszego Polaka Jana Kulczyka to jedynie 0.7%. Bardzo silne związki z gospodarką rosyjską, siłą rzeczy, stały się wzorcem prowadzenia biznesu na Ukrainie. Do tego przyczyniały się polityczne wpływy Kremla dążącego do uzależnienia Ukrainy zarówno gospodarczo jak i politycznie. Przenikanie kapitału rosyjskiego, wykup przez niego, szczególnie w Donbasie, wielu zakładów i kopalń, a także wymiana handlowa silnie związało biznes ukraiński z Rosją.
Potencjał rozwojowy gospodarki ukraińskiej, jaki mógł wyzwolić przełom 1991 roku, stopniowo słabł, ponieważ brak było podstawowych reform ustrojowych a tak-że nie modernizowano przemysłu. W związku z tym kurczyły się również możliwości eksportu, szczególnie na Zachód, utrzymując konieczność eksportu do Rosji. PKB Ukrainy w roku 2013 wzrósł tylko o 0,2% przy średnim światowym wzroście wynoszącym 1,7% [dane Światowej Organizacji Handlu].
Rok 2014 to skurczenie się ukraińskiej gospodarki według szacunków od -4,7% do -6,4%. Inflacja w stycznia 2014 wynosiła 0.2% (mierzona w cyklu rocznym) by w stycznia 2015 wynosić 24,9%. Natomiast deficyt budżetowy Ukrainy w 2013 r. wynosił 4,6% (taki sam jak we Francji, dla przykładu Polska 3,5% przy średnim światowym deficycie wynoszącym 3,2% [dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego].
Powyższe dane wskazują jednak, że mimo braku dynamicznego rozwoju, przy w miarę stabilnej gospodarce i niewielkim wzroście trwającym do końca 2013 roku, gwałtowne jej załamanie nastąpiło dopiero w zeszłym 2014 roku i dalej się po-głębia, grożąc załamaniem gospodarczym. Eksperci MFW oceniają, że w ciągu najbliższych dwóch lat Ukrainie niezbędnie jest wsparcie finansowe w kwocie około 65 mld USD aby nie dopuścić do bankructwa.
W chwili obecnej Ukraina posiada niezwykle skromne rezerwy walutowe w wysokości 7,2 mld USD (dane z połowy stycznia 2015). Utrudniało to, a nawet do pewnego stopnia uniemożliwia, stabilizację kursu hrywny, który gwałtownie w pierwszej dekadzie lutego. Najbliższe miesiące pokażą na jak wysoką pomoc może liczyć Ukraina z zewnątrz. W obecnej rozważana jest pomoc ze strony MFW w wy-sokości 40 mld$, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Reformy gospodarcze mogą one uruchomić ogromne rezerwy, jakie tkwią w ukraińskiej gospodarce. Tkwią one w wielu dziedzinach i branżach ukraińskiej ekonomiki.
Ciekawych wniosków dostarcza porównanie dwóch gospodarek w kryzysie: Ukrainy i Grecji. Grecja otrzymała pomoc w wysokości 240 mld euro. Przy populacji 10,8 mln ludności dało to potężny zastrzyk finansowy gospodarce tego kraju. Jednak efekty tej pomocy są niewspółmierne do oczekiwań i wyników gospodar-czych. Według danych OECD PKB Grecji na trzeci kwartał 2013 roku spadł o -6,4% a w tym czasie Ukraina miała skromny ale jednak przyrost +0,2% PKB. Inwestycje zagraniczne w przypadku ukraińskim 7,8 mld USD w greckim zaś 2,9 mld. W tym samym czasie, eksport Grecji to 28,3 mld a Ukrainy 69,8 mld USD. Grecja nadmiernie obciążona programami socjalnymi, wysokim deficytem budżetowym oraz długa-mi zewnętrznymi, brakiem rezerw prostych, zdaje się mieć zdecydowanie mniejsze szanse niż Ukraina na wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

GDP nominalne/GDP PPP /GDP PPP per capita/ Budżet – dochód/  Budżet – wydatki / zadłużenie
Ukraina      175.5                 337 7.          7.4                         57.2                66.5                       89%
Grecja        243                    267            23.6                      106.2                116                       175%
Polska       517                     814            21.1                        92.5                92.47                      47%
Źródło: CIA Factbook
Komentarz do tabeli: Mimo złej sytuacji gospodarki ukraińskiej dane makroekonomiczne mówią, że sytuacja ta jest lepsza od sytuacji greckiej. Mniejszy jest dług publiczny Ukrainy niż Grecji. Ważnym czynnikiem jest też znacznie większa siła robocza przy jednoczesnym bez porównania mniejszym niż w Grecji naciskiem na sprawy socjalne.

Zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi, pozwoliłoby państwu ukraińskiemu na uzyskanie znacznych kwot. Dalszą konsekwencją może być wzrost inwestycji w przemysł rolno-spożywczy oraz w przetwórstwo. Potencjał w tych gałęzi gospodarki jest, jak się wydaje bardzo duży [60% gruntów to czarnoziemy]. Uwolnienie 95% towarów ukraińskich z cła lub jego obniżenie, po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wskazuje, że produkty rolno-spożywcze zaczynają konkurować dość skutecznie na europejskim rynku.
Należy postrzegać to też w polskim kontekście. bowiem już wkrótce w Polsce skończą się bezpośrednie dopłaty dla rolników i konieczne będzie poszerzenie aerału upraw, żeby otrzymać konkurencyjność gospodarstw rolnych. W Polsce zaczyna brakować ziemi uprawnej i coraz więcej rolników myśli o wydzierżawieniu z prawem pierwokupu ziemi na Ukrainie.
Istotną gałęzią gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy a także zbrojeniowy. Od 2012 r. według [SIRPI – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem] Ukraina jest czwartym na świecie eksporterem broni i wartość sprzedaży w tym roku wyniosła 1,340 mld USD. Fakt ten pozwolił na stosunkowo szybkie dozbrojenie własnej armii uczestniczącej w konflikcie zbrojnym na wschodzie kraju.
Znaczącym elementem gospodarki jest także przemysł ciężki, jednak jego rola w przy-chodach staje się problematyczna ze względu na położenie części fabryk i zakładów na terenie walk z separatystami oraz zerwanie wielu więzi eksportowych z Rosją, która była głównym odbiorcą tej produkcji.
Jeszcze innym filarem gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy. Ukraina produku-je nowoczesne samoloty transportowe o największych udźwigach, na które jest nieustanne zapotrzebowanie w świecie [produkcja Antonowa zakontraktowana na 2 lata]. Zakłady w Dniepropietrowsku zdolne są do produkcji całej gamy nowoczesnych silników lotniczych, w większości do samolotów wojskowych, a także silników rakietowych. Dodać można, że z powodu konfliktu, Rosja nie otrzymuje dostaw silników do swoich myśliwców z rodziny MIG.

Perspektywa powodzenia reform
Gospodarka ukraińska ma możliwości zahamowania recesji, tym bardziej, że tkwią w niej duże rezerwy proste, jak chociażby tania siła robocza, czy bardzo skromne progi socjalno-społeczne. Istotnym czynnikiem jest też potencjalna chłonność rynku wewnętrznego
Już tylko 30% pomocy udzielonej już Grecji dałoby wystarczające wsparcie do rozwoju gospodarki ukraińskiej w ciągu najbliższych dwóch lat, oczywiście przy założeniu, że planowane reformy ustrojowo-gospodarcze wprowadzone zostaną niezwłocznie. Można za-kładać, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone poparcia takiego udzielą nie chcąc tworzyć ogniska zapalnego, swoistej ”czarnej dziury” w Europie u samego boku Rosji. Konsekwencje ukraińskiej katastrofy gospodarczej mogłyby bowiem ważyć na polityce globalnej. W tym kontekście jednak informacje o zapowiedzianym przez Polskę kredycie w wysokości 100mln na 10 lat wydają kroplą w morzu potrzeb.
Trzeba ponownie podkreślić, że warunkiem pozytywnego rozwoju są jednak pilne wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Tylko przy takim założeniu można brać pod uwagę pozytywne scenariuszu.
Analizując ukraiński potencjał reform i zdolność do nich ukraińskich elit politycznych trzeba zauważyć, że dokonano w dużej części bardzo skutecznej reformy armii a także, jak można sądzić, po wielu symptomach służb bezpieczeństwa i wywiadu, co wobec konfliktu z Rosją musiało być traktowane przez rząd jako priorytet. Analizując kwestie reform ukraińskich nie można pomijać faktu wojny z rosyjskim agresorem i wynikających stąd priorytetów.
Reformy dotyczące gospodarki i administracji wydają się być najważniejsze a zarazem okazać się mogą trudniejsze, wobec tego, że w wielu wypadkach naruszać mogą interesy poszczególnych grup nacisku. Przezwyciężenie kwestii jakimi są rozdawnictwo poniżej kosztów tego, na co państwa zwyczajnie nie stać np. zbyt niskie ceny na energię, „zbyt wysokie” świadczenia socjalne etc ze zrozumiałych względów jest trudne i musi wywoływać w jakimś stopniu napięcia społeczne. Taka ekonomizacja czy urynkowienie wielu dziedzin życia jednocześnie prowadzić może by do nadmiernych napięć, bowiem liczne i szerokie grupy ludności znalazły by się w bardzo trudniej sytuacji połączonej z poczuciem niepewności. Stanowi to o trudności reform i jasne jest, że mogą być one wprowadzane jedynie stopniowo.
Wydaje się, że mają one następujące priorytety: walka z korupcją i reforma samorządowa.
Gdy chodzi o walkę z korupcją najważniejsza wydaje się reforma systemu sądowego. System korupcyjny wdarł się głęboko w życie społeczne i gospodarcze. Rządowi jak i prezydentowi Poroszence zarzucano dotychczas, że mimo utworzenia Biura antykorupcyjnego nie uchwalono ustaw pozwalających temu Biuru na efektywną działalność.
Owa wielka, oligarchiczna własność ma na Ukrainie jeszcze jedną szalenie istotną cechę: unika płacenia podatków. Stąd walka z korupcją stanowi jedno z zasadniczych narzędzi naprawy finansów państwa, a co wobec rozmiarów szarej strefy, może okazać się na Ukrainie kwestią kluczową.
System korupcji zakorzeniony jest w szczególny sposób tam, gdzie sfera własności państwowej (zamówień państwowych) styka się ze sferą własności prywatnej. Dobrym tego przykładem są inwestycje w system drogowy.
Potraktowanie reformy samorządowej jako priorytetu byłoby do pewnego stopnia wstąpieniem na „polską drogę reform”. W intencji ma być to uwolnienie inicjatyw lokalnych i oddolnych. Stworzenie silnego i samodzielnego samorządu mogłoby też w skuteczny sposób przeciwdziałać systemu oligarchicznemu. Projekt ustawy już istnieje, ale nie jest ona uchwalona. Jej autorem jest Wołodymir Grojsman, ale odkąd stał się on przewodniczącym parlamentu nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej losy. Przykład ten zresztą wskazuje na szerszy problem. Nie ustala się wyrazistej jednoosobowej (czy też jednej niewielkiej ściśle określonej grupy osób) odpowiedzialności dając pełnię inicjatywy i umożliwiając doprowadzenie sprawy konsekwentnie końca, lecz wszelkie projekty konsultuje się szeroko, co grozi tym, że rozmywają się one poddane „obróbce” rozmaitych lobby.
Projekt ustawy samorządowej zakłada m.in.: zmniejszenie ilości członków lokalnych organów władzy. Jak skomplikowana jest to dyskusja, wskazują dające się słyszeć zastrzeżenia, że te mniejsza grona będą tym łatwiejsze do skorumpowania. Tak daleko idą obawy dotyczące korupcji. Nie wydaje się jednak, że takie zastrzeżenia mogą być zasadne jako argument przeciw daleko idącej decentralizacji.
Bardzo znacząca część przedsiębiorczości ukraińskiej to wielka własność przy jednoczesnej słabości klasy średniej (małych i średnich przedsiębiorców). Dawny system oligarchiczny stwarzał (i wciąż grozi) monopolizacją. Zwiększenie sfery produkcji i usług jest możliwe tylko poprzez uwolnienie wszelkiego typu inicjatyw, głównie wśród potencjalnej klasy średniej.
W planie ogólniejszym, celem reform ma być pobudzenie produkcji, aby powstrzymać zapadanie się gospodarki, co oczywiście musi być procesem wieloetapowym.
Istotnym warunkiem takiego rozwoju jest napływ inwestycji zagranicznych. Ma to podwójne znaczenie. Duże inwestycje zagraniczne to wprowadzanie nowych standardów i co szalenie istotne poważne ograniczenie korupcji w obszarze działania kapitału zagranicznego.
O ile znaczenie inwestycji z krajów UE jest oczywiste, to należy również zwrócić uwagę na potencjał rozwojowy tkwiący w wymianie handlowej Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego, jak również z innymi sąsiadami.

Tabela 2. Obroty handlowe Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego
Rosja /Gruzja /Turcja /Bułgaria /Rumunia /Mołdowa / %bez Rosji
Ukr export     17.7   0.1        3.8      0.63       0.573       0.72         7.9%
Ukr import    26.6    0.1      1.93      0.3         0.998      0.16          3.6%
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Dane tabeli wskazują na ograniczone wykorzystanie możliwości handlowych, jakie wydaje się stwarzać dla Ukrainy Morze Czarne. W szczególności uderza „niedorozwój” obrotów handlowych z Turcją i „nieproporcjonalnie” wysoki z Rosją. Nota bene sytuacja ta dotyczy t też Turcji (eksport do krajów basenu MCz wynosi 14.01 z 161 mld całości eksportu – 8.6%, odpowiednio import 24.08 mld z 205 mld – 12%, ale większość tych obrotów handlowych przypadają na Rosję.).
Tabela 3. Obroty handlowe Ukrainy z sąsiadami (bez uwzględnienia Rosji)
Białoruś Rumunia Bułgaria Gruzja Turcja Słowacja Węgry Mołdowa Rosja
Ukr ex      2.02      0.573       0.63      0.1      3.8      0.74       1.29      0. 72    17.7
Ukr import 5.56    0.998       0.3        0.1      1.93    0.62       1.63       0.16    26.6
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Podobnie jak w przypadku obrotów handlowych w basenie Morza Czarnego uderza „niedorozwój ”wymiany przy jednoczesnej dysproporcjonalnej szalenie wysokiej wymianie handlowej z Rosją.

Zachodzi też pytanie, w jakim stopniu wymiana handlowa z Ukrainą może zastąpić zmniejszanie się wymiany handlowej z Rosją na wypadek pogarszania się stosunków polsko-rosyjskich lub też pogłębiania się kryzysu gospodarczego w Rosji.

Tabela 4. Polska wymiana handlowa z Rosją i Ukrainą.

Imp. z R./ z Ukr/Eksport do R./do Ukr/ Imp. z R. bez energ/ Obr.PL-FR bez  energ./ Obr.PL-UKR
mlrd $       21       2,49          9.07            4.37               3.6                        13.3                        6.86
% obr. PL 11.01% 1.3%        5.25%         2.53%            1.88%                    3.65%                   1.88%

Komentarz: Polska wymiana handlowa z Rosją jest ponad czterokrotnie większa niż wymiana z Ukrainą. Decyduje o tym przede wszystkim import ropy,gazu i produktów pochodnych, co czyni import z Rosji aż dziewięć razy większy niż z Ukrainy. Polski eksport do Ukrainy jest już jedynie dwukrotnie mniejszy niż do Rosji. Jeśli pominąć ropę, gaz oraz produkty pochodne w polsko-rosyjskiej wymianie handlowej, to jest ona jedynie dwa razy większa od wymiany polsko-ukraińskiej. Jeśli uwzględnić miernik intensywności wymiany handlowej jaką jest stosunek liczby ludności do wolumenu wymiany to intensywność tej wymiany z Ukrainą jest prawie dwukrotnie wyższa niż z Rosją.

Wobec niepewności sytuacji związanej przede wszystkim z rosyjską agresją, wszelka analiza przyszłości gospodarczej Ukrainy obarczona jest ogromnym stopniem niepewności. Należy jednak zauważyć, że rozpowszechniony obraz „upadłej” gospodarce ukraińskiej, jest stereotypem odwołującym się tylko do jednego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji Należy jednak zauważyć, że nawet przy częściowym jedynie powodzeniu gospodarczych reform na Ukrainie istnieją poważne przesłanki gwarantujące opłacalność polskiego zaangażowania gospodarczego.
Rekomendacje

Polityka gospodarcza Polski wobec Ukrainy nacechowana jest jak dotychczas niezdecydowaniem. Za gestami politycznymi brak wyrazistych działań. Zapowiedziany podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Kijowie dziesięcioletni kredyt w wysokości 100 mln nie może stanowić o przełomie. Potrzebna jest bardziej wyrazista polityka poprzez inwestycje bezpośrednie i dodatkowe linie kredytowe dla polskich przedsiębiorców np. poprzez BGK. Zarazem ochrona polskich inwestycji winna związana z wysoką aktywnością polskich placówek dyplomatycznych, opartą o odpowiednie kompetencje, czego wzorem jest działanie dyplomacji amerykańskiej. Polega to na domaganiu się przestrzegania zasad wolności gospodarczej oraz zdecydowanym reagowaniu w każdym przypadku, gdy tak się nie dzieje.
Szczególną sferą inwestowania winno być rolnictwo i przetwórstwo rolne. Jest to dziedzina silnej polsko-ukraińskiej konkurencji a zarazem szansa dla wielu polskich przedsiębiorców rolnych. Decydującym czynnikiem jest zniesienie moratorium na obrót ziemią na Ukrainie. Nacisku w tym kierunku winny być istotnym kierunkiem polityki polskiego rządu.
Polska powinna wykorzystać obecną sytuację i wkroczyć zdecydowanie gospodarczo na Ukrainę, ponieważ za kilka lat może okazać się to znacznie trudniejsze wobec większej konkurencji innego, silniejszego kapitału zagranicznego. Przedsiębiorcy silniejszych gospodarek zachodnich wyczekują i będą dłużej wyczekiwać na ustabilizowanie się sytuacji politycznej i gospodarczej. Mają oni też słabsze na ogół rozpoznanie sytuacji na Ukrainie, co powodować może, że tym bardziej działać będą z opóźnieniem. Polska strona winna starać się tą sytuację wykorzystać. Dla przykładu w roku 2013, mimo braku reform ustrojowych na Ukrainie i braku stabilności, inwestycje bezpośrednie wyniosły 7,8 mld USD i były większe niż w Polsce, gdzie wynosiły tylko 3,4 mld USD. Można wyciągnąć wniosek, że mimo zdecydowanie większego ryzyka inwestycyjnego na Ukrainie, biznes gotów jest je ponieść i wybrać Ukrainę. (Patrz: http://dt.ua/ECONOMICS/investori-ne-boyatsya-ekonomichnoyi-krizi-v-ukrayini-forbes-157375_.html)
Wobec ograniczonych środków ukraińskich rozwój stosunków gospodarczych może odbywać się poprzez bezpośrednie inwestycje na Ukrainie i rozwój importu opłacalnego przy taniej hrywnie.
Polsko-ukraińska wymiana handlowa ma dzisiaj nader ograniczony charakter. Polski eksport wynosił 4.37 mld $ co stanowiło 2.53%, a polski import z Ukrainy wynosił 2.49 mld$ co stanowiło 1.3%. Również dla strony ukraińskiej, mimo mniejszej wymiany handlowej Polska nie jest znaczącym partnerem (odpowiednio 5% i 3.42%). Jak na kraje sąsiadujące ze sobą jest to niezwykle niski poziom wymiany handlowej.
Wraz z postępem reform polski eksport do Ukrainy ma perspektywy poważnego rozwoju wobec potencjalnej chłonności rynku ukraińskiego na towary codziennego i domowego użytku. Formą wsparcia dla bezpieczeństwa kontraktów byłoby preferencyjne zasady ubezpieczeń KUKE, w której wiodącą rolę odgrywa skarb państwa.
Polska może wykorzystać obecny okres, mając przewagę kapitału ludzkiego i kulturowego nad innymi inwestorami zagranicznymi. Istnieje wyjątkowo korzystny okres na inwestowanie na Ukrainie także dla średniej przedsiębiorczości. Ta wyjątkowość sytuacji wynika z tego, że polscy przedsiębiorcy i inwestorzy mogą wyprzedzić innych i zająć sprzyjającą pozycję dysponując przewagą kapitału kulturowego. Te właśnie działania winny być intensywnie wsparte przez państwo polskie.

Konflikt na Wschodzie: jak dalece się angażować?

Pytanie zasadnicze polskiej polityki wobec konfliktu na Wschodzie brzmi: jak dalece Warszawa winna się w ten konflikt angażować? MSZ konfrontuje się z krytyką z dwóch stron – jedni mówią, że zaangażowanie to jest zbyt duże, drudzy że zbyt małe.
Polskie stanowisko, jak się wydaje, odegrało, dość dużą rolę w Brukseli w kształtowaniu europejskiej polityki, zwłaszcza w pierwszej fazie konfliktu. Z czasem jednak rola ta zmniejsza się wobec tego, że polityka EU staje się coraz bardziej wyrazista, co szczególnie odczuwalne jest w parlamencie europejskim. To, że przewodniczącym Rady Europejskiej został Donald Tusk pozwala silnie kojarzyć pozycje polskie z europejskimi.
Wydaje się, że ten sukces osiągnęła Warszawa dzięki dobrym stosunkom z Niemcami. I jest to sukces podwójny. Dzięki dobrym stosunkom z Berlinem Warszawa mogła zdobyć tak względnie duży wpływ na politykę europejską, i po drugie Berlin przejął wiele punktów polskiego stanowiska w polityce  wschodniej. Niemcy dokonały poważnej ewolucji, gdy chodzi o stanowisko wobec Rosji i Ukrainy właśnie pod wpływem Warszawy.
Natomiast za porażkę Warszawy można uznać, że nie potrafiono uzgodnić wspólnych pozycji z południowymi sąsiadami Czechami i Słowacją, a przede wszystkim Węgrami. Oznacza to, że projekt, jakim jest grupa wyszechradzka, znajduje się w  kryzysie. Wydaje się, że działania, jakie podejmowano w polityce dwustronnej z poszczególnymi rządami tego południowego sąsiedztwa, były niedostatecznie intensywne i nie podejmowano się w nich poważnych i trudniejszych rozmów. Zwraca uwagę, że Rumunia, której do V-4 nie dopuszczono zajmuje dziś pozycje znacznie bliższe Polsce niż Budapeszt, Praga czy Bratysława.
Najwięcej jak wydaje można mieć jednak zastrzeżeń, co do kształtowania przez Warszawę stosunków dwustronnych Warszawa-Kijów. Nie umiano „politycznej sympatii” zaopatrzyć w silniejsze narzędzia polityczne i gospodarcze. Ostatnia wizyta premier Kopacz w Kijowie, choć przyniosła pewien postęp to jednak nie przyniosła przełomu.
PO nie zajęło się m.in. polityką pamięci, która w stosunkach polsko-ukraińskich paradoksalne odgrywa dziś większą rolę niż w stosunkach polsko-niemieckich. Wiele dokonał w tej dziedzinie wcześniej prezydent Lecz Kaczyński nota bene narażając się części własnego elektoratu. Te zaniedbania wykorzystuje dziś Putin manipulując historią Wołynia 43. Dopiero ostatnio minister Schetyna „zahaczył” pewne newralgiczne kwestie związane z historią II wojny w relacjach polsko-ukraińsko-rosyjskich. Wywołało to irytacje Moskwy, a zarazem podbudowało pozycję ministra Schetyny zwłaszcza wobec premier Kopacz. Wątek narracji II wojny w obecnym roku, 70-tej rocznicy II wojny,  okazać się może jeszcze politycznie znaczący.
Konflikt na Wschodzie wywołuje z oczywistych względów pełną kontrowersji debatę dotyczącą polskiej polityki zagranicznej. Stawia się też pytanie, jakie znaczenie miał reset stosunków polsko-rosyjskich, jakiego w swoim czasie próbowało PO . Wydaje się, że nie wielkie. Z perspektywy dalszego rozwoju wypadków wielu zechce   traktować te próby jako krok zupełnie niepotrzebne a nawet całkowicie błędne. Można by jednak kontrargumentować, że Warszawa ulegając w jakimś stopniu ogólnoeuropejskiej polityce złudzeń, okazało się nie tyle nieudolna co elastyczna (w chwili gdy trudno było przekonać zachodnich partnerów do antyrosyjskiego kursu), co pozwoliło się zyskać więcej wiarygodności, gdy kurs wobec Rosji trzeba było zaostrzyć.
Prowadzona polityka napotyka z oczywistych względów krytykę opozycji. O zbyt dużym zaangażowaniu po stronie Ukrainy mówi SLD lub osoby do SLD zbliżone. Argument brzmi – nie należy Polski narażać na konflikt z Rosją. Byłoby to może nie pozbawione pewnej słuszności, gdyby nie fakt, że po pierwsze nawet bardzo umiarkowane zaangażowanie po stronie Kijowa (zgodne z EU-normą) naraża nas już na konflikt z Rosją, po drugie obecna polityka Putina jest tak skonstruowana, że gdyby wygrał on z Kijowem następna na celowniku może być Warszawa. Zostawienie Ukrainy samej sobie jedynie zwiększa prawdopodobieństwa stania się samemu przedmiotem rosyjskiej agresji.
SLD i jemu podobni mają też zaskakujących popleczników w krytyce polityki MSZ-etu. Są nimi niektórzy działacze ugrupowań nacjonalistycznych. Piszę „niektórzy”, ponieważ polscy nacjonaliści są w sprawie Ukrainy silnie podzieleni. Jednak część z nich głosi, że w sprawy ukraińskie nie należy się wtrącać. Uzasadnienia bywają różne od czysto pragmatycznych, do agresywnie antyukraińskich. W tym ostatnim wypadku często chodzi o manipulacje rosyjskie w polskim internecie. Jak wiadomo ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne są w całej Europie ulubionym obiektem propagandowej manipulacji Kremla.
Środowisko PiS podkreśla przede wszystkim, że polska dyplomacja jest za mało aktywna i Polscy politycy nie zasiadają przy negocjacjach takich jak w Mińsku. Miałoby to dawać Polsce znacznie lepszą pozycję jako aktywnego podmiotu polityki międzynarodowej. Krytycy Po z PiS chcieliby, aby działać tak jak czynił to prezydent Kaczyński w Gruzji to znaczy być na pierwszej linii frontu. To on zresztą miał słusznie przewidywać agresję rosyjską, gdy tymczasem PO dokonywało „resetu” z Moskwą.
Krytykę dotyczącą zbyt słabego zaangażowania po stronie Kijowa wzmaga to, że istotnie koalicjant PO jakim jest PSL wynajduje dużo argumentów, by się nie wchodzić w konflikt z Rosji. Argumenty PSL są przede wszystkim natury gospodarczej. Angażowanie się po stronie Ukrainy ma szkodzić kontraktów z Rosją, co zresztą sprawdziło się.
Przewidywania Lecha Kaczyńskiego i tych wszystkich, jacy widzieli w Rosji narastające zagrożenie sprawdziły się. Taką rację można a nawet trzeba w imię fair play im przyznać. Można jednak wysunąć kontrargument, że w polityce liczą się tylko te przepowiednie, które mogą być narzędziem oddziaływania. Eurosceptyzm odbierał PiS możliwość by jego antyrosyjską przekuć w polityczne na działanie na arenie europejskiej, bowiem do takiej polityki trzeba znaleźć odpowiednich partnerów. PiS chce, aby PO tłumaczyło się z „resetu”. PO może odpowiedzieć, wytłumaczcie się ze swoich zachwytów nad Orbanem, który dziś jest głównym hamulcowym proukraińskiej europejskiej polityki.
Niewątpliwe jest zarazem, że poszczególne stanowiska w sprawie polityki zagranicznej motywowane są polityką wewnętrzną i nadchodzącymi wyborami. SLD chce pozyskać PRL-nostalgicznego wyborcę, który uważa, że Rosji zawsze należy ustępować. PSL myśli o sprzedawcach jabłek, który na chłopską partie mają głosować. PiS chce przypiąć PO łatkę mięczaków i skumplowania z wiecznie zbyt prorosyjską lewicą. I pewnością sami politycy PO pytają siebie, jak polityka wobec Ukrainy może wpłynąć na wynik wyborów. Schetyna staje antyrosyjski i wzmacnia swoją pozycję wewnątrz własnej partii. Dla wszystkich przyjęcie takiej czy innej postawy przy tak napiętej sytuacji międzynarodowej, może mieć nie mały wpływ na wynik wyborów.
Bardziej bezinteresowni wydają się działacze społeczni szerokiego ruchu na rzecz Ukrainy, niezależnie od tego jakie są ich polityczne czy partyjne sympatie. Zbyszek Bujak mówi „dajcie broń Ukrainie” i jak się wydaje, że  bardzo wielu działaczy społecznych podziela ten pogląd. Jeśli oceniać polską politykę zagraniczną oczami tych właśnie środowisk, to jest ona zbyt ostrożna. Polskę chętni widzieli by oni w bardziej jednolitym froncie razem z Litwą. Dyskusja trwa. Tylko nie wiadomo, ile mamy na nią czasu.

Merkel czy Putin: kto wygrał w Mińsku?

Pierwsza odpowiedz brzmi Putin. I wielu wydaje się oczywista, skoro rozejmu nie ma i zajęto Debalcewo. Rosjanin przechytrzył Niemkę, która rzekomo naiwnie wierzyła w to, co podpisywała, a on słowa nie dotrzymał. Niektórzy uważają zresztą, że Putin jest od samego początku sprytniejszy  i zwycięski. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się sprawie, to mierząc dotychczasowe  dokonania  ambicjami, jakie zdradza, odnosi on poważne porażki. Wygrywa bitwy, ale coraz bardziej przegrywa wojnę,  jaką wypowiedział Zachodowi.
Zdobycie kilku terytoriów, które przy okazji zdewastowano (Krym gospodarczo, Donbas jak najbardziej dosłownie) i w które wpompowywać trzeba pieniądze, to nie są wielkie zdobycze. Dokonując tej agresji ostrzegł jednak cały Zachód o swoich planach i spowodował powszechną zmianę poglądów na to, czym jest dzisiejsza Rosja i kim jest on sam jej prezydent. Wcześniej wierzono, że Putin będzie modernizatorem, a nawet nie w pełni demokratą, to jednak politykiem, z którym daje się jakoś współpracować. Putin Zachód tej naiwności innych pozbawił.
Łamiąc ostatnie umowy z Mińska pozbawił już tych złudzeń nawet tych, którzy chcieli mu wierzyć do ostatniej chwili. Czy kanclerz Merkel należała to takich naiwnych? Nie wydaje się. To ona pierwsza nazwała Putina człowiekiem oderwanym całkowicie od rzeczywistości i uczyniła to już dość dawno. Nie wydaje się, żeby mogła o tym zapomnieć. Zapomniał o tym natomiast, jak się wydaje Putin. Nie musiał prowadzić, żadnych rozmów w Mińsku i mógł agresję kontynuować bez tego. Wyobrażał sobie, że stwarzając bardzo krótkotrwałe złudzenia co do możliwości pokoju coś ugra. I kolejny raz prymitywnie skłamał.
Kanclerz Merkel wydaje się znacznie bardziej wyrachowana. Prowadziła negocjacje z kim, o kim wiedziała przecież, że wierzyć mu nie można. Prowokując jednak ponowne demonstracyjne kłamstwa zdobywa argumenty wobec tej reszty europejskich polityków, którzy wciąż są naiwni lub tą naiwność chcą dalej udawać.  Wciąganie Hollanda do tej gry było również dobrym posunięciem, bowiem i on czuć się musi oszukany i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. W ten oto sposób Zachód dojrzewa do wniosku, co dla niektórych było może oczywiste od początku i napotykało jednak na spory opór, że Putina powstrzymać można tylko siłą.
Plany Putina nie przewidywały, że Zachód może dojść do takiego wniosku. W jego oczach Zachód, a zwłaszcza EU-Europa, miał być dekadencki i nie zdolny do jakiekolwiek zdecydowanego działania.Pomyłka Putina wynika z jego całkowitego niezrozumienia mechanizmów działania państw demokratycznych. Debata i refleksja, jaka towarzyszy i spowalnia proces podejmowania decyzji, to w jego oczach jedynie czcza gadanina. Nie dostrzega on, że dzięki temu, demokracje zdolne są też uczyć się i wypracowywać decyzje bardziej dojrzałe i na koniec skuteczne.

Niektórzy twierdzić jednak  będą dzisiaj, że Putin odniósł zwycięstwo nie tylko na Krymie i w Donbasie, ale prawie w samym sercu kontynentu bowiem w Budapeszcie. Należy jednak lepiej przyjrzeć się, co się tam stało. Był to dla Putina dość drogi wyjazd, zapłacił bowiem za bilet do Budapesztu 10 mlrd euro. Taka jest wysokość kredytu, jakiego udzielił Orbanowi. Jest to 1/35 jego zasobów i rezerwy, jaką jeszcze posiada. Można oczywiście powiedzieć, że Orban jest przekupny. Sedno sprawy jest jednak w tym, że względy polityków musi już Putin kupować za dość duże pieniądze a trudno sobie wyobrazić, aby tracący na popularności węgierski premier mógł zmienić politykę Zachodu.

Ci którzy widzą w Putinie zwycięzcę wydają się tak samo naiwni jak on sam, nawet a zwłaszcza jeśli uważają się za jego wrogów czy oponentów. Uprawianie i zrozumienie polityki wymaga wiele wyrafinowania, a kto widzi w niej tylko stosowanie siły  nie bardzo jest zdolny dostrzegać głębszy nurt wydarzeń. Nie wykluczone, że Putin wygra jeszcze kilka bitew, wybrał się jednak na wojnę z Zachodem. Podobno aby wygrywać trzeba wroga nieco uśpić i odwrócić uwagę od swoich planów. Putin zrobił wszystko, aby swojego wroga na Zachodzie ostrzec i pobudzić do mobilizacji.

Marcin Przeciszewski:: Wojna z całym światem w imię wizji niemożliwej do realizacji

Patrząc z szerszej perspektywy na zabór Krymu i wspieraną z zewnątrz krwawą rebelię w Zagłębiu Donieckim, wyraźnie dostrzegamy, że celem agresji wszczętej przez Władymira Władymirowicza Putina bynajmniej nie jest tylko Ukraina. Ukraina stanowi jedynie jej etap. Rzeczywistym zamierzeniem Putina jest dokonanie destrukcji UE i NATO i oderwanie nie posiadającej wystarczającego potencjału obronnego Europy od Ameryki. Stanowi ona w zamierzeniu element zastraszenia Zachodu, ukazania mu jego własnej bezsilności, której celem jest kapitulacja poszczególnych państw Zachodu przed bluffem zastosowanym przez putinowską Rosję. Bluff ten polega na

——

Jest to ściągnięta z FB dyskusja, jaka toczyła się zawzięcie przez dwa wieczory jakieś dwa-trzy tygodnie temu, w której aktywny udział wziął mój stary KiK-owski druh Marcin Przeciszewski. Myślę, że warto jego argumenty przypomnieć. Jest też tam sporo ciekawych informacji pewnie nie wszystkim znanych.

———

autoprezentacji reżimu panującego w Rosji jako „jedynej na świecie siły zdrowej moralnie” zdecydowanej do tego na wszystko, aby zbudować nowy, „sprawiedliwy” porządek świata oparty o „tradycyjne wartości” traktowane instrumentalnie. Niebywała agresja propagandowa, nie znana w takiej skali, nawet w czasach Hitlera albo Stalina, zamieniająca w ludzkich głowach rzeczywisty obraz świata fikcją montowaną przez ideologów w rodzaju Aleksandra Prochanowa, Aleksandra Dugina albo Dymitra Kisielewa, ma „zaprogramować” zarówno umysły intelektualistów i prostych ludzi Zachodu, fikcyjnym przekonaniem, że Rosja jest zagrożona zmasowaną agresją ze strony „cynicznego, homoseksualnego i skrajnie zdemoralizowanego” antyświata. Świat ten reprezentują go głównie Stany Zjednoczone, posługujące się morderczą, krwawą faszystowską kijowską juntą, mającą swoje źródło
w banderyźmie, który nie jest niczym innym, tylko prostą kontynuacją hitleryzmu, rozpaczliwie broni się przed umieszczeniem amerykańskich głowic atomowych na Ukrainie, stanowiących śmiertelne niebezpieczeństwo dla świata. Przeż szereg miesięcy próbowano zbliżyć Zachód do Rosji, a jednocześnie skłócić między sobą Europejczyków zanim dopracują się wspólnej polityki wobec „neonazisowskiej Ukrainy” było kontynuowane do dziś szerzenie przez rosyjską propagandę nieludzkiej, rasistowskiej nienawiści do Ukraińców, usiłujących wyłamać się ze swojego wasalnego położenia. W odpowiedzi na zmasowaną propagandę odzywają się niemieccy intelektualiści i politycy związani osobistymi interesami z Rosją, jak Gerhard Schröder głosząc hasła o zagrażającym pokojowi na świecie niesprawiedliwym traktowaniu Rosji i jej prawie do koniecznej obrony, negując przy tym, za Putinem, aktywnym działaniom i samej obecności wojsk rosyjskich na Donbasie. Honor Niemców jako narodu uratował kolejny list intelektualistów wskazujących jednoznacznie kto jest agresorem.
Prezydent Rosji, W. W. Putin, wykorzystując obawy Europejczyków o obniżenie poziomu życia w poszczególnych krajach, ich uzależnienie od rosyjskich nośników energii do skłócenia Europejczyków zarówno między sobą, jak i z Ameryką. Celem tego skłócenia jest doprowadzenie do tego, aby Unia Europejska tracąc wszelką zdolność do przeciwdziałania zewnętrznym naciskom przekształciła się najpierw w „bezsilną, bezzębną staruszkę”, aby ostatecznie uledz pełnemu rozpadowi. Zgodnie z głoszoną przez Aleksandra Dugina teorią wzajemnej przeciwstawności sobie cywilizacji kontynentalnej (Eurazja) i atlantyckiej (kraje anglosaskie), miejsce Brukseli jako koordynatora procesów toczących się w kontynentalnej Europie ma zająć Moskwa. Rosja już od wielu lat stara się unikać rozmów z UE jako całością, natomiast intensywnie prowadzi rozmowy bilateralne z poszczególnymi jej krajami, kładąc przy tym nacisk na „obustronne interesy” własne i danego kraju europejskiego. Celem „wojny hybrydowej” prowadzonej przez Rosję w ramach wishful thinking jej geopolityków, jest doprowadzenie do stanu, aby kraje tworzące UE kraje, pragnąc utrzymania spokoju i korzyści jakie zapewnia im współpraca gospodarcza z Rosją, nie rozumiejąc przy tym prawdziwych celów jej działań, będą po kolei kapitulować przed pogróżkami stosowanymi przez prezydenta Rosji, ilustrowane jego działaniami na Ukrainie. Kraje te, negując europejską solidarność w imię swoich wąsko pojętych interesów, będą przekształcać się stopniowo w obszar koordynowany przez Moskwę.
Temu celowi między innymi służy głoszenie haseł Unii Euroazjatyckiej, która zgodnie z jej maksymalną wizją docelową snutą przez teoretyków z „klubu wałdajskiego”, powinna objąć obszar „od Lizbony do Władywostoku”. Nie oznacza to dążenia do powrotu do pełnej wasalizacji, czyli chęci wskrzeszenia RWPG i układu warszawskiego, ale celem jest wskrzeszenie imperium rosyjskiego w skali jakiej ono nie osiągnęło nigdy za pomocą prób zrealizowania utopijnej wizji uczynienia z Moskwy centrum politycznego i gospodarczego tego ogromnego obszaru. Proponowana przez Putina Unia Euroazjatycka, której pierwszym etapem jest istniejąca już Unia Celna Rosji, Białorusi i Kazachstanu, może stać się najwyżej zmodernizowanym ZSRR, czyli w swej istocie odnowionym Imperium Rosyjskim, w którym zarówno my, jak Węgrzy, Rumuni, Słowacy, Czesi, Serbowie i Chorwaci, a również Włosi, czy Hiszpanie, a nawet Francuzi możemy – analogicznie jak przed 25 latami Finlandia zachować własną suwerenność jedynie wewnątrz swoich narodowych granic.
++++++++++
Z perspektywy narodów wchodzących w skład imperium radzieckiego aż do jego upadku (1991 r.) – pogłębianie integracji z Rosją wraz z przyjmowaniem nowych instytucjonalnych konstrukcji, których celem jest odnowienie imperium z centrum w Moskwie, za pomocą stworzenie jednego zintegrowanego obszaru gospodarczego na obszarze poradzieckim z zamiarem wyjścia daleko poza niego, stanowi narodowe samobójstwo w dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego Gruzini, Ukraińcy, czy Mołdawianie starają się uciekać jak najdalej od narzucanych im projektów. Dlatego też, jak do tej pory mogło się wydawać zewnętrznemu obserwatorowi, najwierniejsi z wasali Kremla, białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko i bliski zbudowaniu dyktatury kazachski prezydent Nursułtan Nazarbajew, związani z Moskwą unią celną Białorusi, Rosji i Kazachstanu, robią wszystko, aby idea fix Kremla, Unia Euroazjatycka nigdy nie została zrealizowana.
– Paradoks imperium rosyjskiego – brak centrum gospodarczo cywilizacyjnego
Specyfiką Rosji, stanowiąca bardzo poważny problem zarówno dla ludzi o tożsamości wielkoruskiej, jak i przedstawicieli wszystkich narodów włączonych do imperium, był fakt, że Rosjanie, którzy stworzyli imperium nie umieli – albo byli wręcz niezdolni – do stworzenia na własnym rdzennym terytorium jądra cywilizacyjno-gospodarczego dominującego nad całym jego obszarem. Wszystkie inne imperia nie tylko posiadały takie centra, ale zawsze ich budowa zaczynała się od nich. Rosjanie byli i są zdolni do stworzenia wielkiej i bardzo bogatej i subtelnej wysokiej kultury i duchowości, wydają się natomiast nie zdolni do utworzenia silnej i atrakcyjnej cywilizacji, mogącej konkurować z innymi cywilizacjami na terenie własnego imperium. Moskwa
i Sankt-Petersburg były stolicami władzy i administracji, a także handlu, a w XIX i XX w., również sztuki i teatru. Cywilizacja na poziomie bytowym (jakość budownictwa mieszkalnego, rolnictwa, hodowli, wsi i gospodarki wiejska, sposób odżywiania się najuboższych warstw
i żywienia wojska, kuchnia warstw wyższych, jakość rzemiosł i wszystkich rodzajów produkcji przemysłowej, a również jakość dróg i umiejętność utrzymania porządku ładu i czystości), na wszystkich nierosyjskich obszarach imperium zamieszkałych przez ludność chrześcijańską (europejską) niezmiernie przewyższała wszystko co poza handlem i architekturą sakralną (jedynie w tych dwóch dziedzinach Rosjanie umieli być naprawdę dobrzy) budowali i tworzyli sami Rosjanie.
Pierwszą podstawową różnicą między dawnym imperium carskim a współczesną Federacją Rosyjską jest fakt, że Putin będąc faktycznie nie tyle wybranym prezydentem, a uzurpatorem władzy monarszej, jak każdy tyran-samozwaniec, jest ogromnie słabszy od carskiej autokracji, bo nie posiada i posiadać nie może tej siły moralnej, która była w stanie jednoczyć Rosjan. Monarchii rosyjskiej bardzo długo udawało się znakomicie.
Wchodząc na twardy grunt ekonomii pragnę zwrócić uwagę tylko na jeden kluczowy aspekt obu etapów rosyjskiego imperium, jego podstawę gospodarczą. Dane z czasów ZSRR i PRL są celowo tak zagmatwane, że trzeba opanować oddzielny warsztat badawczy, przy tym bardzo się napracować, aby w rezultacie zapewne dojść do podobnych wyników. Ograniczam się przeto do wykazania analogii w podstawach budżetowych imperium rosyjskiego i dzisiejszej Federacji Rosyjskiej, coraz bardziej przypominającą model tyranii znany z opisów Arystotelesa, czyli pseudomonarchię rządzoną autorytarnie przez uzurpatora. Żadna tyrania (władza uzurpatorów bądź dyktatorów), mimo częstego stawiania przez nie niezwykle ambitnych planów i zamiarów nigdy w historii nie okazała się ani trwała, ani stabilna. Tyran zawsze stanowi zwornik władzy skonstruowanej na wzór piramidy. Usunięcie zwornika powoduje, że cała budowla rozsypuje się niczym domek z kart. Często już pierwsze poważne niepowodzenie, jeśli nie towarzyszy mu jednoczesne uruchomienie terroru, powoduje, że rozsypie się ona w drobiazgi. Jednakże uruchomienie terroru wymaga wiary znaczącej grupy w jego sens. O zyskanie jej będzie raczej bardzo trudno Putinowi, pozostaje mu przeto mieszanina strachu o stosunkowo niewielkim natężeniu, opium dla ludu w postaci iluzji mocarstwowych i powszechna korupcja środowisk opiniotwórczych i nadal naturalnych autorytetów do których w pierwszym rzędzie należy Cerkiew prawosławna. Fakt, że Putinowi ostatecznie udało się skorumpować patriarchę Cyryla I (Gundiajewa) może mieć tragiczne skutki dla przyszłości nie tylko prawosławia, ale chrześcijaństwa w całości wśród Rosjan.
– Podstawa budżetu Rosji
W obu wypadkach podstawa budżetowa państwa rosyjskiego pochodzi głównie
z działalności eksploatacyjnej i nieproduktywnej. Dla Rosji czasów jej legalnej historycznej monarchii podstawę budżetu stanowiły stawki podatkowe wyznaczone dla guberni z obrzeża imperium (pod tym pojęciem rozumiano wszystkie gubernie zamieszkałe nie tylko przez ludność „innoplemienną” za którą uważano Finów, Bałtów, Niemców, Polaków, Rumunów (z Besarabii, czyli rosyjskiej części Mołdawii) i wszystkie narody kaukaskie, a również Małorusów (Ukraińcy)
i Białorusinów, co stało w sprzeczności z nie uznawania ich odrębności narodowej od Wielkorusów, czyli Rosjan.
Przykładowo, za posiadanie, bądź wynajem powierzchni produkcyjnej w guberniach zewnętrznych roczna stawka podatkowa wynosiła 10,5% od 1/5 wartości obiektu fabrycznego, wzrastając wraz z inwestowaniem w park maszynowy i inne urządzenia produkcyjne. Był to podatek, który można nazwać antymodernizacyjnym. Nie było żadnych zniżek i ulg podatkowych w przypadku zatrzymania produkcji, z podatku zwalniano jedynie w przypadku pożaru, bądź rozbiórki obiektu. W guberniach centralnych, zamieszkałych przez ludność etnicznie rosyjską, stawka tego samego podatku wynosiła 2,5% od 1/6 wartości obiektu, przy całej gamie zwolnień podatkowych. Mimo tak niekorzystnych stawek podatkowych przemysł i nowoczesna gospodarka rozwijały się przede wszystkim na ziemiach nierosyjskich. Podobnie było ze wszystkimi innymi rodzajami podatku z wyjątkiem akcyzy na wyroby spirytusowe, która była jednolita na całym obszarze imperium. Kuriozum na skalę imperium stanowił podatek gruntowy ustanowiony w Królestwie Polskim, w ramach akcji uwłaszczenia chłopów polskich, rozpoczętej w roku 1864, co w zamierzeniu musiało stanowić podatek karny. Podatek ten pobierano w symbolicznej wysokości tego podatku nie tylko na ziemiach rosyjskich, ale i innych nierosyjskich. Wszędzie w całości pozostawał w gminach służąc przede wszystkim na potrzeby budowy
i konserwacji dróg lokalnych. Pochodzący z Królestwa Polskiego był w całości wpłacany do budżetu państwa, a z Królestwa zajmującego mniej niż 0,3% obszaru imperium rosyjskiego ściągano 37% całej sumy podatku gruntowego na całym obszarze Rosji.
Kolejną metodą eksploatacji obszarów nierosyjskich były nadzwyczaj szeroko rozwarte widełki między sumą wpływów podatkowych ściąganych z wyżej rozwiniętych nierosyjskich guberni imperium, a dotacjami wypłacanymi z budżetu centralnego na potrzeby tych guberni (budowa kolei, mostów, głównych dróg, gmachów administracji rządowej, utrzymanie wojska
i administracji). W przypadku Królestwa Polskiego, do miejscowych budżetów guberialnych w formie dotacji z budżetu centralnego wracała średnio jedynie 1/3 sumy podatków płaconych przez naszych dziadków i pradziadków. Z tej wracającej sumy musieliśmy jeszcze otrzymać cały rosyjski warszawski okręg wojskowy, rosyjską policję, wszystkie służby mundurowe i aparat urzędniczy.
Mimo to nasz kraj, tak jak i wszystkie nierosyjskie gubernie imperium rosyjskiego rozwijał się bardzo prężnie poczynając od lat 20. XIX w., po wybuch pierwszej wojny światowej. Ten rozwój z dzisiejszej perspektywy można uznać za prawdziwy cud. Tym bardziej w warunkach kiedy byliśmy Rosji potrzebni jedynie w charakterze wasali, którzy będą na nich pracować, a także mięsa armatniego dla ich armii. Z obu tych wymogów wywiązywaliśmy się z wyjątkiem okresów dwóch powstań narodowych, razem 3,5 roku na stuletni okres istnienia związanego z Rosją Królestwa Polskiego (1815-1915). Oczywiście, prawdą jest, że włączenie do Cesarstwa Rosyjskiego otwierało przed nami ogromne rynki zbytu nie tylko na całym obszarze imperium, ale również w Azji, w drodze do której Rosja stanowiła kraj tranzytowy. Jednak cena za to otwarcie rynków była niezmiernie wysoka, po pierwsze z powodu uczestnictwa w rosyjskim skrajnie dla nas niekorzystnym systemie podatkowym, a po drugie z przyczyn konieczności prowadzenia twardej i bezwzględnej walki konkurencyjnej z rosyjskim przemysłem korzystającym z protekcji i wsparcia państwa. Najtrudniejsza była walka naszych przedsiębiorców włókienniczych z Łodzi, Pabianic i Żyrardowa z rosyjskim przemysłem włókienniczym
z podmoskiewskiego Iwanowo-Wozniesieńska. Umieliśmy też doskonale konkurować
w dostarczaniu na rynki rosyjskie polskiego węgla, stali, cynku i ołowiu. Słynne i największe rosyjskie zakłady artyleryjskie i produkcji karabinów w Tule (znane również z produkcji samowarów) wszystkie potrzebne im surowce z wyjątkiem miedzi, otrzymywały przede wszystkim z Zagłębia Dąbrowskiego i Olkusza. Podobna była sytuacja przedsiębiorstw nadbałtyckich i małorosyjskich (ukraińskich) na rynku rosyjskim. Przedsiębiorcy nierosyjscy zwykle brali górę nad Rosjanami, uzależniając ich od swoich dostaw. Sami Rosjanie nie byli w stanie ani w czasach carskich, ani sowieckich, ani dziś zbudować porządnej gospodarki na swoich ziemiach. Najstraszniejsze jest to, że nie nauczyli się niczego i zamiast wziąć się dziś za budowę zdrowej gospodarki i społeczeństwa, ciągle myślą o kontynuowaniu budowy imperium drogą wasalizowania otaczającego ich świata. Wyjątek w tym myśleniu stanowili chyba jedynie starowierzy, do których wrócę na dalszych stronach i okres reform podjętych przez ks. Piotra Stołypina, premiera Rosji po stłumieniu rewolucji roku 1905.
W czasach carskich stałe i rosnące z każdym rokiem (w miarę rozwoju guberni nierosyjskich) dochody budżetu rosyjskiego, zapewniały rosyjskie garnizony (które autochtoni musieli w całości utrzymywać) i żandarmeria wojskowa obdarzona bardzo szerokimi kompetencjami w zakresie zwalczania niepokojów społecznych. Ich zadaniem było zniechęcenie zwasalizowanych narodów ościennych do podjęcia jakichkolwiek działań, których celem mogła by okazać się suwerenność miejscowych narodów. Do czasów agresji na Gruzję (2008 r.) i obecnej agresji na Ukrainę, wydawało się, że groźba użycia wojska przez władze Federacji Rosyjskiej należy już do przeszłości, okazało się jednak, że jest ona tak samo realna, jak była w wieku XIX mimo, że w żadnym z krajów poradzieckich (z wyjątkiem Białorusi) nie ma już rosyjskich garnizonów ani nie działają współczesne odpowiedniki żandarmerii. Wydawać się mogło, że wojsko i żandarmerię zamieniły dziś rurociągi gazowe i naftowe, nie tylko uzależniające narody ościenne i dalej żyjące narody od rosyjskich surowców, ale również umożliwiającw Moskwie prowadzenie metodą szantażu i różnicowania cen dla poszczególnych polityki „dziel i rządź”. Niestety dwa powyższe przykłady, że im bliżej dany kraj położony jest od granic Rosji, tym większe jest prawdopodobieństwo zastosowania wobec niego zarówno szantażu paliwowego, jak i napaści zbrojnej. W szczególnie niekorzystnej sytuacji są kraje poradzieckie, nawet jak w przypadku krajów bałtyckich należące do UE i NATO. Oderwania tych krajów od Rosji, putinowska Moskwa nie traktuje poważnie, a dodatkowo posiadają one ogromną mniejszość rosyjska, która napłynęła tam dlatego, że miasta Łotwy i Estonii były nawet w czasach radzieckich najbardziej przyjazne dla człowieka, a poza tym, nie starczało miejscowych rąk do pracy przy rozbudowie istniejącego tam potężnego przemysłu. Budowa każdego nowego kombinatu wymagała sprowadzenia z całego ZSRR co najmniej kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy do dziś żyją w izolacji od miejscowego społeczeństwa. posługując się językiem rosyjskim jako jedynym zrozumiałym dla wszystkich nowo osiedlonych, dzięki czemu jest nie tylko narzędziem komunikacji, ale wraz z pamięcią o zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami, zastępuje im wszystkim ojczyznę.
Jak niebezpieczne dla kraju, w którym znajdują się te są te sztuczne zbiorowiska ludności radzieckiej wypranej ze wszystkich wartości właściwych dla społeczności lokalnych, pokazuje obecnie przykład Zagłębia Donieckiego. Sytuacja z Donbasu może powtórzyć się jutro
w estońskiej Narwie, która po wojnie została zasiedlona na nowo przez ludność radziecką (Estończykom nie pozwolono wracać do miasta całkowicie zburzonego w 1944 r., przez radzieckie lotnictwo), albo podobnym przemysłowym blokowisku w jakie przekształcono po wojnie besarabskie Bendery.
+++++++++
Wymarzony dziś przez kremlowskich teoretyków model przyszłego imperium, antycypował po drugiej wojnie światowej status nadany Finlandii, a wcześniej rozłożony na kilka etapów sposób przyłączania narodów europejskich do Rosji. Była to w kolejności prawobrzeżna, hetmańska Ukraina, następnie odebrane Szwecji Liwonia i Estlandia (północna Łotwa i Estonia), po nich nieformalnie odłączona od Rzeczypospolitej Kurlandia (Łotwa Południowa), dalej ziemie litewskie i ukrainne Rzeczypospolitej, po nich Gruzja, wreszcie Finlandia odebrana Szwecji
i Besarabia (Moldowa) odebrana Turcji, po niej na kongresie wiedeńskim (1815 r.) do imperium przyłączono 3/4 obszaru Księstwa Warszawskiego, a ostatnim państwem europejskim włączonym do Rosji (lata 20-te XIX w.) była wtedy irańska część podzielonej Armenii
z Eczmiadzynem, ormiańską stolicą kościelną.
– Imperium rosyjskie a chrześcijańskie (europejskie) narody przyłączone do niego
Dla narodów zamieszkujących wymienione kraje (może z wyjątkiem Rumunów z Besarabii, których autonomia w ramach księstwa Mołdawii pod protektoratem tureckim była znacznie szersza niż to, co zaoferowali Rosjanie) pierwszy etap przyłączenia do imperium przynosił więcej korzyści niż strat, wobec czego włączenie do Rosji spotykało się ze znacznym poparciem społecznym. Dla prawobrzeżnych Ukraińców zakończył on trwającą prawie pół wieku niesłychanie krwawą wojnę z Polakami, dla Finów, Estończyków i Łotyszy, mimo faworyzowania miejscowej arystokracji szwedzkiej i niemieckiej stopniowo dał możliwość własnej emancypacji narodowej, Gruzinów i Ormian ochronił przed groźbą fizycznego unicestwienia przez muzułmanów, jaka po upływie osiemdziesięciu lat od włączenia irańskiej części Armenii dokonała się w jej części tureckiej. Przez kilkadziesiąt lat po włączeniu do imperium przyłączone narody dały Rosji nieprawdopodobnie dużo.
Najpierw Ukraińcy, a właściwie absolwenci jedynej w ówczesnym świecie prawosławnej wyższej uczelni Akademii Mohylańskiej w Kijowie. Oni otworzyli Rosję na świat, oni stworzyli
w niej europejskie szkolnictwo, byli wychowawcami carskich dzieci i oni zapewnili łączność
z Rzymem i Paryżem. On wreszcie stworzyli podwaliny pod nowoczesne państwo rosyjskie czasów Piotra Wielkiego. Wraz z odebraniem Szwecji jej posiadłości na wschodnim wybrzeżu Bałtyku w Rosji pojawili się Niemcy, którym Rosjanie zawdzięczają kształt swojej cesarskiej stolicy, nowoczesną armię, drogi, mosty i nowoczesną administrację. Besarabscy Rumuni, Gruzini i Ormianie odegrali niebagatelną rolę w rosyjskiej kulturze i myśli (Antioh i Dimitrie Cantemirowie), ale również i w wojsku (generałowie Roman i Piotr Bagrationowie)
i w administracji, gdzie wielki wkład w budowę Rosji wznieśli przedstawiciele tych trzech południowo europejskich narodów). Gdy inność przeważnie wyższej cywilizacji i wypracowanej przez włączone narody kultury przestawała być już potrzebna Rosjanom, następował etap stopniowego „ujednolicenia”, polegający na unifikacji prawnej (nie dotyczącej jednak systemów podatkowych, do których wrócimy na następnych stronach) standaryzacji kulturowej prowadzącej do eliminacji miejscowych języków ze sfery publicznej, a wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia również i domowej, co niosło za sobą zwykle powolną śmierć kultury i stopniową degradację posługujących się nimi narodów. Najniebezpieczniejsza była ona dla włączonych
w skład imperiów narodów wschodniosłowiańskich, nie nie posiadających bariery językowej chroniącej ich przed działającym destruktywnie na własne posługiwanie się obcym ich tradycji językiem rosyjskim, ale również pełnej własnej tożsamości narodowej, wypracowanej dopiero po Wiośnie Ludów przez kijowskie elity narodowe i równolegle, choć w wariancie dużo bardziej prowincjonalnym, zmuszonym ostatecznie do przejęcia języka literackiego z Kijowa, przez ruskie elity galicyjskie.
W taki sam sposób przebiegała przyśpieszona przez nasze powstania sytuacja w Polsce pod zaborem rosyjskim. Moment utworzenia Królestwa Polskiego pod berłem cesarza Aleksandra I oznaczał przywrócenie nazwy Polski na mapach świata, czego nie uczynił nawet Napoleon. W Królestwie Polskim, które teoretycznie z Rosją łączyła tylko unia personalna, w całości zachowano Wojsko Polskie i polskie organa władzy. Teoretycznie otwarły się przed nami wszystkie rynki Imperium i krajów azjatyckich, łudzono Polaków nadzieją rozszerzenia Królestwa na ziemie litewsko białoruskie, gdzie aż do lat 30-tych XIX w. został utrzymany polski system szkolny. Jednakże powolna nieformalna jeszcze unifikacja z resztą Imperium zaczęła się już
w parę lat po utworzeniu Królestwa, a drogę do realnej unifikacji, prowadzonej według wzorów wypróbowanych w innych przyłączonych krajach otwarła klęska dwóch naszych kolejnych powstań.
Imperium Rosyjskie w ciągu jego 600 letniej historii nigdy nie umiało zaproponować innego rozwiązania dla nierosyjskich narodów (może, ale tylko częściowo z wyjątkiem petersburskich
i bałtyckich Niemców posiadających obywatelstwo rosyjskie). Jednak i ich, w latach 80. XIX w., również poddano rusyfikacji, czego wyrazem było wprowadzenie języka rosyjskiego w charakterze jedynego języka urzędowego, również na obszarze Estlandii, Liwonii i Kurlandii, gdzie zupełnie nikt językiem tym nie posługiwał się, a najbardziej spektakularnym jej wyrazem była rusyfikacja niemieckiego Uniwersytetu Dorpackiego, założonego jeszcze przez króla szweckiego Gustawa Adolfa w oparciu o istniejąca wcześniej akademię jezuicką, której twórcą był o. Piotr Skarga S.J.
– Starowiercy – enklawa rozwoju cywilizacji w społeczeństwie rosyjskim
Rosyjski handel, a potem sieć prywatnej bankowości na obszarze całego imperium utworzyli sami Rosjanie. Nie byli to jednak zwykli ludzie, jakich można było tak po prostu spotykać się na ulicy, albo w restauracji, czy kawiarni przyciągających kręgi ziemiańskie i inteligenckie. Wyższe warstwy rosyjskiego kupiectwa stanowiły ściśle zamkniętą grupę elitarną. Nie byli oni wprawdzie mniejszością narodową, ale zdecydowanie izolowali się od reszty społeczeństwa. Pod względem towarzyskim żyli w pełnej izolacji od otaczającego świata, nie uczestniczyli w życiu publicznym
i z poza wyjątkami elitarnych oddziałów huzarskich i kirasjerskich, fundowanych przez nich samych, nie przyjmowani do służby wojskowej. Wszyscy jej najwięksi przedstawiciele (Morozowowie, Trietiakowowie, Mamontowowie, Kuzniecowowie) tworzylo zamknięta przed światem grupę starowierów, o ethosie podobnym do amerykańskich kwakrów. Byli oni zwalczani od reform patriarchy Nikona w połowie wieku XVII. Jedyną niszę, jaką ze względu na ich nieposzlakowaną uczciwość, pozostawiła im rosyjska monarchia był handel, który zdominowali w całości, tworząc gigantyczne fortuny, wykorzystywane zwykle – z braku innych możliwości – na mecenat w dziedzinie kultury i sztuki. Najpoważniejsze rosyjskie muzea, teatry i galerie sztuki z Galerią Trietiakowską na czele, pochodzą z ich fundacji. Ze względu na to, że Rosja poza kapitałem kupieckim – pozostającym prawie w 100% w rękach starowierów – praktycznie nie posiadała żadnych poważniejszych kapitałów, dopiero ostatni cesarz Mikołaj II dał im pełną wolność we wszystkich sferach życia i działalności gospodarczej i politycznej. Dopiero w latach XIX starowierzy mogli przystąpić do budowy rosyjskiego przemysłu i kolei. Zrobili bardzo dużo dla budowy współczesnej nowoczesnej Rosji, ale cała ich aktywność została przerwana przez przewrót bolszewicki. Dziś tym silniej i dobitniej widać, jak przeraźliwą stratę dla Rosji stanowiła likwidacja elit starowierskich. Oznaczała ona koniec ethosu wytężonej uczciwej pracy
i prawdziwej kultury najwyższej próby w rosyjskiej gospodarce, przemyśle i handlu, których jądrem na niepełne 3 dziesięciolecia stali się oni dopiero przed 120 laty. Ogółem starowiercy, wraz z jedynowiercami (tymi, którzy na skutek różnych nacisków przyjęli unię z rosyjskim prawosławiem) stanowili od 15 do 20% społeczeństwa rosyjskiego, choć poszczególni autorzy podają liczby wyższe. Większość z nich posiadała status chłopski i żyła na wsi, a ich wsie pod względem poziomu cywilizacyjnego, jakości życia wieśniaków i panującego w nich porządku były porównywalne ze wsią łotewska, polską, estońską, niemiecką na Powołżu, albo zachodnio-ukraińską.
Z prawosławną wsią rosyjską łączył ją tylko język używany przez mieszkańców i regionalne odmiany folkloru i budownictwa. W ZSRR starowierskie gospodarstwa wiejskie uległy prawie pełnej zagładzie jako „kułackie”. Dziś liczba starowierów w Rosji nie przekracza 500 tys., więcej
z nich zamieszkuje kraje bałtyckie, Finlandię, Białoruś, Ukrainę i deltę Dunaju w Rumunii. Bardzo rygorystyczne a jednocześnie przepojone sacrum życie starowierów stanowiło chyba jedyny w skali społeczeństwa i do tego paradoksalnie w warunkach rozłamu i wzajemnej pełnej izolacji, przykład przeniesienia idei prawosławnego monasteru w zwyczajne życie świeckie. Setki rosyjskich prawosławnych monastery, przywracanych obecnie do życia, stanowią bardzo mocny przykład ładu i porządku wniesionego w codzienne życie, stając się istnymi oazami w całych swoich okolicach.
– główne centra cywilizacyjne imperium rosyjskiego na jego okrainach
Zdecydowana większość najsilniejszych ośrodków gospodarcze imperium rosyjskiego znajdowała się przed rewolucją poza etniczną Rosją. Powstały one na obszarach, gdzie z ich rdzennymi mieszkańca Rosjanie zawsze mieli problemy z pełnym dogadaniem się. Potencjalnie groziło to rozpadem całego imperium, już przy pierwszej nadarzającej się okazji. Takiej okazji dostarczyły lata 1917-1920, kiedy po wybuchu rewolucji w Piotrogrodzie (w taki sposób zrusyfikowano niemiecką nazwę Sankt-Petersburga w sierpniu 1914 r., w momencie wybuchu wojny z Niemcami) wszystkie chrześcijańskie narody imperium podjęły pierwszą poważną próbę oderwania się od Rosji. Sytuacja ta na jeszcze większą skalę, bo objęła również kraje muzułmańskie, powtórzyła się w latach 1990-1991 wraz z upadkiem ZSRR, uznanym w roku 2005 przez Władymira Putina za największą katastrofę wieku XX i w całych dziejów Rosji. Obawa przed secesją najwartościowszych gospodarczo terenów imperium stanowiła bodajże główną przyczynę utrzymywania na siłę władzy cesarskiej w formie archaicznej autokracji, sprawującej władzę metodą wydawania dekretów, a opartej na korpusie oficerskim, niesłychanie rozbudowanej administracji i Kościele prawosławnym pozbawionym swojego hierarchicznego zwierzchnika (patriarcha Moskwy i całej Rusi), wskutek czego poddanym władzy rządu wielkoruskim chłopstwie, utrzymywanym, dzięki zachowaniu wspólnoty wiejskiej, na archaicznym poziomie rozwoju cywilizacyjnym, do przezwyciężania którego rząd rosyjski
ks. Piotra Stołypina przystąpił dopiero w 1905 r..
Najsilniejszymi ośrodkami gospodarczymi imperium rosyjskiego na przełomie wieków XIX i XX były:
1. Królestwo Polskie z jego zagłębiami: Dąbrowskim (węgiel kamienny i rudy żelaza), Staropolskim (rudy żelaza) i Olkuskim (cynk i ołów), Łodzią i Żyrardowem (przemysł włókienniczy), Warszawą (przemysł maszynowy) i Białymstokiem (przemysł włókienniczy. Białystok leżał już poza granicami Królestwa, tym nie mniej był zaliczany do „Kraju Priwislińskiego”, stanowiącego pojęcie szersze niż Królestwo Polskie, z którym myliło go szereg publicystów, wskutek czego powstała legenda, jakoby nazwa Królestwo Polskie, w ramach rusyfikacyjnej unifikacji została zastąpiona oficjalnie tym pojęciem. „Kraj Priwisliński” był utożsamiany z obszarem Warszawskim Okręgiem Wojskowym. Na skutek podjęcia przez cesarza Mikołaja I decyzji, aby budować tory kolejowe o szerszym rozstawie szyn (1524 zamiast 1435 mm) rosyjskie połączenia kolejowe z Europą były dodatkowo uzależniony od spokoju panującego w punktach przeładunkowych, zwanych suchymi portami, z których 7 znajdowało się na obszarze Królestwa Polskiego, 1 na Litwie (granica z Prusami) i 1 na granicy rosyjsko-austriackiej. Cały „Kraj Priwisliński” posiadał również zupełnie niezłe rolnictwo, w imperium rosyjskim ustępujące jedynie nadbałtyckiemu, a dzięki cieplejszemu klimatowi, po wybudowaniu kolei stał się podstawowym dostawcą owoców sfery umiarkowanej (jabłka, śliwki i gruszki), a także obok ziem ukraińskich należał do głównych producentów i dostawców cukru na rynki obu stolic imperium i miast centralnej Rosji;
2. Naddnieprzańska Ukraina ze swoimi czarnoziemami największymi na świecie. Przy właściwej gospodarce rolnej były one w stanie dostarczyć ziarna potrzebnego do nie tylko Rosji, ale również całej Europy. Na ukrainie również była dobrze rozwinięta hodowla, zwłaszcza koni i bydła, zajmująca bardzo poważną pozycję w pogłowiu koni w armii rosyjskiej i zaopatrzeniu w mięso Moskwy i miast środkowej Rosji. Poza tym Ukraina, w swej części odebranej posiadała założone na Dzikich Polach po podboju blokującego rozwój tych ziem Chanatu Krymskiego dwa potężne zagłębia węglowo-stalowe: Krzyworoskie i Juzowskie (dziś Donieckie) i Charków (do lat 70. XVIII w autonomiczna kozacka Ukraina Słobodzka) z potężnym przemysłem maszynowym i zakładami taboru kolejowego. Poza tym na obszarze Ukrainy (Małorosja i Noworosja) znajdowała się Odessa z największym portem handlowym imperium rosyjskiego i przemysłem stoczniowym;
3. Prowincje nadbałtyckie: Liwonia, Kurlandia i Latgalia (Łotwa) i Estlandia (Estonia). Mimo nie sprzyjającego mokrego i chłodnego klimatu i gleb podobnych do polskich, rozwinęło się tam rolnictwo najnowocześniejsze na całym obszarze imperium, mogące być z powodzeniem wykorzystane jako wzorzec dla modernizacji gospodarki rolnej wszędzie w Rosji, gdzie nie występowały czarnoziemy. Razem z sąsiednią Finlandią w prowincjach nadbałtyckich była rozwinięta intensywna hodowla bydła, owiec i trzody chlewnej, a także przemysł leśny i drzewny. Estlandia stanowiła zaplecze ziemniaczano-warzywne dla Sankt-Petersburga, a po wybudowaniu kolei również Moskwy. Gubernie nadbałtyckie dostarczały znaczną część mięsa na rynek północnej stolicy Rosji. Oprócz rozwiniętego rolnictwa, w Rydze znajdował się drugi pod względem przeładunków port imperium obsługujący Moskwę, a Ryga wraz z estlandzką Narwą stanowiły potężny ośrodek przemysłu okrętowego i maszynowego, bardzo skutecznie konkurujący z przemysłem Petersburga. W okolicach Narwy znajduje się zagłębie łupków bitumicznych o wartościach cieplnych zbliżonych do węgla kamiennego, które służyły do ogrzewania miast, przede wszystkim Petersburga, a od końca wieku XIX zaczęto je wykorzystywać jako paliwo dla elektrowni. Pierwsza elektryczna kolej dojazdowa w Europie powstała w Rewlu (Tallinnie). Miasta prowincji nadbałtyckich pod względem jakości i nowoczesności infrastruktury nie odbiegały od miast niemieckich albo szwedzkich, dzięki czemu w życie w Rewlu, Rydze, albo Dorpacie było najbardziej komfortowe w całym imperium.
4. Kraje Południowe: – Besarabia, Gruzja, Armenia. Nie powstał w nich nowoczesny przemysł, ale posiadały bardzo dobrze rozwinięte rolnictwo sfery ciepłej od obszarów intensywnej uprawy najszlachetniejszych gatunków winorośli (Besarabia) po subtropiki (Abchazja). Uprawa owoców południowych, głównie cytrusów (mandarynki, cytryny, pomarańcze). Bardzo poważny i dobrze rozwinięty przemysł winny, pokrywający wraz z i Krymem całość produkcji „win krajowych”, nie ustępujących najlepszym hiszpańskim, włoskim, czy francuskim w imperium rosyjskim.
5. Azja Środkowa: Rosyjskie kolonie, porównywalne z posiadłościami krajów zachodnioeuropejskich:
a. Gubernia Bakińska (Azerbejdżan). Była ona odebrana Iranowi przez Rosjan, wraz z Armenią w latach 1826-28. Kaspijskie złoża nafty uważane do połowy wieku XX za największe na świecie. Nazwa bak pochodzi od nazwy miasta Baku, które stało się po przejściowym wyzwoleniu spod władzy bolszewickiej w początkach lat 20. XX w. stolicą zjednoczonego Azerbejdżanu. Eksploatacja złóż syberyjskich rozpoczęła się dopiero po drugiej wojnie światowej, złoża bakijskie, wraz z potężnym przemysłem petrochemicznym były dla imperium rosyjskiego jedynymi źródłami paliw ciekłych zarówno w wieku XIX, jak i pierwszej połowie wieku XX. Własność pól naftowych skupiona głównie w rękach miejscowej arystokracji i kupców ormiańskich, funkcjonujących doskonale mimo nadzwyczaj wysokich stawek podatkowych daleko przekraczających stosowane wobec narodów nierosyjskich europejskiej części imperium rosyjskiego, analogicznie do arabskich szejków z nad zatoki perskiej. Podsycana przez władze rosyjskie ostra konkurencja między muzułmańskimi Azerami i chrześcijańskimi, europejskimi Ormianami, która doprowadziła do opisanej przez Stefana Żeromskiego rzezi Ormian pod okupacją turecką w 1918 r.
b. Azja Środkowa, głównie gubernia bucharska (Uzbekistan), a także międzyrzecze Amu
i Syr Dariii (Uzbekistan). Ogromne uprawy bawełny, gospodarka kolonialna, ale oparta o własność miejscowej arystokracji plemiennej, funkcjonującej podobnie jak właściciele pól naftowych w sąsiednim Azerbejdżanie mimo niezwykle wysokich stawek podatkowych.
W tym samym okresie rdzenna Rosja, określana w ówczesnej nomenklaturze mianem Gubernie Centralne, posiadała następujące silne okręgi gospodarcze:
1. Zagłębie Uralskie, najstarsze w Rosji, funkcjonujące od czasów Piotra I. Posiada ono kilkanaście ośrodków wydobywczo przemysłowych, funkcjonujących wokół uralskich miast: Jekaterynburga, Niżnego Tagiłu, Iżewska i Permu. Jednak potencjał Zagłębia Uralskiego
rosyjskiej metalurgii, która poza Uralem była skoncentrowana w Sankt-Petersburgu, odpowiadał w przybliżeniu potencjałowi Szwecji, co stanowiło kroplę w morzu potrzeb ogromnej Rosji. Stwarzało to znakomite warunki konkurencyjne dla Zagłębi Dąbrowskiego z Olkuszem w Polsce, a także zagłębi, metalurgii i przemysłu maszynowego Ukrainy i guberni nadbałtyckich.
2. Rosjanie rozpoczęli eksploatację poważnych złóż węgla w syberyjskich zagłębiach Kemerowsko-Kuźnieckim koło Nowosybirska i Irkuckim na wschodniej Syberii, ale ich eksploatacja mogła ruszyć na prawdę dopiero po wybudowaniu kolei transsyberyjskiej, która dopiero w roku 1999 doszła do Irkucka. Na prawdziwą eksploatację tych zagłębi w normalnych warunkach wypadło niecałe dwudziestolecie. Zostały one rozbudowane na wielką skalę
w czasach stalinowskich pięciolatek, co umożliwiła eksploatacja niewolnicza eksploatacja więźniów, zarówno chłopów wyaresztowanych jako kułacy podczas kolektywizaji, jaki i więźniów ze słynnego paragrafu 58, pod który można było podciągnąć dosłownie wszystko. Dzięki sile niewolniczej powstało również trzecie z syberyjskich zagłębi węglowych, położone w Workucie na północnym Uralu, zagłębie aluminiowe na półwyspie Kolskim i Jamalskim i ośrodek wydobycia diamentów w Norylsku i rozbudowy zagłębia uralskiego o potężną hutę
w Magnitogorsku. Więźniowie stanowili również podstawową siłę roboczą przy eksploatacji syberyjskiej i północnoeuropejskiej tajgi, złóż złota na Kołymie, a także budowy żeglownych kanałów z Bałtycko-Białomorskim na czele i wielkiego niezamarzającego portu za kręgiem polarnym w Murmańsku nad morzem Barentsa. Zadaniem tego portu oprócz celów strategicznych było odciążenie trzeciego portu Rosji, znajdującego się w Archangielsku nad morzem Białym, przeznaczonego głównie do eksportu drewna. Wadą portu w Archangielsku było jego zamarzanie w okresie zimowym. Większość „wielkich budów socjalizmu” (drogi, mosty, koleje, kanały, ogromne kombinaty przemysłowe powstała tam również dzięki niewolniczej sile roboczej.
3. Rosjanie posiadają własne metale kolorowe w całym ich zakresie, złoto na Kołymie
i własną ropę naftową na Syberii. Syberyjską ropę, tak jak własny węgiel z zagłębiach syberyjskich i na Uralu Polarnym, zaczęli eksploatować na dobre dopiero w okresie stalinowskim, kiedy mieli dostatecznie dużo niewolniczej siły roboczej (więźniowie łagrów), aby zacząć eksploatację złóż położonych w skrajnie niekorzystnych dla człowieka warunkach klimatycznych, bez konieczności niezwykle kosztownych inwestycji w infrastrukturę tych terenów, bez których ludzie nie są tam
w stanie przeżyć dłużej niż po kilka lat.
4. Z artykułów konsumpcyjnych ogromna Rosja była samowystarczalna jedynie w przemyśle futrzarskim, rybnym (wraz z kawiorem) i drzewnym. W innych gałęziach tylko w przemyśle zbrojeniowym. Rosjanie posiadali dość dobrze rozwiniętą i w miarę nowoczesną metalurgię, która jednak zdołała nadążyć za potrzebami dopiero w czasach radzieckich. Rosja nie umiała się nigdy sama wyżywić, a kolektywizacja w czasach radzieckich całkowicie zniszczyła rosyjskie rolnictwo
i całą rosyjską wieś, która nie jest w stanie podnieść się od tej pory z upadku.
5. Istotne miejsce w geografii gospodarczej Rosji posiadał również podmoskiewski Okręg Włókienniczy z centrum w Iwanowie-Wozniesieńsku, znany nam Polakom jako wspierany
i dotowany przez państwo konkurent naszego Okręgu Łódzkiego, posiadający dziś te same problemy, co Łódź.
– Podsumowanie
Mimo niezwykle forsownej radzieckiej industrializacji, która w pierwszym rzędzie sotyczyła etnicnej Rosji i jej peryferii między morzem Białym i górami Ural, a także Syberii, do dziś poza największymi miastami rosyjskimi, nie widać w stopniu najmniejszym poprawy jakości życia na ziemiach rdzennie rosyjskich. W czasach ZSRR proporcje nie tylko między jakością i poziomem życia, a również między potencjałem ludzkim ziem rdzennie rosyjskich i nierosyjskich przesunęły sie jeszcze bardziej na niekorzyść Rosji.
Jeśli analizować o zdolności obronne i potencjał mobilizacyjny armii carskiej, to rdzennych Rosjan w roku 1914 było w niej tylko około 43%. W armii radzieckiej końca istnienia ZSRR również liczba żołnierzy narodowości innych, niż rosyjska była dużo większa, gdyż sami muzułmanie przekroczyli 50%. składu osobowego armii. Rzadko skład osobowy armii traktuje się jako wyznacznik stanu państwa, tymczasem armia radziecka niebezpiecznie upodobniła się do armii rzymskiej, w której przeważali barbarzyńcy i która przyniosła zagładę zachodniemu cesarstwu. Jeśli Rosja nie jest w stanie się nie tylko samemu wyżywić się, ale również nie jest w stanie stworzyć własnej armii narodowej (na Donbasie widać jak ogromną rolę w wojsku rosyjskim odgrywają Czeczeni i różni najemnicy), to nie ma również szans na przekształcenie się z niedookreślonego pod władzą uzurpatora tworu imperialnego, wymagającego nieustannego potwierdzania się drogą ekspansji, to szanse na to, aby zdołała stać się normalnym państwem narodowym są równie znikome.
Natomiast samą możliwość dalszej kontynuacji ekspansji całkowicie wyklucza stosunek potencjału gospodarczego Rosji do wspólnego potencjału krajów NATO, wynoszący dziś 1:16.
Wszystkie rosyjskie plany są mżonką, co widać również po tym, że po zagarnięciu Krymu działaniami zaskakującymi Ukraińców w momencie szczytu rewolucji, Putin nie odnióśł żadnych dalszych sukcesów, a wszystkie dalsze działania wywołanej przez niego rewolty wspartej przez regularną armię rosyjską doprowadziły jedynie do chaosu i anarchii na południowym wschodzie Ukrainy i śmierci tysięcy ludzi. Żaden pozytywny cel nie został przez niego osiągnięty.

Aktywne popieranie Ukrainy to polski interes narodowy

Pierwsze wypowiedzi Pani Premier Kopacz były interpretowane jako zmiana polityki rządu wobec agresji rosyjskiej na Ukrainę. Miałaby to być polityka bardziej ostrożna. Z pewnością odejście ministra Sikorskiego sprzyjało takim komentarzom. Próżno dziś rozważać, czy Pani Premier wyraziła się nie dość precyzyjnie czy też błędnie jej słowa interpretowano. Dalsze wypowiedzi zarówno Pani Premier jak i jej ministra Pana Schetyny  ujaśniły sprawę. Dziś minister Schetyna już atakowany przez prasę moskiewską za ostrość wypowiedzi.

W gruncie rzeczy nie należy też żałować, że takie wątpliwości przez moment powstały. Pani Premier Kopacz powiedziała m.in., że gdy chodzi sprawy na Wschodzie będzie miała na myśli przede wszystkim polskie interesy. I wtedy zakrzyknięto, jedni z rozczarowaniem inni z zadowoleniem – dystansuje się wobec Ukrainy. A przecież premier rządu w żadnej sprawie nie może pomijać polskich interesów. Na czym więc polegało nieporozumieni? Być może na istnieniu podejrzenia, że poparcie dla Ukrainy jest wynikiem polskiego idealizmu, a nie rzetelnej kalkulacji. Polacy mają skłonność  do podejrzewaniu siebie o brak rozsądku, a czasem o szaleńcze i samobójcze postępowanie. Dyskusja o powstaniu warszawskim 44 znakomicie to pokazuje. Podejrzenie więc mogło zaistnieć, że popieranie Ukrainy co prawda jest czymś szlachetnym ale lekceważącym realia, że popiera się Ukrainę kosztem polskich interesów. Nic jednak bardziej mylnego od takiego przypuszczenia.

Popieranie Ukrainy jest jak najbardziej w polskim interesie, bowiem jeśli Kijów przegra stracie z Moskwą będziemy mieli agresywnego Putina na nszej granicy. I będzie to Putin jeszcze bardziej agreswywny niż dziś, bowiem upewniony, że agresywność popłaca. Jego hasło przywrócenia imperium może obejmować objęciem znowu moskiewskimi wpływami Warszawy. Z tego punktu widzenia Kijów należy bezwględnie popierać i to niezależnie jak się ocenia wspólczesną Ukrainę, jako kraj potencjalnie bardziej przyjazny czy nieprzyjazny Polsce. Lepiej bowiem mieć za sąsiadów nawet niezbyt przyjaznych Ukraińców niż agresywnego Putina.

Czy możlwie jest jeszcze trzecie rozwiązanie, polegające na tym, że Ukraina zostanie podzielona i wtedy Polska też bedzie miała bufor od Rosji, a musi mieć obecnie prowadzić z Moskwą sporu o agresję w Donbasie. Trudno sobie jednak wyobrazić, że taka okrojona Ukraina mogłaby być państwem samodzielnym i prawdziwym buforem. Po drugie najpewniej byłaby państwem znacznie mniej przyjaznym Polsce, bowiem Ukraińcy nie mogli by zapomnieć Warszawie w jak trudnej sytuacji ich opuściła. W istocie pogląd taki głośić mogą naiwni lub powiedzmy to otwarcie rosyjscy agenci wpływu, którzy usiłują wcisnąc polskiej opinii publicznej takie niedorzeczności.

Nie trzeba być więc wcale być idelistą aby wspierać dzisiejszą Ukrainę. Jeśli ktoś z jakiś względów jest wobec Ukraińców podejrzliwy lub nie lubi, to niech robi to z zimnej kalkulacji i poczucia polskiego narodowego egoizmu. Trzeba przy tym zdawać sobie sprawę, jak wiele robi dziś putinowska propaganda, aby odegrać Ukraińcom sympatię wśród Polaków. Bowiem w sprawie ukraińsko-rosyjskiej dzisiaj polski idealizm wspiera i uzupełnia polski realizm.

Konflikt rosyjsko-ukraiński: dlaczego Putin przegrywa?

Potoczny głos mówi, że Putin wziął Krym i jeśli zechce to weźmie jeszcze więcej. Putin ma być na pozycjach wygranych, ma swoją zdobycz i może jeszcze ją zwiększyć. Jak wiele takich potocznych ocen i ten jest produktem pewnej bezmyślności i braku refleksji. Przed jeszcze rokiem samo wyobrażenie wojny rosyjsko-ukraińskiej było nie do pomyślenia, a w Kijowie rządził ktoś w dużym stopniu zależny od Moskwy. Dzisiaj 90% Ukraińców opowiada się za jednością terytorialną kraju (najwyższy wskaźnik po roku 1991), co oznacza, że nawet dużą część tamtejszych Rosjan (jest ich 17% to znaczy co najmniej 7% opowiada się za Ukrainą) nie chce Putina i Moskwy.

                W połowie zeszłego roku Ukraina była wciąż bardziej pod wpływami Moskwy niż Brukseli. Mniej też niż 70% opowiadało się za jednością kraju. Dlaczego więc sytuacja tak bardzo się zmieniła?

                Pierwszą i najważniejszą przyczyną jest istnienie dużego  jak na stosunki europejskie narodu liczącego ponad 35 mln i państwa z 45 mln obywateli. Bogata narodowa tożsamość ukraińska jest w dużym stopniu dziedzicem dawnej Rzeczypospolitej (o czym szczególnie Polacy powinni pamiętać) i wyraźnie odróżnia się od tożsamości rosyjskiej. Rosja przez ponad dwieście lat usiłowała pochłonąć Ukrainę (nazywając ją m.in. Małorosją), ale zabiegi te okazały się bezskuteczne. Mimo wszystkich naturalnych i wymuszanych pokrewieństw, represji i wymordowania przez Stalina znacznej części kulturalnej elity Ukraińcy nie poddali się rusyfikacji. Istnienie narodu Ukraińskiego, o którym Europa wie w skandaliczny sposób mało, jest podstawową przyczyną, że Putin przegrywa.

                Rosja miała jednak w Kijowie znaczące wpływy i mogła być, korzystając z efektów sowietyzacji, dominującym partnerem. I będąc w stanie wojny z Ukrainą taką pozycję traci. Dlaczego? Bowiem Putin chciał znacznie więcej, co powodowane było nieuznawaniem podstawowego faktu istnienia narodu ukraińskiego, a w konsekwencji widzenia Ukrainy jako państwa sezonowego (skąd my Polacy takie określenia znamy). Ukraina miała w planach Kremla przestać istnieć. Kraj miał być podzielony i rozczłonkowany.

                Putin jest przede wszystkim ideologiem (tacy snują wielkie plany), w znacznie mniejszym stopniu politykiem (ci są pragmatyczni). W Moskwie powstała nie licząca się z realami wizja odtworzenia rosyjsko-sowieckiego imperium,  z którego wykluczenie Ukrainy było nie do wyobrażenia. I cel ten Putin chciał osiągnąć szybko, niemal natychmiastowo. Starcie  putinowskiej Rosji z Ukrainą stało się nieuniknione.

                Założeniem Putina była też słabość Zachodu, który jego zdaniem był w głębokim kryzysie. Putin wierzył też w siłę swojej szeroko pojętej agentury. Przecież w Niemczech miał Schroedera, we Francji Marie Le Pen, a nawet w Polsce dla swojej sprawy można było pozyskać kogoś takiego jak Mikke. Ta poważna agentura wpływu plus zmasowany atak w Internecie miały dopełnić reszty. Dekadencka Europa miała ustąpić, a Putin miał odtworzyć swoje imperium. Taką ideologiczną wizję obmyślono na Kremlu.

                Z Europą być może by się Putinowi nawet udało, gdyby nie Ukraińcy. Ten  naród istniał i istnieje wbrew majakom Kremla i tu różnica między ideologią oraz  realami była największa i zasadnicza. Europa zaczęła się też szybko uczyć, kim są Ukraińcy (choć wciąż wiedzą zbyt mało), zarazem Putin demaskował się jako prowokator i kłamca.

                Dzisiaj pozostało tylko przerażenie z kim mamy do czynienia na Kremlu, co coraz bardziej łączy się z przekonaniem, że łapczywemu watażce nie można ustąpić, bo tylko może go to sprowokować do dalszej agresji.   Nie ma jednak innej drogi jak zwycięstwo Ukrainy i jej narodu, nawet jeśli doświadczyć będzie trzeba niejednej tragedii. Świadomość Europejskość  wzbogacona o świadomość jeszcze jednego wielkiego swego narodu stanie się pełniejsza. Europa, jak już wiele razy było w przeszłości, poszerzy swoją tożsamość.

Rosja: Putin – jak długo jeszcze?

Porażka ukraińskiej polityki Putina jest coraz bardziej widoczna. Chodzi nie tylko o utratę przez separatystów kolejnych punktów oporu i sukcesów Kijowa w zwalczaniu promoskiewskich terrorystów i  chodzi też nie tylko o utratę Ukrainy jako sfery wpływów Moskwy. To co się dokonuje to demitologizacja Rosji jako imperium, a właśnie na neoimperialnej idei Putin chciał legitymizować swoją władzę. To demonstracja słabości rosyjskiej polityki, braku programu reform, ideologicznych fikcji, jakie są „zaklejdziurą” dla trudnych a nie podejmowanych problemów. To demaskacja Rosji jako ogromnego, ale słabego państwa. Co prawda wciąż ponad 70% Rosjan popiera Putina i to dzięki jego awanturniczej polityce. Gdy jednak porażka Putina dojdzie do świadomości rosyjskiej opinii publicznej rozczarowanie nim może być znacznie silniejsze od obecnej popularności.

Przywódcy samozwańczej „Republiki Donieckiej” już wyrazili swoje rozczarowanie brakiem wsparcia ze strony Moskwy. Nazwali to nawet zdradą. Rozwój wypadków musi też budzić rozczarowanie wyznawców rosyjskiego szowinizmu i nacjonalbolszewików i ZSRR-nostalgików. „Bojownicy” z Ługańska i Doniecka powracają do Rosji i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będą oni w szeregach zwolenników Putina. Już teraz Kreml zaczyna się przed nimi bronić zamykając przed nimi granicę nie tylko po to aby ich zatrzymać na Ukrainie ale aby ich nie mieć u siebie.

Porażka Putina może stać się też impulsem dla sił demokratycznych. Zdawały się one być sparaliżowane długoletnimi sukcesami obecnego prezydenta Rosji. Zdawał się on dostarczać leku na schorzałą, postimperialną rosyjską tożsamość, gdy jelcynowska w jakimś stopniu demokratyczna recepta zawiodła. Teraz jednak, gdy lek szowinizmu tak wyraziści nie pomaga, powrót do pytań o rosyjską demokrację  znów wydaje się możliwy i potrzebny.

Sukces ukraiński pobudzić też może nadzieje skolonializowanych przez Rosję narodów na więcej niezależności i ożywić ruchy odśrodkowe w scentralizowanym państwie (choć mieni się ona federacją), chcącym bezpośrednio kontrolować swój gigantyczny obszar.

I jest jeszcze jeden istotny czynnik, jakim jest otoczenie samego Putina. Rosyjska „demokracja kontrolowana” to w istocie oligarchia, w której superoligarchą jest sam Putin (jego prywatny majątek oceniany jest na 70 mlrd $). I obecna polityka Putina zaczyna być dla tej oligarchii coraz bardziej kłopotliwa a nawet uciążliwa. Putin wciąż zdaje się kontrolować rosyjską „oligarchiczną demokrację”,  ale może być to dla niego coraz trudniejsze.

Dla wielu Rosja to Putin, a jeśli nie Putin to ktoś putinopodobny,  choć wielu jest też takich dla których upadek Putina byłby dobrą wiadomością. Należy jednak stwierdzić, że upadek Putina byłby też kolosalnym wyzwaniem dla polityki światowej. W obecnej sytuacji otwierałby przed Rosji całkiem nowe perspektywy na dobre ale i na złe oraz konieczność negocjacji z Rosją jej nowego miejsca w globalnej polityce.

Jak długo Putin pozostanie przy władzy trudno dokładnie przewidywać. Widać już jednak, że nie jest tak „wieczny” na jego zdawał się być wyglądać. Jego ostatnie przemówienie do rosyjskich dyplomatów, choć nie wolne od pogróżek, zdradzało raczej jego niepewność i dezorientację. Biorąc więc również pod uwagę możliwość jego odejścia trzeba się też przygotować powoli do dialogu z Rosją poputinowską, co z pewnością też nie będzie zadaniem łatwym.