Konflikt na Wschodzie: jak dalece się angażować?

Pytanie zasadnicze polskiej polityki wobec konfliktu na Wschodzie brzmi: jak dalece Warszawa winna się w ten konflikt angażować? MSZ konfrontuje się z krytyką z dwóch stron – jedni mówią, że zaangażowanie to jest zbyt duże, drudzy że zbyt małe.
Polskie stanowisko, jak się wydaje, odegrało, dość dużą rolę w Brukseli w kształtowaniu europejskiej polityki, zwłaszcza w pierwszej fazie konfliktu. Z czasem jednak rola ta zmniejsza się wobec tego, że polityka EU staje się coraz bardziej wyrazista, co szczególnie odczuwalne jest w parlamencie europejskim. To, że przewodniczącym Rady Europejskiej został Donald Tusk pozwala silnie kojarzyć pozycje polskie z europejskimi.
Wydaje się, że ten sukces osiągnęła Warszawa dzięki dobrym stosunkom z Niemcami. I jest to sukces podwójny. Dzięki dobrym stosunkom z Berlinem Warszawa mogła zdobyć tak względnie duży wpływ na politykę europejską, i po drugie Berlin przejął wiele punktów polskiego stanowiska w polityce  wschodniej. Niemcy dokonały poważnej ewolucji, gdy chodzi o stanowisko wobec Rosji i Ukrainy właśnie pod wpływem Warszawy.
Natomiast za porażkę Warszawy można uznać, że nie potrafiono uzgodnić wspólnych pozycji z południowymi sąsiadami Czechami i Słowacją, a przede wszystkim Węgrami. Oznacza to, że projekt, jakim jest grupa wyszechradzka, znajduje się w  kryzysie. Wydaje się, że działania, jakie podejmowano w polityce dwustronnej z poszczególnymi rządami tego południowego sąsiedztwa, były niedostatecznie intensywne i nie podejmowano się w nich poważnych i trudniejszych rozmów. Zwraca uwagę, że Rumunia, której do V-4 nie dopuszczono zajmuje dziś pozycje znacznie bliższe Polsce niż Budapeszt, Praga czy Bratysława.
Najwięcej jak wydaje można mieć jednak zastrzeżeń, co do kształtowania przez Warszawę stosunków dwustronnych Warszawa-Kijów. Nie umiano „politycznej sympatii” zaopatrzyć w silniejsze narzędzia polityczne i gospodarcze. Ostatnia wizyta premier Kopacz w Kijowie, choć przyniosła pewien postęp to jednak nie przyniosła przełomu.
PO nie zajęło się m.in. polityką pamięci, która w stosunkach polsko-ukraińskich paradoksalne odgrywa dziś większą rolę niż w stosunkach polsko-niemieckich. Wiele dokonał w tej dziedzinie wcześniej prezydent Lecz Kaczyński nota bene narażając się części własnego elektoratu. Te zaniedbania wykorzystuje dziś Putin manipulując historią Wołynia 43. Dopiero ostatnio minister Schetyna „zahaczył” pewne newralgiczne kwestie związane z historią II wojny w relacjach polsko-ukraińsko-rosyjskich. Wywołało to irytacje Moskwy, a zarazem podbudowało pozycję ministra Schetyny zwłaszcza wobec premier Kopacz. Wątek narracji II wojny w obecnym roku, 70-tej rocznicy II wojny,  okazać się może jeszcze politycznie znaczący.
Konflikt na Wschodzie wywołuje z oczywistych względów pełną kontrowersji debatę dotyczącą polskiej polityki zagranicznej. Stawia się też pytanie, jakie znaczenie miał reset stosunków polsko-rosyjskich, jakiego w swoim czasie próbowało PO . Wydaje się, że nie wielkie. Z perspektywy dalszego rozwoju wypadków wielu zechce   traktować te próby jako krok zupełnie niepotrzebne a nawet całkowicie błędne. Można by jednak kontrargumentować, że Warszawa ulegając w jakimś stopniu ogólnoeuropejskiej polityce złudzeń, okazało się nie tyle nieudolna co elastyczna (w chwili gdy trudno było przekonać zachodnich partnerów do antyrosyjskiego kursu), co pozwoliło się zyskać więcej wiarygodności, gdy kurs wobec Rosji trzeba było zaostrzyć.
Prowadzona polityka napotyka z oczywistych względów krytykę opozycji. O zbyt dużym zaangażowaniu po stronie Ukrainy mówi SLD lub osoby do SLD zbliżone. Argument brzmi – nie należy Polski narażać na konflikt z Rosją. Byłoby to może nie pozbawione pewnej słuszności, gdyby nie fakt, że po pierwsze nawet bardzo umiarkowane zaangażowanie po stronie Kijowa (zgodne z EU-normą) naraża nas już na konflikt z Rosją, po drugie obecna polityka Putina jest tak skonstruowana, że gdyby wygrał on z Kijowem następna na celowniku może być Warszawa. Zostawienie Ukrainy samej sobie jedynie zwiększa prawdopodobieństwa stania się samemu przedmiotem rosyjskiej agresji.
SLD i jemu podobni mają też zaskakujących popleczników w krytyce polityki MSZ-etu. Są nimi niektórzy działacze ugrupowań nacjonalistycznych. Piszę „niektórzy”, ponieważ polscy nacjonaliści są w sprawie Ukrainy silnie podzieleni. Jednak część z nich głosi, że w sprawy ukraińskie nie należy się wtrącać. Uzasadnienia bywają różne od czysto pragmatycznych, do agresywnie antyukraińskich. W tym ostatnim wypadku często chodzi o manipulacje rosyjskie w polskim internecie. Jak wiadomo ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne są w całej Europie ulubionym obiektem propagandowej manipulacji Kremla.
Środowisko PiS podkreśla przede wszystkim, że polska dyplomacja jest za mało aktywna i Polscy politycy nie zasiadają przy negocjacjach takich jak w Mińsku. Miałoby to dawać Polsce znacznie lepszą pozycję jako aktywnego podmiotu polityki międzynarodowej. Krytycy Po z PiS chcieliby, aby działać tak jak czynił to prezydent Kaczyński w Gruzji to znaczy być na pierwszej linii frontu. To on zresztą miał słusznie przewidywać agresję rosyjską, gdy tymczasem PO dokonywało „resetu” z Moskwą.
Krytykę dotyczącą zbyt słabego zaangażowania po stronie Kijowa wzmaga to, że istotnie koalicjant PO jakim jest PSL wynajduje dużo argumentów, by się nie wchodzić w konflikt z Rosji. Argumenty PSL są przede wszystkim natury gospodarczej. Angażowanie się po stronie Ukrainy ma szkodzić kontraktów z Rosją, co zresztą sprawdziło się.
Przewidywania Lecha Kaczyńskiego i tych wszystkich, jacy widzieli w Rosji narastające zagrożenie sprawdziły się. Taką rację można a nawet trzeba w imię fair play im przyznać. Można jednak wysunąć kontrargument, że w polityce liczą się tylko te przepowiednie, które mogą być narzędziem oddziaływania. Eurosceptyzm odbierał PiS możliwość by jego antyrosyjską przekuć w polityczne na działanie na arenie europejskiej, bowiem do takiej polityki trzeba znaleźć odpowiednich partnerów. PiS chce, aby PO tłumaczyło się z „resetu”. PO może odpowiedzieć, wytłumaczcie się ze swoich zachwytów nad Orbanem, który dziś jest głównym hamulcowym proukraińskiej europejskiej polityki.
Niewątpliwe jest zarazem, że poszczególne stanowiska w sprawie polityki zagranicznej motywowane są polityką wewnętrzną i nadchodzącymi wyborami. SLD chce pozyskać PRL-nostalgicznego wyborcę, który uważa, że Rosji zawsze należy ustępować. PSL myśli o sprzedawcach jabłek, który na chłopską partie mają głosować. PiS chce przypiąć PO łatkę mięczaków i skumplowania z wiecznie zbyt prorosyjską lewicą. I pewnością sami politycy PO pytają siebie, jak polityka wobec Ukrainy może wpłynąć na wynik wyborów. Schetyna staje antyrosyjski i wzmacnia swoją pozycję wewnątrz własnej partii. Dla wszystkich przyjęcie takiej czy innej postawy przy tak napiętej sytuacji międzynarodowej, może mieć nie mały wpływ na wynik wyborów.
Bardziej bezinteresowni wydają się działacze społeczni szerokiego ruchu na rzecz Ukrainy, niezależnie od tego jakie są ich polityczne czy partyjne sympatie. Zbyszek Bujak mówi „dajcie broń Ukrainie” i jak się wydaje, że  bardzo wielu działaczy społecznych podziela ten pogląd. Jeśli oceniać polską politykę zagraniczną oczami tych właśnie środowisk, to jest ona zbyt ostrożna. Polskę chętni widzieli by oni w bardziej jednolitym froncie razem z Litwą. Dyskusja trwa. Tylko nie wiadomo, ile mamy na nią czasu.

One thought on “Konflikt na Wschodzie: jak dalece się angażować?

  1. To bardzo systematyzujacy tekst. Z jednej strony jest to jego zaleta. Patrzac na polskie, czy szerzej , na wschodnie sprawy z perspektywy wieloletniego przemieszkiwania poza Polska, dostrzegam ogromna potrzebe edukowania Polakow w takim systematyzowaniu spojrzenia. W uzmylawianiu, ze opinia publiczna i media z innej czesci Europy a juz zwlaszcza swiata, czesto nie sa w stanie dostrzec tego co my. Pewne sprawy jestesmy w stanie ogarnac nawet intuicyjnie i poprawnie wyjasnic samym sobie. Tymczasem ”ci odlegli” postrzegaja je przez skompaktowane systematyzacje. Tak niestety sie dzieje, ze metoda kompaktowania czy systematzowania zmienia obraz rzeczywistosci, jesli przyjmie sie niewlasciwa metode. W obiegu dominuja metody najprostrze. Pomine rozwazania nad tym watkiem, niemniej taki jest fakt. Z faktami sie nie polemizuje ale to nie znaczy, ze nie nalezy ich modyfikowac. A przy naszym polozenie w cieiu panstwa ktore politycznie i spolecznie nie wyszlo, ze sredniowiecza, na takie wysilki modyfikacyjne jestesmy skazani lub predzej lub pozniej znajdziemy sie w polozeniu zblizonym do ukrainskiego. Posluze sie przykladem z Panskiego tekstu: Piszac o porzace dyplomatycznej w budowaniu wspolnego stanowiska z Czechami, Slowacja i Wegrami uzyl Pan wlasnie takiej typowej ”zachodniej systematyzacji wskaznikowej”. Cos pochodnego zasady tick in the box. Tak to wlasnie w obiegu informacji na swiecie dziala, wiec kazdy Polak, nie tylko polityk ale nawet prywatnie kontaktujacy sie z cudzoziemcami powinien miec tego swiadomosc. A idealnie by bylo by jak najwiecej Polakow( i sluzbowo i prywatnie) potrafilo takie systematyzacje prawidlowo ”odkompaktowywac” czy wrecz odklamywac (jesli w procesie kompaktowania nastapilo grozne znieksztalcenie obrazu). Pozostajac przy tym wlasnie przykladzie. Tak jak Pan to ujal wszystko sie zgadza. Lecz tak naprawde nie bylo szans albo nawet i sensu tworzenia ”wspolnego frontu” z tymi trzema krajami. Czeskie elity polityczne pozostaja od jakiegos czasu w ”samobojczym korkociagu” w wielu aspektach przypominajacym ich wlasne neurasteniczne bledy z lat 20tych i 30tych 20go wieku; Wegry opanowane przez autorytarystow nabrzmiewaja przed nastepnym dramatycznym zwrotem; Slowacja gra swoj ”ludowy pragmatyzm” schlebiajac Putinowi i rownoczesnie robiac rewers gazu na Ukraine. By zmienic postawe tych trzech krajow nasza dyplomacja musialaby je podbic lub przekupic i najlepiej bysmy byli panstwem formatu Niemiec lub USA. Z takiej perspektywy obraz wyglada zupelnie inaczej niz z tamtej ”kompaktowo systematycznej” . Ale to nie powod by drzec szaty czy popadac w depresje. WRECZ PRZECIWNIE . Po pierwsze musimy sobie zdac sprawe z tego jak to dziala. ALE (po drugie) NIE PO TO BY SIE PRZYLACZYC do mechanicznego znieksztalcania obrazu. Powinnismy nauczyc sie wytwarzac wlasne ”kompakty” przyswajalne dla opinii swiatowej. Kompakty w ktorych istotne detale beda wzmacniane a nie obcinane. Tu jest ogromne zadanie dla edukacji i to nie tylko obywatelskiej czy historycznej Polski system edukacyjny musi wreszcie pojac jak niezwykle istotne jest poznawania kultury komunikowania sie innych krajow i jezykow, ze nawet najlepsze opanowanie obcego jezyka bez regularnego kontaktu z jego ”srodowiskiem naturalnym” czesto powoduje niebezpieczna iluzje porozumienia zamiast niego samego.

    A tak juz zupelnie na marginesie odniose sie do postawy Leszka Millera. Jezeli pan Miller nie ma jeszcze demencji to nie sadze by liczyl na podbicie sobie wskaznikow przez swoje prorosyjskie brednie. Obawiam sie, ze pan Miller wysyla do kremla sygnal gotowosci podjecia pewnej gry w zamian za pieiadze na kampanie wyborcza. Ulega schroederowskiej iluzji, iz jest w stanie te gre poprowadzic i odsuwa od siebie swiadomosc kosztow jakie przyniesie przegrana oraz nieuchronnosci tejze przegranej.

    Pozdrawiam i czekam na nastepne Panskie teksty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s