Debata pierwsza: Czy mamy wojnę polsko-polską? 13.02.2012

Wskazówka do ewentualnej lektury:

Nie ma wojny polsko-polskiej. Dyskutują Aleksander Smolar i Tomasz Żukowski, „Więź”, Luty-Marzec 2011.

48 thoughts on “Debata pierwsza: Czy mamy wojnę polsko-polską? 13.02.2012

  1. Temat pierwszej debaty na jaki przyszło wypowiedzieć się uczestnikom wykładów traktujących o współczesnych polskich sporach o sens dziejów najnowszych oraz polskiej narracji i pamięci społecznej po 1989 roku dotyczy niezmiernie elektryzującej kwestii – wojny polsko-polskiej. Jak przytacza jedna z uczestniczek debaty – Słownik Języka Polskiego PWN w taki sposób definiuje słowo „wojna”: 1. «zorganizowana walka zbrojna między państwami, narodami lub grupami społecznymi, religijnymi itp.» 2. «kłótnia, bójka». Na szczęście nie mamy w naszym kraju do czynienia z walką zbrojną, jednak istnienie kłótni, konfliktu, jest niezaprzeczalne przez uczestników debaty.
    Osoby wypowiadające się, zwracają uwagę, iż konflikt dotyczy przede wszystkim dwóch największych partii –Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Zwraca się uwagę na wspólne korzenie tych partii i fakt, iż w wielu kwestiach dążą do różnic „na siłę” a „podgrzewanie” konfliktu leży w interesie obu stron. M.W. piszę: „Osobiście trudno mi nie odnieść wrażenia, że obecny bieg zdarzeń jest obydwu stronom na rękę, doprowadził do całkowitej dominacji dwóch partii na scenie politycznej, partii które mimo swych, podobnych przecież, post solidarnoświoch korzeni, starają się za wszelką cenę różnić od siebie w każdej kwestii(…).
    Pojawiają się jednak również głosy, iż konflikt nie dotyczy jedynie wyborców, czy zwolenników dwóch największych partii w Polsce, ale jego istota jest o wiele głębsza, dotyczy wizji Polski oraz patrzenia na historię naszej Ojczyzny. (np. kwestia obrad Okrągłego Stołu). Jedna z uczestniczek debaty piszę: „Pis odwołuje się do elektoratu tradycyjnego, katolickiego, konserwatywnego z Polski wschodniej. PO stało się przedstawicielem elektoratu zamieszkującego zachodnią Polskę, którego poglądy są bardziej nowoczesne, liberalne i otwarte. Chociaż to czy można nazwać PO partią liberalną budzi kontrowersje, jako jedna z dwóch głównych sił politycznych w Polsce stało się w oczach wielu wyborców alternatywą wobec postawy PIS-u.” Kolejna osoba piszę: „Kim są Oni, a kim jesteśmy My?
    Podział na prawdziwych patriotów, “prawdziwych” Polaków oraz “tych” którzy tę Polskę sprzedają. Chyba to jest główna przyczyna naszego niezadowolenia z obecnej sytuacji w kraju. Owy konflikt stał się na tyle silny by odwrócić uwagę obywateli od rządzących i tego w jaki sposób oni sprawują władzę w Państwie. Wzajemne potyczki na słowa, udowadnianie kto jest bardziej polski w swojej polskości nastawiają przeciwko sobie społeczeństwo, które czuje, że jest zobowiązane opowiedzieć się po którejś ze stron. Hasła typu: aborcja, eutanazja, legalizacja, są kartą przetargową dla wielu polityków. Jednocześnie takie słowa jak Bóg, honor i Ojczyzna stają się bezwartościowymi okrzykami, które giną w świadomości narodu jako cechy, które trzeba pielęgnować, a które wstyd wymawiać bo przecież kojarzą się ze skrajną prawicą. Jeśli słowa które od wieków były siłą napędową do walki o wolność tracą na swoim znaczeniu, w jaki sposób naród może być silny i bezkonfliktowy?”
    W debacie pojawia się wiele głosów krytycznie oceniających działalność mediów. Według uczestników debaty poza walką polityków, to właśnie media są odpowiedzialne za „podgrzewanie” wojny polsko-polskiej i dzielenie Polaków. J.Ł. twierdzi: „(…)według mnie różnica poglądów czy też tak uwielbiana formuła “wojny polsko-polskiej” to woda na młyn dla mediów i to właśnie one podsycają atmosferę napięcia między Polakami.”
    Uczestnicy wskazują, iż linia podziału dotyka oprócz wizji światopoglądowej również katastrofy smoleńskiej, która stała się katalizatorem konfliktu. K.S. zauważa: „Jeszcze bardziej dobitnym przykładem batalii, jaka przetoczyła się przez polską scenę polityczną jest okres po katastrofie smoleńskiej, która niewątpliwie była wielką tragedią, ale nie powinna tak podzielić społeczeństwa.”
    Wypowiadające się osoby, przytaczają również wydarzenia z 11 listopada 2011 roku oraz wydarzenia z pod Pałacu Prezydenckiego jako skrajne przykłady wojny polsko-polskiej.
    Podsumowując, uczestnicy debaty są zgodni, iż mamy do czynienia z konfliktem, który destrukcyjnie wpływa na polskie państwo i społeczeństwo. Nie wszyscy jednak do opisania tej rzeczywistości użyliby słowa „wojna”. Zauważa się, iż spór dotyczy nie tylko dwóch głównych partii – PO i PIS, ale dotyka również głębszych spraw, takich jak wyznawane wartości, stosunek do historii, religii czy wizja przyszłości Polski – chociażby kształt naszej Ojczyzny w Unii Europejskiej. Osoby wypowiadające się, zauważają, iż do eskalacji konfliktu przyczyniła się katastrofa smoleńska oraz wydarzenia, które nastąpiły bezpośrednio po niej. Podkreśla się również rolę mediów – podżegacza konfliktu. Wydaje się, iż trudno znaleźć rozwiązanie obecnej sytuacji. Pojawiają się głosy, iż zwykli obywatele są zmęczeni konfliktem i poczynają cechować się obojętnością na wydarzenia polityczne. Na uwagę zasługuje fakt, iż w debacie udział wzięło stosunkowo wiele osób. Część z nich podjęło polemikę.

  2. Po przeczytaniu większości komentarzy nasuwa się bardzo prosty wniosek. Pośród słuchaczy wykładu, jak w soczewce, skupiły się poglądy Polaków na temat współczesnej Polski. Jak słusznie zostało zauważone główną osią podziału, która jest szczególnie pompowana przez media, jest walka dwóch największych obecnie partii na polskiej scenie politycznej. Zarówno PiS jak i rządząca PO wspomagana głosami partii która istnieje tylko dzięki temu, że potrafi dogadać się z każdym (sam ten fakt powinien zastanawiać i rodzić pytania, chociażby o pozorną autentyczność poglądów), to stronnictwa, które jak słusznie zauważył Mateusz Wojciechowski, mają wspólne solidarnościowe korzenie.
    Każdy chyba pamięta rok 2005, media oraz niektórzy politycy obu ugrupowań przed jesiennymi wyborami jawili się jako sojusznicy. Wszyscy doskonale znamy jak potoczyły się dalsze losy obu partii.
    Rządy PiSu to nieustanny atak mediów i obrzydzanie tej partii w oczach Polaków, a właściwie jej lidera – Jarosława Kaczyńskiego. Wygrana Platformy w 2007 roku przestawiana była jako „nowe otwarcie” dla Polski. Media odetchnęły. Ileż razy można była przeczytać o „typowym wyborcy PO – młody, wykształcony z dużego ośrodka oraz całkowicie odwrotnie dla wyborcy PiSu. Czy takie stawianie sprawy nie jest przypadkiem przykładem manipulacji?
    Mijały kolejne miesiące, a nastroje społeczne zaczęły powoli opadać.
    Wypowiedź ta ma mieć zwięzły charakter zatem przypomnijmy sobie kwiecień 2010. Metody które miały służyć wyjaśnieniu okoliczności katastrofy, jakie zaproponowała Platforma dopiero teraz ukazują jak, mówiąc delikatnie, mijały się z rzeczywistością i elementarną prawdą na temat przebiegu zdarzeń. Nie bez powodu wspominam o tamtym wydarzeniu ponieważ to ono było katalizatorem ukazującym jak bardzo poróżnione jest polskie społeczeństwo. Po raz kolejny odniosę się do słów mojego kolegi Mateusza Wojciechowskiego, który słusznie scharakteryzował PiS i PO oraz ich wizje Polski.
    Uważam iż walka polityczna jest nieodłącznym elementem demokratycznie działającego państwa, co więcej obowiązkiem opozycji jest prezentowanie błędów partii rządzącej – w tym nie ma naprawdę nic złego.
    Obecna sytuacja oraz napięcia w polskim społeczeństwie to nic innego jak wpływ massmediów i efekt kreowania przez nie rzeczywistości oraz naturalnie konsekwencja rządów PO-PSL które, w wielkim skrócie, miały odmienić nasz kraj. Słowem, według mnie różnica poglądów czy też tak uwielbiana formuła „wojny polsko-polskiej” to woda na młyn dla mediów i to właśnie one podsycają atmosferę napięcia między Polakami.

  3. Wnioskiem niepodważalnym który wypływa z tej debaty jest to że mamy na pewno do czynienia z wojną Polsko-Polską, wojną która po Katastrofie Smoleńskiej nabrała jeszcze większego wymiaru, wojną która obejmuje dziś praktycznie całą przestrzeń życia publicznego. Niektórzy z debatujących sprowadzają ten konflikt wprost do walki o władzę która od ponad 7 lat rozgrywa się między PiS-em a PO, inni wprowadzą go na szersza, światopoglądową perspektywę, jednakże nikt nie neguje samego istnienia konfliktu jako takiego.
    Nawet w ostatnich kilku dniach mieliśmy okazje do Wysłuchania Apelów Liderów obydwu stron- Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego- do zakończenia wojny Polsko Polskiej, nie dzielenia Polaków itp. Osobiście trudno mi nie odnieść wrażenia, że obecny bieg zdarzeń jest obydwu stronom na rękę, doprowadził do całkowitej dominacji dwóch partii na scenie politycznej, partii które mimo swych, podobnych przecież, post solidarnoświoch korzeni, starają się za wszelką cenę różnić od siebie w każdej kwestii, dobrze obrazować to może fakt iż jeśli dziś chce ktoś zrobić ” gorący ” program publicystyczny, najprostszym sposobem jest zaproszenie przedstawicieli obydwu partii, można wtedy śmiało sądzić, że dojdzie do awantury na wizji, bez względu na to jaki problem jest omawiany.
    Jak słusznie zauważono w dyskusji, konflikt polityczny przenosi się też niestety na zwykłych ludzi, choć moim zdaniem nie jest to zjawisko aż tak powszechne, a z biegiem czasu słabnie, społeczeństwo wyraża coraz większą niechęć do całej klasy politycznej i coraz trudniej jest się za kimś stanowczo opowiedzieć, taki tan rzeczy miał moim zdaniem odzwierciedlenie w zeszłorocznych wyborach, gdzie większość moich znajomych głosowała raczej przeciw komuś niż za kimś ( bądź tez oczywiście nie szła do urn wcale)
    Zastanawiałem się długo czy ujęcie zagadnienia w kontekście stricte politycznym, nie jest zbytnim uproszczeniem, jednakże doszedłem do wniosku że Wizja Polski PiS kojarzy się z takimi wartościami jak tradycja, tożsamość, niezależność, pamięć historyczna, a zwolennicy tej frakcji są nieprzychylnie nastawieni do takich pojęć jak integracja europejska, laicyzacja, prywatyzacja, upatrują więc w rządzących, tych którzy dążą do załamania się Polskości, ustanowienia wyższości UE nad Polską, także walka tych dwóch Partii jest dziś postrzegana jaka walka dwóch zupełnie od siebie rożnych Stronnictw, co moim zdaniem jest Sztuczne, gdyż w rzeczywistości mamy do czynienia z dwoma Partiami o tych samych korzeniach i nieco tylko innych programach politycznych, które wykorzystując retorykę Wojny Polsko-Polskiej, opanowały scenę polityczną na najbliższe kilkanaście lat

  4. Die Frage, ob es in Polen einen polnisch-polnischen Krieg gibt, versuche ich aus meiner persönlichen Wahrnehmung heraus, aus der Sicht einer Deutschen zu beantworten, die gerade in Polen lebt. Krieg ist ein recht starker Ausdruck und meint womöglich mehr als nur einen Konflikt. Krieg, das klingt nach großen Kämpfen – in den Medien, auf den Straßen, in Familien. Solche Kämpfe habe ich durchaus schon in der polnischen Gesellschaft erlebt, sei es in der Diskussion um das Kreuz vor dem Präsidentschaftspalast nach dem Unglück von Smolensk oder bei dem Kampf um das Recht auf Abtreibung. Und auch bei den alljährlich stattfindenden Gleichheitsparaden (Parada Równości) oder den Manifa wird zwischen nationalkonservativen und sozialliberalen Lagern um die Gleichberechtigung von Frauen und Männern und um die Gleichberechtigung von sexuellen Minderheiten gekämpft. Die Gleichheitsparaden sind ein wichtiger politischer Einsatz, um die Grenzen des politischen Feldes immer wieder neu zu definieren und neue Diskurse anzuregen. Für Toleranz, Gleichheit und das Recht auf Selbstbestimmung auf die Straße zu gehen, bedeutet, Bürgerrechte aktiv wahrzunehmen. Einem Citizenship-Modell, was auf nationaler Identität, Moralvorstellungen und spezifischen kulturellen Glaubenssätzen beruht, wird daher bewusst eine andere Auffassung von Citizenship entgegengestellt, die auf liberale Demokratie sowie Rechten, Freiheiten und Selbstbestimmung basiert. Dieser Kampf um Zugehörigkeit zu der polnischen Gesellschaft kommt ebenso alljährlich zum Nationalfeiertag am 11.11. zum Ausdruck, wenn sich dem Marsch der Nationalkonservativen, auf dem ein sehr homogenes Polenbild präsentiert wird, die Blockade der Unabhängigen Bunten gegenüberstellt, die sich für eine heterogene Gesellschaft einsetzt. Wie solche Fragen in jeder Gesellschaft für Kämpfe zwischen den unterschiedlichen Lagern sorgen, so stehen sich auch in Polen in diesen Debatten feindliche Lager gegenüber.

  5. Czy mamy wojnę polsko- polską?
    Słownik Języka Polskiego PWN w taki oto sposób definiuje termin „wojna”:
    1. «zorganizowana walka zbrojna między państwami, narodami lub grupami społecznymi, religijnymi itp.»
    2. «kłótnia, bójka»
    O ile wojny, jako typowej walki zbrojnej ku naszemu szczęściu nie prowadzimy, o tyle sytuację, w której nasze Państwo się obecnie znajduje nazwałabym bardziej konfliktem.
    Według przytoczonej przeze mnie powyżej definicji słowa „wojna” wynika, że nie musi być to konflikt zbrojny. „Wystarczą” kłótnie i konflikty, którymi jesteśmy karmieni każdego dnia.
    Trwają one praktycznie nieprzerwanie, nie spotkałam się bowiem z dniem, kiedy nie wypłynęłaby choćby najmniejsza „afera” czy pełen ironicznych metafor komentarz płynących pod czyimś adresem. Owe potyczki rozgrywają się na różnych płaszczyznach życia politycznego, społecznego. Dotykają także sfer moralno – etycznych, a nawet religijnych. W tym „konflikcie słów” bierze udział większa część społeczeństwa, w sposób bardziej lub mniej świadomy. Dzieje się tak za przyczyną zaangażowania świata mediów, a właściwie to one są głównym źródłem z którego wypływają wszelkiego rodzaju złe i konfliktowe informacje.
    Społeczeństwo jest nakręcane spiralą jadu, wzajemnej zawiści i nietolerancji.
    „Polem bitwy”, gdzie nasze narastające frustracje mają swoje ujście są najczęściej nieograniczone przestrzenie Internetu. Tam słowa „wystrzelone” pod płaszczem anonimowości, niczym kule mogą ranić poważnie, lub pozostać niezauważone.
    Jedną z form wyrażania swojego sprzeciwu są manifestacje, o których skuteczności mogliśmy się ostatnio przekonać obserwując konflikt Rządu z Internautami w sprawie ACTA.
    Konflikty dotykają każdego narodu. Nie jesteśmy w tej kwestii wybrańcami, dlatego jako obywatelka demokratycznego kraju zdążyłam już nawyknąć do tego, że nieporozumienia w sposób naturalny powstają, gdy toczy się dyskusja o wspólne dobro.
    Być może mamy w sobie jako naród skłonności do pieniactwa, burzenia się i wielkich zrywów narodowych. Jednak kultywowanie naszych patriotycznych zachowań nie powinno być przyczyną rodzenia się coraz to nowych konfliktów oraz podziałów na My i Oni.
    Kim są Oni, a kim jesteśmy My?
    Podział na prawdziwych patriotów, „prawdziwych” Polaków oraz „tych” którzy tę Polskę sprzedają. Chyba to jest główna przyczyna naszego niezadowolenia z obecnej sytuacji w kraju. Owy konflikt stał się na tyle silny by odwrócić uwagę obywateli od rządzących i tego w jaki sposób oni sprawują władzę w Państwie. Wzajemne potyczki na słowa, udowadnianie kto jest bardziej polski w swojej polskości nastawiają przeciwko sobie społeczeństwo, które czuje, że jest zobowiązane opowiedzieć się po którejś ze stron. Hasła typu: aborcja, eutanazja, legalizacja, są kartą przetargową dla wielu polityków. Jednocześnie takie słowa jak Bóg, honor i Ojczyzna stają się bezwartościowymi okrzykami, które giną w świadomości narodu jako cechy, które trzeba pielęgnować, a które wstyd wymawiać bo przecież kojarzą się ze skrajną prawicą. Jeśli słowa które od wieków były siłą napędową do walki o wolność tracą na swoim znaczeniu, w jaki sposób naród może być silny i bezkonfliktowy?
    Odnoszę wrażenie, że obwiniając siebie nawzajem za wszelkie niepowodzenia, starając się wymierzać sprawiedliwość za błędy popełnione w przeszłości zapominamy o tym, co najważniejsze – by wspólnie zacząć budować dobrą przyszłość. Na tym każdemu z nas naprawdę zależy, by na myśl o swoim kraju jako jedno z pierwszych skojarzeń mieć: bezpieczną przyszłość, pewną pracę i godziwe zarobki.

  6. Odpowiedź na postawione pytanie zależy od tego, na jakim poziomie będziemy chcieli udzielić odpowiedzi: polityki, kultury czy społeczeństwa. Żaden z tych poziomów nie pozostaje jednak w izolacji do pozostałych, co sprawia, że odpowiedź na pytanie musi być złożona. Po pierwsze, na poziomie polityki, wojna polsko-polska ma miejsce, ale jest po części realna, po części zaś teatralna. Ze strony PO zachodzi przewaga warstwy teatralnej – partii tej z różnych względów, w tym medialnych, opłaca się tkwić w takim sporze z PiS, który wydaje się ważny i fundamentalny. PO nie jest jednak, jako partia umiarkowanie konserwatywna obyczajowo (pozbawiona przy tym ognia ideowości), z konieczności uwikłana w ten spór i jego istnienie jest dla niej korzystne, choć jego brak nie dotknąłby jej ideowo – trudno bowiem dotknąć czegoś, czego prawie nie ma. W przypadku PiS spór ten jest o tyle realny i faktycznie fundamentalny, że PO, widziana przezeń jako jedna z przedstawicielek „postępowego”, europejskiego myślenia, jest wrogiem w kwestiach metafizycznych – zagrożeniem dla katolickiego porządku, uznawanego przez PiS za dobrą polską tradycję. Tu właśnie rysuje się spór na poziomie kulturowym – na nim bowiem wojna polsko-polska występuje bez wątpienia – w kręgach intelektualnych odbywa się jednak otwarcie, wciąż lecą tu iskry, ktoś okrzykuje Polskę mianem zaścianka, ktoś wieszczy ostateczny upadek moralności – natomiast w warstwie społecznej odbywa się po cichu i niewidocznie, małymi krokami, tyleż małymi, co szybkimi i płynnymi. W ostatniej, społecznej warstwie, wojna więc w zasadzie nie występuje. Odbywa się jednak zmiana, ukazuje się rosnące rozwarstwienie pomiędzy miastami, a wsią. Mają też miejsce widoczne nieraz w badaniach różnice pomiędzy zachodem, a wschodem Polski, odwzorowane po części przez powiaty, w których wygrywają bądź PO, bądź PiS. Tak też koło, złożone z tych trzech poziomów, się zamyka. Jak widać, na każdym z nich, sprawa wygląda trochę inaczej.

  7. Jak słusznie pokazali moi przedmówcy, „wojna polsko-polska” jest swego rodzaju konstruktem medialnym, bardzo nośnym, bo odwołującym się do emocji i to bardzo konkretnych emocji, dotyczących kwestii egzystencjalnych, najbardziej podstawowych, wszak wojna to kwestia życia lub śmierci. Ja bym jednak nie przeceniał aż tak zdolności mediów, zwłaszcza tych opierających się na obrazowaniu (telewizji), do konstruowania, formatowania rzeczywistości, do hiperbolizacji pewnych znaczeń, chociaż na pewno te dyskursywne praktyki mają miejsce i są w wielu przypadkach skuteczne. Wydaje mi się raczej, że „wojna polsko-polska” jest bardzo sugestywną metaforą sporu czy też konfliktu, będącego rezultatem pęknięcia w obrębie wspólnoty narodowej, a tym samym wspólnoty politycznej. Metafory mają to do siebie, że tylko częściowo odwzorowują rzeczywistośc, chwytają tylko pewne jej cechy, ale, jeżeli są użyte adekwatnie do sytuacji, czynią to w dużo lepszy sposób niż wyszukane kategorie analityczne. Dlatego sądzę, że ta konkretna metafora dotyka istoty rzeczy, wskazując wyraźnie na wewnętrzny, radykalny podział na dwa nie tyle może obozy polityczne czy środowiska, ale światopoglądy: liberalno-lewicowy (nowoczesny) oraz prawicowo-konserwatywny (tradycjonalistyczny). Problem polega na tym, że te dwie wizje świata wzajemnie się wykluczają, nie ma pomiędzy nimi w gruncie rzeczy żadnego dialogu, czy nawet próby porozumienia, czego najlepszym przykładem jest kwestia bycia bądź niebycia patriotą, przynależności bądź nie do narodu. Skoro skrajnie różnie definiują one pojęcie narodu, to naturalne stają się zarzuty o brak patriotyzmu („zdrajcy”) u liberałów i lewicowców, bądź jego nadmiar („nacjonaliści”) u konserwatywnych prawicowców. Tertium non datur. A nawet jeżeli ktoś próbowałby zając stanowisko odrębne, to jest prawie pewne, że zostanie przez jednych bądź drugich zaklasyfikowany do którejś z wymienionych kategorii. Aczkolwiek taka sytuacja jest niebezpieczna, ponieważ utrudnia sprawne działanie państwa, które musi opierac się na minimum konsensu w wielu kwestiach (np. polityka zagraniczna), zniechęca obywateli do polityki rozumianej jako słowna bijatyka, a nie merytoryczny spór, trywializuje wiele spraw sprowadzając je do bycia za lub przeciw takim lub innym rozwiązaniom, to jednak wojna polsko-polska jako swego rodzaju wojna domowa, staje się na naszych oczach rytuałem, odtwarzaniem tych samych kadrów, odwoływaniem się do tych samych klisz poznawczych, powtarzaniem tych samych argumentów. Tak więc w dłuższej perspektywie jej impet słabnie. Pytanie brzmi jednak, czy jest ona trwale zakodowana w polskiej tożsamości, tak że odradza się w szczególnych momentach historycznych (takich jak katastrofa smoleńska), czy jest to rodzaj fatum czy też piętna, które stanowi i w oczywisty sposób stanowic będzie jedno z największych wyzwań dla obecnego i przyszłych pokoleń Polaków i Polek.

  8. Wojna polsko-polska w ostatnich latach stała się faktem. Dostrzegam dwa odrębne systemy myślowe. Pierwszy z nich, nazwijmy go ‚solidarnym’, cechuje silne przywiązanie do chwalebnej historii i tradycji narodowej, nie dostrzegając jej negatywnych aspektów.
    Druga strona próbuje być otwarta, wcielać wzorce zachodnioeuropejskie. Żyć w wolnej i zjednoczonej Europie.
    Przykładem realnej walki między dwoma zwaśnionymi obozami może być niedawny Dzień Niepodległości. Ekstrema dwóch stron barykady spotkały się na warszawskim Placu Konstytucji by każde z nich, na swój wyrafinowany sposób, mogły spędzić to święto. Emocje podgrzane przez media i polityków ze wszystkich stron dały upust głównie wśród uczestników Marszu Niepodległości. Lewa strona powstrzymała się od rękoczynów. Nie obyło się bez prowokowania siebie nawzajem. Czy wojna wyszła już na ulicę?
    Wydaje mi się, że konflikt polsko-polski istnieje wyłącznie jako opis dyskusji, a nie rzeczywista wojna domowa. Ta walka jest doprowadzona wyłącznie do ogólnoobywatelskiej polemiki.
    Polaków mogę podzielić na tych dążących do zmiany i tych, którzy chcieliby zakonserwować narodową dumę. Ja, stając po określonej stronie barykady będę bronić wartości, które wyznaję. Wszyscy dążymy do celu jakim jest otwarta, a zarazem solidarna Polska. By żyło się lepiej, wszystkim.

    1. Nie chcę rozkręcać tutaj sporu ideologicznego, więc tylko pokrótce odniosę się do paru detali:
      1. Jakich negatywnych aspektów historii i tradycji narodowej „druga strona” nie dostrzega?
      2. Czy na obu manifestacjach faktycznie obecne były tylko ekstrema, czy ekstrema o których mówisz to tylko część tego, co miało miejsce 11 Listopada?
      3. Czy ‚fakt’ o tym, że ‚lewa strona powstrzymała się od rękoczynów’ odnosi się także do ataku niemieckich Black Blocks (które przyjechały przecież na zaproszenie ‚lewej strony’ o czym jeszcze przed marszem informowały strony organizacji związanych z tzw. Kolorową Niepodległą, pozdrawiam z tego miejsca Krytykę Polityczną) na grupkę osób z flagami Polski w jednej z kawiarni w centrum a potem także na grupę rekonstrukcji historycznej? (pomijając parę ‚mniej medialnych’ epizodów)
      4. Na czym polega zakonserwowanie narodowej dumy? Zupełnie szczerze i bez złośliwości, nie rozumiem jak to sformułowanie przekłada się na rzeczywistość.

  9. Słowo „wojna” w tym kontekście rozumiem jako intensywny, budzący skrajne emocje konflikt mający swoje podłoże w głębokim, trwałym i ostrym podziale społeczeństwa. Zastanawiając się nad istnieniem wojny polsko-polskiej należałoby zapytać jakie są przesłanki tego typu konfliktu. Na pewno wrogie obozy powinny skupiać się wokół jasno określonych, przeciwstawnych do drugiej grupy idei, poglądów i twierdzeń. Tylko osoba, która wie na czym polega konflikt, w którym uczestniczy może być uznana za pełnoprawnego uczestnika wojny – w przeciwnym razie można ją uznać jedynie za amatora burd lub pionka, który równie dobrze mógłby stać po drugiej stronie barykady. Wynika z tego kolejny warunek istnienia tego typu wojny – trwałość i głębokość podziału. Oczywiscie obecnie w Polsce uczestnikom życia politycznego wydaje się ze obecny podział wśród Polaków jest głęboki i trwały, ale tak naprawdę to tylko twierdzenia bez pokrycia. Jak jakiś konflikt może być trwały i głęboki, skoro w zasadzie nie wiadomo gdzie dokładnie przebiega linia podziału i czego w swej istocie on dotyczy? W rzeczywistości po dwóch stronach barykady znajdują się ludzie, których poglądy często różnią się tylko w jednym punkcie, na podstawie którego zdecydowali się jawnie i gorąco opowiedzieć po danej stronie. Żałosnym jest gdy tym punktem jest na przykład stosunek do Kaczyńskiego lub homoseksualistów. Jeszcze gorszym zjawiskiem jest opowiadanie się po którejś stronie mimo braku jasno wyklarowanych poglądów w ogóle – np. dlatego że dana postawa jest akurat modna w danym środowisku.
    Niestety( albo i na szczęście) domniemana wojna polsko-polska opiera się właśnie na nietrwałych, niejasnych i powierzchownych podziałach nieugruntowanych ideologicznie, a opierających się na wrażeniach i słomianych emocjach. Przypomnijmy sobie bowiem sytuację sprzed 2005 roku – wtedy PO i PiS były w świadomości społeczeństwa po tej samej stronie barykady. Pamiętam nawet, że mój znajomy, regionalny polityk PO, występował na wiecu przedwyborczym PiS transmitowanym przez telewizję. Na pełne zdziwienia pytanie, czy nie będzie miał przez to kłopotów w partii, odpowiedział mi, że przecież po wyborach i tak to będzie koalicjant, a kontakt złapał dzięki poleceniu przez kogoś z partii. Nagle po wyborach, po kilku miesiącach ten sam człowiek znalazł się po drugiej stronie barykady z przekonaniem „zwalczając” i krytykując PiS. Trwały podział? To przecież śmieszne! Jestem przekonana, że niemal każdy polityk w Polsce były w stanie dogadać z niemal każdym innym politykiem, o ile nie skutkowałoby to spadkiem poparcia, a jedynie profitami politycznymi i możliwością realizacji części swoich postulatów. I analogicznie społeczeństwo nieustannie wymienia się miejscami po dwóch stronach barykady, a ponieważ w zasadzie albo nie wie, co reprezentuje strona, po której stoi, albo interesuje ją tylko ułamek wszystkich haseł przez nią skandowanych. Wychodzi więc na to, że wystarczy by obóz przeciwny silniej zaakcentował pewien aspekt ideologii, którą reprezentuje, by przyciągnąć do siebie reprezentantów strony przeciwnej.
    Wojna rozdzierająca społeczeństwo zawsze opiera się na silnych emocjach, jednakże muszą one być czymś podbudowane. W przeciwnym razie nie będzie to wojna, ale tylko normalny spór, który szybciej lub później wygaśnie i nie jest w stanie zbudować trwałego, niemalże nieodwracalnego podziału. Tymczasem w omawianym przypadku emocje występują często samotnie; wprawdzie każdy obóz ma swoje medialne usta, za pomocą których toczy spór, atakuje i broni , ale wcale nie oddziałują one silnie na zwykłych szarych członków społeczeństwa, którzy stoją po danej stronie barykady. Jakaś narracja historyczna, stosunek do polskiej historii i tradycji, sposób prowadzenia polityki zagranicznej itd. nie mają dla nich znaczenia.

  10. Do Olgi Cegielskiej: piszesz „Żyjemy w spoleczenstwie internetowym. Wiemy dużo, ale powierzchownie” i to jest argument za tym, ze trudno mi z Tobą podyskutować, skoro piszesz, że nie wiemy co skłoniło pana Żydka do czynu samopodpalenia się. Wiemy- mówił o tym , a ostatnio udzielił wywiadu na ten temat. Został oszukany i wrobiony i to jest sprawa polityczna bo politycy maczli w tym palce,Ministerstwo Finansów! Rozgraniczenia finansowe są takie jak wymieniam i jeszcze gorsze a kombatanci klepią biedę. W kwestii stadionu nie chodziło mi o to, żeby go nie budowano, tylko pisałam czyim kosztem ministrowie dostają takie „odprawy” ? Moim – bo ja płacę podatki. Minister Kudrycka zapowiada, że naukowcom zostaną ograniczone badania, placówki badawcze mogą być zamykane.. Piszesz -wyrażasz swoje zdanie np w kwestii Wałęsy, ale prosze popatrz na fakty, potwierdzone , zbadane i już dokładnie omówione.Czy Ty naprawdę tego nie dostrzegasz? Przecież to wszystko co opisałam to są fakty, potwierdzone i jasne.

  11. Więc tak, wojna czy nie wojna, konflikt na pewno jest. Z tym, że nie jest to żaden konflikt zwolenników PiSu i PO. Nie jest to też konflikt pomiędzy zwolennikami filozofii Dmowskiego a zwolennikami filozofii Piłsudskiego. Mamy do czynienia z dziwnym konfliktem, przynajmniej z mojego punktu widzenia, pomiędzy ludźmi którzy mówią o sobie ‚Polak’ z podniesionym czołem a ludźmi którzy spuszczą głowę w dół i powiedzą o tym ze wstydem, natomiast z dumą krzykną ’jestem europejczykiem!. A obok tego mainstreemowe media wraz z politykami, które nie chcą tego tematu nawet dotykać.
    Media twardo lansują model PO kontra PiS spychając wszystkie inne problemy na margines. Politycy robią dokładnie to samo. To co tak na prawdę dzieje się w głowach młodych ludzi nikogo wydaje się nie interesować. Może i jest to przemyślana strategia pod tytułem „problemy same się rozwiążą” co akurat zdało egzamin przy okazji światowego kryzysu finansowego w 2008 roku. Jak pokazała sprawa ACTA, stanowcze wchodzenie z buciorami w sprawy „młodego pokolenia” może się skończyć koniecznością taktycznej zmiany zdania, więc może stąd ta wstrzemięźliwość i strach przed zajmowaniem się ‚poważnymi sprawami’.
    Dobrą pokazem tego wszystkiego, czym nikt nie ma ochoty się zajmować, był zeszłoroczny Marsz Niepodległości. Z jednej strony ludzie, którzy w mniejszym lub większym stopniu do tradycji są przywiązani, z drugiej ludzie, którzy o tradycji najchętniej by zapomnieli (że zacytuję pana Palikota, który obecnie chyba ma funkcjonować jako skrajna lewica: ‘Polacy muszą się wyrzec swojej polskości’).. Bez wątpienia jest to konflikt ludzi o dwóch różnych wizjach Polski, czy raczej ludzie o wizji Polski jako suwerennego kraju czujący mniejsze lub większe przywiązanie do tradycji i historii i ludzie o wizji Polski jako ‚dzielnicy’ zjednoczonej europy o braku jakiejkolwiek wizji czegokolwiek, myślący, że wolność polega na tym, że wszystko ma byc dozwolone W “najjaśniejszych” mediach niczego takiego nie ma, zamiast konfliktu są kibole i szlachetni antyfaszyści walczący o miłość i sprawiedliwość. Wszystko w wyrazistych kolorach, jedni dobrzy, drudzy źli ale ogólnie to wszystko i tak jest margines, a najważniejszy jest Smoleńsk i ACTA. A frustracja wśród obu stron narasta, bo Polska nie idzie ani w lewo ani w prawo i młodzi ludzie jakich poglądów by nie mieli, zdają sobie sprawę, że obecnie przepychane ustawy nie ułatwią nikomu życia, a Kraj, czy to jako suwerenna Polska czy jako podnóżek UE, systematycznie zmierza do nikąd. W tym czasie najbardziej zacni dziennikarze godzinami rozprawiają o zagadnieniach tak istotnych jak to kim jest syn pani Nowickiej. Nóż się w kieszeni otwiera. Oczyma wyobraźni już widzę, jak smutna pani dziennikarka pewnej stacji określanej potocznie jako Tusk Vision Network pełnym emocji głosem poinformuje “że można było tego uniknąć”. A wszystko to na tle pobojowiska po zamieszkach do których doszło w dzień 11 listopada 2013 roku. I ktoś wtedy podejdzie i dyskretnie jej przypomni jak parę lat wcześniejw ten sam dzien nazwała hasło “Bóg, Honor, Ojczyzna”, faszystowskim, biorąc udział we wzajemnym napuszczaniu na siebie młodych ludzi. Frustracja społeczna w końcu weźmie górę i z drugiej Irlandii zamienimy się w drugą Grecję (powiedzmy, że mam tu na myśli tylko postawę obywateli). Wtedy na prawdę będziemy mogli mówić o wojnie Polsko-Polskiej.

  12. Obserwując polską scenę polityczną trudno oprzec się wrażeniu, że mamy do czynienia z wojną polsko-polską. 
    Wymiana poglądów, spory, a nawet kłótnie polityków stanowią o możliwości wyboru, wolności sumienia, demokracji. Niestety, w polskiej rzeczywistości politycznej, te zjawiska mają znacznie mocniejsze zabarwienie, często pełne jadu i nienawiści. W działaniach i wypowiedziach polityków wszystkich formacji możemy dostrzec jak wyraźne są podziały, jaką wywołują wrogość. 
    Czynnikiem, który potęguje powyższe zjawisko jest nienawiść interpersonalna politycznych przeciwników. Jest to tym bardziej zdumiewające, gdyż główni oponenci polityczni mają wspólną przeszłość i jeszcze kilka-kilkanaście lat temu bardzo mało ich dzieliło. Dzisiaj, pomimo podobnych założeń programowych, nie potrafią współpracować konstruktywnie zarówno w kwestiach poważnych, jak i w tych o mniejszej wadze. Główną przeszkodę stanowią problemy ambicjonalne, nieumiejętność przyznania się do błędu, nieumiejętność akceptacji porażki, zaślepienie chęcią piastowania władzą.
    Ogromnym nieszczęściem dla naszego kraju jest to, iż ww. nienawiść polityczna często przenosi się na społeczeństwo, które często jeszcze bardziej niż sami politycy artykułują swoją niechęć do przeciwników politycznych. Natomiast bolesnym i żenującym zjawiskiem jest to, iż do wzbudzania nienawiści wykorzystuje się nieszczęścia ludzkie, tragedie, nawet te, które są wspólne dla całego społeczeństwa. 
    Jak zażegnać tę wojnę. Wg mnie recepta jest jedna. Otworzyć oczy i sumienia i doprowadzić do uniemożliwienia wyboru tych, którzy piętrzą nienawiść i wykorzystują kłamstwo i maniakalne urojenia do omanienia społeczeństwa.

  13. Myślę, że wojna polsko-polska naprawdę istnieje. I w dodatku uważam to za dobre określenie. Bowiem nienawiść i uczucia, które wiążą się z wewnątrzpolskim rozdarciem są bardzo intensywne i można je nazwać swoistą wojną. Ale chyba nie jest to miejsce na rozważania językowe. Chciałam, zatem napisać, gdzie wobec mnie znajdują się ogniska wojenne w naszym kraju. Mam wrażenie, że na każdym kroku spotykam się z podziałem na lewaków i prawicowców. W tym obydwa określenia są nacechowane pejoratywnie. Obie strony wyznają zasadę – „Z nami, albo przeciw nam”. Wydaje mi się, że zbyt wiele tematów postrzegamy w czarno-białych barwach, dlatego tak często musimy decydować o swojej przynależności. W końcu, zastanówmy się razem – jak często, nawet w codziennych dyskusjach pada pytanie, o poglądy polityczne (przede wszystkim klasyfikację na prawicę lub lewicę, albo głosowanie na PO lub PiS), a także o poglądy religijne. Spieramy się także
    o stosunek do historii. Wszyscy musimy ciągle opowiadać się po, którejś stronie, aby
    w pewnych środowiskach po prostu zostać zaakceptowanym. O historii mówi się zwykle, albo bardzo źle, albo bardzo dobrze. Wiele osób patrzy na polską historię bezkrytycznie, uznając to za patriotyzm, co jednak bardziej przypomina etnocentryzm. Z kolei inni starają się, albo oceniać ją negatywnie, albo całkowicie się od niej odciąć, tłumacząc, że tylko w ten sposób można wprowadzić zmiany.
    Muszę odnieść się do jednego komentarza, dotyczącego wybuchu nowego powstania, aby hasła „Bóg, honor, ojczyzna” na nowo zostały włączone do naszej retoryki. Jak dla mnie patriotyzm nie objawia się tylko w formie wylewania krwi. W końcu nie jest nam potrzebna niekonstruktywna walka, o same ideały (jakkolwiek pięknie by to nie brzmiało). Wydaje mi się, że jeśli chcemy coś dzisiaj zmienić, powinniśmy starać się tworzyć alternatywę i działać, nie tylko walcząc dla samej walki, ale też proponować coś w zamian tego, czego nie akceptujemy. Jacek Kuroń, powiedział kiedyś „Nie palcie, komitetów, tylko zakładajcie własne”. Uważam, że jego słowa powinny przyświecać każdemu młodemu Polakowi. Albowiem, powstanie, umieranie za idee nie jest w naszych czasach potrzebne. Dzisiaj trzeba działać, niekoniecznie stając wyraźnie po określonej stronie. Jakim ograniczony staje się świat, kiedy nie czyta się wartościowych tekstów, ze względu na pismo, czy wydawnictwo,
    w którym się pojawiają! Podobnie wygląda kwestia religijna, w której można zauważyć wyraźny podział na katolików i osoby niewierzące, bądź wyznające inne religie. Tu także rysuje się znany już podział na tych, którzy chodzą do kościoła, lub nie. Osoba, która otwarcie mówi, że jest ateistą mimowolnie odczytywana jest, jako lewicowiec i często na wstępie źle postrzegana. W końcu nader często spotyka się głosy, że istnieje jedna prawdziwa religia – religia katolicka. Jednocześnie katolicy także bywają postrzegani przez pewne środowiska, jako osoby nieidące z duchem czasu i na wstępie, jako konserwatywna prawica.
    Trudno jest nie myśleć stereotypowo, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak wojna, która toczy się w naszym kraju nie minie, jeśli nie będziemy rozmawiać. A aby rozmawiać i by ta rozmowa miała sens, potrzebna jest tolerancja i otwarcie się na inne poglądy. Musimy przewartościować nasz patriotyzm, zmienić naszą mentalność i przestać mierzyć go ilością krwi oddanej za ojczyznę. Przecież nie o to chodzi w naszych czasach! Dzisiejszy patriotyzm, powinien mieć kształt patriotyzmu Lipskiego, który głosi otwarcie się na poglądy innych. Dla niego miarą patriotyzmu jest stosunek do obcych ludzi, także do innych kultur, narodowości
    i stanowisk, które reprezentują. Na pokój będziemy mieć szansę, tylko, jeśli sami spróbujemy się zmienić.

  14. W moim odczuciu wojna polsko – polska istnieje jawnie, jednakże stała się bardziej walką nie pomiędzy samymi wiodącymi partiami, a ich zwolennikami.
    Myślę, że jest to tym bardziej cios dla społeczeństwa – gdy konflikt „na górze” odbija się tak głośnym echem wśród niemal każdej warstwy Polaków. Z początku całej jatki np. o krzyż, bijących się pod nim (co przykre: bijących się nie tylko słownie) fanatyków i przeciwników, wydawało się, że to tylko termin nakręcany przez media. Jak widać z perspektywy czasu, media powoli cichną, społeczeństwo – nie.
    Jednak ja zastanawiam się, czy na pewno wojna polsko – polska to tylko dyskusje między zwolennikami partii PiS i PO, czy może coś więcej. Wydaje mi się, że ciągłe przeciąganie liny, zrzucanie win na premiera Tuska po katastrofie smoleńskiej, burzliwe rozmowy na temat pochowania Lecha Kaczyńskiego na Wawelu (itd., itd…) stworzyły idealne pole do popisu dla innych – myślę, że nie bez powodu akurat wtedy Janusz Palikot wybrał moment na wejście na scenę polityczną, tworząc ugrupowanie dla w jego mniemaniu nowoczesnych, młodych, zarazem patriotycznych i europejskich młodych osób. Mówiąc kolokwialnie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
    Zatem wojna polsko – polska w moim mniemaniu to już nie tylko walka między zwolennikami głównych partii, ale każdej po kolei – w momencie głośnych dyskusji PO – PiS, D. Tusk – J. Kaczyński – wszelkie pozostałe partie miały moment dla siebie, bo kto jeszcze miał ochotę, poza zagorzałymi zwolennikami konserwatystów i liberalistów, słuchać ciągle tych samych dyskusji, prowadzących donikąd? Niewielu.
    Wojna osłabiła pozycję obydwu wiodących partii, a przysposobiła nowych popleczników mniejszym ugrupowaniom, tym wchodzącym na scenę polityczną i tym, którzy już na niej byli, lecz do tej pory stali w cieniu.

  15. Tak jak niektórzy moi poprzednicy, ja również zastanawiam się nad tym, co można rozumieć poprzez sformułowanie „wojna polsko-polska”. Jeśli mamy tu na myśli konflikt między wyznawcami naszego narodowego romantyzmu, a ludźmi, którzy radykalnie sprzeciwiają się temu paradygmatowi, niewątpliwie taki spór istnieje.
    Społeczeństwo polskie miało i ma skłonności do nadmiernego uwznioślania własnego narodu, ukrywania słabości, tłumaczenia porażek. Z jednej strony jest to ewidentny spadek po Mickiewiczu, ale z drugiej takie myślenie wynika chyba również po części z kompleksu, który czujemy względem państw zachodnich. Nie chcę, aby ktoś źle mnie zrozumiał. Nie mam nic przeciwko patriotyzmowi, uważam jednak, że jest on zbyt często wykorzystywany do celów propagandowych, a niektóre kręgi społeczne po prostu zręcznie tym pojęciem manipulują. Wystarczy wyjść na Krakowskie Przedmieście, aby zobaczyć jak paradygmat romantyczny funkcjonuje w naszej rzeczywistości. Przed Pałacem Prezydenckim, co jakiś czas, mają występy tzw. obrońcy krzyża, którzy wykorzystując symbol chrześcijaństwa, pod przykrywką ostatnich polskich patriotów ukazują reszcie niegodziwego społeczeństwa, jak prawdziwy Polak zachowywać się powinien. Każdy zaś, kto ośmieli się skrytykować ich ideę jest wyrodnym dzieckiem naszej ojczyzny.
    Być może nieco przejaskrawiłam tę sytuację, jednak mam nieodparte wrażenie, że wielu przedstawicieli tak pojmowanego patriotyzmu zupełnie zatraciło obiektywizm, a co gorsza umiejętność racjonalnego myślenia.
    Uważam ponadto, że paradygmat romantyczny funkcjonujący w narodzie, często wiedzie ludzi do postaw skrajnie nacjonalistycznych, które jak wiemy do niczego dobrego nie prowadzą.

  16. Chciałabym dodać kilka zdań do dyskusji, zagłębiając się nieco w psychologię głównego wątku.
    Patrzę na wiele zjawisk społecznych z punktu widzenia psychologii właśnie. Zatrzymuję się przy mojej wypowiedzi poprzedniej i podtrzymuje ją, uzupełniając w tym miejscu. Wszystko to co składa się na nasze życie społeczne-polityka, kultura, religia itd powoduje, że stajemy się pewną całością jako jednostki społeczne. To zintegrowanie nas w jedność to właśnie fundament naszej tozsamości – nie możemy być rozmyci i pozostawać letnimi w obliczu tego co się dookoła nas dzieje. Moim zdaniem dzieje się żle. Panuje niesprawiedliwość i to nie w znaczeniu filozoficzno-psychologicznym( z tego punktu obserwacji – nigdy jej nie było, nie ma obecnie i nie będzie w przyszłości) ale w znaczeniu praw nadanych nam, przez np Konstytucję, światem zaczynają rządzić zasady i prawa wygodne dla pewnych grup, osób itd. Widzę wyrażnie podział Polski, dziwi mnie , że tak wiele osób, nie jest tym zaniepokojonych. Sytuacja powinna być jasna i klarowna: Prawda i fałsz, Bohaterstwo i Odwaga , Wolność i Zniewolenie: przez usilne umizgi „nami rządzących” a to w stosunku do USA a to Rosji. Stajemy się jak chorągiewka – gdzie powieje tam lecimy. Tracimy naszą tożsamość, tracimy poczucie bezpieczeństwa, znikąd pomocy, ludzie rujnują swoje życie bo system rządzący pcha ich z niewiarygodną siłą zakłamania i obłudy w ruinę właśnie. Człowiek , póki co pojedyńczo – dla przykładu- Andrzej Żydek, podpala się na „naszych oczach” a Polska odpowiada- zdarza się, akt desperacji. Owszem ten człowiek był zdesperowany , ale pytanie- dlaczego? i odpowiedz- dlatego, że uwierzył w Państwo a ono go zwyczajnie wykiwało. Czy istnieje wojna polsko-polska? Mam nadzieję, że większość z nas się do niej szykuje. Nie chcę rozlewu krwi , ale domagam sie porządku, stabilizacji, pewności , że hasła moich pradziadków ” Honor” „Bóg” „Ojczyzna” „Patryiotyzm” odżyją i staną się wyrażne, bo przecież są zamazywane z całą siłą przez obecnych polityków, przez tzw „ludzi kultury” , przez zwykłych obywateli,oni mówią – dajmy spokój, tu teraz twórzmy wolną Polskę, nowoczesną, ze światopoglądem skierowanym na rozwój, na mody innych , na tzw tolerancję. Ja mówię- nie, chcę najpierw naprawić wnętrze , posprzątać na swoim podwórku.W jednym z wywiadów K. Wyszkowski mówi, że nie spodziewał się, że Polacy tak łatwo zgodzą się na taki kształt rzeczywistości, na kontynuację PRL w tylu wymiarach.
    Często rozmawiam z osobami starszymi na tematy społeczno-polityczne, Oni mówią- Prawda musi być pokazana wyrażnie , historia musi być pamiętana, zło wytępione. Żeby Polska była Polską
    .
    Z głębi dziejów, z krain mrocznych,
    Puszcz odwiecznych, pól i stepów,
    Nasz rodowód, nasz początek,
    Hen od Piasta, Kraka, Lecha.
    Długi łańcuch ludzkich istnień
    Połączonych myślą prostą.

    Żeby Polska, żeby Polska!
    Żeby Polska była Polską!

    Wtedy, kiedy los nieznany
    Rozsypywał nas po kątach,
    Kiedy obce wiatry grały,
    Obce orły na proporcach-
    Przy ogniskach wybuchała
    Niezmożona nuta swojska.
    Żeby Polska, żeby Polska….

    Zrzucał uczeń portret cara,
    Ksiądz Ściegienny wznosił modły,
    Opatrywał wóz Drzymała,
    Dumne wiersze pisał Norwid.
    I kto szablę mógł utrzymać
    Ten formował legion, wojsko.
    Żeby Polska, żeby Polska…..

    Matki, żony w mrocznych izbach
    Wyszywały na sztandarach
    Hasło: „Honor i Ojczyzna”
    I ruszała w pole wiara.
    I ruszała wiara w pole
    Od Chicago do Tobolska.
    Żeby Polska, żeby Polska….

  17. Wiele osób uważa, że wojny polsko-polskiej tak naprawdę nie ma, że jest to tylko wytwór mediów. Jednak moim zdaniem taka wojna ma miejsce. Politycy sami kreują taką sytuację, upatrując w tym korzyść przede wszystkim dla siebie. Dużo łatwiej jest bowiem krytykować przeciwników niż kreować i propagować własne pomysły. Cezurą jest czas zdominowania sceny politycznej przez Platformę Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość – partii, które po fiasku ze stworzenia wspólnej koalicji stały się swoimi największymi wrogami. Szczególnie widać to u polityków PIS-u, którzy siedzą głęboko w swoich okopach, obmyślając plany kolejnych bitew. Oczywiście winne są dwie strony, które odwracają uwagę od naprawdę istotnych problemów. Wojna polsko-polska nabiera na sile szczególnie w okresach przedwyborczych i po wydarzeniach budzących duże emocje w społeczeństwie. Niestety ta wojna domowa opowiada się przeciwko nam samym i zaczyna wychodzić poza granice kraju. Negatywne skutki ostrych sporów mogliśmy obserwować podczas burzliwej debaty w Parlamencie Europejskim w czasie polskiej prezydencji, kiedy to niektórzy polscy eurodeputowani przenieśli krajowe spory i kampanię wyborczą na arenę międzynarodową, atakując polskiego premiera i szkodząc dobremu wizerunkowi naszego kraju. Czy takich spraw nie powinno załatwiać się na własnym podwórku? Jeszcze bardziej dobitnym przykładem batalii, jaka przetoczyła się przez polską scenę polityczną jest okres po katastrofie smoleńskiej, która niewątpliwie była wielką tragedią, ale nie powinna tak podzielić społeczeństwa. Wręcz przeciwnie powinniśmy być po takim wydarzeniu zjednoczeni. Niestety, musimy się chyba przyzwyczaić do polskiego piekiełka. Na pocieszenie pozostaje nam to, że w innych krajach nie jest wcale lepiej pod tym względem.

  18. To, że Polska jest silnie podzielona pod wieloma względami jest dla mnie oczywiste. Należy zastanowić się czy wynikający z tego podziału konflikt można nazwać wojną. Moim zdaniem tak. Winą za to należy obarczyć agresywny język polityków i mediów, który zaostrzył spór. Podział Polski najlepiej obrazuje wojna pomiędzy Pis, a PO. Pis odwołuje się do elektoratu tradycyjnego, katolickiego, konserwatywnego z Polski wschodniej. PO stało się przedstawicielem elektoratu zamieszkującego zachodnią Polskę, którego poglądy są bardziej nowoczesne, liberalne i otwarte. Chociaż to czy można nazwać PO partią liberalną budzi kontrowersje, jako jedna z dwóch głównych sił politycznych w Polsce stało się w oczach wielu wyborców alternatywą wobec postawy PIS-u. Tezę o podziale Polski najlepiej obrazują wyniki wyborów parlamentarnych z 2011 roku przedstawione w formie mapy Polski. Na mapie tej Polska przybiera dwa kolory. Jeden po zachodniej stronie tam gdzie wygrało PO, a drugi po wschodniej tam gdzie wygrało PIS. Politycy z obydwu partii budują swoje poparcie na stawianiu się w opozycji do drugiej strony i atakowaniu jej. Z polskiej różnorodności uczynili przyczynę wewnętrznej wojny. Moim zdaniem historycznych źródeł tej różnorodności można się doszukiwać już w czasach podziału Polski na zabory. Mogłabym mieć wątpliwości w nazywaniu tego, co obserwujemy wojną polsko-polską gdyby nie protesty i starcia uliczne, do których dochodziło w ostatnich latach. Pierwszy, to protest pod Pałacem Prezydenckim po katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku, który prowadzili tak zwani „obrońcy krzyża”, czyli przedstawiciele Polski „B” głosującej na PIS. Potrzebę zamanifestowania swoich poglądów w tym miejscu poczuli także ludzie młodzi, użytkownicy facebooka, którzy zorganizowali wiec pod nazwą „Akcja krzyż”-przedstawiciele drugiego oblicza Polski. Podobnym zdarzeniem mającym ostatnio miejsce można nazwać starcia z 11 listopada 2011w Warszawie w czasie Marszu Niepodległości. W sytuacji, gdy konflikty przenoszą się na bezpośrednie starcia uliczne jest to sygnał, że posunęły się one za daleko i zaczynają przyjmować formę wojny.

  19. Pytanie „Czy mamy wojnę polsko – polską?” jest na tyle niejednoznaczne, że od razu zaczynam się zastanawiać, w jakim kontekście możemy je rozpatrywać? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to kontekst polityczny. Przyjmując takie założenie, wydaje mi się, że owa wojna polsko-polska nie istnieje i jest jedynie chwytliwą medialnie nazwą sporu dotyczącego wydarzeń okresu transformacji i pierwszych lat III RP.

    Dyskusja na ten temat jest toczona przez przedstawicieli czołowych partii politycznych, którzy dążą do przekonania do swojej wizji historii większej liczby obywateli, co w efekcie pozwoli im utrwalić swój punkt widzenia w polskiej pamięci historycznej. Jeden dyskurs, nazwę go roboczo – anty-okrągły stół, przekonuje, że władze „Solidarności” zdradziły swoich członków układając się z PZPRem i dzieląc się władzą. Drugi dyskurs, pro-okrągłego stołu, uważa polską transformację za wielkie osiągnięcie, które było jedyną szansą na odebranie komunistom władzy. Moim zdaniem potrzeba tego sporu jest w dużej mierze zdeterminowana przez interesy partii, które bezpardonowo walczą o władzę, a nie zainteresowania, czy potrzeby Polaków. Uważam, że warto pochylić się nad jakością tego sporu, który sprowadza całą dyskusję do prostych i spłycających całą sytuację sformułowań w stylu „Wałęsa – bohater” vs. „Wałęsa – zdrajca, agent”. Zresztą chyba nie oczekuję więcej, bo co innego można powiedzieć w czasie kilkuminutowej dyskusji po wieczornych wiadomościach? Niestety, zapominamy, że procesy powolnego upadku PRL-u, jak i narodzin, konsolidowania się i działalności „Soldarności” są bardzo złożone, niejasne, pełne sprzeczności, trudne do oceny nawet przez historyków. Trudno oczekiwać, że merytoryczną dyskusję będą prowadzić politycy, dlatego ograniczają się oni do dyskredytowania przeciwnika.

    Wydaje mi się, że temperatura tego sporu będzie z czasem opadać, aż stanie się on kwestią jedynie historyczną. Moim zdaniem nasze pokolenie może mieć wielką trudność, aby o tym dyskutować, ponieważ większość z nas nie ma niezbędnej wiedzy, by prowadzić taki dyskurs. Chyba, że ograniczymy się do stereotypowego podejścia i rzucania wyżej wymieniowych haseł? Trzeba pamiętać, że wydarzenia najnowszej historii zazwyczaj nie są poruszane w szkołach (jeżeli nauczyciel historii liceum zdąży poruszyć tematy dotyczące lat 50tych, czy zimnej wojny, to i tak dużo), a możemy założyć, że większość młodych ludzi nie będzie miało motywacji, by przebić się przez kilka książek historycznych, najlepiej prezentujących różne wizje wydarzeń, i wyrobić swoje własne zdanie.

    Podsumowując, uważam, że generalnie (oczywiście są wyjątki) młodych Polaków „wojna polsko-polska” nie interesuje, szczególnie w obecnej, zdeterminowanej przez polityków, formie. Interesują nas zupełnie inne sprawy, takie jak wolność w internecie, rosnące bezrobocie, czy wizja integracji europejskiej. Możecie nazwać mnie ignorantem i krzyczeć, że naród nie pamiętający o przeszłości nie ma przyszłości, ale w rozmowach z moimi znajomymi, właśnie takie tematy stanowią główną oś dyskusji, mimo że większość z nas ukończyła szkoły ponadgimnazjalne i podjęło studia, czyli teoretycznie stanowi (lub aspirujemy, by stanowić) wykształconą część polskiego społeczeństwa. A wydarzenia okresu transformacji? Staram się patrzeć na wszystko z dystansu, interesować się tematem i powoli wyrabiać własną opinię. Robię tak, bo nie lubię skrajności i staram się patrzeć na te sprawy zdroworozsądkowo, szczególnie, że wydarzyły się stosunkowo niedawno, biorąc pod uwagę setki lat naszej historii.

  20. We frazie „wojna polsko-polska” bardzo mylące są oba człony. Konflikt między obozem postępowo-liberalnym, reprezentowanym od strony medialnej przez środowiska pokrewne „Gazecie Wyborczej” i przez SLD, Ruch Palikota i większą część rządzącej koalicji od strony politycznej, a obozem konserwatywno-niepodległościowym, do którego należy prawicowa opozycja i nieliczne media konserwatywne („Gazeta Polska”, „Nasz Dziennik”), oczywiście istnieje. Czy jednak możemy mówić „wojnie” w sytuacji, gdy siły są tak nierówne? Mnie przypomina to raczej samobójczą partyzantkę w wykonaniu obozu konserwatywnego. Niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych wszyscy powinni zgodzić się ze stwierdzeniem, że przedstawiciele prawicowej opozycji są marginalizowani, zwłaszcza w sferze medialnej. Pozwolę sobie zanudzić Państwa kilkoma przykładami, by nie zarzucono mi gołosłowia. Demonstracja w obronie wolności mediów – kilka tysięcy osób, flagi powiewające w centrum miasta, okrzyki. Która z mainstreamowych telewizji zrobiła z tego dłuższy materiał? Chyba tylko w jednej zamieścili migawkę i to bynajmniej nie w głównym serwisie informacyjnym. Jeśli zaś już pokazuje się takie wydarzenia, to demonstrujący ukazywani są jako, przepraszam za kolokwializm, agresywne bydło (Vide TVN24 i zajścia z 11 listopada 2011). Nie będę poruszać kwestii medialnego wizerunku śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed i po katastrofie smoleńskiej.
    Także określenie „polsko-polska” niezbyt zgadza się ideami głoszonymi przez obie strony. Po Smoleńsku obóz konserwatywny wypowiada się jasno – druga strona nie zasługuje na miano Polaków. Gdyby zapytać którąkolwiek z osób przychodzących od prawie dwóch lat pod pałac prezydencki o „wojnę polsko – polską”, z pewnością w odpowiedzi usłyszałoby się, że istnieje wojna, owszem. Ale polsko-bolszewicka.
    Powstaje pytanie, jak na ten przymiotnik zapatruje się obóz postępowy. Z jednej strony swego czasu politycy PO i publicyści „Wyborczej” nawoływali do zakończenia „wojny polsko-polskiej”. Z drugiej strony wypowiedzi choćby ówczesnego posła PO Janusza Palikota, nie świadczyły o chęci niezaogniania konfliktu.
    Zastanawia mnie także, czy obóz postępowy uważa tych, którzy grupują się wokół Jarosława Kaczyńskiego za pełnoprawnych obywateli Polski. Po spocie wyborczym PO, na którym na tle psychodelicznej muzyki ukazane były najbardziej charakterystyczne postacie „spod krzyża”, a wszystko zakończone zdaniem „Oni pójdą na wybory, a Ty?”, oraz po demonstracji urządzanej przez Dominika Tarasa, kiedy to tłum niósł transparenty „Macierewicz do gazu”, „mohery na stos”, zaczynam mieć poważne wątpliwości.

  21. ,,Potrzebna jest wojna na gorze, by na dole był spokoj(…)” , przeczytalam te słowa w artykule, w ktorejs z gazet codziennych. Wypowiedzial je Walesa na początku lat 90. Sadze, ze to wlasnie w tym mniej więcej czasie rozpoczela się wojna polsko-polska i dyskusje na jej temat nie powinny pomijać także tych wydarzen.. Mowie o ‘rozsypaniu się’ Solidarnosci- konflikt Wałęsy z bracmi Kaczynskimi, upadek rządu Olszewskiego, sprawa ‘teczek’ Macierewicza. Oboz polityczny podzielil się na zwolennikow i przeciwnikow lustracji. Ludzie, którzy do tej pory mieli jednego wroga obrocili się przeciw sobie.
    Aktualnie w Polsce na ringu politycznym ścierają się ze sobą dwie partie, które przecież mają wspólne korzenie. Wydaje mi się, ze spor ten narasta wciąż i wciąż od 2005 roku kiedy prezydentem został Kaczynski, a w wyborach parlamentarnych zwyciezyl PiS. Upadla wytedy idea, która według mnie mogla być bardzo owocna dla Polski, czyli powstanie ‘POPiS-u’. Sytuacja ta zmusila PiS do stworzenia groteskowej koalicji z Samoobrona i LPR, czego skutkiem była dymisja rządu Jarslowa Kaczynskiego, całkowity upadek pozostałych dwóch partii, który jak możemy domniemywać doprowadzil do samobójstwa Andrzeja Lepera (wojna zebrala zniwo?). Potem pojawiła się tragedia smoleńska, która w rezultacie zamiast jednoczyć jeszcze bardziej zaostrzyla konflikt miedzy tymi partiami. Media sprawy tez nie ulatwiaja, jak wiemy debaty, które sa (niestety) przez nie kreowane przepelnia agresja, jednostronność dziennikarzy, co doprowadza do tego, ze cala dyskusja opiera się na mowiac kolokwialnie pyskówkach. Mam wrazenie, ze spoleczenstwo, które zawsze umiało się zjednoczyć jest teraz zdezorientowane- tak ja sama jestem. Polska jest zróżnicowanym krajem jednak to nie zwykli szarzy ludzie prowadza miedzy sobą wojne- prowadza ja politycy.

  22. Zanim postaram się odpowiedzieć na pytanie o istnienie wojny polsko-polskiej, chciałabym dokonać małej, subiektywnej diagnozy podziałów istniejących w polskim społeczeństwie. Jak najbardziej zgodziłabym się z istniejącą dychotomią na dwa nurty – tradycjonalistów i modernizatorów, ale personalnie nie mogę się odnaleźć w żadnym z nich do końca. Uważam, parafrazując myśl prof. Marii Janion, że ten paradygmat podziału się wyczerpuje. Może dlatego pozwalam sobie na taką nieśmiałą tezę, ponieważ te przełomowe wydarzenia dla historii naszego kraju (upadek systemu komunistycznego, wolne wybory…) znam jedynie właśnie z tych różnych narracji, małych i dużych. Jako uczestnik pokolenia urodzonego po 89r. nie jestem w stanie utożsamić się z żadnym z nurtów i co więcej, brakuje mi pewnego „złotego środka” w debacie między tradycjonalistami a modernistami. Nie jestem w stanie przejść na żadną ze stron i nie uważam, że to jest jakąś wadą. Staram się do wszystkich ‚ich’ argumentów i sposobu budowania narracji podejść z zaciekawieniem i rzetelnie, chociaż jest to trudne, bo z narracjami wiąże się silnie sfera emocjonalna. Zaobserwowałam także, że pewne tematy są jakby ‚zmonopolizowane’ przez określony z nurtów – o Jedwabnym pisać będą głównie modernizatorzy, o żołnierzach wyklętych – tradycjonaliści. Takich obszarów można by wymieniać wiele, dla przykładu – percepcja powstania warszawskiego, wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej, dziedzictwa Solidarności, rola IPNu…
    Te nurty budują tożsamość. Pozwalają na przyporządkowanie, kategoryzację i jasne określenie poglądów. Jak młody człowiek ma odnaleźć się w tym podziale, gdy szanuje i pamięta o owych żołnierzach wyklętych, a zarazem ma świadomość, że nie jesteśmy narodem krystalicznym (vide Jedwabne) ?
    Osobiście funkcjonuję gdzieś pomiędzy tą dychotomią.
    Przekłada się ona na życie polityczne i konflikt między, jak już to zauważyli moi Poprzednicy, prawicą/lewicą bądź tzw. Polską Solidarną i Liberalną.
    Nadal jednak trapi mnie jedno pytanie natury – co było pierwsze. Czy to politycy tworzą i intensyfikują podziały społeczne reprezentując dwa dominujące nurty? Czy nie jest przypadkiem tak, że podziały dotyczące sposobu narracji historii Polski istnieją przede wszystkim w społeczeństwie i są wobec nich pierwotne, a dopiero wtórnie stają się narzędziem politycznym polaryzującym społeczeństwo jeszcze bardziej (divide et impera) ? Społeczeństwo tworzy własne mity i narracje, które później stają się częścią tożsamości opcji politycznych.
    Dyskusja o pamięci zbiorowej w Polsce jest mocno upolityczniona.
    Idąc tym tropem odpowiedziałabym, że istnieje konflikt polsko-polski, ale nie użyłabym terminu wojna, który, jak już ktoś zwrócił uwagę, ma mocny wydźwięk i jest bardzo medialne. Konflikt ten ujawnia się w sytuacjach przełomowych i kryzysowych, najczęściej tragedii (np. katastrofa w Smoleńsku), ale także wobec odejścia ważnej jednostki o niejednoznacznej biografii (np. śmierć Czesława Miłosza, a ostatnio Wisławy Szymborskiej) i na nowo rozgorzeje z pewnością po śmierci gen. Jaruzelskiego.
    Uważam, że takie dyskusje są potrzebne społeczeństwu i nie charakteryzują tylko naszego kraju. Szczególnie ostry przebieg dyskusji nad przeszłością można zaobserwować teraz na Węgrzech. Myślę, że ta dychotomia to cecha krajów postkomunistycznych (ale nie tylko). Z tą różnicą, że w Polsce dyskusja przybiera często gwałtowny charakter, ale to już może być zaczynem na inny temat o istnieniu naszych narodowych cech (i czy w ogóle można coś takiego wyodrębnić). 😉

  23. Sądzę, że człowiek dojrzały światopoglądowo dostrzega i akceptuje fakt, iż cudze poglądy i wartości nie składają się z jednego tylko komponentu – przekonania opartego na obiektywnych informacjach, wpływ na nie mają bowiem swoiste „filtry”: osobiste doświadczenia każdej jednostki, jej sytuacja życiowa i materialna, wreszcie – o czym często się zapomina – indywidualne uwarunkowania osobowościowe. Uważam też, że żaden światopogląd czy ideologia nie jest w stanie satysfakcjonująco wytłumaczyć i opisać złożoności rzeczywistości, w której żyje człowiek: ani zdecydowanie lewicowa, ani kategorycznie prawicowa. Silny upór przy swoich poglądach z pominięciem argumentów drugiej strony jest wygodny, bo zapewnia poczucie bezpieczeństwa i przynależności, niestety zazwyczaj odnosi przykre skutki.
    Rozkład poglądów w społeczeństwie jest według mnie rozkładem normalnym: przytłaczająca większość ludzi jest ostrożna w wydawaniu osądów i nie do końca przekonana ani jedną, ani drugą wizją świata ze spolaryzowanych krańców rozkładu. Jednak to właśnie te krańce, jako najbardziej wyraziste, są najmocniej słyszane i najłatwiejsze w identyfikacji, zaś spory ich przedstawicieli odznaczają się największą agresją: stąd powstaje złudzenie ostrego podziału oddzielającego dwie strony barykadą z drutem kolczastym pośrodku. I właśnie te spory nazywane są wojną polsko-polską, której milcząco przygląda się większość. Jak interpretować to milczenie? Moim zdaniem można dwojako: jako wyraz żalu i poczucia irytacji z powodu ludzi, którzy dla wybranej idei potrafią niekiedy odwrócić się od swojej rodziny czy znajomych, etykietując ich jako komuchów lub zdrajców albo faszystów i ciemnogród; lub też jako poczucie bezsilności i braku sprawczości. Taka sytuacja jest według mnie niezdrowa. To, że Polacy społeczeństwem nie są – z nielicznymi wyjątkami, np. dyskusji uniwersyteckich takich jak nasza obecna, choć pewnie gdyby „uwolnić” ją z obowiązującej konwencji nie byłaby wcale tak uprzejma – widać na każdym kroku. Społeczeństwo potrafi bowiem ze sobą dyskutować, nie sięgając przy tym po skrajne emocje i historyczne porównania, które są co prawda niezwykle wygodne, bo proste, ale jednak heurystyczne i często skutkują pomijaniem rzeczywistego sedna problemu; Polacy są zaś jedynie niezwykle skłóconym narodem.
    Uważam, że nie ma u nas wojny, obecne są tylko potyczki, niestety występujące najczęściej w rodzinach czy między przyjaciółmi i psujące wzajemne relacje, natomiast zupełnie nie mające wpływu na to, jaki poziom reprezentuje nasza klasa polityczna ani na ich decyzje. Politykom z prawa i z lewa, rządzącym i opozycjonistom grzejących się w ciepłych posadkach opłacanych z naszych pieniędzy, tego typu emocjonalno – historyczne spory są na rękę: liczą na to, że nie zauważymy tego, jak bardzo są do siebie podobni w zupełnym braku rozsądnych pomysłów na modernizację naszego kraju. Mam nadzieję, że kiedyś dojrzejemy do poważnej dyskusji, bez żądzy krwawej sprawiedliwości wobec „komuchów” ani postulatów wyrzekania się polskości oraz że wyłoni się u nas prawdziwa, profesjonalna klasa polityczna. Może potrzeba na to po prostu czasu.

  24. Wojna polsko-polska istnieje, jednak moim zdaniem niezwykle ciężko przeprowadzić jest granicę pomiędzy dwoma walczącymi ze sobą stronami. W każdej z grup jest bowiem garstka osób, które swoją postawą dewaluują wartości, których teoretycznie bronią, ba, o które zaciekle walczą. Przykładem z ostatnich dni jest zaciekły bój o w sprawie ACTA. Oceniając na podstawie jakże fałszywego obrazu płynącego z mediów, w tej niemal wszyscy zjednoczyli się aby walczyć z ograniczaniem wolności i swobody. Ktokolwiek ośmielił się wyrazić opinię niezgodną z wolą wolnego ludu, natychmiast sprowadzony został do miana adwokata diabła; zmieszany z błotem, wyśmiany. Nie oceniam tego, czy słusznie. Nie oceniam, bo uważam całą aferę z ACTA za sztucznie rozdmuchaną przez prowokatorów i tłum, który nie zadał sobie nawet trudu, by ów dokument przeczytać. I oto mamy tłum Anonimowych, których znajdziemy na popularnych portalach bez zadawania sobie specjalnego trudu w ich odszukanie. Analogiczne sytuacje, których opis mogłoby stanowić jedno słowo – hipokryzja, są moim zdaniem przyczyną absurdalnych konfliktów.
    Przykładem może być Marsz Niepodległości w Dniu Niepodległości, który w teorii powinien być dniem powszechnie radosnym. Niestety, tutaj także rzekomi obrońcy wolności pokazali na co ich stać, wywołując zamieszki i ogólny problem. W pewnych grupach wśród młodych ludzi panuje wyolbrzymiona do granic potrzeba oryginalności i niezrozumiałe dla mnie pojęcie wolności. Czym jest wolność – na to pytanie można odpowiedzieć w sposób prosty, skomplikowany, wypowiedzią długą lub krótką i zwięzłą. Nie jestem jednak pewna, czy powinno się ją trywializować do poziomu “jestem anonimowy, facebook moim przewodnikiem a kwejk orężem i nikt mi nie będzie zabierał obrazków (no bo do czego służy internet?)”.

  25. Nikt chyba nie zaprzeczy, że obecnie polskie społeczeństwo jest mocno podzielone. Czy jest to już wojna? Patrząc na ekran telewizora dochodzę do wniosku, że tak. Wojna polsko-polska, jak już odnotowało kilka osób przede mną, jawi się głównie jako konflikt między dwoma głównymi partiami politycznymi na naszej scenie politycznej, mianowicie PO oraz PiS. To z kolei bardzo silnie oddziałuje na całe społeczeństwo. W tym sensie „nasza wojna” nie jest tylko wymysłem mediów. Gdyby tak było polityczne przepychanki czy też stronniczość mediów preferujących jedną bądź drugą ze stron nie odbijałaby się na codzienności przeciętnego obywatela. A jednak tak się dzieje. Przeważnie wyborcy jednej partii nie potrafią dyskutować z sympatykiem innej opcji politycznej. Nie zauważamy tego tylko na ekranach naszych telewizorów, lecz także na naszych ulicach, przy naszych stołach, podczas spotkań z rodziną. Agresja i nienawiść skierowane na tą drugą, bo gorszą z zasady stronę jest wszechobecna i bardzo niepokojąca. Oczywiście media odgrywają w tym swoją znaczącą rolę, ponieważ to one kształtują opinie Polaków, jednakże nie wyolbrzymiałabym tej roli za bardzo. To nie media organizowały protesty i manifestacje Polaków wyrażających swoje poparcie lub niezadowolenie. Faktem jest, iż Polacy dziś nie potrafią ze sobą rozmawiać i mam wrażenie, że konflikt ten jest nie do rozwiązania przy obecnym stanie rzeczy.
    W tym miejscu chciałabym się również odnieść do jednej z wypowiedzi przedstawiającej strony konfliktu w naszym kraju, a mianowicie „butne pokolenie ludzi młodych sprzeciwiających się porządkowi, który chcą utrzymać zakorzenieni w tradycji ludzie starsi, pejoratywnie określani „moherami.” Według badań Polskiego Generalnego Studium Wyborczego młodzi ludzie wcale nie są bardziej lewicowi niż starsi. Poglądy prawicowe dominują także wśród młodego pokolenia Polaków, a zatem wiek nie jest zmienną, która pozwala określić tożsamość lewicowo-prawicową. Dlatego nie uważam za słuszny argument, iż młodzi ludzie sprzeciwiają się tradycji. Również określenie „moherowe berety” nie jest skutkiem walki ze starszym pokoleniem chwalącym tradycyjny porządek w celu jego zburzenia. Określenie to zostało zastosowane dla osób identyfikujących się, co prawda z poglądami konserwatywnymi, religijnymi, lecz także politycznymi, które w głównej mierze były zaczątkiem konfliktu. Nie jest też tak, iż wszyscy młodzi ludzie się im sprzeciwiają.
    Chciałabym również zaznaczyć, że wojna polsko-polska nie ogranicza się tylko do sfery polityki. Wiele przykładów na jej istnienie mamy także w kulturze, chociażby zapominanie czy wręcz demonizowanie twórczości artysty, który dopuścił się czynów „komplikujących jego biografie”. Najbardziej znanym chyba przykładem jest historia Romana Polańskiego, który został oskarżony o gwałt na nieletniej. Wielki dorobek artystyczny Polańskiego nie przeszkadzał polskiej prawicy w bojkocie jego przyjazdu na festiwal w Gdyni. Cała Polska znów zatrzęsła się w posadach, rozbrzmiewając na przemian okrzykami „pedofil”, czy „zostawcie go w spokoju”. To samo spotkało wybitnego pisarza i reżysera polskiego Tadeusza Konwickiego, który już w latach 50 odciął się od „pryszczatych”, jednak współpraca z nimi nie została mu nigdy zapomniana. Również polska noblistka nie ustrzegła się słów krytycznych i to w momencie najmniej do tego odpowiednim. Polacy nawet w chwilach tragicznych nie potrafią oprzeć się pokusie i walczą jeden przeciw drugiemu. Nie ma czasu na odpoczynek, los (lub najczęściej my sami) wynajduje coraz to nowe powody do walki. Przycichnie sprawa Polańskiego, odgrzebie się sprawę Wałęsy, przycichnie sprawa Wałęsy, znów rozdrapie się postać o. Rydzyka, koło się zamyka, linia frontu przesuwa się to w jedną to w drugą stronę.

  26. Z punktu widzenia przeciętnego dwudziestoparolatka, wojna polsko-polska nie istnieje. Odnoszę wrażenie, że coraz częściej, coraz mniej zależy zwykłym Polakom na budowaniu podziałów. Wystarczająco trudno wielu ludziom wiązać koniec z końcem, aby jeszcze toczyć ideologiczne spory. To że ludzie mają różne poglądy uważamy za naturalne.
    Moim zdaniem szerzy się pewna bylejakość, ludzie są coraz bardziej zmęczeni papką jaką karmią nas politycy i media, coraz częściej trudno o mądry głos w dyskusji. A że w naszym narodowym charakterze leżą walki i bunty, to ze zwykłych spraw robi się „wielkie halo” i nadaje się temu hasła wojny polsko-polskiej. Są jakby dwa światy – świat zwykłych ludzi i świat wielkiej polityki, kreowany przez media.
    Czy dzisiaj rzeczywiście coś nas rozpala aż tak bardzo, że można to nazwać wojną? Stajemy się coraz bardziej tolerancyjni na poglądy innych, dopóki nie ograniczają nas samych, wielkie idee nie rozpalają w nas wielkich emocji (może dlatego, że tych wielkich idei po prostu brak). Czy w codziennym życiu naprawdę ma znaczenie czy czytamy Gazetę Wyborczą czy Nasz Dziennik, czy jesteśmy za Polską Mickiewicza czy Prusa, czy uważamy, że Powstanie Warszawskie powinno wybuchnąć czy nie, czy katastrofa w Smoleńsku była zamachem czy tragicznym wypadkiem? Owszem Polacy i Polska jest głęboko podzielona – począwszy do podziałów ekonomicznych na ideowo-kulturowo kończąc, ale na pewno nie nazwę tego wojną polsko-polską, bo chyba większość Polaków uważa, że lepiej po prostu żyć zgodnie z samym sobą i za wiele nie rozmyślać, bo jest to bardzo męczące.

  27. Wojna polsko-polska jest w znacznej mierze wykreowana i podtrzymywana przez media. Z drugiej strony sami politycy świadomie ulegają wizji istnienia dwóch przeciwstawnych obozów, gdyz dostrzegają, że jest to dla nich korzystne. Znacznie łatwiej jest bowiem szukając poparcia społeczeństwa odwoływać się do sfery światopoglądowej, tożsamościowej, generującej silne emocje niż do realnej polityki i kwestii nie budzących tak silnych emocji wśród ogółu społeczeństwa. Ciągłe podsycanie dyskusji w sprawach takich jak katastrofa smoleńska, aborca czy pozycja kościoła katolickiego nie służą niczemu konstuktywnemu a w opinii wielu maja na celu odciągnięcie uwagi od kwestii naprawdę istotnych.
    Duża część społeczeństwa ulega tak wykreowanym podziałom, gdyż nie potrafi krytycznie spojrzeć na całość sceny politycznej.
    Mimo że, według mnie nie możemy mówić o istnieniu wojny polsko-polskiej, to niewątpliwie w odniesieniu do społeczeństwa polskiego możemy mówić o występowaniu istotnych różnic. Są to różnice dotyczące poziomu zamożności, stosunku do tradycyjnych wartości czy historii. Nie sa to zjawiska charakteryctyczne wyłącznie dla Polski. Pogłębianie sie różnic w podobnych obszarach można zauważyć w płaszczyźnie globalnej. W kwestii różnic co do tak ważnych zagadnień potrzebna jest jednak konstruktywna dyskusja. Zamiast niej dostrzec można coraz większą radykalizację stanowisk, brutalizację i podsycanie emocji w dyskursie publicznym.
    Jeżeli chodzi o związek między aktualnymi sporami w ramach społeczeństwa a stosunkiem do historii wyrażanym przez to społeczeństwo oraz polską scenę polityczną to identyfikujemy mnóstwo postaw skrajnych. Zdecydowanie zbyt mało jest stanowisk umiarkowanych. Jedni najchętniej odcięliby sie od doświadczeń historycznych, przemilczeli pewne sporne fakty i tworzyli politykę wolną od jakiegokolwiek zakorzenienia w przeszłości. Inni wolą w każdym możliwym miejscu odwoływać się do zaszłości historycznych. Żadne z powyższych stanowisk nie jest w całości słuszne. Warto byłoby się zastanowić czy możliwe jest znalezienie punktów wspólnych między nimi. Odpowiedź w mojej ocenie jest pozytywna. Powstaje jednak pytanie czy jest to możliwe przy obecnym stanie i jakości debaty publicznej?
    Obserwowany brak umiarkowania, gotowości do kompromisu i rzetelnej oceny zarówno kwesti historycznych jak i aktualnych wynika z obecnej tendencji do brutalizacji przekazu medialnego, brutalizacji życia politycznego i społecznego. Spora część społeczeństwa pragnie ostrych sporów, więc następuje kreowanie sceny publicznej zgodnie z takimi oczekiwaniami.

  28. Media bardzo często mówią o ,,wojnie polsko-polskiej”- po każdej ostrzejszej czy bardziej radykalnej wypowiedzi któregokolwiek z polityków ogłaszają jej kolejny etap. Tym samym tworzą one coraz większe napięcie i coraz większą wrogość między poszczególnymi ,,obozami”. Wydaje mi się jednak, że trudno byłoby powiedzieć o wojnie jako takiej- chociażby ze względu na to, że większości Polaków nie obchodzi to, co się dzieje w Polsce. Patrząc na frekwencję chociażby podczas ostatnich wyborów- udział w nich wzięła mniej niż połowa uprawnionych do głosowania. I jak w takiej sytuacji mówić o wojnie, skoro część Polaków nie jest nawet zainteresowana tym, kto będzie rządził Polską. Nie można jednak negować istnienia pewnego sporu, który coraz bardziej narasta i w konsekwencji być może już całkiem niedługo będzie można mówić o prawdziwej wojnie polsko-polskiej- chodzi mi tutaj o silną eskalację konfliktu, takiego, który wymusi większe zainteresowanie obywateli. Jak zauważono w jednej z wcześniejszych wypowiedzi, trudno jest nawet wyznaczyć konkretne strony konfliktu- bo czy jest to spór na linii prawica-lewica, zwolennicy PO-zwolennicy PiS, czy też salon- i anty-salon? Osobiście szukając jakiegoś podziału, na którym miałaby opierać się ,,wojna” odwołałabym się do tego, co na ten temat mówił J.M. Rymkiewicz- o tym, że naród polski dzieli się na naród kolaborantów i naród patriotów. Chodzi tutaj o to, że ,,kolaboranci”- to ludzie przekonani, że Polska samodzielna i suwerenna nie ma szans na przetrwanie bez pomocy obcych mocarstw. Przykładów takiej postawy jest mnóstwo- wystarczy chociażby przytoczyć ostatnią wypowiedź J.Palikota o tym, że Polacy powinni się wyrzec swojej Polskości. Patrioci natomiast to ludzie, którzy za wszelką cenę, czasami nawet kosztem np.: interesów gospodarczych państwa, chcą podkreślać niezależność i suwerenność Polski. Taki właśnie podział, często wymykający się podporządkowaniu ze względu na poglądy polityczne, na prawicę i lewicę, wydaje mi się być podstawą tego sporu. Sądzę, że to właśnie z tego podziału wynikają zarówno różne wizje Polski jak i podejście do społeczeństwa. Nie może mieć przecież szacunku dla Polaków ktoś, kto nimi gardzi i kto mówi, że ,,polskość to nienormalność”- bardzo jaskrawo przekonaliśmy się o tym chociażby przy sprawie ACTA. Wojna polsko-polska może już niedługo stać się faktem, biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację, zwłaszcza ekonomiczną. Nie jestem pewna jednak czy wzbudzi to aż tak duże emocje, by ta ,,obojętna” część społeczeństwa także została w to wciągnięta. Także obserwując coraz większa aktywność różnych organizacji- zwłaszcza młodzieżowych, a co za tym idzie- bardziej radykalnych- można spodziewać się w przyszłości coraz częstszych i poważniejszych napięć. Wydaje mi się jednak, że póki co sytuacja- mimo wielu ostrych słów- jest dość spokojna. Jednak są ludzie, którzy próbują dzielić Polaków coraz bardziej i jest to fakt. To właśnie oni chcą budować swoją popularność na konflikcie, co- nie da się ukryć- całkiem dobrze im wychodzi.

  29. Zostało powiedziane że konflikt jest wpisany w politykę. To prawda, jednak konflikt zwany całkiem słusznie wojną polsko-polską jest stanowczo zbyt ostry, a co gorsza, większość mediów stoi zdecydowanie po jednej jego stronie. Spór jest poważny, dotyczy wizji przyszłości Polski w aspektach takich jak polityka zagraniczna czy gospodarcza. Myślę że sprowadzanie go do konfliktu osobistego między politykami jest nieco trywialne. Niemożność porozumienia się ma w Polsce całkiem poważne konsekwencje na czele z katastrofą smoleńską.
    Osią sporu jest także stosunek do przyszłośći, część liberalnych polityków nie jest skłonna do rozliczania przeszłośći tak jak politycy PiS-u czy innych powstałych niedawno opcji prawicowych. Według liberałów nie wolno krytykować takich postaci jak śp. Bronisław Geremek czy Lech Wałęsa ze względu na ich zasługi z przeszłośći. Tymczasem mamy prawo podejrzewać że ich życiorysy nie są wcale takie ,,czyste”.
    Najbardziej dla mnie przykre jest silne zaangażowanie ludzi kultury po jednej ze stron konfliktu.
    Na szczęscie konflikty ,,na górze” nie wpływają aż tak mocno na relacje zwykłych ludzi. Mimo gorącej atmosfery w mediach jesteśmy w stanie się porozumieć ponad politycznymi podziałami, mimo że pewne siły, których reprezentantem jest dla mnie Janusz Palikot, próbują powiększyć podziały w społeczeństwie

  30. Termin wojna Polsko-Polska zyskał rozgłos dzięki mediom, jak również dzięki politykom obecnej sceny politycznej. Zbieżność ta nie wynika tylko z powodu, iż politycy walczą o elektorat strasząc sobą nawzajem aby zwiększyć słupki w sondażach, albo w wymianie felietonów w najbardziej poczytnych, obecnie tytułach gazet by zelektryzować opinię publiczną. Każdy z moich przedmówców miał racje wymieniając strony konfliktu na różnych polach i płaszczyznach, lecz w moim skromnym odczuciu ten termin został zawłaszczony i utracił swój pierwotny wymiar. Zgadzam się, że w otwartych społeczeństwach demokratycznych, które maja z tej racji sposobność do wyrażania swoich opinii pojawiają się sprzeczne zdania. Także z powodu niedorozwoju regionów, w naszym polskim przypadku, głównie z przyczyn historycznych, ów konflikt powstaje. Nie zmienia to jednak faktu że konflikt jednak istnieje – konflikt interesów – pomiędzy aparatem, rodakami, którzy funkcjonowali i tworzyli stary system PRL oraz rodakami, którzy z tym systemem walczyli lub byli przez niego prześladowani. Okrągły stół uratował przeszłych katów przed narodowym potępieniem i przywrócił bez konsekwencji do społecznego bytu. Wielu z nich podobnie jak w poprzednim systemie, odnalazło się i w obecnym nie ponosząc osobistej odpowiedzialności. Jak mantra powtarzany jest slogan, iż „gruba kreska” jest ceną bezkrwawej wolności, lecz jest wielu nieusatysfakcjonowanych zmianami. Zwłaszcza, że część poprzednich dygnitarzy PRL „ustawiła się” w nowej rzeczywistości wykorzystując asymetrię informacji w rożnych dziedzinach życia, „legalizując się” w nowym systemie. Podchodząc tak do sprawy mamy wyraźny konflikt – pomiędzy strzegących swej przeszłości i przyszłości, oraz tych, którzy pragną obnażyć ich przeszłość i pogrążyć przyszłość w imię sprawiedliwości dziejowej. Także zwyczajnej, ludzkiej.

    Każdy dom, aby nie zawalił się po kilkunastu latach użytkowania potrzebuje solidnych fundamentów. Gdyby fundamenty zawiodły, runie cała konstrukcja nie zależnie jak dobrze byłaby zaprojektowana i wykonana. Ta metafora może posłużyć za zrozumienie konsekwencji transformacji ustrojowej, którą nie wszyscy akceptują i która w sloganach może objawiać się jako konflikt „Polski A” i „Polski B”, pomiędzy PiS-em i Platformą, w tym „Polską liberalną” i „ Polska solidarną”, między resentymentami romantycznymi czy pragmatyzmem i postępowością. Lecz nadal kwestią nierozstrzygniętą jest czy fundament pozostawić taki jaki jest czy uznać fundamenty za wadliwe i rozpocząć budowę od podstaw. (podkr.KW)
    Wojna to słowo nacechowane mocnym wydźwiękiem. Z tego powodu jest lotne, łatwo się politycznie i medialnie „sprzedaje”. Kojarzy się z radykalnymi rozwiązaniami, także przy użyciu siły. Konflikt z kolei może przyjąć różną postać. Z tego powodu optowałbym za użyciem słowa – konflikt. Nie mniej jest to konflikt szczególnej wagi zwłaszcza w sytuacji w jakiej NASZA, wolna ojczyzna się znalazła, ponieważ dotyczy drogi ,jaką powina „podążać”.

    1. A co mogłoby być „budowanie fundamentów od nowa”? Jeśli pytanie to jest wciąż Pana zdaniem kwestią wciąż nieroztrzygnietą, to jest coś więcej niż tylko konflikt.

  31. Na początku chciałbym zaznaczyć, że do sensownej odpowiedzi na postawione pytanie trzeba by zdefiniować, czym jest wojna polsko-polska. Ponieważ dla każdego sformułowanie to może oznaczać co innego – w końcu jest to przenośnia – mamy tu po części do czynienia ze sporem semantycznym.
    W moim odczuciu wojna polsko-polska jest faktem. Niestety. Uważam bowiem, że używanie tego pojęcia podkreśla podział społeczeństwa, co jest niedobre. Nie zdecydowałbym się na odpowiedź twierdzącą, gdyby przejawy silnego konfliktu i nienawiści były widoczne tylko wśród polityków (którzy być może liczą, że dzięki temu wzmocnią swoją pozycję, np. poprzez straszenie „tymi drugimi”) i mediów (dla których „zła informacja to dobra informacja”). Jednak ostatnio coraz częściej konflikt jest widoczny w społeczeństwie, czego wyrazistym odbiciem są różne manifestacje, ale można jego przejawy spotkać także wśród znajomych.
    Tak jak wielu przedmówców zauważyło, dyskusje i spory w demokracji są czymś normalnym. Jednak gdy słyszę rozmowy między osobami o przeciwnych poglądach, to nie jest to dyskusja, gdyż są oni głusi na argumenty drugiej strony. Sprawiają wrażenie, że każdy z nich wierzy w to, co mówi i to na wierze opiera się jego pogląd, a nie na faktach.
    Poza tym częste jest przekonanie, że jeśli ktoś nie jest za jedną opcją, to na pewno jest za drugą. Nie można więc którejś strony sporu (wojny) skrytykować w niewielkim stopniu i za konkretne posunięcie, gdyż od razu jest się uznawanym za zwolennika strony przeciwnej, co przecież nie musi być prawdą.

  32. Określenie wojna polsko-polska jest zbyt radykalne. Żeby uznać wojnę należałoby wyznaczyć strony w tej wojnie. Na pewno można mówić o dwóch Polskach, a nawet o większej ich licznie, w zależności od tego, jakie kryterium przyjmiemy. Mamy, w końcu, Polskę A i Polskę B, ze względu na terytorium i stopień rozwoju. Mamy Polskę rozwijającą się i dorabiającą, warszawską i Polskę przy biedną, nieporadną, która tęskni za PRL-em. Jest PiS, ze swoim elektoratem, składającym się z emerytów, ludzi gorzej wykształconych, gorliwych katolików i rusofobów, jest PO, które jest o wiele bardziej liberalne, ‘niby otwarte’ i ma swoją wizję polityki zagranicznej. Dalej mamy Salon i Antysalon, pierwsi to obecny establishment polityczny oraz kształtujące światopogląd mas korporacje medialne, ci drudzy, to publicyści, występujący przeciwko Salonowi. Czy między tymi stronami można dostrzec przejawy wojny? Nie dochodzi do częstych, merytorycznych dyskusji, nie ma jednoznacznych stanowisk. Miały miejsce raczej bitwy, w sprawach związanych ze Smoleńskiem, wyjaśnieniem tego, co się wydarzyło przed, w trakcie i po katastrofie, z pochówkiem tragicznie zmarłych, czy z krzyżem pod Pałacem Prezydenckim. Inna bitwa miała miejsce 11.11.2011 r., kiedy odbyły się demonstracje Obozu Narodowo-Radykalnego z Młodzieżą Wszechpolską i Stowarzyszenia 11 listopada. Może bitwą jest też walka z ‘kibolami’?
    Moim zdaniem, przedstawione stanowiska i fakty są przejawem różnych punktów widzenia i wizji Polski, są też próbą wprowadzenia tego w życie. Ale moim zdaniem wojny nie ma, bo nie ma jej trwałych stron (w końcu strony się zmieniają, pojawiają się nowe, ludzie zmieniają obozy), nie ma poważnych przyczyn, nie ma podanych żądań, a stan konfliktu między jakimikolwiek stronami i jego natężenie jest za niski, by uznać go za wojnę.

  33. Zanim postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy mamy „wojnę polsko-polską”, należałoby najpierw określić, co dokładnie przez powyższe pojęcie powinno się rozumieć. Jakiego rodzaju jest to konflikt? Niemal od razu przychodzi na myśl trwający spór polityczny pomiędzy dwoma największymi partiami w Polsce (PO i PiS). W ślad za politykami zwykle idą i ich zwolennicy – społeczeństwo. Więc konflikt, jeśli przyjąć go za wojnę jest wojną społeczno-polityczną między podzielonymi Polakami.

    Zarysowują się dwie strony sporu – (umownie) „prawicowa”, konserwatywna oraz (umownie) „liberalna”, umiarkowana, z czego pierwsza z mojego punktu widzenia ulega radykalizacji. Podział społeczeństwa na dwie opcje staje się coraz bardziej wyrazisty, co wnioskować można po coraz większej koncentracji poparcia wyborczego w elekcjach parlamentarnych w Polsce. Suma procentowego poparcia dla dwóch największych partii w każdych kolejnych wyborach jest coraz wyższa. Tym samym większość Polaków opowiada się po jednej lub drugiej stronie, wykluczając pozostałe.

    Wojna polsko-polska nie jest wymysłem jedynie mediów. Choć przesadą jest nazywanie istniejącego konfliktu „wojną”, co tylko prowokuje społeczeństwo i zachęca do dyskusji. Głośnym akordem polityczno-społecznego sporu była reakcja na śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie lotniczej i to, co potem się działo. Przykładem są silne emocje towarzyszące sporowi o to, czy ś.p. prezydent Lech Kaczyński ma zostać pochowany na Wawelu, czy kłótnia o krzyż na Krakowskim Przedmieściu pod Pałacem Prezydenckim – akurat te emocje wywoływane były nie odgórnie (przez media), ale oddolnie – wypłynęły od społeczeństwa, uwidoczniły podział.

    Warto zwrócić również uwagę na to, że sprzeciw związany z decyzją pochowania ś.p. prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu dosyć wyraźnie wyrażany był w samym Krakowie, który niegdyś można było uznać za ostoję konserwatyzmu (w przeciwieństwie do „postępowej” stolicy) – jak można więc wnioskować – strony konfliktu nie zarysowują się wedle podziałów administracyjnych, bynajmniej – nie mają z nimi nic wspólnego.

    Społeczeństwo doznało szoku w wyniku „katastrofy smoleńskiej”. Partie w pewien sposób mogły to dla siebie wykorzystać. Padło wiele słów, oskarżeń, szokujących stwierdzeń, które dodatkowo zaostrzyły podział społeczeństwa. Osobiście bardzo mocno odczułam wiszącą w powietrzu atmosferę niezgody zarówno w sferze polityki (z pewnością podkręconą przez media i poprzez nie odczuwalną), ale też społeczeństwie – nagle ludzie zaczęli patrzeć po sobie z nieufnością: „Kto, za kim?”. Bitny naród polski! W końcu znalazł pretekst do kłótni… Szkoda tylko, że kłótni wewnętrznej, wyniszczającej, bezsensownej i bezcelowej. Festiwal nienawiści, który rozpętał się wówczas – ma swoje głośne echa i dziś.

    Być może mylnie ograniczam się do sporu polityczno-społecznego opartego na antagonizmie PO-PiS, ale według mnie zarysowuje się on najwyraźniej spośród innych, które przychodzą do głowy. Poza tym jest szeroko lansowany i podkreślany przez media, jakby nie miały one o czym mówić. Jak wspomniałam na początku, nazywanie tego konfliktu „wojną polsko-polską” jest lekką przesadą i odnieść można wrażenie, że podnosi się to hasło z premedytacją, jakby nawołując do dyskusji, opowiedzenia się po jednej ze stron. Skutek takich działań jest następujący – z jednej strony następuje polityczna aktywizacja społeczeństwa (co można raczej uznać za pozytywne zjawisko, które może wkrótce ewoluować i nadać społeczeństwu polskiemu swoistą większą świadomość polityczną), która jednocześnie zaostrza podziały. W gruncie rzeczy nie wydaje się to czymś wynaturzonym – spory w społeczeństwie oraz publiczna debata na ważne dla kraju tematy są potrzebne w każdym demokratycznym państwie. Jedynie agresja, nienawiść i zapał w tych sporach mogą wydawać się niepokojące, ale nie aż tak, by wieścić wojnę.

    1. Aby nie powtarzać opinii i osądów, przedstawionych przez inne osoby w tej dyskusji, postanowiłem przeczytać część napisanych postów. Nie miałem zamiaru wchodzić z nikim w polemikę, ale jak to zwykle w życiu bywa, musiałem zrewidować swoje zamiary, ponieważ nie mogę się zgodzić z niektórymi, stawianymi przez Zofię Iwaszkiewicz, tezami.

      Tak samo jak autorka uważam konflikt PO-PiS za głowną linię podziału w naszym społeczeństwie. Bardzo podoba mi się także podkreślenie, że strony sporu są „umownie”, odpowiednio, prawicowe i liberalne. Bo przecież PiS prawicowy jest jedynie światopoglądowo, a gospodarczo jest (z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy) tak naprawdę „lewicowy”. Za to PO jest tak liberalna, że aż podnosi podatki, wysyła sześciolatki do szkół i miewa pomysły typu: wprowadzenie koncesji na sprzedaż papierosów. Teraz, zdając sobie sprawę z „umowności” tegoż konfliktu, możemy pomyśleć jak sztuczny jest ten podział, jak bardzo jest on wykreowany przez czwartą władzę. Autorka pisze, że w ślad za politykami zawsze idą zwolennicy i właśnie dlatego mamy teraz wojnę polsko-polską. Osobiście podszedłbym do tej kwestii z troszeczkę innej strony, nie negując jednak jej spostrzeżenia.
      W społeczeństwie zawsze istnieją podziały, dajmy na to biedni- bogaci, młodzi- starsi, czy przywiązani do tradycji- chcący postępu. I takie podziały prowadzą zazwyczaj do całkiem rzeczowej dyskusji, która jest sercem demokracji. Za to wepchnięcie ludzi w ramy sztucznie wykreowanego podziału i ciągłe podgrzewanie związanych z nim emocji, stworzenie atmosfery, że trzeba stanąć po którejś stronie barykady, doprowadza wreszcie do sytuacji w której rzeczowa, spokojna dyskusja staje się niemożliwa. Pozostaje tylko przerzucanie się inwektywami i pejoratywnie nacechowanymi określeniami, utworzonymi specjalnie na potrzeby tegoż konfliktu (mohery, wykształciuchy). Tematem na inną dyskusję jest pytanie, w jakim stopniu wspomniany konflikt pomaga utrzymać władzę w rękach jednej ze stron konfliktu przez sprawianie wrażenia, że inne partie nie istnieją i nie warto „tracić” na nie głosu.

      Nie mogę się też zgodzić ze stwierdzeniem, że suma procentowego poparcia dla dwóch największych partii w każdych kolejnych wyborach jest coraz większa. Może to troszkę pedantyczne z mojej strony, ale właśnie naginanie faktów dla potwierdzenia swojej tezy, uważam za jeden z czynników utrudniających debatę. Niech mówią liczby: w 2007 PiS i PO zgarnęły wspólnie 375 mandatów, a w 2011- 364. Nie można też dowodzić, że strony konfliktu nie zarysowują się wedle podziałów administracyjnych, na podstawie tylko tego, że Kraków nie chciał ś.p. Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Lepiej spojrzeć np. na tę mapkę http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/91/Wybory_parlamentarne_2011_zabory_powiaty.png która pozwala dojść do zupełnie odmiennego wniosku.

      1. Taka jak załączona w poście powyżej mapka zrobiły wielką karierę, ale mimo niezaprzeczalnego waloru, jakim są np. wyraźnie widoczne różnice między wielkimi miastami a terenami wiejskimi czy trwałe różnice terenów dawnych zaborów niosą ze sobą także spory ładunek łatwo umykającej manipulacji. Zastosowanie przeciwstawnych kolorów, sposób oznaczania przy pomocy kolejnych odcieni poparcia dla danych partii oraz wyróżnienie tylko 1. miejsca w wyborczym wyścigu tworzy wrażenie drastycznych różnic między poszczególnymi powiatami, w tym tymi położonymi po dwóch stronach zniesionego przed stu laty kordonu granicznego. W efekcie zapominamy, że między jednym a drugim powiatem może być dosłownie procent czy dwa (czyli np. kilkaset głosów na daną listę mniej czy więcej) różnicy w wynikach obu dominujących partii. Ale te kilka procent – czyli obiektywnie niewiele – pozwala autorom mapy zmienić kolor z niebieskiego na pomarańczowy (albo odwrotnie) i ukrywając się za parawanem nietykalnej, ścisłej rzekomo statystyki powiedzieć: popatrzcie, jak się różnimy, jak wyraźnie dzieli się Polska. Pozwala też zapomnieć, że są inne partie, że za jasnym błękitem czy barwą pomarańczy ukrywają się tysiące głosów oddanych na inne partie i komitety, sukcesy i klęski lokalnych społeczności. Gdyby przyjąć inne barwy – choćby zupełnie neutralne odcienie szarości – byłoby to tyle czytelniej, o tyle spokojniej, i o tyle uczciwiej. Nagle okazałoby się, że ten rzekomy mur podziałów rozmywa się, a Polacy po obu stronach są tacy sami. Wojny żadnej nie ma, i nie będzie, jeżeli nie damy jej sobie wmówić przez grających na naszych emocjach polityków i dziennikarzy. Część z obecnych tu wypowiedzi pozwala mi zauważyć, że niestety wielu z nas dało ją sobie wmówić.

  34. Hasło wojny polsko-polskiej automatycznie kojarzy mi się ze współistnieniem i dominacją dwóch partii na polskiej scenie politycznej. To uzasadnione, bo dla przeciętnego obywatela to co dzieje się w kraju, to o czym dyskutuje się w debatach czy jakie podejmuje się decyzję, opiera się (zwłaszcza poprzez medialny przekaz) na prostej opozycji PO-PiS jako głównych sił. Rzeczywiście sytuacja częstokroć męczy nas i denerwuje, zwłaszcza gdy oglądamy kolejną nic nie wprowadzająca debatę, przekrzykujących się nawzajem i opluwających polityków. Moim zdaniem problem nie tkwi w samej istocie tego konfliktu, obecności samego sporu, który jest zjawiskiem zupełnie naturalnym i wpisanym w demokrację. Stąd raczej odrzuciłabym określenie wojny polsko-polskiej. Pochodzi ono z języka mediów i jeśli istnieje jakakolwiek wojna, to tylko ‚fikcyjna’, wykreowana przez media. Obecnie kiedy żyjemy w kulturze, którą nazwałabym wizualną manipulują one obrazami i przekazywaną treścią w stopniu niewyobrażalnym.
    Polska jako kraj postkomunistyczny, w wyniku określonych czynników historycznych znajduje się obecnie w szczególnym momencie. Chyba jest trochę tak, że czujemy się jak ta ‚gorsza’ Europa; jak peryferium w stosunku do centrum, które stanowią kraje Europy Zachodniej. Jednocześnie dzisiaj już obserwujemy, że wysoko rozwinięte państwa Europy borykają się z coraz większymi problemami. Największym problemem w Polsce jest obecnie nowoczesność, to jak ją definiować i jaki do niej mieć stosunek, a jednocześnie jak odnosić się do tradycji. To, co w ogóle wydaje mi się być wspólne dla społeczeństw postkumunistycznych – formułowane przezeń idee to pewien splot pragnień konserwatywnych oraz emancypacyjnych. Oprócz problemu dotyczącego sposobu odniesienia się do różnych wartości – narodowych, moralnych, etycznych, myślę, że nadal nie udało się nam w Polsce zrozumieć istoty demokracji i wypracować odpowiednich metod jej prawidłowego funkcjonowania.

    1. Użył Pan ciekawego terminu „pragnienia emancypacyjne”. Czy mógłby Pan więcej o tym powiedzieć? Czy dążenia emancypacyjne są w jakiejś opozycji do tradycjonalizmu? Nie są to z mojej strony żadne podchwytliwe pytania. Sam się nad tym zastanawiam. No właśnie czym jest lub czym ma być emancypacja alla Polacca A.D. 2012?

      1. Proszę wybaczyć, trochę mi zajęło myślenie o tej emancypacji… Zatem czym są pragnienia emancypacyjne? To nic innego jak dążenie Polski do dorównania Zachodowi (dla którego Polska do biedny zacofany kraj z Europy Wschodniej w żadnym wypadku Środkowej), rozrost biurokracji na wzor zachodni i co gorsza wprowadzanie zachodnich rozwiązań politycznych i ekonomicznych (glownie polityki fiskalnej i polityki spolecznej) zamiast wzoru, który powinniśmy dostosowac do naszych warunków.
        Czy pragnienia emancypacyjne są w opozycji do tradycjonalizmu? Tak, ponieważ emancypacja to jakaś chęć do zmian. A z drugiej strony – czy nie można modernizować kraju w zgodzie z tradycjami? Mam wrażenie, ze trochę gubię się w pojęciach… Najbezpieczniej byłoby powiedzieć, że pragnienia emancypacyjne mogą być w opozycji do tradycjonalizmu ale muszą. To zależy od tego jaka jest wizja tych pragnień, wyobrażam sobie, że ktoś mógłby uznać dążenie do 100% świeckiego państwa za emancypację, wówczas nie ma szans aby łączyć ją z tradycjonalizmem. Czym powinna być emancypacja w 2012 roku? Według mnie – ekspansją ekonomiczną z naciskiem na eksport polskiego kapitału i produktów.

  35. Spory między różnymi środowiskami, gazetami czy publicystami owszem istnieją, ale czy możemy użyć w stosunku do nich sformułowania wojna ? Jest to słowo często wykorzystywane przez media , kształtujące w ogromnym stopniu opinie publiczną.
    W Polsce moim zdaniem toczy się obecnie spór wszystkich ze wszystkimi, ale wynika on raczej z zagubienia i niemożności znalezienia dla siebie właściwego reprezentanta kierunku politycznego. Owszem wśród dziennikarzy istnieje bardzo wyraźny konflikt między tzw. salonem i antysalonem, jednak spory ideologiczne dopóki takimi pozostają, uważam za zdrowe i naturalne. W polskiej i nie tylko polskiej historii , przybierały one często znacznie większe rozmiary i nie słyszałam nigdy użycia wobec nich sformułowania wojna polsko-polska. Wiec dlaczego teraz ? Czy nie jest to przypadkiem celowe wpajanie nam jakiegoś ukształtowanego obrazu rzeczywistości, próba wywołania przez niektóre środowiska jeszcze bardziej wrogich nastrojów? Wystarczy prześledzić nagłówki najpopularniejszych polskich gazet ,,wojna polsko-polska przeżywa apogeum’’ Jakie apogeum? Fakt, że obserwujemy wszechobecne ,,opluwanie się ‘’i zrównywanie z błotem, ale może warto byłoby zastanowić się nad przyczynami tego zjawiska. Czy najpierw były powody, a potem wybuchła ta tzw. wojna, czy może zagubienia społeczne zostało zręcznie wykorzystane, a ideologie do konfliktu dorobiono już później?
    Oczywiście , nie chce tu negować , że społeczeństwo polskie jest bardzo podzielone. Ludzie, którzy dążą do zmian, postępu i ci , którzy się w nim zagubili, tzw. modernizatorzy i tradycjonaliści. Można między nimi czasem dostrzec ogromną przepaść , w ich oczekiwaniach ,czy popieranej ideologii. Jednak są to spory , ewentualnie konflikty , mające mniejszy lub większy wymiar. Zawsze istniały , istnieją i zapewne będą istnieć nadal. Nie użyłabym tu jednak tak mocnego i negatywnego sformułowania jakim jest wojna.

  36. Moim zdaniem toczą się póki co bitwy. Nie uznawałabym ich za mało istotne, wręcz przeciwnie są zagrożeniem jawnym i coraz bardziej widocznym. W moim odczuciu nie idzie tu tylko o spory polityczne (do Zuzy Piechowicz: mnie dziwią opluwający się politycy), zanik etyki dziennikarskiej czy inne zjawiska. Chodzi o to – moim zdaniem – że Polskę zaczynają rozbijać od wewnątrz Ci którzy chcą bym nowoczesnymi, tolerancyjnymi, otwartymi… NA WSZYSTKO.Boli mnie to, że tracimy przez to właśnie naszą tożsamość, tradycje, zapominamy kto i w jaki sposób wywalczył dla nas Wolność.
    Tracimy tożsamość, wartości, rozluźniają się więzi… nie chcę być Europejką, chcę być Polką. I nie znaczy to, że jestem zacofana, że żyję przeszłością i skamieniałam. Widzę – co mnie cieszy – bunt wśród ludzi, wśród młodych osób tych dwudziestoparoletnich którzy zaczynają wykrzykiwać hasła które kiedyś były sztandarowe : „Bóg, Honor, Ojczyzna!”. Czasami myślę, że przydałoby się jakieś powstanie… i wydaje mi się , że wzięłabym w nim udział. Nie jestem też pewna, czy sama umiejętność komunikacji pomoże… oczywiście watro rozmawiać tylko kto ma rozmawiać i z kim? i czy ludzie nie są już zmęczeni „rozmowami” ?

    1. Nie zgadzam się, że póki co toczą się bitwy. Moim zdaniem rzeczywiscie można było mówić o wojnie polsko-polskiej bezposrednio po zmianie ustrojowej w 89 roku. Dziś istnieje wyraźny spór oparty między innymi na pamięci społecznej tamtego konfliktu. To raczej kontynuacja tamtych frustracji, a nie zalążek do innej wojny.
      Nie wiem, jak udowodnić, kto rozbija Polskę. Jeżeli ktoś ją rozbija, to nie dlatego, że jest otwarty, tolerancyjny i nowoczesny, tylko dlatego, że jest niemądry. Nie widzę utraty tożsamości narodowej, nie wiem, które więzi się rozluźniają. Nie rozumiem też co masz na myśli mowiąc, że zapominamy, kto wywalczył dla nas wolność. Postępowość nie jest równoznaczna z brakiem poszanowania dla dawnych wartości, tak samo jak śpiewanie „Boże coś Polskę” do śniadania nie czyni z nikogo wielkiego patrioty. „Bóg, Honor, Ojczyzna” to piękne i szlachetne hasła, ale nie musimy ich wykrzykiwać, żeby godnie służyć tejże Ojczyźnie.
      I ostatnie. „Czasami myślę, że przydałoby się jakieś powstanie… i wydaje mi się , że wzięłabym w nim udział. „. To dość odważna deklaracja, powiedziałabym, że niestosowna… Po pierwsze, jakie powstanie? Konkretnie w imię czego i o co? Po drugie: wywrócenie ustroju do góry nogami w celu stworzenia zupelnie nowej rzeczywistości to pójście na łatwiznę. Znacznie trudniej budować na „zużytym” gruncie podjętych już złych i dobrych decyzji, zgubnych planów, niezrealizowanych obietnic. Dopiero co mieliśmy rewolucję. Zaledwie [niecałe] 23 lata temu. I bardzo szybko okazało się, że wspólna chęć odzyskania wolności to nie wszystko, że każdy chce z tą wolnością zrobić co innego. I teraz nie byłoby inaczej. Myślę, że polski konflikt wewnętrzny (którego nie nazwałabym wojną) opiera się na różnych wizjach wolnej Polsji. Ci, którzy nie akceptują wybranej drogi lub są niezadowoleni z przemian, są przekonani, że mozna przeczekac zły okres, a potem zacząć wszystko od nowa – po swojemu. Zamiast rozmawiać – a rozmawiać warto, nawet jeśli są to rozmowy męczące i niewygodne.

      1. Zacznę od końca- rozmawiać warto, to fakt. Tylko ile można rozmawiać, ile można wysłuchiwać tzw „mądrych głów” Czy znasz sytuacjęm.in np pana Andrzeja Żydka? To człowiek który chciał rozmawiać, ale nikt u tzw „góry” nie chciał go słuchać. Zdecydował sie na PODPALENIE siebie samego- wolał to, bo wiedział , że rodzina dostanie rentę po nim, wolał to bo inaczej z rodziną mogłoby być bardzo zle. On to wolał- ale jego wola miała małe znaczenie, po prostu nie miał wyjścia. System – wielki i wszechmocny przygniótł człowieka kłamstwem i zniszczył.
        moim zdaniem – nie da się budować na kłamstwie, na obłudzie i hipokryzji- Ty nazywasz to „zuzytym gruntem” jeśli zuzytym to tym bardziej nalezy stworzyć nowy grunt.Młodzi ludzie szykuja się do uczczenia pamięci Żołnierzy Wykletych, ludzie zaczynają wychodzić na ulicę i domagać sie prawdy- czyż to nie mało by było dobrym podkładem pod rewolucję? moim zdaniem to dobre początki. nazywasz moje wyrażenie chęci w ewentualnym udziale powstańczym- „niestosowną deklaracją” owszem z punktu widzenia psychologicznego- może się ona taka wydawać, kto wie co zrobiłabym w rzeczywistym obliczu np powstania. Ale ja mówię o czymś innym ,o tym , że nalezy zawalczyć – ot choćby słowem i gestem w obronie wartości o których wspominam, w obronie Polskości i prawdy. Nie widzisz utraty tożsamości. Ja widzę. Naukowo potwierdzoną.
        Po kilkuletnich studiach na wydziale psychologii, wiem, że młodzi ludzie – tracą tożsamości, nie wiedzą co działo się w czasach panowania komuny, film „Czarny Czwartek” traktuja jak fikcję” wygadują głupoty mówiąc, że Jaruzelski nie miał wyjścia- bo ruscy stali i czekali , nia bardzo wiedzą co to się działo w „tym” Katyniu oglądają „Czas Honoru” i mówią :”o jacy to kiedyś byli odważni ludzie tylko po co oni to robili??”… nasi Kombatanci klepią biedę podczas gdy gen. Jaruzelski ciągle nie może być osądzony. Przecież przez niego zginęli nieiwnni ludzie, do niewinnych osob strzelano.Kto pamięta o kombatantach? Kto im, zapewnia godną starośc?To mnie przeraża i doprowadza do rozmyslań. Oczywiście nie uogólniam- nie wszyscy ale znam takich którzy dokładnie tak myslą. Nie chcę polityka typu Palikot któremu przeszkadza krzyż- symbol mojej wiary,( proszę bardzo powieśmy obok symbole innych wiar) irytuje mnie kiedy gra na naiwności młodszego pokolenia mówiąc o legalizacji marihuany- tylko po to by głosowali na „tak”
        Dlaczego inne narody nie pozwalają na bezczeszczenie swojego imienia, dlaczego gdy ktoś próbuje to zrobić to całe Państwo staje w obronie, kiedy natomiast Polak kogos „obrazi” to potem juz musi przepraszać do końca życia.Dlaczego tak niewiele wiemy o Lechu Wałęsie traktując go jak bohatera skaczącego przez płot, podczas gdy to on właściwie zrujnował Solidarność, sprzedał się i idzie w zaparte po dziś dzień?
        Niemcy mówią – jesteśmy Niemcami, Rosjanie są Rosjanami, Amerykanie Amerykanami, Żydzi Żydami a Polacy tak bardzo chcą być Europejczykami. Dlaczego?czy to nie jest zatracanie tożsamości. Owszem masz rację mówiąc , że otwartość , tolerancyjność i nowoczesność nie rozbije Polski, tylko ciekawi mnie co masz na mysli rzucając te hasła? Dla mnie otwartość na innych( choćby religijna, polityczna) jest jak najbardziej porządana , ale domagam się też otwartości na mnie, na moje poglądy, na moje zdanie, tolerancyjność? mam wrażenie, że słowo stało się tylko wyświechtanym modnym słowem, nie mogę być tolerancyjna na wiele rzeczy które dzieją się w Polsce. Pozwolę sobie na małe porównanie z Rosją. Otóż jestem fascynatką tamtejszej kultury w szerokim tego słowa znaczeniu. Rosja kojarzy nam się różnie. Tam układ sił przedstawia się też w różny sposób, ale ludzie prowadzą wojnę – swoją małą , lokalną – z głodem jak za czasów łagrów, z urzędami jak za czasów łagrów, z polityką która jest dla nich nie do zrozumienia, okradani są z pensji, z godności … i to dzieje się współcześnie. W centrum – rozmawiają, toczą debaty, mówią” jest coraz lepiej” rośniemy w siłę , a na prowincjach ludzie zabijają psy żeby przeżyć ( tak! tak jest obecnie) i … w Polsce dzieją się podobne rzeczy- podpalanie samych siebie żeby w końcu ktoś wysłuchał, na wsiach ( ot, na lubelskich – które znam) ktoś ma miesięcznie 600 zł na siebie i czwórkę dzieci a ktoś 10.000 na siebie na tzw stołku stołecznego miasta.Ile wynosiły wypłaty zwykłych robotników przy budowie Stadionu w Warszawie ( w dodatku pracujących na czarno) a ile wynosić ma odprawa byłego prezesa Narodowego Centrum Sportu? I w takim znaczeniu mają dość i w takim sensie przydałby się ktoś kto powiedzialby – koniec , zróbmy coś, ruszajmy , obalmy rząd, zarządajmy respektowania naszych praw, nie dajmy znów zrobić nam PRL-u , nie dajmy siebie okradać. Zróbmy powstanie.
        i ja do takiego powstania mogłabym się dołączyć z transparentem np „Tusk musi odejść” Może dla wielu to puste słowa, hasła jedynie, ale dla mnie od takich haseł zaczyna się zmiana na lepsze. Przeciez bitwy toczą się jawnie- na naszych oczach, walczą ci których wybraliśmy w wolnych wyborach! To nie są „jacyś politycy” to nasi reprezentanci, oni mnie oszukali i z nimi chcę walczyć.

        1. Oczywiście, z mojej poprzedniej wypowiedzi wynika, że nie zgadzam się z twoją opinią, ale to nie znaczy, że jestem zwolenniczką rządu… A chyba tak założyłaś.

          Znam sprawę pana Andrzeja Żydka i nie jest to dla mnie stosowny argument do jakiejkolwiek dyskusji politycznej. To tragiczna historia człowieka, który nie poradził sobie psychicznie z sytuacją, w jakiej się znalazł. Chęć popełnienia samobójstwa nawet w skrajnej sytuacji nie jest normą. Nie wiemy, co dokładnie skłoniło Andrzeja Żydka do tego czynu. „To człowiek który chciał rozmawiać, ale nikt u tzw “góry” nie chciał go słuchać. ” – trudno, żeby premier zajmował się sprawą każdego obywatela, który się do niego zgłosi. Tak chyba było za komuny – pisanie listów do władzy, władza pomoże.

          Masz rację – to skandal, żeby kombatanci klepali biedę. Ale czy klepią ją od dzisiaj?
          Nie. Tak, też jestem przeciwna usuwaniu krzyża z sejmu. Dziwny pomysł, niepotrzebny. Palikot jako polityk mi się nie podoba. Przy czym każde ugrupowanie polityczne jest wynikiem jakiejś potrzeby społecznej, odpowiedzią na głos jakiejś części społeczeństwa. Jego obecność w życiu politycznym akceptuję, ale nie rozumiem i nie podoba mi się, że zaszedł tak wysoko. Może kiedyś miał coś do powiedzenia, ale chyba zapomniał co. Był czas, kiedy wydawał mi się jakimś głosem trzeźwiącym. Odkąd osiągnął wyborczy sukces nie usłyszałam z jego ust niczego mądrego. Z populistyczną akcją z marihuaną zgadzam się w 100 procentach. Ale nie mogę się zgodzić z tym, ze jestesmy bezczeszczeni!

          To, że młodzi ludzie nie wiedzą, co sie działo za komuny, albo mają takie opinie, które przytaczasz, to sprawa edukacji i tego co się mowi w domu. Jeśli w domu nic się
          nie mówi, a w szkole nie ma na to czasu (chyba wszyscy to znamy, nie wiem, czy czyjś nauczyciel kiedykolwiek zdążył z XX wiekiem), to często zamiast wiedzy przyjmują gotową zasłyszaną gdzieś opinię. To prawda, że ta niewiedza połączona z twardym zajmowaniem stanowisk bywa zatrważająca. Nie wiem, co kiedyś ludzie wiedzieli o historii Polski – pewnie więcej, bo generalnie wiedzieli więcej, zdobywali wiedzę staranniej. Żyjemy w spoleczenstwie internetowym. Wiemy dużo, ale powierzchownie. Nie zwalałbym tu winy na europeizację, a na ogólne przemiany. To nie dzieje się tylko u nas. A to, że Polacy tak bardzo chcą być Europejczykami to nie zatracanie tożsamości, a jakiś narodowy kompleks wynikający z lat sowieckiej okupacji i tego, że rzeczywiscie długo byliśmy (a może i jesteśmy) trochę za Europą. Moim zdaniem, kompleks odchodzący już w przeszłość.

          Nie zgadzam się, że Lech Wałęsa zrujnował Solidarność, zrujnowały ją wewnętrzne podziały. Nie mogło być inaczej. Solidarność była zrywem, miała rację bytu do odzyskania wolności i kropka. Wiadomo było, że później wyjdą różnice zdań nie do zwalczenia. Mówisz, że zdradził Solidarność. Bardzo łatwo przychodzi nam zawsze stwierdzenie, że ktoś „mógł zrobić więcej”. A co jesli nie mógł?

          Po prostu nie wydaje mi się to takie proste. Skąd pewność, że nam wszystko pójdzie lepiej, łatwiej. Nie jestem za rewolucją. Chociaż jestem za zmianami. Nie tak łatwo wyrównać poziom życia. Stadion Narodowy. Jasne, możemy powiedzieć – są ludzie, którzy żyją w totalnym ubóstwie, a my inwestujemy w stadiony, sport, kulturę, zachciało nam się! Gaże polityków nigdy mi się nie podobały, ale chyba zawsze były nieracjonalnie wysokie, to się nie zaczęło kilka lat temu. Ale błagam: „ktoś ma miesięcznie 600 zł na siebie i czwórkę dzieci a ktoś 10.000 na siebie na tzw stołku stołecznego miasta.” – bo są różnice między ludźmi! Nie mamy w Polsce aż tak dramatycznych rozgraniczeń finansowych, po prostu ludzie w różny sposób zarabiają różne pieniądze! Oczywiście, zgadzam się, że zarobki prezesów są patologiczne.

          Są tacy, którzy wciąż chcą walczyć przeciwko czemuś. Ja wolę walczyć o coś. I poczekam na wybory.

  37. Istnieje bardzo wyraźny podział na ” Polskę liberalną” i „Polskę Solidarną”. Moim zdaniem jest to podział wykreowany głównie przez polityków. Nasza scena polityczna jest bardzo spolaryzowana, i politykom opłaca się polaryzacja społeczeństwa ( ze względu na sondażu, im jesteśmy bardziej przeciwko jednym tym chętniej będziemy chcieli zagłosować na tych drugich). Ten podział przelał się na dziennikarzy. Wystarczy prześledzić „wymianę felietonów” między Gazetą Wyborczą a Rzeczpospolitą lub innymi tytułami, które można uznać za opowiadające się za konkretną opcję polityczną czy ideologiczną. Społeczeństwo poddaje się temu nastrojowi. Nie dziwią nas opluwający się nawzajem politycy, jednak, gdy zaczyna to dotykać dziennikarzy to budzi to mój niepokój. Najciekawsze jest, gdzie to może dalej pójść. Opowiedzenia się za lub przeciw: krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu, przyczynach katastrofy smoleńskiej, paktowi fiskalnemu, ustawie refundacyjnej to już nie deklaracja pojedynczego poglądu, a deklaracja po której stronie muru się stoi. Mnie najbardziej interesuje, gdzie to pójdzie dalej. Czy uda nam się zacząć rozmawiać po obu stronach barykady? Bo nie chodzi przecież o to, abyśmy się wszyscy zgadzali, ale abyśmy się słuchali. I czasami dali przekonać, albo chociaż potrafili uznać argumenty oponenta za zasadne. Moim zdaniem wojna polsko-polska nie istnieje. Jest konflikt, którego temperatura przewyższa znacznie tę niezbędna w demokracji. Jestem przekonana, że to nie jest trwałe i w końcu społeczeństwo podziękuje tym politykom, którzy podgrzewają te spory i nie potrafią dyskutować ze swoimi przeciwnikami politycznymi. A może tak naprawdę nie jestem przekonana, a tylko mam taką nadzieję? Moim zdaniem jest potrzeba dłuższych ( nie kilkunastominutowych) dyskusji w mediach, w których oponenci będą słuchać i szanować siebie nawzajem.

  38. Pytanie czy mamy wojnę polsko-polską jest zasadniczo trudną kwestią o istnienie wyraźnego konfliktu społecznego w państwie polskim. Z powodu nałożonych kulturowych i narodowych filtrów obiektywna ocena sytuacji przez osobę przynależącą do narodu polskiego jest utrudniona, ale nie niemożliwa. Poniżej wymieniam wojny, które udało mi się odnotować.

    Najbardziej bolesny i wciąż trwający jest konflikt tradycjonalistów – polskich obrońców „paradygmatu romantyczności” i modernizatorów – strony odrzucającej pojęcie mesjanizmu polskiego i gloryfikacji klęsk narodowych. Starając się określić strony konfliktu widocznych jest więcej niż pojedyncza płaszczyzna sporów. Dostrzegalne są, zwłaszcza w święta narodowe, spięcia z powodu poglądów, gdy może dochodzić do starć dwóch biegunów spektrum politycznego, tj. radykalnej lewicy i prawicy. Ponadto, ewidentny jest konflikt generacji, gdzie butne pokolenie ludzi młodych sprzeciwia się porządkowi, który chcą utrzymać zakorzenieni w tradycji ludzie starsi, pejoratywnie określani „moherami.” Na tle historyczno-gospodarczym doświadczyliśmy niechęci zrodzonej przez podział na Polskę A i B. W kwestiach politycznych, Polska jako kraj zmierzający niejako do adaptacji dwupartyjnego modelu amerykańskiego, rodzi konflikt zwolenników partii PIS i PO. Odczuwalna jest także wojna regionalna, np. RAŚ (Ruch Autonomii Śląska) oraz niechęć reszty kraju w stosunku do mieszkańców Warszawy.

    Bazując na powyższym, trudno jest obiektywnie określić czy istnieje wojna polsko-polska jako jednolity, jednoznaczny konflikt wewnętrzny. Każdy naród jest podzielony przez szereg sporów i jest to naturalna konsekwencja interakcji społecznych. W mojej opinii Polska nie odbiega w tym wypadku od innych krajów i uważam, że nie ma powodów do niepokoju.

    1. Odpowiedział Pan na zadane pytanie b.dyplomatycznie. Oczywiście w każdym społeczeństwie istnieją jakieś konflikty i są one w demokracji otwarcie formułowane. Nie ma też w Polsce ostrych konfliktów socjalnych w tym przynajmniej sensie, że nie ma partii bogatej części społeczeństwa i partii biedniejszej części społeczeństwa. Czy więc termin „wojna polsko-polska” to jedynie wymysł mediów? Czy też istniały jakieś głębsze powody, prócz inwencji publicystycznej, że termin pojawił się? Proszę spróbować odpowiedzieć na to pytanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s