Debata 5 Szczęście czy obowiązek?

Do czego chcesz dążyć – do szczęścia czy do realizacji zobowiązań, jakie narzucają Ci wyznawane wartości? Jak dalece realizacja takich zobowiązań może być co najmniej niewygodna i nieprzyjemna? Czy między realizacją takich zasadniczych zobowiązań a poczuciem szczęśliwości zachodzić może konflikt? Co byś wtedy wybrał?

33 thoughts on “Debata 5 Szczęście czy obowiązek?

  1. Schopenhauer twierdził, iż człowiekiem kieruje popęd, którego nic nie jest w stanie zaspokoić , a nawet gdy jest zaspokojony chwilowo, prze zaraz dalej. Odnosi się to również do próby osiągnięcia przez człowieka szczęścia- nie jest ono jednak nigdy trwałe. Zgadzam się z tym poglądem, gdyż nietrudno zaobserwować, że niezależnie od tego ile się w życiu osiągnie, jakie marzenia się spełni- zawsze pojawią się nowe cele, rzeczy których zapragniemy. Ludzie zazwyczaj myślą, że do osiągnięcia pełni szczęścia, życiowego spełnienia brakuje im tego jednego konkretnego „czegoś”, lecz gdy się tak dzieje, pojawia się nowe, niezbędne do szczęścia „coś”. Jednak w naturze ludzkiej leży dążenie do osiągnięcia długotrwałego szczęścia i ja sama nie jestem wyjątkiem. Gdyby ktoś mnie spytał o jedno życzenie, odpowiedziałabym „chcę być szczęśliwa” (samo znaczenie szczęścia jest już dla każdego indywidualne).

    Wyznawane wartości nie narzucają mi zobowiązań- każdy sam sobie, dobrowolnie wartości i zobowiązania wybiera. W takim wypadku wypełnianie ich w mało jakich wypadkach może stać w opozycji do szczęścia. Co więcej, w jakimś stopniu wydaje mi się, że jest to błędne koło. Wszystko co robimy, jest antropocentryczne, egoistyczne, a dążenie do ideałów jest hedonizmem. Stawiając ponad szczęście obowiązek, wybierając wyrzeczenia, podświadomie i tak dążymy do osobistego szczęścia, gdyż poświęceniem tym sami się wartościujemy, uwznioślamy.

    Głosić deklaracje i zapewnienia zawsze można, jednak człowiek nigdy nie będzie wiedział jak się zachowa w danej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie. Osobiście mogę mieć tylko nadzieję, że przy wyborze między szczęściem osobistym a obowiązkiem i zobowiązaniami wybiorę obowiązek, o ile skutki decyzji dotyczyć będą nie tylko mnie, ale przede wszystkim innych osób. Gdyby miało to dotyczyć tylko mnie, mogłabym się pokusić o wybór szczęścia.

  2. „nic nie MUSZĘ, chcę!” – tak brzmi jedno z haseł motywacyjnych w psychologii.
    Najważniejsza w życiu jest równowaga wewnętrzna i poczucie swojego JA.
    Moje wartości są moim szczęściem – jeśli jest inaczej, oznacza to, że zbyt wielce ulegam światu zewnętrznemu. Nie chodzi o to aby być zbitą masą, która z góry narzuca jednostkom zobowiązania. Chodzi o to, żeby jednostki żyły zgodnie obok siebie – tu są nadawane jakieś ramy etyczne, moralne. Nie mogą one jednak przekraczać naszych granic.
    Jeśli więc, pielęgnuję swoje wartości i jestem w zgodzie z sobą – czuję spełnienie i jestem szczęśliwy. Jeśli dochodzi do dysonansu między wyznawanymi wartościami a szczęściem – trzeba zarówno jedną jak i drugą stronę zweryfikować pod kątem aktualności. Być może się zmieniam i zmieniam swoje wartości na podstawie doświadczenia.
    Jeżeli nie zmieniam wartości, a szczęście się jawi jako pokusa i chwilowa przyjemność – konflikt jest potrzebny do zweryfikowania słuszności moich celów. Jest jak gdyby znakiem STOP, sygnalizującym sprzeczność.
    W tym wypadku nagroda może przyjść z czasem – zadowolenie z siebie i swojej stałości, wytrwałości.

  3. Szczęście czy obowiązek?

    Nie rozgraniczam tych pojęć. Uważam, że nie wchodzą „bezpośrednio” w swój zakres (według mnie).
    Szczęście jest tym do czego niewątpliwie każdy z nas dąży. Znam osobę, dla którego największym szczęściem jakie spotkało go w życiu jest możliwość prowadzenia schroniska na Bieszczadzkiej Połoninie bez bieżącej wody, prądu czy zasięgu sieci komórkowej. Znam również taką, dla której szczęściem jest życie w dużej aglomeracji (Berlin) wśród milionów anonimowych ludzi. Szczęście jest czymś bardzo indywidualnym. Często mówi się „nie uszczęśliwiaj go na siłę”. To co dla jednej osoby jest czymś wspaniałym, dla drugiej może być czymś zupełnie niepotrzebnym, nieprzydatnym.

    Obowiązek … To kolejne słowo, którego granicę określamy my sami.. To my decydujemy, czy w danej dziedzinie życia musimy być obowiązkowi, punktualni etc.

    Dla mnie oba te pojęcia idą w parze. Jestem szczęśliwy kiedy kilka dni wcześniej wiem co będę robił kolejnego dnia. I chociaż wiem, że kiedy planuję dzisiejszy wiem to obowiązkiem będzie przybycie na egzamin z Filozofii to jednocześnie jestem szczęśliwy bo wiem, że w nocy wyruszę na upragnione wakacje

  4. Pełne szczęście można osiągnąć między innymi realizując to, co uważamy za słuszne, czyli postępując zgodnie z wartościami, jakie wyznajemy. Nieważne, czy są to przekonania religijne czy też moralne. Jeśli wyznajemy określone wartości, to znaczy, że w pewien sposób się z nimi utożsamiamy, uważamy za prawidłowe. Czy osoba, która jest chrześcijaninem, może być szczęśliwa, żyjąc w przekonaniu, że nie strara się wystarczająco wypełniać tego co nakazują na przykład przykazania? Albo łamie prawa, do których czuje, że powinna się stosować? Uważam, iż jest to niemożliwe, ponieważ będzie odczuwać, że czegoś nie robi dobrze. Jeśli kieruje się określoną filozofią, to znaczy, że uważa, iż prawa, które są oczywiste dla tych przekonań, są prawidłowe.
    Wykonywanie pewnych zobowiązań może być nieprzyjemne, jednak dawać satysfakcję, która często zrekompensuje wysiłek czy niedogodności. Wewnętrzne poczucie obowiązku jest silnie połączone z poczuciem szczęścia, wręcz nierozerwalne. Jednak nie zawsze narzucenie pewnych norm, nawet jeśli związanych z określonymi przekonaniami, może dać to, czego oczekujemy (uczucia spełnienia, bycia „w porządku”). Zdarza się, że istnieją pewne wymogi, które uważamy za niewłaściwe albo niepotrzebne. Wtedy obecny jest pewien konflikt wewnętrzny pomiędzy tym, co uważamy my, jako ludzie, za słuszne, a tym jako wyznawcy konkretnej filozofii, uważamy, że powinniśmy robić. Uważam, że szczęście jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka – dlatego zawsze w wypadku, gdyby realizacja pewnych zobowiązań miała podować to, iż czułabym się z tego powodu żle, zrezegnowałabym z pewnością z wypełniania obowiązku. Oczywiście, jeśli nie raniłoby to innych ludzi.

  5. Odpowiedź na to pytanie może być tylko subiektywna, bowiem każda osoba ma prawo do dowolnego postępowania zgodnie z własnym systemem wartości. W swoim życiu dążę do szczęścia, jak każdy – chciałabym być w pełni szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie jednak życia, które nie byłoby ograniczone żadnymi zobowiązaniami. Ich realizacja może być niewygodna, może stawać się nieprzyjemna. Ważne jest określenie wartości, której podporządkuje się pozostałe (w razie wyboru zawsze można odwołać się do sformułowanej przez siebie hierarchii wartości)– dla mnie są to więzi z ważnymi dla mnie osobami. Wydaje mi się, że potrafiłabym zrezygnować z siebie na rzecz drugiego człowieka. Czasem jednak chciałabym wydzielić sobie przestrzeń, w której mogłabym być tylko dla siebie. Żyję w rodzinie, w związku, mam przyjaciół, znajomych – tak elementarna sfera w moim życiu łączy się z pewnymi zobowiązaniami. Dla kogo powinnam wydzielić ile czasu? Czy muszę wybierać, kto jest ważniejszy? Pozornie proste decyzje potrafią stać się niewygodne. Potrzeba pielęgnowania więzi jest na tyle ważna, że czasami trzeba podporządkować jej wszystko inne. W końcu może warto zrobić coś dla nadrzędnego celu, nawet jeśli w ten sposób zaniedbujemy inne sfery naszego życia? Zastanawiałam się również nad bardziej ogólną kwestią wyznawanych wartości – czy byłabym w stanie poświęcić się dla ojczyzny? W szczególnych warunkach podejrzewam, że tak. Nie ukrywam jednak, że pewnie moje poświęcenie nosiłoby znamiona chęci pozostawienia po sobie nieśmiertelnego śladu. Trudno mi bowiem odnaleźć w człowieku zupełny altruizm. Czy zatem nie byłoby to okropione martyrologią dążenie do osiągnięcia szczęścia w pozostaniu niezapomnianą?
    Między realizacją zasadniczych zobowiązań a szczęściem często zachodzi konflikt. Jeśli zaś wyznawane wartości są dla nas na tyle ważne, potrafimy zaakceptować zrzeczenie się części przyjemności. Możemy również czerpać z tego szczęście, dzięki poczuciu dobrze wypełnianej roli i zgodności naszego postępowania z wyznawanymi zasadami. Na co dzień mierzę się z takimi konfliktami decydując o poświęceniu czasu bliskim, nauce, pracy, czy innym działaniom. Moje wartości rozdzierają mnie z każdą decyzją. Staram się jednak wykonywać każdą ze swoich ról jak najlepiej. Jednak czy przez tę chęć sprostania wszystkim zobowiązaniom, wartości, którym chcę podporządkować życie na tyle mnie nie przerastają, że kiedyś przestanę doceniać ich znaczenie i zacznę traktować je jako codzienny obowiązek? Wówczas trudno będzie wytyczyć dzięki nim własną drogę do szczęścia.

  6. Szczęście czy obowiązek
    Uważam, że pomiędzy szczęściem a realizacją zobowiązań narzuconych przez wyznawany system wartości nie występuje jednoznaczna sprzeczność. Myślę wręcz ze bez pewnych barier czy to narzuconych przez nas samych czy odgórnie, nie do końca od nas zależnych, szczęście nie mogłoby istnieć. Jeśli działania ludzkie byłyby niczym nieskrępowane, a wszystko przychodziłoby z lekkością, to oznaczałoby to że wszyscy są szczęśliwi. Byłby to dla nas stan naturalny, z którego nie odczuwalibyśmy satysfakcji, bo aby wiedzieć co to szczęście, należy najpierw przeżyć nieszczęście. Z drugiej strony ten moralny fundament towarzyszący nam w życiu codziennym jest przeważnie odbierany jako pozytywny aspekt. Bez niego myślę, że społeczeństwa popadłyby w totalny nieład. Więc jest to pewnego rodzaju nasz pomocnik w podejmowaniu właściwych decyzji.
    Ale występuje pewne sytuacje, które zmuszają nas do dokonania wyboru, między własnym szczęściem z pogwałceniem wyznawanych przez nas wartości, a nieszczęściem i spokojnym sumieniem. To dylemat przed którym nie raz każdy z nas był postawiony, a należy zaznaczyć, że w takich sytuacjach nie ma dobrych i złych rozwiązań. Uważam także, że są to momenty skrajne, a nie dnia codziennego. Raczej skłaniam się ku przekonaniu, że człowiek jest z natury istotą egoistyczną działając przede wszystkim dla dobra siebie. Jeśli w rażący sposób moja decyzja nie wpływała by negatywnie na drugą osobę to skłaniam się ku wybraniu szczęścia kosztem towarzyszących mi wartości.

  7. Ciekawie sformułowane pytanie, po pierwsze: rozróżnienie między osiągnięciem szczęścia, a realizacją zobowiązań jest sztuczne i w gruncie rzeczy nie do obrony. Po drugie – jest tutaj wyczuwalna sugestia jakoby zobowiązania są „narzucane” przez wartości, które wyznajemy. A skoro „narzucane”, to z pewnością niezbyt przyjemne, przecież największą wartością w postmodernizmie jest wolność, prawda?
    Zabrakło mi pytania: „W jaki sposób i jak dalece realizacja takich zobowiązań może prowadzić do osiągnięcia szczęścia?” Pierwszym obiektywnym pytaniem jest dopiero te trzecie, o możliwości zaistnienia konfliktu między tymi dwiema rzeczywistościami. Czwarte zależy od odpowiedzi na trzecie, a może wcale nie trzeba wybierać?

    Nie hołduję bożkowi indywidualizmu, każdy z nas ma przecież matkę i ojca, otrzymuje pomoc od innych i takiej też udziela w zamian. Moje poglądy w tej kwestii są tożsame z katolicką nauką społeczną, która w kompleksowy sposób wyjaśnia, jak człowiek może realizować się w społeczeństwie i budować wspólne dobro. Podstawą jest tutaj solidarność, bo jak powiedział mądrze C.S Lewis „Nic nie jest naprawdę nasze, dopóki się tym nie podzielimy”. Dynamitem mogącym zrewolucjonizować świat są słowa „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. My jednak odwróciliśmy te ewangeliczne wezwanie i chcemy więcej posiadać, odrzucamy prawdziwą solidarność na rzecz jej namiastek. Wtedy łatwo mi zrozumieć, czemu np. dawanie czegoś innym, a nawet dawanie siebie, jest sprowadzone do roli zobowiązania narzucanego przez wyznawane wartości. Tak a’propos – moim zdaniem wartości nie mogą być komukolwiek narzucane, wartości się wyznaje i stosuje w życiu jako drogowskazy. Oczywiście, w czasach gdy istnieje swoista produkcja nowych „wartości”, ten termin jest nadużywany, by przykryć prawdziwe oblicze dyktatury, która w ten przewrotny sposób zaczyna nad nami dominować nadając ostatnim oponentom łatkę ludzi dzikich, (np. nieeuropejskich?)
    Można zadać sobie pytanie: jak człowieku chcesz dążyć do tego szczęścia? Po trupach, byle do celu? Z klapkami na oczach i z marchewką migoczącą gdzieś w oddali na horyzoncie? Zadyszany, bo w ciągłym biegu, niespokojny, bo tylu ludziom po drodze trzeba było odmówić, choć z czasem wyrzuty sumienia ucichną. Wreszcie docierasz do upragnionego celu, jesteś szczęśliwy. Czy aby na pewno? Masz się z kim tym szczęściem podzielić, pochwalić? Czy będzie to stan trwały, czy znowu trzeba będzie wyruszyć w wyścig? Przypomina mi to trochę historię Robinsona Cruzoe, mojego ulubionego bohatera z dzieciństwa. Ten dociera na bezludną wyspę, ale czy jest to jego upragniony cel? Z takiej perspektywy widzi wszystkie swoje błędy z przeszłości, egoizm, nieposłuszeństwo, zaślepienie, ale jest już za późno. Jeśli szczęście ma być taką bezludną wyspą, na której kiedyś mam wylądować, to ja podziękuję za podróż. Przeżyć swoje życie można w zgodzie i pokoju z innymi ludźmi, czyniąc dobro, które zawsze do nas wróci. Cieszyć się z małych rzeczy, wypełniać nasze zobowiązania (tak, właśnie te „narzucane przez wyznawane wartości”) Na koniec cytat z jednego z najmądrzejszych pisarzy XX wieku, Ernesta Hemingwaya: „Ludzie stale szukają skróconych dróg do szczęścia. Nie ma skróconych dróg.”

  8. A czym jest szczęście? Jedna z definicji i najbardziej do mnie przemawiająca wygląda tak: szczęście to trwałe zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem, poznawcza ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.
    Dla każdego człowieka szczęściem może być zupełnie co innego. Zdarza się, że właśnie ta realizacja zobowiązań, narzucanych przez wyznawane wartości może dawać największe szczęście człowiekowi. Nie zawsze szczęście i obowiązek są przeciwstawnymi pojęciami. Gdzieś spotkałam się z takim stwierdzeniem, że szczęście to samo dążenie do wyznaczonego sobie celu. Osiągnięcie tego celu nie zawsze równa się z poczuciem szczęścia, często nacechowane jest rozczarowaniem.
    Oczywiście zależy też jakie wartości człowiek wyznaje. Mogą one wcale nie przeszkadzać w dążeniu do szczęścia.
    Osobiście jestem zdania, że osiągnięcie tzw. szczęścia (czymkolwiek ono jest), drogą, która kłóci się z wyznawanymi wartościami wcale nie jest rzeczywistym szczęściem, ponieważ wyrzuty sumienia bardzo skutecznie usuwają poczucie zadowolenia. Czyli szczęście to wypełnianie obowiązków i życie w zgodzie ze swoim sumieniem (jeśli się je ma).
    Patrząc chociażby na polityków dla których pieniądze i wysokie stanowisko to najwyższe szczęście mam jednak wątpliwości czy spełnianie obowiązku i szczęście to ta sama droga. Chyba jednak nie. Chociaż nigdy nie pytałam się czy są szczęśliwi po osiągnięciu szczytu władzy i bogactwa (jeśli jest taki szczyt).
    Czerpiąc z własnego doświadczenia, wiem, że jeśli osiągnęłam coś sposobem sprzecznym z moimi wartościami to czułam jakbym nic nie osiągnęła. A wypełnianie obowiązków wobec samego siebie i wobec innych zawsze daje jakieś zadowolenie.
    Nie wiem, nie pamiętam czy kiedykolwiek byłam szczęśliwa tym trwałym szczęściem. Zdaje mi się, że nie. Jak każdy człowiek oczywiście miałam chwile euforii (np. po zdaniu matury), ale nie można tego określić mianem stałego szczęścia. Zresztą czy szczęście jest trwałe? Jak mówi polskie przysłowie: fortuna kołem się toczy: jednemu w tył, a drugiemu w oczy (kto na spodzie tego tłoczy).
    Jeśli między realizacją zobowiązań a poczuciem szczęśliwości istniałby konflikt, wybrałabym realizację zobowiązań, pozostawanie w zgodzie z wartościami. Tak w teorii, a w praktyce nie wiadomo.

  9. Szczęście czy obowiązek? Przede wszystkim pojęcie szczęścia jest bardzo subiektywne i każdy człowiek słysząc to słowo wyobraża w swoim umyśle co innego. Dla jednych szczęście to dobra praca, dla drugich szczęście to spójna rodzina, a dla chorego szczęściem będzie zdrowie. Tak więc, widzimy, że tak samo jak różnią się od siebie ludzie, tak samo i różnią się ich poglądy oraz cele, które chcą w życiu osiągnąć. Drugą stroną jest też to, że każdy człowiek jest po trochu egoistą i to, że dąży do własnego szczęścia jest rzeczą naturalną, bo nie ma chyba takiego człowieka, który by nie chciał być szczęśliwym, co by to nie miało oznaczać. Dobrze jest, jeśli realizacja naszych planów nie koliduje z naszą postawą życiową, moralnością, wyznawaną przez nas wiarą lub też obowiązkami wobec innych. Czasami jednak zdarza się tak, że na drodze do postanowionego przez nas celu musimy dokonywać wyboru: nie patrząc na nic/na nikogo kroczyć do zamierzonego celu lub też odstąpić od wyznaczonego celu, ale w zamian za to pozostać w porządku wobec innych, czasami nawet bliskich osób oraz żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Teraz właśnie można zadać pytanie: czy człowiek może być w pełni szczęśliwy, jeśli złamie wyznawane przez siebie wartości moralne, którymi do tej pory w życiu się kierował, i które również dotyczą postawy wobec innych ludzi? Możliwe, że tak, ale jeśli człowiek ma w sobie choć odrobinę sumienia, to według mnie, taki człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy. Można by było nawet wysnuć dość śmiałe stwierdzenie, iż pełni szczęścia nie można osiągnąć bez przestrzegania pewnych zasad oraz obowiązków.

  10. Myślę, iż przede wszystkim jednostkami kierują partykularne, czasem hedonistyczne cele. Dlatego przede wszystkim dążą do realizacji własnego szczęścia, w myśl, że moje jednostkowe życie jest dla mnie najwyższą wartością, którą, w imię humanizmu, muszę rozwijać, by stawać się jak najlepszym człowiekiem. Państwo natomiast powstało po to , by z jednej strony zapewnić wzajemną ochronę jednostek,tworzy społeczeństwo, a w efekcie na partykularne dążenia nakłada obowiązki, nakazy i zakazy, np. zakaz zabijania
    Najlepiej jest się w tej kwestii odwołać do filozofii starożytnej. Epikur definiował szczęście jako brak cierpienia. Cierpienie wiązał z obawą przed bólem, strachem przed śmiercią oraz przed bogami (ponieważ bogowie się nami nie interesują, nie trzeba się ich bać. Ponieważ przyjemność nie zawsze jest określona, dlatego zalecał ascezę. Inną koncepcję zaproponował Marek Aureliusz; postulował życie zgodne z naturą (jest to otaczający nas świat, a człowiek jest jej częścią). Główną cnotą jest mądrość, dlatego zalecał życie zgodne z Logosem, którego rozpoznanie umożliwia roztropność, a w efekcie osiągnięcie szczęścia.
    W tych rozważaniach przychodzi mi na myśl etyka wzniosłości Kanta, który postulował, by z celów społecznych stworzyć własny cel, do którego droga jest bolesna i budzi cierpienie, nakazuje odrzucenie swoich potrzeb, jednak na końcu tej drogi, czyli gdy już zrealizowało się cele społeczne, pojawia się wzniosłość i szczęście.
    Osobiście skłaniam się ku idei stoickiej, która umożliwia życie zgodne z naturą. Jest to zatem możliwość wpisania swojego jednostkowego szczęścia (eudajmonia) w obowiązek (Logos). Ponieważ naturalnym środowiskiem człowieka jest kultura, która tworzona jest przez społeczeństwo i obecne są w niej elementy narzucające jednostce odgórne przymusy, najlepiej by było gdyby można wpisać swoje życie w odgórny porządek. Marek Aureliusz zalecał apatheię, beznamiętność; mądrość polega na rozpoznaniu rzeczy zależnych i niezależnych wobec nas, a apatheia polega na spokoju wobec rzeczy niezależnych. Jest to droga filozofa, rozumiana jako możliwość osiągnięcia jedności ze światem. Ponieważ człowiek nie może wyzwolić się z więzów kultury (bowiem nawet ruchy kontrkulturowe są wpisane w kulturę), koncepcja proponowana przez stoików wydaje mi się na dzień dzisiejszy najbardziej roztropną drogą. Zatem staram się dążyć do eudajmonii jednocześnie akceptując fakt, iż jestem determinowana przez kulturę.

  11. Każdego dnia dokonujemy wyborów, wręcz całe nasze życie składa się z podejmowania decyzji, które kształtują naszą drogę do szczęścia. Bo to nim kierujemy się przede wszystkim. I choć biorąc pod uwagę zobowiązania i sytuując je obok szczęścia, trudno jest zdecydować, co wybrać. Sytuacji nie ułatwia także system wartości, który sami wyznajemy. To jego istnienie determinuje nasze życie. Od najmłodszych lat wpajane są nam pewne wartości i to one mają największy wpływ na nasze życie. To, co wyniesiemy z domu, z otoczenia najczęściej decyduje o tym, jakimi jesteśmy ludźmi i jakie wartości wyznajemy.
    Jednak odpowiadając na pytanie, chcę dążyć do szczęścia poprzez realizację zobowiązań, bo tak właśnie widzę drogę do szczęśliwego, wymarzonego życia. Czym byłoby nasze życie polegające tylko na czerpaniu przyjemności? Jakimi bylibyśmy ludźmi? Bez wartości, bez celów, bez marzeń. Koniecznym jest, aby wyznaczać sobie w życiu cele i dążyć do tego, by być spełnionym. Realizacja zobowiązań czasem może być niewygodna i nieprzyjemna, ale tylko wtedy kiedy kłóci się z naszym systemem wartości. Szczęśliwi jesteśmy, gdy wypełniamy nasze życie czynnościami zgodnymi z tym, co sobie postanawiamy, z tym, co chcemy osiągnąć. Kiedy na naszej drodze stają niespodziewanie przeciwności, jesteśmy zaniepokojeni, odczuwamy bezradność. Jesteśmy po prostu nieszczęśliwi. Myślę, że w takich sytuacjach należy pamiętać, że życie nie jest prostą, bezproblemową drogą, lecz ścieżką pełną dziur i wzniesień, które pokonując stajemy się nie tylko silniejsi, ale także bardziej szczęśliwi. Doceniamy, to, czego nie zauważalibyśmy będąc zawsze „rozpieszczanymi” przez los. Podsumowując, najważniejsze jest dla mnie szczęście, lecz nie rozumiem przez to bezproblemowego życia, gdzie wszystko układa się po mojej myśli. Chcę być gotowa na porażki, chcę potrafić stawiać im czoła i chcę czerpać z życia to, co czyni mnie szczęśliwą.

  12. W moim życiu na pierwszym miejscu znajduje się szczęście. Zaspokajanie wszelkich moich potrzeb jak również realizacja zobowiązań, wszystko to wiąże się z dążeniem do szczęścia. Nie zrobię czegoś co może przyczynić się do unieszczęśliwienia mnie. Wydaje mi się, że nie chodzi o to do czego chcę dążyć, bo jak to mówi polskie powiedzenie „ chcieć to można wiele”. Ważne jest co się robi by osiągnąć obrany przez siebie cel.
    Niemniej jednak dorosłe życie wiąże się z podejmowaniem pewnych zobowiązań, których efekt końcowy nie zawsze jest taki, jakiego byśmy oczekiwali. Na naszej obecnej, albo przyszłej, tak jak w moim przypadku, ścieżce zawodowej może dojść do pewnych komplikacji związanych właśnie z realizacją odgórnie postawionych nam zobowiązań, a naszym osobistym dążeniem do szczęścia. Lecz ja uważam, że powinniśmy nauczyć się oddzielać pracę, od życia poza nią. Każdy z nas powinien umieć wywiązać się ze wszelkich zobowiązań związanych z pracą, a następnie po opuszczeniu stanowiska pracy przełączyć jak komputer tryb „praca” na tryb „moje życie osobiste”. W takich okolicznościach nie będą występować żadne komplikacje z realizacją zasadniczych zobowiązań, a naszym poczuciem szczęśliwości.
    Jednak istnieją jeszcze tak zwane zobowiązania w naszym życiu osobistym. I w tym właśnie miejscu zaczyna się rodzić pewien problem. Bo co należy wtedy wybrać? I to doprowadza bardzo często do kłótni z bliskimi nam osobami. Ale ja jako osoba ceniąca sobie za wszelką cenę dążenie do szczęśliwości i tak wybrałabym na pierwszym miejscu realizację zasadniczych zobowiązań. Zobowiązania te związane są często z naszym współistnieniem w społeczeństwie więc jakby się uprzeć można by było powiedzieć, że realizacja tych zobowiązań ma ścisły związek z dążeniem do szczęścia w naszym życiu.

  13. Dychotomia „szczęście czy obowiązek” w moim odczuciu jest tylko pozorna. Kwestia konkurowania ze sobą dwóch dążeń: do szczęścia i do życia zgodnie z wyznawanymi wartościami nie zawsze musi być sprzecznością – a co więcej, u człowieka z ustatkowanym systemem wartości i uporządkowaną tożsamością, zazwyczaj jedno i drugie jest współzależne i wzajemnie się napędza.
    Bardzo wiele zależy od tego, czy przyjmuje się pojedyncze, oderwane od siebie ideały jako wartości, czy też punktem odniesienia jest cały zhierarchizowany system, który zakłada, że pewne cele są ważniejsze od innych. Są pewne wartości, których osiąganie w sposób prosty łączy się z odczuwaniem przyjemności i szczęścia (są to np. miłość, przyjaźń, dobroć), ale i wtedy czasem pojawia się dylemat: jak dalece można posunąć się w imię np. miłości? Czy mam prawo dla ochrony tej wartości dokonać czynu, który godzi w inną wartość, np. w uczciwość czy wiarę? W przypadku tego typu konfiguracji zawsze dochodzić będzie do sytuacji wyboru, lecz nie będzie to wybór między szczęściem a zobowiązaniem, lecz między dwiema wartościami. Jeśli zdecydujemy się na tę, która w naszym subiektywnym systemie ma znaczenie większe – mimo tymczasowych niedogodności, w rzeczywistości dalej będziemy odczuwać szczęście, bo cenniejsze dobro zostało zachowane. Wszystko sprowadza się więc do tego, czy człowiek żyje w zgodzie ze światopoglądem, który wyznaje.
    Zupełnie inną kwestią jest natomiast odczuwanie w momencie wyboru dyskomfortu związanego z tym, że z jednej rzeczy musimy zrezygnować dla drugiej – że jedno dobro zachowujemy kosztem drugiego. Nie da się żyć tak, aby nigdy nie odczuwać straty i zawsze korzystać ze wszystkiego, na co mielibyśmy ochotę – ogranicza nas zarówno ludzka ułomność, brak czasu czy czynniki niezależne od nas samych, które krzyżują nam plany. Warto więc pamiętać, że czym innym jest tymczasowa uciążliwość, a czym innym brak szczęścia – to jest pojęcie szersze, które odnosi się do całokształtu naszego samopoczucia i dorobku, z którego możemy być albo zadowoleni, albo nie. W moim życiu staram się zawsze kierować wartościami, które wyznaję – i raczej nie zdarza się, że potem, w ujęciu długofalowym, to, co w ten sposób osiągnęłam, nie było zbieżne z moim poczuciem szczęśliwości.

  14. W swoim życiu dążę przede wszystkim do osiągnięcia pełni szczęścia. W moim pojęciu szczęście polega nie tylko na doznawaniu przyjemności, prowadzeniu lekkiego i przyjemnego życia. Łączy się ono również z realizacją postawionych sobie celów i zobowiązań. Wyznawane przeze mnie wartości wyznaczają mi drogę, która póki co idzie tym samym torem, co pojmowane przeze mnie szczęście. Patrząc krótkowzrocznie realizacja narzuconych mi zobowiązań może wydawać się momentami uciążliwa i nieprzyjemna, ponieważ wiążę się z odpowiedzialnością, wypełnianiem harmonogramu dnia codziennego, żmudnymi zajęciami. Ma to jednak swój cel. Wiem, że kiedyś przyniesie mi to liczne korzyści, które uczynią mnie szczęśliwszą. Oczywiste jest to, że w niektórych przypadkach między realizacją zasadniczych zobowiązań a poczuciem szczęśliwości może zachodzić konflikt. Dzieje się tak wtedy, kiedy zamiast sami narzucić sobie pewne zobowiązania, robią to za nas inni, Jest to pewnego rodzaju uproszczenie, bo przecież czasami rezygnujemy z własnego szczęścia w celu niesienia pomocy innym i nie ma to nic wspólnego z brakiem wewnętrznej dyscypliny. Jest to ludzki odruch zwany altruizmem. Należy się jednak zastanowić, czy sama świadomość tego, że pomogło się innej osobie nie czyni nas szczęśliwymi?

  15. Jeżeli byłaby to moja wola, to na pewno bym wybrała szczęście. Naturalnie, że każdy z nas dąży do tego, by zostać szczęśliwym. Niestety w tym momencie realizuję obowiązki które są narzucane na mnie z góry. Robię to, bo muszę i jednocześnie dobrze rozumiem, że w dzisiejszym świecie nie uda się mi osiągnąć prawdziwego szczęścia, jeżeli nie będę wykonywała „podstawowe” zobowiązania.
    Wiadomo, że każda osoba ma swoje własne indywidualne szczęście. Co do mojej osobowości, to dla mnie szczęście jest przede wszystkim harmonią, spokojem, a także poczuciem zadowolenia z tego wszystkiego, co robię (nauka, praca, troska o najbliższych). Oczywiście, kwestie materialne też mają pierwszorzędne znaczenie. Pytanie jest w tym czy bym osiągnęła wymienione przeze mnie punkty, jeżeli bym się nie podporządkowała regułom, normom i zobowiązaniom społecznym? Raczej nie.
    Czy mógł by dzisiaj człowiek w pełni realizować własne życie i czuć się szczęśliwym będąc, powiedzmy, malarzem, jeżeli by nie skończył szkoły, nie studiował na uniwersytecie, nie znał języków obcych, nie umiał obchodzić się z komputerem i nie miał prawa jazdy? Natomiast ten malarz zawsze wkładał duszę w swoje obrazy i to dla niego było samym wielkim szczęściem. Ale czy byłby on poważnie traktowany w społeczeństwie nie realizując tych „podstawowych” zobowiązań? Najszybciej byłby outsiderem, co chyba trochę przeszkadzało by poczuciu siebie szczęśliwym.
    Co do konfliktu szczęścia z zobowiązaniami, to chyba sama znajdowałam się w podobnej sytuacji. Nieraz bywało tak, że swoje dobro poświęcałam dla innych. Wierzę jednak w to, że zostanie mi to wynagrodzone i warto jednak dawac coś od siebie dla innych.

  16. Szczęście czy obowiązek?

    Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, trzeba najpierw zastanowić się, czym jest szczęście. W potocznym znaczeniu o szczęściu mówimy w przypadku pozytywnych zdarzeń. Ktoś, kto „ma szczęście”, to ktoś, komu przydarzyły się rzeczy powszechnie rozumiane jako pomyślne, raczej losowe niż wypracowane. Szczęściem w tym rozumieniu będzie np. wygrana na loterii. Jednak do takiego szczęścia trudno dążyć, trudno też sobie wyobrazić, żeby pomyślne wydarzenie stało w sprzeczności ze zobowiązaniami.
    Szczęście można rozumieć jako chwilowe poczucie zadowolenia, radości, przyjemności, euforii. Zaspokojenie konkretnych potrzeb, głównie cielesnych, posiadanie określonych dóbr materialnych, może dać poczucie takiego szczęścia. Wtedy konieczność realizacji określonych zobowiązań będzie powodować konflikt z poczuciem szczęścia. Pytanie tylko, czy w takim przypadku można mówić o zobowiązaniach, które wynikają z wyznawanych wartości? Człowiek, który kieruje się w życiu jakimiś zasadami, wartościami duchowymi, na ogół nie koncentruje się na dążeniu do chwilowej przyjemności.
    A zatem szczęściem, do którego warto dążyć, jest coś bardziej trwałego – zadowolenie z życia, poczucie, że jest ono udane, wartościowe, że ma sens. Oczywiście dla każdego oznacza to coś innego, to co w jego życiu jest najważniejsze i najcenniejsze. Wówczas poczucie szczęścia będzie opierało się w dużej mierze na wyznawanych wartościach. Postępowanie zgodne z tymi wartościami nie będzie więc sprzeczne z dążeniem do szczęścia. W takim przypadku realizacja zobowiązań powinna wzmagać przekonanie o wartościowości prowadzonego życia, a więc w konsekwencji poczucie szczęścia.
    Oczywiście jakieś konkretne postępowanie, wykonanie obowiązku, może być niewygodne, nieprzyjemne, sprzeczne z bieżącymi życiowymi planami. Wtedy staje się przejściową uciążliwością, większą lub mniejszą, ale nieznaczną w perspektywie oceny całego życia. Myślę, że młodzi ludzie raczej przedkładają chwilowe przyjemności nad trudnymi obowiązkami i raczej na razie, dokonując dobrowolnego wyboru, również wybrałbym szczęście, w tym bardziej hedonistycznym rozumieniu.

  17. Szczęście, czy obowiązek? Pytanie zadane w ten sposób sugeruje, że istniej konflikt pomiędzy nimi. Jednak w moim przekonaniu te wartości nie są ze sobą sprzeczne. Sprawa oczywiście nie jest zupełnie prosta i oczywista, posiada kilka wątków.
    Po pierwsze nie sądzę, żeby można było być szczęśliwym skupiając uwagę wyłącznie na sobie. Jeśli mówimy o obowiązku, zobowiązaniu, logicznym jest założenie istnienia innego podmiotu, względem którego musimy wywiązać się z naszych zobowiązań. Wykonywanie obowiązków w domyśle skierowane jest na drugiego człowieka, co jest pierwszym krokiem w drodze do szczęścia.
    Drugą ważną kwestią jest sumienie. Jestem przekonana, że prawdziwego szczęścia nie da się osiągnąć w niezgodzie z własnym sumieniem. Realizacja obowiązków daje poczucie spokoju ducha. Jeśli nie wykonamy zadań, które powinniśmy wykonać, sumienie nie daje spokoju.
    Taka jest moja własna wizja sumienia; wiem – idealistyczna.
    Zdaję sobie sprawę z faktu, iż sumienie ukształtowane jest u każdego w inny sposób, zgodnie z różnymi systemami wartości. Wierzę, że przedstawiony wyżej model sumienia występuje u znacznej ilości ludzi.
    Wrócę jeszcze do sprawy podmiotu. Bo rzadko zdarza się, żeby w jednym momencie istniał jeden tylko podmiot, względem którego czujemy się zobowiązani do realizacji jakichś zadań. Bardzo często istnieje konflikt interesów tych podmiotów. W takiej sytuacji sumienie ma kluczowe znaczenie! Posłużę się pierwszym przykładem, który przyszedł mi na myśl: PRL i konieczność wyboru – realizacja obowiązku wobec aparatu państwowego, czy wobec narodu polskiego? Obowiązek obywatela, czy Polaka? Dla wielu Polaków, wychowywanych przecież w duchu patriotyzmu, wybór ten był oczywisty, dlatego możliwy był upadek systemu komunistycznego w Polsce.
    Reasumując, dążenie do realizacji obowiązków jest według mnie jednym z elementów drogi do szczęścia. Postępując w zgodzie z sumieniem, będąc skupionym na innych, a nie tylko na własnych potrzebach, można osiągnąć prawdziwe szczęście. Nie trzeba wybierać – szczęście, czy obowiązek? Trzeba brać obydwa!

  18. Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest jasna i jednoznaczna gdyż, jak większość ludzi na świecie, dążę do szczęścia. Warto jednak na początku określić czym dla mnie jest owe szczęście, ponieważ dla każdego może mieć ono inny wymiar, znaczenie czy też definicję. Uważam także, że aby móc w pełni zakosztować i doświadczyć szczęścia, czyli w moim przypadku poczucia spełnienia i samorealizacji, wypełnianie obowiązków wynikających z wyznawanych przeze mnie wartości jest z nim ściśle związane, a wręcz nierozerwalne. W innym przypadku byłoby to dążenie do szczęścia, mówiąc kolokwialnie, „po trupach”, co byłoby sprzeczne z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi. Ale szczerze mówiąc, czy jest ktoś, kto nie ma ani jednego „trupka” na sumieniu? Jeżeli uznamy za niego kogoś, komu choćby w najmniejszym stopniu zawdzięczamy, chociażby połowicznie, sukces, a co za tym idzie poczucie szczęścia, czy bazując na czyimś wsparciu, doświadczeniu, pomocy bez okazania mu wdzięczności i podziękowania, to powiedzmy to otwarcie, każdy z nas ma „trupka” na sumieniu. Czy więc nie zachodzi tu konflikt między realizacją zobowiązań wynikających z wyznawanych zasad a poczuciem szczęśliwości? Przecież okazanie wdzięczności za udzieloną nam pomoc wynika właśnie z zasad nie tylko savoir vivre’ u ale również dobrego wychowania i obowiązku zachowywania się „fair” wobec innych ludzi, którzy przecież dobrze nam życzyli. Myślę więc, że nawet nieświadomie można wybrać szczęście kosztem wypełniania zobowiązań, jakie narzucają nam wyznawane wartości. Jak dalece realizacja takich zobowiązań może być co najmniej niewygodna i nieprzyjemna? Uważam, że im usilniej i gorliwiej będziemy dążyć do szczęścia tym realizacja owych zobowiązań będzie bardziej nieprzyjemna, a i samo szczęście przestanie nas przez to uszczęśliwiać.

  19. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba dokonać pewnego wyjaśnienia. Rzecz bowiem naturalna, że obowiązki wynikające z wyznawanych przez nas wartości powinny być przez nas akceptowane, a więc przestrzeganie ich powinno generować choć minimalną ilość szczęścia typu: „dokonałem czegoś zgodnie z własnym sumieniem!”. Niemniej zakładam, że pytanie dotyczy sytuacji typu: „dziś nie mam humoru, muszę zarzucić mój rytuał, ten jeden raz mogę” (często tego typu sytuacja wygląda następująco: „przez jedno piwo na pewno nie urośnie mi brzuch, zrobię ten wyjątek” ). Podejrzewam, że w takich przypadkach deklaracje o wyznawanych wartościach („definitywnie przerzucam się na whisky, bo od piwa rośnie brzuch”) będą rozmijały się z praktyką („yyłylyylghhhfgjyuyesczczeeeeednoprszę”). Stąd wniosek, że nie dowierzałbym wszystkim, którzy murem stoją za obowiązkami wobec wartości. Szczęście czasem uderza nam do głowy i tyle, nie zmienimy tego, choćbyśmy chcieli.

    Myślę jednak, że w sferze teorii bycie wiernym swoim wartościom jest szczęściem (nazwałbym to raczej wielką satysfakcją), które, myślę, jest warte ceny. Swego czasu byłem pod wielkim wrażeniem pisarstwa (i filozofii) egzystencjalnego spod znaku Josepha Conrada i Alberta Camusa. Szczególnie przemawiała do mnie „Dżuma” – obraz heroicznej walki ze gdzie wierność własnym zasadom była zadaniem i jedyną nagrodą, mimo to „być jak doktor Rieux” – to było coś. Myślę, że to nie jest tylko recepta na trwanie na cienkiej strunie między nicościami, ale sposób na życie, jaki większość (lub wszystkie) religii i filozofii (o ile filozofie mają takie ambicje) klasyfikuje jako godny nagrody (może zbawienia), pochwały.

    Rozmyślałem też o tym problemie ze zgoła innej strony. Psychologia ewolucyjna stawia tezę, iż pewna, być może znaczna część naszych zachowań jest dziedziczona genetycznie. Czy zatem nie jest tak, że natura wyposażyła nas w mechanizmy, dzięki którym, np. zachowania zapewniające rozwój, zachowanie gatunku, macierzyństwo i inne tego typu rzeczy – (jako „obowiązki” naszego gatunku) postrzegamy jako pozytywne i prowadzące nas do szczęścia? Przykładem niech będzie popęd seksualny czy chęć macierzyństwa. Według mnie to ciekawa kwestia do rozważenia.

  20. Gdy pojawia się pytanie, co jest ważniejsze: szczęście czy obowiązek, od razu na myśl nasuwa mi się postać Konrada Wallenroda. Ten średniowieczny bohater dramatu Adama Mickiewicza staje przed takim samym dylematem. Musi wybrać: albo własne szczęście, albo powinność wobec ojczyzny. Wybiera obowiązek. Czy ja wybrałbym podobnie? Wszystko zależy od tego w jakiej sytuacji bym się znalazł, jednak myślę, że wybranie powinności byłoby dla mnie zbyt trudne. Oczywiście wypełnianie obowiązków nie zawsze oznacza rezygnację ze szczęścia osobistego. Wielu ludzi dobrowolnie zobowiązuje się do wykonywania różnego rodzaju rzeczy, które wymagają czasu i poświęcenia, ale dają im szczęście. Jako przykład podam wolontariuszy w hospicjach. Dobrowolnie decydują się na pomoc potrzebującym, nie dostając żadnego wynagrodzenia finansowego swoich trudów, mimo to pomaganie innym sprawia im radość.

    Ja osobiście uważam, że dążenie do szczęścia jest najważniejszą rzeczą w życiu każdego człowieka. Sam podejmuję decyzje, które dadzą mi szczęście. Oczywiście często są to „inwestycje długoterminowe”. Mógłbym w tym momencie iść na piwo ze znajomymi, jednak wolę czas ten poświęcić na pisanie eseju, ponieważ uważam, że ukończenie studiów zapewni mi dobrze płatną pracę, dzięki której będę mógł w przyszłości utrzymać rodzinę. Czyż wtedy nie stanę się człowiekiem szczęśliwym? Wracając jednak do powagi tematu podam inny przykład zaczerpnięty z mojego życia. Jestem katolikiem. Praktykowanie mojej wiary wiąże się czasami z pewnymi wyrzeczeniami, z prawami moralnymi, które muszę przestrzegać. Jednak wierzę w to, że takie zachowanie zapewni mi zbawienie, czyli wieczne szczęście.

    Podsumowując sądzę, że między realizacją zobowiązań a poczuciem szczęśliwości nie zawsze dochodzi do konfliktu. Każdy może tak kształtować swoje życie, aby wypełniając obowiązki być szczęśliwym. Gdybym jednak stanął przed wyborem takim, jak przytoczony przez mnie Konrad Wallenrod, wybrałbym szczęście, ponieważ tak jak już wcześniej powiedziałem, ono jest dla mnie miernikiem jakości życia.

  21. Ten wybór jest obowiązkowy w życiu każdego człowieka.
    Już dawno zdecydowałam, co jest dla mnie ważniejsze. Dziś z pewnością mogę powiedzieć, że z tych dwóch drog wybiorę tę, której celem jest szczęście. Może, to tylko teraz jest tak i kiedyś będę patrzyła na siebie, jak na młodą dziewczynę, która nic nie wie o życiu, ale teraz odczuwam, że wiem, o czym mówię. Dokładnie wiem, że dzisiaj nie chcę spędzić życie, marnując jej najdroższy czas na monotonne (a nawet jeśli i nie bardzo) wykonywanie działań, od którego nie otrzymuję żadnej satysfakcji. Wiem, że chcę być z tymi ludźmi, z którymi podoba mi się być, i nie chcę marnować czas z tymi, kto mnie denerwuje. Wiem, że chcę uprawiać ten zawód, od którego będę otrzymywała satysfakcję, realizować to, co uważam za warte realizowania. I nie jest ważne, jakie są wyznawane wartości. Dlaczego musimy żyć zgodnie z jakimiś regułami, które nie prowadzą nas do szczęścia? Dlaczego? Ponieważ szczęście jest celem, do którego wszyscy dążą, wtady dlaczego świadomie usuwać od siebie tem cel, stwarzając własnymi rękoma beznadziejną sytuację?
    Samo w sobie szczęście nie wydaje mi się realizacją jakichkolwiek obowiązków, nawet jeśli są one przyjemne i wygodne, cóż można powiedzieć, jeśli nie podobają one mi się? Co dotyczy konfliktu pomiędzy realizacją obowiązków a uczuciem szczęścia, to uważam, że on może być. Nie, nie jest to obowiązkowe, ale jest wcale możliwe (i nawet często się zdarza). Już powiedziałam, że wybrałabym szczęście. To dlatego, że idąc do niego, nawet wypełnianie jakichś obowiązków uważasz za coś wspaniałego i ciekawego, bo widzisz swój jedyny cel i idzesz do niego. A komu potrzebne są obowiązki bez celu cenionego? Tylko temu, kto nie ceni własnego życia. A to jest szaleństwem.

  22. Postawione pytanie determinuje wcale nieprostą odpowiedź. Szczęście postawiono jako oderwany byt od realizacji zobowiązań wynikających z wyznawanych wartości, jednak w mojej ocenie są to abstrakcyjne pojęcia funkcjonujące w przestrzeni ludzkiej psychiki na zasadzie naczyń połączonych. Tak ujęta hipoteza sprawia, że osiągnięcie szczęścia staje się niemożliwe poprzez niedopełnienie zobowiązania wynikającego z ram wyznawanych przez człowieka wartości.
    Za przykład obrałbym osobę z pedantycznymi cechami charakteru. Dla takich osób bardzo ważny jest każdy etap pracy, a nie wyłącznie jej finalny owoc. Dlatego osiągnięcie szczęścia pod postacią np. wygrania prowadzonej przez siebie sprawy sądowej zostanie ukrócone o niezadowolenie z niedokładnego lub niesumiennego wykonania jakiś czynności prowadzących do końcowego etapu. Tym samym zaniedbanie, nawet najdrobniejszej rzeczy na drodze do (jakby się mogło wydawać) poczucia zadowolenia i sytuacyjnego szczęścia z korzystnego obrotu sytuacji nie będzie możliwe.
    Niemniej jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje w której np. do urzędnika państwowego prowadzącego uczciwe i skromne życie zgłasza się potencjalny inwestor w jakimś powiecie, który za dobrą dla siebie w skutkach decyzje proponuje danemu urzędnikowi przysporzenie majątkowe. Jednocześnie przekazane środki mogłyby sprawić, że problemy zdrowotne dziecka urzędnika miałyby szansę na rozwiązanie. Zarysowany w tej sytuacji konflikt – uczciwość a szczęście wynikające z dobra dziecka, w mojej ocenie sprawi, że dążenie do szczęścia stanie się priorytetem nawet w sytuacji gdy wymaga łamania wyznawanych wartości i wcale nie musi sprawić, ze wymieniony w przykładzie urzędnik nie będzie szczęśliwy. Tym samym w sytuacji gdyby urzędnik, odmówił przyjęcia przysporzenia, mógłby nie wykorzystać szansy na polepszenie stanu zdrowia kochanego dziecka, co mimo swej prawno-moralnej słuszności byłoby dla ów urzędnika nieprzyjemnym i niewygodnym uczuciem ciążącym na jego psychice.
    Dlatego odpowiedzi na postawione pytanie nie da się w mojej ocenie ująć w postać jednego twierdzenia. Silne przestrzeganie wyznawanych wartości może sprawić, że człowiek uniemożliwi sobie poznanie szczęścia, jednak i dążenie do szczęścia przy nie uwzględnieniu choćby w minimalnym stopniu wyznawanych wartości również umniejszy ludzkie szczęście.

  23. Uważam, że postawiona w zdaniu alternatywa została sformułowana w niewłaściwy sposób. Człowiek, przyjmując w życiu określony system wartości, zakłada w pierwszej kolejności, że jest on moralnie najwłaściwszy z różnych proponowanych przez kulturę hierarchii wartości. Zwykle z przekonaniem tym idzie w parze głębokie przeświadczenie, iż efektem realizacji tychże wartości będzie określona korzyść (zbawienie duszy, poczucie moralnej słuszności i działania na rzecz słusznej sprawy). Dlatego wykonywanie różnorakich obowiązków, jakie narzuca dany system wartości, nie musi odbierać poczucia prywatnego szczęścia.

    Oczywiście samo przekonanie o słuszności przyjętych wartości nie znaczy, że ich praktyczna realizacja będzie pozbawiona trudności. Problem ten nasila się, jeśli wartości te nie są powszechne w danej społeczności i stawiają człowieka niejako w opozycji do niej, co może wymusić ukrywanie własnych przekonań lub aktywną ich obronę. Tradycyjne systemy wartości (religijne, etyczne) nakładają na swoich adherentów konkretne ograniczenia, zwykle z określonym uzasadnieniem. Jeśli dany system wartości jest przez jednostkę przyjmowany świadomie i dobrowolnie, ograniczenie przestaje być jednak postrzegane jako takowe. Co więcej, dana osoba może być przekonana, że rezygnując z określonych czynności dokonała dobrego wyboru, odnalazła szczęście niedostępne innym, a tym samym zyskuje moralną satysfakcję. Czy zatem można uznać ją za człowieka nieszczęśliwego? Z drugiej strony – nie każdy jest w stanie w pełni realizować obowiązki, które nakłada dany system wartości. Wypada wtedy odwrócić pytanie – czy łamanie zasad deklarowanych jako własne przynosi satysfakcję? Czy powstająca w ten sposób podwójna moralność może być stanem ducha człowieka szczęśliwego?

    Jeśli przyjmiemy, że szczęściem jest nieskrępowane (w miarę możliwości) realizowanie własnych pragnień, nawet wbrew deklarowanym wartościom, wybór szczęścia przeciwko obowiązkom wydaje się bardzo ryzykowny. Konsekwentne trzymanie się w życiu własnych zasad może dawać satysfakcję znacznie większą, niż uleganie bieżącym marzeniom, które mogą okazać się na dłuższą metę znacznie mniej atrakcyjne, niż zdawały się początkowo. W przypadku konfliktu między wartościami a poczuciem szczęścia przede wszystkim starałabym się nie podejmować od razu brzemiennych w skutki decyzji, nie ulegać emocjom i spokojnie rozważyć dany problem. Ponieważ poważnie podchodzę do swoich przekonań, nie wyobrażam sobie, by pochopnie sprzeniewierzyć się im, nawet gdyby skutki tego mogłyby na krótką metę być nieprzyjemne. Trudno wprawdzie teoretycznie wyrokować, jak zachowałabym się w sytuacji ekstremalnej, wierzę jednak, że w razie potrzeby umiałabym wybrać moralny obowiązek.

  24. Szczęście czy obowiązek? Na to pytanie pierwszą odpowiedzią u chyba większości ludzi zawsze okaże się szczęście. Po chwili przychodzi jednak refleksja: czy pojęcia te na pewno się wykluczają? Czy przypadkiem nie jest tak, że jedno zawiera się w drugim?
    Wydaje mi się, że każda filozofia mówiąca jak być szczęśliwym, sprowadza się do stanu spełnienia, zaspokojenia. Dla jednych szczęściem będzie poczucie dobrze wykonanych obowiązków, zgodności z wyznawanymi zasadami czy z własnym sumieniem. Dla innych szczęściem będzie zaspokojenie fizycznych i psychicznych potrzeb, zarówno swoich jak i bliskich. Jeszcze inny zaś powie, że jest szczęśliwy gdy spełnia swoją chęć by być szczęśliwym, czy wręcz narzucony sobie obowiązek odczuwania przyjemności. W każdym z tych przypadków jednak znajduje się właśnie ten aspekt zaspokojenia, niezależnie od drogi, która do niego prowadzi.
    Jeśli chodzi o mnie, wybrałbym szczęście oparte na czymś więcej niż tylko odczuwanie przyjemności. Wydaje mi się logicznym, iż dopiero opierając swoje spełnienie również na wyznawanych wartościach lub wypełnianych obowiązkach można osiągnąć pełne szczęście. Musimy zgodzić się, że nigdy nie uda nam się wiecznie odczuwać przyjemności i unikać bólu. Nie jest to możliwe nawet kosztem innych – tu właśnie znajduje miejsce na szczęście wynikające z wartości i obowiązków, które idealnie uzupełnia to postrzegane w bardziej epikurejski czy wręcz hedonistyczny sposób.

  25. Mając do wyboru szczęście i obowiązek zdecydowanie wybieram to pierwsze. Każdy człowiek dokonuje w życiu wyborów, które mają w przyszłości uczynić jego życie szczęśliwszym. Szczęście może pokrywać się z obowiązkiem, możemy np. czerpać satysfakcje z pracy, czy z zajmowania się starymi już rodzicami jako dowód wdzięczności za to, że kiedyś oni nas wychowali i zajmowali się nami. Jednak bardzo często szczęście i obowiązek są dwiema, odległymi od siebie prostymi i dotyczy to rzeczy całkowicie banalnych jak np. impreza czy nauka, ale również zjawisk poważniejszych: hedonizm czy wartości. Wybór zależy od wartości, zasad jakie każdy człowiek wyznaje, bo dla jednego to co jest przykrym obowiązkiem, dla drugiego może być realizowaniem się na drodze do szczęścia. Istotne jest to czy postawienie szczęścia nad obowiązek nie sprawi, że stracimy szacunek do samych siebie, co zaowocuje tym, że wcale szczęśliwy nie będziemy. Egoizm jest w życiu zjawiskiem niezbędnym, a przynajmniej bardzo pomaga w osiaganiu wyznaczonych celów, ale również altruizm, pomoc innym i poświęcenie zwłaszcza wobec ludzi, których się kocha potrafi, a może nawet powinno dawać satysfakcje człowiekowi który ma poukładane życie i wie co jest dla niego najważniejsze. Jeżeli miałbym wybrać między osiągnięciem szczęścia a spełnieniem zasadniczych obowiązków wybrałbym mniejsze szczęście i realizacje obowiązku tzn. wykonywałbym swoje zoobowiązania wobec innych osób, ale jednocześnie na tyle na ile to możliwe dążyłbym do osiągnięcia szczęścia poprzez to co robie. Gdyby jednak okazało się, że obowiązek w żaden sposób nie daje szczęścia, zapewne porzuciłbym go osiągając apogeum egoizmu.

  26. Szczęście czy zobowiązania? Odpowiedź byłaby prosta gdyby nie brać pod uwagę wartości. Bo nie chodzi o obowiązki względem instytucji, ale o własny system wartości. Tradycja, w jakiej człowiek został wychowany, środowisko, to wszystko ma największy wpływ na późniejsze postępowanie. Najwcześniejszy proces socjalizacji odgrywa rolę kluczową, bo kręgosłup moralny kształtuje się właśnie w tej fazie. Można oczywiście mówić o wtórnym etapie uspołecznienia, procesie kształtowania opinii, ale według mnie zawsze jest osadzony w świadomości wytworzonej przez rodzinę i środowisko zewnętrzne w pierwszej fazie socjalizacji.
    Dylemat wyboru szczęścia czy zobowiązań nie musi być zawsze kwestią sporną. Wierzę, że człowiek o ukształtowanej moralności, budowanej na autorytetach, własnej świadomości społecznej, nie ma problemu z wyborem słusznej drogi, którą wskazują wyznawane wartości. Rozwiązanie zawsze będzie słuszne i satysfakcjonujące, bo jak nieszczęśliwa ma być osoba, która kieruje się własnymi zasadami.
    Powstaje jedynie pytania, czy to wybór ideologiczny, czy pragmatyczny. Na myśl przywodzi mi to spór Sokratesa i retorów w dziele „Gorgiasz”. Ściera się tu idealistyczna postawa wielkiego filozofa, oraz hedonistyczne pobudki Gorgiasza, Pollosa i Kaliklatosa. Wchodząc na metapoziom tekstu, można rozpatrywać go nie tylko, jako spór o retorykę, ale także walkę pomiędzy użytecznością a etyką. Zastanawia mnie, na ile w swoich wyborach moralnych, człowiek kieruje się bezpośrednimi korzyściami (nie mam tu na myśli profitów materialnych), a na ile idealizmem, czystą ideą.
    Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, to raczej temat na dziejową dyskusję niż jedną wypowiedź, ale skoro postępowanie zgodnie z własnymi zasadami można uznać za etyczne, to rozpatrywanie pobudek staje się często kwestią drugorzędną.

  27. Choć bardzo prawdopodobne jest, że każdy z nas dąży do szczęścia to na pewno każdemu tak się wydaje. Przez to, ciężko ustalić jakąkolwiek definicję. O tym pojęciu można mówić tylko w kategoriach negatywnych- czym nie jest. I to odniesienie do nieszczęścia pozwala wyodrębnić krótkie interwały między złymi stanami, nazywanymi zmartwieniami. To jakby stać w morzu, na kamieniu, będąc zanurzonym po brodę i cieszyć się z każdego odpływu. Chodzi o to by nie utopić będąc przewróconym przez mniejszy, czy większy przypływ. Ciężko. Można podskakiwać, nurkować, ale to jest tylko chwilowe zmniejszenie nieszczęścia, nie jest to przeciwieństwo; jak wcześniej zdefiniowałem szczęście. Niestety nie możemy sterować odpływami, jest za dużo zmiennych by nasze decyzje miały pewne skutki (nazwijmy to wariantem gilotyny Hume’a). W takim układzie obowiązki nie mają żadnego wpływu na szczęście. W teorii. Mimo wszystko piszę ten esej, nie uciekam od zobowiązań, a nie jest pewne czy nie byłbym szczęśliwszy idąc spać. Trzeba to wyjaśnić podobnie jak św. Augustyn tłumaczył sens niegrzeszenia przy teorii predestynacji- nic nie wiadomo, więc lepiej żyć tak by uwiarygadniać potencjalną łaskę. Czy jest to oszukiwaniem się? Pewnie czasem tak, ale nie w naturze człowieka jest być biernym. Wszelkie decyzje, filozofie życiowe, przekonania, wartości i wynikające z tego zobowiązania dają nam złudzenie kontroli nad szczęściem. I dlatego proponuję docenić rolę obowiązków. Skończyłem pisać. Wydaje się, że jestem szczęśliwszy.

  28. Podejdę do tego problemu od strony czysto praktycznej, próbując zilustrować go na przykładzie. Mianowicie, wybierając jako pierwszy kierunek historię, a jako drugi studia wschodnie bynajmniej nie kierowałem się tym, że w przyszłości będę miał jakiekolwiek zobowiązania co do mojej rodziny. Decyzja została podjęta tylko i wyłącznie pod kątem tego, że chciałbym uczyć się tego co sprawia mi frajdę i w czym będę czuł się spełniony. Jednocześnie zadawałem sobie sprawę, że te odczucia niekoniecznie muszą gwarantować dobre zarobki, a co za tym idzie – zapewnienie mojej rodzinie możliwie jak najwyższego standardu życia. Poczucie odpowiedzialności nakazywałoby wybór innej drogi kształcenia, mającej w perspektywie lepszą płacę, jak np. medycyna, czy informatyka. Pod tym kątem konflikt widoczny jest gołym okiem. Rozwiązanie jednak tego problemu mam już jednak za sobą – wybrałem szczęście.
    Pozostając przy temacie rodziny, myślę że bardzo ważną sprawą w obecnych czasach jest również czas jaki poświęcamy naszym dzieciom, które wszak uosabiają nasze szczęście. Na tym tle dochodzi do oczywistych tarć z wykonywaną pracą. Pracą, będącą ideałem, tzn. również dającą szczęście, poczucie satysfakcji, a jednocześnie stanowiącą zobowiązanie. Czym w tym wypadku się kierować? Wydaje mi się, że wybrałbym drugą opcję, postępując zgodnie z obowiązkiem utrzymania rodziny.
    Podsumowując, ideałem byłoby gdyby realizacja zobowiązań współgrała ze szczęściem. Przedstawione przeze mnie dwa przykłady pokazują złożoność tego problemu, z którym musi sobie poradzić każde pokolenie. Nie sądzę, by jednoznaczne opowiedzenie się za dążeniem tylko i wyłącznie do szczęścia było odpowiednie. Byłoby to jedynie przejawem swego rodzaju egoizmu. Natomiast sama realizacja obowiązków pozbawiłaby nas poczucia realizacji na płaszczyźnie emocjonalnej.

  29. Ogólnie rzecz biorąc, większość ludzi dąży w życiu do szczęścia. Jest to przyjęte przez ogół społeczeństwa. Wszelkie książki, filmy czy piosenki najczęściej opowiadają o szczęściu i miłości ( odnalezienie miłości to przecież odnalezienie szczęścia) jako o najważniejszych wartościach w życiu, do których każdy nieustannie dąży. Dlatego też, uważam że podobnie jak większość ludzi tak i ja w swoim życiu dążę do szczęścia. Żyje się tylko raz i choć to może zabrzmieć bardzo egoistycznie – należy myśleć przede wszystkim o swoim szczęściu, realizować postawione sobie cele tak, aby pod koniec życia niczego nie żałować, czuć że przeżyliśmy życie tak jak chcieliśmy – w szczęściu.

    Według mnie – choć to może wydawać się dla wielu nieco abstrakcyjne – wypełnianie zobowiązań również często może powodować szczęście. Podstawowym przykładem może być rodzina, w której rodzice wychowują swoje dziecko w domu pełnym ciepła, miłości oraz przyjętych wartości. Wychowywanie dziecka to olbrzymie zobowiązanie, które nie tylko trwa latami, ale i wymaga pewnych poświęceń. A mimo to, głowy rodziny są szczęśliwe, że mają taką możliwość, czują się spełnieni i szczęśliwi.

    Jednak istnieją również zobowiązania, których się od nas oczekuje, a które są dla nas niewygodne. Często decydujemy się na takowe, że względu na nasze sumienie czy chociażby wcześniej daną obietnicę.

    Osobiście uważam, że pod żadnym pozorem nie możemy rezygnować ze szczęścia, nawet jeśli mielibyśmy przeciwstawić się własnym wartością. Jednak musimy decydować o tym z głową i znać konsekwencje takiej postawy.

  30. Szczęście czy obowiązek?

    Osobiście uważam, że człowiek, który nie stosuje się do zasad, które uznaje za ważne i godne przestrzegania, porzuca wyznawane przez siebie wartości, (gdyż podążanie za nimi wiąże się z wysiłkiem) nie będzie szczęśliwy. Dlatego pytanie „szczęście czy obowiązek?” zawiera moim zdaniem niesłuszne założenie, że istnieją tylko dwie alternatywy: być szczęśliwym lub żyć zgodnie z poczuciem obowiązku. Daleko mi do podejścia hedonistów, którzy definiują szczęście jako brak cierpienia. Zdecydowanie bardziej utożsamiam się ze stanowiskiem stoików, którzy uczyli, że szczęście osiągnąć można tylko na drodze cnoty. Podobne przesłanie kieruje do swoich wyznawców większość wielkich światowych religii: tylko dobre, godne życie zapewnia szczęście. Przekonanie o słuszności własnego postępowania (nie w znaczeniu nieomylności, lecz raczej jako pewność oparcia swoich wyborów na danych wartościach), przynosi spokój i poczucie wewnętrznej spójności.

    Podobne twierdzenia brzmią dobrze na papierze, jednak w rzeczywistości wymagają ciężkiej pracy, a w niektórych przypadkach – ogromnego poświęcenia. Jak dalece realizacja zobowiązań może być nieprzyjemna? Sięgając po najbardziej ekstremalne przykłady z historii: czy chrześcijańscy męczennicy krzyżowani dla uciechy rzymskiego tłumu lub paleni na stosach heretycy, którzy nie godzili się wyrzec wyznawanych wartości byli szczęśliwi? Cierpieli i zginęli w imię wartości. Wydaje mi się jednak, że gdyby się poddali, wyrzekli własnej tożsamości żyliby dłużej, ale w poczuciu winy, zakłamania, ergo: byliby nieszczęśliwi.

    Zdaję sobie sprawę, że być może zasilam grono naiwnych idealistów, których wiara w znaczenie wartości w życiu człowieka rozbije się o pierwsze napotkane nieszczęście. Pozostanie mi wtedy rola zawiedzionego, zgorzkniałego nihilisty. Perspektywa z gatunku nieciekawych. Nie wiem jak zachowałabym się „postawiona pod ścianą”, jednak bardzo chciałabym zachować się tak, bym nie musiała się później wstydzić sama przed sobą.

  31. Próbując znaleźć odpowiedź na powyższe pytanie od razu przypomniał mi się Tomasz Judym, bohater młodopolskiej powieści Stefana Żeromskiego „Ludzie Bezdomni”. Postawa życiowa wspomnianego bohatera literackiego sprawiła, że krytycy oraz czytelnicy uważają go za postać tragiczną, a ja osobiście już wiem, w jakiej sytuacji na pewno nie chciałabym się znaleźć. Chyba nikt z nas nie chce przeżywać wewnętrznego konfliktu pomiędzy wyznawaną wartością a osobistym szczęściem.

    Oczywistym jest, że najchętniej dążyłabym do szczęścia, a sytuacją najbardziej pożądaną jest możliwość całkowitego odrzucenia zobowiązań, które nigdy nie przyniosą mi osobistej radości i poczucia spełnienia. Patrząc jednak realnie na świat w którym przyszło mi żyć uważam, że nie da się całkowicie odrzucić wyznaczonych zadań i otrzymać przyzwolenia na (jedynie) realizację własnego szczęścia. Człowiek jest istotą społeczną i jego egzystencja nierozerwalnie wiąże się z drugą osobą- mogłoby się zdarzyć, że czyjaś definicja szczęścia wiązałaby się z naruszeniem wolności drugiej osoby. Wynika z tego fakt, iż realizacja zadań była, jest i będzie niewygodna, nieprzyjemna, niejednokrotnie związana z koniecznością kompromisu.

    Czy między realizacją takich zasadniczych zobowiązań a poczuciem szczęśliwości zachodzić może konflikt? Jak wynika z moich powyższych rozważań, zdecydowanie tak. Co bym wtedy wybrała? To już zależy od tego, jakie są to zobowiązania. Często, w życiu codziennym, muszę decydować się na wypełnienie obowiązków – są one oczywiście dość przyziemne, jak choćby konieczność realizowania zadań wynikających z mojej społecznej roli bycia studentką. Natomiast, stojąc przed obowiązkiem niezwykle wygórowanym, związanym z podjęciem bardzo poważnej, życiowej decyzji- przede wszystkim chciałabym być szczera wobec samej siebie, żeby z czasem nie żałować zrobienia czegoś, co odebrało mi szczęście. Warto tutaj bowiem przytoczyć cytat z podręcznika Władysława Tatarkiewicza, opisujący poglądy stoicyzmu: „Życie powinno być przede wszystkim zgodne z naturą samego człowieka”*.

    Podsumowując sądzę, że współcześnie szczęście i obowiązek to ważne, powiązane skomplikowanymi więzami wartości. Z reguły wybieram szczęście, ale nie uciekam przed obowiązkami. Jedynie staram się unikać sytuacji, które mogłaby odzwierciedlić metaforyczna, młodopolska rozdarta sosna.

    *Tatarkiewicz, Władysław: Historia filozofii 1. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011. ISBN: 978-83-01-14466-1. s. 148

  32. Wydaje mi się rzeczą zupełnie naturalną, iż każdy człowiek ze swej natury dąży do szczęścia, do osiągnięcia tego pożądanego stanu, który jednakże definiować można w różny sposób. Szczęście nie jest bowiem pojęciem jednoznacznym, ma charakter indywidualny i każdy z nas będzie je pojmował na inny sposób.
    W swoim życiu dążę oczywiście do szczęścia, gdyż gdyby było inaczej, byłoby to niezgodne z postawioną przeze mnie wcześniej tezą. Jednakże moim zdaniem szczęście nie jest czymś oderwanym i niezależnym od wyznawanych wartości i związanych z nimi zobowiązań. Wartości determinujące nasze życie mogą mieć rozmaity charakter (religijny, obyczajowy, prawny, moralny) ale z całą pewnością ich istnienie i wpływ na nasze życie nie podlega dyskusji. W związku z tym uważam, że dążenie do szczęścia nie może być procesem niezwiązanym lub zupełnie sprzecznym z wiążącymi nasz wartościami, gdyż w takim wypadku będzie z góry skazane na niepowodzenie. Byłaby to pewnego rodzaju „walka z całym światem”. Za właściwą postawę (i najbardziej racjonalną) uważam świadomość i akceptację naszych ograniczeń, bez względu na to jakie mają podłoże, bo dopiero wtedy jesteśmy w stanie konstruktywnie „iść do przodu”.
    Jak już nadmieniłem, realizacja zobowiązań związanych z szeroko pojętymi wartościami jest według mnie faktem – nie można wartości zupełnie pozbyć się ze swojego życia, gdyż nawet brak wartości może być wartością. Na postawione pytanie, jak dalece realizacja zobowiązań narzucanych przez wyznawane wartości może być co najmniej niewygodna i nieprzyjemna odpowiedź jest prosta – dążenie i osiągnięcie w swoim życiu stanu szczęścia jest niemożliwe w przypadku działania niezgodnego z wartościami w które się wierzy. Jest to sprzeczność sama w sobie.
    Kończąc, muszę stwierdzić, że naprawdę nie wiem jakbym postąpił w przypadku zaistnienia konfliktu między wyrażanymi przeze mnie wartościami a czymś, co wiązałoby się z moim szczęściem, gdyż nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. Uważam jednak, iż w przypadku pojawienia się sytuacji konfliktu między tymi dwoma sferami, doprowadziłoby to nie tyle do wyboru, co do zmiany co najmniej jednej z nich, bo przecież niezmienne one nie są.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s