„Należy dbać o to, by być sobą” Polscy uczeni wobec PRL-u

Autobiografie dwóch wybitnych polskich naukowców i uczonych Andrzeja Walickiego i Michała Głowińskiego mogą służyć za wspaniałe wprowadzenie do dziejów polskiego życia intelektualno-politycznego ostatniego półwiecza.  Bez ich dorobku trudno wyobrazić sobie dzisiaj polską humanistykę, zarazem w wieloraki sposób uczestniczą oni nie tylko w życiu ściśle naukowym ale i w życiu publicznym. Są też  nader odmiennymi  osobowościami, zarówno z poglądów jak i temperamentu, obserwującymi świat i Polskę z dość różnych  punktów widzenia.

Zasadniczy zrąb ich poglądów, a także w dużej części profil pracy naukowej kształtuje się w konfrontacji z trudnymi realiami PRL-u. Obaj autorzy piszą swe autobiografie tak jakby najistotniejsze wydarzenia ich życia przypadły na czasy do 1989 roku, a okres następny po 1989 był  tylko aneksem. Nie może to dziwić z uwagi na ich przynależność pokoleniową. Lektura ich autobiografii, szczególnie w porównaniu, nasuwa wiele refleksji dotyczących społecznej roli uczonych w czasach realnego socjalizmu a także  obyczajów polskiego życia intelektualnego.

——————————————

Rec. Andrzej Walicki, Idee i ludzie. Próba autobiografii.Warszawa 2010 i Michał Głowiński, Kręgi obcości. Opowieść biograficzna, Kraków 2010.
Artykuł recenzyjny opublikowany w Kwartalniku Historii Nauki i Techniki. Instytut Historii Nauki. 4/2013.

—————————————

Opozycja wewnątrzsystemowa Andrzeja Walickiego

Andrzej Walicki, który w 1956 ma lat 26 i jest u początków swojej kariery naukowej, przybiera świadomie postawę opozycji, jak ją sam nazywa, wewnątrzsystemowej. Jego studia nad rosyjską myślą XIX wieku, nad marksizmem czy nad polskimi romantykami mają pośrednio na celu zdemontowanie tej konstrukcji ideowo-intelektualnej,  na której opiera się komunizm.

Andrzeja Walicki, jeśli wierzyć świadectwu, jakie daje sam sobie (a nie ma podstaw, aby je podważać) traktuje swoją pracę naukową również jako działalność do pewnego stopnia polityczną i swoje politycznie stanowisko  wielokrotnie deklaruje i definiuje.

Słowem, zająłem stanowisko patriotyzmu państwowego – nawet w warunkach PRL-owskich.(s.148)

Jeszcze pod koniec lat 89-tych, w przeddzień obrad okrągłego stołu, Andrzej Walicki tak oto formułował  swoją polityczną pozycję:

Pod względem politycznym zalecałem etos państwowy oraz narodowy w sensie narodowego interesu, brak przesadnych oczekiwań na pomoc Zachodu oraz orientację na współpracę z Rosją (s.271)

Jego stosunek do stanu wojennego i do gen.Jaruzelskiego nacechowany jest tym, co nazywa się realizmem politycznym (a co nie zawsze z realizmem w potocznym tego słowa znaczeniu ma bezpośrednio coś wspólnego).

W roku 1987 ważniejsze było podkreślanie, że Polaków z Rosjanami łączy wspólny interes geopolityczny na zachowanie rezultatów II wojny światowej i niedopuszczenie do ponownego zagrożenia Europy przez hegemonię Niemiec [..] w sojuszu ze zreformowanym imperium rosyjskim będziemy mieli więc realną szansę stania się państwem o wiele ważniejszym niż jako peryferia świata zachodniego (s.261)

Łatwo skojarzyć ten cytat z badaniami Andrzeja Walickiego dotyczącymi królestwa kongresowego.[1] Jako historyk tamtego odległego okresu widzi Walicki możliwość współpracy z Rosją, polskiego udziału w reformowaniu imperium, a powstanie listopadowe i prowadzącą do niego romantyczną mobilizację postrzega jako fatalny historyczny błąd.

Szukając nazwania dla takiej postawy w bardziej współczesnych nurtach polskiej myśli politycznej najłatwiej byłoby o skojarzenie z postawami wczesnej narodowej demokracji czy też narodowej demokracji profesorskiej – Seydy, Rybarskiego, Komornickiego. Sam Andrzej Walicki takiej etykietki nie przyjmował, znacznie później zadeklaruje się jako lewicowy liberał. Próby i trudności nazwania własnej postawy politycznej nie są jednak problemem samego Andrzeja Walickiego, lecz powszechnym problemem angażujących się w życie polityczne w okresie 1945-1989. Definicja jaką przyjmuje historyk „opozycji wewnątrzsystemowej” wskazuje, że zasadniczym odniesieniem ówczesnych postaw nie są takie lub inne tradycyjne idee polityczne, lecz stosunek do ówczesnego systemu władzy.

Niezależnie jak interesująco brzmią ówczesne koncepcje Andrzeja Walickiego w oczywisty sposób zwyciężyła koncepcja antysystemowa, z którą historyk polemizował, a nie opozycji wewnątrz systemowej, którą wyznawał. Można by nawet zastanawiać się (w trybie historii alternatywnej), czy gdyby w Polsce dominację zdobyły koncepcje opozycji wewnątrz systemowej to upadek komunizmu nie opóźnił by się i w fazie dalej posuniętego rozkładu nie miał innego, bardziej burzliwego charakteru. Stwierdzenie, że system nie nadawał się już do reform było chyba diagnozą (jak pokazał dalszy rozwój wypadków) trafniejszą niż projekt przebudowy systemu od wewnątrz.

To jednak, że Andrzej Walicki nie miał racji,  stwierdzić można  było jedynie ex post i trudno z tego powodu uznać jego koncepcje za godne potępienia czy negacji.  Ówczesnych analiz Walickiego można by i dzisiaj w jakimś stopniu bronić, wskazując, że istotnie zmiany w Rosji były niezbędnym warunkiem zmian w Polsce i potrzebny był Gorbaczow, aby mogły nastąpić. Niezależnie jednak od takiej dyskusji (którą można w nieskończoność prowadzić) relacja Walickiego daje ciekawe świadectwo, jakie warianty myślenia o  przyszłości były obecne w Polsce po październiku 56.

Można przy tym podziwiać siłę przekonań Andrzeja Walickiego, że myśl i idea, jego własne książki i publikowane przemyślenia,  będą mogły  przyczyniać się w jakiejś mierze do historycznych  zmian. W swojej postawie jednak wewnątrzsystemowego opozycjonisty był w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – o czym sam pisze – coraz bardziej osamotniony. Gdy opozycja antysystemowa stawała się coraz silniejsza, jego idea opozycji wewnętrzność systemowej nie tylko nie stawała się  przekonywująca dla szerszych kręgów, czy nawet tylko wewnątrz środowisk inteligenckich, ale podejrzewana była o konformizm. Zauważa to sam autor:

 W końcu lat siedemdziesiątych takie poglądy nie były akceptowane w środowiskach inteligenckich.(s.148)

Walicki, będąc w pogłębiającym się konflikcie, że środowiskiem warszawskiej inteligencji, z którym jedynie skądinąd gotów był się identyfikować, decyduje się na wyjazd i działalność naukową zagranicą. Zdaje się uważać, że Polska brnie w jakąś nową powstańczą awanturę, która zniszczyć może to, co stało się dorobkiem lat 60-tych. PRL – niczym Królestwo Kongresowe – zagrożone jest zmianą w kraj priwiślański. Dlatego też, gdy do tego czarnego scenariusza nawet w stanie wojennym nie dochodzi, Andrzej Walicki wydaje łagodną i przychylną do pewnego stopnia ocenę reżymu wprowadzonego przez Wojciecha Jaruzelskiego.

Przezwyciężanie obcości Michała Głowińskiego

Michał Głowiński zdaje się być osobowością o znacznie słabszych namiętnościach  politycznych niż Andrzej Walicki, co nie oznacza mniejszego wyczulenia na obowiązki obywatelskie. Jego autobiografia rysuje obraz człowieka wybierającego życie raczej  na uboczu i wśród książek, nie zaś pośrodku forum.

Jego korzenie rodzinne w znaczący sposób odróżniają  go od Andrzeja Walickiego. Rodzina Walickiego to bardzo typowa polska inteligencja, polskość Głowińskiego ma korzenie żydowskie (co może nie jest aż tak nietypowe ale jednak znaczące o czym o sam pisze). Fragmenty dotyczące okupacji i konieczności ukrywania się stanowią najbardziej poruszające i pełną dramatyzmu część  jego autobiografii.[2] Inną istotną cechą jest jego homoseksualizm. Michał Głowiński wyznaje to  w zadziwiająco poruszający i subtelny sposób, opisując siebie jako młodego człowieka, odrywającego własną orientację seksualna.

Żydowskość i homoseksualizm w niewątpliwy sposób decydują o tym, że Michał Głowiński mówi o kręgach obcości, jaka charakteryzuje  świat jego przeżyć, pełen nieustannej niepewności, a nawet lęków. Tam gdzie Walicki relacjonuje jakiś swój publiczny występ pisząc „odniosłem wielki sukces”, Głowiński notuje „nie skompromitowałem się”. Dwa różne charaktery i temperamenty.

Głowiński posiada talent obserwacji szczegółu i konkretu, a jego bogaty język czyni z jego autobiografii dzieło w wielu fragmentach literackie. W mniejszym też stopniu niż Andrzej Walicki zajmuje się sobą oraz własnymi dokonaniami i koncepcjami, poświęcając wiele miejsca wydarzeniom tła i atmosferze kulturalno-intelektualnej. Potrafi ją znakomicie ukazać poprzez drobne, ale wiele mówiące i pysznie opowiedziane anegdoty.

W jednej sferze Andrzej Walicki i Michał Głowiński zdają się być bardzo podobni. Gdy wkraczają w krainę wiedzy znać  uczonych, którzy każdą sprawę oceniają wielostronnie i krytycznie, znakomicie kontrolując własne emocje i zdobywając się na obiektywizm i powściągliwość. Jako postacie uczonych zdają się ulepieni są z tej samej gliny, mimo swych tak różnych a nawet kontrastujących ze sobą osobowości i odmienności poglądów w wielu sprawach.

Postawa Michała Głowińskiego wobec realiów PRL-u różni się  od postawy Walickiego w sposób dość istotny. Być może ma to swe źródło również w tym, że dziedzina humanistyki – teoria literatury –  jaką uprawia Głowiński bardziej oddalona jest od polityki niż historiografia, którą zajmuje się Walicki.   Michał Głowiński, jak sam to opisuje,  jest literaturoznawcą zainteresowanym bardziej teorią niż samą tylko historią literatury. Ma ogromne zasługi w przyswojeniu polskiej humanistyce metody strukturalistycznej. Jego autobiografia może służyć za doskonałe wprowadzenie do dziejów powojennej polonistyki i pasjonujących dziejów Instytutu Badań Literackich – niemal legendarnego IBL-u. Nie analizuje tak intensywnie jak  Walicki politycznych realiów,  kierując się bardziej moralnym i do pewnego stopnia estetycznymi względami w ocenie  PRL i komunizmu, który spontanicznie  i niemal przedrefleksyjnie odrzuca.

A ja „wasz” być nie chciałem, zamierzałem najlepiej jak umiałem robić swoje, pragnąłem jak najszczelniej oddzielić się od tych, których powszechnie określało się słówkiem „oni”. (s.239)

W epoce  bezpośrednio październikowej epoce spostrzega nie tyle jakieś otwierające się perspektywy polityczne, ale wielką szansę na możliwość prawdziwej pracy naukowej i postanawia tę szansę wykorzystać.

Nacisk ideologii słabł, nie trzeba było udawać, że jest się strukturalistą (s.304)

Głowiński nie prowadzi refleksji nad przyszłością systemu komunistycznego i jego plany naukowe nie są nimi uwarunkowane. Wykorzystuje istnienie „niszy”, w której może uprawiać naukę.

Powstawały różnego rodzaju nisze, w których z powodzeniem można się było nie tylko kryć przed PRL-owskimi hałasami i jadami, ale też całkiem sprawnie funkcjonować. (s.298)

Michał Głowiński nie ma wielkiego politycznego  planu, jaki obecny był u Andrzeja  Walickiego przeobrażenia całej  ideologii systemu. Głowiński, choć tak „apolityczny” wydaje się być bez porównania bardziej radykalny. System w jego oczach jest nieuleczalny, bowiem mówi chorym językiem nienawiści. Komunizm to dla niego nie rozbudowana ideologia z jej utopijnymi  hasłami, ale codzienna, przyziemna mowa propagandy, która zatruwa umysły ludzi. Gdy pojawia się otwarta antysystemowa opozycja Michał Głowiński włącza się w jej działania zgodnie z własnym powołaniem naukowca i badacza. Ta decyzja oparta jest o moralne przesłanki wydaje się bardziej spontaniczna niż politycznie wyrachowana.

Rozpoczyna wykłady na „latającym uniwersytecie” – Towarzystwo Kursów Naukowych. Jest  w bardzo szczególny sposób świetnie do tego przygotowany. Mówi o PRL-owskiej „nowomowie” – temacie, który zajmował go od lat.[3]

Strategia autora „Masek Dionizosa” jest więc zupełnie odmienna od autora „Marksizmu i skoku do królestwa wolności”.   Ten tak zdawałoby się „apolityczny” uczony, decydujący się na  życie na marginesie systemu,  tworzy jednak własne nader subtelne metody walki z nim, demaskowania  jego kłamstw i fałszerstw. Sposobem tym jest analiza języka władzy,  w czym w istotny sposób pomaga strukturalistyczna metoda badawcza, choć zwykłe wyczucie przyzwoitości a także poczucie humoru odgrywają nie mniejszą rolę.  Jest to z pewnością atak na system od zewnątrz poprzez oskarżenie go o szerzenie „mowy nienawiści”.

Od Andrzeja Walickiego różni też Michała Głowińskiego stosunek do Zachodu. W jego myśleniu brak jakiś nadziei związanych z rozwojem sytuacji w Rosji. Wyznaje on natomiast:

Każdy pobyt po drugiej stronie żelaznej kurtyny był odpoczynkiem od Polski Ludowej, sprzyjał także umysłowemu odświeżeniu (s.226)

„Wymuszony manicheizm” i „partyjna towarzyskość”

Obaj autorzy w jednym zdają się być całkowicie zgodni.  Chcieli i chcą bronić własnej niezależności.

Zawsze sądziłem i nadal sądzę, że przede wszystkim należy dbać o to, by być sobą. (Głowiński 492)

W pierwszym rzędzie chcą bronić tej niezależności wobec systemu. W istocie jednak owa dążenie do niezależności staje się swoistym fetyszem, który decyduje o ich stosunku do całego otoczenia nie tylko instytucji i środowiska komunistycznego państwa. Walicki pisze zaś:

Muszę obiektywnie przyznać, że moje poczucie politycznego osamotnienia w III RP nie było wynikiem uprzedzeń do  mnie, czy personalnych napaści. Mimo głoszenia od wielu lat niepopularnych w Polsce poglądów, miałem okazję do zbliżenia się z tym lub innym środowiskiem – zawsze jednak za cenę rezygnacji z części mojej niezależności, a tego nie chciałem (s.373)

Skutkiem  obrony własnej niezależności okazuje się szczególny typ indywidualizmu. Przy lekturze obu autobiografii, przy całym bogactwie szczegółów,  zwraca uwagę, że odniesienia do innych, konkretnych bliskich im w życiu społecznym ludzi, kwestie współpracy i budowy szerszych środowisk ideowych są zadziwiająco nieliczne. Stosunek do  innych oparty jest na ocenie ich postaw moralnych, przy czym w dużym stopniu chodzi o ocenę postawy wobec systemu. Jest to uderzające dla czytelnika nawet biorąc pod uwagę specyfikę gatunku, jakim jest autobiografia. Rzeczywistość PRL-u opisana w obu autobiografiach jest do pewnego stopnia manichejska – można być za lub przeciw (choć można to czynić na wiele sposobów) i jest to manicheizm nie chciany, wymuszony jednak przez świat dyktatury.

Walicki i Głowiński sposób widzą oczywiście zróżnicowanie i wielość stanowisk we własnym środowisku, jak wszyscy jednak dokonać muszą pierwotnego wyboru akceptacji lub odrzucenia systemu, a to przywraca ów manicheistyczny niemal dualizm.  Obraz jaki Walicki  sam sobie daje to postać człowieka prezentującego z wielkim przekonaniem własne poglądy i nie szukającego  w gruncie rzeczy sojuszników.[4]  Budowa szerszych sojuszy ideowych wymaga bowiem kompromisów, kompromis zaś dla kogoś kto strzeże za wszelką cenę własnej niezależności, wydaje się być największym zagrożeniem. Walicki owe zagrożenia dla własnej niezależności widzi nie tylko ze strony władz, ale i ze strony rodzącej się opozycji politycznej. Ów indywidualizm jest również jego postawą po odzyskaniu niepodległości.

Michał Głowiński, z nie mniej restrykcyjno-moralizującym podejściem, jest równie mało skłonny do zawierania jakichkolwiek szerszych sojuszy.

W obu wypadkach postawa ta jest zrozumiała i warunkowana historycznymi, poważnymi przyczynami. Błędem byłoby branie jej za indywidualne przywary, skazę charakteru lub nawet jakąś anomalię.

W państwie dyktatury negocjowanie i zawieranie zasadniczych kompromisów (w odróżnieniu od kompromisu, który jest konformizmem, co jest dość powszechne) jest szalenie utrudnione a najczęściej niemożliwe. Każdy jest do pewnego stopnia sam wobec dyktatury (to jest najgłębsza przyczyna tego co nazywa się atomizacją społeczeństwa) i wobec niej broni swojej niezależności. Trudno jest o dialog osób o podobnych a jednak nieco odmiennych racjach. Trzeba mocno trzymać się „swego” aby pozostać sobą.

Można więc moim zdaniem mówić o wymuszonym przez świat dyktatury manicheizmie postaw. Twierdzenie, że go nie było uniemożliwia moim zdaniem lepsze zrozumienie strategii życiowych ludzi tamtej epoki. Oczywiście chciano pluralizmu i wielości i w wielu obszarach był on obecny. Zasadniczy dualizm stale jednak powracał. Świat dyktatury nie jest światem normalnym z punktu widzenia otwartego i demokratycznie rządzącego się społeczeństwa, nawet wtedy gdy dyktatura ta jest już tak stosunkowo łagodna jak była w Polsce po październiku 56.  Można było oczywiście udawać,  że żyje   się już w świecie normalnym (bowiem takiego świata wielu pragnęło i w takim świecie chciało żyć), ale postawa taka spychała w PRL-u w dużym stopniu w apolityczność, częściową rezygnację z obowiązków obywatelskich. Świat dyktatury wymusza manicheizm, zarówno na swoich akolitach jak i tych odważnych ludziach, którzy wyrażają wobec niego swoją niezgodę.

Zjawiskiem spokrewnionym z  owym wymuszonym dyktaturą manicheizmem  jest postawa, którą wypada nazwać „partyjna towarzyskość”. Obie autobiografie dobrze ilustrują takie zachowania.  Skoro opowiedzenie się za czy przeciw dyktaturze było wyborem pierwszorzędnym w środowisku tych, którzy wyrażają swoją egzystencjalną niezgodę wobec dyktatury,  wszelkie podziały i różnice poglądów stawały się sprawą drugorzędną.

Znakomicie zobaczyć to można w  autobiografii Andrzeja Walickiego. Głęboko nie zgadza się on z radykalizującą się opozycją, ale będąc z nią po tej samej stronie w obozie niezgody na system (mimo że jego niezgoda ma być wewnątrzsystemowa) wycofuje się ze sporu i wyjeżdża za granicę. Uważa, że obowiązuje go lojalność wobec środowiska, do którego przynależy,  mimo że nie zgadza się z tak wieloma jego liderami. Spór ideowy musi być zawieszony.

Ten wymuszony manicheizm nader trudno porzucić przy przejściu ze świata dyktatury do świata otwartego społeczeństwa.

Intelektualnej i duchowej  niezależności  w systemie dyktatury i w demokratycznym, otwartym społeczeństwie należy być może bronić w nader różny sposób.  Dopatrywanie się za każdą sprawą argumentów „za” i „przeciw”, przekonanie, że o tak wielu kwestiach nie rozstrzygają racje moralne  a praktyczne i rzeczowe, to strategia życiowa odmienna od obrony własnej niezależności jako racji do pewnego stopnia najwyższej. W społeczeństwie otwartym, gdzie można się z innymi swobodnie komunikować, nie trzeba bronić własnej autonomii, aż tak obsesyjnie. Współdziałanie w otwartym społeczeństwie rządzi się nie zasadą towarzyskości, ale wymaga negocjacji i kompromisu. Osoby o nazbyt zasadniczych poglądach nie są do tego często zdolne. Obserwacja, jaką czyni Michał Głowiński, wydaje się w tej sprawie kluczowa.

W otwartym społeczeństwie zbawienny w dyktaturze upór przy swoim, gotowość do niezgody i cnoty wojownika nie wydają się ani konieczne ani potrzebne ani użyteczne. Musi to jednak pozostawać postawą tych, którzy większość życia przeżyli w świecie dyktatury, broniących się przed jej naciskiem. I postawa taka rzutuje też na ich oceny przeszłości.

Ważną sprawą stawało się to, co można byłoby nazwać uczeniem się zycia w systemie demokratycznym, uczeniem się, które nie sprowadzało się do poznawania założeń ogólnych, te bowiem były w sporej mierze znane, a ci, którym zdarzało się bywać w Europie Zachodniej, mogli obserwować, jak są one realizowane. Obserwować coś a żyć w czymś, to jednak nie to samo, więcej, to rzeczy diametralnie różne.(s.512)

Rozrachunek z przeszłością

Dla obu uczonych najważniejsze wydarzenia ich biografii przypadają na okres do 1989 roku. Wspomnienia z czasów późniejszych zdają się tylko dodatkiem. Nie może to dziwić.  Rewolucja 89 wprowadza wszystkich w całkiem nowy świat i wyznacza nie tylko przełom społeczny,  ale także przełom w wielu indywidualnych biografii. Dla poszczególnych pokoleń ma to oczywiści różne znaczenie. Osoby urodzone w latach 70-tych mogą mieć tylko bardzo ogólnikowe wspomnienia epoki „stanu wojennego”, dla urodzonych w latach 60 epoka PRL to czasy studiów i intelektualnego dojrzewania, dla urodzonych pod koniec lat 40 i początku 50 epoka PRL-u to niemal połowa ich życia. Dla Michała Głowińskiego i Andrzeja Walickiego czasy PRL-u to absolutnie przeważająca część  życia. Stąd podsumowując je w swoich autobiografiach w przeważającej mierze dokonują rozrachunku właśnie z PRL-owska przeszłością, z którą byli z zasadniczej niezgodzie, ale wobec której zmuszeni byli się nieustannie opowiadać.

Rozrachunek z PRL, kwestia jak przeżyli ten trudny okres, jak sprostali moralnemu i obywatelskiemu wyzwaniu,  wydaje się centralnym pytaniem ich autobiografii, choćby nawet nie zawsze wypowiadanym wprost.

Stąd też szczególnie wyczulony stosunek do własnej młodości i okresu studiów, okresu kształtowania osobowości i poglądów, przypadających na najgorszy okres stalinizmu.

 Głowiński wprost obsesyjnie tłumaczy się ze swojej przynależności do ZMP, choć miała ona jedynie czysto formalny charakter. Jego rodzina, polscy Żydzi są całkowicie immunizowani na wpływ komunizmu, mają do  nowego ustroju wyraźną niechęć i młody Głowiński zapisuje się do ZMP z wielkimi oporami tylko z uwagi na to, że jest to warunek  dostania się na studia. I zdaje się mieć z tego powodu, sądząc po tym co pisze w swojej autobiografii, wyrzuty sumienia niemal aż do dzisiaj.

W autobiografii Głowińskiego okres stalinizmu nie jest przedstawiany jako wynik głębokich procesów historycznych lecz przede wszystkim groteskowych i godnych potępienia zachowań.

Dystans do systemu nie zmniejsza się, mimo jego stopniowej liberalizacji. Jest przenikliwym obserwatorem nie tylko konformizmu ale i zaprzaństwa (opisy postaci prof. Jakubowskiego), a także dostrzega przejawy regresu i możliwości nawrotu, mimo słabnięcia systemu. W szczególności dotyczy to okresu marca 68, do którego Głowiński przywiązuje znacznie większą wagę niż Walicki.  Kryteria, jakimi zdaje się posługiwać Michał Głowinki w swoich ocenach, wydają się przede wszystkim moralno-estetycznej natury.

Walicki zastanawia się nie mniej intensywnie dlaczego komunistyczna ideologia, mimo że nie uległ jej wpływowi, wydawała mu się jednak w pewien sposób pociągająca.

Swoistością mojego przeżycia stalinizmu było to, że nie było ono żadną z prostych postaw: ani „szczerą wiarą”, ani totalnym odrzuceniem, ani wywołanym przez strach zewnętrznym konformizmem. Było ono przeżyciem stalinowskiej „Nowej Wiary” jako konieczności, której nie można się oprzeć, która legitymizuje się jakąś historyczną racją, a więc może być przezwyciężona tylko od wewnątrz. (…) Decydujące było to, że okres stalinizacji był w moich oczach wytworem głębokich procesów historycznych, a nie dziełem złej woli nazywanych komunistami. Uważałem, zaś, że rozliczenia z historią powinny polegać przede wszystkim na próbach jej zrozumienia a nie na personalnych rozrachunkach z poszczególnymi ludźmi, prowadzonych w dodatku z myślą o odwecie  (ss.49-50)

Jego rozważania wokół „Umysłu zniewolonego”  Czesława Miłosza, ciągły dialog i rozważania nad tym pionierskim pod wieloma względami studium uległości intelektualistów wobec dyktatury, są dowodem, jakie znaczenie ma w oczach Andrzeja Walickiego okres stalinizmu. Historyk idei wyprowadza stąd, istotne według niego rozróżnienie między wolnością jednostki a wolnością polityczną.

Zasadnicza różnica między wolnością jednostki a wolnością polityczną szczególnie wyraźnie widoczna jest, moim zdaniem, z perspektywy doświadczeń totalitaryzmu. Wolność jednostki jest wolnością indywidualistyczną, postulującą istnienie sfery wolnej od wszelkich form fizycznego i moralnego przymusu. Wolność polityczna natomiast zaspakaja potrzebę władzy, prestiżu, ambicji, rywalizacji.(149)

I do „Umysłu zniewolonego” Andrzej Walicki wciąż powraca, z pytaniem jakie są przyczyny uległości czy zauroczenia tak wielu ludzi totalitarną ideologią. Sam jej nie uległ, pytanie to jednak dręczy również go w odniesieniu do własnej biografii – w odwróconej wersji „dlaczego nie uległem”, pozostaje dla niego pytaniem ważnym.

Zarówno więc Michał Głowiński jak Andrzej Walicki dokonują nader sumiennie rozrachunku z własnymi biografiami z PRL-owskiego okresu. Należą do tych, których wewnętrznej integralności system komunistyczny nie naruszył. Konfrontacja z rzeczywistością PRL była jednym z najpoważniejszym wyzwań ich życia i wyszli z tego zwycięsko. Innych nie chcą rozrachowywać. Odnoszą się negatywnie do rozrachunku prowadzonego z pomocą lustracji. Uznają ją za niepotrzebną lub nawet szkodliwą.       Nie stawiają więc kwestii, jak obchodzić się z trudną przeszłością w szerszym, społecznym  kontekście.  Zdają się twierdzić „niech każdy rozrachowuje się sam za siebie”. Pomijają w ten sposób tych  wokół, których system złamał albo którzy z takich czynnych względów nie podołali tym wyzwaniom, z którym oni dali sobie radę.

Walicki zaangażowanie w stalinizm u ludzi, który skądinąd ceni i szanuje, zdaje się traktować  jako skazę na życiorysie bez jednak większych konsekwencji. Nie wypomina się takich spraw tym, z którymi się spotyka i rozmawia i których z uwagi na ich dorobek należy przede wszystkim cenić.

Dla Głowińskiego owi dawni PRL-owscy konformiści czy zwolennicy systemu  to postacie raczej  groteskowe, których nie trzeba nawet rozrachowywać, bowiem sprawa oceny jest zbyt oczywista. Decyduje nawet sama ocena estetyczna ich postępowania, nie trzeba nawet odwoływać się do kryteriów moralnych. Tym niemniej Michał Głowiński nie omieszkuje zaznaczyć w wielu miejscach kto był współpracownikiem bezpieki a także zdecydowany sposób piętnuje komunistyczne zaangażowanie. Więcej nawet. Michał Głowiński wypomina dzisiejszym „prawicowcom” ich wcześniejsze stalinowskie zaangażowania (jak w przypadku Jacka Trznadla czy  Jarosława Marka Rymkiewicza) i czyni z pewną dozą złośliwej ironii.

Podobnie  Andrzej Walicki przywołuje, co kto robił w przeszłości i nie omieszkuje tych  spraw niekiedy wypominać. Opisując sytuację w latach siedemdziesiątych i polemizując z rodzącą się opozycją pisze:

Nie rozumiałem tych form protestu, zwłaszcza gdy stosowały je osoby, które w okresie stalinizmu nie tylko współpracowały z władzami, lecz również udzielały im aktywnego ideowego poparcia.(s.174)

Tylko, że tą komunistyczną przeszłość pamięta Walicki komu innemu niż Głowiński. Chodzi głównie o wielu politycznych i intelektualnych przywódców opozycji antysystemowej takich Leszek Kołakowski czy Jacek Kuroń. W latach po 89 jest z wszystkimi, którym tak wypomina pogodzony, ale jednak odnotowuje swoje zastrzeżenia we własnej autobiografii.

I jednej zasadniczej sprawie dotyczącej oceny przeszłości różnią się zasadniczo. Andrzej Walicki pisze:

Upaść musi mit „Solidarności”, jako fundamentu nowej niekomunistycznej Polski. (s.221)

Wyraźnie innego zdania jest Michał Głowiński. Dla niego zasługi ruchu „Solidarności” wydają się być nie podważalne, choć z „Solidarnością” rozstaje się w roku 1991. Nie trudno w takich różnicach oceny dopatrzeć się refleksu własnych wcześniejszych biograficznych doświadczeń obu wybitnych autorów.

Dialog biografii i dialogowość kultury

Obie budzące szacunek biografię (prezentowane w autobiografiach) mogłyby być świetnym uzupełniającym materiałem do klasycznej pracy Floriana Znanieckiego „Społeczne role uczonych”.    Rola jako przypadła uczonym w realnym socjalizmie nie mogła być przez niego przewidziana. To co obaj autorzy uważają za wątek przewodni swoich biografii „pozostać sobą” nie jest jednak postawą wyjątkową, która charakteryzować będzie właśnie i tylko uczonych.  Choć stwierdzenie to „pozostać sobą” wzięte być może mylnie za banalną moralizującą formułkę, w istocie stanowi  lapidarną ale i trafną definicję strategii życiowej bardzo wielu  ludzi usiłujących stawić czoła wyzwaniom okresu 1945-1989. Analiza takich strategii wydaje się jednym z podstawowych zadań,  jeśli zrozumieć mamy lepiej,  co działo się wewnątrz, poddanego niezwykłym manipulacjom,  społeczeństwie. Zadanie tym ważniejsze, że ukształtowane podstawy są dziedziczone i wywierają wpływ na nasz obecny, choć tak odmienny świat.

Przyjęcie strategii „pozostać sobą” łączy się z innymi zjawiskami. Jednym z nich jest – jak nazwałem to  w tej recenzji – „wymuszony przez świat dyktatury manicheizm” oraz „partyjna towarzyskość”. Zjawiska te w różnych kontekstach spostrzegane w kulturze polskiej traktowane były jako przywary i wady.[5] Skłonny jednak byłbym je widzieć, jako zrozumiałą i pewien sposób racjonalną odpowiedz na warunki, jakie stwarzała dyktatura. Lektura większej ilości autobiografii i pamiętników z epoki 1944-1989, które obecnie zaczynają wychodzić, mogłyby być pomocne w zweryfikowaniu takich domysłów [6].

Takie lektury i badanie łączyć się winno z pytaniem, jakie postawy  kształtowane w walce z komunizmem i nader użyteczne,  okazują się znacznie mniej użyteczne w niepodległym i demokratycznym państwie. Byłoby to pośrednio pytanie o mankamenty polskiej kultury dialogu i debat publicznych.

Pamiętnik i autobiografia są niezwykle cennym źródłem do badania przemian mentalności i strategii życiowych. W przypadku Andrzeja Walickiego i Michała Głowińskiego jest to źródło wprost bezcenne z uwagi niezwykle rozbudowaną autorefleksję obu tych wybitnych intelektualistów i uczonych. W obu też wypadkach autorzy odnotowują własne swoiste nieprzystosowanie do rzeczywistości po roku 1989. Godne przetrwanie okresu 1945-89 wymagało niezwykłej mobilizacji. Dla wielu wymagane były  wybory heroiczne, dobrowolne lub wymuszone, dla większości starczył zdrowy rozsądek i poczucie przyzwoitości by sprostać wyzwaniom i pozostać sobą.    [7]

I ostatnia refleksja. Autobiografie  Andrzej Walicki i Michał Głowiński, wskazują na rozmaitość strategii życiowych mimo wielkiego podobieństwa wyznawanych wartości. Świat wymuszonego manicheizmu nie wykluczał więc rozmaitości życiowych strategii a partyjna towarzyskość nie wykluczała ideowych różnic,  które warto analizować. Jeśli dziś manichejskie podejście do polityki i „partyjna towarzyskość”, tam gdzie dziś występują, zdają się utrudniać autentyczny dialog w polskich debatach publicznych, to można to przezwyciężać także poprzez lepsze zrozumienie epoki, po której takie postawy dziedziczymy.


[1] Problem religii w ideologiach „Polski odradzającej się” od deizmu do mesjanizmu, [w:] Andrzej Walicki, Filozofia polskiego romantyzmu, Kraków 2009.

[2] Michał Głowiński poświęcił temu osobną książkę „Czarne sezony”.

[3]Michał Głowiński, Marcowe gadanie. Komentarze do słów 1966-1971, wyd. Pomost 1991.

[4] Wyjątkiem może być przywołanie postaci Dzielskiego.

[5] Bodajże pierwszym który je podpatrzył i krytykował był Stanisław Brzozowski.

[6] Jan Łopuski, Pozostać sobą w Polsce Ludowej. Życie w cieniu podejrzeń, Rzeszów 2007. Ciekawe, że już w tytule autor tej ciekawej autobiografii z zupełnie innego środowiska niż Michał Głowiński i Andrzej Walicki przywołuje owo sformułowanie „pozostać sobą”.

[7] Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, 1944-1959, Warszawa 2007.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s