Dysydenci – Obywatele Europy

Tekst opublikowany w roku 2009 z okazji rocznicy 1989.

Jaką rolę historyczną przypisać ruchom opozycyjnym i dysydenckim lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku w bloku wschodnim? Czy są one ważny aktorem historycznych wydarzeń czy też tylko świadectwem odwagi poszczególnych środowisk i jednostek? I jak dzisiaj o tych ludziach, ich zaangażowaniu i działaniach pamiętać? Jakie znaczenie może pamięć ta współczesnej Europy?

Jaką wagę przypisać Komitetowi Obrony Robotników, Ruchowi Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Karcie 77, dysydentom takim jak Sołżenicyn, Sacharow, Klebanow, litewskiej Kronice Kościoła Katolickiego, samotnym działaniom takich dysydentów jak Peter Goma w Rumunii i wielu innym, choć nie aż tak licznym byśmy nie musieli powiedzieć, że są to biografie jednostek i środowisk z dzisiejszego punktu widzenia niezwykłe i nie zwyczajne? Mniej lub bardziej samotnie przeciwstawiano się systemowi władzy, który wydawał się tak potężny i zwycięski. Wymagało to też właściwej oceny moralnej i intelektualnej, że system ten jest złem, wbrew żywym jeszcze wśród wielu nadziejom związanym z komunistyczną utopią, jakże złowrogą a jednak pociągającą.

Historycy mają na te pytania różne odpowiedzi. Podobnie społeczna pamięć zachowuje różne obrazy o odmiennych znaczeniach. Dyskusja dotyczy w dużym stopniu pytania, jakie były przyczyny upadku komunizmu w tzw. „bloku wschodnim”. Jest odpowiedz, że sprawił to Gorbaczow dzięki swojej polityce „pierestrojki”. Nawet jeśli tak pozostaje kwestią otwartą czy spowodował to czego chciał. Inni mówią, że komunizm upadł bowiem był niewydolny gospodarczo. Jeszcze inni chwalą politykę Zachodu – jedni politykę „odprężenia” inni zdecydowanie polityki prezydenta Reagana.

Ruch „Solidarności” czerpał z całego bogactwa polskiej tradycji. Nie bywale istotna była pamięć o polskim państwie podziemnym i powstaniu warszawskim.  Pamięć o powojennej walce „żołnierzy przeklętych”, walka jaką podejmowało powojenne podziemie, kolejne rewolty od Poznania 56 po studencki marzec 68 robotnicze rewolty 70 i 76 roku decydowały, że konfrontacja z komunistycznym narzuconym Polsce systemem nigdy nie zamierała.

W latach siedemdziesiątych w dorosłe życie wkroczyła nowa generacja Polaków urodzonych już po wojnie. Pytanie czy podejmą oni pałeczkę pokoleń zdawałoby się być otwarte. Lata sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych pod wieloma względami spokojniejsze niż poprzednie dziesięciolecia mogły ukształtować ludzi skłonnych raczej do kompromisów niż do walki. Stało się jednak inaczej. Studencki marzec 68, rewolty robotnicze 70-tego i 76 roku sygnalizują dorastanie pokolenia, które nie chciało zapomnieć o niepodległości i nie chciało się godzić z komunistycznym porządkiem.

Druga połowa lat siedemdziesiątych to nie tylko bunt i rewolta. To dojrzewanie wielkiego projektu politycznego, który jest u podstaw powstania „Solidarności”, przetrwa stan wojenny i doprowadzi do historycznego przełomu roku 1989. Było to pokolenie, które nie tylko chciało się buntować, ale także myśleć i działać politycznie.

Rozwój prasy i publicystyka podziemnej drugiej połowy lat siedemdziesiątych jest wciąż niedoceniany. Wczytując się w dziś wyblakłe kartki drukowane na ukrywanych skrzętnie przed SB powielaczach można zrekonstruować myśl polityczną podejmującą zasadnicze wyzwania tamtego czasu. Polska tradycja insurekcyjna zostaje przeobrażona w  ideę walki bez przemocy, podejmująca kwestie praw obywatelskich i pracowniczych. Słowo i druk stało się siłą rodzącego ruchu politycznego. Był on od samego początku pluralistyczny i wielowątkowy, tak jak pluralistyczna i wielowątkowa ma być demokracja, do której dążono. Był też ruch myśli działania, w którym chciano dostrzegać wątki uniwersalne. Walczono o coś, a nie tylko przeciwko czemuś. Zbytnie zapatrzenie się we wroga może do niego upodabniać. Chciano demokracji, swobód obywatelskich i otwartego społeczeństwa przeciwstawiając to nie tylko komunizmowi ale i wszelkiej dyktaturze. Antytotalitarna a nie tylko antykomunistyczna  postawa tworzyła szeroki konsens. Było to zresztą zgodne z polskimi dziejami, w których musiano walczyć i przeciwstawiać się zarówno komunizmowi i nazizmowi.

Ów konsens antytotalitarny był też owocem szerokiego ruchu samokształcenia  – wielkiego podziemnego uniwersytetu, jaki kształtował nie tak wcale wąskie kręgi. W wielu punktach działano instynktownie niemal na wzór polskiego państwa podziemnego z okresu wojny. Opór i walka nigdy nie były ślepe, ponieważ łączyły się z wizją przyszłości i projektem politycznym. Pokolenia „czapki studenckiej” jak śpiewał o swoich rówieśnikach dojrzewało kształtując własną odpowiedz na wyzwania czasu.

Myśl i działanie polityczne lat siedemdziesiątych wyrażało się w zdecydowaniu ale i umiarkowaniu. Miała być to długa do wolności i nie było w tym ruchu radykałów nawołujących do pośpiesznej walki i natychmiastowego zwycięstwa.

Kanadyjski historyk Jacques Levueq twierdzi, że nie byłoby Gorbaczowa bez ruchu „Solidarności”. Uzmysłowił on bowiem sowieckiemu kierownictwu konieczność zmian, a zarazem nader przemyślaną polityką stworzył w Moskwie wrażenie, że chodzić ma jedynie o reformę i naprawę „socjalizmu”. Z wielu źródeł wiemy, że Polacy myśleli o niepodległości a  nie tylko o reformie niewydajnego ustroju. Polska polityka, motywowana wcześniejszymi doświadczeniami, nacechowana była jednak umiarkowaniem i przebiegłością. Ruch „Solidarności” dysponował ponadto nie małą siłą. Można go było stłumić przemocą, ale cena polityczna, jaką by trzeba za to zapłacić byłaby olbrzymia. Stan wojenny był tego próbą, nieskuteczną jednak wobec szerokości i determinacji oporu oraz woli działania.

Należy zwrócić uwagę, że nie zamykano się jedynie w kręgu polskich spraw. Ceniono wielkość rosyjskich dysydentów takich jak Sacharow, Sołżenicyn, Amalrik jak i bardów jak Wysockij czy Galicz> Szukano kontaktów Kartą 77. Podziemna prasa pisała pisała o duchu sprzeciwu we wszystkich krajach bloku, szukano dialogu i pojednania z Niemcami.

Przeciw komunistycznej” międzynarodówce wystąpiła międzynarodówka „obywateli Europy”, którzy nie chcieli by idea Europejska, jak pisał Wacław Havel, była ukradziona. W ten sposób kontynuowana była  polska tradycja „walki za naszą i waszą wolność”.

Pokolenie lat siedemdziesiątych nie chciało politycznych eksperymentów. Nie chciało szukać „trzeciej drogi” między Wschodem a Zachodem. Chciało demokracji i pluralizmu. Było to stronie Zachodu, tak jak po stronie Zachodu stała zawsze Polska. Było jednak często w sporze z tymi tendencjami na Zachodzie, które prawdy o komunizmie nie chciały zaakceptować a także myślowej gnuśności i egoizmu, który nie raz w dziejach Europy się pojawiał wraz Monachium

Wielka Historia spełniła nadzieje wcześniej niż się spodziewano. Już pierwsze powojenne pokolenie Polaków doczekało niepodległości w sile wieku. Ukształtowało elity polityczne, które nie zależnie od wszystkich różnic i podziałów, mają dziś w Polsce rolę wiodąco. Nigdzie indziej w bloku wschodnim ruch opozycyjny nie był tak silny by ukształtować alternatywną do komunistycznej elitę władzy.

Jaka więc pamięć jest potrzebna? Dziś należy patrzeć nie tylko na polskie dokonania, choć polskich ruch opozycyjny jaki kształtuje się od połowy lat 70-tych jest czymś wyjątkowym. W szerszym jednak kontekście należy widzieć wszystkich dysydentów i opozycjonistów w całym dawnym „bloku wschodnim” ową międzynarodówkę na rzecz demokracji. Gdy dziś mówimy o integracji europejskiej i różnych poziomach i wymiarach tej integracji podkreśla się, że nie można zapominać o Europie obywateli. Zarówno demokracja ogólnoeuropejska jak proces jednania się i zbliżanie europejskich narodów musi opierać się o postawę jednostek – o nastawienie obywatelskie. Gdzie są wzorce takich postaw? Z pewnością kształtują je demokratyczne instytucje. A i one żyć muszą nie tylko na mocy formalnych reguł, ale i wewnętrznych przekonań.

Opozycjoniści i dysydenci byli obywatelami Europy zanim w tej części kontynentu były możliwe instytucje europejskie. Żyli ideą europejską zanim idea europejska mogła zawitać.

Nie należy jednak zapominać, że bycie obywatelem to nie tylko korzystanie z dobrodziejstw demokracji. To również a czasem przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za kształt politycznej wspólnoty. Takiego właśnie przykładu i wzorca dostarczyli ci którzy w aktywny sposób jako opozycjoniści i dysydenci działali we wschodniej części kontynentu. Pamięć może być nie tylko wyrazem wdzięczności, ale jest przede wszystkim budowaniem „Europy obywateli” jakiej dzisiaj i w przyszłości potrzebujemy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s