Polskie narracje i „transformacja” polskiej pamięci

Polskie narracje dziejów najnowszych i niedokończona transformacja „opowieści elementarnej”

Tezy do dyskusji na seminarium

prowadzonym w Muzeum Historii Polski

 

Wstęp. 1

Pierwsze przybliżenie: moderniści i tradycjonaliści 3

Narracje najnowszej przeszłości 5

Modernistyczna narracja ruchu  „Solidarności”. 5

Modernistyczna narracja  „niedojrzałego społeczeństwa”. 5

Modernistyczna narracja „nienowoczesnej przeszłości”. 6

Tradycjonalistyczna narracja  „narodowej Solidarności”. 6

Tradycjonalistyczna  narracja „niedokończonej rewolucji”. 7

Narracja resentymentu narodowego. 7

Narracja post-pereleowska. 8

Polska w poszukiwaniu „opowieści elementarnej”. 9

Bibliografia (wybrane pozycje) 13

 

Wstęp

Każdy poważny przełom dziejowy i zasadnicze zmiany sytuacji politycznej wywołują i wywoływać muszą zasadnicze zmiany w sposobie postrzegania przez daną społeczność własnej przeszłości. Sprawa nie dotyczy tylko tego, że trzeba dopisać do dotychczasowej historii jeszcze jeden ostatni rozdział. Całość dziejów zaczyna się postrzegać inaczej – pojawia się nowa „opowieść elementarna” (master story). Rzadko bywa to zmiana szybka i wyrazista, [1] więc choć nieuchronna zachodzi powoli i z trudem może dostrzegana.

W polskim przypadku dzieje się podobnie. Przełom dziejowy, jakim był rok 89 i odzyskanie niepodległości musiał wywołać i wywołuje poważne zmiany w społecznym obrazie przeszłości. Jednak co najmniej kilka czynników decyduje o tym, że dostrzega się raczej przede wszystkim kontynuację  nie zaś zmianę.

W latach 70-tych i 80-tych oficjalnemu obrazowi przeszłości – na ile był jednolity można zostawić w tym miejscu dalszym rozważaniom – przeciwstawiono obraz dziejów, który rewindykowała opozycja. Consens w jej szeregach  dotyczył tego ogólnej oceny oficjalnej PRL-owskiej wersję historii jako pełnej  kłamstw i pominięć.  Obraz przeszłości, który miał być prawdziwy,  miano przywracać i rewindykować, a nie tworzyć nowy. Istotna był przy tym nacisk na tak zwane „białe plamy”, których zapełnienie miało dawać ów prawdziwszy obraz przeszłości. Po roku 1989 zwycięski obóz mógł mieć też złudzenie, że zbiorowa biografia opozycyjnego ruchu dostarcza materiału do opowieści o najnowszych dziejach, opowieści która stanowi uzupełnienie, nie zmusza zaś do rewizji uprzednich obrazów przeszłości.

Consens ten był jednak pozorny. Po roku 1989 „białych plam” poszukiwano w różnych miejscach i poszczególnym „białym plamom” przypisywano różną wagę. Dla jednych biała plamą był „Katyn” dla innych Jedwabne. Po drugie zapełnianie „białych plam”,  niezależnie jak ważnym i pilnym zadaniem się okazywało, pozostawało otwartym pytanie, na jakiej mapie umieszcza się owe białe plamy.  Okazywało się, jak różne są  owe mapy. Droga odkłamywania przeszłości, na którą początkowo mogli się godzić wszyscy, od samego początku nie była przepisem na narodową zgodę. Ujawniały się skrywane  niegdyś różnice, widoczne już jednak w wielonurtowej publicystyce „drugiego  obiegu”.[2] Drogi interpretatorów i narratorów zaczęły się szybko rozchodzić nie tylko  różnych kierunkach, ale również stawały się coraz bardziej skomplikowane i splątane.

Innym istotnym czynnikiem okazywało się, że narracje najnowszych dziejów Polski podporządkowane były szerszej mega-narracji, jaką była szeroko rozumiany romantyzm. Niezależnie od wszystkich sporów wokół romantyzmu i rozlicznych buntów wobec tradycji romantycznej wydaje się, że był on od XIX i pozostawał dalej polską narracją podstawową, kształtował „opowieść elementarną”, polską „master story”. Nie wyzwoliła się z tej dominacji II RP, a czas wojny a później PRL dykcję romantyczną  przy wszystkich modyfikacjach, jakie musiały się dokonywać, jedynie wznowił a nawet wzmocnił. Sprawa nie sprowadza się oczywiście tylko do literatury. W kraju, w którym literatura zastępowała politykę albo lepiej, którego polityka wyrażała się w literaturze, chodziło o coś znacznie więcej niż o samą wewnątrz  literacką stylistykę. Współczesny politolog  trafnie zauważa:

W polskich zmaganiach logosu z etosem przez stulecia dominuje romantyzm polityczny. Ethos romantyczny wnika w psychikę kolejnych pokoleń i ich generacji. Staje się cichą wiedzą, ukrytą nie zawsze uświadamianą, lecz przez wieki silniej lub słabiej interweniującą w polskie postrzeganie polityki. Ze swoimi zaletami i wadami był swoistym fenotypem nadbudowującym się nad genotypem Polaków. Romantyzm przez wszystkie lata walki stanowił genus Proximom charakteru i mentalności narodu miłującego wolność i walczącego o niepodległość. Był wartością wokół której ogniskował się dialog wielu pokoleń, dialog o Polsce, jej przeszłości i przyszłości.[3]

Słusznie też zauważa ten sam badacz, że polski romantyzm był przepełniony polityką.[4]

Dostrzeżenie więc zmian polskiej „opowieści elementarnej” stało się trudne, bowiem  wyobrażano sobie, że starczy opowiedzieć o własnym zwycięstwie by tym samym stworzyć obraz najnowszych dziejów oraz że wciąż dysponuje się ową romantyczną mega-narracją. Z drugiej zaś strony pojawiło się nie formułowane wprost ale obecne mniemanie, że wcześniejsze obrazy przeszłości można po prostu porzucić, jako coś bezużytecznego, bez  potrzeby w gruncie rzeczy tworzenia nowych, bowiem zająć się trzeba przyszłością.

Okazało się jednak, że były  to złudzenia.  Już początek lat 90-tych ujawnił, jak rozbieżność obrazów przeszłości, które prezentowane były w otwartym teraz  życiu publicznym. Okazało się wśród zwycięzców ma się do czynienia z rozmaitością rozbieżnych opowieści,  a i „pokonani” też chcą dopowiedzieć swoje dwa grosze.

Zaczęto też pytać i powątpiewać,  czy owa mega- romantyczna narracja, ów szkielet polskiej „opowieści elementarnej” nie jest już przestarzały  i nie użyteczny.

Na terenie literatury doszło do buntu polegającego na demonstracyjnym odrzuceniu problematyki politycznej i historycznej – owych zbędnych obowiązków – co nota bene nader przypominało bunt skamandrytów po I wojnie apelujących „by wiosna była wiosną”.

Zarazem spory dotyczące przeszłości powtarzały się z niezmienną intensywnością i nawet ci ,którzy  głosili, że do historii nie należy nadmiernie wracać,  byli do tego zmuszani. Jedwabne, kolejne etapy sporu o lustrację, reakcje na budowę muzeum powstania warszawskiego to jedynie przykłady publicznych debat budzących często silne  emocje.

Owe debaty pokazują też olbrzymią różnorodność narracji dotyczących najnowszych dziejów Polski 1939-1945-1989. Należy podkreślić, że chodzi nie tylko i nie przede wszystkim o różnorodne interpretacje dokonywane przez profesjonalną historiografię, ale o narracje obecne w najrozmaitszy sposób w społecznej pamięci. Bogactwo tych narracji sprawia ogromny kłopot, gdy zadaniem ma być ich opis i konieczne przy tym jakieś ich uporządkowanie. Tym większy kłopot sprawia pytanie, jak i  w jakim kierunku zmienia się „opowieść elementarna”.

Wyróżnienie i odróżnianie narracji ma pomóc zrozumieniu procesu kształtowania się społecznej pamięci, nie można jednak zapominać, że granice pomiędzy poszczególnymi narracjami są nie ostre i poszczególne narracje nachodzą na siebie i zazębiają się. Należy też zwrócić uwagę, że narracje konstytuują się w jakimś stopniu poprzez wzajemne odniesienia. Narracje nie są też konkretnymi opowieściami, które można by odnaleźć w całości w jakimś tekście lub wystąpieniu, dla których można by znaleźć jednego konkretnego narratora, lecz raczej pewnymi „typami idealnymi”, które są do zrekonstruowania na podstawie szerszego materiału. [5]

Najistotniejszym odniesieniem  narracji najnowszych dziejów Polski wydaje się być symbol „Solidarności”, zarówno dzięki swemu obiektywnemu znaczeniu jak i nader odmiennym jego interpretacjom. Wszyscy niemal zgadzają się, że „Solidarność” jest zjawiskiem historycznym o ogromnej wadze, to jednak czym ona była  i na czym owo znaczenie polega, jest nader różnie określane i definiowane, czasem w całkiem przeciwstawny sposób. [6]

Pierwsze przybliżenie: moderniści i tradycjonaliści

Ową potrzebę i zarazem nieuchronnie dokonującą się zmianę tego, co wypada nazwać „opowieścią elementarną” obserwuje wielu badaczy i obserwatorów polskiej współczesnej kultury. Maria Janion pisze o „zmianie paradygmatu” rozumiejąc przez to między innymi odchodzenie właśnie od romantyzmu.

Szczególnie interesująca jest próba opisu dokonujących się przemian dokonana przez jednego z najwybitniejszych współczesnych  krytyków literatury, jakim jest Przemysław Czapliński. W książce, której już tytuł jest znamienny i prowokujący „Polska do odnowy” dokonuje on rozróżnienia polskich narracji na dwa przeciwstawne obozy „modernistów” i „tradycjonalistów”. Klasyfikacja ta odnosi się do dyskursów literackich tym niemniej widoczne jest autor opisuje w istocie stan polskiego społeczeństwa, obserwowanego przez pryzmat polskiej powieści współczesnej. Oba obozy są w głębokiej nie zgodzie i toczą walkę o dominację przestrzeni publicznej.

Jeśli ktoś twierdzi, że Polska w 1989 roku odzyskała niepodległość dzięki zbiorowym pragnieniom wolności, kapitalizmu, Europy i tolerancji, wówczas będzie on uważał, że odtąd każdy powinien swoje życie projektować – i opowiadać – samodzielnie. I na odwrót: jeśli ktoś uważa, że odzyskaliśmy wolność dzięki katolicyzmowi, dzięki walce o państwo bardziej polskie niż PRL i dzięki więzi społecznej, wówczas te wartości zyskują mocniejsze obywatelstwo, a opowieść o nich nabiera charakteru wielkiej narracji. [7]

Obóz modernistów jest zdaniem Czaplińskiego w przewadze, co wcale nie oznacza, że może ogłosić ostateczne zwycięstwo, a próby ostatecznego pognębienia antagonistów kończą się porażką, której przyczyny leżą tyleż w sile przeciwnego obozu, co tkwią w samym obozie modernistów. Czapliński pisze:

Po roku 1989 zdecydowana dominacja w sferze publicznej – a więc polu walki o znaczenie wspólnych symboli, o prawo dysponowania nimi i włączania ich w nowe konfiguracje, o społeczny prestiż i szacunek – przypadła orientacji, którą nazwać można „modernizacyjną”. Nie było by w tym nic złego , gdyby nie polityka symboliczna przez tą stronę stosowana.  Mówiła ona bowiem wyobrażonym tradycjonalistom mniej więcej tyle: „Wasz patriotyzm  wspiera się na nacjonalizmie, a zakrytym fundamentem tego nacjonalizmu jest nienawiść wobec obcych; wasza religijność jest obrzędowa, płytka, nieoświecona (…) Macie co prawda prawa wyborcze, ale zanim z nich skorzystacie, zapytajcie nas”. [8]

Niezwykle ciekawe fragmenty książki opisujące spór o pochówek Czesława Miłosza na krakowskiej Skałce wskazują zdaniem krytyka na słabości obozu modernistów.

Bitwa stoczona nad zmarłym pokazała, że uzasadnieniem głoszonego przez liberałów projektu tolerancyjnego czytania był wróg: kołtun, mieszkaniec Ciemnogrodu, ksenofob, Polak z kruchty. W świetle sporu o Miłosza okazywało się, że energii i żywotności programowi wolnej interpretacji użyczał właśnie ów mroczny człowiek.[9]

Odnosząc się już ściśle do kwestii rozumienia literatury autor pokazuje dwie zupełnie przeciwstawne mentalności i postawy nie tylko wobec literatury ale i obrazów przeszłości.

Kryzys polega więc na tym, że w nowej rzeczywistości dysponujemy tylko dwiema – przeciwstawnymi – postawami interpretacyjnymi: jedna odsyła do wzorca ważności literatury, druga – do wzorca swobody. Obie są nie tylko praktykami lekturowymi, lecz strategiami uczestnictwa w życiu społecznym, stąd czytanie przekłada się na aktywność w przestrzeni publicznej.[10]

Jeśli diagnoza Czaplińskiego jest słuszna, a taką mnie się wydaje, to w oczywisty sposób winna mieć ona zastosowanie  do kształtujących się narracji najnowszych dziejów Polski. Dlatego wszystkie wyróżnione narracje podzielę wedle tego, czy mają one „modernistyczny” czy też „tradycjonalistyczny” charakter.


Narracje najnowszej przeszłości

Modernistyczna narracja ruchu  „Solidarności”

Narrator-modernista kształtuje wszechobecną legendę „Solidarności” zgodnie z własnymi poglądami.  Dzięki „ruchowi Solidarności” dokonał się w Polsce historyczny przełom, który ma szersze europejskie znaczenie. „Ruch Solidarności” to zapowiedz powrotu Polski do Europy, czy też „europeizacji”. Istotne jest wyrażenie „ruch”, które kieruje ku znaczeniu „społeczny” nie zaś ku znaczeniu „narodowy” .

Istotne dla każdej opowieści jest to jaką ciągłość (lub jej zerwanie) stara się ona odnaleźć. Narracja „ruch Solidarności” nie dąży do ustalanie nazbyt cezur historycznych.  W jakimś stopniu postrzega „S” jako kontynuację wielkiego romantycznego mitu, choć bezpośrednio ta ciągłość „długiego trwania” nie jest podkreślana. Podkreśla się też w wielu wersjach tej narracji ciągłość polskich dziejów od 1939 roku. [11] „Ruch Solidarności” skierowany jest przede wszystkim ku przyszłości.

Obraz „Solidarności” to wielki masowy ruch (10 mln), którego podkreśla się przede wszystkim jednolitość nie zaś wewnętrzne różnice.  W narracji tej ogromną rolę odgrywają obrazy takie jak strajk  w stoczni 1980, brama stoczni, sylwetka Wałęsy. Narracja ta przywołuje też obrazy Papieża i jego kolejnych polskich pielgrzymek. Szuka się obrazów integrujących a nie dzielących.

Narracja „ruchu Solidarności” ma jednak co najmniej kilka rozgałęzień i odmian, w których opowieść podąża w nieco odmiennych kierunkach. Już użycie  sformułowań mówiących o odzyskaniu „niepodległości” lub „suwerenności” znamionuje poważne różnice intencji opowiadającego. Gdy mowa jest o „odzyskaniu niepodległości” Solidarność jest czymś w rodzaju narodowego powstania, gdy zaś o odzyskanej „suwerenności” sugerowana jest pewna ciągłość dziejów przed i po 89.

Modernistyczna narracja  „niedojrzałego społeczeństwa”

Modernistyczna narracja „niedojrzałego społeczeństwa” odwołuje się również do legendy „Solidarności”. Jest ona jednak dla zwolenników tej narracji czymś mniej wyraziście określonym, raczej rodzajem wspaniałego wspomnienia i szansy, niż zjawiskiem mającym realny wpływ na dzisiejszą rzeczywistość.

Narracja nazwana tu narracją niedojrzałego” społeczeństwa jest mniej lub bardziej świadomym przeciwstawieniem się a przynajmniej dystansowaniem się wobec mitu romantycznego.

Dyskusje takie jak o zbrodni w Jedwabnym  i podobnym epizodom są okazją, przy której narracja „niedojrzałego społeczeństwa” najwyraziściej się manifestuje.  Nie jest ona w otwartym konflikcie z narracją „ruchu Solidarności”, różni ją jednak stosunek do pozostającego w tle romantycznego mitu. Narracja niedojrzałego społeczeństwa jest wobec tego mitu niechętna.

Narracja niedojrzałego społeczeństwa, choć jest wielu aspektach negacją romantycznego mitu, jest też pewną jego interpretacją. W roli romantycznego bohatera występuje jednak nie cały naród, ale grupa „oświeconej inteligencji”. Narratorzy tej opowieści stawiają się w roli oświeconej mniejszości, która ujawnia społeczeństwu jego niedostatki. Powszechna świadomość poddana jest krytyce a okrzyk o homo sovieticus był w swoim czasie jednym ze sformułowań tej narracji. „Solidarność” była tym co Polskę unowocześniało, zarazem pozwalając na krytykę tego nie nowoczesne.

Modernistyczna narracja „nienowoczesnej przeszłości”

Narracja „nienowoczesnej przeszłości” jest istotną radykalizacją narracji „niedojrzałego społeczeństwa”. Właśnie z uwagi na ową radykalizację, w pewnym sensie skrajną w swoim sprzeciwie wobec zasadniczego mitu narodowego, jakim jest romantyzm, zasługuje ona na osobne wypunktowanie. Dlatego też owa narrację nazwać być tez można  „próbą ucieczki od historii”. Rzadko taka intencja ucieczki jest otwarcie deklarowana, choć czasem takiej właśnie próby usiłuje się dokonać.

Zdaniem reprezentanta tej narracji właściwie cała polska historia jest „nienowoczesna”. Przeładowana martylogią i porażkami w gruncie rzeczy nie bardzo nadaje się dzisiaj do opowiadania. Ciągłe mówienie o polskich ofiarach bywa najzwyczajniej żenujące a przede wszystkim nie skuteczne. Polskie nieustanne zajmowanie się przeszłością to właściwie obsesja, wynik kompleksów wyniesionych z przeszłości i swoisty polski prowincjonalizm. Ciągłe klęski i porażki odbierają polskim dziejom znamiona uniwersalizmu, a wyciąganie na siłę momentów bohaterstwa naraża nas na śmieszność.

Polskość, na tyle na ile, skażona jest romantyczo-martylogiczną chorobą nie bardzo nadaje się do prezentacji we współczesnym, nowoczesnym świecie. Polska opowieść o powstaniach aż po opowieść o II wojnie i powstaniu warszawskim  to pozbawiony dzisiaj znaczenia lament nad przeszłością, gdy tymczasem istotne zadania oczekują nas w przyszłości. Polacy bez przerwy skarżą się na to co ich spotykało i jest to dziś bezproduktywne, gdy tymczasem trzeba pozytywnych wzorców, które służą odnoszeniu sukcesów.

W gruncie rzeczy zdać się raczej należy na promocję tego, co w Polsce jest nowoczesne, bowiem jest nowe. Dlatego nawet „Solidarność” wydaje się być już czymś przestarzałym, a ciągłe podkreślanie jej znaczenia staje się  naiwnością, którą inni z pewnością wyśmieją.

Paradoksem radykalizmu narracji „nienowoczesnej przeszłości” jest to, że nieświadomie przyznaje on rację temu z czym się tak uporczywie walczy. Martylogiczna interpretacja przeszłości Polski  jest uznana nieświadomie za bezalternatywną i dlatego jest odrzucona. Stosunek do przeszłości pojawia się niemal wyłącznie jako prześmiewczy, a symbolem okresu sprzed 1989 roku staje się nie strajk lecz „styropian”.

W szczególny sposób nurt ten wyraża się na terenie literatury, a ogólniej sztuki. Uważa się, że literatura w „trudnych dla narodu okresach” nadmiernie obciążona była obowiązkami politycznymi (ver. narodowymi)  i dlatego obecnie winna się od nich całkowicie uwolnić stając się programowo apolityczną.

Tradycjonalistyczna narracja  „narodowej Solidarności”

Tradycjonalistyczna narracja „narodowej Solidarności” pod wieloma względami przypomina narrację „ruchu Solidarności”, jedynie rozłożenie akcentów jest na tyle odmienne, że należy dokonać koniecznego odróżnienia. „Solidarność” to przede wszystkim ruch bardziej narodowy niż społeczny. Ujawnia się w nim nie to nowe, raczej to co zdławione przez komunistyczną władzę, a sama Solidarność jest ruchem wyraziście antykomunistycznym.

O ile w narracji „ruchu Solidarności” już ona sama była czynnikiem modernizacji, to w narracji „narodowej Solidarności” jest ona raczej szansą przywrócenia tradycji, historycznego powrotu do tego co komunistyczna władza chciała zniszczyć.

W obrębie narracji niedokończonej rewolucji silniejsza skłonność do mniej zróżnicowanego i jednoznacznie czarnego obrazu komunizmu.[12]  Znacznie większy jest nacisk położony na ofiary i zbrodnie komunistyczne. Ciągłość z czasami II wojny jest silniej podkreślana, istotną rolę odgrywa odwoływanie się do drugiej powojennej konspiracji i „żołnierzy wyklętych”.

W narracji „ruchu Solidarności” jest ona prekursorem „społeczeństwa otwartego”, a narracja „narodowej Solidarności” chce być zapowiedzią polskiego konserwatyzmu.  Silniej podkreślać się będzie rolę Kościoła i religijność jako elementu konstytucyjnego dla zachowań społecznych w latach 70-tyhc i 80-tych. Podobieństwa oba narracji są tym mniej duże i jeden narrator używać może zależnie od sytuacji języka jednej lub drugiej narracji.

Tradycjonalistyczna  narracja „niedokończonej rewolucji”

Tradycjonalistyczna narracja „niedokończonej rewolucji” przypomina, zwłaszcza w łagodniejszych wersjach narrację „narodowej Solidarności” tym mniej opowieść o najnowszych dziejach ma pesymistyczne zakończenie .   „Solidarność” nie osiągnęła tego, co miała osiągnąć. Przyznaje się jej wielkość i znacznie, tym nie mniej jej dzieło nie zostało zakończone.

Zaczynaliśmy jako najważniejsze państwo w bloku, a znaleźliśmy się w ogonie. Poza tym były konsekwencje dalekosiężne.: polskie elity a w konsekwencji społeczeństwo – utraciły poczucia sprawstwa.[13]

Dlatego też kluczowego znaczenia  ma ocena „okrągłego stołu” i w tym kontekście posiada ściśle polityczny wydźwięk i  wydaje się być w dużym stopniu wytworem sporu o dominację wśród społecznych narracji przeszłości. [14] Dla stosunkowo szerokich środowisk brak odpowiedniego zadośćuczynienia dla nich samych czy też w ich zrozumieniu dla społeczeństwa czy też narodu stał się powodem do negatywnego stosunku do rzeczywistości po roku 1989 i związanej z tym odpowiedniej narracji przeszłości. Zarazem wyzwolenie od przeszłości wymaga jakiejś formy oczyszczenia. Stanowi to o wewnętrznym napięciu tej narracji. Oczyszczenia ma umożliwić powrót na właściwą drogę. Zarazem jednak stałe podkreślanie potrzeby oczyszczenia może sugerować jak bardzo społeczeństwo/naród było zniszczone przez komunizm.

Narracja „niedokończonej rewolucji” bywa jest opowieścią zdradzonych, u których traumatyczne przeżycia  z przeszłości każą widzieć współczesność w ciemniejszych barwach a przeszłość jako czas na zawsze straconych szans.

Przekonanie o wielkości narodu, miesza się często z niedopowiedzianym przekonaniem, jak bardzo nisko on upadł, co jednocześnie wyznacza specyficzny, krytyczny dystans do współczesności jako emanacji przeszłości.

Opowiadaczami tej narracji są zarówno osoby prawdziwie dotknięte prześladowaniami, jak i osoby w gruncie raczej bierne w okresie PRL, choć w swoim przekonaniu zawsze przeciwne wewnętrznie systemowi,  usiłujące nadrobić do pewnego stopnia ową  bierność dzisiejszą radykalnością poglądów.

Wśród nosicieli tej narracji znaleźć można sporo reprezentantów młodszego nieco pokolenia, które z uwagi na swój zbyt młody wiek, nie zdążyło już włączyć się pełniej i aktywniej w opozycję sprzed 1989. W tym wypadku pewien radykalizm narracji „niedokończonej rewolucji” jest nadrabianiem skazy pokoleniowej.

Narracja resentymentu narodowego

Narracja „niedokończonej” rewolucji w swojej bardziej radykalnej wersji zbliża się do narracji resentymentu narodowego, choć następuje tu zmiana niejako jakościowa. Należy też stwierdzić, że narracja ta wypada poza podział „moderniści” – „tradycjonaliści”, chyba że pewną odmianę fundamentalizmu potraktować jako właśnie tradycjonalizm.

Historia 1945-1989 to opowieść o trwaniu w postawie wyłącznie wewnętrznego, ale z ale za to fundamentalnego sprzeciwu wobec PRL-u.  Postawa taka zapewnia nieskazitelność, zarazem każde opozycyjne działanie w okresie PRL-u okazuje się podejrzanym kompromisem. Niemal wszystkim „jawnym” opozycjonistom postawić można zarzut zdrady. Jedynym autorytetem zostaje w specyficzny sposób interpretowany polski Papież i Kościół.

Wedle narracji resentymentu narodowego  większość, jeśli nie cała opozycja z lat 70-tych i 80-tych, a także w jakimś stopniu „Solidarność” jest produktem PRL-u. Z całą pewnością produktem PRL-u są ci wszyscy działacze opozycji, którzy niegdyś byli działaczami PZPR lub w jakikolwiek sposób powiązani byli z ruchem komunistycznym. Wyrażenie „korowcy” funkcjonuje w obrębie tej narracji, jako jednoznacznie negatywne.[15]

Zwolennikami narracji „niedokończonej rewolucji” bywają osoby, które nie otrzymały odpowiedniej satysfakcji po roku 1989  i które w takim czy inny sposób były ofiarami systemu lub które dawniejszą bierność nadrabiają radykalizmem.  Modelowymi narratorami resentymentu narodowego mogą być i bywają osoby, które nie tylko pozostawały bierne, ale  cechował je silny  konformizm, a nawet aktywne wspieranie systemu. Siła negatywnej emocji związana jest tutaj z tym, że ich biografie nie dopuszczają by znalazły się w kręgu narracji tradycjonalistów ani tym bardziej modernistów. Mogło by się tak stać gdyby całkowicie zafałszowały własne biografie.

Przedstawiciel narracji resentymentu narodowego jest do pewnego stopnia ofiarą polskiego romantycznego mitu. Jako wzorzec postępowania stawia się ten mit niezwykle wysoko poprzeczkę wymaganemu od każdego patriotyzmowi. Przedstawiciele narracji resentymentu narodowego nie spełniali  w przeszłości tych wymogów, dlatego aby obronić prze zarzutem zdrady, zmuszeni są stawiać jej zarzut  tym wszystkim, którzy w choćby cząstkowo spełnili romantyczny ideał. Powrót do romantycznego mitu jest dla nich zamknięty z uwagi na ich biografie, zarazem  nie umiejąc przyznać się do własnej zdrady, muszą wytykać najmniejszą  nawet skazę u  innych.

Narracja resentymentu narodowego paradoksalnie zdradza też pewne pokrewieństwa z narracją „nienowoczesnej przeszłości”. O ile jednak tradycjonaliści uważają, że przeszłość jako tradycja jest do „odzyskania”,            nawet jeśli jest to trudne, to narrator resentymentu narodowego uważa, ze przeszłość została właściwie ukradziona. Jest ona do pewnego stopnia nieużyteczna. Można ją odnowić jedynie przez swoisty radykalizm w ocenie przeszłości.

Narracja post-pereleowska

Narrację poperelowską nie jest właściwie nazwać narracją postkomunistyczną. Jej opowiadaczami nie są bowiem z konieczności byli działacze PZRR czy też osoby związane z upadłym reżymem. Krąg osób i środowisk, które w posługuje się tą narracją jest w istocie znacznie szerszy.

Istniała oczywiście całkiem oficjalna wersja dziejów PRL, która zresztą dzisiaj wymagałaby już rekonstrukcji, nie wydaje się jednak by miała ona bezpośrednią kontynuację. Trudno by też  odnaleźć, nawet w czasach PRL-u, pamięć społeczną, która byłaby bezpośrednim produktem owej oficjalnej wersji. Pamięć społeczna sprzed 1989, z pewnością bardzo zróżnicowaną i nie mogące mieć swego pełnego wyrazu w życiu publicznym, była tez najprawdopodobniej konglomeratem tego co oficjalne, mniej oficjalne i tego co  opozycyjne.

Zachodzi pytanie, czy dla okresu 1945-1989 da się wyróżnić jakaś  „opowieść elementarną”, czy też pamięć społeczna była nieustannie wewnętrznie podzielona, porwana i wyspowa. W wczesnych latach 50-tych wersja oficjalna dążyła to absolutnego monopolu, a wersje przeciwne musiały ukrywać się w sferze prywatnej, przekazach rodzinnych, chowanych po szufladach pamiątkach. W późniejszym okresie od 1956 sytuacja była z pewnością znacznie bardziej skomplikowana. Pytaniem jest jednak w jakim stopniu w społecznej pamięci mamy do czynienia z faktyczną mieszaniną a nawet symbiozą wersji oficjalnej z intencji i wersji z intencji opozycyjnych.[16]

Dobrego przykładu dostarcza moim zdaniem narracja poświęcona II wojnie. Obraz lat wojny 1939-1989 zyskał jak się wydaje w okresie PRL-u kształt, który w wielu punktach zachowano. Opowieść o epoce 1945-1989 kształtowała się również na bieżąco i miała swoje zarówno oficjalne jak i opozycyjne wersje. Daty świat 22 lipca wyznaczały jedną wersję, przekonanie o „nowej okupacji” drugą opozycyjną wersję, całkowicie sprzeczną z tą oficjalną,.[17] Zawierano jednak liczne kompromisy.  Obrazy Westerplatte i 1 września 1939 były wspólne dla wszystkich, a po 1989 zostały jedynie uzupełnione obrazem 17 września. Powstaniu Warszawskim władze PRL po 1956 zaczęły po części uznawać i selektywnie pielęgnować. [18]

Należy przypomnieć uwagę, że dyskusja w pierwszym  okresie po 1989 roku dotyczyła tzw. „białych plamach” co zawierało w sobie nieuświadomione  założenie, że poprzez ich uzupełnienie dojdzie się do „prawdy historycznej”. O oficjalnej peerelowskiej wersji historii właściwie nie dyskutowano, zakładając, że jest ona pełna kłamstw, zarazem jednak nie atakowano jej frontalnie (kwestionując zasadniczą kanwę narracji) ale chciano „uzupełnić”.

Pytaniem niezwykle ciekawym i trudnym jest pytanie nie o dokonane w okresie PRL-u fałszerstwa lecz o kształt owej kompromisowej wersji pamięci społecznej i w jaki sposób ulegając ewolucji została ona w jakiś sposób zachowana („mimo wszystko 1945 to było wyzwolenie”). Ważne jest też nie tylko pytanie o samoistne funkcjonowanie takiej postpeerelowskiej narracji, ale też jak przenika ona do innych narracji.

Polska w poszukiwaniu „opowieści elementarnej”

Zwraca uwagę, że polem najistotniejszych i najbardziej zażartych sporów była przede wszystkim  historia najnowsza. Odnieść by można nawet wrażenie, że historia dawniejsza przestała budzić zainteresowanie tak silnie uwaga skoncentrowana była na  ostatnich kilkudziesięciu lat.         Jest  w dużym stopniu zrozumiałe. Na dzieje najnowsze składają się biografie osób wciąż żyjących i świadków wydarzeń, tych którzy mówiąc o przeszłości, mówią tez o sobie.

Nie oznacza to jednak, że obraz dawniejszych dziejów, choć nie budzi bezpośrednio zainteresowania, jest bez znaczenia. Wprost przeciwnie. Większość „narratorów” w taki czy inny sposób porusza się na terenie romantycznej mega-narracji, nawet jeśli zdaje się im, że się przeciw niemu buntują lub już ją  porzucili lub przezwyciężyli. Wiele było prób stworzenia innych punktów odniesienia lub wprost buntu wobec tej dominacji „romantyzmu”, niezależnie jednak od ich kulturowej czy politycznej wagi tych buntów, pozycja tej mega- narracji nigdy nie została poważnie podważona. Historyczna „Solidarnośc” posługiwała się romantyczną stylistyką, a Maria Janion pisze „do Europy ale z naszymi umarłymi” co rozumieć należy że chyba właśnie że z romantykami. Sytuacja ta powoduje, że polska „opowieść elementarna” odnosić się musi w taki czy inny sposób właśnie do dziedzictwa romantycznego mitu interpretując go i przeobrażając. Podział na modernistów i tradycjonalistów, jako proponuje Przemysław Czapliński wraz z uszczegółowieniem tego podziału  to jedynie rozczepienie romantycznego mitu. [19]

Problem polega również  na tym, że romantyczny mit musiałby w nowej rzeczywistości być silnie przeobrażony, żeby zachować zdolność konstytuowania polskiej „opowieści elementarnej” dostosowanej do trzeciej niepodległości. W kształcie przenoszonym z przeszłości, importowany z epoki pozbawionej owej niepodległości, okazuje się nieadekwatny.  Nie można go jednak odrzucić, bowiem nie ma go czym zastąpić.

Narracji dziejów najnowszych dziejów są obramowane  w ową romantyczną mega-narracją.  Pytanie o nową polską opowieść elementarną nie polega na tym, co już tu raz powiedziano, jak dopisać opowieść o ostatnim odcinku dziejów – czasach najnowszych – do tego co jest opowiadane od dawna o epokach wcześniejszych. „Opowieść elementarna” otrzymuje dzisiaj całkowicie nową funkcję. W XIX wieku i znaczną część XX „opowieść elementarna” potrzebna była przede wszystkim do wewnętrznej konstytucji wspólnoty politycznej, jaką był naród lub państwo narodowe. W okresie 1945-39 polska opowieść elementarna zachowała taką funkcję. Po roku 1989 ta właśnie sytuacja jest poważnie zmieniona. Nie ma tak silnej jak dawniej potrzeby utwierdzania własnej tożsamości, nawet jeśli obecne są głosy, że należy o nią dbać wobec rozmywającego tożsamość działania europejskości. Opowieść elementarna staje się natomiast narzędziem komunikacji z innymi. „Opowieść elementarna” decyduje o miejscu we wspólnocie europejskiej. W zbanalizowany sposób pytanie o „opowieść elementarną”  zjawia się  jako pytanie o  materiał do promocji Polski. Problem w tym, że romantyczna mega-narracja, romantyczna dykcja polskiej kultury jest, zgodnie z tym jak przeczuwają to  moderniści, pod wieloma względami nienowoczesna.

Są przykłady, że nowa opowieść elementarna tworzy się poprzez otwartą negację dawniejszej. W powojennych Niemczech w taki właśnie sposób, poprzez całkowitą negację, budowano, nowy obraz przeszłości.  Kiedy Friedrch Meinecke pisał „Deutsche Katastrophe” a Karl Jaspers „Schuldfrage” była to zapowiedz całkowitej zmiany niemieckiej opowieści elementarnej. W polskim wypadku nie ma takiej potrzeby i nie ma jak się wydaje takiej możliwości. Epoka lat 1945-89 nie kompromituje tego co Polacy o sobie wcześniej opowiadali, przeciwnie w dużym natomiast stopniu było odnową tradycyjnej polskiej mega-narracji. Odniesienie do tradycji,  tej prawdziwej oraz tej wyobrażonej i wyimaginowanej  staje się narzędziem obrony tożsamości. [20] Nie ma więc po roku 1989 imperatywu otwartego zarzucania opowieści elementarnej, jaka „sprawdziła” się uprzednio.

Jest jedynie pytanie o jej adekwatne odniesienie do współczesności. Romantyczny mit w swojej tradycyjnej postaci okazuje się dysfunkcjonalny i nie skuteczny. Opowiadana w romantycznej dykcji historia – opowieść o nieudanych powstaniach, koncentracja na wielkich symbolach, spór z polską niezdolnością do czynu itd – wydaje się nie mieć odniesienia do współczesności. Opinia publiczna zdaje się niemal zgodna w niezadowoleniu, że o polskich ofiarach wojny szersza  europejska czy światowa opinia publiczna wie zbyt mało. Jednak gdy zjawia obraz polskiej ofiary zdaje się on wyjątkowo nieatrakcyjny. Polska ofiara ma być jednocześnie bohaterem, opowieść o jej cierpieniu związane jest moralizującą dydaktyką, jest postawią z romantycznego dramatu.  I być może dlatego nie wzbudza współczucia innych.[21]

Sposób, w jaki polska przeszłość jest odczytywana w romantycznym micie, nie daje impulsów do dyskusji o przyszłości współczesnej Polski, bowiem pytanie co zrobimy po następnej klęsce nie pasuje do dzisiejszych realiów. Tylko zaś taka dyskusja o przeszłości ma głębszy społeczny sens, która jest jednocześnie budowaniem projektu przyszłości. Romantycznego mitu nie sposób się jednak kategorycznie odrzucić, bowiem konstytuuje on polską kulturę. Odrzucenie „romantycznego mitu” uniemożliwiało jakąkolwiek polską  „opowieść elementarną”. Romantyczną mega-narracje można tylko przeredagować i przeobrazić. Na to jednak nie ma pomysłu.

Trudność modernistów związana z tą sytuacją polega na tym, że nie potrafią porzucić romantycznego mitu, bowiem trzeba by go skutecznie zastąpić czymś innym. A owa alternatywa prócz samego gestu negacji nie jest obecna. Problem tradycjonalistów polega na tym, że uważając ów mit za istotę polskości, nie potrafią go odtworzyć. Polscy moderniści nie mogąc „romantyzmu” do końcu zanegować, będąc często jego mniej lub bardziej świadomymi wyznawcami, starają się go ignorować. Frontalna kontrowersja nie jest możliwa. Można jedynie prowadzić przeciw naczelnemu mitowi walkę partyzancką. Jedwabne, mord dokonany na Żydach przez oddział AK podczas powstania warszawskiego, pogrom w Kielcach mogą wskazywać, że nie wszystko z tym mitem jest w porządku. „Może i jesteśmy trochę, ale nie takimi, za jakich się mamy”, może jesteśmy bohaterami, ale są wśród nas szuje”.

Tradycjonaliści z kolei pragną zachować tradycję w postaci niezmienionej. Więcej nawet. Odzyskanie niepodległości  w roku 1989 towarzyszyć miałoby pełne odkrycie, odkopanie tradycji spod fałszujących pokładów, jakimi przykrył ją PRL. Jeśli niepodległość jest nie pełna i nie dość zadawalająca to dlatego, że nie nastąpiło pełne odkrycie i przywrócenie tradycji. Należy zwrócić uwagę, że tradycja jest rozumiana tutaj, jako coś jednolitego i jednoznacznie definiującego tożsamość. Problem, który w oczywisty sposób mają tradycjonaliści polega na tym, że owej jednolitej tradycji nie ma i nigdy pewnie nie było. Pewne wyobrażenie tak rozumianej tradycji jest paradoksalnie wytworem epoki lat 1945-89, jako zaprzeczenia PRL-u. Z tego co wiemy z dziejów społecznych ogrom przemian społecznych powojennego okresu pozbawił znaczne części społeczeństwa bezpośredniego odniesienia do kulturowego dziedzictwa. Są więc to nie jako tradycjonaliści bez tradycji. Tradycjonalizm nie jest tu nawet konserwatyzmem, jako zabiegiem interpretowania i odnawiania tradycji, lecz odniesień do owej mitycznej, jednolitej tradycji.

Sam spór wydać się może nawet interesujący zewnętrznym obserwatorom, którzy poświęcą więcej uwagi by go zrozumieć Można nawet uznać, że  jest istotnym przejawem pluralizmu i świadczy o żywotności kultury której jest wytworem. Zarazem stwierdzić trzeba, że to spór  w gruncie rzeczy bezpłodny. Moderniści nie potrafią niczego nowego zaproponować, prócz robienia grymasów, wobec tego co „nienowoczesne”, tradycjonaliści zaś nie potrafią być na tyle nowocześniejsi, by okazać się ciekawi. Aby dobrze opowiadać o sobie trzeba mieć inwencje i być ciekawym.  Spór narracji najnowszych dziejów Polski jest  w istocie daniem po raz kolejny ogrzewanym. Najnowsze dzieje Polski pozostają wciąż  nie opowiedziane, bowiem polska  opowieść  elementarna jest powtarzaniem od dwustu lat wciąż tego samego albo też udawaniem błazna, którzy porzuca i kpi z własnych bohaterów.

Bibliografia (wybrane pozycje)

Czapiński (2009) Przemysław: Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje.

PRL wobec. Polityka  historii czy propaganda?

Bodio Tadeusz: Miedzy romantyzmem a pragmatyzmem. Psychologiczne aspekty transformacji w Polsce.

Mróz (2006) Tadeusz Kazimierz: Naród musi pamiętać. Doświadczenie i refleksje.

Bodio (2001) Tadeusz: między romantyzmem a pragramtyzmem. Pschopolityczne apeksty transformacji w Polsce.

Wawrzyniak Joanna: zbowid i pamięc II wojny świtowej 1949-1969.

Wóycicka Zofia: Przerwana żałoba. Polskie spory wokół pamięci nazistowskich obozów koncentracyjnych 1944-1950

Wóycicki Kazimierz: Zagadnienie historiografii pamięci w: Orbis linquarum (2009)

Mróz (2006) Tadeusz Kazimierz: Naród musi pamiętać. Doświadczenie i refleksje.

Bodio (2001) Tadeusz: między romantyzmem a pragramtyzmem. Pschopolityczne apeksty transformacji w Polsce.

Nowinowski (2008) S.M., Pomorski Jan, Soebiecki R. (red.) Pamięć i polityka historyczna. Doswiadzcenia Polski i jej sąsiadów.

Kula Marcin: Między przeszłością a przyszłością. O pamięci, zapominan i i przewidywaniu.

Woleński Jan: Lustracja jako zwierciadło.

Romanowski Andrzej: Rozkosze lustracji. Przedmowa Jacek Kurski.

Romanowski Andrzej: Prawdziwy koniec rzeczy pospolitej.

Chwalba Andrzej Sacrum i rewolucja

Łagowski Bronisław: Duch i bezduszność III Rzeczpospolitej.

Grzelak (2005) Piotr: Wojna o lustrację.


[1] Przypadek niemiecki po 1945 roku to właśnie przypadek niemal natychmiastowej zmiany opowieści elementarnej, a w każdym razie porzucenie dawniejszej.

[2] Znakomitym przykładem jest znakomity esej Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” z roku 1980, który od samego początku wywoływał pełne emocji spory.

[3] Bodio (2001) Tadeusz: między romantyzmem a pragmatyzmem. Psychopolityczne aspekty transformacji w Polsce. S.42. Bodzio twierdzi, że polskość zawieszona jest między romantyzmem a pragmatyzmem. Brzmi to tak jakby porzucając romantyzm miało się w alternatywę. W istocie niezależnie czym miałby być ów pragmatyzm nie jest ona wytwórcą żadnej polskiej opowieści elementarnej. Nie ma jej po prostu poza romantyzmem i romantyczną stylistyką.

[4] Bodio (2001)…s.29.

[5] Kwestie związane z użytymi tu pojęciami i konstrukcjami teoretycznymi opisałem w „Zagadnienie historiografii pamięci” w: Orbis linquarum 2009.

[6] Próba klasyfikacji mitów początku III Rzeczpospolitej dokonuje Chwalba (2005) Andrzej, III Rzeczpospolita. Raport specjalny.

[7] S.247.

[8] S.247.

[9] S.258

[10] Czapiński (2009) Przemysław:    Polska do wymiany, S.264

[11] Kunert Andrzej: 1939 Polska była pierwsza

[12] Patrz: Gontarczyk Piotr: Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy (1941-1944). Jednoznacznie pozytywna recenzja tej książki wywołała rezygnację kilku znanych historyków z redakcji „Dziejów najnowszych”.

[13] Łukasiak Amelia, Rybak Agnieszka: Ludwik Dorn Rozrachunku z wyzwania.

[14] Kurski Jacek, Semka Piotr: „Lewy czerwcowy”.

[15] Ciekawym przykładem takiej postawy jest książka Bohdana Urbankowskiego (1998): Czerwona msza czyli uśmiech Stalina, w której autor stara się pogrążyć oskarżeniami o współpracę z komunistycznymi władzami znaczną część literackiego establishmentu. W szczegónolności autor dokonuje porachunków z poetami Młodej Fali (Barańczak, Zagajewski itd.), sam będąc poetą bez sukcesów związanych jak najbardziej ze strukturami PRL-u. Innego przykładu dostarcza publicystyczna działalność Jerzeego Roberta Nowaka.

[16] Załuski: Siedem polskich grzechów głównych, jako próba przejęcia mitu romantycznego.

[17] Strzembosz Tomasz: Okupacja

[18] Wawrzyniak (2009) Joanna: ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej.

[19] Tadeusz Bodzio, od którego zaczerpnąłem wstępny cytat o dominacji romantyzmu, twierdzi, że polskość zawieszona jest między romantyzmem a pragmatyzmem. Brzmi to tak jakby porzucając romantyzm miało się w alternatywę. W istocie niezależnie czym miałby być ów pragmatyzm nie jest ona wytwórcą żadnej polskiej opowieści elementarnej. Nie ma jej po prostu poza romantyzmem i romantyczną stylistyką.

Mówienie o całych wiekach panowania romantyzmu wydawać się może przesadą.  Będzie nią w mniejszym stopniu, jeśli wcześniejszy przednowoczesny mit szlachecko-republikański dopisać do romantycznego mitu albo raczej romantyzm traktować jako przedłużenie owego republikanizmu. Kiedy zauważać musiano przede wszystkim zerwanie ciągłości związanej z rozbiorami i wyobrażenie takiej ciągłości odrzucano. Odzyskana niepodległość na takie pytanie o tak konstruowaną ciągłość pozwala. Jakakolwiek odpowiedz nie zmieni pozycji samego romantyzmu.

[20] Tradycja stała się słowem kluczem publicystyki neokonserwatystów w latach 70-tych, której najwybitniejszymi przedstawicielami stali się Marcin Król i Wojciech Karpiński. Patrz: Sylwetki polityczne XIX wieku. W pewnym stopniu książka Jerzego Szackiego „Tradycja“ stała się podsumowaniem ówczesncyh dyskusji ustalajać zakres tego terminu, uzywanego w publicystyce w nader rozmaitych znaczeniach.

[21] Dotyka to między innymi wyboru ikonu, jaka służy w Polsce za symbol wybuchu wojy. Jest nią Wsterplatte, gdzie polscy żólnierze walczą bohatersko do samego końca, by następnie stać się ofiary zwycięzców. Są jednak przede wszystkim bohaterami, a początek wojenny jest militarnym starciem żołnierzy z żołnierzami, z których jedni mają przewagę moralna  a drudzy moralna. Ikona o takim znaczeniu nie jest natomiast Wieluń, gdzie niemieckie lotnictwo niemieckiej III Rzeszy bombarduje otwarte miasto w tym szpitale i cywilne ofiary są całkowicie pozbawione środków obrony i w tym sensie nie mogą być nawet bohaterskie.

One thought on “Polskie narracje i „transformacja” polskiej pamięci

  1. Dlaczego dyskusja o narracjach historycznych może być ważna dla polityki międzynarodowej?

    * * *

    Próba udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie, w tekscie niemającym większych aspiracji naukowych, jest z góry skazana na uogólnienia oraz arbitralność sądów. Niepodobna wziąć pod uwagę wszystkich czynników konstytutywnych dla wagi omawianego zagadnienia dlatego najwłaściwszym rozwiązaniem, jak sądzę, będzie nakreślenie rozważań natury ogólnej, popartych niekiedy przykładami.
    Zasadna w tym miejscu wydaje się konstatacja, iż sam fakt istnienia takowego dyskursu stanowi wartość pozytywną per se. Kreuje on bowiem w ludziach pewne wzorcowe postawy, co dla ogółu jako zbiorowości wychodzi na korzyść. Ponad to udowadnia, co napawa optymizmem, że bierność czy indyferentność jest domeną nielicznych jednostek wyabstrahowanych z życia publicznego przeważnie przez własną ignorancję. Innymi słowy, pokazuje kondycję danego narodu bo przecież jeśli toczymy spory w obronie swoich racji to oznacza, że drzemie w nas nadzieja związana z wiarą w realizację ideałów, albo zwyczajnie, że ludziom wciąż „coś się chce”.
    W polityce międzynarodowej nie ma i nie powinno być miejsca na sentymenty, zaś jej sukcesy powinny być postrzegane wyłącznie przez pryzmat zysku. Takie utylitarystyczne spojrzenie oraz świadomość własnych potrzeb musi przyświecać mężom stanu. Działać należy w myśl zasady, iż państwa nie mają przyjaciół tylko interesy. Paradoksalnie, nie raz może to stać w sprzeczności z drugim ważkim czynnikiem dla kierunku stosunków międzynarodowych, o którym tutaj będzie mowa. Tym drugim kreatorem poczynań państw we wzajemnych relacjach, pochodzącym z wewnątrz, jest właśnie dyskusja nad poszczególnymi epizodami w swoich dziejach. Nie oceniając w kategoriach moralnych, taki dyskurs pozwala na selekcjonowanie kart historii zapisanych przez dany naród, a w efekcie zapewnia wpływ na kreowanie własnego wizerunku. Nie ma tutaj nawoływania do wybiórczości w narracjach, jest zaś, możliwość instrumentalnego obchodzenia się z własną historią w zależności od okoliczności. Jak celnie zauważył słynny ekonomista Ludwig von Mises – prawda poza walorem prawdziwości, aby się obronić powinna posiadać również walor atrakcyjności.
    Spoglądając na zachód możemy dostrzec Niemcy. Państwo, w którym w demokratycznych wyborach do władzy doszedł Adolf Hitler. Obecnie wspomnienie o Führerze mogłoby zostać odebrane jako nietakt, ponieważ Niemiec w dzisiejszym świecie to synonim solidności, na którego barkach spoczywa dobrobyt całej Europy. Dla kontrastu można przywołać wciąż niedostatecznie zaciekłą walkę Polaków o wyparcie z użycia krzywdzącego terminu „polskie obozy koncentracyjne”, przez co na arenie międzynarodowej uchodzimy za przysłowiowego „chłopca do bicia”. Częstokroć na ofiarę pozujemy sami. Widać to przede wszystkim w kontekscie dyskusji nad wadami i zaletami epoki romantyzmu. Wystarczy wspomnieć żywotny spór o powstania narodowe gdzie jedni – postępowcy – postulują porzucenie sentymentów i powiedzenie „stop” dla kultywowania martyrologi, a drudzy – tradycjonaliści – traktują to jako piękny, czcigodny epizod. Efekt? To Polska budzi negatywne konotacje wśród innych, a nie rzeczywisty agresor.
    Ciekawe na tym polu wydaje się próba pisania alternatywnych scenariuszy historii. Za przykład niech posłuży niedawna książka Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”. Pomijając czysto intelektualną potrzebę tworzenia takich konstruktów, mogą determinować one w oczach odbiorców pogląd – jak być powinno. Historia kontrfaktyczna niewątpliwie pobudza wyobraźnię, co też może stanowić motyw do działania.
    Kończąc, przytoczę słowa Józefa Piłsudskiego – „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. A więc, biorąc rzecz ogólnie – dyskurs o narracjach historycznych, który implikuje oraz – nolens volens – pielęgnuje pamięć narodową jest warunkiem sine qua non trwania narodu co czyni go tym samym ważną determinantą polityk zagranicznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s