Świadectwo literatury

Odwiedzając dzisiejszą ambitniejszą księgarnię trudno ominąć dziś półkę z literaturą, którą nie można określić inaczej jak środkowoeuropejską. Małe lecz intelektualnie wiodące wydawnictwa takie jak „Świat literacki”, „Pogranicza”,  „Atut” dają nam szeroki wybór literackich świadectw, które mówią że środkowoeuropejczyków dręczą,  mimo całej ich różnorodności,  podobne problemy.  Czy istnieje coś takiego jak literatura środkowoeuropejska? Czy literaturę środkoeuropejską można czytać tak jak czyta się literaturę południowoamerykańską – jako literaturę z jakimś wspólnym mianownikiem, literaturę w której rozpoznaje się ludzi i ich losy w związane z konkretnym obszarem i historycznym doświadczeniem? Moim zdaniem tak i jeszcze raz tak.

Głębsze pokrewieństwa losów jednostkowych i całych społeczeństw Europy Środkowej ujawnia bardziej wyraziście dopiero współczesność i dystans,  jaki zdobywa ona do historii tego regionu pełnej dramatów i tragedii. I temu najlepsze świadectwo daje literatura. Ostatnie pół wieku po roku 1945 upodobniły dzieje poszczególnych krajów Europy środkowej w stopniu wyższym niż cały wiek XIX. Dawne dylematy i dramaty są nadal obecne, ale pojawiają się w nowym kształcie. W życie jednostki wkracza Historia – tym razem na imię jej komunizm. Wyzwanie jest  wszechpotężne. Dochodzą też nowe problemy, gdy komunizm upada i trzeba się z nim rozliczyć, powiedzieć sobie co się właściwie stało, a lepiej powiedziawszy, kim stał każdy z nas w tak przeoranej Europie Środkowej.[1]

Wskażmy na pewne znaczące przykłady. Pierwszą sprawą jest wielokrotnie deklarowane poczucie środkowoeuropejskiej odrębności. Sandor Marai, węgierski pisarz emigracyjny opisuje świat, jaki niedostępny jest  ludziom na Zachodzie.

Bo my wszyscy żyliśmy w jakiejś niewidzialnej piwnicy. Ale, jak mówię, mnie osobiście nikt nie prześladował. […]. Tylko, że całość, wszystko co jest człowiekowi bliskie, wszystko w jakiś sposób prześladowano. Nikt tego nie zrozumie, kto tego nie przeżył.

Peter Esterhazy, w swojej postmodernistycznej prozie, notuje:

Milczy jak grób.  To zdanie w języku węgierskim od 1989 roku nie ma sensu. Groby mówią tyle, że aż strach.

Chorwatka Dubravka Ugresić dokonuje następującej refleksji:

Pochodzę z kultury przedkładającej ostrzenie języka w kawiarni (ironię, dowcip, leniwy konceptualizm) nad żmudną pracą przy biurku. Pochodzę z kultury znanej raczej z ekscesów kulturalnych niż ze swojej ciągłości. Pochodzę z kultury agresywnej i zadufanej, a zarazem paradoksalnie elastycznej, która uparcie powołuje się na swoją tysiącletnią historię, a jednocześnie ze zdumiewającą łatwością zmienia porządek rzeczy (…) Pochodzenie z takiej przestrzeni kulturowej daje też pewną przewagę. Jestem bardziej niż inni wyczulona na zanik wartości kulturowych, co jest całkiem zrozumiałe (ciągle przecież mi ktoś coś odbierał, burzył albo cementował, z językiem ojczystym włącznie). Także ekologia jako dyscyplina narodziła się tam, gdzie najbardziej zdewastowano otoczenie.[2]

Znacznie bardziej agresywny wobec wielu przejawów życia intelektualnego Zachodu bywa serbskojęzyczny pisarz Danilo  Kiš (jego zresztą uwagi są starsze, zmarł on bowiem w roku 1989).

Dla intelektualistów naszego wieku, tej naszej epoki, istnieje tylko jeden egzamin sumienia, istnieją tylko dwa przedmioty, z których powodu nie zostaje się na drugi rok, ale traci się prawo (moralne) głosu raz na zawsze: faszyzm i stalinizm. Wszystko poza tym to fraszka. A feminizm pani Simon (de Beauvoir – K.W.) to bagatela, jak wszystkie inne bagatele intelektualne. „Bagatelles pour un massacre”, chciałem powiedzieć bagatelne przyczynki do masakry.[3]

Wydaje się, że przemiany po roku 1989 umożliwiają znacznie szerszą,   otwartą konfrontację Europy Środkowej z Zachodem niż działo się to przed tym. Twórczość takich pisarzy jak Danilo  Kiš czy Dubravka Ugresić zawiera nie tylko obronę przed stereotypami, ale coś znacznie ważniejszego – obraz aktualnej kultury Zachodu,  postrzeganej z zewnątrz przez pryzmat środkowej Europy. Wydaje się, że jest to punkt, w którym kulturalna integracja unijnego kontynentu zaczyna przybierać kształt dialogu dwóch odmiennych doświadczeń historycznych. Podobne cytaty można by oczywiście mnożyć. Stosunki Europa Zachodnia – Europa Środkowa wymaga z pewnością wielu studiów i analiz, tym bardziej, że ów dialog dwóch części kontynentu dopiero się rozpoczyna.[4]

Ta konfrontacja  z Zachodem – dodajmy – dokonuje się często dzięki specyficznemu doświadczeniu pisarzy emigrantów, co jest szczególnym doswiadzceniem wielu środkowoeuropejczyków. Doświadczenie to przenika twórczość takich pisarzy jak Sandor Marai, Tomasz Venclowa, Eugen Ionesco i wielu innych. Jest to doświadczenie i fenomen kulturowy w niewielkim stopniu znany Zachodowi, szalenie natomiast ważny jeśli analizuje się kwestie tożsamości i sposoby przynależności do kultury środkowoeuropejskiej. I emigranci są też tymi intelektualistami, który potrafią spojrzeć z dystansem na kulturę własną i kulturę Zachodu.

Kwestie rozrachunku z komunistyczną przeszłością to drugi nie bywale istotny wątek środkowoeuropejskiego świata  literackiego. Rumuński pisarz i dysydent Norman Manea ma z pewnością rację pisząc:

Pytania o przeszłość  – o kłamstwo, sprzeciw, wspólnictwo, o ideały moralne, o uczciwość i kompromis – będą się pojawiały nawet po powrocie do bardziej demokratycznego sposobu życia. 

W opowiadaniu „Dziecko” słoweńskiego pisarza Jani Virka babcia symbolizujące barwny świat dawnego cesarstwa habsburskiego i gdy tym czasem dzieciństwo bohatera utworu przebiega w ponurym świecie stalinowskiej dyktatury początku lat pięćdziesiątych. Mieszane pochodzenie chłopca wyśmiewane jest przez komunistyczną nauczycielkę towarzyszkę Marę. [5] Tytuł powieści Adama Bodnara „Zapach więzienia” dobrze oddaje jej treść. Polska literatura obozowa ma odpowiedniki w innych krajach. W minipowieści „Ślepy ferman” albański pisarz Ismail Zadare prezentuje zatrważający obraz totalitarnego społeczeństwa.

Bardziej pogłębiony rozrachunek z przeszłością ujawnia utratę tradycji i rozpad tożsamości. Odzyskana suwerenność z pozoru stwarza okazję do odnowy tradycji i odtworzenia tożsamości. Tylko z pozoru  literatura, którą  w wielu wypadkach zawiera wątki  wspomnieniowa-biograficzna mogłaby być traktowana jako kontynuacją literatury narodowo mitotwórczej wieku XIX.  Bohaterem powieściowych fabuł jest często prześladowana jednostka i prześladowana zbiorowość. Zachowanie godności  związane jest z  podtrzymaniem przynależności do szerszej zbiorowości nie wyrzekania tradycyjnej tożsamości. Tu XIX wiek niemal się powtarza.

Świadectwa literackie mówią, że tradycja jest nie do odzyskania i problemem staje się utrata tożsamości. I dlatego trzeci istotny wątek środkowoeuropejskiej powieści to rozpadł dotychczasowej tożsamości. Cena wolności okazała bardzo wysoka. Walka o wolność tworzyła tożsamość to jednak tożsamość okazuje się , gdy wolność jest odzyskana okazuje się pułapka.

W twórczości  Petera Esterhazego, Herty Mueller i Ugresić rozgrywa się ten sam dramat rozpadu wzniosłej narodowej tradycji. U Esterhazego upada mit ojca, niegdyś w oczach syna bohatera, który okazuje się konfidentem policji politycznej. Tragedia i rozczarowanie, jakie spotkało wielu w okresie posttotalitarnym. Rzeczywistość okazuje się mieć drugie dno.

Mój ojciec się zbrukał. Zmyjemy tę hańbę? Hańby nie da się zmyć. Ojciec mój ojciec postępował haniebnie. Nawet nie szukam teraz przyczyn, że miał na przykład trudne dzieciństwo i dlatego, pokazuję tylko co jest. [Piszemy, dopóki nam nie zabraknie materiału, cokolwiek to kogokolwiek ma kosztować.] Posuwam się naprzód z materiałem i pokazuję, co w nim, co ciekawe. [6]

Jeśli nawet nie wszyscy zostali złamani, to stało się  tyle niegodziwości, łajdactw, że człowiek przywykł, podobnie jak w zapleśniałym pokoju my też będziemy pachnieć pleśnią[7]

Jako motto służyć by mogło do tych rozważań o potrzebie rozrachunku, to pisze Bora Cosic:

Uważam, że nie należy  przemilczeć niczego w niczyim życiorysie, podobnie jak nie wolno zaniedbać jakiekolwiek bólu w naszym ciele, bo prędzej czy później się to na nas zemści.[8]

Herta Mueller ukazuje rozpad społeczności niemieckiej w Siedmiogrodzie. Jest ona co prawda prześladowana w okrutny sposób przez komunistyczny reżym. To jednak najmłodsze pokolenie odkrywa przeszłość swoich rodzin związane ze związkami z III Rzeszą i nazizmem.

W twórczości Ugresić rozpada się mit wspólnej kultury dającej tożsamość. W powieści „Ministerstwo Bólu” Ugresić opisuje środowisko emigrantów z byłej Jugosławii usiłujących rozpocząć na nowo życie w Amsterdamie. Są zagubieni i samotni. Główna postać powieści, nauczyciel akademicki usiłuje pomóc swoim studentom rozmową o przeszłości i ich własnych przeżyciach. Mają odtworzyć i zrekonstruować siebie w oparciu rekonstrukcję i lepsze zrozumienie swojej egzystencji z przeszłości.  Próba zrozumienia przeszłości nie daje żadnego ukojenia. Przeżywająca coraz poważniejsze trudności bohaterka słyszy w końcu od jednego ze swoich uczniów:

A czy zastanowiła się Pani, cóż takiego fucking ważnego runęło? Sterty książek chorwackich i serbskich, słoweńskich w języku, który mało komu jest potrzebny? Ich autorzy, wszyscy są wiejskimi nauczycielami. Wszystko, co te nasze literackie wsioki napisały, niesie z sobą tylko jedną ideę oświecenia narodu. A prawdziwa literatura nie ma oświecać, ona liczy na piśmiennych, right?[9]

Ostatecznie była intelektualistka zadawala się pracą babysitterki. Ponosi porażkę nie dlatego, że nie potrafi odnaleźć się w zachodnim społeczeństwie, ale dlatego, że nie potrafi odtworzyć swojej tożsamości.

Podobnie brzmi lapidarnie wyrażona diagnoza Bora Cosica:

Nie ma już nierozbitych naczyń naszej przeszłości, wszystko co mieliśmy, pospadało z półek i szaf, możemy jedynie zbierać to i kleić.[10]

Te przykłady są dostatecznie wyraziste. Polski czytelnik z łatwością przywoławłąsne polskie spory potrzebę i bezużyteczność tradycji.

„Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Światki” Miljenko Jergovica w niczym nie ustępującą wielkim powieściom południowoamerykańskim autorstwa takich sław jak Cortaza czy Marquesa, mimo odzyskanej wolności Sposób w jaki umie opowiadać o rozpadzie Jugosławii, jako o wielkim i uniwersalnym dramacie ludzkim  musi budzić podziw dla literackiego kunsztu, lecz przede wszystkim uniwersalnego obrazu ludzkich losów miażdżonych przez wielką historię.

Wobec rozpadu własnej tradycji środkowoeuropejski pisarz i intelektualista wydaje się być niemal materiałem na doskonałego postmodernistę. Wie, że siedzi na rumowisku symboli, znaków i mitów. I ta jego pozycja nie jest wymyślona. A jednak książek Jergovica, Muller, Ugresić nie sposób postawić obok powieści Elfriede Jelinek czy Michel Houellebecqa.

Nie jest wynikiem intelektualnych rozważań, jakiejś wysoce abstrakcyjnej teorii, jest  natomiast stwierdzeniem namacalnego faktu, który dotyka jego życia codziennego. Rozpad Jugosławii u Jergovica  staje się symbolem rozpadu wszystkich tradycji w Europie Środkowej, podobnie jak demaskacja przeszłości ojca u Esterhazego czyni podejrzanym wszelką mitologizację bohaterstwa.

Niezależnie bowiem, jak pokawałkowany i zrujnowany jest przedstawiany przez nich świat, przenika go tragedia minionej zbiorowej przeszłości. Ruiny nie są wynikiem indywidualnej autodestrukcji, lecz niszczących sił działających w przeszłości.

Dodam, choć wymagałoby to szerszej rozwagi, że współczesna literatura środkowoeuropejska budzi we mnie nieustannie skojarzenia z twórczością  Joseph Conrad. Tak jak i jego twórczość ma wymowę uniwersalną  zarazem  wyczuwa się, że mogła być ona napisana tylko przez osoby ze specyficznym dziejowym doświadczeniem tak jak  „W oczach Zachodu”, „Tajny agent”  czy „Jądro ciemności”.

[1] Marcin Zaremba, Wielka trwoga, Warszawa 2012

[2] Dubravka Ugresic, Czytanie wzbronione, s.76.

[3] Janos Kis, Święta Simone [w:] Homo poeticus, mimo wszystko, Izabelin 1998. S.12.

[4] Istotnymi głosami w tym dialogu są też książki takie jak Bożidar Jezernik, Dzika Europa . Bałkany w oczach zachodnich podróżników czy Marii Tudorowej, Bałkany wyobrażone. Dodajmy, że kwestie te dotykają w istotny sposób polsko-niemieckiego dialogu, tam gdzie po stronie niemieckiej przejawia się stereotypowe widzenie Wschodu. Patrz m.in.: Izabela Surynt, Postęp, kultura i kolonializm. Polska a niemiecki projekt niemieckiego Wschodu w dyskursach publicznych XIX wieku. Wrocław 2006.

[5] Opowiadanie „Dziecko” w tomie Jani Virk, Śmiech za drewnianą przegrodą, Wołowiec 2007.

[6] Esterhazy Peter, Wydanie poprawione, Warszawa 2008. S.72.

[7] Esterhazy Peter, Wydanie poprawione, Warszawa 2008. s.85

[8] Bora Cosic, Podróż na Alaskę, Wołowiec 2008. S.106.

[9]  Dubravka Ugresic, Ministerstwo Bólu, Izabelin 2005, Ss.203-204

[10] Bora Cosic, Podróż na Alaskę, Wołowiec 2008.

%d blogerów lubi to: