Debata druga Jak dalece gotowy jesteś być wspaniałomyślny?

Jak dalece gotowy jesteś być wspaniałomyślny? Załóżmy, że zarabiasz 200 tys. PLN  rocznie. W dzisiejszej sytuacji zapłaciłbyś od tego ok. 50 tys.podatku. Ile byś zapłacił, gdyby podatek (jak chce Sloterdijk) był dobrowolny i na jakie cele byś go przeznaczył?

Odnieś się do pytania kończącego wykład – czy chcę być wspaniałomyślny?

51 thoughts on “Debata druga Jak dalece gotowy jesteś być wspaniałomyślny?

  1. Przy tym pytaniu przypomina mi się dowcip o bacy, którego zapisują do spółdzielni produkcyjnej i pytają go czy odda krowę do spółdzielni, on odpowiada, że odda, następnie pytają czy odda konia do spółdzielni, on również odpowiada, że odda, w końcu pytają go czy odda owce do spółdzielni, a baca na to, że nie odda! Zdumiony kierownik pyta go dlaczego? A baca odpowiada: bo mam! Niestety, jest tak również i w życiu. Na słowach to wszystko moglibyśmy oddać (w dodatku tego czego nie posiadamy), a jak przychodzi co do czego, to wtedy to już różnie bywa. Nie chcę być hipokrytą i mówić, że jeśli bym zarabiał 200 tys. PLN i miałbym dobrowolnie oddać 50 tys. to rzeczywiście bym to zrobił. Niestety jeśli patrzeć realnie, gdybym rzeczywiście tyle zarabiał znalazł bym pewnie tysiące przyczyn dla których nie mógł bym oddać tych pieniędzy, ponieważ byłyby mi one do czegoś potrzebne (takie wymówki). Ludziom czasami ciężko jest oddać coś co posiadają na rzecz innych. Najgorsze jest jednak to, że im więcej człowiek ma, tym więcej chcę. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Niestety, patrząc nawet po sobie, człowiek nie potrafi cieszyć się z tego co ma. A jeśli naprawdę człowiekowi dobrze się powodzi, nie myśli on o pomaganiu innym. Paradoksalnie najwięcej pomagają ci, którzy nic nie mają. Wracając jednak do pytania. Tak, mimo wszystko bardzo chciałbym być wspaniałomyślny i rzeczywiście DOBROWOLNIE chciałbym oddać 50 tys. na hospicja lub domy dziecka.

  2. Zgodnie ze słownikową definicją człowiek wspaniałomyślny to osoba szlachetnie myśląca i postępująca, hojna i wielkoduszna. Czy przy rozważaniu problemu płacenia podatków takie kategorie mają sens? Nawet gdyby płacenie podatków było dobrowolne, czy należałoby to traktować jako hojność, czy szlachetność?
    Wydaje mi się, że płaciłbym dobrowolnie podatki, ale z zupełnie innych powodów. Mam świadomość, że jest to konieczność. Nawet minimalna wiedza o budżecie powoduje, że płacenie podatków jawi się jako niezbędne dla utrzymania podstawowych atrybutów organizacji państwa. Bez wojska, policji i sądów trudno byłoby utrzymać ład i porządek. Nie wyobrażam sobie, żeby w średnio rozwiniętym kraju ludzie umierali z głodu lub braku pomocy medycznej, a więc konieczne są też wydatki na pomoc społeczną i zdrowie. Ale oświata? Może każdy powinien kształcić się na własny koszt? Żłobki i przedszkola – skoro tylko osoby mające dzieci z nich korzystają, to niech same je finansują. Przy takim rozumowaniu okazałoby się, że w różnych okresach mojego życia chciałbym płacić podatki na co innego. W skali kraju takie postępowanie prowadziłoby do chaosu, bo nigdy nie wiadomo byłoby, jaki będzie budżet na dany rodzaj wydatków. Nawet gdybym zdecydował, jakie obszary powinny być sfinansowane z moich podatków, to rodzi się wątpliwość, na jakim poziomie. Indywidualne decyzje podatkowe musiałbym oprzeć na konkretnej wiedzy.
    A zatem nie wspaniałomyślność, tylko rozsądek i poczucie obowiązku mogłyby spowodować, że dobrowolnie płaciłbym podatki. Oczywiście chciałbym być wspaniałomyślny, bo to miłe uczucie tak o sobie myśleć, ale nie wierzę, że w rzeczywistości oddałbym 25% swojego, nawet wysokiego dochodu. Takim minimalnym progiem wydaje mi się 15% – to część dochodu, jaki przeznaczyłbym na podstawowe zadania państwa.

  3. Kazimierz Wóycicki
    In Web scribis
    Debata druga Jak dalece gotowy jesteś być wspaniałomyślny?

    Jak dalece gotowy jesteś być wspaniałomyślny? Załóżmy, że

    zarabiasz 200 tys. PLN rocznie. W dzisiejszej sytuacji

    zapłaciłbyś od tego ok. 50 tys.podatku. Ile byś zapłacił,

    gdyby podatek (jak chce Sloterdijk) był dobrowolny i na jakie

    cele byś go przeznaczył?
    Odnieś się do pytania kończącego wykład – czy chcę być

    wspaniałomyślny?

    Gdyby ktoś zadał mi pytanie o granice mojej

    wspaniałomyślności, to zapewne byłbym skłonny formułować

    zdania świadczące o tym, że nie należy być materialistą, a

    wspaniałomyślność można rozpatrywać tylko w odniesieniu do

    konkretnych przypadków. „Tyle wiemy o sobie, ile nas

    sprawdzono” – pisała kiedyś Szymborska. Z tymi słowami nie

    sposób się nie zgodzić, a tym razem kluczowe ‚sprawdzam”

    dotyczy 200 tysięcy złotych, które mam do swojej dyspozycji.
    Do budżetu trafiłoby co najwyżej 25 tysięcy, ponieważ uważam,

    że administracja rządowa w Polsce jest niewydolna i

    przerośnięta, a duży odsetek pracowników i mnożących się

    regulacji prawnych jest po prostu zbędny. Nie jestem utopistą

    i nie wierzę w możliwość zorganizowania państwa w zupełnie

    inny, idealnie efektywny sposób, ale wiem, że część

    zarobionych przeze mnie pieniędzy mogłaby trafić w ręce

    ludzi, którzy potrafią je właściwie wykorzystać. Skąd takie

    przeświadczenie i co oznacza słowo „właściwie”? Mimo młodego

    wieku działałem i działam w kilku organizacjach

    pozarządowych, czy studenckich, gdzie zmieniło się moje

    spojrzenie na wiele kwestii. Najbardziej istotną z nich i

    ściśle wiążącą się z „właściwym” wydatkowaniem pieniędzy jest

    pojęcie kapitału społecznego. Budowanie więzi w mniejszych

    społecznościach, koncentrowanie się wokół konkrentych

    problemów i przezwyciężanie ich dzięki wspólnym wysiłkom jest

    rzeczą niezwykle cenną i odróżniającą NGOsy od aparatu

    państwowego. Chciałbym być mądrze wspaniałomyślny i zmienić

    moje pieniądze nie na topniejący kapitał finansowy, ale

    stworzyć z nich pomnażający się nieustannie kapitał

    społeczny. Przeznaczałbym pieniądze na konkretne projekty,

    które koncentrowałyby się na tym, żeby człowiek dostawał,

    pozwolę sobie użyć tu znanego zwrotu, wędkę zamiast ryby.
    Programy dotyczyłyby dzieci i młodzieży – te grupy są

    przyszłością każdego państwa, a zadaniem każdego mądrego

    człowieka jest dbanie o jutro, pamiętając oczywiście o byciu

    „tu i teraz”, o czym świadczyłaby moja działalność

    charytatywna.
    Nie uważam, że wspaniałomyślność jest pochodną

    autoprezentacji każdego człowieka. Są różne motywacje, moją

    jest czynienie dobra, które, jak mogłem się wielokrotnie

    przekonać, zawsze wraca. Warto tu wspomnieć o biblijnej

    postawie, którą staram się realizować – „więcej szczęscia

    jest w dawaniu aniżeli w braniu”. Chcę i jestem gotów być tak dalece

    wspaniałomyślny, żeby móc żyć godnie i jednocześnie pomagać

    tym, których życie doświadczyło bardziej niż mnie. Bo czy można być naprawdę szczęśliwym, gdy wokół tyle ludzkiego cierpienia?

  4. Zgubiłem konkluzję.. Nie chcę być wspaniałomyślny inaczej niż w przypadku idei Sloterdijka i zdecydowałbym się na nią, gdyby realnie zmieniało to rzeczywistość w Polsce.

  5. Czysto hipotetycznie zaufałbym takiemu systemowi,a co mi tam, w porywie serca ku wzniosłym ideom! Płyńcie 50tys. PLN ku szczytnym celom! Mamy rzeczywisty cudowny przykład krajów Skandynawii i szczególnie Danii na ich tle, gdzie wysokie podatki pozwalają kolejnym pokoleniom żyć w dobrobycie. TO JEST MOŻLIWE, choć nie bez wyrzeczeń, dyscypliny i świadomego kontrolowania budżetu państwa! A teraz spójrzmy może teraz na grunt, na jakim miałoby to zadziałać, na naszą cierpiącą Polonię (wybaczcie ironię).. gdyby w rzeczywistości miało to miejsce w naszych progach, oczekiwałbym wdarcia się słowiańskiego chaosu i siły niszczącej, i w efekcie ”niespodziewane” zniknięcie owej kwoty podatku lub chociażby rozszarpanie jej do granic możliwości, a którą chętnie przeznaczyłbym na wyrównanie szans dzieci z rodzin uboższych, zainwestowanie ogółem w edukację i sport młodych Polaków od najmłodszych lat, dofinansowanie i unowocześnianie naszego rolnictwa (sami możemy się wykarmić:)), rozwój biotechnologii, naturalnych źródeł energii, ledwo zipiącą służbę zdrowia i dalszy rozwój przedsiębiorczości w postaci propagowania ekonomicznego oświecenia polskiego społeczeństwa.

  6. Najpierw muszę mówić o tym, że nie otrzymują tyle pieniędzy, a dla tego wymówione cyfry będą mieć wyjątkowo teoretyczny charakter: oddać 250 zlotówek (od 1000) to jest nieco inne, nieżeli 50 tys. Zastanowimy, że dochód w 200 tys. to jest o wiele więcej od średniego, ale razem z tym nie „sky-high”. To znaczy, że na potrzeby innych oddam więcej, niż otrzymam od nich. Taka sytuacja mi się nie podoba i w zależnosci od państwa mogę ukryć (innymi sposobami nie oddać) większą lub mniejszą część dohodu.
    Z innej strony jestem świadomy tego, że muszę, a czasami nawet chętnie, korzystam częściu „dobra wspólnego”. Nie jestem w stanie zbudować drogę od domu do pracy, wyposażyć najnowszą klinikę, lub drużynę straży pożarnej. Jednak nie ufam w ilość ludzie, którzy chcieliby wydawać swoje koszty na takie potrzeby, bo dobrowolnych wniosków morze na to nie wystarczyć. Dla tego nie będę przeciw tego, żeby oddać państwu pewnę równą dla wszystkich uczęstników summę. Również to mogę być wspóldzielnia mieśkaniowa lub niejaka inna organizacja, którą móglbym w jakiś sposob kontrolować.
    Wszystko, co powyżej tego minimim minimorum, placiłbym nie więcej od średniej w państwie summę podobnych wydatków. Wiem, że ona naprawde na nic nie wskazuje, ale mogę służyć skalą dla uspokojenia psychologicznego i poczuciu przynależności do grupy. Zastanowimy, że tylko sumienie mogę usilować oddać swoje pieniędzy. Do tego morzemy dodać stan „walki o mistrzowstwie” (na wzór starożytnych agonów greckiego społeczeństwa) nie tylko o ubraniach czy samochodach, ale i o patronacie.
    Tą średnią sumę wołalbym wydawać na to, z czego chcę korzystać. Gdybym mial dziecko – na jego szkolę, uniwersytet, NGO; gdymym uwielbiał teatr – na niego, wspierałbym partie lub ruch spoleczny – na niego i td. Ta summa nie stanowilaby wielką część mojego budżetu (bo, jak zastanowiłem na początku, mam dochód większy od średniego). Nie mogą jednak odżucić sytuacji, kiedy wydawałbym więcej: żeby było więcej od sąsiada, żeby mieć lepszy teatr, nieżeli ma inne miasto, żeby w moim imieniu nazwali ulicę i t. p. To byloby powiększeniem własnego kapitalu społecznego i kulturowego (wedlug Bourdieu), co wcale nie jest bezinteresowną wielkodusznośćią. Wydatki na rzeci wspólne, którzy w ten samy czas ulatwiają twoje życie, są podatkami.
    Co do wspanialomyślnośći, to z mojego punktu widzenia (co dorównywa się wyżej wymienionej ilości dochodów) to chcę takiej w sensie Sloterdijk`a. Chczałbym dowolne dysponować podatkami (z wyjątkiem omówionych na bezpieczęstwo i infrastrukturę) i wydawać ich w ukazany sposób.

  7. Idea o wspaniałomyślności ma swoje granice. Problem określenia tego pojęcia polega na tym, że możemy dostosować go tylko do pewnego światoobrazu. W danym przypadku wspaniałomyślność występuje jako logiczna kontynuacja tej odmiany liberalnej teorii, która swoim korzeniam sięga aż do John’a Locke’a. Ten angelski filozof uważał, że ludzka natura jest dobrą, więc ludzi organizują wspólne życie (społeczeństwo obywatelskie) dla tego, żeby, prosto mówiąc, mieć możliwość zrobić to, co ponad siłę samotnej jednostce, ale konieczne potrzebne dla jej rozwoju. Zgodnie z wybitnym Brytyjczykiem państwo, które przeciwstawia się społeczeństwu, ma pewnić funkcje takiego pomagiera, regulatora spraw wewnętrznych.

    Już w wieku dwudziestym amerykański ekonomista-neoliberał Milton Friedman rozwinął jego pogląd odnośnie do państwa i twierdził, że ono powinno się zajmować wyłącznie bezpieczeństwem (zewnętznym i wewnętznym) oraz infrastrukturą transportową, która potrzebna dla handlu. W takim razie ta nadbudowa nad społeczeństwem, żeby pełnić swoje funkcje, musi być sponsorowana przez obywatele przymusowo abo dobrowolnie.

    Dalej będziemy myśleć od przeciwnego. Rzeczywistość istnienia państwa w odróżnieniu od społeczeństwa obywatelskiego – oczywista (Hegel uważał, że państwo tworzy społeczeństwo obywatelskie za pomocą prawa). Jeśli zwątpimy o nim i nie zapłacimy podatki, ono przypomni o siebe za pomocą przymusu w jakimkolwiek przypadku. Więc ludzie nie mają wyboru – trzeba być wspaniałomyślnym i płacic „dobrowolnie” tylko i wyłącznie, bo tego wymaga system, w którym żyjemy. Więc własnie w pojęciu „wspaniałomyślność”, o którym dyskutujemy w tym komentarzu, okazuje się fundamentalny błąd liberalnego układu społeczeństwa, bo człowiek zaczyna myśleć, że wola państwa to jego własna decyzja.

    Jeżeli nie mam wyboru między „płacić” albo „nie płacić”, bo podatek (dobroczynność jest także swego rodzaju podatkiem) nie może być dobrowolny za swoją właściwością (wszyscy ludzi są wspaniałomyślni!), to w takim razie zapłaciłem by ten średni minimum, który pozwolił by zachować moje głowne prawa. Po prostu myszlę, że natura człowieka nie dobra, a zła, „człowiek człowieku wilkiem”: wspólne stworzyli nie na dobrowolniej zasadzie, a według woli silniejszego. Wspaniałomyślność bezsensowna, dla tego nie chcę być wspaniałomyślnym w żadnym razie.

  8. Mówi się, że najwięcej potrafią oddać drugiemu najbiedniejsi. Myślę, że jest w tym wiele prawdy. Ludzie ubodzy kojarzą mi się z gościnnością, oddaniem, prostotą serca i pokorą. I brakiem przywiązania do rzeczy materialnych. Jest to dla mnie w pewnym sensie postawa idealna, całkowicie zgodna z moim systemem wartości; postawa, do której chciałabym dążyć. Jeśli zarabiałabym 200tys. rocznie, zakładając, że nie mam jeszcze męża i dzieci, oddałabym z tego większość, ponieważ wiem, że pieniędzy nigdy nie jest wystarczająco dużo, żeby być zadowolonym i nie warto budować na nich własnego szczęścia; że znacznie bardziej cieszy dawanie niż posiadanie, gromadzenie. Oczywiście chciałabym, żeby pieniądze, które oddaję zostały jak najlepiej wykorzystane i wsparły najważniejsze dla mnie projekty. W skali państwa są to wg mnie edukacja – z olbrzymią rolą edukacji historycznej, wojsko, a także rodzina. Część pieniędzy chciałabym oddać poza instytucją państwa, na rzecz ludzi potrzebujących. W całym tym altruizmie jest coś z egoizmu. Zrobiłabym tak, ponieważ przybliżałoby mnie to do sensu mojego życia.

  9. Najpierw wydaję mi się, że opłata podatków i wspanialomyślność w „dzisieszej sytuacji” to nie są rzeczy związane między sobą. Opłata podatków jest przymusem i gwałtem obywatela ze strony państwa jak w demokrcjach typu Polski i Niemiec, tak i w autorytarnych Białorusi czu Rosji. Terazniejszy ustrój spoleczny w tych krajach Sloterdijk określił jak półsocjalizm, to znaczy że w każdym państwie istnieje klasa spoleczna żyjąca za rachunek podatków z innych obywatele.
    Moja wspaniałomyślność także wielu zależy od „dzisieszej sytuacji”. Dla rządzącej teraz w Ukrainie partii regionów i prezydenta Janukowicza kiedy mógłbym to nie dałbym nawet żadnego grosika. Nie chcę utrzymować swoimi pieniędzmi bandytów i korupcjonerów. Niestety, na Ukrainie teraz nie może być żadnej rozmowy o wspaniałomyślności.
    Kiedy wziąć pod uwagę „terazniejszą sytuację” w Polsce, to wydaję mi się że władza ma pewen stopień zaufania i myślę że obywatele otrzymujące w Polsce około 200 tysięcy dochodu w stanie zapłacić 25% podatków od tej sumy, napewnie ja też łatwo tak płaciłbym.
    Takrze wydaję mi się, że i Łech Kaczyński, i Bronisław Komorowski za te piniądze prowadzą Polskę, nie tak szybko jak chciałbyśmy, do takiego stanu rozwoju postkapitalistycznego państwa zgodnie z Sloterdijkom, kiedy podatki będą dobrowolne i tylko dopiero wtędy możemy rozmiawić o wspaniłomyśnosci. Myslę że to nie jest kolejna utopia na wzór pobudowy komunizmu. Ale ja nawet i wtędy nie byłbym wspaniłomyślnym, starałbym się płacić potrzebny dla normalnego rozwoju państwa minimum podatków. Wspaniałomyślność to nie ta cecha, którą chciałbym miec.
    Jednak najlepiej byłoby kiedy obywatel musiałby płacić te 25% rocznego dochodu od 200 tysięcy złotych obowiązkowo, ale mógłby wybrać w jakie funduszy ich płacic i na co one będą stracone. Tego punktu widzenia na probem nie wystarcza w poglądach Sloterdijka, bo całkowita dobrowolność spłaty podatków wygłąda troche utopijnie i przeprowadzi w koncu do krachu jakiegokolwiek państwa.

  10. Gdybym mogła przekazać swój podatek na dowolny cel, zrobiłabym to, w tej samej kwocie, jaką oddałabym państwu (50 tys. z 200 tys.). Tak myślę teraz, jednak nie wiem, jak zachowałabym się w rzeczywistości, gdybym mogła samodzielnie zdecydować o kwocie swojego podatku. Raczej nie byłaby ona wyższa, niż jest to ustawowo przewidziane.
    Pieniądze są środkiem dla nas wszystkich, zarówno pojedynczych ludzi, jak i organizacji działających w słusznych sprawach. Z takich organizacji wybrałabym tę, dla której pieniądze są aktualnie ‚być albo nie być’. Zrobiłabym to nie z chęci bycia wspaniałomyślną,ale raczej po to, by wspaniałomyślni i bardziej skuteczni okazali się, którzy aktywnie działają na rzecz innych. Przy braku funduszy uczyniliby oni zdobycie pieniędzy, które są tylko środkiem, celem działalności, a pomoc innym zeszłaby na dalszy plan.
    Wspaniałomyślność ma korzenie w egoizmie, bo niezależnie od pobudek zapewniamy sobie wewnętrzny komfort pomagając innym. Nawet określenie ‚wspaniałomyślny’ jest efektowne i nastawione na wychwalenie ‚wspaniałomyślnej’ osoby, a niekoniecznie na pochwałę aktywnej pomocy i zaangażowania się w sprawę. Wszyscy nie muszą mieć po równo, wystarczy, by mieli tyle, aby pieniądze nie stały się ich celem. W takich sytuacjach mogłabym być ‚wspaniałomyślna’.

  11. Myślę, że przede wszystkim musimy ustawić parametry pytania. Jak ja rozumiem, pytanie dotyczy do społeczeństwa liberalnej demokracji I rozwiniętej kultury politycznej. Oprucz tego,podatek idzie do ogólnopaństwowego budżeta i mogę przeznaczyć na co chcę. Należy również pamiętać, że nie jestem ekspertem z finansów i niektóre wydatki mogą wydawać się dziwne lub absurdalne.
    Ja rozumiem ideę Sloterdijka tak, że on myśli, że byutzhet nowoczesnego zachodniego państwa (prawdopodobnie Niemczech) jest wypełniony przez klasę średną i wyższą, ale wiele wydatków idzie do świadczeń socjalnych, czyli utrzymanie niższych klas. I na takich warunkach ja wyobrazam sobie przynależność do wyższej klasy (200 tysięcy rocznie, jak ja rozumiem zarabiają oni). Oprucz tego, ja muszę realizować ideę Sloterdijka o dobrowolnym opodatkowaniem – muszę to zrobić racionalnie(co w mojej opinii dla człowieka bez edukacji ekonomicznej jest trudno), żeby nie zrujnowac społeczeństwo w jakim żyję. Kwestia kontroli nad realizacją moich podatkowych pragnien (na przykład wpływ korupcji ) oczywiście pozostaje poza nawiasami.
    Tak więc, w takich okolicznościach oddać czwartą część dochodów nie wydaje się złodziejskim podatkiem bo mogę wiem gdzie będą moje pieniądze.
    Najpierw , chciałbym wyróżnić pieniądze skierowane do lokalnego byutzheta (18 tys. rocznie) jake zapewniają mój dobrostan. To działanie na utrzymanie policji, straży pożarnej i innych służb miejskich, które zapewniają immunitet i gwarancją mojej prywatnej własności, mojego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa mojej rodziny. Ponadto, to pieniądze na utrzymanie infrastrukury, na przyklad – naprawa dróg, mostów i linii energetycznych.
    Po drugie, 15 tys. rocznie będą na potrzeby społeczne. Wśród nich pieniądze na ubezpieczenie zdrowotne (chyba, że nie trzeba płacić osobno), bo pójdą do zachowania mojego zdrowia i ewentualnie uratowania mojego życia. Ponadto, daję te pieniądze jako płatności do funduszu emerytalnego zabezpieczenia starości. Poza tym, płacę za edukację, średnie i wyższe, jeśli nie są prywatne, co powinno być dla moich dzieci w przyszłości.
    Po trzecie, chciałbym zapłacić (12 tys. rocznie)za utrzymanie aparatu państwowego i wojska, które, moim zdaniem, niezbędne dla istnienia współczesnego państwa.
    Co do utrzymania osób, które nie pracują, dla nich to chciałbym wyróżnić kwoty minimalnej (5 tys. rocznie). Wierzę, że jeśli człowiek jest fizycznie i psychicznie zdrowy, to w państwie demokratycznym i liberalnym zawsze jest w stanie odnaleźć pracę, może nie taką, który chciałby. Jednak nie chcę skasować wszystkie te wypɫaty, ponieważ uważam, że może się zdarzyć wiele sytuacji kryzysowych, a nawet pracowity człowiek może wpaść w kłopoty, więc pieniądze te mogą pojść dla ich tymczasowego utrzymania. Oprucz tego, połowę z tych pieniędzy należy przeznaczyć na utrzymanie domów dziecka.
    Wreście myślę, że chcę być pragmatycznym i racjonalnym, a nie wspaniałomyślnym.

  12. Czy chcę być wspaniałomyślna? Wspaniałomyślność kojarzy mi się z oddawaniem tego co nam zbywa, a nie zaś z tego czego nie starcza, z tak zwanym gestem. W tym momencie nasuwa mi się pytanie, czy 200 tys. oznaczałoby, że dobrze mi się powodzi? Jeśli tak to myślę, iż nie byłoby problemem oddanie części z tych pieniędzy. Choć podobno apetyt rośnie w miarę jedzenia…
    Pytanie co jeśli te brzmiące oszałamiająco cyfry, oznaczają, że mimo to nie należę, do ludzi zamożnych. W takiej sytuacji ciężej podjąć się takiej dobroczynności. 50 tys. to dużo, nie da się ukryć, to 1/4 całego dochodu. Myślę, że mimo to zdecydowałabym się na przekazanie tych pieniędzy na wybrany cel. Zaszczepiono mi patriotyzm i poczucie odpowiedzialności za swój kraj, co sama staram się pielęgnować. Nie umiem powiedzieć na co dokładnie przekazałabym te pieniądze, myślę jednak, że dowiedziałabym się gdzie są one najbardziej potrzebne. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że rodzice będą przekazywać na szkoły, chorzy na szpitale, itd, itp., jednak państwo jest tak rozbudowaną strukturą, że ma wiele sektorów, z których przeciętny obywatel nie zdaje sobie sprawy. Dlatego moje fundusze przekazywałabym na organizacje wymagające finansowania, a pomijane z czystej niewiedzy.
    Podjęłabym się takiej formy wspierania mojego kraju, jestem o tym przekonana. Co do pytania o kwotę jakiej byłabym wstanie się zrzec. Mogę spekulować, o mojej wspaniałomyślności i rzucić kwotę nawet większą niż wspomniane 50 tys. nie wiem jednak, czy byłoby to realne, choć pewnie podjęłabym taką próbę. Jeśli podatki zniesiono by w trakcie mojego ich płacenia to na pewno z chęcią oddawałabym tyle ile mogę, nie rezygnując z odpowiadającego mi poziomu życia, choć wymagałoby to ode mnie konsekwencji, a z tym jak wiadomo nie jest łatwo w codziennym życiu i nie wiem jak by się to skończyło. Gdybym urodziła się w systemie bez podatków, byłoby dla mnie oczywiste, że muszę przekazywać pieniądze na państwo i to w dużej ilości,a to dlatego, że kraj, w którym możliwe byłoby jego funkcjonowanie, musiałoby opierać się na wręcz utopijnym społeczeństwie obywatelskim.

  13. Postawione pytanie o wspaniałomyślność w mojej ocenie należy rozpatrywać szerzej. Samo zjawisko wspaniałomyślności jest przecież bilateralne. By zaistniała (wspaniałomyślność) – potrzeba więc dwóch podmiotów, zarówno wspaniałomyślnego jak i tego wspaniałomyślnie obdarowanego. Mamy więc do czynienie nie z prostym mechanicznym procesem, lecz ze skomplikowaną relacją międzyludzką. Samo stwierdzenie „dobrowolny podatek” jest w mojej ocenie sprzeczne wewnętrznie przyjmując za definicję podatku – bezzwrotne, przymusowe, powszechne, nieodpłatne świadczenie o charakterze pieniężnym na rzecz państwa lub innej osoby publiczno-prawnej. Zatem przyjmując za kluczowy w rozumieniu pytania aspekt dobrowolności, możemy przyjąć, że w sytuacji, gdy nie zaistniał przymus – nie zaistniał podatek, pytanie stoi więc o darowiznę. Najeży sobie postawić pytanie o skutki jakie darowizna rodzi. Odwołam się w tym miejscu do rozważań prof. Leszka Kołakowskiego – „ (…) Postawilibyśmy w ten sposób barierę złowrogiemu ruchowi świata w kierunku radykalnej biurokratyzacji , tj. takiemu urządzeniu , gdzie wszystkie stosunki między ludźmi są wprawdzie regulowane prawem – a widzimy, że prawa jest coraz więcej, że nam dech odbiera – ale nie mamy już wrażenia, by były nam potrzebne najprostsze związki osobowe: przyjaźń, miłość, pomoc bezinteresowna, wdzięczność. Na razie wydaje się, że zapłatą za dobrodziejstwa jest często nienawiść – już to dlatego, że inni ludzie zrobili coś, co my też powinniśmy byli zrobić, a czegośmy nie zrobili, zasługują zatem na naszą wściekłość, już to dlatego, że wyobrażamy sobie, iż ci inni mają prawo do naszej wdzięczności, że więc uczynili nas dłużnikami, a to nas upokarza.” Pojawia się zatem pytanie, czy wspaniałomyślnie obdarowywany chce być tym, któremu wspaniałomyślny przekazuje darowiznę. Bardziej niewygodnym dla człowieka jest bowiem poczucie utraty części suwerenności, gdyż przyjmując darowiznę, najczęściej w ramach społeczeństwa w którym żyje, zobowiązuje się do ewentualnej pomocy swojemu dobroczyńcy niż bolączka z powodów materialnego niedostatku.
    Wracając jednak do postawionego pytania odpowiadam pytając: czy pieniądze, które przekażę na dany cel, a pieniądze te nie będąc podatkiem zrodzą taki sam skutek jaki zrodziłby podatek? W mojej ocenie nie, gdyż zbyt wielu postrzegałoby ów system jako średniowieczny system komendacji w szacie z XXI wieku. Więc wspaniałomyślność rozumiana przez pryzmat finansowych darowizn w mojej ocenie mogłaby stać się bardzo wyrafinowanym mechanizmem do wewnętrznego unieszczęśliwiania ludzi. Tak postrzegając kwestie stojące w pytaniu nie chciałbym być wspaniałomyślny.
    Jednak prof. Leszek Kołakowski konkluduje – „Lecz nie jest tak: nikt nie ma ściśle biorąc, prawa do wdzięczności (jeśli co dobrego z własnej woli zrobił, to dlatego, że to dobre, a nie w oczekiwaniu nagrody), ale być wdzięcznym nie oznacza to ustawić się w pozycji żebraczej; przeciwnie, jest w tym potwierdzenie wspólnoty ludzkiego losu.” Niemniej wyraźnie widać życzeniową formę tej konkluzji. Ja również się pod nią podpisuję.
    Eryk Gołębiowski

  14. Wychodząc z założenia, że pieniądze szczęścia nie dają przeznaczyłabym całą kwotę na wsparcie domów dziecka zostawiając sobie część na przeżycie, zakupienie nowego sprzętu fotograficznego oraz założenie własnego teatru. Uważam, że błędem byłoby rozdrabnianie tej sumy na szereg mniejszych i wspieranie wszystkich potrzebujących, skumulowałabym pieniądze skupiając się na jednym problemie, który jest za to, moim zdaniem, najbardziej palący.
    Myślę, że takie postępowanie jest z finansowego punktu widzenia bardzo wspaniałomyślne, gdyż przeznaczam na cele charytatywne dosyć dużo pieniędzy, jednak z drugiej strony uspokajam w ten sposób swoje sumienie nie robiąc nic poza przelewem pieniędzy na konto domu dziecka. W życiu zajęłabym się dalej robieniem zdjęć za kupiony aparat, wystawianiem sztuk z moim teatrem zaspakajając tym samym egoistycznie moje własne potrzeby. Jeśli bycie wspaniałomyślnym oznacza dawanie pieniędzy, to z całego serca pragnę być wspaniałomyślna w zamian za święty spokój duszy, że mogę robić to, co lubię.

  15. Jeśli zarabiałbym bardzo dużo pieniędzy – przeznaczyłbym je na pomoc rozwojową dla krajów rozwijających się. W porównaniu z krajami Południa, nasi obywatele zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy by związać koniec z końcem. Mieszkańcy Afryki nie mają pieniędzy na podstawowe produkty. Głód jest wszechobecny Mają też bardzo mały dostęp do wody (często prowadzą o nią wojnę) czy podstawowej opieki zdrowotnej.
    Czy chcę być wspaniałomyślny? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Uważam, że posiadam pewną wrażliwość społeczną. Działam w projekcie charytatywnym w pewnej organizacji studenckiej, od czasu do czasu przekazuję część swoich pieniędzy na organizacje charytatywne. Jednakże moim zdaniem ciężko jest konsekwentnie podążać drogą filantropa, gdyż ciężko odmówić sobie pewnego dostatku wynikającego z nadmiaru pieniędzy na koncie.

  16. Myślę, że to jak wielka byłaby moja wspaniałomyślności zależałoby od tego, jaki procent kwoty przeznaczony na daną dziedzinę byłby rzeczywiście w nią zainwestowany. Innymi słowy, ile pochłaniałaby biurokracja odpowiadająca za fundusze takich wspaniałomyślnych ludzi. Zakładam, że coś takiego musiałoby istnieć, wszak ciężko wyobrazić mi sobie sytuację, bym przyszedł pewnego dnia z kwotą 10 tys. złotych na Dworzec Centralny w Warszawie i powiedział Pani w okienku z biletami, że chciałbym dofinansować polskie koleje. Biurokracja, czego dowiódł pewien mądry człowiek (nie pomnę nazwiska), ma tendencje do pęcznienia od dołu i podejrzewam, że i w tym wypadku (a nawet szczególnie w tym wypadku) tej sytuacji nie dałoby się uniknąć.

    Pomijając już jednak od tych szczegółów – wszak liczy się przede wszystkim gest – jak już wyżej wspomniałem 20% z 50 tys. złotych przeznaczyłbym na koleje (jeśli można by było zawęzić na które dokładnie połączenie to jeszcze lepiej!). Następną kwestią byłaby edukacja, tj. inwestycja w dany wydział uniwersytetu oraz, wybiegając w przyszłość, szkoły moich dzieci. W tym wypadku byłoby to również kolejne 10 tys. złotych. Pozostałe 30 tys. złotych rozdysponowałbym pomiędzy służbę zdrowia, kulturę (tutaj także wedle mojego subiektywnego klucza), sport, naukę oraz schronisko dla zwierząt.

    Mam jednak pewne wątpliwości, co do tego, czy moje „inwestycje”, wynikające z dobrowolnych podatków, można traktować jako wspaniałomyślność. Przy wyborze powyższych aspektów życia, kierowałem się przecież swego rodzaju egoizmem.

    1. Wkradł się mały, złośliwy chochlik w pierwszym zdaniu drugiego akapitu. Powinno być: „Pomijając już jednak te szczegóły…”

  17. Kiedyś ktoś powiedział (nie mam pojęcia kto), że nic tak nie poprawia nastroju jak własna wspaniałomyślność. Ale tak naprawdę, to czym właściwie ta wspaniałomyślność jest? W tym roku zarobiłam 200.000 zł. Muszę z tego odprowadzić 50.000 zł podatku. To sporo, ale jest jeden mały plus – mogę rozporządzać tą kwotą jak mi się podoba. I tak: podatek podzielę na 10 równych części i przeznaczę na 1) rozwój dzieci zdolnych, 2) zakup nowoczesnego sprzętu medycznego, 3) domy dziecka i świetlice, 4) kulturę, w szczególności: utrzymanie teatrów, kin, muzeów, sal koncertowych, bibliotek (oczywiście miejsca te muszą rokować, a nie tylko wegetować), 5) transport i łączność, a więc budowanie dróg, autostrad, a także wspieranie przewoźników krajowych, 6) turystyka, 7) rolnictwo i leśnictwo, 8) administracja publiczna, 9) ochrona środowiska, 10) odkrycia, badania, doświadczenia. Czy to jest wspaniałomyślność? Według mnie wspaniałomyślność jest to bezinteresowność, dawanie dobra bez czerpania z tego profitów. Oddając część moich pieniędzy nie wykazałam się bezinteresownością. Od adresatów oczekuję bowiem gwarancji, że mój ‘dar’ będzie wykorzystany w odpowiedni sposób, a mianowicie – kasa pójdzie rzeczywiście na autostrady, a nie na nowy samochód dla ministra transportu, że szpitale zakupią nowy sprzęt, a nie podwyższą pensję pielęgniarkom i lekarzom, że biblioteki będą kupować nowe pozycje, a nie karmić czytelników z książkami z poprzedniego stulecia.

  18. Pomysł Sloterdijka mógłby posłużyć jako inspiracja dla socjologicznego eksperymentu. Jedynym problemem jest to, że niemożliwością jest, żeby państwo zaryzykowało tak wiele, by dowiedzieć się, czy ludzie są wspaniałomyślni. Chciałabym w to wierzyć. Nie wiem jednak, czy przekonanie o jakiejś naturalnej dobroci i wspaniałomyślności człowieka ma podstawy.
    Czy ja jestem wspaniałomyślna?
    Łatwiej jest myśleć o tym siedząc przed monitorem komputera i pijąc gorącą herbatę, niż zmierzyć się z podobnym pytaniem w realnym świecie. W takiej sytuacji o wiele prostszym jest stwierdzenie, że oddałabym te 50 tys. złotych dobrowolnie – rozporządzając pieniędzmi w określony tylko przeze mnie sposób. Część przeznaczyłabym na wsparcie dla wybranych organizacji pozarządowych, pozostałe: na rozwój infrastruktury, szkolnictwo, wsparcie dla najuboższych, na dofinansowania dla kultury. Bo w tej chwili wydaje mi się, że mogłabym to zrobić. Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nie wiem czy chciałabym wygrać w totolotka. To postawiłoby mnie w sytuacji, w której musiałabym podzielić się swoją wygraną. Ale z kim i w jaki sposób? Jak rozporządzić tymi pieniędzmi, by nie popsuć relacji między sobą a innymi i jednocześnie wesprzeć tych, którzy potrzebują tych pieniędzy? W sloterdijkowskiej sytuacji mam podobny problem. Wybiorę tylko część, zdawałoby się, że ważnych dziedzin – a co z resztą? Co w sytuacji kiedy inni też o nich zapomną? Poza tym, czy sama naprawdę będę na tyle wspaniałomyślna, by oddać coś co uczciwie zarobiłam? Teraz zdaje mi się, że tak, ponieważ kwota, o której mówimy jest dla mnie nie do pomyślenia. Mam jednak wątpliwości, co czułabym oddając tak dużą jej część, kiedy wcale nie musiałabym tego robić. Czy zrobiłabym to, by przed samą sobą czuć się wspaniałomyślna? A może jednak okazałabym się taka, jaka chciałabym być?

  19. Myślę że, pomysł Sloterdijka nie jest możliwy do wykonania, ponieważ nie wszyscy ludzi są tak hojni.
    Większość ludzi, gdyby podatek był dobrowolny, nie płaciliby go wcale. Moim zdaniem 200 tys. złotych to dość duża kwota, co nie zmienia faktu, że podatek w wysokości 50 tys. jest również bardzo wysoki. Gdyby to jednak ode mnie zależało, byłaby skłonna przeznaczyć około 30 tysięcy na pomoc dla osieroconych dzieci. Uważam, że wszyscy ludzie mają prawo do szczęścia. Dzieci, które mieszkają w domach dziecka muszą mieć te same warunki rozwoju, co dzieci w normalnych rodzinach. Muszą mieć dużo zabawek i książek dla nauki.
    Gdyby ktoś, kiedyś wymyślił system, w którym podatki byłyby dobrowolne to ja, jako osoba rozumiejąca potrzeby tych dzieci, przeznaczałabym 30 tys. zł na pomoc dla nich z rocznego dochodu w wysokości 200 tys. zł.
    Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby wszyscy ludzie oddawali część swojego dochodu na cele charytatywne, ponieważ jest to bardzo ważna działalność.

  20. Myślę, że każdy człowiek chciałby być wspaniałomyślny i chciałby być za takiego postrzegany. Pytanie moim zdaniem powinno brzmieć inaczej: czy potrafię być wspaniałomyślny.

    Można założyć, że w sytuacji gdy podatek jest dobrowolny pojawiłaby się ‚moda’ na płacenie podatków. Ludzie, którzy nie płaciliby byliby piętnowani przez płacącą resztę. Trzeba jednak się zastanowić czy z upływem miesięcy, przy kolejno pojawiających się, nie płacących jednostkach owy trend nie przestawałby być istotny i stopniowo nie zanikałby.
    Warto również zauważyć, że dużo łatwiej oddać swoje pieniądze w momencie gdy mamy ich nadmiar, a dużo trudniej gdy musimy sobie czegoś odmówić. Widzimy choćby dziś, że najbogatsi chętnie przeznaczają swoje pieniądze na różne cele – chcą być wspaniałomyślni i mają ku temu możliwości. W momencie gdy pieniędzy brakuje, pokusa by nie płacić podatku byłaby dużo większa.
    Osobiście ciężko mi szczerze odpowiedzieć ile bym płacił i na co bym te pieniądze przeznaczał. Chciałbym kierować się zasadą – płacę tyle, by mieć na zadowalające życie. Pozostaje kwestia czy potrafiłbym tak postępować i jak wpływ miałyby na mnie owe pieniądze – na to nie potrafię odpowiedzieć.
    Warto również zastanowić się czy w sytuacji gdy decydujemy na co mają iść pieniądze państwo wciąż mogłoby trwać? Nie można wymagać od ludzi by potrafili zarządzać państwem, a to w systemie Sloterdijka wydaje się niezbędne.

  21. Gdybym mógł decydować o wysokosci moich podatków i celach na jakie je przeznacze płaciłbym na wszystkie instytucje państwowe, które uważam za niezębdne. Na wojsko i policję, na utrzymanie infrastruktury, na popieraną przeze mnie partie polityczną itd. Leczyłbym się prywatnie nie płaciłbym zusu ale oszczędzał na emeryturę samodzielnie. przeznaczyłbym również cześć pieniędzy na organizacje charytatywne i pozarządowe.

  22. Gotowa jestem być wspaniałomyślna w granicach zdrowego rozsądku, to znaczy chciałabym pomóc tym, którzy tego naprawdę potrzebują. Trudno jest mi mówić o jakichkolwiek sumach, ponieważ nie pracuję. Przede wszystkim nie wiem, jakie wydatki miałabym zarabiając 200tys. złotych rocznie. Jednak stawiając się w takiej sytuacji myślę, że mogłabym przeznaczyć dobrowolnie 20tys. złotych na schroniska dla zwierząt. Zawsze uważałam, że los zwierząt nie jest zależny od nich samych- są bezbronne i nie mogą zapewnić sobie pożywienia, schronienia itp. Ludzie potrzebujący pomocy oczekują czasem tylko wsparcia, by samym poradzić sobie w trudnej sytuacji życiowej, a zwierzęta nie mogą nic zmienić i same sobie nie poradzą. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem obojętna na problemy społeczne, lecz uważam, że istnieje o wiele więcej form pomocy społecznej, niż pomocy zwierzętom.
    Uważam tak jako niezarabiająca studentka, lecz nie wiem, czy tak samo myślałabym rzeczywiście zarabiając taką sumę pieniędzy. Winna jest temu nasza natura ludzka, która sprawia, że jak jesteśmy biedni- chcemy żyć tak, by starczyło nam na zaspokojenie podstawowych potrzeb, zaś gdy stajemy się bogaci- chcemy od życia coraz więcej. Wydaje mi się, że ludzie biedni potrafią bardziej współczuć potrzebującym, zaś bogatsi nigdy niedotknięci „złym losem” stają się obojętni na krzywdę innych. Dlatego nie wierzę, że dobrowolne podatki byłyby dobrym rozwiązaniem, ponieważ większość społeczeństwa w ogóle by ich nie płaciła.

  23. Czy chcę być wspaniałomyślny? Oczywiście, ale nie chcę być także wykorzystywany.

    Pomysł Sloterdijka może i brzmi obiecująco, lecz na dłuższą metę byłby nieskuteczny, gdyż większość osób nie płaciłaby ani grosza. Trudno jest mi postawić się w sytuacji podanej w temacie, gdyż nie wiem co siedziałoby mi w głowie mając na koncie tak pokaźną sumę. Może, zobaczywszy tak duża kwotę chciałbym mieć więcej i więcej i przez to zignorowałbym nieobowiązkowe wydatki. Myślę, że jednak mógłbym przeznaczyć dobrowolnie ok. 30 tysięcy złotych, lecz tylko pod warunkiem, że moje pieniądze trafią tam gdzie to sobie założyłem(mało prawdopodobne). Większą część tej gotówki ofiarowałbym na pomoc dla najuboższych i poważnie chorych. Pozostałe pieniądze, w ramach mojego zainteresowania, przeznaczyłbym na poprawę szkolenia sędziów i trenerów piłkarskich. Z pewnością, plusem pomysłu Sloterdijka, byłoby to, że człowiek widząc stagnację w dziedzinie na którą przeznaczył pieniądze, mógłby zaniechać płacenia podatków, więc wszelkie szachrajstwa ze strony państwa byłyby średnio opłacalne.

  24. Uważam, że 50 tysięcy złotych to nieco za dużo, ale przy tak wysokich miesięcznych zarobkach, można by wygospodarować ok. 20 tysięcy złotych podatku. Zabezpieczoną sumę podzieliłabym wg piramidy Maslowa (może nawet bym wymyśliła jakiś współczynnik matematyczny, żeby to dokładnie wyliczyć). Dzięki temu pieniądze zostałyby przeznaczone w pierwszej kolejności na cele zupełnie podstawowe (np. bank żywności, przytułki dla bezdomnych, mieszkania socjalne, ubezpieczenia pielęgnacyjne itp.), stopniowo przechodząc przez kolejne schody piramidy, aż do celów „wyższych”, np. budowanie nowych ośrodków kulturalnych lub sportowych, programy stypendialne dla zdolnych uczniów, czy wspomaganie tworzących się start up’ów. Ja już swoje zarobiłam, ale przecież są w naszym kraju potrzebujący, którym udzielenie pomocy jest obowiązkiem społecznym. Przekonanie o takim solidaryzmie społecznym z pewnością byłoby zdrowe dla obywateli państwa, ponieważ sami bylibyśmy dla siebie zabezpieczeniem. Taka postawa wymaga ogromnej odpowiedzialności społecznej – każda jednostka odpowiada za dobra publiczne, które są w powszechnym użyciu, zarówno przez biednych, jak i bogatych, dlatego należy je współfinansować na tyle na ile nas stać.
    Nie chcę być wspaniałomyślna, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Chcę móc być społecznie odpowiedzialna za kondycję państwa w którym żyję i chcę żeby inni też to mieli na uwadze. Płacenie podatków, czy też dobrowolnych składek, jest konieczne aby państwo mogło funkcjonować i od tego nie uciekniemy, należy to jednak dobrze przemyśleć i wybrać odpowiedni system.

  25. Wiadomo, że każdy z nas jest zmuszany do płacenia podatków. Robimy to codziennie ( przykładowo – kupując batonik w sklepie), często nie przywiązując do tego szczególnej uwagi. W praktyce państwa określają wysokość podatków, zbierają je i wykorzystują na różne cele, które uznają za przynoszące korzyści dla całego społeczeństwa. W niektórych krajach system podatkowy funkcjonuje lepiej, w niektórych gorzej, ale zasady pozostają takie same. Nie ma specjalnego rozróżnienia w kwotach płaconych przez bogatych i biednych, ale możemy zauważyć, że dominują opinie, mówiące, że bogaci powinni płacić więcej. Moim zdaniem, jest to nie tyle niesprawiedliwie, o ile raczej bezsensowne.
    Szczerze mówiąc, nie uważam, że stawka 23% podatku jest tak wielką kwotą do płacenia, ale tak naprawdę – ile byśmy nie płacili, nigdy nie będziemy pewni, na co wydane zostaną nasze pieniądze. Najczęściej pieniądze, które powinny być przeznaczone na cele społeczne, giną gdzieś po drodze. Często nie możemy ich skontrolować. Jestem pewna, że nawet jeżeli wszyscy by płacili podatek równy 50% swojego rocznego dochodu, to i tak byłyby te same problemy co dzisiaj. System podatkowy jest niedoskonały.
    Propozycja Sloterdijka jest ciekawą alternatywą dla obecnie funkcjonującego systemu podatkowego. Chociaż ciężko powiedzieć, co by było jeżeli by istniał dobrowolny podatek, uważam, że większość ludzi w ogóle by nic nie płaciła, podkreślając stwierdzenie, że to bogaci mają płacić.
    W sytuacji, w której podatek byłby kiedyś dobrowolny, osobiście podzieliłabym stawkę 23% podatku – ok 5% przeznaczyłabym dla skarbu państwa, a pozostałe 18% ofiarowałabym na pomoc medyczną, edukację, cele społeczne – przede wszystkim pomoc głodnym i bezdomnym ludziom. Myślę, że wówczas byłabym pewna, że mój podatek na pewno przeniesie wymierne korzyści społeczne.

  26. Uważam pomysł Sloterdijka za utopijny i nie możliwy do wykonania w praktyce. Ludzie nie powinni sami decydować o kwocie jaką chcieliby oddać państwu, ponieważ większość nie oddałaby nic. Sam, obserwując nasze państwo, wahałbym się nad przeznaczeniem jakichkolwiek funduszy na jego rzecz. Uważam, że zbyt duże sumy pochodzące z naszych podatków są topione w państwowej biurokracji. Jednak gdybym miał możliwość decydowania o moim podatku i byłbym pewny, że te pieniądze trafią właśnie tam gdzie ja chce, myślę, że byłbym w stanie oddać państwu około 1/5 moich zarobków, czyli w tym wypadku 40 tys. Większość z nich przeznaczyłbym na służbę zdrowia, ponieważ uważam, że w Polsce jest ona bardzo mocno zaniedbywana, jednocześnie każdy prędzej czy później będzie miał z nią do czynienia, ponieważ każdego może spotkać choroba. Resztę tej sumy, jako osoba wspaniałomyślna, przeznaczyłbym na cele charytatywne. Przede wszystkim na instytucje wspierające osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej, np. domy dziecka, ponieważ uważam, że państwo powinno wspierać ludzi, którzy przez brak wsparcia rodziny lub biedę mają utrudnioną drogę do samorealizacji i osiągnięcia sukcesu w życiu. Oczywiście taki system podatkowy miałby sens tylko i wyłącznie, gdyby wszyscy obywatele solidaryzowali się z państwem. Jeśli większość Polaków, tak jak wcześniej mówiłem, stwierdziłaby, że państwo nie jest im do niczego potrzebne i nie muszą oddawać mu swoich ciężko zarobionych pieniędzy, moje 40 tys. nic by nie wskórało.

  27. Wydaje mi się, że gdyby moje zarobki kształtowały się na takim poziomie jak w pytaniu, gotów byłbym oddać w ramach dobrowolnego podatku jedną czwartą z nich. Musiałbym jednak wiedzieć, że pieniądze, które przeznaczam na konkretny cel, załóżmy dla zdolnej młodzieży z ubogich rodzin, będą faktycznie do niej trafiały, a nie rozpraszały na kolejnych szczeblach urzędniczej hierarchii. W takim wypadku, sądzę, że dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wykazów i dokładnych spisów wystawianych podatnikowi, na jakie cele i w jaki sposób podatek został finalnie zagospodarowany.
    Niestety jednak, według mnie, pomysł Sloterdijka, jest niemożliwy do zrealizowania w dzisiejszym świecie. Państwo nie może sobie pozwolić na to, że nie będzie sfinansowane w którejś z ważnych dziedzin i jest zdane na łaskę lub niełaskę obywateli. Na przykład darczyńcy będą odprowadzać podatki na bezdomne psy i odnowę zniszczonego, krajowego drzewostanu (co oczywiście również jest istotne), ale poszukiwania czy badania prowadzone przez polski przemysł gazowniczy nie dostaną zbyt wielu funduszy, gdyż wielu Polaków po prostu nie ma wiedzy o na ten temat. Dlatego też pomysł dobrowolnych podatków wydaje mi się ciekawy, ale po ludzku, niemożliwy do wykonania.

  28. Wydaje mi się, że płaciłbym pewne podatki, o ile państwo spełniałoby moje oczekiwania – zapewniało bezpieczeństwo i tyle. Myślę, że gdybym miał płacić na państwo, jakie mamy w obecnym kształcie, to bym się dwa razy zastanowił. Z prostego powodu – jeśli państwo ma spełniać tyle funkcji, ile spełniać ma dziś, to byłoby to wrzucanie pieniędzy do wielkiej dziury, z której nie wiadomo co wypłynie. W takim przypadku byłbym skłonny raczej do założenia jakiegoś rodzaju fundacji, na przykład wspierającej młode naukowe talenty, albo jakieś centra zdrowia. A ile mógłbym przeznaczać na państwo? Ciężko stwierdzić, część zapewne poszłaby na fundusz „czarnej godziny” – w jakiś sposób bym ją zainwestował. Na podatki mógłbym przeznaczyć około 5-10% tej sumy, co uważam, za dużą kwotę. A skoro Sloterdijk twierdzi, że filozofowie powinni przejąć władzę i naprowadzać prostych ludzi, to może byłby i z tego jakiś pożytek. Chociaż eksperymenty z Nietzschem czy Marksem już parę razy nie skończyły się dobrze. Dobrze byłoby też, żeby takie państwo pokazywało mi, jak spożytkowało moje pieniądze.

  29. Mnie się wydaję, że pomysł Sloterdijka nie można zastosować w pełni, jednak częściowo teoretycznie możliwe. O co mi chodzi. Można wyobrazić sytuację, w której państwo ma tak wielki dochód, który całkowicie pokrywa podstawowe potrzeby państwa i wciąż jest zbyteczny. Wtedy o tej zbędnej części mogliby decydować obywatele. Zresztą, bogate państwa i tak praktykują pewne dobrowolne podatki. Ja jednak, jestem stanowczo przeciw idei Sloterdijka, ponieważ, moim zdaniem, każdy ma swoją pracę, ktoś studiować, ktoś leczyć, a ktoś formować budżet. Wiele potrzeb państwa uważane są przez większość obywateli za niepotrzebne. Taką może być, na przykład armia, pomóc międzynarodowa, wspieranie drogich badań naukowych, które jednak mogą nie przynieść skutków etc. Oprócz tego, polityka państwa musi mieć cele długoterminowe, strategiczne, jak wewnątrz, tak i nazewnątrz. Przeciętny obywatel nie musi tego wszystkiego trzymać w głowie. Jest wiele ludzi, w ogóle nie zainteresowanych w polityce lub życiu spółecznym. Na przykład, moja matka jest wspaniłą osobą, ale nie może odróżnić parlament od rządu, i ciągle je myli, toż jakby planowała podatek? I tak naprawdę, wiele ludzi obchodzi tylko to, co bezpośrednio dotyczy ich życia. Moim zdaniem, ludzie zbyt dużo pieniędzy przeznaczyliby na cele charytatywne, zaniedbując jednocześnie potrzeby państwa jako aktora sceny międzynarordowej, takie jak chociażby bezpieczeństwo. A mnie, na przykład najbardziej o to chodzi, i na to przeznaczyłabym pieniądze. Spłaciłabym podatek w pełni, ale nie wyobrażam, jakbym musiała procentowo jego podzielić.

  30. Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, ale szczerze mówiąc, chyba nie płaciłabym podatku. Sądzę, że w praktyce mało kto by płacił. Oczywiście przyjmując, że zaufanie do państwa byłoby mniej więcej na takim poziomie, jak teraz. Gdyby państwo było w stu procentach sprawne i zarządzałoby pieniędzmi tak, że spełniałoby wszystkie swoje funkcje i zadowalałoby większość obywateli, może chęć społeczeństwa do powierzania mu pieniędzy byłaby większa. 200 tysięcy rocznie to nie jest oszałamiająca kwota, w sam raz na życie na niezłym poziomie dla kilkuosobowej rodziny. Tym bardziej, że w tej utopijnej sytuacji państwo nie miałoby praktycznie żadnych dochodów z podatków, więc obywatele samodzielnie i bezpośrednio musieliby opłacać właściwie wszystko. Tak czy inaczej chyba nie wyróżniałabym się wspaniałomyślnością. Prawdopodobnie robiłabym to, co robiłaby większość.

  31. Ciężko odpowiedzieć na postawione pytanie. Nie wiem co czułbym, gdybym zarabiał 200 tyś zł rocznie. Na dzień dzisiejszy podejrzewam, że wystarczyłoby mi to zdecydowanie na wszystkie potrzeby, nawet na te większe. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia więc przy takich zarobkach mógłbym po prostu czuć niedosyt i dążyć do zarobków większych, co za tym idzie, gdyby podatek dochodowy był dobrowolny, mógłbym dążyć do uiszczenia jak najmniejszej kwoty. Jednak pomijając te dywagacje, wydaje mi się, że byłbym w stanie zapłacić ok.50 tyś. (gdyby to była moja dobrowolna decyzja wg zasady Sloterdjika ) pod dwoma warunkami. Po pierwsze musiałbym być pasjonatem swojej pracy, a pieniądze byłyby tylko miłym dodatkiem do zadań, które po prostu sprawiają mi radość. Drugą, chyba ważniejszą wg mnie kwestią jest rozdział moich dochodów. Jeśli pieniądze, które miałbym zapłacić jako podatek, przeznaczane byłyby przez państwo na cele ode mnie niezależne, z pewnością bym tyle nie zapłacił. Musiałbym rozdzielić procenty wg moich własnych przekonań. Przeanalizowałbym wszystkie możliwe warianty i oddałbym swój podatek na instytucje, które moim zdaniem najbardziej potrzebują pieniędzy podatników.
    Nie wiem czy pomysł Sloterdjika sprawdziłby się w naszym społeczeństwie, jednak, gdyby ów system został wprowadzony, po spełnieniu podanych przeze mnie warunków, prawdopodobnie byłbym ‘wspaniałomyślny’.

  32. Pomysł Sloterdijka jest całkowicie utopijny.

    Nie wyobrażam sobie tego ,iż ludzie moglibyśmy decydować o wysokości podatku i tym na co chcą go przeznaczyć. Nagle okazałoby się,że ja przeznaczam w formie „podatku” 30 tys. a inny zarabiający tyle samo co ja – przeznacza 10 tys. Wydaje mi się, że poczucie niesprawiedliwości przysłoniłoby moje poczucie wspaniałomyślności. Dalej to poczucie wspaniałomyślności zostałoby przesłonięte przez niepewność wynikająca z niestabilności państwa – nie możemy przewidzieć na co inni zechcą przeznaczyć swoje podatki i w jakiej wysokości – przykładowo : muszę poddać się bardzo kosztownej operacji na którą mnie nie stać , okazuje się ,że na służbę zdrowia mało kto przeznaczył „podatek”-pieniędzy nie ma. Lub chcę dojechać gdziekolwiek -i co i okazuje się ,że obywatele stwierdzili,iż w drogi i tak są dziurawe,w przetargach na inwestycje panuje korupcja – mało kto również przeznaczył na to swoje pieniądze. Krótko mówiąc osobiste decydowanie tego w jakiej wysokości i na co ma być przeznaczony „podatek” przez każdego obywatela doprowadziłoby do kompletnego chaosu państwa. Co pozostałoby z mojej wspaniałomyślności i poczucia, że mam prawo wybrać na co chcę przeznaczyć moje pieniądze skoro okazałoby się ,że żyję w niestabilnej rzeczywistości.

  33. Iaroslav Denysenko.

    Najpierw trzeba zastanawiać się, co znaczy „wspaniałomyślność”. Czy to jest tylko cecha charakteru, czy również i moralna zasada? W czym ona wyraża się? Myślę, że wspaniałomyślność to jest pozytywna moralna zasada, pewna forma przejawu człowieczeństwa w powszednich wzajemnych odniesieniach do ludzi, przy której humanitarność przewyższa miarę ogólnie przyjętych norm czy przejawia się w odniesieniu do tego, kto jej całkiem nie zasługuje. Ona może wyrażać się w bezinteresownej ustępliwości, a także w zdolności ofiarowywać swoimi interesami dla drugich ludzi. W chrześcijańskiej moralności wspaniałomyślność rozumie się jako przebaczenie wszystkim. Ludziom odnosi się nie pamiętać zła, im uczynionego, przebaczać pobliskim wszystkie ich grzechy, lubić swoich wrogów, co jest ujawnieniem tolerancji. Odwrotną stroną tego przekazania jest nieobecność wymóg do ludzi, pobłażliwość przestępstwom. Jeżeli mówić o tym, ile jabym zapłacił podatków, skoro miałbym 200 tys. PLN rocznie, to leży w sferze moich osobistych interesów. Czyli, ja nie wychodzę z zasad chrześcijańskiej moralności, więc będę oddawał pieniądze w zależności od tego, jaką socjalno-gospodarczą politykę prowadzi moje państwo. Skoro państwo, naprzykład, obywatelem którego ja jestem, może zabezpieczyć mnie gwarancje działalności mojego przedsiębiorstwa, a nie gwałtownie odejmować mój biznes, wtedy jabym płacił połowę tej sumy, 100 tys. PLN, rocznie bez żadnych problemów. Co do celów przeznaczenia, to oni leżą w sferach ochrony zdrowia i ekologii, które, moim zdaniem, teraz są najbardziej wrażliwe i najbardziej potrzebują pieniędzy. Myślę, że w takim przypadku to będzie największym ujawnieniem wspaniałomyślności z mojej strony. Ale w ogóle ja chciałbym być wspaniałomyślny i staram się im być, jeżeli trafiają propozycje komuś pomóc charytatywnie.

  34. Suma 200 tys. złotych jest to spora suma. Zarabianie ponad 16 tys. miesięcznie wystarcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb w zupełności, tych wyższych z pewnością też. Jak wiadomo, żeby państwo istniało musi się ono jakoś utrzymywać i tu właśnie te oto wspaniałe podatki stają na naszej drodze. Wielu ludzi się im sprzeciwia, a z drugiej strony narzeka na prywatyzację szpitali i za niskie płace nauczycieli, czy policjantów. Ja osobiście staram się podejść do sprawy w sposób racjonalny, dlatego też jak najbardziej mogę płacić podatki, ale zaczerpnęłabym trochę z myśli Sloterdijka. Chciałabym decydować o tym czyj budżet zasili moje wynagrodzenie. Ale też chciałabym przeznaczyć część mojego podatku na instytucje charytatywne, czy domy dziecka, które w Polsce nie mają się najlepiej. Jak zwykle jest jeszcze druga strona medalu. Im więcej posiadamy, tym chcemy dostawać jeszcze więcej. Przyzwyczajając się do życia na pewnym poziomie ciężko nam z czegoś zrezygnować, łatwiej jednak jest nam dążyć do jeszcze wyższego poziomu życia. Co wiąże się z trudnościami w płaceniu podatków, żegnaniu się z „ przepustką” do lepszego życia. Co dla mnie na przykład byłoby sygnałem do wprowadzenia podatku od luksusu. Reasumując każdy powinien płacić podatki w zależności od wysokości wynagrodzenia, ale również powinien mieć prawo do decydowania na co chce przeznaczyć swój podatek.

  35. Z jednej strony popieram pomysł Sloterdijka gdyż, patrząc na co idą pieniądze z naszych podatków załamuję ręce. Z drugiej strony, podejrzewam, że gdyby podatki były dobrowolne, większość ludzi nie czułaby się odpowiedzialna, żeby przeznaczyć jakąkolwiek sumę na cele charytatywne czy na rozwój naszego Państwa . Zakładając jednak, że zarabiam 200 tys. rocznie na pewno nie oddałabym 1/4. W granicach rozsądku i własnego sumienia uważam, że kwota 25tys. oddanych na cele charytatywne byłaby adekwatna do sumy moich zarobków. 25% tej sumy przeznaczyłabym na służbę zdrowia, która w Polsce niestety ciągle kuleje. 20% na oświatę , 15% na bezpieczeństwo,, 10% na infrastrukturę drogową, 25% dla organizacji poza rządowych (które pomagają zwalczać głód i biedę w państwach Trzeciego Świata) i 5% na kulturę. Uważam że najlepszym rozwiązaniem jest płacenie konkretnego procentu od naszych dochodów, tak jak to się robi obecnie, jednak to my powinniśmy wybierać, na co chcemy przeznaczyć nasze, ciężko zarobione pieniądze.

  36. Gdybym zarabiała 200 tysięcy złotych rocznie, aż zanadto starczałoby to na zaspokojenie wszystkich moich potrzeb. Pewne obawy związane z niepewną przyszłością z pewnością skłoniłyby mnie do zaoszczędzenia pewnej części tej kwoty na „czarną godzinę”. Myślę, że gdybym tyle zarabiała, chciałabym uspokoić moje sumienie, że robię również coś dobrego, co dobrze wygląda w oczach społeczeństwa. Aby nie zostawiać wszystkiego dla siebie, szczególnie dlatego, że taka ilość pieniędzy nie jest dla mnie niezbędna, oddałabym 50 tysięcy potrzebującym oraz 10 tysięcy państwu. Jednak oddając taką sumę, musiałabym być pewna, że trafi ona tam, gdzie zaplanowałam np. do konkretnych ludzi, organizacji. Są to moje przypuszczenia w wypadku, gdybym mieszkała sama i nikogo nie utrzymywała.
    Uważam, że każdy chce być wspaniałomyślny, często dlatego, iż daje mu to akceptację innych ludzi oraz utwierdza w przekonaniu, że robi się coś ważnego i zasługującego na pochwałę. Chcę być wspaniałomyślna, ale kierując się dobrymi wartościami.

  37. Gdybym miała wybór, to czy przekazałabym tak dużą kwotę państwu, zależałoby od tego, w jakim państwie bym żyła. Biorąc pod uwagę nieudolną sytuację w Polsce, nie oddałabym państwu tak dużo ciężko zapracowanych pieniędzy, aby za mnie rozporządzono, na co je zmarnować. Niezależnie od tego, ile rząd od nas wyciąga (podatki, składki) starając się ratować sytuację, nic się nie zmienia, nadal nie otrzymujemy od państwa nic godnego w zamian (służba zdrowia, transport itp.) Przy obecnych realiach wolałabym płacić minimum i odkładać na siebie, na czarną chwilę sama. Egoizm, wiem. Ale z drugiej strony, jeśli zachoruję, mam umrzeć, bo najbliższy termin u lekarza jest wolny za 3 miesiące? Tak, obecnie wolałabym płacić minimum państwu (jako wsparcie najbiedniejszych), a resztę mieć na leczenie prywatne, kiedy będę tego potrzebować. Gdybym żyła w państwie, gdzie system i organizacja działają sprawnie (np. kraje skandynawskie)- owszem, bez wahania oddałabym te 50tys. – po to właśnie, by sprawny system dalej funkcjonował. Teraz inna kwestia: na jaki cel przekazać? Opiekę społeczną, pomoc najbiedniejszym, w tym: szpitale, domy dziecka, domy starości, stypendia socjalne dla uczniów i studentów. 5-10% mogłabym przekazywać jakiejś organizacji pozarządowej. Przy tym chciałabym, żeby część kwoty albo całość mogła czasem trafiać do 1 konkretnej osoby, żeby za jednym razem pokryć np. koszty leczenia, sfinansować operację. Warunek obowiązkowy: chciałabym dostawać konkretne rozliczenia, na co moje pieniądze poszły.

  38. Dobrowolnie płacić podatki nikt nie chce. Nie bądźmy hipokrytami i przyznajmy się do siebie, że nikomu nie chce się oddawać komuś swoje własne, ciężko zarobione pieniądze. Ale każdy dobry obywatel powinien i może wydawać część swoich dochodów na społeczne potrzeby. Nawet w dawnych czasach istnieła tak zwana „dziesięcina” – tj. dziesiątą część dochodów, którą płacono kościołowi. Myślę, że 20 zł od 200 byłoby dość skromnym i wykonalnym podatkiem dla potrzeb społecznych. Jak go spędzić? Chciałabym spędzić go na potrzeby najsłabszych części społeczeństwa: dzieci, osób niepełnosprawnych, osób starszych. Idealnie byłoby wiedzieć, że moje osobiste pieniądze zostały przekazane na konto, na przykład, konkretnego domu opieki.
    Zbyt wysokie podatki hamują rozwój gospodarczy.
    Jestem Białorusinką. Na Białorusi, władza mówi, że buduje „państwo opiekuńcze”, więc wydatki na cele socjalne są wysokie (odpowiednio wysokie podatki). Jednocześnie, prawie połowa podatku idzie na utrzymanie niepotrzebnie nadętego aparatu przemocy (służby bezpieczeństwa, policji, wojskowych), który sprawouje dyktaturę Łukaszenki. A także na nieefektywna administrację (urzędnicy, biurokraci).
    Nasz rząd stara się regulować wszystkie aspekty życia. Chociaż Łukaszenko w zeszłym tygodniu i stwierdził, że pieniędzy na taką biurokrację nie wystarczy, i nakazał urzędnikom zmniejszyć liczbę o 20 procent, jednakże, mało prawdopodobne jest by on naprawdę to uczynił.
    Podatki są opłatą za życie w społeczeństwie cywilizowanym. Chciałabym, żeby to naprawdę tak było.

  39. 200 tys. zł? 50 tys. zł? Te sumy, dla mnie, jako studentki wydają się być na razie abstrakcyjne. Tym samym trudno zdecydować czy w kwestii podatków byłabym wspaniałomyślna. Spróbuję jednak postawić się w takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę ułomność polskiego systemu podatkowego wybrałabym „sloterdijkowskie” rozumowanie. Zdaję sobie sprawie, że taki system mógłby funkcjonować jedynie wśród ludzi o wysokiej świadomości społecznej. W przeciwnym razie, znając narodowe przywary Polaków i niechęć do oddawania własnych pieniędzy na bliżej nieokreślony cel, zupełnie zanikłby system socjalny. To całkowicie zrozumiałe, że polscy podatnicy nie chcą przekazywać ¼ dochodów rządowi, który nie potrafi racjonalnie rozporządzać budżetem państwa. To boli zwłaszcza ludzi, którzy czują się niesprawiedliwie traktowani przez system podatkowy. Porównując rodzime rozwiązania z sytuacją w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, nasz kraj ma jeszcze wiele do zrobienia w m. in. takich kwestiach jak pomoc socjalna, edukacja publiczna, opieka medyczna czy transport publiczny. Oczywiście, kwota podatku, jaką płacą Niemcy czy Anglicy jest nieporównywalnie wyższa, ale słusznie rozporządzana. Tylko sensowne wykorzystanie dochodów naszych obywateli mogłoby mnie przekonać do oddania ćwierci dochodów państwu. Gdybym jednak miała sama wybrać, na co przeznaczę tę kwotę, przekazałabym ją z pewnością na dofinansowanie instytucji zajmujących się tworzeniem leków na choroby nieuleczalne.

  40. W hipotetycznej sytuacji, kiedy mój podatek w myśl Sloterdijka byłby dobrowolny i mogłabym nim dysponować swobodnie, pewnie w pierwszej chwili dopadłaby mnie pokusa wyjechania na długie wakacje, gdzieś w bardzo ciepłe miejsce, w szczególności biorąc pod uwagę obecnie panującą aurę w Polsce. Jednak zapewne po chwili frustracji i zastanowienia zdecydowałabym się jednak przenaczyc te pieniądze na inne cele, którym pomoc zapewne by się przydała ,byłyby to z całą pewnością cele związane z rozwojem naszego kraju, przede wszystkim sektory, które najbardziej obecnie potrzebują wsparcia. Każdego dnia w otaczającym nas świecie widzę jak potrzebna jest pomoc służbie zdrowia czy oświacie i szkolnictwu wyższemu. Brakuje pieniędzy na leki czy stypendia dla młodych ,zdolnych ludzi, od których zależy przecież w dużej mierze przyszłość naszego kraju. Ważnym elementem każdego państwa i jego prawidłowego funkcjonowania są także służby zapewniające bezpieczeństwo , dlatego pewną kwotę przeznaczyłabym na szkolenie policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej czy wojska.
    Podsumowując, w hipotetycznej sytuacji, w której miałabym do rozdysponowania 50 tysięcy podatku byłabym wspaniałomyślna, ale jest to tylko założenie, bo tak naprawdę nie wiadomo jak byłoby w rzeczywistości.

  41. Tak, chcę być wspaniałomyślnym, jednak uważam że wspaniałomyślność jest to pojęcie względne i odnosi się nie tylko do kwoty jaką mógłbym przekazać na dany cel, ale także sposobu w jaki mógłbym to uczynić. Pieniądze same w sobie nie są czynnikiem, jaki od ręki uczyni życie drugiego człowieka prostszym – myślę że są one środkiem do tego, przysłowiową wędką, a nie rybą. Czasami, nawet wielkie sumy pieniędzy, użyte jednak bezmyślnie i niefrasobliwie, nie tylko nie pomagają, ale są w stanie również zaszkodzić. Dlatego też pierwszym kryterium jakim bym się kierował w przekazywaniu jakiejkolwiek sumy pieniędzy na określony cel, nie była by tylko ich ilość ale również plan ich wykorzystania. Na pewno też nie uchylałbym się od wspierania innych ludzi ze swojej kieszeni za pośrednictwem podatków, bardziej lub mniej bezpośrednich i celowych, gdyż uważam, że „człowiek nie jest przecież samotną wyspą” – żyje w społeczeństwie, wchodzi w relacje z innymi jednostkami, żyje wśród nich. Kończąc dodam, że według mojego sumienia kwota 50 000 zł podatku, przy poziomie zarobków 200 000 zł rocznie byłaby z mojej stronny naprawdę przyzwoitym wsparciem.

  42. Gdybym w dzisiejszej sytuacji zarabiając 200 tys. PLN rocznie, musiała zapłacić ok. 50 tys. podatku, czułabym się oszukana. Kwota ta stanowiłaby aż ¼ mojej ciężko zarobionej sumy, a na dodatek nie zostałaby spożytkowana w zadowalający mnie sposób. Szeroko niesatysfakcjonujące jest dla mnie, że budżet Polski na 2012r. przeznaczył aż 43 mld zł na obsługę długu publicznego. Co gorsza, 85 mld zł przeznaczone zostało na bliżej niesprecyzowane „różne rozliczenia”, co stanowi ponad 25% wszystkich wydatków przewidzianych w budżecie na 2012 rok. Takie rozliczenie wprowadza w stan osłupienia niejednego Polaka. Jednak co możemy na to poradzić? Co zrobić, aby płacenie podatków zamiast wprowadzać nas w stan rozgoryczenia, budziło u nas satysfakcję z „dołożenia się do państwa”? Ciekawym rozwiązaniem tego problemu wydaje się być pomysł Sloterdijka. Wydaje mi się, że dobrowolny podatek zrodziłby w nas ambicje, tym bardziej, jeżeli moglibyśmy przeznaczyć go na wybrany cel. Osobiście byłabym skłonna przeznaczyć sumę 50 tys. (przy zarobkach 200 tys. rocznie), gdybym mogła zadecydować, na co zostanie ona wydana. Część mojego podatku przeznaczyłabym na edukację oraz na badania naukowe (np. nad wynalezieniem lekarstwa na choroby nowotworowe). Chodź wizja dobrowolnego podatku wydaje się być utopią, wciąż mam nadzieję, że kiedyś ktoś stworzy system, w którym obywatel chociaż częściowo decyduje, na co idą jego podatki.

  43. Jako osoba sprzeciwiająca się istnieniu systemu podatkowego w obecnej formie, skłonna byłabym przyjąć pomysł Sloterdijka. Uważam, że przymus płacenia podatków sprawia, iż część obywateli celowo zaniża swoje zarobki, pracuje w szarej strefie bądź też szuka dla siebie wybawienia w rajach podatkowych. Niestety, w imię tzw. sprawiedliwości społecznej nakłada się coraz wyższe podatki dochodowe na obywateli o wysokich dochodach. Nie zgadzam się ze sprawiedliwością tego systemu, ponieważ w moim mniemaniu sprawiedliwą opcją w ramach istniejącego systemu byłby podatek liniowy.
    Gdyby przyjęto koncepcję Sloterdijka, oddawałabym ok. 40 tys. (20%) z moich dochodów na siły zbrojne. Uważam, że armia i policja są jednymi z niewielu sfer państwa, które powinny być finansowane z publicznych pieniędzy (w przeciwieństwie do np. szkolnictwa wyższego i służby zdrowia). Nie wynikałoby to jednak z mojej wspaniałomyślności, lecz praktycznego myślenia. Ponieważ niemożliwe jest opieranie sił obronnych kraju na najemnikach, należy utrzymywać państwowe siły zbrojne, co niestety wiąże się z wysokimi nakładami finansowymi.
    Jednakże, nie liczyłabym zbytnio na ludzką wspaniałomyślność – praktyka pokazuje, że większość Polaków jest wspaniałomyślna w stosunku do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i fundacji TVNu, jednocześnie ignorując wołania o pomoc innych pozarządowych organizacji.

  44. Mój podatek, gdyby był dobrowolny, a szczerze mam nadzieje, ze nigdy nie będzie, bo zaraz u wielu ludzi, możliwe, że u mnie również pojawiła by się pokusa wyjazdu na długie wakacja na Dominikane zamiast wsparcia np. jakiegoś szpitala specjalistycznego na podkarpaciu. Ale gdyby już byłby dobrowolny wynikałby nie ze wspaniałomyślności, ale z praktyczności. Czemu niby w przypadku podatku dobrowolnego miałbym przekazywać swoje pieniądze na np. budowanie żłobków, kiedy sam nie posiadam dzieci, czy rozwój infrastruktury, kiedy każdego dnia widzę, że każda kolejna inwestycja drogowa woła o pomstę do nieba. Za to rzetelnie opłacałbym wszystkie te sfery państwa niezbędne i potrzebne do funkcjonowania. Byłyby to instytucje państwowe (o tyle, o ile zgadzałbym się z linią polityczną obecnie rządzących), służby mundurowe (poza strażą miejską), gdyż ktoś musi dbać o bezpieczeństwo moje i moich bliskich, służbę zdrowia, bo przecież każdy w tym ja choruję i potrzebuję opieki lekarskiej. Również gdybym wiedział, że dobrze zagospodarowane są środki z sektora nauki czy kultury, bądź też inne, na takie też bym oddawał mając świadomość, że są to pieniądze realnie spożytkowane, a nie wyrzucone w przysłowiowe błoto. Tak więc finansowałbym wszystkie przedsięwzięcia, które uznałbym za konieczne do normalnego, codziennego funkcjonowania. O ile byłbym w stanie dołożyć się do pensji urzędników, bo to też są ludzie i muszą z czegoś żyć, nie pozwoliłbym żeby choć część mojego podatku trafiła na tak zwane nagrody i premie dla kolejnych nierobów na kolejnych szczeblach biurokracji. Nie mogę podać konkretnej sumy, na konkretne cele, gdyż ciężko powiedzieć ile w danym cyklu rozliczeniowym byłbym w stanie oddać, ale z pewnością gdybym tylko mógł to bym oddawał w takiej proporcji jaką bym uznał za stosowne.

  45. Abstrahując od subiektywnych ocen i nastawień społeczeństwa do podatków,
    Każdy publicznie wyraziłby chęć ich płacenia. Tylko, co tak naprawdę sądzimy o tym bez wspaniałomyślności podnoszącej własną samoocenę.
    Gdyby zacząć od stopniowego budowania zaufania społeczeństwa do władz i poczucia wspólnoty, myślę, że przynajmniej 50% społeczeństwa płaciłoby dobrowolne podatki. Biorąc pod uwagę to, że dziś część osób prowadzi życie z zasiłku od najmłodszych lat przejmując wzorce rodzinne, nie można się łudzić, że taka osoba będzie w stanie jeszcze zapłacić podatek.
    Kolejną istotną kwestią są wciąż rosnące ceny życia np. w Warszawie. Kiedy płacimy podatki i realnie nie widzimy z tego zysku tylko rosnące koszty, tracimy zaufanie. Koło się zamyka i nie pozwala wyjść ze schematu wzajemnego nakręcania się.
    Człowiek to istota, która stety niestety, chce widzieć zysk w podejmowanym działaniu. To kwestia przetrwania i nie ma co udawać, że tak nie jest. Społeczeństwo, naród często powiązane z hasłem jedność jest dla jednostki masą obcych ludzi, których nie obdarza się tak jak bliskich zaufaniem i uczuciem.
    Tak, więc:
    Gdybym miała zarabiać 200 tys. złotych rocznie, na podatek przeznaczyłabym od 30 do 50 tys. rocznie pod warunkiem, że byłaby ustalona kwota minimalna – każdy przyczynia się do budowania lepszego życia w danym społeczeństwie, ale w granicach rozsądku. Chciałabym też decydować, na co daję pieniądze, ale przy pomocy aktywnego wykresu, który pokazuje ludziom, w jakich obszarach brakuje pieniędzy. Blokujące bramki pozwalają wyrównywać poziom w każdej dziedzinie, a widząc gdzie zabrakło pieniędzy nie będziemy narzekać, że jest tak źle skoro mieliśmy wybór. Daje to poczucie władzy, ale i obycia, wiedzy na temat współczesnego zapotrzebowania w budżecie państwa. Oprócz tego jakiś pakiet punktów dostosowany do zarobków, które zbieramy w zależności od kwoty wpłacanej na podatek – można je potem wymienić na jakieś dobro materialne np. karnety na siłownię, bony na zakupy, oferty wakacji itp.
    Niestety na chwilę obecną nie potrafię sobie wyobrazić całkowicie dobrowolnych podatków.

  46. Odnosząc się do tak sformułowanego pytania w podatku upatrywałam narzędzia do realizacji potrzeb państwa, społeczeństwa lub grupy państw. Pozornie proste pytanie i łatwa odpowiedz – „tak”, skłoniła mnie do głębszego rozważenia tak zadanego pytania. Podatek – do czego mi jest potrzebny, państwo – czym jest dla mnie. Odpowiedzi, niezależnie, czy bliższa memu rozumieniu świata była koncepcja Hobbesa czy Smitha o funkcjach państwa i potrzebie istnienia instrumentów ich realizacji – przekonały mnie, do poglądu, iż chciałabym, by podatek od osiąganych dochodów był obowiązkowy. Prozaicznie proste umotywowanie, tego faktu zaskoczyło mnie. Do tego by, dobrze zadecydować o celach, na które powinny być spożytkowane pieniądze posiadam za mało wiedzy o danej dziedzinie, jej rentowności i regułach funkcjonowania, poza tym pewnym aktywnościom życia społecznego przypiszę inną rangę niż inni ludzie. Załóżmy, że „podatek” zdecydowałbym się wydać na np. 10 istotnych z mego punktu widzenia zadań, najprawdopodobniej okazałoby się, że na inne bardzo ważne kwestie nie zarezerwowałabym funduszy, co w konsekwencji stanowiło by pogorszenie sytuacji na tym polu, za co czułabym się moralnie odpowiedzialna. Wspaniałomyślna chcę być, ale w inny sposób np. pomagając innym ludziom przez swoje zaangażowanie w daną inicjatywę, natomiast podatek uważam za konieczny element funkcjonowania określonego społeczeństwa.

  47. 50 tysięcy złotych podatku. Chciałbym móc tyle płacić; z różnych powodów…
    Jestem przekonany, że możliwość decydowania o celach, na jakie zostaną przeznaczone pieniądze z podatków, jest pociągający dla wszystkich. W takiej sytuacji poczuł bym realną władzę jako obywatel. Poczułbym się jak szlachcic I RP. Mógłbym zapłacić nawet wyższy próg procentowy, pod jednym warunkiem. Mianowicie, chciałbym, żeby to instytucje zabiegały o moje pieniądze. Przejrzawszy cały stos ofert podpisałbym umowę z max. 3 podmiotami na od 5 do 10 lat. Niewywiązanie się z układu kończy się w sądzie. [Ciekawie wyglądałby pozew zbiorowy 10 mln. osób przeciw NFZ!] W takim państwie chyba nic nie byłoby wspólne. Taki antykomunizm. Pytanie tylko, czy system umów ma coś wspólnego ze wspaniałomyślnością- oczywiście, że nie. Chciałbym być wspaniałomyślny. Czyż to nie przybliża do anioła? No, jednak pokusa jest zbyt duża.

  48. Chce być wspaniałomyślna, mając jednoczesne poczucie, że system, w którym funkcjonuje jest oparty na demokracji, sprawiedliwości społecznej i równości, a także solidarności społecznej a podatek, który płacę nie jest wydatkiem a inwestycją. Na wzór sytemu skandynawskiego oczekiwałabym, że mój podatek zostanie spożytkowany na dostarczanie usług niżeli na świadczenia pieniężne. W państwach skandynawskich mamy do czynienia ze społeczeństwami opiekuńczymi, a chcąc budować społeczeństwo opiekuńcze należy być wspaniałomyślnym. Wykreowanie takiego społeczeństwa wymaga przede wszystkim świadomość szeroko pojętego dobra wspólnego oraz jawności i przejrzystości systemów podatkowych. Jeśli jednak państwo nie obliguje nas do odprowadzania konkretnej sumy, z perspektywy średnio zamożnego Polaka widzę ogromny chaos i pustkę w budżecie. Pragnę jednak zauważyć, że posiadanie owej świadomość dobra wspólnego i wykształcenie idei społeczeństwa opiekuńczego, zablokowałaby wspomnianą pustkę. Sama z poczucia obowiązku a nie przymusu oddałabym 30% rocznego dochodu, a instytucją docelową gdzie trafiłyby moje pieniądze byłby jednostki edukacyjne. Gdyż właśnie w drodze solidnej edukacji jednostki stają się częścią społeczności, budują swoją więź z grupą (narodem), w naturalny sposób rodzi się w nich poczucie wzajemności.

  49. Czy chcę być wspaniałomyślna?

    Hipotetyczna sytuacja: zarabiam 200 tys. zł rocznie, a Ministrem Finansów jest Pan Sloterdijk. Mogę oddać państwu w formie podatku dowolną kwotę, mam też możliwość wskazania sektora, który zostanie zasilony przez moje ciężko zarobione pieniądze.

    W realnym świecie, gdzie brak wiary we wspaniałomyślność rodzaju ludzkiego, zapłacę 50 tys. podatku, (zostaje mi 12,5 tys./miesiąc). Mój wpływ na to, co później dzieje się z tymi pieniędzmi oscyluje koło zera (pozostaje rozliczanie rządzących przy urnie wyborczej, jakaż pociecha).
    Wracam do utopii Sloterdijka. Ceny są takie jak w świecie realnym, problemy także te same (zadłużony Skarb Państwa, chaos w służbie zdrowia, stan infrastruktury wołający o pomstę, zasadniczo brak pieniędzy na wszystko).

    Ile decyduję się oddać w ramach podatku? Czynnikiem, który determinuje moją wspaniałomyślność w tym przypadku jest kwestia zaufania. Jeśli wiem, że organy państwowe, którym przekażę moje pieniądze są skorumpowane, nieudolne czy źle zarządzane – nie dam symbolicznej złotówki.
    Drugi wariant zakłada, że aparat państwowy działa równie sprawnie co instytucje prywatne. Moja wspaniałomyślność osiąga 100 tys. zł rocznie, czyli 50% zarobków. Pozostawiam sobie ok. 8 tys. na miesiąc, z czego 1,5 tys. odkładam w ramach funduszu emerytalnego. 6,5 tys. zł to dla mnie kwota absolutnie wystarczająca na wszystkie prywatne wydatki.

    Moje podatki przeznaczam na: służbę zdrowia (20%), oświatę i szkolnictwo wyższe (5%), naukę (5%), wymiar sprawiedliwości i administrację (5%), rolnictwo (10%), transport i łączność (10%), obronę narodową (5%), bezpieczeństwo publiczne i ochronę przeciwpożarową (5%), obsługę długu publicznego (15%), opiekę społeczną (10%), ochronę środowiska (4%), kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego (5%), sport (1%).

    Z powyższego wynika, że (przynajmniej na papierze) chcę być wspaniałomyślna. Czy byłabym w rzeczywistości? Nie wiem. I raczej nie będzie okazji tego sprawdzić.

  50. Oczywistą sprawą jest, że w dzisiejszych czasach podatki to zagadnienie wzbudzające dyskusje nie tylko wśród elit rządzących, ale przede wszystkim wśród obywateli każdego państwa. Uważam, że obecnie duża część polskiego społeczeństwa ma poczucie, iż pieniądze pochodzące z podatków są zwyczajnie marnotrawione.
    Gdyby, w myśl Sloterdijka, został wprowadzony podatek dobrowolny, to przy wspomnianych zarobkach 200 tysięcy PLN rocznie byłabym gotowa zapłacić nawet te pięćdziesiąt tysięcy złotych. Warunek byłby jeden: sama musiałabym wybrać cel i mieć pewność, że kwota ta w całości zostanie przeznaczona tam, gdzie ja chcę. I nie zostanie „zagubiona” gdzieś po drodze całej biurokratycznej machiny, która buduje chociażby obecnie cały system podatkowy. Osobiście, wybrałabym szpitale onkologiczne, co już wynika z własnego doświadczenia.
    Być może ktoś uzna, że wpłacenie 50 tysięcy złotych jest wyrzucaniem własnych pieniędzy w błoto. Dla mnie jednak pieniądze nie są nadrzędną życiową wartością. Próbując znaleźć odpowiedź na postawione w temacie pytanie bardziej zasmuca to, że dzisiaj wspaniałomyślność człowieka zaczynają budować pieniądze, a nie on sam, jego tożsamość…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s