Lektury Sandor Marai Sinbad powraca do domu

Proszę o wybór trzech cytatów z przeczytanej książki, które Pani/a zdaniem są w jakimś sensie kluczowe dla sposobu odczytania jej przez Państwa oraz o wyjaśnienie tego wyboru. (0d 1000 do 1500 znaków).

Podaję lektury uzupełniających, które mogą być Państwu przydatne przy tym temacie:

Przypominam o naszym rozmowach nt historii Wegier

Bibo Istvan. Nędza małych państw wschodnioeuropejskich, alkano 2010.

Marai Sandor: Dziennik. Warszawa 2009.

Cartledge Bryan: The Will to Survive. A History of Hungary, London 2006.

Kiss Csaba G.: Lekcja Europy  Środkowej, Kraków 2009.

Kontler Laszlo: A History of Hungary (2009).

7 thoughts on “Lektury Sandor Marai Sinbad powraca do domu

  1. Dla studentów i osób interesujących się regionem Europy Środkowej powieść węgierskiego pisarza Sándora Márai pt. „Sindbad powraca do domu” może być ciekawą pod wieloma względami. Mimo te, że książka została wydana w 1941 roku, pozwała ona dobrze odczuć atmosferę, która panowała w stolicy Węgier przez rozpadem imperium Habsburskiego. Razem z głównym bohaterem powieści Sindbadem (pierwowzorem był inny węgierski pisarz Gyula Krúdy) czytelnik wsiada do dorożki i zaczyna wędrówkę ulicami Budy i Pesztu. Przed nim powstaje gęsty i niepowtarzalny świat peszteńskich knajp i kawiarenek, gdzie Sindbad spotyka się z tamtejszą bohemą. Przez całą powieść przewijają się imiona węgierskich dziennikarzy, polityków, naukowców, artystów i pisarzy z pierwszych dziesięcioleci dwudziestego wieku. Kiedyś odgrywające znaczącą rolę w życiu publicznym Budapesztu, a obecnie zapomniane, oni znów pojawiają się na kartach powieści Marai. Całkowity brak iluzji w stosunku do opisanych bohaterów pozwolił ukarać groteskowość i swoistą widmowość, przeszłość i atmosferę przemijania węgierskiej klasy historycznej. Widzimy, więc, że oprócz zachwycającego historii, atutem „Sindbada” jest to, że książka może służyć świetnym źródłem wiedzy na temat życia intelektualnego Węgier.
    W niniejszej prace nie zamierzamy podejmować próbę streszczenia powieści, każdy chętny może jej spokojnie przeczytać. Chcielibyśmy raczej określić główne motywy. Jednym z takich motywów jest samotność i bezdomność. Na pierwszy rzut oka, Sindbad wygląda na przeciętnego mieszczanina: ma córkę i żonę, majątek, pewne stanowisko w społeczeństwie. Jednak, jak dowiadujemy się z powieści, jest to tylko pozór, ponieważ ożenił się nasz bohater nie z miłości, a z powodu tego, że znalazł kobietę, która chociażby na schyłku jego życia potrafiła zapewnić mu spokój.
    „Zeglarz patrzył na żonę i wokół serca rozlała mu się fala czułości, sekretna fala, z jaką wiosenne dzikie wody rozlewają po ponurych, zamarzniętych gruntach. „Niewiele ci dałem, ptaszku” – pomyślał i przekrzywił głowę na bok. „Dostałaś tylko pojednanie, pożegnanie Sindbada ”.
    „Sindbad wiecznie uciekał. „Przez pięćdziesiąt lat podróżował pomiędzy pokojami karcianymi, trzcinami, zaśnieżonymi zakarpackimi miasteczkami, torami gonitw konnych i kawiarniami literackimi. Przez pięćdziesiąt pięć lat był bezdomny i do każdego miasta, do każdej winiarni wkraczał z poczuciem, że dobrze będzie je kiedyś opuścić ”.
    Ponadto, bolesnym ciosem dla Sindbada jest przemijanie epoki. Cały czas bohater odwołuje się do „dawnych Węgier”, gdzie życie było szczęśliwsze, ludzie – mądrzejsi, a kelnerzy w knajpach uczciwsze. Przez to tworzy się atmosfera smutku i nostalgii po dawnych czasach. Następujący cytat dobrze ilustruje tą tezę: „Tylko na dawnych Węgrzech ludzie umieli milczeć”- myślył czasami Sindbad. (…) Bo tylko Sindbad i ludzie jego pokroju mieli świadomość, że cały kraj jest pogrążony w smutku.

  2. W swojej książce autor opisał atmosferę na Węgrzech w ostatnich dziesięcioleciach Monarchii, aurę Budapesztu i nastrój Węgier w postaci głównego bohatera Sindbada. Sindbad, który czuje się ziemianinem i szlachtą z dużym majątkiem na Górnych Węgrzech (dzisiejsza wschodnia Słowacja i Zakarpacie) teraz ze skrywanym niepokojem ducha konfrontuje się z nowym porządkiem świata, ma ciągły dilemat wewnętrzny (rozważa wszystkie możliwości) bo nie chce tej ugody, lecz pełną niezależność Węgier. Dlatego wdał się w bójkę ze zwolennikiem ugody, bo do końca nie mog z tymi zmianami na Węgrzech się pogodzić, zresztą „Jako pisarz i dżentelmen opowiadał się za opozycją…”
    Autor przez pewną ironię pokazuje osobisty dramat i życiową tragedię Sindbada, postać którego odzwierciedla tragedię losu Węgier: Sindbad, który wcześniej miał własny majątek, w końcu spotkał kochającą żonę i mieszkał na dawnych czarodejskich Węgrzech, niemal w baśniowym świecie wschodu, w kraju ni to z jawy ni ze snu, póżniej nagle okazuje się w świecie który traktuje jako kraj w smutku:
    „Gzie jest nasz dawny kraj, panie Sindbadzie? – spytał cicho Ede, – w duszach. Co widział w takich chwilach Sindbad? Rzeczywistość, inne Węgry, które żyły poza mapą, a ich wizja promieniowała spoza rzeczywistości.”

    Węgry uważa za niedoceniony kraj, dlatego ogarnia go wielkopańskie filosofowanie, skłonność do samotności i ofiarności, odgrywanie przed światem rozmaitych roli, poszukiwanie esencji życia oraz samozniszczenie. Ponadto autor jeszcze dodaje do nastrojów Węgier w owym czasie takie atrybuty jak cichy i milczący naród, cichy sposób mówienia, mielancholia („Pisał bo widział i znał te drugie, ciche Węgry”). Sindbad mówi, że ani Polak, ani Anglik, Francuz czy Niemiec nie rozumiał Węgra.

    Ciężko mu przyjęć zmiany, trudno mu przystosować się do innego stanu życia, przekraczając Dunaj z tradycyjnej Budy do nowoczesnego rozwijającego się Pesztu. Wszystko wydaje mu się obce w ucieczce i poszukiwaniu. Nie może tam siebie odnaleźć: złote pieniądze są tam już banknotami, truskawkową palinkę już nie piją, to stary obyczaj, lecz koktajle. „Szęścia już nigdzie się w Peszcie nie sprzedaje.”
    Z tego wszystkiego widać, że przeszłość i terażniejszość Wiecznych Świętych Węgier wyrażali coś co było treścią i sensem Węgier. Ta książka w pewnym stopniu wyjaśnia i pokazuje podobne nastroje Węgier wyniakające z ich historii, tzn. kompleks Trianon i upadek Wielkich Węgier.

  3. „…znal Węgrów i wszystko w nich lubił, zgłębił i zrozumiał. Znał ich wczesną młodość, kiedy każdy z nich przypomina po trosze Don Kichota, najchętniej rzucałby się z lancą na wiatraki, mówi za szybko i wali głową w ścianę bez żadnej szczególnej przyczyny, bo nie radzi sobie nerwami. Znał ich, gdy statecznieli i cała ich istota, twarze, ruchy zaczynały emanować godnością, jakby byli kapłanami składającymi ofiarę gdzieś na południu Francji..”

    „Sindbad był zaprzyjaźniony z Dunajem. Starał się mieszkać zawsze w pobliżu potężnego i leniwego cielska rzeki, znał jej wszystkie humory i kaprysy, głosy i barwy, ptaki i ludzi żyjących w jej pobliżu, znał jej nocne tajemnice, kiedy samobójcy unoszą się w kierunku Paksu na falach niczym mewy, znał letnią hałaśliwość rzeki, znał jasny odcień jej splotów i błękitno-jedwabiste marzenia, rozpoznawał, kiedy była rozstrojona, jak bezdomny poeta, a kiedy znów czarna i tragiczna jak znawczyni najbrudniejszych tajemnic miasta i jego krwawej nieufności.”

    „Świat pozostał w tyle za dyliżansem i Sindbad uśmiechał się, bo wiedział, że z tego świata, z którym nie mamy już nic wspólnego, należy odejść o właściwej porze”.

    Sindbad powraca do domu” jest przepięknym epitafium dla tamtego barwnego świata, w którym literackie dysputy prowadziło się przy suto zastawionych kawiarnianych stolikach. Dla świata, w którym artysta był królem życia otoczonym przez piękne kobiety. Dla świata, którego już nie ma; który przeminął wraz ze śmiercią Krúdyego-Sindbada. W jakimś stopniu jest to bardzo podobne do obecnej sytuacji na Białorusi(

  4. – Wino było dla Węgra jak rumak i broń, towarzyszyło mu w zmaganiach życiowych i jak niegdyś giermkowie rycerzowi, wino pomagało znieść bezsensowności życia węgierskie wino zachowało w sobie coś z zapachu ziemi uprawianie krwią potem i odwieczną pracą i rozpacza lecz także ze światłem słońca kiedy jego jesienne promienie okrywają złotym welonem obficie obsypane pomarszczonymi górami winnymi pachnące słodyczą wzgórza Tokaju
    – Wiedział że pejzaż i chmury i potrawy, ambicja i próżność, rozpacz o ządza zemsty kształtują naturę i tempersturę ludzkich więzi w nie mniejszym stopniu niż miłość ciekawości czy wdzięczności

    – Albowiem Syndibad święcie wierzył w to że prawdziwy dom Węgra jest tylko tam gdzie można mieć własną piwniczkę gdzie za pomocą wydrążony tykwy ściąga się wino z beczki a w kącie składuje się chrzan i kartofle, gdzie Tyrolczyk w skórzanych spodniach przygotowuje na zimę kapustę kiszoną

    Historia pokazuje, jak człowiek żyjący całe życie w jednym świecie nie może się przyzwyczaić do jego zmiany, szczególnie, gdy zmiany te mają fundamentalne znaczenie, wtedy nastaje moment, kiedy po prostu on odmawia przyjęciu tego życia i zanurza się w pamięci i nostalgii. Co i obserwujemy z historią bohatera książki. Który jest zamknięty w swoim idealnym świecie wielkich Węgier.

  5. Kochany Sindbadzie – szeptała gorąco, zarzuciwszy na siebie szlafrok i podbiegłszy do toaletki z lustrem, przed którym przygładziła kilkoma pospiesznymi, jakby się paliło, ruchami zmierzwione i jeszcze ciepłe od snu włosy. – Wczoraj wyłączono nam światło.
    Załatwię to – wymruczał Sindbad z poczuciem winy. – Znam w magistracie pewnego pana, z którym niegdyś jeździłem na świniobicie w Kraju Zadunajskim.
    Trzeba zdobyć pieniędzy – powiedziała żona cicho i postąpiwszy krok w stronę Sindbada, położyła mu rękę na ramieniu. Zsoka potrzebuje mundurka na egzamin, kochanie. Za światło też musimy zapłacić. Wczoraj kazałam przynieść obiad z kawiarni od pana Medve, a pan Mokus, właściciel winiarni, pożyczył smalcu i cebuli na kolację. W domu nie ma ani grosza, Sindbadzie. W Starej Budzie nie lubią żyjących na kredyt.

    Żeglarz urodził się panem, a pisarzem był w sposób całkowicie pozbawiony nadziei i z poświęceniem całego swego losu, ale tak dalece nie chciał już rozumieć tego świata i serce miał tak bardzo przepełnione goryczą, że czasem wręcz dziwił się, czego jeszcze szuka między ludźmi. W takich chwilach jakiś głos podpowiadał mu, że w tych niepojętych potyczkach świata ma jednak własne zadanie.”Muszę pozostawić znak – myślał w takich chwilach, zamykając oczy – że były inne Węgry”. I wyraźnie widział tę swoją inną ojczyznę, której bronił sercem i piórem, jak jego dawni przodkowie mieczem i buzdyganem.

    Pisał, bo żal mu było Węgrów, tego dziwnego, milczącego narodu którego fatum polegało na tym, że miał większą wrażliwość, a charakter i gust delikatniejsze od wrażliwości, charakteru i gustu otaczających go narodów. Węgier potrafił być srogi, nieumiarkowany czy rozjuszony, ale nigdy nie bywał okrutny. Węgier potrafił marzyć; a na świecie już bardzo niewiele narodów potrafi marzyć. Węgier gotów był umrzeć dla emerytury, tak bardzo jej pragnął, ale nie potrafił popełnić nieuczciwości by ją zdobyć. Węgier był samotny; i Sindbad kochał go, bo każdy Węgier był dla niego krewnym.

    „Sindbad powraca do domu” – powieść o ostatnim dniu życia wspaniałego pisarza węgierskiego Gyula Grudyego, który, jak widać z pierwszego cytatu, ostatnie lata swego życia spędził w nędze, chociaż tak i nie zrezygnował ze swojego „szlacheckiego” sposobu życia. Krudy-Sindbad żył we świecie, który się bardzo szybko zmieniał, lecz on już nie chciał dostosowywać się do niego, on ma nostalgię za tymi „innymi Węgrami”. Ta powieść jest opisem świata, który znika. Te „inne Węgry” a także Węgrzy są głównym tematem rozważań oraz twórczości Sindbada-Krudyego. Ta książka w gruncie rzeczy jest świetną encyklopedią węgierskiej duszy.

  6. Sándor Márai „Sindbad powraca do domu”

    S.75 „Tak zżymał się Sindbad. I widział dawny, zadymiony i niespokojny panteon, ów niezwykły podekscytowany Olimp, gzie w lożach na piętrze i w cieniu spiralnie zakręconych kolumn przysiadało, dyskutowało, marzyło, snuło plany i oczekiwało na coś pokolenie, którego największym zmartwieniem – poza dzinną porcją papierosów i sumą potrzebną na kolację – była jednak węgierska kultura, wiersz i proza, sen i upojenie, owo święte, niewiemskie odurzenie, które z rojeń, dumy papierosowego, przeżyć, losu, chorob i gorączkowych zamiarów, kultury i pomysłów ulepiło zamek z marzeń, wieczne i nieprzemijające Święte Węgry. (Albowiem Sindbad i dawni pisarze uważali swoją ojczyznę za swiętą, ze wszystkimi jej grzechami i obrzydliwościami, podobnie jak Dostojewski, dla którego święta była jego Rosja).”

    S. 107 „Uprzejmy, prędko mówiący i jasno myślący Francuz, pogodny, pełen temperamentu, niepohamowany Włoch, Anglik o drewnianej twarzy i uczuciach tak powolnych, jakby wyświetlano je w kinie w zwolnionym tempie, skrycie ciekawski i spocony od gorączkowej pilności Niemiec, drapiący się i jednocześnie rozprawiający o zbawieniu, poszukujący Boga Moskal, Polak, który, biedny, urzędowo smuci się i płacze, bo jego ojczyzna ma to do siebie, że czasami przepada: żaden z nich nie rozumiał Węgra. Było to coś szczególnego, mieszanka czarów i zarazy, neurozy i nabożności, godności i szlachetności, wystarczyło jej popić przez kilka pokoleń i przybysz z innego ludu któregoś dnia budził się z tym samym smutkiem w oczach i pojmował, że padł na niego czar: napił się ciężkiej wody sekretnego smutku i stał się Węgrem.”

    S. 110 „Żyli w ciszy i w ukryciu przed napastliwymi obcymi, wiecznie żądnymi ich domu, dóbr i języka; wszystcy prawdziwi Węgrzy żyli bardzo cicho, jakby celebrowali tajemnicze nabożeństwo… Wszyscy bali się zmian, jakby najrozsądniej było uchwycić życie i schować je pod kloszem, każdy dzwonek do drzwi był przyjmowany w mieszkaniu z niepokojem, jakby to był sygnał ostrzegawczy…dlatego pisał, żeby opowiedzić o tym smutku, o tym zduszonym ociekiwaniu, szlachetnym zamknięciu w sobie, żeby dać znać o tym ostrożnym i wytrwałym oporze, z jakim Węgier chciał ochronić w obcym i odrzucającym jego specyfikę, zawistnym świecie wszystko, co odziedziczył i uważał za swoje.”

    Autor powieści pokazuje nam ten tajemniczy, pewny czrów i nabożności świat Węgier jako coś święte i odręmbne, nie tylko patrząc na język, ale i na sposób życia ludzi, na ich wierne oczekiwanie powrotu do „domu”, do dawnychWęgier. Właśnie Węgrzy zdawna marzyli o wyjściu z tej nowej niezrozumiałej dla nich przestrzeni i odrodzić własciwy duch ulublionej ojczyzny z obfitą literaturą, tradycjami i przyzwyczajeniami. Nikt nie mógł zrozumieć Węgrów w jego zamkniętym i wyobrażonym świecie, dlatego i pozostają teraz z nimi tylko smutek, cisza i znudzona nadzeja na powrót…

  7. s. 37 Sindbad był człowiekiem uczuciowym i w chwilach jasności widział swoją tragedię w bardzo prosty sposób. Rzecz polegała jedynie na tym, że urodził się panem i pisarzem w świecie, który nie potrzebował już ani prawdziwych panów, ani prawdziwych pisarzy – co według Sindbada oznaczało zresztą jedno i to samo.

    s.75 I widział dawny, zadumiony i niespokojny panteon, ów niezwykły, podekscytowany Olimp, gdzie w lożach na piętrze i w cieniu spiralnie zakręconych kolumn przysiadało, dyskutowało, marzyło, snuło plany i oczekiwało na coś pokolenie, którego największym zmartwieniem – poza dzienną porcją papierosów i sumą potrzebną na kolację – była jednak węgierska kultura, wiersz i proza, sen i upojenie, owo święte, nieziemskie odurzenie, które z rojeń, dymu papierosowego, przeżyć, losu, chorob i gorączkowych zamiarów, kultury i pomysłów ulepiło zamek z marzeń, wieczne i nieprzemijające Święte Węgry. (Albowiem Sindbad i dawni pisarze uważali swoją ojczyznę za świętą, ze wszystkimi jej grzechami i obrzydliwościami, podobnie jak Dostoewski, dla którego święta była jego Rosja).

    s.126 O obcych krajach czytał tylko w ilustrowanych magazynach, bo był zdania, że dżentelmen nie powinien włoczyć się po świecie, gdzie podają podejrzane wina i potrawy przyrządzane z niewiadomych produktów, a kobiety klamią w niezrozumiałym języku. Raz nawet poważnie zastanawiał się, czy nie pojechać do Krakowa, ale podczas pakowania ogarnęły go wątpliwości, wzruszył ramionami i w końcu wysiadł w Pozsony, gdzie miał znajomego kelnera, zorientowanego w koniach wystawianych podczas gonitw wiedeńskich. Świat nie pociągał Sindbada i Wiedeń był najdalszym punktem, w którym czuł się swojsko. O Paryżu czy Londynie wolał poczytać w „Światowym Magazynie Tolnaiego”. Poza granicami kraju wszystko było jakoś podejrzane.

    Książka Sandora Maraiego przedstawia pasjonującą podróż ulicami Budapesztu, podczas której dowiadujemy się: kim właściwie są Węgrzy i co dla nich jest ważne, jacy są prawdziwi mężczyźni, co znaczy obiad dla każdego Węgra i dlaczego warto być literatem. Problem polega na tym, że rzeczystowistość w której żyje literacki bohater Maraiego już jest nieco inna, ponieważ odchodzi cała epoka Wielkich Węgier z tradycjami, obyczajami i oczywiście… ludźmi. Przemijanie epoki stanowi bolesny cios dla Sindbada, który nie chce być innym i w nowych warunkach skazany na rolę biedaka. Jest biedakiem nie tyle z powodu braku pieniędzy, lecz także z powodu swojej utraconej wielkości. Los Sindbada ilustruje historię Węgier w Imperium Habsburgów – od wzlotu ku upadkowi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s