Londyn w pułapce Brexitu

Przestrzeń negocjacyjna partii konserwatywnej i nowej  Premier Theresy May, zawęża się stopniowo, mimo ostatnich intensywnych podróży oraz debat wewnątrzpartyjnych – pisze w gościnnym komentarzu „in web scribis” Jacek Zieliński.  Spotkania z Kanclerz Merkel  i Prezydentem Hollandem zakończyły się uprzejmym – nie – w obu przypadkach. Nie, dla preferowanego scenariusza dostępu do pełnego rynku i ograniczenia wolności przepływu ludzi. Angela Merkel twierdziła, całkiem słusznie, iż jej akceptacja dla takiego scenariusza byłaby złamaniem etosu i zasad dla jakich Unia powstała, Prezydent Hollande był bardziej pragmatyczny, odmówił ze względu na Marine Le Pen i jej Front Narodowy oraz niechęć do tworzenia jakichkolwiek precedensów. Z drugiej strony Theresa May znajduje się pod naciskiem kręgów finansowych, City of London, przemysłu i związków zawodowych domagających się zachowania pełnego dostępu do rynku! Kwadratura koła? Na politycznym froncie wewnętrznym jest równie żle. Szeregowi posłowie Partii Konserwatywnej /backbenchers/, którzy poparli Brexit i zniszczyli Dawida Camerona pod przywództwem Borisa Johnstona, nie ustąpią. Nigdy nie zaakceptują wolności przepływu ludzi i grożą wycofaniem poparcia dla Pani Premier i kolejną rebelią. Wewnątrzpartyjna równowaga w Partii Konserwatywnej jest tak krucha, że jakakolwiek deklaracja o odstąpieniu od koncepcji pełnego Brexitu zniszczy ją natychmiast. Tego tygodniowa sesja PMQ,s /pytania do premier/w Parlamencie jednoznacznie pokazała w jak ciasnym gorsecie negocjacyjnym  funkcjonuje Theresa May. Jej dyskomfort musi być dodatkowo dramatycznie zwiększany przez liberalną i prestiżową prasę brytyjską, która w przeciwieństwie do tabloidów, zwalczała jednoznacznie i od samego początku ideę Brexitu. Prasa ta publikuje i nagłaśnia konkretne przypadki strat jakie poniesie gospodarka i społeczeństwo w wyniku działań polityków oddających fundamentalne decyzje o przyszłości państwa w ręce ludzi nie przygotowanych do tego typu odpowiedzialności. Gigantyczny i znany także i u nas koncern Unilever zatrudniający w Wielkiej Brytanii 7500 osób w 10 fabrykach już poinformował, że w związku ze spadkiem wartości funta brytyjskiego do dolara o 15%, musi rozważyć odpowiednia zwyżkę cen produktów oraz  powstrzymać dalsze inwestycje w fabrykach, które w ciągu 2 lat nie będą już ulokowane na obszarze wolnego rynku. Edukacyjny  program Erasmus dzięki któremu 27 400 studentów z krajów unijnych zapełniło uczelnie brytyjskie z czesnym opłaconym przez Brukselę, zostaje wstrzymany na terenie Wielkiej Brytanii. Do domu będzie z kolei musiało wrócić około 15 000 brytyjskich studentów z uniwersytetów francuskich, włoskich, niemieckich, a być może też z naszego  Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wstrząśnięte jest rolnictwo brytyjskie, które w 100% opiera się o siłę roboczą z Polski, Rumunii i Bułgarii w okresach zbioru truskawek i jeżyn. Farmerzy już rozważają zmianę profilu produkcji, ale zajmie to 10 lat i pochłonie gigantyczne koszty i straty o zrefundowanie których rzecz jasna wystąpią do rządu – czytaj: podatnika . Nie jest łatwo być Premierem Wielkiej Brytanii, a będzie jeszcze trudniej. W okolicach Westminsteru powoli zaczynamy czuć zapach przyspieszonych wyborów parlamentarnych.

Jacek Zieliński ur.1957, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW w 1982 roku. studia Podyplomowe London School of Economics and Political Science 1987-1989. Od stycznia 2016 regularnie komentuje „News.Świat” poświęcone polityce brytyjskiej i europejskiej.

Przełomowy traktat polsko-niemiecki i jego rocznica

Ze znaczenia polsko-niemieckiego traktatu z roku 1991 zdać sobie można sprawę lepiej wtedy, gdy przypomni w jakiej sytuacji politycznej  była Polska w wieku XX i wcześniej. Określa ją najlepiej fakt rozbiorów i podwójna napaść na Polskę w roku 1939 ze strony Niemiec i Rosji. Położenie pomiędzy dwoma agresywnymi potęgami stwarzało kolosalne zagrożenie.

Rosja i po upadku komunizmu nie przestała być groźnym sąsiadem. Niemcy natomiast weszły w skład większego organizmu politycznego, jakim jest jednocząca się Europa i zasadniczo zmieniły swoją politykę. Zawarcie traktatu z Niemcami było jednym z najistotniejszych czynników otwierających Polsce drogę do Unii Europejskiej a także zabezpieczeniem przed Rosją, w której jak się okazało ambicje neoimperialne nie gasną.

Należy zwrócić uwagę, że stosunki polsko-niemieckie od wczesnego średniowiecza aż po wiek XVIII pozbawione były zasadniczych konfliktów. Dopiero Prusy za namową Moskwy stały się groźnym sąsiadem. Kulminacją wrogości i agresji stała się II wojna. Przesunięcie granic i utrata przez Niemcy terenów wschodnich zdawała się tworzyć trwałe źródło niezgody. Jeśli takie nadzieje miał Stalin, nie spełniły się one. Polacy i Niemcy umieli przezwyciężyć złą przeszłość.

W Niemczech związane to było z rozrachunkiem z okresem 1933-45. Dokonywał się w Republice Federalnej Niemiec na Zachodzie poprzez powszechną publiczną debatę. Ma ona istotne znaczenie aż do dzisiaj. Jest ona też przykładem jak trudny jest rozrachunek z totalitaryzmem i autorytarnymi rządami, jeśli zakorzenią się one w jakimś społeczeństwie. W Niemczech wschodnich okupowanych przez sowietów autentyczny rozrachunek nie był możliwy a propagandowy „antyfaszyzm” stanowić miał listek figowy dla komunistycznych rządów. Trudne problemy przeszłości podjęły się kręgi opozycyjne, z których najbardziej znaczący przyjął samą ze siebie mówiącą nazwę „Akcja Pokuty”.

Trzeba podkreślić jak wielkiego to wymagało wysiłku i że to było wynikiem intensywnej pracy wielu odważnych osób, które sprzeciwiły się powszechnym po wojnie stereotypom wrogości. Traktat był nie tylko wynikiem kalkulacji politycznej obu stron, ale także a może przede wszystkim dziełem pojednania. Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski, Stanisław Stomma, Wojciech Wieczorek, o których niezbędnie trzeba pamiętać, mówiąc o trudnej drodze do polsko-niemieckiego traktatu. Willy Brandt, Ludwik Mehlhorn, Guenther Saerchen  i wielu i innych to partnerzy tego owocnego dialogu po stronie niemieckiej.

Gdy teraz obchodzimy rocznicę tego historycznego traktatu warto dokonać refleksji nad położeniem Polski w świecie, gdy sytuacji międzynarodowa staje się tak napięta i widocznych jest tyle nowych zagrożeń.

Nimecy jest największym polskim sąsiadem. Stosunki z nimi wymagają uwagi i wiedzy. Interesy Polski i Niemiec w sprawach strategicznych są zbieżne, co nie wyklucza rozlicznych rozbieżności i konfliktów (takich jak obecnie kwestie polityki energetycznej czy uchodźców). Umiejętność ich negocjowania jest żywotną kwestią dla obu krajów a jakiekolwiek napięcia nie powinny eskalować do tego stopnia, aby naruszać strategiczne partnerstwo. Dzieło traktatu powinno być trwałe, gdyż jest to jeden z fundamentów tej europejskiej polityki, dzięki której Polska może czuć się bezpieczna.

Czy Polska może być krajem bez znaczenia?

Odpowiedz „tak” wydaje się niedorzecznością. Polska to dwudziesta co do wielkości gospodarka świata i szósta w Unii Europejskiej, państwo położone w samym środku Europy. Polski głos w Brukseli zdaje się być nie do pominięcia. Polska jest silnie osadzona w stosunkach międzynarodowych i dzięki takim inicjatywom jak „trójkat weimarski” stała się niemal równorzędnym partnerem takich stolic jak Paryż czy Berlin. W dużym stopniu Europa zachodnia zawdzięcza Polsce szybsze zrozumienie agresywnej natury polityki moskiewskiej.
A jednak ! Polityka jest grą bardzo skomplikowaną. Pogorszenie własnej pozycji nie jest zadaniem niewykonalnym. Polityka globalna przeżywa obecnie głęboką ewolucję. Jeszcze dekadę temu nikt nie mógł przypuszczać, że państwa takie jak Turcja czy Ukraina staną znaczącymi aktorami światowej polityki. Dwie dekady temu nikt nie myślał, że Korea Płd będzie potęgą gospodarczą w skali światowej, podobnie nie groziła nam „inwazja” emigrantów z południa, bowiem ludności w Afryce północnej było bez porównania mniej ludności niż w Europie. Świat potrafi zmieniać się bardzo szybko, a w szczególnych wypadkach dla poszczególnych krajów zmiana może być skokowa. Czy coś takiego może wydarzyć się Polsce i to w taki sposób, że Polska straci swoją obecną pozycję? Aby się tak stało muszą być spełnione odpowiednie warunki i trzeba popełnić odpowiednią ilość błędów.
Pierwszym warunkiem jest popsucie sobie stosunków z Niemcami. Zamiast współpracować z Berlinem, można starać się o budowanie w Europie środkowej antyniemieckiego bloku. Można twierdzić (czytając podręczniki dawniejszej historii), że Polska jest wciąż w kleszczach niemiecko-rosyjskich i za wszelką cenę te wyimaginowane kleszcze starać się rozerwać przez budowanie wyimaginowanych projektów takich jak Międzymorze (nie zauważając przy tym, że Partnerstwo Wschodnie było w nowych warunkach jakimś przybliżonym sposobem realizacji właśnie owego „międzymorza”).
Drugim warunkiem osłabienia pozycji Polski jest pokazywanie figi Brukseli. Można to zrobić w najrozmaitszy sposób. Najlepszym sposobem jest łamanie reguł gry, które są ustalone dla całej wspólnoty. Można je przedstawiać jako narzucone. Można twierdzić, że chcemy być członkiem UE, ale jedynie na własnych warunkach. Postępowanie to przypomina członka jakiegoś klubu, który nagle zaczyna twierdzić, że nie zgada się na statut klubu i będzie pisał własny. Klub jest stateczny, nikt dziwaka nie wyrzuca, ale traktowany jest jak półgłupek.
Bardzo dobrym sposobem osłabienia międzynarodowej pozycji Polski jest zawieranie egzotycznych sojuszy, traktowanych jako strategiczne. O taki sojusz można na przykład starać się z Wielką Brytanią, która właśnie debatuje nad wystąpieniem z UE, co związane byłoby z pogorszeniem się sytuacji setek tysięcy mieszkających tam obywateli polskich. Sojusz z Wielką Brytanią można przedstawiać jako alternatywę dla dobrych stosunków z Niemcami i istotnie trudno o to, aby Londyn „zwasalizował” Warszawę, bowiem los Warszawy jest Londynowi dość obojętny.
A propos strategii można też twierdzić, że Polska stanie się strategicznym partnerem Chin i Chiny budują nowy jedwabny szlak tylko po to, by dotarł on do Warszawy.
Można też twierdzić, że główne oparcie (przeciw dekadenckiej i lewackiej Europie) znajdzie Polska w Stanach Zjednoczonych. Tam są twardziele, które nam pomogą i obronią (jak odejdzie Obama). Może nawet wypożyczą nam bombę atomową, abyśmy mogli poczuć się trochę lepiej. Kłopot jest tylko w tym, że psując sobie stosunki z Niemcami traci się punkty w Waszyngtonie. Mając do wyboru Warszawę i Berlin, amerykanie nieomylnie muszą wybrać Berlin, patrząc na polityków z Warszawy jako gości, którzy nic nie rozumieją ze światowej polityki.
Argumenty o sile współczesnej Polski można długo wyliczać. Polska jest krajem o gospodarce jedynie dwukrotnie mniejszej od gospodarki rosyjskiej. Niemcy też gonimy, wystarczy przyjrzeć się byłej NRD. Wreszcie dochód na głowę w Polsce to ponad ¾ Unii Europejskiej a to przecież jest grupa najbogatszych państw świata. Wydaje się więc, że Polska ma zapewnioną istotną pozycje w koncercie państwa europejskich. Okazuje się, że wcale tak nie jest. Pomysłów by Polskę zdegradować jest dzisiaj całe multum.
Można udawać, że jest się takim mocnym, iż stać nas na całkowicie samodzielną politykę. Pozycja i siła danego państwa zależy nie tylko od własnych zasobów, ale w ogromnej mierze od rodzaju i jakości związków z innymi państwami. Nawet jednak USA nie stać na politykę w 100% samodzielną i wiele swoich posunięć muszą staranie negocjować z partnerami. Można jednak twierdzić, że Polskę stać. Sojusz oznacza współzależność. Gdy odrzuca się jedne współzależności, wpada się w inne. Dobrym przykładem jest dumny Węgier Orban. Odwrócił się on plecami do EU i wpadł współzależność od Moskwy. W dzisiejszej Europie jest tylko wybór między Brukselą i Moskwą. Można, będąc nawet w gębie najbardziej antyrosyjskim, popaść w zależność od Putina.
Należy się jednak pocieszyć. Nie będzie najpewniej aż tak źle. Ostateczne ugruntowanie się samodzielności Ukrainy zmieni zasadniczo położenie Polski, czyniąc Polskę krajem w bezpiecznym położeniu w pełni środkowoeuropejskim. Ukraina wspierana przez cały Zachód da sobie radę, przejmując rolę „przedmurza” i obejmując strategiczne pozycje nad Morzem Czarnym. Rosja Putina znajdzie się w głębokim kryzysie i nie zaatakuje Warszawy ani nawet niezdolna będzie do wykorzystania głupoty i dyletantyzmu niektórych nadwiślańskich speców od polityki zagranicznej. Z Berlina, Paryża i Waszyngtonu będzie się leciało prosto do Kijowa, omijając Warszawę pogrążoną w śnie o potędze i odzyskiwaniu „silnej, samodzielnej pozycji” (rzekomo utraconej przez uległość wobec Berlina i Brukseli). Polska będzie mimo wszystkich ekstrawagancji bezpieczną europejską prowincją, budzącą może uśmieszek i lekką kpinę. Może ktoś życzliwy i wspominający dawniejsze czasy powie nawet „przecież oni mieli kiedyś kogoś takiego jak Wałęsa”. Nie będzie się tam jeździć na ważniejsze spotkania międzynarodowe, ale każdą większą konferencję organizowaną przez Warszawę uświetnią zawsze Victor Orban i Milosz Zeman. Można więc być krajem bez znaczenia i nie jest to wcale tak źle. Nie będzie to międzymorze, ale bajoro będzie swojskie.

Ukraińskie reformy i perspektywy współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej

1. Ukraińska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie spowodowanym brakiem zdecydowanych reform po roku 1991, okresem rządów Janukowycza i kosztami wojny prowadzonej przez Rosję z Ukrainą.
2. Fundamentalnym zagrożeniem dla gospodarki ukraińskiej jest kryzys finansów państwowych, który może być przezwyciężony jedynie dzięki pomocy Zachodu. W roku 2015 Ukraina winna być wsparta sumą ok.30 mld $.
3. Warunkiem otrzymania pomocy finansowej jest zdecydowane wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Traktat stowarzyszeniowy z Unią Europejską stanowi drogowskaz jakie i jak prowadzone mają być reformy.
4. Mimo istniejące ryzyka obecny okres wydaje się wyjątkowo sprzyjający do podejmowania przez polskich przedsiębiorców inwestycji na Ukrainie wyprzedzających napływ innego zagranicznego kapitału.
5. Obecna sytuacja sprzyja rozwojowi współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej wobec niskiego poziomu hrywny oraz przychylnej atmosferze do Polski na Ukrainie.
6. Polsko-ukraińska wymiana handlowa obecnie na bardzo niskim poziomie ma perspektywy szybkiego wzrostu i może stanowić alternatywę dla zmniejszających się obrotów handlowych z Rosją.
Reformy ustrojowe i gospodarcze są dla Ukrainy nie mniej ważne niż skuteczna obrona przed rosyjską agresją. I nie tylko Rosji grozi katastrofa gospodarcza wskutek braku reform, sankcji oraz spadku cen ropy. Ukraina jest również zagrożona upadkiem gospodarczym, choć mogąc spodziewać się pomocy Zachodu wydaje się być w dużo lepszej sytuacji. Do pewnego stopnia można mówić o swoistym wyścigu z czasem, jaki związany jest z tempem ukraińskich reform i pogarszaniem się sytuacji gospodarczej jej agresywnego wschodniego sąsiada. Jeśli mimo pod wieloma względami niesprzyjających warunków Ukraina zdoła przeprowadzić reformy i ustabilizować się gospodarczo a sytuacja gospodarcza Rosji będzie ulegać dalszemu pogorszeniu to prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia ukraińsko-rosyjskiego konfliktu na korzyść Ukrainy poważnie wzrośnie.
Konieczna pomoc Zachodu dla Ukrainy uwarunkowana jest wdrażaniem reform. Ukraina otrzymała już ostrzeżenia ze strony USA i międzynarodowych instytucji finansowych, że wysiłki te nie są dostatecznie intensywne. Również ukraińskie media i opinia publiczna zdaje się być coraz bardziej niecierpliwe.
Dane makroekonomiczne
Istotne jest zdanie sobie sprawy z danych makroekonomicznych oraz charakteru zmian gospodarczych na Ukrainie od momentu upadku Związku Sowieckiego.
Należy zwrócić uwagę, że wielkość gospodarki ukraińskiej oceniania jest bardzo różnie (od ok.110 mld $ do 300 mld $ dochodu nominalnego). Zarazem wobec ogromu obliczanej nawet na 50%, utrudnia ocenę wielkości gospodarki ukraiń-skiej. 1990 roku (rok przed uzyskaniem niepodległości) dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 5860 $ wedle ówczesnych cen, o 100 $ mniej niż Polsce. Z czasem różnica ta w sposób znaczący wzrosła. Dane za rok 2013 roku [CIA The World Factbook] wskazują, że PKB Ukrainy to 7400 $ natomiast Polski to 21100 $. Tak więc w ciągu ostatnich 20 lat ukraiński dochód na głowę stał się trzy razy mniejszy od polskiego. Przyspieszenie wzrostu polskiego PKB widać szczególnie wyraź-nie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Okresu po 1991 ukraińska gospodarka nie zdołała wykorzystać w równie efektywnie sposób jak polska z przyczyn politycznych. Wedle dominującej interpretacji uwłaszczona dawna komunistyczna nomenklaturę stworzyła system oligarchiczny na wzór rosyjskiego. Wartość majątku w rękach czołowych ok. 20 największych oligarchów to 20% całości aktywów państwa, a dla porównania aktywa w rękach najbogatszego Polaka Jana Kulczyka to jedynie 0.7%. Bardzo silne związki z gospodarką rosyjską, siłą rzeczy, stały się wzorcem prowadzenia biznesu na Ukrainie. Do tego przyczyniały się polityczne wpływy Kremla dążącego do uzależnienia Ukrainy zarówno gospodarczo jak i politycznie. Przenikanie kapitału rosyjskiego, wykup przez niego, szczególnie w Donbasie, wielu zakładów i kopalń, a także wymiana handlowa silnie związało biznes ukraiński z Rosją.
Potencjał rozwojowy gospodarki ukraińskiej, jaki mógł wyzwolić przełom 1991 roku, stopniowo słabł, ponieważ brak było podstawowych reform ustrojowych a tak-że nie modernizowano przemysłu. W związku z tym kurczyły się również możliwości eksportu, szczególnie na Zachód, utrzymując konieczność eksportu do Rosji. PKB Ukrainy w roku 2013 wzrósł tylko o 0,2% przy średnim światowym wzroście wynoszącym 1,7% [dane Światowej Organizacji Handlu].
Rok 2014 to skurczenie się ukraińskiej gospodarki według szacunków od -4,7% do -6,4%. Inflacja w stycznia 2014 wynosiła 0.2% (mierzona w cyklu rocznym) by w stycznia 2015 wynosić 24,9%. Natomiast deficyt budżetowy Ukrainy w 2013 r. wynosił 4,6% (taki sam jak we Francji, dla przykładu Polska 3,5% przy średnim światowym deficycie wynoszącym 3,2% [dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego].
Powyższe dane wskazują jednak, że mimo braku dynamicznego rozwoju, przy w miarę stabilnej gospodarce i niewielkim wzroście trwającym do końca 2013 roku, gwałtowne jej załamanie nastąpiło dopiero w zeszłym 2014 roku i dalej się po-głębia, grożąc załamaniem gospodarczym. Eksperci MFW oceniają, że w ciągu najbliższych dwóch lat Ukrainie niezbędnie jest wsparcie finansowe w kwocie około 65 mld USD aby nie dopuścić do bankructwa.
W chwili obecnej Ukraina posiada niezwykle skromne rezerwy walutowe w wysokości 7,2 mld USD (dane z połowy stycznia 2015). Utrudniało to, a nawet do pewnego stopnia uniemożliwia, stabilizację kursu hrywny, który gwałtownie w pierwszej dekadzie lutego. Najbliższe miesiące pokażą na jak wysoką pomoc może liczyć Ukraina z zewnątrz. W obecnej rozważana jest pomoc ze strony MFW w wy-sokości 40 mld$, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Reformy gospodarcze mogą one uruchomić ogromne rezerwy, jakie tkwią w ukraińskiej gospodarce. Tkwią one w wielu dziedzinach i branżach ukraińskiej ekonomiki.
Ciekawych wniosków dostarcza porównanie dwóch gospodarek w kryzysie: Ukrainy i Grecji. Grecja otrzymała pomoc w wysokości 240 mld euro. Przy populacji 10,8 mln ludności dało to potężny zastrzyk finansowy gospodarce tego kraju. Jednak efekty tej pomocy są niewspółmierne do oczekiwań i wyników gospodar-czych. Według danych OECD PKB Grecji na trzeci kwartał 2013 roku spadł o -6,4% a w tym czasie Ukraina miała skromny ale jednak przyrost +0,2% PKB. Inwestycje zagraniczne w przypadku ukraińskim 7,8 mld USD w greckim zaś 2,9 mld. W tym samym czasie, eksport Grecji to 28,3 mld a Ukrainy 69,8 mld USD. Grecja nadmiernie obciążona programami socjalnymi, wysokim deficytem budżetowym oraz długa-mi zewnętrznymi, brakiem rezerw prostych, zdaje się mieć zdecydowanie mniejsze szanse niż Ukraina na wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

GDP nominalne/GDP PPP /GDP PPP per capita/ Budżet – dochód/  Budżet – wydatki / zadłużenie
Ukraina      175.5                 337 7.          7.4                         57.2                66.5                       89%
Grecja        243                    267            23.6                      106.2                116                       175%
Polska       517                     814            21.1                        92.5                92.47                      47%
Źródło: CIA Factbook
Komentarz do tabeli: Mimo złej sytuacji gospodarki ukraińskiej dane makroekonomiczne mówią, że sytuacja ta jest lepsza od sytuacji greckiej. Mniejszy jest dług publiczny Ukrainy niż Grecji. Ważnym czynnikiem jest też znacznie większa siła robocza przy jednoczesnym bez porównania mniejszym niż w Grecji naciskiem na sprawy socjalne.

Zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi, pozwoliłoby państwu ukraińskiemu na uzyskanie znacznych kwot. Dalszą konsekwencją może być wzrost inwestycji w przemysł rolno-spożywczy oraz w przetwórstwo. Potencjał w tych gałęzi gospodarki jest, jak się wydaje bardzo duży [60% gruntów to czarnoziemy]. Uwolnienie 95% towarów ukraińskich z cła lub jego obniżenie, po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wskazuje, że produkty rolno-spożywcze zaczynają konkurować dość skutecznie na europejskim rynku.
Należy postrzegać to też w polskim kontekście. bowiem już wkrótce w Polsce skończą się bezpośrednie dopłaty dla rolników i konieczne będzie poszerzenie aerału upraw, żeby otrzymać konkurencyjność gospodarstw rolnych. W Polsce zaczyna brakować ziemi uprawnej i coraz więcej rolników myśli o wydzierżawieniu z prawem pierwokupu ziemi na Ukrainie.
Istotną gałęzią gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy a także zbrojeniowy. Od 2012 r. według [SIRPI – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem] Ukraina jest czwartym na świecie eksporterem broni i wartość sprzedaży w tym roku wyniosła 1,340 mld USD. Fakt ten pozwolił na stosunkowo szybkie dozbrojenie własnej armii uczestniczącej w konflikcie zbrojnym na wschodzie kraju.
Znaczącym elementem gospodarki jest także przemysł ciężki, jednak jego rola w przy-chodach staje się problematyczna ze względu na położenie części fabryk i zakładów na terenie walk z separatystami oraz zerwanie wielu więzi eksportowych z Rosją, która była głównym odbiorcą tej produkcji.
Jeszcze innym filarem gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy. Ukraina produku-je nowoczesne samoloty transportowe o największych udźwigach, na które jest nieustanne zapotrzebowanie w świecie [produkcja Antonowa zakontraktowana na 2 lata]. Zakłady w Dniepropietrowsku zdolne są do produkcji całej gamy nowoczesnych silników lotniczych, w większości do samolotów wojskowych, a także silników rakietowych. Dodać można, że z powodu konfliktu, Rosja nie otrzymuje dostaw silników do swoich myśliwców z rodziny MIG.

Perspektywa powodzenia reform
Gospodarka ukraińska ma możliwości zahamowania recesji, tym bardziej, że tkwią w niej duże rezerwy proste, jak chociażby tania siła robocza, czy bardzo skromne progi socjalno-społeczne. Istotnym czynnikiem jest też potencjalna chłonność rynku wewnętrznego
Już tylko 30% pomocy udzielonej już Grecji dałoby wystarczające wsparcie do rozwoju gospodarki ukraińskiej w ciągu najbliższych dwóch lat, oczywiście przy założeniu, że planowane reformy ustrojowo-gospodarcze wprowadzone zostaną niezwłocznie. Można za-kładać, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone poparcia takiego udzielą nie chcąc tworzyć ogniska zapalnego, swoistej ”czarnej dziury” w Europie u samego boku Rosji. Konsekwencje ukraińskiej katastrofy gospodarczej mogłyby bowiem ważyć na polityce globalnej. W tym kontekście jednak informacje o zapowiedzianym przez Polskę kredycie w wysokości 100mln na 10 lat wydają kroplą w morzu potrzeb.
Trzeba ponownie podkreślić, że warunkiem pozytywnego rozwoju są jednak pilne wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Tylko przy takim założeniu można brać pod uwagę pozytywne scenariuszu.
Analizując ukraiński potencjał reform i zdolność do nich ukraińskich elit politycznych trzeba zauważyć, że dokonano w dużej części bardzo skutecznej reformy armii a także, jak można sądzić, po wielu symptomach służb bezpieczeństwa i wywiadu, co wobec konfliktu z Rosją musiało być traktowane przez rząd jako priorytet. Analizując kwestie reform ukraińskich nie można pomijać faktu wojny z rosyjskim agresorem i wynikających stąd priorytetów.
Reformy dotyczące gospodarki i administracji wydają się być najważniejsze a zarazem okazać się mogą trudniejsze, wobec tego, że w wielu wypadkach naruszać mogą interesy poszczególnych grup nacisku. Przezwyciężenie kwestii jakimi są rozdawnictwo poniżej kosztów tego, na co państwa zwyczajnie nie stać np. zbyt niskie ceny na energię, „zbyt wysokie” świadczenia socjalne etc ze zrozumiałych względów jest trudne i musi wywoływać w jakimś stopniu napięcia społeczne. Taka ekonomizacja czy urynkowienie wielu dziedzin życia jednocześnie prowadzić może by do nadmiernych napięć, bowiem liczne i szerokie grupy ludności znalazły by się w bardzo trudniej sytuacji połączonej z poczuciem niepewności. Stanowi to o trudności reform i jasne jest, że mogą być one wprowadzane jedynie stopniowo.
Wydaje się, że mają one następujące priorytety: walka z korupcją i reforma samorządowa.
Gdy chodzi o walkę z korupcją najważniejsza wydaje się reforma systemu sądowego. System korupcyjny wdarł się głęboko w życie społeczne i gospodarcze. Rządowi jak i prezydentowi Poroszence zarzucano dotychczas, że mimo utworzenia Biura antykorupcyjnego nie uchwalono ustaw pozwalających temu Biuru na efektywną działalność.
Owa wielka, oligarchiczna własność ma na Ukrainie jeszcze jedną szalenie istotną cechę: unika płacenia podatków. Stąd walka z korupcją stanowi jedno z zasadniczych narzędzi naprawy finansów państwa, a co wobec rozmiarów szarej strefy, może okazać się na Ukrainie kwestią kluczową.
System korupcji zakorzeniony jest w szczególny sposób tam, gdzie sfera własności państwowej (zamówień państwowych) styka się ze sferą własności prywatnej. Dobrym tego przykładem są inwestycje w system drogowy.
Potraktowanie reformy samorządowej jako priorytetu byłoby do pewnego stopnia wstąpieniem na „polską drogę reform”. W intencji ma być to uwolnienie inicjatyw lokalnych i oddolnych. Stworzenie silnego i samodzielnego samorządu mogłoby też w skuteczny sposób przeciwdziałać systemu oligarchicznemu. Projekt ustawy już istnieje, ale nie jest ona uchwalona. Jej autorem jest Wołodymir Grojsman, ale odkąd stał się on przewodniczącym parlamentu nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej losy. Przykład ten zresztą wskazuje na szerszy problem. Nie ustala się wyrazistej jednoosobowej (czy też jednej niewielkiej ściśle określonej grupy osób) odpowiedzialności dając pełnię inicjatywy i umożliwiając doprowadzenie sprawy konsekwentnie końca, lecz wszelkie projekty konsultuje się szeroko, co grozi tym, że rozmywają się one poddane „obróbce” rozmaitych lobby.
Projekt ustawy samorządowej zakłada m.in.: zmniejszenie ilości członków lokalnych organów władzy. Jak skomplikowana jest to dyskusja, wskazują dające się słyszeć zastrzeżenia, że te mniejsza grona będą tym łatwiejsze do skorumpowania. Tak daleko idą obawy dotyczące korupcji. Nie wydaje się jednak, że takie zastrzeżenia mogą być zasadne jako argument przeciw daleko idącej decentralizacji.
Bardzo znacząca część przedsiębiorczości ukraińskiej to wielka własność przy jednoczesnej słabości klasy średniej (małych i średnich przedsiębiorców). Dawny system oligarchiczny stwarzał (i wciąż grozi) monopolizacją. Zwiększenie sfery produkcji i usług jest możliwe tylko poprzez uwolnienie wszelkiego typu inicjatyw, głównie wśród potencjalnej klasy średniej.
W planie ogólniejszym, celem reform ma być pobudzenie produkcji, aby powstrzymać zapadanie się gospodarki, co oczywiście musi być procesem wieloetapowym.
Istotnym warunkiem takiego rozwoju jest napływ inwestycji zagranicznych. Ma to podwójne znaczenie. Duże inwestycje zagraniczne to wprowadzanie nowych standardów i co szalenie istotne poważne ograniczenie korupcji w obszarze działania kapitału zagranicznego.
O ile znaczenie inwestycji z krajów UE jest oczywiste, to należy również zwrócić uwagę na potencjał rozwojowy tkwiący w wymianie handlowej Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego, jak również z innymi sąsiadami.

Tabela 2. Obroty handlowe Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego
Rosja /Gruzja /Turcja /Bułgaria /Rumunia /Mołdowa / %bez Rosji
Ukr export     17.7   0.1        3.8      0.63       0.573       0.72         7.9%
Ukr import    26.6    0.1      1.93      0.3         0.998      0.16          3.6%
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Dane tabeli wskazują na ograniczone wykorzystanie możliwości handlowych, jakie wydaje się stwarzać dla Ukrainy Morze Czarne. W szczególności uderza „niedorozwój” obrotów handlowych z Turcją i „nieproporcjonalnie” wysoki z Rosją. Nota bene sytuacja ta dotyczy t też Turcji (eksport do krajów basenu MCz wynosi 14.01 z 161 mld całości eksportu – 8.6%, odpowiednio import 24.08 mld z 205 mld – 12%, ale większość tych obrotów handlowych przypadają na Rosję.).
Tabela 3. Obroty handlowe Ukrainy z sąsiadami (bez uwzględnienia Rosji)
Białoruś Rumunia Bułgaria Gruzja Turcja Słowacja Węgry Mołdowa Rosja
Ukr ex      2.02      0.573       0.63      0.1      3.8      0.74       1.29      0. 72    17.7
Ukr import 5.56    0.998       0.3        0.1      1.93    0.62       1.63       0.16    26.6
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Podobnie jak w przypadku obrotów handlowych w basenie Morza Czarnego uderza „niedorozwój ”wymiany przy jednoczesnej dysproporcjonalnej szalenie wysokiej wymianie handlowej z Rosją.

Zachodzi też pytanie, w jakim stopniu wymiana handlowa z Ukrainą może zastąpić zmniejszanie się wymiany handlowej z Rosją na wypadek pogarszania się stosunków polsko-rosyjskich lub też pogłębiania się kryzysu gospodarczego w Rosji.

Tabela 4. Polska wymiana handlowa z Rosją i Ukrainą.

Imp. z R./ z Ukr/Eksport do R./do Ukr/ Imp. z R. bez energ/ Obr.PL-FR bez  energ./ Obr.PL-UKR
mlrd $       21       2,49          9.07            4.37               3.6                        13.3                        6.86
% obr. PL 11.01% 1.3%        5.25%         2.53%            1.88%                    3.65%                   1.88%

Komentarz: Polska wymiana handlowa z Rosją jest ponad czterokrotnie większa niż wymiana z Ukrainą. Decyduje o tym przede wszystkim import ropy,gazu i produktów pochodnych, co czyni import z Rosji aż dziewięć razy większy niż z Ukrainy. Polski eksport do Ukrainy jest już jedynie dwukrotnie mniejszy niż do Rosji. Jeśli pominąć ropę, gaz oraz produkty pochodne w polsko-rosyjskiej wymianie handlowej, to jest ona jedynie dwa razy większa od wymiany polsko-ukraińskiej. Jeśli uwzględnić miernik intensywności wymiany handlowej jaką jest stosunek liczby ludności do wolumenu wymiany to intensywność tej wymiany z Ukrainą jest prawie dwukrotnie wyższa niż z Rosją.

Wobec niepewności sytuacji związanej przede wszystkim z rosyjską agresją, wszelka analiza przyszłości gospodarczej Ukrainy obarczona jest ogromnym stopniem niepewności. Należy jednak zauważyć, że rozpowszechniony obraz „upadłej” gospodarce ukraińskiej, jest stereotypem odwołującym się tylko do jednego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji Należy jednak zauważyć, że nawet przy częściowym jedynie powodzeniu gospodarczych reform na Ukrainie istnieją poważne przesłanki gwarantujące opłacalność polskiego zaangażowania gospodarczego.
Rekomendacje

Polityka gospodarcza Polski wobec Ukrainy nacechowana jest jak dotychczas niezdecydowaniem. Za gestami politycznymi brak wyrazistych działań. Zapowiedziany podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Kijowie dziesięcioletni kredyt w wysokości 100 mln nie może stanowić o przełomie. Potrzebna jest bardziej wyrazista polityka poprzez inwestycje bezpośrednie i dodatkowe linie kredytowe dla polskich przedsiębiorców np. poprzez BGK. Zarazem ochrona polskich inwestycji winna związana z wysoką aktywnością polskich placówek dyplomatycznych, opartą o odpowiednie kompetencje, czego wzorem jest działanie dyplomacji amerykańskiej. Polega to na domaganiu się przestrzegania zasad wolności gospodarczej oraz zdecydowanym reagowaniu w każdym przypadku, gdy tak się nie dzieje.
Szczególną sferą inwestowania winno być rolnictwo i przetwórstwo rolne. Jest to dziedzina silnej polsko-ukraińskiej konkurencji a zarazem szansa dla wielu polskich przedsiębiorców rolnych. Decydującym czynnikiem jest zniesienie moratorium na obrót ziemią na Ukrainie. Nacisku w tym kierunku winny być istotnym kierunkiem polityki polskiego rządu.
Polska powinna wykorzystać obecną sytuację i wkroczyć zdecydowanie gospodarczo na Ukrainę, ponieważ za kilka lat może okazać się to znacznie trudniejsze wobec większej konkurencji innego, silniejszego kapitału zagranicznego. Przedsiębiorcy silniejszych gospodarek zachodnich wyczekują i będą dłużej wyczekiwać na ustabilizowanie się sytuacji politycznej i gospodarczej. Mają oni też słabsze na ogół rozpoznanie sytuacji na Ukrainie, co powodować może, że tym bardziej działać będą z opóźnieniem. Polska strona winna starać się tą sytuację wykorzystać. Dla przykładu w roku 2013, mimo braku reform ustrojowych na Ukrainie i braku stabilności, inwestycje bezpośrednie wyniosły 7,8 mld USD i były większe niż w Polsce, gdzie wynosiły tylko 3,4 mld USD. Można wyciągnąć wniosek, że mimo zdecydowanie większego ryzyka inwestycyjnego na Ukrainie, biznes gotów jest je ponieść i wybrać Ukrainę. (Patrz: http://dt.ua/ECONOMICS/investori-ne-boyatsya-ekonomichnoyi-krizi-v-ukrayini-forbes-157375_.html)
Wobec ograniczonych środków ukraińskich rozwój stosunków gospodarczych może odbywać się poprzez bezpośrednie inwestycje na Ukrainie i rozwój importu opłacalnego przy taniej hrywnie.
Polsko-ukraińska wymiana handlowa ma dzisiaj nader ograniczony charakter. Polski eksport wynosił 4.37 mld $ co stanowiło 2.53%, a polski import z Ukrainy wynosił 2.49 mld$ co stanowiło 1.3%. Również dla strony ukraińskiej, mimo mniejszej wymiany handlowej Polska nie jest znaczącym partnerem (odpowiednio 5% i 3.42%). Jak na kraje sąsiadujące ze sobą jest to niezwykle niski poziom wymiany handlowej.
Wraz z postępem reform polski eksport do Ukrainy ma perspektywy poważnego rozwoju wobec potencjalnej chłonności rynku ukraińskiego na towary codziennego i domowego użytku. Formą wsparcia dla bezpieczeństwa kontraktów byłoby preferencyjne zasady ubezpieczeń KUKE, w której wiodącą rolę odgrywa skarb państwa.
Polska może wykorzystać obecny okres, mając przewagę kapitału ludzkiego i kulturowego nad innymi inwestorami zagranicznymi. Istnieje wyjątkowo korzystny okres na inwestowanie na Ukrainie także dla średniej przedsiębiorczości. Ta wyjątkowość sytuacji wynika z tego, że polscy przedsiębiorcy i inwestorzy mogą wyprzedzić innych i zająć sprzyjającą pozycję dysponując przewagą kapitału kulturowego. Te właśnie działania winny być intensywnie wsparte przez państwo polskie.

Putin jako kagiebista, internauta i ekonomista

Sporo ludzi uważa Putina za polityka skutecznego, ponieważ zajął Krym i Donbas oraz grozi dalej wojną. Inni twierdzą, że w istocie grzebie resztki rosyjskiego imperium, które pogrąża się w coraz większym kryzysie. Przyszłość pokaże, która diagnoza była trafniejsza. Warto się jednak zastanawiać na metodami, jakimi działa judoka z Kremla.
Putin po pierwsze liczy na swoją agenturę. Nie chodzi bynajmniej o jakiś szpiegów, którzy zdolni byliby wyciągnąć są z jakiejś szafy tajny dokument. Chodzi o takie osoby jak Gerhard Schroeder, były niemiecki kanclerz, Milos Zeman obecny prezydent Czech, Viktor Orban, premier Węgier. Marie Le Pen, przywódcę dużej opozycyjnej partii we Francji, polityków rządzącej greckiej partii SIRISA. W Polsce wpływy są skromniejsze ale zawsze liczyć może na Korwina-Mikke czy partię Zmiana. Dzięki takim politycznym aliansom Kreml chce dezintegrować Unię Europejską. Putin wierzy w swój wpływ, ponieważ za to zapłacił. Zemanowi kampanię wyborczą opłacił Łukoil, Le Pen dostała pożyczkę dla swojej partii, Schroeder popłatne stanowisko w Gazpromie. Tylko agentura dobrze opłacona może być skuteczna. Tak myśli kgbista. Przekupstwo należy doprawić strachem. Dlatego w Rosji zginęło od roku 2001 około 300 dziennikarzy i działaczy opozycyjnych. Putin jest bezwzględny i przed niczym się nie ugnie, głosi legenda. Opór na nic się nie zda. Świat w wyobrażeniu Putina składa się z ludzi przekupnych, a jeśli ktoś jest tak naiwny, że przekupić się nie daje, można go przestraszyć lub w przypadku najbardziej opornych zlikwidować.
Putin jest wreszcie największym w świecie internautą. Kreml zbudował gigantyczną maszynę propagandową, wykorzystującą to co wydaje się we współczesnym świecie najnowocześniejsze – internet. Poszczególne kraje UE dostają potężną dawkę dezinformacji, która jest tym bardziej skuteczna, że wydaje się być niejawna. W sieciach społecznościowych trafić można niemal do każdego indywidualnie. Dla konserwatysty Kreml dba o wartości chrześcijańskie przeciw gejeuropą, dla sieroty po detente Putin broni pokoju i równowagi naruszonej przez Kijów, dla lewaków sprzeciwia się Ameryce, dla Polaków cierpi razem z nimi za Wołyń, dla Czechów jest Słowianinem, dla antyklerykałów poganinem a dla kosmitów zielonym ludzikiem. Każdy dostanie w internecie to czego oczekuje wraz z sugestią, że jego marzenia spełni euroazja.
Jeśli zaś ktoś tak prosto nie daje się przekabacić, to można go napuścić na innych obok: „oburzonych” na niesprawiedliwy „system”, Węgrów na Słowaków, Słowian straszyć Niemcami, Niemców Ameryką, Polaków banderowcami, separatystów wszystkich krajów zwrócić przeciw krajowym rządom, opornych wobec Putina polityków ośmieszyć itd. Itd. I właściwie nawet nie trzeba się specjalnie wysilać się, aby prowadzić taką wojnę psychologiczną. Wszystkie takie konflikty i animozje istnieją, nie trzeba ich wynajdywać ani prowokować, należy je jedynie odpowiednio wzmocnić. I unijna Europa rozleci się i upadnie niemal sama z siebie.
Plan był dobry i wszystko miało iść jak po maśle. Putin miał pocisnąć, Unia miała się rozlecieć, a imperium w dawnej glorii miało wrócić dzięki agenturze i samej psychologii. Coś poszło jednak krzywo i Zachód zaczął wierzgać. Trudno powiedzieć, gdzie jest przyczyna, czy agentury było za mało, czy też w internecie nie poszło dość gładko – nomen omen – to wynalazek Silicon Valley, i nie dało się wszystkich w sieci oszukać, mimo że ma się po swojej stronie Snowdena.
Zachód sięgnął po sankcje gospodarcze. Putin wyśmiewał je początkowo, kpiąc, że bardziej zaszkodzą one Zachodowi niż „wielkiej” Rosji. Krym był cenną zdobyczą, ale zaczął dość drogo kosztować. Stwarza to konieczność zdobycia korytarza lądowego, by nie budować dla grube miliardy mostu. Podbity Donbas też zaczyna kosztować, jak każda wojna.
Z czasem sankcje zaczęły boleć. I tu Putin okazał się ekonomistą i pokazał swój plan „B”. Rosja gospodarczo odwrócić się ma na Wschód ku Azji, a Zachód zostanie sam, ze swoją gospodarką w kryzysie oraz bez ropy i gazu. Wybuduje się rury aż do Pekinu. To co nie udało Związkowi Sowieckiemu, zagospodarowanie Syberii i przez co Związek upadł, uda się mnie Putinowi. A sankcje? Sami je nałożymy na Zachód. Po co od niego kupować, skoro można to samo produkować u nas w domu. Import ogranicza własną gospodarkę, brzmi nowe prawo ekonomiczne Putina. Ma zadziałać w ciągu dwóch lat, inni mówią, że może w ciągu dziesięciu.
Na razie plan prawie działa. Chińczycy zaczęli coś inwestować pod warunkiem jednak, że będą mieli pakiet kontrolny w tworzonych przedsiębiorstwach. Co odebrano zachodnim inwestorom, dano chiński poszerzonym wymiarze.
Plan Putina może działać nadal ma bowiem wiele wariantów. Po niepowodzeniu wariantu A (niepostrzeżonym odzyskaniu imperium), można było przejść do wariantu B (zgwałcenia Ukrainy). Jeśli wariant B się sypie (co się chyba dzieje) można przejść do wariantu C, jakim jest eskalacja działań militarnych. Po wariancie C sięgnąć można po wariant D i otwartą inwazję. Właściwie czemu nie spróbować odbić Kijowa. Na Kremlu jest też może pewnie wariant Z, przy którym rosyjska misja pokojowa odwiedza Lizbonę (wariant Dugina). Po drodze jest też wariant N z wojną nuklearną.
W każdym wariancie agentura i internet przydadzą się w taki lub inny sposób. Każdy jednak kolejny wariant, wynik niepowodzenia poprzedniego, kosztuje coraz więcej. Agentura się demaskuje a i w internecie coraz mniej ludzi daje z siebie zrobić idiotów.
Być może jednak alfabet jest zbyt długi, by Putin zdołał zrealizować wszystkie warianty. Należy też uwzględnić odmienną kolejność liter w rosyjskiej cyrylicy i alfabecie łacińskim. Litera „w” jest nim trzecia co do kolejności, a w łacińskim prawie ostatnia. Putin jest z pewnością przy „w” w swoim alfabecie. Jeśli jednak Europa zapisuje swoje dzieje łacinką, to Putinowi nie zostało już wiele liter do końca.

Mińsk-2: Nowe Naddniestrze czy pyrrusowe zwycięstwo Kremla?

W polskich mediach dominują trzy typy komentarzy dotyczące agresji rosyjskiej na Ukrainę. Pierwszy z nich mówi o potędze Rosji i zagrożeniu rosyjskim oraz o naiwności i słabości Zachodu. Zwolennicy tej interpretacji, będący na ogół gorącymi sympatykami walki toczonej przez Ukraińców, zapowiadają zarazem nieuchronną ich klęskę i triumf Moskwy. Z przesłanki o owym totalnym ogłupieniu Zachodu wyciąga się dwojakie konsekwencje – domagania się zdecydowanej i natychmiastowej reakcji oraz minorową i apokaliptyczną wizję dalszej nie do powstrzymania ekspansji Rosji.
Drugi typ komentarza mówi, że nasza „chata skraja” i nie należy się wtrącać. Uzasadnia się to pragmatyzmem i zdrowym rozsądkiem, w wielu jednak wypadkach dochodzi do tego niechęć do Ukraińców, którym z natury rzeczy nie należałoby pomagać.
Pierwsza interpretacja wydaje się być na szczęście w przewadze, to jednak w obu wypadkach trudno o lepsze zrozumienie tego, co się zdarza. Wschodni konflikt nie da się bowiem rozwiązać raptownie i jakimiś szybkimi działaniami, ani tym bardziej postawą „zamknij oczy i czekaj”.
Wschodni konflikt należy postrzegać przede wszystkim jako proces, w którym postawa wszystkich trzech stron (Rosji, Ukrainy i Zachodu) ulega ewolucji i zmianie.
Putin zabrnął w beznadziejną dla siebie awanturę, licząc na początku, że sprawa będzie dużo łatwiejsza. Przede wszystkim nie zaplanował przecież upadku Janukowycza. Ta porażka popchnęła go do aneksji Krymu i tu znów wyraźnie stawiał na dużo łagodniejsze reakcje. Może właśnie liczył na „naiwność” Zachodu i może nawet Zachód okazywał wobec Putina pewną naiwność, ale nie tak daleko idącą, jak Moskwa przewidywała. Wobec czego Putin od polityki korzystania z „naiwności” swoich oponentów, która okazała się niedostateczna, przeszedł do polityki gróźb i zastraszania. I wielu się zaczęło bać, ale nie aż tak bardzo jak by to Moskwie było potrzebne. Przede wszystkim zaś nie przestraszyło się NATO.
Zachód od ponad roku uczy się, jak dawać sobie radę z narastającą agresywnością Moskwy. Nadzieje na modernizację Moskwy i jej partnerstwo, jakie wcześniej żywiono, zaczęły zanikać aż wreszcie znikły całkowicie. Zaczęto spostrzegać zagrożenie nie tylko dla Ukrainy ale i całej Europy. Krytycy „naiwności” Zachodu mają się wciąż wiele trafnych argumentów, zarazem jednak Zachód poczynił ogromne postępy w rozpoznaniu rosyjskiego zagrożenia. NATO zbliżyło się do granic Rosji, co wcześniej było nie do pomyślenia. Uznano też, że najważniejszą bronią Zachodu jest gospodarka. Od wahań, co do celowości sankcji, przeszło się polityki jej ciągłego zaostrzania, w odpowiedzi na niedotrzymywania przez Putina kolejnych obietnic. Jej oddziaływanie wymaga jednak czasu. Stąd wikłanie się Zachodu, przede wszystkim Berlina i Paryża, w negocjacje z Putinem, które niemal z góry wiadomo, że nie mogą  dać żadnego istotnego efektu. Krytycy tej polityki, gdzie pozornie naiwność Zachodu zdaje się być widoczna, nie biorą pod uwagę, że negocjacje te mają istotne znaczenie dla wewnętrznej polityki Francji a przede wszystkim Niemiec. Putin za każdym razem okazuje się kłamcą, który nie dotrzymuje umów i powraca do do agresywnych działań. To właśnie powtarzające się demaskowanie  Putina, jako polityka pozbawionego elementarnej wiarygodności,  pozwala zachodnim politykom sięgać do coraz bardziej zdecydowanych działań, które wcześniej nie zyskiwałyby sobie dostatecznego poparcia. Są to wszak kraje demokratyczne, gdzie politycy muszą się liczyć z opinią publiczną. Krytykowana zbyt wstrzemięźliwa postawa premier Kopacz była też w jakimś zakresie powodowana obecnością postawy „nasza chata skraju” wśród polskiej opinii publicznej. W opinii publicznej Zachodu dokonują się jednak znaczące, bardzo głębokie i w istocie szybkie zmiany na niekorzyść Rosji. Można krytykować naiwność Zachodu, ale nie mniej naiwne jest nie pomijanie zmian zachodniej opinii publicznej, jako jednego z najistotniejszych czynników politycznych.
I są wreszcie zmiany na Ukrainie. Putin liczył na to, ze jest to państwo, które rozpadnie się przy pierwszym uderzeniu. Istotnie stan państwowości ukraińskiej był fatalny. Tym niemniej Ukraińcy w podziwu godny sposób zorganizowali się, przeprowadzając kolejne wybory prezydenta i parlamentu, wykazując rozsadek i dyscyplinę. Dokonali też reformy armii i mimo rosyjskiej przewagi, umieli stworzyć front obrony przed narastającą agresją. Nauczyli prowadzić elastyczną politykę zagraniczną, której celem jest przede wszystkim zyskanie coraz pełniejszego poparcia Zachodu. Ukraina, która dla Moskwy nie jest żadnym państwem, dla Zachodu jest coraz bardziej rozpoznawanym i liczącym się podmiotem polityki międzynarodowej. Poroszenko nie nna poszedł na mobilizację nacjonalistyczną (co skądinąd mogłoby zrozumiałe w sytuacji zagrożenia), ale okazał się wytrawnym dyplomatą., która umie trzymać własne nerwy na wodzy a przez trzymać też Putina w szachu.
Zawieszenie broni Mińsk-2 (nie należy zapominać, że był już Mińsk-1) nie ma szans na spełnienie, a konflikt w którym zasoby Kremla będą się coraz bardziej wyczerpywały rozciągać się będzie w czasie, najpewniej przy rosnącej agresywności Putina. Krytyka rezultatów Mińska-2, jako kroku do stworzenia drugiego Naddniestrza nie bierze często po uwagę tego, że we wschodnim konflikcie miałoby to inny wymiar. Drugie Naddniestrze kosztuje Rosję znacznie, znacznie więcej niż skrawek lądu na granicy mołdowsko-ukraińskiej.
Nie można też lekceważyć procesu powolnego słabnięcia państwa rosyjskiego. Widoczne jest to na przykładzie niespodziewanie rosnącej roli Kadirowa, chaosowi na Kaukazie i słabych ale obecnych głosach w poszczególnych regionach tej quasi-federacji. Następne Naddniestrze z bandą niezbyt zdyscyplinowanych watażków, może okazać dla Kremla potężnym obciążeniem.
Nikt nie zna oczywiście przyszłości wschodniego konfliktu. Kto jednak chce dla niego jakikolwiek prostych rozwiązań i nie dostrzega czynnika czasu, pozbawia się możliwości zrozumienia, tego co się wydarza.

Putin, kalifat i Europa

Zamach w Paryżu, zwracając uwagę na agresję ze strony kalifatu, odwodzi uwagę od agresji ze strony Putina. Są nawet głosy, że w walce ze światowym terroryzmem Putin, nawet jeśli się widzi jego wady, może być sprzymierzeńcem Zachodu, trzeba się starać się go z jakiś sposób pozyskać, a w każdym razie nie traktować na równy sposób z kalifatem i dżihadystami. Wydaje się to jednak głęboko błędne.
Atak terrorystyczny w Paryżu potraktowany został jako akt wojny. Skoro w sprawę oceny sytuacji włączyło się NATO wyraźnie postrzega się w tym zamachu coś więcej niż tylko barbarzyński lecz pojedynczy akt terroru. Uznano, zagrożenie ma charakter trwały.
Skąd jednak nadchodzi niebezpieczeństwo? Pierwsza odpowiedz jest niemal oczywista – ze strony nowego totalitaryzmu, jakim jest kalifat lub dżyhadyzm. Należy unikać takich definicji jak „fundamentalistyczny islam”, aby nie łączyć wielkiej światowej religii ze zjawiskiem ściśle politycznym, którego zwolenników należy szukać nie tylko w świecie arabskim. Ze „zrozumieniem” dla terrorystów opowiedziała się we Francji Marie Le Pen, a w całej Europie odezwały się głosy usprawiedliwiające ten akt wśród części ugrupowań ekstremistycznych.
Choć kalifat wydaje się być ideologią powrotu do form religijności z dawnej przeszłości, to jednak jest ściśle powiązanym z nowoczesnością. Korzysta i jest możliwy dzięki takim środkom technicznym jak Internet, jest drugą stroną medalu zjawiska, jakim jest globalizacja, a przede wszystkim „kalifatu” czy też „dżihadyzmu” nie sposób zrozumieć bez kontekstu nowoczesności. Jest on świadomie skierowany przeciw temu wszystkiemu, czym jest nowoczesność z jej otwartymi i demokratycznymi społeczeństwami oraz z jej silnym pluralizmem związanym z kulturą niekiedy nawet skrajnego indywidualizmu. Akty terroru dżihadystów trafiąją się w samo centrum nowoczesności odwołując się, choćby pośrednio, w jakiś sposób do tych wszystkich, którzy nowoczesność kwestionują.
Czy niebezpieczeństwo nadchodzi jedynie od strony „kalifatu”? Za zagrożenie dla Zachodu uznano także neoimperializm putinowskiej Rosji. Należy zwrócić uwagę na pewne podobieństwa związane z przesłanką, jak u jednego z głównych ideologów tego imperializmu Aleksandra Dugina, o dekadenckim charakterze Zachodu. Ową zachodnią, dekadencką formę organizacji społeczeństw zastąpić ma silna, imperialna władza. Tak jak i w przypadku „kalifatu” obecna jest ambicja panowania nad światem (a przede wszystkim „przezwyciężenia zła jakim jest Zachód czasem identyfikowany z Stanami) a także przekonanie, że świat należy „wybawić” (zbawić) od relatywizmu, zepsucia i zła, jakie przynosi europejsko-amerykańska dekadencka nowoczesność.
Czy oba zjawiska są ze sobą w jakiś sposób powiązane? Pytanie to stawia się dzisiaj w sposób bardziej konkretny – czy zamach w Paryżu może być w jakikolwiek sposób powiązany z Moskwą? Nie ma na to najmniejszych dowodów, ani nawet dających się uwiarygodnić przesłanek. Nitki zamachu wiodą, zgodnie z pierwszymi informacjami, gdzieś do Jemenu. Jest to państwo w chaosie, gdzie czynniki trzecie prowokować mogą najrozmaitsze działania. Wszystko to jednak może być dzisiaj przedmiotem jedynie spekulacji i domniemań.
Tym niemniej oczywiste jest, że zamach w Paryżu, zwracając uwagę na agresję ze strony kalifatu, odwodzi uwagę części polityków i opinii publicznej od agresji ze strony Putina. Niektórzy gotowi są widzieć w nim znów Putin sprzymierzeńca w walce z terroryzmem, uważają, że trzeba się starać się go z jakiś sposób pozyskać, a w każdym razie nie traktować na równy sposób z kalifatem i dżihadystami.
Wydaje się to jednak głęboko błędne. Nowy sposób prowadzenia wojny, co określono jako wojnę hydrydalną, jaka prowadzi Putin, pod wieloma względami przypomina wojnę prowadzoną przez kalifat. W obu wypadkach narzędziem są terroryści oraz Internet. Różnice są oczywiście znaczące ale i podobieństwa. W obu wypadkach zakwestionowane są w radykalny sposób fundamenty ładu międzynarodowego i jakiegokolwiek ładu. W świecie panować ma chaos i należy go prowokować i pogłębiać, ponieważ dopiero z chaosu (po rozpadzie zgniłego i zepsutego Zachodu) wyłonić się może lepszy, trwały porządek.
Europa prowadzi dzisiaj wojnę na dwa fronty i ma dzisiaj dwóch wrogów i. I naiwnym byłoby relatywizowanie jednego z nich. Putin jest dostatecznie cyniczny, aby pomysł tajnej współpracy z kalifatem mógł zrodzić się jego głowie. Putinowska Moskwa zawierała już nie jeden egzotyczny sojusz, byle tylko zaszkodzić Zachodowi. Dzisiaj Putin jest w bardzo trudnej sytuacji i może być zdolny do jeszcze bardziej egzotycznych sojuszy byle tylko się ratować. Prowokowanie chaosu jest dziś dla Putina ratunkiem. W jakim stosunku pozostają do siebie dwaj główni wrogowie Zachodu nie wiemy. Kalifat może okazać się w pewnym momencie równie niebezpieczny dla Rosji jak jest dla Zachodu. Putinowi może jednak nie starczyć wyobraźni by to dostrzec, a wyobrażenie, że zechce on w czymkolwiek Zachodowi autentycznie pomóc wydaje się naiwnością.
Zachód jest dostatecznie silny, aby uporać się z dwoma wrogami, nie może się jednak dać podzielić w taki sposób, by dla jednych wrogiem był przede wszystkim kalifat, czemu towarzyszyć by miała obojętność wobec zagrożenia ze Wschodu i zapomnienie o Ukrainie, dla drugich zaś głównym wrogiem miałaby być jedynie Moskwa z lekceważeniem zagrożenia z Południa. Europa jest jedna i jako całość kontynentu winna się bronić.

« Français, réveillez-vous ! ».

Un important groupe d’intellectuels polonais a lancé lundi, le jour du 75ème anniversaire de l’éclatement de la Seconde Guerre mondiale, un appel à l’Europe, intitulé « Dantzig 1939 – Donietsk 2014 ». Les signataires, parmi lesquels le célèbre cinéaste Andrzej WAJDA (Andjeï Vaïda), ne sont pas tendres avec ceux qui, en Europe, leur semblent trop indulgents ou trop naïfs par rapport à la politique actuelle de Vladimir Poutine). Une interview pour RFI

Piotr MOSZYNSKI (MOSCHYNSKI: Les auteurs de l’appel sont particulièrement sévères avec la France et l’Allemagne. Pourque?

Kazimierz Wóycicki: Le conflit se passe en Ukraine. L’ignorance française quand il s’agit de l’Est de l’Europe est presque sans bornes. Peu nombreux sont les Français qui comprennent que les Ukrainiens forment une grande nation européenne ayant un droit absolu à l’indépendance. Pour quelques milliards d’euros, la France est incapable de s’abstenir de vendre les navires Mistral à Poutine. Cela suscite une immense indignation morale. Il ne nous reste qu’à dire : « Français, réveillez-vous ! ». J’ai plus de soixante ans, j’ai été élevé avec la culture et la langue française comme bases de ma socialisation, et je constate que ce qui se passe avec la France est très étonnant.

Piotr MOSZYNSKI (MOSCHYNSKI):  L’Allemagne en prend aussi pour son grade. Pour les signataires de l’appel, sa dépendance énergétique de la Russie s’est transformée en dépendance politique.

Kazimierz Wóycicki: En 1939, l’Occident était en mesure de gagner la guerre, mais des millions de gens ont péri dans les années suivantes. La bêtise et l’ignorance des politiques peuvent amener la guerre. Celle-ci peut être provoquée non seulement par l’agression de ceux qui la souhaitent, mais aussi par l’absence d’imagination chez ceux qui veulent l’éviter. La parallèle entre Dantzig et Donietsk est justifiée, car nous constatons tous les jours la montée de l’agression de la Russie de Poutine qui menace même d’employer l’arme nucléaire tactique contre les Ukrainiens. Il y a beaucoup d’indices que les plans de Poutine visent beaucoup plus qu’une reconstruction de l’Union soviétique et de l’Empire. Si nous cédons une fois, il n’y aura plus de limite à sa progression. Bien au contraire, ça l’encouragera.

Lancement POLOGNE Enro Appel à l’Europe 2/09/14

Casimir WOYCICKI (VOUÏTSITSKI), journaliste et chercheur au Centre des études est-européennes à l’Université de Varsovie,  est l’un des signataires. 

Wywiad „Francuzi obudźcie się!” dla  Radio France International w związku z apelem grupy polskich intelektualistów „Gdańsk 1939 – Donieck 2014”.

Donald Tusk w Brukseli

Donald Tusk w Brukseli to ogromny sukces Polski. To uznanie dla sukcesu naszego kraju – sukcesu gospodarczego i politycznego. Oznacza to, że Polska jest w pełni zintegrowana z unią europejską i traktowana jako jej stabilny i trwały człon. Jest to też sukces polskiego polityka, jakim jest Donald Tusk – uznanie jego umiejętności jako negocjatora, jego wysokich kompetencji kogoś kto potrafi dawać sobie z najbardziej skomplikowanymi sytuacjami.

Wybór ten następuje w nader szczególnej dla Europy sytuacji, gdy Europa jest zagrożona. Zagrożenie to związane jest z konfliktem rosyjsko-ukraińskim i agresywną polityką Moskwy. Wybór Polaka trudno traktować jako przypadkowy. Jest to uznanie kompetencji polskich elit politycznych w sprawach polityki wschodniej. Wraz ze wskazaniem na Polaka jako przewodniczącego Unii Europejskiej  większe jest prawdopodobieństwo, że UE będzie zajmowała zdecydowane stanowisko popierające Kijów i walkę Ukraińców o swoją pełną niezależność. 

Donald Tusk będzie więc przewodniczącym Rady  Europejskiej (drugiego organu Unii obok Komisji Europejskiej, który ponosi najwyższą odpowiedzialność za procesy decyzyjne) w okresie szczególnie trudnym. Najprawdopodobniej czekają go, tak i jak nas wszystkich wszystkich, chwile pełne napięcia. Będzie musiał dokonywać wraz z członkami Rady, którzy są szefami rządów poszczególnych państw członkowskich dramatyczne i pełne ryzyka decyzje. Będzie musiał negocjować te decyzje, bowiem Unia nie ma jednego zdania, gdy przychodzi do takich wyborów. Włoszka Federica Mogherini, którą będzie odpowiedzialna za politykę zagraniczną UE uważana jest powszechnie za dość pobłażliwą wobec Moskwy, co zresztą charakteryzuje politykę tego kraju w całości (m.in. poparcia dla South Stream i współpracy z Moskwą w dziedzinie polityki energetycznej). 

Wybór Polaka poprały Niemcy. Potwierdza to ogromne znaczenie stosunków Berlin-Warszawa w całości polityki europejskiej. Wzrasta też potencjalne znaczenie trójkąta weimarskiego stawiając Polskę w centrum unijnej polityki. 

Należy zwrócić też uwagę, że wybór padł na polityka z kraju, który nie należy do strefy euro. Zmniejsza to obawy, że Unia podzieli się na dwie grupy państw, mających różne interesy gospodarcze w związku z posiadaną walutą. Zmniejsza to niebezpieczeństwo, że Polska zostanie gdzieś w ogonie krajów europejskich.

Zarazem wewnętrzna sytuacja polityczna Polski  może ulec w najbliższym czasie poważnym  komplikacjom. Donald Tusk nie ma żadnego wyrazistego następcy w formacji jakiej przewodzi. Pytanie jaki będzie przyszły rząd jest całkowicie otwarte. Z odejścia Tuska do Brukseli będzie chciała skorzystać opozycja. Co prawda przywódca głównej partii opozycyjnej, jaką jest PiS odniósł się przychylnie do wyboru Donalda Tuska, ale stanowisko tej partii w jego kwestiach polityki zagranicznej poważnie różni się od stanowiska obecnego przewodniczącego Unii (m.in. w kluczowej kwestii znaczenia stosunków z Berlinem).  Trudno jest obecnie ocenić, czy wybór jaki padł na Donalda Tuska wzmocni czy osłabi notowania Platformy Obywatelskiej. 

 W oczywisty sposób polska polityka wewnętrzna będzie obecnie pilniej obserwowana w całej Europie. Głosy, że  Donald Tusk „uciekł do Brukseli”, a takie sugestie daje się słyszeć,, mogą szkodzić nie tylko jemu ale i Polsce. Pytanie więc , czy jako kraj (a więc całość elit politycznych) potrafimy skorzystać z szansy jaką jest obecność Donalda Tuska w Brukseli jest również otwarte i czeka na odpowiedz. To co się dzieje w Warszawie może zarówno wzmacniać jak i osłabiać pozycję polskiego przewodniczącego Rady Unii. 

Wiele oczywiście zależy od samego Donalda Tuska. Jest on niejako skazany na inny styl pełnienia swej funkcji niż jego poprzednik van Rompey. Był on bardzo sprawnym negocjatorem, który jednak celowo usuwał się w cień. Nie wydaje się, że w chwili obecnej można sobie pozwolić na taki sposób. Sytuacja konfrontacji nie tylko Kijowa ale i Brukseli z Moskwą wymusza inny styl i wysuwa obecnego przewodniczącego na pierwszą linię frontu. W niektórych komentarzach wybór Donalda Tuska potraktowano jak chęć posiadania prze Unię słabego przywódcy, który zda się na szefów europejskich rządów. Nie należy przypuszczać, że Donald Tusk da się zepchnąć do takiej roli. Zdobycie jednak pozycji „silnego” przewodniczącego Rady Europejskiej (co wymaga też umiejętnej współpracy z przewodniczącym Komisji Europejskiej) nie jest czymś łatwym. Znów trzeba podkreślić, że dużo może zależeć od zaplecza, jakie będzie miał Donald Tusk w Warszawie.

Konflikt rosyjsko-ukraiński: dlaczego Putin przegrywa?

Potoczny głos mówi, że Putin wziął Krym i jeśli zechce to weźmie jeszcze więcej. Putin ma być na pozycjach wygranych, ma swoją zdobycz i może jeszcze ją zwiększyć. Jak wiele takich potocznych ocen i ten jest produktem pewnej bezmyślności i braku refleksji. Przed jeszcze rokiem samo wyobrażenie wojny rosyjsko-ukraińskiej było nie do pomyślenia, a w Kijowie rządził ktoś w dużym stopniu zależny od Moskwy. Dzisiaj 90% Ukraińców opowiada się za jednością terytorialną kraju (najwyższy wskaźnik po roku 1991), co oznacza, że nawet dużą część tamtejszych Rosjan (jest ich 17% to znaczy co najmniej 7% opowiada się za Ukrainą) nie chce Putina i Moskwy.

                W połowie zeszłego roku Ukraina była wciąż bardziej pod wpływami Moskwy niż Brukseli. Mniej też niż 70% opowiadało się za jednością kraju. Dlaczego więc sytuacja tak bardzo się zmieniła?

                Pierwszą i najważniejszą przyczyną jest istnienie dużego  jak na stosunki europejskie narodu liczącego ponad 35 mln i państwa z 45 mln obywateli. Bogata narodowa tożsamość ukraińska jest w dużym stopniu dziedzicem dawnej Rzeczypospolitej (o czym szczególnie Polacy powinni pamiętać) i wyraźnie odróżnia się od tożsamości rosyjskiej. Rosja przez ponad dwieście lat usiłowała pochłonąć Ukrainę (nazywając ją m.in. Małorosją), ale zabiegi te okazały się bezskuteczne. Mimo wszystkich naturalnych i wymuszanych pokrewieństw, represji i wymordowania przez Stalina znacznej części kulturalnej elity Ukraińcy nie poddali się rusyfikacji. Istnienie narodu Ukraińskiego, o którym Europa wie w skandaliczny sposób mało, jest podstawową przyczyną, że Putin przegrywa.

                Rosja miała jednak w Kijowie znaczące wpływy i mogła być, korzystając z efektów sowietyzacji, dominującym partnerem. I będąc w stanie wojny z Ukrainą taką pozycję traci. Dlaczego? Bowiem Putin chciał znacznie więcej, co powodowane było nieuznawaniem podstawowego faktu istnienia narodu ukraińskiego, a w konsekwencji widzenia Ukrainy jako państwa sezonowego (skąd my Polacy takie określenia znamy). Ukraina miała w planach Kremla przestać istnieć. Kraj miał być podzielony i rozczłonkowany.

                Putin jest przede wszystkim ideologiem (tacy snują wielkie plany), w znacznie mniejszym stopniu politykiem (ci są pragmatyczni). W Moskwie powstała nie licząca się z realami wizja odtworzenia rosyjsko-sowieckiego imperium,  z którego wykluczenie Ukrainy było nie do wyobrażenia. I cel ten Putin chciał osiągnąć szybko, niemal natychmiastowo. Starcie  putinowskiej Rosji z Ukrainą stało się nieuniknione.

                Założeniem Putina była też słabość Zachodu, który jego zdaniem był w głębokim kryzysie. Putin wierzył też w siłę swojej szeroko pojętej agentury. Przecież w Niemczech miał Schroedera, we Francji Marie Le Pen, a nawet w Polsce dla swojej sprawy można było pozyskać kogoś takiego jak Mikke. Ta poważna agentura wpływu plus zmasowany atak w Internecie miały dopełnić reszty. Dekadencka Europa miała ustąpić, a Putin miał odtworzyć swoje imperium. Taką ideologiczną wizję obmyślono na Kremlu.

                Z Europą być może by się Putinowi nawet udało, gdyby nie Ukraińcy. Ten  naród istniał i istnieje wbrew majakom Kremla i tu różnica między ideologią oraz  realami była największa i zasadnicza. Europa zaczęła się też szybko uczyć, kim są Ukraińcy (choć wciąż wiedzą zbyt mało), zarazem Putin demaskował się jako prowokator i kłamca.

                Dzisiaj pozostało tylko przerażenie z kim mamy do czynienia na Kremlu, co coraz bardziej łączy się z przekonaniem, że łapczywemu watażce nie można ustąpić, bo tylko może go to sprowokować do dalszej agresji.   Nie ma jednak innej drogi jak zwycięstwo Ukrainy i jej narodu, nawet jeśli doświadczyć będzie trzeba niejednej tragedii. Świadomość Europejskość  wzbogacona o świadomość jeszcze jednego wielkiego swego narodu stanie się pełniejsza. Europa, jak już wiele razy było w przeszłości, poszerzy swoją tożsamość.