Mińsk-2: Nowe Naddniestrze czy pyrrusowe zwycięstwo Kremla?

W polskich mediach dominują trzy typy komentarzy dotyczące agresji rosyjskiej na Ukrainę. Pierwszy z nich mówi o potędze Rosji i zagrożeniu rosyjskim oraz o naiwności i słabości Zachodu. Zwolennicy tej interpretacji, będący na ogół gorącymi sympatykami walki toczonej przez Ukraińców, zapowiadają zarazem nieuchronną ich klęskę i triumf Moskwy. Z przesłanki o owym totalnym ogłupieniu Zachodu wyciąga się dwojakie konsekwencje – domagania się zdecydowanej i natychmiastowej reakcji oraz minorową i apokaliptyczną wizję dalszej nie do powstrzymania ekspansji Rosji.
Drugi typ komentarza mówi, że nasza „chata skraja” i nie należy się wtrącać. Uzasadnia się to pragmatyzmem i zdrowym rozsądkiem, w wielu jednak wypadkach dochodzi do tego niechęć do Ukraińców, którym z natury rzeczy nie należałoby pomagać.
Pierwsza interpretacja wydaje się być na szczęście w przewadze, to jednak w obu wypadkach trudno o lepsze zrozumienie tego, co się zdarza. Wschodni konflikt nie da się bowiem rozwiązać raptownie i jakimiś szybkimi działaniami, ani tym bardziej postawą „zamknij oczy i czekaj”.
Wschodni konflikt należy postrzegać przede wszystkim jako proces, w którym postawa wszystkich trzech stron (Rosji, Ukrainy i Zachodu) ulega ewolucji i zmianie.
Putin zabrnął w beznadziejną dla siebie awanturę, licząc na początku, że sprawa będzie dużo łatwiejsza. Przede wszystkim nie zaplanował przecież upadku Janukowycza. Ta porażka popchnęła go do aneksji Krymu i tu znów wyraźnie stawiał na dużo łagodniejsze reakcje. Może właśnie liczył na „naiwność” Zachodu i może nawet Zachód okazywał wobec Putina pewną naiwność, ale nie tak daleko idącą, jak Moskwa przewidywała. Wobec czego Putin od polityki korzystania z „naiwności” swoich oponentów, która okazała się niedostateczna, przeszedł do polityki gróźb i zastraszania. I wielu się zaczęło bać, ale nie aż tak bardzo jak by to Moskwie było potrzebne. Przede wszystkim zaś nie przestraszyło się NATO.
Zachód od ponad roku uczy się, jak dawać sobie radę z narastającą agresywnością Moskwy. Nadzieje na modernizację Moskwy i jej partnerstwo, jakie wcześniej żywiono, zaczęły zanikać aż wreszcie znikły całkowicie. Zaczęto spostrzegać zagrożenie nie tylko dla Ukrainy ale i całej Europy. Krytycy „naiwności” Zachodu mają się wciąż wiele trafnych argumentów, zarazem jednak Zachód poczynił ogromne postępy w rozpoznaniu rosyjskiego zagrożenia. NATO zbliżyło się do granic Rosji, co wcześniej było nie do pomyślenia. Uznano też, że najważniejszą bronią Zachodu jest gospodarka. Od wahań, co do celowości sankcji, przeszło się polityki jej ciągłego zaostrzania, w odpowiedzi na niedotrzymywania przez Putina kolejnych obietnic. Jej oddziaływanie wymaga jednak czasu. Stąd wikłanie się Zachodu, przede wszystkim Berlina i Paryża, w negocjacje z Putinem, które niemal z góry wiadomo, że nie mogą  dać żadnego istotnego efektu. Krytycy tej polityki, gdzie pozornie naiwność Zachodu zdaje się być widoczna, nie biorą pod uwagę, że negocjacje te mają istotne znaczenie dla wewnętrznej polityki Francji a przede wszystkim Niemiec. Putin za każdym razem okazuje się kłamcą, który nie dotrzymuje umów i powraca do do agresywnych działań. To właśnie powtarzające się demaskowanie  Putina, jako polityka pozbawionego elementarnej wiarygodności,  pozwala zachodnim politykom sięgać do coraz bardziej zdecydowanych działań, które wcześniej nie zyskiwałyby sobie dostatecznego poparcia. Są to wszak kraje demokratyczne, gdzie politycy muszą się liczyć z opinią publiczną. Krytykowana zbyt wstrzemięźliwa postawa premier Kopacz była też w jakimś zakresie powodowana obecnością postawy „nasza chata skraju” wśród polskiej opinii publicznej. W opinii publicznej Zachodu dokonują się jednak znaczące, bardzo głębokie i w istocie szybkie zmiany na niekorzyść Rosji. Można krytykować naiwność Zachodu, ale nie mniej naiwne jest nie pomijanie zmian zachodniej opinii publicznej, jako jednego z najistotniejszych czynników politycznych.
I są wreszcie zmiany na Ukrainie. Putin liczył na to, ze jest to państwo, które rozpadnie się przy pierwszym uderzeniu. Istotnie stan państwowości ukraińskiej był fatalny. Tym niemniej Ukraińcy w podziwu godny sposób zorganizowali się, przeprowadzając kolejne wybory prezydenta i parlamentu, wykazując rozsadek i dyscyplinę. Dokonali też reformy armii i mimo rosyjskiej przewagi, umieli stworzyć front obrony przed narastającą agresją. Nauczyli prowadzić elastyczną politykę zagraniczną, której celem jest przede wszystkim zyskanie coraz pełniejszego poparcia Zachodu. Ukraina, która dla Moskwy nie jest żadnym państwem, dla Zachodu jest coraz bardziej rozpoznawanym i liczącym się podmiotem polityki międzynarodowej. Poroszenko nie nna poszedł na mobilizację nacjonalistyczną (co skądinąd mogłoby zrozumiałe w sytuacji zagrożenia), ale okazał się wytrawnym dyplomatą., która umie trzymać własne nerwy na wodzy a przez trzymać też Putina w szachu.
Zawieszenie broni Mińsk-2 (nie należy zapominać, że był już Mińsk-1) nie ma szans na spełnienie, a konflikt w którym zasoby Kremla będą się coraz bardziej wyczerpywały rozciągać się będzie w czasie, najpewniej przy rosnącej agresywności Putina. Krytyka rezultatów Mińska-2, jako kroku do stworzenia drugiego Naddniestrza nie bierze często po uwagę tego, że we wschodnim konflikcie miałoby to inny wymiar. Drugie Naddniestrze kosztuje Rosję znacznie, znacznie więcej niż skrawek lądu na granicy mołdowsko-ukraińskiej.
Nie można też lekceważyć procesu powolnego słabnięcia państwa rosyjskiego. Widoczne jest to na przykładzie niespodziewanie rosnącej roli Kadirowa, chaosowi na Kaukazie i słabych ale obecnych głosach w poszczególnych regionach tej quasi-federacji. Następne Naddniestrze z bandą niezbyt zdyscyplinowanych watażków, może okazać dla Kremla potężnym obciążeniem.
Nikt nie zna oczywiście przyszłości wschodniego konfliktu. Kto jednak chce dla niego jakikolwiek prostych rozwiązań i nie dostrzega czynnika czasu, pozbawia się możliwości zrozumienia, tego co się wydarza.

2 thoughts on “Mińsk-2: Nowe Naddniestrze czy pyrrusowe zwycięstwo Kremla?

  1. Nurtuje mnie jednak pytanie, powtarzane tu i ówdzie w polskich mediach: dlaczego ciągle słyszymy o walkach z udziałem ukraińskich ochotników. Gdzie jest regularne wojsko ukraińskie, gdzie dowodzenie z prawdziwego zdarzenia? Gdzie sprzęt wojskowy, który przecież Ukraina miała i ma?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s