Moment historycznego rozdroża

Bardzo trudno dziś o komentarz dotyczący sytuacji międzynarodowej, bowiem polityka globalna wydaje się stać na rozdrożu. Czeka się z najwyższym niepokojem czy Putin ruszy na Ukrainę, co może rozpętać niekontrolowany konflikt. Kreml grozi przy tym swoim arsenałem nuklearnym.

Wewnętrzna sytuacja w Rosji zmierza do jakiejś katastrofy z uwagi na stan gospodarki i zupełny brak reform (w elicie władzy dokonują się poważne przesunięcia, których znaczenie trudno jednak ocenić), horyzont takich wydarzeń oddalony jest jednak o kilka lat a może sięga nawet roku 2030. Rosja zarazem zdaje się być tym bardziej agresywna, im jest słabsza.

Putin zdobywa jednak punkty w zadeklarowanej już wojnie z Zachodem, choć czasem zdaje się być to bardziej kwestią przypadku niż zamierzonych działań. Tak jest z pewnością z zamachem w Turcji i przejściem Erdogana na stronę Moskwy (przynajmniej w jakimś zakresie). Wydarzeniem na korzyść Kremla jest niewątpliwie Brexit. Zwycięstwo nieobliczalnego Trumpa w Stanach stwarzało by z pewnością ogromne zagrożenie dla Europy.

Putin prowadzi też, przy ogromnym nakładzie środków wojnę informacyjno-propagandową z Zachodem. Rosja, wykorzystując do tego Internet, jest w tym szalenie innowacyjna i jak dotychczas skuteczna. Te działania Putina zmierzają do wzniecania wszelkich możliwych konfliktów, wzmacniania w społeczeństwach Zachodu najgorszych instynktów (frustracji, ksenofobii, pobudzania marginesów społecznych i ekstremizmów). Putin chce wykorzystać wszystkie słabości Zachodu i umiejętnie wykorzystuje do tego nowy, rewolucjonizujący całą cywilizację światową środek komunikacji jakim jest Internet i sieci społecznościowe. Tak jak nie byłoby terroryzmu, w jego obecnym kształcie bez Internetu, tak też nie byłoby putinizmu.

Putin nie jest  politykiem we właściwym tego słowa użycia, jest natomiast z pewnością bandytą przy władzy. Jedyne narzędzia jakie używa to prowokacja i kłamstwo, a także działania o ściśle kryminalnym charakterze (zabójstwo Litwinienki, terror na Donbasie). Termin putinizm jest o tyle uzasadniony, że ma analogię z terminem hitleryzm. Świat ma do czynienia z wielkim państwem, na którego czele stoi obsesyjna i patologiczna osobowość.

Nie wiemy dzisiaj, czy Putin nie wykorzysta sprzyjającego dla siebie momentu tego lata do poszerzenia wojny z Ukrainą. Może kalkulować, że jego agresja zwiększy szanse Trumpa (ogłosi się on tym, który przyniesie Ameryce pokój z Rosją). Wszystkiego tego w tej chwili nie wiemy.

Jeśli jednak obecna sytuacja dotrwa do jesieni (rozpętania wojny związane jest dla Putina z ogromnym też dla niego ryzykiem) i w Waszyngtonie zasiądzie Hilary Cliton sytuacja dążyć będzie ku przesileniu. Przewaga gospodarcza i technologiczna Zachodu jest kolosalna. Przekłada się to (choć nie bezpośrednio) na przewagę militarną. Zachód uczy się czym jest wojna informacyjna (mnożą się studia i raporty tego dotyczące) i z czasem i z tym się upora. Wtedy Putin zostanie na Kremlu z pustymi rękami. Katastrofa jego imperium będzie nieunikniona.

Taki lub inny rozwój wypadków decydować będzie o bezpieczeństwie Polski, całego naszego regionu i Europy. Trzeba zdawać sobie sprawę, jak ogromną rolę odgrywa w całej tej sytuacji Ukraina. Tak jak Polska wielokrotnie była w jakimś zakresie krajem granicznym dla Zachodu tak dzisiaj jest nim Ukraina. To na jest  dzisiaj murale christianitas.  Wysiłek tego narodu, jego cierpliwość i odwaga może być w wielu momentach kluczowa dla  biegu zdarzeń.

Póki co nie wiemy, co zdarzy się w najbliższych dniach, wstrzymując oddech.

Wojna hybrydalna Putina – odmiana syryjska

Rosyjska interwencja w Syrii może być interpretowana jako wielki powrót na Bliski Wschód a tym samym i do wielkiej globalnej gry jako światowe mocarstwo. Byłoby to spełnieniem neomocarstwowych ambicji Moskwy i może być, zdaniem niektórych komentatorów, wstępem do dalszych agresywnych działań skierowanych przeciw Zachodowi.
Putin podejmując działania w Syrii zdaje się osiągać na raz kilka istotnych celów.
Po pierwsze wspiera słabnącego prezydenta Assada, wiernego sojusznika Moskwy, i tym samym dając do zrozumienia innym potencjalnym koalicjantom, że Moskwa jest wiarygodnym partnerem.
Budowa koalicji Irak-Iran-Moskwa zaskoczyło Waszyngton, tym bardziej iż rząd w Bagdadzie zdawał się być tak bardzo zależny od amerykańskiej pomocy a deal z Iranem zdawał się znaczący rozwiązywać problemy USA z Teheranem.
Następnie bombardując przede wszystkim siły demokratycznej opozycji wobec Assada Putin jak się wydaje chce ją całkowicie wyeliminować. Na tamtejszym teatrze wojennym pozostały by wtedy wyłącznie siły Assada wspierane przez Moskwę oraz państwo islamskie. Zachód miałby tylko taki wybór kogo popierać, a Putin przekonywująco mógłby głosić, że z dwojga złego lepszy jest Assad.
Nagłe zjawienie Moskwy na Bliskim Wschodzie odwraca też uwagę od agresji rosyjskiej na Ukrainie. Ta intencja Putina było widoczne podczas ostatniej sesji ONZ, a czasowe następstwo wydarzeń (najpierw news o interwencji w Syrii, następnie przemówienie w ONZ) starannie wyreżyserowane.
Wedle niektórych komentatorów celem działań Putina na Bliskim Wschodzie może być, poprzez wywołanie niepokoju w tym regionie, spowodowanie wzrostu cen ropy, co jest słabnącej gospodarce rosyjskiej tak bardzo potrzebne.
Następnie Putin wzmagając kryzys w Syrii i bombardując tereny opanowane przez opozycję demokratyczną, które leżą w pobliżu granicy tureckiej wzmaga kryzys migracyjny. Tutaj właściwym celem działań Moskwy wydaje się już nie Bliski Wschód a Unia Europejska. I to być może jest celem niemal zasadniczy. Putin uparcie dąży do zdezorganizowania UE a przez to i NATO. Na kryzys migracyjny Europa reaguje nerwowo i wydaje się znacznie głębiej podzielona (podziały przebiegają zarówno między krajami jak wewnątrz społeczeństw) niż nawet w sprawie Ukrainy. Kryzys ten istotnie zdaje się zagrażać jedności europejskiej.
Wszystko mogłoby wykazywać, że Putin okazał się nadzwyczaj zręcznym graczem, który jednym zdecydowanym i zaskakującym posunięciem potrafi przeorientować na własną korzyść całą politykę globalną. Wyglądać to może nawet na kontynuację jakiegoś misternego i długofalowego planu. Tak zresztą gotowi są widzieć Rosję wszyscy ci, którzy patrzą na nią z historycznej perspektywy jako wielki i niezmienny twór.
Są jednak argumenty jest wprost przeciwnie. Są głosy, że interwencja w Syrii może być podobną pułapką dla Federacji Rosyjskiej jak był niegdyś Afganistan dla Związku Sowieckiego.
Po pierwsze wprowadzenie rosyjska wojska na Bliski Wschód antagonizuje Moskwę z Turcją i znaczną częścią świata arabskiego a przede wszystkim z Arabią Saudyjską. Moskwa zyskusje więc narzędzie manipulacji Bliskim Wschodem ale też robi sobie potężnych wrogów.
Wrogiem dla Rosji nader niebezpiecznym mogą, które Putin w tej chwili prowokuje, mogą być radykalne ugrupowania islamskie. Do nich należy m.in. Al-Kaida, która walczy z reżymem Assada (jako Front Nusra). Już teraz przywódcy tych ugrupowań ogłosili Rosję za wroga przypominając nota bene o klęsce Rosjan w Afganistanie.
W Syrii nie ma też łatwej drogi do spektakularnego zwycięstwa militarnego. Rosyjskie wojsko może zacząć ponosić straty a obraz rosyjskiego żołnierza w rękach rzeźników z ISIS może wywrzeć poważny na rosyjską opinię publiczną nawet jeśli władze na Kremlu bardzo będą pilnowały aby takie obrazy do niej nie docierały.
Interwencja Rosji nie musi wcale przyczynić się do wzrostu cen ropy. Jeśli news o wejściu Rosjan był przyczyną wzrostu cen o 3-4$ to po pierwsze nie jest jasne, że nie jest to chwilowe wahanie a poza tym ropa musiała by wzrosnąć o 30-40 $ aby ratowało to słabnącą gospodarkę rosyjską zapadającą się w coraz głębszy kryzys. Taki wzrost cen jest jednak mało prawdopodobny.
Należy też powiedzieć, że koszty czysto finansowe interwencji rosyjskiej muszą być bardzo wysokie. Nawet bardzo skromna kalkulacja każe mówić o 4-6 mlrd $ w skali roku. Interwencja w Syrii przyspieszyć może wyczerpywanie się finansowych zasobów Kremla.
Również manewr odwrócenia awanturą w Syrii uwagi od agresji na Ukrainę nie musi być udany. Zachód z powodów prawnomiędzynarodowych nie może całkiem zapomnieć o aneksji Krymu i sytuacji w Donbasie. Interwencja w Syrii może natomiast wzmóc przekonanie, że obecny przywódca Kremla jest nieobliczalny i niebezpieczny.
Putin pewnie by chciał, by cały świat skupił swoją uwagę na Bliskim Wschodzie a sytuacja na Donbasie stała się konfliktem zamrożonym. Ukraina to jednak nie Gruzja i nie Kaukaz a Krym i Donbas to nie Górny Karabach i Osetia. Konflikt z Ukrainą, nawet jeśli wejdzie on w stanie chroniczny, będzie poważną chorobą dręczącym bardziej Moskwę niż Kijów.
Można więc dojść też do wniosku, że Putin bardziej polega na własnych zdolnościach propagandowej manipulacji niż na chłodnej kalkulacji politycznej. Napina mięśnie w istocie zaś robi w majtki. Kiedy wojna hybrydalna prowadzona na Ukrainie nie tylko nie przyniosła mu sukcesu ale wpędziła w nie małe tarapaty, Putin ratuje się ucieczką do przodu czyli do Syrii. Jeśli i tam dozna porażki Syria może być dla Moskwy istotnie drugim Afganistanem.

Ukraińskie reformy i perspektywy współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej

1. Ukraińska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie spowodowanym brakiem zdecydowanych reform po roku 1991, okresem rządów Janukowycza i kosztami wojny prowadzonej przez Rosję z Ukrainą.
2. Fundamentalnym zagrożeniem dla gospodarki ukraińskiej jest kryzys finansów państwowych, który może być przezwyciężony jedynie dzięki pomocy Zachodu. W roku 2015 Ukraina winna być wsparta sumą ok.30 mld $.
3. Warunkiem otrzymania pomocy finansowej jest zdecydowane wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Traktat stowarzyszeniowy z Unią Europejską stanowi drogowskaz jakie i jak prowadzone mają być reformy.
4. Mimo istniejące ryzyka obecny okres wydaje się wyjątkowo sprzyjający do podejmowania przez polskich przedsiębiorców inwestycji na Ukrainie wyprzedzających napływ innego zagranicznego kapitału.
5. Obecna sytuacja sprzyja rozwojowi współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej wobec niskiego poziomu hrywny oraz przychylnej atmosferze do Polski na Ukrainie.
6. Polsko-ukraińska wymiana handlowa obecnie na bardzo niskim poziomie ma perspektywy szybkiego wzrostu i może stanowić alternatywę dla zmniejszających się obrotów handlowych z Rosją.
Reformy ustrojowe i gospodarcze są dla Ukrainy nie mniej ważne niż skuteczna obrona przed rosyjską agresją. I nie tylko Rosji grozi katastrofa gospodarcza wskutek braku reform, sankcji oraz spadku cen ropy. Ukraina jest również zagrożona upadkiem gospodarczym, choć mogąc spodziewać się pomocy Zachodu wydaje się być w dużo lepszej sytuacji. Do pewnego stopnia można mówić o swoistym wyścigu z czasem, jaki związany jest z tempem ukraińskich reform i pogarszaniem się sytuacji gospodarczej jej agresywnego wschodniego sąsiada. Jeśli mimo pod wieloma względami niesprzyjających warunków Ukraina zdoła przeprowadzić reformy i ustabilizować się gospodarczo a sytuacja gospodarcza Rosji będzie ulegać dalszemu pogorszeniu to prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia ukraińsko-rosyjskiego konfliktu na korzyść Ukrainy poważnie wzrośnie.
Konieczna pomoc Zachodu dla Ukrainy uwarunkowana jest wdrażaniem reform. Ukraina otrzymała już ostrzeżenia ze strony USA i międzynarodowych instytucji finansowych, że wysiłki te nie są dostatecznie intensywne. Również ukraińskie media i opinia publiczna zdaje się być coraz bardziej niecierpliwe.
Dane makroekonomiczne
Istotne jest zdanie sobie sprawy z danych makroekonomicznych oraz charakteru zmian gospodarczych na Ukrainie od momentu upadku Związku Sowieckiego.
Należy zwrócić uwagę, że wielkość gospodarki ukraińskiej oceniania jest bardzo różnie (od ok.110 mld $ do 300 mld $ dochodu nominalnego). Zarazem wobec ogromu obliczanej nawet na 50%, utrudnia ocenę wielkości gospodarki ukraiń-skiej. 1990 roku (rok przed uzyskaniem niepodległości) dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 5860 $ wedle ówczesnych cen, o 100 $ mniej niż Polsce. Z czasem różnica ta w sposób znaczący wzrosła. Dane za rok 2013 roku [CIA The World Factbook] wskazują, że PKB Ukrainy to 7400 $ natomiast Polski to 21100 $. Tak więc w ciągu ostatnich 20 lat ukraiński dochód na głowę stał się trzy razy mniejszy od polskiego. Przyspieszenie wzrostu polskiego PKB widać szczególnie wyraź-nie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Okresu po 1991 ukraińska gospodarka nie zdołała wykorzystać w równie efektywnie sposób jak polska z przyczyn politycznych. Wedle dominującej interpretacji uwłaszczona dawna komunistyczna nomenklaturę stworzyła system oligarchiczny na wzór rosyjskiego. Wartość majątku w rękach czołowych ok. 20 największych oligarchów to 20% całości aktywów państwa, a dla porównania aktywa w rękach najbogatszego Polaka Jana Kulczyka to jedynie 0.7%. Bardzo silne związki z gospodarką rosyjską, siłą rzeczy, stały się wzorcem prowadzenia biznesu na Ukrainie. Do tego przyczyniały się polityczne wpływy Kremla dążącego do uzależnienia Ukrainy zarówno gospodarczo jak i politycznie. Przenikanie kapitału rosyjskiego, wykup przez niego, szczególnie w Donbasie, wielu zakładów i kopalń, a także wymiana handlowa silnie związało biznes ukraiński z Rosją.
Potencjał rozwojowy gospodarki ukraińskiej, jaki mógł wyzwolić przełom 1991 roku, stopniowo słabł, ponieważ brak było podstawowych reform ustrojowych a tak-że nie modernizowano przemysłu. W związku z tym kurczyły się również możliwości eksportu, szczególnie na Zachód, utrzymując konieczność eksportu do Rosji. PKB Ukrainy w roku 2013 wzrósł tylko o 0,2% przy średnim światowym wzroście wynoszącym 1,7% [dane Światowej Organizacji Handlu].
Rok 2014 to skurczenie się ukraińskiej gospodarki według szacunków od -4,7% do -6,4%. Inflacja w stycznia 2014 wynosiła 0.2% (mierzona w cyklu rocznym) by w stycznia 2015 wynosić 24,9%. Natomiast deficyt budżetowy Ukrainy w 2013 r. wynosił 4,6% (taki sam jak we Francji, dla przykładu Polska 3,5% przy średnim światowym deficycie wynoszącym 3,2% [dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego].
Powyższe dane wskazują jednak, że mimo braku dynamicznego rozwoju, przy w miarę stabilnej gospodarce i niewielkim wzroście trwającym do końca 2013 roku, gwałtowne jej załamanie nastąpiło dopiero w zeszłym 2014 roku i dalej się po-głębia, grożąc załamaniem gospodarczym. Eksperci MFW oceniają, że w ciągu najbliższych dwóch lat Ukrainie niezbędnie jest wsparcie finansowe w kwocie około 65 mld USD aby nie dopuścić do bankructwa.
W chwili obecnej Ukraina posiada niezwykle skromne rezerwy walutowe w wysokości 7,2 mld USD (dane z połowy stycznia 2015). Utrudniało to, a nawet do pewnego stopnia uniemożliwia, stabilizację kursu hrywny, który gwałtownie w pierwszej dekadzie lutego. Najbliższe miesiące pokażą na jak wysoką pomoc może liczyć Ukraina z zewnątrz. W obecnej rozważana jest pomoc ze strony MFW w wy-sokości 40 mld$, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Reformy gospodarcze mogą one uruchomić ogromne rezerwy, jakie tkwią w ukraińskiej gospodarce. Tkwią one w wielu dziedzinach i branżach ukraińskiej ekonomiki.
Ciekawych wniosków dostarcza porównanie dwóch gospodarek w kryzysie: Ukrainy i Grecji. Grecja otrzymała pomoc w wysokości 240 mld euro. Przy populacji 10,8 mln ludności dało to potężny zastrzyk finansowy gospodarce tego kraju. Jednak efekty tej pomocy są niewspółmierne do oczekiwań i wyników gospodar-czych. Według danych OECD PKB Grecji na trzeci kwartał 2013 roku spadł o -6,4% a w tym czasie Ukraina miała skromny ale jednak przyrost +0,2% PKB. Inwestycje zagraniczne w przypadku ukraińskim 7,8 mld USD w greckim zaś 2,9 mld. W tym samym czasie, eksport Grecji to 28,3 mld a Ukrainy 69,8 mld USD. Grecja nadmiernie obciążona programami socjalnymi, wysokim deficytem budżetowym oraz długa-mi zewnętrznymi, brakiem rezerw prostych, zdaje się mieć zdecydowanie mniejsze szanse niż Ukraina na wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

GDP nominalne/GDP PPP /GDP PPP per capita/ Budżet – dochód/  Budżet – wydatki / zadłużenie
Ukraina      175.5                 337 7.          7.4                         57.2                66.5                       89%
Grecja        243                    267            23.6                      106.2                116                       175%
Polska       517                     814            21.1                        92.5                92.47                      47%
Źródło: CIA Factbook
Komentarz do tabeli: Mimo złej sytuacji gospodarki ukraińskiej dane makroekonomiczne mówią, że sytuacja ta jest lepsza od sytuacji greckiej. Mniejszy jest dług publiczny Ukrainy niż Grecji. Ważnym czynnikiem jest też znacznie większa siła robocza przy jednoczesnym bez porównania mniejszym niż w Grecji naciskiem na sprawy socjalne.

Zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi, pozwoliłoby państwu ukraińskiemu na uzyskanie znacznych kwot. Dalszą konsekwencją może być wzrost inwestycji w przemysł rolno-spożywczy oraz w przetwórstwo. Potencjał w tych gałęzi gospodarki jest, jak się wydaje bardzo duży [60% gruntów to czarnoziemy]. Uwolnienie 95% towarów ukraińskich z cła lub jego obniżenie, po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wskazuje, że produkty rolno-spożywcze zaczynają konkurować dość skutecznie na europejskim rynku.
Należy postrzegać to też w polskim kontekście. bowiem już wkrótce w Polsce skończą się bezpośrednie dopłaty dla rolników i konieczne będzie poszerzenie aerału upraw, żeby otrzymać konkurencyjność gospodarstw rolnych. W Polsce zaczyna brakować ziemi uprawnej i coraz więcej rolników myśli o wydzierżawieniu z prawem pierwokupu ziemi na Ukrainie.
Istotną gałęzią gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy a także zbrojeniowy. Od 2012 r. według [SIRPI – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem] Ukraina jest czwartym na świecie eksporterem broni i wartość sprzedaży w tym roku wyniosła 1,340 mld USD. Fakt ten pozwolił na stosunkowo szybkie dozbrojenie własnej armii uczestniczącej w konflikcie zbrojnym na wschodzie kraju.
Znaczącym elementem gospodarki jest także przemysł ciężki, jednak jego rola w przy-chodach staje się problematyczna ze względu na położenie części fabryk i zakładów na terenie walk z separatystami oraz zerwanie wielu więzi eksportowych z Rosją, która była głównym odbiorcą tej produkcji.
Jeszcze innym filarem gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy. Ukraina produku-je nowoczesne samoloty transportowe o największych udźwigach, na które jest nieustanne zapotrzebowanie w świecie [produkcja Antonowa zakontraktowana na 2 lata]. Zakłady w Dniepropietrowsku zdolne są do produkcji całej gamy nowoczesnych silników lotniczych, w większości do samolotów wojskowych, a także silników rakietowych. Dodać można, że z powodu konfliktu, Rosja nie otrzymuje dostaw silników do swoich myśliwców z rodziny MIG.

Perspektywa powodzenia reform
Gospodarka ukraińska ma możliwości zahamowania recesji, tym bardziej, że tkwią w niej duże rezerwy proste, jak chociażby tania siła robocza, czy bardzo skromne progi socjalno-społeczne. Istotnym czynnikiem jest też potencjalna chłonność rynku wewnętrznego
Już tylko 30% pomocy udzielonej już Grecji dałoby wystarczające wsparcie do rozwoju gospodarki ukraińskiej w ciągu najbliższych dwóch lat, oczywiście przy założeniu, że planowane reformy ustrojowo-gospodarcze wprowadzone zostaną niezwłocznie. Można za-kładać, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone poparcia takiego udzielą nie chcąc tworzyć ogniska zapalnego, swoistej ”czarnej dziury” w Europie u samego boku Rosji. Konsekwencje ukraińskiej katastrofy gospodarczej mogłyby bowiem ważyć na polityce globalnej. W tym kontekście jednak informacje o zapowiedzianym przez Polskę kredycie w wysokości 100mln na 10 lat wydają kroplą w morzu potrzeb.
Trzeba ponownie podkreślić, że warunkiem pozytywnego rozwoju są jednak pilne wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Tylko przy takim założeniu można brać pod uwagę pozytywne scenariuszu.
Analizując ukraiński potencjał reform i zdolność do nich ukraińskich elit politycznych trzeba zauważyć, że dokonano w dużej części bardzo skutecznej reformy armii a także, jak można sądzić, po wielu symptomach służb bezpieczeństwa i wywiadu, co wobec konfliktu z Rosją musiało być traktowane przez rząd jako priorytet. Analizując kwestie reform ukraińskich nie można pomijać faktu wojny z rosyjskim agresorem i wynikających stąd priorytetów.
Reformy dotyczące gospodarki i administracji wydają się być najważniejsze a zarazem okazać się mogą trudniejsze, wobec tego, że w wielu wypadkach naruszać mogą interesy poszczególnych grup nacisku. Przezwyciężenie kwestii jakimi są rozdawnictwo poniżej kosztów tego, na co państwa zwyczajnie nie stać np. zbyt niskie ceny na energię, „zbyt wysokie” świadczenia socjalne etc ze zrozumiałych względów jest trudne i musi wywoływać w jakimś stopniu napięcia społeczne. Taka ekonomizacja czy urynkowienie wielu dziedzin życia jednocześnie prowadzić może by do nadmiernych napięć, bowiem liczne i szerokie grupy ludności znalazły by się w bardzo trudniej sytuacji połączonej z poczuciem niepewności. Stanowi to o trudności reform i jasne jest, że mogą być one wprowadzane jedynie stopniowo.
Wydaje się, że mają one następujące priorytety: walka z korupcją i reforma samorządowa.
Gdy chodzi o walkę z korupcją najważniejsza wydaje się reforma systemu sądowego. System korupcyjny wdarł się głęboko w życie społeczne i gospodarcze. Rządowi jak i prezydentowi Poroszence zarzucano dotychczas, że mimo utworzenia Biura antykorupcyjnego nie uchwalono ustaw pozwalających temu Biuru na efektywną działalność.
Owa wielka, oligarchiczna własność ma na Ukrainie jeszcze jedną szalenie istotną cechę: unika płacenia podatków. Stąd walka z korupcją stanowi jedno z zasadniczych narzędzi naprawy finansów państwa, a co wobec rozmiarów szarej strefy, może okazać się na Ukrainie kwestią kluczową.
System korupcji zakorzeniony jest w szczególny sposób tam, gdzie sfera własności państwowej (zamówień państwowych) styka się ze sferą własności prywatnej. Dobrym tego przykładem są inwestycje w system drogowy.
Potraktowanie reformy samorządowej jako priorytetu byłoby do pewnego stopnia wstąpieniem na „polską drogę reform”. W intencji ma być to uwolnienie inicjatyw lokalnych i oddolnych. Stworzenie silnego i samodzielnego samorządu mogłoby też w skuteczny sposób przeciwdziałać systemu oligarchicznemu. Projekt ustawy już istnieje, ale nie jest ona uchwalona. Jej autorem jest Wołodymir Grojsman, ale odkąd stał się on przewodniczącym parlamentu nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej losy. Przykład ten zresztą wskazuje na szerszy problem. Nie ustala się wyrazistej jednoosobowej (czy też jednej niewielkiej ściśle określonej grupy osób) odpowiedzialności dając pełnię inicjatywy i umożliwiając doprowadzenie sprawy konsekwentnie końca, lecz wszelkie projekty konsultuje się szeroko, co grozi tym, że rozmywają się one poddane „obróbce” rozmaitych lobby.
Projekt ustawy samorządowej zakłada m.in.: zmniejszenie ilości członków lokalnych organów władzy. Jak skomplikowana jest to dyskusja, wskazują dające się słyszeć zastrzeżenia, że te mniejsza grona będą tym łatwiejsze do skorumpowania. Tak daleko idą obawy dotyczące korupcji. Nie wydaje się jednak, że takie zastrzeżenia mogą być zasadne jako argument przeciw daleko idącej decentralizacji.
Bardzo znacząca część przedsiębiorczości ukraińskiej to wielka własność przy jednoczesnej słabości klasy średniej (małych i średnich przedsiębiorców). Dawny system oligarchiczny stwarzał (i wciąż grozi) monopolizacją. Zwiększenie sfery produkcji i usług jest możliwe tylko poprzez uwolnienie wszelkiego typu inicjatyw, głównie wśród potencjalnej klasy średniej.
W planie ogólniejszym, celem reform ma być pobudzenie produkcji, aby powstrzymać zapadanie się gospodarki, co oczywiście musi być procesem wieloetapowym.
Istotnym warunkiem takiego rozwoju jest napływ inwestycji zagranicznych. Ma to podwójne znaczenie. Duże inwestycje zagraniczne to wprowadzanie nowych standardów i co szalenie istotne poważne ograniczenie korupcji w obszarze działania kapitału zagranicznego.
O ile znaczenie inwestycji z krajów UE jest oczywiste, to należy również zwrócić uwagę na potencjał rozwojowy tkwiący w wymianie handlowej Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego, jak również z innymi sąsiadami.

Tabela 2. Obroty handlowe Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego
Rosja /Gruzja /Turcja /Bułgaria /Rumunia /Mołdowa / %bez Rosji
Ukr export     17.7   0.1        3.8      0.63       0.573       0.72         7.9%
Ukr import    26.6    0.1      1.93      0.3         0.998      0.16          3.6%
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Dane tabeli wskazują na ograniczone wykorzystanie możliwości handlowych, jakie wydaje się stwarzać dla Ukrainy Morze Czarne. W szczególności uderza „niedorozwój” obrotów handlowych z Turcją i „nieproporcjonalnie” wysoki z Rosją. Nota bene sytuacja ta dotyczy t też Turcji (eksport do krajów basenu MCz wynosi 14.01 z 161 mld całości eksportu – 8.6%, odpowiednio import 24.08 mld z 205 mld – 12%, ale większość tych obrotów handlowych przypadają na Rosję.).
Tabela 3. Obroty handlowe Ukrainy z sąsiadami (bez uwzględnienia Rosji)
Białoruś Rumunia Bułgaria Gruzja Turcja Słowacja Węgry Mołdowa Rosja
Ukr ex      2.02      0.573       0.63      0.1      3.8      0.74       1.29      0. 72    17.7
Ukr import 5.56    0.998       0.3        0.1      1.93    0.62       1.63       0.16    26.6
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Podobnie jak w przypadku obrotów handlowych w basenie Morza Czarnego uderza „niedorozwój ”wymiany przy jednoczesnej dysproporcjonalnej szalenie wysokiej wymianie handlowej z Rosją.

Zachodzi też pytanie, w jakim stopniu wymiana handlowa z Ukrainą może zastąpić zmniejszanie się wymiany handlowej z Rosją na wypadek pogarszania się stosunków polsko-rosyjskich lub też pogłębiania się kryzysu gospodarczego w Rosji.

Tabela 4. Polska wymiana handlowa z Rosją i Ukrainą.

Imp. z R./ z Ukr/Eksport do R./do Ukr/ Imp. z R. bez energ/ Obr.PL-FR bez  energ./ Obr.PL-UKR
mlrd $       21       2,49          9.07            4.37               3.6                        13.3                        6.86
% obr. PL 11.01% 1.3%        5.25%         2.53%            1.88%                    3.65%                   1.88%

Komentarz: Polska wymiana handlowa z Rosją jest ponad czterokrotnie większa niż wymiana z Ukrainą. Decyduje o tym przede wszystkim import ropy,gazu i produktów pochodnych, co czyni import z Rosji aż dziewięć razy większy niż z Ukrainy. Polski eksport do Ukrainy jest już jedynie dwukrotnie mniejszy niż do Rosji. Jeśli pominąć ropę, gaz oraz produkty pochodne w polsko-rosyjskiej wymianie handlowej, to jest ona jedynie dwa razy większa od wymiany polsko-ukraińskiej. Jeśli uwzględnić miernik intensywności wymiany handlowej jaką jest stosunek liczby ludności do wolumenu wymiany to intensywność tej wymiany z Ukrainą jest prawie dwukrotnie wyższa niż z Rosją.

Wobec niepewności sytuacji związanej przede wszystkim z rosyjską agresją, wszelka analiza przyszłości gospodarczej Ukrainy obarczona jest ogromnym stopniem niepewności. Należy jednak zauważyć, że rozpowszechniony obraz „upadłej” gospodarce ukraińskiej, jest stereotypem odwołującym się tylko do jednego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji Należy jednak zauważyć, że nawet przy częściowym jedynie powodzeniu gospodarczych reform na Ukrainie istnieją poważne przesłanki gwarantujące opłacalność polskiego zaangażowania gospodarczego.
Rekomendacje

Polityka gospodarcza Polski wobec Ukrainy nacechowana jest jak dotychczas niezdecydowaniem. Za gestami politycznymi brak wyrazistych działań. Zapowiedziany podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Kijowie dziesięcioletni kredyt w wysokości 100 mln nie może stanowić o przełomie. Potrzebna jest bardziej wyrazista polityka poprzez inwestycje bezpośrednie i dodatkowe linie kredytowe dla polskich przedsiębiorców np. poprzez BGK. Zarazem ochrona polskich inwestycji winna związana z wysoką aktywnością polskich placówek dyplomatycznych, opartą o odpowiednie kompetencje, czego wzorem jest działanie dyplomacji amerykańskiej. Polega to na domaganiu się przestrzegania zasad wolności gospodarczej oraz zdecydowanym reagowaniu w każdym przypadku, gdy tak się nie dzieje.
Szczególną sferą inwestowania winno być rolnictwo i przetwórstwo rolne. Jest to dziedzina silnej polsko-ukraińskiej konkurencji a zarazem szansa dla wielu polskich przedsiębiorców rolnych. Decydującym czynnikiem jest zniesienie moratorium na obrót ziemią na Ukrainie. Nacisku w tym kierunku winny być istotnym kierunkiem polityki polskiego rządu.
Polska powinna wykorzystać obecną sytuację i wkroczyć zdecydowanie gospodarczo na Ukrainę, ponieważ za kilka lat może okazać się to znacznie trudniejsze wobec większej konkurencji innego, silniejszego kapitału zagranicznego. Przedsiębiorcy silniejszych gospodarek zachodnich wyczekują i będą dłużej wyczekiwać na ustabilizowanie się sytuacji politycznej i gospodarczej. Mają oni też słabsze na ogół rozpoznanie sytuacji na Ukrainie, co powodować może, że tym bardziej działać będą z opóźnieniem. Polska strona winna starać się tą sytuację wykorzystać. Dla przykładu w roku 2013, mimo braku reform ustrojowych na Ukrainie i braku stabilności, inwestycje bezpośrednie wyniosły 7,8 mld USD i były większe niż w Polsce, gdzie wynosiły tylko 3,4 mld USD. Można wyciągnąć wniosek, że mimo zdecydowanie większego ryzyka inwestycyjnego na Ukrainie, biznes gotów jest je ponieść i wybrać Ukrainę. (Patrz: http://dt.ua/ECONOMICS/investori-ne-boyatsya-ekonomichnoyi-krizi-v-ukrayini-forbes-157375_.html)
Wobec ograniczonych środków ukraińskich rozwój stosunków gospodarczych może odbywać się poprzez bezpośrednie inwestycje na Ukrainie i rozwój importu opłacalnego przy taniej hrywnie.
Polsko-ukraińska wymiana handlowa ma dzisiaj nader ograniczony charakter. Polski eksport wynosił 4.37 mld $ co stanowiło 2.53%, a polski import z Ukrainy wynosił 2.49 mld$ co stanowiło 1.3%. Również dla strony ukraińskiej, mimo mniejszej wymiany handlowej Polska nie jest znaczącym partnerem (odpowiednio 5% i 3.42%). Jak na kraje sąsiadujące ze sobą jest to niezwykle niski poziom wymiany handlowej.
Wraz z postępem reform polski eksport do Ukrainy ma perspektywy poważnego rozwoju wobec potencjalnej chłonności rynku ukraińskiego na towary codziennego i domowego użytku. Formą wsparcia dla bezpieczeństwa kontraktów byłoby preferencyjne zasady ubezpieczeń KUKE, w której wiodącą rolę odgrywa skarb państwa.
Polska może wykorzystać obecny okres, mając przewagę kapitału ludzkiego i kulturowego nad innymi inwestorami zagranicznymi. Istnieje wyjątkowo korzystny okres na inwestowanie na Ukrainie także dla średniej przedsiębiorczości. Ta wyjątkowość sytuacji wynika z tego, że polscy przedsiębiorcy i inwestorzy mogą wyprzedzić innych i zająć sprzyjającą pozycję dysponując przewagą kapitału kulturowego. Te właśnie działania winny być intensywnie wsparte przez państwo polskie.

Putin jako kagiebista, internauta i ekonomista

Sporo ludzi uważa Putina za polityka skutecznego, ponieważ zajął Krym i Donbas oraz grozi dalej wojną. Inni twierdzą, że w istocie grzebie resztki rosyjskiego imperium, które pogrąża się w coraz większym kryzysie. Przyszłość pokaże, która diagnoza była trafniejsza. Warto się jednak zastanawiać na metodami, jakimi działa judoka z Kremla.
Putin po pierwsze liczy na swoją agenturę. Nie chodzi bynajmniej o jakiś szpiegów, którzy zdolni byliby wyciągnąć są z jakiejś szafy tajny dokument. Chodzi o takie osoby jak Gerhard Schroeder, były niemiecki kanclerz, Milos Zeman obecny prezydent Czech, Viktor Orban, premier Węgier. Marie Le Pen, przywódcę dużej opozycyjnej partii we Francji, polityków rządzącej greckiej partii SIRISA. W Polsce wpływy są skromniejsze ale zawsze liczyć może na Korwina-Mikke czy partię Zmiana. Dzięki takim politycznym aliansom Kreml chce dezintegrować Unię Europejską. Putin wierzy w swój wpływ, ponieważ za to zapłacił. Zemanowi kampanię wyborczą opłacił Łukoil, Le Pen dostała pożyczkę dla swojej partii, Schroeder popłatne stanowisko w Gazpromie. Tylko agentura dobrze opłacona może być skuteczna. Tak myśli kgbista. Przekupstwo należy doprawić strachem. Dlatego w Rosji zginęło od roku 2001 około 300 dziennikarzy i działaczy opozycyjnych. Putin jest bezwzględny i przed niczym się nie ugnie, głosi legenda. Opór na nic się nie zda. Świat w wyobrażeniu Putina składa się z ludzi przekupnych, a jeśli ktoś jest tak naiwny, że przekupić się nie daje, można go przestraszyć lub w przypadku najbardziej opornych zlikwidować.
Putin jest wreszcie największym w świecie internautą. Kreml zbudował gigantyczną maszynę propagandową, wykorzystującą to co wydaje się we współczesnym świecie najnowocześniejsze – internet. Poszczególne kraje UE dostają potężną dawkę dezinformacji, która jest tym bardziej skuteczna, że wydaje się być niejawna. W sieciach społecznościowych trafić można niemal do każdego indywidualnie. Dla konserwatysty Kreml dba o wartości chrześcijańskie przeciw gejeuropą, dla sieroty po detente Putin broni pokoju i równowagi naruszonej przez Kijów, dla lewaków sprzeciwia się Ameryce, dla Polaków cierpi razem z nimi za Wołyń, dla Czechów jest Słowianinem, dla antyklerykałów poganinem a dla kosmitów zielonym ludzikiem. Każdy dostanie w internecie to czego oczekuje wraz z sugestią, że jego marzenia spełni euroazja.
Jeśli zaś ktoś tak prosto nie daje się przekabacić, to można go napuścić na innych obok: „oburzonych” na niesprawiedliwy „system”, Węgrów na Słowaków, Słowian straszyć Niemcami, Niemców Ameryką, Polaków banderowcami, separatystów wszystkich krajów zwrócić przeciw krajowym rządom, opornych wobec Putina polityków ośmieszyć itd. Itd. I właściwie nawet nie trzeba się specjalnie wysilać się, aby prowadzić taką wojnę psychologiczną. Wszystkie takie konflikty i animozje istnieją, nie trzeba ich wynajdywać ani prowokować, należy je jedynie odpowiednio wzmocnić. I unijna Europa rozleci się i upadnie niemal sama z siebie.
Plan był dobry i wszystko miało iść jak po maśle. Putin miał pocisnąć, Unia miała się rozlecieć, a imperium w dawnej glorii miało wrócić dzięki agenturze i samej psychologii. Coś poszło jednak krzywo i Zachód zaczął wierzgać. Trudno powiedzieć, gdzie jest przyczyna, czy agentury było za mało, czy też w internecie nie poszło dość gładko – nomen omen – to wynalazek Silicon Valley, i nie dało się wszystkich w sieci oszukać, mimo że ma się po swojej stronie Snowdena.
Zachód sięgnął po sankcje gospodarcze. Putin wyśmiewał je początkowo, kpiąc, że bardziej zaszkodzą one Zachodowi niż „wielkiej” Rosji. Krym był cenną zdobyczą, ale zaczął dość drogo kosztować. Stwarza to konieczność zdobycia korytarza lądowego, by nie budować dla grube miliardy mostu. Podbity Donbas też zaczyna kosztować, jak każda wojna.
Z czasem sankcje zaczęły boleć. I tu Putin okazał się ekonomistą i pokazał swój plan „B”. Rosja gospodarczo odwrócić się ma na Wschód ku Azji, a Zachód zostanie sam, ze swoją gospodarką w kryzysie oraz bez ropy i gazu. Wybuduje się rury aż do Pekinu. To co nie udało Związkowi Sowieckiemu, zagospodarowanie Syberii i przez co Związek upadł, uda się mnie Putinowi. A sankcje? Sami je nałożymy na Zachód. Po co od niego kupować, skoro można to samo produkować u nas w domu. Import ogranicza własną gospodarkę, brzmi nowe prawo ekonomiczne Putina. Ma zadziałać w ciągu dwóch lat, inni mówią, że może w ciągu dziesięciu.
Na razie plan prawie działa. Chińczycy zaczęli coś inwestować pod warunkiem jednak, że będą mieli pakiet kontrolny w tworzonych przedsiębiorstwach. Co odebrano zachodnim inwestorom, dano chiński poszerzonym wymiarze.
Plan Putina może działać nadal ma bowiem wiele wariantów. Po niepowodzeniu wariantu A (niepostrzeżonym odzyskaniu imperium), można było przejść do wariantu B (zgwałcenia Ukrainy). Jeśli wariant B się sypie (co się chyba dzieje) można przejść do wariantu C, jakim jest eskalacja działań militarnych. Po wariancie C sięgnąć można po wariant D i otwartą inwazję. Właściwie czemu nie spróbować odbić Kijowa. Na Kremlu jest też może pewnie wariant Z, przy którym rosyjska misja pokojowa odwiedza Lizbonę (wariant Dugina). Po drodze jest też wariant N z wojną nuklearną.
W każdym wariancie agentura i internet przydadzą się w taki lub inny sposób. Każdy jednak kolejny wariant, wynik niepowodzenia poprzedniego, kosztuje coraz więcej. Agentura się demaskuje a i w internecie coraz mniej ludzi daje z siebie zrobić idiotów.
Być może jednak alfabet jest zbyt długi, by Putin zdołał zrealizować wszystkie warianty. Należy też uwzględnić odmienną kolejność liter w rosyjskiej cyrylicy i alfabecie łacińskim. Litera „w” jest nim trzecia co do kolejności, a w łacińskim prawie ostatnia. Putin jest z pewnością przy „w” w swoim alfabecie. Jeśli jednak Europa zapisuje swoje dzieje łacinką, to Putinowi nie zostało już wiele liter do końca.

Putin, kalifat i Europa

Zamach w Paryżu, zwracając uwagę na agresję ze strony kalifatu, odwodzi uwagę od agresji ze strony Putina. Są nawet głosy, że w walce ze światowym terroryzmem Putin, nawet jeśli się widzi jego wady, może być sprzymierzeńcem Zachodu, trzeba się starać się go z jakiś sposób pozyskać, a w każdym razie nie traktować na równy sposób z kalifatem i dżihadystami. Wydaje się to jednak głęboko błędne.
Atak terrorystyczny w Paryżu potraktowany został jako akt wojny. Skoro w sprawę oceny sytuacji włączyło się NATO wyraźnie postrzega się w tym zamachu coś więcej niż tylko barbarzyński lecz pojedynczy akt terroru. Uznano, zagrożenie ma charakter trwały.
Skąd jednak nadchodzi niebezpieczeństwo? Pierwsza odpowiedz jest niemal oczywista – ze strony nowego totalitaryzmu, jakim jest kalifat lub dżyhadyzm. Należy unikać takich definicji jak „fundamentalistyczny islam”, aby nie łączyć wielkiej światowej religii ze zjawiskiem ściśle politycznym, którego zwolenników należy szukać nie tylko w świecie arabskim. Ze „zrozumieniem” dla terrorystów opowiedziała się we Francji Marie Le Pen, a w całej Europie odezwały się głosy usprawiedliwiające ten akt wśród części ugrupowań ekstremistycznych.
Choć kalifat wydaje się być ideologią powrotu do form religijności z dawnej przeszłości, to jednak jest ściśle powiązanym z nowoczesnością. Korzysta i jest możliwy dzięki takim środkom technicznym jak Internet, jest drugą stroną medalu zjawiska, jakim jest globalizacja, a przede wszystkim „kalifatu” czy też „dżihadyzmu” nie sposób zrozumieć bez kontekstu nowoczesności. Jest on świadomie skierowany przeciw temu wszystkiemu, czym jest nowoczesność z jej otwartymi i demokratycznymi społeczeństwami oraz z jej silnym pluralizmem związanym z kulturą niekiedy nawet skrajnego indywidualizmu. Akty terroru dżihadystów trafiąją się w samo centrum nowoczesności odwołując się, choćby pośrednio, w jakiś sposób do tych wszystkich, którzy nowoczesność kwestionują.
Czy niebezpieczeństwo nadchodzi jedynie od strony „kalifatu”? Za zagrożenie dla Zachodu uznano także neoimperializm putinowskiej Rosji. Należy zwrócić uwagę na pewne podobieństwa związane z przesłanką, jak u jednego z głównych ideologów tego imperializmu Aleksandra Dugina, o dekadenckim charakterze Zachodu. Ową zachodnią, dekadencką formę organizacji społeczeństw zastąpić ma silna, imperialna władza. Tak jak i w przypadku „kalifatu” obecna jest ambicja panowania nad światem (a przede wszystkim „przezwyciężenia zła jakim jest Zachód czasem identyfikowany z Stanami) a także przekonanie, że świat należy „wybawić” (zbawić) od relatywizmu, zepsucia i zła, jakie przynosi europejsko-amerykańska dekadencka nowoczesność.
Czy oba zjawiska są ze sobą w jakiś sposób powiązane? Pytanie to stawia się dzisiaj w sposób bardziej konkretny – czy zamach w Paryżu może być w jakikolwiek sposób powiązany z Moskwą? Nie ma na to najmniejszych dowodów, ani nawet dających się uwiarygodnić przesłanek. Nitki zamachu wiodą, zgodnie z pierwszymi informacjami, gdzieś do Jemenu. Jest to państwo w chaosie, gdzie czynniki trzecie prowokować mogą najrozmaitsze działania. Wszystko to jednak może być dzisiaj przedmiotem jedynie spekulacji i domniemań.
Tym niemniej oczywiste jest, że zamach w Paryżu, zwracając uwagę na agresję ze strony kalifatu, odwodzi uwagę części polityków i opinii publicznej od agresji ze strony Putina. Niektórzy gotowi są widzieć w nim znów Putin sprzymierzeńca w walce z terroryzmem, uważają, że trzeba się starać się go z jakiś sposób pozyskać, a w każdym razie nie traktować na równy sposób z kalifatem i dżihadystami.
Wydaje się to jednak głęboko błędne. Nowy sposób prowadzenia wojny, co określono jako wojnę hydrydalną, jaka prowadzi Putin, pod wieloma względami przypomina wojnę prowadzoną przez kalifat. W obu wypadkach narzędziem są terroryści oraz Internet. Różnice są oczywiście znaczące ale i podobieństwa. W obu wypadkach zakwestionowane są w radykalny sposób fundamenty ładu międzynarodowego i jakiegokolwiek ładu. W świecie panować ma chaos i należy go prowokować i pogłębiać, ponieważ dopiero z chaosu (po rozpadzie zgniłego i zepsutego Zachodu) wyłonić się może lepszy, trwały porządek.
Europa prowadzi dzisiaj wojnę na dwa fronty i ma dzisiaj dwóch wrogów i. I naiwnym byłoby relatywizowanie jednego z nich. Putin jest dostatecznie cyniczny, aby pomysł tajnej współpracy z kalifatem mógł zrodzić się jego głowie. Putinowska Moskwa zawierała już nie jeden egzotyczny sojusz, byle tylko zaszkodzić Zachodowi. Dzisiaj Putin jest w bardzo trudnej sytuacji i może być zdolny do jeszcze bardziej egzotycznych sojuszy byle tylko się ratować. Prowokowanie chaosu jest dziś dla Putina ratunkiem. W jakim stosunku pozostają do siebie dwaj główni wrogowie Zachodu nie wiemy. Kalifat może okazać się w pewnym momencie równie niebezpieczny dla Rosji jak jest dla Zachodu. Putinowi może jednak nie starczyć wyobraźni by to dostrzec, a wyobrażenie, że zechce on w czymkolwiek Zachodowi autentycznie pomóc wydaje się naiwnością.
Zachód jest dostatecznie silny, aby uporać się z dwoma wrogami, nie może się jednak dać podzielić w taki sposób, by dla jednych wrogiem był przede wszystkim kalifat, czemu towarzyszyć by miała obojętność wobec zagrożenia ze Wschodu i zapomnienie o Ukrainie, dla drugich zaś głównym wrogiem miałaby być jedynie Moskwa z lekceważeniem zagrożenia z Południa. Europa jest jedna i jako całość kontynentu winna się bronić.

Rok 2014 – jak można go podsumować?

Tempo politycznych wydarzeń było w roku 2014 niebywałe. Dotychczasowy światowy porządek, a przynajmniej to, co za taki porządek uchodziło, uległ nieodwracalnemu zakwestionowaniu. Kto miał nadzieję, że upadek komunizmu u schyłku XX wieku wprowadzi w okres stabilizacji i pokoju, choć od dawna było już wiadomo, że tak się nie stanie, ten musiał stracić ostatecznie nadzieję. Widoczne jest też, że świat do tej kruchej równowagi sprzed 2014 roku wrócić już nie może.
Dzieje się tak przede wszystkim w skutek dwóch groźnych i burzliwych procesów, jakimi są wybuch totalitarnej rewolucji w świecie Islamu oraz rozpoczętej przez Moskwę wojny z Kijowem. W oby wypadkach dotychczasowe reguły międzynarodowej polityki zostały w sposób zasadniczy złamane.
Islamski Kalifat czyni to w sposób otwarty. Z barbarzyńskim okrucieństwem łamie wszelkie zasady cywilizacji nie tylko Zachodu ale wszelkiej cywilizacji. Nawoływanie ku rzekomym fundamentom jednej z wielkich światowych religii okazuje się perwersyjnym zwrotem ku wyimaginowanej przeszłości. Zadziwiająco idea ta pociąga zagubione jednostki nie tylko ze świata arabskiego, ale również wśród rdzennych Europejczyków, co winno głęboko zastanawiać. Rewolucja Kalifatu jest kolejnym wielkim wstrząsem na Bliskim Wschodzie po niedokończonej arabskiej wiośnie. Wydaje się wielce prawdopodobne, że procesy te doprowadzić mogą do powstania tam nowych podmiotów politycznych i państw. Mało prawdopodobne jest, aby idea kalifatu mogła się długo utrzymać, wobec niedorzecznej brutalności tej formacji. Wydaje się jednak, że integralność Iraku staje pod znakiem zapytania jako nowy, aktywny podmiot politycznym wyłaniają się w tym regionie Kurdowie. Prawie czterdziestomilionowa społeczność kurdyjska, podzielona postkolonialnymi granicami, walczy na wielu frontach. Przyczółkiem nowej kurdyjskiej państwowości staje się północny, bogaty w ropę Irak. Paradoksalnie islamski kalifat, destabilizując region w stopniu jeszcze większym niż dotychczas, daje Kurdom szansę, by ich państwo wyłonić się mogło z narastającego, jak dotychczas, chaosu.
Mimo wagi wydarzeń na Bliskim Wschodzie Europę bardziej dotyka głęboka zmiana polityki Kremla. Jego ambicja odbudowy imperium, czego widomym przykładem stała się aneksja Krymu, jest również demonstracyjnym złamaniem dotychczasowego porządku światowego. I tu też ma się do czynienia z wojną. O ile jednak z przypadku Kalifatu chodzi barbarzyńskie okrucieństwo, w przypadku wojny prowadzonej przez Putina, chodzi o nowy do pewnego stopnia sposób jej prowadzenia, jakim jest „wojna hybrydalna”. Agresor nie ogłasza jej, choć ją wywołuje i prowadzi. Istotnym jej narzędziem staje się propaganda upowszechniana przez Internet i sieci społecznościowe. Zakres militarny konfliktu jest stosunkowo ograniczony, ale jakiekolwiek kryterium prawdy i kłamstwa zostaje zakwestionowane. Nieokreślony jest też zakres konfliktu. Militarne działania prowadzone są przeciw Ukrainie, w istocie jest to wojna wypowiedziana całemu Zachodowi.
Krem w pewien sposób zdiagnozował słabości Zachodu, wyciągając po swojemu wnioski z kryzysu finansowego, tego co potraktowano jako dekadentyzm Zachodu i względne osłabienie pozycji Stanów Zjednoczonych i wzmocnienie pozycji Chin. Putin ogłosił się, że buduje Euroazję, która w planach takich zbliżonych do niego ideologów jak Dugin, miała też zdominować europejski Zachód i rzucić wyzwanie Ameryce. Aby tego dokonać, Putin i jego internauci postanowili zmobilizować cały potencjał destrukcji na Zachodzie i dość nieoczekiwanie Moskwa stała się sojusznikiem takich sił nacjonalistycznych jak Front Narodowy z Marie Le Pen we Francji czy Jobbik na Wegrzech. Skrajni nacjonaliści a także sieroty po polityce detente (zawsze znajdujące usprawiedliwienie dla Moskwy, jaką by ona politykę nie prowadziła) oraz przekupieni politycy tacy jak były kanclerz Schroeder, stali się „partią rosyjską” w Europie.
Krem wyraźnie nie docenił jednak siły europejskiej opinii publicznej i europejskich demokracji. Zamiast rozpadu, w reakcji na agresję wobec podstawowych europejskich wartości, w nadspodziewanie krótkim czasie nastąpiła daleko idąca mobilizacja. Unia zbliżyła się znów do Stanów Zjednoczonych, mimo wielu wcześniejszych objawów wzajemnego oddalania się, a NATO okazało swoje zdecydowanie. Najbardziej jednak oczekiwania Kremla zakwestionowały Niemcy. Jak się wydaje miał być to uprzywilejowany partner Rosji, z którym starała się ona budować dwustronne stosunki (jakby pomijając istnienie UE). Mimo pewnych początkowych wahań w Niemczech, kanclerz Merkel stanęła na czele antyrosyjskiego frontu w Europie, okazując się dla wielu nie mniej zdecydowana niż politycy w Warszawie czy Wilnie.
Odsłoniły się też słabości Rosji. Swoją propagandową agresją i aneksją Krymu zaskoczyła ona Zachód. Jego z pozoru powolne reakcje i słabe sankcje początkowo wyśmiewano. Dość szybko gigantyczna dysproporcja siły gospodarczej (około jeden do szesnastu) zaczęła jednak o sobie dawać znać. Rosja, z upadającym rublem, inflacją i spadającymi cenami ropy, od których jest tak zależna, wchodzi w przyspieszonym tempie w głęboki kryzys. W ciągu kilku miesięcy zmienił się ton światowej dyskusji. Od zapowiedzi jak daleko Rosja może się posunąć i na co jeszcze może sobie pozwolić, zaczęto zastanawiać się, nad możliwością rozpadu jej gigantycznego, postkolonialnego terytorium.
I tak jak na Bliskim Wschodzie jako aktywy gracz wyłonili się Kurdowie, tak w Europie Wschodniej, ukazała się waga i znaczenie polityczne Ukrainy. Ukraińcy wzbudzili podziw nie tylko swoją walką na Majdanie i rewolucją godności. Przecinając ostatecznie pępowinę z imperium, które dominowało ich przez tak długi czas, stworzyli przesłanki do nowej geopolitycznej sytuacji na kontynencie. Zarazem zadali cios wszelkim rosyjskim imperialnym mitom i mocarstwowym euroazjatyckim mrzonkom Putina.
Tempo politycznych wydarzeń było w roku 2014 niebywałe. Żadna ze spraw nie została zamknięta. Świat czeka, być może nie mniej burzliwy, rok 2015. Nic jednak nie będzie w świecie wielkiej polityki takie same, jak było na początku tego niezwykłego roku, jaki już prawie mamy za nami.

Rosja-Ukraina: gra na czas

Putin zaplątał się w taką awanturę, że coraz częściej mówi się o możliwości poważnego kryzysu w samej Rosji. Agresywna polityka kosztuje i sankcje zaczynają działać. Wzrost gospodarczy ma być w tym roku ok. zera, a miał być 2% (choć to też nie wiele), w przyszłym roku ma być wedle wielu ocen minus 4%. Cena ropy spada i jest niższa od ceny, która pozwala Kremlowi zamknąć budżet. Zapasy finansowe wynoszące ok.400 mlrd$ wystarczają Rosji na dwa lata. I do tego ani Kijów ani stojący za nim Zachód nie chcą w niczym ustąpić.

Trzeba jednak dostrzec to, gdzie Putin wciąż upatrywać może szansy jeśli nie na wygraną to przynajmniej na nierozegraną.

Ukrainę czeka najprawdopodobniej ciężka zima, o czym decydować będzie niedobór paliw (zarówno gazu i ropy, jak i również węgla – 60% kopalni znajduje się na terenach zajętych przez separatystów). Będzie to bardzo trudne dla ludności, ale również dla całej  gospodarki. Poważny spadek dochodu narodowego (w tym roku ok.5% w przyszłym wedle bardziej pesymistycznych scenariuszy nawet 7-8%) musi odbić bardzo poważnie na poziomie życia ludności. Może okazać, że entuzjazm dla rewolucji godności osłabnie, a ludzie wyjdą na majdan nie w imię haseł politycznych ale socjalnych.

Może nastąpić głęboki kryzys państwa w skutek finansowego bankructwa, o które łatwo, gdy ogromne pieniądze pochłania prowadzona wojna na Donbasie konieczność restrukturyzacji armii i koszty pierwszych reform gospodarczych, które dopiero z czasem mogą przynieść efekty. Między innymi konieczne jest niemal czterokrotne podwyższenie cen gazu, do konieczne jest by zlikwidować ogromną dotację rujnującą finanse państwa. Oczywiste jest jak poważnie wpłynie to na budżet gospodarstw domowych.

Na trudności gospodarcze Ukrainy odpowiedzią może być oczywiście pomoc Zachodu. Najrozmaitsze fundusze wciąż napływają do Kijowa. Wydaje się, że Zachód zrozumiał jak ważna jest dla niego Ukraina.

A jednak? W parlamencie europejskim za umową stowarzyszeniową z Ukrainą głosowało 73% posłów a 27% przeciw. Putin ma więc tam swoje wpływy. Między innymi głosowało przeciw czterech posłów z Polskich z Nowej Prawicy (nie chcę ich nazwać polskimi posłami, bowiem posłują raczej Moskwie). Jeśli we Francji sukces odniesie Marie Le Pen poparcie dużego kraju europejskiego dla sprawy ukraińskiej stanie pod znakiem zapytania. Zachowania Węgra Orbana, Czecha Zemana i polityków z Bratysławy są znane. Europejska opinia publiczna, która w ciągu ostatniego roku zdaje się coraz bardziej zdecydowana  w postawie wobec Moskwy, może się poczuć zmęczona konfliktem. Może być też rozczarowana, że nie ma żadnej „cudownej różdżki” by Putina powstrzymać w krótkim czasie a przez to gotowa do ustępstw. Zdecydowanie Putina by brnąć dalej w awanturę może budzić strach. Głosy sceptyczne i agresywna propaganda Moskwy mogą robić swoje.

Jeśli Ukraina pogrąży się kryzysie a Zachód zwątpi w siebie nawet bardzo osłabiony Putin może to wykorzystać.

Jaki proces będzie szybciej? Słabnięcia Rosji i narastającego w nim krysys, czy wyczerpanie się zasobów Ukrainy i ewentualna erozja solidarności Zachodu z Ukrainą? Tego dzisiaj nie wiemy. Doświadczenie zimnej wojny mówi, że demokracje potrafią się w trudnych sytuacjach mobilizować, ale potrzebują do tego czasu.

Konflikt rosyjsko-ukraiński, a de facto Rosji z Zachodem,  nie zakończy się z pewnością jutro ani pojutrze. Obie strony grają na czas. Po stronie Zachodu, jak również i Polski, trzeba wiele rozsądku i mobilizacji do działania, aby czas grał na naszą korzyść. Brak powagi i głupota, manipulowana zręcznie propagandą Kremlą  i usłużną agenturą wpływu, może być natomiast najlepszą jego bronią w tej grze.

Czy Chiny są dla Rosji alternatywą? Euroazja czy próba rejterady z Europy?

rosja poszkodowany PutinGdy Putin zdaje się planować nowy porządek geopolityczny stosunki chińsko-rosyjskie nie mogą umykać naszym oczom. Kiedy Zachód naciska sankcjami, Putin ogłasza, że alternatywę stanowi dla niego Azja. Rozmowy Moskwa-Pekin dają nawet powody, że istnieć może jakiś tajny pakt.

Wydaje się jednak, że jak wiele innych działań obecnego przywódcy Kremla ma się do czynienia jedynie z działaniami propagandowymi, brak jest zaś poważnych „materialnych” faktów.

I w tym wypadku, jak w wielu analizach politycznych,  ważna jest statystyka. Otóż: cały eksport Chin do Rosji wynosi 44 mlrd$ (dane za rok 2011),  co stanowi mniej niż 2.1% eksportu chińskiego (całość eksportu 2 biliony). Do samych USA Chiny eksportują za 360 mld,  do UE 460 mldr.  Co już jest na swój sposób zabawne, Chiny eksportują do Rosji jedynie niecałe trzy razy więcej niż do Polski (co zresztą odpowiadałoby proporcjom polskiej i rosyjskiej gospodarki). Zachód jest więc zasadniczym partnerem handlowym Chin, którego dodatkowo Chiny potrzebują, bowiem gospodarka chińska rośnie w dużej mierze dzięki eksportowi. Możliwości wzrostu eksporty chińskiego do Rosji są ograniczone, bowiem Rosja nie bardzo ma za kupować. Rosja nie bardzo więc ma szansę odgrywać dla Chin rolę strategicznego partnera handlowego, którego Pekin potrzebuje i znajduje przede wszystkim wśród krajów Zachodu.

Jak zaś wygląda teraz sprawa od strony Rosji? Cały eksport Rosji do Chin (lub odwrotnie import chiński z Rosji) wynosi 7% rosyjskiego eksportu (35 mlrd) (nie wiele więcej niż rosyjski eksport do Ukrainy), ale stanowi tylko 2,53% chińskiego importu. Eksport rosyjski do Chin może się oczywiście zwiększyć, ale Rosja ma do sprzedania przede wszystkim ropę. Sytuacja może się oczywiście tak ułożyć, że Zachód zabezpieczając się przed Putinem zacznie kupować od Rosji mniej ropy  i gazu a surowiec ten popłynie przede wszystkim do Chin (pod warunkiem oczywiście, że kilkadziesiąt mlrd $ wybudowana zostanie słynna syberyjska rura). W niczym to jednak nie poprawi rosyjskiej sytuacji a jedynie uzależni Kreml od Pekinu.

Łatwo  z tego obliczyć, że jakiś strategiczny deal gospodarczy chińsko-rosyjski skierowany przeciw Zachodowi nie ma dla Chin żadnego sensu. Nawet gdyby obroty handlowe Rosja-Chiny wzrosły w ciągu najbliższych paru  lat trzykrotnie (co biorąc strukturę wymiany handlowej jest mało prawdopodobne, chyba żeby Rosja zgodziła się sprzedawać kawałkami Syberię) to i tak wiele w ogólnych proporcjach sytuacji to nie zmieni.

Dodajmy do tego, że główny doradca Putina w sprawach ekonomicznych Serhij Głazev głosi raczej koncepcję jakiejś na wpoły autarkicznej gospodarki w ramach sojuszu celnego niż snuje plany szerokiej współpracy z Azją.

Spekulacje dotyczące rzekomej strategicznej współpracy chińsko-rosyjskiej związane są także z planowaną umową o wolnym handlu USA-EU (Transatlantic Trade and Investment Partnership  – TTIP) . Z całą pewności umowy tej może obawiać się Kreml, który wedle swoich planów nowego geopolitycznego porządku zakładał rozluźnianie się stosunków transatlantyckich. TTIP wskazuje, że sytuacja rozwija odwrotnie do planów Kremla. Czy jednak TTIP może budzić zaniepokojenie w Pekinie? Trudno powiedzieć, nie widać jednak jakiś oczywistych przyczyn dla których miałoby tak być.

Konkludując: zwrot Putina ku Azji to przede wszystkim propaganda, która ukryć ma jego słabość w wojnie gospodarczej z Zachodem, jaką sam sprowokował. Zwrot ku Azji dobrze niby pasuje do koncepcji Euroazji innego doradcy Kremla  Dugina, jednak wygląda to raczej na rozpaczliwą próbę ucieczki z Europy niż budowanie mitycznej Euroazji.  I jakby to paradoksalnie nie brzmiało: Rosja z Europy uciec nie może.Tymczasem na rok 2015 przewidywany jest zmniejszenie się gospodarki rosyjskiej o 4.9 %, to jest więcej niż przewiduje się dla Ukrainy.

Rosja: Putin – jak długo jeszcze?

Porażka ukraińskiej polityki Putina jest coraz bardziej widoczna. Chodzi nie tylko o utratę przez separatystów kolejnych punktów oporu i sukcesów Kijowa w zwalczaniu promoskiewskich terrorystów i  chodzi też nie tylko o utratę Ukrainy jako sfery wpływów Moskwy. To co się dokonuje to demitologizacja Rosji jako imperium, a właśnie na neoimperialnej idei Putin chciał legitymizować swoją władzę. To demonstracja słabości rosyjskiej polityki, braku programu reform, ideologicznych fikcji, jakie są „zaklejdziurą” dla trudnych a nie podejmowanych problemów. To demaskacja Rosji jako ogromnego, ale słabego państwa. Co prawda wciąż ponad 70% Rosjan popiera Putina i to dzięki jego awanturniczej polityce. Gdy jednak porażka Putina dojdzie do świadomości rosyjskiej opinii publicznej rozczarowanie nim może być znacznie silniejsze od obecnej popularności.

Przywódcy samozwańczej „Republiki Donieckiej” już wyrazili swoje rozczarowanie brakiem wsparcia ze strony Moskwy. Nazwali to nawet zdradą. Rozwój wypadków musi też budzić rozczarowanie wyznawców rosyjskiego szowinizmu i nacjonalbolszewików i ZSRR-nostalgików. „Bojownicy” z Ługańska i Doniecka powracają do Rosji i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będą oni w szeregach zwolenników Putina. Już teraz Kreml zaczyna się przed nimi bronić zamykając przed nimi granicę nie tylko po to aby ich zatrzymać na Ukrainie ale aby ich nie mieć u siebie.

Porażka Putina może stać się też impulsem dla sił demokratycznych. Zdawały się one być sparaliżowane długoletnimi sukcesami obecnego prezydenta Rosji. Zdawał się on dostarczać leku na schorzałą, postimperialną rosyjską tożsamość, gdy jelcynowska w jakimś stopniu demokratyczna recepta zawiodła. Teraz jednak, gdy lek szowinizmu tak wyraziści nie pomaga, powrót do pytań o rosyjską demokrację  znów wydaje się możliwy i potrzebny.

Sukces ukraiński pobudzić też może nadzieje skolonializowanych przez Rosję narodów na więcej niezależności i ożywić ruchy odśrodkowe w scentralizowanym państwie (choć mieni się ona federacją), chcącym bezpośrednio kontrolować swój gigantyczny obszar.

I jest jeszcze jeden istotny czynnik, jakim jest otoczenie samego Putina. Rosyjska „demokracja kontrolowana” to w istocie oligarchia, w której superoligarchą jest sam Putin (jego prywatny majątek oceniany jest na 70 mlrd $). I obecna polityka Putina zaczyna być dla tej oligarchii coraz bardziej kłopotliwa a nawet uciążliwa. Putin wciąż zdaje się kontrolować rosyjską „oligarchiczną demokrację”,  ale może być to dla niego coraz trudniejsze.

Dla wielu Rosja to Putin, a jeśli nie Putin to ktoś putinopodobny,  choć wielu jest też takich dla których upadek Putina byłby dobrą wiadomością. Należy jednak stwierdzić, że upadek Putina byłby też kolosalnym wyzwaniem dla polityki światowej. W obecnej sytuacji otwierałby przed Rosji całkiem nowe perspektywy na dobre ale i na złe oraz konieczność negocjacji z Rosją jej nowego miejsca w globalnej polityce.

Jak długo Putin pozostanie przy władzy trudno dokładnie przewidywać. Widać już jednak, że nie jest tak „wieczny” na jego zdawał się być wyglądać. Jego ostatnie przemówienie do rosyjskich dyplomatów, choć nie wolne od pogróżek, zdradzało raczej jego niepewność i dezorientację. Biorąc więc również pod uwagę możliwość jego odejścia trzeba się też przygotować powoli do dialogu z Rosją poputinowską, co z pewnością też nie będzie zadaniem łatwym.

Ukraiński sukces w Brukseli i klęska Putina

Podpisanie dzisiaj przez trzy byłe republiki sowieckie paktu stowarzyszeniowego z Unią Europejską to pewnością wydarzenie historycznej wagi. Wskazuje ono na kierunek,  w jakim zmierza cały kontynent i w dużym stopniu relatywizuje stwierdzenia o „głębokim” kryzysie Unii. Oczywiście od stowarzyszenia do pełnego członkostwa jest daleka droga, to jednak jest to dobrze oznaczona droga gruntowanych reform całego systemu politycznego i gospodarczego tych krajów – reform konkretnych i wypróbowanych.

Stowarzyszenie tych państwa z UE wskazuje też jak dalece plany Putina odtwarzania rosyjsko-sowieckiego imperium są iluzją i oparte są wyłącznie na ideologicznych a nie ralnych przesłankach. W  szczególny sposób ciosem dla Kremla jest stowarzyszenie Ukrainy, traktowanej przez wielu Rosjan jako nieodłączna część „rosyjskiego miru”. Przynależność Ukrainy do unijnej Europy, nawet jeśli jest to obecnie jedynie stowarzyszenie oznacza  wybór zachodniego kierunku i odwrócenie się od Rosji, co musi stanowić szok nie tylko dla politycznych elit na Kremlu ale również  i dla przeciętnego Rosjanina. Należy się spodziewać, że już w średnim okresie czasu wywoła to w samej Rosji poważny ferment. Dzisiejsza nacjonalistyczna mobilizacja, budowana z pomocą agresywnej i masowej propagandy, może zostać zastąpiona przez narastającą świadomość kryzysu rosyjskiej tożsamości w jej imperialnej wersji. Może być to tym bardziej wzmocnione, gdy pogłębią się trudności gospodarcze Rosji, spowodowane konfliktem z całym Zachodem. W oczywisty sposób proces taki wpłynie na pozycję Putina, który będzie trudności z utrzymaniem władzy. Rosja będzie szukała alternatywy.

Putin ponosi głęboką porażkę,  ponieważ jego polityka oparta jest na iluzorycznych koncepcjach  i prowadzona w gruncie rzeczy po amatorsku. Lepiej można zdać sobie z tego sprawę, gdyby wyobrazić sobie, co byłoby gdyby Putin pozwolił Janukowyczowi podpisanie traktatu stowarzyszeniowego w zeszłym roku. Janukowycz byłby dalej prezydentem i nie byłoby żadnego euromajdanu. Ukraina pod Janukowyczem pozostawałaby też dalej krajem bez poważniejszych reform, tylko że za ten stan rzeczy łatwo byłoby zrzucić winę na Unię Europejską. Ponadto z wielkim prawdopodobieństwem europejskie pieniądze byłyby przez Janukowycza rozkradane. Ten stan rzeczy budził by głęboki ferment w samej Unii, prowokował by w niej podziały i być może pogłębiał jej kryzys. Moskwa miałaby pole do popisu.

Ideologia Kremla nie pozwalała na taką bardziej wyrafinowaną politykę. Ostatecznie Putinowi udało się nie tylko sprowokować rewolucję na Ukrainie ale również przyczynić się do renesansu  jedności europejskiej. Biorąc pod uwagę cele, jakie stawiał sobie Kreml, trudno o bardziej kontraproduktywne działania polityczne od tych, jakie prowadzi Putin przez ostatni rok. Stracił prawie wszystko, niemal nic nie zyskując. Jeśli tak dalej pójdzie będziemy w nie tak długim czasie dyskutowali o rozpadzie Federacji Rosyjskiej jako całkiem realnej perspektywie.