Rok 2014 – jak można go podsumować?

Tempo politycznych wydarzeń było w roku 2014 niebywałe. Dotychczasowy światowy porządek, a przynajmniej to, co za taki porządek uchodziło, uległ nieodwracalnemu zakwestionowaniu. Kto miał nadzieję, że upadek komunizmu u schyłku XX wieku wprowadzi w okres stabilizacji i pokoju, choć od dawna było już wiadomo, że tak się nie stanie, ten musiał stracić ostatecznie nadzieję. Widoczne jest też, że świat do tej kruchej równowagi sprzed 2014 roku wrócić już nie może.
Dzieje się tak przede wszystkim w skutek dwóch groźnych i burzliwych procesów, jakimi są wybuch totalitarnej rewolucji w świecie Islamu oraz rozpoczętej przez Moskwę wojny z Kijowem. W oby wypadkach dotychczasowe reguły międzynarodowej polityki zostały w sposób zasadniczy złamane.
Islamski Kalifat czyni to w sposób otwarty. Z barbarzyńskim okrucieństwem łamie wszelkie zasady cywilizacji nie tylko Zachodu ale wszelkiej cywilizacji. Nawoływanie ku rzekomym fundamentom jednej z wielkich światowych religii okazuje się perwersyjnym zwrotem ku wyimaginowanej przeszłości. Zadziwiająco idea ta pociąga zagubione jednostki nie tylko ze świata arabskiego, ale również wśród rdzennych Europejczyków, co winno głęboko zastanawiać. Rewolucja Kalifatu jest kolejnym wielkim wstrząsem na Bliskim Wschodzie po niedokończonej arabskiej wiośnie. Wydaje się wielce prawdopodobne, że procesy te doprowadzić mogą do powstania tam nowych podmiotów politycznych i państw. Mało prawdopodobne jest, aby idea kalifatu mogła się długo utrzymać, wobec niedorzecznej brutalności tej formacji. Wydaje się jednak, że integralność Iraku staje pod znakiem zapytania jako nowy, aktywny podmiot politycznym wyłaniają się w tym regionie Kurdowie. Prawie czterdziestomilionowa społeczność kurdyjska, podzielona postkolonialnymi granicami, walczy na wielu frontach. Przyczółkiem nowej kurdyjskiej państwowości staje się północny, bogaty w ropę Irak. Paradoksalnie islamski kalifat, destabilizując region w stopniu jeszcze większym niż dotychczas, daje Kurdom szansę, by ich państwo wyłonić się mogło z narastającego, jak dotychczas, chaosu.
Mimo wagi wydarzeń na Bliskim Wschodzie Europę bardziej dotyka głęboka zmiana polityki Kremla. Jego ambicja odbudowy imperium, czego widomym przykładem stała się aneksja Krymu, jest również demonstracyjnym złamaniem dotychczasowego porządku światowego. I tu też ma się do czynienia z wojną. O ile jednak z przypadku Kalifatu chodzi barbarzyńskie okrucieństwo, w przypadku wojny prowadzonej przez Putina, chodzi o nowy do pewnego stopnia sposób jej prowadzenia, jakim jest „wojna hybrydalna”. Agresor nie ogłasza jej, choć ją wywołuje i prowadzi. Istotnym jej narzędziem staje się propaganda upowszechniana przez Internet i sieci społecznościowe. Zakres militarny konfliktu jest stosunkowo ograniczony, ale jakiekolwiek kryterium prawdy i kłamstwa zostaje zakwestionowane. Nieokreślony jest też zakres konfliktu. Militarne działania prowadzone są przeciw Ukrainie, w istocie jest to wojna wypowiedziana całemu Zachodowi.
Krem w pewien sposób zdiagnozował słabości Zachodu, wyciągając po swojemu wnioski z kryzysu finansowego, tego co potraktowano jako dekadentyzm Zachodu i względne osłabienie pozycji Stanów Zjednoczonych i wzmocnienie pozycji Chin. Putin ogłosił się, że buduje Euroazję, która w planach takich zbliżonych do niego ideologów jak Dugin, miała też zdominować europejski Zachód i rzucić wyzwanie Ameryce. Aby tego dokonać, Putin i jego internauci postanowili zmobilizować cały potencjał destrukcji na Zachodzie i dość nieoczekiwanie Moskwa stała się sojusznikiem takich sił nacjonalistycznych jak Front Narodowy z Marie Le Pen we Francji czy Jobbik na Wegrzech. Skrajni nacjonaliści a także sieroty po polityce detente (zawsze znajdujące usprawiedliwienie dla Moskwy, jaką by ona politykę nie prowadziła) oraz przekupieni politycy tacy jak były kanclerz Schroeder, stali się „partią rosyjską” w Europie.
Krem wyraźnie nie docenił jednak siły europejskiej opinii publicznej i europejskich demokracji. Zamiast rozpadu, w reakcji na agresję wobec podstawowych europejskich wartości, w nadspodziewanie krótkim czasie nastąpiła daleko idąca mobilizacja. Unia zbliżyła się znów do Stanów Zjednoczonych, mimo wielu wcześniejszych objawów wzajemnego oddalania się, a NATO okazało swoje zdecydowanie. Najbardziej jednak oczekiwania Kremla zakwestionowały Niemcy. Jak się wydaje miał być to uprzywilejowany partner Rosji, z którym starała się ona budować dwustronne stosunki (jakby pomijając istnienie UE). Mimo pewnych początkowych wahań w Niemczech, kanclerz Merkel stanęła na czele antyrosyjskiego frontu w Europie, okazując się dla wielu nie mniej zdecydowana niż politycy w Warszawie czy Wilnie.
Odsłoniły się też słabości Rosji. Swoją propagandową agresją i aneksją Krymu zaskoczyła ona Zachód. Jego z pozoru powolne reakcje i słabe sankcje początkowo wyśmiewano. Dość szybko gigantyczna dysproporcja siły gospodarczej (około jeden do szesnastu) zaczęła jednak o sobie dawać znać. Rosja, z upadającym rublem, inflacją i spadającymi cenami ropy, od których jest tak zależna, wchodzi w przyspieszonym tempie w głęboki kryzys. W ciągu kilku miesięcy zmienił się ton światowej dyskusji. Od zapowiedzi jak daleko Rosja może się posunąć i na co jeszcze może sobie pozwolić, zaczęto zastanawiać się, nad możliwością rozpadu jej gigantycznego, postkolonialnego terytorium.
I tak jak na Bliskim Wschodzie jako aktywy gracz wyłonili się Kurdowie, tak w Europie Wschodniej, ukazała się waga i znaczenie polityczne Ukrainy. Ukraińcy wzbudzili podziw nie tylko swoją walką na Majdanie i rewolucją godności. Przecinając ostatecznie pępowinę z imperium, które dominowało ich przez tak długi czas, stworzyli przesłanki do nowej geopolitycznej sytuacji na kontynencie. Zarazem zadali cios wszelkim rosyjskim imperialnym mitom i mocarstwowym euroazjatyckim mrzonkom Putina.
Tempo politycznych wydarzeń było w roku 2014 niebywałe. Żadna ze spraw nie została zamknięta. Świat czeka, być może nie mniej burzliwy, rok 2015. Nic jednak nie będzie w świecie wielkiej polityki takie same, jak było na początku tego niezwykłego roku, jaki już prawie mamy za nami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s