Na blokpostach hybrydnej wojny

Zrobienie sobie zdjęcia z ukraińśkim żołnierzem na posterunku w strefie ATO mogłoby należeć do  turystycznej atrakcji, gdyby nie było działaniem niestosownym i do pewnego stopnia niemoralnym. Dla „turysty” nie byłoby  to związane z żadnym niebezpieczeństwem (tylko w  Warszawie myśli się, że dzisiaj samo przkroczenie granicy z Ukrainą wymaga bohaterstwa), bowiem strefa ATO jest na tyle szeroka, że zewnetrzne posteerunki są poza jakimkolwiek obstrzałem. Słowiańsk, niegdyś okupowany przez moskiewskiego najemnika Striełkowa, który zamordował lokalnego radnego Wołodymira Rybaka i dlatego w centrum uwagi światowych mediów, jest dziś spokojnym miastem, które powróciło do roli letniego kurortu (chociaż ze zroumiałych względów mało kto tam przyjeżdzać na urlop). Życie toczy się tam normalnie. Wojna jest hybrydowa czyli jak wielu uważa na niby.

A jednak niemal codziennie giną w niej ludzie. Sympatyczni, żołnierze, jacy pozwalają zrobić sobie zdjęcie (bo jestem Polakiem) mogą zostać przesunięci na posterunek bliski linii rosyjskiej okupacji i zginąć od przypadkowego ostrzału. Nie ma on żadnego militarnego znaczenia. Jest jedynie sygnałem politycznym z Moskwy, ale lepiej nawet powiedzieć pogróżką.   Ta sytuacja kosztawała już jednak życie paru tysięcy młodych Ukraińców (trzeba też dodać młodych Rosjan, których wysyła się potajemnie, a gdy giną rodzinę zawiadamia się, że mieli wypadek w czasie wojskowych ćwiczeń). Turystyczne fotki są więc w tym niestosowne, ponieważ spotykamy się to również ze śmiercią i ludzką tragedią.

Pobyt w regionie ATO usprawiedliwić można tym, że dopiero tutaj zrozumieć można lepiej logikę zdarzeń. Stereotyp o „zwycięskim Putinie”, który robi co chce, znika dość szybko. Widać tu, że Moskwa nie realizuje swego planu A, ale zmuszona jest realizować swój plan nawet nie C a D i jest w defensywie a nie ofensywie.

Zacznijmy od planu A. Miało być to „bratnia pomoc” Ukrainie (na wzór Czechosłowacji 1968) na wezwanie Janukowicza. Ten drobny kryminalista stchórzył i ku rozczarowaniu wielkiego kryminalisty Putina zwiał ze swoim łupem do Rosji. Plan B to była Noworosja. Zajęto więc na początek Krym i krymski scenariusz miał być powtórzony na całym Wschodzie i Południu Ukrainy. To już jednak nie udało się. W miastach takich jak Charków czy Odessa nasłane przez Moskwę bojówki napotkały skuteczny opór. Bojówkarzom udało się tylko w Ługańsku i częściowo w Doniecku. Plan C był więc taki, aby stworzyć automiczne republiki doniecką i ługańską, które pozostając w składzie Ukrainy, będą paraliżowały działanie całego państwa. Na to jednak, aby to się udało cały oblast doniecka i ługańska winien była znaleźć się w rękach „separatystów”. I przez chwilę tak było. Uzbrojeni w broń, która jak twierdził Putin, każdy może sobie kupić, zajeli konieczny teren. Latem 2014 ukraińska armia (która zdołała się nadspodziewanie szybko zreformować po poniżającej sytuacji na Krymie) przystąpiła do ofensywa. Zakończyła by się ona szybkim odzyskaniem terytoriów zajętych ukraińskich  prowincji. To zmusiło Putina do wprowadzenia regularnych oddziałów rosyjskiej armii. Była to najbardziej dotychczas gorąca faza konfliktu, znaczona bitwami w Iłowajsku (była to jeszcze poważna ukraińska porażka), Debalcewie i o port lotniczy w Doniecku, które można nazwać ukraińskimi Termopilami i na czym buduje się do dzisiaj morale armii.

Ostatecznie w rękach Moskwy pozostała tylko połowa terytorium ługańszczyny (mniej niż połowa ludności) i jedna trzecia doniecczyny (dużo mniej niż połowa ludności). Obie pseudorepubliki nie mają już w najmniejszym stopniu uzasadnienia. Do symbolu urasta to, że Światogorska Ławra (obok kijowskiej i Pociejowa najważniejsze centrum ukraińskiego prawosławia) znalazła się ostatecznie po ukraińskiej stronie. W ten sposób nawet plan C nie wypalił.

Teraz Putin usiłuje realizować plan D. Z prowokacyjnego obstrzału giną na blokpostach ukraińscy żołnierze, aby bandyta z Moskwy mógł grozić i jak mu się wydaje wzmocnić swoje pozycje negocjacyjne. I tak toczy się „hybrydnaja wojna”.

 

Reklamy

Ekonomia wojny propagandowej

Prorok ponowoczesności Jeremi Rifkin zapowiada koniec kapitalizmu. Powodem ma być  potanienie wszelkiej produkcji. Przy masowej skali jej koszty mają być tak niskie, że jednostkowa cena zbliżać się ma do zera. Tezy Rifkina są dyskusyjne, w jednej jednak dziedzinie przewidywania te spełniają się. Koszty upowszechniania  informacji (jak i dezinformacji) zdają się radykalnie spadać. Widomym przykładem tego są trudności, jakie przeżywa prasa drukowana. Winny wszystkiemu jest internet. Dzięki niemu przesyłanie informacji jest niemal darmowe.

Internet był długo królestwem czarodziei za jakich laicy mieli  informatyków. Jego znaczenie ujawniło się jednak nie tylko na polu technologii ale i przemian społecznych.  Środki komunikacji są bowiem dalece nieobojętne dla porządku politycznego i stosunków władzy. Starczy przypomnieć, że wynalazek rzemieślnika o nazwisku Gutenberg, który tak usprawnił prasę do tłoczenia wina, by  stała się prasą drukarską, podkopał porządek średniowiecznej Europy, zalewając ją „tanią” książką.  Wynalazek radia dawał narzędzia agitacji  Hitlerowi i Stalinowi.

Z Internetem dzieje się podobnie. Media społecznościowe, wbrew intencjom ich twórców, mogą być poważnym zagrożeniem dla demokracji i państwa prawa a także światowego pokoju. Dlaczego?

Wróćmy do ekonomii. W społeczeństwie wielkiego spektaklu, zdominowanym przez telewizję i wielkonakładowe dzienniki, koszty upowszechniania  informacji w stosunku do kosztów ich wytwarzania były dość wysokie. Zakup ton papieru, dystrybucja, drogie telewizyjne studia i redakcje wymagają masy pieniędzy. Internet pozwala robić to  taniej.

U swych początków był obietnicą uniwersalnego forum, dzięki  któremu nieskrępowanie kształtować się będzie  opinia publiczna. Demokratyczne rządy starać się miały jedynie o rozbudowę infrastruktury Internetu, aby umożliwić społeczeństwu jak najszerszy do niego dostęp. Nie powinny się wtrącać w treści przekazu, to bowiem pachnie cenzurą ani nawet podpatrywać. Treści Internetu miały być sprawą obywateli.

Na Kremlu myśli się dokładnie przeciwnie. Inwestuje się w upowszechnianie treści na zamówienie rządu, pracują całe fabryki trolli, wykorzystując infrastrukturę przekazu, na którą łożył kto inny. Paradoksalnie więc dzisiejsza Rosja, mimo  słabnącej gospodarki, może poświęcić relatywnie spore sumy na agresywną propagandę, nazywaną wojną hybrydową. Mimo upadku ideologii komunistycznej Rosja staje się znów groźnym przeciwnikiem Zachodu.   Dąży do podskórnej destabilizacji swych oponentów,  czego dowodzą raporty z Niemiec, Węgier czy Polski.  Internet służy też zorganizowanej przestępczości  i terroryzmowi. Są to zresztą zjawiska pokrewne owej wojnie nowego typu. Internet posiada diaboliczne możliwości i nie wiadomo jak zagnać  cyfrowego dżina z powrotem do butelki.  Klucz do tego problemu leży być może nie w dziedzinie propagandy a w ekonomii nowego środka przekazu, jakim jest Internet.

Agresja w zastępstwie polityki

Wojna hybrydowa prowadzona przez Kreml przeciw Ukrainie, choć analizowana przez wojskowych w kontekście działań militarnych, jest przede wszystkim projektem społecznym. Taka jest zasadnicza teza ukraińskiego badacza z Charkowa Ihora Ruszczenko w jego obszernej i dobrze udokumentowanej pracy. Do działań militarnych dochodzi jednie w ostatniej fazie, poprzedzonej długimi i skomplikowanymi działaniami. Celem wojny hybrydowej nie są też przede wszystkim siły zbrojne wroga, ale społeczeństwo strony przeciwnej. Ostatecznym celem tych działań jest wedle Ruszczenki inscenizacja „quasi rewolucji” związanej z przejęciem rządów.  Kraj oponenta podbija się wtedy niejako od wewnątrz, rękami zorganizowanych grup rebeliantów potajemnie wspomaganych z zewnątrz.

Rec.Ігор Рущенко Російсьско-українска гібридна війна. Погляд соціолога. Харків 2015       [Igor Ruszczenko, Rosyjsko-ukraińska wojna hybrydowa. Spojrzenie socjologa, Charków 2015]

Doprowadzenie do tego nie jest oczywiście sprawą prostą i wymaga systematycznych i długotrwałych działań, do których przede wszystkim należy analiza społeczeństwa oponenta (wroga), która pozwana na zaplanowanie jego fragmentaryzacji i głębokiego paraliżu jego organów władzy. Dodajmy, że w rosyjskiej literaturze poświęconej wojnie informacyjnej (propagandowej czy też psychologicznej) nazywa się to dezintegracją.

Ruszczenko zauważa – a jest to przede wszystkim założenie strategów wojny hybrydowej – że żadne społeczeństwo nie jest jednolite, gdy chodzi o poczucie tożsamości, co przy planowaniu wojny hybrydowej wydaje się sprawą podstawową. Można w nim wyróżnić kilka kręgów, podług kryterium podatności na zewnętrzne wpływy propagandowe. Krąg środkowy, centralny stanowią producenci tożsamości danego społeczeństwa. Drugi krąg to obywatele przekonani o legitymizacji porządku własnego państwa. Trzeci krąg stanowią obojętni (w języku ukraińskim idiomatyczne nazywa się ich „watniki” czyli ludzie w waty). I wreszcie czwarty krąg stanowią osoby i grupy społeczne nie odczuwające lojalności wobec społeczeństwa, w którym żyją.

Ze zrozumiałych względów w pierwszy i drugi krąg społeczeństwa budzi mniejszą uwagę agresora, planujące wojnę hybrydową. Najważniejszych jest krąg czwarty, gdzie szukać i odnajdywać można  środowiska gotowe kwestionować porządek społeczny i mające do tego różnorodne motywacje.  Do tego kręgu  należeć mogą ekstremistyczne ugrupowania polityczne (zarówno skrajnie prawicowe jak i skrajnie prawicowe),  członkowie najrozmaitszych nisz społecznych, środowiska, których punkt oparcia czy odniesienie tożsamości leży poza państwem, ugrupowania przestępcze, skrajnie niezadowoleni itd. Ten stosunkowo szeroki margines społeczny zewnętrzni agresorzy chcą zmobilizować. Nie chodzi jednak tylko o ogólne podburzanie i propagandowy wpływ.  W tych marginesowych środowiskach szuka się też potencjalnych prowodyrów, którymi będzie można kierować i zlecać im konkretne zadania. Potrzebni są oni do inscenizacji zbiorowych zajść mających towarzyszyć quasi-rewolucji. Ich masowość, zauważa Ruszczenko winna być jednak ostatecznie pozorna, bowiem chodzi jedynie  o wycinkowy obrazek, jaki będzie można  upowszechniać w mass-mediach.

Ukraiński socjolog zwraca uwagę, że quasi-rewolucja nie ma być w żadnym wypadku wydarzeniem spontanicznym, bowiem wydarzenia spontaniczne i masowe nie poddają się kontroli. Jej prowodyrzy nie mają być ludowymi przywódcami, ale ludźmi jacy działają na polecenie. Dlatego też owa pozorna rewolucja ma być w zasadzie wydarzeniem jednodniowym (Ruszczenko nazywa to dniem „D”), w którym wszystkie uprzednie potajemne działania mają być skoncentrowane.

Krąg „watników” ma być przygotowany do tego, aby poprzez swoją bierność, mógł stwarzać w momencie trwania quasi rewolucji wrażenie rzekomego społecznego poparcia (skoro nie protestowali to znaczy popierają).

Należy zwrócić uwagę, że ta szczególna wizja społeczeństwa, jaka służyć ma  planowaniu wojny hybrydowej, nie odwołuje się w zasadzie do żadnych tradycyjnych teorii podziałów społecznych związanych ze statusem ekonomicznym, wykształceniem czy wyzwaniem  itd. Wszystko to może być wzięte pod uwagę, ale podstawowym kryterium jest szukanie newralgicznych miejsc porządku społecznego, gdzie możliwe rozpętywanie konfliktów a także poszukiwanie środowisk, gdzie rekrutować można osobami, którymi w łatwy sposób będzie można manipulować. Ruszczenko podkreśla przy tym wielokrotnie jak dalece wojna hybrydowa prowadzona przez Putina  ma pod wieloma względami charakter kryminalny i jak działania polityczne krzyżują się i splatają z działalnością przestępczą. W wielu punktach metody wojny hybrydowej przypominają też działania ugrupowań terrorystycznych, szczególnie tam, gdzie używa się prowokacji.

Za wstępną fazę wojny hybrydowej uważa Ruszczenko właśnie dokonanie odpowiedniej analizy społeczeństwa i życia politycznego kraju-oponenta. Istotne jest przy tym ustalenie wszelkich  newralgicznych punktów życia politycznego, konfliktów które można zaognić i możliwości jego fragmentacji. Dopiero z takim planem przejść można do działania.

Druga faza działań wojny hybrydalnej prowadzić ma do pobudzania  chaosu i przynajmniej częściowego paraliżu organów władzy oraz poczucia zagrożenia i strachu wśród pierwszego i drugiego kręgu społeczeństwa.

Quasi-rewolucja to starannie przygotowany przewrót, jaki nastąpić ma w określonym dniu, dokonany przez przygotowanych do tego prowodyrów. W dniu tym nastąpić ma zajęcie budynków administracji publicznej przy zainscenizowanym poparciu ludności (bierności watników i zastraszeniu reszty społeczeństwa). W ten sposób  ma być zainstalowana nowa władza.

Początków wojny hybrydowej Rosji z Ukrainą należy dopatrywać się, zdaniem ukraińskiego badacza już w czasach bezpośrednio   po rozpadzie Związku Sowieckiego, gdy  znacząca cześć elit rosyjskich nie uznała, tego co się stało. U początków wojny hybrydalnej jest swoisty rosyjski rewizjonizm. Konkretne przygotowania rozpoczyna jednak dopiero Putin po roku 2000. Tym samym autor przeczy hipotezie, że agresywna polityka Putina rodzi się w późniejszym okresie i jest wynikiem zapowiadających się trudności gospodarczych. Jest ona wynikiem długiego planowania i od samego początku ma ona właśnie charakter hybrydowy.

Ruszczenko swoje analizy  bogato ilustruje konkretnymi przykładami rosyjskich działań na terenie Ukrainy, przede wszystkim na Krymie a następnie w Donbasie, a także działaniami, które miały doprowadzić do stworzenia Noworosji (działania m.in. w Charkowie, Mikołajowie, Odessie itd.).

W szczególności ciekawa jest interpretacja Ruszczenki dramatycznego finału Euromajdanu. Ukraiński socjolog twierdzi, że po tragicznych wydarzeniach w Kijowie 20 lutego, gdy Janukowycz udał się do Charkowa, miała się tam zebrać większość Rady Najwyższej, że Kijów został opanowany przez terrorystów. Miano też brać pod uwagę wezwanie rosyjskiej pomocy. Działania Rady Najwyższej wraz prezydentem miałyby wszelkie pozory legalności i paraliżowałyby możliwości protestów z Zachodu. Dlaczego plan ten nie powiódł się? Zadecydowała o tym nie tyle kunktatorska co strachliwa postawa Juszczenki. Chcąc się zabezpieczyć na wszystkie strony został on o dzień dłużej w Kijowie i zawarł rodzaj ugody z przedstawicielami majdanu. Tym samym zdezorientował wielu własnych zwolenników, którzy wyczekując nie zjawili się w Charkowie (skąd nie było tam większości Rady Najwyższej). Ugoda Juszczenko-Euromajdana obdarzyła też legalizmem wydarzenia w Kijowie. Gdy Janukowicz opuścił stolicę można było ogłosić jego impeachment a przewodniczący Rady Najwyższej Turczynow mógł objąć obowiązki głowy państwa. Starannie przygotowana intryga spaliła na panewce.

Interpretacja Ruszczenki zdaje się tłumaczyć przynajmniej w części ostatnią fazę ówczesnych wydarzeń. Po pierwsze w nowym świetle dostrzec można działania snajperów na majdanie, co doprowadziło do niemal stu ofiar śmiertelnych. Jest coraz więcej przesłanek, że tego zbrodniczego czynu dopuścili się  członkowie rosyjskich jednostek specjalnych. Ta bezsensowna zbrodnia może się wydać celowa, tylko jeśli założy się, że miała spowodować wrażenie totalnego chaosu. Interpretacja Ruszczenki tłumaczyć też może inne wydarzenie o znaczeniu raczej epizodycznym ale jednak wielce charakterystyczne. Chodzi o pogardliwą wobec Janukowycza wypowiedz Putina w jego wystąpieniu następującym zaraz po ucieczce Janukowicza do Rosji. Ukraiński były prezydent wydaje się być w oczach Putina agentem, który nie umiał wypełnić powierzonego mu zadania.

Wedle interpretacji Ruszczenki dalsze wydarzenia, jakim jest zajęcie Krymu a następnie zainicjowanie terrorystycznych działań w Donbasie, nie są odpowiedzią Putina na zwycięstwo Euromajdanu, ale upartym kontynuowaniem planu Noworosji,  jaki już wcześniej i od dłuższego czasu był przygotowywany. Istotnie z perspektywy czasu trudno sobie wyobrazić, że projekt Noworosji pojawił się ad hoc w kwietniu/maju 2014 roku.  Warto w tym kontekście przypomnieć też rzuconą w rozmowie z min. Sikorski uwagę Putina czy Polska nie chciała by powrócić do Lwowa, co miało miejsce w roku 2008.[1]

Putin zdaje się realizować z uporem z góry ułożony plan, mimo że zmieniającej się sytuacji i mimo pojawiających się nowych okoliczności. Dlatego też, gdy pojawiają się trudności, posuwa się do przemocy, choć jej użycie będzie prowadziło skutków odmiennych od zamierzonych.

Ruszczenko  jest zdania, że u początków planowania wojny hybrydalnej jest tworzenie obrazu atakowanego społeczeństwa a do planowania  wojny hybrydowej najmuje się socjologów, psychologów społecznych i historyków w nie mniejszej mierze niż wojskowych.  W przypadku agresji na Ukrainę istotną rolę odgrywało w Rosji przekonanie, że rosyjskojęzyczni Ukraińcy skłonni są poprzeć właśnie Rosję. Mogło im się wydawać, że mając ogromne wpływy w armii ukraińskiej i tajnych służbach, które od niedawno zyskały odrębność od moskiewskiej centrali, zainicjowanie quasi-rewolucji będzie czymś stosunkowo łatwym. Ukraina i ukraińskie społeczeństwo zdawało się być niemal idealną ofiarą planowanej metodami wojny hybrydalnej agresji.

Ukraiński socjolog zadaje też pytanie, dlaczego Kreml nie odniósł w niej sukcesu. Jego zdaniem zdecydowały o tym dwa czynniki.

Przede wszystkim narodowe przebudzenie na Ukrainie, które dawało  masowe poparcie demokratycznym przemianom. Działania Kremla okazywały się kontra produktywne bowiem pobudzały ten ruch, a prawdziwie masowy charakter ukraińskiego ruchu uniemożliwiał manipulację. Majdanowi usiłowano z inspiracji Kremla przeciwstawić „antymajdan” czy też lokalne „antymajdany”, które jednak zmuszone w niemal śmieszny sposób naśladować symbolikę majdanu nawet tam gdzie nie posiadała ona dla nich żadnego znaczenia (np. palanie opon w miejscach gdzie nie dochodziło do żadnych walk). Wiara Kremla we wszechmoc propagandy i manipulacji zderzyła z prawdziwie obywatelskim ruchem.

Ukraiński socjolog nie odwołuje się w swoich analizach do rozważań nad użyciem Internetu, który uważany jest przez wielu badaczy za istotne narzędzie wojny hybrydowej. Być może niezwykła dynamika wydarzeń w konflikcie rosyjsko-ukraińskim skłania go do takiego podejścia.  Zarazem jednak, metody wojny hybrydowej, które opisuje,  wydają się być bardzo podobne do działań w Internecie. Wskazują na to analizy dotyczące takich rosyjskich działań na obrębie sieci społecznościowych takich krajów takich Polska, Węgry czy ostatnio Niemcy. Pozwala to zadać pytanie, w jakim stopniu analiza wojny hybrydowej, jakiej dokonuje Ruszczenko,   odnosi się do szerszego zjawiska jakim jest wojna propagandowa prowadzona przez Krem przeciw wielu krajów Zachodu i Zachodowi w ogólności. Manipulowana inscenizacja przegrywała z autentystycznym ruchem społecznym.

Oczywiście Ukraina stanowi przypadek szczególny, ponieważ składnikiem toczonej tam wojny hybrydowej jest bezpośrednie użycie  przemocy  i na koniec  jak najbardziej tradycyjne działania wojenne, mimo że jest to wojna niewypowiedziana. Niekonwencjonalna wojny prowadzona przez Kreml przeciw Ukrainie ma ostatecznie bardzo tradycyjny cel – zdobycz terytorialną.

Zdobycie politycznego wpływu i przewagi poprzez dezintegrację opinii publicznej oponentów może być jednak celem samym w sobie w polityce międzynarodowej.  Pobudzenie konfliktów i niepokojów społecznych, mobilizacja i wspieranie środowisk ekstremistycznych, zwracanie się do niezadowolonych i budowanie „antysystemowych” nastrojów są metodami, jakie Kreml w oczywisty sposób stosuje.  Internet pozwala zarówno na masowe oddziaływanie jak i docieranie do konkretnych osób szczególnie podatnych na taki typ propagandy. Nie oznacza to, że działania takie ograniczają się tylko do Internetu. Prowokacje takie jak rzekome porwanie rosyjskiego dziecka w Berlinie łączą się ze zmasowanym „obróbką” w Internecie, upowszechnianiem kłamstwa, którego nie sposób we wszystkich miejscach sprostować, następnie demonstracją „rosyjskiej mniejszości” przed Bundestagiem. [2]

Metody wojny hybrydowej opisywane przez Ruszczenkę mogą też być przeniesione do polityki międzynarodowej w stosunkach wielostronnych.  Celem bowiem  może być  nie tylko dezintegracja czy fragmentyzacja danego społeczeństwa ale także o wywołanie napięć i konfliktów między społeczeństwami i w konsekwencji państwami poprzez masowe przywoływanie  negatywnych stereotypów, napięć z przeszłości czy zwyczajnie kłamstwa. Przykładem tego może być działania skierowane przeciw Ukrainie w polskim Internecie przywołujący w agresywny sposób  tragiczne wydarzenia na Wołyniu z 1943 roku (tzw „rzeź wołyńska”), mające wywoływać napięcia w  stosunkach polsko-ukraińskich.

Analiza rosyjsko-ukraińskiej wojny hybrydowej”, jaką przeprowadza ukraiński badacz, może  więc mieć, jak się wydaje, znacznie szersze zastosowanie i ułatwiać lepsze zrozumienie wrogich działań Kremla wobec wielu krajów Zachodu. W tym kontekście warto byłoby  bliżej przyjrzeć się, na co nie ma w tu miejsca, rosyjskiemu obrazowi Zachodu i zachodniej demokracji. Niestanne napięcia i ujawniające się konflikty społeczne, co tak charakterystyczne jest dla otwartych społeczeństw, interpretowane są jako narastający chaos, upadek i dekadencja. Dla planistów z Kremla taka interpretacja, tego co dzieje się na Zachodzie, czyni go idealnym obiektem wojny hybrydowej. Wszystkie te napięcia i konflikty należy jedynie umiejętnie wzmocnić aby Zachód istotnie upadł.

Prowadzi ona też do dalszego pytania, dotyczącego zachowań Kremla. Wedle znanej formuły Clausewitza wojna jest przedłużeniem działań politycznych. W świetle jednak wydarzeń na Ukrainie i obecnego konfliktu z Zachodem, to co czyni Kreml wydaje się zastąpieniem wszelkiej tradycyjnej polityki wojną hybrydową. Chodzi więc nie tylko o nowy sposób prowadzenia wojny, ale nowy sposób prowadzenia polityki, który opiera się na przekonaniu, że manipulacja i agresywna propaganda są zasadniczymi sposobami osiągania własnych celów. Wojna nie jest już przedłużeniem polityki, a polityka jest jedynie maskowaniem prowadzonej wojny.

 

[1] http://natemat.pl/121105,putin-osobiscie-zaproponowal-tuskowi-rozbior-ukrainy-lwow-jest-polski-zalatwmy-to-razem

[2] http://www.spiegel.de/politik/deutschland/berlin-angeblich-vergewaltigte-13-jaehrige-war-bei-bekanntem-a-1074642.html patrz także: http://www.rbb-online.de/panorama/beitrag/2016/01/13-jaehriges-maedchen-vorwurf-entfuehrung-vergewaltigung-berlin-marzahn.html