Ekonomia wojny propagandowej

skanowanie0001

Prorok ponowoczesności Jeremi Rifkin zapowiada koniec kapitalizmu. Powodem ma być  potanienie wszelkiej produkcji. Przy masowej skali jej koszty mają być tak niskie, że jednostkowa cena zbliżać się ma do zera. Tezy Rifkina są dyskusyjne, w jednej jednak dziedzinie przewidywania te spełniają się. Koszty upowszechniania  informacji (jak i dezinformacji) zdają się radykalnie spadać. Widomym przykładem tego są trudności, jakie przeżywa prasa drukowana. Winny wszystkiemu jest internet. Dzięki niemu przesyłanie informacji jest niemal darmowe.

Internet był długo królestwem czarodziei za jakich laicy mieli  informatyków. Jego znaczenie ujawniło się jednak nie tylko na polu technologii ale i przemian społecznych.  Środki komunikacji są bowiem dalece nieobojętne dla porządku politycznego i stosunków władzy. Starczy przypomnieć, że wynalazek rzemieślnika o nazwisku Gutenberg, który tak usprawnił prasę do tłoczenia wina, by  stała się prasą drukarską, podkopał porządek średniowiecznej Europy, zalewając ją „tanią” książką.  Wynalazek radia dawał narzędzia agitacji  Hitlerowi i Stalinowi.

Z Internetem dzieje się podobnie. Media społecznościowe, wbrew intencjom ich twórców, mogą być poważnym zagrożeniem dla demokracji i państwa prawa a także światowego pokoju. Dlaczego?

Wróćmy do ekonomii. W społeczeństwie wielkiego spektaklu, zdominowanym przez telewizję i wielkonakładowe dzienniki, koszty upowszechniania  informacji w stosunku do kosztów ich wytwarzania były dość wysokie. Zakup ton papieru, dystrybucja, drogie telewizyjne studia i redakcje wymagają masy pieniędzy. Internet pozwala robić to  taniej.

U swych początków był obietnicą uniwersalnego forum, dzięki  któremu nieskrępowanie kształtować się będzie  opinia publiczna. Demokratyczne rządy starać się miały jedynie o rozbudowę infrastruktury Internetu, aby umożliwić społeczeństwu jak najszerszy do niego dostęp. Nie powinny się wtrącać w treści przekazu, to bowiem pachnie cenzurą ani nawet podpatrywać. Treści Internetu miały być sprawą obywateli.

Na Kremlu myśli się dokładnie przeciwnie. Inwestuje się w upowszechnianie treści na zamówienie rządu, pracują całe fabryki trolli, wykorzystując infrastrukturę przekazu, na którą łożył kto inny. Paradoksalnie więc dzisiejsza Rosja, mimo  słabnącej gospodarki, może poświęcić relatywnie spore sumy na agresywną propagandę, nazywaną wojną hybrydową. Mimo upadku ideologii komunistycznej Rosja staje się znów groźnym przeciwnikiem Zachodu.   Dąży do podskórnej destabilizacji swych oponentów,  czego dowodzą raporty z Niemiec, Węgier czy Polski.  Internet służy też zorganizowanej przestępczości  i terroryzmowi. Są to zresztą zjawiska pokrewne owej wojnie nowego typu. Internet posiada diaboliczne możliwości i nie wiadomo jak zagnać  cyfrowego dżina z powrotem do butelki.  Klucz do tego problemu leży być może nie w dziedzinie propagandy a w ekonomii nowego środka przekazu, jakim jest Internet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s