Moment historycznego rozdroża

Bardzo trudno dziś o komentarz dotyczący sytuacji międzynarodowej, bowiem polityka globalna wydaje się stać na rozdrożu. Czeka się z najwyższym niepokojem czy Putin ruszy na Ukrainę, co może rozpętać niekontrolowany konflikt. Kreml grozi przy tym swoim arsenałem nuklearnym.

Wewnętrzna sytuacja w Rosji zmierza do jakiejś katastrofy z uwagi na stan gospodarki i zupełny brak reform (w elicie władzy dokonują się poważne przesunięcia, których znaczenie trudno jednak ocenić), horyzont takich wydarzeń oddalony jest jednak o kilka lat a może sięga nawet roku 2030. Rosja zarazem zdaje się być tym bardziej agresywna, im jest słabsza.

Putin zdobywa jednak punkty w zadeklarowanej już wojnie z Zachodem, choć czasem zdaje się być to bardziej kwestią przypadku niż zamierzonych działań. Tak jest z pewnością z zamachem w Turcji i przejściem Erdogana na stronę Moskwy (przynajmniej w jakimś zakresie). Wydarzeniem na korzyść Kremla jest niewątpliwie Brexit. Zwycięstwo nieobliczalnego Trumpa w Stanach stwarzało by z pewnością ogromne zagrożenie dla Europy.

Putin prowadzi też, przy ogromnym nakładzie środków wojnę informacyjno-propagandową z Zachodem. Rosja, wykorzystując do tego Internet, jest w tym szalenie innowacyjna i jak dotychczas skuteczna. Te działania Putina zmierzają do wzniecania wszelkich możliwych konfliktów, wzmacniania w społeczeństwach Zachodu najgorszych instynktów (frustracji, ksenofobii, pobudzania marginesów społecznych i ekstremizmów). Putin chce wykorzystać wszystkie słabości Zachodu i umiejętnie wykorzystuje do tego nowy, rewolucjonizujący całą cywilizację światową środek komunikacji jakim jest Internet i sieci społecznościowe. Tak jak nie byłoby terroryzmu, w jego obecnym kształcie bez Internetu, tak też nie byłoby putinizmu.

Putin nie jest  politykiem we właściwym tego słowa użycia, jest natomiast z pewnością bandytą przy władzy. Jedyne narzędzia jakie używa to prowokacja i kłamstwo, a także działania o ściśle kryminalnym charakterze (zabójstwo Litwinienki, terror na Donbasie). Termin putinizm jest o tyle uzasadniony, że ma analogię z terminem hitleryzm. Świat ma do czynienia z wielkim państwem, na którego czele stoi obsesyjna i patologiczna osobowość.

Nie wiemy dzisiaj, czy Putin nie wykorzysta sprzyjającego dla siebie momentu tego lata do poszerzenia wojny z Ukrainą. Może kalkulować, że jego agresja zwiększy szanse Trumpa (ogłosi się on tym, który przyniesie Ameryce pokój z Rosją). Wszystkiego tego w tej chwili nie wiemy.

Jeśli jednak obecna sytuacja dotrwa do jesieni (rozpętania wojny związane jest dla Putina z ogromnym też dla niego ryzykiem) i w Waszyngtonie zasiądzie Hilary Cliton sytuacja dążyć będzie ku przesileniu. Przewaga gospodarcza i technologiczna Zachodu jest kolosalna. Przekłada się to (choć nie bezpośrednio) na przewagę militarną. Zachód uczy się czym jest wojna informacyjna (mnożą się studia i raporty tego dotyczące) i z czasem i z tym się upora. Wtedy Putin zostanie na Kremlu z pustymi rękami. Katastrofa jego imperium będzie nieunikniona.

Taki lub inny rozwój wypadków decydować będzie o bezpieczeństwie Polski, całego naszego regionu i Europy. Trzeba zdawać sobie sprawę, jak ogromną rolę odgrywa w całej tej sytuacji Ukraina. Tak jak Polska wielokrotnie była w jakimś zakresie krajem granicznym dla Zachodu tak dzisiaj jest nim Ukraina. To na jest  dzisiaj murale christianitas.  Wysiłek tego narodu, jego cierpliwość i odwaga może być w wielu momentach kluczowa dla  biegu zdarzeń.

Póki co nie wiemy, co zdarzy się w najbliższych dniach, wstrzymując oddech.

Reklamy

Rosja, Białoruś,Ukraina – co z gospodarką?

Trudno mówić o ekonomii, gdy brzmią armaty – to zdanie  było mottem  wystąpienia b.prezydenta Juszczenki, podczas okrągłego stołu obecnej Warsaw East European Conference. Gospodarka Ukraina w ciągu ostatnich trzech lat zmalała o 20%. Ukraiński polityk i zarazem ekonomista nie był jednak pesymistą. Wskazał też na liczne osiągnięcia gospodarki ukraińskiej, która po rozpadzie ZSRR znalazła się w bardzo trudnej sytuacji (tym bardziej, że już przed tym gospodarka komunistyczna była katastrofą). Zwalczano inflację, ustanowiono własną walutę, utrzymano elementarną dyscyplinę budżetową. Popełniono  jednak poważne błędy, z których najpoważniejszym wedle Juszczenki była błędna koncepcja prywatyzacji. Prywatyzowany majątek dostał się ręce ludzi, którzy go nie wypracowali i nie umieli o niego dbać. To utrudniło napływ zewnętrznego kapitału, a bez światowych instytucji finansowych nie ma skutecznych reform gospodarczych, stwierdził Juszczenko. Mimo wojny prowadzonej przez Putina przeciw Ukrainie ostatni czas to okres intensywnych reform. Należy zwrócić uwagę jak mylące mogą być wszelkie statystyki dotyczące ukraińskiej gospodarki, skoro wedle niektórych danych aż 67% to szara strefa. Juszczeno stwierdził w podsumowaniu, że gospodarka ukraińska najgorsze czasy ma już za sobą.

Nawet cienia optymizmu nie było natomiast w wystąpienia Leonida Zlotnikova, który mówił o gospodarce Białorusi.  Wskazał on jak bardzo Białoruś korzystała ze wsparcia Moskwy  przede wszystkim na zaniżone ceny energii. Ten czas się jednak skończył. Moskwa ma mniej pieniędzy ale także napięcie Putin-Łukaszenko ma na to wpływ. Model gospodarki białoruskiej opartej o państwowe i niewydajne inwestycje jest całkowicie niewydajny. Regres jest widoczny i przyspiesza.

Nie wiele bardziej optymistyczny był opis gospodarki rosyjskiej. Mówił o niej Vladislav Inozemtsev. Gospodarka rosyjska jego zdaniem zdegradowała się do gospodarki surowcowej. Po upadku ZSRS nie było w Rosji żadnej koncepcji jak wydobyć się z pułapki gospodarki państwowo-nakazowej. Nastąpiła głęboka dezinstrializacja. Przez pewien czas ratowały ten stan wysokie ceny ropy ale i to się skończyło. Gospodarka rosyjska runie a co dalej nie wiadomo, stwierdził rosyjski ekonomista.

W naturalny sposób spowodowało to pytanie co dalej z reżymem Putina, który jest przyczyną braku jakichkolwiek reform. Rosjanin i w tym wypadku nie był optymistą. Uważa, że perspektywa upadku dyktatora to rok 2030. Zarazem wykluczył on skuteczną współpracę rosyjsko-chińską. Chiny idą własną drogą i tranzyt z Chin do Europy nie pójdzie przez Rosję (inaczej mówiąc jedwabny szlak pójdzie południem drogą morską a nie północą drogą lądową).

Bogumił Luft: Czy Putin unicestwi Rosję? Polemika

Rozumowanie Kazimierza Wóycickiego jest logiczne. Szczególnie ważna jest teza, że lęk przed zagładą nuklearną, którą grozi Putin jest złym doradcą. Wydaje się z tego wynikać – jak twierdzi Wóycicki – że jedyną postawą Zachodu w tej rosyjskiej ruletce powinna być totalna nieustępliwość wobec Putina, tak by sam przestraszył się nieuniknionych, katastrofalnych skutków własnej  strategii. Jeśli chce Pan zabić całą ludzkość, a choćby jej połowę – prosimy bardzo. Zabije Pan przede wszystkim Rosję i samego siebie. Wątpliwości co d0 słuszności takiej – postulowanej przez Wóycickiego – postawy Zachodu mogą jednak wynikać nie tylko z lęku, ale również z chłodnego i równie logicznego rozumowania. Nikt nie wie co jest w głowie Putina, ale tym bardziej należy poszerzyć katalog hipotez na ten temat.

Dlaczego prezydent Rosji rozpętał tę całą awanturę? W powszechnym przekonaniu w celu odbudowania imperium. Ale do czego mu to jest potrzebne? Być może doszedł do wniosku, że podjęcie takiej próby jest jedynym sposobem ratowania przed upadkiem Rosji, której z jej własnej winy nie udała się jak dotąd modernizacja mogąca zapewnić jej na przyszłość utrzymanie mocarstwowej pozycji w światowej skali. Być może oznacza to, że dostrzegł, iż może utracić władzę, którą tak bardzo lubi, jeśli nie dostarczy narodowi satysfakcji, której ów naród nie znalazł innymi sposobami, niż znana z poprzednich wieków dominacja nad innymi narodami. Jeśli tak, to już się mu udało dostarczenie owej satysfakcji – jak wolno sądzić z miażdżącego poparcia Rosjan dla jego działań i jego osoby.

A jednak pytanie, co Putin dalej zamierza, nie jest pytaniem retorycznym, a twierdzenie, że totalna nieustępliwość jest jedynym sposobem powstrzymania jego agresji, jest mocno dyskusyjne. Nie wiadomo czy Putin jest szaleńcem, ale na pewno znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił. Nie może się cofnąć. Ale niewykluczone, że może, a nawet chce się zatrzymać. Być może już się boi tego, co rozpętał, choć na pewno nigdy się do tego nie przyzna. Być może opór jaki jednak napotkał – i na Ukrainie i ze strony Zachodu – trochę go zaskoczył. Warto to sprawdzić i dać mu szanse na modyfikację pierwotnych marzeń z zachowaniem twarzy wobec  własnego społeczeństwa. Dawanie tego rodzaju szans nawet (a może nawet zwłaszcza) najbardziej parszywym partnerom to abecadło dyplomacji. Brak takich szans może spowodować, że Putin zamknie się sam w kokpicie,  jak pilot-samobójca i zabójca lecący nad Alpami.

Cóż zresztą dziś oznaczałyby owe ustępstwa wobec Putina? Do zelżenia sankcji na razie nie ma powodu, ale chwilowo nie istnieją wyraźne powody, by je zaostrzać. Nie można po prostu uznać aneksji Krymu, ale trzeba przyjąć do wiadomości, że większość mieszkańców tego półwyspu nie miała nic przeciwko, a ukraińska armia wycofała się z niego bez jednego wystrzału. Nie można uznać Noworosji powstałej w Dombasie, ale można pogodzić się z tym, że powstało kolejne Naddniestrze, skoro ponad dwudziestoletnia uparta egzystencja nieuznawanego przez nikogo mołdawskiego Naddniestrza mało przeszkadzała Europie. Można by dostarczyć znaczną ilość broni Ukrainie, ale w jakim celu? Po to, by odbiła Krym, a przynajmniej Dombas? To jest niewykonalne, bo założę się, że rosyjska armia uniemożliwi taką opcję i to bez użycia broni nuklearnej. Więc może nie dostarczać broni Ukrainie, chyba, że z twardą gwarancją, że będzie używana w celach wyłącznie defensywnych.

Cóż miałaby z kolei oznaczać owa totalna nieustępliwość wobec Putina? Żądanie zwrotu Krymu i Donbasu? Tego na pewno nie zrobi, bo na własnym rosyjskim podwórku byłby politycznym samobójcą. Udzielenie Ukrainie jakiegoś militarnego wsparcia (choćby w postaci dostaw broni) w odbijaniu zaanektowanych terytoriów? To byłoby oczywiste wejście do wojny ze skutkami trudnymi do przewidzenia, nawet jeśli nie oznaczały by nuklearnej katastrofy lub taktycznej katastrofki. A wchodząc do wojny warto mieć przynajmniej jakiś zarys skutków takiej decyzji, bo inaczej sytuacja łatwo wymyka się spod kontroli.

Ukrainy nie wolno pozostawić samej. Trzeba jej udzielić pomocy w dziedzinie gospodarki i modernizacji na miarę jej własnej determinacji we wdrażaniu reform. Do tego trzeba dużego wysiłku i dużo pieniędzy, a szafowania pieniędzmi Europejczycy niestety jeszcze bardziej nie lubią niż szafowania krwią, a zwłaszcza uzbrojeniem. Jeśli jednak Europa w tej kwestii zawiedzie, to będzie to niewybaczalny błąd. Przede wszystkim nie może jednak zawieźć sama Ukraina, która – jak się zdaje – dorobiła się wreszcie elity zdecydowanej na reformy, ale przez poprzednich ponad dwadzieścia lat przespała najlepsze pięć minut, gdy rosyjski niedźwiedź schował przejściowo swoje pazury. Zanim zadeklarujemy gotowość umierania za Ukrainę warto by się przekonać, że ten kraj ma rzeczywiście stanowczą wolę i możliwości podjęcia takich przemian, które stworzą mu szanse dołączenia do europejskiej rodziny. Brzmi to brutalnie, ale taka jest prawda i nie jest żadnym argumentem twierdzenie, że ten, kogo zaatakowała Rosja ma taryfę ulgową.

Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że dumna wola pokonania Putina na Ukrainie za wszelką cenę może być również nienajlepszym doradcą. Warto przypomnieć decyzję Winstona Churchilla, który po zakończeniu drugiej wojny światowej snuł konkretne plany uratowania Polski od sowieckiej okupacji przy pomocy wojny ze Stalinem, ale porzucił ten projekt jako zbyt ryzykowny, bo mógłby się zakończyć sowiecką okupacją znacznie większej części Europy, co nawet dla Polski nie byłoby korzystne w dłuższej perspektywie historycznej. Nie była to decyzja moralnie estetyczna, ale być może realizm brytyjskiego premiera stworzył po dziesięcioleciach szansę na niepodległość również dla krajów wtedy przez Kreml podporządkowanych, bo przetrwała Europa od Sowietów niezależna.

Oczywiście jest czerwona linia, na której przekroczenie nie wolno Putinowi pozwolić. Jest to granica państw NATO. Jak dotąd nic takiego się jednak nie stało. Gdyby do tego doszło należałoby odpowiadać adekwatnie, więc spokojnie i nie przesadnie, ale stanowczo, zgodnie z traktatowymi zobowiązaniami. Na razie jednak warto powściągać namiętności oraz nie prężyć wojennych i wrogich Rosji muskułów, co niestety miewa w Polsce miejsce.

Strach pisać takie rzeczy, bo narasta atmosfera, w której jest się za nie podejrzewanym przynajmniej o tchórzostwo, jeśli nie o coś gorszego. To nie jest dobra atmosfera. Boję się. Nie wiem, który lęk jest większy – przed Putinem, czy przed takimi podejrzeniami. Piszę jednak, bo myślę. Wbrew temu, że się boję.

 

Bogumił Luft, niezależny publicysta, były ambasador RP w Rumunii i w Republice Mołdawii

Putin jako kagiebista, internauta i ekonomista

Sporo ludzi uważa Putina za polityka skutecznego, ponieważ zajął Krym i Donbas oraz grozi dalej wojną. Inni twierdzą, że w istocie grzebie resztki rosyjskiego imperium, które pogrąża się w coraz większym kryzysie. Przyszłość pokaże, która diagnoza była trafniejsza. Warto się jednak zastanawiać na metodami, jakimi działa judoka z Kremla.
Putin po pierwsze liczy na swoją agenturę. Nie chodzi bynajmniej o jakiś szpiegów, którzy zdolni byliby wyciągnąć są z jakiejś szafy tajny dokument. Chodzi o takie osoby jak Gerhard Schroeder, były niemiecki kanclerz, Milos Zeman obecny prezydent Czech, Viktor Orban, premier Węgier. Marie Le Pen, przywódcę dużej opozycyjnej partii we Francji, polityków rządzącej greckiej partii SIRISA. W Polsce wpływy są skromniejsze ale zawsze liczyć może na Korwina-Mikke czy partię Zmiana. Dzięki takim politycznym aliansom Kreml chce dezintegrować Unię Europejską. Putin wierzy w swój wpływ, ponieważ za to zapłacił. Zemanowi kampanię wyborczą opłacił Łukoil, Le Pen dostała pożyczkę dla swojej partii, Schroeder popłatne stanowisko w Gazpromie. Tylko agentura dobrze opłacona może być skuteczna. Tak myśli kgbista. Przekupstwo należy doprawić strachem. Dlatego w Rosji zginęło od roku 2001 około 300 dziennikarzy i działaczy opozycyjnych. Putin jest bezwzględny i przed niczym się nie ugnie, głosi legenda. Opór na nic się nie zda. Świat w wyobrażeniu Putina składa się z ludzi przekupnych, a jeśli ktoś jest tak naiwny, że przekupić się nie daje, można go przestraszyć lub w przypadku najbardziej opornych zlikwidować.
Putin jest wreszcie największym w świecie internautą. Kreml zbudował gigantyczną maszynę propagandową, wykorzystującą to co wydaje się we współczesnym świecie najnowocześniejsze – internet. Poszczególne kraje UE dostają potężną dawkę dezinformacji, która jest tym bardziej skuteczna, że wydaje się być niejawna. W sieciach społecznościowych trafić można niemal do każdego indywidualnie. Dla konserwatysty Kreml dba o wartości chrześcijańskie przeciw gejeuropą, dla sieroty po detente Putin broni pokoju i równowagi naruszonej przez Kijów, dla lewaków sprzeciwia się Ameryce, dla Polaków cierpi razem z nimi za Wołyń, dla Czechów jest Słowianinem, dla antyklerykałów poganinem a dla kosmitów zielonym ludzikiem. Każdy dostanie w internecie to czego oczekuje wraz z sugestią, że jego marzenia spełni euroazja.
Jeśli zaś ktoś tak prosto nie daje się przekabacić, to można go napuścić na innych obok: „oburzonych” na niesprawiedliwy „system”, Węgrów na Słowaków, Słowian straszyć Niemcami, Niemców Ameryką, Polaków banderowcami, separatystów wszystkich krajów zwrócić przeciw krajowym rządom, opornych wobec Putina polityków ośmieszyć itd. Itd. I właściwie nawet nie trzeba się specjalnie wysilać się, aby prowadzić taką wojnę psychologiczną. Wszystkie takie konflikty i animozje istnieją, nie trzeba ich wynajdywać ani prowokować, należy je jedynie odpowiednio wzmocnić. I unijna Europa rozleci się i upadnie niemal sama z siebie.
Plan był dobry i wszystko miało iść jak po maśle. Putin miał pocisnąć, Unia miała się rozlecieć, a imperium w dawnej glorii miało wrócić dzięki agenturze i samej psychologii. Coś poszło jednak krzywo i Zachód zaczął wierzgać. Trudno powiedzieć, gdzie jest przyczyna, czy agentury było za mało, czy też w internecie nie poszło dość gładko – nomen omen – to wynalazek Silicon Valley, i nie dało się wszystkich w sieci oszukać, mimo że ma się po swojej stronie Snowdena.
Zachód sięgnął po sankcje gospodarcze. Putin wyśmiewał je początkowo, kpiąc, że bardziej zaszkodzą one Zachodowi niż „wielkiej” Rosji. Krym był cenną zdobyczą, ale zaczął dość drogo kosztować. Stwarza to konieczność zdobycia korytarza lądowego, by nie budować dla grube miliardy mostu. Podbity Donbas też zaczyna kosztować, jak każda wojna.
Z czasem sankcje zaczęły boleć. I tu Putin okazał się ekonomistą i pokazał swój plan „B”. Rosja gospodarczo odwrócić się ma na Wschód ku Azji, a Zachód zostanie sam, ze swoją gospodarką w kryzysie oraz bez ropy i gazu. Wybuduje się rury aż do Pekinu. To co nie udało Związkowi Sowieckiemu, zagospodarowanie Syberii i przez co Związek upadł, uda się mnie Putinowi. A sankcje? Sami je nałożymy na Zachód. Po co od niego kupować, skoro można to samo produkować u nas w domu. Import ogranicza własną gospodarkę, brzmi nowe prawo ekonomiczne Putina. Ma zadziałać w ciągu dwóch lat, inni mówią, że może w ciągu dziesięciu.
Na razie plan prawie działa. Chińczycy zaczęli coś inwestować pod warunkiem jednak, że będą mieli pakiet kontrolny w tworzonych przedsiębiorstwach. Co odebrano zachodnim inwestorom, dano chiński poszerzonym wymiarze.
Plan Putina może działać nadal ma bowiem wiele wariantów. Po niepowodzeniu wariantu A (niepostrzeżonym odzyskaniu imperium), można było przejść do wariantu B (zgwałcenia Ukrainy). Jeśli wariant B się sypie (co się chyba dzieje) można przejść do wariantu C, jakim jest eskalacja działań militarnych. Po wariancie C sięgnąć można po wariant D i otwartą inwazję. Właściwie czemu nie spróbować odbić Kijowa. Na Kremlu jest też może pewnie wariant Z, przy którym rosyjska misja pokojowa odwiedza Lizbonę (wariant Dugina). Po drodze jest też wariant N z wojną nuklearną.
W każdym wariancie agentura i internet przydadzą się w taki lub inny sposób. Każdy jednak kolejny wariant, wynik niepowodzenia poprzedniego, kosztuje coraz więcej. Agentura się demaskuje a i w internecie coraz mniej ludzi daje z siebie zrobić idiotów.
Być może jednak alfabet jest zbyt długi, by Putin zdołał zrealizować wszystkie warianty. Należy też uwzględnić odmienną kolejność liter w rosyjskiej cyrylicy i alfabecie łacińskim. Litera „w” jest nim trzecia co do kolejności, a w łacińskim prawie ostatnia. Putin jest z pewnością przy „w” w swoim alfabecie. Jeśli jednak Europa zapisuje swoje dzieje łacinką, to Putinowi nie zostało już wiele liter do końca.

Грозит нам падение Российской Федерации

Условия прекращения огня явным образом не выполняются пророссийскими сепаратистами и тамошними террористическими группировками. Это видно на примере не только продолжающихся обстрелов украинских позиций, но также в недопущении сепаратистами наблюдателей ОБСЕ, которые согласно договоренностям Минск-2 должны были контролировать действия обеих сторон. Но с утверждением, что прекращение огня не вошло в жизнь или, что было сорвано, следует еще немного подождать. Сторона, которая сделала бы это слишком поспешно, могла бы быть обвиненной в том, что это именно она срывает договоренности. Поэтому собирается информация о том, что именно сейчас происходит. Трудно однако представить себе, что такое состояние выжидания может долго продолжаться. Максимум, можно говорить еще об одном дне, или двух днях. Если подтвердится, что то, о чем сказал представитель донецкой псевдореспублики, что по отношению к Дебальцево сепаратисты не собираются прекращать военные действия, то Минск-2 окажется такой же самой фикцией, как и Минск-1.

Пред лицом таких прогнозов появляется вопрос, что дальше? Вашингтон должен исполнить тогда свое обещание поставить Украине оружие и военных инструкторов. Для канцлера Меркель это будет аргумент для собственного общественного мнения, чтоб ужесточить позицию по отношению к Кремлю. Еще более важным это может быть для президента Олланда, так как французское общественное мнение более колеблющееся, чем немецкое, а всевозможное российское влияние кажется сейчас более сильное на Сене, чем на Рейне. Запад в целом будет правдоподобнее всего стремиться к максимальному использованию экономического оружия, включительно с отключением России от системы поточного кредита SWIFT.

Независимо от действий Запада с российской стороны следует ожидать эскалации конфликта, хотя это может произойти с разным напряжением. Очевидно, что сопутствовать этому будет пропагандистская кампания лжи, что это Киев сорвал договоренности и усугубление антиамериканской риторики. Трудно утверждать, насколько хорошо российская армия готова к конфликту в больших масштабах и может его опасаться.

Предоставление Украине современного оружия и другие подобные действия НАТО вызовут также более агрессивную риторику Кремля. Усилится, могут также угрозы связанные с возможностью ядерного конфликта. Путин, будет становиться все более непредсказуемым и идея следующего раунда переговоров «минского» типа будет практически неправдоподобной.

Путин может рассчитывать на то, что сильное давление на Украину разложит это государство и вызовет хаос, который заставит Запад уступить. Но это будет трудно реализовать, если Киев получит необходимую экономическую и военную поддержку. Не исключено, что правительству Порошенко и Яценюка удастся провести необходимые реформы, а на российскую агрессию общественность отреагирует мобилизацией и солидарностью. В такой ситуации Украине быть может, удастся продвинуться во внешней политике, не смотря на столь трудную внутреннюю ситуацию. Тогда время будет работать не на пользу Путина, обложенного санкциями.

Кремлевский диктатор может конечно рассчитывать на стойкость российского общества и на полный контроль своего окружения. Это не исключено на какое-то время. С другой стороны нынешнее российское общество не кажется таким пассивным и таким порабощенным как в эпоху коммунизма, а сами элиты кажется в значительной степени плюрализированными. Всесторонние неприятности и угрозы, связанные с проводимой Путиным политикой, будут ощущаться с все более возрастающим ускорением. Даже в коммунистический период настроения общественности оказывали влияние на действия и отношения властей, поэтому следует предполагать, что также будет и сейчас.

Эскалация конфликта может привести к потере над ним контроля и войне, но его решением может быть также падение режима Путина. Война с Украиной может стать для российской псевдо-федерации (по существу – конгломерата колониальных территорий)  тем самым, чем для Советского Союза была война в Афганистане. Только Советский Союз развалился как-то тихо. После него осталась Российская Федерация, которая если развалится, то со значительно большим треском. И это также нам грозит.

Konflikt na Wschodzie: jak dalece się angażować?

Pytanie zasadnicze polskiej polityki wobec konfliktu na Wschodzie brzmi: jak dalece Warszawa winna się w ten konflikt angażować? MSZ konfrontuje się z krytyką z dwóch stron – jedni mówią, że zaangażowanie to jest zbyt duże, drudzy że zbyt małe.
Polskie stanowisko, jak się wydaje, odegrało, dość dużą rolę w Brukseli w kształtowaniu europejskiej polityki, zwłaszcza w pierwszej fazie konfliktu. Z czasem jednak rola ta zmniejsza się wobec tego, że polityka EU staje się coraz bardziej wyrazista, co szczególnie odczuwalne jest w parlamencie europejskim. To, że przewodniczącym Rady Europejskiej został Donald Tusk pozwala silnie kojarzyć pozycje polskie z europejskimi.
Wydaje się, że ten sukces osiągnęła Warszawa dzięki dobrym stosunkom z Niemcami. I jest to sukces podwójny. Dzięki dobrym stosunkom z Berlinem Warszawa mogła zdobyć tak względnie duży wpływ na politykę europejską, i po drugie Berlin przejął wiele punktów polskiego stanowiska w polityce  wschodniej. Niemcy dokonały poważnej ewolucji, gdy chodzi o stanowisko wobec Rosji i Ukrainy właśnie pod wpływem Warszawy.
Natomiast za porażkę Warszawy można uznać, że nie potrafiono uzgodnić wspólnych pozycji z południowymi sąsiadami Czechami i Słowacją, a przede wszystkim Węgrami. Oznacza to, że projekt, jakim jest grupa wyszechradzka, znajduje się w  kryzysie. Wydaje się, że działania, jakie podejmowano w polityce dwustronnej z poszczególnymi rządami tego południowego sąsiedztwa, były niedostatecznie intensywne i nie podejmowano się w nich poważnych i trudniejszych rozmów. Zwraca uwagę, że Rumunia, której do V-4 nie dopuszczono zajmuje dziś pozycje znacznie bliższe Polsce niż Budapeszt, Praga czy Bratysława.
Najwięcej jak wydaje można mieć jednak zastrzeżeń, co do kształtowania przez Warszawę stosunków dwustronnych Warszawa-Kijów. Nie umiano „politycznej sympatii” zaopatrzyć w silniejsze narzędzia polityczne i gospodarcze. Ostatnia wizyta premier Kopacz w Kijowie, choć przyniosła pewien postęp to jednak nie przyniosła przełomu.
PO nie zajęło się m.in. polityką pamięci, która w stosunkach polsko-ukraińskich paradoksalne odgrywa dziś większą rolę niż w stosunkach polsko-niemieckich. Wiele dokonał w tej dziedzinie wcześniej prezydent Lecz Kaczyński nota bene narażając się części własnego elektoratu. Te zaniedbania wykorzystuje dziś Putin manipulując historią Wołynia 43. Dopiero ostatnio minister Schetyna „zahaczył” pewne newralgiczne kwestie związane z historią II wojny w relacjach polsko-ukraińsko-rosyjskich. Wywołało to irytacje Moskwy, a zarazem podbudowało pozycję ministra Schetyny zwłaszcza wobec premier Kopacz. Wątek narracji II wojny w obecnym roku, 70-tej rocznicy II wojny,  okazać się może jeszcze politycznie znaczący.
Konflikt na Wschodzie wywołuje z oczywistych względów pełną kontrowersji debatę dotyczącą polskiej polityki zagranicznej. Stawia się też pytanie, jakie znaczenie miał reset stosunków polsko-rosyjskich, jakiego w swoim czasie próbowało PO . Wydaje się, że nie wielkie. Z perspektywy dalszego rozwoju wypadków wielu zechce   traktować te próby jako krok zupełnie niepotrzebne a nawet całkowicie błędne. Można by jednak kontrargumentować, że Warszawa ulegając w jakimś stopniu ogólnoeuropejskiej polityce złudzeń, okazało się nie tyle nieudolna co elastyczna (w chwili gdy trudno było przekonać zachodnich partnerów do antyrosyjskiego kursu), co pozwoliło się zyskać więcej wiarygodności, gdy kurs wobec Rosji trzeba było zaostrzyć.
Prowadzona polityka napotyka z oczywistych względów krytykę opozycji. O zbyt dużym zaangażowaniu po stronie Ukrainy mówi SLD lub osoby do SLD zbliżone. Argument brzmi – nie należy Polski narażać na konflikt z Rosją. Byłoby to może nie pozbawione pewnej słuszności, gdyby nie fakt, że po pierwsze nawet bardzo umiarkowane zaangażowanie po stronie Kijowa (zgodne z EU-normą) naraża nas już na konflikt z Rosją, po drugie obecna polityka Putina jest tak skonstruowana, że gdyby wygrał on z Kijowem następna na celowniku może być Warszawa. Zostawienie Ukrainy samej sobie jedynie zwiększa prawdopodobieństwa stania się samemu przedmiotem rosyjskiej agresji.
SLD i jemu podobni mają też zaskakujących popleczników w krytyce polityki MSZ-etu. Są nimi niektórzy działacze ugrupowań nacjonalistycznych. Piszę „niektórzy”, ponieważ polscy nacjonaliści są w sprawie Ukrainy silnie podzieleni. Jednak część z nich głosi, że w sprawy ukraińskie nie należy się wtrącać. Uzasadnienia bywają różne od czysto pragmatycznych, do agresywnie antyukraińskich. W tym ostatnim wypadku często chodzi o manipulacje rosyjskie w polskim internecie. Jak wiadomo ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne są w całej Europie ulubionym obiektem propagandowej manipulacji Kremla.
Środowisko PiS podkreśla przede wszystkim, że polska dyplomacja jest za mało aktywna i Polscy politycy nie zasiadają przy negocjacjach takich jak w Mińsku. Miałoby to dawać Polsce znacznie lepszą pozycję jako aktywnego podmiotu polityki międzynarodowej. Krytycy Po z PiS chcieliby, aby działać tak jak czynił to prezydent Kaczyński w Gruzji to znaczy być na pierwszej linii frontu. To on zresztą miał słusznie przewidywać agresję rosyjską, gdy tymczasem PO dokonywało „resetu” z Moskwą.
Krytykę dotyczącą zbyt słabego zaangażowania po stronie Kijowa wzmaga to, że istotnie koalicjant PO jakim jest PSL wynajduje dużo argumentów, by się nie wchodzić w konflikt z Rosji. Argumenty PSL są przede wszystkim natury gospodarczej. Angażowanie się po stronie Ukrainy ma szkodzić kontraktów z Rosją, co zresztą sprawdziło się.
Przewidywania Lecha Kaczyńskiego i tych wszystkich, jacy widzieli w Rosji narastające zagrożenie sprawdziły się. Taką rację można a nawet trzeba w imię fair play im przyznać. Można jednak wysunąć kontrargument, że w polityce liczą się tylko te przepowiednie, które mogą być narzędziem oddziaływania. Eurosceptyzm odbierał PiS możliwość by jego antyrosyjską przekuć w polityczne na działanie na arenie europejskiej, bowiem do takiej polityki trzeba znaleźć odpowiednich partnerów. PiS chce, aby PO tłumaczyło się z „resetu”. PO może odpowiedzieć, wytłumaczcie się ze swoich zachwytów nad Orbanem, który dziś jest głównym hamulcowym proukraińskiej europejskiej polityki.
Niewątpliwe jest zarazem, że poszczególne stanowiska w sprawie polityki zagranicznej motywowane są polityką wewnętrzną i nadchodzącymi wyborami. SLD chce pozyskać PRL-nostalgicznego wyborcę, który uważa, że Rosji zawsze należy ustępować. PSL myśli o sprzedawcach jabłek, który na chłopską partie mają głosować. PiS chce przypiąć PO łatkę mięczaków i skumplowania z wiecznie zbyt prorosyjską lewicą. I pewnością sami politycy PO pytają siebie, jak polityka wobec Ukrainy może wpłynąć na wynik wyborów. Schetyna staje antyrosyjski i wzmacnia swoją pozycję wewnątrz własnej partii. Dla wszystkich przyjęcie takiej czy innej postawy przy tak napiętej sytuacji międzynarodowej, może mieć nie mały wpływ na wynik wyborów.
Bardziej bezinteresowni wydają się działacze społeczni szerokiego ruchu na rzecz Ukrainy, niezależnie od tego jakie są ich polityczne czy partyjne sympatie. Zbyszek Bujak mówi „dajcie broń Ukrainie” i jak się wydaje, że  bardzo wielu działaczy społecznych podziela ten pogląd. Jeśli oceniać polską politykę zagraniczną oczami tych właśnie środowisk, to jest ona zbyt ostrożna. Polskę chętni widzieli by oni w bardziej jednolitym froncie razem z Litwą. Dyskusja trwa. Tylko nie wiadomo, ile mamy na nią czasu.

Merkel czy Putin: kto wygrał w Mińsku?

Pierwsza odpowiedz brzmi Putin. I wielu wydaje się oczywista, skoro rozejmu nie ma i zajęto Debalcewo. Rosjanin przechytrzył Niemkę, która rzekomo naiwnie wierzyła w to, co podpisywała, a on słowa nie dotrzymał. Niektórzy uważają zresztą, że Putin jest od samego początku sprytniejszy  i zwycięski. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się sprawie, to mierząc dotychczasowe  dokonania  ambicjami, jakie zdradza, odnosi on poważne porażki. Wygrywa bitwy, ale coraz bardziej przegrywa wojnę,  jaką wypowiedział Zachodowi.
Zdobycie kilku terytoriów, które przy okazji zdewastowano (Krym gospodarczo, Donbas jak najbardziej dosłownie) i w które wpompowywać trzeba pieniądze, to nie są wielkie zdobycze. Dokonując tej agresji ostrzegł jednak cały Zachód o swoich planach i spowodował powszechną zmianę poglądów na to, czym jest dzisiejsza Rosja i kim jest on sam jej prezydent. Wcześniej wierzono, że Putin będzie modernizatorem, a nawet nie w pełni demokratą, to jednak politykiem, z którym daje się jakoś współpracować. Putin Zachód tej naiwności innych pozbawił.
Łamiąc ostatnie umowy z Mińska pozbawił już tych złudzeń nawet tych, którzy chcieli mu wierzyć do ostatniej chwili. Czy kanclerz Merkel należała to takich naiwnych? Nie wydaje się. To ona pierwsza nazwała Putina człowiekiem oderwanym całkowicie od rzeczywistości i uczyniła to już dość dawno. Nie wydaje się, żeby mogła o tym zapomnieć. Zapomniał o tym natomiast, jak się wydaje Putin. Nie musiał prowadzić, żadnych rozmów w Mińsku i mógł agresję kontynuować bez tego. Wyobrażał sobie, że stwarzając bardzo krótkotrwałe złudzenia co do możliwości pokoju coś ugra. I kolejny raz prymitywnie skłamał.
Kanclerz Merkel wydaje się znacznie bardziej wyrachowana. Prowadziła negocjacje z kim, o kim wiedziała przecież, że wierzyć mu nie można. Prowokując jednak ponowne demonstracyjne kłamstwa zdobywa argumenty wobec tej reszty europejskich polityków, którzy wciąż są naiwni lub tą naiwność chcą dalej udawać.  Wciąganie Hollanda do tej gry było również dobrym posunięciem, bowiem i on czuć się musi oszukany i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. W ten oto sposób Zachód dojrzewa do wniosku, co dla niektórych było może oczywiste od początku i napotykało jednak na spory opór, że Putina powstrzymać można tylko siłą.
Plany Putina nie przewidywały, że Zachód może dojść do takiego wniosku. W jego oczach Zachód, a zwłaszcza EU-Europa, miał być dekadencki i nie zdolny do jakiekolwiek zdecydowanego działania.Pomyłka Putina wynika z jego całkowitego niezrozumienia mechanizmów działania państw demokratycznych. Debata i refleksja, jaka towarzyszy i spowalnia proces podejmowania decyzji, to w jego oczach jedynie czcza gadanina. Nie dostrzega on, że dzięki temu, demokracje zdolne są też uczyć się i wypracowywać decyzje bardziej dojrzałe i na koniec skuteczne.

Niektórzy twierdzić jednak  będą dzisiaj, że Putin odniósł zwycięstwo nie tylko na Krymie i w Donbasie, ale prawie w samym sercu kontynentu bowiem w Budapeszcie. Należy jednak lepiej przyjrzeć się, co się tam stało. Był to dla Putina dość drogi wyjazd, zapłacił bowiem za bilet do Budapesztu 10 mlrd euro. Taka jest wysokość kredytu, jakiego udzielił Orbanowi. Jest to 1/35 jego zasobów i rezerwy, jaką jeszcze posiada. Można oczywiście powiedzieć, że Orban jest przekupny. Sedno sprawy jest jednak w tym, że względy polityków musi już Putin kupować za dość duże pieniądze a trudno sobie wyobrazić, aby tracący na popularności węgierski premier mógł zmienić politykę Zachodu.

Ci którzy widzą w Putinie zwycięzcę wydają się tak samo naiwni jak on sam, nawet a zwłaszcza jeśli uważają się za jego wrogów czy oponentów. Uprawianie i zrozumienie polityki wymaga wiele wyrafinowania, a kto widzi w niej tylko stosowanie siły  nie bardzo jest zdolny dostrzegać głębszy nurt wydarzeń. Nie wykluczone, że Putin wygra jeszcze kilka bitew, wybrał się jednak na wojnę z Zachodem. Podobno aby wygrywać trzeba wroga nieco uśpić i odwrócić uwagę od swoich planów. Putin zrobił wszystko, aby swojego wroga na Zachodzie ostrzec i pobudzić do mobilizacji.

Marcin Przeciszewski:: Wojna z całym światem w imię wizji niemożliwej do realizacji

Patrząc z szerszej perspektywy na zabór Krymu i wspieraną z zewnątrz krwawą rebelię w Zagłębiu Donieckim, wyraźnie dostrzegamy, że celem agresji wszczętej przez Władymira Władymirowicza Putina bynajmniej nie jest tylko Ukraina. Ukraina stanowi jedynie jej etap. Rzeczywistym zamierzeniem Putina jest dokonanie destrukcji UE i NATO i oderwanie nie posiadającej wystarczającego potencjału obronnego Europy od Ameryki. Stanowi ona w zamierzeniu element zastraszenia Zachodu, ukazania mu jego własnej bezsilności, której celem jest kapitulacja poszczególnych państw Zachodu przed bluffem zastosowanym przez putinowską Rosję. Bluff ten polega na

——

Jest to ściągnięta z FB dyskusja, jaka toczyła się zawzięcie przez dwa wieczory jakieś dwa-trzy tygodnie temu, w której aktywny udział wziął mój stary KiK-owski druh Marcin Przeciszewski. Myślę, że warto jego argumenty przypomnieć. Jest też tam sporo ciekawych informacji pewnie nie wszystkim znanych.

———

autoprezentacji reżimu panującego w Rosji jako „jedynej na świecie siły zdrowej moralnie” zdecydowanej do tego na wszystko, aby zbudować nowy, „sprawiedliwy” porządek świata oparty o „tradycyjne wartości” traktowane instrumentalnie. Niebywała agresja propagandowa, nie znana w takiej skali, nawet w czasach Hitlera albo Stalina, zamieniająca w ludzkich głowach rzeczywisty obraz świata fikcją montowaną przez ideologów w rodzaju Aleksandra Prochanowa, Aleksandra Dugina albo Dymitra Kisielewa, ma „zaprogramować” zarówno umysły intelektualistów i prostych ludzi Zachodu, fikcyjnym przekonaniem, że Rosja jest zagrożona zmasowaną agresją ze strony „cynicznego, homoseksualnego i skrajnie zdemoralizowanego” antyświata. Świat ten reprezentują go głównie Stany Zjednoczone, posługujące się morderczą, krwawą faszystowską kijowską juntą, mającą swoje źródło
w banderyźmie, który nie jest niczym innym, tylko prostą kontynuacją hitleryzmu, rozpaczliwie broni się przed umieszczeniem amerykańskich głowic atomowych na Ukrainie, stanowiących śmiertelne niebezpieczeństwo dla świata. Przeż szereg miesięcy próbowano zbliżyć Zachód do Rosji, a jednocześnie skłócić między sobą Europejczyków zanim dopracują się wspólnej polityki wobec „neonazisowskiej Ukrainy” było kontynuowane do dziś szerzenie przez rosyjską propagandę nieludzkiej, rasistowskiej nienawiści do Ukraińców, usiłujących wyłamać się ze swojego wasalnego położenia. W odpowiedzi na zmasowaną propagandę odzywają się niemieccy intelektualiści i politycy związani osobistymi interesami z Rosją, jak Gerhard Schröder głosząc hasła o zagrażającym pokojowi na świecie niesprawiedliwym traktowaniu Rosji i jej prawie do koniecznej obrony, negując przy tym, za Putinem, aktywnym działaniom i samej obecności wojsk rosyjskich na Donbasie. Honor Niemców jako narodu uratował kolejny list intelektualistów wskazujących jednoznacznie kto jest agresorem.
Prezydent Rosji, W. W. Putin, wykorzystując obawy Europejczyków o obniżenie poziomu życia w poszczególnych krajach, ich uzależnienie od rosyjskich nośników energii do skłócenia Europejczyków zarówno między sobą, jak i z Ameryką. Celem tego skłócenia jest doprowadzenie do tego, aby Unia Europejska tracąc wszelką zdolność do przeciwdziałania zewnętrznym naciskom przekształciła się najpierw w „bezsilną, bezzębną staruszkę”, aby ostatecznie uledz pełnemu rozpadowi. Zgodnie z głoszoną przez Aleksandra Dugina teorią wzajemnej przeciwstawności sobie cywilizacji kontynentalnej (Eurazja) i atlantyckiej (kraje anglosaskie), miejsce Brukseli jako koordynatora procesów toczących się w kontynentalnej Europie ma zająć Moskwa. Rosja już od wielu lat stara się unikać rozmów z UE jako całością, natomiast intensywnie prowadzi rozmowy bilateralne z poszczególnymi jej krajami, kładąc przy tym nacisk na „obustronne interesy” własne i danego kraju europejskiego. Celem „wojny hybrydowej” prowadzonej przez Rosję w ramach wishful thinking jej geopolityków, jest doprowadzenie do stanu, aby kraje tworzące UE kraje, pragnąc utrzymania spokoju i korzyści jakie zapewnia im współpraca gospodarcza z Rosją, nie rozumiejąc przy tym prawdziwych celów jej działań, będą po kolei kapitulować przed pogróżkami stosowanymi przez prezydenta Rosji, ilustrowane jego działaniami na Ukrainie. Kraje te, negując europejską solidarność w imię swoich wąsko pojętych interesów, będą przekształcać się stopniowo w obszar koordynowany przez Moskwę.
Temu celowi między innymi służy głoszenie haseł Unii Euroazjatyckiej, która zgodnie z jej maksymalną wizją docelową snutą przez teoretyków z „klubu wałdajskiego”, powinna objąć obszar „od Lizbony do Władywostoku”. Nie oznacza to dążenia do powrotu do pełnej wasalizacji, czyli chęci wskrzeszenia RWPG i układu warszawskiego, ale celem jest wskrzeszenie imperium rosyjskiego w skali jakiej ono nie osiągnęło nigdy za pomocą prób zrealizowania utopijnej wizji uczynienia z Moskwy centrum politycznego i gospodarczego tego ogromnego obszaru. Proponowana przez Putina Unia Euroazjatycka, której pierwszym etapem jest istniejąca już Unia Celna Rosji, Białorusi i Kazachstanu, może stać się najwyżej zmodernizowanym ZSRR, czyli w swej istocie odnowionym Imperium Rosyjskim, w którym zarówno my, jak Węgrzy, Rumuni, Słowacy, Czesi, Serbowie i Chorwaci, a również Włosi, czy Hiszpanie, a nawet Francuzi możemy – analogicznie jak przed 25 latami Finlandia zachować własną suwerenność jedynie wewnątrz swoich narodowych granic.
++++++++++
Z perspektywy narodów wchodzących w skład imperium radzieckiego aż do jego upadku (1991 r.) – pogłębianie integracji z Rosją wraz z przyjmowaniem nowych instytucjonalnych konstrukcji, których celem jest odnowienie imperium z centrum w Moskwie, za pomocą stworzenie jednego zintegrowanego obszaru gospodarczego na obszarze poradzieckim z zamiarem wyjścia daleko poza niego, stanowi narodowe samobójstwo w dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego Gruzini, Ukraińcy, czy Mołdawianie starają się uciekać jak najdalej od narzucanych im projektów. Dlatego też, jak do tej pory mogło się wydawać zewnętrznemu obserwatorowi, najwierniejsi z wasali Kremla, białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko i bliski zbudowaniu dyktatury kazachski prezydent Nursułtan Nazarbajew, związani z Moskwą unią celną Białorusi, Rosji i Kazachstanu, robią wszystko, aby idea fix Kremla, Unia Euroazjatycka nigdy nie została zrealizowana.
– Paradoks imperium rosyjskiego – brak centrum gospodarczo cywilizacyjnego
Specyfiką Rosji, stanowiąca bardzo poważny problem zarówno dla ludzi o tożsamości wielkoruskiej, jak i przedstawicieli wszystkich narodów włączonych do imperium, był fakt, że Rosjanie, którzy stworzyli imperium nie umieli – albo byli wręcz niezdolni – do stworzenia na własnym rdzennym terytorium jądra cywilizacyjno-gospodarczego dominującego nad całym jego obszarem. Wszystkie inne imperia nie tylko posiadały takie centra, ale zawsze ich budowa zaczynała się od nich. Rosjanie byli i są zdolni do stworzenia wielkiej i bardzo bogatej i subtelnej wysokiej kultury i duchowości, wydają się natomiast nie zdolni do utworzenia silnej i atrakcyjnej cywilizacji, mogącej konkurować z innymi cywilizacjami na terenie własnego imperium. Moskwa
i Sankt-Petersburg były stolicami władzy i administracji, a także handlu, a w XIX i XX w., również sztuki i teatru. Cywilizacja na poziomie bytowym (jakość budownictwa mieszkalnego, rolnictwa, hodowli, wsi i gospodarki wiejska, sposób odżywiania się najuboższych warstw
i żywienia wojska, kuchnia warstw wyższych, jakość rzemiosł i wszystkich rodzajów produkcji przemysłowej, a również jakość dróg i umiejętność utrzymania porządku ładu i czystości), na wszystkich nierosyjskich obszarach imperium zamieszkałych przez ludność chrześcijańską (europejską) niezmiernie przewyższała wszystko co poza handlem i architekturą sakralną (jedynie w tych dwóch dziedzinach Rosjanie umieli być naprawdę dobrzy) budowali i tworzyli sami Rosjanie.
Pierwszą podstawową różnicą między dawnym imperium carskim a współczesną Federacją Rosyjską jest fakt, że Putin będąc faktycznie nie tyle wybranym prezydentem, a uzurpatorem władzy monarszej, jak każdy tyran-samozwaniec, jest ogromnie słabszy od carskiej autokracji, bo nie posiada i posiadać nie może tej siły moralnej, która była w stanie jednoczyć Rosjan. Monarchii rosyjskiej bardzo długo udawało się znakomicie.
Wchodząc na twardy grunt ekonomii pragnę zwrócić uwagę tylko na jeden kluczowy aspekt obu etapów rosyjskiego imperium, jego podstawę gospodarczą. Dane z czasów ZSRR i PRL są celowo tak zagmatwane, że trzeba opanować oddzielny warsztat badawczy, przy tym bardzo się napracować, aby w rezultacie zapewne dojść do podobnych wyników. Ograniczam się przeto do wykazania analogii w podstawach budżetowych imperium rosyjskiego i dzisiejszej Federacji Rosyjskiej, coraz bardziej przypominającą model tyranii znany z opisów Arystotelesa, czyli pseudomonarchię rządzoną autorytarnie przez uzurpatora. Żadna tyrania (władza uzurpatorów bądź dyktatorów), mimo częstego stawiania przez nie niezwykle ambitnych planów i zamiarów nigdy w historii nie okazała się ani trwała, ani stabilna. Tyran zawsze stanowi zwornik władzy skonstruowanej na wzór piramidy. Usunięcie zwornika powoduje, że cała budowla rozsypuje się niczym domek z kart. Często już pierwsze poważne niepowodzenie, jeśli nie towarzyszy mu jednoczesne uruchomienie terroru, powoduje, że rozsypie się ona w drobiazgi. Jednakże uruchomienie terroru wymaga wiary znaczącej grupy w jego sens. O zyskanie jej będzie raczej bardzo trudno Putinowi, pozostaje mu przeto mieszanina strachu o stosunkowo niewielkim natężeniu, opium dla ludu w postaci iluzji mocarstwowych i powszechna korupcja środowisk opiniotwórczych i nadal naturalnych autorytetów do których w pierwszym rzędzie należy Cerkiew prawosławna. Fakt, że Putinowi ostatecznie udało się skorumpować patriarchę Cyryla I (Gundiajewa) może mieć tragiczne skutki dla przyszłości nie tylko prawosławia, ale chrześcijaństwa w całości wśród Rosjan.
– Podstawa budżetu Rosji
W obu wypadkach podstawa budżetowa państwa rosyjskiego pochodzi głównie
z działalności eksploatacyjnej i nieproduktywnej. Dla Rosji czasów jej legalnej historycznej monarchii podstawę budżetu stanowiły stawki podatkowe wyznaczone dla guberni z obrzeża imperium (pod tym pojęciem rozumiano wszystkie gubernie zamieszkałe nie tylko przez ludność „innoplemienną” za którą uważano Finów, Bałtów, Niemców, Polaków, Rumunów (z Besarabii, czyli rosyjskiej części Mołdawii) i wszystkie narody kaukaskie, a również Małorusów (Ukraińcy)
i Białorusinów, co stało w sprzeczności z nie uznawania ich odrębności narodowej od Wielkorusów, czyli Rosjan.
Przykładowo, za posiadanie, bądź wynajem powierzchni produkcyjnej w guberniach zewnętrznych roczna stawka podatkowa wynosiła 10,5% od 1/5 wartości obiektu fabrycznego, wzrastając wraz z inwestowaniem w park maszynowy i inne urządzenia produkcyjne. Był to podatek, który można nazwać antymodernizacyjnym. Nie było żadnych zniżek i ulg podatkowych w przypadku zatrzymania produkcji, z podatku zwalniano jedynie w przypadku pożaru, bądź rozbiórki obiektu. W guberniach centralnych, zamieszkałych przez ludność etnicznie rosyjską, stawka tego samego podatku wynosiła 2,5% od 1/6 wartości obiektu, przy całej gamie zwolnień podatkowych. Mimo tak niekorzystnych stawek podatkowych przemysł i nowoczesna gospodarka rozwijały się przede wszystkim na ziemiach nierosyjskich. Podobnie było ze wszystkimi innymi rodzajami podatku z wyjątkiem akcyzy na wyroby spirytusowe, która była jednolita na całym obszarze imperium. Kuriozum na skalę imperium stanowił podatek gruntowy ustanowiony w Królestwie Polskim, w ramach akcji uwłaszczenia chłopów polskich, rozpoczętej w roku 1864, co w zamierzeniu musiało stanowić podatek karny. Podatek ten pobierano w symbolicznej wysokości tego podatku nie tylko na ziemiach rosyjskich, ale i innych nierosyjskich. Wszędzie w całości pozostawał w gminach służąc przede wszystkim na potrzeby budowy
i konserwacji dróg lokalnych. Pochodzący z Królestwa Polskiego był w całości wpłacany do budżetu państwa, a z Królestwa zajmującego mniej niż 0,3% obszaru imperium rosyjskiego ściągano 37% całej sumy podatku gruntowego na całym obszarze Rosji.
Kolejną metodą eksploatacji obszarów nierosyjskich były nadzwyczaj szeroko rozwarte widełki między sumą wpływów podatkowych ściąganych z wyżej rozwiniętych nierosyjskich guberni imperium, a dotacjami wypłacanymi z budżetu centralnego na potrzeby tych guberni (budowa kolei, mostów, głównych dróg, gmachów administracji rządowej, utrzymanie wojska
i administracji). W przypadku Królestwa Polskiego, do miejscowych budżetów guberialnych w formie dotacji z budżetu centralnego wracała średnio jedynie 1/3 sumy podatków płaconych przez naszych dziadków i pradziadków. Z tej wracającej sumy musieliśmy jeszcze otrzymać cały rosyjski warszawski okręg wojskowy, rosyjską policję, wszystkie służby mundurowe i aparat urzędniczy.
Mimo to nasz kraj, tak jak i wszystkie nierosyjskie gubernie imperium rosyjskiego rozwijał się bardzo prężnie poczynając od lat 20. XIX w., po wybuch pierwszej wojny światowej. Ten rozwój z dzisiejszej perspektywy można uznać za prawdziwy cud. Tym bardziej w warunkach kiedy byliśmy Rosji potrzebni jedynie w charakterze wasali, którzy będą na nich pracować, a także mięsa armatniego dla ich armii. Z obu tych wymogów wywiązywaliśmy się z wyjątkiem okresów dwóch powstań narodowych, razem 3,5 roku na stuletni okres istnienia związanego z Rosją Królestwa Polskiego (1815-1915). Oczywiście, prawdą jest, że włączenie do Cesarstwa Rosyjskiego otwierało przed nami ogromne rynki zbytu nie tylko na całym obszarze imperium, ale również w Azji, w drodze do której Rosja stanowiła kraj tranzytowy. Jednak cena za to otwarcie rynków była niezmiernie wysoka, po pierwsze z powodu uczestnictwa w rosyjskim skrajnie dla nas niekorzystnym systemie podatkowym, a po drugie z przyczyn konieczności prowadzenia twardej i bezwzględnej walki konkurencyjnej z rosyjskim przemysłem korzystającym z protekcji i wsparcia państwa. Najtrudniejsza była walka naszych przedsiębiorców włókienniczych z Łodzi, Pabianic i Żyrardowa z rosyjskim przemysłem włókienniczym
z podmoskiewskiego Iwanowo-Wozniesieńska. Umieliśmy też doskonale konkurować
w dostarczaniu na rynki rosyjskie polskiego węgla, stali, cynku i ołowiu. Słynne i największe rosyjskie zakłady artyleryjskie i produkcji karabinów w Tule (znane również z produkcji samowarów) wszystkie potrzebne im surowce z wyjątkiem miedzi, otrzymywały przede wszystkim z Zagłębia Dąbrowskiego i Olkusza. Podobna była sytuacja przedsiębiorstw nadbałtyckich i małorosyjskich (ukraińskich) na rynku rosyjskim. Przedsiębiorcy nierosyjscy zwykle brali górę nad Rosjanami, uzależniając ich od swoich dostaw. Sami Rosjanie nie byli w stanie ani w czasach carskich, ani sowieckich, ani dziś zbudować porządnej gospodarki na swoich ziemiach. Najstraszniejsze jest to, że nie nauczyli się niczego i zamiast wziąć się dziś za budowę zdrowej gospodarki i społeczeństwa, ciągle myślą o kontynuowaniu budowy imperium drogą wasalizowania otaczającego ich świata. Wyjątek w tym myśleniu stanowili chyba jedynie starowierzy, do których wrócę na dalszych stronach i okres reform podjętych przez ks. Piotra Stołypina, premiera Rosji po stłumieniu rewolucji roku 1905.
W czasach carskich stałe i rosnące z każdym rokiem (w miarę rozwoju guberni nierosyjskich) dochody budżetu rosyjskiego, zapewniały rosyjskie garnizony (które autochtoni musieli w całości utrzymywać) i żandarmeria wojskowa obdarzona bardzo szerokimi kompetencjami w zakresie zwalczania niepokojów społecznych. Ich zadaniem było zniechęcenie zwasalizowanych narodów ościennych do podjęcia jakichkolwiek działań, których celem mogła by okazać się suwerenność miejscowych narodów. Do czasów agresji na Gruzję (2008 r.) i obecnej agresji na Ukrainę, wydawało się, że groźba użycia wojska przez władze Federacji Rosyjskiej należy już do przeszłości, okazało się jednak, że jest ona tak samo realna, jak była w wieku XIX mimo, że w żadnym z krajów poradzieckich (z wyjątkiem Białorusi) nie ma już rosyjskich garnizonów ani nie działają współczesne odpowiedniki żandarmerii. Wydawać się mogło, że wojsko i żandarmerię zamieniły dziś rurociągi gazowe i naftowe, nie tylko uzależniające narody ościenne i dalej żyjące narody od rosyjskich surowców, ale również umożliwiającw Moskwie prowadzenie metodą szantażu i różnicowania cen dla poszczególnych polityki „dziel i rządź”. Niestety dwa powyższe przykłady, że im bliżej dany kraj położony jest od granic Rosji, tym większe jest prawdopodobieństwo zastosowania wobec niego zarówno szantażu paliwowego, jak i napaści zbrojnej. W szczególnie niekorzystnej sytuacji są kraje poradzieckie, nawet jak w przypadku krajów bałtyckich należące do UE i NATO. Oderwania tych krajów od Rosji, putinowska Moskwa nie traktuje poważnie, a dodatkowo posiadają one ogromną mniejszość rosyjska, która napłynęła tam dlatego, że miasta Łotwy i Estonii były nawet w czasach radzieckich najbardziej przyjazne dla człowieka, a poza tym, nie starczało miejscowych rąk do pracy przy rozbudowie istniejącego tam potężnego przemysłu. Budowa każdego nowego kombinatu wymagała sprowadzenia z całego ZSRR co najmniej kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy do dziś żyją w izolacji od miejscowego społeczeństwa. posługując się językiem rosyjskim jako jedynym zrozumiałym dla wszystkich nowo osiedlonych, dzięki czemu jest nie tylko narzędziem komunikacji, ale wraz z pamięcią o zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami, zastępuje im wszystkim ojczyznę.
Jak niebezpieczne dla kraju, w którym znajdują się te są te sztuczne zbiorowiska ludności radzieckiej wypranej ze wszystkich wartości właściwych dla społeczności lokalnych, pokazuje obecnie przykład Zagłębia Donieckiego. Sytuacja z Donbasu może powtórzyć się jutro
w estońskiej Narwie, która po wojnie została zasiedlona na nowo przez ludność radziecką (Estończykom nie pozwolono wracać do miasta całkowicie zburzonego w 1944 r., przez radzieckie lotnictwo), albo podobnym przemysłowym blokowisku w jakie przekształcono po wojnie besarabskie Bendery.
+++++++++
Wymarzony dziś przez kremlowskich teoretyków model przyszłego imperium, antycypował po drugiej wojnie światowej status nadany Finlandii, a wcześniej rozłożony na kilka etapów sposób przyłączania narodów europejskich do Rosji. Była to w kolejności prawobrzeżna, hetmańska Ukraina, następnie odebrane Szwecji Liwonia i Estlandia (północna Łotwa i Estonia), po nich nieformalnie odłączona od Rzeczypospolitej Kurlandia (Łotwa Południowa), dalej ziemie litewskie i ukrainne Rzeczypospolitej, po nich Gruzja, wreszcie Finlandia odebrana Szwecji
i Besarabia (Moldowa) odebrana Turcji, po niej na kongresie wiedeńskim (1815 r.) do imperium przyłączono 3/4 obszaru Księstwa Warszawskiego, a ostatnim państwem europejskim włączonym do Rosji (lata 20-te XIX w.) była wtedy irańska część podzielonej Armenii
z Eczmiadzynem, ormiańską stolicą kościelną.
– Imperium rosyjskie a chrześcijańskie (europejskie) narody przyłączone do niego
Dla narodów zamieszkujących wymienione kraje (może z wyjątkiem Rumunów z Besarabii, których autonomia w ramach księstwa Mołdawii pod protektoratem tureckim była znacznie szersza niż to, co zaoferowali Rosjanie) pierwszy etap przyłączenia do imperium przynosił więcej korzyści niż strat, wobec czego włączenie do Rosji spotykało się ze znacznym poparciem społecznym. Dla prawobrzeżnych Ukraińców zakończył on trwającą prawie pół wieku niesłychanie krwawą wojnę z Polakami, dla Finów, Estończyków i Łotyszy, mimo faworyzowania miejscowej arystokracji szwedzkiej i niemieckiej stopniowo dał możliwość własnej emancypacji narodowej, Gruzinów i Ormian ochronił przed groźbą fizycznego unicestwienia przez muzułmanów, jaka po upływie osiemdziesięciu lat od włączenia irańskiej części Armenii dokonała się w jej części tureckiej. Przez kilkadziesiąt lat po włączeniu do imperium przyłączone narody dały Rosji nieprawdopodobnie dużo.
Najpierw Ukraińcy, a właściwie absolwenci jedynej w ówczesnym świecie prawosławnej wyższej uczelni Akademii Mohylańskiej w Kijowie. Oni otworzyli Rosję na świat, oni stworzyli
w niej europejskie szkolnictwo, byli wychowawcami carskich dzieci i oni zapewnili łączność
z Rzymem i Paryżem. On wreszcie stworzyli podwaliny pod nowoczesne państwo rosyjskie czasów Piotra Wielkiego. Wraz z odebraniem Szwecji jej posiadłości na wschodnim wybrzeżu Bałtyku w Rosji pojawili się Niemcy, którym Rosjanie zawdzięczają kształt swojej cesarskiej stolicy, nowoczesną armię, drogi, mosty i nowoczesną administrację. Besarabscy Rumuni, Gruzini i Ormianie odegrali niebagatelną rolę w rosyjskiej kulturze i myśli (Antioh i Dimitrie Cantemirowie), ale również i w wojsku (generałowie Roman i Piotr Bagrationowie)
i w administracji, gdzie wielki wkład w budowę Rosji wznieśli przedstawiciele tych trzech południowo europejskich narodów). Gdy inność przeważnie wyższej cywilizacji i wypracowanej przez włączone narody kultury przestawała być już potrzebna Rosjanom, następował etap stopniowego „ujednolicenia”, polegający na unifikacji prawnej (nie dotyczącej jednak systemów podatkowych, do których wrócimy na następnych stronach) standaryzacji kulturowej prowadzącej do eliminacji miejscowych języków ze sfery publicznej, a wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia również i domowej, co niosło za sobą zwykle powolną śmierć kultury i stopniową degradację posługujących się nimi narodów. Najniebezpieczniejsza była ona dla włączonych
w skład imperiów narodów wschodniosłowiańskich, nie nie posiadających bariery językowej chroniącej ich przed działającym destruktywnie na własne posługiwanie się obcym ich tradycji językiem rosyjskim, ale również pełnej własnej tożsamości narodowej, wypracowanej dopiero po Wiośnie Ludów przez kijowskie elity narodowe i równolegle, choć w wariancie dużo bardziej prowincjonalnym, zmuszonym ostatecznie do przejęcia języka literackiego z Kijowa, przez ruskie elity galicyjskie.
W taki sam sposób przebiegała przyśpieszona przez nasze powstania sytuacja w Polsce pod zaborem rosyjskim. Moment utworzenia Królestwa Polskiego pod berłem cesarza Aleksandra I oznaczał przywrócenie nazwy Polski na mapach świata, czego nie uczynił nawet Napoleon. W Królestwie Polskim, które teoretycznie z Rosją łączyła tylko unia personalna, w całości zachowano Wojsko Polskie i polskie organa władzy. Teoretycznie otwarły się przed nami wszystkie rynki Imperium i krajów azjatyckich, łudzono Polaków nadzieją rozszerzenia Królestwa na ziemie litewsko białoruskie, gdzie aż do lat 30-tych XIX w. został utrzymany polski system szkolny. Jednakże powolna nieformalna jeszcze unifikacja z resztą Imperium zaczęła się już
w parę lat po utworzeniu Królestwa, a drogę do realnej unifikacji, prowadzonej według wzorów wypróbowanych w innych przyłączonych krajach otwarła klęska dwóch naszych kolejnych powstań.
Imperium Rosyjskie w ciągu jego 600 letniej historii nigdy nie umiało zaproponować innego rozwiązania dla nierosyjskich narodów (może, ale tylko częściowo z wyjątkiem petersburskich
i bałtyckich Niemców posiadających obywatelstwo rosyjskie). Jednak i ich, w latach 80. XIX w., również poddano rusyfikacji, czego wyrazem było wprowadzenie języka rosyjskiego w charakterze jedynego języka urzędowego, również na obszarze Estlandii, Liwonii i Kurlandii, gdzie zupełnie nikt językiem tym nie posługiwał się, a najbardziej spektakularnym jej wyrazem była rusyfikacja niemieckiego Uniwersytetu Dorpackiego, założonego jeszcze przez króla szweckiego Gustawa Adolfa w oparciu o istniejąca wcześniej akademię jezuicką, której twórcą był o. Piotr Skarga S.J.
– Starowiercy – enklawa rozwoju cywilizacji w społeczeństwie rosyjskim
Rosyjski handel, a potem sieć prywatnej bankowości na obszarze całego imperium utworzyli sami Rosjanie. Nie byli to jednak zwykli ludzie, jakich można było tak po prostu spotykać się na ulicy, albo w restauracji, czy kawiarni przyciągających kręgi ziemiańskie i inteligenckie. Wyższe warstwy rosyjskiego kupiectwa stanowiły ściśle zamkniętą grupę elitarną. Nie byli oni wprawdzie mniejszością narodową, ale zdecydowanie izolowali się od reszty społeczeństwa. Pod względem towarzyskim żyli w pełnej izolacji od otaczającego świata, nie uczestniczyli w życiu publicznym
i z poza wyjątkami elitarnych oddziałów huzarskich i kirasjerskich, fundowanych przez nich samych, nie przyjmowani do służby wojskowej. Wszyscy jej najwięksi przedstawiciele (Morozowowie, Trietiakowowie, Mamontowowie, Kuzniecowowie) tworzylo zamknięta przed światem grupę starowierów, o ethosie podobnym do amerykańskich kwakrów. Byli oni zwalczani od reform patriarchy Nikona w połowie wieku XVII. Jedyną niszę, jaką ze względu na ich nieposzlakowaną uczciwość, pozostawiła im rosyjska monarchia był handel, który zdominowali w całości, tworząc gigantyczne fortuny, wykorzystywane zwykle – z braku innych możliwości – na mecenat w dziedzinie kultury i sztuki. Najpoważniejsze rosyjskie muzea, teatry i galerie sztuki z Galerią Trietiakowską na czele, pochodzą z ich fundacji. Ze względu na to, że Rosja poza kapitałem kupieckim – pozostającym prawie w 100% w rękach starowierów – praktycznie nie posiadała żadnych poważniejszych kapitałów, dopiero ostatni cesarz Mikołaj II dał im pełną wolność we wszystkich sferach życia i działalności gospodarczej i politycznej. Dopiero w latach XIX starowierzy mogli przystąpić do budowy rosyjskiego przemysłu i kolei. Zrobili bardzo dużo dla budowy współczesnej nowoczesnej Rosji, ale cała ich aktywność została przerwana przez przewrót bolszewicki. Dziś tym silniej i dobitniej widać, jak przeraźliwą stratę dla Rosji stanowiła likwidacja elit starowierskich. Oznaczała ona koniec ethosu wytężonej uczciwej pracy
i prawdziwej kultury najwyższej próby w rosyjskiej gospodarce, przemyśle i handlu, których jądrem na niepełne 3 dziesięciolecia stali się oni dopiero przed 120 laty. Ogółem starowiercy, wraz z jedynowiercami (tymi, którzy na skutek różnych nacisków przyjęli unię z rosyjskim prawosławiem) stanowili od 15 do 20% społeczeństwa rosyjskiego, choć poszczególni autorzy podają liczby wyższe. Większość z nich posiadała status chłopski i żyła na wsi, a ich wsie pod względem poziomu cywilizacyjnego, jakości życia wieśniaków i panującego w nich porządku były porównywalne ze wsią łotewska, polską, estońską, niemiecką na Powołżu, albo zachodnio-ukraińską.
Z prawosławną wsią rosyjską łączył ją tylko język używany przez mieszkańców i regionalne odmiany folkloru i budownictwa. W ZSRR starowierskie gospodarstwa wiejskie uległy prawie pełnej zagładzie jako „kułackie”. Dziś liczba starowierów w Rosji nie przekracza 500 tys., więcej
z nich zamieszkuje kraje bałtyckie, Finlandię, Białoruś, Ukrainę i deltę Dunaju w Rumunii. Bardzo rygorystyczne a jednocześnie przepojone sacrum życie starowierów stanowiło chyba jedyny w skali społeczeństwa i do tego paradoksalnie w warunkach rozłamu i wzajemnej pełnej izolacji, przykład przeniesienia idei prawosławnego monasteru w zwyczajne życie świeckie. Setki rosyjskich prawosławnych monastery, przywracanych obecnie do życia, stanowią bardzo mocny przykład ładu i porządku wniesionego w codzienne życie, stając się istnymi oazami w całych swoich okolicach.
– główne centra cywilizacyjne imperium rosyjskiego na jego okrainach
Zdecydowana większość najsilniejszych ośrodków gospodarcze imperium rosyjskiego znajdowała się przed rewolucją poza etniczną Rosją. Powstały one na obszarach, gdzie z ich rdzennymi mieszkańca Rosjanie zawsze mieli problemy z pełnym dogadaniem się. Potencjalnie groziło to rozpadem całego imperium, już przy pierwszej nadarzającej się okazji. Takiej okazji dostarczyły lata 1917-1920, kiedy po wybuchu rewolucji w Piotrogrodzie (w taki sposób zrusyfikowano niemiecką nazwę Sankt-Petersburga w sierpniu 1914 r., w momencie wybuchu wojny z Niemcami) wszystkie chrześcijańskie narody imperium podjęły pierwszą poważną próbę oderwania się od Rosji. Sytuacja ta na jeszcze większą skalę, bo objęła również kraje muzułmańskie, powtórzyła się w latach 1990-1991 wraz z upadkiem ZSRR, uznanym w roku 2005 przez Władymira Putina za największą katastrofę wieku XX i w całych dziejów Rosji. Obawa przed secesją najwartościowszych gospodarczo terenów imperium stanowiła bodajże główną przyczynę utrzymywania na siłę władzy cesarskiej w formie archaicznej autokracji, sprawującej władzę metodą wydawania dekretów, a opartej na korpusie oficerskim, niesłychanie rozbudowanej administracji i Kościele prawosławnym pozbawionym swojego hierarchicznego zwierzchnika (patriarcha Moskwy i całej Rusi), wskutek czego poddanym władzy rządu wielkoruskim chłopstwie, utrzymywanym, dzięki zachowaniu wspólnoty wiejskiej, na archaicznym poziomie rozwoju cywilizacyjnym, do przezwyciężania którego rząd rosyjski
ks. Piotra Stołypina przystąpił dopiero w 1905 r..
Najsilniejszymi ośrodkami gospodarczymi imperium rosyjskiego na przełomie wieków XIX i XX były:
1. Królestwo Polskie z jego zagłębiami: Dąbrowskim (węgiel kamienny i rudy żelaza), Staropolskim (rudy żelaza) i Olkuskim (cynk i ołów), Łodzią i Żyrardowem (przemysł włókienniczy), Warszawą (przemysł maszynowy) i Białymstokiem (przemysł włókienniczy. Białystok leżał już poza granicami Królestwa, tym nie mniej był zaliczany do „Kraju Priwislińskiego”, stanowiącego pojęcie szersze niż Królestwo Polskie, z którym myliło go szereg publicystów, wskutek czego powstała legenda, jakoby nazwa Królestwo Polskie, w ramach rusyfikacyjnej unifikacji została zastąpiona oficjalnie tym pojęciem. „Kraj Priwisliński” był utożsamiany z obszarem Warszawskim Okręgiem Wojskowym. Na skutek podjęcia przez cesarza Mikołaja I decyzji, aby budować tory kolejowe o szerszym rozstawie szyn (1524 zamiast 1435 mm) rosyjskie połączenia kolejowe z Europą były dodatkowo uzależniony od spokoju panującego w punktach przeładunkowych, zwanych suchymi portami, z których 7 znajdowało się na obszarze Królestwa Polskiego, 1 na Litwie (granica z Prusami) i 1 na granicy rosyjsko-austriackiej. Cały „Kraj Priwisliński” posiadał również zupełnie niezłe rolnictwo, w imperium rosyjskim ustępujące jedynie nadbałtyckiemu, a dzięki cieplejszemu klimatowi, po wybudowaniu kolei stał się podstawowym dostawcą owoców sfery umiarkowanej (jabłka, śliwki i gruszki), a także obok ziem ukraińskich należał do głównych producentów i dostawców cukru na rynki obu stolic imperium i miast centralnej Rosji;
2. Naddnieprzańska Ukraina ze swoimi czarnoziemami największymi na świecie. Przy właściwej gospodarce rolnej były one w stanie dostarczyć ziarna potrzebnego do nie tylko Rosji, ale również całej Europy. Na ukrainie również była dobrze rozwinięta hodowla, zwłaszcza koni i bydła, zajmująca bardzo poważną pozycję w pogłowiu koni w armii rosyjskiej i zaopatrzeniu w mięso Moskwy i miast środkowej Rosji. Poza tym Ukraina, w swej części odebranej posiadała założone na Dzikich Polach po podboju blokującego rozwój tych ziem Chanatu Krymskiego dwa potężne zagłębia węglowo-stalowe: Krzyworoskie i Juzowskie (dziś Donieckie) i Charków (do lat 70. XVIII w autonomiczna kozacka Ukraina Słobodzka) z potężnym przemysłem maszynowym i zakładami taboru kolejowego. Poza tym na obszarze Ukrainy (Małorosja i Noworosja) znajdowała się Odessa z największym portem handlowym imperium rosyjskiego i przemysłem stoczniowym;
3. Prowincje nadbałtyckie: Liwonia, Kurlandia i Latgalia (Łotwa) i Estlandia (Estonia). Mimo nie sprzyjającego mokrego i chłodnego klimatu i gleb podobnych do polskich, rozwinęło się tam rolnictwo najnowocześniejsze na całym obszarze imperium, mogące być z powodzeniem wykorzystane jako wzorzec dla modernizacji gospodarki rolnej wszędzie w Rosji, gdzie nie występowały czarnoziemy. Razem z sąsiednią Finlandią w prowincjach nadbałtyckich była rozwinięta intensywna hodowla bydła, owiec i trzody chlewnej, a także przemysł leśny i drzewny. Estlandia stanowiła zaplecze ziemniaczano-warzywne dla Sankt-Petersburga, a po wybudowaniu kolei również Moskwy. Gubernie nadbałtyckie dostarczały znaczną część mięsa na rynek północnej stolicy Rosji. Oprócz rozwiniętego rolnictwa, w Rydze znajdował się drugi pod względem przeładunków port imperium obsługujący Moskwę, a Ryga wraz z estlandzką Narwą stanowiły potężny ośrodek przemysłu okrętowego i maszynowego, bardzo skutecznie konkurujący z przemysłem Petersburga. W okolicach Narwy znajduje się zagłębie łupków bitumicznych o wartościach cieplnych zbliżonych do węgla kamiennego, które służyły do ogrzewania miast, przede wszystkim Petersburga, a od końca wieku XIX zaczęto je wykorzystywać jako paliwo dla elektrowni. Pierwsza elektryczna kolej dojazdowa w Europie powstała w Rewlu (Tallinnie). Miasta prowincji nadbałtyckich pod względem jakości i nowoczesności infrastruktury nie odbiegały od miast niemieckich albo szwedzkich, dzięki czemu w życie w Rewlu, Rydze, albo Dorpacie było najbardziej komfortowe w całym imperium.
4. Kraje Południowe: – Besarabia, Gruzja, Armenia. Nie powstał w nich nowoczesny przemysł, ale posiadały bardzo dobrze rozwinięte rolnictwo sfery ciepłej od obszarów intensywnej uprawy najszlachetniejszych gatunków winorośli (Besarabia) po subtropiki (Abchazja). Uprawa owoców południowych, głównie cytrusów (mandarynki, cytryny, pomarańcze). Bardzo poważny i dobrze rozwinięty przemysł winny, pokrywający wraz z i Krymem całość produkcji „win krajowych”, nie ustępujących najlepszym hiszpańskim, włoskim, czy francuskim w imperium rosyjskim.
5. Azja Środkowa: Rosyjskie kolonie, porównywalne z posiadłościami krajów zachodnioeuropejskich:
a. Gubernia Bakińska (Azerbejdżan). Była ona odebrana Iranowi przez Rosjan, wraz z Armenią w latach 1826-28. Kaspijskie złoża nafty uważane do połowy wieku XX za największe na świecie. Nazwa bak pochodzi od nazwy miasta Baku, które stało się po przejściowym wyzwoleniu spod władzy bolszewickiej w początkach lat 20. XX w. stolicą zjednoczonego Azerbejdżanu. Eksploatacja złóż syberyjskich rozpoczęła się dopiero po drugiej wojnie światowej, złoża bakijskie, wraz z potężnym przemysłem petrochemicznym były dla imperium rosyjskiego jedynymi źródłami paliw ciekłych zarówno w wieku XIX, jak i pierwszej połowie wieku XX. Własność pól naftowych skupiona głównie w rękach miejscowej arystokracji i kupców ormiańskich, funkcjonujących doskonale mimo nadzwyczaj wysokich stawek podatkowych daleko przekraczających stosowane wobec narodów nierosyjskich europejskiej części imperium rosyjskiego, analogicznie do arabskich szejków z nad zatoki perskiej. Podsycana przez władze rosyjskie ostra konkurencja między muzułmańskimi Azerami i chrześcijańskimi, europejskimi Ormianami, która doprowadziła do opisanej przez Stefana Żeromskiego rzezi Ormian pod okupacją turecką w 1918 r.
b. Azja Środkowa, głównie gubernia bucharska (Uzbekistan), a także międzyrzecze Amu
i Syr Dariii (Uzbekistan). Ogromne uprawy bawełny, gospodarka kolonialna, ale oparta o własność miejscowej arystokracji plemiennej, funkcjonującej podobnie jak właściciele pól naftowych w sąsiednim Azerbejdżanie mimo niezwykle wysokich stawek podatkowych.
W tym samym okresie rdzenna Rosja, określana w ówczesnej nomenklaturze mianem Gubernie Centralne, posiadała następujące silne okręgi gospodarcze:
1. Zagłębie Uralskie, najstarsze w Rosji, funkcjonujące od czasów Piotra I. Posiada ono kilkanaście ośrodków wydobywczo przemysłowych, funkcjonujących wokół uralskich miast: Jekaterynburga, Niżnego Tagiłu, Iżewska i Permu. Jednak potencjał Zagłębia Uralskiego
rosyjskiej metalurgii, która poza Uralem była skoncentrowana w Sankt-Petersburgu, odpowiadał w przybliżeniu potencjałowi Szwecji, co stanowiło kroplę w morzu potrzeb ogromnej Rosji. Stwarzało to znakomite warunki konkurencyjne dla Zagłębi Dąbrowskiego z Olkuszem w Polsce, a także zagłębi, metalurgii i przemysłu maszynowego Ukrainy i guberni nadbałtyckich.
2. Rosjanie rozpoczęli eksploatację poważnych złóż węgla w syberyjskich zagłębiach Kemerowsko-Kuźnieckim koło Nowosybirska i Irkuckim na wschodniej Syberii, ale ich eksploatacja mogła ruszyć na prawdę dopiero po wybudowaniu kolei transsyberyjskiej, która dopiero w roku 1999 doszła do Irkucka. Na prawdziwą eksploatację tych zagłębi w normalnych warunkach wypadło niecałe dwudziestolecie. Zostały one rozbudowane na wielką skalę
w czasach stalinowskich pięciolatek, co umożliwiła eksploatacja niewolnicza eksploatacja więźniów, zarówno chłopów wyaresztowanych jako kułacy podczas kolektywizaji, jaki i więźniów ze słynnego paragrafu 58, pod który można było podciągnąć dosłownie wszystko. Dzięki sile niewolniczej powstało również trzecie z syberyjskich zagłębi węglowych, położone w Workucie na północnym Uralu, zagłębie aluminiowe na półwyspie Kolskim i Jamalskim i ośrodek wydobycia diamentów w Norylsku i rozbudowy zagłębia uralskiego o potężną hutę
w Magnitogorsku. Więźniowie stanowili również podstawową siłę roboczą przy eksploatacji syberyjskiej i północnoeuropejskiej tajgi, złóż złota na Kołymie, a także budowy żeglownych kanałów z Bałtycko-Białomorskim na czele i wielkiego niezamarzającego portu za kręgiem polarnym w Murmańsku nad morzem Barentsa. Zadaniem tego portu oprócz celów strategicznych było odciążenie trzeciego portu Rosji, znajdującego się w Archangielsku nad morzem Białym, przeznaczonego głównie do eksportu drewna. Wadą portu w Archangielsku było jego zamarzanie w okresie zimowym. Większość „wielkich budów socjalizmu” (drogi, mosty, koleje, kanały, ogromne kombinaty przemysłowe powstała tam również dzięki niewolniczej sile roboczej.
3. Rosjanie posiadają własne metale kolorowe w całym ich zakresie, złoto na Kołymie
i własną ropę naftową na Syberii. Syberyjską ropę, tak jak własny węgiel z zagłębiach syberyjskich i na Uralu Polarnym, zaczęli eksploatować na dobre dopiero w okresie stalinowskim, kiedy mieli dostatecznie dużo niewolniczej siły roboczej (więźniowie łagrów), aby zacząć eksploatację złóż położonych w skrajnie niekorzystnych dla człowieka warunkach klimatycznych, bez konieczności niezwykle kosztownych inwestycji w infrastrukturę tych terenów, bez których ludzie nie są tam
w stanie przeżyć dłużej niż po kilka lat.
4. Z artykułów konsumpcyjnych ogromna Rosja była samowystarczalna jedynie w przemyśle futrzarskim, rybnym (wraz z kawiorem) i drzewnym. W innych gałęziach tylko w przemyśle zbrojeniowym. Rosjanie posiadali dość dobrze rozwiniętą i w miarę nowoczesną metalurgię, która jednak zdołała nadążyć za potrzebami dopiero w czasach radzieckich. Rosja nie umiała się nigdy sama wyżywić, a kolektywizacja w czasach radzieckich całkowicie zniszczyła rosyjskie rolnictwo
i całą rosyjską wieś, która nie jest w stanie podnieść się od tej pory z upadku.
5. Istotne miejsce w geografii gospodarczej Rosji posiadał również podmoskiewski Okręg Włókienniczy z centrum w Iwanowie-Wozniesieńsku, znany nam Polakom jako wspierany
i dotowany przez państwo konkurent naszego Okręgu Łódzkiego, posiadający dziś te same problemy, co Łódź.
– Podsumowanie
Mimo niezwykle forsownej radzieckiej industrializacji, która w pierwszym rzędzie sotyczyła etnicnej Rosji i jej peryferii między morzem Białym i górami Ural, a także Syberii, do dziś poza największymi miastami rosyjskimi, nie widać w stopniu najmniejszym poprawy jakości życia na ziemiach rdzennie rosyjskich. W czasach ZSRR proporcje nie tylko między jakością i poziomem życia, a również między potencjałem ludzkim ziem rdzennie rosyjskich i nierosyjskich przesunęły sie jeszcze bardziej na niekorzyść Rosji.
Jeśli analizować o zdolności obronne i potencjał mobilizacyjny armii carskiej, to rdzennych Rosjan w roku 1914 było w niej tylko około 43%. W armii radzieckiej końca istnienia ZSRR również liczba żołnierzy narodowości innych, niż rosyjska była dużo większa, gdyż sami muzułmanie przekroczyli 50%. składu osobowego armii. Rzadko skład osobowy armii traktuje się jako wyznacznik stanu państwa, tymczasem armia radziecka niebezpiecznie upodobniła się do armii rzymskiej, w której przeważali barbarzyńcy i która przyniosła zagładę zachodniemu cesarstwu. Jeśli Rosja nie jest w stanie się nie tylko samemu wyżywić się, ale również nie jest w stanie stworzyć własnej armii narodowej (na Donbasie widać jak ogromną rolę w wojsku rosyjskim odgrywają Czeczeni i różni najemnicy), to nie ma również szans na przekształcenie się z niedookreślonego pod władzą uzurpatora tworu imperialnego, wymagającego nieustannego potwierdzania się drogą ekspansji, to szanse na to, aby zdołała stać się normalnym państwem narodowym są równie znikome.
Natomiast samą możliwość dalszej kontynuacji ekspansji całkowicie wyklucza stosunek potencjału gospodarczego Rosji do wspólnego potencjału krajów NATO, wynoszący dziś 1:16.
Wszystkie rosyjskie plany są mżonką, co widać również po tym, że po zagarnięciu Krymu działaniami zaskakującymi Ukraińców w momencie szczytu rewolucji, Putin nie odnióśł żadnych dalszych sukcesów, a wszystkie dalsze działania wywołanej przez niego rewolty wspartej przez regularną armię rosyjską doprowadziły jedynie do chaosu i anarchii na południowym wschodzie Ukrainy i śmierci tysięcy ludzi. Żaden pozytywny cel nie został przez niego osiągnięty.

Ławrow, Schetyna, Pobirczenko, II wojna i „zwycięstwo Stalina”

Minister Ławrow twierdzi, że zwycięstwa w II wojnie nie da sobie zabrać. Jest to reakcja na słowa Grzegorza Schetyna, że w wyzwoleniu obozu Auschwitz-Birkenau brali udział Ukraińcy – żołnierze Armii Czerwonej Pierwszego Ukraińskiego Frontu. Wywołało to natychmiastową reakcję Moskwy mówiąca o „odbieraniu Rosji zwycięstwa” i konieczności przeprosin ze strony Warszawy. Do takich przeprosin nie ma jednak żadnego powodu a histeryczną reakcję Moskwy można wyjaśnić tym, że z pozoru marginesowa uwaga polskiego polityka dotyka kluczowych kwestii rosyjskiej polityki historycznej. Moskwa chce by chwała wojenna pozostawała jej monopolem, ponieważ spreparowana historia wojny ojczyźnianej to jeden z zasadniczych mitów imperialnej Rosji. „Wojna ojczyźniana 1941-1945” stanowi centralny powód do chwały dzisiejszej Rosji podobnie jak było i dla Związku Radzieckiego. Rosja ma być głównym zwycięzcą II wojny światowej i wyzwolicielem połowy Europy. Ogromne ofiary i straty mają być uzasadnieniem politycznych żądań i moralnego szantażu wobec oponentów. Słowa „zwycięstwo”, „wyzwolenia”, „20 milionów ofiar” powtarzane są nieustannie, mając zagłuszyć wszelkie inne interpretacje dziejów II wojny. Trzeba przede wszystkim stwierdzić, że nie można mówić by poza terytorium samej Rosji armia czerwona kogokolwiek wyzwalała. Wyzwolenie bowiem ma przynosić wolność, tymczasem armia czerwona przynosiła komunistyczną władzę i nową okupację. Zamiast więc mówić o wyzwoleniu należałoby mówić o oswobodzeniu z rąk III Rzeszy. Można być oswobodzonym z rąk jednych oprawców przez innych oprawców. I tak to właśnie było, jeśli brać pod uwagę terror, jaki wprowadzało NKWD na podbijanych terenach. Drugą istotną kwestią jest czym była Armia Czerwona. Minister Ławrow skarżąc się, na „odbieranie” mu zwycięstwa w II wojnie, przyznaje pośrednio, że była to armia kolonialnego imperium, którego centrum było w Moskwie. To Rosjanom należeć ma się to zwycięstwo, choć w armii czerwonej służyły wszystkie ludy imperium, od Kazachów, Buriatów i Tadżyków po Ukraińców i Białorusinów. Brak jest dokładniejszych statystyk i badań, to jednak Rosjanie w tej armii stanowili najpewniej około 50-60%. Jeśli zaś wierzyć przekazom pamiętnikarskim stanowili natomiast absolutną większość wśród oficerów politycznych a także wśród nadzorujących armię służb specjalnych. Istotne pytanie dotyczy też tego „czy Rosja sowiecka była jednym z aliantów?” Można na to odpowiedzieć, że zachodni alianci byli zmuszeni uznać Rosję za sojusznika, starając się przeciągnąć ją na własną stronę. Cele jednak, jakie stawiali sobie alianci, to znaczy ci z którymi Hitler zaczął wojnę w roku 1939 oraz samej Rosji były całkowicie odmienne. W latach 1939-41 Stalin był aliantem ale nie Zachodu a Hitlera. W 1939 Pakt Hitler-Stalin umożliwił III Rzeszy podbój zachodniej Europy. Stalin przygotowywał się też do wojny z Hitlerem, nie po to jednak by przywrócić wolność Francji, Belgii czy Holandii ale by podbić i skomunizować cały kontynent. Wojnie na Zachodzie przyglądał się w roku 1940 z satysfakcją była to bowiem wojna między dwoma jego wrogami – „kapitalistyczny” Zachód traktowany był jako nie mniejszy wróg niż III Rzesza. Trzeba też koniecznie przypomnieć, jak Stalin traktował swoją czerwoną armię. Było to w jego oczach „mięso armatnie”. Jego cyniczne powiedzenie odnoszące się do ofiar we własnych szeregach „u nas ludiej mnogo” jest dobrze znane. Prowadził wojnę w sposób bandycki wobec żołnierzy własnej armii, z których życiem i ofiarami nie liczył się. Nie liczył się nie tylko z życiem Rosjan, ale tym bardziej z życiem żołnierzy wcielonych z rosyjskich kolonii do imperialnej armii. Ukraińcy, Białorusini mają prawo do własnej historii II wojny tak samo jak Amerykanie, Anglicy czy Francuzi. Ten tragiczny okres przeżyły wszystkie te narody w różny sposób. Polacy wiedzą o tym doskonale. Rosja nie może mieć monopolu i narzucać innym swojej interpretacji, tym bardziej, że jest to obecnie interpretacja mająca swoje źródła w sowieckiej totalitarnej ideologii i służąca jej politycznym i imperialnym celom. Fakt, że to właśnie Ukrainiec, późniejszy profesor prawa Ihor Pobirczenko, jako pierwszy oswabadzał obóz w Auschwitz uznać można za przypadek. W równiej mierze mógł być żołnierz innej narodowości. Jest to jednak fakt symboliczny i to właśnie polski minister spraw zagranicznych słusznie uwypuklił. Jest to dobry wstęp do obchód rocznicy zakończenia II wojny światowej, która traktowana przez Moskwę jako triumfalne zwycięstwo rosyjskiego imperializmu dla reszty Europy wcale zwycięstwem nie jest lecz tragedią, początkiem nowej zimnej wojny i zniewolenia połowy kontynentu.

PS Jeśli ktoś chce zajrzeć do tej rosyjskiej dokumentacji to się z niej dowie, że w armii wyzwalającej Auschwitz większość szeregowców i prostych żołnierzy stanowili Ukraińcy. Czym wyżej rangą tym było ich mniej i wśród oficerów już zdecydowanie przeważali Rosjanie. Wszystko jak przystało na armiię kolonialnego rosyjskiego imperium.

Patrz poniżej: ciekawa dyskusja

Astana, Mińsk, Pekin – złe wieści dla Putina

Jeśli by oceniać tylko wydarzenia ostatnich dni, to plany Putina na odbudowę imperium coraz bardziej idą w niwecz. Odnotować trzeba najbardziej znaczące fakty.
Prezydent Kazachstanu Nasarbajew wydaje oświadczenie o neutralności Kazachstanu wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Zbliżenie Kijowa z Astaną przypieczętowane zostało  spotkaniem obu polityków. Wcześniej w Astanie powiedziano, że możliwe jest wystąpienie Kazachstanu z Unii Euroazjatyckiej. Można to tłumaczyć tym, że upadek rubla w poważny sposób uderza w gospodarkę Kazachstanu (wobec rozliczania wymiany handlowej z Rosją właśnie w rublach). Wobec znaczenia Kazachstanu w   Azji Centralnej taka postawa polityków w Astanie stanowi dla euroazjatyckich planów  Putina zasadniczy problem.
Niesprzyjające wiadomości dochodzą  też  z Mińska. Łukaszenko mówi o możliwości współpracy wojskowej z Kijowej. Niezależnie co by to miało znaczyć i może być tylko pustą retoryką, nie oznacza nic pozytywnego dla Kremla. Między Mińskiem a Moskwą widoczne są napięcia związane z wymianą handlową i wyraźną niechęcią „wielkiego hokeisty” by angażować się po stronie Moskwy. Widoczne jest też na Białorusi ożywienie oficjalnej retoryki, jaką wypada nazwać narodowocentryczną, co odbierane jest również jako dystansowanie się od neoimperialnej polityki Putina.
Najbardziej jednak niepokojące mogą być dla Putina wiadomości z Pekinu. Chińczycy oświadczyli, że będą pomagać gospodarczo Rosji. To niby brzmi nieźle. Dalej jest jednak powiedziane, że „tylko w ramach swoich możliwości”. Sytuacja Rosji uznana jest za bardzo ciężką i trudną, a perspektywa wyjścia z kryzysu oceniana jest na minimum okres trzech lat (należy zwrócić uwagę,  że Putin mówi o dwóch latach).
Zbieżność w czasie tych wszystkich oświadczeń nie wydaje się przypadkowa. Można dopatrywać się ich przyczyny nie tylko w istotnie trudnej sytuacji gospodarczej Rosji, ale także traktować jako pośrednią reakcję na ostatnie wystąpienia publiczne samego Putina, które prowokują potencjalnych sojuszników, by się od niego dystansować. Były one nie tylko defensywne, mimo niekiedy agresywnej retoryki, ale pozbawione jakiekolwiek kierunku. Putin robi wrażenie bezradnego i zdezorientowanego, a gorzej nawet, gdy przechodzi do problematyki gospodarczej mówi niedorzeczności. Wydaje się, że wśród sąsiadów Rosji, którzy mieli z nią tworzyć unię euroazjatycką na wzór UE (i mającą być dla UE konkurencją), zaczyna panować przekonanie, że nie jest to stawka na dobrego konia.
Tymczasem Zachód nasila sankcje i zdaje się zupełnie nie czuły na przemowy Putina, które okazują się w coraz bardziej wyrazisty sposób występami prymitywnego propagandzisty a nie polityka,który zdolny jest w poważny sposób negocjować. Coraz liczniejsze są komentarze mówiące o nadchodzącym głębokim kryzysie w Rosji aż po możliwy rozpad federacji.