Ławrow, Schetyna, Pobirczenko, II wojna i „zwycięstwo Stalina”

Minister Ławrow twierdzi, że zwycięstwa w II wojnie nie da sobie zabrać. Jest to reakcja na słowa Grzegorza Schetyna, że w wyzwoleniu obozu Auschwitz-Birkenau brali udział Ukraińcy – żołnierze Armii Czerwonej Pierwszego Ukraińskiego Frontu. Wywołało to natychmiastową reakcję Moskwy mówiąca o „odbieraniu Rosji zwycięstwa” i konieczności przeprosin ze strony Warszawy. Do takich przeprosin nie ma jednak żadnego powodu a histeryczną reakcję Moskwy można wyjaśnić tym, że z pozoru marginesowa uwaga polskiego polityka dotyka kluczowych kwestii rosyjskiej polityki historycznej. Moskwa chce by chwała wojenna pozostawała jej monopolem, ponieważ spreparowana historia wojny ojczyźnianej to jeden z zasadniczych mitów imperialnej Rosji. „Wojna ojczyźniana 1941-1945” stanowi centralny powód do chwały dzisiejszej Rosji podobnie jak było i dla Związku Radzieckiego. Rosja ma być głównym zwycięzcą II wojny światowej i wyzwolicielem połowy Europy. Ogromne ofiary i straty mają być uzasadnieniem politycznych żądań i moralnego szantażu wobec oponentów. Słowa „zwycięstwo”, „wyzwolenia”, „20 milionów ofiar” powtarzane są nieustannie, mając zagłuszyć wszelkie inne interpretacje dziejów II wojny. Trzeba przede wszystkim stwierdzić, że nie można mówić by poza terytorium samej Rosji armia czerwona kogokolwiek wyzwalała. Wyzwolenie bowiem ma przynosić wolność, tymczasem armia czerwona przynosiła komunistyczną władzę i nową okupację. Zamiast więc mówić o wyzwoleniu należałoby mówić o oswobodzeniu z rąk III Rzeszy. Można być oswobodzonym z rąk jednych oprawców przez innych oprawców. I tak to właśnie było, jeśli brać pod uwagę terror, jaki wprowadzało NKWD na podbijanych terenach. Drugą istotną kwestią jest czym była Armia Czerwona. Minister Ławrow skarżąc się, na „odbieranie” mu zwycięstwa w II wojnie, przyznaje pośrednio, że była to armia kolonialnego imperium, którego centrum było w Moskwie. To Rosjanom należeć ma się to zwycięstwo, choć w armii czerwonej służyły wszystkie ludy imperium, od Kazachów, Buriatów i Tadżyków po Ukraińców i Białorusinów. Brak jest dokładniejszych statystyk i badań, to jednak Rosjanie w tej armii stanowili najpewniej około 50-60%. Jeśli zaś wierzyć przekazom pamiętnikarskim stanowili natomiast absolutną większość wśród oficerów politycznych a także wśród nadzorujących armię służb specjalnych. Istotne pytanie dotyczy też tego „czy Rosja sowiecka była jednym z aliantów?” Można na to odpowiedzieć, że zachodni alianci byli zmuszeni uznać Rosję za sojusznika, starając się przeciągnąć ją na własną stronę. Cele jednak, jakie stawiali sobie alianci, to znaczy ci z którymi Hitler zaczął wojnę w roku 1939 oraz samej Rosji były całkowicie odmienne. W latach 1939-41 Stalin był aliantem ale nie Zachodu a Hitlera. W 1939 Pakt Hitler-Stalin umożliwił III Rzeszy podbój zachodniej Europy. Stalin przygotowywał się też do wojny z Hitlerem, nie po to jednak by przywrócić wolność Francji, Belgii czy Holandii ale by podbić i skomunizować cały kontynent. Wojnie na Zachodzie przyglądał się w roku 1940 z satysfakcją była to bowiem wojna między dwoma jego wrogami – „kapitalistyczny” Zachód traktowany był jako nie mniejszy wróg niż III Rzesza. Trzeba też koniecznie przypomnieć, jak Stalin traktował swoją czerwoną armię. Było to w jego oczach „mięso armatnie”. Jego cyniczne powiedzenie odnoszące się do ofiar we własnych szeregach „u nas ludiej mnogo” jest dobrze znane. Prowadził wojnę w sposób bandycki wobec żołnierzy własnej armii, z których życiem i ofiarami nie liczył się. Nie liczył się nie tylko z życiem Rosjan, ale tym bardziej z życiem żołnierzy wcielonych z rosyjskich kolonii do imperialnej armii. Ukraińcy, Białorusini mają prawo do własnej historii II wojny tak samo jak Amerykanie, Anglicy czy Francuzi. Ten tragiczny okres przeżyły wszystkie te narody w różny sposób. Polacy wiedzą o tym doskonale. Rosja nie może mieć monopolu i narzucać innym swojej interpretacji, tym bardziej, że jest to obecnie interpretacja mająca swoje źródła w sowieckiej totalitarnej ideologii i służąca jej politycznym i imperialnym celom. Fakt, że to właśnie Ukrainiec, późniejszy profesor prawa Ihor Pobirczenko, jako pierwszy oswabadzał obóz w Auschwitz uznać można za przypadek. W równiej mierze mógł być żołnierz innej narodowości. Jest to jednak fakt symboliczny i to właśnie polski minister spraw zagranicznych słusznie uwypuklił. Jest to dobry wstęp do obchód rocznicy zakończenia II wojny światowej, która traktowana przez Moskwę jako triumfalne zwycięstwo rosyjskiego imperializmu dla reszty Europy wcale zwycięstwem nie jest lecz tragedią, początkiem nowej zimnej wojny i zniewolenia połowy kontynentu.

PS Jeśli ktoś chce zajrzeć do tej rosyjskiej dokumentacji to się z niej dowie, że w armii wyzwalającej Auschwitz większość szeregowców i prostych żołnierzy stanowili Ukraińcy. Czym wyżej rangą tym było ich mniej i wśród oficerów już zdecydowanie przeważali Rosjanie. Wszystko jak przystało na armiię kolonialnego rosyjskiego imperium.

Patrz poniżej: ciekawa dyskusja

Reklamy