Merkel czy Putin: kto wygrał w Mińsku?

Pierwsza odpowiedz brzmi Putin. I wielu wydaje się oczywista, skoro rozejmu nie ma i zajęto Debalcewo. Rosjanin przechytrzył Niemkę, która rzekomo naiwnie wierzyła w to, co podpisywała, a on słowa nie dotrzymał. Niektórzy uważają zresztą, że Putin jest od samego początku sprytniejszy  i zwycięski. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się sprawie, to mierząc dotychczasowe  dokonania  ambicjami, jakie zdradza, odnosi on poważne porażki. Wygrywa bitwy, ale coraz bardziej przegrywa wojnę,  jaką wypowiedział Zachodowi.
Zdobycie kilku terytoriów, które przy okazji zdewastowano (Krym gospodarczo, Donbas jak najbardziej dosłownie) i w które wpompowywać trzeba pieniądze, to nie są wielkie zdobycze. Dokonując tej agresji ostrzegł jednak cały Zachód o swoich planach i spowodował powszechną zmianę poglądów na to, czym jest dzisiejsza Rosja i kim jest on sam jej prezydent. Wcześniej wierzono, że Putin będzie modernizatorem, a nawet nie w pełni demokratą, to jednak politykiem, z którym daje się jakoś współpracować. Putin Zachód tej naiwności innych pozbawił.
Łamiąc ostatnie umowy z Mińska pozbawił już tych złudzeń nawet tych, którzy chcieli mu wierzyć do ostatniej chwili. Czy kanclerz Merkel należała to takich naiwnych? Nie wydaje się. To ona pierwsza nazwała Putina człowiekiem oderwanym całkowicie od rzeczywistości i uczyniła to już dość dawno. Nie wydaje się, żeby mogła o tym zapomnieć. Zapomniał o tym natomiast, jak się wydaje Putin. Nie musiał prowadzić, żadnych rozmów w Mińsku i mógł agresję kontynuować bez tego. Wyobrażał sobie, że stwarzając bardzo krótkotrwałe złudzenia co do możliwości pokoju coś ugra. I kolejny raz prymitywnie skłamał.
Kanclerz Merkel wydaje się znacznie bardziej wyrachowana. Prowadziła negocjacje z kim, o kim wiedziała przecież, że wierzyć mu nie można. Prowokując jednak ponowne demonstracyjne kłamstwa zdobywa argumenty wobec tej reszty europejskich polityków, którzy wciąż są naiwni lub tą naiwność chcą dalej udawać.  Wciąganie Hollanda do tej gry było również dobrym posunięciem, bowiem i on czuć się musi oszukany i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. W ten oto sposób Zachód dojrzewa do wniosku, co dla niektórych było może oczywiste od początku i napotykało jednak na spory opór, że Putina powstrzymać można tylko siłą.
Plany Putina nie przewidywały, że Zachód może dojść do takiego wniosku. W jego oczach Zachód, a zwłaszcza EU-Europa, miał być dekadencki i nie zdolny do jakiekolwiek zdecydowanego działania.Pomyłka Putina wynika z jego całkowitego niezrozumienia mechanizmów działania państw demokratycznych. Debata i refleksja, jaka towarzyszy i spowalnia proces podejmowania decyzji, to w jego oczach jedynie czcza gadanina. Nie dostrzega on, że dzięki temu, demokracje zdolne są też uczyć się i wypracowywać decyzje bardziej dojrzałe i na koniec skuteczne.

Niektórzy twierdzić jednak  będą dzisiaj, że Putin odniósł zwycięstwo nie tylko na Krymie i w Donbasie, ale prawie w samym sercu kontynentu bowiem w Budapeszcie. Należy jednak lepiej przyjrzeć się, co się tam stało. Był to dla Putina dość drogi wyjazd, zapłacił bowiem za bilet do Budapesztu 10 mlrd euro. Taka jest wysokość kredytu, jakiego udzielił Orbanowi. Jest to 1/35 jego zasobów i rezerwy, jaką jeszcze posiada. Można oczywiście powiedzieć, że Orban jest przekupny. Sedno sprawy jest jednak w tym, że względy polityków musi już Putin kupować za dość duże pieniądze a trudno sobie wyobrazić, aby tracący na popularności węgierski premier mógł zmienić politykę Zachodu.

Ci którzy widzą w Putinie zwycięzcę wydają się tak samo naiwni jak on sam, nawet a zwłaszcza jeśli uważają się za jego wrogów czy oponentów. Uprawianie i zrozumienie polityki wymaga wiele wyrafinowania, a kto widzi w niej tylko stosowanie siły  nie bardzo jest zdolny dostrzegać głębszy nurt wydarzeń. Nie wykluczone, że Putin wygra jeszcze kilka bitew, wybrał się jednak na wojnę z Zachodem. Podobno aby wygrywać trzeba wroga nieco uśpić i odwrócić uwagę od swoich planów. Putin zrobił wszystko, aby swojego wroga na Zachodzie ostrzec i pobudzić do mobilizacji.

Reklamy