Putin jako kagiebista, internauta i ekonomista

Sporo ludzi uważa Putina za polityka skutecznego, ponieważ zajął Krym i Donbas oraz grozi dalej wojną. Inni twierdzą, że w istocie grzebie resztki rosyjskiego imperium, które pogrąża się w coraz większym kryzysie. Przyszłość pokaże, która diagnoza była trafniejsza. Warto się jednak zastanawiać na metodami, jakimi działa judoka z Kremla.
Putin po pierwsze liczy na swoją agenturę. Nie chodzi bynajmniej o jakiś szpiegów, którzy zdolni byliby wyciągnąć są z jakiejś szafy tajny dokument. Chodzi o takie osoby jak Gerhard Schroeder, były niemiecki kanclerz, Milos Zeman obecny prezydent Czech, Viktor Orban, premier Węgier. Marie Le Pen, przywódcę dużej opozycyjnej partii we Francji, polityków rządzącej greckiej partii SIRISA. W Polsce wpływy są skromniejsze ale zawsze liczyć może na Korwina-Mikke czy partię Zmiana. Dzięki takim politycznym aliansom Kreml chce dezintegrować Unię Europejską. Putin wierzy w swój wpływ, ponieważ za to zapłacił. Zemanowi kampanię wyborczą opłacił Łukoil, Le Pen dostała pożyczkę dla swojej partii, Schroeder popłatne stanowisko w Gazpromie. Tylko agentura dobrze opłacona może być skuteczna. Tak myśli kgbista. Przekupstwo należy doprawić strachem. Dlatego w Rosji zginęło od roku 2001 około 300 dziennikarzy i działaczy opozycyjnych. Putin jest bezwzględny i przed niczym się nie ugnie, głosi legenda. Opór na nic się nie zda. Świat w wyobrażeniu Putina składa się z ludzi przekupnych, a jeśli ktoś jest tak naiwny, że przekupić się nie daje, można go przestraszyć lub w przypadku najbardziej opornych zlikwidować.
Putin jest wreszcie największym w świecie internautą. Kreml zbudował gigantyczną maszynę propagandową, wykorzystującą to co wydaje się we współczesnym świecie najnowocześniejsze – internet. Poszczególne kraje UE dostają potężną dawkę dezinformacji, która jest tym bardziej skuteczna, że wydaje się być niejawna. W sieciach społecznościowych trafić można niemal do każdego indywidualnie. Dla konserwatysty Kreml dba o wartości chrześcijańskie przeciw gejeuropą, dla sieroty po detente Putin broni pokoju i równowagi naruszonej przez Kijów, dla lewaków sprzeciwia się Ameryce, dla Polaków cierpi razem z nimi za Wołyń, dla Czechów jest Słowianinem, dla antyklerykałów poganinem a dla kosmitów zielonym ludzikiem. Każdy dostanie w internecie to czego oczekuje wraz z sugestią, że jego marzenia spełni euroazja.
Jeśli zaś ktoś tak prosto nie daje się przekabacić, to można go napuścić na innych obok: „oburzonych” na niesprawiedliwy „system”, Węgrów na Słowaków, Słowian straszyć Niemcami, Niemców Ameryką, Polaków banderowcami, separatystów wszystkich krajów zwrócić przeciw krajowym rządom, opornych wobec Putina polityków ośmieszyć itd. Itd. I właściwie nawet nie trzeba się specjalnie wysilać się, aby prowadzić taką wojnę psychologiczną. Wszystkie takie konflikty i animozje istnieją, nie trzeba ich wynajdywać ani prowokować, należy je jedynie odpowiednio wzmocnić. I unijna Europa rozleci się i upadnie niemal sama z siebie.
Plan był dobry i wszystko miało iść jak po maśle. Putin miał pocisnąć, Unia miała się rozlecieć, a imperium w dawnej glorii miało wrócić dzięki agenturze i samej psychologii. Coś poszło jednak krzywo i Zachód zaczął wierzgać. Trudno powiedzieć, gdzie jest przyczyna, czy agentury było za mało, czy też w internecie nie poszło dość gładko – nomen omen – to wynalazek Silicon Valley, i nie dało się wszystkich w sieci oszukać, mimo że ma się po swojej stronie Snowdena.
Zachód sięgnął po sankcje gospodarcze. Putin wyśmiewał je początkowo, kpiąc, że bardziej zaszkodzą one Zachodowi niż „wielkiej” Rosji. Krym był cenną zdobyczą, ale zaczął dość drogo kosztować. Stwarza to konieczność zdobycia korytarza lądowego, by nie budować dla grube miliardy mostu. Podbity Donbas też zaczyna kosztować, jak każda wojna.
Z czasem sankcje zaczęły boleć. I tu Putin okazał się ekonomistą i pokazał swój plan „B”. Rosja gospodarczo odwrócić się ma na Wschód ku Azji, a Zachód zostanie sam, ze swoją gospodarką w kryzysie oraz bez ropy i gazu. Wybuduje się rury aż do Pekinu. To co nie udało Związkowi Sowieckiemu, zagospodarowanie Syberii i przez co Związek upadł, uda się mnie Putinowi. A sankcje? Sami je nałożymy na Zachód. Po co od niego kupować, skoro można to samo produkować u nas w domu. Import ogranicza własną gospodarkę, brzmi nowe prawo ekonomiczne Putina. Ma zadziałać w ciągu dwóch lat, inni mówią, że może w ciągu dziesięciu.
Na razie plan prawie działa. Chińczycy zaczęli coś inwestować pod warunkiem jednak, że będą mieli pakiet kontrolny w tworzonych przedsiębiorstwach. Co odebrano zachodnim inwestorom, dano chiński poszerzonym wymiarze.
Plan Putina może działać nadal ma bowiem wiele wariantów. Po niepowodzeniu wariantu A (niepostrzeżonym odzyskaniu imperium), można było przejść do wariantu B (zgwałcenia Ukrainy). Jeśli wariant B się sypie (co się chyba dzieje) można przejść do wariantu C, jakim jest eskalacja działań militarnych. Po wariancie C sięgnąć można po wariant D i otwartą inwazję. Właściwie czemu nie spróbować odbić Kijowa. Na Kremlu jest też może pewnie wariant Z, przy którym rosyjska misja pokojowa odwiedza Lizbonę (wariant Dugina). Po drodze jest też wariant N z wojną nuklearną.
W każdym wariancie agentura i internet przydadzą się w taki lub inny sposób. Każdy jednak kolejny wariant, wynik niepowodzenia poprzedniego, kosztuje coraz więcej. Agentura się demaskuje a i w internecie coraz mniej ludzi daje z siebie zrobić idiotów.
Być może jednak alfabet jest zbyt długi, by Putin zdołał zrealizować wszystkie warianty. Należy też uwzględnić odmienną kolejność liter w rosyjskiej cyrylicy i alfabecie łacińskim. Litera „w” jest nim trzecia co do kolejności, a w łacińskim prawie ostatnia. Putin jest z pewnością przy „w” w swoim alfabecie. Jeśli jednak Europa zapisuje swoje dzieje łacinką, to Putinowi nie zostało już wiele liter do końca.

Reklamy

Czy Putin się rozpadnie?

Wielki plan Putina odtworzenia rosyjskiego ale i sowieckiego imperium legł w gruzach. Po miesiącach napięć jest to już widoczne. Ukraina okazała się pułapką, w którą wpadł moskiewski przywódca. Kijów nie chce z Moskwą i to tym bardziej nie chce,  im Moskwa jest bardziej agresywna. Putin został się z unią celną,  w której jest Białoruś i niektóre kraje Azji centralnej. Nikt prócz Putina tej unii specjalnie nie chce, bowiem nie daje ona korzyści ekonomicznych, a poza tym bez Ukrainy i tak „wygląda”  ona mizernie. Będąc w konflikcie z Zachodem Putin szuka ratunku w Chinach. Gdyby Putin wrócił z Pekinu z niczym oznaczałoby, że Chińczycy postanowili mu na oczach całego świata ściągnąć spodnie. Są dyskretni i przebiegli więc nie uczynili tego. Zawarto handlowy kontrakt stulecia z jedną kapitalną (jak na kontakt handlowy) niewiadomą – ceną po jakiej Rosja będzie sprzedawała gaz i ropę Państwu środka. Kontrakt oznaczać może przyszłe uzależnienie Rosji od Chin, a właściwie jej w perspektywie zwasalizowanie. W pewnym momencie Rosjanie będą musieli zadać sobie pytanie, czy już nie lepiej było się przyjaźnić z Zachodem, bowiem gdzie by tam Zachód chciał Rosję wasalizować.

Jak zwracają uwagę niektórzy komentatorzy również Krym  może okazać się nader dwuznaczną zdobyczą Kremla. Stalin połknął kiedyś państwa bałtyckie, czego jednak Zachód nie uznał i imperium musiało swoją zdobycz oddać, co było też poważnym przyczynkiem do rozpadu ZSRR. Kiedyś przyjdzie Moskwie oddać Krym, o którego właściwą państwową przynależność Zachód będzie się upominać, i może być to początek rozpadu Federacji Rosyjskiej. Dzisiaj owa federacją żadną federacją nie jest, to jednak w pewnym momecie, ową fikcję niektórzy mogą zacząć traktować na poważnie (np.Jakuci, Buriaci, Tatarzy etc).

Putin okazuje się politycznym amatorem, co wcale nie czyni go mniej niebezpiecznym. Jego doradcą jest schizofreniczny doradca Dugin, który rysuje mu na mapie „wielką euroazjatycką Rosję”. Drugim najistotniejszym doradcą jest Surkow, specjalista od internetu. Imperialny plan Dugina  wspierany jest gigantyczną akcją propagandową, polegającą na zarzuceniu sieci tysiącem kłamstw i dezinformacją. Ta wiara Moskwy w siłę propagandy jest zadziwiająca i ma ona za podstawę pogardę dla opinii publicznej, która ma być tak głupia, że można ją bezczelnie okłamywać. Surkow wpadł na pomysł, że można do kłamania użyć internetu i w ten sposób dotrzeć do niemal każdego we współczesnym świecie. Zapomniał jednak, że ludzie, choć można ich na chwilę nabrać, myślą jednak samodzielnie. I propaganda Kremla staje się coraz bardziej kontraproduktywna, demaskuje i ośmiesza jego plany. Jedynymi którzy w nią wierzą są sami jej autorzy.

A więc „czy Putin się rozpadnie?” Nie wiadomo, Może uleci na paralotni, na której tak lubił się fotografować, by zostać w historii najwybitniejszym samcem alfa całej duginowskiej Euroazji. Być może w przestworzach spotka się z Korwinem-Mikke, który też odleci.

Antyeuropejskie wybory i nadzieja na europejskie przebudzenie

Wynikami wyborów do parlamentu europejskiego wypada być przerażonym. Rozmiar sukcesu tych, którzy chcą Unię demontować jest znaczący. Może to skończyć się paraliżem organizmu europejskiego. Ma to szczególne znaczenie w momencie, gdy Europa winna być przygotowana na stracie z Putinem. Siły który odniosły wczoraj sukces (Marie Le Pen czy nasz komediant Korwin-Mikke) to zwolennicy Putina lub lepiej siły, którymi Putin skutecznie w Europie manipuluje.

Sytuacja ta pozbawi dalej znaczenia parlamentu europejskiego. Tym samym osłabi też komisję europejską czyli tą namiastkę rządu UE. Dodatkowego znaczenia może natomiast nabrać Rada Europejska będąca „parlamentem” przedstawicieli poszczególnych rządów narodowych. Na szczęście instytucje UE są dość elastyczne i takie przesunięcie centrum decyzyjnego jest możliwe. Może też europejska opinia publiczna otrzeźwieje widząc co się stało.

Gdy chodzi o Polske zatrważająca jest niska frekwencja. Polacy wedle badań zadowoleni z uczestnictwa w Unii (70%) nie idą do wyborów (23% biorących udział). To mówi samo za siebie o poczuciu rozsądku i obywatelstwa. Nad przyczynami tego stanu rzeczy będzi wypadło się zastanawiać.

Najbardziej zadziwiająca jest Francja i 25% dla Frontu Narodowego. Świadczy to o bardzo głębokim kryzysie nie tylko politycznego życia we Francji ale i francuskiej kultury oraz francuskiego życia intelektualnego, kiedyś wiodącego w Europie. Z jednej strony dziwaczni postmoderniści (większość z nich to rozczarowani do komunizmu mędrkowie) i w reakcji na to prostacki nacjonalizm i Le Pen, którą chce bronić chrześcijaństwa w Europie na spółkę z Putinem. Jest to też Francja, która sprzedaje Putinowi Mistrale itd. Itd., Francja która z pewnością nie będzie rozumiała i nie będzie chciała zrozumieć polskich interesów. Znacznie więcej rozsądku zdają się zachowywać Niemcy, choć i tam po raz pierwszy przebili się nieco eurosceptycy z „Alternatywy dla Niemiec”. W pełni eurosceptyczne Niemcy oznaczałyby oczywiście koniec Europy jaką znamy a także powrót dla Polski do sytuacji, którą definiowano jako położenie „między Moskwą a Berlinem”.  To jednak jeszcze nie nastąpiło i Europa ma szanse wciąż się obudzić. Do tego jednak potrzebne jest też przebudzenie w Polsce – proeuropejskie przebudzenie, aby nie przebudzić się z ręką w nocniku, który podstawia ktoś taki jak Korwin-Mikke. Być może takie wyniki europejskich wyborów były potrzebne, aby dokonano powszechnej refleksji czym jest idea europejska i dlaczego jest tak potrzebna.