Wojna handlowa Putina z Zachodem – trochę nudnej lecz wysoce pouczającej statystyki

Podczas gdy kruche zawieszenie broni w Donbasie trwa, wojna gospodarcza między Zachodem i Ukrainą a Rosją nabiera rozmachu. Ogłoszone przez Unię a następnie Stany sankcje dotyczą przede wszystkim sektora energetycznego i wielkich rosyjskich koncernów takich jak Gazprom czy Rosneft. Nie będę one mogły otrzymywać kredytowania z banków zachodnich, co przy ich finansowych problemach (mimo ogromnych zysków) jest ogromnym ograniczeniem. Sam Rosneft potrzebuje ok 40 mlrd $.

Eksport gazu to 9.12% (dane za rok 2012) a ropy to 54%.  Exportu Rosji.  Zachód uderzając w kwestie ropy uderza więc w zasadniczy sektor rosyjskiego eksportu a tym samym rosyjskiej gospodarki.

Jednocześnie spada cena ropy, co może być wzmocnione świadomym działaniem przede wszystkim Amerykanów na rynku energetycznym (m.in. przez wyprzedaż części zapasów). Spadek o 5% oznacza stratę dla rosyjskiego eksportu stratę około 12.5 mlrd. Obecna cena ropy wynosi 98$ za baryłkę i w ciągu trzech miesięcy jest to obniżka ze 115 $. Wedle wiele ekspertów Moskwa nie jest zdolna zamknąć swego budżetu jest cena ropy trzyma się przez nieco dłuższy czas poniżej 90$.

Przypomnijmy, że przewidywany wzrost gospodarczy Rosji na ten rok przewidywany jest na poziomie 0,4 %,  natomiast w roku przyszłym gospodarka rosyjska zmniejszyć się ma o 1.5%. Prognozy te nie brały jednak pod uwagę wprowadzonych sankcji.

Obroty handlowe Rosji z Zachodem wynoszą to 53% rosyjskiego eksportu i mniej więcej tyle samo importu. Dysproporcja w porównaniu z Zachodem widoczna jest jeśli wziąć pod uwagę, że UE eksport do Rosji to zaledwie 7.3% a import to 11.9%. Trzeba dodać, że zmniejszając czy też będąc odcięta od części importu Rosja pozbawia się wyżej przetworzonych dóbr i bardziej i części bardziej zaawansowanych technologii (potrzebnych m.in. w energetyce).

Próba odpowiedzi ze strony Moskwy to ograniczenia w dostawach gazu, czego doświadczyły w ostatnich dniach kraje Unii (w tym Polska i Niemcy). Zachód jest jednak w stanie zastąpić pojawiający się deficyt. Zarazem takie postępowanie Moskwy staje się dla całej Unii poważnym ostrzeżeniem i obala szerokie dotychczas obecne przekonanie, że tam gdzie się handluje nie wkracza polityka. Okazuje się, że Putin gotów jest poświęcić własne interesy ekonomiczne na rzecz celów politycznych (inna rzecz czy jego działania są skuteczne).

Druga część reakcji Moskwy to demonstracyjne przeorientowania się gospodarczo na z Azję. Jest w tym jednak więcej iluzji niż realiów. Eksport do Chin to zaledwie 8.1% (nawiasem mówiąc mniej niż do Holandii). Próba więc przestawienia się na kontakty z Azją to (to znaczy głównie z Chinami) to absolutnie pieśń przyszłości, jeśli w ogóle jest to możliwe. Aby na przykład eksportować ropę i gaz do Chin trzeba najpierw wybudować rurę za około 50 mlrd $. Jedynym realnym skutkiem może być uzależnianie się Rosji od Chin, które posiadają gospodarkę 5-6 razy większą od Rosji.

Putin wyraźnie grał na to, by zbudować grupę państw (BRIC – Brazylia, Russia, India, Chiny), które mogłyby stanowić przeciwwagę dla Zachodu a przede wszystkim dla USA. Podstawę dla takich spekulacji dawał fakt, że procentowy udział gospodarek Zachodu w stosunku do całości gospodarki światowej malał a grupy BRIC rósł. Znów jednak trzeba dokładniej przyjrzeć się liczbom. USA jest absolutnie pierwszym partnerem handlom Chin (19% eksportu chińskiego), gdy tymczasem Rosja jest na dalekiej pozycji z zaledwie 2.8% i nie ma żadnych widoków by mogło się to znacząco zmienić. A w ogóle o BRIC choć mówi się jako o grupie państw (odbywają się międzynarodowe konferencje w takim składzie), to owe państwa nie są połączone żadnymi istotnymi powiązaniami gospodarczo-handlowymi. Rosja więc w jej pojedynku gospodarczym z Zachodem jest osamotniona i nie może liczyć na niczyje znaczące wsparcie.

Zostają jeszcze owe legendarne rosyjskie nagromadzone w okresie ostatniej dekady zasoby. Choć wynoszą one aż 28% rosyjskiego GDP ale tylko tylko ok 500 mlrd, z czego jak się wydaje Putin już część utracił (co najmniej ok 100 mlrd). Jeśli walczy się na tak wielu frontach jak czyni to Moskwa to jest naprawdę nie wiele i zmienia całości obrazu.

Przestawione dane statystyczne są ogólne,  oddają jednak generalne proporcje (nie mówiąc już o zasadniczej sprawie, że gospodarka Zachodu jest 14-16 razy większa od gospodarki Rosji). Dają one obraz gigantycznej dysproporcji między siłą gospodarek Zachodu i Rosji. Pokazują też że plany Putina, by zmienić front i nastawić się na współpracę z Azją są mrzonką, jeśli miałoby to zrównoważyć straty w wojnie gospodarczej w Zachodem.

Próby natomiast  zwrotu ku Azji (nawet jeśli w tej chwili iluzoryczne), których skutkiem byłoby wpadnięcie Moskwy w objęcia Pekinu, mogą nasuwać strategom w Waszyngtonie i Brukseli myśli dość niebezpieczne dla Moskwy. Skoro Rosja przestaje być jakimkolwiek wartościowym partnerem dla Zachodu i wpaść może w objęcia Chin,  najlepiej było aby się rozpadła. Jest przecież ogromnym i w dużym stopniu pozbawionym spójności terytorium, scalonym jedynie mackami niewydolnej biurokracji. Na ostatnie już prawdziwie kolonialne imperium nie ma już miejsca we współczesnym świecie, zwłaszcza jeśli żyje ono mitami swoich dawnych podbojów.

Reklamy

Polska na wielkiej szachownicy. Pionek czy rozgrywający? Podsumowanie sejmowego raportu

Co będzie ze światem i gdzie będzie Polska w roku 2030? Jeśli przesuniemy granicę o następne dziesięć lat do roku 2040 wciąż mamy do czynienia przyszłością która żywo i bezpośrednio obchodzić winna większość dzisiejszego polskiego społeczeństwa. 2030 i 2040 nie są wcale tak odległe terminy, jeśli tylko trochę się nad tym zastanowić.

Los Polski jest ściśle związany z losem całego kontynentu. Zdanie to brzmieć może na pozór banalnie, ale dzisiaj i w bliskiej przyszłości wyraża bez porównania więcej niż przed na przykład stu czy nawet pięćdziesięciu laty. Wielkie problemy demograficzne, rozwoju technologicznego i energetyki będą dotykać Polskę bezpośrednio i w coraz większym stopniu. Od tych zależności nie ma ucieczki.

—————————-

Podsumowanie raportu opracowanego w ramach prac spoełecznego zespołu doradców przy przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Autorzy:Kazimierz Wóycicki, Adam Balcer przy współpracy Adama Krawczyka. Wkrótce ukaże się w Wydawnictwach Sejmowych

——————————-

Owe wezwania nadchodzą z wielkiego świata i związane są z globalnymi przemianami. Taka perspektywa może paraliżować, cóż bowiem kraj polskich rozmiarów, obecnie mniej niż 0,6 procenta ludności Ziemi może zaradzić na wielkie problemy całego świata. Jeśli by tak miało rzekomo być, należałoby by zajmować się jedynie najbliższym otoczeniem, w nadziei, że światowe katastrofy ominą jakoś nasze podwórko. Jest to jednak nadzieja mało uzasadniona, jeśli do takich globalnych katastrof miałoby istotnie dojść.

Jesteśmy jednak przekonani, że z aktywną i otwartą postawą wobec świata, Polska będzie dawała sobie o wiele lepiej radę. W roku 1989 Polska odzyskała szanse, jakich nie posiadała w wieku XIX i jakie odebrano jej w roku 1939 i 1945. Ograniczenie własnych ambicji politycznych do drugorzędności i bycie jedynie klientem, tych którzy skutecznie podejmują wyzwania przyszłości, byłoby powtórzeniem wcześniejszych grzechów polskiej historii. Tym bardziej, że historia na ogół srogo każe tych, którzy nie podejmują nasuwającej się okazji. Jak ją jednak Polska wykorzysta? Czy dawniejsze porażki dla polskiej społeczności politycznej będą lekcją, że wszelkim zagrożeniom trzeba zapobiegać z odpowiednim wyprzedzeniem? Że w momentach największego nawet powodzenia nie można zapominać o niebezpieczeństwach?

Kwestia demografii i zmniejszającej się liczby ludności stanie w ciągu najbliższych dwóch dekad jednym z najpoważniejszych jeśli nie najpoważniejszym polskim problemem. Wiele środowisk zdaje sobie z tego sprawę. W tym opracowaniu staraliśmy się podkreślić, że nie jest to problemem wyłącznie polskim, lecz problemem globalnym, w szczególny sposób tego regioniu naszego kontynentu – Europy środkowej – do którego przynależymy. Nie ma żadnej prostej odpowiedzi, jak sobie z nim poradzić. Zdania ekspertów są podzielone. Jedno jest pewne. Problemu nie można lekceważyć i odkładać na po tym. Im później się go frontalnie podejmie, tym stanie się on trudniejszy.

Podobnie kwestie nazwane tu „zmianą paradygmatu technologicznego” – w dużym stopniu związanego z problemami pozyskiwania i sposobami wykorzystywania energii – stanowią wyzwanie dla każdego kraju na świecie. Problemy te Polski w żadnym stopniu nie omijają. Podejmowanie z myślą jedynie o załataniu potrzeb bieżących może zakończyć ogromnymi trudnościami i całkowitym zahamowaniem rozwoju już niedalekiej przyszłości. Znów trudno planować coś czego dzisiaj planować się nie da. Można jednak już dzisiaj działać z perspektywą strategiczną i długofalową.

Odpowiedzią zdaje się być budowa jak najnowocześniejszej inteligentnej gospodarki budowanej przez społeczeństwie wiedzy. Nie mając w nadmiarze ludzi, trzeba dbać o kapitał intelektualny społeczeństwa. Inteligentna gospodarka jest w stanie zapewnić odpowiednio wysoką wydajność pracy, dostateczną dla zaopatrzenia starzejącego się społeczeństwa z rosnącą ilością osób nie pracujących. Z pewnością przejadanie obecnego sukcesu, bez inwestowania w przyszłości, skończyć się cywilizacyjną i gospodarczą degradacją.

Trzeba zdawać sobie jednak sprawa, że droga do takiej inteligentnej i super wydajnej gospodarki, choć w naszym przekonaniu jedyna, jest zarazem bardzo trudna. Nie można jej zaplanować i zaordynować. Wymaga wielkiej pracy i inicjatywy. Wymaga też współdziałania z innymi.

Jeśli Polska ma przetrwać następne pięćdziesiąt lat i dalej do końca wieku, to tylko w solidarnej rodzinie europejskich społeczeństw, podejmującej wspólne z nimi polityczne działanie. Myśl tą winni sobie wpisać do stammbucha nie tylko polscy euroentuzjaści, tym bowiem myśl taką najłatwiej jest zaakceptować, ale przede wszystkim eurosceptycy, ale tym bardziej kręgi myślące w bardziej tradycyjnych kategoriach narodowych. Jeśli takiej solidarności i współdziałania nie będzie, należy przewidywać, że nasz kontynent nie tylko straci na znaczeniu, spadając do jakiejś światowej drugiej ligi, ale najprawdopodobniej przestanie istnieć w obecnym kulturowo politycznym kształcie. Jedną z pierwszych ofiar takiego właśnie kryzysu byłaby Polska.

Jeśli więc komuś zależy na Polsce w świecie globalnych zagrożeń, winien szukać oparcia w idei europejskiej, nawet jeśli ta Europa nie do końca odpowiada jego wyobrażeniom. Myśl, że zdoła ktoś zmienić cały świat wydaje się istotnie mrzonką, myśl że zdoła się wpłynąć na losy integracji europejskiej wydaje się bliższa rzeczywistości. Będąc poza Unią lub na jej marginesie nie zdoła zrobić się niczego.

Polityka regionalna nie straci dla Polski na znaczeniu. Staraliśmy się wykazać, że regionem, który będzie miał rosnące znaczenie z punktu widzenia Warszawy staje się szeroko rozumiana Europa Środkowa rozciągnięta na osi Północ-Południe. Polsce nie wolno też lekceważyć swego szeroko rozumianego środkowoeuropejskiego otoczenia, które również dla UE ma znaczenie strategiczne. Unia pozbawiona Europy Środkowej z całą pewnością miałaby z wielu względów o wiele większe trudności, jeśli w ogóle byłoby to możliwe.

Globalna problematyka dotykać będzie też Polskę w stopniu bez porównania większym niż dotychczas. Tym globalnym wyzwaniom Polska nie będzie mogła sama sprostać. Jedynie wspólne działanie całej EU-Europy będzie mogło ewentualnie uporać się z nadchodzącymi zadaniami. Dlatego też kształtowanie ogólnoeuropejskiej polityki nabiera dla Polski pierwszorzędnego znaczenia. Jaka będzie sytuacja Europy, taka będzie sytuacja Polski.

Europa żegluje od początku XXI wieku po coraz bardziej burzliwym i zmiennym oceanie dziejów. W tej sytuacji sterowanie polskim okrętem płynącym w europejskiej flotylli wymaga ogromnej rozwagi. Jaki może być polski plan dla Europy? Nie trzeba go od nowa budować. Pewne wskazówki wynikają z polskiego doświadczenia historycznego. Inne są wynikiem doświadczeń po roku 1989, zakorzeniły się już w polskim myśleniu politycznym i są istotnymi wątkami polskiej polityki zagranicznej. Polska winna być adwokatem poszerzania Unii oraz więzów atlantyckich. Poddanie polskiej polityki zagranicznej przejściowym modom i nadmiarze taktycznych kombinacji byłoby z wielką szkodą dla jej skuteczności.

Wszelkie plany w polityce należy jednak traktować z dystansem. Przyszłości nie da się w szczegółach ani przepowiedzieć, ani tym bardziej zaprojektować. Wschodnie rozszerzenie Unii może okazać się procesem nierealnym. W Rosji mogą nastąpić zmiany, które wstrząsną całą światową geopolityką i wpłyną zasadniczo na sytuację całego obszaru Europy Wschodniej. Turcja może wyrosnąć na samodzielną potęgę. Poważne zmiany przynosić będą demografia, kwestie energetyki i pełen niespodzianek postęp technologiczny. Niewiadomych jest ogromna ilość. Wiemy tylko, że sytuacja współczesnego świata nie jest stabilna, a nurt historii jest wartki. Najbliższe dwie dekady przynosić będą z całą pewnością zmiany w świecie o zasadniczym znaczeniu. Może nie przeżyjemy żadnego tak spektakularnego i nagłego przełomu, jakim był rok 1989, ale świat w roku 2030 będzie najpewniej mało podobny do tego, jaki początkowo, jak wydawało się, wyłaniał się z epoki „zimnej wojny”.

Trzeba więc mieć własne zdanie nie tylko jakiej Europy chcemy z punktu widzenia naszych bezpośrednich interesów, ale jaka EU-Europa ma szansę przetrwać w globalnym świecie, po to abyśmy my sami jako Polska mogli przetrwać wraz z nią.

 


			

Gospodarczo Niemcy wschodnie dogonimy szybciej

Waldemar Kuczyński pisze (http://studioopinii.pl/) , że Niemcy dogonimy w dochodzie na głowę w ciągu najbliższych 15 lat.  Można dodać do tego  jeszcze lepszą wiadomość. Jesteśmy bliscy dogonienia dawnego NRD czyli obecnych Niemiec wschodnich.

            W roku 1990 polskie  GDP per capita stanowiło zaledwie 46%  tego samego wskaźnika poziomu życia w Niemczech Wschodnich. Dziś średnie GDP per capita pięciu wschodniniemieckich landów wynosi  25 tys $. W Polsce 18.8 tys%. Oznacza to, że polskie GDP per capita stanowi obecnie 75% wschodnioniemieckiego.

Tabela ukazuje GDP per capita całości Niemiec, Niemiec wschodnich i Polski.

Polskie GDP (PPP) per capita w relacji do ogólno-niemieckiego GDP
1990 – 29% ,2005 – 41%,2010 – 52%

Polskie GDP (PPP) per capita w relacji do wchodnioniemieckiego GDP
1990 – 46%, 2008 – 75%
Wschodnioniemieckie  GDP (PPP) w relacji do ogólnoniemieckiego.
1990 – 63%, 2008 – 69%

Tabela ta nasuwa jeszcze jeden wniosek, że Polska goni zachodnie Niemcy znacznie szybciej niż czynią to Niemcy wschodnie.

Do tej statystyki niezbędnie trzeba dodać, że 16 mln wschodnich Niemców otrzymało transfer 1.9 biliona $, gdy tymczasem pomoc dla polskiej transformacji to ok.100 miliardów na 38 mln. Oznacza to, że na stastycznego Osi przypadało w ciągu ostatnich 20 lat średnio w roku 6 tys $. Jest pewnym uproszczeniem ujmowanie od wschodnioniemieckiego GDP per capita tej sumy.  Jeśli jednak zdecydować się na nie, to należałoby stwierdzić, że gdyby nie pomoc z Zachodu Niemiec, poziom życia w Niemczech wschodnich i w Polsce byłby dzisiaj już na tym samym poziomie.

            Ponad 40% obywateli Niemiec wschodnich zależnych jest zresztą  od pomocy socjalnej. Tak może się dziać własnie wobec wciąż ogromnej pomocy Zachodu Niemiec dla ich wschodniej części.

            Wszystko to mówi bardzo wiele mówi, przez porównanie, o sukcesie polskiej transformacji. W pewnym sensie można powiedzieć, że najszybciej doganiamy Niemców, wobec których mieliśmy największe kompleksy. To prawda doganiamy Niemcy nierównomiernie, bowiem  tych Niemców zaraz za miedzą, a lepiej powiedziawszy tych zaraz za Odrą, doganiamy znacznie szybciej. Jeśli sprawy pójdą dotychczasowym trybem i tempem polskie GDP per capita powinno wyrównać się ze wschodnioniemieckim do roku 2020.

            Ogólna polsko-niemiecka relacja może oczywiście być rozmaicie ilustrowana. Mieszkaniec Mazowsza odwiedzający Mekleburgię przyjeżdża tam  jako ten  kto statystycznie ma większy dochód na głowę (Mazowsze podług tej miary jest najbogatszym polskim regionem). Mieszkaniec warmińskiego (jednego z biedniejszych polskich regionów) przyjeżdżający do Badenii-Witembergii (jeden z najbogatszych niemieckich  regionów) będzie miał GDP per capita niemal 10 razy mniejsze.

            Kuczyński zapowiada, że Niemcy dogonimy w 15-20 lat. Można to jednak trochę doprecyzować. Niemcy wschodnie dogonimy wcześniej, Niemców zaś na Zachodzie będziemy gonić będziemy trochę dłużej.

Czy internet wesprze liberalną demokrację?

Rozważania o sieci (internecie) nie są dziś wąską wyspecjalizowaną dziedziną, zajmującą się ważnym, lecz marginesowym zjawiskiem, interesującym jedynie dla ekspertów od informatyki. W istocie namysł nad  społecznym oddziaływaniem sieci jest dzisiaj analizą wyłaniania się nowych stosunków społecznych. Socjologia sieci – wąska dziedzina budząca do nie dawna zainteresowanie niewielu – staje się socjologią współczesnego społeczeństwa. Po lekturze pracy Yokai’a Benklera, wybitnego amerykańskiego badacza, można zdobyć takie  przekonanie.

Autor jest nie tylko wybitnym znawcą sieci, ale i przenikliwym myślicielem społecznym. Dodajmy od razu, że jest też zdecydowanym zwolennikiem liberalno-demokratycznego społeczeństwa. Stara się dowieść, że sieć sprzyja rozwojowi takiego społeczeństwa, choć nie jest żadnym odnośnie tego deterministą, widząc liczne zagrożenia zarówno dla wolności w sieci jak dla współczesnego otwartego społeczeństwa.

Benkler mówi o „sieciowej gospodarce informacyjnej”, którą przeciwstawia   „przemysłowej gospodarce informacyjnej”. Tą ostatnią uważa za formację odchodzącą. Jej struktura najlepiej daje się zilustrować działaniem telewizji. Jeden potężny nadawca gromadzi miliony izolowanych odbiorców. Nadajnik i studio telewizyjne wymagają  wielkich nakładów kapitałowych, zarazem jednak sytuacja ta pozwala na daleko idącą kontrolę nadawanych treści. Związane jest to z posiadaniem na własność podstawowego zasobu informacji. Centralizm i kontrola to podstawowe cechy „przemysłowej gospodarki informacyjnej”. Przypominają się w tym miejscu liczne krytyczne opisy tzw „społeczeństwa spektaklu”, co było tematem wielu rozpraw trzydzieści, czterdzieści lat temu. Rozprawa Guy Deborda robiła wówczas duże wrażenie.

            Zupełnie inaczej, zdaniem Benklera, dzieje w „sieciowej gospodarce informacyjnej”. Nie ma w niej centralnego nadawcy. Granica między twórcą a odbiorcą informacji zaciera się. Dzieje się tak dzięki sieci, w której tworzeniu uczestniczą miliony (miliardy) osób, mających w użytku swoje PC-ety. Produkcja informacji nie wymaga tu nakładów kapitałowych. Jest wspólnotowa, bezkapitałowa, pozarynkowa, jest produkcją partnerską – są to wszystko określania, który daje Benkler. Mówi o „powstaniu radykalnie zdecentralizowanej gospodarki pozarynkowej”.

            Rozważania badacza wykluczają w niektórych punktach daleko poza to, co dzieje się w sieci. Uważa on i stara się dowieść tego licznymi przykładami, że natura ludzka bynajmniej nie jest zdominowana przez homo  economicus. Skłonności do obdarowywania się, altruizmu etc są  motorami gospodarki, w równym stopniu jak sama chęć zysku. Nie w każdych jednak warunkach cechy te mogą się ujawnić. „Przemysłowa gospodarka informacyjna” cechy te tłumiła. Gospodarka sieciowa pozwala im się rozwijać i nabierać niebagatelnego znaczenia ekonomicznego.

            Benkler wskazuje dobrze znane produkty, w taki właśnie sposób wytworzone. Jest nim np. Wikipedia, duża cześć oprogramowania internetowego. Badacz wskazuje jednak, że możliwości jakie daje sieci pozwalają na nieznane przed tym sposoby społecznego organizowania się zarówno w celu integracji jak i protestu.

Najbardziej przekonywujące są argumenty o zaletach sieci, gdy Yokai Benkler pisze o  masowym i aktywnym uczestnictwie w kulturze – nie tylko w jej odbiorze ale i w jej tworzeniu. Wydaje się istotne, że „człowiek usieciowiony” może czuć się mniej samotny i może mieć poczucie i rzeczywiście uczestniczyć w życiu społecznym. W szczególny sposób może to dotyczyć ludzi starych. „Nową cechą połączonych umysłów ludzkich jest to, że  tworzą one rzeczy dla wspólnej przyjemności i opanowania niepokojącego poczucia nadmiernej samotności” cytuje Benkler innego wybitnego badacza Internetu  Ebena Moglena.

Benkler mówi o nowej  sieciowej „ludowej kulturze”. To jego określenie jest wielce zastanawiające. Czym w świecie, w którym sieć  odgrywać ma tak znaczącą rolę, przyczyniając się do tworzenia  nowego typu kultury ludowej miałaby być kultura wysoka? Czy łatwość tworzenia kultury w sieci metodą „wytnij-wklej” nie jest kluczem do zrozumienia zjawiska postmodernizmu? Lektura pracy jest pasjonująca, dzięki inteligencji i erudycji autora, nieustannie podpowiada liczne i ciekawe skojarzenia.

Benkler stara się też odeprzeć krytyki, jakie stawia się oddziaływaniu sieci. Głównych kierunków tej krytyki jest kilka. Po pierwsze  sieć wytwarzać ma nadmiar informacji i ostatecznie kakafonię  i stwarza brak wiarygodności (zarzut Wieży Babel). Jest zarzut wprost przeciwny do poprzedniego,  że sieć pozostawia owe miliony nadawców w istocie izolowanymi (samotni blogerzy). Krytykuje się też sieć za to, że decentralizacja jest pozorna, bowiem ci, którzy mają kapitał mogą się w sieci odpowiednio „rozepchnąć” oraz że filtrowanie (kontrola) informacji jest możliwa, czego przykłady dają takie państwa jak Chiny lub Iran.

Trzeba przyznać, że Benkler włożył sporo wysiłku, by zarzuty te odeprzeć. Dla każdego kto choć liznął trochę kultury matematycznej mogą wydać się pasjonujące opisy Benklera, jak topologia i teoria grafów służy dziś do badania sieci i jak daleko idące wnioski, społecznej a nie matematycznej natury, można z tego wyciągnąć.

Rozważania Benklera stoją na antypodach wszelkich apokaliptycznych wizji, według których  nowe środki techniczne umożliwią pełną kontrolę i zduszenie wolności. Wprost przeciwnie amerykański socjolog uważa, że umożliwiają one więcej wolności. Jest więc przeciw wizjom Huxleya, a po stronie Alvina Toflera i jego rozważań o „trzeciej fali”. Dodajmy, książka Tofflera została w Polsce wydana jeszcze przed 1989, ale ocenzurowano ją z fragmentów zapowiadających upadek komunizmu wskutek decentralizującego oddziaływania Internetu.

Jakby rozważania Benklera nie były dobrze udokumentowane, budzić muszą  w uważnym czytelniku również wątpliwości. Na gospodarkę, o której pisze Benkler składa się przede wszystkim informacja. Jak jest jednak z produkcją towarów? Nie było przy lekturze książki jasne dla mnie, jak „sieciowa gospodarka”, która ma być „bezrynkowa”, wpływa czy wpływać może na obieg towarowo-pieniężny i jak wpływać może na rynek usług. Jak wyglądać ma koegzystencja  sieciowej społecznej produkcji z przemysłową gospodarką? Jak zapewnić dystrybucję dóbr wytwarzanych przez gospodarkę przemysłową wśród producentów gospodarki sieciowej? Czy mają być oni jedynie skromnie żyjącymi altruistami na marginesie społeczeństwa konsumentów? Benkler zdaje sobie dobrze sprawę z tych wszystkich pytań. Między innymi miary dla postępu gospodarczego szuka nie w tradycyjnym GDP per capita lecz we wskaźniku, jakim jest Human Development Index (HDI). Jego odpowiedzi nie są wystarczające i chyba nie mogą być.

Benkler jest wizjonerem, ale nie utopistą. Stawia przed nami problemy, które dopiero domagają się rozwiązania. Stawia przede wszystkim pytania, których nie sposób pominąć myśląc o współczesnym społeczeństwie.  Istotnie, kto nie bierze pod uwagę oddziaływana sieci, nie wie, co się wokół niego w społeczeństwie dzieje.

Rec: Yohai Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynek i wolność. Warszawa 2008.

Polsko-niemiecka asymetria (jak daleko sięga?)

W związku z dyskusją jaką sprowokował Waldek Kuczyńśki podając dane stat. dla polskiej i niemieckiej gospodarki, zamieszczam ten rozdziamojej książeczki Jak rozmawiać z Niemcami (jej współautorem jest aWaldek Czachur)

Słowo „asymetria” stało się w dialogu polsko-niemieckim pojęciem, które z jednej strony odzwierciedla rzeczywistość, z drugiej zaś narzuca pewien sposób interpretacji relacji bilateralnych i myślenia o nich. Trudno jest oczywiście zaprzeczyć, że Niemcy są krajem o wiele bogatszym od Polski. Więc nie można unikać pojęcie asymetrii, ale nie można go też nadużywać. Dlatego pytamy, jak wielka jest jednak ta różnica między Niemcami a Polską? W Polsce nierzadko napotyka się opinię, że gospodarka niemiecka jest osiem czy nawet dziesięć razy większa od gospodarki Polski i w ogóle Niemcy są wielkim mocarstwem, a my takim biednym, małym krajem. Takie spojrzenie na rzeczywistość jest dla Polski mało korzystne, ponieważ wyolbrzymia wyabstrahowane nierealne dysproporcje.

Warto przy analizie potencjałów Polski i Niemiec spojrzeć więc trzeźwym okiem na statystyki. Oczywiste jest, że i one nie są wolne od pewnego zniekształconego wizerunku rzeczywistości, lecz są próbą jej zobiektywizowania. Continue reading „Polsko-niemiecka asymetria (jak daleko sięga?)”

Grecy, Euroland i nasze interesy

Kogo należy winić za obecną sytuację w Grecji? Jedni winią Greków, a w Niemczech mówi się o „leniwym południu” i „pracowitej północy”. Można dodać na marginesie, że od pewnego czasu „polnische Wirtschaft” zaliczany jest do tej ostatniej. Inni mówią, czyni to wielu amerykańskich specjalistów, że winni są przede wszystkim Niemcy i sposób, w jaki skonstruowano strefę euro. Continue reading „Grecy, Euroland i nasze interesy”

Finansowy kryzys i sprawa polska – krótki kurs ekonomii światowej z poradami dla nas

Obecna sytuacja gospodarcza w świecie nazywa jest często kryzysową. Trzeba od razu stwierdzić, że definicja taka jest trafna jedynie z punktu widzenia Zachodu. Gospodarki Chin, Indii czy nawet Brazylii prą silnie do przodu. Jak dalece jest więc to sytuacja kryzysowa dla Polski? Czy też należymy do tych, którzy w światowych rankingach awansują? Continue reading „Finansowy kryzys i sprawa polska – krótki kurs ekonomii światowej z poradami dla nas”