Spór o polską pamięć – jak opowiadać o Polsce

31 thoughts on “Spór o polską pamięć – jak opowiadać o Polsce

  1. Polska.Ojczyzna.Dom.Ciężko w kilku minutach a nawet godzinach opowiedzieć historię kraju.Historię, która odbiorcę ma zainteresować.Latami walczylismy o wolność, stąd w wypowiedziach Polaków zawsze jest dużo emocji.Ba, nawet najwybitniejsi znawcy polskiej historii maja problem czy subiektywnie podejśc do tematu czy też przekazać suche informację.Po II wojnie światowej długo odbudowywalismy tożsamość narodową.
    Adresaci naszej wypowiedzi patrzą ze swojej perspektywy – maja własna historię, dlatego należy szanować odbiorcę…Czy jednak żyjąc w dzisiejszej Polsce pełnej kłamstw i ciągłych kłótni potrafimy szanowac kogokolwiek?

  2. W dobie globalizacji nie wszyscy mamy czas i chęci na badanie oraz analizowanie faktów historii. Z przykrością muszę stwierdzić, że obecnie źródłem historii są często np. strony internetowe nie wiadomego pochodzenia, blogi, fora dyskusyjne, których autorzy wykorzystują historię do własnych celów, niestety również w cyniczny sposób do uprawiania polityki.
    Myślę, że podstawą historii jest rzetelna wiedza oparta na wiarygodnych źródłach, wiarygodnych historykach oraz w wiarygodny sposób przekazana. Uważam również, że historia powinna towarzyszyć nam od najmłodszych lat. Nauka i wiedza to jedyna właściwa droga do poznawania historii, która nie jest czarno-biała.

  3. Zgadzając się z poszczególnymi poniższymi wypowiedziami, dotyczącymi przekazywania historii Polski, mamy świadomość jako, że zupełnie inaczej będziemy opowiadać tę samą historię innym mieszkańcom innych krajów, którzy w różnorodny sposób spostrzegają Polskę. Prawdą zatem jest fakt, iż historia jest tylko jedna, jednak interpretowana przez każdego z nas indywidualnie ze względu na to jak została ona nam przedstawiona w domach czy w szkole. To, że w poszczególnych przekazach Polska i jej obraz kreowany był jako kraj męczeński, wiecznie zmagającymi się z cierpieniami według mnie należy uszanować, gdyż jest historią nieodzowną Polski. Jednak powinniśmy dążyć do kreowania wizerunku Polski jako kraju pełnego zwycięstw, bohaterów i obywateli świadomych swojej tożsamości.

  4. Jak opowiadać o Polsce? Zgadzam się z Agnieszką, że inaczej należy rozmawiać o historii z Niemcami, Rosjanami czy Francuzami tak by nie urazić naszych rozmówców. Jednakże prawda historyczna jest jedna i dlatego należy opowiadać zgodnie z faktami historycznymi. Nie zgadzam się z poglądami, że polską specjalnością jest wyłącznie martyrologia, podczas gdy inne państwa świętują i eksponują same zwycięstwa. Wystarczy obejrzeć kilka zagranicznych filmów poświęconych II wojnie światowej. Ponadto, według mnie całkowita negacja cierpienia narodu polskiego byłaby fałszywym przedstawieniem historii Polski. Czy nam się to podoba czy nie, jak pisał Mickiewicz cierpienie jest nieodłącznie związane z Polską i Polakami, dlatego zgodzę się z wypowiedzią papieża Jana Pawła II, że „świat powinien wiedzieć, ile nas Polaków kosztowało prawo do swojego miejsca na ziemi”. Chciałabym również zaznaczyć, że nie oznacza to, że mamy tylko „pielęgnować” swoje poświęcenie i porażki. Wręcz przeciwnie powinniśmy także sławić się swoimi zwycięstwami.

  5. Jaka jest Polska? Jaką Polskę byśmy chcieli mieć? Jaka powinna być prawda o Polsce? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi, gdyż każdy sobie powinien zadać podobne, które pokażą mu własne oczekiwania w postrzeganiu prawdy historycznej. Gdy dla jednych na przestrzeni lat były okresy nierówności dla drugich wiodło się całkiem dobrze. Gdy jedni ginęli, drudzy byli gdzieś z boku. Przez lata były chwile trudne ale i dobre. Potrafimy budować i burzyć. Lecz nikt nie zabierze nam tego, że potrafimy poderwać się do walki, ale co potem?, Czy jest dobrze, czy może było? Pamiętając choćby o drugiej wojnie światowej, o zniszczeniach które pozostawiła, o tragediach ludzkich potrafiliśmy odbudować ruiny kraju. Zbudowaliśmy także w końcu demokrację, ale czy potrafimy się w niej odnaleźć. Czasami wydaje mi się, że nosimy w sobie takie małe „liberum veto” bez miejsca na budowanie kompromisów. Myślę, że powinniśmy nauczyć się wyciągać wnioski z przeszłości, zamykać napisane rozdziały i pisać kolejne w taki sposób by na kartach była duma, by nie zastanawiać się nad złymi stronami, by nie było potrzeby pomijania lub przeinaczania historii, pamiętając przy tym że „historia lubi się powtarzać”.

  6. W mojej opinii pamięć historyczna nie powinna polegać na wyłuskiwaniu politycznie poprawnych oraz wygodnych dla nas faktów. Historia winna być przedstawiana przede wszystkim taką, jaką była. Bez wyjaskrawiania, bez budowania ideologii oraz bez zbędnych przymiotników. Próbkę przekazywania zakłamanej historii ze względów politycznych mieliśmy za komuny i mimo, iż minęło już sporo czasu, wiele faktów ujrzało światło dzienne to i tak z łatwością znajdziemy osoby, które tęsknią za tamtym ustrojem. Jestem zdania by opowiadając naszą opowieść nie dać się wciągać w zbyt emocjonalny stosunek do tego, a tym bardziej skupiać się na faktach, a nie na wyimaginowanych historyjkach. Oczywiście każdy słyszał opowiadania dziadków, starszych sąsiadów czy też innych osób, które brały udział w danych wydarzeniach. Jednak uważam, że warto takie historie również poddawać pewnej segregacji, jeżeli mają być one podstawą to wysuwania przez nas jakiś tez.

  7. Jeśli ktoś ma wątpliwości czy istnieje spór o polską pamięć i sposoby opowiadania o niej, powinien przeczytać poniższe komentarze, które ukazują w jak zróżnicowany sposób podchodzimy do historii naszego kraju.
    Moim zdaniem, nie ma wielu historii, jest tylko jedna, wiele jest jednak jej interpretacji często błędnych, wynikających z niewiedzy czy będących przedmiotem manipulacji.
    Czytając niektóre komentarze koleżanek odnoszę wrażenie, ze wstydzimy się naszej historii.
    Dlaczego chcemy pamiętać tylko to, co dobre? Dlaczego szydzimy z narodowych bohaterów i wstydzimy się martyrologi? Dlaczego nie przyjmiemy historii taką, jaką w rzeczywistości jest: pełną porażek i zwycięstw, działań niepochlebnych i czynów chwalebnych? Powinniśmy pamiętać dobre i złe chwile, bo są to elementy, które składają się na pełny obraz historii. Nie możemy decydować o tym, co można pamiętać, a o czym należy zapomnieć, nawet jeśli niektórych rzeczy się wstydzimy.
    Opowiadajmy więc naszą historię nie tylko na zewnątrz, ale także w kraju, bo czasami odnoszę wrażenie, ze sami coraz mniej o niej wiemy.

    1. Przyjmujmy historię taką jaka była, jej już nie jesteśmy w stanie zmienić. Tak jak wspomniała koleżanka powinniśmy pamiętać zarówno zwycięstwa jak i porażki z naszej Historii. My Polacy mamy duże trudności z opowieścią o sobie. Często idealizujemy ją, kryjąc własne kompleksy związane z poczuciem niedowartościowania. Powinniśmy nawzajem wysłuchiwać tych opowieści, ale nie negując, tylko konfrontując z własną, tą do której każdy z nas jest najbardziej przywiązany, z tą, która decyduje o jego tożsamości. Nasze trudności moim zdaniem wynikają też w dużej mierze nie tylko ze specyficznej Polskiej mentalności, ale z położenia geograficznego Polski w Europie i na świecie, tj. w centrum, pomiędzy dwoma mocarstwami Niemcami a Rosją. Nie umiemy zdecydować czy jesteśmy „Wschodem czy zachodem” Europy, ale czy musimy koniecznie, czy nie możemy odnaleźć w tym wszystkim samych siebie?

  8. Zgadzam się z Marleną,że każdy naród i każda rodzina ma swoją własną historię,przekazywaną z ust do ust lub w formie pisemnej. Wiadomo,że to samo wydarzenie będzie miało inną wagę i inne znaczenie dla jednych, a inne dla drugich. Jednego poruszą opowieści o losach Żydów polskich,a drugi będzie się wzruszał opowieściami o Żołnierzach Wyklętych. Każdy naród musi zachować swoją tożsamość chociażby z tego względu,że jest to jego dziedzictwo. Jest to niejako „zbiór opowieści i postaci”, z którymi jesteśmy najbardziej utożsamiani na świecie.

    W Unii Europejskiej da się zauważyć duże bogactwo kultur i obyczajów, które uzupełniając się i wzbogacając wzajemnie tworzą barwną tęczę historii. Kolorów jest wiele,ale połączone w jedną całość doskonale się ze sobą komponują i tworzą niepowtarzalny efekt.

  9. Zgodzę się z opiniami, że opowiadanie o historii w wielonarodowym środowisku nie jest sprawą łatwą. Uważam jednak, że jest to naszym obowiązkiem. I tu w pełni popieram pogląd Magdy, iż przede wszystkim nie możemy się jej wstydzić. Zgadzam się też, ze w relacjach z innymi narodami nie można unikać ,,niewygodnych” tematów. Być może dobrym pomysłem jest powstawanie takich instytucji jak Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Mamy dług wobec naszych przodków, dla których mam wrażenie pewne wartości były jasne i nie podlegały nadwyrężonym interpretacjom. Słyszałam wielokrotnie pogląd młodych ludzi, że gdyby Polsce ponownie przyszło zmagać się z kryzysem wojny, pierwszą rzeczą jaką by zrobili to ucieczka z tego kraju. Aby dobrze mówić o Polsce musimy ją szanować i się z nią utożsamiać. Jeśli sami tego nie zrobimy , nie próbujmy jej przekazywać na zewnątrz. Jeszcze inną kwestią jest interpretacja pewnych wydarzeń. Obserwując to co dzieje się na świecie i dyskusję polityczną w Polsce nasuwa mi się pewna refleksja. Jak łatwo chórem wzywać do konieczności obalenia dyktatur w państwach Afryki Północnej. Jednocześnie wszyscy podkreślają, że osoby winne represjom powinny zostać osądzone w sprawiedliwym procesie. Egipski prezydent Hosni Mubarak jest dowożony na salę sądową na łóżku szpitalnym. Dlaczego ze względu na zły stan zdrowia i słuszny wiek nie zostawi się go w spokoju? Bo powinien przez sądem odpowiedzieć za swoje czyny, taka jest powszechna opinia, również większości Polaków i w pełni się z nią zgadzam. Spójrzmy zatem na sytuację dla mnie bardzo podobną. Proces o stan wojenny. Minęło ponad 20 lat od upadku komunizmu. Generał Wojciech Jaruzelski zostaje wyłączony z procesu ze względu na zły stan zdrowia. Pozostali czyli gen. Kiszczak i Stanisław Kania zostają kolejno : skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, drugi uniewinniony. Dodam jeszcze, że w uzasadnieniu wyroku jest napisane, iż ,,działali oni w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym”. Mam świadomość, że w Polsce nie było dyktatury, nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że przy interpretacji pewnych faktów stosujemy podwójne standardy.

  10. Opowieści o Polsce jest tyle co i jej mieszkańców, a nawet i więcej. Każdy człowiek ma swoją własną opowieść, która była i jest tworzona od momentu narodzin i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Wiedzę historyczną pozyskujemy od naszych dziadków, rodziców czy nauczycieli w szkole i to właśnie od nich zależy w jaki sposób będziemy o niej mówić. Jedno wydarzenie historyczne może mieć dużo znaczeń dla różnych osób i każda będzie o nim inaczej opowiadać.
    Drugą kwestią jest odbiorca naszych opowieści. Ze względu na adresata nasza opowieść będzie zawierała inne fakty. Z tego względu bardzo ważne jest znalezienia wspólnego języka zrozumiałego dla wszystkich.

  11. Oczywiście chodziło mi o lata 90′ i końcówkę lat 80′. Pisząc o wspólnej opowieści miałam na myśli łączenie różnych historii, poszukiwania w nich wspólnych elementów, wersji. Patrzenie z róznych perspektyw i dochodzenie do „prawdy”. Która później obowiązuje np. w podręcznikach szkolnych czy muzeach. (Dom Historii Europy w Brukseli).

  12. Odejdźmy od romantycznej formy opowiadania o Polsce. Czasy się zmieniły, koniec historii ogłosił Fukuyama. Polscy historycy powinni zrobić obiektywne zestawienie i bazując na nim w sposób przystępny, bez małostkowości, skupić się na rzeczach ważnych.
    W moim patriotyckim przekonaniu Polska ma bardzo dużo wydarzeń, które powinny zostać uwypuklone. Nie powinniśmy się bać oskarżeń o użalanie się, podkreślanie bycia ofiarą, itp. itd. Nie ma żadnego wyolbrzymiania w tym, że prawie od 300 lat Polska niekoniecznie sprawiedliwie ‚obrywała po skórze’ (przepraszam za kolokwializm, ale to wynik emocji). Przez fatalne położenie, przez rozgrywki państw sąsiadujących jak i również przez głupotę i ułomność poniekąd rządzących, państwo polskie straciło wiele, zbyt dużo. Być może to mój patriotyzm odzywa się, ale Polska jest państwem o największych stratach poniesionych w czasie II wojny światowej i o tym fakcie nie powinna zapominać scena międzynarodowa. Jestem daleka od przejaskrawiania faktów, hiperbolizacji historii i tejże tendencji, ale bawią mnie niezmiernie szczególnie zagraniczne komentarze, ironiczne komentarze dot. pozycji Polski w czasie II wojny światowej. Musimy walczyć o prawdę, o zapoznanie innych narodów z sytuacją historyczną Polski w ostatnich wiekach. Tak jak Żydzi ‚wypromowowali’ własną tragedię na arenie międzynarodowej, tak my za ich przykładem winniśmy iść. Nie użalajmy się nad sobą, nie jesteśmy jedynym jak i nie ostatnim pokrzywdzonym krajem. Ale nie wstydźmy się, nie ‚zamiatajmy pod stół’ niewygodnych dla innych faktów historycznych, bo nasi przodkowie o to walczyli i za to polegli. Mamy dług do odpracowania, a dług polega na pilnowaniu, by nie zapomnieć o krzywdach wyrządzonych przede wszystkim przez Niemcy i ZSRR państwu polskiemu.

  13. Opowiedzieć polską historię to jest naprawdę trudne zadanie. Opowiadając ją wśród Polaków jest normalnością, że nie będziemy ubierać we wzniosłe i dyplomatyczne zwroty faktów i zdarzeń, ani też nie będziemy szukać poprawnych określeń na sprawców i nie będziemy mieć problemu z ich identyfikacją. Opowiadając historię wśród innych nacji musimy być dyplomatycznie poprawni, bez uprzedzeń, ale też nie powinniśmy umniejszać temu co miało miejsce w przeszłości. Nie możemy opowiadać o II wojnie światowej pomijając w niej udział Niemców albo Rosjan. Nawet jeśli to oni są adresatami tej narracji. Nasza opowieść ma być o nas, opowiadana z należną jej powagą i zgodna z prawdą. Tylko pytanie z czyją prawdą? Wydaje się, że dziś już prawie wszystkie niuanse historii zostały odkryte i zdemaskowane i nazwane wprost , więc można mówić bez ogródek, ale w odpowiednim tonie w zależności od słuchacza. Ale mówić trzeba. Należy jeszcze pamiętać, żeby mówić dumnie i mieć swoje zdanie w tej całej narracji. Należy pamietać o swojej tożsamości narodowej przez cały czas, nie tylko podczas narracji, a tego nam czasem brakuje.

    1. Zgadzam się z powyższym komentarzem koleżanki Eli. Uważam, że ważną rzeczą jest faktycznie nie banie się opowiadania o własnym kraju pomimo, że nie zawsze było nam dane doświadczać przyjemnych wydarzeń. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, iż aby móc się podzielić własną historią, trzeba znaleźć stronę, która zna się równie dobrze na historii własnego kraju. Mieszkając przej jakiś czas w Belgii i mając znajomych z Francji muszę przyznać, że niektórzy po prostu nie zdają sobie sprawy z tego jak wyglądał świat poza granicami ich własnego kraju we wcześniejszych epokach. Nie koniecznie wynika to z ignorancji ludzkiej. Często jest to rezultatem systemu edukacyjnego jaki działa w danym państwie. Ta grupa ludzi kojarzy tylko hasła, z jakimi byli zapoznawani w szkole czyli komunizm, ewentualnie Lech Wałęsa czy Jan Paweł II. Większość z nich na prawdę nie ma pojęcia, że II Wojna Światowa zaczęła się w Polsce. Pytanie jest również, czy nasi słuchacze interesują się historią, czy tylko udają, że to co wydarzyło się na naszym terytorium robi na nich wielkie wrażenie. Ja uważam, że historia Polski jest z drugiej strony naszą własną historią osobistą tak jak dla mnie II wojna Światowa, której osobiście nie doświadczyłam, kojarzy się przede wszystkim z zesłaniem mojego pradziadka na Syberię i z przykrościami, jakie spotykały moją rodzinę w późniejszym okresie. Jednak tak jak wspomina Ela, niuanse wojny, przynajmniej w większości zostały już ujawnione. Dzięki temu mogę ja także opowiadać moją historie, bez strachu, iż ktoś może odebrać ją w niewłaściwy sposób.

  14. Zastanowiło mnie zdanie koleżanki (Agnieszka, komentarz z dn. 20.01), aby „pozamykać sprawy i przekazywać je jako historię zamkniętą”. Być może właśnie podejście zbliżone do stanowiska Niemców (potwierdzających istnienie krzywd przeszłości, jednak wskazywanie Nazistów jako odpowiedzialnych) jest tym rozwiązaniem, pozwalającym na zniesienie pewnego tabu, zrezygnowania z nieporuszania niewygodnych fragmentów historii. Mówienie o historii, i niechlubnym udziale w niej naszych przodków, nie jest przecież bezpośrednim przyznaniem naszego udziału, czy też wyznacznikiem naszego obecnego podejścia do danego narodu – nas, czyli ludzi współcześnie żyjących, tu i teraz kształtujących swoje relacje z innymi społeczeństwami. Kolejne, młodsze pokolenia, nawet wychowane na oskarżycielskich opowieściach, często nie chcą przenosić tych uprzedzeń na obecne relacje międzyspołeczne. Obecna duża otwartość i mobilność wręcz nastawiona jest na słuchanie i dialog. Warto więc historię pozostawić historią, a nie tworzyć z niej rzeczywistości – niezależnie, czy mamy skłonności do romantycznego opowiadania czy zupełnie rezygnujemy z bohaterskości. Jeśli postawimy na budowanie relacji tu i teraz, na dbanie o ich przyszłość, to potwierdzenie historii – bez zaczerniania czy wybielania – będzie okazaniem szacunku drugiej stronie. Potwierdzenie historii, a więc zrezygnowanie z wybiórczości. Naturalnie, ilu rozmówców tyle wersji, ile katastrof tylu pokrzywdzonych i zwycięzców, dlatego w zależności od tego komu i o czym mówimy, musimy raz wykazać się wrażliwością, zrozumieniem i ostrożnością, innym razem pokorą, czasem odwagą i zdecydowaniem. Nie można wiecznie tkwić w krzywdach przeszłości. Ale obowiązkowo pamiętać.

  15. Nie jestem pewna czy po 1989 roku uwolniliśmy się od kłamstw historycznych. Pewne przekonania, wartości tkwią do dziś. Jak możemy opowiadać światu naszą historię, to jacy jesteśmy, kim jesteśmy, skoro wewnętrznie nie ma wspólnej zgody na to co mówić i jak mówić. Zbytni konserwatyzm, przywiązanie do wybielonych niekiedy bohaterów jest odrzucane. Może też być posądzony o etnocentryzm. Natomiast zbytni liberalizm w opowieści może zostać skrytykowany za niedostateczny szacunek dla naszych bohaterów dzięki którym możemy teraz żyć w wolnym kraju.
    Mimo wszystko jestem przekonana,że stosując język perswazji można osiągnąć wewnętrzną zgodę. Stosując tą samą metodę można opowiedzieć nasza historię reszcie świata. Tą opowieścią można osiągnąć określone cele tylko trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć i na jakim wizerunku Polski nam zależy.

  16. Rozmawiamy o przeszłości. Usilnie chcemy rozmawiać jedynie w kategorii wydarzeń– szczególnie tych złych, których Polska doświadczyła. Oczywiście nikt tego nie będzie kwestionował. Niejednokrotnie na nasze myślenie o historii, na nasze stereotypy mają wpływ osoby trzecie. No bo na przykład: nasz dziadek został wzięty do niewoli, albo walczył w Powstaniu Warszawskim, dalej, historię wykładają nam nauczyciele, politycy w zależności do jakiej formacji należą wymyślają własne teorie, itd. Pamiętam jak przez cztery lata w liceum studiowałam kolejne książki do historii, dokładnie data po dacie, wydarzenie po wydarzeniu. Teraz z perspektywy czasu i spojrzenia świeżym okiem na to wszystko, uświadamiam sobie, że potrzebne mi było tylko po to aby zdobyć dobrą ocenę. Ja chce pamiętać nie to co złe, ale to co nas powinno napawać dumą. Postarajmy się wyciągnąć wszystko to co jest piękne w naszej historii, nauczmy się dostrzegać dobre rzeczy w nas samych. Bo dopóki nie będziemy chcieli uwierzyć, że zawsze w każdych złych doświadczeniach jest to z czego musimy wynieść wnioski, dopóty będziemy użalać się nad sobą i wypominać złe czasy.
    My jako doświadczeni Polacy powinniśmy nie tylko pomagać innym w rozumieniu historii, ale także sami powinniśmy pomyśleć o tym, że w przeszłości to na nas będzie spoczywał ciężar przekazania tego co było kiedyś. I nie chodzi tu o wyliczanie kolejnych dat, ale o umiejętność przekazania kolejnemu pokoleniu co takiego działo się 50 lat temu i jaki to miało wpływ na współczesność.
    Niestety, nie potrafimy zarządzać swoim państwem i nie potrafimy zbudować odpowiedniego wizerunku w innych, te z kolei opowiadają nam swoją historię bardzo skutecznie , a przy okazji relatywizują pozycję Polski. Być może zamiast opowiadać o wydarzeniach historycznych w kontekście złych doświadczeń, to może spróbujmy spersonalizować te wydarzenia. Polska może poszczycić się wieloma światłymi postaciami, o których należy mówić w jak najlepszym kontekście , przedstawiać ich osiągniecia , i sukcesy i promować z korzyścią dla Polski jako budowania jej dobrego wizerunku – Krzysztof Penderecki, Stefan Starzyński, Eugeniusz Kwiatkowski
    W ramach ćwiczenia naszej własnej świadomosci co było kiedyś,chciałabym aby każdy z nas zastanowił się jak opowiemy naszemu przyszłemu pokoleniu o katastrofie smoleńskiej. Szczerze powiedziawszy nie wiem czy kiedyś będziemy potrafili to zrobić.

  17. Myślę, że nie nigdy znajdzie się (oczywiście można próbować) uniwersalnego przekazu historii Polski. Zaczynając od opowiadania dla samych Polaków, a kończąc na obywatelach Wenezueli, którzy często nie słyszeli nawet o takim państwie jak Polska. Jeśli już to w kategoriach papież – Polak, solidarność – Wałęsa i od niedawna Smoleńsk. Według mnie historia jest jedna, natomiast wszystko zależy od samej narracji i jej przedstawienia czy też jej braku. Oraz na ile sposobów można opowiedzieć tę samą historię. Przykładem może być Kazimierz Pułaski jedna z najbardziej uhonorowanych w USA postaci historycznych, nazywana twórcą amerykańskiej kawalerii, a w Polsce postać zupełnie pomijana. Gdyby chciano mówi o jego wyczynach w naszej ojczyźnie należałoby również wspomnieć o nim w kategorii „niedoszłego królobójcy”. Dlatego lepiej nie mówić o nim wcale.

  18. Z pewnością bardzo ważne jest wypracowanie spojrzenia na Polskę i jej historię na nasz wewnętrzny użytek. Widać jak wielkie budzi ona emocje i przyznajmy – kontrowersje. Dzięki temu ma szansę doprowadzić do czegoś wartościowego. Podobno to co ważne rodzi się w bólach.
    Mnie jednak interesuje inny temat.
    Jak opowiadać o Polsce na zewnątrz?
    Czy w każdym kraju ta opowieść ma mieć takie same zabarwienie, podkreślać te same wartości i walory naszego kraju i naszej historii?
    oczywiście można by wypracować jedna wizję i kierować jej przekaz zarówno do Polaków jak i obcokrajowców z każdej części świata ale czy to byłoby dobre? Czy dla Francuza, Niemca, Amerykanina, Urugwajczyka, Japończyka i Egipcjanina będzie to dokładnie takie samo w odbiorze?
    Jeżeli powiem że Polska to kraj romantyków, z pewnością dobrze przyjmą to Włosi, może Irlandczycy, ale już nie Niemcy czy Anglicy…
    Kiedy pojadę do Moskwy czy po pierwszym przywitaniu mam rozpocząć rozmowę od Katynia i złego wujaszka Stalina?
    Ważne jest to co Polacy myślą sami o sobie. jak widzą siebie, swoje miejsce historii i w świecie. Ale równie ważne jest to z jaką opowieścią wychodzą do innych narodów. Nie chodzi tu o stworzenie wielu rożnych i sprzecznych opowieści na użytek wielu rożnych odbiorców. Raczej o podkreślanie tych wartości, które przez odbiorce mogą zostać dobrze przyjęte. I właściwie zrozumiane.
    Irlandczykom czy Szkotom nie musimy tłumaczyć co znaczy walka o niepodległość, życie pod uciskiem silniejszego, bunt… Nie zostanie to odrzucone czy zlekceważone.
    Spotykając się z człowiekiem z innego kraju czy innego kręgu cywilizacyjnego musimy wiedzieć jakie wartości wyznaje i co jest dla niego ważne. I nie tłumaczyć Azjatom, ze przede wszystkim ważna jest jednostka, bo dla nich jednostka podporządkowana jest ogółowi dla większego dobra.
    Zanim zaczniemy opowiadać o Polsce, zastanówmy się do kogo mówimy i czy będzie on w stanie przyjąć nasz przekaz. Można oczywiście mówić mimo barier… ale trzeba wiedzieć jakim językiem.

    Justyna Majewska

  19. A ja uważam, że należy opowiadać całą historię, i oczywiście ważne jest komu ją opowiadamy. Do tej pory nie miałam świadomości że to jest takie ważne. Inaczej będziemy opowiadać Niemcom, Rosjanom, Francuzom, Chińczykom i Polakom – ale też inaczej będziemy opowiadać Polakom młodego pokolenia a inaczej Polakom tego trochę starszego. A ja mam właśnie takie przemyślenia, ponieważ kiedy przekazywano mi historię była ona zupełnie inna, tzn. historia była taka jak była natomiast przekaz był inny. Dużo faktów było pomijanych, część wydarzeń przeinaczonych. Przyznam że ze szczególnym zaciekawieniem słucham teraz na nowo tego co do tej pory wiedziałam…albo myślałam, że wiedziałam. To jest tak jakbym dowiadywała się zupełnie nowych rzeczy. Tylko z drugiej strony, zastanawia mnie to na ile zgodny z prawdą jest obecny przekaz, czy nadal są zatajane pewne fakty.
    Zgadzam się z tym, że (jak pisze Monika) obydwa podejścia są bardzo ciekawe. Uważam jednak, że należałoby przestać odgrywać role „bohaterów”, którzy chcą być uznawani za ofiary. Pozamykać sprawy i przekazywać je jako historia zamknięta. Jest nowe pokolenie, dlaczego ono ma odpowiadać za to co zrobili dziadowie, pradziadowie… przecież obecne trendy mówią o pojednaniu, o rozwoju, o współpracy. Tylko jak można współpracować jeżeli prawie każdego dnia wypomina się błędy przeszłości. Oczywiście zgadzam się również z tym, że każde państwo ma swoją odrębną historię i absolutnie powinniśmy ją pielęgnować, ale robić to w bardzo świadomy sposób.
    Historię odbieram inaczej niż kiedyś…
    Od dwóch tygodni zastanawiam się jak opowiedzieć o Polsce i przyznam że będzie to prawdziwe wyzwanie.

  20. Po 1989 roku w końcu przyszedł czas na opowieść historii bez kłamstw oraz zatajania prawdy. Przyszedł również czas wielkich przemian gospodarczych, politycznych i społecznych. Rozpoczął się długi proces rozwoju. Ma to również odniesienie do historii, czyli jaką historię opowiadać, żeby nie wpływało to niekorzystnie na rozwijające się stosunki międzynarodowe.
    Przemysław Czaplicki opisuje w swojej książce „Polska do odnowy” o dwóch obozach „modernistów” i „tradycjonalistów”. Jest to odniesienie autora do literatury, natomiast ma to ogromny związek z dylematem naszego społeczeństwa, czyli jaka historia powinna być opowiadana.
    Założeniem modernistów jest opowiadać historię taką, jaka się wydarzyła. Głosić światu o tym, jakie straszne wydarzenia miały miejsce w naszym kraju. Nie ważne, co inni o tym sądzą, ważne żeby głośno o tym mówić, rozliczyć się z przeszłością. Trzeba poruszyć tematy takie jak Katyń. Dopóki nie opowiemy światu o tym, co się działo do 1989 roku, to rewolucja moralna nie zostanie zakończona.
    Drugi obóz tradycjonalistów jest za tym, żeby odrzucić martyrologię. Jest zbyt okrutna na teraźniejsze, nowoczesne czasy. Trzeba ją odrzucić raz na zawsze. To nie są czasy, do roztrząsania okrutnych wydarzeń, nie ma chętnych do słuchania takich historii. Zajmujemy się sobą, swoimi emocjami, sprawami dnia dzisiejszego i przyjemnościami. Ważny jest rozwój gospodarczy, ekonomia, martyrologia nie wpływa korzystnie na dzisiejsze cele.
    Jak pogodzić tak dwa różne podejścia do opowiadania historii. Prawdopodobnie się nie da. Podejście obydwu stron jest ciekawe, obydwie strony mają rację, natomiast nie da się tego po prostu wypośrodkować.

    1. Szanowna Pani,
      książkę Czaplińskiego można interpretować rozmaicie, ale Pani streszczenie z całą pewnością nie oddaje treści książki. Jeśli chce się Pani powoływać na książkę proszę niezbędnie przeczytać ją ponownie. Tradycjonaliści (w interpretacji Czaplińskiego) w żadnym wypadku nie odżegnują się od martyrologii itd itd. Pozdrawiam KW

  21. Nie do końca się zgodzę z komentarzem koleżanki Eweliny, że „…bez wątpienia potrzebna jest jedna wspólna opowieść…” moim zdaniem dzięki temu, że jest tyle historii ile krajów na świecie, to świat jest tak różnorodny i ciekawy, i nasze opowieści wcale nie muszą zadowalać innych, muszą jednak zachować swoją prawdziwość i ciągłość historyczną. czy skoro Polska jest członkiem UE to musi nagle skasować lub też wyprzeć się swojej historii w celu stworzenia jednej wspólnej historii europejskiej? Wydaje mi się, że nie trzeba przekreślać swojej własnej tożsamości narodowej w celu stworze jednej historii europejskiej. Uważam, że nie ma nic złego w posiadaniu i kultywowaniu swojej własnej opowieści, a nawet nie powinniśmy się jej pozbywać należy jedynie umieć ją opowiadać. A to czy inni będą wiedzieć dużo czy mało o polskiej historii, to też nie koniecznie musi wynikać ze złego opowiadania, może być, też tak, że niektórzy wcale nie są zainteresowani naszą opowieścią.

  22. Czas rozbić spiżowe pomniki!
    Po 1989 roku nasza narodowa narracja oparta na dziedzictwie romantyzmu, z jego ideologią walki z obcym panowaniem o zachowanie tożsamości kulturowej, straciła na aktualności. Pojawia się pytanie o sposób opowiadania o Polsce w nowoczesnym czy też ponowoczesnym świecie. Inspiracją mogłaby być kampania „odbrązawiania” prowadzona w czasach II Rzeczypospolitej przez Tadeusza Boya Żeleńskiego. Wypowiedział on walkę określonemu typowi hagiograficznych legend, do których tworzenia my Polacy jesteśmy bardzo skłonni. Zaczął od naszego czołowego wieszcza Adama Mickiewicza, ale na nim nie poprzestał, „obrachował się ” też z Fredrą, Żmichowską i Przybyszewskim. „Biada literaturze, gdy przestaje budzić namiętności”- mówił i „zrzucał z pomnika” koleją polską świętość. A gdyby tak zastosować te same zasady do „wielkich” bohaterów i wydarzeń historycznych? I „sprofanować” świętości. Może łatwiej byłoby obcokrajowcowi zrozumieć polską historię, gdyby udało się ją trochę odheroizować. Czas skończyć z kręceniem mdłych, patetycznych filmów historycznych. Przypomina się awantura o scenariusz zapowiadanego od dwóch lata dzieła, które jeszcze nie pojawiło się w naszych kinach i nie wiadomo czy się pojawi -„Tajemnice Westerplatte” . Poszło o kilka scen, o których informacje przeciekły do mediów. Podobno obrońcy ostro pili, a nawet zdarzyło im się sikać na portret Rydza Śmigłego. Była też mowa o dezercji. Oburzenie wywołał fakt, że scenariusz znacząco odbiega od przyjętej powszechnie wizji bohaterskiej obrony Westerplatte i tym samym szarga pamięć tamtych bohaterów. Szarga pamięć, pokazując, że obrońcy byli zwykłymi ludźmi, którzy bali się śmierci? Historii nie można przedstawiać w czarno-białych barwach ponieważ tym sposobem po pierwsze zafałszowuje się ją, a po drugie staje się niezrozumiała dla kogoś niewychowanego w naszym romantyczno-ojczyźnianym duchu. Nie chodzi mi o umniejszanie czyjegoś bohaterstwa, negowanie polskiego romantyzmu, tradycji, ale zrezygnowanie ze złudzeń, legend i fałszywych bożyszczy. „Jeśli chcemy komunikować się ze światem świadomość i język muszą osiągnąć poziom krytyczny”. Od-naiwnijmy naszą opowieść.
    Brązoburczyni

    1. Rozumiem Pani skłonność do „obrązawiania”. Moje pytanie brzmi jednak czy zawsze odbrązawianie oznacza krytycyzm. Czy często za próbami „sposponowania” własnej historii nie kryją się kompleksy związane z poczuciem niedowartościowania przez innych.
      Czy nie występuje też takie zjawisko – chcę się popisać przed innymi (nie Polakami) jaki jestem nowoczesny i w tym celu „zdemaskuję” własną historię?
      Oczywiście druga strona medalu to narodowa tromtadracja. Gdzie jest jakiś punkt rozsądnej równowagi? Oto moje pytanie do Pani.

      1. Pisząc o odbrązawianiu miałam na myśli przede wszystkim odejście od idealizowania. Zastosowałam skrót myślowy. Chcąc wyrazić własną niechęć do upraszczania, schematyzacji i jednostronnego przedstawiania historii, sama wpadłam w tę pułapkę. Zdecydowanie jestem przeciwna popadaniu w skrajności a moja wypowiedz może być tak zrozumiana. Zgadzam się, że należy znaleźć równowagę a pokazywanie wyłącznie negatywnego obrazu może być bardzo zdradliwe i szkodliwe dla wizerunku Polski i Polaków. Moim zdaniem najlepszym sposobem jest wielogłos czyli zaprezentowanie debaty toczącej się w kontekście danego wydarzenia historycznego i różnych punktów widzenia. Przykładowo powstanie warszawskie to bohaterstwo „Kamieni na szaniec”, ale także szara codzienność „Pamiętnika z powstania warszawskiego”. Warto także zastanowić się nad podejściem z „przymrużeniem oka” a więc obok dyskusji na temat zamachu m majowego (zło konieczne czy niepotrzebny rozlew krwi?), jego obraz w satyrze Magdaleny Samozwaniec „Kartki z pamiętnika młodej mężatki”.

        Kluczową sprawą jest więc wielość perspektyw, która powinna pomóc nam zachować rozsądną równowagę.

        1. Gwoli jasności, wiem, że „Kamienie na szaniec” nie odnoszą się do powstania warszawskiego, ale chodziło mi o przykład zaprezentowania bohaterskich postaw.

  23. Na ostatnim wykładzie poruszyliśmy temat sporu o polską pamięć a dokładnie o sposoby opowiadania o Polsce. Zaczęliśmy od tezy, że historie innych niekoniecznie są zharmonizowane z naszymi opowieściami i bez wątpienia potrzebna jest jedna wspólna opowieść. I tu chciałoby się powiedzieć, że przydałby się złoty środek. Jednak jak znaleźć kompromis, żeby każdy był zadowolony, aby nikt nie powiedział, że inni wiedzą za mało o jego historii? Jednym z warunków różnych opowieści o historii i punktów widzenia są przemiany polityczne. Tak na przykład w Polsce w 19 wieku dominowała opowieść Polaków jako narodu romantyków. W latach 80, właśnie z powodów polityczno ustrojowych, te romantyczne symbole zostały gwałtownie odrzucone. Wtedy większości ideały romantyczne nie współgrały z wydarzeniami, które ich dotykały. Mit romantyczny nie był potrzebny w tak dosłowny sposób. Najzwyczajniej ten gest romantyczny pod koniec 19 wieku zdezawuował, stał się pusty a bardziej sprowadził do formy cytatu.
    Teraz mamy do czynienia z wielkim sporem. Jedni mówią bądźmy nowocześni idźmy do przodu. Porzućmy całą martyrologię, przeszłość, historię. Pytają czy te ideologie 19 wieczne są nam jeszcze do czegoś potrzebne? Drudzy bronią tego mówiąc, że przeszłości, romantyzmu za burtę nie da się wyrzucić. A ostatecznie to dopiero teraz możemy opowiedzieć jak kiedyś było naprawdę. Racja stoi jak zawsze – pośrodku. Jednak jak powiedział Cyceron „ Historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra Vita” – historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia. Może nie warto za wszelką cenę się od niej odcinać? A mądrze się w nią wczytywać by móc uczyć się na błędach i zwycięstwach poprzedników? Szanujmy historię i to co jest tu i teraz bo może już się nie powtórzyć.

    1. Pytanie: czy jak Pani pisze – romantyczne symbole zostały odrzucone w l.80, czy też o dekadę póżniej?
      Nie chciałem też powiedzieć, że potrzebna jest jedna opowieść. Jest wiele opowieści i powinniśmy ich nawzajem wysłuchiwać. I mamy je też sami opowiadać, pilnie zważając do kogo mówimy. Opowieści są bardzo rozmaite i każdy w jakiś sposób przywiązany jest najbardziej do swojej decydującej o jego tożsamości. Choć często nie umie jej opowiedzieć. Mówiliśmy o tym, jakie trudności mają dzisiaj Polacy z opowieścią o sobie.

      1. Oczywiście chodziło mi o lata 90′ i końcówkę lat 80′. Pisząc o wspólnej opowieści miałam na myśli łączenie różnych historii, poszukiwania w nich wspólnych elementów, wersji. Patrzenie z róznych perspektyw i dochodzenie do „prawdy”. Która później obowiązuje np. w podręcznikach szkolnych czy muzeach. (Dom Historii Europy w Brukseli).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s