1. Polityka i wyobrażenia przeszłości

Reklamy

30 thoughts on “1. Polityka i wyobrażenia przeszłości

  1. Niegdyś Gabriel Garcia Marquez rzekł” Idźmy w przyszłośc, lecz pamietajmy o przeszłości”.Prawda.Musimy pamiętac o przeszłości, nie zamazując jej obrazu.Każdy ma inne wyobrażenie na temat historii.Tym bardziej na temat historii własnego kraju.W tym wypadku Polski.Nie jestesmy jednomyślni w osądach przywódców, prezydentów czy nawet zwykłych działaczy politycznych.” Za Gierka każdy mial co jeść”,inny zaś powie”dobrze, że te czasy są za nami”.Jeszcze trudniej odbnieść się do wydarzeń, w których nie uzcsetniczyliśmy.Przekazywana nam wiedza jest subiektywna.Dlatego powinnismy pogłebiać zdobyte informacje, najlepiej siegając po przeciwstawne źródła.Nawet wyrabiając sobie opinię , będziemy mogli przedstwaić rozmówcy różne punkty widzenia.Tylko czy wtedy ten, nie wybierze sobie wersji która najbardziej mu odpowiada…I znowu obraz zostanie zamazany.

  2. Kreowanie historii, na własny użytek, było usposobieniem nieodzownym towarzyszącym władzy państw od lat. To właśnie rządy posiadające władzę tworząc politykę historyczną według własnych interpretacji, próbowały dostosować społeczeństwo do swoich racji i wykorzystywać ja dla własnych korzyści politycznych. Taki model sprawowania władzy mogliśmy zauważyć w Polsce Ludowej , kiedy to władze socjalistyczne promując reżim Komunistyczny i jego własne interpretacje, próbowały udowodnić społeczeństwu Polskiemu swoje prawa do rządów w kraju i jego tworzenie w duchu komunistycznym. Taki model kreowania polityki historycznej funkcjonował oraz będzie funkcjonować w społeczeństwie w zależność od podmiotów sprawujących władzę. Uważam, że historia jest i będzie jedna, jednak poddawana różnym interpretacją przez odmienne pokolenia.

  3. Każdy naród na świecie posiada czarne plamy na kartach swojej historii. W przypadku Belgii jest to niewątpliwie kwestia byłej kolonii króla Belgów Leopolda II – Konga. Kraj ten który od 1885 roku formalnie pozostawał własnością Króla, doświadczył wielu cierpień ze strony swojego suwerena. Chicotte (fimbo) – skórzany pejcz, symbol terroru nad narodem kongijskim stał się eksponatem w Królewskim Muzeum Afryki Centralnej w Tervuren dopiero w 2010 roku. To muzeum, chluba ówczesnego władcy miało stanowić o jego potędze i władzy. Widać zatem jak delikatna jest kwestia sprawiedliwego osądu działalności Belgów na tym terenie. Podczas obchodów pięćdziesięciolecia niepodległości Konga kluczowym pytaniem było jak zachowa się król Albert II? Do dziś naród belgijski zachowuje wstrzemięźliwość, dystansując się wobec doniesień jakoby w czasach obecności Belgów na tym terenie, życie miało stracić około 10 milionów Kongijczyków. Podczas rozmów można zatem usłyszeć, iż Kongo w czasach największej przemocy nie należało do narodu, lecz do Króla, co stanowi dość zgrabny zabieg dyplomatyczny. Nie mniej jednak temat ten stale powracający, nie jest wypierany. I choć do czasu odzyskania niepodległości prze tę kolonię nastąpił niezaprzeczalny rozwój strukturalny tego państwa, gdzie budowano drogi, rzeki były spławne aż do Kapsztadu a analfabetyzm znacząco zmalał, Belgowie pamiętają , iż zostawili Kongo w pośpiechu na pastwę dyktatorów jak Mobutu. Również odpowiedzialność za zabójstwo uwielbianego przez Kongijczyków premiera Lumumby stanowi dość poważny rozdźwięk między obiema nacjami. Wydaje się zatem, że jeszcze długo sprawa rzetelnej i obiektywnej oceny działalności tego narodu europejskiego w zamorskiej kolonii będzie wymagała zręcznej pracy polityków i dyplomatów a echa dawnych waśni będzie słychać prze pokolenia.

  4. Bez polityki historycznej nie można dziś funkcjonować, bo kto kontroluje przeszłość, kontroluje też przyszłość. Kreowanie wydarzeń i manipulacja prawdą historyczną dają możliwość sterowania wizją przeszłości w społeczeństwie. Dziś, to politycy dzięki mediom, wykorzystują wizje historii do osiągania własnych celów.
    Każde państwo prowadzi swoją politykę historyczną, w której fakty i prawda nie mają żadnego znaczenia, bo liczy się osiągnięty cel. Niektóre kraje robią to bardzo skuteczne: przecież to Hitlerowcy, a nie Niemcy są odpowiedzialni za wybuch II wojny światowej i popełniane zbrodnie, a obozy koncentracyjne były Polskie.
    Kiedy w końcu nasze działania okażą się tak skuteczne i czy w ogóle istnieje szansa na to, ze ktoś usłyszy naszą wizję historii ???
    ……………..ale żeby innym krajom mówić o polskiej wizji przeszłości trzeba wypracować jedną, a My nawet w tej kwestii nie możemy dojść do porozumienia. ……………

  5. Podczas konferencji naukowej pt. „Polityka historyczna jako element budowy wizerunku Polski we współczesnym świecie” zorganizowanym w zeszłym roku przez IPN, UŚ i Stowarzyszenie Pokolenie, nie znaleziono miejsca na poważną dyskusję na temat sposobu nauczania historii Polski. A to błąd. Choć biorąc pod uwagę, iż w jednym z paneli rozważana była nawet myśl „Czy polityka historyczna jest potrzebna?”, może powinniśmy zacząć od początku i uporządkować wszystkie kwestie w tym zakresie, począwszy od tego jaki wizerunek powinna mieć Polska na tle innych państw, po jakimi środkami uzyskać zamierzony cel.
    Naturalnym jest, iż ton naszych wypowiedzi powinniśmy dostosowywać do okoliczności w jakich się znajdujemy. Musimy również pamiętać z kim rozmawiamy? W dobie wyjazdów na stypendia z programu Erasmus czy innych wyjazdów zagranicznych, młodzi ludzie spotykają się ze swoimi rówieśnikami, pochodzącymi z całej Europy jak i z całego świata- ludźmi różnych wiar i przekonań. W większości są to osoby ciekawe świata, których interesuje kultura i historia innych krajów. W ten sposób studenci stają się nieświadomie „lokalnymi” dyplomatami, tworząc formę dyplomacji oddolnej. To w jaki sposób Polacy przedstawią swoją historię będzie w dużym stopniu rzutowało na to co „zwyczajni” mieszkańcy innych państw będą ich odbierać. Państwo polskie powinno położyć większy nacisk na nauczanie historii w szkołach; szczególnie tej najnowszej, która traktowana jest dość „po macoszemu” ze względu na napięty program nauczania lub brak obiektywizmu nauczycieli.
    Woda drąży skałę, więc może starania zwykłych Polaków, którzy szanują swoją historię i umiejętnie potrafią o niej opowiadać była by mocnym wsparciem dla władz starających się zaprezentować ją na szerszym polu.
    Nie chcę przez swoją wypowiedź umniejszać roli polityków, którzy niewątpliwie mają duży wkład w to, w jaki sposób nasza historia będzie słyszana poza granicami. Powinno się natomiast uświadomić zarówno rządzącym jaki i młodym ludziom jak ważna jest to w jaki sposób prezentujemy historię naszego narodu za granicą.

  6. Każde państwo ma własną przeszłość i prowadzi odpowiednią politykę. Niestety, mimo członkostwa w Unii Europejskiej, historia przedstawiana podczas procesu edukacji oraz prezentowana społeczeństwu różni się w poszczególnych krajach. Można wyróżnić państwa o podobnym np. fragmencie historycznym, aczkolwiek niemożliwym jest stworzenie, choćby dla państw postkomunistycznych, uniwersalnej, jednej historii.

    Polityka to kwestia interesów kraju. Wraz z polityką w parze stoi kreowanie odpowiedniej przeszłości historycznej. Przeszłość pozwala osiągnąć cele polityczne, wzrost danego państwa na arenie międzynarodowej, pomoc ze stron innych krajów, wsparcie.
    Według mnie to nie przypadek, że niekiedy pamięć historyczna różni się mocno od faktycznego, obiektywnego stanu rzeczy (historii). Dobrym przykładem jest historia ofiar katyńskich ukazana przez Polskę oraz kraje Zachodu, a ta sama historia przedstawiana przez Rosję niezmiennie od kilkudziesięciu lat. Rosja ma interes w tym, że nieco mistyfikuje zaistniałe wydarzenia zbrodni z 1940r. My walczymy o bolesną prawdę.

    Podsumowując, uważam za najważniejsze, aby historia nie mijała się za daleko z prawdą. Oczywistą sprawą będzie przedstawianie subiektywnej historii danego kraju. Natomiast treść historyczna w moim mniemaniu jest nierozerwalnie związana z prowadzoną polityką państwa.

  7. Różne wyobrażenia, wersje i interpretacje przeszłości tworzone przez różne narody, przypominają relacje grupy osób – doświadczonych przez życie, których losy splatały się i nadal są ku temu okazje, mających na swoim koncie wybory i decyzje, z których nie są dumni, ale i znajdujących w swojej przeszłości momenty satysfakcji i triumfu. Rzecz jasna łatwo jest pamiętać przed samy sobą o własnych sukcesach. Na szczęście są też osoby z zewnątrz, które nie zawsze, choć mimo wszystko bardziej obiektywne od nas, dobrze pamiętają również negatywne i zawstydzające nas fragmenty przeszłości. Dodaje to koloru relacjom, ale wymusza też reakcję. Konfrontacja własnej wersji historii i jej wpływu na inne narody, z wersjami tych narodów jest trudnym wyzwaniem, ale całe szczęście, że podejmujemy ten trud. Konfrontacja daje szansę na zdystansowanie się od własnych wybiórczych wyobrażeń i fantazji, a umożliwia poruszanie się w sferze bliższej rzeczywistości. Pokazujemy tym samym otwartość i gotowość do dialogu, który jest fundamentalnym czynnikiem kształtującym relacje międzynarodowe. O wadach też można rozmawiać – nie tylko je kryć. O cechach narodowych można mówić nie w kategoriach dobre-złe, ale w kategoriach potencjału, jaki za sobą niosą.

  8. Niestety władze manipulują i sterują zbiorową pamięcią modelując ją zgodnie z własnymi interesami. Politycy posługując się takimi narzędziami jakimi są media, modyfikują pamięć zbiorową. Historycy często apelują, aby politycy zostawili im przeszłość i nie wykorzystywali jej do osiągania bieżących politycznych celów. Jednak przeprowadzenie jasnego podziału między historią i polityką jest niemożliwe, ponieważ pewna zbiorowa pamięć jest już jak najbardziej podmiotem politycznym.
    Nasza samoświadomość historyczna jest nadal w dużym stopniu zmilitaryzowana. Przeszłość — to bitwy, wojny, powstania. Nie wolno o nich zapominać, bo w tych momentach nasi przodkowie dokonywali fundamentalnych wyborów.

  9. Mówi się, że „historię tworzą zwycięzcy”, ale w praktyce o takim zjawisku można mówić chyba tylko w momencie kiedy zwycięstwo nad przeciwnikiem jest całkowite. Każdy naród potrzebuje swojej historii, która jest elementem jego tożsamości. Naturalną rzeczą jest też, że każdy kraj chcę się dobrze czuć, ze swoją „opowieścią”, więc niechlubne wydarzenia historyczne są często przemilczane lub zmieniany zostaje ich kontekst dzięki czemu zmienia się sposób w jaki są one postrzegane.

    Historię wielu narodów, w tym także Polski obfitują w dziesiątki takich zdarzeń. Nasi sąsiedzi z Litwy i Ukrainy mają powody by obwiniać nas za wydarzenia z przeszłości o których pamięć nie jest u nas pielęgnowana. Jest to zrozumiałe, gdyż każdy naród chcę być odbierany wyłącznie w pozytywnym świetle. Z podobnych powodów Niemcy starają się odciąć od odpowiedzialności za drugą wojnę Światową (promując przekonanie, że odpowiedzialność za nią ponoszą Naziści, a nie ich naród) a Rosjanie nie chcą się przyznać do swoich zbrodni, jak choćby tej w Katyniu. Zamiast tego, wolą oskarżyć nas o śmierć jeńców wziętych do nie woli po zakończeniu Bitwy Warszawskiej. Ponieważ świadomość historyczna narodów jest odmienna i nie rzadko stoi nawet ze sobą w konflikcie, rozmowa o przeszłości z przedstawicielami innych krajów może być bardzo trudna – warto jednak dążyć do odkrycia prawdy, nawet jeśli była by ona bolesna dla obydwu stron.

  10. Polska polityka historyczna została zainicjowana z kilku różnych względów. Przede wszystkim po okresie niewoli, okupacji sowieckiej i niemieckiej, na komunizmie kończąc nasz kraj był w permanentnym stanie dezinformacji oraz propagandy antypolskiej. Naszą historią od lat manipulowano na co są konkretne dowody. Przez bardzo długi czas ludzie mieli faktyczny problem ze sprecyzowaniem sytuacji oraz zdarzeń jakie miały miejsce wcześniej. Mylono powstanie w getcie z Powstaniem Warszawskim. Jeszcze gorzej działo się (i dalej się dzieje) za granicami Polski gdzie obóz koncentracyjny w Auschwitz uznano za polski a nie niemiecki. W momencie, odzyskania suwerenności w końcu dostaliśmy szansę aby opowiedzieć realną historie aby każdy Polak mógł poznać prawdziwe dzieje ojczyzny oraz mógł w końcu poczuć podstawową więź narodu i poczucia państwowego. Jest to również prawidłowe posunięcie jeśli chodzi o propagowanie znajomość polskiej historii poza granicami kraju. Oczywiście każde państwo ma swoją własną świadomość narodową a dodatkowo polityka historyczna może przyczynić się do konfliktów jeśli mowa o różnych państwach i próbach syntezy ich pamięci historycznych. Według mnie jest niesamowicie trudne zebranie wszystkich opowieści w jedno. Unia Europejska zawiera w sobie 27 państw o zupełnie innych historiach, poglądach czy nawet religiach. Złożenie w jedno każdej z nich może okazać się przerostem formy nad treścią gdyż wiele jest zupełnie sprzecznych ze sobą i w żaden sposób nigdy nie uda ich ze sobą pogodzić..

  11. Pamięć historyczna jest ważna dla każdego obywatela. Dzięki niej kształtuje się obraz państwa w przeszłości. A na podstawie naszej historii, która jest niezmiernie ciekawa, a zarazem trudna i zawiła możemy pokazać czym dla Polaków była II wojna światowa czy okupacja radziecka itp. Mamy okazję zainteresować Europę naszą interpretacją zdarzeń. By nie tylko Europa i Świat, ale i Polacy wiedzieli co wydarzyło się w 1918 czy 1939 roku. Niestety wiedza historyczna Polaków, a zwłaszcza młodego pokolenia, jest znikoma. Pokazuje to dobitnie emitowany w internecie program „Matura to bzdura”, w którym Kuba Jankowski (prowadzący) sprawdza wiedzę młodych ludzi i próbuje udowodnić, że wiedza zdobywana w szkole nie jest wykorzystywana i bardzo szybko „ulatnia” się z pamięci. Pozostaje zastanowić się czy za kilkadziesiąt lat będzie komu kultywować naszą tradycję i historią?

  12. Jak rozliczają się Państwa z „niewygodnej” przeszłości, jakie podejmują próby zmiany wyobrażeń o ich narodzie. Stosują politykę historyczną, chcą kształtować świadomość historyczną, czego efektem jest zmiana wizerunku narodu w oczach świata. Jednym z takich przykładów jest państwo niemieckie. Krótko po wojnie w 1949 roku, po utworzeniu NRD, władze PRL, mówiąc o niemieckich zbrodniach, celowo zaczęły nazywać je „hitlerowskimi” lub „nazistowskimi”. Szybko zastosowali tą politykę, żeby naród niemiecki nie nosił piętna wydarzeń zbrodniczych, nie chcieli być kojarzeni z autorami zbrodni wojennych. Strategia ta przyniosła nieoczekiwane skutki dla Polski. W rezultacie tej polityki na tablicach upamiętniających hitlerowskie zbrodnie, autorzy zbrodni „hitlerowcy”, w wersji wielojęzycznej przetłumaczeni są, jako „naziści”. Termin ten oznacza zwolenników bądź członków partii narodowo-socjalistycznej, bez precyzowania narodowości. Z napisów znajdujących się na tablicach nie wynika w związku z tym, że to funkcjonariusze Państwa niemieckiego byli autorami zbrodni i dlatego napis może się kojarzyć z zagranicznym turystom z polskimi nazistami.
    Ze źródeł IPN wynika, że w 2008 roku decyzją UNESCO do oficjalnej nazwy obozu zagłady Auschwitz-Birkenau dopisał przymiotnik „niemiecki”. IPN zwrócił się do gmin w Polsce z prośbą o uzupełnienie napisów na tablicach upamiętniających hitlerowskie zbrodnie.
    Inny przykład z 2002 roku. Centrum Szymona Wiesenthala podało w treści komunikatu w sprawie Iwana Demjanjuka podało określenie „polskie obozy śmierci”. Na reakcję prof. Leona Kieresa, Prezesa IPN zastąpiono je określeniem „nazistowskie obozy śmierci w Polsce”.
    Pod koniec tego roku Nowojorska Fundacja Kościuszkowska wystosowała petycję do największych amerykańskich redakcji, by przestały używać terminów „polski obóz koncentracyjny” i „polski obóz śmierci” opisując obozy koncentracyjne zbudowane przez Niemców. Pod petycją zbierane są podpisy, organizatorzy liczą, że uda ich się zebrać milion. „Nasz Dziennik” cytuje wypowiedź Mateusza Szpytmy z krakowskiego IPN, który poparł ideę petycji i zbierania podpisów.
    Cel polityki historycznej Niemiec okazał się skuteczny. Hitlerowskie i nazistowskie zbrodnie nie są bezpośrednio kojarzone z niemieckimi autorami. Niemcy oddzielili się od wizerunku hitlerowskich zbrodniarzy, ale z konsekwencjami dla Polski. Jeżeli w mediach obozy koncentracyjne podawane są, jako polskie, to można się domyślać jak, nasza historia jest interpretowana przez inne narody. Wskazywanie narodowości zbrodniarzy nabiera obecnie szczególnego znaczenia, bo w różnych krajach świata prowadzona jest „konsekwentna polityka ukrywania narodowości sprawców w celu przeniesienia współodpowiedzialności za ludobójstwo na inne narody”.

    1. Jeśli cytuje się trzeba podać skąd (dotyczy to ostatniego fragmentu). Czy jest Pani pewna, że ukrywanie narodowości sprawców jest aż tak powszechne i że Niemcy dążą do ukrywania swoich zbrodni z okresu II wojny?

    2. Nikt nie lubi pamiętać o przykrych wydarzeniach historycznych, a co dopiero tu mówić o haniebnych czynach swych przodków, ale z godnością powinni nauczyć się to przyjmować. Niestety zadaniem polityków jest własnie skrupulatne tuszowanie niewygodnych wydarzeń dla ich państwa. Zawsze tak było i będzie. Nie jesteśmy w stanie tego zmienić, ani naprawić, ale możemy dbać o pamięć historyczną wydarzeń ważnych dla naszego Narodu. Przeważnie dopiero z perspektywy czasu, po licznych debatach i weryfikowaniach faktów, można dojść do prawdy. Polityka ma więc bardzo duże znaczenie w kształtowaniu spostrzegania zaistniałych wydarzeń, a nawet tego kiedy prawda ujrzy światło dzienne. Dlatego,też powinniśmy być świadomi takich zabiegów i korygować co jest nam przekazywane.

  13. Na pierwszym wykładzie zostaliśmy wprowadzeni w problematykę ” Polityki i wyobrażenia przeszłości „, gdzie zostały nam przybliżone pojęcia polityki oraz pamięci historycznej. O, ile bowiem pamięć narodowa wytwarzana jest w sposób niesterowalny, o tyle polityka historyczna jest próbą kształtowania świadomości historycznej społeczeństwa, które polega na odgórnym tworzeniu wybiórczej pamięci. Polityka historyczna może więc przybierać formy manipulacji historycznej, a niekiedy również fałszowaniu historii. Równocześnie jednak nie możemy zapomnieć, jaką istotną funkcję może pełnić polityka historyczna w szczególnych momentach dziejowych. Tyczy się to zwłaszcza okresów po odzyskaniu niepodległości, gdyż wtedy budowa wspólnej świadomości służy przede wszystkim zmotywowaniu społeczeństwa oraz legitymizacji budowanego od podstaw ustroju. W Polsce miało to miejsce po odzyskaniu niepodległości w 1918r., kiedy trzeba było budować państwo oraz scalać naród, który żył 123 lata w granicach trzech odmiennych systemów.

  14. Ciężko oceniać inne państwa i ich rozliczanie się z przeszłością, gdy obserwuję to co dzieje się w Polsce. Kiedy patriotyzm utożsamiany jest z faszyzmem, a przywoływanie wydarzeń historycznych to wieczne ,,niepotrzebne” umartwianie się i martyrologia. Niemniej jednak teraz, jak nigdy dotąd widać potrzebę dyskusji oraz zmian w edukacji. Możliwe jednak, że poziom dyskusji jaki wiedzieliśmy przed przypomnę Narodowym Świętem Niepodległości oraz wydarzenia tego dnia pokazały, że na rzetelną edukację jest już za późno. Niestety polska narracja historyczna nie jest spójna. Owszem, odpowiednio obchodząc się z historią można budować porozumienie między narodami. Ważne jest jednak budowanie porozumienia między samym narodem. Aby spójnie przedstawiać swoje racje na arenie międzynarodowej społeczeństwo musi je podobnie rozumieć i interpretować. Jest to bardzo trudne, co widać na przykładzie przywołanego już Stepana Bandery.
    Niemcy mają jedną bardzo ważną datę w roku tzw. Schicksalstag czyli Dzień Przeznaczenia dla Niemców, obchodzony 9 listopada, który jest wspomnieniem wielu wydarzeń z historii tego kraju. Jest to dzień wyjątkowy, gdyż przywołuje zarówno te dobre i jak straszne wydarzenia. W dużym uproszczeniu można by rzec, że każdy Niemiec ma możliwość wyboru, które wydarzenie chce tego dnia wspominać. Jest to jednocześnie dzień, w którym można doświadczyć historię tego kraju w XX wieku. A wybór jest duży bowiem:
    9 listopada 1918 Philip Scheidemann ogłasza powstanie republiki
    9 listopada 1923 pucz monachijski
    9 listopada 1938 ,,noc kryształowa” i wreszcie
    9 listopada 1989 upadek muru berlińskiego
    Pozwolę sobie jeszcze odnieść się wypowiedzi Magdy. Nie mam pewności co tego, że Rosjanie posługują się niespójnym przekazem co do uznawalności swoich win z okresu stalinowskiego. Skoro rodziny zamordowanych w Katyniu oficerów próbują dochodzić swoich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i słyszą od przedstawiciela administracji rosyjskiej, że sprawa uległa przedawnieniu oraz, że Rosja nie ma obowiązku wyjaśniać losu polskich obywateli, którzy zginęli w wyniku ,,wydarzeń katyńskich”. Co więcej sugeruje, że nie ma dowodów na to, że polscy oficerowie zostali zamordowani i lepiej byłoby uznać ich za zaginionych. Kilka dni później minister Ławrow oświadcza, że Rosja pochyli się nad tymi wnioskami. To nie wyraz nieumiejętności przyznania się do krzywd z przeszłości, a dobrze przemyślana strategia kształtowania opinii publicznej.

  15. Zrozumiale jest, że każde państwo przedstawia historię w sposób wygodny dla własnych interesów.
    Władze często zatajały bądz zmieniały niektóre fakty z przeszłości. Dobrym przykładem jest sprawa zbrodni katyńskiej.W 1943 roku rozpoczął się okres fałszowania zbrodni katyńskiej, przez wiele lat ZSRR oskarzało państwo niemieckie o zamordowanie obywateli polskich, w tym 10 tys. oficerów wojska i policji . Wszystko to aby zataić fakty i oczyścić swój kraj z haniebnej zbrodni.
    Postrzeganie historii przez narody zawsze było i będzie kwestią sporną. Fałszowanie dokumentów, wykradanie dowodów,oraz przekazywanie nieprawdziwych wiadomości obywatelom, kształtuje nowy obraz wydarzeń, często jest powodem konfliktów miedzy krajami. Historia powinna być przede wszystkim prawdziwa! chociaż odtworzenie jej może być bardzo trudne, a jeszcze trudniejsze przyznanie się jednej ze stron do winy. Wszystkie państwa chcą być dumne ze swojej historii i dziedzictwa, po co więc wyjawiać fakty , które mogą wpłynąć negatywnie na obraz narodu?

  16. W jednym z artykułów dotyczących historii przeczytałam, że upamiętnianie wydarzeń historycznych w dużej mierze jest podobne do narzędzia komputerowego zwanego photoshop. Jakby się nad tym głęboko zastanowić to rzeczywiście. Tak jak za jego pomocą, tak i dzięki polityce historycznej jesteśmy w stanie niektóre wydarzenia przyciemnić, rozjaśnić lub wręcz wymazać. Dzięki niej to z czego jesteśmy dumni wychodzi na światło dzienne, a to co jest dla nas niewygodne czy upokarzające chowamy do lamusa. Ale dlaczego tak się dzieje? Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie? Ile ludzi na świecie, tyle opinii. A to politycy kreują wizerunek wydarzeń historycznych, a to na lekcji historii nie mówi się wszystkiego lub wręcz za dużo.
    Dla mnie doskonałym przykładem na zrozumienie istoty zjawiska polityki historycznej – w tym przypadku ubarwianie wydarzeń- jest Zbrodnia Katyńska. Zależy nam na tym aby z Katynia zrobić prawie że święto narodowe, a przecież Katyń nie był aż tak istotny w ideologii PRL, a nawet był sprawą poboczną.
    Dociekamy prawdy o Katyniu, a wiemy tylko jaka była istota sprawy – zbrodni dokonano na rozkaz Stalina, i już. I pewnie wiele więcej się nie dowiemy. Jednak zbrodnia katyńska nie była aż tak uporczywa, jak to dzisiaj jest nam przedstawiane. A ciągłe powracanie do tej zbrodni, pokazywanie w telewizji scen niezwykle drastycznych z tamtego okresu, szczególnie po Katastrofie Smoleńskiej 10 kwietnia 2009, bardzo mocno rzutuje na ludzką wyobraźnię. To już dawno przekroczyło upominanie się o prawdę, czy pamięć o ofiarach. Pewnych rzeczy się po prostu nie pokazuje lub nie wypada ich pokazywać, niektóre są utajnione, a jeszcze inne są zakazane. Ważne jest to, że człowiek widzi historię tak jak się ją przedstawia czy opisuje w książkach. To, wiedzą zdobytą w szkole, na studiach młody człowiek wypełnia swoją wyobraźnię. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze nauka idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Niestety często jest tak, że to władza kreuje naszą świadomość historyczną. Niedobrze się dzieje kiedy „polityka” nie daje nam możliwości łatwego i sprawiedliwego przyswajania wiedzy, a tylko manipuluje naszymi wyobrażeniami o pewnych wydarzeniach, czy po prostu manipuluje faktami. Dlatego, ogólnie rzecz biorąc, musimy bardzo rozsądnie i przemyślanie podchodzić do historii, szczególnie do historii naszego kraju.

    Monika Jędrych- Konopka

  17. W odniesieniu do świętowania przez Polaków porażek jak i zwycięstw, po ostatnich obchodach Święta Niepodległości 11 listopada w Warszawie mogliśmy poznać „nasze” sposoby świętowania. Jedni dla upamiętnienia tego dnia brali udział np. w Biegu Niepodległości, abo pokonać swoje słabości, a poprzez to dając z siebie wszystko, aby przebiec 10 km ulicami miasta, co tam przebiec – choć przejść, ale aby mieć czas 2 godzin. Brali udział w biegu bez względu na wiek ( min. 15 lat) , płeć, wyznanie, pochodzenie czy status społeczny. Inni zaś postanowili pokazać inny sposób obchodów tegoż Dnia. Posłużyły im do tego czapki zasłaniające twarz, kije baseballowe, metalowe pręty i inne bardzo im niezbędne akcesoria. Ba, nawet można , a nawet należy zauważyć, że „zaszczycili” nas swą obecnością Niemcy.
    A należy pamiętać, że jest to najważniejszy dzień w historii kraju. 93 lata temu po latach zmagań wojennych, po trzech rozbiorach i powstaniach narodowych, po 123 latach niewoli Polacy dzięki swej niezłomnej postawie i patriotyzmowi odzyskali niepodległe państwo.
    Nie można zapominać, że to święto ma swoje podłoże polityczne. Dlatego też nie budzi złych uczuć manifestowanie swoich racji i poglądów, jeśli tylko jest pokojowe. My Polacy, chyba jeszcze nie potrafimy przyjąć odmiennego spojrzenia na nasze zdanie bez złych emocji i agresji. A szkoda. Nie byłoby zdewastowanego Placu Konstytucji, powyrywanych barierek ulicznych i koszy, rannych osób i tego niesmaku…. znów. Okazja do wyrażenia patriotyzmu stała się ponownie stała się areną rozruchów i zamieszek, ale takich o charakterze zadymy meczowej. I nie uważam, że pojawienie się na ulicy z flagą jest czymś w rodzaju „obciachu”. Jest to element zdecydowanie bardziej pasujący do czasu i miejsca obchodów takiego zwycięstwa, niż kij, kamień czy metalowy pręt.

    1. „Może jakieś inne święto sobie wybierzemy, my, nowocześni patrioci” – to odpowiedź prof. Radosława Markowskiego na pytanie Agnieszki Kublik czy „oddać 11 listopada patriotom z ONR?”.

      To bardzo dobry pomysł! Po co się użerać, trwonić swoją patriotyczną energię, niszczyć kwiaty, znicze i płyty chodnikowe? Ja wiem, że nie jest wyjściem tak po prostu pozwolić chodzić prawicowym patriotom po ulicach i zrezygnować z ich blokowania. Czy jednak nie lepiej byłoby nie podburzać, nie zaczepiać kolorowym strojem, po prostu nie brać w tym udziału ? Ja w tym roku wybrałam tą ostatnią opcję. Choć korciło mnie prawie do ostatniej chwili, korciło, aby być wspólnie, ze wszystkimi na Placu Konstytucji. Ciesze się, że jednak pozostałam w gronie znajomych, z którymi na bieżąco mogłam śledzić „zamieszki” w TV i rozmawiać o Polsce niepodległej. Ciszę się, gdyż znajdując się na Placu Konstytucji zapewne zadawałabym sobie pytanie z kim tutaj jestem ? Czy z patriotami czy z pseudopatriotami ?

      A tymczasem Marsz Niepodległości cichaczem i niezauważony przez dziennikarzy pomaszerował sobie ulicą Spacerową. Cała uwaga zaś została skupiona na „patriotycznych zamieszkach”.

      Cały wywiad Agniszki Kublik z Radosławem Markowskim do obejrzenia tutaj: http://wyborcza.pl/0,107323.html

  18. Przeszłość historyczna to bardzo ważne zagadnienie dyskursów politycznych na arenie międzynarodowej. Zbrodnie nazistowskie, stalinowskie czy kolonializmu to doskonałe przykłady na to jak odmienna jest percepcja przeszłości przez różne strony konfliktu. Należałoby dodać, że prawda historyczna powinna być jedna, i aby budować jedność w państwie oraz poprawną współpracę międzynarodową, każde państwo powinno rozliczyć się ze swojej przeszłości w stosunku do własnego społeczeństwa oraz innych narodów. Rozliczenie z przeszłością poprzez krytyczne podejście do własnej historii oczyszcza, wzmacnia i buduje własną tożsamość narodową. Nie można pracować nad przyszłością, w której niesprawiedliwości przeszłości zostały/są zapomniane lub są negowane, zwłaszcza gdy mówimy o ludobójstwie- najgorszej z możliwych zbrodni przeciwko ludzkości. Pisać o ludobójstwie nie jest łatwo, ale nie można zapominać o cierpieniach ludzi, którzy zginęli z powodu rasy, pochodzenia narodowego, etnicznego, wyznania czy odmiennego światopoglądu.
    Jednym z dramatów, który jest otwartą raną i punktem newralgicznym wokół którego jest sporo dyskusji oraz debat jest outhumanact, czyli ludobójstwo i dyskryminacja Aborygenów. Pod koniec XVIII wieku rozpoczęła się europejska kolonizacja Australii. Kontynent został nazwany Terra Nullis (Ziemia Niczyja), a zamieszkujący ją Aborygeni byli mordowani, torturowani i wykorzystywani; dzieci aborygeńskie były odbierane rodzicom i w celach `ucywilizowania` wysyłane do sierocińców.
    Twarde stanowisko kolejnych rządów Australii wobec Aborygenów uniemożliwiało jakikolwiek dialog międzykulturowy. Australia glosowała nawet przeciwko Deklaracji Praw Ludów Tubylczych uchwalonej na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 2007r. (143 państw za, 4 przeciw). Dopiero w 2008r. nastąpił przełom. Nowo zaprzysiężony premier Kevin Rudd przeprosił za politykę poprzedników i rozpoczął proces rozrachunku z przeszłością oraz proces uzdrawiania narodu w celu budowania jedności państwowej i narodowej.
    Nie zawsze jednak winy historyczne są uznawane przez narody, jak w przypadku rzezi Ormian. W latach 1915-17 w ramach czystek etnicznych Turcy w okrutny sposób wymordowali 1,5 mln Ormian. Jednakże władze tureckie stanowczo zaprzeczają, ze był to akt ludobójstwa. Dzięki staraniom wspólnoty ormiańskiej (ogromne zasługi francuskiego piosenkarza ormiańskiego pochodzenia Charles`a Aznavour`a) Komisja Praw Czlowieka przy ONZ w 1984r. uznała rzeź Ormian za pierwsze ludobójstwo XX wieku, a parlament europejski przyjął zapis o zbrodni ludobojstwa i uznał tureckie zaprzeczenia za „przeszkodę nie do pokonania” w przystąpieniu do Unii Europejskiej. W samej Turcji natomiast mówienie o tej zbrodni jest zakazane i represjonowane (piszacych o tym ludobójstwie wtrąca się do wiezień, systematycznie niszczy się zabytki kultury ormiańskiej). Ponadto, każde wezwanie z zewnątrz pod adresem Turcji by przyznała się do ludobójstwa interpretowane jest za akt wrogości wobec państwa tureckiego. Tak czy inaczej trzeba mieć nadzieję, ze społeczność międzynarodowa wymusi na Turcji przyznanie się do tej zbrodni, ponieważ nie można budować silnej wspólnoty na podwalinach kłamstwa.

    Anna Zielińska

    1. No i stało się. Parlament francuski przyjął ustawę o karaniu każdego kto publicznie zaneguje ludobójstwo Ormian; ustawa zakłada rok więzienia i 45 tyś. euro grzywny. Tureckie MSZ poinformowało w oficjalnym komunikacie, że Ankara „podejmie wszelkie konieczne działania przeciw temu niesprawiedliwemu prawu”. Na ulice Paryża wyszły tłumy protestujących Turków, ambasador Francji w Ankarze został wycofany, a premier Recep Tayyip Erdogan zapowiedział odwołanie wszelkich spotkań pomiędzy władzami obu państw i zapowiedział wprowadzenie kolejnych sankcji. W styczniu 2012r. w ramach retorsji, Turcja zablokowała Francuzom dostęp do tureckich lotnisk wojskowych oraz portów, wstrzymując tym samym współpracę polityczną i wojskową z Francją. Co więcej, Erdogan zarzucił Francji, że w latach 1954-62 Francja dokonała ludobójstwa w Algierii. W odpowiedzi na te zarzuty, premier Algierii zaapelował aby państwo tureckie nie zbijało kapitału politycznego krwią algierczyków, bo to właśnie Turcja była odpowiedzialna za dostawy broni podczas tej wojny. Należy dodać, że spór turecko-francuski ma głębsze podłoże – Francja chce odsunąć Turcję od UE. Ponadto, Nicolas Sarkozy liczy na poparcie diaspory ormiańskiej w zbliżających się wyborach we Francji. Jednakże, nie zmienia to faktu, że czas najwyższy by Turcja wzięła odpowiedzialność za swoje czyny i przyznała się do swoich zbrodni.

  19. Czy uzasadnione jest, aby zrównywać totalitaryzmy komunistyczne z faszystowskimi. Odpowiedź powyższe pytanie brzmi- tak. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że komunizm poprzez swój zasięg terytorialny i czasowy wywołał znacznie większe spustoszenie. Zauważalna jest tendencja do pomniejszania skali zbrodni reżimu komunistycznego. O reżimie Hitlera wiadomo prawie wszystko, powstały na ten temat liczne filmy, napisano wiele książek. Z kolei pojawienie się ,,Czarnej księgi komunizmu” wzbudziło gorącą dyskusję. Podobna reakcja rodzi się wobec takich stwierdzeń jak w przypadku minister Sandry Kalniete. Te dwie sytuacje wskazują na to, że istnieje w tym zakresie pewna nierównowaga. Nie można oceniać, które z obozów (łagry czy koncentracyjne) były bardziej okrutne, wobec czego przyjmę za kryterium oceny przybliżoną liczbę ofiar systemów totalitarnych. Pozwoli to na poruszanie się w sferze faktów, a nie przekonań, upodobań czy poglądów. Komunizm
    ( ok. 90 mln w tym m.in. Rosja i ZSSR (20 mln, do końca lat 30.zaginionych było ok. 17 mln), Europa (1 mln), Korea Północna (2 mln), Wietnam (1 mln), Kambodża (1,5 mln)). Nazizm i faszyzm ( ok. 16 mln w tym III Rzesza (15 mln), Hiszpania (200 tys.), Włochy (200 tys.)).Do dzisiaj nie wiadomo ile tak naprawdę ludzi poniosło śmierć w wyniku tych zbrodniczych systemów.
    „Wszyscy rozumieją, że Hitler był ludożercą, który unicestwił miliony ludzi. Jeśli on był ludożercą, to nie znaczy, że Stalin był wegetarianinem”. (W. Suworow).

  20. Kwestia różnego zapamiętywania wydarzeń historycznych przez różne narody, która pojawiła się na ostatnim wykładzie, znajduje doskonałe odzwierciedlenie w dyskusji toczącej się od wielu lat w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej wokół święta obchodzonego 12 października, ustanowionego na pamiątkę odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.
    Już samo nazewnictwo i jego zmiany na przestrzeni ostatniego wieku są bardzo znaczące. W Hiszpanii aktualnie jest to dzień zwany „Świętem Narodowym Hiszpanii”, w epoce frankistowskiej znany jako „Dzień Hiszpańskości” a jeszcze wcześniej „Dzień Rasy”. W 2002 roku w Wenezueli prezydent Hugo Chavez oficjalnie ustanowił tego dnia „Święto Oporu Indian” a w Argentynie jest to „Dzień Oporu Rdzennych Ludów”.
    W świadomości Hiszpanów i ogólnie Europejczyków 12 października to rocznica „odkrycia” Nowego Świata, początek szerzenia cywilizacji i niesienia postępu, podczas gdy na kontynencie amerykańskim odbywają się tego dnia protesty przeciwko europocentrycznej wizji historii i próby obalania europejskich mitów. Kwestionuje się sam fakt „odkrycia” Ameryki, mówiąc, że nie był to przecież pusty kontynent, ale zamieszkany przez wiele indiańskich ludów, więc nie można go było odkryć. Poza tym uważa się, że obchodzenie „Dnia Hiszpańskości” to oddawanie hołdu ludobójstwu, które zostało dokonane na Indianach, a także usankcjonowanie wielowiekowej grabieży i przemocy. Hasła te są podchwytywane przez populistycznych polityków (Hugo Chavez, Fidel Castro, Evo Morales) i znajdują odzwierciedlenie w antyzachodnim dyskursie politycznym w Ameryce Łacińskiej.

  21. Naturalnym jest, że każdy może mieć odmienne zdanie dotyczące historii i miejsca Polski na arenie międzynarodowej kiedyś i dziś.
    Kluczowym jest umiejętność dialogu najpierw między nami, by później móc rozmawiać z innymi narodami.
    Osobiście nigdy nie byłam zwolenniczką depresyjno – roszczeniowej postawy Polaków względem wszystkich dokoła. Mamy w swojej historii piękne zwycięstwa i straszne porażki. Jednak to tym drugim nadajemy w szczególności rys romantyczno – poetycki, na nich głównie skupiając uwagę. Dlaczego np. nie chełpimy się zwycięstwem Sobieskiego pod Wiedniem, ale ogromną klęską Powstania Warszawskiego? A chociaż przynajmniej nie mówimy w równym stopniu o obu tych wydarzeniach?
    W przeszłości występowaliśmy zarówno w roli agresora jak i ofiary. Domagamy się od Rosji rehabilitacji ofiar Katynia co oczywiście jest jak najbardziej słuszne ale musimy także wziąć pod uwagę krzywdy jakie my wyrządziliśmy. Musimy działać w sposób jakiego oczekujemy od innych.

    Znajomość historii jest niezbędna by rozumieć teraźniejszość.

    Pozdrawiam
    Justyna Majewska

    1. Teza, iż świętujemy tylko porażki, a nie zwycięstwa nie jest do końca prawdziwa. Do największych porażek (tragedii) Polski obecnie przypominanych zaliczyć można m.in.: upadek Powstania Warszawskiego, zbrodnię na oficerach polskich w Katyniu. Rocznice powyższych wydarzeń są wspominane ze względu na pamięć ich ofiar, podobnie jak Amerykanie upamiętniają ofiary wojny w Wietnamie, a Japończycy ofiary ataku na Hiroszimę i Nagasaki i nikt nie zarzuca im martyrologii. W Polsce te dni nie stanowią świąt państwowych. Są nimi jednak takie rocznice jak święto Konstytucji 3 Maja czy Narodowe Święto Niepodległości, rocznice zdecydowanie odwołujące się do sukcesów naszego kraju. Mamy zatem okazje do tego aby świętować. Potrzebna jest jednak refleksja nad tym jak to robić w sytuacji, kiedy pojawienie się na ulicy z flagą, bądź wywieszenie w oknie jest pewnego rodzaju ,,obciachem”…

      1. Nie stwierdziłam, że jako naród świętujemy jedynie porażki, zaznaczyłam tylko, że nadajemy im romantyczno – poetycki rys, jakby sam fakt przeżycia tak ogromnych cierpień uczynił z nas kogoś „wyjątkowego” i „lepszego”. Uważam, że podkreślenie naszej inteligencji, pracowitości, zaradności i pomysłowości może być znacznie lepszym sposobem na kształtowanie tożsamości narodu. To jak siebie widzimy po części też wpływa na to jacy jesteśmy.
        Zgodzę się natomiast, że może być problemem nieumiejętność wyrażania swojej radości i dumy z bycia Polakiem. Przez ostatnie stulecia najczęstszą formą był bunt i wszelkie akty sabotażu, zbrojnego oporu… Dzisiaj patriotyzm, przynajmniej młodym ludziom zbyt często kojarzy się z fanatykami bijącymi się o krzyż i rożnymi odmianami agresji.
        Trzeba się w takim razie zastanowić, dlaczego to pojawienie się z flagą przynajmniej jakaś część osób uważać może za coś negatywnego… ? Co się takiego wydarzyło, że symbol narodowy przestał wzbudzać pozytywne uczucia dumy i szacunku?
        Według mnie przynajmniej częściową odpowiedzią na to pytanie jest fakt ogromnej zmiany światopoglądowej wśród młodych ludzi i właśnie sposobu na postrzeganie siebie samych. W dzisiejszych czasach gdy tak ważny staje się sukces we wszelkiej postaci trudno być dumnym z romantycznych klęsk i upadków. Polska nie musi mieć kompleksów ale też nie ma powodu by szczyciła się swoją postawą męczennika. Zmienia się świat a wraz z nim zmieniamy się i my. I całe szczęście, że się zmieniamy.
        Jak na razie trudno brać przykład z naszej „elity” politycznej w sposobie okazywania patriotyzmu. Z jednej strony mamy postawy wrogie wobec wszelkiej inności i bardzo zamknięte na dialog, prawdziwy dialog. A z drugiej bierne, mierne ale przynajmniej nie agresywne, bezbarwne PO. do tego gdzieś na uboczu pojawia się wzbudzający wiele kontrowersji i emocji Ruch Palikota i SLD, które dawno z lewica nic wspólnego nie ma…
        Sama przyznaje, że brak jest tutaj autorytetów, jakichkolwiek. Staram się jednak nie tracić nadziei, że z czasem uda nam przywrócić dumę i zdrowe podejście do patriotyzmu i Ojczyzny nie przesycone jedynie smutkiem i gniewem ale radością i tolerancją.

        Justyna Majewska

        1. Zaraz zaraz. A czy tak właśnie nie było całkiem nie tak dawno. Największe polskie święta to te kojarzone w porażkami, z martyrologią, świadomym biczowaniem. Dlaczego w innych krajach (USA, Francja..) największym świętem jest Dzień Niepodległości, to największe święto kraju. Polska obchodziła to święto jako Dzień Zwycięstwa, tylko zwycięstwa po II wojnie światowej, a czy do tego czasu nie istniała jako kraj?? Dlaczego dopiero po 1989 roku zmieniono datę święta niepodległości, dlaczego już nie świętujemy dnia zwycięstwa?? Jakiego zwycięstwa, przecież to kojarzy się z datą kiedy to ZSRR zabrało naszą suwerenność. Niestety porażki i katastrofy są argumentami w rękach polityków. Czasami zastanawiam się czym tak naprawdę jest dla nas święto a czym porażka/katastrofa. Święto jest i już, jednego dnia i koniec. A porażka, cóż można przedłużać w nieskończoność. Karta przetargowa na scenie politycznej. Kto głośniej krzyczy ten wygrywa. A gdzie zdrowy rozsądek, czy ludzie, którzy zostali dotknięci przez te porażki/katastrofy nie zasługują na spokój? Dlaczego nie pozwolić im przeżyć złego doświadczenie na swój sposób. Dlaczego nie skierować sił i energii na sprawy bieżące, na to żeby święto, które jest Świętem miało odpowiednią oprawę.
          Najważniejsza w historii jest chyba…pokora.

          Agnieszka Bertman

    2. Polacy realizują strategię, w myśl której przedstawiają swoją historię jako naród cierpiący, dotykany wrogim nastawieniem przez inne państwa (w przeszłości oczywiście). W literaturze pojawia się nawet określenie „Polska mesjaszem narodów”, które powstało w czasie romantyzmu opisywane w twórczości Słowackiego czy Mickiewicza. Tak to prawda mamy w swojej historii zarówno bohaterskie czyny jak i haniebne. Ale tak jak każde inne państwo wolimy i przedstawiamy historię według siebie. Lepiej jest mówić o bohaterstwie naszych rodaków podczas zaborów i morderczej walki o wolność, gdyż te dramatyczne fakty wzbudzają współczucie a nawet i litość…

      1. Polityka historyczna to kształtowanie świadomości historycznej społeczeństwa celem zjednoczenia go wokół danych programów politycznych.

        IPN od początku był pomyślany jako instrument walki politycznej. Adam Michnik

        Pracujecie nad przeszłością, ale pracujecie dla przyszłości. Zgromadzony tu zasób archiwalny jest bardzo ważny dla tego, co dzieje się dzisiaj w Polsce. Prowadzi czasem do wstrząsów i szoków, ale buduje nowy, lepszy porządek życia publicznego. (…) To co nazywamy czasem IV RP.(…) Jesteście na pierwszej linii frontu walki o prawdę i godność naszego narodu. Autor: Jarosław Kaczyński Opis: w styczniu 2007 r., do pracowników krakowskiego IPN

        Czy mówienie, że 70 lat temu co trzeci mieszkaniec Warszawy i co drugi Lublina mówił w języku jidysz, jest osłabianiem polskiej tożsamości? Oczywiście, że nie. A jak mamy wpajać uczniom tolerancję i poszanowanie dla innych kultur, które współistnieją w naszym kraju, skoro nie uczymy np. o Kaszubach? Autor: Robert Szuchta, polski historyk

        PiS-owska „polityka historyczna” była wyzwaniem rzuconym Polsce i jej tradycji. Zarówno w Muzeum Powstania, jak i wystąpieniach prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a wreszcie w szerzonym przez IPN kulcie powojennego „podziemia niepodległościowego” i „żołnierzy wyklętych” liczył się tylko jeden miernik patriotyzmu: upływ krwi – tym większą budzący satysfakcję, im mniej za nim stało politycznej kalkulacji, im bardziej tragiczne były jego skutki. Autor: Andrzej Romanowski

        Bo jeśli rodzina kandydata walczyła o Polskę, o niepodległość, dziadek był w AK, a pradziad uczestniczył w powstaniu styczniowym, to taki ktoś daje nam gwarancję genetycznego patriotyzmu.(…) Wyjaśnię to tak: jeśli twój dziadek miał dyplom, ojciec miał dyplom, to ty już dyplomu pokazywać nie musisz. Wychowywanie w porządnej rodzinie, gdzie dbano o wartości, gwarantuje przyzwoitość. Autor: Marek Suski

        Źródło wikipedia

        To że historia to subiektywny lub nawet przemyślanie wykreowany obraz to przyjmuję za pewnik to prawda generalna. Jest to zrozumiałe z prostej przyczyny historię tworza ludzie,a Ci maja subiektywny pogląd na otaczająca ich rzeczywistość i fakty( każdy ma własne konstrukty myślowe, własną biografię, przeszedł proces edukacje i wychowania ), jeżeli dodamy do tego jeszcze politykę (kierującą się nawet najlepszymi intencjami) to tym bardziej wiemy , że tak naprawe nie wiemy nic. Najważniejsze jest to ,że w tej walce o prawdę zawsze ktoś wygrywa i opowieść niesie się dalej, jestem bardzo ciekawa jak nasze czasy będą opisane w podręcznikach historii za 100 lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s