Debata trzecia

W związku z dyskusją na ostatnich zajęciach (o filmach „Rewers” i „Róża”) następująca kwestia:

Czy i w jakim stopniu w ocenie czyjejś twórczości  intelektualnej (np.: powieściopisarza, poety, historyka itd) należy brać uwagę   biografię?

Pytanie to stawiam oczywiście nie w jakiejś ogólności (historyków literatury i literaturoznawców często intryguje jak ma się twórczość pisarza do jego biografii), ale w konkretnym kontekście dziejów PRL-u i ówczesnych postaw i zachowań. Pytanie to więc możecie też rozumieć w taki sposób, jakie warunki winny być spełnione, aby był ktoś dla Was nie tylko wybitnym twórcą ale i autorytetem jako osoba. Jeśli ktoś uzna, że pytanie jest źle postawione (a można mieć i takie zdanie), to proszę to uzasadnić.

Temat jest niewątpliwie trudny i chyba kluczowy dla wielu sporów, jakie się obecnie toczą o najnowszych dziejach Polski. Jestem ciekaw co napiszecie i jak potoczy się dyskusja między Wami.

44 thoughts on “Debata trzecia

  1. Moim zdaniem, oceniając twórczość jakiegokolwiek pisarza, poety czy historyka, musimy brać pod uwagę ich biografie i to nie dlatego, żeby znaleźć jakieś plamy, które wywołują wątpliwości w ocenie ich osiągnięć, a dlatego, żeby lepiej zrozumieć bezpośrednio osobowość samego twórcy i jego dzieła. Na każdego z nas ma wpływ rzeczywistość, w której żyjemy. Takie same efekty odczuwali wszyscy pisarzy i historycy, wszyscy są produktem swoich czasów i ich działa odzwierciedlają ten fakt. Dlatego, aby ocenić końcowy produkt intelektualny, trzeba zwracać uwagę na biografię twórcy, bo to pomoże lepiej zrozumieć i przeanalizować warunki, w których produkt był tworzony. Do mojego zdania chciałbym przytoczyć słowa Aleksandra Jerzy Wieczorkowskiego, dziennikarza, felietonisty, eseisty i pisarza: „Niektórzy będą twierdzić, że te parę książek , które napisałem, setki moich fielitonów, pubikacji, audycji radiowych i telewizyjnych programów powstało przed rokiem 1989, a zatem w PRL i dzięki PRL. A przecież nasz dorobek, milionów urodzonych przed wojną w rodzinach intelegenckich, ziemianskich, artystycznych powstał nie dzięki, ale mimo PRL”.

  2. Moim zdaniem biografia często wpływa na ocenę czyjejś twórczości intelektualnej jednakże nie zawsze jest to wpływ pozytywny. Bogata biografia a także zasługi dla danego kraju czy też dziedziny wiedzy powodują, iż patrzymy na twórczość danego człowieka przez jej pryzmat co nie zawsze jest podejściem właściwym. O ile bowiem można wymienić wybitne jednostki o światłej biografii a także wybitnych zasługach dla kultury, o tyle należy pamiętać że ocena człowieka i jego twórczości nie zawsze sa ze sobą jednoznaczne. Przytoczone we wstępie do debaty czasy PRL-u są tego doskonałym przykładem, wielu wybitnych artystów, twórców przynależało do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, co oczywiście splendoru im nie przynosi jednakże nie jest to powodem do dyskredytowania ich osiągnięć. Reasumując biografia powinna mieć wpływ na ocenę twórczości w sposób umiarkowany, bardziej w kierunku popierania twórczości danego autora aniżeli w zaprzeczaniu jego dokonaniom. Poglądy polityczne nie mogą być bowiem miarą osiągnięć w dziedzinie twórczości intelektualnej.

  3. Kein intellektuelles Werk steht losgelöst von der Biografie des Autors. Die Erfahrungen und Erlebnisse eines Lebens bestimmen den Menschen in jeglicher Hinsicht, weshalb das Werk oft die Auseinandersetzung dessen darstellt. Auch, um sich von erlebten zu distanzieren oder zu befreien. Jedem Menschen muss zugestanden werden, dass er im Laufe seines Lebens sich verändert und sich seine Ansichten wandeln. Was in jungen Jahren einmal erlebt und geschrieben wurde, muss von der gleichen Person nicht zwangsläufig später immer noch positiv bewertet werden. Aus diesem Grund finde ich es schwierig, das Werk eines Autors aufgrund seiner Biografie zu verurteilen. Die Biografie kann und sollte eher eine Anregung sein, um sich kritisch mit dem Werk auseinanderzusetzen und natürlich kann eine Biografie mir Erklärungen liefern, um das Werk besser zu verstehen oder einschätzen zu können.
    Wir erwarten, dass die Biografie zum Werk passt, dass das Werk durch die Biografie erklärt wird, verständlicher wird. Wir sind irritiert, wenn Ungereimtheiten auftauchen. Wenn die Biografie das Geschriebene in Frage stellt oder womöglich unglaubwürdig macht. Andererseits wird ein Werk durch Ungereimtheiten auch interessanter, spannender. In jeder Hinsicht ist unser Intellekt gefragt, um ein Werk angemessen zu beurteilen und die Informationen aus der Biografie des Autors angemessen in einen Kontext mit dem Werk zu stellen.

  4. Miałam nie zabierać głosu w tej debacie, ale po przeczytaniu kilku postów, postanowiłam naprawić swój błąd. Moi niektórzy poprzednicy radykalnie opowiedzieli się za tym, że należy postrzegać utwory przez pryzmat biografii ich autorów. Ja jednak nie do końca podzielam to zdanie. Owszem biografia często bardzo wyraźnie wpływa na treść lub nawet samą formę danego dzieła. Przykłady twórczości, w której łatwo jest dostrzec osobiste przeżycia autora, można mnożyć w nieskończoność. Nierzadko nawet sami historycy literatury starają się czytać i analizować dzieła właśnie pod kątem biografii autorów. Jednak nie wolno zapominać, że istnieje także inne spojrzenie na twórczość prozatorską czy poetycką. Nie bez powodu Roland Barthes ogłosił „śmierć autora”. Do takiego spojrzenia odwoływali się także inni teoretycy literatury, którzy postulowali, aby dzieło funkcjonowało „samo w sobie”. Osobiście uważam, że postrzeganie utworów w kontekście biografii znacznie zawęża możliwości interpretacyjne. A przecież literatura nie jest jedynie narzędziem makro- czy mikrohistorii. Literatura ma być grą, zabawą, ma dawać pole do popisu czytelnikowi.
    Ponadto wystrzegam się oceniania twórczości przez pryzmat biografii jeszcze z innego powodu. To, że Czesław Miłosz miał swojego czasu „romans z systemem” nie wpływa w żaden sposób na jakość np. Rodzinnej Europy. Jako przedstawicielka pokolenia urodzonego w roku 1989, absolutnie odżegnuję się od jakiegokolwiek oceniania czyichś postaw w stosunku do komunizmu. Mogę jedynie we własnym, subiektywnym odczuciu rozstrzygać czy dane zachowania były moralne czy też nie. Nie mam śmiałości jednak ich ostentacyjnie wykrzykiwać, gdyż mam świadomość tego, że mogę się mylić. A jeśli chodzi o literaturę, to należy radykalnie rozgraniczyć biografię autora od jego twórczości. To, że ktoś był genialnym pisarzem, nie zawsze musi oznaczać, że był idealnym człowiekiem.

  5. Opóźnienie z jakim wstawiam ten komentarz nie wynika z tego że zapomniałem o tej debacie, a z tego że jest to trzecia próba udzielenia odpowiedzi. Temat ten jest dla mnie osobiście bardzo trudny, wynika to z tego że pomimo młodego wieku mam już za sobą kilka etapów ewolucji a może raczej rewolucji w zmianie poglądów na świat, ludzi, i na to co mnie otacza czyli w skrócie mojego światopoglądu. Jeszcze do niedawna w kwestii postrzegania artystów, pisarzy, polityków byłem ortodoksem – szczególnie w odniesieniu do czasów PRL-u. Twórcy na temat których pojawiały się pogłoski, doniesienia że „współpracowali”, byli przeze mnie moralnie skreślani z listy osób od których warto czerpać naukę i budować swój „plan na przyszłość”. Jak to bywa w okresie rozwoju intelektualnego młodego człowieka – z czasem zaczyna się rozumieć to co wcześniej było nie do przyjęcia. Zacząłem rozumieć że czasy w których było dane żyć tym ludziom dawały dwie możliwości – zostać buntownikiem, outsiderem z szacunkiem wśród antyestablishment’owych środowiskach, ale bez możliwości pełnej realizacji w robieniu tego co się kocha, lub gra z aparatem państwa w „udawaną współpracę”.
    Uważam że w ocenie czyjejś twórczości warunkiem koniecznym jest analiza biografii tej osoby, ponieważ tylko na podstawie biografii można określić prawdomówność danego twórcy. Jednak do tej analizy ( jak i do wszystkiego innego) trzeba mieć dystans, a na pewno trzeba spróbować pomyśleć jak ta osoba i spróbować ją zrozumieć. Tylko w taki sposób da się obiektywnie ocenić jej twórczość i to czy warto brać z niej przykład.

  6. Myślę, że aby zrozumieć twórczość nie sposób nie odwoływać się i nie poznawać biografii autora. Poznanie kontekstu historycznego często jest niezbędnym elementem poznawania dzieła. Ciekawe jest poznawanie dzieł w kontekście poglądów autora pod warunkiem, że nie spłyca i nie ogranicza odbioru. Nie zgadzam się z opinią, że autor, który zmienia zdanie, modyfikuje swoje poglądy nie zasługuje na miano bycia autorytetem, a jego kompetencje intelektualne zostają podwarzone. To w jaki sposób dochodzi się do wiedzy i zmienia patrzenie na pewne sprawy może być także inspirujące i ciekawe.
    Uważam, że na miano bycia autorytetem nie zasługują twórcy, którzy w przeszłości poruszali problemy społeczne i historyczne, aspirowali do bycia piewcami moralności, tymczasem ich życie biegło zupełnie innymi torami. Powojenna fascynacja PRLem wielu intelektualistów w Polsce nie jest dla mnie przesłanka do negatywnej oceny ich dzieł. Po wielu latach czytanie ludzi zaangażowanych we wczesnych latach w komunizm staje się ciekawe poznawczo- może prowadzić do lepszego poznania mechanizmów totalitaryzmu. Choć np. w postaci Jarosława Iwaszkiewicza nie odnajduję postaw mi bliskich, a jego biografia budzi raczej moją niechęć, zaangażowanie w poliykę PRL zniechęca, mimo to uważam go za jednego z najlepszych polskich pisarzy. Dobry pisarz nie musi mieć świetlanej przeszłości.
    Biografia kogoś kogo uznajemy za autorytet morlany lub chociaż chcemy go uznać za osobę, którą warto w czyms naśladować, powinna być spójna z jego twórczością. Dla mnie Andrzej Bobkowski autor „Szkiców piórkiem listów do Giedroycia i wielu opowiadań to dla mnie osoba, która żyła w w sposób autentyczny i szczery i takie też są pisma Bobkowskiego. Bobkowski strzegł jak potrafił swojej wolności i nigdy nie zrobił niczego, co by go od jakiegokolwiek systemu uzależniło (od rezimu, przyznanego lub nie stypendium, przychylności wpływowych osób). Oczywiście było to możliwe tylko dzięki emigracji, pisarzy krajowych nie sposób mierzyć tą samą miarą.

  7. Pytanie bardzo fajnie postawione. Oczywiście trzeba uważać przy czytaniu na przykład pracy historyka na jego biografię i działalność, więc dzięki temu on zdobył swój światopogląd który ma wpływać na jego twórczość. Lecz trzeba zauważyć, że tak nie powinno być, żadne czynniki nie muszą wpływać na opracowania historyka , to musi być przede wszystkim badanie. Ale tego nie usa się uniknąć, bo nawet na poziomie przynależności do jakiejś narodowości, jak o tym pisał J. Krasucki, już są u historików problemy do napisania historii,
    Być może Pan źle napisał, że postawił pisarze, poetów i HISTORYKÓW w jeden szereg, oczywiście podobieństwa są, lecz ja sądzę, że na twórczość pisarza bezpośrednio może wpływać go życie, mam takich znajomych, wręcz przeciwnie jeśli nie ma takiego rodzaju oddziaływania na twórczość pisarza właściwie jego doświadczenia, to on musi mieć niezwykle utalentowanym.

  8. Mi się wydaję, iż tym przypadku nie tylko biografia, doświadczenie życiowe autora wpływają na dzieło artystyczne. W każdym razie nie można się pozbyć ani biografii, ani przeszłości. A również proces tworzenia w pewnym sensie jest rozliczaniem się z tym co było wcześniej. Wiadomo, że pisarz pisze o tym, o czym najlepiej wie, na czym się zna i umie. To co przeżywał i przeżywa dalej. Inaczej w czym jest sens dzieła, sztuki w ogóle. Ale również chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, oprócz tego odbiorca się znajduje pod wpływem biografii autora, jednocześnie pod wpływem swoich doświadczeń i swojej historii. Odbiorca przeżywa i interpretuje tekst, w pewnym sensie na nowo go tworzy. Tego nie można uniknąć, ale każdy raz czytać na nowo, inaczej komunikować, inaczej tłumaczyć

  9. No właśnie – brać pod uwagę, i tylko to. Nie rozpatrzywać utwór ze względu na zarzucane poglądy polityczne albo pewne controwersyjne momenty biografii. I tym bardziej nie oceniać go wartości, kirując się tym. Moim zdaniem, biografia powinna być kluczem, kodem, który pomaga wyjaśnić niezrozumiałe momenty w twórczości autora.
    Osobiście nigdy nie czytam any krytyki, any biografii nieznanego mnie autora przed tym jak oglądać film albo czytać książkę. Utwór powinien mówić sam za siebie czego jest warty. I jeśli pewnych wątków nie rozumiem albo spodoba mi się sztuka aż tak, że zachcę dowiedzieć się o tym coś więcej – sięgam po biografię, krytykę i td.
    Zdaje mi się, że podejście, przy którym biografia jest narzędziem do oceniania twórczości autora, uniemożliwia konstruktywną krytykę i objektywną ocenę.

  10. Nie da się zakwestionować faktu, że dzieło jest nierozerwalnie związane z biografią autora. I to na kilku płaszczyznach. To właśnie wydarzenia z życia codziennego ukształtowały przecież artystę takiego jakim jest, dzięki zebranym przez wiele lat doświadczeniom wyrobił sobie taki, a nie inny światopogląd. Najczęściej z codzienności czerpie inspirację. To gdzie i z kim żyje, w jakim towarzystwie się obraca i w jakiej jest kondycji psychicznej, w dużej mierze ustala jego priorytety, dzięki którym pisze właśnie na te, a nie inne tematy.
    Przechodząc do sedna: my, młodzi, którzy urodzili się u schyłku PRL lub już po jego upadku, nigdy do końca nie zrozumiemy jak się żyło w tamtych czasach. I nie jest ważne jak dużo książek na ten temat przeczytamy, ile poznamy faktów historycznych czy ile filmów dokumentalnych obejrzymy. Nigdy nie „poczujemy” wyborów, które musieli podejmować ludzie żyjący w tym nieszczęsnym czasie. Dlatego też, uważam, powinniśmy być ostrożni w swoich ocenach. Jednak są pewne cechy i typy zachowań, które nie powinny mieć miejsca, niezależnie od kontekstu historycznego. Z braku miejsca powiem tylko o jednej z nich: hipokryzji. Jeżeli ktoś, kreuje się na autorytet moralny, a później okazuje się, że jego czyny miały z moralnością niewiele wspólnego, to choćby nawet tenże człowiek pisał bardzo mądrze- to do mnie nie trafi, bo za słowami powinny zawsze iść czyny. Bez nich pozostaje tylko czcze gadanie.

  11. Skoro odniesieniem jest okres PRL-u i wpływ lub jego brak na działalność twórców na nasze postrzeganie owoców tej działalności przez pryzmat ich postaw, uważam, jak już zostało to napisane w kilku poprzednich wypowiedziach, istotne jest czego dotyczyły prace tych osobistości. Jeśli historyk i członek PRL poświęcił swoją pracę na badanie historii Polski, dajmy na to Jagiellonów, to jeśli rzetelnie przeprowadził swoje badania to jego przynależność do systemu nie ma się specjalnie do jego działalności.
    Ciężko byłoby jednak przejść obojętnie obok biografii i pominąć fakt, że twórca , który w swoich pracach traktował o moralności, poświęceniu, miłości czy przyjaźni a w wolnych chwilach „uprzejmie donosił” na swoich kolegów ze środowiska swojemu oficerowi prowadzącemu przy tym biorąc pieniądze. Taki twórca w moich oczach jest niewiarygodny a jego prace mimo że mogą mieć wspaniałe walory artystyczne są dla mnie zdewaluowane. Ze względu na to że są nieszczere. W takim przypadku biografia ma dla mnie i uważam, że powinna mieć znaczenie. Chociaż ciężko odrzucić niektóre opowiadania i wiersze Tadeusza Borowskiego to poznając jego biografię zastanawiam się jak to się stało że oblicze jednego zbrodniczego systemu poznając od obozowych baraków propagował drugi, tyle że spod innego symbolu.
    Z drugiej strony biografia nie zawsze musi ciążyć autorowi jak kula u nogi. Uważam, że powinna także rehabilitować, zwłaszcza gdy twórca poprzez swoje dzieło dokonuje aktu ekspiacji.
    Dawny system PRL funkcjonował tak jak funkcjonował. Łamano ludziom kręgosłupy moralne a z powodu roli jaką pełnią(lub jak się zdaje powinni pełnić) w społeczeństwie literaci – jako sumienie narodowe, ich kręgosłupy był wyjątkowo narażone. Nie każdy był bohaterem i co do tego ciężko mieć zastrzeżenia. Czasy były jakie były więc nie oceniając jednoznacznie negatywnie i takich postaw (chociaż odróżniłbym załamanie się przy przesłuchaniu od dobrowolnego propagowania PRL), to na szczególne uznanie powinni zasłużyć tylko ci, którzy niezłomną postawą dowiedli przywiązania do pożądanych postaw społecznych. W takim przypadku biografia ma istotne znaczenie dla uwiarygodnienia twórczości, zwłaszcza jeśli zawierała odwołania do pożądanych postaw. Może walory artystyczne byłyby podobne, co dla badaczy literatury miałoby znaczenie, to z mojej perspektywy taka twórczość jest prawdziwsza.
    Podsumowując, biografia jest ważna w zależności od rodzaju twórczości i czego ona dotyczyła a także, jeśli biografia nie do końca była nieskazitelna to jakie winy twórca popełnił i czy mogły mieć wpływ na szczerość swojej twórczości.

  12. Jeżeli autor nie wplata w swoją twórczość wątków autobiograficznych to patrzenie na jego prace przez pryzmat jego biografii wydaję mi się nie na miejscu. Pisarz, który jest szczerzy i nie ma na sumieniu żadnych rażących występków nie powinien być oceniany poprzez swoje życiowe wybory, Nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się co działo się w głowie często, młodych zagubionych ludzi, którzy przeżyli wojenny koszmar. Po prostu chcieli żyć w otaczającej ich rzeczywistości i w jakiś sposób się do niej przystosować. Kiedy spory ideologiczne rzutują na sztukę to wtedy sytuacja robi się wyjątkowo niebezpieczna. Sztukę zostawmy sztuce i nie mieszajmy do tego polityki. Każdy w swoim życiu popełniał serię większych lub mniejszych błędów i każdy w pewnym momencie zdaje sobie sprawę z postaci pewnych rzeczy. Wszyscy Ci krytycy, którzy są bardziej papiescy od papieży czy bardziej święci od św. Piotra poza swoją bez konstruktywną krytyką nie maja niczego innego do zaoferowania. Wybierają pewne fakty łopatologicznie łączą je w całość i karmią sensacja naiwnych ludzi. Każdy kto ma chodź odrobinę wrażliwości społecznej czy też jakaś resztkę przyzwoitości daruje sobie bezpłóciowe spory o tym kto pisał wiersze dla Stalina, a kto nie i kto jest w takim razie lepszym pisarzem, bo nie o to w tym wszystkich chodzi. Każdy autorytet należy poddawać krytyce, ale nie z należytym szacunkiem i konkretnymi argumentami, a nie jak to się często dzieje opluwać. Niestety w Polsce jest sporo wielkich ludzi na, których patrzymy zupełnie bezkrytycznie, nie mając przy tym żadnej refleksji, a z drugiej strony wielcy ludzie, którzy są poddawani krytyce non stop, bardzo często niesłusznie. Życzyć sobie można trochę więcej obiektywizmu i racjonalnego myślenia oraz wrażliwości na sztukę.

  13. Biografię i twórczość można od siebie oddzielić. Zwykle przed przeczytaniem dzieła, szczególnie o tematyce społeczno-politycznej, staram się zapoznać z biografią autora. Często przeczytanie biografii pomaga mi w odbiorze dzieła, czasem utrudnia. Przeczytanie “800 dni” Leszka Balcerowicza bez znajomości biografii i kontekstu historycznego spłyca przekaz tych historycznych dni.
    W kontekście dzieł z minionej epoki biografia bywa narzędziem walki z autorem i dyskredytacji jego tez. Jest to znaczne zakłamywanie historii, i zbytnie upraszczanie. Ocenianie biografii bez uznania kontekstu historycznego i ówczesnych realiów jest barbarzyństwem. Zgadzam się z poglądem twierdzącym, że odbiorca ma prawo do poznania pełnej biografii twórcy, aczkolwiek należy zaznaczyć jasno i wyraźnie, że wyłącznie o biografię tu chodzi, a nie o współczesną jej ocenę. Zbyt wielu komentatorów potrafi odrzucić treść i bezpośrednio łączyć ją z osobą autora.

    Twórca, który przyznał się do współpracy, czy chociaż bezpośredniej działalności w ‘reżimowych’ organizacjach często jest w mediach dyskryminowany. Absolutystycznie podejmuje się medialną uchwałę o odrzuceniu dzieł takiego twórcy. Działalność taką można uznać za podejmowanie decyzji ‘za czytelnika’ a nie w jego obronie. Zbyt często ulegamy antykomunistycznej histerii, zapominając o panujących wtedy realiach. Jarosław Iwaszkiewicz, aby tworzyć powojenny Związek Literatów Polskich, musiał współpracować z władzą i nie mogę uznać tego za skazę na jego biogramie.
    Uważam, że oceniając twórczość należy brać pod uwagę biografię, ale nigdy przez nią nie odrzucać dzieła.

  14. Ciężko jest generalizować odnośnie tego czy znajomość biografii autora jest potrzebna to odpowiedniej interpretacji jego dzieła. W pewnym przypadkach na pewno tak jest. Znajomość biografii pomaga wówczas w odpowiednim zrozumieniu co autor miał na myśli, mamy możliwość (przynajmniej w pewnym stopniu) dowiedzieć się jak jego życie mogło wpłynąć na twórczość. Jednak biografia nie powinna mieć wpływu na odbiór utworów, mam tu na myśli, że jeśli ktoś miał niechlubną przeszłość nie oznacza to, że jego dzieła są niewarte uwagi. Na pewno znajomość życia autora jest pomocna w odczycie jego utworów, poznanie ‚tła’ dla przedstawionej historii także może być bardzo pomocne. Jednak nieznajomość biografii nie powinna uniemożliwić odpowiedniej interpretacji.
    Ogólnie rzecz biorąc uważam, że choćby cząstkowa znajomość życiorysu twórcy jest bardzo potrzebna w odpowiednim odbiorze jego dzieła.

  15. Ocenianie twórczości artysty biorąc pod uwagę kontekst biograficzny nie zawsze jest trafne i słuszne. Jednak nie należy zapominać, że w interpretowaniu i odczytaniu przesłania niejednego dzieła znajomość biografii twórcy jest niezbędna. Wiadomo, że doświadczenia życiowe, sytuacje w jakich znalazł się sam autor poniekąd mają wpływ na twórczość autora, ale nie są wyznacznikiem i kluczem do odczytywania wszystkich dzieł. Czasy w jakich znalazł się twórca, ludzie jakimi się otaczał wpływają na jego osobowość, poglądy a tym samym przekładają na twórczość. Jednak uważam, że nie należy oceniać danego dzieła pod kątem życiowych, prywatnych działań oraz postępowań artysty. To, co dzieje się na jego płaszczyźnie niezwiązanej z twórczością w ogóle nie powinno interesować odbiorcy. Widza, czytelnika ma zadziwiać, fascynować i interesować to, co autor stworzył, a nie jakie błędy czy wykroczenia popełnił.
    Większość osób przywołała postać Wisławy Szymborskiej więc już o tej poetce nie będę pisał, aczkolwiek zwróciłbym także uwagę na figurę Sławomira Mrożka. Jakże kontrowersyjna persona. Tak jak wspomniana Szymborska, tworzył w czasach PRL-u, „popierając” działania stalinowskich władz. Jako jeden z wielu poetów podpisał zbiorową deklarację (tzw. Rezolucję Związku Literatów Polskich w Krakowie) aprobującą funkcjonowanie władz komunistycznych. Oprócz tego wyemigrował z kraju i jego poczynania mogą wpływać na negatywny odbiór jego twórczości.
    Mimo wszystko, jego dorobku nie można oceniać wyłącznie poprzez kwestie biograficzne. Mam na myśli chociażby znany dramat „Tango”, w którym autor metaforycznie ukazuje konflikt pokoleń w czasach powojennych, upadek świata moralnego w tym trudnym okresie oraz charakteryzuje władzę totalitarną. Uważam, że wejście Mrożka w grę z reżimem nie powinno wpływać na odbiór jego dzieł. Utwory te byłyby tak samo dobre, gdyby czytała je osoba nieznająca autora i jego biografii jak i ta, która orientuje się w życiorysie artysty.
    Każdy ma swoje zdanie, opinie i postępuje w życiu zgodnie ze swoimi wyznacznikami oraz priorytetami. A jeśli brać pod uwagę twórców takich jak poeci, reżyserzy, itd. to stwierdzam fakt, iż ważny jest ich dorobek artystyczny, jego wartość dla widza/odbiorcy oraz jego wkład w polską kulturę.

  16. Biografia jest czymś czego człowiek nie jest w stanie się pozbyć, o ile można starać się ją zatuszować przed ciekawskimi, to uciec przed swoją własną historią nie można. Jeśli rozpatruje się sylwetki osób które prowadzą działalność twórczą, czyli np. pisarze, reżyserzy biografia jest elementem wpływającym na twórczość. Zwraca na to uwagę sporo osób i ja jestem takiego zdania. Gdyż nawet nie chcąc opierać się na swojej historii pisarz bez świadomie korzysta z własnego doświadczenia i nie tyle literackiego(czy jakiegokolwiek innego) ale „życiowego”. Można by w tym miejscu rozpisać się o tym jak człowiek podejmuje decyzje w swoim życiu i jak one wpływają na niego, lecz nie w tym rzecz. Biografia jest ważna dla osób twórczych, jeśli rozprawiamy o PRL to nie jest ważne czy osoba była czysta jak łza a w dodatku mogła by jeszcze być dysydentem i tak dalej jednakże nie jest to istotne po której stronie się znalazła z naszego punktu widzenia, ważne jest to że pisząc o tym czy tworząc inne dzieło przekazała w nim część siebie, część swojej biografii (która jest bardziej lub mniej wyeksponowana). Uważam, że ważne jest poznanie każdej relacji wydarzeń. Nie zależnie od tego czy ktoś był „esbekiem” czy działaczem KORu. Zawsze jest to jakaś relacja czasu który już przeminął i nie jesteśmy w stanie go sami odtworzyć. Natomiast ów relacje często sprzeczne, mocno zabarwione politycznie czy ideologicznie tworzą pewną całość. Dlatego też nie rozumiem odrzucania autorów dla tego że „współpracowali” czy byli przychyl ideologii dziś niewłaściwej, szczególnie my młodzi nie znający tych realiów na własnej skórze nie powinniśmy tak łatwo forować wyroków.
    Natomiast zabierając głos w sprawie autorytetów, wypowiem się następująco. Trudno mi wybrać sobie autorytety, ale mógłbym powiedzieć że przez pewien czas autorytetem była dla mnie postać Bogusława Wołoszańskiego, wiem że nie jest to znakomity pisarz ani postać szczególna, ale gdy byłem dzieckiem słuchałem audycje, oglądałem w telewizji i czytałem zeszyty Sensacji XX Wieku. Jestem przekonany że gdyby nie ta postać moje zainteresowanie historią XX wieku byłoby znikome. Poświęciłem mnóstwo czasu jako dziecko na studiowanie rysunków i zdjęć, wiele razy czytałem te same teksty Bogusława Wołoszańskiego nie wspominając o programach w Radiu i TV. Fakt że Wołoszański był agentem Służby Bezpieczeństwa nie wpłynął na moje postrzeganie tej postaci w żaden sposób, choć wywołuje to po dziś dzień uśmiech.
    Reasumując nie ważne kto kim był (generalizując) ważne że był świadkiem pewnych wydarzeń i przedstawia nam je tak jak je widział, często w bardzo skomplikowanej postaci wymagającej klucza.

  17. Dla mnie biografia autora jest ważna wtedy, gdy pozwala mi na lepsze zrozumienie jego dzieła. Na twórczość artysty w oczywisty sposób wpływają jego osobiste doświadczenia, poglądy, czasy w jakich tworzył, ludzie jakich spotykał. Pod tym kątem życiorys staje się istotny, gdyż rzuca więcej światła na to, co i jak twórca przekazał odbiorcom.
    Nie uważam jednak, aby walory artystyczne dzieła mogły być oceniane przez pryzmat decyzji podejmowanych przez jego autor w życiu. Fascynacja Stalinem, której Szymborska nigdy się nie wyrzekła oficjalnie, nie ujmuje nic jej twórczości i nie przeszkadza w uznaniu za wielki autorytet w swojej dziedzinie. Osobiście nie lubię jej poezji, ale mimo wszystko sadzę, iż była wielką poetką. Podobnie ma się sprawa chociażby z Romanem Polańskim, którego postać już przytaczałam w pierwszej debacie. To, że został oskarżony o gwałt, słusznie czy też nie, nie powinno mieć żadnego wpływu na ocenę jego wielkich osiągnięć w dziedzinie kina światowego. Lista nazwisk artystów, których twórczość była/jest w jakiś sposób dyskryminowana czy niedoceniana właśnie przez „ciemne plamy” w ich biografiach jest bardzo długa. Żaden człowiek nie jest bez wad i popełnia w życiu różne błędy. Jeśli popełni ł je znany twórca jest to kwestia jego sumienia, ale nie powinny one w żaden sposób wpływać na ocenę jego twórczości. Człowiek współpracujący z władzą komunistyczną, popełniający zbrodnie, oddający dzieci do przytułku w dalszym ciągu może być wielkim artystą docenianym za jego wkład w konkretną dziedzinę.

  18. Ocenianie wielkości twórców i wartości ich dzieł na podstawie biografii jest chyba spuścizną po tych wszystkich latach, kiedy była potrzeba, by twórca był głosem narodu, jego wieszczem, pasterzem. Taki model wymaga nienagannej postawy moralnej, niebudzącego wątpliwości życiorysu. I jeżeli swoimi publikacjami dany autor stawiał lub stawia się w roli głosu moralnego, autorytetu, jeżeli zabiera głos w dotyczących spraw społecznych i polityki debatach uważam, że w ocenie jego twórczości biografia jest deteminantem. Gdyby Herbert współpracował w jakiejś formie z komunistami, stałby się dla mnie kompletnie bezwartościowym pisarzem, fałszywym w tym co robi. Ale inaczej oceniałabym za taką samą formę współpracy człowieka, który przykładowo był wybitnym historykiem i jednocześnie zadeklarowanym komunistą. Mogę go nie lubić ale nie zamierzam się zamykać na jego twórczość i iść w zaparte, mówiąc że jest chałturnikiem miernej jakości. Specjalistom i rzemieślnikom należy się uznanie, jeżeli wykonują dobrze swoją pracę, mogą być nawet autorytetami w danej dziedzinie i przy ocenie ich wartości patrzenie przez biografię jest zbędne. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy tych specjalistów i rzemieślników próbuje kreować się na autorytety moralne, kiedy uznanie, jakim powinni być darzeni za swoje osiąnięcia w danej dziedzinie próbuje się rozciągnąć na ich całe życie.

  19. A mnie niespecjalnie interesuje biografia, czy też przeszłość danego autora – dopóki jego twórczość nie porusza tematów, na które ta biografia mogłaby mieć wpływ.
    Innymi słowy: nie jest dla mnie istotne, że często przywoływana tu Wisława Szymborska miała w swojej historii „stalinowski epizod”, bo jej twórczość nie dotykała bezpośrednio historii. Gdyby pani Wisława pisała tryptyki o stosunkach polsko-radzieckich, jej przeszłość mogłaby być dla mnie dyskwalifikująca (mogła, bo daleki jestem od ocen w stylu biały-czarny; trzeba by dokładnie prześledzić historię, zobaczyć, czy pewne zachowania miały charakter ciągły, czy może były – jak napisałem – epizodem); to znaczy: nie byłaby dla mnie w tej kwestii autorytetem. A tak, jest bezsprzecznym autorytetem w dziedzinie poezji i literatury.
    I to ostatnie zdanie jest być może kluczowe: każdy może być autorytetem w pewnej dziedzinie, w której jest mocny. Ale coraz trudniej wskazać w dzisiejszych czasach „uniwersalne autorytety”. Owszem, jedni wymienią JP II, drudzy Dalajlamę, ale – przynajmnie ja – nie dostrzegam wśród autorów takich osób.

  20. Poznanie i zrozumienie twórczości danego autora to nie tylko przeczytanie dzieł, które stworzył, lecz także zapoznanie się z jego życiorysem, który, być może, pomoże nam w interpretacji utworu, podpowie, skąd twórca czerpał inspiracje, jakie konteksty wykorzystał. Tworząc utwór, autor często korzysta ze swoich doświadczeń i nawet, jeśli fabuła jest fikcją literacką, niejednokrotnie fikcja ta stanowi zakamuflowany i zmodyfikowany obraz rzeczywistych wydarzeń, poglądów. To szczególnie ważne w przypadku nazwisk, które społeczeństwo postrzega jako autorytety. Jeżeli cenię twórcę, uważam go za autorytet, to chcę wiedzieć o nim „wszystko”. Nikt nie jest krystaliczny, każdy popełnia błędy, ale chodzi o to, żeby umieć powiedzieć prawdę, na którą społeczeństwo zasługuje. Z drugiej strony nie chodzi o to, żeby w nieskończoność przepraszać za poglądy i działania, które mogą się zmienić. Autorytet nie jest jednostką oderwaną od rzeczywistości, nieskalanym ideałem. Jest zwykłym człowiekiem, który błądzi. Jeżeli umie przyznać się do przeszłości, zasługuje na szacunek. W przeciwnym razie prawdy będą szukać inni, którzy będą oczerniać i spekulować, a temat będzie regularnie wracał. Tej odwagi nie zabrakło Kapuścińskiemu. Nie bał się potwierdzić, że był w partii (Jacek Żakowski nazwał go „szczerym komunistą”). Jak tłumaczył, musiał to zrobić, żeby móc wyjechać. Nie odcinał się od przeszłości (jego teczka jest pusta, więc można zakładać, że nie było żadnej działalności). W zamian wzbogacił literaturę faktu o kilka bardzo dobrych dzieł, a jego książka „Heban” jest obowiązkową lekturą np. na afrykanistyce.

  21. Nie odrywałabym kontekstu biografii twórcy od ostatecznego owocu jego twórczości.
    Biografia to doświadczenia, które często przekładają się na twórczość intelektualisty. A nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie w jego dorobku odnaleźć tych doświadczeń, to nadal uważam, że autorytet – intelektualista świadczy całą swoją postawą, nie tylko twórczością, ale i wyborem dróg życiowych. Nie oczekiwałabym totalnej nieskazitelności, ale uważam, że w życiu najważniejszy jest własny „kręgosłup moralny” , uczciwość wobec samego siebie i innych, tak po conradowsku, starać się żyć z godnością. Przyczyn nawiązania współpracy z reżimem literatów, historyków itd. było zapewne wiele. Władzy zależało na złamaniu tych „nieskazitelnych” i potrafię sobie wyobrazić metody, jakimi działali. Również mogę stwierdzić, że nie mam pewności, jak bym się w obliczu takiej sytuacji zachowała. Jednak nie uważam, że ta niewiedza wyklucza możliwość oceny wyboru danej osoby. Jak wspomniałam, od intelektualisty/autorytetu nie oczekuję biografii wolnej skaz. Nawet jeżeli ktoś kolaborował, nadal jego głos mógłby być istotny i ceniony, jeżeli tylko chciałby wyjasnić tego przyczyny. Autorytet nie ucieka od odpowiedzialności, rzekłabym nawet, że jest on”winien” wytłumaczenia się wobec ludzi, którzy mu zaufali jako wybitnej jednostce. Autorytet wiązałabym z moralnością.
    Nawiązując do tych słów chciałbym podać kilka przykładów ukazujących, jak różnie możemy traktować powiązania biografii z twórczością intelektualisty.
    Bogusław Wołoszański, świetny historyk. Czy jednak rzeczywiście mu ufać po tym, jak okazało się, że podjał współpracę z SB ? Jaką wartość mają jego słowa, szczególnie w sytuacji, gdy od historyków wymaga się obiektywizmu i rzetelności. Powiem szczerze, że nadal z zainteresowaniem czytam jego publikacje, ale nie jest on dla mnie autorytetem.
    Witold Gombrowicz. Wielu przeciwników zarzuca mu „antypolskość”, fakt, że krytykował narodowe wady będąc na emigracji, z bezpiecznej odległości, oderwany od codziennego życia w ojczyźnie. Czy nie czytać Gombrowicza, dlatego, że uciekł przed wojną? Jak wiele „wymagamy” od pisarza, aby uznać go za autorytet, a jak wiele od historyka?
    Kolejny przykład – Vaclav Havel, Vaclav Klaus. Doświadczenia z czasów komunizu podobne (obaj w opozycji) a jednak różne (Havel działał aktywnie, towarzyszył mu pewien ethos). Jednak to zdecydowanie Havla prędzej nazwiemy autorytetem, mimo, iż Klaus nie zgodził się na współpracę z StB, chociaż był do tego nakłaniany. Więc nie tylko opór przed władzą świadczyć może o pewnej autentyczności, lecz także sposób tego oporu i wiele innych czynników (w tym przypadku sposób prowadzenia polityki, wierność ideałom).
    Często „niewygodne” elementy biografii deprecjonują wartość twórczości autora. Uważam, że jednak powinno się zachować zdrowy rozsądek i nie odrzucać poezji Szymborskiej, twórczości Kapuścińskiego czy Kołakowskiego z tego powodu, iż mają „ciemne plamy” w swojej biografii. Sądzę, że intelektualista nie powinien mieć „nieuregulowanej przeszłości”, jeżeli popełnił błąd, krzywdząc innych, winien się po prostu z tego wytłumaczyć, przeprosić, jako postać publiczna chcąca świadczyć o najwyższych wartościach.

  22. Twórczość autora i jego biografia są bardzo ze sobą powiązane. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć. To w jakich czasach żyjemy, w jakim środowisku się wychowaliśmy kształtuje naszą osobowość, poglądy, a także zainteresowania. Można, więc przypuszczać, że gdyby dany twórca urodził się w innym miejscu, jego dzieła wyglądałyby zupełnie inaczej, a może nawet wcale by ich nie było. Wielu pisarzy, teoretyków, socjologów stara się pisać obiektywnie, jednak nie jest to nigdy w pełni możliwe, ponieważ wybranie tematu już z założenia nie jest obiektywne. Warto więc znać biografię autora, aby móc zrozumieć jego intencje oraz spojrzeć na dzieło z innej perspektywy, ale także nie dać się podpuścić i uznać danej teorii za zupełnie neutralną i w 100% słuszną. Najlepsze co może zrobić czytelnik, to nie zgadzać się z poznaną literaturą, czyli konfrontować swoje poglądy
    z cudzymi, poddawać je próbie.
    Według mnie autorzy, którzy wprost deklarują swoje sympatie, poglądy, zainteresowania i biografię grają fair z czytelnikami. Jednak istnieje obawa, że zostaną narażeni na odrzucenie z góry ich twórczości, ludzie bowiem lubią potwierdzać swoje przekonania, dlatego otaczają się ludźmi którzy im to zagwarantują.
    Przypadki o których mowa są bardzo podobne do obserwacji dokonywanych przez socjologów. W tej metodzie badawczej, bowiem także toczy się spór, czy mówić wprost co chcemy zaobserwować, czy uczestniczyć , czy stać z boku. Podczas analizy danych natomiast, czy ukrywać swoje poglądy, a może wręcz przeciwnie mówić o nich otwarcie, aby ewentualny odbiorca był świadomy, że to co czyta przeszło przez sito socjalizacji pierwotnej jak i wtórnej.
    Każde dzieło jest racją autora, a racji jak wiadomo jest tyle ile ludzi, prawda jest natomiast tylko jedna, ale żeby ją poznać trzeba początkowo wielkiego wysiłku i chęci.
    Według mnie uznanie kogoś za autorytet dzięki jego postawom, a nie twórczości literackiej czy naukowej jest czymś zupełni normalnym i duża część z nas może to zaobserwować chociażby w postaci Jana Pawła II, którego większość za autorytet uważa, ale z poglądami się nie zgadza. Często bowiem papież był autorytetem także dla osób niewierzących, albo wyznających inne religie, jednakże uznanie zyskał dzięki swojej osobowości.
    Podsumowując oceniając twórczość powinno się znać biografię autora. Jednak ocena jego warsztatu nie musi pokrywać się z oceną twórcy jako osoby.

  23. Życie: doświadczenia, poglądy i wybory są nieodłącznie związane z twórczością. Każdy utwór jest „skażony” osobowością autora. Przy takim założeniu, może istnieć samodzielnie, odrębnie od życiorysu. Literat nie ma obowiązku dzielenia się swoim światopoglądem ze społeczeństwem poza swoimi książkami.
    Wydaje mi się, że literatura może kształtować nawet przy braku znajomości życiorysu twórcy. Czasami będzie to kształtowanie zawężone, niepełne, ale nie zawsze. W przypadku historyka czy pisarza uprawiającego twórczość zaangażowaną biografia ma kluczowe znaczenie. Kazdy człowiek ma swoje zdanie i może jedynie dążyć do względnego obiektywizmu. W przypadku czasów PRLu historyk/twórca „zaangażowany” o poglądach komunistycznych po prostu nie będzie wiarygodny dla osoby będącej w opozycji, bo opowiadał się za systemem opartym na kłamstwie. Taka literatura może być źródłem wiedzy o języku propagandy, świadectwem czasów, ale nie będzie wiarygodnym źródłem wiedzy o historii.
    Stanisław Lem w pierwszych latach twórczości był zafascynowany komunizmem. Jego powieść „Astronauci” jest przepełniona propagandą. Po latach odciął się od swoich poglądów, przyznając, że była to z jego strony naiwność („Kiedy pisałem tę książkę, byłem jeszcze bardzo młodym człowiekiem i przypominałem chyba trochę gąbkę wsysającą podsuwane postulaty”). Wielu innych pisarzy czy poetów może umieścić w swojej biografii dokładnie takie samo doświadczenie. Chyba największy problem oceny sprawiają przypadki, w których twórca aktywnie uczestniczył w życiu politycznym, obnosił się ze swoimi „niefortunnymi” poglądami, ale uprawiał beletrystykę, poezję niepolityczną. Nie można oddzielić biografii od twórczości, ale myślę, że czasami należy starać się do niej zdystansować. W przypadku gdy autor odciął się od swoich poglądów, skupić się wyłącznie na jego twórczości, jeżeli tego nie zrobił, spojrzeć na nią krytycznie, ale nie odrzucać. Nie potrafię jednoznacznie ustosunkować się do tego zagadnienia, myślę że jest to bardzo indywidualna kwestia. Zastanawiam się też, czy „Jeżeli twórca w okresie PRL-u podjął współpracę z władzą to powinien o tym fakcie publicznie powiedzieć i ocenić go z perspektywy czasu”. Może mieć obowiązek moralny wobec siebie, może to zrobić w celu odzyskania zaufania czytelnika etc, ale nie wiem, czy rzeczywiście ma taki obowiązek wobec społeczeństwa.

  24. Moim zdaniem znajomość biografii autora pozwala na pełniejsze zrozumienie jego twórczości, ponieważ to doświadczenia kształtują jego poglądy. Jednak fascynacja Szymborskiej Stalinem nie przeszkadza mi w przyznaniu, że była wybitną poetką. Podobnie jest z twórczością Doris Lessing, która jest pisarką o poglądach lewicowych oraz feministycznych i pomimo tego, że w wielu kwestiach się z nią nie zgadzam, ponieważ moim poglądom bliżej jest do prawej strony to uważam Lessing za pisarkę niezwykle utalentowaną. Przeczytanie jej autobiografii pozwoliło mi zrozumieć jak wielki wpływ na ukształtowanie się lewicowych poglądów miało dzieciństwo spędzone w Rodezji Południowej i jak jej poparcie dla komunizmu ewoluowało w miarę wiedzy o komunistycznych zbrodniach. O ile w przypadku oceny twórczości moim zdaniem biografia nie powinna być czynnikiem przesądzającym o wartości, o tyle w kwestii uznania kogoś za autorytet biografia jest kluczową sprawą. Dla mnie autorytet to ktoś kogo chciałabym stawiać sobie za wzór. Jeżeli twórca w okresie PRL-u podjął współpracę z władzą to powinien o tym fakcie publicznie powiedzieć i ocenić go z perspektywy czasu. Taka osoba na pewno w moich oczach zyska uznanie za odwagę i uczciwość wobec swoich czytelników, ale autorytetem już nie będzie. W polskiej literaturze byli utalentowani twórcy, którzy mając świadomość, że poparcie władzy w PRl-u ułatwia karierę nie zdecydowali się na współpracę z nią i moim zdanie, im bardziej należy się miano autorytetu.

    1. Obawiam się, że przyjmując takie zasady będzie bardzo trudno znaleźć jakiekolwiek autorytety. Co to w ogóle znaczy – „współpraca z władzą”? Powinnaś to zdefiniować, bo pojęcie jest mętne, i w najszerszym znaczeniu obejmować może każdą czynność wykonywaną w latach 1945-1989. Każdą – i nie jest to żadna manipulacja słowem. Takie podejście promuje bierność, ostrożność, asekuracyjne wycofanie z obawy przed przyszłym rozliczeniem czynów. Bierność nigdy nie może być korzystna, nawet, jeżeli nasz obecny sposób oceniania przeszłości zdaje się to sugerować. Sądzę, że wiem, co masz na myśli pisząc o współpracy, jednak pewności nie mam.
      Problemem jest też niewątpliwie to, że oceniamy jeden ustrój negatywnie, z zadziwiającą swobodą ignorując inne okresy w polskiej historii. Co z pisarzami, architektami, rzeźbiarzami współpracującymi z władzą sanacyjną? Co z tymi, którzy tworzyli w cieniu Berezy i Brześcia, nie zauważając procesu Witosa? Pytanie może jest prowokacyjne, ale przecież zasadne – czemu PRL ma być zły, a sanacja dobra (dość o tym micie napisał prof. Garlicki w „Pięknych latach trzydziestych”)? Co z tymi, którzy tworzyli i byli drukowani w XIX wieku, choć – obiektywnie mówiąc – współpracowali z carską władzą? Z nimi już takiego problemu nie mamy, choć moralna ocena tych okresów może być podobna.
      Masz naturalnie rację, że w ogromnej części przypadków biografia ma znaczenie tylko dla specjalistów, dla poszukiwania bardzo konkretnych odniesień czy kontekstów. Problemem naszych dzisiejszych analiz jest zagubienie proporcji między samą twórczością – dla historyka jego badaniami, dla poety jego wierszami – a biografią. Czasem można odnieść wrażenie, że wynika to z wyrzutów sumienia rozliczających, którzy sami unikali trudnych decyzji. Dlaczego jednak przejmujemy to my, młodzi ludzie – może wynika to ze złudzenia, że w ten sposób coś robimy, podczas gdy jesteśmy tak samo bierni, jak większość społeczeństwa w każdym okresie. W najważniejszym punkcie zgadzamy się – biografia nie zmienia oceny samej twórczości. Myślę jednak, że przesadzasz z tak stanowczym odrzuceniem Szymborskiej jako autorytetu. Czy jesteś pewna, że nie wiedząc o czekających Polskę przemianach, o upadku ZSRR nie podjęłabyś takiej współpracy? Wyborem była często współpraca albo bierność. Nie sądzę, byśmy mieli prawo odrzucać tych, którzy nie chcieli stanąć po stronie rezygnujących z czynu.

  25. Biografia i twórczość intelektualna to często elementy przeplatające się ze sobą i bezpośrednio nawiązujące do siebie. Są tworem czasami nierozdzielnym i według mnie zawsze należy postrzegać dzieło po zapoznaniu się chociaż ze zdawkową biografią autora. Nałożenie filtrów życiorysu i ramy czasowej będzie miało znaczący wpływ na ułatwienie interpretacji, np. trudno byłoby postrzegać „Księcia” Machiavellego w kontekście dzisiejszego środowiska demokratycznego Europy zachodniej i środkowej.
    W kontekście PRL-u biografia jest często używana jako narzędzie dyskredytujące autora. Jest to według mnie po części słuszne postępowanie, gdyż odbiorca twórczości intelektualnej ma prawo do pełnej informacji o autorze. Czy jest to okoliczności usprawiedliwiająca porzucenie czynności zapoznania się z dziełem: to leży w gestii odbiorcy. Niefortunnie, manipulacja medialna jest istotnym czynnikiem sprawczym, który ma na celu uciszyć twórcę i znacząco zmniejszyć jego publiczność. Nie mam gotowej recepty na przeciwdziałanie takim praktykom, którym często sam mogę ulec. Aczkolwiek, w swoich staraniach do bycia dojrzałym odbiorcą wymagam niezatajania informacji o autorze, także tych niesprzyjających. Posłużę się jaskrawym przykładem, że nie sięgnąłbym po dzieła traktujące o wychowywaniu dzieci napisane przez osobę bezdzietną, albo z karalnymi zaburzeniami seksualnymi.
    Podsumowując: uważam, że podczas oceny czyjejś twórczości intelektualnej należy brać po uwagę biografię i w zależności od jej treści, modyfikować swoją interpretację dzieła.

  26. Jestem tego przekonania, ze spoleczne, kulturalne i materialne srodowisko ksztaltuja system wartosci, etyczne postawy i z tym sposob myslenia i zachowania sie czlowieka. Przez to wplywaja wychowanie i ciag nastepujacych doswiadczen posrednio na tworczosc danej osoby – nie rodza sie geniusze ani w prozni ani nie tworza oderwani od zewnetrznych przyczyn.
    Zwiazku z tym uwazam za cenna znajomosc biografii autora, artysty czy filozofa, gdy zalezy mi na glebszym zrozumieniu jego tworczosci a nastepnie wyrobieniu sobie zdania o jego dziele i o samej osobie. Bez tej znajomosci pozostaje w przypadku tekstu lnaukowego analyza struktury, slownictwa i tresci. Mozna wiec ustalic, czy argumentacja zdaje sie nam logiczna, przekonujaca, a znajac przedmiot, czy jest gruntowna czy tez omijajaca jakies fakty. Chca wiec ustalic, czy uznaje osobe za autorytet w dziedzinie artystycznej, musze tekst – czy naukowy czy tez literacki – porownac z innymi dzielami z tego samego okresu i dziedziny, by ustalic, czy autor odpowiadal ze swoim slownictwem i argumentami obecnym konwencjom, czy tez podejmowal nowe tematy lub w nowy albo oryginalny sposob mowil o „starych”. Oprocz tego bez znajomosci kontekstu powstania nie da sie wykryc mozliwych aluzji i odniesien, a tym umyka czesc wypowiedzi a moze jego rzeczywiscie zamierzane przeslanie.
    Moge sie wiec nie zgadzac z trescia tego przeslania, a jednak uzanc osobe za autorytet „artystyczny”, gdyz umie sie poslugiwac po mistrzowsku narzedziami danej dziedziny.
    Przechodzac do pytania o warunki, by dana osobe uznac za autorytet moralny – to osobiscie nadal moge sie nie zgadzac z jej wypowiedziami, a jednak uznac ja za taki.
    Osoba, ktora ma inne poglady polityczna, na tyle moze byc dla mnie wzorem, na ile jest szczeraosoba, ktora probuje ustalac sposob zachowania sie (w powaznych momentach) na podstawie obiektywnych analiz sytuacji. Rowniez i w sytuacjach, z ktorymi wiazy z powodu wlasnej biografii mocne emocje i uczucia obowiazku, wstydu itp. Wrecz zrozumiale, ze zaden czlowiek nie podola zachowac sie w taki sposob w kazdym momencie, wiec dochodzi do tego warunek szczerosci co do wlasnych subiektywnych motywow i z tym otwartosc na przyznanie racji i innym subiektywnym pogladach.
    Osoby, ktore maja dzialac jako przyklad na szersza skale spoleczna, jak n.p. prezydent, obowiazuje tym doglebniejsza refleksja nad roznymi pozycjami. Rowniez powinni otawrcie pokazywac, ktora to droga dotarli do swoich zachowan. O ile nie moga sie powtornie wyrzec wlasnych swiatopogladow jako determinujacych czynnikow, a odbiegaja one od ustalonych przez spoleczenstwo podstawowych wartosci, to nie nadaja sie na autorytet w sferze spoleczno-politycznej. Jednak bezwzgledne potepianie takich osob jako amoralnych jest moim zdaniem oznaka, ze uwaza sie siebie samego za nadludzko bezblednego i wlasna za jedyna prawde. Jak tutaj juz tylu kokietuje swoimi pogladami, to chyba wystarczajaca odkrylam wlasna „biografie” ztarc roznych swiatopogladow, ktora uniemozliwia mi uznanie jednej jedynej opcji i pokroju ludzi za „dobrych”, a cala reszte zachowan za „zlych”, z ktorych niczego sie nie mozna nauczyc – mam nadzieje, ze nie brzmi to za patetycznie…

  27. Według mnie życie, przeszłość – najogólniej biografia twórcy, są tymi elementami, które najczęściej odciskają się piętnem na twórczości intelektualnej. Pytanie o to, czy mamy prawo oceniać wytwory twórczości przez pryzmat biografii jest problematyczne. Dla mnie tak sformułowane pytanie pociąga za sobą jeszcze szereg innych pytań typu: czy i w jakim stopniu w ocenie czyjejś twórczości intelektualnej należy brać pod uwagę kolor skóry / stan majątkowy / stan cywilny / pochodzenie / wyznanie wiary itp. Chodzi mi o to czy czynniki drugo-, trzeciorzędne mają faktyczny wpływ na rzetelną ocenę dorobku intelektualnego? A jeśli tak, to czy potrzebny jest aż tak szczegółowy kontekst do takiej oceny? Co tak naprawdę podlega ocenie: życie czy twórczość?
    Owszem w każdej biografii można znaleźć bardziej lub mniej ciekawe wątki, ale według mnie znajomość biografii powinna być raczej pomocą, drogowskazem do lepszego zrozumienia i interpretowania wytworów działalności intelektualnej niż pryzmatem przez, który można dopiero oceniać.
    Każda biografia „wydarza się” razem z pewnym kontekstem historycznym. Czasy PRLu zmuszały ludzi do najróżniejszych postaw (począwszy od tych szlachetnych do bardzo mało szlachetnych). Pozostanę na neutralnym gruncie i nie będę wskazywać, które zachowania były złe lub które dobre. Pokuszę się tylko o stwierdzenie, że ludzi można poznać po zachowaniu i wyborach jakich dokonują; a niektórzy po prostu mają więcej odwagi by podjąć w swoim życiu trudne decyzje przez, które ich życie wcale nie będzie łatwiejsze.

  28. ,,Marni ludzie często tworzyli arcydzieła; sztuka nie musi brać ślubu z przyzwoitością, żeby wykuwać jakość klasy olimpijskiej.” Wydaje mi się, że ten cytat Waldemara Łysiaka jest dobrą odpowiedzią na pytanie o ocenę twórczości intelektualnej i jej powiązanie z biografią. Jeśli zatem chodziłoby tylko o ocenę twórczości- to ujmę to w ten sposób- można być dobrym pisarzem będąc jednocześnie złym człowiekiem- taka jest smutna prawda, bowiem nieskazitelni ludzie nie mają monopolu na dobrą twórczość. Jeśli jednak rozpatrujemy następujące połączenie- wybitny twórca i autorytet – to zdecydowanie za autorytet nie można uznawać zdrajców, ludzi, którzy za wygodne życie zaprzedali się władzy. Jak pisze W. Łysiak: ,,Ludzie honoru, ludzie wielkiego ducha, to ci, co nie sprzedają się za wszawe srebrniki, nie gną karków, by mieć święty spokój, nie łżą, nie pajacują, i gwiżdżą na błaznów, których tłum otumanionych wymoczków uczynił (głosowaniem) lewicową władzą. Sama erudycja, biegła szczekaczka i dobre koneksje środowiskowe nie robią jeszcze prawdziwego intelektualisty.” Przyznam szczerze, że najbardziej rażą mnie tłumaczenia takich ludzi, że zostali oszukani przez system, przez ideologię. To bardzo wygodne- tyle że chyba nie powiedzą, że nie widzieli co się dzieje w Polsce, że nie było wcale wspaniale, że ich ukochany ustrój się nie sprawdzał. A może wychodzili z założenia, że w imię swej wymarzonej komunistycznej utopii można dopuszczać się najgorszych czynów, można bezczelnie kłamać? Bardzo trafnie skomentował ich postawę Z. Herbert: ,,Więc uczuli nagle, ze ster historii jest w ich rękach, i że opłaca się nawet w jakimś sensie okłamywać ten zbełkotany naród, na który patrzyli z pogardą. Na tę masę (…) I uzasadniali własne świństwo, że my to robimy, ale z myślą o przyszłości, my z narodem. Guzik prawda!”. Owszem, było wiele przypadków, w których twórcy tacy z czasem przechodzili do opozycji, ale czy to naprawiało krzywdy, które wyrządzili, czy pomogło to ludziom, którzy zostali ogłupieni przez ich utwory i ludziom, których skrzywdzili np.: donoszeniem na nich? Nie wydaje mi się. Najbardziej boli mnie fakt, że obecnie ludzie takiego pokroju są najbardziej promowani na autorytety moralne, z namaszczenia tzw.: salonu, zwłaszcza A. Michnika i jemu podobnych. Straszny wydaje mi się fakt, że ludzie, którzy mieli być elitą narodu, mieli go niejako prowadzić intelektualnie, w zamian za możliwość karmienia swojej pychy zaszczytami i w zamian na korzyści materialne, postanowili ten naród oszukać i splugawić, ściągając do swojego poziomu, sprawiając, że uwierzyli w propagandę najbardziej zbrodniczego systemu w dziejach świata. Tacy twórcy, mimo że ich dzieła mogą być wybitne, nigdy nie będą dla mnie autorytetami.

  29. Studiując twórczość intelektualną należy brać pod uwagę biografię autora, tak jak w większości pisali już o tym moi przedmówcy. Biografię w literaturoznawstwie można przyjąć za jedno z narzędzi głębszego zinterpretowania utworu literackiego. W przypadku interpretowania dzieł PRL-u na biografię zwrócić uwagę należy szczególnie, dlatego, że jest to okres, z którym społeczeństwo nie jest do końca rozliczone (lustracja w Polsce jest sprawą otwartą, jej przeprowadzenie zapewne mogłoby rzucić nowe światło na niektóre kwestie). Po drugie, propaganda i przekłamania, fałszerstwa w historii, narracji dziejów najnowszych w PRL-u, nie były nigdy tak rozwinięte jak wtedy. Po trzecie, skoro ta twórczość jest współczesna, mamy z nią coś wspólnego, to wielu Polaków sięgnie do niej najchętniej, musimy wiedzieć, co jest wartościowe, co można przyjmować, a co jest kłamstwem, które trzeba odrzucić.
    Biografia autora jest dodatkową wiedzą, potrzebną do zinterpretowania prawdziwego sensu utworu, celem jej poznania nie jest ocena autora. Pokolenie 20-letnich Polaków nie powinno oceniać nikogo, za to, jakie były jego związku z władzami komunistycznej Polski, bo nigdy nie żyli oni w tamtych realiach i nie mogą przewidzieć jakby się zachowali. Ale jeśli literatura (moim zdaniem szczególnie proza, bo ta przemawia najbardziej do człowieka, jest najbardziej wymowna i najłatwiejsza w odbiorze) i narracja historii ma nas kształtować, to nie można jej studiować w oderwaniu od wiedzy o życiu twórcy, by wiedzieć, co jest prawdą, a co nie.

  30. Pierwszym komponentem, w mojej opinii niezbędnym, do sformułowania odpowiedzi na postawione pytanie, jest zrozumienie warunków społecznych okresów poprzedzających PRL. Uczciwe ustosunkowanie się do rozmaitych postaci i ich biografii w okresie PRL wymaga zrozumienia poprzednich okresów, w których żyli (bądź, gdy mowa o osobach bardzo młodych- o tym, co przekazano im jako wiedzę o poprzednich okresach). Nie sposób inaczej, niż bardzo krytycznie odnieść się czasów II RP, podobnie- trudno bez zrozumienia i brania pod uwagę pożogi wojennej i doświadczeń nazizmu- zrozumieć późniejsze postawy i zachowania ludzi w okresie powojennym. Istotnym czynnikiem, który należy rozpatrywać- jest także pytanie o to, na ile twórcy okresu PRL zaangażowani aktywnie w ówczesny porządek- byli ofiarami ideologii, a na ile jedynie jego cynicznymi uczestnikami. Pytanie to wymaga pogłębionych badań nad konkretnymi, jednostkowymi przypadkami. Nie trudno jednak uznać, iż wiele z osób aktywnie wspierających władzę PRL uległo typowemu dla wszystkich okresów historycznych i wszystkich wielkich ideologii mirażowi posiadania klucza do zrozumienia rzeczywistości i związanemu z tym, logicznie wyprowadzonemu wnioskowi- iż w imię celu, usprawiedliwione zostają, nawet bardzo haniebne czyny. Powyższe wydaje mi się punktem wyjściowym, skrótowo opisanym, który niuansuje sytuację.

    Badanie biografii, uwarunkowań w jakich toczyła się praca twórcza konkretnej osoby, wydaje mi się ważne dla lepszego zrozumienia dzieł. Fakt, iż w badaniu wytworów kultury należy brać pod uwagę biografię twórcy, uważam za oczywisty, gdyż każda twórczość jest splątana losem autora: czasem, miejscem, wydarzeniami, przynależnością klasową. Każda twórczość jest także ideologiczna (choćby w założeniu autora miała nieść jedynie wartości estetyczne), gdyż niesie konsekwencje społeczne, daje się wpisać w istniejące dyskursy, funkcjonuje w oparciu o schematy myślowe, które nie pozostają bez konsekwencji, wynika z konkretnych wartości.

    Chciałbym także wyraźnie odróżnić ocenianie pracy historyka od oceniania pracy powieściopisarza. Stoję na stanowisku, iż nauka, oparta o warsztat zawodowy i metodologię winna być oceniania inaczej niż dzieła literackie. Krytyka pracy historycznej może opierać się na możliwości weryfikacji, zakwestionowaniu badania i jako praca naukowa- powinna być oceniania, w znacznym oderwaniu od osoby autora.

    Zadane pytanie dotyczy autorytetu. Nie wdając się w teoretyzowanie- jest on czymś innym niż po po prostu cenienie twórczości. Nie widzę bowiem sprzeczność w cenieniu np. twórczości Charlesa Bukowskiego i jednoczesnym odrzuceniu go jako autorytetu (trudno za autorytet uznać egocentrycznego pijaka i awanturnika). Podobnie- można ustosunkować się krytycznie do osoby Szymborskiej- i bardzo cenić jej twórczość. Można więc cenić dzieło i odrzucać kogoś jako autorytet.

    Jakie czynniki w tym kontekście implikowały by to, żeby ktoś uwikłany w PRL (do której mam krytyczny stosunek) mógłby zostać moim autorytetem? Sądzę, że musiała by to być autorefleksja twórcy nad swoim działaniem w tym okresie. Posłużę się tu słowami Leszka Kołakowskiego: „Nie mówmy, że nas oszukano, ponieważ nikt nie jest usprawiedliwiony przez to, że padł ofiarą oszustwa; nie mówmy także, że sytuacja odebrała nam odwagę głosu wtedy, kiedy widzieliśmy zbrodnie – bo brak odwagi nie tłumaczy nikogo”. Rozumiejąc uwarunkowania okresu, od autorytetu- oczekiwałbym co najmniej krytycznej autorefleksji.

  31. Moim zdaniem w ocenie twórczości intelektualnej nie powinniśmy brać pod uwagę biografii, jako czegoś wartościującego. Oczywiście, że powinniśmy ja znać. W końcu może ona posłużyć nam, jako pomoc przy interpretacji, ale za to nie może mieć wpływu na to, czy uznamy coś za dzieło, czy też nie.
    Ważne jest pewne rozgraniczenie – dla mnie ktoś, kogo uważam za wybitnego twórcę nie musi być moim autorytetem. Mogę cenić, to, że napisał coś wyjątkowo odkrywczego, coś, co miało duże znaczenie dla rozwoju literatury, ale nie muszę uważać go za jakikolwiek wzór, chyba, że świetnego stylu pisania. Warto też zwrócić uwagę, że czasem także i niechlubne epizody
    w biografiach nie oznaczały bycia niegodziwcem. Ale nawet, jeśli wybitny twórca nim był i tak przeczytam jego książkę. Może z ukłuciem w sercu, choć też niekoniecznie. Dobrze jest wiedzieć, z czym dokładnie się nie zgadzamy, co do powiedzenia ma osoba, której postępowanie, czy sposób bycia uważamy za złe. Ważne jest dla mnie nieodrzucania twórczości na podstawie biografii, która oczywiście powinna być znana.
    Jeśli chodzi o PRL, to faktycznie sprawa jest trudna i szalenie kontrowersyjna. Myślę, że nie każdy się ze mną zgodzi, jednak potrafię zrozumieć zafascynowanie komunizmem niektórych wielkich twórców. Dlatego autorytetem mogę nazwać jednocześnie Leszka Kołakowskiego, Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta, czy Jana Józefa Lipskiego. Dla mnie chyba kluczową sprawą jest wzięcie pod uwagę całego życia autora. Rozumiem epizody fascynacji. W końcu komunizm miewał kuszącą powłokę, zachęcał do wiary w to, że zmieni na lepsze życia ludzi. Jednak w przyjęciu kogoś za autorytet istotne jest dla mnie to, czy zrozumiał, że jego postępowanie nie było słuszne i próbował to naprawić. Dlatego tak cenię np. Kołakowskiego
    i Miłosza, którzy dalsze życie, już po przebudzeniu się z komunistycznego snu, prowadzili świadomie, walcząc z tym, co było złe. Są oni dla mnie autorytetami, ponieważ nawet, jeśli popełniali błędy umieli je naprawić. Oczywiście, kiedy czytam dzieła twórców jak Herbert, czy Lipski, czuję swoistą dumę, powiew autorytetu ludzi niezłomnych, ale jednocześnie nie gardzę tymi, którzy popełnili błędy. Mam problem z Wisławą Szymborską, której poezję bardzo cenię
    i w życiu nie powiedziałabym, że zabrała Nobla Herbertowi (chociaż on w nie mniejszym stopniu na niego zasłużył). Mój problem polega na tym, że nie mogę w pełni nazwać jej swoim autorytetem. W końcu popełniła błąd i nie próbowała usilnie go naprawić. Z drugiej strony Szymborską podziwiam za jej dojrzałą życiową mądrość, pogodę ducha i poczucie humoru oraz oczywiście za jej niezwykły poetycki dorobek. Nie potrafię zapomnieć o pewnej rysie na jej biografii, jednak nie w kontekście jej wierszy, które szczerze uznaję za wspaniałe. Nie wiem czy dobrze robię oceniając kogokolwiek. Skąd mam wiedzieć, jak sama bym podeszła do nowego, w tamtych czasach, systemu? Może uwierzyłabym i dalej trwała w socrealistycznej bredni. Może bym nie żałowała? Kim ja jestem, żeby to oceniać?

    1. Jak słusznie zauważyła Maria Dybcio w perspektywie znajomości biografii dość istotne jest rozgraniczenie oceny a interpretacji twórczości danego pisarza. W przypadku interpretacji kontekst biograficzny wydaje się jak najbardziej pożądany, jakkolwiek nie powinien służyć za tłumaczenie konkretnych utworów. Jeśli chodzi o ocenę twórczości przez pryzmat życia, istotna, moim zdaniem, zdaje się symultaniczność oceny czytelnika oraz wydarzającego się życia i wydawanej twórczości d autora. Inaczej mówiąc, chodzi o pewnego rodzaju sprawiedliwość w stosunku do nas samych, a przede wszystkim w stosunku do pisarza. Nikt, kto uznawał w czasach PRL-u socrealistyczną pisaninę za dzieło sztuki nie powinien czuć się lepiej od (wy)twórców „okresu błędów i wypaczeń”. Tutaj właśnie trafiamy na trudność oceny toczących się dla każdego aktualnie wydarzeń. Ocena estetyki wydaje się nieco łatwiejsza. Czas znacznie weryfikuje wybory polityczne. Natomiast mądre i piękne wiersze pozostaną takie na zawsze. Innym problemem jest oczywiście ocena i interpretacja biografii, która nie powinna być mylona z oceną i interpretacją twórczości pisarza. Choć z drugiej strony życiorys niejednokrotnie bywał artystyczną kreacją w równym stopniu jak każdy inny utwór autora.
      Ważnymi dla mnie przykładami w powyższej debacie są dwaj niezaprzeczalnie wielcy poeci – Aleksander Wat i wspomniany już kilkakrotnie Zbigniew Herbert. Autor „Ciemnego świecidła” dokonał swoistej spowiedzi w „Moim wieku”, ale nawet gdyby przemilczał swój komunistyczny romans, dalej imponowałby mi postawą kochającego męża i ojca. Z kolei romans autora „Struny światła” z Haliną Misiołkową, który doprowadził do rozpadu jej małżeństwa, kładzie się cieniem na jego kryształowej biografii. Nierozłączną cechą kryształów jest jednak zjawisko rozpraszania światła, które ukazuje rozmaite (od)cienie. Na dowód cytat: „Nie jestem autorytetem moralnym, tak zwanym. Czasem piję, palę papierosy. Teraz już nie piję, ale palę papierosy, więc jaki autorytet moralny może palić papierosy?” (Z. Herbert)

  32. Zastanawiając się nad postawionym przed nami problemem, ciężko uciec od pytania kim jest właściwie Autorytet.
    Autorytet* cieszy się uznaniem innych ludzi w oparciu o cenione w danym społeczeństwie wartości. W związku z tym łatwo sobie wyobrazić sytuację, że jakaś wartość jest podzielana przez społeczeństwo w różnym stopniu, a dla jakiejś jego części może nie mieć żadnego znaczenia. Podoba sytuacja dotyczy moralności, jest z nią trochę jak z pogodą – jest zawsze jakaś i zależy od bardzo wielu czynników. Właśnie z tego względu niemożliwe jest wypracowaniem jednej ogólnie obowiązującej oceny. Pozornie można stwierdzić, że dochodząc do takiego wniosku dyskusja mogłaby się zakończyć. Jednak jesteśmy tak skonstruowani, że nie potrafimy uciec od sądów. Dlatego debatujmy dalej!
    W moim przekonaniu nie ma ludzi idealnych, co za tym idzie nie istnieją autorytety, które mógłbym podziwiać i chcieć naśladować bez względu na okoliczności. Raczej skłaniam się za określaniem kogoś mianem autorytetu w jakiejś dziedzinie czy pełniącego konkretną rolę społeczną.
    W moim przekonaniu wiedza na temat biografii konkretnych twórców oraz znajomość kontekstu historycznego powinny być bardziej kluczem do zrozumienia konkretnych dzieł niż kryterium ich oceny.
    Z drugiej strony ocena czyjegoś postępowania nie powinna mieć większego wpływu umniejszanie czy wychwalanie dorobku artystycznego.
    Młodość Szymborskiej, Miłosza, Mrożka czy innych twórców, o których można by dyskutować przypada na burzliwe czasy wojny i powojnia, które wywróciły do góry nogami dotychczasowy porządek społeczny i moralny tworząc nowy utopijny i w pewnych kręgach pociągający pomysł na rzeczywistość.
    Rozliczanie twórczości ludzi w kontekście ich biografii to zadanie niełatwe. Staje się jeszcze trudniejsze gdy Ci ludzie zmarli, a system w którym przyszło im żyć się zawalił. To co po nich zostało to teczki w IPN oraz ich dzieła. Czyli dla każdego coś miłego. Można siedzieć w ciepłym fotelu i czytać i pisać do woli nie martwiąc się, że służba bezpieczeństwa zapuka do naszych drzwi.

    *autorytet [niem. Autorität < łac. auctoritas ‘powaga’, ‘władza’], społeczne uznanie, prestiż osób, grup i instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach; także osoby, instytucje cieszące się uznaniem. (www.pwn.pl)

  33. Ocenianie twórczości pisarza przez pryzmat jego biografii jest zajęciem arcyciekawym. Śledząc biografię twórcy możemy dowiedzieć się skąd wzięły się niektóre dzieła, jak powstawały, czym były umotywowane, skąd autor czerpał inspiracje. Interesujące jest patrzenie na twórczość Witolda Gombrowicza, czy Brunona Schulza, na to w jakich domach zostali wychowani, jaką decyzję podjęli w kontekście wojny. Ciekawa jest również analiza biografii i twórczości czterech polskich pisarzy przedstawiona przez Czesława Miłosza w książce „Zniewolony umysł”. Możemy się z niej dowiedzieć tego, jaki był wpływ ustroju komunistycznego na artystę i jak zachowywali się czterej różni pisarze. Miłosz sam miał epizod z dawnym ustrojem, a jednak podjął się napisania książki na temat wpływu ustroju na artystę. Czy zmniejsza to wartość „Zniewolonego umysłu”? Myślę, że nie, ponieważ książka jest rzetelnie wykonaną analizą postaci i nawet jeżeli okazało by się, że nie wszystko co zostało w niej napisane jest prawdziwe, to wartość tekstu i analizy psychologicznej postaci jest niepodważalna. Moim zdaniem biografia ma wpływ na twórczość, co więcej dzieło jest odbiciem twórcy i jego przemyśleń i wyobrażeń. Jednakże, jeżeli jakaś twórczość jest wartościowa, to nie da się podważyć jej wartości biografią. Przykładem może być twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, której wartość w moim mniemaniu jest wysoka, a biografia pokazała pewne rysy na wizerunku autora.
    Inną rzeczą jest jednak, nie przyznawanie się do swoich czynów i do swojej przeszłości. Zgadzam się, że jeżeli twórczość jest zaangażowana politycznie, czy społecznie, to autor nie powinien okłamywać opinii publicznej, ponieważ tego rodzaju hipokryzja deprecjonuje wartość jego dzieł. Aczkolwiek uważam, że bardzo trudno jest ocenić czyjąś biografię z perspektywy czytelnika, a nawet osoby zaangażowanej w opisywanie i interpretowanie życia i twórczości autora. Co więcej, w mojej opinii twórczość autora może mieć bardzo dużą wartość, nawet jeżeli dana osoba jest hipokrytą. Zastanówmy się, czy zachwycając się nad jakimś dziełem nieznanego nam autora, powinniśmy zmieniać zdanie o tym dziele, jeżeli okazałoby się, że autor nie jest krystaliczny.

  34. Odpowiedź na powyższe pytanie rozpatrywać należy moim zdaniem w dwojakim kontekście. Jeśli poeta, pisarz, czy jakikolwiek twórca pisał ogólnie o wytworach swojej wyobraźni ,należy moim zdaniem pozostawić to samemu sobie. Życie pisarza jakim by nie było nie ma tu żadnej roli. Co innego w przypadku twórczości zaangażowanej. Jeśli twórczość ma podłoże ideologiczne, jeśli ma nam coś przekazać lub do czegoś nakłonić, szczególnie gdy rozpatrujemy twórczość z okresu PRL-u, często o podłożu politycznym, życie i osobiste poglądy autora mają duże znaczenie. Słowo musi być poparte czynem . Bo co znaczy samo słowo, jeśli nawet sam twórca się do niego nie stosuje. Jak wtedy czytelnik może uwierzyć w jego wiarygodność. Co innego w przypadku stopniowej ewolucji poglądów. Każdy ma prawo do zmiany zdania. Człowiek jest tylko człowiekiem i zwłaszcza w przytoczonym okresie wielu zdarzały się romanse z systemem. Jest to jednak jakiś etap ich życia. Powinien zostać ujawniony , ale nie może rzutować na całość ich twórczości. To , że Miłosz napisał parę tekstów opiewających Stalina, nie znaczy , że jego pozostały dobytek przestaje mieć znaczenie. Inna jeszcze rzecz jeśli chodzi o same walory artystyczne dzieła. Weźmy np. modnego ostatnio Władysława Broniewskiego. Jak można przeczytać w najnowszym nr „Uważam rze”: ,,[…]choć pewnie nie jeden krytyk chciałby pisać wiersze tak niby -słabe jak ,, Pierwszy maja’’, ,,Most Poniatowskiego’’, ,,Pokłon rewolucji październikowej’’. To mimo wszystko znakomita poezja’’, ,,Z jego wierszy powstają piosenki. Kto te piosenki tworzy? Przecież nie emerytowani funkcjonariusze partyjni.’’ Wydaje mi się, że dziś czasem cała aura PRL-u przyćmiewa racjonalne spojrzenie na temat. Za ten tzw. nawet krótkotrwały romans w komunizmem, jesteśmy w stanie bez zastanowienia przypiąć komuś łatkę ,,komucha’’. Dziwne tylko, że działa to tylko w jedna stronę, bo o patriotycznym , romantycznych utworach Broniewskiego jeszcze do nie dawna praktycznie się nie wspominało. Wszystko należy przynajmniej starać się ocenić obiektywnie, nie pomijając żadnej ze stron. Dlatego tak ważne jest poznanie całości biografii poety , pisarza bądź historyka. Swoją drogą napisanie paru wierszy na cześć Stalina , w celach w większości przypadków czystko praktycznych, nie jest moim zdaniem aż taką zbrodnią i nie można twórcy przez to skreślać jako człowieka, czy tym bardziej pisarza. Swoim życiem nadal może zasłużyć na miano autorytetu.

  35. Ocenianie twórczości pisarza przez pryzmat jego biografii jest zajęciem arcyciekawym. Śledząc biografię twórcy możemy dowiedzieć się skąd wzięły się niektóre dzieła, jak powstawały, czym były umotywowane, skąd autor czerpał inspiracje. Interesujące jest patrzenie na twórczość Witolda Gombrowicza, czy Brunona Schulza, na to w jakich domach zostali wychowani, jaką decyzję podjęli w kontekście wojny. Ciekawa jest również analiza biografii i twórczości czterech polskich pisarzy przedstawiona przez Czesława Miłosza w książce „Zniewolony umysł”. Możemy się z niej dowiedzieć tego, jaki był wpływ ustroju komunistycznego na artystę i jak zachowywali się czterej różni pisarze. Miłosz sam miał epizod z dawnym ustrojem, a jednak podjął się napisania książki na temat wpływu ustroju na artystę. Czy zmniejsza to wartość „Zniewolonego umysłu”? Myślę, że nie, ponieważ książka jest rzetelnie wykonaną analizą postaci i nawet jeżeli okazało by się, że nie wszystko co zostało w niej napisane jest prawdziwe, to wartość tekstu i analizy psychologicznej postaci jest niepodważalna. Moim zdaniem biografia ma wpływ na twórczość, co więcej dzieło jest odbiciem twórcy i jego przemyśleń i wyobrażeń. Jednakże, jeżeli jakaś twórczość jest wartościowa, to nie da się podważyć jej wartości biografią. Przykładem może być twórczość Ryszarda Kapuścińskiego, której wartość w moim mniemaniu jest wysoka, a biografia pokazała pewne rysy na wizerunku autora.
    Inną rzeczą jest jednak, nie przyznawanie się do swoich czynów i do swojej przeszłości. Zgadzam się, że jeżeli twórczość jest zaangażowana politycznie, czy społecznie, to autor nie powinien okłamywać opinii publicznej, ponieważ tego rodzaju hipokryzja deprecjonuje wartość jego dzieł. Aczkolwiek uważam, że bardzo trudno jest ocenić czyjąś biografię z perspektywy czytelnika, a nawet osoby zaangażowanej w opisywanie i interpretowanie życia i twórczości autora. Co więcej, w mojej opinii twórczość autora może mieć bardzo dużą wartość, nawet jeżeli dana osoba jest hipokrytą. Zastanówmy się, czy zachwycając się nad jakimś dziełem nieznanego nam autora, powinniśmy zmieniać zdanie o tym dziele, jeżeli okazałoby się, że autor nie jest krystaliczny.

  36. Moim zdaniem biografia artysty ma duży wpływ na jego twórczość, zatem należy brać ją pod uwagę przy interpretacji i ocenie jego dzieł. Człowieka tworzy przede wszystkim to, co przeżył. Tak jak przedmówczyni nie widzę problemu, kiedy autor nie ukrywa swojej przeszłości. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy mamy do czynienia z próbami zatajenia faktów bądź „wybielenia się” na siłę, to tak jakby ktoś wypierał się samego siebie. Życie w PRLu nie było łatwe. Wszelkim przejawom przeciwstawienia się reżimowi należy oczywiście zachować miejsce w pamięci narodu oraz szacunek, lecz nie można odrzucać świadectwa tych osób, które miały z nim różnorakie „przygody”. Przeszłość jest na tyle zawiła, że nie można jasno postawić granicy między dobrymi a złymi.
    Jednak biografia nie powinna być decydującym kryterium oceny twórczości intelektualnej. Jest ważna, ale nie najważniejsza. Każdy ma prawo do błędów. Każdy może się zmienić. Ocena ludzi, którzy przeżyli PRL, zwłaszcza artystów, powinna być jak najbardziej obiektywna, wolna od uprzedzeń. Bycie ostatnim łajdakiem i zdrajcą, wcale nie zabrania człowiekowi w tworzeniu wielkich dzieł. Tak samo nie każdy komunista musiał być pozbawiony człowieczeństwa.
    Wybitnym twórcą będzie dla mnie osoba, której dorobek artystyczny (piosenki, obrazy, powieści, wiersze, filmy etc) zajmie szczególną pozycję w moim guście, głównym argumentem jest estetyka. Autorytetem nie zostanie zaś pierwszy, lepszy twórca. Do wyboru autorytetów, wzorów zachowań, potrzebny jest już głęboki wgląd w życiorys. Dokładna wiedza, czy zachowania mojego „kandydata na autorytet” były dla mnie moralnie akceptowalne, bądź jeśli nie były, czy jestem w stanie zrozumieć, czym w danej sytuacji kierował się „kandydat”. Pojąć uczucia jakimi się kierował przy krytycznych wyborach. Wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. W wyborze autorytetu głos należy do etyki.

  37. Często się nad tym zastanawiałam i muszę przyznać, że sama nie wiem jak należy się ustosunkować do tematu. Nie uważam, żeby biografia była najważniejsza przy ocenie twórczości intelektualnej kogokolwiek. Po pierwsze wychodzę z założenia, że oceniać powinien ktoś kto ma do tego kompetencje – w tym wypadku wydaje mi się, że takim kimś byłaby osoba, która żyła w tamtych czasach, a zatem wie jak ciężko żyło się w systemie totalitarnym, jakim był komunizm. Jeżeli nikt nie doświadczył represji, strachu przed więzieniem, utratą rodziny to w jaki sposób może oceniać czyjeś postępowanie? Jeżeli ktoś ugiął się pod taką presją i „wstąpił w szeregi wroga”, to z mojej perspektywy nie jest to nic niewybaczalnego, niezrozumiałego. Właśnie w takich przypadkach każdy powinien postawić się na miejscu tej osoby. Ja osobiście nie wiem co bym zrobiła, gdyby ktoś, dla przykładu, groził mi i mojej rodzinie. Jest oczywiście też inna kategoria osób, które poszły na współpracę z władzami PRL – takie osoby jak wspominana na zajęciach Wisława Szymborska, Jacek Kuroń czy Leszek Kołakowski, które „uwierzyły” w komunizm. Jeżeli uznana polska poetka pisała wiersze na cześć Lenina, to powinien to być ogólnie znany fakt, nikt nie powinien tego ukrywać. Ale to nie znaczy, że trzeba jej późniejszą twórczość oceniać przez pryzmat czegoś co zrobiła w młodości. Skoro ktoś jest uznanym poetą, filozofem, to stało się tak dlatego, że ta osoba jest po prostu kimś, kto zasłużył na swoją pozycję. Losy takich osób nie są czarno-białe, dlatego tak ciężko mi ocenić je jednoznacznie. Na przykład w przypadku Jacka Kuronia, który jednak jest jednym z głównych bohaterów opozycji solidarnościowej. Miał „romans” z komunizmem, wstąpił do partii. Zrobił to zgodnie ze swoimi przekonaniami, poglądami, zresztą nawet w opozycji pozostał osobą o lewicowych przekonaniach. Jednak nie sposób nie zauważyć i nie docenić jego roli w ruchu „Solidarności”. Myślę, że za to powinien być jak najbardziej doceniany i może być uznany za autorytet, podobnie jak inne osoby, które w młodości popełniły podobny błąd. Jednak powinien to być ogólnie znany fakt i każda osoba, która chce uchodzić za taki autorytet powinna głośno mówić o swojej przeszłości i przyznać się do błędów – każdy je przecież popełnia. Wtedy, w mojej opinii, taka osoba może uchodzić za autorytet. Ale jest to konieczny warunek. Nie uznałabym za autorytet moralny kogoś, kto nie przyznaje się do win i zwyczajnie kłamie. Autorytet to duże słowo i nie łatwo (chyba) nim być, dlatego na takie miano na pewno trzeba zasłuzyć odpowiednią postawą – a taką postawą musi być szczerość i umiejętność przyznania się do błędu.

  38. Wydaje się faktem dość bezsprzecznym i oczywistym to, że biografia, okoliczności, czas i miejsce, w których przychodzi artystom tworzyć wpływają w bardzo dużym stopniu na kształt ich twórczości intelektualnej. Jeżeli weźmiemy pod lupę okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, jest to widoczne bardzo wyraźnie. Przychodzi mi tutaj na myśl przykład wybitnego polskiego twórcy Marka Hłaski, którego kolejne publikacje są bardzo wyraźnie naznaczone tym, gdzie przebywał autor, z kim się spotykał i jak ustosunkowywał się do PRL. Czytając kolejne opowiadania Hłaski można zaobserwować kolejno: podziw do ciężkiej pracy budujących ustrój, który z czasem przeradza się w niechęć i otwarty sprzeciw wobec władzy, który kończy się emigracją. Swój bunt Hłasko wyraża w słynnym liście otwartym do „Trybunu Ludu”, gdzie pisze: „Wierzę w bunt jako najwyższą wartość młodości. Wierzę w bunt jako najwyższą formę nienawiści do terroru, ucisku i niesprawiedliwości i wierzę również w to, że nie ma buntu bez celu”.

    Pytanie, które zostało zadane w temacie nie jest według mnie kontrowersyjne. Pamiętam dyskusję podczas prezentacji grupy filmowej, kiedy to omawialiśmy biografię Wisławy Szymborskiej, czy Czesława Miłosza. Wspomniani twórcy mieli w swojej historii momenty, kiedy popierali panujący w Polsce system i jest to fakt historyczny, coś, z czym nie sposób polemizować. Uważam, że uwzględnianie tego w dyskusji, tak samo jak wybitnych osiągnięć literackich, nie powinno być czymś dziwnym, nietaktownym, czy zarezerwowanych wyłącznie dla zaciekłych wrogów wszelkiej współpracy z systemem. Wydaje mi się to całkowicie normalne, że dyskutując na czyjś temat i oceniając jego biografię musimy mówić o wszystkich faktach, nawet tych raczej wstydliwych. Nie uważam się za osobę o poglądach skrajnych, na tradycyjnej linii podziału lewica-prawica raczej kieruje się w stronę tej pierwszej, a mimo tego uważam, że powinniśmy mówić o wszystkich faktach z życia autora. I nie wydaje mi się to w żadnym stopniu kontrowersyjne, bo jeśli ktoś ma być naszym autorytetem, to powinniśmy znać cały przekrój jego zachowań. Przecież czasami prawdziwe bohaterstwo rodzi się w bólach, czasami przemiana człowieka dokonuje się właśnie wtedy, gdy zauważy on, że popełnił błąd.

    Moim zdaniem powinniśmy mieć sporo pokory, oceniając życiowe losy innych. Do takiego wniosku doszedłem po lekturze biografii najsłynniejszego polskiego reportera Ryszarda Kapuścińskiego (Artur Domosławski „Kapuściński non-fiction”). Autor tej książki ujawnił epizody współpracy Kapuścińskiego z władzami PRL-u, ale jednocześnie pokazał, jak bardzo skomplikowane było życie i bycie twórcą w tym czasie. Przekonałem się, jak bardzo trzeba było kombinować, uważać na to, z kim się rozmawia, co się mówi, z kim można wejść w komitywę, a kogo unikać, jeżeli chciało się wydać książkę. Oczywiście nie jest to żadne usprawiedliwienie dla Kapuścińskiego, jeżeli porównamy jego postawę z nieugiętą postawą Zbigniewa Herberta, jednak mając pełny obraz biografii Kapuścińskiego, jestem w stanie powtórzyć za Domosławskim: „ Nadal uważam Kapuścińskiego za swojego mistrza „. Bardzo podoba mi się uwaga Magdaleny Michalskiej, która zwraca uwagę na to, jak istotna jest postawa samego twórcy wobec swoich wcześniejszych zachowań wobec systemu. Wydaje mi się, że może to bardzo pomóc nam zrozumieć i ocenić jego postępowanie.

    Chciałbym podkreślić, że na poziomie wartości jestem przeciwko jakiejkolwiek współpracy z PRL, wydaje mi się jednak, że należy jednak mieć sporo pokory oceniając zachowania innych. Wiadomo, bardzo łatwo jest być zagorzałym przeciwnikiem PRL w dzisiejszych czasach, a nikt z nas nie wie, jak sami byśmy się zachowali w takiej sytuacji, jakiej doświadczył np. Kapuściński? Porównując Herberta i Kapuścińskiego autorytetem moralnym mógłby być dla mnie raczej ten pierwszy, chociaż jestem daleki od jednoznacznego potępiania tego drugiego.

  39. Moim zdaniem branie pod uwagę życiorysu twórcy, zwłaszcza pisarza czy poety, jest istotne przy rozpatrywaniu jego twórczości, zwłaszcza, jeśli była to twórczość zaangażowana. Nie chodzi mi tu o wściekłe tropienie w życiorysach literatów epizodów związanych z systemem (członkowstwo w partii, współpraca z UB, pisanie propagandowych wierszy na cześć reżimu etc). Ale o stosunek (tak samego artysty jak i społeczeństwa) do tego fragmentu jego życia. Ktoś, kto miał romans z systemem, ale nie milczy o tym i nie zapiera się tego, a na dalszym etapie prezentuje swoją twórczością i życiem postawę bliską mojej ( a ta, nie ukrywam, jest konserwatywna i prawicowa, czy nawet – nie bójmy się tego słowa – pisowska) spokojnie może być moim autorytetem.
    Co do Wisławy Szymborskiej, to jej romans z partią przedstawia się najczęściej jako „błąd młodości”. Bohdan Urbankowski w tekście „Dama nad kałużą z podwójnym dnem” (Numer 3 (73)/2012) polemizuje z Adamem Zagajewskim, który używa takiego właśnie określenia. „Wróćmy jeszcze do argumentu Zagajewskiego, że stalinizm był >>błędem młodości<>Dlaczego żyjemy<>Pytania stawiane samemu sobie<>Świetlicy Krakowskiej<>Wołanie do Yeti<<. Była wtedy w wieku… powiedzmy balzakowskim. Z partii wystąpiła jeszcze dziesięć lat później” pisze Urbankowski. W swoim artykule przytacza także fragment wypowiedzi samej Szymborskiej, która jednoznacznie nie odcina się od komunizmu („Ja wtedy uważałam, że komunizm to zbawienie dla Polski i ludzkości […] Nie żałuję tego doświadczenia, choć może trwało za długo […]).
    Szymborska nie potrafiła do końca uderzyć się w pierś, dlatego nigdy nie będzie dla mnie autorytetem. Autorytet to moim zdaniem ktoś, kto potrafi przyznać się do błędu głośno i wyraźnie, a także ponieść konsekwencje. Tymczasem poetka bagatelizuje „okres błędów i wypaczeń” i stara się go mętnie tłumaczyć.
    Dlaczego jednak tak ważne jest, byśmy jednak grzebali w tych biografiach? Bo sztuka i literatura wychowują. Ja osobiście chcę wiedzieć, co ma na sumieniu i jak się do tego odnosi z perspektywy czasu ktoś, kto przez swoje dzieła ma na mnie oddziaływać. Jeśli nie jest szczery ze sobą (cały czas nie mówię o nieskazitelności) to dla mnie traci wiarygodność. I jako człowiek i jako autor.

    PS. Poezję Szymborskiej uważam za kiepską. Ale to już kwestia smaku literackiego

    1. rafnie to Magda, ujęłaś. Jest coś niezrozumiałego dla mnie w braku potrzeby rozliczenia się z przeszłością. Nie rozumiem gdzie mierzy ktoś – pisarz, poeta , który ma ambicje do przekazywania wartosci i do reprezentowania sobą osób kształtujących naszą Kulturę a nie potrafiący jasno i wyrażnie określić swojego stosunku do faktów ze swojej przeszłości. Nie umiem „zaufać” komuś u kogo przeszośc i terażniejszość w jakiś sposób ze sobą nie współgra i brak jest jednoznacznej wypowiedzi. Jeden z wysoko cenionych przeze mnie pisarzy- R.Kapuściński był jednym z niewielu którzy potrafili mi wyjaśnić swój wybór z przeszłości – np wstapienie do partii- bez zbędnego plucia sobie w brodę i przepraszających pokłonów ale rzeczowo , krótko i na temat Kapuściński napisał- popełniłam błąd bo wierzyłem ,w słuszność systemu, zostałem oszukany i kiedy to zrozumiałem-odszedłem.
      Jest to postawa godna.

      Są takie piękne słowa z jednej z najważniejszych dla mnie książek, być może odnoszą się do troszke innego dialogu, niż mamy tu w tej chwili, do innej narracji… choć bądz co bądz nawiązują do tematu rozliczenia się z przeszłością . Brzmią one:

      Nieoczekiwany zwrot w naszych dziejach sprawił, że ujawniła się jakaś drobna, znikomo mała część prawdy o Archipelagu. Ale te same ręce, które nakładały nam kajdany, teraz wystawiają dłonie pojednawczym gestem: „Nie trzeba!… Dajcie spokój przeszłości!… Kto starą złość wspomni bodaj oko stracił!”. Ale to porzekadło ma ciąg dalszy – „A kto ją zapomni – bodaj obu nie miał!”

  40. Mogłoby się nam wydawać, że kwestia biografii twórcy w ocenie jego dorobku nie powinna mieć większego znaczenia. Osobiście, gdy oceniam czyjąś twórczość, szczególnie artystyczną, nie analizuję jej pod kątem biografii autora. Większe znaczenie mają dla mnie walory artystyczne dzieła niż dyskusje na temat przeszłości jego twórcy. W mojej ocenie nie powinno się analizować utworów bez jakiegokolwiek odniesienia do kontekstu w jakim powstały, ale z drugiej strony ciągłe odwoływanie się do biografii twórcy przy ocenianiu jego dorobku nie jest niczym uzasadnione. Jeżeli w nadmiernym stopniu odwołujemy się do biografii autora dokonując interpretacji jego utworów to tym samym zaniżamy poziom dyskusji dotyczącej jego twórczości.
    Wydawałoby się, że po ponad 20-letnim okresie od upadku PRL-u analizowanie peerelowskiej przeszłości twórców powinno tracić na znaczeniu, tymczasem tak sie nie dzieje. Było to widoczne chociażby w odniesieniu do Wisławy Szymborskiej w momencie przyznania jej literackiej nagrody Nobla. Socrealistyczna twórczość Szymborskiej w okresie stalinowskim była jednym z argumentów przeciwników jej wyboru. Innym argumentem, powiązanym z poprzednim, był fakt, że w swojej twórczości poetka relatywizowała wiele zasad moralnych, co zdaniem niektórych dyskwalifikowało ją z otrzymania nagrody. Przykład Szymborskiej dowodzi, jak silnie zakorzenione jest wśród części Polaków przekonanie, jakoby najwyższą wartością literatury była służba pewnym ideom i wartościom. Wartości estetyczne mogą zostać docenione tylko wówczas, gdy niosą ze sobą konkretne przesłanie etyczne, w dodatku aprobowane przez większość społeczeństwa. Powtórne dyskusje na temat twórczości poetki z okresu stalinizmu, jakie pojawiły się w związku z jej śmiercią świadczą o tym, że w dalszym ciągu w ocenie czyjegoś dorobku artystycznego etyka dominuje nad estetyką. Świadczy to również o tym, że nie jest możliwe wypracowanie kompromisowej, akceptowanej przez większość społeczeństwa narracji dotyczącej PRL-u.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s