Pytanie dot. lektur „Obrona Sokratesa”

Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji?

Odpowiedz proszę sformułować na podstawie lektury „Obrony Sokratesa”. Winna ona zawierać conajmniej jeden cytat z jej tekstu. Odpowiedz na pytanie  jest obowiązkowa i jest warunkiem zaliczenia pierwszego semestru. Odpowiedzi do końca grudnia 2012.

„Obrona Sokratesa” jest fundamentalnym tekstem europejskiej filozozofii dającym początek wielu jej późniejszym kierunkom. Luźna forma dialogu nie powinna mylić co do najwyższej powagi poruszanych tam spraw. Zanim zabierzecie się do pisania swego eseju (1200 -1800 znaków) proszę o lekturę odpowiedniego rozdziału z podręcznika Tatarkiewicza. Bardziej ambitnym polecam też Adama Krokiewicza świetny „Zarys filozofii greckiej” (też naturalnie odpowiedni rozdział).

49 thoughts on “Pytanie dot. lektur „Obrona Sokratesa”

  1. Platon w swoich zapiskach zatytułowanych „Obrona Sokratesa” opisuje proces przeprowadzony na słynnym greckim filozofie. Sokrates był mędrcem, który największą uwagę skupiał na intelekcie, miał bardzo silne poglądy, będące odmiennymi od poglądów innych ówczesnych filozofów. Bardzo duże znaczenie miała dla niego wiedza i nie bał się mówić o tym otwarcie i dobitnie, dlatego wielu mogłoby doszukać się nieco zarozumialstwa w jego wypowiedziach, jak na przykład w tej: „Tak żem się zaczął sam siebie pytać zamiast wyroczni, co bym wolał: czy zostać tak, jak jestem, i obejść się bez ich mądrości, ale i bez tej ich głupoty, czy mieć jedno i drugie, jak oni. Odpowiedziałem i sobie, i wyroczni, że mi się lepiej opłaci zostać tak, jak jestem.” Tutaj bardzo wyraźnie widać jego indywidualność i własne wyraźne poglądy, co jest raczej pozytywną cechą. Sokrates był bardzo mądrym człowiekiem, który prócz wiedzy, mocno trzymał się zasad moralnych i etycznych. Gdyby nie dokonanie egzekucji przez urzędników, którzy pałali nienawiścią do tak cennego człowieka, z pewnością filozof ten mógłby wnieść wiele zmian w Atenach, gdyż przekazywał wiele ważnych wskazówek młodzieży.
    A więc czy faktycznie Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Jego specyficzność polegała na odmiennym toku rozumowania, jednak z pokorą przyjmował on skazanie na śmierć. „Ale oto już i czas odejść; mnie na śmierć, wam do życia. Kto z nas idzie do tego, co lepsze, tego nie wie jasno nikt – chyba bóg.”. Sokrates spotkał się z przeciwnikami jego poglądów, jednak nie poddał się im, co było bardziej odważną obroną siebie i swoich przekonań niż zarozumialstwem.
    Filozof nie był również zwolennikiem demokracji. Wolał on ustrój arystokratyczny, a ze względu na to, że miał duży wpływ na młodzież, zwolennicy demokracji pragnęli się go pozbyć. Sokrates widział wiele wad w tej formie rządów, jednak stwierdzenie, iż był jej wrogiem, jest dość mocnym i raczej mało adekwatnym. Niechęć i świadomość wad demokracji nie jest jednoznaczne z wrogością.

  2. Wypowiedź Sokratesa na sądzie przed tłumem Ateńczyków może być różnie interpretowana. Można odnieść wrażenie, że filozof wynosi się ponad innych. Jaki przekaz niesie ze sobą wypowiedź Sokratesa, na krótko przed śmiercią? Filozofowi zarzucono głoszenie (nie nauczanie, Sokrates wiele razy podkreśla, że nikogo nie naucza) innych poglądów, niż jest to ogólnie przyjęte. Bardzo odważnie mówi o swej misji głoszenia prawdy, którą powierzyli mu bogowie, podkreśla też często swoją wyższość związaną ze świadomością niewiedzy pewnych rzeczy: „Wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja jak nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje.” Ta postawa ukazuje się także w innych wypowiedziach: „Ja jeszcze i dziś chodzę i szukam tego, i myszkuję, jak bóg nakazuje, i między mieszczanami naszymi, i między obcymi, jeżeli mi się któryś mądry wydaje, to zaraz bogu pomagam i dowodzę takiemu, że nie jest mądry”. W każdym temacie dyskusji Sokrates stawia siebie jako największy autorytet, mówi, że „w państwie nie ma nic cenniejszego niż jego nauki”. Mimo dużej pewności w mowie, Sokrates obawia się głosić swoje poglądy publicznie, mówi, że boi się pójść w tłum. Twierdzi nawet, że: „(…)gdybym się był kiedyś zajął polityką, dawno bym był zginął i na nic się nie przydał ani wam, ani sobie.” Przedstawia tłum jako negatywny składnik demokracji, gdyż ten „zgniecie każdego, kto mu szlachetnie czoła stawia”. Sokrates przytacza przykłady ze swojego życia, gdy aktywnie występował przeciwko bezprawiu w ustroju demokratycznym. Podsumowując, poglądy Sokratesa były na tyle odważne i wyniosłe, że mógł on być uznany za zarozumialca, co sprawdziło się, gdyż skazano go na śmierć. Nie pochwalał rządów demokratycznych, ale jego wizja świata była zbyt idealistyczna i trudna do wprowadzenia w życie.

  3. Szanowny Panie Doktorze,
    Jest to powtórzenie eseju o które Pan prosił w mailu.
    Z poważaniem,
    Tomasz Kręski
    Wydaję mi się że Sokrates nie był zarozumialcem, choć na pierwszy rzut oka mógł się takim wydawać. Czy przeciwnikiem ateńskiej demokracji? Raczej tak. Sokrates jasno widzi wady tego ustroju. Był uważany za jej wroga, a tym samym za wroga narodu do którego ta władza należała, za co też między innymi został oskarżony. Czy natomiast można uważać Sokratesa za zarozumialca? „Wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje. Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.” czyli tak naprawdę słynne „Wiem, że nic nie wiem” Sokratesa. Nie uważa on siebie za mądrego i tak naprawdę i słusznie śmieje się z tych, którzy za owych się uważają. Sokrates chwali się swoja niewiedzą i uważał za bezmyślne chwalenie się wiedzą, której tak naprawdę nie posiadamy. Sam nazywał siebie nie mędrcem, lecz człowiekiem lubiącym mądrość, czyli prawdziwym filozofem. Trudno się z tym nie zgodzić. W odróżnieniu od sofistów nie pobierał pieniędzy za swe „lekcje” – „Ja nie byłem nigdy niczyim nauczycielem. Tylko jeśli ktoś ma ochotę słuchać, jak ja mówię i swoje robię, to czy to młody, czy stary, żadnemu tego nigdy nie broniłem; i ja nie rozmawiam za pieniądze, a bez pieniędzy nie, tylko zarówno bogatemu, jak i ubogiemu pozwalam, żeby mi pytania stawiał albo słuchał i odpowiadał, kiedy o czymś rozmawiam.” Mimo wszystko Sokrates zostaje skazany na karę śmierci. Jednak całą swoją postawą pokazuje, że nie przegrał, lecz na odwrót – zwyciężył, ponieważ nie zdradził samego siebie: „wy może myślicie, obywatele, że ja przegrywam dlatego, bo za mało mam argumentów takich, którymi bym was potrafił przekonać, gdybym sądził, że trzeba wszystko możliwe robić i mówić, byle wyroku uniknąć. Ani mowy. Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności, jak ja uważam, takie, jakeście zwykli słyszeć od innych. Tymczasem ja ani przedtem nie uważałem za stosowne robić niczego podłego z uwagi na niebezpieczeństwo, ani mi teraz żal, żem się w ten sposób bronił; wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć.”

  4. Wydaję mi się że Sokrates nie był zarozumialcem, choć na pierwszy rzut oka mógł się takim wydawać. Czy przeciwnikiem ateńskiej demokracji? Raczej tak. Sokrates jasno widzi wady tego ustroju. Był uważany za jej wroga, a tym samym za wroga narodu do którego ta władza należała, za co też między innymi został oskarżony. Czy natomiast można uważać Sokratesa za zarozumialca? „Wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje. Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.” czyli tak naprawdę słynne „Wiem, że nic nie wiem” Sokratesa. Nie uważa on siebie za mądrego i tak naprawdę i słusznie śmieje się z tych, którzy za owych się uważają. Sokrates chwali się swoja niewiedzą i uważał za bezmyślne chwalenie się wiedzą, której tak naprawdę nie posiadamy. Sam nazywał siebie nie mędrcem, lecz człowiekiem lubiącym mądrość, czyli prawdziwym filozofem. Trudno się z tym nie zgodzić. W odróżnieniu od sofistów nie pobierał pieniędzy za swe „lekcje” – „Ja nie byłem nigdy niczyim nauczycielem. Tylko jeśli ktoś ma ochotę słuchać, jak ja mówię i swoje robię, to czy to młody, czy stary, żadnemu tego nigdy nie broniłem; i ja nie rozmawiam za pieniądze, a bez pieniędzy nie, tylko zarówno bogatemu, jak i ubogiemu pozwalam, żeby mi pytania stawiał albo słuchał i odpowiadał, kiedy o czymś rozmawiam.” Mimo wszystko Sokrates zostaje skazany na karę śmierci. Jednak całą swoją postawą pokazuje, że nie przegrał, lecz na odwrót – zwyciężył, ponieważ nie zdradził samego siebie: „wy może myślicie, obywatele, że ja przegrywam dlatego, bo za mało mam argumentów takich, którymi bym was potrafił przekonać, gdybym sądził, że trzeba wszystko możliwe robić i mówić, byle wyroku uniknąć. Ani mowy. Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności, jak ja uważam, takie, jakeście zwykli słyszeć od innych. Tymczasem ja ani przedtem nie uważałem za stosowne robić niczego podłego z uwagi na niebezpieczeństwo, ani mi teraz żal, żem się w ten sposób bronił; wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć.”
    P.S. Szanowny Panie Doktorze, jest to powtórzenie eseju o które Pan prosił w mailu.
    Z poważaniem,
    Tomasz Kręski

  5. [Z uwagi na niedostosowanie się do wyznaczonego terminu składania prac, w moim eseju mam przedstawić polemikę z jedną z odpowiedzi, które zostały wysłane o czasie. Wybrałam pracę Mileny Chodoły, bo wydaje mi się, że odebrałyśmy lekturę „Obrony Sokratesa” w zupełnie inny sposób.]

    Swoją pracę Milena rozpoczyna od odpowiedzi na zadane w temacie pytanie dotyczące Sokratesa: „Stanowczo nie zgadzam się z założeniem jakoby Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji.”. Moje stanowisko jest wręcz odwrotne, zaryzykuję twierdzenie, że Filozof był pyszałkiem i umiarkowanym zwolennikiem rządów ludu .

    „Zarozumiały”, czyli zgodnie z definicją ze słownika języka polskiego: „taki, który uważa siebie za lepszego, mądrzejszego od innych, mający wygórowane mniemanie o sobie i okazujący to”. Milena uznała sławne stwierdzenie „Wiem, że nic nie wiem” za dowód skromności i pokory Filozofa. Dla mnie jest to dowód jego inteligencji .
    Podważanie słów wyroczni delfickiej w mojej ocenie świadczy o wybitnie wysokim mniemaniu o sobie. Ciężko uznać za pokornego Ateńczyka, który twierdzi, że bóg nie ma racji, bo on- Sokrates myśli inaczej. Uważam, że Sokrates szczerze powątpiewał o swojej wiedzy, (na co wskazuje Milena) co nie zmienia faktu, że „zadzierał nosa” i oceniał innych jako jeszcze głupszych od siebie, drwiąco nazywając ich „tymi, którzy uchodzą za mądrych”. W samej obronie, sposób prowadzenia rozmowy z oskarżycielem pokazuje wyraźnie, że Sokrates lubił poniżać swoich rywali („(…)Tyś bardzo niewierny człowiek, Meletosie, i to nawet, mnie się zdaje, ty samemu sobie nie wierzysz. Bo mnie się tak wydaje, obywatele, że on sobie pozwala i używa sobie – a tę skargę napisał po prostu z buty jakiejś, z rospusty i młodzieńczego humoru(…)”).
    „Równie absurdalne jest dla mnie przypuszczenie, że Sokrates był wrogiem demokracji. Szanował sąd jak i jego decyzję, stawał po stronie prawa. Osądzony dobrowolnie poddał się karze. Wiedział że w demokratyczny sposób został skazany na śmierć i nie śmiał się tej decyzji sprzeciwić, bez względu na konsekwencje.”. Z tą opinią Mileny też się nie zgadzam. Propozycja kary, jaką przedstawił na zgromadzeniu (honorowy wikt w Prytanejonie) to nie wyraz szacunku dla sądu, lecz śmiała kpina z tej instytucji i swoich współobywateli.
    Niezaprzeczalne jest, że Sokrates wykonał orzeczony wyrok śmierci dobrowolnie, choć miał możliwość ucieczki. Dlaczego wybrał to rozwiązanie? Przegrał rozprawę, miał przed sobą wizję tułaczki w obcych polis- kiepska perspektywa dla starca, który całe życie nie lubił się przemęczać. Oczywiście powyższe stanowisko nie ma szans na udowodnienie, ale dla mnie jest bardziej prawdopodobne niż idea Ostatniego Sprawiedliwego, który składa swe życie na ołtarzu oświecenia tkwiących w mroku umysłów współobywateli.
    Nie sądzę, by Sokrates był zapalczywym wrogiem demokracji, aczkolwiek skarżył się na jej funkcjonowanie. W wielu fragmentach udowadnia swoje przywiązanie dla postępowania cnotliwego, zgodnego z prawem (sprawa osądu dziesięciu wodzów przez Wielką Radę), ale nie wiązałabym tego koniecznie z ideą równości wszystkich obywateli. Wydaje mi się, że bardziej niż na formie rządów Sokratesowi zależało na tym, by były one sprawiedliwe.

  6. Sokrates – kim był naprawdę a kim jest dla nas? W opinii współczesnej wyobrażamy sobie go jako jedną z ważniejszych postaci całej epoki Starożytności. Jest stawiany w szeregu razem z takimi filozofami jak Platon czy Arystoteles. Jego filozofia jest wykładana w szkołach i na uniwersytetach. Każdy człowiek nawet nie mający zielonego pojęcia kojarzy, gdzieś, kiedyś tam był taki Sokrates. Świadczy to o jego niesłychanej popularności. A przecież żył dwa i pół tysiąca lat temu ! Popularności, która tak naprawdę wzięła się z… „nikąd”. Sam Sokrates nie pozostawił po sobie, żadnych pism ani prac. O jego istnieniu, życiu, pracy oraz teoriach filozoficznych dowiadujemy się dopiero od innych mu współczesnych, którzy o nim pisali. Najwięcej o życiu Sokratesa napisał jego uczeń, Platon. W jednym z najpopularniejszych swoich dzieł: „Obrona Sokratesa” przedstawia monolog swojego mistrza, który wygłosił w nim trzy mowy, które pierwotnie zostały przez niego wygłoszone na jego procesie sądowym. Z tego źródła możemy dowiedzieć się co w przeciwieństwie do nas myśleli o nim jego współcześni żyjący grecy. A uważali go za wroga demokracji oraz mieli mu za złe, że dyskutując z różnymi ludźmi chełbił się swą zarozumiałością. Że podsyca młodych ludzi przeciwko jedynej słusznej władzy obywateli. Te zarzuty, zresztą zgodnie z tematem pracy, postaram się omówić. Nie ma wątpliwości, że Sokrates darzył pogardą Demokracje. Uważał ją za ustrój słaby a sympatią darzył ustrój autorytarny. Demokracje krytykował na każdym kroku i przy każdej sposobności.
    Tak więc sam przyznaje i odpowiada na moje pytanie, iż jest wrogiem Demokracji.
    Większy problem jest natomiast z oceną jego zarozumiałości. Na pewno takim był jeśli spojrzeć oczyma starożytnych ateńczyków. Przecież nie bał się wygłaszać kontrowersyjnych tez, podejmował walkę sam przeciw hołocie. Jego miłość do nauki została potępiona przez lud i uznana za główną przyczynę wywyższania się przed innymi. To wszystko, przypominam, w oczach Ateńczyków, nosiło znamiona pyszności. Na dodatek ocenę pozwala wydać sam zainteresowany. Takimi wypowiedziami jak: „myślą, że czymś są, chociaż nic nie są warci” czy „Bo mnie się zdaje, że gorszy człowiek nie ma prawa zaszkodzić lepszemu” (lepszemu – jemu samemu). Na pewno zwiększa grono ludzi, którzy uważają go za zarozumialca. Jednakże trzeba spojrzeć szerzej na całą sytuację. Sokrates doskonale zdawał sobie sprawę jaki wyrok sądu padnie. Wiedział, że zostanie stracony. Jednak podjął walkę o swą godność. Walkę z bezsensownym systemem, który skazuje go tylko za to, że ma odmienne zdanie niż powinien. Czy w tym przypadku można Sokratesowi odmówić nutki zwykłej ludzkiej złośliwości i zarozumialstwa? Myślę, że nie.

  7. Sokrates z pewnością był zarozumialcem i wrogiem demokracji w oczach ludzi skazujących go. „Bo niby jest pewne, że Sokrates czymeś się wyróżnia od wielu”. (Platon, Dialogi, Unia Wydawnicza „VERUM” Warszawa2007 s.201) A wyróżniał się odwagą występowania w pojedynkę przeciw tłumowi, to właśnie jego krytycyzm w stosunku do istniejącego porządku oraz bezrefleksyjności społeczeństwa sprowadziły na niego niechęć rządzących.
    Cnota była dla Sokratesa dobrem bezwzględnym, lecz aby posiąść cnotę należało uruchomić umysł i tak Sokrates „uczył ich rozumu, aby przez to doprowadzić do cnoty”.(Historia Filozofii, W. Tatarkiewicz PWN Warszawa 1988 s. 72). Porzuciwszy wszelkie dążenia do materialnego dostatku, pełen namiętności oddał się nauczaniu, to w tej aktywności odnalazł sens swojego istnienia. Jego poświęcenie Ateńczycy nazwali szaleństwem a próby skierowania ich na drogę świadomego życia zuchwalstwem. Najpełniej zarzucane mu zarozumialstwo objawia się w jego słowach „jeśli mi się który mądry wydaje to zaraz bogu pomagam i dowodzę takiemu ze mądry nie jest”. (Platon, Dialogi, Unia Wydawnicza „VERUM” Warszawa2007 s.189) Oskarżał publicznie Ateńczyków o głupotę, a przy tym nobilitował siebie: „więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czegoś nie wiem, to i nie myślę, że wiem” (Tamże s. 187), arogancja przejawiająca się w jego mowach, sprowadziła na niego rzeszę wrogów. Jedynym rozwiązaniem aby przywrócić stabilność oraz zachować autorytet, było stracenie Sokratesa. Działający w taki sposób wrogowie potwierdzili słowa Sokratesa „myślą, że czymś są, chociaż nic nie są warci”.(Tamże s. 208)
    Sokrates był miłośnikiem wiedzy, definiując zjawiska oraz pojęcia pozwalał im realnie zaistnieć, głosił teorię i wykorzystywał ją we własnym życiu a jego świadomość niewiedzy wzbudza we mnie podziw. Nie nazwę go zarozumialcem ani wrogiem demokracji bo dał mi te myśl „bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto”. (Tamże s. 204)

  8. Sokrates jawi się nam jako jedna z najwybitniejszych postaci Starożytności. Był on nie tylko znanym filozofem i analitykiem ówczesnych czasów, ale i wybitną osobowością, której charakter niejednych może zdumiewać czy zastanawiać.

    Wszakże na pytanie o jego zarozumiałość należy bez wątpienia odpowiedzieć przecząco. Cechowała go raczej głęboka skromność, wynikająca z wiedzy jaką posiadał, i to wiedzy rzetelnie przemyślanej, przeanalizowanej, odnoszonej do wielu uznawanych w owym czasie autorytetów. Jego analityczny umysł poddawał surowej krytyce i wnikliwej ocenie wypowiedzi współczesnych mu mędrców, odnajdując w nich wiele braków, czy nieścisłości. Mówił o nich: „Wdawszy się z nim w rozmowę, poznałem, że miany był od wielu za mądrego i uważał się sam jeszcze więcej za takiego, ale nim nie był wcale.”1 Jego ocena jest o tyle uzasadniona, że Sokrates sam sobie stawia wysokie wymagania – i dlatego właśnie ma prawo wiele wymagać od innych i dokonywać ich wartościowania.

    W kontekście jego stosunku do demokracji, wydaje mi się szczególnie ważna jego wypowiedź o sprawach wagi państwowej: ”Spieszyłem z największym dla każdego, jak mówię, dobrodziejstwem, kiedym każdego z osobna upominał, aby pierwej niż o swych rzeczach, o sobie samym myślał, aby ile mógł, starał się być najlepszym, najrozsądniejszym, nie wprzód wdawał się do spraw Rzeczypospolitej, dopóki by jej samej nie poznał i we wszystkim innym tąż samą drogą postępował!”2. Sokrates o tyle był niechętny instytucjom państwa, poddanym ludzkiej powszechnej woli, o ile wiedział, że zasiadający na urzędach ludzie nie są cnotliwi na tyle, by móc decydować o innych. Jego dystans wynika więc z głębokiej świadomości ułomności ludzkich charakterów, niż krytycznego stosunku do demokracji jako takiej.

    1 http:wolnelektury.pl/katalog/lektura/obrona-sokratesa
    2 http:wolnelektury.pl/katalog/lektura/obrona-sokratesa

  9. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Temat zadanej wypowiedzi chciałbym rozbić na dwa pytania, osobno rozpatrzyć ewentualną pychę Sokratesa i osobno jego stosunek do demokracji ateńskiej.
    Poczynając od drugiego członu pytania; wydaje mi się, że w żaden sposób nie można nazywać Sokratesa wrogiem demokracji. Wydaje mi się, że filozof nie tyle był przeciwny tej formie rządów co wypaczeniom w ich sprawowaniu. To nie formie sądu nad dowódcami floty ateńskiej sprzeciwiał się Sokrates, lecz wydanemu przez sędziów wyrokowi. W „Obronie Sokratesa” o Atenach i sobie wypowiada się następująco: „ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży, że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła, żeby go budziło”. Wydaje mi się więc, że Platon przedstawia nam tu Sokratesa nie tyle jako wroga, ale bardziej reformatora demokracji – osobę, która wytknie błędy i zaniechania rządzących.
    Przechodząc do kwestii zarozumialstwa filozofa, wydaje mi się, że zawsze osoba, która stawia się w pozycji tej mądrzejszej może być uznana za pyszną. Choć Sokratesowi nie możemy odmówić argumentacji i racjonalności swych wniosków, musimy zastanowić się czy nie ma w nich pierwiastka arogancji. Czy nie ma zarozumialstwa w określaniu się „przydanym miastu przez boga” lub propozycji kary dla siebie w wysokości „honorowego wiktu w Prytanejon”? Czy jego „wiem, że nic nie wiem” po dodaniu „oni nic z tego nie wiedzą, co mówią” nie staje się aroganckie przez ocenę innych?
    Myślę, że tam gdzie pojawiają się elementy wartościujące czy oceniające drugą osobę zawsze doszukać możemy się zuchwalstwa. Wg mnie, ważne jest czy jest to zarozumialstwo „słuszne”. Dopiero stwierdzając słuszność danych słów możemy oderwać im łatkę arogancji i przyjąć je z pokorą za akceptowalny element dyskusji – w tym wypadku tak charakterystycznej dla Sokratesa retoryki. Kwestia zarozumialstwa filozofia jest więc bardzo subiektywna i należy ją zostawić każdemu z osobna – w mojej ocenie, Sokrates miał słuszność, co może usprawiedliwiać jego momentami wpadający w arogancję ton.

  10. Perykles powiedział, że „Przyszłe pokolenia będą nas podziwiać tak, jak podziwiają nas nasi współcześni” – ta sentencja nijak ma się do Sokratesa, który powtarzając za Norwidem, pierwej otruty, później wyniesiony na statuę ze złota. Wielki filozof zupełnie nie pasował do czasów, w których przyszło mu żyć, drażnił innych swoim sposobem bycia, pogardą dla wartości materialnych i piekielnie trafną argumentacją, która zbijała z tropu przeciwnika. W „Obronie Sokratesa” jawi mi się obraz myśliciela, jako człowieka pewnego siebie, ale z pokorą przyjmującego czekający go los. Czy można go nazwać zarozumialcem? Raczej nie, słowa „Bądźcie przekonani, że jeśli skażecie na śmierć mnie, takiego człowieka, jak mówię, nie zaszkodzicie więcej mnie niż sobie samym. (…) Bo mnie się zdaje, że gorszy człowiek „nie ma prawa” zaszkodzić lepszemu”[1], to nie oblega ani wyraz pychy, ale diagnoza ówczesnego społeczeństwa ateńskiego i mizernych oskarżycieli. Sokrates nigdy nie krył się z sympatią do arystokratycznych form rządów – Sparty, Teb czy Krety, to właśnie spędzało sen z powiek demokratycznie wylosowanym sędziom, którzy zdawali sobie sprawę, jaki wpływ na młodych ludzi ma filozof. Oskarżyciele nie zdawali sobie jednak sprawy, że Sokrates kładł w swoich naukach nacisk na kwestie psychologiczne i etyczne, a właśnie te doświadczenia to wciąż największa wartość sokratejskich nauk. To, że Filozof aprobował niedemokratyczne formy rządów nie znaczy jeszcze, że był wrogiem demokracji, widział wiele słabości tego systemu i je wytykał, tak jak czynią to ludzie wierni własnym zasadom. Po lekturze fragmentów „Obrony” dotyczących odwołań do „Iliady” i porównań z Achillesem, można się zastanawiać czy Sokrates był bardziej znawcą literatury czy też genialnym manipulatorem. Myślę, że oba określenia są trafne, bo świadomie zmieniał fakty zawarte w micie, by przekonać do swoich racji. Nie można nazwać zarozumialcem człowieka, świadomego swojej mądrości, a to, że nie potrafił zjednać sobie wszystkich i głośno wypowiadał kwestie dla niektórych niewygodne, świadczy tylko o nonkonformizmie i mocnym kręgosłupie moralnym, w końcu za wierność sobie musiał zapłacić najwyższą cenę.
    [1] Platon, „Obrona Sokratesa, Kriton, Uczta”, 2008, p. Władysław Witwicki.

  11. O poglądach Sokratesa wiemy jedynie z przekazów pośrednich, ponieważ nie pozostawił żadnego dzieła. Na szczęście niektórzy potrafili docenić potęgę Sokratesa jeszcze za jego życia i czerpać z jego mądrości. Jednym z tych nielicznych „otwartych umysłów” był Platon, wierny uczeń Sokratesa. Z jego dzieł możemy wnioskować, że był niechętny rządom społeczeństwa, które, jak twierdził, nie potrafi i nie powinno sprawować władzy. Myślę, że pogląd ten zaczerpnął Platon od swego nauczyciela. W „Obronie Sokratesa” mamy potwierdzenie tej tezy. Sokrates, którego życie było w pełni spójne z głoszonymi poglądami nie mógł prosić o wymierzenie mu kary, która nie pozwoliłaby mu kontynuować jego misji. Dlatego z olbrzymią godnością przyjął karę śmierci. W tym miejscu chcę podkreślić, że w pogodzeniu się z decyzją Rady o uznaniu Sokratesa winnym nie było szacunku dla demokracji – Sokrates wiedział, że jest niewinny – a jedynie chęć bycia w zgodzie z prawem. Szanował prawo – nie demokrację dopuszczającą skazanie na śmierć mędrca, którego sensem życia jest służba społeczeństwu. Wielokrotnie można wyczuć w jego wypowiedziach wzgardę dla pospólstwa i dla tak wadliwego, lichego systemu: „Może sądzicie, Ateńczycy, żem temu uległ przez to, żem się niedostatecznie bronił, kiedym mógł był was sobie ująć, gdybym chciał wszystko powiedzieć i zrobić dla uniknięcia skargi. Bynajmniej! Uległem wprawdzie, ale nie przez brak dowodów w obronie, tylko przez brak śmiałości, bezwstydu i tego, żem nie chciał do was mówić, jakbyście radzi słuchać: to jest, abym przed wami łzy wylewał, błagał o litość i wiele innych rzeczy robił, które wcale, jak wam powiadam, mnie nie przystoją, a wyście je przywykli u innych słuchać”. Sokrates pyta, czy tak powinien wyglądać sąd nad człowiekiem? Czy los powinien decydować i tym, kto sądzi?
    Czy Sokrates był zarozumialcem? Człowiekiem zarozumiałym jest ten, kto przecenia swoje zalety. Sokrates chlubił się wiedzą, że nic nie wie. Jest w tym stwierdzeniu ukryty paradoks, ponieważ sam przyznaje, że jakąś wiedzę posiada, na dodatek jest to wiedza niebagatelna, którą posiadają nieliczni. Filozofowie późniejszych epok mogli spojrzeć na dorobek Sokratesa z dystansem, odkryć siłę jego myśli z perspektywy czasu. Myślę, że wielkość Sokratesa polegała m.in. na tym, że miał absolutną pewność co do głoszonych poglądów; wiedział na pewno, że służy Prawdzie. Czas pokazał, że nie mylił się w ocenie sensu i prawdziwości swoich przekonań, a myśli filozoficznej nie wyobrażamy sobie dziś bez Sokratesa. Nie możemy więc chyba mówić, o przecenianiu zalet, ale o niezwykłej jasności umysłu.

  12. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy Sokrates był zadufanym w sobie „zarozumialcem” bo sam filozof był – moim zdaniem – postacią zbyt złożoną aby przedstawić go w jasnym albo ciemnym świetle. Myślę, że warto podzielić te sfery, w których Sokrates rzeczywiście uważał się za lepszego od pozostałych od tych gdzie urażona duma innych miała wpływ na ocenę nauczyciela Platona.
    Opinię zarozumiałego Sokrates „zawdzięczał” głównie temu, że jego życiowym celem stało się udowadnianie ludzi ich głupoty. To zadanie – jak łatwo można się domyśleć – nie przysporzyło filozofowi wielu wielbicieli oraz nie budziło empatycznych emocji względem niego. Wiadoma rzecz, mało kto lubi być krytykowanym czy pouczanym a co dopiero wyjść przez kogoś na głupka. Ale czy przez to, obiektywnie patrząc, można uznać Sokratesa za osobę zarozumiałą? Wg mnie nie. Ludzie nie są przyzwyczajeni do mówienia sobie prosto tego co myślą na temat drugiej osoby a Sokrates robił to notorycznie i do głównie w stosunku do obcych sobie ludzi. Jednak w każdym jego uczepianiu się jakiejś – przez ogół uznawanej za mądrą –osoby, było sporo racji. Sokrates zwykle udowadniał tym ludziom, że w rzeczywistości nie są aż tak mądrzy jak im się wydaje; stawiał się jednocześnie ponad nimi.
    Z drugiej strony Sokrates nigdy – jak twierdził – nie spotkał osoby mądrzejszej od samego siebie. To stwierdzenie ma już znamiona zadufania. Czyżby naprawdę przez kilkadziesiąt lat życia człowiek nie spotkał nikogo dorównującego chociażby sobie intelektem? Nie wydaje mi się. Co więcej Sokrates uważa się i mówi o tym wprost za bożego wysłannika: „Bo jeśli mnie skażecie, to nie łatwo znajdziecie drugiego takiego, który by tak, śmiech powiedzieć, jak bąk z ręki boga puszczony siadał miastu na kar; ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży, że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła żeby go budziło”. Ponadto kiedy Sokrates podczas procesu może zaproponować karę dla siebie, rzuca pomysł „honorowego wiktu w Prytanejon” gdzie byłby oczywiście utrzymywany przez Ateńczyków. Sokrates uważa się za jedną z najlepszych rzeczy jaka w ogóle mieszkańców Aten spotkała, dzięki której mogą być szczęśliwi. Jeśli wziąć pod uwagę te czynniki to owszem, Sokrates był wielkim, tytułowym zarozumialcem.
    Jeśli rzecz ma się stosunku jego do demokracji to moim zdaniem Sokrates nie był wrogiem ustroju lecz piętnował ludzi go tworzących. Samo to, że uważał iż może głosić własne – odmienne – poglądy, i że nie powinien być za to pociągany do odpowiedzialności przed sądem pokazuje, że był zwolennikiem demokracji.

  13. Sokrates wiedział o swojej wyjątkowości. Potwierdzenie tego faktu można odnaleźć
    w wielu fragmentach sformułowanej przez niego obrony. Jednym z nich jest wspomnienie Sokratesa na temat rozmowy z pewnym politykiem – „Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem”( Platon; Wybór dialogów: Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton; przeł. Władysław Witwicki; Wydawnictwo Alfa; Warszawa 1995 r.;s.79). Jego mądrości dowodziły rozmowy przeprowadzane
    z pozornie mądrymi Ateńczykami. Dla niektórych już samo przekonanie o byciu lepszym od innych, w jakiejkolwiek dziedzinie, może być postrzegane jako zarozumialstwo. Można być już bliskim pewności sformułowanej uprzednio tezy, kiedy kandydat na zarozumialca twierdzi, że działa z boskiego polecenia – „Ja jeszcze i dziś chodzę i szukam i myszkuję jak bóg nakazuje” (Ibid. s. 81). Osiągniętym przez Sokratesa apogeum bycia zarozumiałym mogłoby być przedostatnie przemówienie. Czy nie przepraszając za swoje czyny i nie prosząc o łagodny wymiar kary nie okazał swojej zarozumiałości i pychy? „Otóż mając głębokie przekonanie, że nie krzywdzę nikogo, daleki też jestem od tego, żebym miał siebie samego krzywdzić i o sobie samym powiedzieć, żem na coś złego zasłużył i miałbym coś podobnego dla siebie proponować… czemu właściwie?”(Ibid., s. 100).Według Władysława Tatarkiewicza właśnie ta postawa Sokratesa przesądziła o jego wyroku – „Tak ciężki wymiar kary wywołała postawa Sokratesa, który winy swej nie uznał, przeciwnie, kładł nacisk na doniosłość swej działalności” (Tatarkiewicz Władysław; Historia filozofii; tom pierwszy; Wydawnictwo Naukowe PWN; Warszawa 2005 r.; s.79). Po stwierdzeniu zarozumialstwa Sokratesa, trudno będzie go obronić. Jak jednak, ktoś kto powiedział o sobie „Wiem, że nic nie wiem”, może być uznany za zarozumiałego? Czy była to tylko, mająca zwrócić uwagę odbiorcy, gra słów? A może sedno prawdziwej mądrości, która opiera się na przekonaniu, że tylko zdając sobie sprawę ze swojej niewiedzy, można postarać się osiągnąć mądrość? Moim zdaniem Sokrates nie był zarozumialcem. Miał bowiem powody by twierdzić, że jest mądry. Potwierdzał to nie tylko delficki komunikat, ale też sposób argumentacji filozofa, czy podążający za jego słowami młodzi ludzie. Poza tym można zauważyć, że kiedy mówił on o swojej mądrości zwykle zawierał w słowach subtelne wyrazy zawahania, jakby przychodziło mu to z nie lada trudnością – „Bo to niby jest pewne, że Sokrates czymeś się wyróżnia od wielu innych ludzi” (Platon; Wybór dialogów: Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton; przeł. Władysław Witwicki, Wydawnictwo Alfa; Warszawa 1995 r.; s. 97).
    W „Obronie Sokratesa” można zauważyć ślady niechęci wobec demokracji. Filozof przytacza przykład niesprawiedliwych sądów nad dowódcami floty ateńskiej i prowokuje pytanie – czy rządy powinny być sprawowane przez konformistycznie myślącą masę? Mimo niechęci Sokratesa do demokracji, nie wiem, czy można zdobyć się na stwierdzenie, że był jej wrogiem. Nie wiem, czy „wróg” nie jest tu zbyt mocnym słowem. Przecież Sokrates zaakceptował wydany na niego wyrok i nie próbował się od niego uchylić, mimo propozycji ze strony swoich uczniów. Poza tym demokracja dawała mu prawo do głosu, jak choćby w sprawie ateńskich dowódców. Cóż jednak przyszło mu z tego prawa, skoro nie został wysłuchany ze zrozumieniem zarówno wtedy, jak i podczas swojej obrony?

  14. Nie uważam, aby Sokrates był człowiekiem zarozumiałym oraz wrogiem demokracji. Zarzuty o pychę wzięły się od ludzi, którzy nie zrozumieli działalności filozofa. Sokrates idąc za opinią wyroczni delfickiej, chciał sprawdzić, czy jest rzeczywiście najmądrzejszym z ludzi, mimo że sam za takiego się nie uważał. Tymczasem wszystkie spotkane przez niego osoby: politycy, poeci, rzemieślnicy, udawali ludzi, którymi nie byli. Mieli oni fałszywe wyobrażenie posiadania wszelkiej wiedzy, najlepszej znajomości własnej dziedziny działalności, pojęcia, czym jest piękno. Sokrates, natomiast będąc świadomym ułomności własnego intelektu, starał się pokazać, jak faktycznie wyglądają ich umiejętności. Nie było w tym rozumowaniu pychy, ani wynoszenia się ponad innych, tylko pragnienie uświadomienia rozmówcom (może nieraz zbyt bezpośrednie) ich niewiedzy i mylnej oceny samych siebie. To przyznanie się do własnej niewiedzy uważał Sokrates za cnotę. Tak na temat spotkanych osób wypowiadał się filozof: „wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje. Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.”
    Również bezzasadne są, według mnie, zarzuty o wrogość Sokratesa względem demokracji. Ateński filozof szanuje decyzję sędziów. Nie stara się za wszelką cenę uniknąć kary, wykorzystując „jęki i błagania” oraz „zalewając się łzami”, lecz przyjmuje wyrok o straceniu go. „Przecież nie na to tutaj siedzi sędzia, żeby w podarunku rozdawał z łaski sprawiedliwość, tylko żeby sądził. Przecież przysięgał nie na to, że będzie folgował temu, który mu się podoba, ale że będzie sądził według praw”. Nie wydaje mu się to uczciwe, aby uwalniać się od odpowiedzialności za swoje czyny, które według niego były słuszne. Wręcz przeciwnie, chce przekonywać sędziów o swoich racjach.

  15. Wydaję mi się że Sokrates nie był zarozumialcem, choć na pierwszy rzut oka mógł się takim wydawać. Czy przeciwnikiem ateńskiej demokracji? Raczej tak. Sokrates jasno widzi wady tego ustroju. Był uważany za jej wroga, a tym samym za wroga narodu do którego ta władza należała, za co też między innymi został oskarżony. Czy natomiast można uważać Sokratesa za zarozumialca? „Wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy. Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje. Więc może o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.” czyli tak naprawdę słynne „Wiem, że nic nie wiem” Sokratesa. Nie uważa on siebie za mądrego i tak naprawdę i słusznie śmieje się z tych, którzy za owych się uważają. Sokrates chwali się swoja niewiedzą i uważał za bezmyślne chwalenie się wiedzą, której tak naprawdę nie posiadamy. Sam nazywał siebie nie mędrcem, lecz człowiekiem lubiącym mądrość, czyli prawdziwym filozofem. Trudno się z tym nie zgodzić. W odróżnieniu od sofistów nie pobierał pieniędzy za swe „lekcje” – „Ja nie byłem nigdy niczyim nauczycielem. Tylko jeśli ktoś ma ochotę słuchać, jak ja mówię i swoje robię, to czy to młody, czy stary, żadnemu tego nigdy nie broniłem; i ja nie rozmawiam za pieniądze, a bez pieniędzy nie, tylko zarówno bogatemu, jak i ubogiemu pozwalam, żeby mi pytania stawiał albo słuchał i odpowiadał, kiedy o czymś rozmawiam.” Mimo wszystko Sokrates zostaje skazany na karę śmierci. Jednak całą swoją postawą pokazuje, że nie przegrał, lecz na odwrót – zwyciężył, ponieważ nie zdradził samego siebie: „wy może myślicie, obywatele, że ja przegrywam dlatego, bo za mało mam argumentów takich, którymi bym was potrafił przekonać, gdybym sądził, że trzeba wszystko możliwe robić i mówić, byle wyroku uniknąć. Ani mowy. Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności, jak ja uważam, takie, jakeście zwykli słyszeć od innych. Tymczasem ja ani przedtem nie uważałem za stosowne robić niczego podłego z uwagi na niebezpieczeństwo, ani mi teraz żal, żem się w ten sposób bronił; wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć.”

  16. Można zastanawiać się czy Sokrates był zarozumialcem i przeciwnikiem demokracji. Obie tezy mają swoich zwolenników. Przeczytawszy lekturę, uznałem że wątpliwą rzeczą jest, czy można go uznać za takiego uznać. W gruncie rzeczy był on osobą wywyższającą się ponad innych, krytykował poszczególne warstwy społeczne oraz ówczesny system polityczny. Ale czy był demokracji wrogiem?
    Odpowiadając na pierwszą część pytania, moim zdaniem uważał się za osobę, której poglądy są moralnie właściwsze od innych. Chociaż z drugiej strony, jak sam wspomniał przed sądem, sama Pytia również uznała, że nie ma nikogo mądrzejszego. Uznał innych mówców („wróciwszy do domu zacząłem miarkować, że od tego człowieka jednak jestem mądrzejszy”), poetów („z ich pracy nic nie wynika”) oraz rzemieślników za osoby o niższym poziomie świadomości od siebie. Choć w perspektywie historycznym jego działalność stała się dziedzictwem naszej kultury, to nie można dziwić się, ze wygłaszając swoje poglądy narażał się wielu ludziom.
    Odpowiadając na drugą część pytania – czy był wrogiem demokracji. Uważam, że on sam również korzystał z przywileju demokratycznego – prawa do krytyki ówcześnie panującego porządku. Gdyby wrogiem demokracji sensu stricte, strzeliłby gola do własnej bramki. Jemu samemu w gruncie rzeczy zależało na dobru jego miasta i jego mieszkańców, co obrazuje poniższy fragment z Obrony Sokratesa: „(…)Bo jeśli mnie skażecie, to niełatwo znajdziecie drugiego takiego, który by tak, śmiech powiedzieć, jak bąk z ręki boga puszczony siadał miastu na kark; ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła, żeby go budziło. Zdaje mi się, że czymś takim dla miasta ja właśnie jestem, od boga mu przydany; ja, który was ciągle budzę i nakłaniam, i zawsze besztam każdego z osobna po całych dniach, to tu, to ówdzie przysiadając. Takiego drugiego niełatwo dostaniecie, obywatele; toteż jeżeli mnie posłuchacie, to nie zechcecie się mnie pozbywać(…)”.
    Podsumowując, według mnie Sokrates był w pewnym sensie zarozumialcem, ale jego zarozumiałość miała na cel dotarcie do świadomości ludzi i zmuszenie ich niejako do zastanowienia się nad panującym w Atenach porządkiem.

  17. Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czy Sokrates był wrogiem demokracji. Łatwiej mi będzie wyrazić pewne subiektywne przekonanie o jego stosunku do takiego ustroju politycznego, ale czy to będzie można uznać za odpowiedź? Według sokratejskich kryteriów na pewno nie. Z pewnością brakowałoby mi dociekliwości poszukiwacza, umiejętności szukania dziury w całym, czy wręcz „szukania prawdy na ateńskim bruku”, jaką posiadł Sokrates i która stała się dla niego zgubna.
    Jeśli jednak mam już wydać jakiś osąd, to stwierdzam, że istotnie – można uznać go za wroga demokracji. Popatrzmy, kto przyczynił się do skazania na śmierć – jego przeciwnicy polityczni. Było to oczywistą konsekwencją krytyki ówczesnych porządków w państwie. Sokrates uważał, że istnieje możliwość wyboru na ważne stanowiska ludzi niekompetentnych, czy wręcz przypadkowych. Wielu sędziów i oskarżycieli nie miało pojęcia o prawie i to właśnie z nich kpił Sokrates w trakcie procesu obnażając ich niewiedzę i dając do zrozumienia, że nie uznaje takiego sądu. Nie miał szans ich przekonać – otrzymał zbyt wiele oszczerstw, na których obalenie nie ma czasu; „bo myśmy za krótko ze sobą rozmawiali”. Jego rozmowa z Glaukonem, a zwłaszcza jej puenta wiele mówi o stosunku do demokracji. „Staraj się jak najbardziej o zdobycie znajomości tego, co chcesz robić”. Gdy Glaukon odznaczy się zdobytą wiedzą i dopiero zacznie zajmować się sprawami państwa, wtedy z łatwością dopnie celu. Sokrates daje do zrozumienia, że jeśli chodzi o władzę, nie ma znaczenia ilość głosów, lecz umiejętności i mądrość tych, którzy chcą po nią sięgnąć.
    Czy Sokrates był zarozumialcem? Opisując swoją reakcję na wiadomość od wyroczni stwierdza ze zdziwieniem: „Co też to bóg mówi? Cóż ma znaczyć ta zagadka? Bo ja, doprawdy, ani się do wielkiej, ani do małej mądrości nie poczuwam”.
    Troski o duszę i przejawy walki o jej dobro nie można nazwać zarozumiałością. Sokrates starał się namawiać innych, żeby nie troszczyli się o pieniądze, czy ciało, lecz o duszę właśnie. Stwierdza, że to dzielność jest początkiem bogactwa i dobrobytu, a nie na odwrót. Zadawanie pytań, bycie „kal bąk z ręki boga puszczony, co siada miastu na kark” służyło nie ośmieszaniu innych, lecz temu, aby ludzie mogli uświadomić sobie własną niewiedzę, aby skłonić ich do głębszego namysłu.
    Sokrates nie był zarozumialcem, był po prostu filozofem. Poszukiwał prawdy, o którą wciąż trzeba pytać i mądrości, której nieustannie trzeba poszukiwać. Tej wytrwałości jego sędziom zabrakło.

  18. Sokrates był uważany przez swoich współczesnych za zarozumialca, człowieka próżnego i pysznego. Niniejszym potwierdza się teza, że Sokrates wyprzedził swoją epokę. Te dwa określenia czy też oskarżenia- zarozumiały i przeciwnik demokracji-stanowią przeciwieństwo jego postawy oraz głoszonych przez niego prawd.
    Sokrates, jak głosił w swojej obronie, wypełniał misję wyznaczoną mu przez bogów: „Bo przecież ja nic innego nie robię, tylko chodzę i namawiam młodych spośród was i starych, żeby się ani o ciało, ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim, ani i tak bardzo jak o duszę, aby była jak najlepsza(…)”. Według niego najważniejszą powinnością w życiu człowieka powinno być osiągnięcie cnoty jako dobra bezwzględnego. Tę najważniejszą prawdę starał się przekazać ludziom w sposób jak najbardziej dosadny. To spotkało się z oburzeniem. Nikt przecież nie lubi, kiedy wytyka mu się własne błędy czy wady, nikt nie lubi być krytykowanym. Nie zarozumiałość, ale pewność siebie oraz swoich przekonań zgubiła filozofa.
    Sokrates w swojej mowie nie wypowiedział się otwarcie na tematy polityczne, jednak śmiało można wysnuć tezę, że był zwolennikiem rządów ludu i jednym z najwierniejszych przedstawicieli demokracji. Poddał się woli większości- skazania go na śmierć- nie bronił się, nie oponował. Przyznał, że się nie zgadza, że oskarżyciele nie mają racji, starał się udowodnić słuszność swoich przekonań, ale jak powiedział, sam nigdy nie wystąpił przeciwko prawu. Dowodzi tego również historia, kiedy Sokrates został już skazany, a kiedy jego uczniowie umożliwili mu ucieczkę z więzienia, Sokrates odrzucił propozycję i z pokorą przyjął wydany na niego wyrok.
    Podsumowując, o wierności głoszonych przed niego tez świadczy poniższy fragment:
    „Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności i zbyt mało mi się chce mówić takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo, co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności, jak ja uważam, takie, jakeście zwykli słyszeć od innych”.

  19. Bogowie mówią mu, że jest najmądrzejszy. Przez skromność nie wierzy im i pragnie udowodnić, że się mylą. Dochodzi do wniosku, że największą mądrością jest świadomość swojej niewiedzy. Skoro Sokrates nic nie wie, to skąd wie że dzielność prowadzi człowieka do wszelkich dóbr i bogactwa, że śmierć jest dobra, że należy dbać o duszę, że tylko cnota prowadzi do szczęścia. Twierdzi, że nigdy nie był nauczycielem, ale poucza innych: „…próbowałem każdego z was namawiać, żeby o żadną ze spraw swoich nie dbał prędzej, zanim dbać zacznie o siebie samego, by nie stał się najlepszym i najmądrzejszym, ani się o sprawy państwa nie troszczył, zanim o państwie samym nie pomyśli…”. Mówi do oskarżycieli, że nie należy gnębić nikogo, ale pracować nad samym sobą, tymczasem gani innych: „…nie wstydzisz się (…) dbać o sławę, o cześć, o rozum i prawdę, i o duszę, żeby była jak najlepsza, ty nie dbasz i nie troszczysz się o to?”. Fałszywą skromnością jest twierdzić, że nic się nie wie i jednocześnie być świadomym, że wie się wszystko, tj. jak żyć. Sokrates to człowiek próżny, gdyż chełpi się tym, co mówi wyrocznia i spędza życie na udowadnianiu sobie i innym, że jest najmądrzejszy. Nie dba o dom, rodzinę, pieniądze. Idzie na łatwiznę. Uzurpuje sobie prawo do uświadamiania ludziom ich niewiedzy. Jest bardzo mądry, ale niestety zarozumiały i pyszny.
    Sokrates nie mówi, że demokracja jest zła. Najważniejsza jest dla niego słuszność sądu, a nie to czy decyzja została podjęta w sposób demokratyczny: „Ja bym przed nikim nie ustąpił wbrew słuszności i ze strachu przed śmiercią…”. Gdyby uchwały ludu były zgodne z prawem, to prawdopodobnie głosowałby za nimi. Oznacza to, że nie jest wrogiem demokracji, a wrogiem bezprawia.

  20. Po przeczytaniu „Obrony Sokratesa” odnoszę wrażenie, że Sokrates nie był człowiekiem zarozumiałym. Nie można zarozumialstwa identyfikować z pewnością swoich osądów jak to robili mieszkańcy Aten. Sokrates cały czas dążył do samodoskonalenia i tym różnił się od innych ludzi. Podczas, gdy każdy mieszkaniec Aten uważał się z mądrego, to Sokrates był świadomy swojej niewiedzy i uważał to za największą mądrość – „ A czyż to nie jest głupota, i to ta najpaskudniejsza: myśleć, że się wie to, czego człowiek nie wie?”.
    Gdy usłyszał od Pytii obwieszczenie, że nie ma mądrzejszego od niego, to wcale się tym nie afiszował, tylko, wręcz przeciwnie, starał się to dokładnie zbadać, poprzez rozmowę z politykami, poetami czy rzemieślnikami. Po tychże rozmowach stał się znienawidzony w tych kręgach w których odbywał rozmowy z przedstawicielami tych profesji. Tak więc to chyba nie Sokrates był zarozumiały?
    Odpiera zarzuty Meletosa dotyczące braku wiary w bogów. Sokrates cały czas podkreślał, że nie boi się śmierci. Nawet pod koniec procesu wyznał, że woli poddać się woli bożej jaką jest śmierć niż być uwięzionym czy wygnanym.
    Przez całą swoją wypowiedź jest opanowany, potrafi odeprzeć każdy argument swoich oskarżycieli. Jest pewny co do swojej niewinności i stara się to odpowiednio pokazać. Gdy już usłyszał wyrok, stwierdził, że przegrał nie przez brak argumentów przemawiających za jego niewinnością, a przez brak bezwstydności i bezczelności, które to cechy są poniżej jego godności, a z pewnością były pożądane przez ateński sąd.
    Przechodząc do drugiej części pytania, myślę, że Sokrates nie był wrogiem demokracji. Owszem, krytykował jej system działania(któż tego nie robi), ale dobrowolnie poddał się wyrokowi sądu. Zawsze przestrzegał prawa, nawet jeśli czasami bywał w zdecydowanej mniejszości to i tak pozostawał nieugięty. Miał swoje zdanie i umiejętnie je bronił, nie ulegając presji otoczenia. Być może, w tamtych czasach został źle odebrany i dlatego skończył tak tragicznie.

  21. Jeden na pięciuset, pięciuset na jednego – którą stronę poprzeć, a którą skazać. Trudno jest ocenić coś obiektywnie, jeśli korzystamy tylko z opisów jednej strony tego zdarzenia. Postanowiłam zaufać Platonowi i pokładać w Sokratesie te same nadzieje jakie on wtedy w nim pokładał.
    Człowiek z natury w pełni cielesny i porywczy mógłby jednym swoim działaniem pokazać komuś niezgodę na sytuację i złość (np. podczas walki jeden na jednego ) Co robi jednak człowiek „cywilizowany” ? Wciąż ponoszony tymi samymi emocjami od wewnątrz, jako narzędzie walki obiera kulturalną rozmowę. Prezentuje swoją ogładę i chroni życie, ale wystarczy. że znajdzie się w sytuacji podbramkowej lub dozna chwilowej słabości, aby wytrącić się z równowagi. Nagle w granicach kultury pojawia się w wypowiedziach ironia, sarkazm i przesadna pewność siebie. W dzisiejszych czasach uwydatnia się to w dyskusjach politycznych kiedy przeciwnicy nie potrafiąc w sensowny sposób obronić swoich poglądów, atakują drugą stronę.
    Sokrates zgodnie z popieraną demokracją godzi się na proces przed sądem. Dostrzega jednak, że ludzie podążają za silniejszymi we władzy i bezrozumnie popierają każde ich słowo. Sokrates pozostawiony sam sobie stara się spokojnie i bez zwątpienia odpierać argumenty drugiej strony. Mówi jasno, rzeczowo i otwarcie. Nie kryje się z niczym a jedyne co tak zapada w pamięć na następne wieki to zdanie : „Wiem, że nic nie wiem”. Dowodzi to jego skromności i odwagi między ludźmi, którzy prestiż „intelektualny” bardzo wysoko sobie cenią. Sokrates w mojej ocenie wybrania się ze wszystkich argumentów przeciw sobie i ja podjęłabym inną decyzję co do jego osądu.
    Lecz kiedy zapada wyrok i Sokrates ma zaproponować własną karę – sytuacja się zmienia. Sokrates ironizuje decyzje sądu i ogłasza karę w postaci nagrody za swoje postępowanie. „Nie ma nic odpowiedniejszego, Ateńczycy, jak to, żeby takiemu obywatelowi dawać honorowy wikt w Prytanejon ”( str. 76, „Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton” Platon, Wyd. Antyk 2002). Oczywiście każdy obrońca Sokratesa popiera jego słowa i uważa, że to słuszna „kara”, ale i tak patrząc obiektywnie – skazany podważa wyrok w sposób dla przedstawicieli instytucji, rażący . Jest to jedyna możliwość walki z niesprawiedliwością, która go dotknęła. Nie powinno się oceniać ze stuprocentowym przekonaniem kto ma racje a kto nie, ale patrząc z odmiennego punktu widzenia sądu, który w swoim mniemaniu podjął słuszną decyzję, zachowanie Sokratesa, może być rażące i zarozumialcze.
    W mojej ocenie Sokrates po prostu nie zgadza się z werdyktem i dostrzega błędy demokracji, które skazują go na śmierć. Warto jednak zauważyć, że nie ma pretensji co do składu sądu czy jego ilości, ale czasu w jakim został przeprowadzony proces. Nie godzi w podstawowe zasady demokracji, a w nieścisłości, które mogłyby się poprawić. Pozwala mi to twierdzić, że nie jest on przeciwnikiem demokracji, a osobą, która nie bierze wszystkiego za pewnik i wciąż chce się rozwijać – w tym samym kierunku według niego powinna iść demokracja.

  22. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Osoba zarozumiała to ktoś egocentryczny, zuchwały, nadmiernie wychwalający się. Podczas refleksji po lekturze dzieła Platona nie znalazłam podobieństw między opisaną powyżej osobą a Sokratesem. Czy zuchwalec po otrzymaniu proroctwa, że jest najmądrzejszy na świecie szukałby osoby, która byłaby mądrzejsza od niego samego? A może spocząłby na laurach i miałby kolejny, tym razem niepodważalny powód mobilizujący go do wywyższania się do końca życia? Sądzę, że odpowiedź jest oczywista. Sokrates podczas swej obrony niejednokrotnie podkreślał, że osoby, które kiedykolwiek i cokolwiek mu zarzucały i zarzucają to ludzie, którym, mówiąc wprost, Sokrates uraził ambicje i w sposób jakże szybki i łatwy udowodnił, że nie są aż tak mądrzy za jakich chcieli uchodzić. Te oto osoby zawstydzone swą głupotą i zaślepione chęcią zemsty w końcu doprowadziły do jego procesu. Gdyby nie to, Sokrates prawdopodobnie dożyłby później starości, nauczając rozróżniania wiedzy od niewiedzy aż do śmierci. Jednak im dłużej przemawiał, tym większe przeświadczenie, że decydujący wpływ na wyrok odegra nie oskarżony i jego obrona a uprzedzenia. Na jego korzyść świadczą słowa zrezygnowanego już starszego człowieka „Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie widomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności. (…) Wolę zginąć po takiej obronie niż tamtym sposobem żyć.” Analizując powierzchownie jego wypowiedź możemy dostrzec nutę egoizmu ale zważywszy na okoliczności jest to po prostu wyraz jego racjonalnego myślenia oraz konsekwencji. Mimo wszystko był on jednostką nieprzeciętną i doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego położenia i powagi sytuacji. Z tego powodu często powoływał się do rozsądku i sumienia sędziów „tak to się przynajmniej mnie przedstawia, żebyście mi darowali sposób mówienia (…) a na to tylko zważali, czy ja słusznie mówię, czy nie.” Czy wróg demokracji poddałby się organowi systemu demokratycznego jakim jest sąd? Czy brałby udział w trzech bitwach w imię swej ojczyzny? Demokracja bierze pod uwagę pewną wolność jednostki więc dlaczego nie mogłaby ona wypowiedzieć się na temat zalet i wad państwa nawet jeżeli miałoby to dotyczyć bezpośrednio określonej instytucji lub organu.
    Platon „Uczta, Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton, Fedon” Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 1984.

  23. „Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono” – napisała Wisława Szymborska w wierszu „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”. Choć okoliczności, które stanowiły inspirację dla noblistki do napisania tego wiersza były odległe od czasów antycznych, to ów cytat w kontekście dokonań Sokratesa wydaje mi się trafny. Dlaczego?
    Filozof na pierwszy rzut oka może być odebranym jako zarozumialec. Czymże jest jednak zarozumialstwo? Wykazywaniem innym swej wyższości poprzez uświadamianiem im swej niewiedzy. Czy Sokratesowi zależało na tej wyższości i satysfakcji zeń? Sam, co prawda, stwierdza, że „ (…) badanie tych co myślą, że są mądrzy, a nie są” „to wcale przyjemna rzecz” (któż zaprzeczy?), lecz mówi to w kontekście swoich słuchaczy, sam się od tych uczuć dystansując. Sprawdza wiedzę obywateli, która według niego jest jedynie powierzchowna. Staje się sui generis sumieniem Ateńczyków, dręczącym ich o to by zaczęli dbać o wyższe wartości i sami przestali być… zarozumiałymi. A im obywatele poleis „dzielniejsi”, tym lepiej dla całej społeczności i samej demokracji, którą wszak oni tworzą.
    Wracając jednak do pierwszego cytatu – także i Sokrates został sprawdzony, i egzamin ten zdał, nie deprecjonując swej postawy w żadnym punkcie. Co więcej – on samą śmierć wtłacza w ramy swej filozofii i mówiąc o swej przyszłej karze znów staje się „zarozumialcem” dla współobywateli, mając zapewne wciąż nadzieje, że jego myśli zakiełkują w przyszłości.
    Jedno tylko przeczucie naszego myśliciela nie jest chyba trafne (w kontekście mego pierwszego cytatu): „ [Wróżbici – przyp. B.G.] mówią wiele pięknych rzeczy, tylko nic z tego nie wiedzą, co mówią. Zdaje mi się, że coś takiego dzieje się i z poetami.” Rozgrzeszmy go jednak jego własnymi słowami: „wiem, że nic nie wiem”.

  24. Ciężko Sokratesa nazwać zarozumialcem, choć nie raz można odnieść takie wrażenie wczytując się w jego słowa, gdzie każdemu po kolei udowadnia, że jest mądrzejszy od niego, tylko dlatego, że zdaje sobie sprawę z tego, że wcale mądry nie jest. Ten właśnie paradoks Sokrates uważa za swój atut, dający mu wyższość nad innymi, sam zresztą mówi jakby w odpowiedzi na słowa Pytii: „Bo ja doprawdy, ani się do wielkiej, ani do małej mądrości nie poczuwam” (1). Sokrates nie jest zarozumialcem, jest raczej człowiekiem z poczuciem misji głoszenia swojej wizji i poglądu na świat i choć można odnieść wrażenie, że Sokrates ośmiesza swoich kolejnych rozmówców udowadniając im ich głupotę to nie robi tego wcale po to, żeby ich ośmieszyć dla samego ośmieszenia a jedynie, żeby pobudzić do myślenia. Sokrates tak tłumaczył swoją misje: „bogu pomagam i dowodzę takiemu, że nie jest mądry”(2), a dalej mówi również „Tak rozkazuje bóg, dobrze sobie to pamiętajcie, a mnie się zdaje, że wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża. Bo przecież ja nic innego nic robię, tylko chodzę i namawiam młodych spośród was i starych, żeby się ani o ciało, ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim, ani i tak bardzo jak o duszę, aby była jak najlepsza: i mówię im, że nie z pieniędzy dzielność rośnie, ale z dzielności pieniądze i wszelkie inne dobra ludzkie i prywatne, i publiczne” (3)
    Sokrates krytykuje demokrację, czemu nie można się tak naprawdę dziwić, wszak demokracja to rządy ludu, a jak Sokrates dowodzi w swojej obronie lud jest głupi. Czy głupi lud może dobrze rządzić państwem? Dodatkowo uczniowie Sokratesa, chociażby Platon, jawnie mówili o swojej niechęci do systemu demokratycznego. Jednak zdaję się, że najważniejsze dla Sokratesa w państwie jest prawo, o którym tak mówi: „ Wtedy ja jeden spomiędzy prytanów postawiłem się wam, że niczego nie będę robił wbrew prawu, i głosowałem przeciw uchwale, chociaż retory gotowe były mnie na miejscu denuncjować i kazać zaraz odprowadzić, a wyście tego żądali i wrzeszczeli; uważałem jednak, że powinienem raczej przy prawie i słuszności stać, bez względu na niebezpieczeństwo, aniżeli się was trzymać, kiedy bezprawia uchwalacie, ze strachu przed więzieniem lub śmiercią” a następnie dodaje znacząco: „Ale to było jeszcze za czasów demokracji”(4)

    Obrona Sokratesa http://pbi.edu.pl/book_reader.php?p=1896&s=1
    (1) s. 5
    (2) s.7
    (3) s.14
    (4) s. 16

  25. Według Słownika Języka Polskiego zarozumiały jest człowiek wynoszący się ponad innych, mający zbyt wysokie mniemanie o sobie. Ogólnie przeceniający swoją rzeczywistą wartość. Czy zatem Sokrates był zarozumialcem?
    Przesadnie skromny też nie był: widać to po sposobie jego wypowiedzi (przestrzegał przed wydaniem na niego kary śmierci, aby tym sędziowie nie obrazili bogów). Twierdził też, że został posłany do miasta przez bogów aby pobudzać ateńczyków do myślenia.
    Według pierwszej części definicji można by pomyśleć że Sokrates jednak zarozumiały jest, ale druga część nasuwa wątpliwości. Bo czy Sokrates przeceniał swoją wartość, mądrość, skoro wszyscy z którymi rozmawiał wydawali się głupsi od niego?
    Przecież nawet wyrocznia, wielki autorytet, stwierdziła, że filozof ten jest najmądrzejszy. Jest o tym mowa w Obronie Sokratesa Platona: „[…]zapytał tedy wprost [Chajrefon wyroczni w Delfach], czyby istniał ktoś mądrzejszy ode mnie. No i Pytia odpowiedziała, że nikt nie jest mądrzejszy.” A wyroczniom jak wiadomo nie wolno się sprzeciwiać tylko z pokorą przyjąć ich decyzje.
    Sam Sokrates opowiada o tym, że usilnie szukał człowieka o którym mógłby powiedzieć, że jest mądrzejszy od niego samego. Poszukiwał kogoś kto udowodniłby swoją mądrością, że wyrocznia jednak nie ma racji. Jednak człowieka takiego nie znalazł co udowadnia, że nie bezpodstawnie żywił przekonanie o swojej mądrości.
    Więc i druga część definicji zarozumialstwa w odniesieniu do Sokratesa zostaje obalona.
    Reasumując, z dzieła Platona wynika, że w Atenach nie było mądrych ludzi oprócz Sokratesa, który wcale nie był zarozumiały. Filozof musiał ciężko pracować przy udowadnianiu innym ich głupoty. A ponieważ nikt nie lubi jak się mu mówi, że jest głupi, więc jest rzeczą naturalną, że Sokrates nie był zbyt lubiany przez sobie współczesnych.
    Jeśli chodzi o to czy Sokrates był wrogiem demokracji, to uważam, że nie. Potępia ją tylko w takiej postaci w jakiej była w Atenach (bezprawie, korupcja, niesprawiedliwość). Nie był wrogiem żadnego ustroju w jego czystej definicji. Protestował tylko przeciw niesprawiedliwości. A czy była to niesprawiedliwa demokracja czy oligarchia na to raczej nie zwracał uwagi. Walczył tylko o sprawiedliwość i nie pogwałcanie zasad etycznych i moralnych.

  26. Mam wrażenie, że Sokrates w naszej debacie również zostanie skazany. Zostanie wrogiem demokracji i zarozumialcem. Zrozumienie tekstu wymaga ode mnie zajęcia zgoła innego stanowiska. Po pierwsze: to nie Sokrates był zarozumiały tylko Ateńczycy. Po tym czego dowiedział się Chajrefont od Pyti, Sokrates zaczął badać, czy rzeczywiście to on jest najmądrzejszy. W końcu przepowiednie nigdy nie były oczywiste (przypadek Midasa). Wnioski:
    „Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje”

    Mądrość Sokratesa płynie ze świadomości własnej niewiedzy i chęci poprawy tego stanu. Niestety było to casus belli w sporze między Ateńczykami a filozofem: „Meletos się obraził za poetów, Anytos za rzemieślników i polityków, a Likon za mówców.”

    Oskarżony doskonale wiedział, że to proces, gdzie o winie zadecyduje nie akt oskarżenia, a wcześniejsze uprzedzenia. Mówił prawdę, starał się wyłożyć swoje racje, niestety tą linią obrony sam się zabił. Bynajmniej, nie udowadnia to zarozumialstwa. Czy głoszą prawdę tylko zarozumiali. Powtarzam, to Ateńczycy nie chcąc dokonać refleksji sami zabili niewygodną figurę. „Zdaje mi się, że czymś takim dla miasta ja właśnie jestem, od boga mu przydany; ja, który was ciągle budzę i nakłaniam, i zawsze besztam każdego z osobna po całych dniach, to tu, ówdzie przysiadając. Takiego drugiego niełatwo dostaniecie, obywatele; toteż jeżeli mnie posłuchacie, to nie zechcecie się mnie pozbywać.” Nie rozumiem jak można pomyśleć, że Sokrates był wrogiem demokracji. Kto dzielnie połową swojej tarczy osłaniał innego obywatela pod Amfipolis i Delion? Czy jeśli zażądam zmian w instytucjach demokratycznych to znaczy, że jestem wrogiem ustroju? Jak w takim razie przeprowadzać niezbędne reformy? Chciałbym przypomnieć, że Wcześniej to Sparta pokonała Ateny; później Macedonia- państwa o innych ustrojach. Rację miał Sokrates: „Przepowiadam wam więc, obywatele, którzyście mnie zabili, że przyjdzie na was kara zaraz po mojej śmierci,
    znacznie cięższa, na Zeusa, niż ta, którą mnie zabijacie. Bo wyście to dziś popełnili myśląc, że się pozbędziecie ciągłego rachunku sumienia w życiu; tymczasem wypadnie wam coś całkiem przeciwnego. Powiadam wam.”

    Tomasz Nowakowski

  27. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji?
    Po przeczytaniu lektury „Obrona Sokratesa”, napisanej przez wiernego ucznia Sokratesa – Platona, wyciągnęłabym następujące wnioski. Wydaje mi się, że Sokrates był człowiekiem niezwykle głęboko myślącym, który umiłował prawdę, rozumiał i popierał demokrację, chociaż nie był człowiekiem nieomylnym.
    Według mnie, osobę Sokratesa można uważać za wyjątkowo ciekawy temat do prowadzenia różnego rodzaju dyskusji, wywołujące skrajne reakcje. Z jednej strony widzimy go jako postać skromną, bezinteresowną, spokojną i rozsądną. Motto greckiego filozofa także nie brzmi zbyt optymistycznie „Wiem, że nic nie wiem”.
    Jednocześnie widzimy człowieka narcystycznego, odważnego; człowieka, który jest w stanie przekonać każdego, że jest w błędzie, że nie ma racji; człowieka, który bezwstydnie nazywa siebie mędrcem.
    Bardzo ciekawym wydał mi się jego życiowy cel, znalezienia kogoś mądrzejszego od niego samego. Prawdę mówiąc nie rozumiem tego. Jego myślenie doprowadziło do stwierdzeń, mówiących o tym, że politycy, którzy uważają się za mądrych, w rzeczywistości tacy nie są, poeci, nie rozumieją o czym piszą, rzemieślnicy nie znają się na niczym, oprócz swej pracy.
    Mogę z pewnością stwierdzić, że każdy człowiek uważa siebie w mniejszym lub większym stopniu za mądrego, gdyż jest to naturalne pragnienie dążenia do wyrażania siebie w pełni. Jeżeli zaczniemy myśleć jak Sokrates, to wychodzi, że milczenie o swej mądrości czy o obszernej wiedzy stanowią gwarancję prawdziwej mądrości.
    Mamy tu pewnego rodzaju nieścisłość. Uważam, że wszystkiego nie możemy wiedzieć z przyczyn fizycznych. Skłamię jeżeli powiem, że nic nie wiem. Sokrates też skłamał. Rozumiem dobrze, że wiem tylko bardzo małą część możliwego. Każdy człowiek ma własną wiedzę, w różnych ilościach i kierunkach.
    Weźmy na ten przykład fakt, iż nawet dzisiaj ludzie nie wiedzą zbyt dużo o tym, skąd się wziął świat, kosmos, jak wygląda życie po śmierci – w takich kwestiach nie sposób nie zgodzić się z Sokratesem.
    Z kolei w kwestiach dotyczących kultury, technologii, człowiek wie sporo, bowiem on jest tego twórcą. W przypadku, kiedy Sokrates mówi, że nic nie wie, próbuje przekonać innych, a czy to nie jest niedorzeczne?
    Jeżeliby Sokrates naprawdę nic by nie wiedział, to nie udało by mu się zwyciężać w dyskusjach z ludźmi mądrymi i inteligentnymi, którzy wiele wiedzą, a tym samym, nie zostałby przez nich oskarżony. Mówił że nic nie wie, jednak chciał powiedzieć ludziom prawdę. Pytanie, czy można wtedy traktować jego prawdę jako jedyną możliwą prawdę?
    Moim zdaniem traktowanie Sokratesa jako wroga demokracji będzie wielkim złudzeniem. Sokrates, dobrze, a może nawet lepiej, niż większość dziś, rozumiał czym jest demokracja. Rozumiał on to i wtedy, kiedy stał przed sądem, stawką którego było jego życie, zależne od woli mieszkańców Aten, którym, moim zdaniem, Sokrates ufał.
    Filozof mówił to, co myślał, nie zważając na to, że mógł ranić słowem. Prawda dla niego była ważniejsza niż życie. Po wysłuchaniu wyroku sądu, nie zaczął jednak przepraszać oskarżycieli i prosić sądu o miłosierność, nie żałował też swoich słów, w dalszym ciągu uważał swe poglądy za słuszne: „ Więc oni, jak ja mówię, bodajże i słowa prawdy nie powiedzieli; wy dopiero ode mnie usłyszycie całą prawdę; więc trzeba się bronić, obywatele, i trzeba próbować wyjąć wam z uszu potwarz, która tam długi czas siedziała…”. I nawet wtedy, gdy większa część zagłosowała na karę śmierci, Sokrates spokojnie odpowiedział „Nie spodziewałem się tak małej większości — myślałem o wielkiej. A tu, jak widzę, gdyby tylko trzydzieści skorupek było padło w drugą stronę, byłbym został uwolniony”.
    Sokrates wierzył w demokrację, w siłę narodu, w to, że jaką nie byłaby decyzja polityków i urzędników, co by władza nie powiedziała, ostateczna decyzja ma należeć do narodu i tylko naród może decydować o sprawiedliwości – a wola większości ma kierować państwem – na tym przecież opiera się demokracja.

  28. Jak pisze Władysław Tatarkiewicz, Sokrates nie obiecywał swoim uczniom, że przekaże im poznaną już przez siebie wiedzę i prawdę. Gwarantował jedynie, że wspólnie będą tej prawdy poszukiwać. Podkreślał przy tym ograniczoność wiedzy własnej wtedy, gdy inni ulegali złudzeniu, że posiedli ją w całości. Równocześnie przyznawał, iż potrafi rozróżnić dobro od zła dzięki wiedzy intuicyjnej, powszechnej, zaś dzięki rozumowaniu indukcyjnemu dochodził do definicji pojęć, które mógł w swoim mniemaniu bez wątpienia uznać za uniwersalne i trafne. (W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t.I Filozofia starożytna i średniowieczna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968, s.83-85).
    W parze z opisywanym przekonaniem u Sokratesa szło przekonanie, iż skoro sam potrafił zdobywać wiedzę, winien przekazywać ją kolejnym osobom, pobudzać w nich refleksję i krytyczne myślenie. Należy w tym miejscu nadmienić, że w ocenie Sokratesa zdobywanie wiedzy prowadziło do cnoty, a zatem przyczyniało się do moralnej naprawy jednostek (Ibidem, s.82 i 85.). Bezpłatną naukę w formie dyskusji, jaką proponował każdemu, Sokrates traktował niezwykle poważnie:
    „(…) mnie się zdaje, że wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża. Bo przecież ja nic innego nie robię, tylko chodzę i namawiam młodych spośród was i starych, żeby się ani o ciało, ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim, ani tak bardzo, jak o duszę, aby była jak najlepsza” (Obrona Sokratesa [w:] Platon, Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton, s.58, Wydawnictwo ANTYK, Kęty 2002, s.69).
    Sokrates wierzył więc niezachwianie w trafność własnego postrzegania świata i w to, że propagując je, pomaga innym i wyświadcza ogromną przysługę całemu społeczeństwu Aten. Porównuje wszak siebie do zesłanego przez bóstwo bąka, który pobudza do aktywności wspaniałego, lecz gnuśnego konia (Ibidem, s.70). Przekonanie to prowadzi Sokratesa do formułowania twierdzeń, które powierzchownie odczytane mogłyby być uznane za przejawy pustego zarozumialstwa – w tym do zarzucania głupoty całym grupom (artystom, rzemieślnikom; Ibidem, s.60).
    Skoro Sokrates widział wokół siebie wielu głupców i pyszałków, czy tym samym dyskwalifikował ich jako aktywnych uczestników procesów zarządzania państwem, a tym samym odrzucał demokrację? Niewątpliwie filozof w swojej mowie szczególnej krytyce poddaje polityków, które to pojęcie w Atenach – gdzie panowała demokracja bezpośrednia – musiało mieć szerszy zakres znaczeniowy niż obecnie. Sokrates tak opisuje spotkanie z nienazwanym z imienia politykiem:
    „otóż, kiedym tak z nim rozmawiał, zaczęło mi się zdawać, że ten obywatel wydaje się mądrym wielu ludziom, a najwięcej sobie samemu, a jest? Nie! A potem próbowałem mu wykazać, że się tylko uważa za mądrego, a nie jest nim naprawdę. (Ibidem, s.58)”
    Sokrates potrafi również, przypominając sprawę sądu nad dowódcami zwycięskiej floty ateńskiej, nazwać działania demokratycznego organu państwowego „bezprawiem” (Ibidem, s.71). Nie nawołuje jednak do rezygnacji z demokracji jako takiej. Nie twierdzi, by przyczyną jej złego w jego mniemaniu działania były błędnie zorganizowane instytucje, lub by chybiona była sama idea ludowładztwa. Jeśli zachodziła taka konieczność, nie uchylał się od uczestnictwa w życiu publicznym, w tym od służby w wojsku (W. Tatarkiewicz, op.cit., s.80.). Błędne decyzje podejmowane w wyniku demokratycznych procesów filozof postrzegał raczej jako efekt niedostatecznej wiedzy i uprzedzeń poszczególnych jednostek, a stan ten w jego ocenie nie był nieunikniony. Sokrates uważał przecież, że wiedzę, a w konsekwencji cnotę, można nabywać przez całe życie, jeśli tylko człowiek zechce się uczyć (Ibidem, s.82). Oznacza to, że o ile można określić filozofa jako krytyka współczesnych mu realiów politycznych, o tyle trudno zarzucać mu wrogość wobec demokracji w ogóle.

  29. Pewność swoich sądów to jeszcze nie zarozumiałość. Sokrates przyznaje, że istnieją mądrzejsi od niego w wielu rzeczach, dużo nowego może dowiedzieć się np. od rzemieślników („Ci wiedzieli rzeczy, których ja nie wiedziałem i tym byli mądrzejsi ode mnie”(str.254)). I nawet to, co pochopni nazwą zarozumiałością (próba dowiedzenia słuszności delfickiego sądu), nie stanowi czegoś, czym filozof mógłby się pysznić i wywyższać, choćby ponad rzemieślników. Co więcej, Sokrates przyjmuje postawę służebną, podkreśla, że wskazywać drogę do cnoty, utożsamianej z prawdą, jest jego misją, potwierdzeniem boskich słów wyroczni („(…)posłucham boga raczej, aniżeli was i póki mi tchu starczy, póki sił, bezwarunkowo nie przestanę filozofować i was pobudzać, i pokazywać drogę każdemu, kogo tylko spotkam”(str.267)). Sokrates jawi się burzyciel ładu i demoralizator, ale tylko dla tych, którzy go nie rozumieją, którym jego przewrotność wyrażaniu się, ironia, przesłaniają sens jego słów. To raczej pewność swoich sądów pozwoliła Sokratesowi nazwać Meletosa „zbrodniarzem” (str. 257) i udowodnić mu bezzasadność oskarżenia o demoralizację i niewiarę w bogów (str. 257-264). Prawdziwą ułomnością ludzką jest dla Sokratesa niewiedza i wynikające z niej zło („(…) mówią, że to ostatni łajdak ten jakiś Sokrates i psuje młodzież. A jak ich ktoś pyta, co on robi takiego i jak naucza, nie umieją nic powiedzieć, nie wiedzą;”(str.256)). Myślę, że zobaczyć w Sokratesie zarozumialca to nie docenić istoty jego odwagi w mówieniu ludziom prawdy. Tylko bezrefleksyjna ocena może nazwać Sokratesa zarozumialcem. Być może taka właśnie postawa, źle odczytana jako zarozumiałość sprowadziła na niego najwyższy wymiar kary. Sokrates nie był wrogiem demokracji, choć wielokrotnie ją krytykował („ gdyby u was istniało prawo jak u innych ludów, żeby w sprawach gardłowych nie jeden tylko dzień sądzić, ale kilka, to prawdopodobnie dalibyście się przekonać” (str.279)), walczył niegdyś w bitwach jako hoplita, a swoich słuchaczy w procesie nazywał obywatelami. Daimonion zabronił filozofowi zajmować się polityką (str.271), jednak kiedy stanął przed taką koniecznością, bronił prawa („(…)ja jeden postawiłem się wam, że niczego nie będę robił wbrew prawu”(str.271)) czy to za demokracji, czy oligarchii (str.272). Jego postawę wobec władzy cechowało raczej trwanie przy prawdzie i poszukiwanie cnoty, bez względu na niebezpieczeństwa ze strony systemu. Tak, jakby „znacznie więcej obawiał się żyć i być lichym człowiekiem” (str265).

    Strony za wydaniem: Platon „Uczta, Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton, Fedon” Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 1984.

  30. Mowa Sokratesa nie jest wymierzona w demokrację. Był on jednym z sofistów i tak jak oni swą działalność filozoficzną oparł na badaniu istoty ludzkiej. Zajmował się tylko człowiekiem i dlatego w mowie obronnej krytykował ludzi, a nie ustrój. Uważał, że to właśnie ludzie ponoszą odpowiedzialność za jego skazanie, za ówczesną sytuację w Atenach itp.
    Sądzę także, że Sokrates nie był zarozumialcem. Nie narzucał ludziom swojego zdania, lecz dyskutując z nimi próbował sprawić, by sami uwierzyli w słuszność jego słów i przyznali mu rację. Nie mówił też, że nauczy ich prawdy, obiecywał wraz z nimi jej szukać.
    Sokrates twierdził, że został skazany nie za konkretne czyny, a na tle opinii, która ukształtowała się o nim wśród społeczeństwa ateńskiego. – „(…) mówią, że to ostatni łajdak ten jakiś Sokrates i psuje młodzież. A jak ich ktoś pyta, co on robi takiego i czego on naucza, nie umieją nic powiedzieć, nie wiedzą;” (Platon, Obrona Sokratesa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1982, str. 256)
    Dlatego też przeprowadzał analizy i diagnozował różne grupy społeczne, np. polityków. Rozmowy z nimi utwierdziły go, że zależy im tylko na nieposzlakowanej opinii i uważają siebie za najbardziej inteligentne osoby w kraju. Sądzę, że Sokrates udowodnił im w ten sposób pychę i zarozumiałość, o czym mogą świadczyć słowa:
    „(…) zaczęło mi się zdawać, że ten obywatel wydaje się mądrym wielu innym ludziom, a najwięcej sobie samemu, a jest? Nie! A potem próbowałem mu wykazać, że się tylko uważa za mądrego, a nie jest nim naprawdę. No i stąd mnie znienawidził…” ((Platon, Obrona Sokratesa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1982, str. 253)
    Podsumowując, sądzę, że Sokratesa nie należy uznać za wroga demokracji, gdyż nie krytykował on tego ustroju, a wskazywał na błędy popełniane przez ludzi odpowiedzialnych za kształt ustroju państwa. Nie był także zarozumialcem, gdyż potrafił udowodnić tę cechę innym, np. politykom, a sam był tylko i wyłącznie dumny ze swej działalności, co nie jest jednoznaczne z zarozumialstwem. Miał wysokie poczucie własnej wartości, czuł się wyjątkowy. Stosował w swym życiu żelazną dyscyplinę i kierował się sztywnymi zasadami, wymagając wiele od innych, ale przede wszystkim od siebie samego.

  31. Uważam, że Sokrates nie był człowiekiem zarozumiałym, tylko człowiekiem dążącym do poznania prawd, które poznać się da. „Ja się, obywatele, i na tym punkcie różnie od wielu innych ludzi i jeżelibym naprawdę powiedział, że jestem pod jakimś względem mądry to właśnie pod tym, że nie mając dostatecznego pojęcia o tym, co w Hadesie, zdaję też sobie z tego sprawę, że nie wiem”. Jego mądrość przejawiała się w poczuciu niewiedzy bo jak sam stwierdził, ten człowiek jest mądry, który tak jak on poznał, że nic nie jest naprawdę wart, tam gdzie chodzi o mądrość. Głupców nazywa tych, którzy żyją w przeświadczeniu, że coś wiedzą, a tak naprawdę nic nie wiedzą. Dlatego myślę, że nie był zarozumialcem, a myślicielem świadomym swojej wartości. „Przecież jeżeliby się ktokolwiek z was w powszechnej opinii wyróżniał mądrością czy odwagą, czy jakąkolwiek inna działalnością, a tak by się zachowywał, to byłby wielki wstyd?”
    Natomiast jeśli chodzi o drugą część pytania, czy Sokrates był wrogiem demokracji, to według mnie odpowiedź nie jest już jednoznaczna. Kiedy to Sokrates próbował stwierdzić słuszność wyroczni i poszedł do polityków, poetów i rzemieślników to na podstawie rozmowy z przedstawicielami tych grup stwierdził: „Dlatego, że swoją sztukę dobrze wykonywał, myślał każdy, że jest bardzo mądry we wszystkim innym, nawet w największych rzeczach, i ta ich wada rzucała cień na ich mądrość”. Także po tych słowach można stwierdzić, że nie każdy ma zdolności do wykonywania zadań wykraczających poza jego zawód, a więc nie każdy może brać aktywny udział w życiu politycznym. Z drugiej strony stwierdza, że jest przeciwko bezprawiu, udowadniając to poddaniu się wyrokowi sędziów, bez próby odżegnania ich od podjętej decyzji, jeśli została ona uchwalona wedle istniejących praw.
    Joanna Wężyk

  32. Sokrates, broniąc się przed oskarżeniami, nie rzuca słów na wiatr. Ma swoje zdanie i potrafi je poprzeć dobrymi argumentami. Cierpliwie wygłasza swoją obronę, ale jednocześnie mówi, że nie boi się śmierci.
    Twierdzi, iż rozmawia po to, by udowadniać ludziom ich brak mądrości, próbuje ich w sprytny sposób przekonać do swojego zdania. Podaje racjonalne argumenty, jednocześnie podkreślając ludzką głupotę i fakt, iż mądrością byłoby nie skazywanie go, ponieważ nie zrobił nic złego, a taki czyn mógłby przynieść im straty. Mówił: „Jeśli skażecie na śmierć mnie […] nie zaszkodzicie więcej mnie niż sobie samym”. Można to uznać za próbę manipulacji: będziecie mądrzy, jeśli puścicie mnie wolno.
    Wydaje się być człowiekiem, który nie zdaje sobie sprawy ze swojej pychy. Stawia siebie jako przykład dla innych, uważa, że wolą boga jest, by to on pokazywał ludziom ich głupotę i wyprowadzał ich z błędu. Stawia się na pozycji wyższej od innych ludzi, przez przekonanie, że jest mądrym dlatego, że wie, że nic nie wie. Pokazywanie im niewiedzy traktuje jako najważniejszy cel. Dążenie do cnoty uważał za niezwykle ważną wartość.
    Uważam, że Sokrates był zarozumialcem. W mojej opinii nie był on jednak wrogiem demokracji. Pokusiłabym się prędzej o stwierdzenie, że był pewnego rodzaju wzorem demokracji. Mimo iż nie chciał przyjmować faktu, że niektórzy mogą myśleć inaczej niż on, to nie starał się przekonywać innych siłą do swoich racji. Skupiał się na słowach. Mówił publicznie, że się z nimi nie zgadzał i wyrażał swoje zdanie w dyskusji. Swoją mądrością i pewnością siebie przekonał co do słuszności swojego zdania zapewne niejednego człowieka.

  33. W mojej opinii nie był zarozumialcem, myślę, że był jedynie świadomy własnej wartości i pewny swoich racji. Trudno mi zrozumieć co z zarozumialstwa miałoby bronienie i dowodzenie tego w co się wierzy i uznawanie tego za wartości najwyższe, jeżeli coś stanowi sens czyjegoś życia, to powinno być to bronione z równą pewnością, którą znajdujemy u Sokratesa . „Nie wymagajcie ode mnie więc, mężowie ateńscy, bym wobec was zachowywał się w taki sposób, który według mnie nie jest ani piękny, ani sprawiedliwy, ani pobożny…”, muszę przyznać pełną słuszność temu filozofowi. Czyż oskarżenia o ową pychę nie opieramy właśnie na tym, że nie kajał się on? U Tatarkiewicza czytamy, że gdyby przyjął inną postawę, prawdopodobnie nie byłby skazany, lecz cóż z tego, skoro straciłby szacunek do samego siebie, co jak mniemam, dla człowieka inteligentnego i honorowego, jest największą klęską. Podkreślam, iż była to obrona, nie prośba o przebaczenie, nie można się bronić i błagać o przebaczenie równocześnie. Trzeba się zdecydować, czy jest się słusznie czy niesłusznie oskarżonym. Sokrates jak dowodzi nie był winny i oddzielną sprawę stanowi jak było faktycznie, według niego nie zrobił nic niewłaściwego, a też nikt nie zdołał bezdyskusyjnie dowieść mu błędów. Dlaczego miałby wobec takiego stanu rzeczy nie przemawiać dumnie i z pełną świadomością własnej racji? Nie powinno się nazywać świadomości własnej wartości i odwagi w głoszeniu swoich poglądów zarozumialstwem. Ten paradoks dostrzegalny jest w bodaj wszystkich pokoleniach, o sobie mówić można jedynie negatywnie, kto przedstawia siebie w jasnym świetle, winny jest pychy i grzechu. Trudno nie dostrzec analogii do sprawy Sokratesa.
    Co do drugiej części pytania, przesadzonym wydaje mi się stwierdzenie” wróg demokracji”. Mógł ją nawet wyśmiewać, demaskować jej słabe punkty, jak krytyka sądu, lecz to jeszcze nie uprawnia do nazywania Sokratesa „wrogiem”. Gdyby nie uznawał tego ustroju mógłby opuścić Ateny, przecież, to było głównym celem jego oskarżycieli. Miał ku temu okazję zarówno przed wyrokiem, jak i po nim, lecz nie skorzystał z tego uznając nad sobą władzę opartą na demokracji właśnie. Nie sprzeciwiał się też wyrokowi jako „bezprawnemu”, przeciwnie czytając wypowiedź Ksenofonta(ucznia Sokratesa), dowiadujemy się, iż „ Wszyscy jednozgodnie przyznają, że żaden jeszcze człowiek, ile pamięć nasza sięga, nie zajrzał w oczy śmierci z większą godnością”.

  34. Myślę że Sokrates nie był zarozumialcem, choć takie wrażenie mógł sprawiać. Jego twierdzenie, że najwyższym przejawem mądrości jest przeświadczenie o własnej niewiedzy w przewrotny sposób stawia go w roli jedynego mędrca, której to zdecydowanie się wypiera. Jednakże mówi jednocześnie do obywateli: „wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża” co dowodzi, że ma się jednak za kogoś wyjątkowego, co podkreśla w swej mowie wypowiadając słowa ostrzeżenia: „jeśli mnie skażecie, to niełatwo znajdziecie drugiego takiego”. Jednak nie potępiał bym go za to. Ta zarozumiałość nie rodzi się bowiem z pychy, lecz wynika z autentycznej miłości do współobywateli, poczucia boskiej misji do spełnienia(„ja was, obywatele, kocham całym sercem, ale posłucham boga raczej aniżeli was i póki mi tchu starczy, póki sił, bezwarunkowo nie przestanę filozofować i was pobudzać, i pokazywać drogę każdemu, kogo tylko spotkam”) i godności osobistej(„Przegrywam, bo za mało mam nie argumentów, tylko bezwstydu i bezczelności, i zbyt mało mi się chce mówić wam takich rzeczy, których wy byście słuchali najchętniej: gdybym tu płakał i jęczał i gdybym nie wiadomo co wyprawiał, i mówił rzeczy poniżej mojej godności,”), to znaczy z pobudek jak najbardziej szlachetnych.
    Odpowiedź na drugą część pytania również wydaje się nie być oczywista. Sokrates uważa że większość ludzi w ogóle nie jest mądrą, zaś ci co mają jakąś wiedzę np.rzemieślnicy i tak nie posiadają umiejętności spoza ich dziedziny, wymaganych do rządzenia: „Dlatego że swoją sztukę dobrze wykonywał, myślał każdy, że jest bardzo mądry we wszystkim innym, nawet w największych rzeczach, i ta ich wada rzucała cień na ich mądrość”. To przekonanie powinno stawiać go jako wroga demokracji, lecz wykonując ostateczny wyrok sądu, podporządkował się decyzji demokratycznej instytucji, co dowodzi że nie był jej wrogiem.

  35. Proces jednego filozofa, spisany przez drugiego? To ma być naprawdę coś szczególnego. Przeraża i to, że w 399 roku p.n.e. istniał człowiek, umiejący tak doskonale mówić oraz mówiący takie rzeczy, nad którymi i teraz, tyle lat później, zastanawiamy się. Razem z Sokratesem myślimy o takich pytaniach, o których zawsze myślał człowiek, a nawet na niektóre i odpowiedzi możemy znaleźć.
    Czy był Sokrates zarozumialcem? Trudno jest nazwać zarozumialcem wielkiego greckiego filozofa. Ale im dalej czytałam „Obronę Sokratesa”, tym bardziej chciało mi się tak go nazwać. Opowiada on obywatelom historię o tym, jak wyjaśniło się, że nikt nie jest od niego mądrzejszy. W niektórych zdaniach, frazach, zwrotach widać, że uważa siebie za bardzo dobrego i mądrego człowieka: „Przecież mnie nie może w niczym zaszkodzić ani Meletos, ani Anytos. Bo mnie się zdaje, że gorszy człowiek nie ma prawa zaszkodzić lepszemu”. Może, Sokrates i ma takie prawo – uważać siebe za lepszego – ale nie jest przyjemno czytać, jak o sobie mówi, że „niby jest pewne, że Sokrates czymeś się wyróżnia od wielu innych ludzi”. Pewna jestem, że gdybym żyła w ten czas, byłabym jedną z takich „innych ludzi”. Ale czy jest to przyjemnie? Może, dlatego Sokrates został oskarżony na śmierć? Doskonale mówił, ale uważał siebie za lepszego od innych (to widać!), chociaż i mówił, że nie jest tak: „Może się wam zdaje, że i teraz mówię podobnie jak przedtem o owych jękach i błaganiach, bom się zaciął w zarozumiałości. To nie to, obywatele, raczej coś innego”. Ale i ja też, nawet gdybym była strasznie zarozumiała, nigdybym tego nie uznała.
    Czy był Sokrates wrogiem demokracji? Myślę, że nie. Sokrates stara się wpływać na obywateli swymi doskonale wybranymi słowami. Czytając utwór, przez cały czas odznaczamy dla siebie, jak umie Sokrates wpływać na słuszających go ludzi. Zaczynamy rozumieć, że umienie mówić jest prawdziwą sztuką i wielkim darem. Sokrates nie był wrogiem demokracji. Nie odmawiał om znaczenia zdań słuszających go ludzi. Po prostu starał się na nie wpływać. Chociaż za prawdziwych sędzi uważał tylko tych, kto go wspierał („Bo mnie się, sędziowie – przecież was, jezeli sędziami nazywam, nie nadużywam sytuacji – mnie się prydarzyła rzecz dziwna”). Ale nie można tylko za to powiedzieć, że był Sokrates wrogiem demokracji.
    Chociaż nie jestem żadnym z tych sędzi. Tylko Sokrates wiedziałby prawdziwą odpowiedź na zadane pytanie. Brzmiełaby ona tak: „Wiem, że nic nie wiem”.

  36. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Pytanie, co do pierwszej części, nie jest tak bezzasadne, jakby się mogło na początku wydawać. Już od pierwszej strony „Obrony Sokratesa” Platona (przeł. W. Witwicki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992 r.) uderza nas ton w jakim wypowiada się broniący siebie Sokrates – „Chyba że oni może tęgim mówcą nazywają tego, co prawdę mówi. Bo jeżeli tak mówią, to ja bym się zgodził, że tylko nie według nich, jestem mówcą.”. Tym stwierdzeniem filozof próbuje nam powiedzieć, że tylko on ma monopol naprawdę, jego prawda jest tą właściwą, a mogą ją potwierdzić tajemniczy „inni”. W innym miejscu mówi: „(…) zapytał tedy wprost, czyby istniał ktoś mądrzejszy ode mnie. No i Pytia odpowiedziała, że nikt nie jest mądrzejszy.”. Po tym następuje opowieść jak to Sokrates mierzy się z przedstawicielami różnych grup społecznych i po każdym spotkaniu twierdzi, że jest mądrzejszy od rozmówcy. Całą opowieść kończy takim o to stwierdzeniem: „Odpowiedziałem i sobie i wyroczni, że mi się lepiej opłaci zostać tak, jak jestem.”. W dalszej części przeczytamy, że „wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża.” oraz „(…) ale raczej w obronie was, żebyście czasem nie obrazili boga za to, że was obdarował, jeżeli na mnie wyrok śmierci wydacie.”. Filozof, który swoim słynnym „wiem, że nic nie wiem” próbuje nas nauczyć pokory, sam uosobieniem tej cnoty nie wydaje się być. Nie jest to także na poczekaniu wymyślona linia obrony, ponieważ, jak to sam Sokrates kilkakrotnie podkreśla, mówi on dokładnie to samo, co zawsze zwykł mówić. Dlatego też można założyć, zwłaszcza pod koniec życia, mogła nim kierować pycha, zarozumiałość oraz poczucie wyższości.
    Jeżeli chodzi o bycie wrogiem demokracji, to nie przypisywałabym mu już tak chętnie tej cechy. Co prawda krytykuje działanie sądu, ale właściwie tylko jego funkcjonowanie i procedury, a nie samą istotę. Możemy także zauważyć, że poddaje się pod jego jurysdykcję, nawet pomimo tego, że miał okazję uciec i przeżyć. Nie powinniśmy także zapominać, że sądownictwo nie jest podstawą działania demokracji – jej istotą są rządy ludu, a na ten temat się nie wypowiada.

  37. Stawiając sobie pytanie ‘ Czy Sokrates był zarozumialcem’ stanowczo odpowiadam NIE. W ‘Obronie Sokratesa’ znajdujemy wiele argumentów popierających moje zdanie. Już samo stwierdzenie filozofa ‘Wiem, że nic nie wiem’ jest jakoby odpowiedzią na stawianie pytanie. Sokrates był mędrcem, który nigdy nie chciał się wywyższać. Jego pragnieniem było nauczanie innych i właśnie taki cel sobie założył. Nie pragnął sławy, nigdy o nią nie zabiegał. To jego mężne działania i inteligencja sprawiły, że został rozpoznawany, a co za tym idzie – posiadał zwolenników oraz przeciwników, którzy zapewnili mu złą sławę. I to właśnie za ich sprawą został on postawiony przed sądem, a potem skazany na karę śmierci. Warto dodać, że filozof mógłby grać nieczysto i tym samym zapewnić sobie wygraną lecz stwierdził iż nawet wartość życia nie jest warta przeciwstawienia się własnym poglądom i wartościom ‘Przecież jeżeliby się ktokolwiek z was w powszechnej opinii wyróżniał mądrością czy odwagą, czy jakąkolwiek inną dzielnością, a tak by się zachowywał, to byłby wielki wstyd. A ja już niejednego takiego i nieraz widziałem, który za coś pomiędzy ludźmi uchodził, a w sądzie wyprawiał nie wiadomo co. Jakby myślał, że strach, co mu się stanie, jeśli umrze; jakby miał nieśmiertelnym zostać, gdybyście go nie skazali.’
    ‘Czy Sokrates był przeciwnikiem demokracji?’ To pytanie wymaga dłuższego zastanowienia.
    Jak wiemy z lektury Tatarkiewicza, służył kraju jako urzędnik i żołnierz. Gotów był poświęcić dla swego kraju życie. Co więcej, nie przeciwstawił się niesprawiedliwemu wyrokowi sądu, który został ustanowiony w demokratyczny sposób. Miał możliwość ucieczki, z której nie skorzystał.
    Dlatego też śmiem twierdzić, że Sokrates był zwolennikiem demokracji. On po prostu uważał, że demokracja ateńska nie jest idealna i posiada wiele wad. Chociażby taką, że cały proces od którego zależy ludzkie życie, odbywa się w jeden dzień.
    ‘[…] ja jestem przekonany, że dobrowolnie nikogo na świecie nie skrzywdziłem, ale was o tym nie przekonam; bo myśmy za krótko ze sobą rozmawiali. Mimo to ja myślę, że gdyby u was istniało prawo jak u innych ludów, żeby w sprawach gardłowych nie jeden tylko dzień sądzić, ale kilka, to prawdopodobnie dalibyście się przekonać. Tak, teraz niełatwo w czasie tak krótkim takie wielkie oszczerstwo z siebie zmyć.’

  38. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Wrogiem idei demokracji z pewnością nie. Chociaż nie uważał się za winnego postawionym zarzutom, nie uchylał się od kary. Godził się z wynikiem głosowania i wyrokiem sądu, nawet jeśli nie uważał go za słuszny („rzekomi sędziowie”- Platon, Obrona Sokratesa, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1982, str. 285). Mówił, że nieuczciwością jest „prosić sędziego i uwalniać się prośbami od odpowiedzialności”, pozostawił „bogu i wam”- czyli ludowi- sąd o sobie (jw., str. 276,277). Przebywając w więzieniu miał możliwość ucieczki, jednak odmówił, poddając się wyrokowi. Sokrates wykazywał się dumą i godnością. Czy był przy tym zarozumialcem? „Może wam się zdaje, że i teraz mówię podobnie jak przedtem (…), bom się zaciął w zarozumiałości. To nie to, obywatele, raczej coś innego(…).” (str. 279)-sam oskarżony osobiście odrzucał ten zarzut. Z jednej strony uniżał się powtarzając, że nie poczuwa się ani do wielkiej, ani do małej mądrości. Jeśli czegoś nie wiedział, nie udawał, że jest mądrzejszy niż w rzeczywistości .To mogłoby świadczyć o zdrowej samokrytyce. Jednak w swoich wywodach Sokrates w pewien sposób przeczył samemu sobie. Wysoko cenił swą samoświadomość, przyznawał swą przewagę nad innymi; podkreślał: „o tę właśnie odrobinę jestem od niego mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem” (str. 253). Sokrates chlubił się swą działalnością. Wierzył, że jest wyjątkowy, że został Atenom zesłany przez boga aby budzić miasto (alegoria do konia i bąka). Akceptował wyrok, jednak przekonany w swe zdolności twierdził, iż mając więcej czasu udałoby mu się przekonać sędziów do swych racji. Bezsensowność ewentualnego wygania go z miasta uzasadniał tym, że wszędzie znalazłby słuchaczy. Mówił o sobie, że jest mędrcem i natchnieniem dla innych. Nawet śmierć uważał za pożytek i szczęście, jeśli byłoby mu dane „wybadać takiego Odyseusza (…) albo Syzyfa” i „dochodzić ustawicznie, tak jak tych tutaj, który też z nich jest naprawdę mądry, a który się tylko za mądrego uważa, a nie jest nim naprawdę” (str. 286)- w swym mniemaniu był osobą tego godną. Zarozumiałość postrzegana jest jako negatyw. Czy jednak może być ona uzasadniona? Czy Sokrates miał do niej prawo? Czy my możemy to krytykować? Czy mądrość daje prawo wywyższania się nad innymi? Jeśli jest ona rzeczywista, ma ośmieszyć głupotę innych, służyć wyższemu dobru, cnocie, motywować do samodoskonalenia—owszem. Oprócz tego, dzięki pierwiastku zarozumiałości, a co za tym idzie- pewności i wiary w słuszność swych racji, Sokrates mógł wygłaszać swe poglądy, żyć i umrzeć w zgodzie z przekonaniami.

  39. Nie nazwałbym Sokratesa zarozumialcem. Według mnie on po prostu był świadomy własnej wartości i roli, jaką odgrywał w Atenach. Proponując sędziom po przegranym procesie „karę”, jaką jest gotowy odbyć mówi: „Jeżeli więc mam po sprawiedliwości proponować karę należytą, to proponuję: honorowy wikt w Prytanejon”. Jego słowa wcale nie świadczą o braku szacunku do sędziów, czy też o jego poczuciu wyższości lub zuchwalstwie. Mówiąc, że należy mu się honorowe miejsce w świętym gmachu miasta, Sokrates jeszcze raz próbuje uświadomić sędziom i wszystkim zgromadzonym, że jego działalność nie wyrządza nikomu krzywdy, a wręcz przeciwnie: rozmowy jakie prowadzi z obywatelami Aten mają na celu jedynie ukazanie im ich własnych wad.
    Obecnie Sokrates uważany jest za ojca filozofii europejskiej, wybitnego myśliciela, przewyższającego swoją epokę. We współczesnych sobie czasach także miał grono swoich „wyznawców”. Spowodowane to było jego ogromną mądrością, lecz przyczyną takiej popularności mędrca, głównie wśród młodych ludzi, mogła być także przepowiednia wyroczni delfickiej, według której, na świecie nie miało być mądrzejszego człowieka od Sokratesa. On sam nie uważał się jednak za wielkiego mędrca. Wręcz przeciwnie – niejednokrotnie powtarzał: „(…) ja, doprawdy, ani się do wielkiej, ani do małej mądrości nie poczuwam”.
    Podsumowując Sokrates nie wywyższał się ponad innych, jednak kiedy sytuacja tego wymagała potrafił zaznaczyć wyraźnie swoje zasługi dla ojczyzny. I tu pojawia się odpowiedź na drugą część pytania. Czy Sokrates był wrogiem demokracji? Zdecydowanie nie. Tak jak mówiłem, wszystkie jego działania miały na celu uświadomienie obywatelom Aten ich wad oraz wytknięcie błędów. Sami Ateńczycy nie widzieli, lub też nie chcieli widzieć problemów wewnętrznych trapiących ich miasto. Sokrates był tym „bąkiem”, mającym obudzić „gnuśniejącego konia”. Za to właśnie Ateny go znienawidziły, lecz on do samej śmierci kochał swą ojczyznę i szanował demokrację, którą pragnął jedynie uczynić lepszą.

  40. A kimże ja jestem, żeby oceniać Sokratesa? Zaledwie zapoznawszy się z jego myślami, zapisanymi przez uczniów (bo przecież żadnych pism po sobie nie zostawił) chcę osądzić, czy był zarozumiały? Czy sąd ten mam wydać, przykładając dzisiejszą miarę do słów, które może inne miały znaczenie w niezwyczajnych okolicznościach zbliżającego się wyroku? A demokracja – ateńska – czyż można być jej wrogiem, równocześnie w niej uczestnicząc jako żołnierz i urzędnik oraz poddając się jej wyrokom?

    Łatwo powołać cytaty, które mogą świadczyć o zarozumialstwie filozofa. Czyż słowa „sądzę, że co mówię, jest niezawodną prawdą” nie są jednoznacznym wskazaniem na zarozumialstwo? Tylko zarozumialec może tak o sobie mówić i to w dodatku w mowie, która miała być obrończą. Także uznanie za najmędrszego mogłoby wskazywać na tę wadę charakteru. Sam Sokrates zdaje sobie sprawę, że powołanie się w tej kwestii na Apollina Delfickiego będzie wydawać się chełpliwe, a zatem ma świadomość, że będzie odbierany jako człowiek zarozumiały. Co prawda stara się wytłumaczyć, że jego mądrość polega na szukaniu prawdy i świadomości swej niewiedzy, ale tłumaczenie to tylko pogłębia w słuchaczu poczucie niższości.
    Tak więc, czy wdawanie się w rozmowy z innymi ludźmi, uznawanymi przez ogół za mędrców, i udowadnianie im że są mniej mądrzy, niż pytający, to zarozumiałość, czy nowatorska metoda filozoficzna?
    Po wiekach Władysław Tatarkiewicz sklasyfikuje takie postępowanie jako metodę dyskusji, składającej się z części elenktycznej i majeutycznej, ale współcześni raczej mogli uważać Sokratesa za impertynenta, który każdemu udowodni braki w wiedzy, w dodatku ironicznie zmuszając do konkluzji sprzecznych z tezą pierwotną.
    Ja również skłaniam się do uznania go człowieka, który w poszukiwaniu cnoty i mądrości nie zważa na społeczny odbiór swych zachowań. Zarozumialstwo, czy tez może po prostu pewność swoich racji, niewątpliwie ujawnia się u Sokratesa wielokrotnie.

    Jeśli zaś zastanawiam się nad stosunkiem filozofa do demokracji, to widzę, że on sam dystansuje się w pewnym stopniu od spraw publicznych. „Wiecie, żem nie piastował nigdy żadnego w Rzeczypospolitej urzędu, tylkom do obrad Senatu należał”. Takie zdanie mogłoby sugerować niechęć do uczestnictwa w sprawach państwowych. Jednak „za czasów demokracji w Rzeczypospolitej” Sokrates potrafił sprzeciwić się bezprawnemu postępowaniu i niesprawiedliwości, czyli angażował się wtedy, gdy widział taką konieczność. Natomiast poddanie się wyrokowi, bez uciekania się do niegodnych w jego mniemaniu metod obrony, czy prób zamiany kary śmierci na wygnanie, jest wskazówką, że był posłuszny prawom. Dlatego też nie mogę uznać go za wroga demokracji.

  41. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Sokrates był wrogiem demokracji, a tym bardziej nie zgadzam się z zarzutem iż był on zarozumialcem.
    W mojej opinii krytyka Sokratesa nie była skierowana wobec formy ustrojowej, jaką jest demokracja, tylko w kierunku ludzi, którzy niewłaściwie i niekompetentnie pełnili zajmowane przez siebie stanowiska. Zauważał tym samym wadę ustrojową demokracji, jaką jest to, że właśnie tak niewłaściwi ludzie mogą objąć i sprawować dany urząd publiczny, co może mieć fatalne skutki dla ogółu obywateli, jednak myślę że od takich wad nie jest wolna żadna forma ustrojowa. Obojętnie więc w jakim ustroju żyłby Sokrates, w takiej lub innej postaci natrafiłby na te same wady, które nie wynikały z istoty demokracji sensu stricto, a głupoty, hipokryzji a co najgorsze z ignorancji ludzi. Bo przecież to ludzie kreują otaczającą ich rzeczywistość (w tym to, jak działa dany ustrój, który jest tylko formą), a nie odwrotnie.
    Ponadto, nie uważam Sokratesa za pyszałka, czy też zarozumialca. Wielokrotnie daje on się poznać jako postać pewna siebie, lecz jednocześnie świadoma swoich niedostatków. Słynne stwierdzenie „wiem że nic nie wiem” jest najbardziej adekwatnym przykładem autokrytycyzmu Sokratesa. Cała krytyka jaką kieruje w stosunku do innych ludzi, być może jest kierowana poczuciem pewnej wyższości, jednakże nie możemy zaprzeczyć iż w trakcie dyskursu ze swoimi przeciwnikami Sokrates ową wyższość udowadnia na polu retorycznego starcia. Co więcej, jego celem nie jest satysfakcja z poniżenia innych, a ogólnie pojęta wyższa racja. Pokazuje to znakomicie stwierdzenie, iż „Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić”
    Podsumowując, uważam że Sokratesa nie powinno się uznawać ani za anty-demokratę, ani zarozumialca. Był on głosem krytyki, która jest poniekąd istotą demokracji. Dziś mówilibyśmy o realizacji wolności słowa i aktywności obywatelskiej przez postać taką jak Sokrates. Ale niestety, może Sokrates urodził się po prostu kilka tysięcy lat za wcześnie…

  42. Nie podlega wątpliwości, że Sokrates to jeden z najwybitniejszych myślicieli wszechczasów. Jego autorytet i wysoka pozycja w hierarchii filozofów są zrozumiałe, bo wkład Sokratesa w postęp cywilizacyjny jest olbrzymi. Powoduje to, że jednoznaczna odpowiedź na pytanie postawione w temacie jest trudna do odnalezienia.

    Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji? Szukając faktów umożliwiających odpowiedź warto posłużyć się metodą majeutyczną, wykorzystywaną przez samego filozofa – podzielić złożone pytanie na części.

    Po pierwsze więc, czy był zarozumialcem? Uważam, że tak, lecz nie sądzę, aby wynikało to z wad charakteru filozofa. Moim zdaniem, zarozumialstwo Sokratesa miało na celu wykazanie słuszności słynnego „wiem, że nic nie wiem” oraz było próbą uświadomienia przedstawicielom różnych grup społecznych, że tak naprawdę to oni kierują się w życiu pyszałkowatością: „myślał każdy, że jest bardzo mądry we wszystkim innym, nawet w największych rzeczach, i ta wada rzucała cień na ich mądrość.” Sokrates, poprzez takie postępowanie na pewno pogrążał się i przysparzał sobie wielu wrogów, jednak widział w tym pewien sens i konieczność.

    Jeżeli zaś chodzi o stosunek do demokracji, to ciekawe stanowisko w tej kwestii przyjął filozof Karl Popper w dziele „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, z którym osobiście raczej się zgadzam. Prawdą jest, iż Sokrates krytykował ateński ustrój władzy (świadczy o tym chociażby poparcie mędrca dla formy rządów Sparty czy Teb lub słowa do obywateli po ogłoszeniu wyroku: „przyjdzie na was kara zaraz po mojej śmierci, znacznie cięższa (…) Więcej znajdzie się takich, którzy was oskarżać będą”), ale „to, że ktoś krytykuje demokrację i jej instytucje nie znaczy jeszcze, że jest jej wrogiem”.
    Sądzę, że atak Sokratesa na demokrację miał na celu raczej obnażenie hipokryzji, zarozumiałości czy żądz władzy – a więc paradoksalnie, działał na rzecz dobra publicznego. Przecież, gdyby Sokrates naprawdę nie znosił demokracji, w jego życiorysie nie byłoby wspomnianej przez Władysława Tatarkiewicza działalności urzędniczej czy wojennej na rzecz państwa.

    Karolina Biegańska

  43. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji?

    Duże uznanie posiada Sokrates, stający się dla przyszłych pokoleń ideałem filozofa. Według niego ogromne znaczenie posiadało dobro oraz cnota – ta zaś odnosiła się do szlachetności, dzielności człowieka. Uznawał ją za wartość najwyższą, najważniejszą, do której należy dążyć bez względu na niebezpieczeństwo i konsekwencje. Cnotę uważał dodatkowo za wiedze. „Jest to jedno i to samo wiedzieć, co jest sprawiedliwe i być sprawiedliwym.” Ludzie, którzy czynią źle robią to według niego z niewiedzy, bądź wiedzy pozornej. Jego koncepcje nazywa się intelektualizmem etycznym. Aby dotrzeć do cnoty, prawdy należy posługiwać się dialektyką. Rozmawiając z Ateńczykami stosował dwie metody: elenktyczną oraz majeutyczną .
    Jednym z najsłynniejszych tekstów Sokratesa było „wiem, że nic nie wiem”. Wśród jego pozostałych poglądów warto wyróżnić wiarę w nieśmiertelność duszy, że los duszy nie kończy się po śmierci i zależy od moralnego życia, jakie wiodło się na ziemi.
    Sokrates opowiadał się przeciwko demokracji, zgodnie z jego poglądami demokracja jest zła bo większość (która nie wie) może przegłosować tego, który wie, a to nie było by dobre. Końcówka utworu odwołuje się do prośby Sokratesa: „O jedno tylko ich proszę: synów moich, kiedy dorosną, karzcie, obywatele, dręcząc ich tak samo, jak ja was dręczyłem, jeśli zobaczycie, że o pieniądze czy o cokolwiek innego więcej dbają niż o dzielność, i jeśliby mieli pozory jakiejś wartości, nie będąc niczym naprawdę, poniewierajcie ich tak samo jak ja was, że nie dbają o to, co trzeba, i myślą, że czymś są, chociaż nic nie są warci. Jeżeli to zrobicie, spotka mnie sprawiedliwość z waszej strony; i mnie, i moich synów”.
    Sokratesa można uznać za zarozumialca i przeciwnika demokracji, należy jednak podkreślić, że dostrzega on wiele prawd, które można uznać, że zachowały się do dzisiaj. Wyłącznie głębokie przemyślenie systemów i relacji pozwala nam dokładniej poznać istniejące wokół uwarunkowania. W moim odczuciu Sokrates podkreślał ważne wartości, zwracał uwagę na to na co nie wszyscy patrzeli.
    Milana Kochishvili

  44. Gdybym zasiadał w Heliaji uniewinniłbym Sokratesa. Jestem pewien, iż skazano filozofa nie w związku z stawianymi zarzutami, ale przez złą sławę. Sokrates o tym wiedział: „[…] ja bym się sam dziwił, gdyby mi się w tak krótkim czasie udało wyjąć wam z uszu te liczne a zastarzałe oszczerstwa”. Innymi słowy już przed procesem uważano, go za zarozumialca i wroga demokracji („Chmury” Arystofanesa z 432r.p.n.e.). Mnie Sokrates przekonał; nawet więcej. Myślę, że skazanie Sokratesa źle świadczy o demokracji Ateńskiej. Zarozumiali byli orzekający i popierający ich obywatele.

    Zacznijmy od zarozumialstwa. Czy człowiek, który mówi niewygodną prawdę może być tak sklasyfikowany? Czy Sokrates nie miał racji wskazując na głupotę mas? Czy to co usłyszał Chajrefont od wyroczni nie zostało sprawdzone? Choć filozof się z tym nie zgadzał, dowiedział się skąd takie stanowisko Pytii. Jego teorią było iż: „Bo z nas dwóch żaden, zdaje się, nie wie o tym, co piękne i dobre, ale jemu się zdaje, że coś wie, choć nic nie wie, a ja, jak nic nie wiem, tak mi się nawet i nie zdaje”. Świadomość własnej niewiedzy jest afirmacją mądrości. Tworzy to siłę sprawczą samodoskonalenia i tego wymagał od Ateńczyków i swoich uczniów: „O jedno tylko ich proszę: synów moich, kiedy dorosną, karzcie, obywatele, dręcząc ich tak samo, jak ja was dręczyłem[…]”. Przepowiadał katastrofę: „[…]obywatele, którzyście mnie zabili, że przyjdzie na was kara zaraz po mojej śmierci, znacznie cięższa.” Pragnę nadmienić, że to Sparta wygrała wojnę (wcześniej), o później nawet Demostenes nie pomógł i dumni Ateńczycy musieli uznać wyższość barbarzyńców. Jeszcze zdanie dotyczące wypowiedzi: „Jeżeli więc mam po sprawiedliwości proponować karę należytą, to proponuję: honorowy wikt w Prytanejon”. Z perspektywy czasu i oceny wkładu do kultury proszę mi powiedzieć czy nie należało mu się? Swoją drogą demokracja powinna bronić mężów przed pewnymi żonami.

    Czy był Sokrates przeciwnikiem demokracji? Fakt iż nie zajmował się polityką i był „żądłem, które budzi zgnuśniałego konia” świadczy negatywnie o nieprzychylnej filozofowi tezie. Dodajmy, że udowodnił swój szacunek do prawa, a pod Amfipolis i Delion był hoplitą w symbolu Ateńskiej wspólnoty- falandze.

    Sumując: „Takiego drugiego niełatwo dostaniecie, obywatele; toteż jeżeli mnie posłuchacie, to nie zechcecie się mnie pozbywać.”

  45. Jak już napisałam w komentarzu do wcześniejszej wypowiedzi, dobrym przykładem na to, że Sokrates nie był zarozumialcem, jest jego zachowanie podczas rozmowy z Diotymą. Odwołując się do informacji zawartych w „Obronie…” także można znaleźć raczej przykłady pokory niż zarozumialstwa filozofa. Gdy Pytia powiedziała, że Sokrates jest najmądrzejszym, zaczął on poszukiwać ludzi mądrzejszych (nie robił tego w celu potwierdzenia swojej mądrości). Z tekstu można wywnioskować, że nie interesował się szyderstwami padającymi pod jego adresem, uważał że jest ponad nimi. Mądrość Sokratesa polega na tym, że chciał on uczyć ludzi o tym, co jest najwyższym dobrem. Cnotą najwyższą jest wiedza, która umożliwia duszy być dobrą. Jego wiedza skierowana jest ku duszy. Metoda majeutyczna zakłada wspólne poszukiwanie prawdy, a nie dążenie do wiedzy, której Sokrates nie posiada.
    Odnosząc się do drugiej części pytania, uważam, że Sokrates nie był wrogiem demokracji, ale widział wady ówczesnego ustroju i chciał go naprawić (etyka Sokratesa). W czasie rządów Trzydziestu Tyranów pokazał swe demokratyczne przekonania, gdy przeciwstawił się żądaniom tyranów chcących skazać na śmierć ludzi niewinnych. Po obaleniu oligarchii wielkim szacunkiem cieszyli się sofiści, którzy uczyli za pieniądze m.in. retoryki, która pozwalała przekonać lud, bowiem liczyły się cele praktyczne wiedzy: umiejętność przekonywania, która zapewnia sukces.
    Wadą wytykaną demokracji jest brak prawdziwych przywódców, ludzi którzy będą dbali o całe społeczeństwo. Sokrates krytykuje także sądy: „…ja jestem przekonany, że dobrowolnie nikogo na świecie nie skrzywdziłem, ale was o tym nie przekonam; bo myśmy za krótko ze sobą rozmawiali. Mimo to ja myślę, że gdyby u was istniało prawo jak u innych ludów, żeby w sprawach gardłowych nie jeden tylko dzień sądzić, ale kilka, to prawdopodobne dalibyście się przekonać”. Sokrates chciał by rozstrzygać na podstawie prawdziwego poznania. A prawdziwa wiedza rodzi się w dyskusji.
    Sokrates krytykuje to, że wszyscy są równi, a wybór na stanowiska rządowe odbywa się poprzez losowanie (każdy czuł się równym), jednak jednocześnie było to zdawanie się na ślepy los (ważniejsze było zachowanie poczucia równości, niż posiadane umiejętności).
    Ponieważ w dalszym dyskursie filozof ośmieszył sąd proponując niską grzywnę lub utrzymanie na koszt państwa, zadecydowano o wyroku śmierci. Filozof mimo, iż widział wiele błędów demokracji, do końca szanował jej prawa.

  46. Czy Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji?
    „Podaje on na mnie karę śmierci! Dobrze! Ale jaką ja znowu od siebie podam? Taką zapewne, na jaką zasługuję! — Jakąż więc? (…)Jeżeli więc sprawiedliwie postąpić zechcecie, przyznacie, że zasługuję na publiczne ze skarbu utrzymanie w prytanejonie.” Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Sokrates jest rozgoryczony wynikiem osądu, gorycz wpycha go na tory pychy i zarozumiałości. Sokrates streszcza swą działalność intelektualną i przeciwstawia ją niewygórowanemu życiu materialnemu Aten. Drażni sędziów zawziętością i dumą. Czuje, że wyższym będąc od otoczenia pada jednak z ręki ciemnego tłumu, który go nie rozumie i nie uznaje. Prowokuje trybunał, kiedy, zamiast korzystać z ustawy i prosić sędziów o wygnanie lub o karę pieniężną, on, większością uznany winnym zbrodni przeciw państwu, proponuje dla siebie za karę wikt i utrzymanie w świętym gmachu miasta, gdzie tlił się wieczny ogień Hestii i jadali na koszt państwa mężowie najbardziej zasłużeni, wraz z posłami obcych państw i zwycięzcami na igrzyskach olimpijskich. Zdaje sobie sprawę z tego, jak zuchwale brzmią jego słowa, ale nie odstępuje od tego tonu. Stwierdza krótko swą niewinność, a niesprawiedliwy wyrok tłumaczy tym, że za mało go sędziowie znają i procedura karna jest mało warta. Sam nie uznaje teraz dla siebie innego wyjścia, jak tylko śmierć. Żadna inna kara mu nie odpowiada i żadnej nie czuje się godnym. Sokrates kończy mowę słowami, które nie pozostawiają możliwość innej interpretacji niż przez kategorie pychy: „Lecz już czas, bym was opuścił i poszedł na śmierć, a wy dla życia dalszego zostali! Kto z was czego lepszego doświadczy, samemu tylko Bogu wiadomo.”
    Niemniej ogląd na zarozumiałość, czy pychę Sokratesa chciałbym podzielić na zachowanie podczas procesu, co do którego zgadzam się ze stwierdzeniem, że mowa Sokratesa miała charakter mowy zarozumiałej, oraz zachowania Sokratesa po usłyszeniu słów wyroczni (życie). W drugim przypadku sądzę, że wykazanie na podstawie przedłożonego tekstu „zarozumialstwa” Sokratesa nie sposób. Bowiem jeśli prawdziwymi były zdarzenia opisane przez niego (czego sprawdzić nie możemy) to zachowanie Sokratesa w mojej opinii nie powinno rozpatrywane być w kategorii pysznej czy zarozumiałej. Prawda sama w sobie nie jest „zarozumiała”, dopiero sposób jej przedstawienia świadczyć może o „zarozumiałości”. Sokrates natomiast zastrzega przed sędziami, że „wyjawia”, więc po raz pierwszy mówi o pewnych faktach. Co podążając za zasadą mówienia prawdy przed sądem, oraz wskazaniem na wszystkie czynniki prowadzące do finalnej procesowej sytuacji prawnej nie może być postrzegane jako zarozumiałość. Mówi: „bym okazał fałszywość dawniejszych przeciw mnie zarzutów, odpowiedział dawniejszym moim oskarżycielom, (…) Wyjawię więc wam, co mi sławę, a co nieprzyjaciół zjednało. Słuchajcie‼ Bo może niektórzy z was będą mniemać, że was łudzić będę. Bądźcie owszem pewni, że wam szczerze wszystko opowiem! Sądzą bowiem, że gdy komu w czym nieznajomość zadaję, sam to lepiej znać muszę. W istocie zaś podobno sam Bóg tylko jest mądrym i Apollo w swej odpowiedzi daje do zrozumienia, że rozum ludzki mało albo wcale nic nie znaczy. Zdaje się, że dlatego moje imię wymienił, aby przywiódł za przykład, że ten jest najmędrszy, który jak Sokrates poznał, że rozum jego niczym jest w powszechnej mądrości. Tego właśnie zdania ja sam teraz szukam i badam u każdego, o kim tylko z obcych lub obywateli [jako o] mądrym słyszę; i jeżeli takim go nie widzę, podług słów Apollina powiadam, że nim nie jest.” Sokrates dowodzi tu, że nie on mędrcem się nazywa. W sposób przekonywujący argumentuje, że celem jego jest odnalezienie skromności, której poszukiwanie u ludzi uważanych za mądrych nie powiodło się.
    Jeśli zaś mowa o stosunku Sokratesa do demokracji, to z tekstu wprost wynika, że Sokrates nie był jej zwolennikiem. Krytykuje strukturę sądu, formułę (krótki czas) procesu, a pełnienie urzędów w Rzeczpospolitej uważa za odbierające życie. Przez co rozumieć możemy, że pełnienie urzędów publicznych skupiało się na gromadzeniu zaszczytów i pieniędzy, co odbierało szansę na koncentrację na własnej duszy, co równało się wedle Sokratesa z utratą życia. Jest to jawna krytyka systemu demokratycznego.
    Ostatecznie uważam, że Sokrates:
    TAK wypowiadał się w sposób zarozumiały podczas procesu,
    NIE możemy udowodnić jego pychy podczas całego życia,
    TAK, Sokrates był przeciwnikiem Demokracji.

    Eryk Gołębiowski

  47. Stanowczo nie zgadzam się z założeniem jakoby Sokrates był zarozumialcem i wrogiem demokracji. Filozof ten znany jest przede wszystkim ze stwierdzenia „Wiem, że nic nie wiem”, co świadczy o jego skromności i pokorze. Co ciekawsze, starał się on wręcz udowodnić, że nie jest tak mądry jak inni mogliby sądzić, o czym świadczą słowa: „Poszedłem do kogoś z tych, którzy uchodzą za mądrych, aby jeśli gdzie, to tam przekonać wyrocznię, że się myli, i wykazać jej, że ten oto tu (człowiek)jest mądrzejszy ode mnie, a tyś (wyrocznio) powiedziała, że ja.”. Sokrates nie mógł być zarozumiały skoro sam powątpiewał w swoją mądrość, nie pobierał odpłaty za naukę, a co najważniejsze wraz ze swoimi podopiecznymi poszukiwał wiedzy. Filozof ten nie uważał siebie nawet za nauczyciela do czego przyznał się mówiąc: „Ja nie byłem nigdy niczyim nauczycielem(…) i ja nie rozmawiam za pieniądze”. Równie absurdalne jest dla mnie przypuszczenie, że Sokrates był wrogiem demokracji. Szanował sąd jak i jego decyzję, stawał po stronie prawa. Osądzony dobrowolnie poddał się karze. Wiedział że w demokratyczny sposób został skazany na śmierć i nie śmiał się tej decyzji sprzeciwić, bez względu na konsekwencje. Sokrates przed wykonaniem wyroku, przebywał 30 dni w więzieniu. Miał sposobność ucieczki, jednak skorzystanie z niej wiązało się dla niego z utratą godności. Wolał zginąć niż sprzeciwić się decyzji sądu. Rządy ludu znaczyły dla niego zbyt wiele, a on starał się po prostu ten lud wyleczyć z zakłamania i fałszywego postrzegania cnoty. Pomimo przegranej rozprawy i tragicznej śmierci nauka Sokratesa nie poszła w las- przetrwała wśród jego uczniów i stworzyła podstawy dla dalszych wielkich systemów filozoficznych takich jaki platonizm czy arystotelizm.

    1. Czy jednak nie wygląda na to, że się „mądrzył” i był „arogantem”. Niby mówi, że „wie. że nic nie wie”, ale po tym okazuje się, że wie więcej od każdego ze swoich rozmówców. Jakby był najmądrzejszy w całej wsi…
      Ponadto oskarżenie wskazało, że obracał się głównie wśród arystokratów (vide Alcybiades), a to nie byłi przyjaciele demokracji ateńśkiej. No i ja teraz sam nie wiem, jak to jest. Czekamy więc na następne głosy w naszej dyskusji.

    2. Zgadzam się z hipotezą, że Sokrates nie był zarozumiały, na dowód przytoczyć można fragment z „Uczty” Platona (mowa Diotymy), w której to scenie Sokrates zachowuje się jak swoi uczniowie, czyli nic nie wie o „sprawach Erosa” i z pokorą słucha tego, co ma do powiedzenia Diotyma.
      Wyrażenie „wiem, że nic nie wiem” jest użyte przez Sokratesa w sposób ironiczny, bowiem doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej wiedzy. Wyrażenie to podkreślało ciągłe poszukiwanie prawdy (najwyższą formą mądrości jest cnota, która umożliwia osiągnięcie najwyższego dobra).
      Pozostaje jeszcze pytanie, skoro Sokrates szanował demokrację i jej decyzje, to dlaczego w wielu miejscach krytykował jej instytucje i wytykał błędy rządów ludu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s