Recenzje Babuliny i Zabużko

12 thoughts on “Recenzje Babuliny i Zabużko

  1. Powieść Natalki Babinej „Miasto ryb” – jest naszą (białoruską) długo oczekiwaną kontynuacją dziedzictwa wielkiego białoruskiego pisarza Uladzimira Karatkiewicza. W książce „Miasto ryb” wszystko znajduje się na swoim miejscu: i tło historyczne, które przełamuje się przez starożytne dokumenty, budząc marzenia bohaterów, i tragiczna-romantyczna historia w teraźniejszości. Niejednoznaczne bohaterowie, którzy bezskutecznie dążą do doskonałości, i złodzieje, pozbawione pamięci historycznej. Bóg a diabeł, dobroć a zło – to wszystko się kojarzy z najlepszymi książkami klasyków. A potem – pełny zestaw elementów dla „powieśći doskonałej”: emancypacja kobiet, elementy alternatywnej historii, a nawet teraz taki popularny na Zachodzie – “motyw emigracji”.
    Przeczytać tą książkę (jak i mówił Pan Profesor) można w ciągu jednej nocy – i nie odpuścza jeszcze dlugo po przeczytaniu. Można powiedzieć o sukcesie książki „Miasto ryb” u krytyków, która zajęła odpowiedne dla niej miejsce w rankingu książek 2007 roku, który robiła opozycyjna gazeta „Nasza Niwa”. Co najmniej rok lub dwa po tym warto śledzić co się dzieje z „Książką roku”. Nawet teraz jeżeli zapytać o tej książce białoruską bohemę w Mińsku, prawdopodobnie, biędzie taka odpowiedź: „Słyszałem, chwalili, jeszcze nie czytałem – ręce nie docierają”. I co wtedy można powiedzieć o masach białoruskich, którzy czytają w najlepszym przypadku rosyjskie kryminalne powieści D. Doncowej, powieści o miłości i inną bardzo prymitywną litaraturę.
    Można zrzucić winę na niewielkie liczbę egzemplarzy, odległe litewskie wydawnictwo, również na wspólne problemy językowe białoruskiego społeczeństwa. Nie patrząc na wymienione wyżej przeszkody, nie będziemy przypominać więc o tym, jakie książki i na jakich warunkach były lubione oraz czytane wśród czytelników. Odpowiedźą na pytanie «dlaczego nie czytają tą książkę?» jest to, że nie jest ona jeszcze uznana za dobrą wśród białorusinów.

  2. Przedmiotem analizy jest publikacja Henryka Samsonowicza „Nieznane dzieje Polski. W Europie czy na jej skraju?”, byłego rektora Uniwersytetu Warszawskiego i ministra edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, członka rzeczywistego PAN i kawalera Orderu Orła Białego.
    Aktualność danej książki jest oczywista ze względu na dyskusję o przynależności Polski do Europy. Polska od dziewięciu lat jest członkiem Unii Europiejskiej, co powoduje próby poszukiwania jej przynależności do Zachodniej cywilizacji, historycznego uwarunkowania oraz osadzenia.
    Główną tezą według autora jest pokazanie roli Polski w gospodarce europieskiej i udział w tworzeniu wartości uznawanych w tym kręgu georaficznym za znaczące.
    Książka jest podzielona na 8 ciekawych rozdziałów. Wszystkie treści są logicznie połączone i potwierdzone poprzez wnikliwą analizę licznych źródeł historycznych. Pierwszy rozdział „Poza granicą czy na peryferiach Europy” opowiada nam o wędrówkach ludów w Europie, o kształtowaniu się współnot plemennych a następnie podstaw państwowości. Drugi rozdział „Nowa Europa” opowiada o przemianach, związanych z chrystianizacją Europy i pierwszych rywalizacji o status quo w regionie. W trzecim rozdziałe „Dzikie Pola czy ziemie cudu gospodarczego” autor zwraca na uwagę na krucjaty, rozwój gospodarki, bogacenie się ludnosci, ekspansje terytorialne i kolonizację. Kolejny rozdział „Kryzys zachodu i szansa Polski” pokazuje skutki plagi „czarnej śmierci” pustoszącej Europy oraz wzrost niedotkniętej nią Polski. Rozdział piąty „Z zaścianka w wielki świat” pokazuje wzrost znaczenia Polski i jej umacnianie na arenie międzynarodowej. W następnym rozdziałe akcentuje na rozwoj sztuki, nauki, literatury. Skłania się również ku przyczynom przyszłego osłabienia Polski. Kolejne rozdziały „Łup sąsiadów” a „Czy czasy niebytu?” opisują upadek i losy aż do roku 1989.
    Wątliwości, które pojawiły się podczas lektury –tytuł daje nam mylne wyobrażenie o zawartości, czytelnik spodziewa się nieznanych wcześniej faktów. Opierając się jednak na jej treści, ksiązka wygłąda jako zwykły podręcznik do historii. Autor skupił się na opisie historii Polski w kontekście Europy do okresu nowożytności.Nie skupia się natomiast na konkretnym problemie, tylko zarysowywuje kontekst historycznych okresów. Rozpoczyna wiele myśli, ale nie doprowadza do ich podsumowania, zostawia jako kwestie otwarty. Śześć rozdziałów powiestwują, w sposób szczegółowy, okres od powstania do schyłku państwa Polskiego, natomiast dwa ostatnie rozdziały omawają w sposób pobieżny 300-letną historię. Jako obronę dla autora można wspomnieć jego wypowiedż ze wstępu publikacji, iż ten szerzej omawiany okres jest mu blizszy. Należy przypomnieć, iż pierwszy tytuł publikacji był bardziej adekwatny do jej zawartości („Miejsce Polski w Europie”), zaś nowy zmieniony tytuł można odebrać jako chwyt marketingowy.
    Podsumuwując, można powiedzieć, że autor w sposób ciekawy opisał historię Polski. Książka może stać alternatywą dla zwykłych podręczników z historii Polski tego okresu (do nowożytności). Autor sam w podsumowaniu odpowiada na postawione przez siebie tytułowe pytanie „nie ma co do tego wątliwości, że Polska leży w Europie”.

  3. “Miasto Ryb” Natalki Babinej to opowieść o ludziach którzy ciągle żyją pamięcią. Ciągle walczą, ciągle wierzą w prawdę swoich przodków. Tęsknią za tym co już nie powróci, nie mogą żyć w okropnej, bezdusznej rzeczywistości, gdzie wytrzymać potrafi tylko ten, kto umie milczać. Tych, kto chce być innym w tym brutalnym systemie, doprowadzą do tego, że już nie czują się ludźmi, raczej zwierzętami. Podobne do wilków, którzy, mimo swojej samotności i ciężkiego charakteru, trzymają się razem, wroga czują na kilometr i zawsze przygotowani na to żeby uratować swoich sąsiadów. Pomagają również tym, kto prawie doszedł do dna w poszukiwaniu wolności dla siebie i swojej rodziny, jak uchodźcy z Kongo (czy Białorus to już prawie Kongo w sensie politycznym?).

    Żyją według instynktu. Instynktu obronnego. System zmusza ich do tego, żeby chowali się w budkach dla bobrów, cysternach z wodą, grobowcach. Przecież zwierzęta mają więcej praw. Ptaki mogą przelecieć przez Bug, ludzie – nawet nie mają możliwości kąpać się w rzece, która jest ich Bogiem.

    Bohaterowie “Miasta ryb” to nie tylko mieszkańcy Dobratycz, Stradycz i innych wiosek, przesuniętych ze strefy granicznej na nowe miejsce. To wszyscy, którzy zamiast bezpieczeństwa i korzyści dla siebie wybierają czegoś większego, wybierają wolność duchową. Takie ludzie potrafią marzyć nawet w więzieniu. Jedyne czego potrzebują, być szczerymi z tymi, kto cię urodził, kto cię wychował. Należy karmić świnie i pracować w ogrodzie nawet jeżeli jesteś zmęczony, rozbity i otoczony zagrożeniami ze wszystkich stron. Bo tak nakazała babcia. Bo dług przed ojczyzną to dług przed babcia, przed rodziną, a nie przed prezydentem, milicją i wojskiem, broniącymi interesy przestępców.

    Ale to “ostatnie z mohikan”. Niewielu zostało tych prawdziwych poetów, pod naporem systemu ginie miłość, przyjaźń, talent. Pojawiją sie takie “poety”, jak Miszyk. Strach panuje nad krajem. Natalka Babina jednak pokazuje że mocniejszymi w porównaniu z człowiekiem są tylko sile wyższe, przyroda, żywioł. Nie trzeba się bać, ponieważ istnieją nory w czasie – jeżeli umieć, potrafisz widzieć to w co ciągle wierzysz. Oczywiście, nie ma już dawnego Brześcia, oczywiście, że wszystko co się zdarzyło na końcu historii – Tolik, prowadzący wycieczki po Bugu od Brześcia do Lwowa po obu brzegach rzeki, i tak dalej, wszystko to wymyśl autorki. Ale ona w to wierze. Ona to widzi, znaczy to istnieje.

    Co do stylu pisania, czasami historia już za bardzo przypomina blockbuster czy detektyw, jest tu trochę absurdu, trochę fantastycznego. Strasznie jest więc to, że na Białorusi naprawdę to się dzieje. Babina jako dziennikarka opozycyjnej gazety “Nowa Niwa” dobrze orientuje się w sytuacji, mówi wprost. Trzeba walczyć o swoje i się nie poddawać. Ale ostrzega: bądźcie przygotowani na wszystko.

    Natalka Babina “Miasto ryb” / Dom wydawniczy REBIS, Poznan, 2010.

  4. «Miasto ryb» dość ciekawie przedstawia realia życia na Białorusi. Impulsem do napisania książki stały się dla autorki wydarzenia towarzyszące wyborom prezydenckim w 2006 roku. Narracja opiera się na własne doświadczenie życiowe pisarki. Główna bohaterka «Miasta ryb» to kobieta, która budzi i sympatię, i współczucie. Jest dowcipna, inteligentna, wiele w życiu przeszła. Ale jest przy tym, a może dzięki temu, tak silna, że tylko pozazdrościć. Można otrzymać wrażenie, że autorka «obśmiewa» pewne tematy, ale nawet jeśli się śmiejemy, jest to jednak śmiech przez łzy.
    Białoruś z «Miasta ryb» nie jest krajem przygnębionych ludzi mających problem z własną tożsamością, marzących o zjednoczenie z Rosją. Życie tutaj to oczywiście nie bajka, ale żyć się jednak daje. Są dużo ograniczeń, przeszkód, kłamstwa, ale i nie brakuje miłości, przyjaźni, współczucia. Wbrew pozorom, Białoruś jest bardzo zróżnicowana. Można zauważyć tutaj sporo osób, które potrafiły odnaleźć się w aktualnej rzeczywistości i żyje im się całkiem nieźle. Takich jest jednak mniejszość. Większość Białorusinów jest wobec polityki zdystansowana i trudno jednoznacznie powiedzieć, czy to jest dobrze, czy źle. Sytuacja już dawno dojrzała do tego, żeby zaprotestować przeciw chamstwu władzy, oszustwom, przekrętom, zniszczeniu wartości państwa. Społeczeństwo powinno się obudzić i zareagować, jednak się boje i cierpi dalej, a może nie wierzy, że zmiany przyniosą to, czego wszyscy chcą. Życiowa mądrość, która uważa, że wszystko powinno być w swoim czasie, czy tylko duchowe lenistwo całego narodu i lęk przed silniejszym?
    Taki obraz Białorusi jest tym bardziej wiarygodny dla czytelników z Zachodu, że autorka nie jest reżimowym twórcą propagandowym, lecz dziennikarką niezależnej «Naszej Niwy». W jej książce można zauważyć dużo ironii i sarkazmu. Dlatego może czyta się dobrze, mimo to że chodzi o sprawach bardzo poważne. Na Białorusi może być śmieszno i straszno, i to właśnie jest życie prawdziwe, jakkolwiek by paradoksalnie to nie zabrzmiało.

  5. Jaki tajemnice zawiera „Muzeum porzuconych sekretów” O.Zabużko?
    W tej powieści dostajemy rozmaitą historię rodzinną o naprawdę wielu genres z zwracaniem do ważnych życiowych pytań. Jednocześnie przez historię „jednej” rodziny autorka przedstawia 60-róczną ukraińską historię. Jak i było oczekiwane np. z anonsów, to jest rzetelna powieść czyli jeżeli mówić o historycznej części (przygotowanej na podstawie gruntownej pracy badawczej). Właśnie oczywiście taka praca to wyzwanie, dlatego że akurat te kwesta historyczne są drażliwe, oraz często wydają się kontrowersyjnymi i są irytującymi; ale nawet w dalszych analizach powieści nie zauważyłam dużo krytycznych uwag.
    Opowiadana jest historia trzech generacji; podczas całego tworu otwierają się czytelnikom rodzinne sekrety, oraz sekrety historii kraju. Główni bohaterowie próbują zrozumieć przeszłość swojej rodziny, oraz swojego otoczenia, i nie tylko osobistą historię, ale i społeczne zjawiska historii Ukrainy XX wieku (najpierw chodzi o UPA, głodu, odwidzi itd.). Jeżeli chodzi o historii, to dość symbolicznie, że wydarzenia powieści również kończą się w pamiętny 2004 rok, w przededniu rewolucji pomarańczowej.
    Jednocześnie autorka nie ogranicza się tematem historycznym, ale stawi inne pytania socjalne. Problemy wyboru moralnego, podejmowania decyzji, poszukiwania siebie i zachowania swojej osobowość czyli ludzkości zwłaszcza w wymienionych warunkach historycznych. I właśnie to przejście
    Filozofska i socjalna opowieść, detektyw, romans, prawie dokumentalna historia lub fantastyka (a może nawet jeszcze coś nie zaznaczone), oraz specjalny język i przedstawienie myśli – tak się wydaje, taka forma niezwykła ewentualnie dla prozy może być trudna dla postrzegania większością czytelników. A z innej strony wątpię czy była taka decyzja konieczną czyli czy naprawdę trzeba było łączyć takie poważne, ale różne kierunki w jednym tworze?

  6. Powieść „Miasto ryb” – dzieło literackie współczesnej białoruskiej pisarki Natalki Babiny, które było nominowane do prestiżowej nagrody literackiej Europy Środkowej „Angelus” w 2010 roku. Nagroda jest przyznawana za jaskrawe, wybitne przedstawienie w tworczości aktualnych problemów, kultur i tradycji narodowych, za umiejętność wywołania reakcji czytelników oraz za sprobę zachęcenia do przemyślenia rzeczywistości. Powieść była opublikowana pod koniec 2007 roku.
    W swojej prace autorka podnosi tematy, które są istotne dla mieszkańców trzech sąsiednich krajów: Białorusi, Polski i Ukrainy. Rozpatrywane państwa mają wspólną historię, kulturową i językową bliskość, podobieństwo tradycji i zwyczajów.
    Powieść może być z pewnością uznana za niezwykły, unikalny opis rzeczywistości polsko-białorusko-ukraińskiego pogranicza. Miłe sercu proste krajobrazy , koloryt obszarów wiejskich, szczególna sielska przytulnośc, autentyczność, sympatyczna bezpośredność ludzi, paleta tradycji narodowych – to wszystko, autorka przedstawia z osobliwym poczuciem miłości, szacunku, uznania i sympatii.
    W tym samym czasie, pisarka umiejętnie utrzymuje uwagę i rozpala zainteresowanie czytelników przez opisanie dynamicznych i dziwnych wydarzeń detektywistycznych i w pewnym stopniu magicznych.
    Krytycy szczególnie podkreślają oświetlenie tematu wyborów prezydenckich na Białorusi. Warto jednak zwrócić uwagę nie tylko na wymiar polityczny tworu, ale również na orientacji społeczne. Refleksje filozoficzne i doskonałe środki ekspresji artystycznej odróżnią powieść „Miasto ryb”.
    Obraz małej ojczyzny autorki (dzisiejszej terytorium Białorusi) w tym dziele literackim zajmuje szczególne miejsce. Ziemie przygraniczne zawsze były miejscem spotkania oraz niepowtarzalnego wzajemnego przenikania i przeplatania kultur. W tym miejscu składa się osobliwa świadomość i postawa wobec rzeczywistości. Często te terytoria są sporne, zmieniają swój status, przynależność narodową oraz reżim polityczny. Dynamizm zdarzeń zewnętrznych staje się codziennością. Takie terytoria są często wykorzystywane do czerpania korzyści bez troski o konsekwencje w przyszłości.
    Połączenie kultur prowadzi do formowania odrębnego sposobu postrzegania życia mieszkańców granicznych miast: różnią ich osobowość, wykształcenie, zasady i doświadczenie.
    „Kopanie nory w czasie” pomaga główną bohaterce przenieść się w przeszłość . Ona widzi dzieciństwo ulubioną babci, a potym pogrąża się coraz głębiej w poszukiwaniu swoich korzeni. Przed nami powstaje obraz Ziemi Brzeskiej czasów Bohdana Chmielnickiego: zamki, ratuszy, rynek, unickie cerkwie, kościoły, synagogi. Duch wolności, odwagi, niezależności i pluralizmu politycznego odróżnia ziemi obecnej Białorusi w tym odległym czasie.
    Autorka pośrednio wskazuje na kontrast sytuacji obecnej i przeszłości historycznej państwa.
    Symbolicznym jest obraz burzy, która odsłania wiele nieprzyjemnych rzeczy i reprezentuje próbę zmiany obecnej sytuacji.Powieść „Miasto ryb” można ocharakteryzować jako silne i w pewnym stopniu symboliczne dzieło wsponialej pisarki, które nie pozostawia czytelników obojętnymi.

  7. Czy Polska zawsze była w Europie? A może poza nią? Co kiedyś rozumiano mówiąc „Europa”? Czy dawni mieszkańcy Rzeczpospolitej przypominali bardziej Niemców czy Turków? Co myślał Anglik odwiedzając Polskę 500 lat temu? I dlaczego polski książę podarował niemieckiemu cesarzowi wielbłąda? Interesują Cię odpowiedzi na te pytania? Sięgnij po najnowszą książkę H. Samsonowicza!

    Znajdziesz w niej wciągający (po warunkiem, że lubisz historię…) opis roli Polski w europejskiej gospodarce, kulturze i polityce. Poznasz też różne procesy zachodzące w cywilizacji europejskiej w ostatnim 1000-leciu.

    Autor zaczyna od omówienia znaczenia ziem nad Wisłą i Wartą podczas mrocznych wieków wczesnego średniowiecza. Po opisie wzlotów i upadków pierwszej monarchii piastowskiej, ukazane są czasy rozdrobnienia feudalnego królestwa, zakończone zjednoczeniem państwa przez Władysława Łokietka. Dowiemy się tu m.in. czy obszary Polski były wówczas dzikimi polami czy ziemiami cudu gospodarczego. Dalej przeczytamy o dynamicznych zmianach za panowania Kazimierza Wielkiego i jak do władzy doszli Jagiellonowie. A potem poznamy realia późnego średniowiecza, bogate w ważkie wydarzenia polityczne, zmiany gospodarcze i rozkwit nauki. Następnie dowiemy się jakie było miejsce Polski w Europie w czasach „złotego wieku” gdy kwitł eksport zboża i tolerancja. Po opisie stopniowej erozji i upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów, autor syntetycznie streszcza rozwój polskiej kultury w czasach braku państwowości i wyznacza miejsce Polski w burzliwym XX stuleciu, gdy jako pierwszy kraj przeciwstawiła się Hitlerowi, a potem trafiła na nagłówki tytułowych stron gazet po powstaniu „Solidarności”.

    Autor dochodzi do wniosku, że Polacy zawsze byli związani z Europą, rozumianą jako wspólnota cywilizacyjna. Świadczy o tym wielowiekowa obecność na polskich ziemiach chrześcijaństwa i zakorzenienie wartości demokracji, samostanowienia, poszanowania indywidualizmu, parlamentaryzmu i samorządności. Samsonowicz dostrzega jednak, że Polska w niektórych epokach swojej historii znajdowała się na peryferiach Europy. Pod względem gospodarczym, kulturalnym bądź politycznym. Były jednak i okresy, gdy Polacy odgrywali istotną rolę w tych trzech dziedzinach. Tak było na przykład w późnym średniowieczu i na początku Odrodzenia, gdy sławę zdobył Uniwersytet w Krakowie; gdy prawnicy z Polski głosili nowatorskie tezy potępiające wojnę agresywną i nawracanie pogan przy użyciu siły; gdy Mikołaj Kopernik pisał „O obrotach sfer niebieskich” i gdy na ziemiach Królestwa (a potem Rzeczpospolitej) rozkwitał parlamentaryzm.

    Książka podzielona jest na rozdziały ułożone w porządku chronologicznym. Autor w przypisach odwołuje się do dokumentów z danej epoki oraz do dzieł innych uznanych historyków polskich, a niekiedy także zagranicznych. W przeciwieństwie do wielu innych pozycji historycznych, książka ta jest napisana językiem stosunkowo prostym, popularnonaukowym, który ułatwia czytanie. Pewną niedoskonałością jest nierównomierne omówienie poszczególnych epok. Rozdziały opisujące średniowiecze są wyraźnie dłuższe niż fragmenty poświęcone wiekom nowożytnym. Dzieje najnowsze zaś mieszczą się zaledwie na kilku stronach. To zapewne odzwierciedla osobiste zainteresowania autora średniowieczem. Pomimo tych niedoskonałości, książka stanowi interesujące i rzetelne studium dziejów Polski i Europy.

    Henryk Samsonowicz „Nieznane dzieje Polski. W Europie czy na jej skraju?” wyd. Bellona, 2012 r.

    Jan Przyłuski

  8. Natalka Babina “Miasto ryb” / „Город рыб”

    Książka budzi wiele emocji. Jest w niej wiele ekscytujących treści, żywe opisy życia i miejsc. Niewątpliwie jest to jedna z tych książek, które warto przeczytać. Gorąco polecam.
    Kiedy wydarzyła się ta historia? To pytanie często zadawałam sobie, czytając tę książkę. Jej fabuła to mieszanka przeszłości i teraźniejszości. Chociaż prędzej powiedziałabym że nie teraźniejszości, lecz możliwej przyszłości kraju. Przyszłość została wynaleziona przez autorkę, ale myślę, że wielu białorusinów uważa, że taka przyszłość jest bardzo prawdopodobna. Wydarzenia w książce dzieją się w regionie brzeskim, mojej małej ojczyźnie. Zainteresowanie tym jak będzie pokazane życie w moim rodzinnym regionie, zmienia się w przyjemne uczucie nowego poznawania „rodzimych miejsc”, „jego kolorów”. Mogę powiedzieć więcej, utwor sprawia, że odczuwam tęsknotę za dzieciństwem, czasem spędzonym na wsi z babcią. To uczucie jest tego warte.
    Dobratyczy – wieś, ktora już od kilka lat, umiera, to mały, ale malowniczy skrawek Białorusi, którego mieszkańcy żyją jak najlepiej mogą. Jednak życie w tej małej wiosce, nie mógło uciec od zmian, które wymusił czas. «Teraz ludzie chowają się za wysokimi płotami. Kiedyś baliśmy się Cyganów, teraz każdy boi się każdego».
    Babcia Makrynia to jedna z głównych postaciej utworu. Nic dziwnego, że autorka mówi: «Świat trzyma sie na niej». Babcia Makrynia jest bardzo naturalna, mówi w miejscowym dialekcie, nie wyobraża sobie swego życia bez codziennej pracy. Ręce i nogi Babci Makryny, przez wiele lat ciężkiej pracy, są nasycony ziemią tak jakby Makryna stała się jej częścią .
    Skarb znaleziony przez mieszkańców to metaforyczny i rzeczywisty jego obraz. Rzeczywisty, bo niemal każda miejscowość na Białorusi, ma swoją legendę o ukrytych lub zagubionych skarbach. Jednak w historii tego skarbu, widoczne jest również odwołanie do ogólnego talentu ludzi mieszkających tutaj, talentu, który od dawna jest pogrzebany i zapomniany.
    Bardzo zaciekawiła mnie postać „Oksany”, dyrektorki szkoły z sąsiedniej wioski. Wiele takich „Oksan” mieszka w białoruskich miastach i wsiach. One chcą tylko spokojnego życia, nie próbując w żaden sposób walczyć o swoje marzenia. Wydaje mi się, że nawet nie myślą, że życie może być a nawet powinno być inne! Mam nadzieję, że zmiana charakteru takich ‘Oksan’ może dokonać się inaczej a nie wskutek życiowej klęski, takiej którą spotkała bohaterkę.
    Nie ma sensu omawiać fabuły, każdy musi sam przeczytać tę książkę i przeżyć ją samodzielnie. Jest mi bardzo przykro, że o istnieniu tej książki dowiedziałam się daleko od domu. Szkoda, że tak niewielu Białorusinów wie o jej istnieniu. Takie książki o Białorusi i jej codziennym życiu, są „skarbem”, który należy znaleźć.
    Zakończenie tej książki zmusza do smutnego uśmiechu. Burza, która zniszczyła wieś, dała początek czemuś nowemu w życiu bohaterów. Życie toczy się dalej. «Przeżyliśmy wszystko». Brzmi to bardzo po białorusku i być może dlatego jest takie smutne. Burza niszczy to co stare, odkrywa tajemnice, pokazuje dobro i zła. Jednak burzy nie udało się zniszczyć ducha narodu. Był to punkt zwrotny, który pokazuje co jest ważne a co nie.
    «Zero strachu – ten, kto przeżył potop, nie boi się już nikogo, chyba Boga». Myślę, że to zdanie może być odzwierciedleniem esencji narodu białoruskiego. Przeżywszy wiele trudności Białorusini nie mają się już czego obawiać. Tylko tak bardzo chcę, żeby świadomość Białorusinów, jej ukryty „skarb”, nie musiała doświadczyć jeszcze jednej tak straszliwej „burzy”.

    Iryna Nikalaichyk,
    SEW, I rok

    Natalka Babina “Miasto ryb” / Dom wydawniczy REBIS, Poznan, 2010.

  9. „Muzeum porzuconych sekretów ” Oksana Zabużko

    Powieść, która zajmuje w nowoczesnej ukraińskiej literaturze wiodącą rolę. Niektórzy krytycy nazywają „Muzeum porzuconych sekretów ” – „Dorosła powieść dla nastoletniego narodu”. Pomimo, że skoki fabuły tolerują to w 1947, potem w 2006 r., a następnie w 1933, itd. Fabuła jest dość prosta dla zrozumienia i podstawowe idee jasne. Powieść o miłości i śmierci, historii domowej Ukrainy, o życiu, w którym bohater jest nie jednostka, a cała rodzina z własnej tragedią, o przeniesienie wartości z jednego pokolenia na drugie i wałki z totalitarnym reżimem, która jest nadal aktualna. Autor wyraźnie dzieli świat na czarne i białe, w którym główni bohaterowie zawsze mają rację, a wobec ich antypodów fałsz zawsze oczywiste. Dlatego tekst ponosi częściowo także działalność edukacyjną. To, moim zdaniem, wszystko, co pozytywnego można powiedzieć o tej powieści. Może nie jestem fanem tego stylu pisania, gdzie proste wydarzenia rozmazują się na wielu stron, zamiast tego, że by umieścić to w jeden lub dwa porządnych akapity, również artystyczne zdania nabierają jak najwięcej niepotrzebnych słów, wydaje się, że autor stara się pokazać swoje słownictwo i umiejętność wymyślać neologizmy (chciałbym postawić pomnik dla tych, którzy odważyli się w tłumaczeniu tej książki). W tym samym czasie, niektóre wydarzenia fabuły są powtórzone w tekście po chwili niemal tymi samymi słowami. To wszystko może być uzasadnione szczegółami stylu, które zazwyczaj znajdują swoich czytelników, zwłaszcza wśród kobiet. Wychowany przez księgi Czechowa, Twena, Orwela, Saksa, Vonneguta – jestem przyzwyczajony do bardziej zwięzłego wyrażania swoich myśli i bez zasięgania na ingerencji we wszystkich tematach i wszechwiedzy. I nie zdziwiłbym się, gdyby gdzieś między zwykłych opisów seksualnego życia, autorka napisała: „kto zabił Kennedy’ego”. Właśnie o tym „życiu”! Książka pełna jest brzydkich seksownych szczegółów, które mogą przyciągnąć czytelnika, ale nie prowadzą żadnego istotnego obciążenia intelektualnego. Wszystkie te blowjob, strapon, lesbian pocałunki i krople spermy na włosy – po prostu ohyda, co sugeruje, że w życiu seksualne autorki, albo kompletna katastrofa, czy to znaczny kryzys. I usprawiedliwienie dla literackiego stylu i smaku tutaj już nie działają, to jest po prostu okropnie. Jak to mówią: „albo usuń krzyż albo ubierz spodnie!».
    Roman uznana najlepszą książkę na Ukrainie według autorytatywnego czasopisma „Korespondent”, ale ta opinia różni się od mojej. Może gdyby z 832-stron wyciąć 70 procent słów zbędnych i wyrażeń wraz z absurdalnymi fantazje lub praktykami seksualnymi autorki, bym zostawił go w swojej własnej bibliotece, a więc niech czytają ci, którzy nie mają absolutnie nic innego do czytania.

    PS
    A może ja jeszcze nie dojrzał..?

    1. Zgadzam się, pod względem przesady z ilością wyrazów, często niepotrebnech, trudno zaliczyć tą książkę do najlepszych, ponieważ czasami wymaga sporego wysiłku, żeby skończyć czytanie.

  10. Walka z wiatrakami…

    Czytając książki Oksany Zabużko, zawsze zastanawiam się nad tym, do jakie kategorii czytelników autorka kieruje swoje „arcydzieła”. Jej niezwykle rozbudowana poetycki język wymaga odpowiedniego przygotowania i wiedzy oraz olbrzymiej wyobraźni, ponieważ mistrzyni Zabużko korzysta z bezgranicznych zasobów języka, przywołując liczne metafory, epitety oraz dość często występują cudowne neologizmy („żachczące słońce”).
    Bohaterka utworu, Daryna (dziennikarka z ukraińskiej telewizji), zwraca się do postaci swego ojca i przyznaje się do tego, że przez długi okres wstydziła się go i jego „niewyrazistości”, dopóki pewnego dnia (już po jego śmierci) nie trafiła na jego zapis na marginesie książki, który usprawiedliwiał zachowanie ojca i rehabilitował jego postać w oczach córki. Nagle staje się zrozumiały dla niej cichy bunt ojca przeciwko systemowi, który wówczas ogarnął prawie całą świadomą część społeczeństwa, co znajdowało się pod wpływem unifikowanego oraz srogo zhierarchizowanego porządku komunistycznego. W sposób, podobny do tego, co obrał jej ojciec, z komunizmem walczyły rzesze ludu ukraińskiego, które też padły jego ofiarą (przywołuje się tu przykład budowy Pałacu „Ukraina”, co stał się jedną z licznych symbolicznych prób Ukrainy i narodu ukraińskiego wykazać swój sprzeciw systemowi, chociażby w taki cichy i nieagresywny sposób). To był jeden z licznych sekretów, porzuconych i zapomnianych, jako ikony czy książki, zakopane głęboko w ziemie podczas strasznych czasów lat 30. już ubiegłego stulecia, zachowane jedynie z myślą, żeby nie trafiły one do rąk, pobrudzonych w krwi niewinnych. Taka była straszna historia ludu ukraińskiego, który stał się ofiarą sąsiadów, „bratniego narodu”.
    Książka opowiada o niewielkim okresie z życia dziennikarki, ale te opowieści są przeplatane wspomnieniami z historycznych wydarzeń, i to wszystko jest tak poukładane, że od początku trudno złapać główną nić opowieści, bo sam utwór przypomina nieco arcydzieła Marsela Prusta, niczym strumień świadomości. Ale przewodniczącą ideą jest wyświetlenie odwiecznej walki narodu ukraińskiego z władzą, która nieco przypomina walkę Dona Kichota z wiatrakami. Odczuwalna jest nostalgia za przeszłością, kiedy te walki, chociażby tajemnie i niezbyt skutecznie, były toczone, gdyż we współczesnej Ukrainie ludzie raczej upokarzają się rządzącym władzom, a wszystkie próby buntów i sprzeciwu są brutalnie potępiane lub po prostu ignorowane.
    Autorka przedstawia nowe spojrzenie na historię Ukrainy, próbę rekonstrukcji wojennych i powojennych działań, które do dziś zostawały białą plamą w historii. Z tym celem autorka skorzystała z archiwów, które naprawdę składają się na muzeum porzuconych sekretów, do których nikt nie zwraca się i o których po prostu zapomina się.
    Warto przeczytać tą książkę chociażby ze względu na jej obfitość językową, ale i pod pretekstem zapoznania się z jeszcze jednym podejściem do ponownego analizowania zapomnianych momentów historii oraz zastanowienia się nad osobistym wkładem w ową historię.

    Maryna Pavlovska
    SEW I rok MGR

    Оксана Забужко „Музей покинутих секретів” (Oksana Zabużko „Muzeum porzuconych sekretów”)

  11. Silna wartościami i kulturą

    Tytuł książki może być nieco mylący. Nie chodzi bowiem o podanie współrzędnych, określających położenie Polski na mapie świata, czy też na mapie kontynentu. Nie chodzi też o prawny stosunek do Unii Europejskiej. Te problemy są rozważane przez geografów, polityków i prawników. W tej świetnej pracy wybitnego historyka – mediewisty termin „Europa” używany jest dla wyróżnienia obszaru określonej cywilizacji. Był on wyznaczany przez wiele różnych czynników związanych z warunkami naturalnymi, z wydarzeniami politycznymi oraz – może w stopniu najmniej rozpoznanym – ze stosunkami gospodarczymi. Istnieje w historii pojęcie „światów gospodarki”, to jest obszarów w miarę samowystarczalnych, w zasadzie mało podatnych na wpływy zewnętrzne. Wydaje się, że łączyły się one ze „światami kultury” , obszarami, na których rozwijały się jednakowe lub zbliżone idee, gdzie uznawane były podobne wartości, co – obok wymiany gospodarczej – ułatwiało wzajemne, międzyludzkie kontakty.
    Europa – szczególnie od czasów średniowiecza – tworzyła zrazu słabo wyróżniającą się, z czasem coraz bardziej widoczną w przestrzeni wspólnotę kulturalną. Do jej istotnych cech – poza współistnieniem wielu odmiennych idei i obyczajów – należały także elementy wspólne: system chrześcijańskiej etyki i chrześcijańskich wartości, kanony piękna i potrzeba poszukiwania prawdy oraz datujące się od czasów starożytnych, dążenie do uporządkowania otaczającego świata, czego najlepszym przykładem są zasady prawa rzymskiego. Do tych elementów mogą być zaliczane także określone na tym kontynencie zasady samorządności wspólnot lokalnych, idee parlamentaryzmu, sformułowania naturalnych praw człowieka. Wreszcie – do kultury europejskiej zaliczane mogą być wartości, polegające na poszukiwaniu, na podejmowaniu działań nowych, nie mieszczących się w kanonach dotychczasowej praktyki, zrywających ze starszą tradycją. Oczywiście, definicja ta nie wyjaśnia wielu niejasności. Autor je wymienia w formie pytań: Czy całe chrześcijaństwo tworzyło jednolitą bazę kultury? Czy despotyzm carów, sułtanów jest tożsamy z absolutyzmem cesarzy rzymskich narodu niemieckiego i królów francuskich? Czy demokracja szlachecka jest ustrojem parlamentarnym, tak samo jak monarchia stanowa? Niemniej – biorąc pod uwagę, że każdy model historyczny czy socjologiczny jest prawdziwy tylko w części, można próbować określać zmienne w czasie granice Europy, jako wspólnoty kulturalnej.
    Jeśliby przyjąć właśnie takie założenie, to niniejsze rozważania pokazywać powinny rolę Polski (może ściślej: ziem polskich) tak w europejskiej gospodarce, jak i udział w tworzeniu wartości uznawanych w tym kręgu geograficznych za istotne. Dwie ważne przyczyny prowadzą do ograniczenia tych rozwiązań: po pierwsze -niedostateczne kompetencje autora, który większość swej aktywności naukowej poświęcał dotychczas badaniu wieków średnich, w zakresie dziejów nowożytnych oraz po drugie, zjawiska towarzyszące przekształcaniu się „kultury Europy” w „kulturze świata”. Wraz z dobą nowożytną rozpoczął się bowiem proces przełamywania barier „światów gospodarki”, proces powolnego kształtowania się systemu światowego. Jeśli zatem konsekwentnie traktować założenia tej pracy, trzeba by pisać o „miejscu Polski w świecie”. Wydaje się jednak, że ten temat przekracza możliwości autora. Rozważania autora sprowadzają się głównie do problematyki gospodarczej i kulturalnej. Są one nierozłącznie związane z polityką, stąd też sporo miejsca musi być poświęcone roli Polski w układzie sił w Europie. Nie sposób tu rzecz prosta traktować tego tematu jednolicie dla okresu obejmującego blisko tysiąc lat dziejów. O roli Polaków w rozgrywkach politycznych XIII wieku można mówić w skromnym kontekście geograficznym, ograniczonym Karpatami i Bałtykiem, Bugiem i środkową Odrą. W sto lat później cały obszar młodszej części Europy – od Adriatyku po Morze Czarne, Skandynawię, Dunaj, Łabę czy nawet Wezerę stanowił szachownicę, na której Polska rozgrywała skomplikowane partie polityczne. Kolejny wiek wprowadził Polskę do koncertu głównych potęg kontynentu. Wydarzenia we Włoszech, Hiszpanii, na Bałkanach nie tylko interesowały polskiego króla, miał on także spory w nich udział. Nie trzeba dodawać, że w czasach nowożytnych pozycja polityczna Polski ulegała stopniowym ograniczeniom.
    Nie oznacza to, że wprowadzona periodyzacja tematu „miejsce Polski” powinna być oparta na cezurach związanych z dziejami politycznymi. Niekiedy o tym miejscu decydowały też względy gospodarcze – jak w średniowieczu – niekiedy kulturalne – jak w wieku XIX. Jeśli jednak dziś chcielibyśmy widzieć Polskę w kontekście szerszej, europejskiej wspólnoty, to może warto bez kompromisów i urazów rozważyć historyczne przesłanki udziału społeczeństwa w tej wspólnocie.
    Autor nie ma, oczywiście, wątpliwości, że Polska leży w Europie. Jest i była krajem chrześcijańskim, w którym demokracja, samostanowienie wspólnot ludzkich, uznawanie każdego człowieka za istotę równowartościową – są głęboko zakorzenione, Polska już niejako tradycyjnie jest krajem, w którym społeczeństwo nie chce być w służbie władzy, lecz decydować o władzy. Europa jako jedność kultury nie jest tylko „ideą chińską”, stanowi przy całej wielości narodowych języków i zwyczajów, więź realną, obejmującą społeczności decydujące dziś o kształcie świata. Polskość mieści się dobrze w europejskości, jest bowiem otwarta na różne obce wzory działania, szczególnie te, które sama wybiera i akceptuje. Znaczenie kultury polskiej polegało – w XVI, XIX i XX w. na wchłanianiu i łączeniu różnych prądów, idących ze wszystkich stron świata. Cechą i polską, i europejską jest poszanowanie indywidualizmu oraz – mimo wszystko – parlamentu, tak w skali państwa, jak i gminy. Dokąd sięga samorząd, dotąd sięga Europa.
    Autor moderuje jednak swe szeroko zakrojone rozważania, sprowadzając czytelnika na ziemię. Polacy w Europie nie są narodem i państwem pierwszej rangi, lecz należą do grupy społeczeństw średniej wielkości. Jednakże nawet obcy badacze stwierdzają, że Polsce dane było odegranie wielkiej roli w przeszłości. Pewne zbiorowe cechy, powstałe wówczas, przetrwały do dziś. Już trzysta lat temu Polska utraciła poprzednie znaczenie, spadając do rzędu państw zależnych. W końcu została pozbawiona swego samodzielnego bytu. Jednak tu Polska znalazła się w dobrym towarzystwie: straciły swoje mocarstwowe znaczenie: Hiszpania i Holandia, Anglia i Francja, a obecnie widzimy załamanie supermocarstwowej pozycji Rosji. Profesor Samsonowicz jest jednak optymistą, kiedy stwierdza, że jeśli Polska dorówna przodującym krajom w dziedzinie kultury – a jest to możliwe – nie będzie musiała nosić garbu swych niepowodzeń.
    W czasie swego złotego wieku Polacy wytworzyli wartości, które do dziś wzbogacają kulturę Europy. Nawet w czasie upadku naród polski miał swe osiągnięcia. Ich świadomość pozwala Polakom na poczucie własnej wartości, konkluduje autor.

    Lilit Karapetyan
    SEW I rok MGR

    Henryk Samsonowicz. „Miejsce Polski w Europie” / Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1995/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s