Niemcy i stosunki z Polską w dobie kryzysu

W Niemczech słowo kryzys, zwłaszcza w zestawieniu ze słowem gospodarczy, wywoływałoby  jeszcze kilkanaście lat temu nastrój paniki. Skojarzenia z „wielkim kryzysem”, związanym z nim dojściem Hitlera do władzy i w konsekwencji „niemiecką katastrofą” były wciąż żywe. Niemcy byli wciąż jeszcze niepewni siebie. Euforia związana ze zjednoczeniem nie zdolna była przegnać od razu  demonów przeszłości, których Niemcy traumatycznie niemal się lękali. Dzisiejsze podejście do kryzysu finansowego i gospodarczego jest już w Niemczech nader pragmatyczne. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat wiele się zmieniło bowiem w niemieckim myśleniu politycznym i nastrojach.

————————————————-

Spis treści:
Od euforii do pragmatyzmu.. 1    Opiekuńcza kanclerz Merkel 3 Stosunki z Polską i nierównoboczny trójkąt 5 Bezpieczeństwo, Rosja, energetyka. 6                         [artykuł opublikowany w: Sprawy Międzynarodowe, lipiec-wrzesień 2012]

————————————————-

Od euforii do pragmatyzmu

Politykę niemiecką na co dzień dyktuje przede wszystkim Angela Merkel. W opinii przeciętnego Niemca przesłanie pani Kanclerz brzmi „za spokój trzeba płacić” i większość Niemców wybiera spokój. [1] Aby jednak ocenić właściwie tą sytuację trzeba cofnąć się nieco w czasie.

Euforii  zjednoczenia towarzyszył  w Niemczech  euro optymizm (co było też zjawiskiem powszechniejszym niż tylko niemieckim). Przesłanie kanclerza Kohla dla całej Europy brzmiało:  zjednoczone Niemcy będą nie mniej proeuropejskie niż stara bońska Bundesrepublika, a Unijna Europa będzie miała przed sobą wielką karierę.  Prowadzić do  tego miała m.in. nowa wspólna waluta euro, której projekt właśnie wówczas przedstawiono i którego Kohl był orędownikiem.  Niebezpieczeństwo odrodzenia się „(zbyt) wielkich Niemiec” była troską nie tylko ich sąsiadów, ale również samych Niemców. Od lat sześćdziesiątych niemieccy historycy, publicyści i politycy powtarzali jak polityczną mantrę: „Niemcy były za małe, aby dominować na kontynencie, ale za duże aby ze swoimi mniejszymi sąsiadami umieć partnersko  współpracować”, a położone w samym centrum kontynentu, mają tych sąsiadów tak wielu.  To miała być przyczyna wszystkich nieszczęść. Teza ta dotyczyła Niemiec od końca XIX wieku aż po III Rzeszę, a nie znacznie mniejszej Republiki Federalnej na Zachodzie, wielkości prawie w sam raz na sojusz  z Francją. Perspektywa zjednoczenia Niemiec, kazała jednak myśleć, jaki wniosek mają wyprowadzić Niemcy z gorzkiej lekcji historii, jaką otrzymali.  Przed rokiem 1989 były to tylko rozważania teoretyczne. Rozpad bloku sowieckiego i nadspodziewane szybkie zjednoczenie Niemiec przywracało dawny dylemat polityki niemieckiej „za duzi czy za mali” i tym razem należało dać praktyczną, a nie tylko teoretyczną odpowiedz. Politycy niemieccy bali się, że przywrócenie większych i  zbyt potężnych Niemiec, prowokować będzie, jak dawniej, tworzenie się antyniemieckiej koalicji wszystkich ich o wiele słabszych sąsiadów.

Problem ten udało się Republice berlińskiej (a już nie bońskiej) rozwiązać dzięki rozszerzeniu Unii Europejskiej. Rozszerzenie Unii Europejskiej było w istocie konieczne dla utrzymania wewnątrzunijnej równowagi. W większej i poszerzonej Unii Niemcy stawały się proporcjonalnie mniejsze. Otoczenie Niemiec przyjaznymi ze wszystkich stron sąsiadami, jest dla Niemiec najbardziej stabilną sytuacją. Owa przyjaźń jest też formą kontroli nad Niemcami. Dzięki temu nie ma się, co obawiać Niemiec, które nie chcą ale i nie mogą być zbyt samodzielne. Należy zauważyć, że uzyskanie takiej stabilnej sytuacji Niemcom potrzebne były dobre stosunki z Polską, która jest ich największym sąsiadem na Wschodzie.

Euforia zjednoczeniowa miała jednak swój kres, co łączyło się też końcem czasów eurooptyzmizmu. Już przed rokiem 2000 widoczne było, że  EU nie będzie superstar, jak wcześniej zapowiadano. W samych Niemczech zmierzch optymizmu związany był nie tylko z ogólnoeuropejskimi ale też  z dwoma wewnątrzniemieckimi czynnikami – narastającymi trudnościami z transformacją NRD oraz z koniecznością przebudowy „opiekuńczego państwa dobrobytu” wspaniałego wspólnego dzieła zarówno niemieckiej chadecji jak i socjaldemokracji okresu republiki bońskiej.

Nastroje stały się w Niemczech z euforycznych raczej minorowe. Niemcy sprawiali wrażenie, jakby niczego dobrego nie mogli się spodziewać i zastanawiali przede wszystkim nad tym, by w przyszłości nie było im gorzej i by nie utracić tego, co w przeszłości uzyskali. Politycy dyskutowali nieustannie o potrzebie reform, których kosztów jednak powszechnie się obawiano.

Na reformy zdecydował się jednak kanclerz Schroeder. I okazały się one w jakimś stopniu skuteczne. Obniżono koszty pracy, zaczęto oszczędzać na pomocy dla bezrobotnych. W szczególności tzw Harz IV ograniczał w dużym stopniu dawne dwuznaczne  przywileje  socjalne.  Związano podwyżki płac ze wzrostem wydajności pracy, co było możliwe dzięki rozbudowanemi systemowi rozmów taryfowych między pracodawcami, związkami zawodowymi i rządem.

Niemcy gospodarczo stały się sprawniejsze i bardziej konkurencyjne. Ten sukces miał jednak skutki uboczne, jakim były poważne przemiany w niemieckim systemie partyjnym. Ducha gospodarczego liberalizmu, co połączone było z częściowym demontażem państwa opiekuńczego, wprowadzał socjaldemokrata. Był to szczęśliwa konstelacja dla reform (bowiem chadecy nie przeciwstawiali się tym reformom), nieszczęśliwa jednak dla samej socjaldemokracji. Schroeder zostawił gospodarkę niemiecką w znacznie lepszym stanie niż partię polityczną, której przewodził. Secesji dokonał bardziej lewicowo nastwiony i ambitny viceszef SPD Oscar Lafotaine i na lewo od SPD wyrosła bardziej lewicowa formacja, wywodząca się z postkomunistycznej PDS, która jednak rozprzestrzeniła się na całe Niemcy przemianowując się na Die Linke (Lewicę). I ostatecznie, po okresie współrządzenia z CDU,   SPD przegrała z kretesem wybory z jednym z najniższych wyników wyborczych w swojej powojennych dziejach.

Reformy Schroedera choć w szerokim zakresie skuteczne, nie wyczerpały bynajmniej potrzeby dalszych kroków reformatorskich. Zjawił się jednak czynnik, który pozwolił zapomnieć Niemcom o ich kłopotach wewnętrznych a nawet doprowadził do pewnej poprawy samopoczucia.

Opiekuńcza kanclerz Merkel

Światowy kryzys zaczął odwracać w jakimś stopniu  uwagę Niemców od kłopotów wewnętrznych. Wiadomo, że w naturze ludzkiej, leży to, że nic lepiej nie poprawia samopoczucia niż kłopoty bliźnich. Mimo wszystko Niemcy wypadały znacznie lepiej od innych sąsiadów.

Na tle skłonnego do spektakularnych wystąpień Sarkozego, Merkel wypadała jako polityk znacznie poważniej.  Początek jej rządów przypadł też na schyłek rządów Tony Blair’a, którego gwiazda wielkiego europejskiego polityka powoli gasła. Angela Merkel znalazła się w naturalnej pozycji przywódcy Unii Europejskiej. Wraz ze względną poprawą kondycji gospodarki niemieckiej oraz rosnącą pozycją międzynarodową  niemieckiej pani kanclerz społeczeństwo niemieckie mogło  być usatysfakcjonowane. Przestano też obawiać się, tak jak dawniej, zjednoczonych Niemiec (to znaczy również mniej wypominano Niemcom ich nie sławną przeszłość) . Można też było choć trochę zapomnieć o wciąż obecnych kłopotach, jakim było potrzeba dalszych reform oraz kulejąca wciąż transformacja Niemiec wschodnich.

Angela Merkel wygrała następne, kolejne wybory i w tym momencie pojawił się światowy kryzys. Najpierw był on finansowy i amerykański, wkrótce jednak okazało się, że jest gospodarczy  i jak najbardziej europejski.

Recepta niemiecka na kryzys od samego początku była wyrazista. Skoro u źródeł kryzysu leży zadłużenie, trzeba oszczędzać. Krytykowali to ci wszyscy, którzy uważali, że  dużo lepszą receptą na zadłużenie ma być  wzrost gospodarczy. Nie jest tu miejsce, by wchodzić nawet trochę bliżej w zawiłości tego sporu. Ważne dla tych rozważań jest to, którego rozwiązania kanclerz Merkel stała się gorącym adwokatem. Krytyka jaką spotykała za to Niemcy związana była jeszcze z jednym czynnikiem – ich względnym sukcesem gospodarczym ostatnich lat. Niemiecka gospodarka opiera się na eksporcie (dopiero nie dawno Niemcy straciły w tej dziedzinie pozycję światowego lidera na rzecz Chin) a obniżenie kosztów i zwiększenie wydajności pracy tym bardziej ułatwiło sytuację niemieckich eksporterów.    Wymyślili walutę, którą pożyczają innym – argumentowano –   aby tamci mogli u nich więcej kupować. Zniesienie barier istniejących dawniej dzięki odmiennym walutom zwiększało jedynie zależność mniej od niemieckiej konkurencyjnych gospodarek. Sami więc Grecy, a także ich obrońcy mogli dzięki takim wywodom stwierdzać, że   to Niemcy winni są kryzysu. [2]  Nieco złośliwie i w uproszczeniu można też było powiedzieć, że udzielając pomocy dłużnikom, zwracają jedynie to, co na nich przed tym zarobili.  Oczywiście Niemcy przeciwko takim zarzutom energicznie się bronili i bronią nadal. [3]  Hasło oszczędzać („sparen”) bliskie jest niemieckiej mentalności i  opinia publiczna nad Łabą i Renem, po pewnych wahaniach, uwierzyła, że postawa Angeli Merkel jest słuszna.

CDU przegrywa co prawda kolejne wybory landowe, co w innej sytuacji winno przyczyniać się do gwałtowanego spadku popularności Angeli Merkel i zachwianiu jej przywódczej roli w partii. Tak jednak się nie dzieje. Merkel i opinia publiczna czyni ostatecznie winnymi landowych przywódców. Pozycja Merkel pozostaje w CDU nie zachwiana a nawet się wzmacnia, odpadają bowiem jej kolejni potencjalni wewnątrzpartyjni konkurenci.

Kryzys i konieczność płacenia mogłaby też łatwo wywołać falę populizmu. Mogło by się tak dziać, bowiem czytelny system partyjny w Niemczech kolokwialnie mówiąc „rozlazł się”. Na centralnej scenie politycznej jest już w Niemczech obecnie aż siedem ugrupowań (a więc więcej niż w polskim sejmie) wraz z dość egzotyczną (choć odnotowującą 10% poparcie) partią piratów. Spektakularna kariera tej partii, której naczelnym hasłem jest „jeszcze nie mamy własnego zdania, ale wszystkiego się o nas możesz dowiedzieć”, związana jest być może z kryzysem na poza SPD-owskiej lewicy, w szeregach Die Linke gdzie wyraźnie dochodzi do podziału na „wschodniaków” i „zachodniaków”  [4].  Powodem może być też wyraźne starzenie się Zielonych, kiedyś znajdujących wyborców wśród młodszego pokolenia, gdy tymczasem dzisiaj owi najmłodsi szukają nowych idoli. A jednak populizm nie staje się metodą walki politycznej (nie płaćmy długów innych, mamy dość własnych kłopotów by nie pomagać innym). [5]

Szeroko rozumiane polityczne elity zdają się rozumieć, że sytuacja jest poważna i tym razem Niemcy mają wiele do stracenia. I w tej sytuacji opinia publiczna upatruje w Angeli  Merkel niemal  opatrznościowego przywódcę , który w trudnych czasach kryzysu potrafi sterować państwową nawą. Formuła Angeli Merkel – jej przesłanie do społeczeństwa niemieckiego – płacąc za kryzys kupujemy sobie bezpieczeństwo  zdaje się więc dobrze funkcjonować. Niemcy godzą się płacić ale też wiele otrzymują w zamian.

Trzeba też koniecznie dodać, że Angela Merkel zyskała w ostatnim czasie ważnego politycznego partnera, którego wpływ na nastroje w Niemczech okazać się może wcale nie mały i to w sposób, który polityce pani kanclerz będzie sprzyjać. Jest nim nowo wybrany prezydent Joachim Gauck. Być może najlepiej wyraża on  zmianę nastrojów, która pozwala Niemcom wobec gospodarczego kryzysu na ową pragmatyczną i pozbawioną elementów paniki postawę.  Mówi on  o dumie bycia Niemcem,  co wiążę dla niego z „radością i pewną wdzięcznością”, że polityka niemiecka  potrafi być  dzisiaj „grą fair”[6]. Jak wiadomo jest to polityk, który nie zapomina o trudnej niemieckiej przeszłości, niewątpliwie jednak prezentuje on nowo zdobytą pewność siebie Niemców, że potrafią dochować wierności wartościom demokratycznego i otwartego społeczeństwa. W czasie, gdy świat może zawalić się na głowę jest to w gruncie rzeczy nie mało.

Politycznemu pragmatyzmowi sprzyjają też media. Kryzys gospodarczy jest z pewnością tematem, który nadaje się do sensacyjnej obróbki. Czytając jednak czołowe niemieckie dzienniki a także śledząc komentarze i debaty telewizyjne, odnosi się wrażenie, że powaga sytuacji skłania większość mediów do rzeczowego i spokojnego podejścia.[7]

Jest jednak jeszcze jeden głębszy, ale mniej dostrzegalny czynnik niemieckiego pragmatyzmu – Niemcy znalazły się w nowej sytuacji geopolitycznej. Dodać trzeba, że  nie wszyscy w Niemczech widzą to dość wyraźnie, z uwagi na siłę dawnych stereotypów, a świadomość tego, silniejsza w klasie politycznej, przebija się też powoli do szerszej opinii publicznej.

Stosunki z Polską i nierównoboczny trójkąt

W traktacie polsko-niemieckim z 1991 roku Niemcy zobowiązały się do popierania polskich starań o członkowstwo EU. Berlin, mając często przeciwko sobie Paryż, był adwokatem sprawy polskiego członkostwa w Unii i wywiązał się z zadania, jakie na siebie przyjął. Uroczyste obchody rocznicy układu była wyrazem tego,  jak dobre stały się stosunki między Warszawą i Berlinem.

Polska zaczęła być postrzegana w Niemczech w nowy sposób. Jest to m.in. owocem polskiego sukcesu gospodarczego, ekonomicznego wzrostu w czasie, gdy większość gospodarek europejskich jest na minusie, porównywania sukcesu polskiej transformacji z nieco kulejącą transformacją w NRD oraz wreszcie tego, że wielu Niemców może przyjechać do Polski i skorygować swoje tak dawniej częste negatywne stereotypy. „Polnische Wirtschaft” to już nie koniecznie synonim bałaganu, a badania opinii publicznej odnotowują systematyczne, choć powolne, zmiany na lepsze opinii Niemców o Polsce (choć ciągle Polacy są znacznie lepszego zdania o Niemcach niż Niemcy o Polakach).

Ta zasadnicza zmiana, tym bardziej uwypuklająca się, jeśli spojrzy się w przeszłość, nie jest skutkiem samych tylko kontaktów bilateralnych. Obecny kształt stosunków polsko-niemieckich to skutek  zmian geopolitycznej konfiguracji  całego regionu, do których skądinąd stosunki polsko-niemieckie aktywnie się przyczyniają.

Centralne, w samym środku kontynenty, z tak licznymi sąsiadami,  położenie Niemiec przestaje być dla Niemiec przekleństwem. Nikt właściwie nie kwestionuje cichego niemieckiego przywództwa.

Niemcy swoją tak bezpieczną pozycję w Europie zawdzięczają m.in. i to w poważnym stopniu rozszerzeniu Unii na Wschód. Nie są już krajem granicznym Unii, są w jej środku, otoczone zaprzyjaźnionymi sąsiadami, którzy nie czują się zmuszeni zawiązywać antyniemieckich koalicji. I dla takiej sytuacji Niemiec dobre stosunki z Polską są potrzebne i konieczne.

W skutek obecnego kryzysu zaczęły się też rysować nowe podziały w polityce wewnątrzunijnej. Dawne podziały na „starą” i „nową” Europę lub na Wschód i Zachód zacierają się  nieco na rzecz nowego na południową (zadłużoną) i północną (odpowiedzialną gospodarczo) część. I Polska znalazła się już w oczach Niemców nie na Wschodzie ale na północy.[8] Ważne w niemieckich debatach o kryzysie są kontrprzykłady dla Grecji, a często  to Słowacja (mała ale należąca do strefy euro) i Polska, które z kryzysem dają sobie wcale nie źle radę. W jakimś sensie w sukurs Niemcom przychodzą więc kraje, o których nie mówiło się mało lub prawie wcale. Oczywiście musi minąć jeszcze trochę czasu zanim Niemcy pełniej odkryją Europę Środkową .

W gruncie rzeczy głęboko zmieniły się też stosunki niemiecko-francuskie. Oczywiście nadal sojusz francusko-niemiecki jest czymś zasadniczym dla istnienia Unii Europejskiej i nadal jest on konieczny,  by znajdować receptę na europejski kryzy, staje się jednak bardziej wieloznaczny i skomplikowany niż można zobaczyć to na powierzchni.

Jeśli przed 1989 mówiło się o Niemczech, że to gospodarczy olbrzym i polityczny karzeł,  to  trzeba też dodać, że tym politycznym karłem (mimo wszystko politycznie bardzo istotnym) miały być Niemcy przy politycznym olbrzymie, jakim chciała być Francja. Paryż zawsze chciał odgrywać pierwsze skrzypce, a Bonn w jakimś stopniu godziło się na to, obciążone trudną niemiecką przeszłością. Po roku 1989 takie relacje stawały się już niemożliwe. Francja widziała zagrożenie dla własnej pozycji nie tylko w samym zjednoczeniu Niemiec,  ale także rozszerzeniu Unii na Wschód. W oczach Que d’Orsay  Europa Środkowa (Mitteleuropa) była obszarem potencjalnych wpływów niemieckich. Nie dość więc że większe dzięki zjednoczeniu, Niemcy miałyby się stać silniejsze w oczach Francuzów, dzięki odzyskaniu wpływów, na obszarze, gdzie wpływy niemieckie były historycznie obecne.

Paryż starał się więc w latach 90-tych uniknąć takiej sytuacji, hamując rozszerzenie Unii na Wschód, następnie prowadzić nader samodzielną politykę w rejonie morza śródziemnego, chcąc zdominować wymiar południowy polityki unijnej, a następnie już w dobie kryzysu dążąc do budowy osobnych instytucji dla samej strefy euro. Za każdym razem te próby Paryża były blokowane przez Berlin.

Trzeba to wszystko mieć na uwadze również analizując stosunki polsko-niemieckie. Za każdym razem było to działanie zgodne również z polskim interesem, choć Niemcy działały z myślą o interesie przede wszystkim własnym. Integracja Europy środkowej – powtórzmy raz jeszcze – zapewnia Niemcom nader bezpieczną i stabilną pozycję w centrum unijnej Europy. Zamiast sprzymierzonych przeciw sobie graniczących z Niemcami krajów, usiłujących zrównoważyć ich potęgę, Niemcy otoczone są przyjaznymi sąsiadami, z których część skłonna jest przyjąć „miękkie” przywództwo Berlina w Unii Europejskiej. Lepszej sytuacji Berlin nie może sobie wyobrazić.

Daje to zarazem Polsce szanse stania się partnerem Niemiec i Francji w samym centrum Europy. Warszawa jest co prawda najsłabszym partnerem w tym trójkącie, ale i dla Berlina niezbędnym. W niemieckim interesie jest unijna integracja Europy Środkowej, a bez Polski – największego kraju tego regionu i szóstej co do wielkości gospodarki unijnej – byłoby to niemożliwe. Paryż musi się też pogodzić z nowymi realiami, wyznaczającymi nową pozycję Niemiec, co winno popychać Paryż również do znacznie poważniejsze potraktowanie Polski jako partnera,  a także poszerzenie wiedzy i aktywności na terenie całej Europy Środkowej. Wszystko to wytwarza całkiem nową konfigurację geopolityczną całego regionu i polityka niemiecka,   jak wiele wskazuje, będzie usilnie się starała o jej utrwalanie.

Bezpieczeństwo, Rosja, energetyka

Zachodzi jednak pytanie, czy Niemcy nie dostaną zawrotu głowy od sukcesów. Przeobrażanie się „miękkiego” przywództwa w Unii w chęć dominacji nie wydaje się jednak prawdopodobne. Po pierwsze gospodarka niemiecka to jedynie 20% gospodarki Unii  i nie tak wiele większa od gospodarek francuskiej[9], brytyjskiej czy włoskiej (choć ta ostatnia jest w poważnej zapaści). Dodajmy do tego, że gospodarka niemiecka jest siedem razy większa od gospodarki polskiej wedle miary banku światowego, ale tylko cztery razy większa wedle parytetu siły nabywczej. Choć więc gospodarka niemiecka jest największą w Unii, to jednak o wiele za małą by móc dominować. Niemcy nie mogąc zaś dominować,  muszą współpracować.

I jest też jeszcze jeden powód szerszej globalnej natury, że do takiej współpracy we własnym interesie powinni dążyć oraz w konsekwencji dążą [10].

Niemcy są o wiele za małe, by odgrywać samodzielną rolę na wielkiej światowej scenie. W skali globu gospodarka niemiecka to zaledwie 4%. Gospodarka chińska jest już obecnie od niemieckiej ponad dwa razy większa [11], gospodarka Indii jest porównywalnej wielkości i rosną nowe potęgi gospodarcze takie jak Brazylia czy Meksyk. Utrzymać się w pierwszej lidze gospodarki światowej mogą Niemcy jedynie na spółkę z innymi krajami Unii. Żaden z krajów Unii nie jest dostatecznie silny, by odgrywać samodzielną rolę w globalnej polityce – powtarza się nieustannie w Berlinie –  nawet Niemcy. I to zmusza do współpracy.

Do tego dochodzi refleksja, że gospodarka niemiecka nie ma przed sobą jakiś wspaniałych perspektyw. Związane jest to sytuacją demograficzną. W nieco dalszej perspektywie Niemcy utracić mają najludniejszego kraju Unii (na rzecz Wielkiej Brytanii, a liczba ludności Francji poważnie przybliży się do danych niemieckich). Zmniejszają się więc poważnie zasoby siły roboczej a dopływ imigrantów jest znacznie poniżej potrzeb Jest to też społeczeństwo silnie starzejące się, co oczywiście musi coraz więcej kosztować [12]. Niemcy, są co prawda wciąż eksporterem na światową miarę, ale ich eksport idzie w dużej mierze do zadłużonych krajów Unii, a w handlu z Chinami Niemcy zaliczają deficyt (co oczywiście jest światową regułą a nie wyjątkiem). Co gorsze jeszcze niemiecki eksport oparty jest dużym stopniu na inwestycjach, przy jednoczesnym bardzo dużym zmniejszeniu się inwestowania w samych Niemczech. Innym dyskutowanym problemem jest potężne choć ukryte zadłużenie wschodnich landów w stosunku do zachodniej części kraju.

Również inne wskaźniki nie mogą pobudzać Niemców do optymizmu. Tradycyjnie tak dobre niemieckie szkolnictwo nie znajduje się w najlepszym stanie. Tylko sześć niemieckich uniwersytetów jest w  pierwszej setce listy szanghajskiej, a pierwszy z nich znajduje się na 47 pozycji.

Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że decyzja odejścia od energetyki jądrowej (sposób podjęcia tej decyzji pod wpływem katastrofy w Japonii świadczy sam w sobie o pewnej skłonności niemieckiej opinii publicznej do ulega chwilowym emocjom) stawia poważne pytanie, czy Niemcy postęp technologiczny związany z odnawialnymi źródłami energii okaże się dostatecznie szybki i czy Niemcy nie znajdą się w sytuacji uzależnienia energetycznego w przypadku jego zbyt wolnego tempa.

Wszystko skłaniać winno i skłania wielu Niemców raczej do myślenia z troską o przyszłości własnego kraju, bowiem wiedza o tych poważnych problemach jest w Niemczech dość powszechna,  nie zaś do snucia jakichkolwiek planów ekspansji.

Innym jednak objawem „zawrotu głowy” mogłoby być wiara, że pod niemieckim przywództwem Unia sama byłaby w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo, czego efektem byłoby osłabienie więzi transatlantyckiej. Na niemieckiej lewicy (tak jak szerzej w lewicowych partiach w całej Unii) istnieje pewna skłonność do dystansowania się od USA, od czego część niemieckiej lewicy też nie jest wolna. Niemieckie elity polityczne znakomicie wiedzą jednak, że bezpieczeństwo europejskie opiera się na NATO. Istotnie jednak niemieckie wyobrażenia  o bezpieczeństwie różnią się w pewnym stopniu od polskich wyobrażeń i oparte są na przekonaniu, że bezpieczeństwo zapewniają przede wszystkim miękkie a nie twarde środki. Bez porównania mniejsze jest też poczucie zagrożenia ze strony Rosji. Kwestie te wciąż wymagają intensywnej dyskusji polsko-niemieckiej, od której nie powinna obu stron powstrzymywać dotychczasowa dobra współpraca wojskowa. Do pewnego stopnia paradoksalnie – jeśli brać pod uwagę stereotypy z przeszłości – polska strona miałaby interes by Niemcy wydawali więcej na cele militarne (wydają poniżej wytycznych NATO), choć nie zmienia to faktu jak Bundeswehra jest nowocześnie uzbrojona.

Poważniejsze rozbieżności zdają się istnieć w dziedzinie polityki energetycznej. Niemcy zrezygnowali z energetyki jądrowej i są silnie zaangażowani we wprowadzanie pakietu klimatycznego. Rezygnując z atomu i węgla (choć zainteresowani są technologiami gazyfikacji węgla)  zmuszeni są opierać własną energetykę na gazie. Zarazem bardzo intensywnie inwestują w odnawialne źródła energii i są po Chinach i Stanach zjednoczonych największym inwestorem w energię solarną. Niemcy są w jakimś stopniu uzależnieni od rosyjskiego gazu, to jednak twierdzą, że jest to uzależnienie obustronne, bowiem Rosja musi też gaz sprzedawać. Polityka energetyczna jest jednym z najbardziej istotnych i czułych elementów stosunków polsko-niemieckich. Dostrzegając różnice trzeba jednak z konieczności szukać wszystkich możliwych form współpracy.

Kwestie energetyki ściśle wiążą się z kwestią stosunków z Rosją.[13] Wbrew wielu istniejącym w Polsce stereotypów Putin nie jest bohaterem żadnego niemieckiego romansu, (chyba że dla b.kanclerza Schroedera, będącego obecnie w zarządzie Gazpromu, co budzi w Niemczech przede wszystkim zażenowanie). O specjalne stosunki z Niemcami stara się Rosja. Nie wydaje się, żeby działo się to w drugą stronę. Znaczenie Rosji dla polityki europejskiej jest niezaprzeczalne, więc stosunki z Moskwą mają dla Berlina swoją oczywistą wagę, rosyjska polityka Berlina w żadnym punkcie nie wykracza jednak poza to,  co wypada nazwać unijnymi ramami polityki zagranicznej (stosunków zewnętrznych). Zresztą Chiny przyćmiewają dziś w globalnej polityce Rosję i to jest też istotny czynnik postrzegania Rosji w Niemczech.  [14]

***

Ten pokrótce uczyniony bilans polityki niemieckiej winien w Warszawie skłaniać przede wszystkim do optymizmu, co do rozwoju przyszłych stosunków polsko-niemieckich. Zasadniczą przesłanką tego optymizmu nie jest jednak tylko to, że stosunki te są dzisiaj tak dobre, ale przede wszystkim to, że kształtują się one w oparciu o nową geopolityczną konfigurację. Dawna teza Krzysztofa Skubiszewskiego o „polsko-niemieckiej wspólnocie” interesów, mimo nieuchronnych niekiedy napięć we wzajemnych stosunkach, znajduje moim zdaniem w dużym stopniu potwierdzenie.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z siły nawyków myślowych i dawnych stereotypów. Dla wielu Niemców, a nawet części elit politycznych, to co dziś uchodzić może za Europę środkową (pas krajów byłego bloku wschodniego od Estonii aż po Bułgarię) to wciąż Wschód („Der Osten” – pojęcie, które w języku niemieckim kojarzone jest z czymś odległym, egzotycznym i zawierającym zagrożenie) lub Bałkany, a więc obszar podwyższonego politycznego ryzyka. Owe spojrzenie dotyka po części także Polski, choć  trzeba zarazem raz jeszcze podkreślić, że cały okres od 1989 roku to powolny awans Polski w oczach Niemców. Pojawienie się podziału na północ i południe, choć są to określenia publicystyczne, jest dość ciekawym i moim zdaniem istotnym sygnałem tych przemian. Dużo też zależy od polskich reakcji – czy stosować się będzie dawne schematy (Niemcy jako zagrożenie) czy też w polskiej publicystyce i myśli politycznej akcentowane będą te nowe czynniki i szanse geopolityczne.

Dialog polsko-niemiecki nie może dzisiaj zadawalać się dobrymi polsko-niemieckimi stosunkami ani sukcesem procesu pojednania. Skoro dobre stosunki polsko-niemieckie nie są wynikiem jedynie dwustronnych zabiegów, lecz są skutkiem zasadniczych zmian geopolitycznych na kontynencie, to to właśnie winno być przedmiotem intensywnych debat i winno być uświadamiane obu opiniom publicznym. Obecny zaś kryzys, choć tak sam w sobie niebezpieczny i niepokojący oraz zapowiadający się na co najmniej najbliższą dekadę, zdaje się bardziej sprzyjać  zacieśnianiu się stosunków polsko-niemieckich niż je utrudniać.[15]


[1] Thomas Fischermann, Ein Boom für alle. Vielen Länder ist es unheimlich dass die deutschen weiter so erfolgreich exportieren. Warum eigentlich?, Die Zeit. 16. August 2012. Wie ir euch sehen.  Ein Kontinent in der Krise: Überall drohen Bankrott, Wirtschaftskollaps und Massenarbeitslosigkeit. Verärgert schauen daher viele Europäer auf das reiche Deutschland unter Angela Merkel: Sind wir Deutschen zu mächtig? Quälen wir das Leidende Europa?, Die Zeit. 16. August 2012.

[2] Te nie przychylne Niemcom opinie głosiła w dużym stopniu prasa anglosaska  m.in. była to dominująca opinia w renomowanym tygodniku brytyjskim „The Economist”.

[3] Uwe Jean Hauser, No, we can’t. Warum es trotz aller Forderungen aus dem Ausland richtig ist,wenn Deutschland bei Euro-Rettung hart  bleibt, Die Zeit 14 Juni. 2012.

[4] Mariam Lau, Da hilft  kein Gysi, Die Zeit 6 Juni 2012. Dla polskiego obserwatora, wobec wschodnioniemieckiej i wyraziście postkomunistycznej proweniencji tej partii,  zaskakujące być może, że to „wschodniacy“ stają  powoli bardziej umiarkowani w swojej lewicowości, gdy tymczasem „zachodniacy” to lewicowy beton.

[5] Mathias Geis, Populistische Versuchung. In der Krise stehen die deutsche Parteien Maxima unter Druck. Die Zeit 13 October 2011.

[6] Kann man auf Deutschland stolz sein? Ja, das ist jetzt möglich, Zeit-Gespräch mit dem neuen Bundespräsidenten Joachim Gauck, Die Zeit, 31 Mai. 2012. Sam Joachim Gauck jest jak najbardziej zaangażowany w nieustannym o niej przypominaniu.

[7] Znakomita większość cytatów z prasy niemieckiej pochodzi w tym artykule (przytoczonych gwoli ilustracji a nie dowodu) z tygodnika „Die Zeit“. Jestem przekonany jednak, że w podobny sposób ilustrować można by nastroje polityczne w Niemczech cytatami z innych głównych niemieckich organów prasowych niezależnie od ich zróżnicowanych sympatii  politycznych.

[8] Marc Brost, Mark Schietitz, Abschied von Süden, Die Zeit 26.Juli 2012

[9] Niemieckie GDP wynosi 3571 mlrd $, a francuskie 2.773 mrld $ wedle danych Banku Światowego, przy GDP per capita prawie tej samej wielkości.

[10] Kazimierz  Wóycicki, Waldemar, Czachur Jak rozmawiać z Niemcami? O stosunkach polsko-niemieckich i ich europejskim wyzwaniu. Przedmowa Prof. Dr Irena Lipowicz .Wrocław 2009.

[11] Niemcy, jak wpomniano, to 3571 mlrd$  a Chiny 7318 mlrd $ (dane Banku Światowego) przy wiadomym nieproporconalnie w stosunku do gospodarki niemieckiej szybkim wzroście.

[12]  Opisane zjawiska zauważa wielu światowych analityków patrz.m.in. Adam Tooze,Germany’s Unsustainable Growth,, Foreign Affairs, september/october 2012.

[13] Alice Bota, Russlans Regime. Hört die Signale. Der Prozess gegen die Band Pussy Riot zeigt: Widerstand gegen Putin ist möglich. Es braucgt nur laute Töne, Die Zeit. 16. August 2012; Wolfgang Bauer, Die Pein der Bilder. Viel mehr Druck auf Russland.: Das ist das Mindeste, was der Westen gegendas Morden in Syrien tun kann, Die Zeit, 31 Mai 2012.

[14] Marc Brost, Dagmar Rosenfeld, Fritz Vorholz,  Lüge auf der Stromrechnung, Die Zeit, 23 August 2012. , Dirk Asendorff, Mit schlauer Power. In sieben Jahren soll unser Strom aus erneuerbaren Quellen kommen, Die Zeit. 16. August 2012. Mrc Brost, Öko oder sozial? Nun wir der Strom doch teurer. Darum muss die Politik handeln – gegen die ungerechtiggkeit, nicht gegen die Umwelt, Die Zeit 6. Juni 2012.

[15] Die ganze Welt will inser Geld. Was Deutschland leisten kann. Und was nicht, Die Zeit 14. Juni 2012.

Josef Offe, Die Euro-Kriese. Hauden Primus. Für die Einheit Europas soll Angela Merkel dieschleusen noch weiter öffnen – auch wenn das falsch ist,  , Die Zeit 14. Juni 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s