Jaspers i polski rozrachunek z historią

(w 50-lecie eseju „Pytanie o winę”)

             Napisany w 1946 roku przez wybitnego filozofa Karla Jaspersa esej „Pytanie o winę” był jedną z najistotniejszych wypowiedzi rozpoczynających niemiecki rozrachunek z przeszłością. Po pięćdziesięciu latach tekst można by było uznać za zdezaktualizowany, jeśli by przyjąć, że odnosił on jedynie do tego jedynego i wyjątkowego przypadku, jakim była III Rzeszy i jej zbrodnie.

            Esej nie jest jednak tylko przyczynkiem do niemieckich debat rozrachunkowych, ale wypełnia też bolesną lukę w etyce europejskiej, a przez to posiada uniwersalne znaczenie i dlatego zachowuje aktualność do dzisiaj. Stwierdzenie to nie musi wcale oznaczać ścisłej analogii między obrachunkiem z przeszłością III Rzeszy a obrachunkiem z jakimś innym typem dyktatury.

            Tradycyjne nauki etyczne zajmowały się postępowaniem jednostki w odniesieniu do jej życia prywatnego. Tylko władcom przypisywano ewentualnie odpowiedzialność za bieg historii, a wtedy pisano dla nich specjalne traktaty, czyniące założenie, że władcę  obowiązywać może  inny kodeks etyczny.  Bieg historii wydawał się zjawiskiem zbyt wielkim i przebiegającym ponad głowami zwykłych ludzi, by przeciętne jednostkę obarczać zań odpowiedzialnością. Dla niej  bieg dziejów był jak nieopanowany żywioł, a oni sami byli jedynie przedmiotem działania historii.

Dopiero uznanie, że demokracja jest pewnego rodzaju normą moralną – co stało się powszechniejsze dopiero po koszmarnym doświadczeniu  historycznym ze współczesnymi dyktaturami – sprowokowało próby uzupełnienia tradycyjnej  refleksji etycznej. Jaspers stawia wyraziście pytanie o odpowiedzialność każdej jednostki  za przebieg wielkich procesów politycznych, ponieważ każdego uznaje za powołanego do bycia obywatelem demokratycznego państwa. Jaspers wyznacza refleksji etycznej nowe horyzonty, ponieważ pojęcia dyktatury i demokracji, wciągnięte zostają w obszar refleksji etycznej i odniesione zostają do pytania o odpowiedzialność etyczną jednostki.

Jaspers wyznaczył surowe kryteria odpowiedzialności jednostek za zdarzenia, którym wedle starszej tradycji miała prawo się ona biernie przyglądać.  Demokracja pojęta jako norma moralna czyni wszystkich uczestnikami historii, uniemożliwiając rolę niewinnego świadka.

Całkowicie w zgodzie z tradycją europejską przeciwstawiał się natomiast Jaspers ówczesnej skłonności do mówienia  o kolektywnej winie Niemców. Staranne i specjalne rozróżnienia, jakich dokonał, miały na celu określenie winy  jednostek, z tą tylko różnicą wobec tradycji, że pytał nie tylko o odpowiedzialność władców, ale odpowiedzialność każdego Niemca z osobna.

Refleksja etyczna Jaspersa z eseju „Pytanie o winę” odnosi się do każdego społeczeństwa, które przeżyło okres dyktatury, jeśli tylko zgodzić się z założeniem, że demokracja jest pewnego typu normą moralną a każda jednostka jest z moralnego powołania obywatelem.  W państwie demokratycznym  takie założenie winno być oczywiste.

Esej Jaspersa stoi u początku długiego procesu, który nazwano w Niemczech „Geschichtbewaeltigung” czy też Verarbeitung der Geschichte” co dosłownie przetłumaczyć należałoby na „przezwyciężanie historii”. Terminy te krytykowano wielokrotnie, chociażby z tego tylko powodu, że tego co raz się zdarzy przezwyciężyć czy zmienić już nie można. Z drugiej zaś strony branie odpowiedzialności za to, co się w przeszłości wydarzyło nigdy nie jest  i nie może być aktem jednorazowym i skończonym, co terminy mogą  również sugerować. W konkretnej niemieckiej sytuacji miały one jednak długo zastosowanie.

W Polsce po 89 postawiono również pytanie, kto jest odpowiedzialny za panowanie dyktatury komunistycznej w kraju.  Z tradycyjnego punktu widzenia odpowiedzieć by można, że  winne są okoliczności historyczne i  ewentualnie jakaś grupa ludzi sprawujących władzę. Jeśli jednak demokracja jest normą moralną, to pytanie dotyka wszystkich członków społeczeństwa i brzmi również „w jakim stopniu byłeś obywatelem – w jakim stopniu byłeś pomocnikiem dyktatury”?

W Polsce nie urobiono niestety żadnych terminów pozwalających na rzeczową dyskusję. Mylący i o szalenie wąskim znaczeniu termin „lustracja” przyćmił wszystkie inne możliwe do zastosowania terminy.

Właściwym wydaje się zaproponować termin „obrachunek z historią”, gdzie niegdzie używany. Ma on podobny sens jak terminy niemieckie, choć jak i one budzić może wątpliwości. Problemem w Polsce jest przede wszystkim to, że sama  potrzeba obrachunku nie zostało uznana powszechnie. Spotyka się oceny typu „wszyscy jakoś tam uczestniczyli w tym czym był PRL”, co  prowadzić musi  w konsekwencji do cynizmu, gdyż wszystkie czyny mają być jednakie. Z kolei inne w intencji oceny jak np.: „kto był członkiem PZPR-u, ten jest skompromitowany” uznają zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Wielu  wszelki obrachunek z historią bierze za próby porachunków niemal personalnych, próby zemsty czy środek manipulacji politycznej. Znaczenie terminu „obrachunek z historią” jest temu dokładnie przeciwstawne, jeśli tylko założyć, że zakłada demokrację i obywatelskość jednostki jako normę etyczną.

Tak rozumiany obrachunek z historią jest potrzebny każdemu społeczeństwu dla odbudowy kultury politycznej po przejściu od systemu dyktatury do systemu demokracji. Okres historyczny bezpośrednio poprzedzający uzyskanie demokracji podlega specjalnej ocenie, której dokonanie winno ułatwić utrwalenie zasad etycznych potrzebnych demokracji i społeczeństwu obywatelskiemu. Kategorie Jaspersa mają w tym wypadku właściwe zastosowanie.

 

=========

            Ponieważ kategorie eseju „Pytanie o winę” są dobrze znane, a jego esej został już dawno i świetnie przetłumaczony na język polski przez Stanisława Tyrowicza, chcę je w tym miejscu jedynie przypomieć. Jaspersa rozróżnia cztery odmiany winy za popełnione w czasach dyktatury  zbrodnie, choć można też mówić o czterech odmianach odpowiedzialności za trwanie dyktatury. Wina może być kryminalna, polityczna, moralna i metafizyczna. Sens pojęcia winy kryminalnej jest oczywisty. Wina polityczna obciąża tych, którzy dokonywali wyboru politycznego umożliwiających zbrodnie czy łamania praw człowieka. Wina moralna zarysowana jest szerzej i obciąża wszystkich tych, którzy nie podjęli odpowiedzialności by tragedii zapobiec. Wina metafizyczna to wina tych, którzy jako bierni świadkowie przeżyli tragedię.

========

Trudności z zastosowaniem kategorii Jaspersa do sytuacji polskiej po 45 roku nie wynikają bynajmniej, jak niektórzy skłonni są mniemać,  z oczywistych różnic między systemem komunistycznej i nazistowskiej dyktatury.  Trudności te związane są przede wszystkim z faktem, że ocenie podlega  prawie pół wieku, epoka  wcale nie jednolita, którą z pewnością podzielić należy na co najmniej kilka okresów. Różnią się między sobą tak dalece, że również próba postępowania ludzi  w każdym z nich wymaga odmiennej analizy.  Zmieniająca się sytuacja przede wszystkim polityczna a także ekonomiczna i kulturowa stwarza zupełnie nowy kontekst dla oceny ludzkich postępków i sposobu, w jaki jednostka mogła usiłować podejmować postulat bycia obywatelem wbrew antyobywatelkiemu systemowi.

Po 89 roku podejmowano próby globalnej oceny całego okresu PRL-u, co nieustannie budziło emocje i sprzeciwy raz jednych raz innych. Wszystkie te dyskusje nie wiele chyba dały, stwarzając więcej nieporozumień niż dostarczyły wyjaśnień. Nic dziwnego. Rozrachunek z historią w celu podbudowania demokracji nie znosi ogólników. Największy zaś ogólnik zawarty jest w samej próbie wydania jakiejś jednolitej oceny prawie pięćdziesięciu lat historii.

Mimo, że dzieje PRL-u nie ostały jeszcze wyczerpująco opracowane, wydaje się, że istnieje potrzeba odróżnienia co najmniej trzech zasadniczych okresów na potrzeby każdej polskiej rozrachunkowej debaty. Pierwszy okres to lata 44-56, drugi lata 56-76, trzeci 76-89. O ile pierwsza cezura wyda się najpewniej oczywista, to druga i trzecia może wydać się  dyskusyjna. Można zadać pytanie, czy całego okresu po roku 56 nie potraktować jednolicie, albo też czy nie należałoby wybrać cezury  roku 70 albo 80 roku. Zwłaszcza cezura roku 80 wydać się może istotniejsza. I dla mnie taka periodyzacja nie jest sprawą oczywistą i skłonny byłby o niej dyskutować a nie się przy niej upierać. Wydaje mi się, że między roku 70 a 80, co związane jest w istotny sposób z data 76 roku, zmienia się zarówno sytuacja polityczna w kraju jak cała atmosfera moralna. Pierwsze przejawy zorganizowanego obywatelskiego nieposłuszeństwa i sprzeciwu stawiają wszystkich członków społeczenstwa w nowej sytuacji moralnej. Stąd wybór daty 76 roku.

O ile pierwszy okres wypada nazwać stalinizmem, drugi małą stabilizacją, a trzeci narastającym prostestem, to już same te nazwy (będące w powszechnym użyciu) sugerują różny kontekst, w jakim rozważać przychodzi postępowanie jednostek.

=======

Przeciw  „obrachunkowej” periodyzacji wysunąć można jeden istotny argument, z którym  koniecznie należy się uporać. O ile dzielenie dziejów PRL na poszczególne okresy wydaje się samo przez się zrozumiałe, to znacznie trudniej dzielić na takie okresy jednostkowe biografie, a to przecież one podlegają ocenie.  Trudność zdaje się polegać z tym, że ludzkim biografiom w dłuższych okresach czasu brak naogół jednoznaczności. Osoba w naganny sposób zachowująca się  w jednym okresie (np.: zaangażowana w stalinizm), mogła zachowywać się później przyzwoicie i odważnie. I odwrotnie, wczorajszy  bohater  mógł być, gdy przeszedł zdawało się najgorsze, cynicznym karierowiczem. Obie sytuacje usiłowały wykorzystywać komunistyczne władze przed rokiem 89. PZPR-owscy propagandziści wypominali wielu opozycjonistom lat 8o-tych ich stalinizm, po to aby w oczach społeczeństwa podważyć do nich zaufanie. I odwrotnie chętnie pokazywano ludzi związanych dawniej z opozycją jako nawróconych zwolenników reżymu.

Z pewnością te manipulacje na ludzkich biografiach są ostrzeżeniem, jak ostrożnie należy traktować sprawy obrachunku.

Trzeba jednak powiedzieć, że moralnemu osądowi podlegają przede wszystkim poszczególne postępki. To że zbrodniarz uratował dziecko z pożaru nie zmienia oceny zbrodni. To że ktoś był niegdyś  bohaterem nie usprawiedliwia tego, że później dokonał malwersacji. Próba całościowej oceny czyjejś biografii może być radykalnie inna od oceny   pojedynczego czynu czy części postępowania. Wszystko to jednak nie stanowi w najmniejszym stopniu argumentu by zaniechać oceny poszczególnych czynów np dlatego że dopuściły ich osoby, które ze względu na inne swoje postępowanie zasługiwały na szacunek.

Obrachunkowa periodyzacja ma jedynie na celu postawienie ludzkich postępków we właściwym kontekście. Nazwanie aktywisty PZPR-u lat 80-tych, urodzonego po wojnie stalinistą, jest jaskrawym nadużyciem po wieloma względami.

Wreszcie uczynić trzeba uwagę, że próba wydania oceny ludzkim czynom nie sprowadza się, ani nie powinna sprowadzać się, do wydawania jedynie negatywnych osądów. W równej mierze chodzi o rozpoznanie autorytetów i wskazanie wzorców pozytywnych. Szukanie takich wzorców jest niezbędne, bowiem  tylko wtedy gdy się je odnajduje, można w przekonywujący sposób dowieść że określone trudne sytuacje i okresy można było przeżyć godnie i przyzwoicie. Jedynie wtedy, gdy  szuka się    wzorców moralnego, obywatelskiego postępowania odnoszenie do całej biografii jest potrzebne i użyteczne. Jedynie człowiek, który przez całe życie dochował kanonu przyzwoitości może w zasłużony sposób uchodzić za autorytet.  Dlatego pozanwanie sylwetki takich ludzi jak Ossowscy, Ciepliński, Pużak, Lutosławski, Dąbrowska, Wyszynski, Bejnar  (by wymienić przykładowe osoby aktywne w bardzo różnych dziedzinach życia społecznego)  i z pewnością setek wielu mniej znanych biografii jest tak niezbędne dla kulturowej orientacji całego polskiego  społeczeństwa. Ostatecznie jedynie skonkretyzowane przekonanie o istnieniu „dziesięciu sprawiedliwych” może uchronić nas przed domniemaniem, że okres 45-89 dokonał zupełnego spustoszenia moralnego w polskim społeczeństwie.

==========

            Kryteria stworzone przez Jaspersa pozwalają uchronić się przed wieloma nieporozumieniami i pozwalają też wiele ocen odpowiednio niuansować. Rozważmy to na kilku przykładach

Zacznijmy od kwestii winy kryminalnej. W przypadku zbrodni dokonanych w okresie stalinizmu sprawa nie budzi wątpliwości. Wina kryminalna łączy się z winą polityczną, moralną  i oczywiście metafizyczną. Oprawców takich jak Humer,  Gębarski czy Światło należy po prostu ścigać i sądzić. A jest ich dziesiątki. Polski wymiar sprawiedliwości uczynił w tej sprawie nie wiele, choć nie ma żadnych przeszkód prawnych by to się dokonywało i nie potrzebne są do tego żadne dodatkowe ustawy lustracyjne. W innych jednak przypadkach kwestia winy  kryminalnej komplikuje się.

To, że pierwszy sekretarz i dowódca LWP  Jaruzelski  dopuścił się przestępstwa wprowadzając stan wojenny nie ulega wątpliwości. Istniejące prawo nie uprawniało go tego tego i winień być za to sądzony. Nic nie ma to do tego, czy swym postępowaniem ocalił czy nie ocalił kraju od interwencji sowieckiej. Złamał istniejące prawo i w każdym państwie prawa winien być za to sądzony. Zupełnie inaczej wygląda kwestia jego odpowiedzialności politycznej i  moralnej. Jeśli istotnie udało by się dowieść, że stan wojenny coś pozytywnego ocalał, tym samym można by mówić o odpowiedzialnym postępowaniu politycznym. Za tym musiałaby pójść odpowiednia ocena moralna. Niestety takiego rozróżnienia się prawie nigdy nie czyni. Jedni chcieli by skazać Jaruzelskiego, bo mają go narodowego renegata, inni bronią go przed wszelkimi zarzutami, ponieważ widzą w nim zbawcę.

Winę  polityczną  ponosi z całą pewnością wielu  członków PZPR, nawet jeśli nie dokonali żadnych czynów kryminalnych. Aktywne uczestniczenie w podejmowaniu i realizacji decyzji bądź na niekorzyść własnego kraju lub podtrzynujących dyktaturę związane jest z winą polityczną. Sama lektura wspomnień Gierka czy Jaroszewicza pozwala mówić o ich winie. Istnieje domniemanie, że im ktoś wyżej stał w hierarchii władzy tym większą potencjalnie ponosi winę polityczną. Jest ono dość niebezpieczne i prowadzić może zarówno do zasady odpowiedzialności zbiorowej jak i lekceważenia dla zła jakie dokonywane było na szczeblu powiatu czy gminy  czy zakładu pracy. Kto naganiał ludzi do pochodu 1-majowego nie ponosi winy kryminalnej, z pewnością jednak winę polityczną. Z drugie zaś strony w każdemy konkretnym przypadku należy rozważyć czy wysoki funkcjonariusz PZPR-u nie działał na rzecz demokratyzacji lub większej suwerenności kraju. Zanim się komuś przypiszę winę, należy rozważyć domniemanie niewinności.

Wina moralną można obarczyć większość z tych, którzy brali udział w sfingowanych wyborach. Powszechny udział społeczeństwa (choć nie był on z pewnością tak wysoki jak podawano) w pseudo-wyborach nie był po roku 89 nigdy poważnie analizowany. Ktoś też i to na wszystkich, również najniższych szczeblach, wybory te fingował. Nie ma żadnego powodu, aby nie szukać winnych i odpowiedzialnych nie zależnie od tego jak może być to trudne.

Najbardziej subtelny rodzaj winy – winy metafizycznej – również wymaga ostrożnego potraktowania. Każdy kto przyglądał się złu i w żaden sposób nie starał się mu zapobiegać, choćby poprzez wewnętrzny brak przyzwolenia, ponosi taką winę.  Z zewnątrz o takiej winie nie sposób niemal rozstrzygać. Nosi się ją w sobie lub znajduje się dla siebie dostateczne usprawiedliwienie. Kto okres stalinizmu przesiedział w więzieniu nie ponosi nawet metafizycznej winy za to, co się działo. Od poczucia metafizycznej winy nie powinno jednak wybawiać nikogo przekonanie, że Polacy w ogólności sprostali próbie jaką było życie w dyktaturze. Od poczucia winy metafizycznej nie wybawiają najbardziej nawet bohaterskie czyny innych ludzi nawet jeśli się je podziwiało i wewnętrznie się z nimi solidaryzowało. Pytanie o winę metafizyczną jest krytycznym spojrzeniem na siebie samego pod kątem własnej, indywidualnej odpowiedzialności za zło w życiu publicznym. W konfrontacji z pytaniem o winę metafizyczna pryska wszelki mit narodowej krzepy czy solidarnej antysystemowej postawy Polaków. Bo skoro zło trwało to znaczy, że przynajmniej u znacznej mniejszości (choć należy również zapytać czy w poszczególnych okresach nie była to większość) znajdowało przyzwolenie. Należy domniemywać że tak znacznej mniejszości nie można potraktować jako marginesu społeczeństwa co prowadzi do dalszych trudnych pytań o zbiorowe samopoczucie, prawdziwość wielu polskich mitów itd. Pozwala socjologowi i historykowi domniemywać o stopniu uwikłania różnych grup i środowisk w system komunistycznej władzy, jej przywilejów itd. Najpewniej jedynie dobra literatura jest w stanie rozważać kwestie winy metafizycznej jednostek oczywiście  fikcyjnych, co jednak może być szalenie użyteczne dla wglądu we własne sumienie konkretnych ludzi.

Przykłady  te są w oczywisty sposób wybiórcze.  Rzecz w tym, że takich przykładów rozważyć by trzeba setki a pewnie tysiące aby obudzić istotną wrażliwość na problematykę obrachunku.

======

            Dzisiejsze całkowite niemal upartyjnienie dyskusji o historii PRL powoduje, że rozrachunek historii nie ma w Polsce niemal miejsca. Najsilniej reprezentowane i najgłośniejsze są pozycje skrajne. Z jednej strony broni się dorobku PRL-u aż po próby obchodzenia hańbiącej dla Polski rocznicy 22 lipca, z drugiej próbuje się na drodze antykomunistycznej czystki osłabić postkomunistyczną formację, która zdobywa władzę w legalnych i demokratycznych wyborach.

Jest bardzo prawdopodobne, że sprawa polskiego obrachunku z przeszłością jest pogrzebana na najbliższe lata. Mylny jest jednak sąd, że skoro nie możliwy jest on dzisiaj, to sprawa rozrachunku z przeszłością jest w Polsce na zawsze zamknięta. Właśnie niemiecki przykład poucza, że może i będzie pewnie inaczej.

Sam Jaspers był niemieckim rozrachunkiem z historią głęboko rozczarowany i był to powód, dla którego opuścił Niemcy i zamieszkał w Szwajcarii. Republika Federalna nie spełniała w okresie bezpośrednio powojennym trudnych kryteriów, jakie miał na myśli wielki filozof.

Niemiecki rozrachunek z historią rozłożony był na dziesięciolecia. W pierwszym okresie, do końca lat pięćdziesiątych obrachunek z nazizmem ma charakter formalny i powierzchowny. Oficjalna doktryna państwa każe nazizm potępiać. Twórcy Republiki federalnej nie mają w tej w sprawie wątpliwości, ale publiczna debata i powszechne odczucia były odmienne. O przeszłości usiłuje się zapomnieć i milczeć. Pod tą skorupą historyk odkryje powszechniejszy brak gotowości do rozrachunku.

Pierwsze procesy obozowe (procesy oprawców z Majdanka i Oświęcimia) są dla społeczeństwa niemieckiego, co dzisiaj budzić musi zdziwienie, zaskoczeniem. Dopiero rok 1968  stanowi o wyrażnym przełomie, niezależnie od tego  jak niekiedy skrajne przejawy politycznego sekciarstwa temu towarzysza. Od tego czasu nazistowska przeszłość jest przedmiotem nieustannej publicznej debaty, która sięga w coraz to nowe, tragiczne i zbrodnicze zakamarki przeszłości. Ostatnim ważnym epizodem tego nieustannego rozrachunku jest spór o książkę Schulhagena „Holocaust – cisi sprawcy”.

Do dzisiaj nie brak oczywiście głosów, że nie dokonano wszystkiego co konieczne potrzebne i konieczne. W wielu wypadkach wypada przyznać tym głosom rację. Niemiecki aparat sprawiedliwości nigdy nie dokonał samooczyszczenia. „Spór” o zbrodnie Wehrmachtu i próba obrony jego honoru wydają się głębokim nieporozumieniem. Z drugiej jednak strony paradoksalnie wszystkie te spory dowodzą, że obrachunku  jakoś choć niedoskonale dokonano, skoro tak upowszechniła się wrażliwość na zbrodnie dokonane w przeszłości przed już ponad pół wiekiem.

Obrachunek jest w Niemczech wciąż sprawą żywą i stanowi zasadniczy czynnik współczesnej niemieckiej świadomości historycznej i niemieckiej tożsamości. Właśnie temu w dużym stopniu zawdzięczają Niemcy swoje silne zaangażowanie w budowę zjednoczonej Europy wyrastającej poza narodowe podziały XIX wieku.

Niemiecki przykład dowodzi, że dokonywanie obrachunku przez pokolenie współczesne wydarzeniom, jest niezwykle trudne czy nawet niemożliwe. Polski przykład, przy wszystkich zasadniczych różnicach sytuacji, dowodzi jak dotychczas czegoś podobnego. Można jednak mieć nadzieję, że w Polsce po jakimś czasie dojdzie do poważnej rozrachunkowej debaty nie w celu porachunków z komunistami, ale w celu namysłu nad różnego typu uwikłaniami polskiego społeczeństwa w niedemokratyczne rządy. Taka debata, jako zbiorowa terapia, jest konieczna aby przygotować polską kulturę polityczną do świadomego wstąpienia w struktury europejskie.

 

Szczecin, 1996

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s