Przeszłość w naszej teraźniejszości

Są tacy, którzy wyobrażają się, że przeszłość nie posiada specjalnego znaczenia. To jest to, co się odbyło i jest już za nami, nic już nie możemy w niej zmienić, liczy się przede wszystkim przyszłość, bowiem ona dopiero nadchodzi i możemy ją jeszcze kształtować.

—– Przemówienie podczas otwarcia Centrum Pamięci przy Stalagu VIIIA w Zgorzelcu w obecności Marszałka Dolnego Sląska i Premiera Saksonii 14.01.2015 ——-
Takie przekonanie jest jednak, jak postaram się Państwa przekonać, niebywale naiwne a często wprost szkodliwe.
Aby wspólnie kształtować przyszłość z innymi, trzeba się najpierw poznać i porozumieć. Trzeba się sobie przedstawić. Powiedzieć – kim się jest?
Każdy z nas przedstawiając się nieco bliżej, zmuszony jest opowiadać o sobie. Możemy też powiedzieć, że znamy kogoś tylko wtedy, gdy potrafimy opowiedzieć coś o jego przeszłości – nie tylko kim w danym momencie jest, ale też kim był. Możemy go rozumieć tym lepiej, jeśli opowiedział nam coś o sobie i mamy tego potwierdzenie, że jest tak jak mówi.
To samo odnosi się do porozumienia i poznania dwóch społeczności. Poznajemy inną społeczność nie tylko poznając jej plany na przyszłość, ale przede wszystkim poznając jej zbiorową przeszłość. Jeśli nawet interesują nas przede wszystkim czyjeś plany na przyszłość, nie możemy ocenić dokąd i w jakim kierunku dąży, jeśli nie wiemy skąd przyszedł.
W stalagu VIII A na terenie, którego jesteśmy, więźniami było około 100 tys osób, z których około 15 tys zmarło tu wskutek niedożywienia, wyczerpującej pracy i chorób.
Być może, gdyby nie bardzo szczególny epizod z dziejów sztuki XX wieku, nie przyszło by nam tutaj się spotkać. Bo właśnie tu, w obozowych warunkach powstało niezwykłe dzieło muzyczne „Kwartet na koniec czasu” Olivera Messiaena – i tutaj w niezwykłych warunkach baraku obozowego nastąpiło jego prawykonanie. Budynek, w który jesteśmy, powstał staraniem historyka sztuki Albrechta Goetza zafascynowanego postacią wielkiego kompozytora i losem jednego z jego z największych utworów.
Oliver Messiaen był człowiekiem głęboko religijnym, czego dowodzi cała jego bogata twórczość. Nie możemy zapominać, że pełnił przez większość swego życia funkcję organisty jednego z paryskich kościołów. Utwór o charakterze niemal liturgicznym, jakim jest „Kwartet na koniec czasu” jest oczywistym nawiązaniem do apokalipsy, a jego niezwykłe końcowe partie mają uzmysławiać łączenie się duszy ludzkiej z Bogiem. Tak przynajmniej jest i może być interpretowany. Wydaje się aż nazbyt oczywiste dlaczego taki utwór mógł powstać właśnie tu i w owym czasie w czasach wojennej tragedii.

To jednak owa oczywistość nie czyni tego utworu łatwym w odbiorze, ani nie jest on ilustracją, jaką można by się posłużyć, by wypełnić nią przestrzeń pamięci, z jaką w tym miejscu mamy do czynienia.
Należy powiedzieć nawet więcej. Byłoby bluźnierstwem, gdybyśmy tak postąpili. Odczytując same nuty zapomnielibyśmy o imionach tych, których tu i owym czasie apokalipsa dotyczyła – o tych, którzy w tym miejscu napotkali swój kres i w myśl utworu Messiaena spotkali się z Bogiem. Nawet największa sztuka nie może przezwyciężyć majestatu śmierci. Byłoby też sprzeniewierzeniem się samemu wybitnemu kompozytorowi, , gdyby piękno miało zastąpić pamięć o śmierci i cierpieniu konkretnych ludzi, byłoby zaprzeczeniem jego głębokiej religijności gdyby estetyzacja miała przysłonić człowieka.
Mamy piękny budynek, że wciąż nie mamy ich imion – tych którzy tu zmarli i cierpieli, którzy tutaj oddali duszę Bogu. Te imiona kierują nas ku przeszłości, która wciąż wkracza w naszą teraźniejszość. Rozpoznając tą przeszłość możemy uruchomić polsko-niemiecki dialog odsłaniając to, co bywa okryte ciszą po obu stronach.
Wielkie dzieło winno w tym miejscu wskazywać na prawdę historyczną a nie ją zasłaniać. Jesteśmy w miejscu, które nie jest salą koncertową, w miejscu w którym być może tylko ten jeden utwór ma prawo być wykonywany, z uwagi na jego szczególne okoliczności powstania – jesteśmy bowiem i z tego powinniśmy zdać sobie sprawę na miejscu cierpienia i na cmentarzu.
Spróbujmy określić strefę przemilczeń i ciszy, którą apokaliptyczna muzyka Messaeina nie powinna zagłuszyć, lecz powinna nam pomóc uwidocznić.
Wydawałoby się, że stalag VIII B nad samą granicą komunistycznej Polski i komunistycznych wschodnich Niemiec mógł być niegdyś idealnym miejscem dla zademonstrowania polsko-niemieckiego pojednania, że mogłoby tak się stać już w drugiej połowie lat czterdziestych albo najpóźniej początku lat 50tych – wobec nieustannie deklarowanej przyjaźni Wschodniego Berlina z rządzoną przez komunistów Warszawy. Tak się jednak nie stało. W NRD nie podejmowano odpowiedzialności za okres 1933-45, uważając że odpowiedzialni żyją na zachód od Łaby. Tam byli co winni tragedii nazizmu, NRD żyli natomiast „antyfaszyści”. Po polskiej stronie enerdowcom i tak nie ufano już zupełnie niezależnie od tego czego by nie zrobili. Teren obozu nie był w żaden sposób upamiętniany i wykorzystywany do wspiera przyjaźni PRL-NRD.
Niedaleko stąd, po polskiej stronie, powstała natomiast inna nekropolia, która jak ocenić można z wygłaszanych tam przemówień komunistycznych dostojników, miała przypominać o niemieckim zagrożeniu.
Jak wynika z powojennej historii tego miejsca, nie było ono zadbane ani przez stronę polską ani stronę niemiecką. W latach 60-tych pielęgnuje się tutaj groby żołnierzy radzieckich i jest to radziecka inicjatywa. Może dzięki temu pamięć tego miejsca mimo wszystko zostaje zachowana. W formule „żołnierze radzieccy” kryło się jednak również przemyślne i celowe zapomnienie. I historyczne kłamstwo. Ludzi powołanymi do armii sowieckiej byli Ukraińcami, Rosjanami Białorusinami a najprawdopodobniej także przedstawicielami innych narodów kolonialnego imperium. Tego nie uwidoczniono, tego nie powiedziano. Na ich zbiorowej mogile nie postawiono krzyża mimo że byli z pewnością nie tylko członkami kompartii ale także prawosławnymi, grekokatolikami i katolikami (musiało być wśród nich wielu Polaków z okolic np. Żytomierza). Byli też pewnie wśród nich Żydzi i najprawdopodniej wyznawcami islamu. Taki był skład tej armii. Nie ma w tym miejscu dotychczas upamiętnionienia ich imion, podobnie jak i imion innych jeńców, jakich szczątki kryje to miejsce. Również Polaków, polskich jeńców tego obozu.
Pomnik obozu powstał tu w roku 1976, ciekawe że w skutek starań francuskich kombatantów, którzy musieli przezwyciężyć nie małe trudności aby doprowadzić do jego budowy. Ówczesne miejscowe komunistyczne władze nie pojawiły się przy odsłonięciu pomnika, bowiem uroczystość związana była z mszą świętą.
Pamięć o obozie pielęgnował miejscowy nauczyciel Roman Zgłobicki. Jego niestrudzona wysiłki nie dały jednak długo owoców. Być może po stronie polskiej istniało przekonanie, że w dobie polsko-niemieckiego pojednania po roku 1989 nie należy wracać do czasów stanowiących o najtrudniejszym okresie stosunków polsko-niemieckich. Że trzeba mówić tylko o przyszłości. Ta układna grzeczność, wiemy o tym dobrze z bada n socjologicznych, łączy się w Polsce z wciąż obecnymi antyniemieckimi stereotypami. Tylko ci, którzy zdolni są do otwartego dialogu zdolni są je przezwyciężać i pozbywać się ich.
Owa układna grzeczność kryje oczywiście głębokie nieporozumienie, bowiem niemiecka świadomość historyczna i w tym sensie tożsamość zostało ukształtowana po wojnie poprzez przede rozrachunek z okresem 33-45. Strona niemiecka mogła być jedynie zdziwiona, że właśnie tutaj w Zgorzelcu nie ma dostatecznie intensywnej debaty na ten temat. Wiemy zarazem, że szczególne uwarunkowania czyniły niekiedy taką rozmowę łatwiejszą z przedstawicielami dawnej, bońskiej Republiki Federalnej niż niektórymi wychowankami NRD.
Brak pamięci jest cechą głębokiej prowincji. Najrozmaitsze miejsca bywają tak przeraźliwie prowincjonalne nie dlatego, że są biedne lub niedoinwestowane, ale dlatego nie słyszy się tam żadnej opowieści. Przybysz z zewnątrz nie może się o nich niczego dowiedzieć, bowiem nie ma nikogo na miejscu, kto znał by jego przeszłość. Takie miejsca opuszcza młodzież a starość tych co pozostają staje się cięższa.
Milczenie o przeszłości może mieć różne przyczyny. Może być brakiem rozsądku, nieumiejetnością rozmowy o sprawach trudnych lub może być powodowana chęcią zapominania. Pamiętania tylko o własnych cierpieniach a nie pamiętania o cierpieniach innych.
Wielkim cierpieniem było ucieczka mieszkańców Zgorzelca w roku 1945. Wypędzenie było wielką niemiecką tragedią i cierpieniem, o którym słusznie w Niemczech nie chce się zapomnieć. Do apokaliptycznych obrazów w tym związanych dołóżmy jednak i inne obrazy, udokumentowane w historycznych źródłach – jeńców tego obozu ciągnących wozy z dobytkiem uciekających niby zwierzęta pociągowe. A takze kolumny jeńców idących do miasta jako niewolnicy mający w nim pracować. Krzyż stojący przed miejscowym kościołem parafialnym, postawiony przez wspaniałego niemieckiego kapłana Franza Scholza jest tego niemym świadkiem

Powstanie tego centrum na terenie Stalagu VIII A może być wielką szansą, aby otworzyć nowy etap w nie tylko w stosunkach obu miast, ale też dać nowy impuls współpracy polsko-niemieckiej wzdłuż całej granicy.
Opowiadanie o przeszłości nie jest oczywiście sprawą łatwą. Prawdziwego miejsca pamięci nie tworzy kilka nawet najbardziej wymownych anegdot. Prawdziwe miejsce pamięci jest miejscem spotkania żywych ludzi, miejscem trudnych pytań, miejscem dialogu, miejscem w którym teraźniejszość otwiera się na przyszłość – na przyszłość. I tylko przyszłość nasączona pamięcią ma ludzki wymiar. Jeśli zastanawiamy się czym jest prawdziwe miejsce pamięci możemy dostrzec w pełni naiwność tych, którzy chcą mówić jedynie o przyszłości.
Miejsce, gdzie jesteśmy to wielonarodowe. Polscy, francuscy, belgijscy, rosyjscy, białoruscy, ukraińscy jeńcy tego obozu każą widzieć w tym miejscu prawdziwie europejskie miejsce pamięci. Jestem przekonany, że miejsce to winno promieniować szeroka, tym co będzię tutaj organizowane i wypowiadane. To miejsce wymaga szerokiego horyzontu myśli, wielkiego serca i zaangażowania – niech wzorem dla tego miejsca będa takie osobowości jak Frank Scholz, Roman Zgłobicki, Albrecht Goetz, które chciały pamiętać.
Jestem przekonany, że ta cenna inicjatywa winna być objęta kuratelą i opieką zarówno premiera rządu Saksonii jak i Marszałka Dolnosląskiego.
Bo przecież Goelizt i Zgorzelec, Goerlitz-Zgorzelec Europa miasto nie jest prowincją, lecz miejscem pielęgnującym europejską pamięć w samym środku naszego kontynentu. Pamięć, która nie jest tylko przeszłością, ale tkwi w naszej tereżniejszości i kształtuje naszą przyszłość.
Dzisiaj wieczór wysłuchamy wszyscy jak co roku utwór Oliviera Messaeiana „Kwartet na koniec czasu”. Stało się już ważna tradycją, że jest on odtwarzany w tej dacie. Niech będzie przypomnieniem o przeszłości, jaka tkwi w naszej teraźniejszości. I niech będzie inspiracją, aby w tym nowo otwartym budynku toczyła się odważna rozmowa wspierająca otwartą na przyszłość pamięć naszego europejskiego kontynentu.

One thought on “Przeszłość w naszej teraźniejszości

  1. Bardzo to mądrze i ciekawie napisane. Myślę, że zaangażowani ludzie po obu stronach Odry, którzy przez lata uczestniczyli w trudnym dialogu polsko-niemieckim i w nim wytrwali, wytworzyli pewną wspólnotę, która posiada wspólną przeszłość, już nie wyłącznie polską, czy niemiecką , lecz, można by ją określić, europejską. Z tej perspektywy historyczne wzloty i upadki poszczególnych społeczności dają się wspólnie ocenić, jako klęski, czy sukcesy ludzi uwikłanych w dzieje. Szkoda by było, żeby ta wypracowana perspektywa przepadła. A grozi to młodemu, niehistorycznemu pokoleniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s