Na blokpostach hybrydnej wojny

Zrobienie sobie zdjęcia z ukraińśkim żołnierzem na posterunku w strefie ATO mogłoby należeć do  turystycznej atrakcji, gdyby nie było działaniem niestosownym i do pewnego stopnia niemoralnym. Dla „turysty” nie byłoby  to związane z żadnym niebezpieczeństwem (tylko w  Warszawie myśli się, że dzisiaj samo przkroczenie granicy z Ukrainą wymaga bohaterstwa), bowiem strefa ATO jest na tyle szeroka, że zewnetrzne posteerunki są poza jakimkolwiek obstrzałem. Słowiańsk, niegdyś okupowany przez moskiewskiego najemnika Striełkowa, który zamordował lokalnego radnego Wołodymira Rybaka i dlatego w centrum uwagi światowych mediów, jest dziś spokojnym miastem, które powróciło do roli letniego kurortu (chociaż ze zroumiałych względów mało kto tam przyjeżdzać na urlop). Życie toczy się tam normalnie. Wojna jest hybrydowa czyli jak wielu uważa na niby.

A jednak niemal codziennie giną w niej ludzie. Sympatyczni, żołnierze, jacy pozwalają zrobić sobie zdjęcie (bo jestem Polakiem) mogą zostać przesunięci na posterunek bliski linii rosyjskiej okupacji i zginąć od przypadkowego ostrzału. Nie ma on żadnego militarnego znaczenia. Jest jedynie sygnałem politycznym z Moskwy, ale lepiej nawet powiedzieć pogróżką.   Ta sytuacja kosztawała już jednak życie paru tysięcy młodych Ukraińców (trzeba też dodać młodych Rosjan, których wysyła się potajemnie, a gdy giną rodzinę zawiadamia się, że mieli wypadek w czasie wojskowych ćwiczeń). Turystyczne fotki są więc w tym niestosowne, ponieważ spotykamy się to również ze śmiercią i ludzką tragedią.

Pobyt w regionie ATO usprawiedliwić można tym, że dopiero tutaj zrozumieć można lepiej logikę zdarzeń. Stereotyp o „zwycięskim Putinie”, który robi co chce, znika dość szybko. Widać tu, że Moskwa nie realizuje swego planu A, ale zmuszona jest realizować swój plan nawet nie C a D i jest w defensywie a nie ofensywie.

Zacznijmy od planu A. Miało być to „bratnia pomoc” Ukrainie (na wzór Czechosłowacji 1968) na wezwanie Janukowicza. Ten drobny kryminalista stchórzył i ku rozczarowaniu wielkiego kryminalisty Putina zwiał ze swoim łupem do Rosji. Plan B to była Noworosja. Zajęto więc na początek Krym i krymski scenariusz miał być powtórzony na całym Wschodzie i Południu Ukrainy. To już jednak nie udało się. W miastach takich jak Charków czy Odessa nasłane przez Moskwę bojówki napotkały skuteczny opór. Bojówkarzom udało się tylko w Ługańsku i częściowo w Doniecku. Plan C był więc taki, aby stworzyć automiczne republiki doniecką i ługańską, które pozostając w składzie Ukrainy, będą paraliżowały działanie całego państwa. Na to jednak, aby to się udało cały oblast doniecka i ługańska winien była znaleźć się w rękach „separatystów”. I przez chwilę tak było. Uzbrojeni w broń, która jak twierdził Putin, każdy może sobie kupić, zajeli konieczny teren. Latem 2014 ukraińska armia (która zdołała się nadspodziewanie szybko zreformować po poniżającej sytuacji na Krymie) przystąpiła do ofensywa. Zakończyła by się ona szybkim odzyskaniem terytoriów zajętych ukraińskich  prowincji. To zmusiło Putina do wprowadzenia regularnych oddziałów rosyjskiej armii. Była to najbardziej dotychczas gorąca faza konfliktu, znaczona bitwami w Iłowajsku (była to jeszcze poważna ukraińska porażka), Debalcewie i o port lotniczy w Doniecku, które można nazwać ukraińskimi Termopilami i na czym buduje się do dzisiaj morale armii.

Ostatecznie w rękach Moskwy pozostała tylko połowa terytorium ługańszczyny (mniej niż połowa ludności) i jedna trzecia doniecczyny (dużo mniej niż połowa ludności). Obie pseudorepubliki nie mają już w najmniejszym stopniu uzasadnienia. Do symbolu urasta to, że Światogorska Ławra (obok kijowskiej i Pociejowa najważniejsze centrum ukraińskiego prawosławia) znalazła się ostatecznie po ukraińskiej stronie. W ten sposób nawet plan C nie wypalił.

Teraz Putin usiłuje realizować plan D. Z prowokacyjnego obstrzału giną na blokpostach ukraińscy żołnierze, aby bandyta z Moskwy mógł grozić i jak mu się wydaje wzmocnić swoje pozycje negocjacyjne. I tak toczy się „hybrydnaja wojna”.

 

Reklamy

Charków, IT, reformy i przesiedleńcy

Uważa się, że armia ukraińska jest już dostatecznie silna, aby koszty dalszej militarnej awantury były dla Moskwy zbyt wysokie. Dyskutuje się natomiast  o reformach i to nie tylko gospodarczych. Charków to silne centrum gospodarcze, obok Kijowa, Dnipro  czy Odesssy największe miasto kraju. Składa się na to zarówno produkcja rakiet jak i IT. Tutejszy uniwersytet pełen jest zagranicznych studentów, w dużej części z Azji centralnej (nikt tu nie bredzi o zagrożeniu islamem, a islam kojarzy się Ukraińcom przede wszystkim z ich współobywatelami jakimi są Tatarzy). Jest to bardzo żywy ośrodek intelektualny, co jednak przede wszystkim zwraca uwagę  to ośrodek niezwykle silnej działalności obywatelskiej. To właśnie dzięki niej Charków obronił się w swoim czasie przed bandyckim najazdem putinowskiej bojówki (nie obronił się niestety Donieck i Ługańsk). Masowe demonstracje powstrzymały tutaj Moskali.

Charakterystyczne, że na wielkim placu (charkowianie chwalą się, że podobno największy w Europie) gdzie stał niegdyś w dawnych i dość strasznych czasach pomnik Stalina, rozstawiono namiot z wystawą o Majdanie. Na tym placu odbył  się też tak niedawno leninopad (zauważyłem, że w ukraińskim internecie synonimem słowa Lenin jest słowa syfilityk, co ma przecież źródło w tym że jak wiadomo Lenin zmarł  na syfilis). Tam gdzie był Stalin, na planszach oglądam m.in. zdjęcia Natalii Zubar,  jednej z tych pełnych odwagi obywateli tego miasta, kobiety, która uratowała Charkiw a dziś niestrudzonej działaczki organizacji pozarządowych.

Charków to zdecydowanie Ukraina wschodnia. Podkręślam to aby też zaprzeczyć stereotypowi o podziale o rzekomo narodowo świadomym Zachodzie i zarażonym Moskwą Wschodzie. Charków był w XIX wieku centrum ukrainskiego ruchu narodowego, o czym się często zapomina. Dziś jest miastem mówiącym w przeważającym stopniu po rosyjsku (z domieszką surżyku, tak swój język okreśłił taksówkarz, który wiózł mnie z lotniska), ale po ukraińsku można się tu swobodnie porozumiewać.

Miasto jest pełne przesiedleńców z okupowanych przez Moskwę terenów. Nikt nie potrafił mi powiedzieć ilu ich jest, ale z pewności podnad dwieście tysięcy (miasto liczy ok 1.5 miliona). Przeniosła się tutaj duża część uniwersytetu z Ługańska. Jasne, że stwarza to problemy dla miasta. Charków nauczył się z tym żyć. Pomoc państwa jest niewielka natomiast ogromna rola wolontariatu.

Jak wszędzie na Ukrainie pełno jest tu symboli narodowych. Prasa jest zdecydowanie antyputinowska. Kupuję gazetę, gdzie na okładce jest Putin, który dorywa się do jakiegoś wyłacznika i podpis „cel Putina – wyłączyć nasze mózgi”. To właśnie. Ukraińcy wiedzą, że prawdziwa wojna to wojna o nasze myślenie. Myślę o moich rodakach w Warszawie, którym wyjazd do Charkowa (a nawet dużo bliżej) wydaje się taki strasznie niebezpieczny. Czy im już Putin wyłączył mózg? Tym,  którzy zdobyli się o ostatnią antyukraińską uchwałę już chyba tak.

 

 

Rosja, Białoruś,Ukraina – co z gospodarką?

Trudno mówić o ekonomii, gdy brzmią armaty – to zdanie  było mottem  wystąpienia b.prezydenta Juszczenki, podczas okrągłego stołu obecnej Warsaw East European Conference. Gospodarka Ukraina w ciągu ostatnich trzech lat zmalała o 20%. Ukraiński polityk i zarazem ekonomista nie był jednak pesymistą. Wskazał też na liczne osiągnięcia gospodarki ukraińskiej, która po rozpadzie ZSRR znalazła się w bardzo trudnej sytuacji (tym bardziej, że już przed tym gospodarka komunistyczna była katastrofą). Zwalczano inflację, ustanowiono własną walutę, utrzymano elementarną dyscyplinę budżetową. Popełniono  jednak poważne błędy, z których najpoważniejszym wedle Juszczenki była błędna koncepcja prywatyzacji. Prywatyzowany majątek dostał się ręce ludzi, którzy go nie wypracowali i nie umieli o niego dbać. To utrudniło napływ zewnętrznego kapitału, a bez światowych instytucji finansowych nie ma skutecznych reform gospodarczych, stwierdził Juszczenko. Mimo wojny prowadzonej przez Putina przeciw Ukrainie ostatni czas to okres intensywnych reform. Należy zwrócić uwagę jak mylące mogą być wszelkie statystyki dotyczące ukraińskiej gospodarki, skoro wedle niektórych danych aż 67% to szara strefa. Juszczeno stwierdził w podsumowaniu, że gospodarka ukraińska najgorsze czasy ma już za sobą.

Nawet cienia optymizmu nie było natomiast w wystąpienia Leonida Zlotnikova, który mówił o gospodarce Białorusi.  Wskazał on jak bardzo Białoruś korzystała ze wsparcia Moskwy  przede wszystkim na zaniżone ceny energii. Ten czas się jednak skończył. Moskwa ma mniej pieniędzy ale także napięcie Putin-Łukaszenko ma na to wpływ. Model gospodarki białoruskiej opartej o państwowe i niewydajne inwestycje jest całkowicie niewydajny. Regres jest widoczny i przyspiesza.

Nie wiele bardziej optymistyczny był opis gospodarki rosyjskiej. Mówił o niej Vladislav Inozemtsev. Gospodarka rosyjska jego zdaniem zdegradowała się do gospodarki surowcowej. Po upadku ZSRS nie było w Rosji żadnej koncepcji jak wydobyć się z pułapki gospodarki państwowo-nakazowej. Nastąpiła głęboka dezinstrializacja. Przez pewien czas ratowały ten stan wysokie ceny ropy ale i to się skończyło. Gospodarka rosyjska runie a co dalej nie wiadomo, stwierdził rosyjski ekonomista.

W naturalny sposób spowodowało to pytanie co dalej z reżymem Putina, który jest przyczyną braku jakichkolwiek reform. Rosjanin i w tym wypadku nie był optymistą. Uważa, że perspektywa upadku dyktatora to rok 2030. Zarazem wykluczył on skuteczną współpracę rosyjsko-chińską. Chiny idą własną drogą i tranzyt z Chin do Europy nie pójdzie przez Rosję (inaczej mówiąc jedwabny szlak pójdzie południem drogą morską a nie północą drogą lądową).

Saakashvili w Warszawie czyli Balcerowicz contra postkomunizm

W trakcie wykładu Saakashvilego  podczas konferencji na Uniwersytecie Warszawskim miała miejsce krótka i nieudolna prowokacja najprawdopodobniej proputinowskich krzykaczy. Straż uniwersytecka szybko  dała sobie  radę. Właściwie był to sygnał jak bardzo boli Kreml to co Saakashvili mówi wszem i wobec i głosi.  Wykład bardzo ciekawy dotyczący pojęcia „postkomunizmu”. Dowodził on jak bardzo dwuznaczne jest to pojęcie. Służy ono również Moskwie i znaczy tyle „z tego bagna nie można się wydobyć”. I to często chętnie powtórzy wielu i to takich, którzy z Putinem nic nie mają wspólnego. O postkomunizmie w tym znaczeniu można usłyszeć zarówno w byłych krajach bloku jak i na Zachodzie. Znaczy to trochę tyle co – wszystko pozostanie po staremu. Rosja celowo chce utrzymać taką atmosferę pesymizmu i niepewności.

Saakashvili twierdzi, że postkomunizm niknie tam, gdzie dokonuje się zdecydowanych reform. Były prezydent Gruzji podaje przykład własnego kraju. Wedle stereotypu był on całkowicie zanurzony w korupcji i niemożności. Miał być koronnym przykładem postkomunizmu (czyli i pewnej zależności od komunistycznej przeszłości i Moskwy), z którego nie można się wydobyć. I oto Gruzja w krótki czasie dokonała skutecznych reform. Saakashvili nie krytykował nowego rządu Gruzji (który go zwalcza i ściga) i wprost przeciwnie podkreślił jak reformy okazały się trwałe i jak są kontynuowane.

Wystąpienie Saakahvilego podkreślało ogromną rolę reform na Ukrainie. Jeśli się one udadzą będzie to największy cios dla rosyjskiej ideologii. Pokazane będzie, że z postkomunizmu można się wydobyć i to w takim kraju. który Rosja chciała trzymać przy sobie. Rosję w postkomunizmie trzyma przede wszystkim sam Kreml.

Podobnie Saakashvili podkreślił ogromną wagę reform Balcerowicza w Polsce. Polska pokazała jak szybko można się z postkomunizmu wydobyć (zwolennicy PiS na sali jakoś na to nie reagowali). Waga polskich reform była ogromna. Uwagi gruzińsko-ukraińskiego polityka o Balcerowiczu są w tym sensie istotne, iż rzekomo miał on polskiego ekonomistę ostro krytykować (co rozeszło się w internecie). W Warszawie mówił o nim z najwyższym szacunkiem, podkreślając jak istotny jest obecny plan Balcerowicza dla Ukrainy. Jedyna krytyczna uwaga dotyczyła kontekstu czysto społecznego i plan ów kontekst dostatecznie uwzględnia. Ekonomiczne wskazania Balcerowicza uznał Saakaschvili za całkowicie słuszne.

Osobowość Saakasshvilego jako mówcy ujmująca. Żartobliwy, z dystansem do sobie.”Gruzini są tacy sami jak wszyscy inni, tylko gotują lepiej”. Pyszne. Bezpośrednie spotkanie z tym politykiem pozwala zrozumieć jego charyzmę i zarazem siłę, która jest siłą jego przekonań i optymizmu. Istotnie, pojęcie postkomuznimu jest często ględzeniem o nie bardzo wiadomo o czym i wyrazem bezradności tych, którzy nie mają żadnej wizji przyszłości.

Ukrainofoby, ich kłamstwa i hipokryzja

Senat (PiS-owska większość) wezwał Sejm (jak są większością to się zdaniem opozycji nie przejmują) do uchwały w sprawie Wołynia 43. Ma być agresywnie i o ludobójstwie. I oni -Ukraińcy są wszystkiemu winni a my Polacy nic, a nic.
                 Ilustracją do tego tekstu jest zdjęcie sprzed lat prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki. Lech Kaczyński, warto to przypomnieć zwolennikom PiS, był inicjatorem wielu aktów polsko-ukraińskiego pojednania. Dziś ci którzy się tak chętnie na niego powołują, podążają w dokładnie odwrotnym kierunku.
                Zwolennicy „twardego” kursu w polityce pamięci wobec Ukrainy twierdzą, że do pojednania potrzebna jest prawda. Dlatego o „rzezi wołyńskiej” trzeba nieustannie z przytupem przypominać. Nie są jednak gotowi równie intensywnie przypominać o antyukraińskich pacyfikacjach w II RP z roku 1930 i 1938. I o samym Wołyniu 43 nie są gotowi do mówienia pełnej prawdy. Chcą widzieć tylko okrucieństwo UPA i nic więcej.
                 Ukrainofoby też   twierdzą, że Ukraińcy nie przeprosili. Z Niemcami mogliśmy się pogodzić –  mówią  -bo przeprosili , a Ukraińcy nie. Jest to oczywiste kłamstwo. Aktów przeprosin ze strony ukraińśkiej jest wiele. Podobnie historiografia ukraińska jest pełna jednoznacznych potępień zbrodni UPA na Polakach. Tylko że ukrainofobii nie chcę tego wiedzieć i niezależnie od tego ile razy Ukraińcy by przepraszali dla nich będzie to za mało.
                Ukrainofoby nie chcą też zauważać jak bardzo ich postępowanie sprzyja Moskwie, która dąży do skłócenia Polaków i Ukraińców, i nie widzą jej inspiracja. Cała działalność proputinowska w Polsce powiązana jest z wybijaniem na plan pierwszy i w agresywny sposób problematyki „rzezi wołyńskiej”.
               Barbarzyńskim natomiast zwyczajem jest manipulowanie pamięcią o zmarłych w bieżących celach, przypominanie o okrucieństwach, po to by zwrócić emocje przeciw żyjącym. Pasja wielu ukrainofobów ciągłej potrzeby przywoływania najbardziej drastycznych obrazów z Wołynia  jest bliższa jakiejś próbie symbolicznej zemsty niż aktowi upamiętnienia ofiar.
              W istocie polsko-ukraińskie pojednanie wciąż postępuje naprzód, stąd też narastajaca histeria tych, którzy wciąż żądają przeprosin (w istocie chodzi im o akt upokorzenia się drugiej strony) i wciąż pisać chcą coraz ostrzejsze deklaracje. Jak ogłoszą oficjalnie, że Wołyń 43  to ludobójstwo to będą dalej żądać stwierdzenia, że było to ludobójstwo wyjątkowe (już się takie elaboracje pojawiły).
              Ukrainofobii twierdzą, że dbają o pamięć o ofiarach. W tradycji chrześcijańskiej i europejskiej pamięć o ofiarach związana z pokojem i pojednaniem. Tego wymagają zmarli.

Nad grobami trzeba się godzić i mówić o pojednaniu.

              Wołyń 43 wciąż wymaga badań historycznych mimo wielkiego wysiłku dokonanego już przez polskich i ukraińskich historyków. Warto tu wspomnieć świetne prace Grzegorza Motyki (atakowanego systematycznie przez ukrainofobów). Po polskiej stronie upamiętnienie tragedii Wołynia 43 wymaga też poszerzenia wiedzy o Ukrainie i to również o Ukrainie współczesnej. Ukrainofoby zaś to ci, którzy o Ukrainie nie wiedzą nic więcej prócz „rzezi”, są ślepi, pielegnują swoją ignorację i ksenofobię i swoje antyukraińskie stereotypy. I w rezultacie jak bardzo są antypolscy.

Energetyczna niepodległość Ukrainy

Od pięciu miesięcy Ukraina nie importuje gazu z Rosji. Jest to równie ważną informacją jak komunikaty z frontu rosyjsko-ukraińskiego na Donbasie. Dla Rosji eksport gazu był przez długi czas skuteczną bronią trzymania Ukrainy w zależności gospodarczo-politycznej.

Był to wynikiem wielu zaszłości. Dawne ZSRS, a więc i sowiecka Ukraina,  używała energii niebywale rozrzutnie. Po roku 1991 jej  koszty urealniały się i rosły. Ceny energii  pozostawały jednak dla konsumentów niedorzecznie niskie, a różnicę pokrywała państwowa subwencja.  Bano się zmian cen energii, tak jak bano się poważniejszych reform. Ukryta w cenie gazu subwencja pożerała lwią część budżetu.

Na dodatek handel gazem był motorem oligarchizacji. Gaz sprowadzono z Rosji, a ta dopuszczała do interesu tylko nielicznych. Tak rosły fortuny prorosyjskich  magnatów wiszących u kremlowskiej klamki.

Moskwa dyktowała też ceny. Były one często wyższe niż dla innych krajów. Trzeba  dodać, że gaz odgrywał w ukraińskim miksie energetycznym bardzo znaczącą rolę, bez porównania większą niż w polskim wypadku. Gaz jako źródło zaopatrzenia w energię (33%) ma dla Ukrainy to samo znaczenie jak węgiel (34%). Bez gazu więc na Ukrainie ani rusz. I każdy kto tam był, pamięta rury i rurki  biegnące przez cały kraj od domu do domu.

W roku 2013 gaz z importu, to 57% zużycia wynoszącego 50 mld m3.  Był to oczywiście głównie gaz z Rosji.  W 2014 zużycie spada do 42 mld m3,  a  w 2015 do 34 mld m3.  Ograniczenie zużycia, również w skutek spadku produkcji przemysłowej, zmniejsza też import. W roku 2015 na  import przypada 44%. Oznacza to 13 mld m3 mniej gazu z importu w porównaniu z rokiem 2013. Dokonano więc ogromnych oszczędności.

W kwietniu 2015 uchwalono nowe zasady obchodzenia się z energią. Mało kto wierzył wtedy w sukces.  Efektywność była bardzo niska (na poziomie 60%, w Polsce 80%). Założono jednak liczniki (przed tym ich nie było), w walce z marnotrawstwem ciepła ponad 100 tys. obiektów przeznaczono do modernizacji. Gospodarstwa domowe w ciągu dwóch lat zmniejszyły zużycie gazu o 26%. Zaczęto stosować izolację domów mieszkalnych. To kosztuje, ale zmusza do organizowania się, inwestowania i  stwarza miejsca pracy.

Budżet państwa uwalniany jest zarazem krok po kroku z ciężaru, jakim była subwencja na energię, choć państwo musi wciąż pomagać tym, których nie stać na podwyższone znacznie ceny. Nie jest to jednak ukryta subwencja, wymykająca się ekonomicznej kalkulacji. Pieniądze z budżetu już nie idą skrycie do kieszeni oligarchów, rynek gazu uzyskuje przejrzystość, a reforma ukraińskiej gospodarki doznaje istotnego impulsu.

Zarazem import gazu z Rosji zastępowany był stopniowo importem z Zachodu. Grudzień 2015 to pierwszy miesiąc, gdy Putin nie dostał za gaz nawet jednej hrywny. Okupując i niszcząc Donbas Moskwa mogła spodziewać się, że wpędza Ukrainę w  tym większą energetyczną zależność. Okazało się jednak, że Ukraina zdolna była wybić się na energetyczną niepodległość.

 

Ambasador RR i duszpasterz niby-partii „Zmiana”

„Jeżeli nie pomożemy Ukrainie, to niedługo za naszą wschodnią granicą będziemy mieli rozpadający się, bandycki kraj z rosyjskimi najemnikami, którzy będą destabilizować już nie Ukrainę, a Polskę! Wybór wydaje mi się jasny” – takie jest klarowne stanowisko przyszłego ambasadora RP w Kijowie Jana Piekło. Wypowiada je od dawna i bez ogródek. To z pewnością powód, że powierzono mu tak newralgiczne stanowisko w Kijowie. Ukrainę Jan Piekło zna doskonale jako długoletni dyrektor Fundacji Współpracy z Ukrainą (PAUCI).

Niemal równoległym  zdarzeniem do nominacji Jana Piekło jest list ukraińskich intelektualistów do Polaków „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Wśród sygnatariuszy znajdują się m.in.  dwaj byli  prezydenci i patriarcha kijowski Filaret. Jan Piekło jedzie więc do Kijowa w atmosferze, która w najwyższym stopniu sprzyja polsko-ukraińskiemu pojednaniu.

Polski ambasador wie znakomicie, że jest to misja najeżona trudnościami. Sam przed rokiem stwierdzał w jednym z wywiadów „Zarówno Rosja, jak i nieżyczliwi obywatele usiłują zrobić wszystko, żeby do pojednania nie doszło”.

Takim „nieżyczliwym” wtórującym głosowi z Moskwy, jest w Polsce od dłuższego czasu ks.Isakowicz-Zaleski. Jego nienawistny głos skierowany przeciw Ukrainie i Ukraińcom jest zawsze słyszalny, gdy Polacy i Ukraińcy zbliżają się do siebie. Nic więc dziwnego, że Isakowicza-Zaleskiego sprowokowała do wzmożonej aktywności zarówno nominacja Jana Piekło jak i list ukraińskich intelektualistów. Jak na zawołanie wysyła on list do Pani Premier Szydło mający przeszkodzić nominacji Jana Piekło.

Tylko niewiele osób popisało się takim dorobkiem starannie dawkowanej nienawiści do Ukrainy i Ukraiców. Z Isakowiczem-Zaleskim konkurować mogą chyba tylko  Bogusław Paź i Mateusz Piskorski. Postacie dość jednoznaczne.

Bogusław Paź chwali bezczeszczenie zwłok ukraińskich żołnierzy w Donbasie (zawieszony za to na pewien czas w prawach pracownika Uniwersytetu Wrocławskiego), Piskorski urządza demonstracyjne wycieczki na okupowany przez Rosjan Krym i kieruje prorosyjsko i proputinowską organizacją, udającą partię, ugrupowaniem „Zmiana”.  Ostatnio aresztowany na podstawie podejrzeń o działalność antypaństwową.

Isakowicz-Zalewski cieszy się natomiast ze swobody, którą wykorzystuje by w niezwykle intensywnej i systematycznej politycznej działalności, siać niezgodę między  Polakami z Ukraińcami. Wspierał w swoim czasie skorumpowanego prezydenta Janukowycza, organizował prowokacyjne wystawy w Kijowie we współpracy z wysoko postawionymi rosyjskiego agentami wpływu, podjudza środowiska kresowe, pasożytuje na pamięci tragedii Wołynia 43. Hipokryzja tego człowieka polega między innymi i na głoszeniu, iż strona ukraińska nigdy nie przeprosiła za „Wołyń 43”. Gdy zaś słyszy takie przeprosiny (z ust prezydenta Poroszenki czy hierarchii Kościoła greckokatolickiego) i ostatnio z ust ukraińskich intelektualistów i polityków, jest to dla niego jedynie powód do dalszych ataków.

Trzeba stwierdzić z całą dobitnością, że jest to działalność zgodna z kierunkami moskiewskiej propagandy.  Atak na ambasadora RP jakim jest Jan Piekło  jest niezwykłą bezczelnością, na którą zwykle zdobywają się jedynie wrogie Polsce mocarstwa. Isakowicz-Zaleski nie zawahał się zrobić to we własnym imieniu.

Na Facebooku Isakowicz-Zaleskiego napisane jest „działalność dobroczynna”. Błąd. Winno być „działalność nienawistna”. Będąc w takim towarzystwie jak Bogusław Paź i Mateusz Piskorski, Isakowicz-Zaleski winien podjąć się jeszcze jednego zadania – winien zostać duszpasterzem niby-partii Zmiana. Jego niby-duszpasterstwo pasowałoby do tej niby partii. Byłoby to dla niego właściwe miejsce i może wreszcie znalazłby się obok Mateusza Piskorskiego.

Zakarpacie wyśmiewa Putina

Uzgorod-Mukaczewo. Na początek zostałem tu sam wyśmiany, gdy zacząłem wypytywać o walki „prawego sektora” w Mukaczewie. Miejscowi nie widzą w tym nic innego, jak napuszczenie jeden gang na drugi miejscowy gang kilku młodych ludzi. I nic więcej w tym by nie było, gdyby nie fakt, że rozgłosiła to zaraz moskiewska telewizja, podkreślając, że był to właśnie „prawy sektor”. Kontakt podpuszczonych młodzieńców z „prawym sektorem” był raczej sporadyczny, ale pasowało to do stereotypu, z którego moskiewska propaganda chciała korzystać. W każdym razie news z dalekiego Mukaczewa dotarł do rosyjskiej państwowej telewizji w ciągu kilku minut i znalazł się od razu na czołówce. Jest to już dwa tygodnie temu, ale skoro tu na Zakarpaciu jestem powracam do tej historii z ogólniejszych względów. Region ten jest szczególnym celem putinowskiej propagandy, chcącej dowodzić rzekomo silnego tutaj regionalizmu. Ma to pasować do „federacyjnych” planów Moskwy wobec Ukrainy.
Moskiewscy propagandziści twierdzą, że istnieje tu silna rusińska mniejszość, a państwo ukraińskie „jak wiadomo” ma być wobec mniejszości nietolerancyjne. W istocie wśród miejscowych mniejszości, z który węgierska jest najbardziej znacząca a po niej rumuńska, rusińskiej w zasadzie nie ma. Na ponad milion mieszkańców regionu tylko 10 tysięcy deklaruje się jako Rusini, a większość z nich to prorosyjscy działacze, związani z dawnym sowieckim aparatem władzy. „Sprawa rusińska” ma też swego adwokata w osobie kanadyjskiego historyka Paula Mogocsi. Jego książka „Naród znikąd” została przetłumaczona na kilkanaście języków, dzięki „specjalnemu” finansowaniu. Twierdzi tam, że naród Rusiński istnieje od wieków i choć przyznaje się do bycia Rusinami garstka, to jednak na świecie żyje ich miliony. Ów „uczony” jest również autorem obszernej pracy poświęconej historii Ukrainy, gdzie istnieje ona tylko na prawobrzeżu, a na lewobrzeżu Dniepru jest już tylko Rosja. Nie wiem czy profesor Mogocsi jest już członkiem Akademii Nauk Rosyjskiej Federacji, ale jeśli nie jest, to najpewniej wkrótce zostanie. W Polsce za Mogoscim owe dyrdymały powtarza wytrwały aktywista rosyjskiej partii w Polsce p.Koprowski. Jego książka „Zakarpacie – inna Ukraina” to wierne powtórki za mateczką Rosyją.
Prawdą jest natomiast, że Zakarpacie stało się częścią Ukrainy dopiero od roku 1945. Przed I wojną światową należało ono do habsburskich Węgier, po Trianon do Czechosłowacji. W czasach węgierskich była to zabiedzona prowincja, choć z całkiem interesującą burzliwą przeszłością. Czesi przyczynili się do znacznego cywilizacyjnego postępu, budowy dróg i przemysłu. Mogły też tutaj działać ukraińskie stowarzyszenia kulturalne, współdziałające z emigracyjnym ośrodkiem w Pradze. Po rozpadzie Czechsłowacji postała tutaj trwajaca zaledwie kilka tygodni Zakarpacka Ukraińska Republika, która o oczach ukraińskiego ruchu narodowego, miała być ukraińskim Piemontem. Zamiast tego nadeszła okupacja węgierska. II wojna przyczyniła do zagłady bardzo licznej tutaj społeczności żydowskiej. Do dalszego etnicznego „ujednolicenia” regiony przyczynił się Stalin wysyłając miejscowych Węgrów do GuŁagu lub przesiedlając ich na Węgry. Mimo to Węgrzy są miejscową największa mniejszością, liczącą ok.10%. Ta wojenna i powojenna tragedia przyczyniła się do „ukrainizacji” regiony. Napływ sowiecko-rosyjskiego aparatu nie zmienił już w zasadniczy sposób proporcji ludnościowej. Ludność, w przewadze grekokatolicka, zmuszona była przejść na prawosławie, ale Kościół Grekokatolicki przetrwał w podziemiu. W roku 1991 Zakarpacie tak jak cała Ukraina, opowiedziało się za niepodległością. Tutejszy Majdan w Uzgorodzie, tak jak w wielu stolicach ukraińskich regionów, stanowił ważny punkt oporu wobec kliki Janukowycza.
Tak jak Stalin niechcący dokończył ukrainizacji regiony, tak Moskwa po 1991 chciała region za wszelką cenę od-ukrainizować. Pomysł z rzekomymi Rusinami pochodził z XIX wieku i był wykorzystywany przez Węgrów. Po 1991, a w szczególny sposób w ostatnim dwóch latach, sięgnęli po niego moskiewscy propagandziści. Nagromadzone historyczne kłamstwo (typowy rys moskiewskiej wojny hybrydalnej) w połączeniu z działaniem miejscowych gangsterów jest narzędziem moskiewskich prowokatorów, w „propagandowej wojnie”, którą Moskwa coraz bardziej przegrywa. Zakarpacie bowiem to piękną i spokojną ukraińska prowincją, gdzie stosunki z mniejszościami układają się w niemal przykładowy sposób. Przeglądam tom poświęcony tej problematyce „Zakarpacie 1918-2009” w ramach ciekawego projektu „politycznego regionalizmu”. Ta znakomicie przygotowana studium jest owocem ukraińsko-wegierskiej współpracy.

Poroszenko, Kołomojski i ukraińska walka z oligarchami

Zwycięstwo Ukrainy nad Rosją zależy tyleż od sytuacji militarnej, co od powodzenia ukraińskich reform, które Kijów ma prowadzić w niezwykle trudnych wojennych warunkach. Stereotyp mówi, że reformy postępują wolno, a na Ukrainie bez zmian panuje korupcja i oligarchia.
Ukraina zaprzecza temu stereotypowi od chwili, gdy prezydent Poroszenko odsunął ze stanowiska gubernatora regionu Dniepropietrowskiego Ihora Kołomojskiego, uważanego za jednego z czołowych oligarchów. I zrobił to w sposób nader wyrazisty. Najpierw obrugał go za niewłaściwe zachowanie wobec dziennikarza, dając mu oficjalną naganę, następnie usunął jego ludzi z wielkiego koncernu energetycznego i to dość energicznie, bowiem z pomocą wojska, a następnie zdymisjonował. I co zrobił Kołomojski? Zbuntował się? Nie. Spotkał się z Poroszenką i obiecał lojalną współpracę z nowym gubernatorem, przyznając się zarazem do błędów i nieumiejętności zarządzania regionem. Dlaczego? Kołomojski, jak wielu ukraińskich oligarchów wie, że jego przyszłość zależna jest od losów całej Ukrainy, a więc i sensownych reform. Porażka z Rosją oznaczałaby również ich porażkę, a nawet finansową katastrofę. Przykład Achmetowa z Doniecka, który zaczął prowadzić dwuznaczną grę na raz z Moskwą i Kijowem, pokazuje jak fatalne ma to skutki również dla niego samego.
Oligarchowie, dzięki posiadanym majątkom, odgrywają na Ukrainie wciąż bardzo znaczącą rolę. Prezydent Poroszenko winien mieć ich po własnej stronie, zarazem musi walczyć z systemem oligarchii, jeśli chce prowadzić reformy. Potrzebuje ich wpływów i pieniędzy. Nie powinien ich mieć przeciwko sobie. Dysponuje jednak swoistym szantażem wobec oligarchów – jeśli nie zgodzicie się na moje warunki, ograniczenie własnych wpływów i reformy, to przyjdzie Putin.
Poroszenko wykorzystuje ten moment, odsuwając nie tylko Kołomojskiego, ale ogłaszając walkę z systemem oligarchicznym. Jest to cześć coraz bardziej wyrazistego projektu reform, obejmującego reformę samorządową i powstanie biura antykorupcyjnego. Działanie tego biura stało się już widoczne poprzez liczne aresztowania, w tym dwóch członków rządu, których oskarżono o branie gigantycznych łapówek.
Narzekający na wolne tempo ukraińskich reform na ogół zapominają się też, od kiedy w ogóle są one możliwe. I odpowiedz jest dość oczywista, że od czasu wyborów parlamentarnych do Rady Najwyższej, czyli od końca października 2014 roku. Na reformy Ukraińcy mieli więc jak dotychczas dopiero pięć miesięcy. I to mając jednocześnie do czynienia z narastającą agresją Kremla.
Nie należy też zapominać, że dla Ukrainy najpilniejsze są reformy armii i służb specjalnych. W dużym stopniu dokonały się one. Dzięki temu po całkowitej bezsilności na Krymie, armia ukraińska dużo lepiej daje sobie radę na Wschodzie. Terroryści i zamachowcy wyłapywani są od Odessy po Charków i działalność nie jest paralizująca. Oczywiście reforma armii nie zapewnia dalszych zmian ustrojowych.
Warto porównywać ukraińskie reformy z polskimi reformami w roku 1989/90, szukając analogii i podobieństw, ale także pamiętając o różnicach. Polska gospodarka była w roku 1989 w stanie fatalnym i przechodząc „szokowo” od gospodarki nakazowej do rynkowej. Zaczynano można powiedzieć w punkcie zero. Sytuacja ukraińska jest odmienna. Od daty zdobycia samodzielności minęło lat ponad dwadzieścia i gospodarka ukraińska kształtowała się jako system rynkowo-oligarchiczny, gdzie mechanizmy rynkowe zakłócane były narastającą korupcją. Nie było też w żadnym momencie, jakiegoś wyrazistego projektu reform. Ostatni okres 2011-2013 za zarządów Janukowycza był szczególnie trudny, bowiem państwo korumpowane było i rozkradane od góry przez tego złodzieja nad złodziejami. Punktem startu w Ukrainie nie jest więc jakiś stan zerowy, ale stan chaosu.
Należy też nie zapominać, że sam początek, to znaczy od momentu upadku Związku Sowieckiego w roku 1993, jakikolwiek przemian ustrojowych był w Ukrainie od samego początku, , znacznie trudniejszy niż dla Polski od roku 1989. Wszak bycie republiką sowiecką i to przez dłuższy czas to coś znacznie gorszego niż bicie „jedynie” krajem satelickim Kremla, co było losem Polski i pozwalało jednak na margines swobody.
Stereotyp głosi też, że Poroszenko nie może walczyć z oligarchami, ponieważ sam jest oligarchą, wiadomo „wrona, wronie oka nie wykole”. Wartość takiego podejścia zakwestionować można, stwierdzając, że nie każdy bogaty człowiek, milioner czy miliarder, jest oligarchą. Trudno wyobrazić sobie rynkową gospodarkę, gdzie nie ma warstwy bogaczy, choć pozostawać to musi w granicach rozsądku a kontrola rozwarstwienia społecznego pozostaje jedna z najistotniejszych kwestii demokracji i otwartych społeczeństw.
Z uśmiechem jedynie można słuchać, że najgłośniej o oligarchizacji Ukrainy krzyczy chyba się z Moskwy, gdzie rządzi wielki oligarcha nad oligarchami, Władimir Władimirowicz Putin.

Ukraińskie reformy i perspektywy współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej

1. Ukraińska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie spowodowanym brakiem zdecydowanych reform po roku 1991, okresem rządów Janukowycza i kosztami wojny prowadzonej przez Rosję z Ukrainą.
2. Fundamentalnym zagrożeniem dla gospodarki ukraińskiej jest kryzys finansów państwowych, który może być przezwyciężony jedynie dzięki pomocy Zachodu. W roku 2015 Ukraina winna być wsparta sumą ok.30 mld $.
3. Warunkiem otrzymania pomocy finansowej jest zdecydowane wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Traktat stowarzyszeniowy z Unią Europejską stanowi drogowskaz jakie i jak prowadzone mają być reformy.
4. Mimo istniejące ryzyka obecny okres wydaje się wyjątkowo sprzyjający do podejmowania przez polskich przedsiębiorców inwestycji na Ukrainie wyprzedzających napływ innego zagranicznego kapitału.
5. Obecna sytuacja sprzyja rozwojowi współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej wobec niskiego poziomu hrywny oraz przychylnej atmosferze do Polski na Ukrainie.
6. Polsko-ukraińska wymiana handlowa obecnie na bardzo niskim poziomie ma perspektywy szybkiego wzrostu i może stanowić alternatywę dla zmniejszających się obrotów handlowych z Rosją.
Reformy ustrojowe i gospodarcze są dla Ukrainy nie mniej ważne niż skuteczna obrona przed rosyjską agresją. I nie tylko Rosji grozi katastrofa gospodarcza wskutek braku reform, sankcji oraz spadku cen ropy. Ukraina jest również zagrożona upadkiem gospodarczym, choć mogąc spodziewać się pomocy Zachodu wydaje się być w dużo lepszej sytuacji. Do pewnego stopnia można mówić o swoistym wyścigu z czasem, jaki związany jest z tempem ukraińskich reform i pogarszaniem się sytuacji gospodarczej jej agresywnego wschodniego sąsiada. Jeśli mimo pod wieloma względami niesprzyjających warunków Ukraina zdoła przeprowadzić reformy i ustabilizować się gospodarczo a sytuacja gospodarcza Rosji będzie ulegać dalszemu pogorszeniu to prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia ukraińsko-rosyjskiego konfliktu na korzyść Ukrainy poważnie wzrośnie.
Konieczna pomoc Zachodu dla Ukrainy uwarunkowana jest wdrażaniem reform. Ukraina otrzymała już ostrzeżenia ze strony USA i międzynarodowych instytucji finansowych, że wysiłki te nie są dostatecznie intensywne. Również ukraińskie media i opinia publiczna zdaje się być coraz bardziej niecierpliwe.
Dane makroekonomiczne
Istotne jest zdanie sobie sprawy z danych makroekonomicznych oraz charakteru zmian gospodarczych na Ukrainie od momentu upadku Związku Sowieckiego.
Należy zwrócić uwagę, że wielkość gospodarki ukraińskiej oceniania jest bardzo różnie (od ok.110 mld $ do 300 mld $ dochodu nominalnego). Zarazem wobec ogromu obliczanej nawet na 50%, utrudnia ocenę wielkości gospodarki ukraiń-skiej. 1990 roku (rok przed uzyskaniem niepodległości) dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 5860 $ wedle ówczesnych cen, o 100 $ mniej niż Polsce. Z czasem różnica ta w sposób znaczący wzrosła. Dane za rok 2013 roku [CIA The World Factbook] wskazują, że PKB Ukrainy to 7400 $ natomiast Polski to 21100 $. Tak więc w ciągu ostatnich 20 lat ukraiński dochód na głowę stał się trzy razy mniejszy od polskiego. Przyspieszenie wzrostu polskiego PKB widać szczególnie wyraź-nie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Okresu po 1991 ukraińska gospodarka nie zdołała wykorzystać w równie efektywnie sposób jak polska z przyczyn politycznych. Wedle dominującej interpretacji uwłaszczona dawna komunistyczna nomenklaturę stworzyła system oligarchiczny na wzór rosyjskiego. Wartość majątku w rękach czołowych ok. 20 największych oligarchów to 20% całości aktywów państwa, a dla porównania aktywa w rękach najbogatszego Polaka Jana Kulczyka to jedynie 0.7%. Bardzo silne związki z gospodarką rosyjską, siłą rzeczy, stały się wzorcem prowadzenia biznesu na Ukrainie. Do tego przyczyniały się polityczne wpływy Kremla dążącego do uzależnienia Ukrainy zarówno gospodarczo jak i politycznie. Przenikanie kapitału rosyjskiego, wykup przez niego, szczególnie w Donbasie, wielu zakładów i kopalń, a także wymiana handlowa silnie związało biznes ukraiński z Rosją.
Potencjał rozwojowy gospodarki ukraińskiej, jaki mógł wyzwolić przełom 1991 roku, stopniowo słabł, ponieważ brak było podstawowych reform ustrojowych a tak-że nie modernizowano przemysłu. W związku z tym kurczyły się również możliwości eksportu, szczególnie na Zachód, utrzymując konieczność eksportu do Rosji. PKB Ukrainy w roku 2013 wzrósł tylko o 0,2% przy średnim światowym wzroście wynoszącym 1,7% [dane Światowej Organizacji Handlu].
Rok 2014 to skurczenie się ukraińskiej gospodarki według szacunków od -4,7% do -6,4%. Inflacja w stycznia 2014 wynosiła 0.2% (mierzona w cyklu rocznym) by w stycznia 2015 wynosić 24,9%. Natomiast deficyt budżetowy Ukrainy w 2013 r. wynosił 4,6% (taki sam jak we Francji, dla przykładu Polska 3,5% przy średnim światowym deficycie wynoszącym 3,2% [dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego].
Powyższe dane wskazują jednak, że mimo braku dynamicznego rozwoju, przy w miarę stabilnej gospodarce i niewielkim wzroście trwającym do końca 2013 roku, gwałtowne jej załamanie nastąpiło dopiero w zeszłym 2014 roku i dalej się po-głębia, grożąc załamaniem gospodarczym. Eksperci MFW oceniają, że w ciągu najbliższych dwóch lat Ukrainie niezbędnie jest wsparcie finansowe w kwocie około 65 mld USD aby nie dopuścić do bankructwa.
W chwili obecnej Ukraina posiada niezwykle skromne rezerwy walutowe w wysokości 7,2 mld USD (dane z połowy stycznia 2015). Utrudniało to, a nawet do pewnego stopnia uniemożliwia, stabilizację kursu hrywny, który gwałtownie w pierwszej dekadzie lutego. Najbliższe miesiące pokażą na jak wysoką pomoc może liczyć Ukraina z zewnątrz. W obecnej rozważana jest pomoc ze strony MFW w wy-sokości 40 mld$, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Reformy gospodarcze mogą one uruchomić ogromne rezerwy, jakie tkwią w ukraińskiej gospodarce. Tkwią one w wielu dziedzinach i branżach ukraińskiej ekonomiki.
Ciekawych wniosków dostarcza porównanie dwóch gospodarek w kryzysie: Ukrainy i Grecji. Grecja otrzymała pomoc w wysokości 240 mld euro. Przy populacji 10,8 mln ludności dało to potężny zastrzyk finansowy gospodarce tego kraju. Jednak efekty tej pomocy są niewspółmierne do oczekiwań i wyników gospodar-czych. Według danych OECD PKB Grecji na trzeci kwartał 2013 roku spadł o -6,4% a w tym czasie Ukraina miała skromny ale jednak przyrost +0,2% PKB. Inwestycje zagraniczne w przypadku ukraińskim 7,8 mld USD w greckim zaś 2,9 mld. W tym samym czasie, eksport Grecji to 28,3 mld a Ukrainy 69,8 mld USD. Grecja nadmiernie obciążona programami socjalnymi, wysokim deficytem budżetowym oraz długa-mi zewnętrznymi, brakiem rezerw prostych, zdaje się mieć zdecydowanie mniejsze szanse niż Ukraina na wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

GDP nominalne/GDP PPP /GDP PPP per capita/ Budżet – dochód/  Budżet – wydatki / zadłużenie
Ukraina      175.5                 337 7.          7.4                         57.2                66.5                       89%
Grecja        243                    267            23.6                      106.2                116                       175%
Polska       517                     814            21.1                        92.5                92.47                      47%
Źródło: CIA Factbook
Komentarz do tabeli: Mimo złej sytuacji gospodarki ukraińskiej dane makroekonomiczne mówią, że sytuacja ta jest lepsza od sytuacji greckiej. Mniejszy jest dług publiczny Ukrainy niż Grecji. Ważnym czynnikiem jest też znacznie większa siła robocza przy jednoczesnym bez porównania mniejszym niż w Grecji naciskiem na sprawy socjalne.

Zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi, pozwoliłoby państwu ukraińskiemu na uzyskanie znacznych kwot. Dalszą konsekwencją może być wzrost inwestycji w przemysł rolno-spożywczy oraz w przetwórstwo. Potencjał w tych gałęzi gospodarki jest, jak się wydaje bardzo duży [60% gruntów to czarnoziemy]. Uwolnienie 95% towarów ukraińskich z cła lub jego obniżenie, po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wskazuje, że produkty rolno-spożywcze zaczynają konkurować dość skutecznie na europejskim rynku.
Należy postrzegać to też w polskim kontekście. bowiem już wkrótce w Polsce skończą się bezpośrednie dopłaty dla rolników i konieczne będzie poszerzenie aerału upraw, żeby otrzymać konkurencyjność gospodarstw rolnych. W Polsce zaczyna brakować ziemi uprawnej i coraz więcej rolników myśli o wydzierżawieniu z prawem pierwokupu ziemi na Ukrainie.
Istotną gałęzią gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy a także zbrojeniowy. Od 2012 r. według [SIRPI – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem] Ukraina jest czwartym na świecie eksporterem broni i wartość sprzedaży w tym roku wyniosła 1,340 mld USD. Fakt ten pozwolił na stosunkowo szybkie dozbrojenie własnej armii uczestniczącej w konflikcie zbrojnym na wschodzie kraju.
Znaczącym elementem gospodarki jest także przemysł ciężki, jednak jego rola w przy-chodach staje się problematyczna ze względu na położenie części fabryk i zakładów na terenie walk z separatystami oraz zerwanie wielu więzi eksportowych z Rosją, która była głównym odbiorcą tej produkcji.
Jeszcze innym filarem gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy. Ukraina produku-je nowoczesne samoloty transportowe o największych udźwigach, na które jest nieustanne zapotrzebowanie w świecie [produkcja Antonowa zakontraktowana na 2 lata]. Zakłady w Dniepropietrowsku zdolne są do produkcji całej gamy nowoczesnych silników lotniczych, w większości do samolotów wojskowych, a także silników rakietowych. Dodać można, że z powodu konfliktu, Rosja nie otrzymuje dostaw silników do swoich myśliwców z rodziny MIG.

Perspektywa powodzenia reform
Gospodarka ukraińska ma możliwości zahamowania recesji, tym bardziej, że tkwią w niej duże rezerwy proste, jak chociażby tania siła robocza, czy bardzo skromne progi socjalno-społeczne. Istotnym czynnikiem jest też potencjalna chłonność rynku wewnętrznego
Już tylko 30% pomocy udzielonej już Grecji dałoby wystarczające wsparcie do rozwoju gospodarki ukraińskiej w ciągu najbliższych dwóch lat, oczywiście przy założeniu, że planowane reformy ustrojowo-gospodarcze wprowadzone zostaną niezwłocznie. Można za-kładać, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone poparcia takiego udzielą nie chcąc tworzyć ogniska zapalnego, swoistej ”czarnej dziury” w Europie u samego boku Rosji. Konsekwencje ukraińskiej katastrofy gospodarczej mogłyby bowiem ważyć na polityce globalnej. W tym kontekście jednak informacje o zapowiedzianym przez Polskę kredycie w wysokości 100mln na 10 lat wydają kroplą w morzu potrzeb.
Trzeba ponownie podkreślić, że warunkiem pozytywnego rozwoju są jednak pilne wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Tylko przy takim założeniu można brać pod uwagę pozytywne scenariuszu.
Analizując ukraiński potencjał reform i zdolność do nich ukraińskich elit politycznych trzeba zauważyć, że dokonano w dużej części bardzo skutecznej reformy armii a także, jak można sądzić, po wielu symptomach służb bezpieczeństwa i wywiadu, co wobec konfliktu z Rosją musiało być traktowane przez rząd jako priorytet. Analizując kwestie reform ukraińskich nie można pomijać faktu wojny z rosyjskim agresorem i wynikających stąd priorytetów.
Reformy dotyczące gospodarki i administracji wydają się być najważniejsze a zarazem okazać się mogą trudniejsze, wobec tego, że w wielu wypadkach naruszać mogą interesy poszczególnych grup nacisku. Przezwyciężenie kwestii jakimi są rozdawnictwo poniżej kosztów tego, na co państwa zwyczajnie nie stać np. zbyt niskie ceny na energię, „zbyt wysokie” świadczenia socjalne etc ze zrozumiałych względów jest trudne i musi wywoływać w jakimś stopniu napięcia społeczne. Taka ekonomizacja czy urynkowienie wielu dziedzin życia jednocześnie prowadzić może by do nadmiernych napięć, bowiem liczne i szerokie grupy ludności znalazły by się w bardzo trudniej sytuacji połączonej z poczuciem niepewności. Stanowi to o trudności reform i jasne jest, że mogą być one wprowadzane jedynie stopniowo.
Wydaje się, że mają one następujące priorytety: walka z korupcją i reforma samorządowa.
Gdy chodzi o walkę z korupcją najważniejsza wydaje się reforma systemu sądowego. System korupcyjny wdarł się głęboko w życie społeczne i gospodarcze. Rządowi jak i prezydentowi Poroszence zarzucano dotychczas, że mimo utworzenia Biura antykorupcyjnego nie uchwalono ustaw pozwalających temu Biuru na efektywną działalność.
Owa wielka, oligarchiczna własność ma na Ukrainie jeszcze jedną szalenie istotną cechę: unika płacenia podatków. Stąd walka z korupcją stanowi jedno z zasadniczych narzędzi naprawy finansów państwa, a co wobec rozmiarów szarej strefy, może okazać się na Ukrainie kwestią kluczową.
System korupcji zakorzeniony jest w szczególny sposób tam, gdzie sfera własności państwowej (zamówień państwowych) styka się ze sferą własności prywatnej. Dobrym tego przykładem są inwestycje w system drogowy.
Potraktowanie reformy samorządowej jako priorytetu byłoby do pewnego stopnia wstąpieniem na „polską drogę reform”. W intencji ma być to uwolnienie inicjatyw lokalnych i oddolnych. Stworzenie silnego i samodzielnego samorządu mogłoby też w skuteczny sposób przeciwdziałać systemu oligarchicznemu. Projekt ustawy już istnieje, ale nie jest ona uchwalona. Jej autorem jest Wołodymir Grojsman, ale odkąd stał się on przewodniczącym parlamentu nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej losy. Przykład ten zresztą wskazuje na szerszy problem. Nie ustala się wyrazistej jednoosobowej (czy też jednej niewielkiej ściśle określonej grupy osób) odpowiedzialności dając pełnię inicjatywy i umożliwiając doprowadzenie sprawy konsekwentnie końca, lecz wszelkie projekty konsultuje się szeroko, co grozi tym, że rozmywają się one poddane „obróbce” rozmaitych lobby.
Projekt ustawy samorządowej zakłada m.in.: zmniejszenie ilości członków lokalnych organów władzy. Jak skomplikowana jest to dyskusja, wskazują dające się słyszeć zastrzeżenia, że te mniejsza grona będą tym łatwiejsze do skorumpowania. Tak daleko idą obawy dotyczące korupcji. Nie wydaje się jednak, że takie zastrzeżenia mogą być zasadne jako argument przeciw daleko idącej decentralizacji.
Bardzo znacząca część przedsiębiorczości ukraińskiej to wielka własność przy jednoczesnej słabości klasy średniej (małych i średnich przedsiębiorców). Dawny system oligarchiczny stwarzał (i wciąż grozi) monopolizacją. Zwiększenie sfery produkcji i usług jest możliwe tylko poprzez uwolnienie wszelkiego typu inicjatyw, głównie wśród potencjalnej klasy średniej.
W planie ogólniejszym, celem reform ma być pobudzenie produkcji, aby powstrzymać zapadanie się gospodarki, co oczywiście musi być procesem wieloetapowym.
Istotnym warunkiem takiego rozwoju jest napływ inwestycji zagranicznych. Ma to podwójne znaczenie. Duże inwestycje zagraniczne to wprowadzanie nowych standardów i co szalenie istotne poważne ograniczenie korupcji w obszarze działania kapitału zagranicznego.
O ile znaczenie inwestycji z krajów UE jest oczywiste, to należy również zwrócić uwagę na potencjał rozwojowy tkwiący w wymianie handlowej Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego, jak również z innymi sąsiadami.

Tabela 2. Obroty handlowe Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego
Rosja /Gruzja /Turcja /Bułgaria /Rumunia /Mołdowa / %bez Rosji
Ukr export     17.7   0.1        3.8      0.63       0.573       0.72         7.9%
Ukr import    26.6    0.1      1.93      0.3         0.998      0.16          3.6%
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Dane tabeli wskazują na ograniczone wykorzystanie możliwości handlowych, jakie wydaje się stwarzać dla Ukrainy Morze Czarne. W szczególności uderza „niedorozwój” obrotów handlowych z Turcją i „nieproporcjonalnie” wysoki z Rosją. Nota bene sytuacja ta dotyczy t też Turcji (eksport do krajów basenu MCz wynosi 14.01 z 161 mld całości eksportu – 8.6%, odpowiednio import 24.08 mld z 205 mld – 12%, ale większość tych obrotów handlowych przypadają na Rosję.).
Tabela 3. Obroty handlowe Ukrainy z sąsiadami (bez uwzględnienia Rosji)
Białoruś Rumunia Bułgaria Gruzja Turcja Słowacja Węgry Mołdowa Rosja
Ukr ex      2.02      0.573       0.63      0.1      3.8      0.74       1.29      0. 72    17.7
Ukr import 5.56    0.998       0.3        0.1      1.93    0.62       1.63       0.16    26.6
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Podobnie jak w przypadku obrotów handlowych w basenie Morza Czarnego uderza „niedorozwój ”wymiany przy jednoczesnej dysproporcjonalnej szalenie wysokiej wymianie handlowej z Rosją.

Zachodzi też pytanie, w jakim stopniu wymiana handlowa z Ukrainą może zastąpić zmniejszanie się wymiany handlowej z Rosją na wypadek pogarszania się stosunków polsko-rosyjskich lub też pogłębiania się kryzysu gospodarczego w Rosji.

Tabela 4. Polska wymiana handlowa z Rosją i Ukrainą.

Imp. z R./ z Ukr/Eksport do R./do Ukr/ Imp. z R. bez energ/ Obr.PL-FR bez  energ./ Obr.PL-UKR
mlrd $       21       2,49          9.07            4.37               3.6                        13.3                        6.86
% obr. PL 11.01% 1.3%        5.25%         2.53%            1.88%                    3.65%                   1.88%

Komentarz: Polska wymiana handlowa z Rosją jest ponad czterokrotnie większa niż wymiana z Ukrainą. Decyduje o tym przede wszystkim import ropy,gazu i produktów pochodnych, co czyni import z Rosji aż dziewięć razy większy niż z Ukrainy. Polski eksport do Ukrainy jest już jedynie dwukrotnie mniejszy niż do Rosji. Jeśli pominąć ropę, gaz oraz produkty pochodne w polsko-rosyjskiej wymianie handlowej, to jest ona jedynie dwa razy większa od wymiany polsko-ukraińskiej. Jeśli uwzględnić miernik intensywności wymiany handlowej jaką jest stosunek liczby ludności do wolumenu wymiany to intensywność tej wymiany z Ukrainą jest prawie dwukrotnie wyższa niż z Rosją.

Wobec niepewności sytuacji związanej przede wszystkim z rosyjską agresją, wszelka analiza przyszłości gospodarczej Ukrainy obarczona jest ogromnym stopniem niepewności. Należy jednak zauważyć, że rozpowszechniony obraz „upadłej” gospodarce ukraińskiej, jest stereotypem odwołującym się tylko do jednego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji Należy jednak zauważyć, że nawet przy częściowym jedynie powodzeniu gospodarczych reform na Ukrainie istnieją poważne przesłanki gwarantujące opłacalność polskiego zaangażowania gospodarczego.
Rekomendacje

Polityka gospodarcza Polski wobec Ukrainy nacechowana jest jak dotychczas niezdecydowaniem. Za gestami politycznymi brak wyrazistych działań. Zapowiedziany podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Kijowie dziesięcioletni kredyt w wysokości 100 mln nie może stanowić o przełomie. Potrzebna jest bardziej wyrazista polityka poprzez inwestycje bezpośrednie i dodatkowe linie kredytowe dla polskich przedsiębiorców np. poprzez BGK. Zarazem ochrona polskich inwestycji winna związana z wysoką aktywnością polskich placówek dyplomatycznych, opartą o odpowiednie kompetencje, czego wzorem jest działanie dyplomacji amerykańskiej. Polega to na domaganiu się przestrzegania zasad wolności gospodarczej oraz zdecydowanym reagowaniu w każdym przypadku, gdy tak się nie dzieje.
Szczególną sferą inwestowania winno być rolnictwo i przetwórstwo rolne. Jest to dziedzina silnej polsko-ukraińskiej konkurencji a zarazem szansa dla wielu polskich przedsiębiorców rolnych. Decydującym czynnikiem jest zniesienie moratorium na obrót ziemią na Ukrainie. Nacisku w tym kierunku winny być istotnym kierunkiem polityki polskiego rządu.
Polska powinna wykorzystać obecną sytuację i wkroczyć zdecydowanie gospodarczo na Ukrainę, ponieważ za kilka lat może okazać się to znacznie trudniejsze wobec większej konkurencji innego, silniejszego kapitału zagranicznego. Przedsiębiorcy silniejszych gospodarek zachodnich wyczekują i będą dłużej wyczekiwać na ustabilizowanie się sytuacji politycznej i gospodarczej. Mają oni też słabsze na ogół rozpoznanie sytuacji na Ukrainie, co powodować może, że tym bardziej działać będą z opóźnieniem. Polska strona winna starać się tą sytuację wykorzystać. Dla przykładu w roku 2013, mimo braku reform ustrojowych na Ukrainie i braku stabilności, inwestycje bezpośrednie wyniosły 7,8 mld USD i były większe niż w Polsce, gdzie wynosiły tylko 3,4 mld USD. Można wyciągnąć wniosek, że mimo zdecydowanie większego ryzyka inwestycyjnego na Ukrainie, biznes gotów jest je ponieść i wybrać Ukrainę. (Patrz: http://dt.ua/ECONOMICS/investori-ne-boyatsya-ekonomichnoyi-krizi-v-ukrayini-forbes-157375_.html)
Wobec ograniczonych środków ukraińskich rozwój stosunków gospodarczych może odbywać się poprzez bezpośrednie inwestycje na Ukrainie i rozwój importu opłacalnego przy taniej hrywnie.
Polsko-ukraińska wymiana handlowa ma dzisiaj nader ograniczony charakter. Polski eksport wynosił 4.37 mld $ co stanowiło 2.53%, a polski import z Ukrainy wynosił 2.49 mld$ co stanowiło 1.3%. Również dla strony ukraińskiej, mimo mniejszej wymiany handlowej Polska nie jest znaczącym partnerem (odpowiednio 5% i 3.42%). Jak na kraje sąsiadujące ze sobą jest to niezwykle niski poziom wymiany handlowej.
Wraz z postępem reform polski eksport do Ukrainy ma perspektywy poważnego rozwoju wobec potencjalnej chłonności rynku ukraińskiego na towary codziennego i domowego użytku. Formą wsparcia dla bezpieczeństwa kontraktów byłoby preferencyjne zasady ubezpieczeń KUKE, w której wiodącą rolę odgrywa skarb państwa.
Polska może wykorzystać obecny okres, mając przewagę kapitału ludzkiego i kulturowego nad innymi inwestorami zagranicznymi. Istnieje wyjątkowo korzystny okres na inwestowanie na Ukrainie także dla średniej przedsiębiorczości. Ta wyjątkowość sytuacji wynika z tego, że polscy przedsiębiorcy i inwestorzy mogą wyprzedzić innych i zająć sprzyjającą pozycję dysponując przewagą kapitału kulturowego. Te właśnie działania winny być intensywnie wsparte przez państwo polskie.