Stosunki polsko-ukraińskie i ludobójstwo

Uchwała Sejmu RP wprowadza ostatecznie do stosunków polsko-ukraińskich termin ludobójstwo. 60- rocznica Wołynia 43 zaznaczyła się przede wszystkim pięknym wezwaniem polskiego Papieża do pojednania. Od 70-tej rocznicy w roku 2013 naciski by Wołyń 43 nazwać oficjalnie „ludobójstwem” narastały. Wezwaniom tym towarzyszyły argumenty, że pojednanie polsko-ukraińskie dokonać się może tylko „w prawdzie”. Prawdą miało być nazwanie Wołynia 43 ludobójstwem, co miało być stopniem wyższym powszechnie stosowanej nazwy „rzeź wołyńska”.

W nawoływaniu publicznym jakie uruchomiono,  pomijano na ogół fakt, że „ludobójstwo” jest terminem, jaki silnie zakorzenił się w międzynarodowym prawodawstwie. Termin ten nie ma oddawać najwyższego stopnia grozy czy okrucieństwa, ale oddawać szczególną naturę zbrodni. Ludobójstwo to działanie, którego celem jest zniszczenie jakiejś grupy etnicznej poprzez fizyczne unicestwienie.  Choć termin „ludobójstwo” odnosi się często do zbrodni na Żydach (holocaustu – nazwa ta jak wiadomo powstała później), istotą ludobójstwa nie jest rozmiar zbrodni ale jej cel.  Zarazem  nadano „ludobójstwu” szczególną sankcję, jaką jest brak przedawnienia.

Taka konstrukcja prawna budzić może i z konieczności budzi,  dyskusje i wątpliwości. Na przykład „czysta etniczna”, choć może być zbrodnią o ogromnych rozmiarach, nie jest w dominującej interpretacji prawnej ludobójstwem. Tylko w tak skrajnym przypadku jak zbrodnia na Żydach dyskusja milknie. W wielu innych przypadkach danie jakiejś zbrodni etykiety „ludobójstwa”  jest również aktem politycznym. Tak dzieje z określeniem ludobójstwem zbrodni na Ormianach. Terminu tego użyto we Francji, a później w Niemczech, aby odepchnąć Turcję od Unii Europejskiej, co w dużym stopniu również dzięki temu udało się.

Po uchwale Sejmu po stronie ukraińskiej leży polityczna decyzja, czy zechce ona odpowiedzieć pięknym za nadobne. Odwetowe działania AK na mieszanych terenach polsko-ukraińskich mogłoby  być traktowane jako akty ludobójstwa, jeśli posłużyć  formalistyką  prawną i brakiem wrażliwości na tragiczne realia epoki. W oczywisty sposób musiałoby to wzbudzić oburzenie po stronie polskiej. Uchwała Sejmu jest ciosem dla polsko-ukraińskich stosunków, choć jak poważnym okaże dopiero czas. Jeśli strona ukraińska zdecyduje się na to samo sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza. Można obecnie jedynie spekulować, czy antypolskie populistyczne ugrupowania w Wierchownej Radzie pani Timoszenko i pana Leszko zdecydują się na takie działanie. Większościowy nurt ukraińskiej polityki opowiadał się za formułą „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, co de facto uchwała sejmowa odrzuciła.

Nawoływanie do oficjalnego przywołania terminu „ludobójstwo” przebiegało równolegle do rozwijającego się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Warto na to zwrócić uwagę. W oczywisty sposób w dniu, w którym Sejm RP przegłosował uchwałę o ukraińskim ludobójstwie, zwyciężyła nie prawda a  Putin i Moskwa. Wołyń 43 można nazwać ludobójstwem i ma żadnych rozstrzygających argumentów by tego nie uczynić. Zdawać sobie trzeba jednak sprawę, że jakie są konsekwencje wielkich słów. Dzień 11 lipca można było nazwać dniem pamięci, a nawet dniem „rzezi wołyńskiej”. Zdecydowano się na rozstrzygnięcie, które zadowoli tych, którzy Ukrainie i Ukraińcom nie chcą nic wybaczyć, zdusi polskie sumienia, które każe też prosić Ukraińców o wybaczenie, a pojednanie zastąpi nieprzedawnieniem. Ci którzy istotnie chcieli prawdy wkrótce zauważą, że słowo „ludobójstwo” nic do prawdy nie dodaje i nie jest stopniem wyższym terminu „rzeź wołyńska”.

Warto zwrócić uwagę, że dziesięciu posłów nie głosowało za tą ustawą. Wyrażam dla nich ich postawy najwyższych szacunek, bowiem bardzo trudno jest być w mniejszości i nie ulegać wielkim i pełnym emocji słowom.

Polecam także: https://kazwoy.wordpress.com/2014/11/03/krotka-historia-upa-dla-polakow-na-uzytek-dialogu-z-ukraincami/

Reklamy

Ukrainofoby, ich kłamstwa i hipokryzja

Senat (PiS-owska większość) wezwał Sejm (jak są większością to się zdaniem opozycji nie przejmują) do uchwały w sprawie Wołynia 43. Ma być agresywnie i o ludobójstwie. I oni -Ukraińcy są wszystkiemu winni a my Polacy nic, a nic.
                 Ilustracją do tego tekstu jest zdjęcie sprzed lat prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki. Lech Kaczyński, warto to przypomnieć zwolennikom PiS, był inicjatorem wielu aktów polsko-ukraińskiego pojednania. Dziś ci którzy się tak chętnie na niego powołują, podążają w dokładnie odwrotnym kierunku.
                Zwolennicy „twardego” kursu w polityce pamięci wobec Ukrainy twierdzą, że do pojednania potrzebna jest prawda. Dlatego o „rzezi wołyńskiej” trzeba nieustannie z przytupem przypominać. Nie są jednak gotowi równie intensywnie przypominać o antyukraińskich pacyfikacjach w II RP z roku 1930 i 1938. I o samym Wołyniu 43 nie są gotowi do mówienia pełnej prawdy. Chcą widzieć tylko okrucieństwo UPA i nic więcej.
                 Ukrainofoby też   twierdzą, że Ukraińcy nie przeprosili. Z Niemcami mogliśmy się pogodzić –  mówią  -bo przeprosili , a Ukraińcy nie. Jest to oczywiste kłamstwo. Aktów przeprosin ze strony ukraińśkiej jest wiele. Podobnie historiografia ukraińska jest pełna jednoznacznych potępień zbrodni UPA na Polakach. Tylko że ukrainofobii nie chcę tego wiedzieć i niezależnie od tego ile razy Ukraińcy by przepraszali dla nich będzie to za mało.
                Ukrainofoby nie chcą też zauważać jak bardzo ich postępowanie sprzyja Moskwie, która dąży do skłócenia Polaków i Ukraińców, i nie widzą jej inspiracja. Cała działalność proputinowska w Polsce powiązana jest z wybijaniem na plan pierwszy i w agresywny sposób problematyki „rzezi wołyńskiej”.
               Barbarzyńskim natomiast zwyczajem jest manipulowanie pamięcią o zmarłych w bieżących celach, przypominanie o okrucieństwach, po to by zwrócić emocje przeciw żyjącym. Pasja wielu ukrainofobów ciągłej potrzeby przywoływania najbardziej drastycznych obrazów z Wołynia  jest bliższa jakiejś próbie symbolicznej zemsty niż aktowi upamiętnienia ofiar.
              W istocie polsko-ukraińskie pojednanie wciąż postępuje naprzód, stąd też narastajaca histeria tych, którzy wciąż żądają przeprosin (w istocie chodzi im o akt upokorzenia się drugiej strony) i wciąż pisać chcą coraz ostrzejsze deklaracje. Jak ogłoszą oficjalnie, że Wołyń 43  to ludobójstwo to będą dalej żądać stwierdzenia, że było to ludobójstwo wyjątkowe (już się takie elaboracje pojawiły).
              Ukrainofobii twierdzą, że dbają o pamięć o ofiarach. W tradycji chrześcijańskiej i europejskiej pamięć o ofiarach związana z pokojem i pojednaniem. Tego wymagają zmarli.

Nad grobami trzeba się godzić i mówić o pojednaniu.

              Wołyń 43 wciąż wymaga badań historycznych mimo wielkiego wysiłku dokonanego już przez polskich i ukraińskich historyków. Warto tu wspomnieć świetne prace Grzegorza Motyki (atakowanego systematycznie przez ukrainofobów). Po polskiej stronie upamiętnienie tragedii Wołynia 43 wymaga też poszerzenia wiedzy o Ukrainie i to również o Ukrainie współczesnej. Ukrainofoby zaś to ci, którzy o Ukrainie nie wiedzą nic więcej prócz „rzezi”, są ślepi, pielegnują swoją ignorację i ksenofobię i swoje antyukraińskie stereotypy. I w rezultacie jak bardzo są antypolscy.

Ukraińskie reformy i perspektywy współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej

1. Ukraińska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie spowodowanym brakiem zdecydowanych reform po roku 1991, okresem rządów Janukowycza i kosztami wojny prowadzonej przez Rosję z Ukrainą.
2. Fundamentalnym zagrożeniem dla gospodarki ukraińskiej jest kryzys finansów państwowych, który może być przezwyciężony jedynie dzięki pomocy Zachodu. W roku 2015 Ukraina winna być wsparta sumą ok.30 mld $.
3. Warunkiem otrzymania pomocy finansowej jest zdecydowane wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Traktat stowarzyszeniowy z Unią Europejską stanowi drogowskaz jakie i jak prowadzone mają być reformy.
4. Mimo istniejące ryzyka obecny okres wydaje się wyjątkowo sprzyjający do podejmowania przez polskich przedsiębiorców inwestycji na Ukrainie wyprzedzających napływ innego zagranicznego kapitału.
5. Obecna sytuacja sprzyja rozwojowi współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej wobec niskiego poziomu hrywny oraz przychylnej atmosferze do Polski na Ukrainie.
6. Polsko-ukraińska wymiana handlowa obecnie na bardzo niskim poziomie ma perspektywy szybkiego wzrostu i może stanowić alternatywę dla zmniejszających się obrotów handlowych z Rosją.
Reformy ustrojowe i gospodarcze są dla Ukrainy nie mniej ważne niż skuteczna obrona przed rosyjską agresją. I nie tylko Rosji grozi katastrofa gospodarcza wskutek braku reform, sankcji oraz spadku cen ropy. Ukraina jest również zagrożona upadkiem gospodarczym, choć mogąc spodziewać się pomocy Zachodu wydaje się być w dużo lepszej sytuacji. Do pewnego stopnia można mówić o swoistym wyścigu z czasem, jaki związany jest z tempem ukraińskich reform i pogarszaniem się sytuacji gospodarczej jej agresywnego wschodniego sąsiada. Jeśli mimo pod wieloma względami niesprzyjających warunków Ukraina zdoła przeprowadzić reformy i ustabilizować się gospodarczo a sytuacja gospodarcza Rosji będzie ulegać dalszemu pogorszeniu to prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia ukraińsko-rosyjskiego konfliktu na korzyść Ukrainy poważnie wzrośnie.
Konieczna pomoc Zachodu dla Ukrainy uwarunkowana jest wdrażaniem reform. Ukraina otrzymała już ostrzeżenia ze strony USA i międzynarodowych instytucji finansowych, że wysiłki te nie są dostatecznie intensywne. Również ukraińskie media i opinia publiczna zdaje się być coraz bardziej niecierpliwe.
Dane makroekonomiczne
Istotne jest zdanie sobie sprawy z danych makroekonomicznych oraz charakteru zmian gospodarczych na Ukrainie od momentu upadku Związku Sowieckiego.
Należy zwrócić uwagę, że wielkość gospodarki ukraińskiej oceniania jest bardzo różnie (od ok.110 mld $ do 300 mld $ dochodu nominalnego). Zarazem wobec ogromu obliczanej nawet na 50%, utrudnia ocenę wielkości gospodarki ukraiń-skiej. 1990 roku (rok przed uzyskaniem niepodległości) dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 5860 $ wedle ówczesnych cen, o 100 $ mniej niż Polsce. Z czasem różnica ta w sposób znaczący wzrosła. Dane za rok 2013 roku [CIA The World Factbook] wskazują, że PKB Ukrainy to 7400 $ natomiast Polski to 21100 $. Tak więc w ciągu ostatnich 20 lat ukraiński dochód na głowę stał się trzy razy mniejszy od polskiego. Przyspieszenie wzrostu polskiego PKB widać szczególnie wyraź-nie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Okresu po 1991 ukraińska gospodarka nie zdołała wykorzystać w równie efektywnie sposób jak polska z przyczyn politycznych. Wedle dominującej interpretacji uwłaszczona dawna komunistyczna nomenklaturę stworzyła system oligarchiczny na wzór rosyjskiego. Wartość majątku w rękach czołowych ok. 20 największych oligarchów to 20% całości aktywów państwa, a dla porównania aktywa w rękach najbogatszego Polaka Jana Kulczyka to jedynie 0.7%. Bardzo silne związki z gospodarką rosyjską, siłą rzeczy, stały się wzorcem prowadzenia biznesu na Ukrainie. Do tego przyczyniały się polityczne wpływy Kremla dążącego do uzależnienia Ukrainy zarówno gospodarczo jak i politycznie. Przenikanie kapitału rosyjskiego, wykup przez niego, szczególnie w Donbasie, wielu zakładów i kopalń, a także wymiana handlowa silnie związało biznes ukraiński z Rosją.
Potencjał rozwojowy gospodarki ukraińskiej, jaki mógł wyzwolić przełom 1991 roku, stopniowo słabł, ponieważ brak było podstawowych reform ustrojowych a tak-że nie modernizowano przemysłu. W związku z tym kurczyły się również możliwości eksportu, szczególnie na Zachód, utrzymując konieczność eksportu do Rosji. PKB Ukrainy w roku 2013 wzrósł tylko o 0,2% przy średnim światowym wzroście wynoszącym 1,7% [dane Światowej Organizacji Handlu].
Rok 2014 to skurczenie się ukraińskiej gospodarki według szacunków od -4,7% do -6,4%. Inflacja w stycznia 2014 wynosiła 0.2% (mierzona w cyklu rocznym) by w stycznia 2015 wynosić 24,9%. Natomiast deficyt budżetowy Ukrainy w 2013 r. wynosił 4,6% (taki sam jak we Francji, dla przykładu Polska 3,5% przy średnim światowym deficycie wynoszącym 3,2% [dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego].
Powyższe dane wskazują jednak, że mimo braku dynamicznego rozwoju, przy w miarę stabilnej gospodarce i niewielkim wzroście trwającym do końca 2013 roku, gwałtowne jej załamanie nastąpiło dopiero w zeszłym 2014 roku i dalej się po-głębia, grożąc załamaniem gospodarczym. Eksperci MFW oceniają, że w ciągu najbliższych dwóch lat Ukrainie niezbędnie jest wsparcie finansowe w kwocie około 65 mld USD aby nie dopuścić do bankructwa.
W chwili obecnej Ukraina posiada niezwykle skromne rezerwy walutowe w wysokości 7,2 mld USD (dane z połowy stycznia 2015). Utrudniało to, a nawet do pewnego stopnia uniemożliwia, stabilizację kursu hrywny, który gwałtownie w pierwszej dekadzie lutego. Najbliższe miesiące pokażą na jak wysoką pomoc może liczyć Ukraina z zewnątrz. W obecnej rozważana jest pomoc ze strony MFW w wy-sokości 40 mld$, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Reformy gospodarcze mogą one uruchomić ogromne rezerwy, jakie tkwią w ukraińskiej gospodarce. Tkwią one w wielu dziedzinach i branżach ukraińskiej ekonomiki.
Ciekawych wniosków dostarcza porównanie dwóch gospodarek w kryzysie: Ukrainy i Grecji. Grecja otrzymała pomoc w wysokości 240 mld euro. Przy populacji 10,8 mln ludności dało to potężny zastrzyk finansowy gospodarce tego kraju. Jednak efekty tej pomocy są niewspółmierne do oczekiwań i wyników gospodar-czych. Według danych OECD PKB Grecji na trzeci kwartał 2013 roku spadł o -6,4% a w tym czasie Ukraina miała skromny ale jednak przyrost +0,2% PKB. Inwestycje zagraniczne w przypadku ukraińskim 7,8 mld USD w greckim zaś 2,9 mld. W tym samym czasie, eksport Grecji to 28,3 mld a Ukrainy 69,8 mld USD. Grecja nadmiernie obciążona programami socjalnymi, wysokim deficytem budżetowym oraz długa-mi zewnętrznymi, brakiem rezerw prostych, zdaje się mieć zdecydowanie mniejsze szanse niż Ukraina na wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

GDP nominalne/GDP PPP /GDP PPP per capita/ Budżet – dochód/  Budżet – wydatki / zadłużenie
Ukraina      175.5                 337 7.          7.4                         57.2                66.5                       89%
Grecja        243                    267            23.6                      106.2                116                       175%
Polska       517                     814            21.1                        92.5                92.47                      47%
Źródło: CIA Factbook
Komentarz do tabeli: Mimo złej sytuacji gospodarki ukraińskiej dane makroekonomiczne mówią, że sytuacja ta jest lepsza od sytuacji greckiej. Mniejszy jest dług publiczny Ukrainy niż Grecji. Ważnym czynnikiem jest też znacznie większa siła robocza przy jednoczesnym bez porównania mniejszym niż w Grecji naciskiem na sprawy socjalne.

Zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi, pozwoliłoby państwu ukraińskiemu na uzyskanie znacznych kwot. Dalszą konsekwencją może być wzrost inwestycji w przemysł rolno-spożywczy oraz w przetwórstwo. Potencjał w tych gałęzi gospodarki jest, jak się wydaje bardzo duży [60% gruntów to czarnoziemy]. Uwolnienie 95% towarów ukraińskich z cła lub jego obniżenie, po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, wskazuje, że produkty rolno-spożywcze zaczynają konkurować dość skutecznie na europejskim rynku.
Należy postrzegać to też w polskim kontekście. bowiem już wkrótce w Polsce skończą się bezpośrednie dopłaty dla rolników i konieczne będzie poszerzenie aerału upraw, żeby otrzymać konkurencyjność gospodarstw rolnych. W Polsce zaczyna brakować ziemi uprawnej i coraz więcej rolników myśli o wydzierżawieniu z prawem pierwokupu ziemi na Ukrainie.
Istotną gałęzią gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy a także zbrojeniowy. Od 2012 r. według [SIRPI – Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem] Ukraina jest czwartym na świecie eksporterem broni i wartość sprzedaży w tym roku wyniosła 1,340 mld USD. Fakt ten pozwolił na stosunkowo szybkie dozbrojenie własnej armii uczestniczącej w konflikcie zbrojnym na wschodzie kraju.
Znaczącym elementem gospodarki jest także przemysł ciężki, jednak jego rola w przy-chodach staje się problematyczna ze względu na położenie części fabryk i zakładów na terenie walk z separatystami oraz zerwanie wielu więzi eksportowych z Rosją, która była głównym odbiorcą tej produkcji.
Jeszcze innym filarem gospodarki ukraińskiej jest przemysł lotniczy. Ukraina produku-je nowoczesne samoloty transportowe o największych udźwigach, na które jest nieustanne zapotrzebowanie w świecie [produkcja Antonowa zakontraktowana na 2 lata]. Zakłady w Dniepropietrowsku zdolne są do produkcji całej gamy nowoczesnych silników lotniczych, w większości do samolotów wojskowych, a także silników rakietowych. Dodać można, że z powodu konfliktu, Rosja nie otrzymuje dostaw silników do swoich myśliwców z rodziny MIG.

Perspektywa powodzenia reform
Gospodarka ukraińska ma możliwości zahamowania recesji, tym bardziej, że tkwią w niej duże rezerwy proste, jak chociażby tania siła robocza, czy bardzo skromne progi socjalno-społeczne. Istotnym czynnikiem jest też potencjalna chłonność rynku wewnętrznego
Już tylko 30% pomocy udzielonej już Grecji dałoby wystarczające wsparcie do rozwoju gospodarki ukraińskiej w ciągu najbliższych dwóch lat, oczywiście przy założeniu, że planowane reformy ustrojowo-gospodarcze wprowadzone zostaną niezwłocznie. Można za-kładać, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone poparcia takiego udzielą nie chcąc tworzyć ogniska zapalnego, swoistej ”czarnej dziury” w Europie u samego boku Rosji. Konsekwencje ukraińskiej katastrofy gospodarczej mogłyby bowiem ważyć na polityce globalnej. W tym kontekście jednak informacje o zapowiedzianym przez Polskę kredycie w wysokości 100mln na 10 lat wydają kroplą w morzu potrzeb.
Trzeba ponownie podkreślić, że warunkiem pozytywnego rozwoju są jednak pilne wdrażanie reform ustrojowych i gospodarczych. Tylko przy takim założeniu można brać pod uwagę pozytywne scenariuszu.
Analizując ukraiński potencjał reform i zdolność do nich ukraińskich elit politycznych trzeba zauważyć, że dokonano w dużej części bardzo skutecznej reformy armii a także, jak można sądzić, po wielu symptomach służb bezpieczeństwa i wywiadu, co wobec konfliktu z Rosją musiało być traktowane przez rząd jako priorytet. Analizując kwestie reform ukraińskich nie można pomijać faktu wojny z rosyjskim agresorem i wynikających stąd priorytetów.
Reformy dotyczące gospodarki i administracji wydają się być najważniejsze a zarazem okazać się mogą trudniejsze, wobec tego, że w wielu wypadkach naruszać mogą interesy poszczególnych grup nacisku. Przezwyciężenie kwestii jakimi są rozdawnictwo poniżej kosztów tego, na co państwa zwyczajnie nie stać np. zbyt niskie ceny na energię, „zbyt wysokie” świadczenia socjalne etc ze zrozumiałych względów jest trudne i musi wywoływać w jakimś stopniu napięcia społeczne. Taka ekonomizacja czy urynkowienie wielu dziedzin życia jednocześnie prowadzić może by do nadmiernych napięć, bowiem liczne i szerokie grupy ludności znalazły by się w bardzo trudniej sytuacji połączonej z poczuciem niepewności. Stanowi to o trudności reform i jasne jest, że mogą być one wprowadzane jedynie stopniowo.
Wydaje się, że mają one następujące priorytety: walka z korupcją i reforma samorządowa.
Gdy chodzi o walkę z korupcją najważniejsza wydaje się reforma systemu sądowego. System korupcyjny wdarł się głęboko w życie społeczne i gospodarcze. Rządowi jak i prezydentowi Poroszence zarzucano dotychczas, że mimo utworzenia Biura antykorupcyjnego nie uchwalono ustaw pozwalających temu Biuru na efektywną działalność.
Owa wielka, oligarchiczna własność ma na Ukrainie jeszcze jedną szalenie istotną cechę: unika płacenia podatków. Stąd walka z korupcją stanowi jedno z zasadniczych narzędzi naprawy finansów państwa, a co wobec rozmiarów szarej strefy, może okazać się na Ukrainie kwestią kluczową.
System korupcji zakorzeniony jest w szczególny sposób tam, gdzie sfera własności państwowej (zamówień państwowych) styka się ze sferą własności prywatnej. Dobrym tego przykładem są inwestycje w system drogowy.
Potraktowanie reformy samorządowej jako priorytetu byłoby do pewnego stopnia wstąpieniem na „polską drogę reform”. W intencji ma być to uwolnienie inicjatyw lokalnych i oddolnych. Stworzenie silnego i samodzielnego samorządu mogłoby też w skuteczny sposób przeciwdziałać systemu oligarchicznemu. Projekt ustawy już istnieje, ale nie jest ona uchwalona. Jej autorem jest Wołodymir Grojsman, ale odkąd stał się on przewodniczącym parlamentu nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej losy. Przykład ten zresztą wskazuje na szerszy problem. Nie ustala się wyrazistej jednoosobowej (czy też jednej niewielkiej ściśle określonej grupy osób) odpowiedzialności dając pełnię inicjatywy i umożliwiając doprowadzenie sprawy konsekwentnie końca, lecz wszelkie projekty konsultuje się szeroko, co grozi tym, że rozmywają się one poddane „obróbce” rozmaitych lobby.
Projekt ustawy samorządowej zakłada m.in.: zmniejszenie ilości członków lokalnych organów władzy. Jak skomplikowana jest to dyskusja, wskazują dające się słyszeć zastrzeżenia, że te mniejsza grona będą tym łatwiejsze do skorumpowania. Tak daleko idą obawy dotyczące korupcji. Nie wydaje się jednak, że takie zastrzeżenia mogą być zasadne jako argument przeciw daleko idącej decentralizacji.
Bardzo znacząca część przedsiębiorczości ukraińskiej to wielka własność przy jednoczesnej słabości klasy średniej (małych i średnich przedsiębiorców). Dawny system oligarchiczny stwarzał (i wciąż grozi) monopolizacją. Zwiększenie sfery produkcji i usług jest możliwe tylko poprzez uwolnienie wszelkiego typu inicjatyw, głównie wśród potencjalnej klasy średniej.
W planie ogólniejszym, celem reform ma być pobudzenie produkcji, aby powstrzymać zapadanie się gospodarki, co oczywiście musi być procesem wieloetapowym.
Istotnym warunkiem takiego rozwoju jest napływ inwestycji zagranicznych. Ma to podwójne znaczenie. Duże inwestycje zagraniczne to wprowadzanie nowych standardów i co szalenie istotne poważne ograniczenie korupcji w obszarze działania kapitału zagranicznego.
O ile znaczenie inwestycji z krajów UE jest oczywiste, to należy również zwrócić uwagę na potencjał rozwojowy tkwiący w wymianie handlowej Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego, jak również z innymi sąsiadami.

Tabela 2. Obroty handlowe Ukrainy z krajami basenu Morza Czarnego
Rosja /Gruzja /Turcja /Bułgaria /Rumunia /Mołdowa / %bez Rosji
Ukr export     17.7   0.1        3.8      0.63       0.573       0.72         7.9%
Ukr import    26.6    0.1      1.93      0.3         0.998      0.16          3.6%
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Dane tabeli wskazują na ograniczone wykorzystanie możliwości handlowych, jakie wydaje się stwarzać dla Ukrainy Morze Czarne. W szczególności uderza „niedorozwój” obrotów handlowych z Turcją i „nieproporcjonalnie” wysoki z Rosją. Nota bene sytuacja ta dotyczy t też Turcji (eksport do krajów basenu MCz wynosi 14.01 z 161 mld całości eksportu – 8.6%, odpowiednio import 24.08 mld z 205 mld – 12%, ale większość tych obrotów handlowych przypadają na Rosję.).
Tabela 3. Obroty handlowe Ukrainy z sąsiadami (bez uwzględnienia Rosji)
Białoruś Rumunia Bułgaria Gruzja Turcja Słowacja Węgry Mołdowa Rosja
Ukr ex      2.02      0.573       0.63      0.1      3.8      0.74       1.29      0. 72    17.7
Ukr import 5.56    0.998       0.3        0.1      1.93    0.62       1.63       0.16    26.6
Źródło: Atlas.media.mit.edu, obliczenia własne
Komentarz: Podobnie jak w przypadku obrotów handlowych w basenie Morza Czarnego uderza „niedorozwój ”wymiany przy jednoczesnej dysproporcjonalnej szalenie wysokiej wymianie handlowej z Rosją.

Zachodzi też pytanie, w jakim stopniu wymiana handlowa z Ukrainą może zastąpić zmniejszanie się wymiany handlowej z Rosją na wypadek pogarszania się stosunków polsko-rosyjskich lub też pogłębiania się kryzysu gospodarczego w Rosji.

Tabela 4. Polska wymiana handlowa z Rosją i Ukrainą.

Imp. z R./ z Ukr/Eksport do R./do Ukr/ Imp. z R. bez energ/ Obr.PL-FR bez  energ./ Obr.PL-UKR
mlrd $       21       2,49          9.07            4.37               3.6                        13.3                        6.86
% obr. PL 11.01% 1.3%        5.25%         2.53%            1.88%                    3.65%                   1.88%

Komentarz: Polska wymiana handlowa z Rosją jest ponad czterokrotnie większa niż wymiana z Ukrainą. Decyduje o tym przede wszystkim import ropy,gazu i produktów pochodnych, co czyni import z Rosji aż dziewięć razy większy niż z Ukrainy. Polski eksport do Ukrainy jest już jedynie dwukrotnie mniejszy niż do Rosji. Jeśli pominąć ropę, gaz oraz produkty pochodne w polsko-rosyjskiej wymianie handlowej, to jest ona jedynie dwa razy większa od wymiany polsko-ukraińskiej. Jeśli uwzględnić miernik intensywności wymiany handlowej jaką jest stosunek liczby ludności do wolumenu wymiany to intensywność tej wymiany z Ukrainą jest prawie dwukrotnie wyższa niż z Rosją.

Wobec niepewności sytuacji związanej przede wszystkim z rosyjską agresją, wszelka analiza przyszłości gospodarczej Ukrainy obarczona jest ogromnym stopniem niepewności. Należy jednak zauważyć, że rozpowszechniony obraz „upadłej” gospodarce ukraińskiej, jest stereotypem odwołującym się tylko do jednego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji Należy jednak zauważyć, że nawet przy częściowym jedynie powodzeniu gospodarczych reform na Ukrainie istnieją poważne przesłanki gwarantujące opłacalność polskiego zaangażowania gospodarczego.
Rekomendacje

Polityka gospodarcza Polski wobec Ukrainy nacechowana jest jak dotychczas niezdecydowaniem. Za gestami politycznymi brak wyrazistych działań. Zapowiedziany podczas wizyty premier Ewy Kopacz w Kijowie dziesięcioletni kredyt w wysokości 100 mln nie może stanowić o przełomie. Potrzebna jest bardziej wyrazista polityka poprzez inwestycje bezpośrednie i dodatkowe linie kredytowe dla polskich przedsiębiorców np. poprzez BGK. Zarazem ochrona polskich inwestycji winna związana z wysoką aktywnością polskich placówek dyplomatycznych, opartą o odpowiednie kompetencje, czego wzorem jest działanie dyplomacji amerykańskiej. Polega to na domaganiu się przestrzegania zasad wolności gospodarczej oraz zdecydowanym reagowaniu w każdym przypadku, gdy tak się nie dzieje.
Szczególną sferą inwestowania winno być rolnictwo i przetwórstwo rolne. Jest to dziedzina silnej polsko-ukraińskiej konkurencji a zarazem szansa dla wielu polskich przedsiębiorców rolnych. Decydującym czynnikiem jest zniesienie moratorium na obrót ziemią na Ukrainie. Nacisku w tym kierunku winny być istotnym kierunkiem polityki polskiego rządu.
Polska powinna wykorzystać obecną sytuację i wkroczyć zdecydowanie gospodarczo na Ukrainę, ponieważ za kilka lat może okazać się to znacznie trudniejsze wobec większej konkurencji innego, silniejszego kapitału zagranicznego. Przedsiębiorcy silniejszych gospodarek zachodnich wyczekują i będą dłużej wyczekiwać na ustabilizowanie się sytuacji politycznej i gospodarczej. Mają oni też słabsze na ogół rozpoznanie sytuacji na Ukrainie, co powodować może, że tym bardziej działać będą z opóźnieniem. Polska strona winna starać się tą sytuację wykorzystać. Dla przykładu w roku 2013, mimo braku reform ustrojowych na Ukrainie i braku stabilności, inwestycje bezpośrednie wyniosły 7,8 mld USD i były większe niż w Polsce, gdzie wynosiły tylko 3,4 mld USD. Można wyciągnąć wniosek, że mimo zdecydowanie większego ryzyka inwestycyjnego na Ukrainie, biznes gotów jest je ponieść i wybrać Ukrainę. (Patrz: http://dt.ua/ECONOMICS/investori-ne-boyatsya-ekonomichnoyi-krizi-v-ukrayini-forbes-157375_.html)
Wobec ograniczonych środków ukraińskich rozwój stosunków gospodarczych może odbywać się poprzez bezpośrednie inwestycje na Ukrainie i rozwój importu opłacalnego przy taniej hrywnie.
Polsko-ukraińska wymiana handlowa ma dzisiaj nader ograniczony charakter. Polski eksport wynosił 4.37 mld $ co stanowiło 2.53%, a polski import z Ukrainy wynosił 2.49 mld$ co stanowiło 1.3%. Również dla strony ukraińskiej, mimo mniejszej wymiany handlowej Polska nie jest znaczącym partnerem (odpowiednio 5% i 3.42%). Jak na kraje sąsiadujące ze sobą jest to niezwykle niski poziom wymiany handlowej.
Wraz z postępem reform polski eksport do Ukrainy ma perspektywy poważnego rozwoju wobec potencjalnej chłonności rynku ukraińskiego na towary codziennego i domowego użytku. Formą wsparcia dla bezpieczeństwa kontraktów byłoby preferencyjne zasady ubezpieczeń KUKE, w której wiodącą rolę odgrywa skarb państwa.
Polska może wykorzystać obecny okres, mając przewagę kapitału ludzkiego i kulturowego nad innymi inwestorami zagranicznymi. Istnieje wyjątkowo korzystny okres na inwestowanie na Ukrainie także dla średniej przedsiębiorczości. Ta wyjątkowość sytuacji wynika z tego, że polscy przedsiębiorcy i inwestorzy mogą wyprzedzić innych i zająć sprzyjającą pozycję dysponując przewagą kapitału kulturowego. Te właśnie działania winny być intensywnie wsparte przez państwo polskie.

Konflikt na Wschodzie: jak dalece się angażować?

Pytanie zasadnicze polskiej polityki wobec konfliktu na Wschodzie brzmi: jak dalece Warszawa winna się w ten konflikt angażować? MSZ konfrontuje się z krytyką z dwóch stron – jedni mówią, że zaangażowanie to jest zbyt duże, drudzy że zbyt małe.
Polskie stanowisko, jak się wydaje, odegrało, dość dużą rolę w Brukseli w kształtowaniu europejskiej polityki, zwłaszcza w pierwszej fazie konfliktu. Z czasem jednak rola ta zmniejsza się wobec tego, że polityka EU staje się coraz bardziej wyrazista, co szczególnie odczuwalne jest w parlamencie europejskim. To, że przewodniczącym Rady Europejskiej został Donald Tusk pozwala silnie kojarzyć pozycje polskie z europejskimi.
Wydaje się, że ten sukces osiągnęła Warszawa dzięki dobrym stosunkom z Niemcami. I jest to sukces podwójny. Dzięki dobrym stosunkom z Berlinem Warszawa mogła zdobyć tak względnie duży wpływ na politykę europejską, i po drugie Berlin przejął wiele punktów polskiego stanowiska w polityce  wschodniej. Niemcy dokonały poważnej ewolucji, gdy chodzi o stanowisko wobec Rosji i Ukrainy właśnie pod wpływem Warszawy.
Natomiast za porażkę Warszawy można uznać, że nie potrafiono uzgodnić wspólnych pozycji z południowymi sąsiadami Czechami i Słowacją, a przede wszystkim Węgrami. Oznacza to, że projekt, jakim jest grupa wyszechradzka, znajduje się w  kryzysie. Wydaje się, że działania, jakie podejmowano w polityce dwustronnej z poszczególnymi rządami tego południowego sąsiedztwa, były niedostatecznie intensywne i nie podejmowano się w nich poważnych i trudniejszych rozmów. Zwraca uwagę, że Rumunia, której do V-4 nie dopuszczono zajmuje dziś pozycje znacznie bliższe Polsce niż Budapeszt, Praga czy Bratysława.
Najwięcej jak wydaje można mieć jednak zastrzeżeń, co do kształtowania przez Warszawę stosunków dwustronnych Warszawa-Kijów. Nie umiano „politycznej sympatii” zaopatrzyć w silniejsze narzędzia polityczne i gospodarcze. Ostatnia wizyta premier Kopacz w Kijowie, choć przyniosła pewien postęp to jednak nie przyniosła przełomu.
PO nie zajęło się m.in. polityką pamięci, która w stosunkach polsko-ukraińskich paradoksalne odgrywa dziś większą rolę niż w stosunkach polsko-niemieckich. Wiele dokonał w tej dziedzinie wcześniej prezydent Lecz Kaczyński nota bene narażając się części własnego elektoratu. Te zaniedbania wykorzystuje dziś Putin manipulując historią Wołynia 43. Dopiero ostatnio minister Schetyna „zahaczył” pewne newralgiczne kwestie związane z historią II wojny w relacjach polsko-ukraińsko-rosyjskich. Wywołało to irytacje Moskwy, a zarazem podbudowało pozycję ministra Schetyny zwłaszcza wobec premier Kopacz. Wątek narracji II wojny w obecnym roku, 70-tej rocznicy II wojny,  okazać się może jeszcze politycznie znaczący.
Konflikt na Wschodzie wywołuje z oczywistych względów pełną kontrowersji debatę dotyczącą polskiej polityki zagranicznej. Stawia się też pytanie, jakie znaczenie miał reset stosunków polsko-rosyjskich, jakiego w swoim czasie próbowało PO . Wydaje się, że nie wielkie. Z perspektywy dalszego rozwoju wypadków wielu zechce   traktować te próby jako krok zupełnie niepotrzebne a nawet całkowicie błędne. Można by jednak kontrargumentować, że Warszawa ulegając w jakimś stopniu ogólnoeuropejskiej polityce złudzeń, okazało się nie tyle nieudolna co elastyczna (w chwili gdy trudno było przekonać zachodnich partnerów do antyrosyjskiego kursu), co pozwoliło się zyskać więcej wiarygodności, gdy kurs wobec Rosji trzeba było zaostrzyć.
Prowadzona polityka napotyka z oczywistych względów krytykę opozycji. O zbyt dużym zaangażowaniu po stronie Ukrainy mówi SLD lub osoby do SLD zbliżone. Argument brzmi – nie należy Polski narażać na konflikt z Rosją. Byłoby to może nie pozbawione pewnej słuszności, gdyby nie fakt, że po pierwsze nawet bardzo umiarkowane zaangażowanie po stronie Kijowa (zgodne z EU-normą) naraża nas już na konflikt z Rosją, po drugie obecna polityka Putina jest tak skonstruowana, że gdyby wygrał on z Kijowem następna na celowniku może być Warszawa. Zostawienie Ukrainy samej sobie jedynie zwiększa prawdopodobieństwa stania się samemu przedmiotem rosyjskiej agresji.
SLD i jemu podobni mają też zaskakujących popleczników w krytyce polityki MSZ-etu. Są nimi niektórzy działacze ugrupowań nacjonalistycznych. Piszę „niektórzy”, ponieważ polscy nacjonaliści są w sprawie Ukrainy silnie podzieleni. Jednak część z nich głosi, że w sprawy ukraińskie nie należy się wtrącać. Uzasadnienia bywają różne od czysto pragmatycznych, do agresywnie antyukraińskich. W tym ostatnim wypadku często chodzi o manipulacje rosyjskie w polskim internecie. Jak wiadomo ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne są w całej Europie ulubionym obiektem propagandowej manipulacji Kremla.
Środowisko PiS podkreśla przede wszystkim, że polska dyplomacja jest za mało aktywna i Polscy politycy nie zasiadają przy negocjacjach takich jak w Mińsku. Miałoby to dawać Polsce znacznie lepszą pozycję jako aktywnego podmiotu polityki międzynarodowej. Krytycy Po z PiS chcieliby, aby działać tak jak czynił to prezydent Kaczyński w Gruzji to znaczy być na pierwszej linii frontu. To on zresztą miał słusznie przewidywać agresję rosyjską, gdy tymczasem PO dokonywało „resetu” z Moskwą.
Krytykę dotyczącą zbyt słabego zaangażowania po stronie Kijowa wzmaga to, że istotnie koalicjant PO jakim jest PSL wynajduje dużo argumentów, by się nie wchodzić w konflikt z Rosji. Argumenty PSL są przede wszystkim natury gospodarczej. Angażowanie się po stronie Ukrainy ma szkodzić kontraktów z Rosją, co zresztą sprawdziło się.
Przewidywania Lecha Kaczyńskiego i tych wszystkich, jacy widzieli w Rosji narastające zagrożenie sprawdziły się. Taką rację można a nawet trzeba w imię fair play im przyznać. Można jednak wysunąć kontrargument, że w polityce liczą się tylko te przepowiednie, które mogą być narzędziem oddziaływania. Eurosceptyzm odbierał PiS możliwość by jego antyrosyjską przekuć w polityczne na działanie na arenie europejskiej, bowiem do takiej polityki trzeba znaleźć odpowiednich partnerów. PiS chce, aby PO tłumaczyło się z „resetu”. PO może odpowiedzieć, wytłumaczcie się ze swoich zachwytów nad Orbanem, który dziś jest głównym hamulcowym proukraińskiej europejskiej polityki.
Niewątpliwe jest zarazem, że poszczególne stanowiska w sprawie polityki zagranicznej motywowane są polityką wewnętrzną i nadchodzącymi wyborami. SLD chce pozyskać PRL-nostalgicznego wyborcę, który uważa, że Rosji zawsze należy ustępować. PSL myśli o sprzedawcach jabłek, który na chłopską partie mają głosować. PiS chce przypiąć PO łatkę mięczaków i skumplowania z wiecznie zbyt prorosyjską lewicą. I pewnością sami politycy PO pytają siebie, jak polityka wobec Ukrainy może wpłynąć na wynik wyborów. Schetyna staje antyrosyjski i wzmacnia swoją pozycję wewnątrz własnej partii. Dla wszystkich przyjęcie takiej czy innej postawy przy tak napiętej sytuacji międzynarodowej, może mieć nie mały wpływ na wynik wyborów.
Bardziej bezinteresowni wydają się działacze społeczni szerokiego ruchu na rzecz Ukrainy, niezależnie od tego jakie są ich polityczne czy partyjne sympatie. Zbyszek Bujak mówi „dajcie broń Ukrainie” i jak się wydaje, że  bardzo wielu działaczy społecznych podziela ten pogląd. Jeśli oceniać polską politykę zagraniczną oczami tych właśnie środowisk, to jest ona zbyt ostrożna. Polskę chętni widzieli by oni w bardziej jednolitym froncie razem z Litwą. Dyskusja trwa. Tylko nie wiadomo, ile mamy na nią czasu.

Apel polskich organizacji w Ukrainie dotyczący rosyjskiej agresji

W imieniu Polaków na Ukrainie

Obserwując wydarzenia na wschodzie Ukrainy, my – miejscowi Polacy, nie możemy stać biernie wobec tego co się dzieje z naszą Ojczyzną, skropioną krwią powstańców styczniowych, żołnierzy Wojska Polskiego broniących „Naszej i Waszej Wolności”, ofiar represji NKWD w latach 30. XX wieku i bratobójczego konfliktu na Wołyniu w latach 1943-44.

Dziś Ukraina, państwo którego obywatelami jesteśmy także my – etniczni Polacy, mieszkający tutaj z dziada-pradziada, stoi chyba przed największym wyzwaniem w całej historii swojego istnienia na mapie świata. Rosyjski agresor, nie reagując na wyrazy „zaniepokojenia” ze strony krajów Europy i USA, dzień za dniem pomaga wspieranym militarnie przez niego separatystom rozszerzać kontrolowaną przez nich strefę na Donbasie, równając z ziemią coraz to nowe miasta i wsie…

Wbrew opiniom wielu ekspertów, Putin nie zatrzymał się na Krymie. Sztucznie zainicjowana przez rosyjskie służby specjalne rebelia w Doniecku i Ługańsku, już pochłonęła tysiące ofiar, także polskiego pochodzenia. Do walki ze wspieranymi militarnie i finansowo prorosyjskimi terrorystami wstali z bronią w ręku nasi rodacy – Polacy z Mościsk, Lwowa, Żytomierza i Krasiłowa oraz innych miejscowości. W nierównej bitwie oni ramię w ramię z Ukraińcami, Białorusinami i przedstawicielami innych narodowości, także etnicznymi Rosjanami, zamieszkującymi żyzną ukraińską ziemię, bronią możliwości swobodnego rozmawiania w języku ojczystym, modlenia się w tym kościele, do którego uczęszczali nasi babcie i dziadkowie. My, etniczni Polacy, robimy to z myślą także o kraju swoich przodków – ukochanej Polsce.

Pragniemy odpowiedzialnie ogłosić wszem i wobec, że my – Polacy na Ukrainie jednogłośnie i jednoznacznie UZNAJEMY ROSJĘ ZA AGRESORA, A SEPARATYSTYCZNE REPUBLIKI, DONIECKĄ I ŁUGAŃSKĄ, ZA ORGANIZACJE TERRORYSTYCZNE. Zwracamy się do polskiego parlamentu, a także innych parlamentów europejskich by też uchwalili podobną decyzje w oparciu o wartości demokratyczne i chrześcijańskie, które są filarami pokojowego współistnienia większości cywilizowanych krajów na świecie.

Ten apel jest wspólną inicjatywą Partii Polaków Ukrainy „Solidarność” (prezes Stanisław Kostecki) oraz największych organizacji społecznych, zrzeszających osoby polskiego pochodzenia na Ukrainie – Federacji Organizacji Polskich (prezes Emilia Chmielowa) i Związku Polaków (prezes Antoni Stefanowicz).

Zbyszek Bujak: Warszawa ma wspierać Kijów militarnie

15 maja 1921 r. wizytując obóz internowania w Szczypiornie, marszałek Józef Piłsudski wygłosił do ukraińskich oficerów słynne: Ja Was przepraszam, Panowie. Ja Was bardzo przepraszam. Dramatyczne słowa Józefa Piłsudskiego z 15 maja 1921 r. Powinny być przestrogą dla obecnego establishmentu rządzącego naszym krajem. Jeśli ktoś niezbyt dobrze zna okoliczności tamtych słów, to załączam link, pod którym znajduje się dobry opis tamtych zdarzeń.
Pod koniec listopada byłem w okopach pod Mariupolem. Szukałem tam śladów pomocy wojskowej polskiego rządu dla Ukrainy. Nie znalazłem niczego. Znalazłem za to ślad pomocy ze strony polskich obywateli. Był to terenowy samochód wojskowego zwiadu, który ukraińscy obywatele – woluntariusze kupili w Polsce. Kupili go za swoje pieniądze, ale pomogli im go znaleźć Polacy (najpewniej ukraińskiego pochodzenia). Dla mnie, jako Polaka, współtwórcy Solidarności, odmowa pomocy wojskowej Ukraińcom w ich walce o wolność, to bardzo żenująca sytuacja. Solidarnościowa tradycja, czyli „Posłanie do narodów Europy Środkowej i Wschodniej” zobowiązuje, wielowiekowa wspólnota losów zobowiązuje. W takim momencie przypominają się bowiem pamiętne słowa Marszałka Piłsudskiego, przepraszającego Ukraińców za zdradę. Uważam, że dzisiaj znaleźliśmy się w podobnej sytuacji. Odmawiając pomocy wojskowej Ukrainie, dopuszczamy się swoistej zdrady. Tym razem jednak nie znajduje ona żadnego usprawiedliwienia. Wtedy i Ukraińcy i my byliśmy w równie dramatycznym położeniu. Dobrze, że choć jeden z naszych narodów wyszedł z bolszewickiej zawieruchy z własnym państwem. Mogliśmy przecież polec razem. Nasi ukraińscy przyjaciele są w stanie zrozumieć tamtą zdradę. Jednak dzisiaj my jesteśmy w znakomitej sytuacji. Rosyjski imperializm nam bezpośrednio nie zagraża. Ukraińcy są w sytuacji dramatycznej. W każdej chwili moskiewska inwazja może przerwać ich niepodległościowy byt. Zarazem, jeśli to się stanie, zagrożona będzie nasza suwerenność.
Polska dyplomacja, a raczej po prostu nasz Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, zrobił to, czego Ukraina bardzo potrzebowała w dramatycznych dniach 19-21 lutego ubiegłego roku. Umiędzynarodowił ukraiński Euromaidan. Ukraińskie dążenie do zjednoczenia z Unią Europejską uczynił międzynarodową kwestią. To dobra kontynuacja linii politycznej nakreślonej przez Giedroycia i Mieroszewskiego, to naturalna kontynuacja naszej polityki zagranicznej zaznaczonej faktem, że byliśmy pierwszym krajem, który uznał niepodległościowy byt Ukrainy w 1991 roku. To nasze polityczne wsparcie wciąż jest Ukraińcom bardzo potrzebne. Tu jednak rodzi się we mnie niepokój. Nie widzę bowiem dyplomatycznych wizyt, które by potwierdzały nasze zaangażowanie. Tymczasem Ukraina potrzebuje pilnie wsparcia na wielu poziomach i w wielu obszarach. W związku z wojną, potrzebuje pomocy wojskowej. W związku z zimą, potrzebuje węgla. Reformy gospodarcze wymagają otwarcia granic i dopływu uczciwego kapitału. Reformy władzy sądowniczej, administracji państwowej, samorządowej, polityki bezpieczeństwa wewnętrznego (problem agentury) wymaga fachowego wsparcia eksperckiego. We wszystkich tych sferach możemy i powinniśmy starać się pomóc. Jeśli piszę o „staraniu się”, to dla tego, że wewnętrzna sytuacja Ukrainy jest bardzo złożona. Nie jest więc łatwo pomóc. Możemy to zrobić skutecznie, jeśli weźmiemy pod uwagę kilka czynników.
Pierwszy, to kilka wieków dominacji zewnętrznych potęg ograniczających niepodległościowe i cywilizacyjne aspiracje ukraińskiego narodu. Chodzi głównie o I Rzeczypospolitą i Księstwo Moskiewskie. Wyniszczanie elit ukraińskich osiągało rozmiary totalnego unicestwiania. Najcięższe z nich, z ostatniego okresu, to „rozstrzelane pokolenie”, czy łagry i zesłania Szestidiesiatnikow. To fatum jest dobrze pokazane w ostatnim filmie „Provodyr”. Nie dziwi mnie zatem, że aparat administracyjny Ukrainy ukształtowany w republice radzieckiej (Ukraińska SRR) nie sprostał wyzwaniom czasu niepodległości. Władzę polityczną w wolnej Ukrainie zagarnęli ludzie pozbawieni instynktu państwowego. Mieli za to instynkt dbania o własne interesy. Dbali o nie bez żadnych zahamowań i ograniczeń tak wewnętrznych – brak skutecznej kontroli ze strony mediów, jak i zewnętrznych – brak skutecznych barier dla przestępczych praktyk ukraińskich oligarchów. Tak powstał system oligarchiczny, niezdolny do działania zgodnego ze strategicznymi interesami państwa i narodu.
Drugi czynnik, to „Budapesztańskie Memorandum”. Zgodnie z jego duchem Ukraina, zdając broń atomową, uwierzyła, że czołowe kraje systemu euroatlantyckiej wspólnoty gwarantują Jej bezpieczeństwo. Nie gwarantują! Nawet NATO, nawet Polsce nie gwarantuje bezpieczeństwa. Strategia NATO wymaga, aby każdy karaj-uczestnik Paktu był zdolny do obrony swoich granic i swojego terytorium. To właśnie ten wymóg jest podstawą natowskiej strategii. Brak zrozumienia w tej sferze doprowadził do unicestwienia ukraińskiej armii. My jednak także mamy z tym problem. Przekonanie naszych „polityków”, że jesteśmy bezpieczni, bo jesteśmy członkiem NATO razi ignorancją. To ignorancja groźna, bo blokuje myślenie o budowaniu bezpieczeństwa naszego kraju (liczymy przecież na NATO) i tym samym blokuje myślenie o skutecznej pomocy Ukrainie. Co więcej, nie pozwala myśleć o Ukrainie, jako naszym partnerze w systemie bezpieczeństwa obu naszych krajów.
Trzeci czynnik, to ukraiński establishment. Znajdziemy w nim wszystkich. Miliarderów łączących harmonijnie stanowisko państwowe z ochroną i poszerzaniem swoich monopoli. Tych, którzy chcą zająć ich miejsce. Moskiewskich agentów. „Przywódców”, których ambicje są równie wielkie, jak ich impotencja w sferze decyzji. Jeśli ktoś nie wie, czym w szlacheckiej Polsce była „Godność” jako urzędy, które rozdaje się bliskim i „zasłużonym”, to w Ukrainie może to zobaczyć w klinicznej formie. Zarazem ten establishment posiadł niezwykłą umiejętność. Potrafią znakomicie przemawiać, prezentować się, jako demokraci, liberałowie, patrioci, europejczycy, stratedzy gospodarczy i polityczni. Nauczyli ich tego europejscy i amerykańscy PR-owcy. W tych warunkach oddzielenie takich polityków/celebrytów, od tych, którym naprawdę zależy na dobru państwa i obywateli jest piekielnie trudne i nie obędzie się bez błędów. Jeden już obserwuję od dłuższego czasu. Ukraina dzisiaj, to niezwykły ruch obywatelskiej aktywności. Dla mnie porównywalny tylko z Solidarnością lat 80/81. To tutaj kształtuje się elita w pełni europejskiej Ukrainy. Tak, jak ongiś kraje europejskie otwarły się na nas-działaczy, liderów Solidarności, tak dzisiaj tego otwarcia potrzebują obywatelskie ruchy i organizacje u naszego sąsiada. Zatem, jeśli Europa i Ameryka chce pomóc Ukrainie, to powinna włączyć Ruch Euromaidan w system kontroli i współdecydowania o charakterze i zakresie tej pomocy. Tak właśnie postępowano wobec Polski i Ruchu Solidarność. W przeciwnym razie, wraz z miliardami pomocy przybędzie w Ukrainie i miliarderów i nędzy i problemów.
Jako czwarty najważniejszy czynnik wymienię opinię publiczną. W mojej ocenie Ukrainie brakuje „czwartej władzy”, czyli niezależnych mediów. To dla tego twórczo rozwijać się może korupcja, impotencja decyzyjna, patologia władzy sądowej, patologia ustawodawcza. Istniejące stacje telewizyjne należą do oligarchów. Ci zaś wyznaczyli „cienką czerwoną linię”, która wyznacza nieprzekraczalną dla dziennikarza granicę dozwolonej krytyki. Możesz więc pokazywać i opisywać, co źle działa. Nie wolno ci tylko pokazywać, że to ma swoje źródło i przyczynę w błędach władzy, w patologii działania ludzi „piastujących godności”. Ukraina potrzebuje niezależnych mediów, niezależnej telewizji i radia. Bez tego nie sposób sobie wyobrazić skutecznej walki z korupcją i nadużyciami władzy, jej służb i aparatu. W tym obszarze jest od czego zacząć, jest na kim się oprzeć. Portale społecznościowe pokazują, że są dziennikarze zdolni do fachowej i odważnej krytyki. Nie wygrają jednak z oligarchicznymi mediami, jeśli nie otrzymają od demokratycznego świata skutecznej pomocy.
Umiejętne wsparcie Ruchu Euromaidanu i ukraińskich władz po ucieczce Janukowycza mogło zatrzymać pełzające zajęcie Krymu. Niewielka pomoc doradcza i wojskowa na kolejnym etapie mogła powstrzymać wejście Moskwy do Ługańska i Doniecka. Dzisiaj wciąż jeszcze niewiele trzeba, aby powstrzymać „otwieranie korytarza” do Krymu i Naddniestrza. Niewiele też trzeba, aby oswobodzić wschód Ukrainy od agresora. Jeśli jednak tej niewielkiej pomocy nie udzielimy, to możemy doczekać się wkroczenia moskiewskich dywizji, które na lata, dziesiątki lat zatrzymają polityczny proces budowy ukraińskiej państwowości. Dlaczego to my mamy pomóc? Bo jesteśmy najbliżej. Bo Ukraińcy „walczą dzisiaj za swoją i naszą wolność”. My, Polacy wiemy, co znaczy to wezwanie i wiemy, że jest prawdziwe. Łączy nas z Ukraińcami wielowiekowa wspólnota losów. Nasza rola nie była chwalebna (możemy o tym przeczytać w książkach Daniela Beauvois), dla tego powinniśmy być dzisiaj szczególnie wyczuleni na potrzeby obronne naszego sąsiada.
Jest jeszcze jeden argument za aktywnym wsparciu Ukrainy. Doświadczenia narodów tej części Europy pozwoliły elitom dobrze poznać i zrozumieć mechanizmy rządzące strategią moskiewskich władców. Wydaje się, że NATO i Europa to wie, docenia i oczekuje, że będziemy liderami w formowaniu odpowiedzi na kolejną agresję Moskwy wobec kolejnego sąsiada. W mojej ocenie odmowa pomocy wojskowej dla Ukrainy, „to więcej niż zbrodnia, to błąd”. Odmowa, utrudnianie, czy choćby obojętność wobec potrzeb ukraińskich żołnierzy, to oczywista zachęta dla Putina do kontynuowania inwazji na Ukrainę.

Okopy Mariupola, to nie jest jednolita linia frontu. To znane nam ze stanu wojennego posterunki na drogach i samodzielne okopane reduty. W okopach, jak to w okopach, pod nogami błoto i woda a na głowę leje się deszcz, sypie grad, prószy śnieg z deszczem. Mróz jest zbawienny, bo robi się przynajmniej sucho. W tych warunkach dobre wojskowe buty (polskie są ponoć najlepsze na świecie, ale dla ukraińskich woluntariuszy zaopatrujących swoich „bojców”, są zbyt drogie), zimowe impregnowane kurtki i spodnie są marzeniem. Ponoć mamy takie w Polskiej Armii. Numerem jeden na liście są jednak środki łączności. Wojskowy zwiad używa zwykłych telefonów komórkowych. Podobnie porozumiewają się między sobą posterunki. Moskale słuchają tego na bieżąco. Na bieżąco mogą też śledzić trasę wojskowego zwiadu – gdy im się zachce, ostrzelają namierzone miejsce z moździerzy lub rakiet. Wiadomo, że mamy odpowiedni sprzęt łączności. Nawet w stanie wojennym mieliśmy, jako konspiracyjna Solidarność, mini radiostacje Kenwood. Wtedy jednak można je było przemycić. Przy dzisiejszej zaciekłości, z jaką nasze służby graniczne tropią wszelką pomoc wojskową dla Ukrainy, byłoby to niemożliwe.
Numerem dwa na liście są środki obserwacji. Najbardziej pożądana jest termowizja. Sprzęt nokto i termowizyjny do obserwacji pozwoliłby trzymać na bezpieczny dystans oddziały dywersyjne separatystów wzmacniane najemnikami wyposażonymi w najlepsze termowizory i broń snajperską. Nocą podchodzą na kilkadziesiąt metrów do ukraińskich redut i strzelają do wszystkiego, co się rusza. To stąd, niemal każdego dnia, dochodzą kolejni ranni i zabici. Spotkałem taki konwój w barze na parkingu przy drodze do Charkowa. Moją uwagę przykuwa twarz jednego z żołnierzy. Jest cała fioletowo/czarna. Pytam dowódcę konwoju, który płaci rachunek za jedzenie, od czego „to”? Mógł być blisko wybuchu rakiety- słynnego Grada, mógł być w wozie trafionym pociskiem przeciwpancernym.
My, „turyści” czekamy w barze na swoją kolej. Ci Bojcy mają tu pierwszeństwo. Czeka też na nich zawsze darmowa herbata, kawa, woda mineralna. Patrzę teraz na drugiego żołnierza. Wokół oczu ciało jest nabrzmiałe, opuchnięte do monstrualnych rozmiarów i fioletowe. Pytam, od czego to? To od okularów przeciwodłamkowych. Chronią oczy, ale fala wybuchu wciska je w ciało wokół oczu i wyglądasz po tym, jak obity kijem baseballowym. Obsługa podaje do stolików herbaty i kawy. W kubkach słomki? Po chwili widzę, zrozumiałem. Z rękawów wojskowych kurtek wyłaniają się ręce w bandażach. Spod niektórych bandaży widać fioletowo/czarne palce. Można tymi rękoma kubek przysunąć do siebie, nie da się go trzymać. Dowódca, patrząc na mnie, dodaje: Jest jeszcze paru na pace samochodu, ale to już tylko ciała.
Dobry sprzęt do obserwacji nocnej pozwala „widzieć” na 1200m. To wystarczy, żeby trzymać Moskali na bezpieczny dystans. Mamy taki sprzęt. Należy do najlepszych na świecie. Ukraińcy to wiedzą. Wiedzą, że uratowałby zdrowie, a nawet życie niejednego z ich kolegów i koleżanek (kobiety też walczą na pierwszej linii ognia).
Wśród potrzebnego sprzętu są też drony obserwacyjne. Oddziały dywersyjne mogą operować nawet kilkadziesiąt kilometrów poza umowną linią frontu. Na przepastnych ukraińskich przestrzeniach trudno wyobrazić sobie skuteczną obronę przed taką penetracją. Możliwość taką dają drony operujące na 3-5 km. Mamy taki sprzęt, mamy odpowiednią technologię dostępną od zaraz. Nie podzielić się tym, to skazywać ukraińskich żołnierzy i obywateli na zasadzki, okrążenia, napady, ostrzał artyleryjski.
Oglądamy okopy i transzeje. Nie są zbyt dobrze zrobione. Przydałby się oficer z doświadczeniem frontowym. Mamy takich. Prowadzili podobną „wojnę” w Iraku, Afganistanie. Dla czego ich tu nie ma? Czyżby NATO zabroniło nam angażowania się w ten konflikt? W mojej ocenie szczyt NATO w Newport otwarł drogę dla pomocy wojskowej Ukrainie.
Chcę jeszcze spojrzeć na okopy przeciwnika. Wystarczy wyjrzeć poza lekki nasyp. Nie dopuszczają mnie tam. Jak mówią, wystarczy wychylić głowę i trafia się pod snajperskie kule. Snajperki mają Moskale bardzo dobre. Ostrzeliwują z 2.5 kilometra. Ukraińcy pokazują mi swoje. Skuteczność rażenia – 800metrów. Jak mówią: „:z Polski”, czyli z wycofanych postsowieckich dywizji. Mamy w Polsce dobrą broń snajperską. Ukraińcy proszą o tę niekoniecznie na 2.5 kilometra. Niechby 1800 metrów, ale i tę na 1300 wezmą z wdzięcznością. Będą mogli odpowiedzieć na ostrzał, utrzymać większy dystans. Będzie mniej rannych, zabitych.
Pytam o broń przeciwpancerną. Okazuje się, że spośród broni ofensywnych, tej brakuje najbardziej. A przecież, jak mi wyjaśniają, z każdym „Białym Transportem” przybywa w Ługańsku i Doniecku czołgów, transporterów i wszelkiego potrzebnego ciężkiego sprzętu, amunicji. Jeśli to wszystko ruszy, będzie masakra naszych ludzi. Chyba, że nam pomożecie. Pytam, co zrobią, jeśli pomocy nie będzie? Jak, czym chcą zatrzymać czołgi? Odpowiedź dobrze świadczy o ich żołnierskim fachu, determinacji i stalowych nerwach. Zginie nas dużo, ale zatrzymamy ich kałachami i granatami. Pan przecież z desantu, więc wie, mówią, patrząc mi w oczy, co jest wart czołg bez osłony piechoty? Wiem, to trumna dla załogi. Choćbym został sam jeden przeciw nim, to załoga w czołgu bez własnej piechoty musi mnie prosić o łaskę życia.
Pytam, co jeszcze potrzebują, aby wygrać tę wojnę? Dobrej koordynacji działań. To oznacza po prostu, że potrzebny jest sztab wolny od moskiewskiej agentury. Pomóżcie nam go stworzyć, a w cztery sześć tygodni Ługańsk i Donieck będzie wolny. To oczywiście możliwe. Możliwa jest pomoc w budowie sztabu. Mamy odpowiednich ludzi. Cenią nas za sztabowe umiejętności i w NATO i w Armii Amerykańskiej. Ukraińcy to wiedzą. Czym zatem jest bierność polskiego rządu, Polskiej Armii? Czy tylko brakiem wyobraźni, polityczną ignorancją, decyzyjną impotencją? Tak, czy inaczej, to polityczny błąd. Błąd krwawy, bo kolejne godziny przynoszą wieści o kolejnych ofiarach. Od czasów PRL-u, to pierwszy raz, gdy tak bardzo wstyd mi za moje państwo.
Po stronie ukraińskiej widzę to, co decyduje o ostatecznym zwycięstwie. Determinację podbudowaną spokojem, umiłowanie Ukrainy, jako ojczyzny, wolę walki górującą nad strachem, żołnierską wiedzę i umiejętności zdobyte w dotychczasowej walce. Po przeciwnej stronie, formacje najemników lubiących awanturnicze życie, młodzi rosyjscy żołnierze kierowani na niezrozumiałą dla nich wojnę i separatyści, którzy chcą wyjść spod władzy „Kijowa” uważanego za siedlisko skorumpowanego i zdeprawowanego establishmentu i poddać się władztwu „Moskwy”. My w Polsce o tym syndromie mówimy: „Zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Moskiewski „kijek” już pognał część prorosyjskich uchodźców do zasiedlania Syberii. Sen o życiu w pięknej Moskwie i jeszcze piękniejszym Petersburgu skończył się. Przebudzenie zamienia się w szok. W starciu takich oczekiwań i motywacji obu stron, wynik jest przesądzony. Ukraińcy tę wojnę wygrają. Od nas, sąsiadów, zależy dziś to, ile w tej wojnie będzie łez, krwi, potu i ofiar. Niestety, odpowiedź polskich władz na ukraińskie wezwanie o pomoc razi cynizmem i polityczną nieodpowiedzialnością. Cyniczne aż do okrucieństwa są słowa: „Niech poproszą”, „Nie prosili o pomoc”, „Niech kupują”, „Mogą przecież kupować”. Ja znam historię i atmosferę polsko/ukraińskich relacji z esejów Giedroycia i Mieroszewskiego, z pisarstwa Jana Józefa Lipskiego, z książek Daniela Beauvois, więc ja, będąc Ukraińcem, bym nie poprosił. W tym: „Niech poproszą” zawiera się cała esencja feudalnej tradycji w naszej kulturze, w naszej dyplomacji, w naszej polityce wewnętrznej i zagranicznej. Równie cyniczne jest mówienie o możliwości „zakupu”. Kto nie zetknął się z procedurami udzielania zgody na zakup i wywóz sprzętu wojskowego, ten nie wie, o czym mowa. Znamy jednak naszą biurokrację w innych sferach. Możemy pomnożyć problemy przez 10 i będziemy mieli przybliżone wyobrażenie, czym jest „zachęta”, Mogą kupować.
Jeśli chcemy mieć wyobrażenie, czym jest przyzwoita oferta pomocy wojskowej, to wystarczy sprawdzić, jak to zrobiła Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego. Była to pomoc udzielana przez kraj i naród, który dopiero powstawał do niepodległego bytu. Dzisiaj jesteśmy w stokroć lepszej sytuacji. Dla tego nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla obecnej postawy polskiego rządu.
Zbigniew Bujak
P.S. Prezydent Petro Poroszenko ogłosił żałobę narodową po ostrzelaniu marszrutki z cywilami, gdzie zginęło 13 osób. W niedzielę ulicami Kijowa ma przejść marsz protestacyjny przeciw rosyjskiemu terrorowi. Czy zobaczymy tam premier Ewę Kopacz i Donalda Tuska idących ramię w ramię z ukraińskimi politykami?

Konflikt rosyjsko-ukraiński: dlaczego Putin przegrywa?

Potoczny głos mówi, że Putin wziął Krym i jeśli zechce to weźmie jeszcze więcej. Putin ma być na pozycjach wygranych, ma swoją zdobycz i może jeszcze ją zwiększyć. Jak wiele takich potocznych ocen i ten jest produktem pewnej bezmyślności i braku refleksji. Przed jeszcze rokiem samo wyobrażenie wojny rosyjsko-ukraińskiej było nie do pomyślenia, a w Kijowie rządził ktoś w dużym stopniu zależny od Moskwy. Dzisiaj 90% Ukraińców opowiada się za jednością terytorialną kraju (najwyższy wskaźnik po roku 1991), co oznacza, że nawet dużą część tamtejszych Rosjan (jest ich 17% to znaczy co najmniej 7% opowiada się za Ukrainą) nie chce Putina i Moskwy.

                W połowie zeszłego roku Ukraina była wciąż bardziej pod wpływami Moskwy niż Brukseli. Mniej też niż 70% opowiadało się za jednością kraju. Dlaczego więc sytuacja tak bardzo się zmieniła?

                Pierwszą i najważniejszą przyczyną jest istnienie dużego  jak na stosunki europejskie narodu liczącego ponad 35 mln i państwa z 45 mln obywateli. Bogata narodowa tożsamość ukraińska jest w dużym stopniu dziedzicem dawnej Rzeczypospolitej (o czym szczególnie Polacy powinni pamiętać) i wyraźnie odróżnia się od tożsamości rosyjskiej. Rosja przez ponad dwieście lat usiłowała pochłonąć Ukrainę (nazywając ją m.in. Małorosją), ale zabiegi te okazały się bezskuteczne. Mimo wszystkich naturalnych i wymuszanych pokrewieństw, represji i wymordowania przez Stalina znacznej części kulturalnej elity Ukraińcy nie poddali się rusyfikacji. Istnienie narodu Ukraińskiego, o którym Europa wie w skandaliczny sposób mało, jest podstawową przyczyną, że Putin przegrywa.

                Rosja miała jednak w Kijowie znaczące wpływy i mogła być, korzystając z efektów sowietyzacji, dominującym partnerem. I będąc w stanie wojny z Ukrainą taką pozycję traci. Dlaczego? Bowiem Putin chciał znacznie więcej, co powodowane było nieuznawaniem podstawowego faktu istnienia narodu ukraińskiego, a w konsekwencji widzenia Ukrainy jako państwa sezonowego (skąd my Polacy takie określenia znamy). Ukraina miała w planach Kremla przestać istnieć. Kraj miał być podzielony i rozczłonkowany.

                Putin jest przede wszystkim ideologiem (tacy snują wielkie plany), w znacznie mniejszym stopniu politykiem (ci są pragmatyczni). W Moskwie powstała nie licząca się z realami wizja odtworzenia rosyjsko-sowieckiego imperium,  z którego wykluczenie Ukrainy było nie do wyobrażenia. I cel ten Putin chciał osiągnąć szybko, niemal natychmiastowo. Starcie  putinowskiej Rosji z Ukrainą stało się nieuniknione.

                Założeniem Putina była też słabość Zachodu, który jego zdaniem był w głębokim kryzysie. Putin wierzył też w siłę swojej szeroko pojętej agentury. Przecież w Niemczech miał Schroedera, we Francji Marie Le Pen, a nawet w Polsce dla swojej sprawy można było pozyskać kogoś takiego jak Mikke. Ta poważna agentura wpływu plus zmasowany atak w Internecie miały dopełnić reszty. Dekadencka Europa miała ustąpić, a Putin miał odtworzyć swoje imperium. Taką ideologiczną wizję obmyślono na Kremlu.

                Z Europą być może by się Putinowi nawet udało, gdyby nie Ukraińcy. Ten  naród istniał i istnieje wbrew majakom Kremla i tu różnica między ideologią oraz  realami była największa i zasadnicza. Europa zaczęła się też szybko uczyć, kim są Ukraińcy (choć wciąż wiedzą zbyt mało), zarazem Putin demaskował się jako prowokator i kłamca.

                Dzisiaj pozostało tylko przerażenie z kim mamy do czynienia na Kremlu, co coraz bardziej łączy się z przekonaniem, że łapczywemu watażce nie można ustąpić, bo tylko może go to sprowokować do dalszej agresji.   Nie ma jednak innej drogi jak zwycięstwo Ukrainy i jej narodu, nawet jeśli doświadczyć będzie trzeba niejednej tragedii. Świadomość Europejskość  wzbogacona o świadomość jeszcze jednego wielkiego swego narodu stanie się pełniejsza. Europa, jak już wiele razy było w przeszłości, poszerzy swoją tożsamość.

Muzeum Stefana Bandery w Starym Uhryniowie

 Dojechać tam nie łatwo wiejską drogą pełną strasznych dziur. Wieś, gdzie mieści się muzeum nie wyróżnia  się niczym i jest tak biedna jak cała okolica. Muzeum, w miejscu urodzin Stefana Bandery, odwiedza rocznie ok.10 tys ciekawych tego miejsca.  Nie jest to wiele, jeśli brać pod uwagę, że Bandera traktowany jest przez część społeczeństwa, jako bohater narodowy. Jestem w danej chwili jedynym zwiedzającym, a jako Polak traktowany z profesonalną gościnnością i życzliwie oprowadzany. 

Obok domu, w którym się urodził, który można zwiedzać, stoi dość okazały jak okolicę, choć wcale nie imponujący wielkością nowoczesny budynek muzuem. Urządzone jest dość tradycyjne. Główna część ekspozycji to zdjęcia  procesu, w jakim skazano Banderę na karę śmierci w roku 1935, a później zamieniono wyrok na dożywotnie więzienie. 

Ekspozycja ukazuje dzieje rodziny Stefana Bandery, którą z wyjątkiem jego siostry i syna w całości wymordowali albo Niemcy albo Rosjanie. W dalszej części wszystko to, co należy do stałej symboli każdej niemal wystawy historii UPA – leśna kryjówka, figura partyzanta stojące na tle lasu. W małym stopniu dotyczy to biografii bohatera, bowiem w walkach partyznackich prawie nie brał on udziału.

Stefan Bandera jest w istocie postacią głęboko tragiczną. Jako dziewiętnastolatek angażuje się w ukraiński ruch narodowy. Ogarnięty radykalizmem tak  charakterystycznym dla ludzi młodych oraz ideami epoki  zdobywa znaczącą pozycję w postałej partii ukraińskich nacjonalistów. Jest organizatorem zamachów na polskich i bolszewickich dostojników. Mając zaledwie dwadzieścia pięć lat w 1934 idzie do więzienia, w którym przebywa do 1939. W latach 1939-41 wraca do aktywnej działalności i współpracując z Niemcami (choć traktując tą współpracę jedynie jako taktyczną) stara się bezskutecznie organizować powstanie na terenie sowieckiej strefy okupacyjnej. W czerwcu 1941, gdy wermacht zajmuje Lwów, jest współautorem deklaracji niepodległości. Ogłoszono ją z balkonu kamienicy na rynku starego miasta, który i dziśmożna zobaczyć.  Z deklarcji tej nie wycofuje się, mimo że żądają tego od niego Niemcy w skutek czego  dostaje się do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Przebywa tam do roku 1944. Po wojnie ukrywa się na Zachodzie, ścigany przez NKWD. Jest też przedmiotem gry wywiadów, angielskiego, amerykańskiego i włoskiego. Usiłuje kontynuować działalność UON jednocześnie będąc świadkiem totalnej klęski na Ukrainie powołanej przez siebie formacji UPA. Mając zaledwie 50 lat zamordowany zostaje przez agenta NKWD, które go wreszcie dopadło. 

Ginie całkowicie niemal pokonany. Moskwie udaje się przedstawić go całemu światu jako bandytę, współpracującym z III Rzeszą, zrównać go z nazistowskimi zbrodniarzami. W chwili gdy umiera odzyskanie przez Ukrainę niepodległości wydaje się czymś całkowicie nierealnym.

U Bandery uderza jego radykalizm, polityczna nieskuteczność jego działań. skrajność poglądów, które czynią go przynajmniej moralnie współodpowiedzialnym za zbrodnie dokonane przez UPA.  Dlaczego staje się więc ukraińskim bohaterem? To co uderza to jego trwały upór i niezłomne przekonanie o potrzebie niezależnej ukraińskiej państwowości. Temu zawdziecza swoją legendę. Gdy prawie nikt nie wierzył w ukraińską państwowość on wierzył wbrew wszystkim i wszystkiemu.

Biografia Bandery jak mało czyja jest odzwierciedleniem tragedii ukraińskich dziejów w XX wieku, w którym po klęsce dążeń niepodległościowych po zakończeniu I wojny, nie było już praktycznie żadnych zadawalających wyborów. Mordowany przez sowietów naród, odzierany ze wszelkich stron z tożsamości, traktowany przez większość świata jako nieodłączna część sowieckiej Rosji  zdawał się nie mieć absolutnie żadnych perspektyw. Kto marzył jak Bandera o niezależności Ukrainy skazywał się na całkowitą i samotną klęskę. Taki wybór jest źródłem legendy Stefana Bandery. W muzeum w Starym Uhryniu kupuję broszurę „Dlaczego kocham Stefana Banderę?”. Autor wszystkie porażki Bandery uznaje za źródło ostatecznego zwycięstwa Ukrainy w roku 1991.   

Dalece nie wszyscy go jednak kochają i jest dla samych Ukraińców postacią wysoce kontrowersyjną. Tylko mniej więcej 50% uważa go za bohatera, dość znacząca część uważa go za bandytę i zwolennika faszyzmu. Co może Polaków dziwić wcale nie jest szczególnie popularny na Wołyniu. Dla lepiej wykształconych i młodszego pokolenia wydaje się być postacią obojętną. Kontrowersyjność postaci Stefana Bandery ma wiele źródeł. Jednym z nich jest wciąż trwający wpływ sowieckiej narracji. Kiedy jednak rozmawiam w lwowskiej kawiarni ze studentem tutejszego uniwersytetu, wykazuje on mi, że Bandera jest dla niego postacią z całkiem innej epoki i w tym sensie egzotyczną, a jego biografią nie jest w jakikolwiek sposób wzorem do naśladowania ani źródłem inspiracji. Młody człowiek uznaje, że istnieje potrzeba narodowych bohaterów, Bandery z tego panteonu nie chce usuwać, ale jakoś nie widzi go jako swego historycznego kompaniona w drodze do Unii Europejskiej, w której przede wszystkim chciałby aby Ukraina się znalazła. 

Pamięć o Stefanie Banderze pozostaje wciąż więc podzielona i taką pewnie pozostanie. Dla Polaków jest on, co jasne,  postacią jeszcze dużo bardziej kontrowersyjną, to jednak jakże ukraińskie spory o Banderę przypominają polskie spory o polskich bohaterów, których ofiara i tragizm, wydaje się daremna dla tych, dla których dar niepodległości jest oczywistością.

Sladami UPA – muzeum jego dowódcy Romana Szuchewycza 

Roman Szuchewycz zginął w 1950. Był głównodowodzącym UPA w czasie wojny i po wojnie, gdy UPA walczyła z niebywałą determinacją z bolszewicką Rosją. Szuchewycz ukrywał się pod Lwowem w Biłohorszczy (dzisiaj jest to dzielnica Lwowa) i tam odnalazła go NKWD.

O okolicznościach tego dramatycznego wydarzenia wiemy więcej dzięki temu, że jego świadek  przeżył. Była nim łączniczka Szuchewicza. Zagrożona pojmaniem zarzyła truciznę ale NKWD udało się ją odratować. Jeden to z nielicznych wypadków, gdy NKWD ratowało komuś życie, choć tylko po to  by odratowaną przesłuchiwać,  torturować i następnie skazać na 25 łagru. Schowek za podwójną ścianą, który tu jeszcze można zobaczyć, nie uratował go. Podczas wymiany ognia Szuchewycz zginął.

Roman Szuchewycz dbał o niezależność armii od struktur politycznych. Był absolwentem jak wielu ukraińskich intelegentów lwowskiej politechniki. W muzeum w Biłohorszczy  są jego świadectwa szkolne. Język polski cztery, język ruski pięć. Jest też dyplom uczelni.

Widocznym obiektem w muzeum, który mieści się w budynku, gdzie odbyły się te dramatyczne wydarzenia i który jest oddziałem Lwowskiego Muzeum Historycznego, jest rekonstrukcja leśnej kryjówki-bunkra. To niemal symbol UPA. Zołnierze UPA musieli się przede wszystkim ukrywać. Ten motyw pojawia się i gdzie indziej jako dominująca ikona pamięci.

Choć walka toczyła się dalej , śmierć Szuchewycza uznać należy za koniec działań UPA jako zwartej i zorganizowanej siły. Również polskie powojenne podziemie zbrojne nie już po roku 1947 nie jest zdolne do prowadzenia walki na szerszą skalę. UPA postawione w jeszcze bardziej dramatycznej sytuacji walczy nieco dłużej.

Roman Szuchewycz jest dla Ukraińców bohaterem narodowym jako twórca Ukraińskiej Armii Powstańczej. O analogii między UPA i AK wspominałem już poprzednio. Niezależnie od tego jak dalece ową analogię uzna się za trafną lub nietrafną, trzeba stwierdzić, że UPA jest dla Ukraińców czymś więcej niż AK. Ukraińska Armia Powstańcza była czymś więcej jak tylko konspiracyjną formacją wojskową. Wobec braku własnego państwa jest to namiastka ukraińskiej armii – symbol wysiłku nie tylko walki z okupantem, ale i wysiłku uzyskania własnego państwa. Zadna z ukraińskicj formacji zbrojnych z okresu I wojny nie miała i nie ma takiego znaczenia.

Szukam w polskiej Wikipedii. Hasła „Roman Szuchewycz” kojarzy go prawie wyłącznie z odpowiedzialnością za rzeź wołyńską. Wszystkie niemal przywołania wyszukarki kojarzą Szuchewicza rownież z „rzezią wołyńską”. W oczach autorów tych artykułów Roman Szuchewicz ma być jedynie zbrodniarzem. Niezależnie od tego, co myśli się o współodpowiedzialności Szuchewicza, jest to gigantyczne zafałszowanie i uproszczenie. Szuchewicz jest twórcą potężnej formacji wojskowej skierowanej przeciw III Rzeszy oraz sowieckiej Rosji. Organizuje ją i kieruje. Jest i powinien być również dla Polaków postacią o cechach bohatera, nawet jeśli ma być to bohater z gorzką skazą współwiny za zbrodnię. Dzieje pełne są jednak wielkich bohaterów z wielkimi grzechami. Nie można oceniać ich jednostronnie.

Polak w kwaterze UPA

Jeśli ktoś dobrze poszuka, to dowie się, że we wsi Antonówka jest muzeum kwatery UPA. Aby tam dotrzeć trzeba pokonać  boczne drogi z milionem dziur i wykrotów jadąc przez gęsty las. Tego lasu bynajmniej podczas wojny tu nie bylo. Miejscowość Antonówka miała nawet siedzibę banku i był to całkiem rozwinięty ośrodek. Bolszewicy wszystko tu zniszczyli. Dzisiaj to tylko kilka budynków. W jednym z nich mieszka Wiktor Omelczuk. Jesteśmy przez niego bardzo mile witani. Poswiəca nam prawie cały dzień, aby pokazać nam wszystko co związane jest tutaj z UPA.

Jest on synem działacza liberalnego odłamu UPA związanych z Andrijem Melnikiem. Urodził się w 1951  niemal do końca istnienia Związku Sowieckiego był prześladowany jako „banderowiec”. Nie mógł studiować, lecz dobrym historykiem, a przede wszystkim znakomicie umie opowiadać. Mówi trochę po polsku, ale lepiej posłuchać go po ukraińsku.

Jego muzeum wcale nie cieszy się jakimś szczególnym wsparciem władz, mimo że regionie rządzi Swoboda. Finansowania nie ma tu żadnego. A Pan Wiktor działa tu jako historyk amator i służy tym nielicznym, którzy tu przyjeżdżają,  jako przewodnik. Jest to konieczne, bowiem nikt prócz niego potrafiłby pewnie trafić do nielicznych ukrytych w lesie miejsc pamięci.

Więcej o kwaterze UPA w następnym odcinku.