Co z polskim liberalizmem? Czy PO da się jeszcze uratować?

Liberalizm jest historycznie nowym nurtem polskiej polityki. W epoce PRL-u trudno było o kształtowanie się wyrazistych politycznych prądów. Sięgano instynktownie do tradycji. Była to albo słabo zdefiniowana lewica (PPS, Piłsudski etc) albo równie mało określona prawica (konserwatyści, dmowszczycy). Dość niefrasobliwy sposób publicznych debat po roku 1989 podzielił Polskę  na endeków i piłsudczyków, co było podziałem tyleż anachronicznym jak i nie adekwatnym.  Z tradycją myśli politycznej II nigdy w poważnej debacie publicznej się nie zmierzono. Nie zauważono przy tym, że w Polsce zrodził się liberalizm.

Choć termin liberalizm stał się z czasem ulubioną maczugą jego przeciwników, nikt otwarcie do liberalizmu się nie przyznawał. „Platforma obywatelska” zwalczana była jako liberalna, ale sama do liberalizmu się nie przyznawała. Jej członkowie, a śmiem twierdzić jej najpewniej i czołowi politycy, nie mieli świadomości, ani nie chcieli się przyznać, że są „liberałami”. Nikt też liberalizmu otwarcie nie bronił (bo pokracznych enucjacji Korwina-Mikkego za liberalizm brać nie sposób).

Polityka polska (zarówno gospodarcza jak i w kulturalna) była liberalna. Sytuacja ta była więc nacechowana paradoksem – Polska była liberalna, tylko nie było w niej liberałów. Jestem przekonany, że ta ideowa pustka była jedną z przyczyn porażki w pechowych wyborach jesieni 2015. Dlaczego? Mimo upadku  ideologii, opinia publiczna potrzebuje drogowskazów, jakimi są czytelne idee polityczne. PO stawiano w ostatnim okresie jej rządów zarzut „braku wizji” Na taki zarzut można oczywiście odpowiedzieć, że rządzenie to pragmatyzm a  nie jakieś tam wizje. Odpowiedz ta jednak pomija to, że opinia publiczna nie zadawala się tylko tym co bieżące, ale chce znać kierunek w jakim podąża państwo. I ma do tego prawo.

A ten kierunek, jakby to dla wielu nie brzmiało zbyt abstrakcyjnie albo miało być wymysłem jakiś „jajogłowych”,  określa powszechnie czytelna myśl polityczna (nie chodzi więc o jakieś same akademickie rozważania).

I tak PO pozbawiona myśli politycznej, nie zdolna do zdefiniowania swego praktykowanego liberalizmu, stała się dla zbyt wielu wyborców, nieczytelną formacją polityczną, nie wskazującą żadnego kierunku.

PO mówiła: „patrzcie jak dobrze rządzimy i zadowolcie się tym co jest”. PO rządziła być może wcale nie najgorzej, ale takie przesłanie nie mogło pozyskać zbyt wielu. Tych którzy byli zadowoleni demobilizowało, tym którzy byli nie zadowoleni nie dawało żadnej nadziei i obietnicy.

Co więc zrobić ma PO ma zacząć odbudowę swoich szeregów po doznanej klęsce? Chyba koniecznym (choć pewnie nie jedynym) sposobem jest powrót do swoich liberalnych korzeni. Musi też być głośno powiedziane, że liberalizm nie oznacza w żadnym wypadku lekceważenia dla polityki socjalnej, nie oznacza lekceważenia dla debat historycznych, nie oznacza lekceważenia problematyki tożsamości, nie oznacza wąskiego koncentrowania się na samej gospodarce, nie oznacza mówienia „jak ci nie udało, to jesteś sam sobie winny”, nie oznacza robienia z siebie mądrali, która wszystko wie lepiej.

Jeśli nie będziemy otwarcie i głośno dyskutować, czym jest polski liberalizm PO nie ma szans.

 

Reklamy

Marsz nacjonalistów to teraz problem dla PiS

Na  marsz „niepodległości” a właściwie nacjonalistów należy patrzeć w kontekście nowej sytuacji politycznej. Dawniejsze marsze skierowane były przeciw rządom PO. Tego rządu już teraz nie ma. Z dużym prawdopodobieństwem duża część uczestników marszu to także wyborcy PiS, choć ci bardziej zradykalizowani i o bardziej nacjonalistycznym nastawieniu. Poparli PiS, uwiedzenie po trosze antyliberalną retoryką i chęcią obalenia PO. Ich koledzy o bardzo podobnych poglądach głosowali jednak na Kukiz’15, gdzie odnajdywali znajome postawie z ugrupowań nacjonalistycznych.

PiS wiele naobiecywał, z czego jeśli nie zawali budżetu państwa nie będzie się mógł wywiązać w szerszym zakresie. Z prawicy już rozpoczął się atak na rynkowo nastawionych ministrów od gospodarki i finansów ministrów nowego rządu (zanim jeszcze rozpoczęli urzędować). PiS wbrew stereotypom upowszechnianym przez GW nie jest w całości endecki. Jest raczej podzielony na „endeków” i „piłsudczyków” (o ile te archaiczne określenia coś znaczą). I PiS może mieć kłopot ze swoimi endekami. jeśli zacznie ich przyciągać Kukuz’15, gdzie zainstalowały się ugrupowania skrajnie nacjonalsityczne.

Efektem takiego procesu może być powstanie w Polsce sytuacji podobnej do węgierskiej, gdzie Fidesz znajduje się pod naciskiem skrajnej prawicy, jakim jest partia Jobbik (jej powiązania z Moskwą i duginizmem nie ulegają wątpliwości).
Do roli „polskiego Jobbiku”  doskonale nadaje się partia Kukiz’15 (a moskiewski trolling będzie temu pomagał, co jak wydaje już czyni). Łatwo o uzasadnienie.
– ideologia Kukiz’15 jest mętna, antysystemowa, trafiająca najlepiej do młodego i mało wykształconego odbiorcy (np. w zakładach karnych partia zyskała znaczącą większość tamtejszych głosów).
– Już dzisiaj środowisko to jest antyukraińskie i anty-EU z ogólnikowym hasłem walki z systemem
– Jest w niej grupa „narodowców”, którą posiada już kontakty z Jobbikiem.
– Potencjalny zwolennik Kukiz’15 to człowiek młody (w przedziale wieku 18-25), a a więc często bezrefleksyjnie używający internetu i poddatny na wpływ. Może on być „wdzięcznym obiektem” działań trollingowych.
Ataki (hejtując) na  PiS mogą odciągać  bardziej prawicowego wyborcy od tej partii.  Slogany takiej krytyki są już dzisiaj widoczne – „niedotrzymywania przez PiS” obietnic wyborczych, a przez twierdzenie, że jest taki sam jak PO czyli jest częścią „systemu”. Przegrana PO prezentowana jest jako tylko pierwszy etap walki, a drugim etapem ma być usunięcie drugiego filaru systemu jakim jest PiS.
Tegoroczny marsz nacjonalistów to więc pierwsza próba sił między PiS a opozycją z prawa.