Polsko-ukraińskie pojednanie

Pojednanie polsko-niemieckie było możliwe mimo ogromu  polskich ofiar. Pojednanie polsko-ukraińskie wciaż jest trudne, a stara się o to antyukraińskie lobby (często jednocześnie promoskiewskie). Jednym ze sloganów brzmi tak „Niemcom mogliśmy wybaczyć, a Ukraińcy nie e przeprosili”. Slogan ten ten podwójnie fałszywy. Zbrodni niemieckich dokonało ich państwo, wszelkie zbrodnie dokonane przez Ukraińców to tragiczne dzieł części formacji partyzanckiej a nie państwa ukraińskiego, które w tamtym czasie nie istniało. Kłamstwem też jest, że Ukraińcy nie przepraszali.Dla pojednania polsko-niemieckiego arcyważny był gest kanclerza Brandta uklęknięcia przed pomnikiem Getta w Warszawie. Komunści usiłowali ten gesr zlekceważyć. Dziś lobby antyukraińskie i promoskiewskie usiłuje zlekceważyć bardzo podobny w wymowie gest prezydenta Poroszenki – uklęknięcie przed pomnikiem ofiar Wołynia w Warszawie.

Aktów skruchy  i pojednania jest zresztą między Polakami a Ukraińcami wiele. Polacy też mają za co Ukraińców przepraszać. Do polsko-ukraińskiego pojednania wzywa Jan Paweł II.

Reklamy

Stosunki polsko-ukraińskie i ludobójstwo

Uchwała Sejmu RP wprowadza ostatecznie do stosunków polsko-ukraińskich termin ludobójstwo. 60- rocznica Wołynia 43 zaznaczyła się przede wszystkim pięknym wezwaniem polskiego Papieża do pojednania. Od 70-tej rocznicy w roku 2013 naciski by Wołyń 43 nazwać oficjalnie „ludobójstwem” narastały. Wezwaniom tym towarzyszyły argumenty, że pojednanie polsko-ukraińskie dokonać się może tylko „w prawdzie”. Prawdą miało być nazwanie Wołynia 43 ludobójstwem, co miało być stopniem wyższym powszechnie stosowanej nazwy „rzeź wołyńska”.

W nawoływaniu publicznym jakie uruchomiono,  pomijano na ogół fakt, że „ludobójstwo” jest terminem, jaki silnie zakorzenił się w międzynarodowym prawodawstwie. Termin ten nie ma oddawać najwyższego stopnia grozy czy okrucieństwa, ale oddawać szczególną naturę zbrodni. Ludobójstwo to działanie, którego celem jest zniszczenie jakiejś grupy etnicznej poprzez fizyczne unicestwienie.  Choć termin „ludobójstwo” odnosi się często do zbrodni na Żydach (holocaustu – nazwa ta jak wiadomo powstała później), istotą ludobójstwa nie jest rozmiar zbrodni ale jej cel.  Zarazem  nadano „ludobójstwu” szczególną sankcję, jaką jest brak przedawnienia.

Taka konstrukcja prawna budzić może i z konieczności budzi,  dyskusje i wątpliwości. Na przykład „czysta etniczna”, choć może być zbrodnią o ogromnych rozmiarach, nie jest w dominującej interpretacji prawnej ludobójstwem. Tylko w tak skrajnym przypadku jak zbrodnia na Żydach dyskusja milknie. W wielu innych przypadkach danie jakiejś zbrodni etykiety „ludobójstwa”  jest również aktem politycznym. Tak dzieje z określeniem ludobójstwem zbrodni na Ormianach. Terminu tego użyto we Francji, a później w Niemczech, aby odepchnąć Turcję od Unii Europejskiej, co w dużym stopniu również dzięki temu udało się.

Po uchwale Sejmu po stronie ukraińskiej leży polityczna decyzja, czy zechce ona odpowiedzieć pięknym za nadobne. Odwetowe działania AK na mieszanych terenach polsko-ukraińskich mogłoby  być traktowane jako akty ludobójstwa, jeśli posłużyć  formalistyką  prawną i brakiem wrażliwości na tragiczne realia epoki. W oczywisty sposób musiałoby to wzbudzić oburzenie po stronie polskiej. Uchwała Sejmu jest ciosem dla polsko-ukraińskich stosunków, choć jak poważnym okaże dopiero czas. Jeśli strona ukraińska zdecyduje się na to samo sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza. Można obecnie jedynie spekulować, czy antypolskie populistyczne ugrupowania w Wierchownej Radzie pani Timoszenko i pana Leszko zdecydują się na takie działanie. Większościowy nurt ukraińskiej polityki opowiadał się za formułą „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, co de facto uchwała sejmowa odrzuciła.

Nawoływanie do oficjalnego przywołania terminu „ludobójstwo” przebiegało równolegle do rozwijającego się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Warto na to zwrócić uwagę. W oczywisty sposób w dniu, w którym Sejm RP przegłosował uchwałę o ukraińskim ludobójstwie, zwyciężyła nie prawda a  Putin i Moskwa. Wołyń 43 można nazwać ludobójstwem i ma żadnych rozstrzygających argumentów by tego nie uczynić. Zdawać sobie trzeba jednak sprawę, że jakie są konsekwencje wielkich słów. Dzień 11 lipca można było nazwać dniem pamięci, a nawet dniem „rzezi wołyńskiej”. Zdecydowano się na rozstrzygnięcie, które zadowoli tych, którzy Ukrainie i Ukraińcom nie chcą nic wybaczyć, zdusi polskie sumienia, które każe też prosić Ukraińców o wybaczenie, a pojednanie zastąpi nieprzedawnieniem. Ci którzy istotnie chcieli prawdy wkrótce zauważą, że słowo „ludobójstwo” nic do prawdy nie dodaje i nie jest stopniem wyższym terminu „rzeź wołyńska”.

Warto zwrócić uwagę, że dziesięciu posłów nie głosowało za tą ustawą. Wyrażam dla nich ich postawy najwyższych szacunek, bowiem bardzo trudno jest być w mniejszości i nie ulegać wielkim i pełnym emocji słowom.

Polecam także: https://kazwoy.wordpress.com/2014/11/03/krotka-historia-upa-dla-polakow-na-uzytek-dialogu-z-ukraincami/

Ukrainofoby, ich kłamstwa i hipokryzja

Senat (PiS-owska większość) wezwał Sejm (jak są większością to się zdaniem opozycji nie przejmują) do uchwały w sprawie Wołynia 43. Ma być agresywnie i o ludobójstwie. I oni -Ukraińcy są wszystkiemu winni a my Polacy nic, a nic.
                 Ilustracją do tego tekstu jest zdjęcie sprzed lat prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki. Lech Kaczyński, warto to przypomnieć zwolennikom PiS, był inicjatorem wielu aktów polsko-ukraińskiego pojednania. Dziś ci którzy się tak chętnie na niego powołują, podążają w dokładnie odwrotnym kierunku.
                Zwolennicy „twardego” kursu w polityce pamięci wobec Ukrainy twierdzą, że do pojednania potrzebna jest prawda. Dlatego o „rzezi wołyńskiej” trzeba nieustannie z przytupem przypominać. Nie są jednak gotowi równie intensywnie przypominać o antyukraińskich pacyfikacjach w II RP z roku 1930 i 1938. I o samym Wołyniu 43 nie są gotowi do mówienia pełnej prawdy. Chcą widzieć tylko okrucieństwo UPA i nic więcej.
                 Ukrainofoby też   twierdzą, że Ukraińcy nie przeprosili. Z Niemcami mogliśmy się pogodzić –  mówią  -bo przeprosili , a Ukraińcy nie. Jest to oczywiste kłamstwo. Aktów przeprosin ze strony ukraińśkiej jest wiele. Podobnie historiografia ukraińska jest pełna jednoznacznych potępień zbrodni UPA na Polakach. Tylko że ukrainofobii nie chcę tego wiedzieć i niezależnie od tego ile razy Ukraińcy by przepraszali dla nich będzie to za mało.
                Ukrainofoby nie chcą też zauważać jak bardzo ich postępowanie sprzyja Moskwie, która dąży do skłócenia Polaków i Ukraińców, i nie widzą jej inspiracja. Cała działalność proputinowska w Polsce powiązana jest z wybijaniem na plan pierwszy i w agresywny sposób problematyki „rzezi wołyńskiej”.
               Barbarzyńskim natomiast zwyczajem jest manipulowanie pamięcią o zmarłych w bieżących celach, przypominanie o okrucieństwach, po to by zwrócić emocje przeciw żyjącym. Pasja wielu ukrainofobów ciągłej potrzeby przywoływania najbardziej drastycznych obrazów z Wołynia  jest bliższa jakiejś próbie symbolicznej zemsty niż aktowi upamiętnienia ofiar.
              W istocie polsko-ukraińskie pojednanie wciąż postępuje naprzód, stąd też narastajaca histeria tych, którzy wciąż żądają przeprosin (w istocie chodzi im o akt upokorzenia się drugiej strony) i wciąż pisać chcą coraz ostrzejsze deklaracje. Jak ogłoszą oficjalnie, że Wołyń 43  to ludobójstwo to będą dalej żądać stwierdzenia, że było to ludobójstwo wyjątkowe (już się takie elaboracje pojawiły).
              Ukrainofobii twierdzą, że dbają o pamięć o ofiarach. W tradycji chrześcijańskiej i europejskiej pamięć o ofiarach związana z pokojem i pojednaniem. Tego wymagają zmarli.

Nad grobami trzeba się godzić i mówić o pojednaniu.

              Wołyń 43 wciąż wymaga badań historycznych mimo wielkiego wysiłku dokonanego już przez polskich i ukraińskich historyków. Warto tu wspomnieć świetne prace Grzegorza Motyki (atakowanego systematycznie przez ukrainofobów). Po polskiej stronie upamiętnienie tragedii Wołynia 43 wymaga też poszerzenia wiedzy o Ukrainie i to również o Ukrainie współczesnej. Ukrainofoby zaś to ci, którzy o Ukrainie nie wiedzą nic więcej prócz „rzezi”, są ślepi, pielegnują swoją ignorację i ksenofobię i swoje antyukraińskie stereotypy. I w rezultacie jak bardzo są antypolscy.