Moment historycznego rozdroża

Bardzo trudno dziś o komentarz dotyczący sytuacji międzynarodowej, bowiem polityka globalna wydaje się stać na rozdrożu. Czeka się z najwyższym niepokojem czy Putin ruszy na Ukrainę, co może rozpętać niekontrolowany konflikt. Kreml grozi przy tym swoim arsenałem nuklearnym.

Wewnętrzna sytuacja w Rosji zmierza do jakiejś katastrofy z uwagi na stan gospodarki i zupełny brak reform (w elicie władzy dokonują się poważne przesunięcia, których znaczenie trudno jednak ocenić), horyzont takich wydarzeń oddalony jest jednak o kilka lat a może sięga nawet roku 2030. Rosja zarazem zdaje się być tym bardziej agresywna, im jest słabsza.

Putin zdobywa jednak punkty w zadeklarowanej już wojnie z Zachodem, choć czasem zdaje się być to bardziej kwestią przypadku niż zamierzonych działań. Tak jest z pewnością z zamachem w Turcji i przejściem Erdogana na stronę Moskwy (przynajmniej w jakimś zakresie). Wydarzeniem na korzyść Kremla jest niewątpliwie Brexit. Zwycięstwo nieobliczalnego Trumpa w Stanach stwarzało by z pewnością ogromne zagrożenie dla Europy.

Putin prowadzi też, przy ogromnym nakładzie środków wojnę informacyjno-propagandową z Zachodem. Rosja, wykorzystując do tego Internet, jest w tym szalenie innowacyjna i jak dotychczas skuteczna. Te działania Putina zmierzają do wzniecania wszelkich możliwych konfliktów, wzmacniania w społeczeństwach Zachodu najgorszych instynktów (frustracji, ksenofobii, pobudzania marginesów społecznych i ekstremizmów). Putin chce wykorzystać wszystkie słabości Zachodu i umiejętnie wykorzystuje do tego nowy, rewolucjonizujący całą cywilizację światową środek komunikacji jakim jest Internet i sieci społecznościowe. Tak jak nie byłoby terroryzmu, w jego obecnym kształcie bez Internetu, tak też nie byłoby putinizmu.

Putin nie jest  politykiem we właściwym tego słowa użycia, jest natomiast z pewnością bandytą przy władzy. Jedyne narzędzia jakie używa to prowokacja i kłamstwo, a także działania o ściśle kryminalnym charakterze (zabójstwo Litwinienki, terror na Donbasie). Termin putinizm jest o tyle uzasadniony, że ma analogię z terminem hitleryzm. Świat ma do czynienia z wielkim państwem, na którego czele stoi obsesyjna i patologiczna osobowość.

Nie wiemy dzisiaj, czy Putin nie wykorzysta sprzyjającego dla siebie momentu tego lata do poszerzenia wojny z Ukrainą. Może kalkulować, że jego agresja zwiększy szanse Trumpa (ogłosi się on tym, który przyniesie Ameryce pokój z Rosją). Wszystkiego tego w tej chwili nie wiemy.

Jeśli jednak obecna sytuacja dotrwa do jesieni (rozpętania wojny związane jest dla Putina z ogromnym też dla niego ryzykiem) i w Waszyngtonie zasiądzie Hilary Cliton sytuacja dążyć będzie ku przesileniu. Przewaga gospodarcza i technologiczna Zachodu jest kolosalna. Przekłada się to (choć nie bezpośrednio) na przewagę militarną. Zachód uczy się czym jest wojna informacyjna (mnożą się studia i raporty tego dotyczące) i z czasem i z tym się upora. Wtedy Putin zostanie na Kremlu z pustymi rękami. Katastrofa jego imperium będzie nieunikniona.

Taki lub inny rozwój wypadków decydować będzie o bezpieczeństwie Polski, całego naszego regionu i Europy. Trzeba zdawać sobie sprawę, jak ogromną rolę odgrywa w całej tej sytuacji Ukraina. Tak jak Polska wielokrotnie była w jakimś zakresie krajem granicznym dla Zachodu tak dzisiaj jest nim Ukraina. To na jest  dzisiaj murale christianitas.  Wysiłek tego narodu, jego cierpliwość i odwaga może być w wielu momentach kluczowa dla  biegu zdarzeń.

Póki co nie wiemy, co zdarzy się w najbliższych dniach, wstrzymując oddech.

Reklamy

NATO, Rosja, Obama, Tusk i PiS

Szczyt NATO dał wyrazistą odpowiedz na agresywną politykę Rosji. Rozpoczynając swoją awanturniczą politykę takiego zdecydowania Sojuszu Putin nie spodziewał. Swoją ocenę sojuszu muszą też skorygować ci wszyscy w Polsce, którzy powtarzali chętnie stereotypy o naiwnym (a nawet może zdradliwym) Zachodzie. NATO nie żywi wątpliwości, że Rosja jest potencjalnym agresorem i sojusz przyjął strategię odstraszania.

Zawarta umowa USA-UE jest nowym czynnikiem polityki bezpieczeństwa. Wskazuje też jak dużą uwagę przywiązuje Waszyngton do Unii Europejskiej. Wszelkie spekulacje, że amerykanie odwracają się plecami do Europy, ponieważ ich interesy są na Pacyfiku, zdają się już nieaktualne.

Wydaje się, że w tej dziedzinie polityki bezpieczeństwa odnośnie NATO nie ma zasadniczych rozbieżności  między obozem rządowym w Polsce  a opozycją. Ponad 80% Polaków jest też  za członkostwem Polski w NATO a jedynie 3% jest temu przeciwna (choć warto zwrócić uwagę na agenturalne próby kwestionowania członkostwa Polski w NATO z jakich natężeniem miało się do czynienia ostatnio).

Szczyt ma też swoje znaczenie dla krajowe. Każda ze stron chce wyciągnąć z niego korzyści wewnątrz polityczne.  Rząd próbuje się zasługi wstąpienia Polski do NATO przypisać politykom PiS (delikatnie mówiąc są one znikome), co pokazywać ma kuriozalna wystawa pokazana z okazji szczytu, w której pomija się tych polityków III RP, którzy budowali zręby polityki bezpieczeństwa po 1989 i odzyskaniu niepodległości. PiS stara się we wszelkich dziedzinach pokazać,że wszystko zaczyna od nowa i lepiej, stąd teza, że obecny szczyt (przygotowywany rzekomo przez PiS – co jest nie prawdą, bowiem inicjatywa wyszła przed wielu lata od Bronisława Komorowskiego) jest niemal tak samo ważny jak samo wstąpienie do NATO w roku 2000.

Wbrew tym wysiłkom dobry nastrój politykom PiS psuć musi wystąpienie prezydenta Obamy  bez ogródek  mówił o tym, że wspólnota północnoatlatycka opiera na demokratycznych wartościach państwie prawa wyrażając zaniepokojenie tym, co dzieje się w związku w Polsce. Wspólna konferencja prasowa prezydenta Obamy i prezydenta Dudy pokazała też rażący kontrast obu wystąpień.  Można tylko spekulować czy spotkanie prezydenta Obamy z prezydentem Dudą mogła wywrzeć na tego ostatniego jakiś pozytywny wpływ i skłonić go do poważniejszego traktowania swego urzędu.
Widoczną postacią szczytu był natomiast Donald Tusk i to nie tylko z powodu pełnionej przez siebie funkcji. Oczywiste jest, że jest współautorem umowy USA-UE. Jego przemówienia podczas szczytu było wyraziste w sprawach polityki bezpieczeństwa zawierało również aluzje dotyczące wewnętrznej polskiej sytuacji. Zapowiedziane przesłuchanie Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej może okazać się istotnym wydarzeniem politycznym o dalece niekorzystnej wymowie dla PiS i Macierewicza propagującego teorię zamachu. Tusk na szczycie pokazuje się polityk europejskiego wymiaru. Próba niszczenia jego autorytetu może być dla jego przeciwników w Warszawie katastrofalna. W świetle wydarzeń globalnych (a takim jest szczyt NATO) widać małość polityki PiS jest jeszcze lepiej widoczna.

Agresja w zastępstwie polityki

Wojna hybrydowa prowadzona przez Kreml przeciw Ukrainie, choć analizowana przez wojskowych w kontekście działań militarnych, jest przede wszystkim projektem społecznym. Taka jest zasadnicza teza ukraińskiego badacza z Charkowa Ihora Ruszczenko w jego obszernej i dobrze udokumentowanej pracy. Do działań militarnych dochodzi jednie w ostatniej fazie, poprzedzonej długimi i skomplikowanymi działaniami. Celem wojny hybrydowej nie są też przede wszystkim siły zbrojne wroga, ale społeczeństwo strony przeciwnej. Ostatecznym celem tych działań jest wedle Ruszczenki inscenizacja „quasi rewolucji” związanej z przejęciem rządów.  Kraj oponenta podbija się wtedy niejako od wewnątrz, rękami zorganizowanych grup rebeliantów potajemnie wspomaganych z zewnątrz.

Rec.Ігор Рущенко Російсьско-українска гібридна війна. Погляд соціолога. Харків 2015       [Igor Ruszczenko, Rosyjsko-ukraińska wojna hybrydowa. Spojrzenie socjologa, Charków 2015]

Doprowadzenie do tego nie jest oczywiście sprawą prostą i wymaga systematycznych i długotrwałych działań, do których przede wszystkim należy analiza społeczeństwa oponenta (wroga), która pozwana na zaplanowanie jego fragmentaryzacji i głębokiego paraliżu jego organów władzy. Dodajmy, że w rosyjskiej literaturze poświęconej wojnie informacyjnej (propagandowej czy też psychologicznej) nazywa się to dezintegracją.

Ruszczenko zauważa – a jest to przede wszystkim założenie strategów wojny hybrydowej – że żadne społeczeństwo nie jest jednolite, gdy chodzi o poczucie tożsamości, co przy planowaniu wojny hybrydowej wydaje się sprawą podstawową. Można w nim wyróżnić kilka kręgów, podług kryterium podatności na zewnętrzne wpływy propagandowe. Krąg środkowy, centralny stanowią producenci tożsamości danego społeczeństwa. Drugi krąg to obywatele przekonani o legitymizacji porządku własnego państwa. Trzeci krąg stanowią obojętni (w języku ukraińskim idiomatyczne nazywa się ich „watniki” czyli ludzie w waty). I wreszcie czwarty krąg stanowią osoby i grupy społeczne nie odczuwające lojalności wobec społeczeństwa, w którym żyją.

Ze zrozumiałych względów w pierwszy i drugi krąg społeczeństwa budzi mniejszą uwagę agresora, planujące wojnę hybrydową. Najważniejszych jest krąg czwarty, gdzie szukać i odnajdywać można  środowiska gotowe kwestionować porządek społeczny i mające do tego różnorodne motywacje.  Do tego kręgu  należeć mogą ekstremistyczne ugrupowania polityczne (zarówno skrajnie prawicowe jak i skrajnie prawicowe),  członkowie najrozmaitszych nisz społecznych, środowiska, których punkt oparcia czy odniesienie tożsamości leży poza państwem, ugrupowania przestępcze, skrajnie niezadowoleni itd. Ten stosunkowo szeroki margines społeczny zewnętrzni agresorzy chcą zmobilizować. Nie chodzi jednak tylko o ogólne podburzanie i propagandowy wpływ.  W tych marginesowych środowiskach szuka się też potencjalnych prowodyrów, którymi będzie można kierować i zlecać im konkretne zadania. Potrzebni są oni do inscenizacji zbiorowych zajść mających towarzyszyć quasi-rewolucji. Ich masowość, zauważa Ruszczenko winna być jednak ostatecznie pozorna, bowiem chodzi jedynie  o wycinkowy obrazek, jaki będzie można  upowszechniać w mass-mediach.

Ukraiński socjolog zwraca uwagę, że quasi-rewolucja nie ma być w żadnym wypadku wydarzeniem spontanicznym, bowiem wydarzenia spontaniczne i masowe nie poddają się kontroli. Jej prowodyrzy nie mają być ludowymi przywódcami, ale ludźmi jacy działają na polecenie. Dlatego też owa pozorna rewolucja ma być w zasadzie wydarzeniem jednodniowym (Ruszczenko nazywa to dniem „D”), w którym wszystkie uprzednie potajemne działania mają być skoncentrowane.

Krąg „watników” ma być przygotowany do tego, aby poprzez swoją bierność, mógł stwarzać w momencie trwania quasi rewolucji wrażenie rzekomego społecznego poparcia (skoro nie protestowali to znaczy popierają).

Należy zwrócić uwagę, że ta szczególna wizja społeczeństwa, jaka służyć ma  planowaniu wojny hybrydowej, nie odwołuje się w zasadzie do żadnych tradycyjnych teorii podziałów społecznych związanych ze statusem ekonomicznym, wykształceniem czy wyzwaniem  itd. Wszystko to może być wzięte pod uwagę, ale podstawowym kryterium jest szukanie newralgicznych miejsc porządku społecznego, gdzie możliwe rozpętywanie konfliktów a także poszukiwanie środowisk, gdzie rekrutować można osobami, którymi w łatwy sposób będzie można manipulować. Ruszczenko podkreśla przy tym wielokrotnie jak dalece wojna hybrydowa prowadzona przez Putina  ma pod wieloma względami charakter kryminalny i jak działania polityczne krzyżują się i splatają z działalnością przestępczą. W wielu punktach metody wojny hybrydowej przypominają też działania ugrupowań terrorystycznych, szczególnie tam, gdzie używa się prowokacji.

Za wstępną fazę wojny hybrydowej uważa Ruszczenko właśnie dokonanie odpowiedniej analizy społeczeństwa i życia politycznego kraju-oponenta. Istotne jest przy tym ustalenie wszelkich  newralgicznych punktów życia politycznego, konfliktów które można zaognić i możliwości jego fragmentacji. Dopiero z takim planem przejść można do działania.

Druga faza działań wojny hybrydalnej prowadzić ma do pobudzania  chaosu i przynajmniej częściowego paraliżu organów władzy oraz poczucia zagrożenia i strachu wśród pierwszego i drugiego kręgu społeczeństwa.

Quasi-rewolucja to starannie przygotowany przewrót, jaki nastąpić ma w określonym dniu, dokonany przez przygotowanych do tego prowodyrów. W dniu tym nastąpić ma zajęcie budynków administracji publicznej przy zainscenizowanym poparciu ludności (bierności watników i zastraszeniu reszty społeczeństwa). W ten sposób  ma być zainstalowana nowa władza.

Początków wojny hybrydowej Rosji z Ukrainą należy dopatrywać się, zdaniem ukraińskiego badacza już w czasach bezpośrednio   po rozpadzie Związku Sowieckiego, gdy  znacząca cześć elit rosyjskich nie uznała, tego co się stało. U początków wojny hybrydalnej jest swoisty rosyjski rewizjonizm. Konkretne przygotowania rozpoczyna jednak dopiero Putin po roku 2000. Tym samym autor przeczy hipotezie, że agresywna polityka Putina rodzi się w późniejszym okresie i jest wynikiem zapowiadających się trudności gospodarczych. Jest ona wynikiem długiego planowania i od samego początku ma ona właśnie charakter hybrydowy.

Ruszczenko swoje analizy  bogato ilustruje konkretnymi przykładami rosyjskich działań na terenie Ukrainy, przede wszystkim na Krymie a następnie w Donbasie, a także działaniami, które miały doprowadzić do stworzenia Noworosji (działania m.in. w Charkowie, Mikołajowie, Odessie itd.).

W szczególności ciekawa jest interpretacja Ruszczenki dramatycznego finału Euromajdanu. Ukraiński socjolog twierdzi, że po tragicznych wydarzeniach w Kijowie 20 lutego, gdy Janukowycz udał się do Charkowa, miała się tam zebrać większość Rady Najwyższej, że Kijów został opanowany przez terrorystów. Miano też brać pod uwagę wezwanie rosyjskiej pomocy. Działania Rady Najwyższej wraz prezydentem miałyby wszelkie pozory legalności i paraliżowałyby możliwości protestów z Zachodu. Dlaczego plan ten nie powiódł się? Zadecydowała o tym nie tyle kunktatorska co strachliwa postawa Juszczenki. Chcąc się zabezpieczyć na wszystkie strony został on o dzień dłużej w Kijowie i zawarł rodzaj ugody z przedstawicielami majdanu. Tym samym zdezorientował wielu własnych zwolenników, którzy wyczekując nie zjawili się w Charkowie (skąd nie było tam większości Rady Najwyższej). Ugoda Juszczenko-Euromajdana obdarzyła też legalizmem wydarzenia w Kijowie. Gdy Janukowicz opuścił stolicę można było ogłosić jego impeachment a przewodniczący Rady Najwyższej Turczynow mógł objąć obowiązki głowy państwa. Starannie przygotowana intryga spaliła na panewce.

Interpretacja Ruszczenki zdaje się tłumaczyć przynajmniej w części ostatnią fazę ówczesnych wydarzeń. Po pierwsze w nowym świetle dostrzec można działania snajperów na majdanie, co doprowadziło do niemal stu ofiar śmiertelnych. Jest coraz więcej przesłanek, że tego zbrodniczego czynu dopuścili się  członkowie rosyjskich jednostek specjalnych. Ta bezsensowna zbrodnia może się wydać celowa, tylko jeśli założy się, że miała spowodować wrażenie totalnego chaosu. Interpretacja Ruszczenki tłumaczyć też może inne wydarzenie o znaczeniu raczej epizodycznym ale jednak wielce charakterystyczne. Chodzi o pogardliwą wobec Janukowycza wypowiedz Putina w jego wystąpieniu następującym zaraz po ucieczce Janukowicza do Rosji. Ukraiński były prezydent wydaje się być w oczach Putina agentem, który nie umiał wypełnić powierzonego mu zadania.

Wedle interpretacji Ruszczenki dalsze wydarzenia, jakim jest zajęcie Krymu a następnie zainicjowanie terrorystycznych działań w Donbasie, nie są odpowiedzią Putina na zwycięstwo Euromajdanu, ale upartym kontynuowaniem planu Noworosji,  jaki już wcześniej i od dłuższego czasu był przygotowywany. Istotnie z perspektywy czasu trudno sobie wyobrazić, że projekt Noworosji pojawił się ad hoc w kwietniu/maju 2014 roku.  Warto w tym kontekście przypomnieć też rzuconą w rozmowie z min. Sikorski uwagę Putina czy Polska nie chciała by powrócić do Lwowa, co miało miejsce w roku 2008.[1]

Putin zdaje się realizować z uporem z góry ułożony plan, mimo że zmieniającej się sytuacji i mimo pojawiających się nowych okoliczności. Dlatego też, gdy pojawiają się trudności, posuwa się do przemocy, choć jej użycie będzie prowadziło skutków odmiennych od zamierzonych.

Ruszczenko  jest zdania, że u początków planowania wojny hybrydalnej jest tworzenie obrazu atakowanego społeczeństwa a do planowania  wojny hybrydowej najmuje się socjologów, psychologów społecznych i historyków w nie mniejszej mierze niż wojskowych.  W przypadku agresji na Ukrainę istotną rolę odgrywało w Rosji przekonanie, że rosyjskojęzyczni Ukraińcy skłonni są poprzeć właśnie Rosję. Mogło im się wydawać, że mając ogromne wpływy w armii ukraińskiej i tajnych służbach, które od niedawno zyskały odrębność od moskiewskiej centrali, zainicjowanie quasi-rewolucji będzie czymś stosunkowo łatwym. Ukraina i ukraińskie społeczeństwo zdawało się być niemal idealną ofiarą planowanej metodami wojny hybrydalnej agresji.

Ukraiński socjolog zadaje też pytanie, dlaczego Kreml nie odniósł w niej sukcesu. Jego zdaniem zdecydowały o tym dwa czynniki.

Przede wszystkim narodowe przebudzenie na Ukrainie, które dawało  masowe poparcie demokratycznym przemianom. Działania Kremla okazywały się kontra produktywne bowiem pobudzały ten ruch, a prawdziwie masowy charakter ukraińskiego ruchu uniemożliwiał manipulację. Majdanowi usiłowano z inspiracji Kremla przeciwstawić „antymajdan” czy też lokalne „antymajdany”, które jednak zmuszone w niemal śmieszny sposób naśladować symbolikę majdanu nawet tam gdzie nie posiadała ona dla nich żadnego znaczenia (np. palanie opon w miejscach gdzie nie dochodziło do żadnych walk). Wiara Kremla we wszechmoc propagandy i manipulacji zderzyła z prawdziwie obywatelskim ruchem.

Ukraiński socjolog nie odwołuje się w swoich analizach do rozważań nad użyciem Internetu, który uważany jest przez wielu badaczy za istotne narzędzie wojny hybrydowej. Być może niezwykła dynamika wydarzeń w konflikcie rosyjsko-ukraińskim skłania go do takiego podejścia.  Zarazem jednak, metody wojny hybrydowej, które opisuje,  wydają się być bardzo podobne do działań w Internecie. Wskazują na to analizy dotyczące takich rosyjskich działań na obrębie sieci społecznościowych takich krajów takich Polska, Węgry czy ostatnio Niemcy. Pozwala to zadać pytanie, w jakim stopniu analiza wojny hybrydowej, jakiej dokonuje Ruszczenko,   odnosi się do szerszego zjawiska jakim jest wojna propagandowa prowadzona przez Krem przeciw wielu krajów Zachodu i Zachodowi w ogólności. Manipulowana inscenizacja przegrywała z autentystycznym ruchem społecznym.

Oczywiście Ukraina stanowi przypadek szczególny, ponieważ składnikiem toczonej tam wojny hybrydowej jest bezpośrednie użycie  przemocy  i na koniec  jak najbardziej tradycyjne działania wojenne, mimo że jest to wojna niewypowiedziana. Niekonwencjonalna wojny prowadzona przez Kreml przeciw Ukrainie ma ostatecznie bardzo tradycyjny cel – zdobycz terytorialną.

Zdobycie politycznego wpływu i przewagi poprzez dezintegrację opinii publicznej oponentów może być jednak celem samym w sobie w polityce międzynarodowej.  Pobudzenie konfliktów i niepokojów społecznych, mobilizacja i wspieranie środowisk ekstremistycznych, zwracanie się do niezadowolonych i budowanie „antysystemowych” nastrojów są metodami, jakie Kreml w oczywisty sposób stosuje.  Internet pozwala zarówno na masowe oddziaływanie jak i docieranie do konkretnych osób szczególnie podatnych na taki typ propagandy. Nie oznacza to, że działania takie ograniczają się tylko do Internetu. Prowokacje takie jak rzekome porwanie rosyjskiego dziecka w Berlinie łączą się ze zmasowanym „obróbką” w Internecie, upowszechnianiem kłamstwa, którego nie sposób we wszystkich miejscach sprostować, następnie demonstracją „rosyjskiej mniejszości” przed Bundestagiem. [2]

Metody wojny hybrydowej opisywane przez Ruszczenkę mogą też być przeniesione do polityki międzynarodowej w stosunkach wielostronnych.  Celem bowiem  może być  nie tylko dezintegracja czy fragmentyzacja danego społeczeństwa ale także o wywołanie napięć i konfliktów między społeczeństwami i w konsekwencji państwami poprzez masowe przywoływanie  negatywnych stereotypów, napięć z przeszłości czy zwyczajnie kłamstwa. Przykładem tego może być działania skierowane przeciw Ukrainie w polskim Internecie przywołujący w agresywny sposób  tragiczne wydarzenia na Wołyniu z 1943 roku (tzw „rzeź wołyńska”), mające wywoływać napięcia w  stosunkach polsko-ukraińskich.

Analiza rosyjsko-ukraińskiej wojny hybrydowej”, jaką przeprowadza ukraiński badacz, może  więc mieć, jak się wydaje, znacznie szersze zastosowanie i ułatwiać lepsze zrozumienie wrogich działań Kremla wobec wielu krajów Zachodu. W tym kontekście warto byłoby  bliżej przyjrzeć się, na co nie ma w tu miejsca, rosyjskiemu obrazowi Zachodu i zachodniej demokracji. Niestanne napięcia i ujawniające się konflikty społeczne, co tak charakterystyczne jest dla otwartych społeczeństw, interpretowane są jako narastający chaos, upadek i dekadencja. Dla planistów z Kremla taka interpretacja, tego co dzieje się na Zachodzie, czyni go idealnym obiektem wojny hybrydowej. Wszystkie te napięcia i konflikty należy jedynie umiejętnie wzmocnić aby Zachód istotnie upadł.

Prowadzi ona też do dalszego pytania, dotyczącego zachowań Kremla. Wedle znanej formuły Clausewitza wojna jest przedłużeniem działań politycznych. W świetle jednak wydarzeń na Ukrainie i obecnego konfliktu z Zachodem, to co czyni Kreml wydaje się zastąpieniem wszelkiej tradycyjnej polityki wojną hybrydową. Chodzi więc nie tylko o nowy sposób prowadzenia wojny, ale nowy sposób prowadzenia polityki, który opiera się na przekonaniu, że manipulacja i agresywna propaganda są zasadniczymi sposobami osiągania własnych celów. Wojna nie jest już przedłużeniem polityki, a polityka jest jedynie maskowaniem prowadzonej wojny.

 

[1] http://natemat.pl/121105,putin-osobiscie-zaproponowal-tuskowi-rozbior-ukrainy-lwow-jest-polski-zalatwmy-to-razem

[2] http://www.spiegel.de/politik/deutschland/berlin-angeblich-vergewaltigte-13-jaehrige-war-bei-bekanntem-a-1074642.html patrz także: http://www.rbb-online.de/panorama/beitrag/2016/01/13-jaehriges-maedchen-vorwurf-entfuehrung-vergewaltigung-berlin-marzahn.html

Rosyjska wojna informacyjna 3.0

Nasza cywilizacja dostała do ręki nowe narzędzie komunikacyjne – Internet. Jest ono wykorzystywane przez putinowską Rosję w sposób inteligentny, perwersyjnie twórczy i szalenie niebezpieczny. Tu raczej nie chodzi o wojnę informacyjną, bo też informacji jest tam mało. Króluje za to dezinformacja. Uważam, że nie doceniamy strony rosyjskiej.

Każdy kto wejdzie do moskiewskiej księgarni, znajdzie bez trudu duży dział zatytułowany „politologia”. Kłują nas tam w oczy tytuły „Wojna hybrydalna 3.0”, „Wojna informacyjna”, „Wojna psychologiczna”… Wojna psychologiczno-propagandowa jest tam opisana dość precyzyjnie. To znaczy, możemy bez trudu odnaleźć jej scenariusze w codziennej rzeczywistości.

——–

Artykuł opublikowany na łamach „Para Bellum – Niezależny Magazyn Strategiczny”.

——–

Związek Radziecki dysponował ideologią komunizmu, którą usiłował propagować. Z czasem stało się to szalenie mało przekonujące, ale do końca niemal próbowano starano się przekonywać o „wyższości komunizmu nad kapitalizmem”. Dziś w Rosji mamy do czynienia z innym zjawiskiem, z propagandą skierowaną do wewnątrz, mówiąca o „wielkości Rosji”. Z gruntu szowinistycznej. Niestety, musimy sobie uzmysłowić, że w te bzdury wierzy przeciętny Rosjanin. Nam natomiast nie-Rosjanom funduje się coś zupełnie innego.

Poszczególne kraje atakowane są w taki sposób, by zdezorganizować opinię publiczną za pomocą dezinformacji. To nie ma nic wspólnego z bezpośrednimi, otwarcie wyrażanymi celami polityki rosyjskiej. Chodzi o to, by Polacy nienawidzili Ukraińców, a Ukraińcy nienawidzili Polaków. Chodzi o to, by Niemcy byli podburzeni przeciw polityce Angeli Merkel. Chodzi o to, by poszczególne kraje Europy czuły się zagrożone islamem. W Niemczech będzie to hasło antyfaszyzmu, bo jest ono związane z wojną, a u nas będzie chodziło o banderowców. Inaczej będzie to wyglądało w Słowacji, a inaczej – w Czechach.

Po drugiej, rosyjskiej stronie internetowego kabla siedzą psycholodzy, historycy i socjolodzy. Zastanawiają się oni, jak wewnętrznie skłócać oponentów w krajach będących przedmiotem ataku. A zatem, nie jest to żadna propaganda.

Internet stworzył zupełnie nowe relacje w stosunkach społecznych. Na początku to była zabawa, wymyślona w garażu przez kilku hipisów. Tak jak Gutenberg drukując klockami pierwsze strony Biblii, nie zdawał sobie sprawy, że dokonuje rewolucji, tak pojawienie się Internetu niesie z sobą nieprawdopodobne skutki cywilizacyjne, których nie potrafiliśmy przewidzieć.

Dzięki Internetowi można trafić do kraju-oponenta, do każdego domu i każdego mieszkańca. Co przedtem nie było możliwe. Przed atakiem następuje rozpoznanie słabych punktów opinii publicznej, miejsc gdzie najłatwiej i najboleśniej można ją zdezorganizować. Potem wystarczy założyć fałszywe portale, zorganizować trolli i liczyć na naturalny idiotyzm sporej części społeczeństwa. Użyteczni kretyni powtórzą najgłupszą informację. Nie zdając sobie z tego sprawy, będą pełnić funkcję broni dywersyjnej.

W fachowej literaturze rosyjskiej znajdziemy, często powtarzane hasło „prawo-lewo”. Chodzi o to by podburzyć wszelkie marginesy. W Polsce są wspierani narodowcy oraz wszelkie elementy postkomunistyczne. To dla rosyjskiego ataku wszystko jedno. Pamiętajmy, że celem jest zdezorganizowanie opinii publicznej. A kogo można najłatwiej podburzyć? Motłoch! Tak nazywa najsłabsze ogniwo społeczne Hannah Arendt. Chodzi o to, by motłoch, ze swą głupotą i agresywnością, znalazł się w centrum opinii publicznej.

Europa, wedle założeń Moskwy, jest dekadencka i dlatego ma upaść. Jeżeli podburzy się motłoch i głupotę, to Europa unijna, demokratycznych i wolnych społeczeństw (pojęcia puste dla moskiewskich czynowników) upadnie. Jednak, mimo, że Moskwa chce mobilizować z hołotą, narzędzi do sterowania nią używa zaiste subtelnych.

Można namówić idiotę, ślęczącego po nocach przed laptopem, by pojechał do Doniecka. Tak jak islamiści skutecznie namawiają młode Europejski, by rzuciły wszystko i wyjechały do Iraku. Dlaczego? Bo działa „digital density” – gęstość środowiska internetowego. Jeśli wchodzę do Internetu, bo zainteresowałem się Wołyniem, to choćbym nie wiem co zrobił, zawsze trafię na strony, które będą mnie przekonywać, że Ukraińcy nigdy nie przeproszą, a my nigdy nie wybaczymy.

To niestety działa, bo jest dobrze zrobione. Do pewnego stopnia, wobec takiej agresji, jesteśmy bezbronni.

A zatem, nie sama analiza tej wojny psychologicznej, jest najistotniejsza. Najważniejsze jest to, że nie opanowaliśmy narzędzia, jakim jest Internet. Wciąż za mało o nim wiemy. Internet jest całkowicie nowym i szalenie niebezpiecznym narzędziem. Początkowo był utopią powszechnej komunikacji. Dziś stał się sferą bezlitosnej i niebezpiecznej gry.

Wygrana wojna psychologiczna kończy się agresją militarną. To nie dzieje się „zamiast”. Celem wojny psychologicznej jest przygotowanie do agresji militarnej. Jeżeli zatem dostrzegamy natężenie działań dezinformacyjnych, to powinniśmy się zastanawiać czy niebem nie pójdzie za nimi tradycyjny atak. Na Ukrainie nie było dalszej agresji, bo Rosja przegrała wojnę propagandową.

Dziś mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją, bo cała Europa podminowana jest problemem uchodźców. I to jest główny cel zmasowanego ataku. Doskonale przeprowadzono akcję dezinformacyjną, przekonującą, że w Szwecji muzułmanie gwałcą kobiety. Pozakładano „fake’owe” strony po angielsku. A informacje stamtąd błyskawicznie podchwyciły polskie portale. Efekt jest taki, że na Nowym Świecie spotykam dżentelmena, który oczywiście nie ma nic przeciw uchodźcom, ale… przecież oni gwałcą!

Lecz cała ta konstrukcja opiera się nie na tym, że oni są tacy sprytni. To, niestety my jesteśmy tacy głupi. Ten przekaz odwołuje się wszakże do tego, co gdzieś tam jest uśpione w naszych głowach.

Jedyną możliwą obroną jest mobilizacja intelektualna dla stworzenia przestrzeni publicznej, która w taki hybrydowy sposób nie może być atakowana. Jeżeli nie obronimy się w wojnie psychologicznej, przegramy również starcie militarne.

 

Wojna hybrydalna Putina – odmiana syryjska

Rosyjska interwencja w Syrii może być interpretowana jako wielki powrót na Bliski Wschód a tym samym i do wielkiej globalnej gry jako światowe mocarstwo. Byłoby to spełnieniem neomocarstwowych ambicji Moskwy i może być, zdaniem niektórych komentatorów, wstępem do dalszych agresywnych działań skierowanych przeciw Zachodowi.
Putin podejmując działania w Syrii zdaje się osiągać na raz kilka istotnych celów.
Po pierwsze wspiera słabnącego prezydenta Assada, wiernego sojusznika Moskwy, i tym samym dając do zrozumienia innym potencjalnym koalicjantom, że Moskwa jest wiarygodnym partnerem.
Budowa koalicji Irak-Iran-Moskwa zaskoczyło Waszyngton, tym bardziej iż rząd w Bagdadzie zdawał się być tak bardzo zależny od amerykańskiej pomocy a deal z Iranem zdawał się znaczący rozwiązywać problemy USA z Teheranem.
Następnie bombardując przede wszystkim siły demokratycznej opozycji wobec Assada Putin jak się wydaje chce ją całkowicie wyeliminować. Na tamtejszym teatrze wojennym pozostały by wtedy wyłącznie siły Assada wspierane przez Moskwę oraz państwo islamskie. Zachód miałby tylko taki wybór kogo popierać, a Putin przekonywująco mógłby głosić, że z dwojga złego lepszy jest Assad.
Nagłe zjawienie Moskwy na Bliskim Wschodzie odwraca też uwagę od agresji rosyjskiej na Ukrainie. Ta intencja Putina było widoczne podczas ostatniej sesji ONZ, a czasowe następstwo wydarzeń (najpierw news o interwencji w Syrii, następnie przemówienie w ONZ) starannie wyreżyserowane.
Wedle niektórych komentatorów celem działań Putina na Bliskim Wschodzie może być, poprzez wywołanie niepokoju w tym regionie, spowodowanie wzrostu cen ropy, co jest słabnącej gospodarce rosyjskiej tak bardzo potrzebne.
Następnie Putin wzmagając kryzys w Syrii i bombardując tereny opanowane przez opozycję demokratyczną, które leżą w pobliżu granicy tureckiej wzmaga kryzys migracyjny. Tutaj właściwym celem działań Moskwy wydaje się już nie Bliski Wschód a Unia Europejska. I to być może jest celem niemal zasadniczy. Putin uparcie dąży do zdezorganizowania UE a przez to i NATO. Na kryzys migracyjny Europa reaguje nerwowo i wydaje się znacznie głębiej podzielona (podziały przebiegają zarówno między krajami jak wewnątrz społeczeństw) niż nawet w sprawie Ukrainy. Kryzys ten istotnie zdaje się zagrażać jedności europejskiej.
Wszystko mogłoby wykazywać, że Putin okazał się nadzwyczaj zręcznym graczem, który jednym zdecydowanym i zaskakującym posunięciem potrafi przeorientować na własną korzyść całą politykę globalną. Wyglądać to może nawet na kontynuację jakiegoś misternego i długofalowego planu. Tak zresztą gotowi są widzieć Rosję wszyscy ci, którzy patrzą na nią z historycznej perspektywy jako wielki i niezmienny twór.
Są jednak argumenty jest wprost przeciwnie. Są głosy, że interwencja w Syrii może być podobną pułapką dla Federacji Rosyjskiej jak był niegdyś Afganistan dla Związku Sowieckiego.
Po pierwsze wprowadzenie rosyjska wojska na Bliski Wschód antagonizuje Moskwę z Turcją i znaczną częścią świata arabskiego a przede wszystkim z Arabią Saudyjską. Moskwa zyskusje więc narzędzie manipulacji Bliskim Wschodem ale też robi sobie potężnych wrogów.
Wrogiem dla Rosji nader niebezpiecznym mogą, które Putin w tej chwili prowokuje, mogą być radykalne ugrupowania islamskie. Do nich należy m.in. Al-Kaida, która walczy z reżymem Assada (jako Front Nusra). Już teraz przywódcy tych ugrupowań ogłosili Rosję za wroga przypominając nota bene o klęsce Rosjan w Afganistanie.
W Syrii nie ma też łatwej drogi do spektakularnego zwycięstwa militarnego. Rosyjskie wojsko może zacząć ponosić straty a obraz rosyjskiego żołnierza w rękach rzeźników z ISIS może wywrzeć poważny na rosyjską opinię publiczną nawet jeśli władze na Kremlu bardzo będą pilnowały aby takie obrazy do niej nie docierały.
Interwencja Rosji nie musi wcale przyczynić się do wzrostu cen ropy. Jeśli news o wejściu Rosjan był przyczyną wzrostu cen o 3-4$ to po pierwsze nie jest jasne, że nie jest to chwilowe wahanie a poza tym ropa musiała by wzrosnąć o 30-40 $ aby ratowało to słabnącą gospodarkę rosyjską zapadającą się w coraz głębszy kryzys. Taki wzrost cen jest jednak mało prawdopodobny.
Należy też powiedzieć, że koszty czysto finansowe interwencji rosyjskiej muszą być bardzo wysokie. Nawet bardzo skromna kalkulacja każe mówić o 4-6 mlrd $ w skali roku. Interwencja w Syrii przyspieszyć może wyczerpywanie się finansowych zasobów Kremla.
Również manewr odwrócenia awanturą w Syrii uwagi od agresji na Ukrainę nie musi być udany. Zachód z powodów prawnomiędzynarodowych nie może całkiem zapomnieć o aneksji Krymu i sytuacji w Donbasie. Interwencja w Syrii może natomiast wzmóc przekonanie, że obecny przywódca Kremla jest nieobliczalny i niebezpieczny.
Putin pewnie by chciał, by cały świat skupił swoją uwagę na Bliskim Wschodzie a sytuacja na Donbasie stała się konfliktem zamrożonym. Ukraina to jednak nie Gruzja i nie Kaukaz a Krym i Donbas to nie Górny Karabach i Osetia. Konflikt z Ukrainą, nawet jeśli wejdzie on w stanie chroniczny, będzie poważną chorobą dręczącym bardziej Moskwę niż Kijów.
Można więc dojść też do wniosku, że Putin bardziej polega na własnych zdolnościach propagandowej manipulacji niż na chłodnej kalkulacji politycznej. Napina mięśnie w istocie zaś robi w majtki. Kiedy wojna hybrydalna prowadzona na Ukrainie nie tylko nie przyniosła mu sukcesu ale wpędziła w nie małe tarapaty, Putin ratuje się ucieczką do przodu czyli do Syrii. Jeśli i tam dozna porażki Syria może być dla Moskwy istotnie drugim Afganistanem.

Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą intensywne działania o wcale nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w tamtejszej literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”.

  1. Kreml rozbudował „teorię wojny informacyjnej” czyniąc z niej istotną część „wojny hybrydalnej”.
  2. Kreml zaskoczył Zachód swoją aktywnością propagandową, w umiejętny i zawansowany sposób wykorzystując w swych działaniach Internet.
  3. W Rosji inwestuje się ogromne środki w działania propagandy. Obszarem oddziaływania jest sama Rosja, Ukraina i prawie wszystkie kraje Zachodu.
  4. Zasadniczym przesłaniem kremlowskiej propagandy jest nie tylko konieczność odbudowy imperium rosyjskiego ale także ukazanie dekadencji demokratycznych społeczeństw Zachodu. Przeslanie to ma uzasadnić konieczność zmiany cywilizacyjnej na całym kontynencie, jakiej przewodzić ma Rosja.
  5. Propaganda Kremla służy zarówno kłamstwu w przekazie bieżących wydarzeń, jak i dezintegracji społeczeństw Zachodu oraz długofalowemu kształtowaniu postaw rekrutowanych elitarnych zwolenników.
  6. Propaganda Kremla zaadresowana jest w dużej mierze do środowisk marginesowych, zarówno skrajnie prawicowej jak i skrajnie lewicowej (lub postkomunistycznej) orientacji, a także amorficznych środowisk „oburzonych” i gotowych kwestionować „system” na Zachodzie.
  7. „Wojna informacyjna” prowadzona z pomocą Internetu skorelowana jest silnie z tradycyjną działalnością agenturalną.
  8. Oddziaływanie kremlowskiej propagandy jest szczególnie niebezpieczne w sieciach społecznościowych, gdzie ma trafiać przede wszystkim do młodszych odbiorców o nieukształtowanych jeszcze poglądach i osobowości.
  9. Działania w Internecie – świecie wirtualnym – mają prowadzić do działań w świecie jak najbardziej rzeczywistym. Ostatecznym celem wojny informacyjnej nie jest tylko sukces propagandowy, lecz wygranie wojny, zdobycz terytorialna, wpływ i władza. Działania militarne Kremla są ściśle skorelowane z działaniami propagandowymi. Sukces w wojnie propagandowej wyprzedza decyzje o działaniach militarnych.
  10. Jednym z metod polityki powstrzymania Kremla powinna być adekwatna odpowiedz na jego działania propagandowe. Wymaga to zarówno odpowiedniej refleksji teoretycznej dotyczącej Internetu, jak i reakcji władz poszczególnych państw wspierających społeczną aktywność w Internecie.

 

 Wojna psychologiczna i dezintegracja społeczeństwa

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Nazwano to zjawisko wojną hybrydalną, zwracając przy tym początkowo uwagę na militarną stronę zagadnienia, którą symbolizują przysłowiowe już „zielone ludziki”.

Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą także, co zaczęto coraz silniej zauważać, intensywne działania o nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”. Główni teoretycy tej wojny to ideolog wielkorosyjskiego nacjonalizmu Aleksander Dugin, oraz były wysoki oficer z „frontu informacyjnego” Igor Panarin. „Rosyjscy autorzy pod pojęciem „wojna informacyjna” – pisze analityk OSW Joanna Darczewska – rozumieją oddziaływanie na masową świadomość w międzypaństwowej rywalizacji systemów cywilizacyjnych w przestrzeni informacyjnej (…) Niejako z definicji mieszają w ten sposób porządek militarny z pozamilitarnym, a technologiczny (cyberprzestrzeń) ze społecznym (przestrzeń informacyjna) bezpośrednio nawiązując przy tym do zimnej wojny i wojen psychologicznych między Wschodem a Zachodem” [i] Wg Parina wojna informacyjna prowadzona jest na wzór operacji wojskowych i jest planowaną manipulacją.

——————————————————————

Spis treści

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”. 4

Rosyjski trolling w polskiej sieci 8

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”. 8

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”. 9

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”. 11

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”. 12

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”. 12

Asocjacja „nie bądź rusofobem”. 13

Putinowska polityka wpływu w Polsce. 13

Kultura polityczna a wojna informacyjna. 14

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę. 17

Rekomendacje. 17

————————————————————————

 

Ową wojenną machiną propagandową mają rządzić następujące zasady: masowego i długotrwałego działania, zasada informacji pożądanej (niezależnie od stanu faktycznego powtarza się określoną, przydatną dla obrazu propagandowego informację), zasada emocjonalnego pobudzenia (doprowadzenie do takiego stanu, by działali bez większego namysłu – wręcz irracjonalnie), zasada zrozumiałości (przekaz jest uproszczony, w czarno-białych barwach), zasada rzekomej oczywistości (zawiera asocjacje z powszechnie znanymi stereotypami i mitami). Inaczej mówiąc chodzi o

fabrykowania informacji, fragmentyzację opinii publicznej, zastraszanie i stwarzanie wrażenia, że niewielka mniejszość jest większością, wprowadzanie chaosu w kanały komunikacji pluralistycznego, z natury otwartego społeczeństwa, która dla putinowskiej Rosji traktowane jest jako główne zagrożenie. [ii]

W dużym stopniu we współczesnej rosyjskiej wojnie informacyjnej zastosowanie mają dobrze znane praktyki propagandowe totalitarnego państwa. Porównanie więc propagandzistów Putina z Goebelsem nie jest więc jedynie retoryczną przesadą, choć wcześniejsze wzorce propagandy bolszewickiej i stalinowskiej są tu chyba istotniejsze. Całkowicie nowym czynnikiem jest jednak użycie w „wojnie informacyjnej” internetu. Bynajmniej nie chodzi o samą techniczną zdolność powielania informacji (czy raczej dezinformacji), jaką daje internet. Internet (web/sieć) stwarza zupełnie nowe struktury komunikacji społecznej, zmienia głęboko i we wciąż niezbadany sposób strukturę społeczeństwa, stwarza nowe mechanizmy psychospołeczne. „Wojna informacyjna” jest projektem propagandy odwołującym się do znacznie głębszych mechanizmów.

Wbrew tym teoretykom internetu, którzy są idealistycznymi wyznawcami cyberutopizmu[iii] – wyobrażeniu sieci jako gigantycznego wielkiego forum, gdzie wypowiadać się może swobodnie opinia publiczna – ma on być wykorzystany do agresji, wzmagając tendencje dezintegracyjne i stając się narzędziem kwestionowania ładu demokratycznego otwartych społeczeństw. Osiągnięcia dotychczasowych teoretyków Internetu są przekuwane na narzędzia masowej dezinformacji jak np. zasada „roju/ula” (ang. Hive). Internet traktowany jest jako narzędzie, dzięki któremu zasadnicze treści mają być dyktowane przez „liderów opinii’ poprzez odpowiednio skonstruowane „węzły sieci”. Można powiedzieć, że rosyjscy propagandyści tworzą nową alternatywną koncepcję wykorzystania Internetu jako narzędzia agresji, całkowicie przeciwną do wyobrażeń cyberutopizmu[iv].

Przykładem takiej sieci i systemu węzłów jest środowisko internetowe Aleksandra Dugina, składające się z kilkudziesięciu wzajemnie powiązanych portali,. Stanowi to bardzo silne narzędzie oddziaływania w rosyjskiej sieci, a w konsekwencji w rosyjskim społeczeństwie. Jego psychologiczna intoksykacja nacjonalizmem i postsowieckim rewizjonizmem (chęcią odzyskania imperium i sfery wpływów i dominacji) jest w dużym stopniu sukcesem „wojny informacyjnej”, jaką prowadzi Kreml przeciw własnemu społeczeństwu.[v] Podobne narzędzia „wojny informacyjnej” wprowadzane są w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym również z duża intensywnością w Polsce.

Ten szczególny sposób uprawiania propagandy otrzymał już swoją nazwę trollingu [vi]. Zasady funkcjonowania trollingu nie stały się jednak dotychczas przedmiotem pilniejszej uwagi i studiów [vii], choć zjawisko zostało już szeroko zauważone.

Najbardziej powierzchowna i potoczna obserwacja widzi w trollingu kłamstwo, jakie dzięki Internetowi, może być masowo upowszechnianie. W istocie jednak trolling jest bez porównania bardziej złożonym zjawiskiem i nie sposób zrozumieć go bez szerszego kontekstu społecznego oraz bez właściwego zrozumienia jego psychospołecznych mechanizmów.

Na najbardziej elementarnym poziomie trolling jest rozsyłaniem w Internecie memów [viii] – jak w socjologii Internetu nazywa się jednostkę treści (może być to jedno zdanie, obraz, symbol, niekiedy też nieco większa objętość treściowa). Trolling wydaje się być zabiegiem przede wszystkim technicznym wykorzystującym Internet, aby w prosty i szybki sposób dotrzeć do dużej ilości odbiorców z propagandową, a więc kłamliwą informacją. Nie to jednak stanowi dostateczną i trafną charakterystykę toksycznych memów.

Dla przykładu do zwolenników francuskiej prawicy rozsyłane są memy z treściami mówiącymi o obronie chrześcijaństwa, do postkomunistycznej lewicy w Niemczech memy odwołujące się do pacyfizmu mówiącymi o obronie pokoju zagrożonego amerykańskim militaryzmem, na Słowację z treściami mówiącymi o niemieckiej dominacji UE itd). Celem nie jest tutaj przekonanie wszystkich odbiorców do jednego, spójnego zespołu treści. Dlatego treścią trollingu nie jest żadna ideologia dawnego typu, taka, jaką był komunizm. Pierwszorzędnym celem trollingu jest zdezorganizowanie i zmanipulowanie opinii publicznej wroga i dezorganizacja społeczeństwa, nie zaś agitacja na rzecz jakiej konkretnej idei. [ix] O ile tradycyjne działania propagandowe odwołujące się do zwartej i w miarę jednolitej ideologii mają przekonywać i dążyć do tego, aby dana społeczność skupiła się wokół jakiejś idei, to zadaniem trollingu jest przede wszystkim dezintegracja społeczna. Treści propagandowe kierowane do różnych środowisk i różnych często przeciwstawnych treściach mają dzielić, prowokować konflikty, wywoływać spory (np.: mem „rzeź wołyńska” ma wzmacniać antagonizm polsko-ukraiński i stwarzać wrażenie, że władze lekceważą pamięć o ofiarach).

Toksyczne memy mają więc znacznie bardziej skomplikowane zadanie od zwykłego kłamstwa. Rozsyłane są w bardzo różne miejsca i mają trafić do różnych środowisk często o absolutnie sprzecznych poglądach. Toksyczne memy są więc szalenie zróżnicowane, mają spełniać bardzo różne zadania, poszczególne ich odmiany przeznaczone są do różnych odbiorców.

Należy przy tym zauważyć, że trolling w zasadzie nie tworzy nowych treści, lecz jedynie wzmacnia już istniejące, dokonując istotnego wyakcentowania jednych treści kosztem innych.

Dezintegracja opinii publicznej ma wywołać poczucie niepewności i braku zaufania. Głos ma zabrać anonimowy, sfrustrowany i osamotniony osobnik, współtworzący łatwy do manipulowania motłoch („mob” – kategoria motłochu jest centralnym pojęciem teorii totalitaryzmu u Hannach Arendt). Głównym celem jest rozbicie struktury dyskursu demokratycznego i otwartego społeczeństwa. [x]

W tle tak prowadzonej „wojny informacyjnej”, choć nie ma zwartej ideologii dawnego typu, jest jednak określona wizja świata. Demokracja i Zachód widziane są jako formacje dekadenckie i schyłkowe, które w nieuchronny sposób muszą być zastąpione nowym porządkiem cywilizacyjnym. Wzmocnienie wszelkich napięć i konfliktów (np. tradycjonalizm- modernizm, scentralizowane państwo – regionalizmy, zbiorowa tożsamość – indywidualizm itd.) ma prowadzić do dezintegracji i rozpadu. Ma być to świat pełen niepewności, któremu przeciwstawione jest upór i siła „rosyjskiego projektu”. Dopiero w tym kontekście widać istotną rolę demonstracyjnego kłamstwa, jakim posługują się Putin, Ławrow i inni przedstawiciele Kremla. Zadaniem tego kłamstwa nie jest przekonywanie, lecz budzenie strachu i niepokoju. Kłamstwo jest demonstracją siły i zdecydowania, pokazując tym, którzy są niepewni i przestraszeni nieuchronność tego, co ma nadejść (wydaje się, że podobnie oddziaływać ma demonstracyjny terroryzm ISIS).

W tym najbardziej ogólnym oddziaływaniu wojna informacyjna prowadzona z pomocą Internetu jest istotną, a może nawet najistotniejszą częścią wojny hybrydalnej. Militarna siła jest częścią propagandy strachu i może być ona pełniej użyta, gdy „zdobędzie się przewagę w wojnie informacyjnej prowokując niepewność, podziały i defetyzm.

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”

Działalność propagandowa Kremla jest widoczna przede wszystkim poprzez aktywności anonimowych komentatorów na wszelkiego typu portalach i tak zwanych blogowiskach. Na portalach takich jak onet.pl wszelkim publikacjom poświęconym Ukrainie towarzyszyły natychmiast anonimowe wpisy o agresywnie antyukraińskiej treści, a wszelkie krytyczne publikacje dotyczące Rosji spotykały się z „oburzeniem”. Podobnie działo się na największym polskim forum blogów Salon24.pl.

Znaczna ilość takich komentarzy tworzona jest zorganizowane grupy komentatorów, z pomocą fałszywych profili internetowych i fałszywych profili w sieciach społecznościowych (tzw. fejków). Jeden pracujący na rzecz aparatu propagandy internauta jest w stanie utworzyć nawet kilkaset fałszywych profili, a wspomagany przez odpowiednie programy komputerowe jest zdolny masowo rozsyłać swoje wpisy. Takie zorganizowane grupy trolli działają z terenu samej Rosji, gdzie łatwo zorganizować tego rodzaju działalność. Trudniej jednak o to na terenie Polski czy innych krajów, że Moskwa nie ma swobody działania.

Innym narzędziem jest tworzenie licznych stron internetowych o treściach jednoznacznie propagandowych często dla pozornie istniejących lub fikcyjnych organizacji,. Mają one odniesienia do stron rosyjskich i są wzajemne powiązane, co nie może dziwić z uwagi na udział w działaniach tych portali często tej samej już stosunkowo nielicznej grupy osób. Trudno jest przecież na terenie Polski zwerbować liczniejszą grupę internautów-prorosyjskich propagandzistów. Ta skromna liczebność maskowana jest pozorem rozmaitości poglądów od narodowych, konserwatywnych, fundamentalistycznie religijnych, aż po nawet antykomunistyczne. Strony te zdobywają one dość szybko znaczącą ilość „polubień” (lajków), co może dezorientować nieuprzedzonych odbiorców. Owe polubienia są jednak wynikiem wykupywania „promocji”, co umożliwia np. serwis FB.

Nawet dość powierzchowna obserwacja wskazuje, że strony internetowe i portale związane w jakiś stopniu z putinowską polityką wpływu zorganizowane są podług struktury, jaką można nazwać „rojem”. Bardzo to przypomina to, co dzieje w rosyjskim Internecie, gdzie widoczny jest „rój” Dugina.

Pierwszą grupę portali należy nazwać peryferyjnymi. Ich propagandowe treści są rozwodnione i najczęściej pomieszane z informacjami, które nie kojarzą się nawet z Rosją, Putinem i jego polityką, ale posiadają linki do portali o większym natężeniu treści propagandowej.

Drugą grupę stanowią portale o silnym stężeniu treści propagandowej. Nazwać je można maskami. Wreszcie są portale, gdzie pożądane treści są produkowane. W istocie są już portalami bliskimi portalom rosyjskim, a ich materiały często są tłumaczone lub transponowane na język polski poprzez portale służące jako maski-przykrywki treści propagandowych.

Decydująca jest duża ilość portali, czasem o podobnych nazwach, czasem o tematyce odległej od treści propagandowych ale połączonych (zlinkowanych) z portalami istotnymi dla propagandy. Szukając więc w Internecie np. hasła ‘żołnierze wyklęci”, które przede wszystkim kojarzone być powinno z antykomunizmem, jest bardzo prawdopodobne, że dotrze się drogą dwóch-trzech kliknięć do treści putinowskiej propagandy (np. poprzez stronę Falangi, gdzie problematyka Żołnierzy Wyklętych jest silnie obecna).

Nie należy jednak wyciągać wniosku, że ów polski proputinowski rój zaprojektowany został z Moskwy. Nic bardziej mylnego. Wykorzystano raczej wiedzę o polskim środowisku, niektóre właściwości Internetu i posłużono się niewielką inspiracją. Niektóre środowiska bezwiednie poddały się tej inspiracji, a na koniec duża liczba internautów bezwiednie powielać zaczęła toksyczne memy.

Z czasem jednak mem pozyskany z portalu o silnym natężeniu treści propagandowej przechodzi do portali i indywidualnych odbiorców Internetu.

Takie działanie wymaga dobrego rozpoznania socjologii i mentalności społeczności, do której ma być adresowany, symbolicznego zaplecza, a także pilnej obserwacji jego polityki wewnętrznej (np. Waszyngton oskarżył Moskwę o podsycanie w sieci zajść związanych z zastrzeleniem przez białego policjanta czarnego nastolatka, Moskwa intensywnie wspierała też w sieci secesję Szkocji). Trolling jako działanie wykracza więc dalece poza samo zjawisko upowszechniania takich czy innych memów. W istocie Internet jest tu drugorzędnym, technicznym narzędziem i , choć właściwości tego narzędzia są dobrze wykorzystane. Pierwotnym narzędziem trollingu jest wiedza o drugim społeczeństwie, jego kulturze, problemach i schorzeniach czy też kompleksach, które mogą być wykorzystane. [xi]

Pierwszym krokiem w upowszechnianiu toksycznego mema. nie jest jego masowa edycja, lecz właściwe jego zaadresowanie – ma on trafić do właściwego adresata. To on będzie go dalej powielał i upowszechniał. Stanie się on często nieświadomym „siewcą memów” (sieć daje każdemu możliwość ograniczonego upowszechniania każdej treści, przede wszystkim przez sieci społecznościowe). Gdy producent „memów” przystąpi do działania, nawet w wąskim stosunkowo kręgu odbiorców, dalej zadziałać powinien efekt kuli śnieżnej. Większa lub mniejsza populacja zacznie z przekonania, dla żartu, z bezrefleksyjnego zaciekawienia czy nawet przekory [xii] ów mem powielać w sieci.

Należy jednak zwrócić uwagę, że toksyczny mem, choć ma stać się masowym produktem, to jednak owo upowszechnienie dotyczy przede wszystkim określonych środowisk, na które planuje się oddziaływać (np mem związany z „rzezią wołyńską” ma trafić w pierwszym rzędzie do środowisk kresowych). Rozpoznanie więc jakie treści i do jakich środowisk należy adresować, kto jest potencjalnym siewcą memów, stanowi istotną część działań, jakim jest trolling.

Internet stwarza szczególnie szerokie możliwości oddziaływania na ludzi młodych i niedojrzałych. Głośno jest w mediach o nastolatkach z Europy, które skutecznie agitowane są do tego, aby wyjeżdżać na Bliski Wschód i wychodzić za mąż za islamskich terrorystów państwa ISIS. Zjawisko to nie powinno wydawać się nam tak całkiem egzotyczne. Sieci społecznościowe stwarzają wielkie możliwości niewidocznej z zewnątrz agitacji i manipulowania nieuksztaltowanymi osobowościami.[xiii] Właściwe pytanie o psychologię oddziaływania „toksycznego mema” dotyczy nie jego producentów i głównych „siewców” lecz odbiorców, stających się na koniec ofiarami manipulacji. Bierny „siewca toksycznych memów” może być osobą bezpośrednio pozyskaną (choć może nie być do końca świadomy, kto go pozyskuje), ale może powielać treści jakie do niego dochodzą, nie będąc świadomy roli jaką pełni.

Internet jest całkowicie nową przestrzenią komunikacji międzyludzkiej stwarzającą radykalnie nowe zależności i mechanizmy oddziaływania. Pokolenie ludzi po czterdziestce może tego nie odczuwać, a przez to i nie doceniać, traktując Internet jedynie jako ułatwienie w komunikacji . Młodsi jednak przedstawiciele „generacji digitalnej”, dla której obcowanie już nie z komputerem stacjonarnym ale smartphonem, jest czymś oczywistym i codziennym, tkwią już w nowej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej. To przejście od społeczeństwa spektaklu do społeczeństwa sieci ma kolosalny wpływ również na politykę i stosunki władzy.

Wydaje się, że trolling i toksyczny mem trafia przede wszystkim do ludzi młodych dzięki ich wciąż jeszcze trwającej niedojrzałości oraz ludzi sfrustrowanych i osobowości niesamodzielnych.[xiv] Sprzyja temu może skłonność do poglądów skrajnych i potrzeba poczucia bycia wyróżnionym. Mogą to być też osobowości o niespełnionym instynktach przywódczych i chęci władzy, niezdolne jednak do otwartej konkurencji. [xv] W pewnym stopniu można mówić o asocjalnym charakterze takich osobowości, bowiem porządek wartości, jakie dominują w liberalnym społeczeństwie demokratycznym jest przez nie słabo zinterioryzowany

Podatny odbiorca toksycznego mema nie ma zaufania do demokracji, bowiem w jego oczach świat jest manipulowany (przez wielki kapitał, imperializm amerykański, elity polityczne, światowe żydostwo, mafie watykańską itd.), Osobnik ten chce znać drugie dno i ukrytą elitarną prawdę. Może być w tym coś z mentalności sekciarza, który dobrze czuje się na marginesie życia publicznego, zarazem może być w nim obecny i aktywny, mając silne poczucie własnej misji. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niezależnie od rozwoju cywilizacyjnego i kultury, w każdym społeczeństwie znaczący procent ludzi ma podobne skłonności i nastawienia. W „społeczeństwie spektaklu”, w którym zasadniczą rolę odgrywają środki masowego przekazu o scentralizowanym charakterze, takie jak TV czy radio, takie osobowości mają małe szanse publicznego zaistnienia.

Należy też zdać sobie sprawę z właściwości internetu, wyszukarek i sieci społecznościowych takich jak FB. Wyszukarki same podpowiadają, w zależności od twoich pierwszych kroków i ujawnionych „polubień”. z kim „chcesz być znajomym” Jeśli młody człowiek wyszuka dla swego profilu kilka razy np. „Żołnierze wyklęci” lub inne, podobnie patriotycznie brzmiące hasła, otrzyma podpowiedzi stron o podobnych tytułach, stworzonych już jednak nie przez historyków czy środowiska dbałe o historyczną pamięć. Wystarczy tylko jedno-dwa naciśnięcia myszki by znaleźć siew najbardziej doborowym towarzystwie najbardziej aktywnych siewców toksycznych memów.

Rosyjski trolling w polskiej sieci

Obecność rosyjskiego oddziaływania w polskiej sieci, podobnie jak w internetowych sieciach innych krajów Unii Europejskiej, jest powszechnie widoczna i wielokrotnie stwierdzona, choć znacznie trudniej określić jest jej zakres i metody jakich się do tego procesu używa..[xvi]

Początkowo, to znaczy w połowie 2014 roku, zwracały uwagę portale/blogowiska podlinkowane do portali rosyjskich i edytujące tłumaczenie tekstów Dugina i innych, podobnych autorów (Xportal, http://www.usopal.pl/ ,lub odwołania do stron rosyjskich, Falanga, http://rebelya.pl/ .) Dla przykładu portal ten dokonał bez komentarza przedruku programowego tekstu Aleksandra Dugina „Imię rosyjskiego mitu”, gdzie czytamy: Musimy zrozumieć, że rola Igora Striełkowa jest fundamentalna. Jest to typ rosyjskiego idealisty, konserwatysty i prawdziwego patrioty, który pokonał otchłań ziejącą pomiędzy ideałami a czynem; ta otchłań jest paraliżującym przekleństwem naszego patriotyzmu[xvii]

Następnie zauważyć można działalność przeważnie anonimowych blogerów dopisujących się z agresywnie prorosyjskimi treściami wszędzie tam, gdzie temat współczesnej Rosji, czy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego się pojawia. Można to zaobserwować bardzo wyraziście w przypadku portalu ONET.pl i Salon24.pl.

Dalsze nasilenie trollingu związane było z powstaniem licznych stron wspierających takie, quasi-polityczne twory jak, „Doniecka (pseudo) Republika Ludowa” czy „Polacy wspierają Republikę Doniecką” a także wirtualno-propagandowe jak „Wileńska Republika Ludowa” ,budzące obawy, że mniejszość polska na Litwie ma w planach Kremla wspierać putinowskich „zielonych ludzików”.

W sposób szczególny aktywny jest portal Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych http://www.geopolityka.org/ , który jest właściwie odnogą sieci Dugina.

Ta internetowa propaganda uprawiana jest na dwóch poziomach. Jednym z nich jest popularyzowanie putinowskiej ideologii w jej ogólnych sformułowaniach. Ważniejszy jest jednak drugi głębszy poziom, jakim jest odwoływanie się do specyficznych treści przeznaczonych dla polskiego odbiorcy. Zaznaczyć przy tym trzeba, że na tym drugim poziomie jest to przede wszystkim dołączanie do informacji, które w polskim Internecie już były obecne. Do nich dołączyć można treści propagandowe czy też nadać istniejącym już treściom nową wymowę lub narzucić im nowy kontekst. Poniżej opis takich właśnie związków i asocjacji, które budzić ma odpowiednio ukształtowany toksyczny mem.

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”

Putinowska propaganda jest przede wszystkim zainteresowana wzbudzeniem niechęci do Zachodu. Podejmuje się w tym celu najrozmaitsze, często nie związane ze sobą wątki, usiłując trafić do środowisk o często bardzo rozbieżnych poglądach.

Zachód ma być z jednej strony słaby i dekadencki, „przeżarty” ideologią „gejowską”, w kryzysie finansowym, realizowane są tam tylko egoistyczne interesy najbogatszych i najsilniejszych. Pojawia się tu szczególny wątek, że Zachód nie będzie pomagał Polsce iw gruncie rzeczy jest Polsce wrogi. Wykorzystywane jest wspomnienie 1939 roku, kiedy Polska została „zdradzona”, z czego należy wyciągnąć „raz na zawsze wnioski”.

Z drugiej jednak strony Zachód ma być też agresywny, dwulicowy i brutalny, realizujący swoje interesy, które zresztą mają być rozbieżne z polskimi . Polskie Towarzystwo Geopolityczne dr Andrzej Zapałowski http://ptg.edu.pl/

Ostatecznie jedynym oparciem wobec Zachodu może być Rosja. Nie jest ona przedstawiana nawet jako specjalnie przyjazna. Rosja jest potężna a nawet groźna, ale skoro niepewny siebie i zdradliwy Zachód nie może Polski przed Rosją uchronić, to lepiej jest już Rosji ulec, zapewniając sobie przynajmniej spokój i bezpieczeństwo.

Dobrego przykładu łączenia treści antyzachodnich z rosyjskimi hasłami propagandowymi dostarcza wpis anonimowego proputinowskiego blogera podpisującego się „Bojkot Wyborczy” na blogowisku Salon24:

Kiedyś tłumaczyłem Ruskim, że mają fobie i popadają w histerię widząc śmiertelnego wroga w Zachodzie. Dzisiaj powoli jest mi wstyd, że im opowiadałem tekie głupoty. Okazuje się, że to ci Ruscy mieli rację.
Widząc poczynania Zachodu w ostatnim czasie (…) widać wyraźnie jak agresywną, morderczą i parszywie fałszywą jest cała ta ideologia Zachodu. Zachód mordyje, zabija, napda, najeżdża kogo tylko zechce i gdzie zechce nie pytając żadnych ONZ-tów o zdanie. Morduje bez zmróżenia okiem każdego, kto mu nie pasuje.
(zachowana pisownia orginału)

Nie sposób uniknąć wrażenia, że tego typu argumentacja odwołuje się do pewnego typu zbiorowej podświadomości polskiego społeczeństwa, związanej z poczuciem bycia izolowanym, zdradzonym itd. Trudno orzec, czy bloger będący autorem tych enuncjacji był bezpośrednim narzędziem putinowskiej propagandy. Za ciekawszy uznać można przypadek, w którym zainspirowany jedynie pisał on w taki sposób z własnej inicjatywy. Dowodziłoby to jak dalece wykorzystywać można na użytek prokremlowskiej agitacji głęboko tkwiące polskie kompleksy.

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”

Propaganda prorosyjska łączy się w szczególnie wyrafinowany sposób z treściami polskiego „nacjonalizmu” i „ruchu narodowego”, hasłami „patriotycznymi”. Wydaje się, że portale o treściach narodowych wykorzystywane są w szczególny sposób do szerzenia putinowskiej propagandy podszywając się pod treści narodowe. Ciekawe jest tu, że treści i symbole, które w zasadzie winny być jednoznacznie konotować antyrosyjskość (np. „Żołnierze Wyklęci”) służą do emocjonalnej mobilizacji, która kończyć się ma sprzeciwem wobec tego „co się w Polsce dzieje” i akceptacji przejścia na drugą, już rosyjską stronę. Uderza ilość wyedytowanych stron, gdzie nagromadzona jest „patriotyczna” symbolika i retoryka [xviii], tak, by emocjami, jakie jest z tym wiążą, można było manipulować.

Najlepszą ilustracją owego zadziwiającego połączenia proputinowskiej propagandy z manipulowaniem treściami polskiego nacjonalizmu jest strona „Kronika narodowa” http://www.kronikanarodowa.pl/ Patronuje jej wizerunek Romana Dmowskiego. Putinowska propaganda w sposób szczególnie intensywny pasożytuje na tradycji endecji wykorzystując pozorną zgodność dawniejszej prorosyjskiej polityki Romana Dmowskiego i postulowanej dzisiaj promoskiewskiej . Objawia się to m.in. przywoływaniem postaci Bolesława Piaseckiego i jego kolaborującej z komunistami organizacji PAX.

Dobrego przykładu dostarcza np.: portal „Falanga. Polska!Młodość!Rewolucja!” http://falanga.org.pl/ Portal ten popiera skrajny serbski nacjonalizm, wypowiada się przeciw NATO, wspiera Assada w Syrii a jednocześnie aktywnie organizuje marsz żołnierzy wyklętych. Ciekawej analizy dostarcza nastepujacy, do pewnego stopnia programowytekst tej strony:

Żyjemy w epoce ponowoczesności, co niesie za sobą daleko idące konsekwencje dla zasad i celowości prowadzenia dyskursu. Ciężko uchwytna prawda immanentna ustępuje miejsca różnym prawdom wywodzonym z każdego, nawet najbardziej oryginalnego przekonania, tworząc nieskończenie wielką siatkę równoprawnych stanowisk, które pomimo sprzeczności mogą istnieć obok siebie, a nawet się przenikać. Dekonstrukcja wszystkich „prawd absolutnych” ( w tym liberalnych) w duchu ponowoczesności stwarza dobre warunki do powołania swoistego „laboratorium idei”, gdzie różne punkty widzenia mogą scierać się ze sobą i wywierać na siebie obustronny wpływ, tworząc niekiedy nową całość. Uporządkowanie i usystematyzowanie tych całości może stać się przyczynkiem nowej doktryny http://falanga.org.pl/

Tego wstępu z pewnością nie napisał żaden z łysogłowych, jakich ukazują zdjęcią portalu Falanga. Natomiast jest on bliski pseudointelektualnej stylistyce pism Aleksandra Dugina i jego pseudointelektualnego bełkotu o „czwartej teorii politycznej”.

Strona „Falanga” nie zawiera bezpośrednio treści prorosyjskich (prócz tego że Istotny jest natomiast link do strony „Open Revolt”, gdzie jest już odnośnik do Dugina, euroazjatyzmu itd. Itd.

Strona „Ruch suwerenności narodu polskiego” również nie propaguje bezpośrednio działalności agresywnie prorosyjskiej, a jednak szowinistyczna agitacja prowadzona na tym portalu ostatecznie do tego prowadzi. Odnajdujemy tam flagi Noworosji i eksklamacje typu pozdrawiam telewizję rosyjska, przynajmniej oni mogą powiedzieć prawdę [xix]

Ciekawego przykładu dostarcza strona http://www.konserwatyzm.pl/ . Trudno stwierdzić, jakie powiązania ma większość piszących na tej stronie. Z całą pewnością jednak obecne są tam treści   niemal dosłownie odpowiadające sloganom aktualnej propagandy Kremla, co nie przeszkadza deklarowaniu polskiego nacjonalizmu, przywiązaniu do patriotycznych symboli itd. Jest to zadziwiająca mieszanka idei wyczytanych z pism Dmowskiego, sympatii do czasów PRL (np. do postaci Wojciecha Jaruzelskiego), antysemityzmu, sympatii do lefebrystów, idei „zachowawczo-monarchicznych”, idei kresowych itd. Anglicy mówią o czymś takim lunatic fringe (ludzie z księżyca), ale to właśnie środowisko jest bardzo aktywnym producentem i siewcą toksycznych memów. [xx] Śledząc FB-znajomych tego środowiska można dotrzeć już do anonimowych internautów rozsyłających proputinowskie memy, pełne nienawiści do państwa polskiego i jego władz, a także do Ukrainy i Ukrainców.

Ostatecznie jednak ci polscy „narodowi konserwatyści” dojść mogą do następującego wniosku: Optymalnym scenariuszem dla Polski mogłoby być obecnie wystąpienie z NATO i zachowanie neutralności w decydującym etapie potencjalnej wojny. Jeżeli bowiem w wyniku konfrontacji zbrojnej Rosja zostanie łatwo rzucona na kolana, to i tak hegemon – USA – Wilna i Lwowa nam odzyskać nie pozwoli. Choćby dlatego, że Republika Litewska i Ukraina są również „sojusznikami” (wasalami) Stanów Zjednoczonych. [xxi]

Nacjonalizm okazuje się ostrą przyprawą, która łączy się z treściami całkiem przeciwstawnymi do stereotypu, że w Polsce nacjonalizm ma być przede wszystkim antyrosyjski.

Środowiskiem internetowym, w którym pojawia się też propagandowy mem jest fundamentalizm religijny, a z drugiej neopogaństwo w wersji słowianofilskiej. [xxii] Biorąc pod uwagę, ze strony neopogan są otwarcie antyreligijne, widać na tym przykładzie jak „elastyczne” jest manipulowanie propagandowym i toksycznym memem.

Ciekawego przykładu intencjonalnej czy też przypadkowej manipulacji dostarcza strona o zachęcającej nazwie „patriotyczna lista stron”. Wśród istotnie patriotycznych i nie budzących zastrzeżeń treści umieszczone są też odnośniki do stron, gdzie od symboliki i retoryki patriotyczno-nacjonalistycznej przechodzi się do propagandowej agitacji proputinowskiej [http://patriotyczna.listastron.pl/ ]

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”

Propaganda putinowska dąży do dyskredytowania zarówno ukraińskiego państwa jak i ukraińskiej narodowości. Ukraina ma być nie tylko niby-państwem (łatwo o skojarzenie z antypolską propagandą po I wojnie światowej mówiącej o „bękarcie traktatu wersalskiego” czy „państwie sezonowym”) a Ukraińcy nie mają też być pełnoprawnym narodem.

Pozostaje to w tle stwierdzeń, że władze Ukrainy po upadku Janukowycza mają być nielegalne i składaja się z faszystów i banderowców, co jest powtarzanym motywem propagandowym Kremla.

Wątek ściśle polski stanowi nieustanne przywoływanie historii Wołynia 43, który nazywany jest „rzezią wołyńską”. Ukraińcy przedstawiani sa jako dzikie i okrutne bestie bezmyślnie mordujące Polaków, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Szczególną rolę odgrywać ma postać Stefana Bandery, stającego się głównym symbolem tych zbrodni (mimo, że w okresie mordów na Wołyniu był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego). Bandera, który jako negatywny symbol jest z jednej strony kreacją sowieckiej propagandy, z drugiej stał się dla części dzisiejszej ukraińskiej opinii publicznej symbolem walki o niepodległość, stanowi przedmiot nieustannych ataków. Jego obecność w ukraińskim dyskursie stanowić ma o negatywnej ocenie współczesnego społeczeństwa ukraińskiego i dowodzić obecności w nim skrajnego nacjonalizmu.

Propaganda putinowska dołącza się też ze swoimi treściami i poprzez wątek „Bandery” i „banderowców” do tzw. ideologii kresowej. [xxiii] Portalem o stosunkowo szerokim oddziaływaniu, dostarczającym zarazem niemal modelowego wzorca jak putinowska i antyukraińska propaganda może łączyć się z problematyką kresową, są Kresy.pl

Temat Bandery i banderowców oraz ukraińskiego nacjonalizmu jest w polskim Internecie wszechobecny i stanowi jedną z zasadniczych metod antyukraińskiej perswazji i prób poróżnienia społeczeństw Polski i Ukrainy. Dzięki opisowi okrucieństw i zbrodni „rzezi wołyńskiej” problematyka ta ma być tak wysoce podsycana emocjonalnie, aby właściwie uniemożliwić jakikolwiek polsko-ukraiński dialog. Dobrym przykładem pobudzania takich emocji, obok Kresów.pl jest środowisko blogerów wokół http://www.konserwatyzm.pl/. http://prawica.net/39503. Obrazy z przeszłości przenoszone są też na współczesność i obecną sytuację na Ukrainie.

Jeden z blogerów tego środowiska Konrad Rękas pisze m.in. „Jak Kijowska junta gwałci prawa człowieka” http://prawica.net/39514 a także „Prawa człowieka na Ukrainie po Euromajdanie” gdzie pisze: Paradoksalnie jednak, pora na rozmowę o poszanowaniu praw człowieka na Ukrainie osiem miesięcy po Euromajdanie – jest wyjątkowo dobra. Pomimo bowiem cenzorskich zapędów „Gazety Wyborczej”, stacji telewizyjnych, czy samych zachodnich właścicieli stołecznego hotelu – na świecie poza Polską na jaw wychodzą kolejne fakty związane ze zbrodniami i naruszeniami podstawowych praw i wolności, dokonywanymi pod egidą władz kijowskich. [xxiv]

I na koniec cytat, którego przytoczenia nie można było sobie odmówić:

Pamiętajcie – KAŻDY LAJK TO JEDNA ROSYJSKA RAKIETA POSYŁAJĄCA TUZIN BANDEROWCÓW DO ATLANTYSTYCZNEGO PIEKŁA.[xxv]

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”

Strach przed wojną stanowi z pewnością silny komponent polskiej świadomości i dlatego wykorzystywany jest do zaszczepiania propagandowego mema. Wiąże się z silnym kompleksem (można by go nazwać kompleksem września 39) bycia osamotnionym i zdradzonym przez społeczność międzynarodową. Nie bez znaczenia jest fakt, ze obecnie w Polsce dyskutuje się sens   wielu, czynów zbrojnych, np. powstania warszawskiego i wyrażana jest też opinia o ich próżności i braku rozsądku. Ta wewnątrz polska dyskusja zakłócana jest interwencjami z zewnątrz.

Nie zawsze bezpośrednio trolling proputinowski odwołuje się do tego kompleksu emocji, łącząc się z typowym dla komunistycznej propagandy wątkiem „walki o pokój”.

Proukraińska postawa prezentowana jest jako nawoływanie do wojny, a sprawcami konfliktu mają być przede wszystkim sami Ukraińcy (faszyści, banderowcy) lub też Zachód (Amerykanie, NATO, Pentagon)

Bloger podpisujący się Marek Błaszkowski pisze na stronie Salonie24:

Źle to świadczy o Unii, że wspiera zamachowców. Ponadto wystawia Polskę na pierwszą linię frontu, a w razie czego na pewno nikt nam nie pomoże. Będziesz musiał Drogi Autorze sam wymachiwać szabelką, aby powstrzymać Putina. Warto też zauważyć, że armia ukraińska i przeróżni bojówkarze od Kołomojskiego i UPA dokonują regularnej masakry ludności cywilnej, z paleniem żywcem włącznie, jak to było w Odessie. Popieranie takich zbrodni to koszmar. 

Najważniejsza jest jednak konkluzja tego tekstu, która powtarza się w różnej formie w wielu miejscach: Polską racją stanu jest pilnowanie własnego nosa, nie popieranie różnych zamachowców, nie wpychanie się na pierwszą linię frontu walki z Rosją, nie popieranie ludobójstwa. [xxvi]

Wojna ma być narzędziem przede wszystkim Zachodu, który nigdy nie liczy się z polskimi interesami. Dla antysemickiego demagoga Grzegorza Brauna wojna jest dziełem Żydów. Żydzi wspomagają Amerykanów, którym potrzeba utrzymania wpływów w Europie Środkowej. W tym źródło konfliktu na Ukrainie. Polskie niedojrzałe elity polityczne nie umieją się trzymać z boku, bowiem polskim nawykiem jest, że „należy pociągnąć za sznurek, aby usłyszeć dąbrowskiego mazurek” [xxvii]

To „pilnowanie własnego nosa” ma jednak w dalszej konsekwencji przybrać całkiem konkretny kształt. O ile w punkcie wyjścia chodzić ma   nie drażnienie Rosji, trzeba mieć z nią (niezależnie co ona czyni) unormowane stosunki [xxviii], to w konsekwencji trzeba stanąć po jej stronie.

Strona „Obozu Wielkiej Polski” www.owp.org.pl głosi: „Mamy już wojey”   publikuje mapę Noworosji z hasłem „Historia, Pokój i Prawda”. Nie może to dziwić, bowiem jednym z głównych działaczy tej pasożytującej na historycznej nazwie z okresu II RP organizacji jest Bartosz Bekier, jeden z najaktywniejszych putinowskich działaczy w Polsce.

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”

Następny zespół treści, do których dołączają się toksyczne memy i treści rosyjskiej propagandy, to kwestionowanie systemu politycznego w Polsce, poniżające opinie o Polsce i polskości oraz odwoływanie się do wszelkiego typu społecznego niezadowolenia, kształtowanie przekonanie o bezsilności państwa. Należy w tym miejscu podkreślić, że większość wątków, jakie wykorzystuje w tej sferze trolling obecne były w polskim dyskursie już w latach 90-tych: krytyka Okrągłego Stołu, rozczarowanie reformami gospodarczymi, przejęcie władzy. Granica między uzasadnionym i mogącym być zrozumiałym wyrazem niezadowolenia społecznego, a wykorzystującymi to wrogimi działaniami propagandowymi, jest trudna do ustalenia.

Takie działania dezawuujące polską państwowość i życie polityczne, gdzie dołączają się treści zgodne z propagandą Kremla, znaleźć można na takich stronach jak np. http://oburzeni.pl/ , „Dziennik gajowego Maruchy” http://marucha.wordpress.com/, http://www.usopal.pl/ (gdzie znajdują się wprost odwołania do stron rosyjskich, działającego na youtubie Max Kolonko[xxix] (jednocześnie komentatora SUPER TV). Dla Kolonko „sytuacja na Ukrainie prowadzi do rewizji polskich granic; polscy politycy wspierając Ukraińców prowadzą mesjanistyczną politykę zapominając o polskich grobach (Kolonko TV utrzymuje się z reklam polskich firm, które się u niego publikują)[xxx]

Asocjacja „nie bądź rusofobem”

Wątków, do których dołącza się w polskim Internecie propagandowy i toksyczny mem jest więcej i trudno o pełny ich katalog. Jest zresztą najpewniej zbędny, bowiem chodzi przede wszystkim o zrozumienie mechanizmów, a nie detaliczne opisywanie zjawiska. O jeszcze jednym wątku należy jednak koniecznie wspomnieć. Związany jest on ze szczególnym rodzajem szantażu moralnego, jakim jest próba stwierdzenia, że wszelka krytyka dzisiejszej Rosji jest wynikiem antyrosyjskiej obsesji.

Na demonstracji popierającej Putina pod ambasadą rosyjską. padają następujące słowa jej organizatora i agitatora: Dość szczucia nas Rosja, dobrze się stało, że Krym przyłączył się do Rosji, niech Obama i Merkel nie wtrącają się do spraw Słowian, polskie media nie odzwierciedlają polskiej opinii publicznej [xxxi]

O ile wypowiedz ta jest w oczywisty sposób skrajna, to w innych miejscach teza o antyrosyjskiej fobii jest wyrażana ostrożniej, a propagandowy mem dołącza się internetowego środowiska, gdzie troska o to, by krytyka obecnych władz Kremla nie zamieniła się w antyrosyjską ksenofobię jest autentyczna. Istotą tego zabiegu jest próba identyfikacji Putina z rosyjskością i obecnej polityki Kremla z postępową polityką rosyjską.

Putinowska polityka wpływu w Polsce

Działanie w Internecie, jakim jest trolling, nie wyczerpuje działań na rzecz budowania w Polsce rosyjskiej polityki wpływu. Wystarczy przypomnieć o czasopismach takich jak „Gazeta Warszawska” „Myśl Polska”, stacjach radiowych czy oddziaływaniu telewizji „Russia Today”, wreszcie oficjalnych portalach takich jak „Sputnik”.

Zarazem nie można zapominać, że działania w świecie wirtualnym Internetu mają prowadzić do konkretnych skutków w świecie realnym.

Takie właśnie realne, a nie wirtualne wydarzenia to dla przykładu głosowanie czterech europosłów z Polski przeciw umowie stowarzyszeniowej z Ukrainą. To, że zanikająca prawie partia Korwina-Mikkego mogła wejść do europarlamentu jest m.in. wynikiem silnego jej wsparcia przez strony skrajnie nacjonalistyczne, gdzie putinowski trolling był wszechobecny.[xxxii] Janusz Korwin-Mikke, przynależąc do sceny politycznej i tym samym zapewniając swoja obecność właśnie dzięki m. innymi Internetowi, odgrywa znaczącą rolę w popieraniu kremlowskiej propagandy. Korwin-Mikke, podtrzymując swoją obecność publiczną skandalizującymi wypowiedziami, w ostatnim okresie opowiada się otwarcie i agresywnie po stronie Putina.

W obecnie toczonej prezydenckiej i parlamentarnej kampanii wyborczej putinowski Internet głosi hasło głosowania na małe wybrane partie. Promuje myśl, ze główny nurt polskiego życia politycznego od PiS poprzez PO do SLD jest całkowicie skorumpowany i skompromitowany.

Organizowane są antyukraińskie demonstracje uliczne przed ambasadą Ukrainy https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk lub konsulatem ukraińskim w Lublinie jak i przed ambasadą rosyjską popierająca Rosję. [xxxiii]

Do działań w świecie realnym należą próby penetracji środowisk paramilitarnych[xxxiv] np. zapraszanie na „treningi” do Rosji członków sportowych stowarzyszeń strzeleckich.

Widoczne są zamiary przeobrażenia przez putinowska propagandę „marszu niepodległości” w polski majdan (a raczej antypolski) przy wykorzystaniu penetracji części środowisk „narodowych” .

Widoczna jest również obecność polskich obywateli wśród rosyjskich jednostek terrorystycznych w Donbasie. Są to osoby   takie jak Dawid Hudziec, który walczy w Donbasie, czy Dariusz Lemański, który walczy w siłach „Noworosji”.

Obecność w Internecie i działanie w sieciach społecznościowych często uzupełnia się. W realnym życiu zaobserwować można te same osoby, które napotyka się w Internecie, choć tam, będąc anonimowe, były często mniej widoczne.. Dla przykładu warto wymienić niektóre z nich.

Być może najsilniej obecnym w życiu publicznym, jako zwolennik proputinowskiej orientacji jest Mateusz Piskorski, tym bardziej od czasu, gdy został jednym z czołowych organizatorów partii „Zmiana”. Piskorski związany z „Polskim Towarzystwem Geopolitycznym” występuje jako polski politolog i międzynarodowy obserwator w „misjach” na anektowanym przez Moskwę Krymie. Kilkakrotnie wyjeżdżał do Syrii wspierając reżim Assada. Partia „Zmiana” postuluje całkowitą zmianę systemu politycznego w Polsce oraz wystąpienie Polski z NATO.

Adam Wielomski przynależy do najbardziej prorosyjskiego odłamu „narodowców”. Jest też twórcą kanapowego „Kongresu Zachowawczo-Monarchistycznego” oraz również kanapowego, ale o większym nieco zasięgu OWP – Obozu Wielkiej Polski. Adam Wielomski to także współpracownik pisemek „narodowych”, np. „Myśl Polska” oraz „Najwyższy Czas” Korwina-Mikkego i Konserwatyzm.pl. Bliski Korwinowi- Mikkemu, uchodził za szarą eminencję KNP. Jest on też autorem dwóch wiernopoddańczych listów do ambasadora Moskwy i Putina oraz paszkwilanckich tekstów o polskiej państwowości.

Innym aktywistą proputinowskiego Internetu jest Ronald Lasecki, członek redakcji portalu http://konserwatyzm.pl/, xportal.pl/ oraz innych proputinowskich portali. Ma wyraźną ambicję bycia ideologiem środowiska, będąc po wpływem skrajnej rosyjskiej prawicy. Można wymienić też inne postacie z proputinowskiego środowiska, jak Adam Danek czy Bartosz Bekier, otwarcie współpracujący nie tylko z rosyjskimi mediami, ale także mediami terrorystycznej Noworosji[xxxv] czy tez Konrad Rękas, który otwarcie występuje w „Voice of Russia” z oskarżeniami pod adresem polskiego życia politycznego.   W przeszłości działacz tzw. „prawicy narodowej”, następnie Samoobrony, obecnie członek Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Przykład tego aktywisty jest istotnym dowodem na wielowątkowość działalności różnych postaci na rzecz kremlowskiej polityki wpływu.

Jest oczywiście zastanawiające, że polscy obywatele mogą stać się propagatorami propagandy jawnie i otwarcie wrogiej Polsce.   Jaki jest profil polityczny i psychologiczny osobowości tych osób? Jaki z kolei jest profil łatwowiernego odbiorcy rozsiewanych przez nich proputinowskich treści, szczególnie gdy konflikt na Wschodzie zaostrza się, a pogróżki wobec Polski, płynące z Kremla są coraz lepiej słyszalne? Każdy kraj posiada swój folklor polityczny, polityczne skrajności i marginesy (w Wielkiej Brytanii nazywa się to „lunatic fringe”) i z takim zjawiskiem mamy w pewnym stopniu do czynienia w Polsce. Nie sposób jednak pominąć faktu możliwych bezpośrednich powiązań takiego marginesu z działalnością agenturalną wrogiej dziś Polsce potędze, jaką jest putinowska Rosja. Są przykłady osób, aktywnych w Internecie, którym postawiono już zarzuty prokuratorskie o działalność agenturalną na rzecz obcego państwa.

Kultura polityczna a wojna informacyjna

Użytek propagandowy czyniony z Internetu osądzić należy w szerszym kontekście kulturowym i cywilizacyjnym.

Wykorzystanie Internetu i sieci społecznościowych w celach polityczno-propagandowych w dużym stopniu zaskoczyło demokratyczny Zachód. Oczywiście widziano możliwości, jakie stwarza Internet dla prowadzenia kampanii wyborczej, czego nowatorskim przykładem była pierwsza kampania wyborcza prezydenta Obamy. Zrozumieli to również polscy politycy, chętnie używający twittera. Zwrócono uwagę na znaczenie Internetu podczas wiosny arabskiej, wyciągając z tego pochopnie optymistyczny wniosek, że w świecie sms-ów i twittera żadna dyktatura nie zdoła się utrzymać [xxxvi]. Można też dodać, że sam euromajdan i rewolucja godności wiele zawdzięcza Internetowi, zaczynając od tego, że zaczęła się od wezwania przez FB Mustafa Nayyem, by zjawić na Placu Wolności.

Jeszcze przed kilku laty w dyskusjach dotyczących Internetu panował całkowity optymizm. Internet miał być nowym narzędziem demokracji i sprzyjać demokratyzacji tam, gdzie jej brakowało. Jedynymi oponentami tego poglądu   byli ci, którzy widzieli w powszechnym usieciowieniu możliwość totalitarnej kontroli. a zagrożeniem dla sieci mieli być jedynie hackerzy (zjawisko skądinąd kulturowo skomplikowane) lub quasi monopolistyczna pozycja takich kompanii jak Google lub Facebook.

Pierwszym, którzy zauważył i opisał w pogłębiony sposób zagrożenie, jakim może być Internet, jako narzędzie propagandy skierowanej przez zachodnim demokracjim, był Evgeni Morozov. Już przed paroma laty opisał on zabiegi rosyjskie w tym względzie i fascynację Putina tym nowym środkiem komunikacji oraz fakt pozyskania przez niego względów całej grupy młody rosyjskich blogerów. Nie przypadkowo Morozov jest Białorusinem, który z doświadczeń własnego kraju wie dużo o sowieckiej czy postsowieckiej propagandzie.[xxxvii]

Kreml umiał połączyć dawniejsze elementy wojny psychologicznej z nowymi możliwościami, jakie daje Internet. Pierwszego eksperymentu specjaliści z Kremla dokonali na własnym społeczeństwie. Materiałem propagandowym, jakim się posłużono, były w sporej części poglądy Dugina, które oddają istotę wielu komplikacji schorzałej rosyjskiej tożsamości i zalecają neoimperialną kurację. Druga operacja propagandowa dotyczyła aneksji Krymu i miała już odniesienia międzynarodowe.

Wypróbowaną receptę postanowiono stosować dalej w polityce zewnętrznej. Kremlowscy fachowcy od internetowej propagandy od początki zakładali, że trolling w każdym kraju ma być inaczej ukształtowany.

Można wprawdzie powiedzieć, że tak jak Dugin ze swoimi schizofrenicznymi teoriami nie rozumie Rosji, ale jest niewątpliwie medium bolączek „duszy rosyjskiej”, tak też w każdym kraju istnieje potrzeba znalezienia takiego medium. Znajduje się ono zwykle na marginesie społeczeństwa, niczym obłąkany, który ujawnia bezładnie wszelkie niedyskrecje społeczności, w której przyszło mu żyć.

Medium propagandy kremlowskiej stał się więc w Polsce swoisty marginesowy folklor polityczny. Nie jest koniecznym w wielu wypadkach szukanie agenturalnych korzeni, aby objaśnić proputinowskie postawy. Niektóre marginesy opinii publicznej lub poszczególne kręgi były do tego gotowe niezależnie od tego, czy miały one związki z rosyjska stroną. Każdy, kto jest neopoganinem, z większym od przeciętnego prawdopodobieństwem przyjmuje treści rosyjskiego panslawizmu. Kto jest monarchistą, ten bardziej będzie wypatrywał jakiejś alternatywnej wobec demokracji wizji przyszłości. Kto ma negatywną i wysoce negatywną   wobec systemu w którym żyje postawę, , ten łatwiej podejmie jego radykalna krytykę, nie zważając za kim ją powtarza. Kto wierzy, że Zachód może Polskę tylko zdradzić, przyjmie, że w konflikt z Rosją nie należy się włączać. Kto nienawidzi Niemców, łatwiej zaakceptuje Rosję. Kto jest antysemitą uwierzy, że Ukrainą rządzą Żydzi

Polski folklor polityczny, który tworzą takie przykładowe postacie jak pseudoliberał Janusa Korwin-Mikke, antysemita Michalkiewicz, pseudohistoryk Waldemar Łysiak[xxxviii] czy felietonista Waldemar Ziemkiewicz, sprzyja penetracji trollingu. Dodać można do tego również przedstawicieli środowiska akademickiego,   takich jak dla przykładu Bronisław Łagowski[xxxix] ,   Andrzej Romanowski [xl]   ganiących rzekomo powszechną i irracjonalną rusofobię Polaków, a nawet jak Anna Raźna pisząca wiernopoddańczy list do Putina. Byłoby uproszczeniem i brakiem rozsądku dopatrywanie się w takich zachowaniach pospiesznie wpływu kremlowskiej agentury. Teorie spiskowe są na ogół najmniej przydatne do lepszego zrozumienia życia politycznego a nawet politycznego folkloru. Tworzy to jednak atmosferę, w której troll może zabrać głos i wcale nie będzie za trolla uchodził, oraz nie będzie jako troll rozpoznany.

Zarazem można dowodzić, że penetracji trollingu sprzyjały i sprzyjają też fronty wielu publicznych dyskusji i jej bardzo silna polaryzacja.

Wizja rzekomego „salonu III RP” – ulubiony chwyt retoryczny prawicowej publicystyki – pozwalała każdemu głupkowi przedstawiać się jako niedopuszczonego do debaty publicznej. Czarna legenda „okrągłego stołu” i „Magdalenki” sprzyja kwestionowaniu wartości państwa polskiego i ułatwia mówienie o jego upadku. Z kolei prezentowanie polskiej prawicy jako wyłącznie nieodpowiedzialnych „świrów” i zagrożenia dla demokracji, sprzyja negatywnym stereotypom, że taka właśnie jest Polska – nacjonalistyczna, ciemna i nierozumiejąca demokracji. [xli]

Właściwie większość treści rosyjskiego trollingu daje się już odnaleźć w emocjonalnych sporach dwóch obozów PiS przeciw PO i PO przeciw PiS. Przecież „pisiorypa” to dla „platformersów” – jeśli dopuscić się pewnych uproszczeń – „endecy” (chociaż Kaczyński jest raczej Piłsudczykiem), ksenofoby, skłonni do antysemityzmu, nacjonaliści ekscytujący się Żołnierzami Wyklętymi itd. A „platfusy” dla „pisiorów” to „ekipa z magdalenki”, „szwindel okrągłostołowy”, propaganda kultury gejowskiej itd. Polska wedle „platformersów” nieustannie zagrożona jest dojściem do władzy „świrów” z PiS-u, a jednocześnie wedle „pisiorów” Polska jest katastrofą spowodowaną przez niezlustorowanych zwolenników WSI.

Polskie media jedynie wzmacniają te podziały. „TV Republika” ma być pisowski, a TVN „platformerski”, Gazeta Wyborcza „platformerska” a dziennik Rzeczpospolita PiSowski. Media odtwarzają podział partyjny, a nawet w pewien sposób go zastępują, bowiem to one bardziej niż sami politycy są producentami idei.

Ten chaotyczny często i pełnego emocji ton publicznych debat ułatwia propagandowe manipulacje z zewnątrz.

Umożliwia to też próby budowania nowych frontów, które sprzyjałyby dezintegracji polskiego społeczeństwa. I takie próby są podejmowane. Po jednej stronie, w ramach masowej interwencji w polski Internet, ma być PO-PiS a po drugiej prorosyjska alternatywa. PO-PiS popiera Ukraińców, jest w związku z powyższym ksenofobicznie antyrosyjski, i popycha kraj do wojny. Po drugiej stronie mają być ci, którzy obiecują „zmianę” i odrzucenie starego „systemu”. Obiecują ją tym wszystkim, którym było i jest równie źle przy rządach PO jak i PiS, bo to ta sama klika („i Tusk Żyd i Kaczyński Żyd”). Potrzebna jest więc radykalna zmiana. Głosił jej potrzebę już PiS, ale nie potrafił tego zrobić. Teraz zrobimy to my, którzy rozumiemy, że wojna z Rosją jest niepotrzebna, że Banderę i „rzeź wołyńską” trzeba pamiętać.

Wydaje się, że w latach dziewięćdziesiątych rosyjska polityka wpływu szukała przede wszystkim kontaktów w środowiskach postkomunistycznych. Nie należy też zapominać, że był to okres jelcynowski, okres, w którym przynajmniej część rosyjskich elity politycznych czyniła próby zbliżenia do Zachodu.

Z czasem widoczne jest zainteresowanie rosyjskich służb Samoobroną. Gdy formacja ta upada zainteresowania przesuwają się ku „Nowej Prawicy” i środowiskom nacjonalistycznym, ocenianych jako łatwe do manipulacji. Jest to zresztą zgodne z działaniami propagandowymi w innych krajach Unii Europejskiej, w których skrajna prawica cieszy się poparciem Kremla.

Organizowana obecnie partia „Zmiana”, grupująca jednoznacznie promoskiewskich aktywistów, jest wyrazem jeszcze innej tendencji rosyjskiej propagandy – jej eklektyzmu. Analizując biografie czołowych działaczy i publicystykę tego środowiska można odnaleźć w niej szeroką paletę idei od neopogaństwa i panslawizmu, poprzez pokrętne nawiązania do polskiego nacjonalizmu, aż po prl-owskie sentymenty i lewackie hasło, wszystko to przyprawione pseudointelektualnym bełkotem wziętym od Dugina. Ukraiński historyk Ihor Hrycak nazwał tego typu pseudoideową mieszankę ironicznie „postkomunistycznym postmodernizmem”. Wykpiwanie tego zjawiska czy wykazywanie irracjonalności jest nie tylko bezcelowe i jest też jego niezrozumieniem. Pozornie chaotyczna forma, ma jasny i czytelny cel. Ta mieszanka sprzecznych haseł i sloganów ma dezintegrować myślenie polityczne i przyczyniać się do ogólnej dezorientacji.

Z tych uwag wyciągnąć można istotny, choć trudny do przełożenia na konkretne i praktyczne działania wniosek, że im niższa kultura polityczna i czym gorsza jakość mediów, tym łatwiej o zarażenie danej społeczności politycznej propagandowym „toksycznym memem”. [xlii]

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę

Przekonaniu o zagrożeniu, jako stanowi propagandowa aktywność w Internecie, przeciwstawić można dwa argumenty.

Po pierwsze Internet jest zbyt wielki, aby można nim dowolnie manipulować. Socjologia Internetu mówi w tym wypadku o tzw „efekcie tłumu” (crowd effect).

Po drugie wzmożona aktywność w Internecie wywołuje też wzmożoną kontr aktywność. W rezultacie rozkład poglądów danej społeczności nie odbiega od rozkładu poglądów, jakie posiada dana społeczność niezależnie od owych zewnętrznych działań. Opisując to zjawisko niektórzy socjologowie mówią o „zbiorowej mądrości” (crowd wisdom), choć raczej należałoby mówić, o „uśrednionym statystycznie rozsądku”.

Patrząc na spontaniczne organizowanie się poprzez Internet środowiska poparcia dla Ukrainy i grup monitorujących kłamstwa putinowskiej propagandy, takich jak np. „Rosyjska V kolumna”, „Polacy Solidarni z Ukrainą”, „Pomagaj Ukrainie” i wielu innych, można by dojść do przekonania, że „efekt tłumu” działa wystarczająco silnie. Polskie środowisko internetowe zauważyło manipulatorskie działania rosyjskiej propagandy i z narastającą intensywnością zaczęło na nie reagować.

Przeciw nadmiernemu optymizmowi należy jednak skierować kilka bardzo istotnych zastrzeżeń.

Celem rosyjskiej propagandy nie jest poddanie wpływowi całego czy nawet większości polskiego społeczeństwa. Jest to zresztą nader mało prawdopodobne, aby społeczeństwo tak bardzo historycznie obarczone doświadczeniem stosunków z Rosją stało się szerzej prorosyjskie. Działania Kremla mają natomiast na celu wytworzenie odpowiednich nisz społecznych, którymi można manipulować. Rosyjska propaganda ma też szanse oddziaływania na wybrane środowiska młodzieżowe. Ostatecznie chodzi nie o to, by kogoś nawet przekonać, ale by wzbudzić poczucie niepewności i zamieszania. Takie cząstkowe „sukcesy” propaganda Kremla z pomocą Internetu może odnosić. Wobec tego, że kremlowski trolling jest zinstytucjonalizowany i silnie dofinansowany, społeczne i spontaniczne przeciwdziałanie może się okazać nie dość skuteczne.

W państwach zachodnich podejmuje się już przeciwdziałania wspierane przez państwo, także mnożą się apele, aby takie działania podejmować. Takie decyzje powinny być podejmowane również w Polsce.

Rekomendacje

  1. „Wojna informacyjna” stanowi zagrożenie równoległe do zagrożenia militarnego i wymaga odpowiedniej reakcji władz państwowych i rządu.
  2. Znacznemu poszerzeniu powinna ulec definicja cyberbezpieczeństwa, jaką posługują się odpowiedzialne za nie instytucje i agendy rządowe. Obok kwestii zagrożenia atakami hackerskimi, winno ono obejmować kwestie wrogich działań propagandowych w Internecie.
  3. Konieczne jest uświadomienie opinii publicznej zjawiska jakim jest polityczny trolling i informowanie o związanych z tym zagrożeniach.
  4. Systematyczne badanie treści propagandy Kremla istotne jest dla oceny jego intencji politycznych. Dlatego „wojna psychologiczna” powinna stać się istotną częścią badań ośrodków analitycznych.
  5. Rozpoznawanie socjologicznych i psychologicznych procesów, jakie związane są z aktywnością w Internecie jest niezbędne dla skutecznych działań przeciw „wojnie informacyjnej” Kremla. Konieczna jest w tej sprawie współpraca międzynarodowa.
  6. Niezbędna jest identyfikacja tych środowisk, które są producentami toksycznych memów. Są to środowiska potencjalnej proputinowskiej działalności politycznej, a nie tylko wirtualnej w przypadku poszerzania się rosyjskiej agresji.
  7. Organy ścigania, prokuratura i sądy powinny zwracać uwagę na nowy typ zagrożeń i przestępczości, jakiego narzędziem jest Internet.
  8. Potrzebne są pilne nowe regulacje prawne dotyczące aktywności w Internecie. W szczególności anonimowość nie może, zwłaszcza w przypadku oszczerstw, mobbingu i gróźb karalnych, chronić przed odpowiedzialnością za słowo.
  9. Przeciwdziałanie „wojnie informacyjnej” wymaga nowatorskich metod pracy odpowiednio przygotowanych wielodyscyplinarnych zespołów. Ich członkami powinni być m. innymi informatycy, socjolodzy i psychologowie społeczni, a także historycy.
  10. Zadaniem agend bezpieczeństwa winno być ustalanie, jaki jest związek polityki wpływu prowadzonej przez Internet z tradycyjną agenturą i sposobem pozyskiwania głównych siewców toksycznych memów.
  11. Iluzją jest, że można nic nie robić. „Zbiorowa mądrość” wyrażająca się Internecie „efektem tłumu” [crowd efect] czyli zasadą, że Internet jako zjawisko masowe, będzie zawsze wyrażał to, co społeczność sieci sobą reprezentuje na zasadzie statystycznego rozkładu i dlatego nader trudno jest Internet zmanipulować, może okazać się myląca.

 

 

 

 

[i]Joanna Darczewska, Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej. Operacja Krymska – studium przypadku, Warszawa 2014. S.12. Autorka w wysoce kompetentny a zarazem przejrzysty sposób dokonuje przeglądu rosyjskojęzycznej literatury a także opisuje praktyczne agresywne działania, jakie władze rosyjskie podejmują w sieci.

[ii]http://wszystkoconajwazniejsze.pl/klaus-bachmann-igor-lyubaszenko-czy-rosyjska-kampania-propagandowa-w-internecie-jest-skuteczna/

[iii]Jako przykład takiej postawy wymienić można: Yohai Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynek i wolność. Warszawa 2008. Patrz; recenzja tej pracy https://kazwoy.wordpress.com/rozmaitosci/czy-internet-wesprze-liberalna-demokracje/

[iv]Jednym z pierwszych, który zwrócił uwagę na działania rosyjskie w internecie jest amerykańsko-białoruski teoretyk Evgeny Morozov w jego książce The Net Delusion. How not to liberate the World z roku 2011.

[v]Należy jednak po pierwsze zwrócić uwagę, że współczesna Rosja nie dysponuje ideologią podobną do dawnej ideologii komunistycznej i po drugie, że otwarte kłamstwo (zaprzeczaniu oczywistym w tym sensie powszechnie uznanym faktom) jest całkowicie jawnym, publicznym działaniem władz moskiewskich. Jak zobaczymy dalej, ma to bardziej funkcję psychologiczną (ma raczej przestraszyć i przekonać o nieustępliwości strony atakującej) niż perswazyjną (przekonać do własnego stanowiska) „wojny informacyjnej” prowadzonej przeciw własnemu społeczeństwu, które nie tyle ma podlegać indoktrynacji, co ma być zmanipulowane.

 

[vi]Troll i od tego słowa pochodzący trolling to pojęcia, jakie pojawiły się najpierw w potocznym użyciu internautów. Wobec szalenie szybko rozwijającego się interaktywnego ze swojej natury Internetu (co najbardziej widoczne jest w upowszechnieniu się sieci społecznościowych) wiele słów-pojęć opisujących ten typ aktywności ludzkiej jest wytworem społecznego i spontanicznego procesu, a nie pojęciami urobionymi przez naukowe opracowania. Uzasadnione jest jednak, aby odwoływały się one w swoich bardziej pogłębionych analizach do pojęć potocznych i już intuicyjnie powszechnie zrozumiałych. Dodać można wiele nowych pojęć związanych z używaniem Internetu, takich jak „Sharing,” „friending,” „liking,” „following,” „trending,” and „favoriting”. Patrz m.in Dijck Jose van The Culture of Connectivity : A Critical History of Social Media, UK 2013

[vii]Literatura poświęcona Internetowi jest już obszerna. Jednak większość autorów, zwłaszcza dążących do szerszych uogólnień i syntez, stwierdza daleko idący brak odpowiednio pogłębionej analizy. Patrz dla przykładu: Fuchs Christian, Social Media : A Critical Introduction, UK 2013.

[viii]Używam tu terminu „mem hybrydalny” przez analogię z terminem „wojna hybrydalna”. Ponieważ rozsyłanie memów jest powszechną praktyką całego Internetu potrzebny jest szczególny termin.

[ix]Evgeny Morozov, The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom Morozov Evgeny: To Save Everything, Click Here : Technology, Solutionism, and the Urge to Fix Problems That Don’t Exist, UK 2014

[x]Wasil Kostickyj szef centralnej Komisji ds.etyki życia publicznego     uważą że celem wojny informacyjnej prowadzonej przez Kreml wobec Ukrainy jest m.in. rozbicie tożsamości Ukraińskiej, http://www.radiosvoboda.org/content/article/26600158.html Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na pozornie odległe o kwestii poruszonych przez Kostikova uwagi McChesney, Robert W, Digital Disconnect : How Capitalism is Turning the Internet Against Democracy, UK 2013. Autor ten zauważa jak dalece Internet zaczyna służyć reklamie i komeracjalizuje się, przestając służyc a nawet zagrażając demokracji.

[xi]Brooke, Heather, The Revolution Will be Digitised : Dispatches from the Information War, UK 2012

[xii]Przywołam tu jako przykład dyskusję jaką toczyła się na FB, gdy jeden ze znajomych o zdecydowanie antyrosyjskich i antykomunistycznych przekonaniach zaczął publikować linki do zdecydowanie prokremlowskich materiałów bez żadnego dodatkowego komentarza. Gdy zwrócono mu na to uwagę, że robi z siebie „trolla” odpowiedział, że przecież robi to dla żartu, bowiem i tak „wszyscy wiedzą o co chodzi”. Problem w tym, że nie wszyscy gotowi byli traktować edytowane materiały jako ośmieszające ich autorów i interpretować je w taki sposób jak internauta będący powodem tej dyskusji.

[xiii]Zjawisko jest już opisywane w licznej literaturze patrz m.in. Howard Gardner and Katie Davis, The App Generation. How Todays’s Youth Navigate Identity, Intimacy and Imagination in a Digital World. Kwestia kształtowania się tożsamości w Internecie stanowi już dzisiaj przedmiot licznych studiów. Niestety literatura ta nie jest w Polsce bliżej znana.

[xiv]Jakub Korejba, Trolle Putina straszą w sieci, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,130330,16869831,Trolle_Putina_strasza_w_sieci.html

[xv]Wielu autorów wskazuje, ze intensywne użytkowanie Internetu wpływa i kształtuje osobowość jej użytkowników, jak pisze jeden z autorów „ zmienia nas jako ludzi”,. Patrz:Lanier Jaron, You are Not a Gadget : A Manifesto. Zwraca się też uwagę, że Internet stwarza sztuczne, oderwane od realiow wyobrażenie o świecie. W zależności od cech i skłonności psychicznych jednostki może ona przebywać? w dużym stopniu wirtualnym świecie. Patrz m.in: Loving Gert, Networks without a Cause : A Critique of Social Media UK 21/02/2012.

[xvi]Fakt, że od kilkunastu miesięcy fora internetowe kilku ogólnopolskich portali są bombardowane masową ilością prorosyjskich postów jest bezsporny. Fakt używania oprogramowania jest też bezdyskusyjny, o czym świadczą m.in. szybkość publikacji postów na forach oraz ich ilość. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, z kim mamy do czynienia. Przy tak niskim „progu wejścia” w skuteczne „szeptanie”, może to być zarówno mała grupa polityczna działająca na ternie kraju, jak i doskonale zorganizowana grupa działająca na zewnątrz.

Najważniejszym pytanie dotyczy celu tego typu działań – czy służą tylko dezinformacji użytkowników forów czy też maja wpływać na tonowanie i kierunkowanie opinii?

http://niwserwis.pl/artykuly/informacyjna-czwarta-wojna-swiatowa.html

http://niwserwis.pl/artykuly/forum-internetowe-forum-propagandy-czy-forum-publicuma.html

 

[xvii]http://rebelya.pl/forum/watek/75453/

[xviii]Samobrona Patriotyczna to m.in. Bohdan Poręba, Eugeniusz Sendecki, Zbigniew Witaszek, Anita Edyta, Zabroś Zdzisław Jankowski poseł IV kadencji (samoobrona)http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Witaszek mnożenie nazw (Polska Patriotyczna, Samoobrona Odrodzenie, Samoobrona Ruch Społeczny)

Intersujący jest portal http://narodowikonserwatysci.pl/

 

 

[xix]Chodzi zarówno o stowarzyszenie o ten nazwie jak i portal http://suwerennosc.blogspot.com/ . Kieruje nim Jerzy Rachowski. Sławomir Andrzej Zakrzewski Ruch suwerenności narodu polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 Eugeniusz Sendecki ,ruch-suwerennosc-narodu-polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 ,ruch-suwerenność-narodu-polskiego     flagi Noworosji Bandera Stop

 

[xx]http://www.konserwatyzm.pl/ Środowisko to jest również wydawcą książek drukowanych. Ciekawą pozycję stanowi: Engelgard Jan, Meller Arkadiusz, Wielomski Adam, Stefan Bandera w Kijowie. Kulisy rewolucji na Ukrainie, Warszawa 2014. Wydawnictwo Capital

[xxi]http://narodowikonserwatysci.pl/2014/06/27/wojna-nato-z-rosja-a-polityka-polska/

[xxii]http://opolczykpl.wordpress.com/ propaguje iedeologię słowiańsko-neopogańską, a więc i antychrześcijański i jest zarazem otwracie proputiniwski

[xxiii]http://wmeritum.pl/ukraina-parlament-zalegalizuje-oun-upa/http://www.krs-online.com.pl/fundacja-miedzynarodowy-instytut-nowych-krs-817242.html (Martynov Aleksei, Mateusz Piskorski, Jacek Cezary Kamiński)
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/09/przestancie-popierac-ukraine/
https://www.facebook.com/PRLbezcenzury?fref=photo (społeczność 11 tys) wyraźnie spreparowany na Donbasie film o p.Szpakowskim separatyści
http://www.nacjonalista.pl/2014/07/09/wolyn-43-pamietamy/

 

[xxiv]http://prawica.net/39503

[xxv]https://www.facebook.com/adam.wielomski.3 wpis anonimowego internauty Katon Najmłodszy dostęp 2014-09-12. Strona FB tego anonimowego internauty jest typowym przykładem prokremlowskiego i proputinowskiego trollingu.

[xxvi]http://marekblaszkowski.salon24.pl/comments/

[xxvii]https://www.youtube.com/watch?v=fCZuPqdCd5I

[xxviii]Np.: Dawid Łasut http://polish.ruvr.ru/2014_09_02/Wielu-Polakow-zyczy-sobie-unormowania-relacji-z-Rosja-9824/

[xxix]https://www.youtube.com/user/Media2000Corp

[xxx]https://www.youtube.com/watch?v=tnA2fEhqq-I&list=TLmqy0naOAB-FdM0LVToIRZTr6dNVm7n8H

[xxxi]https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk

[xxxii]http://polish.ruvr.ru/news/2014_09_07/Korwin-Mikke-Polska-powinna-uznac-aneksje-Krymu-2928 /

[xxxiii]Organizatorem tych demonstracji jest Sławomir Andrzej Zakrzewski.

[xxxiv]http://www.psww.com.pl/

[xxxv]Bartosz Bekier o sytuacji w Ukrainie I Noworosji http://xportal.pl/?p=16661

[xxxvi]Castell Manuel, Networks of Outrage and Hope : Social Movements in the Internet Age, UK 2012, Shirky Clay, Here Comes Everybody : How Change Happens When People Come Together. UK 2009,. Na możliwości Internetu w dziedzinie oddziaływania politycznego zwrócono uwagę w okresie arabskiej wiosny, Wywołało to entuzjazm wśród części ekspertów od sieci. Tym bardziej że już wcześniej dostrzegano możliwości społecznego oddziaływania poprzez Internet, jako „alternative politics”, Occupy movement i inne nowe formy prostetu Patrz: Ghonim Wael Revolution 2.0, UK 2012, Hands Joss@ is for Activism : Dissent, Resistance and Rebellion in a Digital Culture, UK 2010, Gerbaudo Paulo, Tweets and the Streets : Social Media and Contemporary Activism, UK 2012

Van Dijk, Jan A.G.M, The Network Society, UK 2012

[xxxvii]Evgeny Morozov (2012), The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom

[xxxviii]artykuł „Przestańcie popierać Ukrainę”,

[xxxix]http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-bronislaw-lagowski-rusofobia-to-jest-obecnie-ideologia-panstwowa/51vhw

[xl]http://wyborcza.pl/1,75968,16529003,Polska__Rus_i_racja_stanu.html

[xli]http://www.economist.com/news/europe/21646756-europe-belatedly-waking-up-russias-information-warfare-aux-armes-journalistes

 

 

[xlii]Taylor Astra, The People’s Platform : Taking Back Power and Culture in the Digital Age UK 2014 autorka analizuje upadek poważnego dziennikarstwa, które nazywa churnalism. Zjawisko, na które ten raport wskazuje w Polsce, ma szerszy charakter i obserwowane jest również, gdzie indziej.

Bogumił Luft: Czy Putin unicestwi Rosję? Polemika

Rozumowanie Kazimierza Wóycickiego jest logiczne. Szczególnie ważna jest teza, że lęk przed zagładą nuklearną, którą grozi Putin jest złym doradcą. Wydaje się z tego wynikać – jak twierdzi Wóycicki – że jedyną postawą Zachodu w tej rosyjskiej ruletce powinna być totalna nieustępliwość wobec Putina, tak by sam przestraszył się nieuniknionych, katastrofalnych skutków własnej  strategii. Jeśli chce Pan zabić całą ludzkość, a choćby jej połowę – prosimy bardzo. Zabije Pan przede wszystkim Rosję i samego siebie. Wątpliwości co d0 słuszności takiej – postulowanej przez Wóycickiego – postawy Zachodu mogą jednak wynikać nie tylko z lęku, ale również z chłodnego i równie logicznego rozumowania. Nikt nie wie co jest w głowie Putina, ale tym bardziej należy poszerzyć katalog hipotez na ten temat.

Dlaczego prezydent Rosji rozpętał tę całą awanturę? W powszechnym przekonaniu w celu odbudowania imperium. Ale do czego mu to jest potrzebne? Być może doszedł do wniosku, że podjęcie takiej próby jest jedynym sposobem ratowania przed upadkiem Rosji, której z jej własnej winy nie udała się jak dotąd modernizacja mogąca zapewnić jej na przyszłość utrzymanie mocarstwowej pozycji w światowej skali. Być może oznacza to, że dostrzegł, iż może utracić władzę, którą tak bardzo lubi, jeśli nie dostarczy narodowi satysfakcji, której ów naród nie znalazł innymi sposobami, niż znana z poprzednich wieków dominacja nad innymi narodami. Jeśli tak, to już się mu udało dostarczenie owej satysfakcji – jak wolno sądzić z miażdżącego poparcia Rosjan dla jego działań i jego osoby.

A jednak pytanie, co Putin dalej zamierza, nie jest pytaniem retorycznym, a twierdzenie, że totalna nieustępliwość jest jedynym sposobem powstrzymania jego agresji, jest mocno dyskusyjne. Nie wiadomo czy Putin jest szaleńcem, ale na pewno znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił. Nie może się cofnąć. Ale niewykluczone, że może, a nawet chce się zatrzymać. Być może już się boi tego, co rozpętał, choć na pewno nigdy się do tego nie przyzna. Być może opór jaki jednak napotkał – i na Ukrainie i ze strony Zachodu – trochę go zaskoczył. Warto to sprawdzić i dać mu szanse na modyfikację pierwotnych marzeń z zachowaniem twarzy wobec  własnego społeczeństwa. Dawanie tego rodzaju szans nawet (a może nawet zwłaszcza) najbardziej parszywym partnerom to abecadło dyplomacji. Brak takich szans może spowodować, że Putin zamknie się sam w kokpicie,  jak pilot-samobójca i zabójca lecący nad Alpami.

Cóż zresztą dziś oznaczałyby owe ustępstwa wobec Putina? Do zelżenia sankcji na razie nie ma powodu, ale chwilowo nie istnieją wyraźne powody, by je zaostrzać. Nie można po prostu uznać aneksji Krymu, ale trzeba przyjąć do wiadomości, że większość mieszkańców tego półwyspu nie miała nic przeciwko, a ukraińska armia wycofała się z niego bez jednego wystrzału. Nie można uznać Noworosji powstałej w Dombasie, ale można pogodzić się z tym, że powstało kolejne Naddniestrze, skoro ponad dwudziestoletnia uparta egzystencja nieuznawanego przez nikogo mołdawskiego Naddniestrza mało przeszkadzała Europie. Można by dostarczyć znaczną ilość broni Ukrainie, ale w jakim celu? Po to, by odbiła Krym, a przynajmniej Dombas? To jest niewykonalne, bo założę się, że rosyjska armia uniemożliwi taką opcję i to bez użycia broni nuklearnej. Więc może nie dostarczać broni Ukrainie, chyba, że z twardą gwarancją, że będzie używana w celach wyłącznie defensywnych.

Cóż miałaby z kolei oznaczać owa totalna nieustępliwość wobec Putina? Żądanie zwrotu Krymu i Donbasu? Tego na pewno nie zrobi, bo na własnym rosyjskim podwórku byłby politycznym samobójcą. Udzielenie Ukrainie jakiegoś militarnego wsparcia (choćby w postaci dostaw broni) w odbijaniu zaanektowanych terytoriów? To byłoby oczywiste wejście do wojny ze skutkami trudnymi do przewidzenia, nawet jeśli nie oznaczały by nuklearnej katastrofy lub taktycznej katastrofki. A wchodząc do wojny warto mieć przynajmniej jakiś zarys skutków takiej decyzji, bo inaczej sytuacja łatwo wymyka się spod kontroli.

Ukrainy nie wolno pozostawić samej. Trzeba jej udzielić pomocy w dziedzinie gospodarki i modernizacji na miarę jej własnej determinacji we wdrażaniu reform. Do tego trzeba dużego wysiłku i dużo pieniędzy, a szafowania pieniędzmi Europejczycy niestety jeszcze bardziej nie lubią niż szafowania krwią, a zwłaszcza uzbrojeniem. Jeśli jednak Europa w tej kwestii zawiedzie, to będzie to niewybaczalny błąd. Przede wszystkim nie może jednak zawieźć sama Ukraina, która – jak się zdaje – dorobiła się wreszcie elity zdecydowanej na reformy, ale przez poprzednich ponad dwadzieścia lat przespała najlepsze pięć minut, gdy rosyjski niedźwiedź schował przejściowo swoje pazury. Zanim zadeklarujemy gotowość umierania za Ukrainę warto by się przekonać, że ten kraj ma rzeczywiście stanowczą wolę i możliwości podjęcia takich przemian, które stworzą mu szanse dołączenia do europejskiej rodziny. Brzmi to brutalnie, ale taka jest prawda i nie jest żadnym argumentem twierdzenie, że ten, kogo zaatakowała Rosja ma taryfę ulgową.

Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że dumna wola pokonania Putina na Ukrainie za wszelką cenę może być również nienajlepszym doradcą. Warto przypomnieć decyzję Winstona Churchilla, który po zakończeniu drugiej wojny światowej snuł konkretne plany uratowania Polski od sowieckiej okupacji przy pomocy wojny ze Stalinem, ale porzucił ten projekt jako zbyt ryzykowny, bo mógłby się zakończyć sowiecką okupacją znacznie większej części Europy, co nawet dla Polski nie byłoby korzystne w dłuższej perspektywie historycznej. Nie była to decyzja moralnie estetyczna, ale być może realizm brytyjskiego premiera stworzył po dziesięcioleciach szansę na niepodległość również dla krajów wtedy przez Kreml podporządkowanych, bo przetrwała Europa od Sowietów niezależna.

Oczywiście jest czerwona linia, na której przekroczenie nie wolno Putinowi pozwolić. Jest to granica państw NATO. Jak dotąd nic takiego się jednak nie stało. Gdyby do tego doszło należałoby odpowiadać adekwatnie, więc spokojnie i nie przesadnie, ale stanowczo, zgodnie z traktatowymi zobowiązaniami. Na razie jednak warto powściągać namiętności oraz nie prężyć wojennych i wrogich Rosji muskułów, co niestety miewa w Polsce miejsce.

Strach pisać takie rzeczy, bo narasta atmosfera, w której jest się za nie podejrzewanym przynajmniej o tchórzostwo, jeśli nie o coś gorszego. To nie jest dobra atmosfera. Boję się. Nie wiem, który lęk jest większy – przed Putinem, czy przed takimi podejrzeniami. Piszę jednak, bo myślę. Wbrew temu, że się boję.

 

Bogumił Luft, niezależny publicysta, były ambasador RP w Rumunii i w Republice Mołdawii

Putin, bomba atomowa, samobójczy pilot. Czy Putin chce unicestwić Rosję?

Groźby ze strony Putina dotyczące zastosowania broni nuklearnej, traktowane są albo jako majaki szaleńca i zapowiedz apokalipsy albo jako groźny szantaż. Skoro jednak dyktator potężnego państwa i nuklearnej potęgi wciąż to powtarza, a za nim jego otoczenie, to należy się poważnie zastanowić, co to może oznaczać. Sam namysł budzi strach, więc łatwo o jedynie jednostronne i wizje przyszłości wypełnione jedynie lękiem (skądinąd uzasadnionym), a przez to irracjonalne.
Niewątpliwe jest to, że dzisiejszy władca Kremla używa wobec Zachodu szantażu nuklearnego – jeśli mi nie ustąpicie, gotów jestem zastosować broń nuklearną (ostatnio stwierdził to w filmie dotyczącym aneksji Krymu). Co by jednak było, gdyby mu ustąpić choć raz? Byłaby to namowa, aby szantaż został powtórzony. Powiedzmy, że w skutek tego szantażu Zachód ustępuje w sprawie Ukrainy. Następnie Putin stwierdza, że nie życzy sobie aby trzy państwa bałtyckie były w NATO, bowiem stanowi to zagrożenie dla Rosji. I dalej, gdyby szantaż działał, dlaczego nie miałby stwierdzić, że Polska i Europa środkowa miałaby z NATO wystąpić. Gdyby to osiągnął, pozbawione broni nuklearnej Niemcy stanąć się mogą następnym przedmiotem szantażu. Granica imperium może się oprzeć na Atlantyku, albo wojna nuklearna wybuchnie, gdy „państwa nuklearne” Francja i Wielka Brytania nie ustąpią. Toczyłaby się ona między innymi na terenie Polski i Niemiec.
Ustępowanie więc wcale nie zapewnia Europie bezpieczeństwa. Może ona popaść w niewolę nie unikając przy tym wcale groźby wojny.
Zimna wojna nie zakończyła się wojną nuklearną z uwagi na wzajemne odstraszanie. Gdyby dzisiaj wybuchła między Rosją a Zachodem byłaby to katastrofa. Trzeba jednak stwierdzić, że nawet jeśli kilka wielkich amerykańskich miast zostało by zniszczonych, Stany Zjednoczone przetrwały by. Zniszczenie dwóch największych miast rosyjskich oznaczałoby, że Rosja jako organizm polityczny i państwowy przestała by istnieć. Najprawdopodobniej jej ogromne terytorium stało by się terenem ekspansji Chin i Islamu. To właśnie stojące z boku Chiny i radykalny islam mogłyby być głównymi zwycięzcami takiej wojny (kto bowiem mógłby powstrzymać ekspansję ISIS). Rosja nie unicestwiłaby swojego największego wroga, a unicestwiłaby się sama.
Należy przy tym przypomnieć, że użycie około stu bomb nuklearnych spowodowało by radykalną zmianę klimatu, a przy jeszcze większej ilości „zimę nuklearną” mogącą unicestwić znaczną część życia na Ziemi. Polityk, który decydowałby się na wojnę w takiej skali byłby jak ów niemiecki pilot, który zabił w Alpach siebie i 150 pasażerów swego samolotu. Przypuszczenie, że Putin jest takim „pilotem” czyni wszelką politykę bezprzedmiotową. Nie można jednak wykluczyć, że Kreml może postawić świat wobec szantażu – „albo nam ustąpicie albo dojdzie do totalnej zagłady”. Propagandowe videa, jakie putinowska propaganda rozpuszcza po internecie (jedno z nich pokazał bliski doradca Putina, Rogozin) daje tego przedsmak.
Scenariusz wojny nuklearnej może być jednak tylko „częściowo” apokaliptyczny. Załóżmy, że Putin użyje jedynie taktycznej broni nuklearnej przeciw Ukrainie (będzie to szczególny sposób zaakcentowania, że Ukraińcy są bratnim narodem Rosjan). Nie będzie to więc bezpośrednio wymierzone w Zachód, a jednak dość fundamentalne tabu, dzisiejszego świata zostałoby złamane. Jak należałoby zareagować? Znów należy powtórzyć, że niereagowanie oznaczałoby uleganie szantażowi i byłoby namową do następnych takich kroków. Wydaje się, że taki atak winien być potraktowany tak samo, jakby bezpośredni atak, na któryś z krajów Zachodu. Użycie taktycznej broni nuklearnej przez Kreml winno się spotkać z symetryczną odpowiedzią, mimo niebezpieczeństwa eskalacji konfliktu do pełnej wojny nuklearnej. Trzeba założyć, że doktryna „wzajemnego odstraszania” zadziała w sytuacji zbliżającej się apokalipsy. Jeśli nie, topowracamy do początku naszych rozważań.
Namysł nad skutkami wojny nuklearnej jest dziś niezbędnie potrzebny. Sam lęk, wywołany apokaliptyczną wizją nie może być dobrym doradcą. Ciągłe cofanie się zwiększa tylko prawdopodobieństwo totalnej katastrofy. Im wcześniej dojdzie do „przesilenia” tym większe szanse, że uratuje się świat i światowy pokój. Gdyby prezydent Kennedy nie zdecydował na kryzys kubański być może zimna wojna zakończyłaby się wojną nuklearną. Niewykluczone też, że Krem w ramach wojny psychologicznej, chce wykorzystać nasze lęki, pozbawiając nas zdolności racjonalnego i chłodnego myślenia. Nie tylko nie ulegając szantożowi ale i nie ulegając własnym lękom, dajemy największe szanse uratowania światowego pokoju i międzynarodowego porządku.
Nawet jeśli Putin przypomina samobójczego pilota pasażerskiego samolotu, sprawą należy zająć się już teraz, nie czekając aż nie gdy zamknie się już sam w kabinie, jak uczynił to samobójczy pilot.

Putin jako kagiebista, internauta i ekonomista

Sporo ludzi uważa Putina za polityka skutecznego, ponieważ zajął Krym i Donbas oraz grozi dalej wojną. Inni twierdzą, że w istocie grzebie resztki rosyjskiego imperium, które pogrąża się w coraz większym kryzysie. Przyszłość pokaże, która diagnoza była trafniejsza. Warto się jednak zastanawiać na metodami, jakimi działa judoka z Kremla.
Putin po pierwsze liczy na swoją agenturę. Nie chodzi bynajmniej o jakiś szpiegów, którzy zdolni byliby wyciągnąć są z jakiejś szafy tajny dokument. Chodzi o takie osoby jak Gerhard Schroeder, były niemiecki kanclerz, Milos Zeman obecny prezydent Czech, Viktor Orban, premier Węgier. Marie Le Pen, przywódcę dużej opozycyjnej partii we Francji, polityków rządzącej greckiej partii SIRISA. W Polsce wpływy są skromniejsze ale zawsze liczyć może na Korwina-Mikke czy partię Zmiana. Dzięki takim politycznym aliansom Kreml chce dezintegrować Unię Europejską. Putin wierzy w swój wpływ, ponieważ za to zapłacił. Zemanowi kampanię wyborczą opłacił Łukoil, Le Pen dostała pożyczkę dla swojej partii, Schroeder popłatne stanowisko w Gazpromie. Tylko agentura dobrze opłacona może być skuteczna. Tak myśli kgbista. Przekupstwo należy doprawić strachem. Dlatego w Rosji zginęło od roku 2001 około 300 dziennikarzy i działaczy opozycyjnych. Putin jest bezwzględny i przed niczym się nie ugnie, głosi legenda. Opór na nic się nie zda. Świat w wyobrażeniu Putina składa się z ludzi przekupnych, a jeśli ktoś jest tak naiwny, że przekupić się nie daje, można go przestraszyć lub w przypadku najbardziej opornych zlikwidować.
Putin jest wreszcie największym w świecie internautą. Kreml zbudował gigantyczną maszynę propagandową, wykorzystującą to co wydaje się we współczesnym świecie najnowocześniejsze – internet. Poszczególne kraje UE dostają potężną dawkę dezinformacji, która jest tym bardziej skuteczna, że wydaje się być niejawna. W sieciach społecznościowych trafić można niemal do każdego indywidualnie. Dla konserwatysty Kreml dba o wartości chrześcijańskie przeciw gejeuropą, dla sieroty po detente Putin broni pokoju i równowagi naruszonej przez Kijów, dla lewaków sprzeciwia się Ameryce, dla Polaków cierpi razem z nimi za Wołyń, dla Czechów jest Słowianinem, dla antyklerykałów poganinem a dla kosmitów zielonym ludzikiem. Każdy dostanie w internecie to czego oczekuje wraz z sugestią, że jego marzenia spełni euroazja.
Jeśli zaś ktoś tak prosto nie daje się przekabacić, to można go napuścić na innych obok: „oburzonych” na niesprawiedliwy „system”, Węgrów na Słowaków, Słowian straszyć Niemcami, Niemców Ameryką, Polaków banderowcami, separatystów wszystkich krajów zwrócić przeciw krajowym rządom, opornych wobec Putina polityków ośmieszyć itd. Itd. I właściwie nawet nie trzeba się specjalnie wysilać się, aby prowadzić taką wojnę psychologiczną. Wszystkie takie konflikty i animozje istnieją, nie trzeba ich wynajdywać ani prowokować, należy je jedynie odpowiednio wzmocnić. I unijna Europa rozleci się i upadnie niemal sama z siebie.
Plan był dobry i wszystko miało iść jak po maśle. Putin miał pocisnąć, Unia miała się rozlecieć, a imperium w dawnej glorii miało wrócić dzięki agenturze i samej psychologii. Coś poszło jednak krzywo i Zachód zaczął wierzgać. Trudno powiedzieć, gdzie jest przyczyna, czy agentury było za mało, czy też w internecie nie poszło dość gładko – nomen omen – to wynalazek Silicon Valley, i nie dało się wszystkich w sieci oszukać, mimo że ma się po swojej stronie Snowdena.
Zachód sięgnął po sankcje gospodarcze. Putin wyśmiewał je początkowo, kpiąc, że bardziej zaszkodzą one Zachodowi niż „wielkiej” Rosji. Krym był cenną zdobyczą, ale zaczął dość drogo kosztować. Stwarza to konieczność zdobycia korytarza lądowego, by nie budować dla grube miliardy mostu. Podbity Donbas też zaczyna kosztować, jak każda wojna.
Z czasem sankcje zaczęły boleć. I tu Putin okazał się ekonomistą i pokazał swój plan „B”. Rosja gospodarczo odwrócić się ma na Wschód ku Azji, a Zachód zostanie sam, ze swoją gospodarką w kryzysie oraz bez ropy i gazu. Wybuduje się rury aż do Pekinu. To co nie udało Związkowi Sowieckiemu, zagospodarowanie Syberii i przez co Związek upadł, uda się mnie Putinowi. A sankcje? Sami je nałożymy na Zachód. Po co od niego kupować, skoro można to samo produkować u nas w domu. Import ogranicza własną gospodarkę, brzmi nowe prawo ekonomiczne Putina. Ma zadziałać w ciągu dwóch lat, inni mówią, że może w ciągu dziesięciu.
Na razie plan prawie działa. Chińczycy zaczęli coś inwestować pod warunkiem jednak, że będą mieli pakiet kontrolny w tworzonych przedsiębiorstwach. Co odebrano zachodnim inwestorom, dano chiński poszerzonym wymiarze.
Plan Putina może działać nadal ma bowiem wiele wariantów. Po niepowodzeniu wariantu A (niepostrzeżonym odzyskaniu imperium), można było przejść do wariantu B (zgwałcenia Ukrainy). Jeśli wariant B się sypie (co się chyba dzieje) można przejść do wariantu C, jakim jest eskalacja działań militarnych. Po wariancie C sięgnąć można po wariant D i otwartą inwazję. Właściwie czemu nie spróbować odbić Kijowa. Na Kremlu jest też może pewnie wariant Z, przy którym rosyjska misja pokojowa odwiedza Lizbonę (wariant Dugina). Po drodze jest też wariant N z wojną nuklearną.
W każdym wariancie agentura i internet przydadzą się w taki lub inny sposób. Każdy jednak kolejny wariant, wynik niepowodzenia poprzedniego, kosztuje coraz więcej. Agentura się demaskuje a i w internecie coraz mniej ludzi daje z siebie zrobić idiotów.
Być może jednak alfabet jest zbyt długi, by Putin zdołał zrealizować wszystkie warianty. Należy też uwzględnić odmienną kolejność liter w rosyjskiej cyrylicy i alfabecie łacińskim. Litera „w” jest nim trzecia co do kolejności, a w łacińskim prawie ostatnia. Putin jest z pewnością przy „w” w swoim alfabecie. Jeśli jednak Europa zapisuje swoje dzieje łacinką, to Putinowi nie zostało już wiele liter do końca.

Wielki Troll Putin i bitwa warszawska z jego polskimi trollami

W ostatnim tygodniu rozegrała się ważna bitwa w hybrydalnej wojnie, jaką wytoczył Putin Europie. I rozegrała się ona nie gdzie indziej, jak w Warszawie. Wojna toczy się bowiem nie tylko na Wschodzie, gdzie nasyłani są przez Moskwę terroryści. Jest to też wojna psychologiczna, której główną bronią Kremla jest kłamstwo. Ta psychologiczna wojna jest starannie zaplanowana i swoich wodzów i teoretyków. Prowadzi ją w widoczny sposób minister Ławrow. Według wysokiego oficera FSB Igora Parina, teoretyka propagandy, wojna informacyjna prowadzona ma być na wzór operacji wojskowych i jest całkiem świadomą sztuką manipulacji.
Kanał „Russia Today” jest powszechnie znany jako tuba brutalnej propagandy. Ważniejszy w dużym stopniu jest jednak internat. W całej Europie został on podminowany przez niezliczoną ilość w większości anonimowych siewców kłamstwa. Sieci społecznościowe takie jak Facebook nagle stały się pełne bzdurnych pseudoinformacji o rzekomej „Wileńskiej Republice Ludowej”, rzekomych zbrodniach popełnianych przez ukraińskich faszystów krzyżujących dzieci, rozpadającym się nie tylko ukraińskim ale i polskim państwie a także rozpadającej się na amen Europie itd. Trzeba stwierdzić, że Moskwa wydając na ten typ propagandy nie małe pieniądze wykorzystała efekt zaskoczenia. Jeszcze nikt nie korzystał z internetu w taki sposób i na taką skalę. Wiadomo było, że islamscy terroryści wykorzystują internet do takiego zmanipulowania jednostek, by uczynić z nich zamachowców. Moskwa postanowiła jednak zmanipulować z pomocą interetu całe społeczeństwa i cały kontynent.
Operacja bynajmniej nie była banalna. Nie chodzi tylko o samą masowość kłamstwa „powtarzanego tysiące razy”. Teorie pułkownika Parina idą znacznie dalej niż przestarzałe wzorce Goebelsa. Ważne jest rozpoznane słabych punktów innych społeczeństw, włączenie się w ich dyskusje tak aby wywołać myślowy chaos i podsycić wszelkiego typu konflikty. Niech węgierscy nacjonaliści chcą przywrócenia wielkich Węgier, Polacy „powrotu” Lwowa a Niemcy Prus Wschodnich. Niech Polacy myślą, że Ukraińcy to banderowcy i widzą w historii Ukrainy jedynie „rzeź wołyńską”, niech konserwatyści myślą, że Europa to geje, a lewicowcy, że na Rosję napadają Amerykanie tak samo jak na Europę. Niech w postmodernistycznym świecie panuje chaos, a Putin przyjdzie ocalić ten walący się świat swoją silną ręką. Kto nie wierzy, że można mieć taki plan winien sięgnąć do „Trzeciej teorii” Dugina duchownego inspiratora działań Kremla. Gdyby „Mein Kampf” przeczytano wcześniej i uważniej, by zobaczyć nadchodzące niebezpieczeństwo, można by uniknąć wielu tragedii, tak samo warto zapoznać się z „Trzecią teorią” i rozpoznać grozę, która kryje się za słownym i myślowym bełkotem „Trzeciej teorii”.
Działanie z zaskoczenie dało Moskwie pewne korzyści, spowodowało jednak także reakcję. Internet jest też wielkim forum wolnych ludzi. W wielu krajach powstały inicjatywy mające za zadanie pokazywanie putinowskich kłamstw a także wskazywanie ma mechanizmy ich upowszechniania przez osobników słusznie nazywanych trollami (jak ktoś jeszcze nie wie, to troll jest człekokształtnym, prymitywnym i brutalnym prymitywem z bajek ludów Północy). Jednym z takich znaczących inicjatyw stała internetowa strona „Rosyjska V kolumna”, jak sam nazwa wskazuje demaskująca działanie propapadowej agentury Kremla. Wyraźnie szeroka grupa internautów i dziennikarzy zaczęła demaskować jawnych i nie jawnych trolli. I doszło do pierwszej poważnej bitwy w wojnie hybrydalnej w polskim internecie.
Trolle jak to trolle zarzuciły Facebook tysiącem kalumnii i skarg, że to to rzekomo „Rosyjska V kolumna” nie przestrzega reguł gry. I tak zmyliły ludzi Zuckerberga w Warszawie, że „V kolumnę” zamknięto. Pewnie od razu doniosły o tym do Moskwy a pułkownik Parin triumfował i dał premię czołowym trollom. Wolni obywatele wszczeli jednak skuteczny alarm. Facebook ma być przecież narzędziem wolnych społeczeństw i demokracji. I po bardzo krótkim czasie „Rosyjską V kolumnę” przywrócono. I pamiętajcie – internet to wynalazek amerykański dla wolnych i niezależnie myślących obywateli! Trolle w internecie mogą się tylko próbować pokątnie ukrywać i smędzić. Drżyjcie putinowskie trolle! Nie ukryjecie się!