NATO, Rosja, Obama, Tusk i PiS

Szczyt NATO dał wyrazistą odpowiedz na agresywną politykę Rosji. Rozpoczynając swoją awanturniczą politykę takiego zdecydowania Sojuszu Putin nie spodziewał. Swoją ocenę sojuszu muszą też skorygować ci wszyscy w Polsce, którzy powtarzali chętnie stereotypy o naiwnym (a nawet może zdradliwym) Zachodzie. NATO nie żywi wątpliwości, że Rosja jest potencjalnym agresorem i sojusz przyjął strategię odstraszania.

Zawarta umowa USA-UE jest nowym czynnikiem polityki bezpieczeństwa. Wskazuje też jak dużą uwagę przywiązuje Waszyngton do Unii Europejskiej. Wszelkie spekulacje, że amerykanie odwracają się plecami do Europy, ponieważ ich interesy są na Pacyfiku, zdają się już nieaktualne.

Wydaje się, że w tej dziedzinie polityki bezpieczeństwa odnośnie NATO nie ma zasadniczych rozbieżności  między obozem rządowym w Polsce  a opozycją. Ponad 80% Polaków jest też  za członkostwem Polski w NATO a jedynie 3% jest temu przeciwna (choć warto zwrócić uwagę na agenturalne próby kwestionowania członkostwa Polski w NATO z jakich natężeniem miało się do czynienia ostatnio).

Szczyt ma też swoje znaczenie dla krajowe. Każda ze stron chce wyciągnąć z niego korzyści wewnątrz polityczne.  Rząd próbuje się zasługi wstąpienia Polski do NATO przypisać politykom PiS (delikatnie mówiąc są one znikome), co pokazywać ma kuriozalna wystawa pokazana z okazji szczytu, w której pomija się tych polityków III RP, którzy budowali zręby polityki bezpieczeństwa po 1989 i odzyskaniu niepodległości. PiS stara się we wszelkich dziedzinach pokazać,że wszystko zaczyna od nowa i lepiej, stąd teza, że obecny szczyt (przygotowywany rzekomo przez PiS – co jest nie prawdą, bowiem inicjatywa wyszła przed wielu lata od Bronisława Komorowskiego) jest niemal tak samo ważny jak samo wstąpienie do NATO w roku 2000.

Wbrew tym wysiłkom dobry nastrój politykom PiS psuć musi wystąpienie prezydenta Obamy  bez ogródek  mówił o tym, że wspólnota północnoatlatycka opiera na demokratycznych wartościach państwie prawa wyrażając zaniepokojenie tym, co dzieje się w związku w Polsce. Wspólna konferencja prasowa prezydenta Obamy i prezydenta Dudy pokazała też rażący kontrast obu wystąpień.  Można tylko spekulować czy spotkanie prezydenta Obamy z prezydentem Dudą mogła wywrzeć na tego ostatniego jakiś pozytywny wpływ i skłonić go do poważniejszego traktowania swego urzędu.
Widoczną postacią szczytu był natomiast Donald Tusk i to nie tylko z powodu pełnionej przez siebie funkcji. Oczywiste jest, że jest współautorem umowy USA-UE. Jego przemówienia podczas szczytu było wyraziste w sprawach polityki bezpieczeństwa zawierało również aluzje dotyczące wewnętrznej polskiej sytuacji. Zapowiedziane przesłuchanie Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej może okazać się istotnym wydarzeniem politycznym o dalece niekorzystnej wymowie dla PiS i Macierewicza propagującego teorię zamachu. Tusk na szczycie pokazuje się polityk europejskiego wymiaru. Próba niszczenia jego autorytetu może być dla jego przeciwników w Warszawie katastrofalna. W świetle wydarzeń globalnych (a takim jest szczyt NATO) widać małość polityki PiS jest jeszcze lepiej widoczna.

Wojny geografów. Uwagi politologa

ksiazka BrusewitzRec.  Gernot Briesewitz, Raum und Nation in der polnischen Westforschung 1918-1948,  Osnabrück 2014

Polska myśl zachodnia jest odpowiedzią na „Ostforschung” – tak brzmi główna teza obszernej pracy Gernota Briesewitza. Zaznacza on przy tym, że taki kontekst nie może w najmniejszym stopniu relatywizować czy usprawiedliwiać uwikłania niemieckiego Ostforschung w narodowy socjalizm III Rzeszy.

Autor we wnikliwy sposób opisuje ewolucję polskiej myśli zachodniej, pokazując jak reagowała ona na zmieniającą się sytuację polityczną w kolejnych etapach od  odzyskania przed Polskę niepodległości, w 1918 roku, poprzez okres międzywojenny i II wojny aż po czasy objęcia władzy przez władze komunistyczne. Autor nie wyjaśnia wyraziściej tej ostatniej cezury, ale jak się wydaje, wiąże ją  z nadejściem  stalinizacji.  W istocie praca Briesewitza obejmuje dłuższy okres niż tylko lata 1918-1948. W pracy  sięga się  bowiem do prac Wacława Nałkowskiego i Eugeniusz Romera z okresu sprzed I wojny, jak również  dzięki obszernym przypisom można śledzić dzieje myśli zachodniej po roku 1948. Książka jest ciekawym wykładem dziejów koncepcji nie tylko geografii politycznej w Polsce, ale także szerszych wyobrażeń terytorialnych w polskiej myśli politycznej.

Briesewitz uważa terytorium i przestrzeń, o jakiej mówi geografia, za twór wyobrażeń kulturowych,  podobnie jak Anderson mówi o „przeszłości wyobrażonej”, a także używana pokrewnego pojęcia „przestrzeni mentalnej”. Powoduje to, że z dużym dystansem odnosi się do geografii politycznej opartej o założenia obiektywnych czynników, determinujących przynależność danego terytorium do danej wspólnoty politycznej. Dlatego też autor jak najsurowiej osądza niemiecką geografię polityczną II i III Rzeszy, podkreślając, jak dalece konstruowała ona antypolskie stereotypy.

Briesewitz dostrzega zasadniczą różnicę polskiego i niemieckiego dyskursu geografii politycznej przed I wojną światową. W Niemczech silnie zinstytucjonalizowana geografia polityczna wyrażała imperialne ambicje  państwa, pytała o przestrzeń życiową i możliwość ekspansji (z czasem staje to politycznym projektem agresji).  Tymczasem w polskim przypadku  był to dyskurs ruchu narodotwórczego, który usiłował swoje państwo uzyskać i odbudować, mając w tle obraz dawnej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Po ponad stuletnim braku państwowości i ogromie przemian etnicznych i cywilizacyjnych na tym obszarze, uzgodnienie historycznej mapy z współczesnymi realiami stawało się trudnym problemem. Stwarzało to  szczególny związek kształtującej się polskiej geografii politycznej z geografią symboliczno-historyczną. Jak wiadomo pytanie, jakie terytorium obejmować powinno odradzające się państwo polskie było około roku 1918 wewnątrzpolskim przedmiotem kontrowersji.

Autor omawia spór Nałkowskiego z Romerem, jako jeden z najistotniejszych w dyskusji dotyczących terytorium i położenia Polski poprzedzających odzyskanie niepodległości. Prace czołowych polskich geografów, Wacława Nałkowskiego i Eugeniusza Romera, umieszcza autor w kontekście sporów intelektualnych przełomu XIX i XX wieku. i twórczości Friedricha Ratzela, który powszechnie uważany jest za jednego z głównych twórców geografii politycznej jako dyscypliny naukowej. Postać niemieckiego geografa do dzisiaj wywołuje ożywione spory, dotyczące tego, w jakim stopniu tworzone przez niego pojęcia (Lebensraum, przestrzeń życiowa) współtworzyły później ideologię nazizmu. Spór dotyczy tego, czy pojęcia te zawierały od samych początków treści rozwinięte przez ideologów narodowego socjalizmu, a tacy geografowie uwikłani w nazizm jak Karl Kaushoffer to  bezpośredni spadkobiercy Ratzela. Terminologia używana przez Nałkowskiego i Romera (twór przyrodzony, organizm życiowy), wykazuje jednak podobieństwo i pokrewieństwo do terminologii Ratzela. Skoro więc polscy geografowie używają takich terminów, to  skłania do oceny, że terminologia niemieckiego geografa bardziej przynależy do  epoki, w której była tworzona i przede wszystkim w tym  kontekście należy ją intepretować. Jej „degeneracja” nastąpiła później.

Okres II RP nie tylko nie złagodził kontrowersji polskich i niemieckich geografów, ale w znaczący sposób je zaostrzył. Niemiecka geografia polityczna w pracach takich geografów jak właśnie Hausdorf, zradykalizowała antypolską argumentację, co poprzez terytorialny rewizjonizm republiki weimarskiej doprowadziło do zbrodniczej polityki III Rzeszy.  II RP konfrontowana była z rewizjonistycznymi tendencjami ze strony Niemiec, a po stronie polskiej istniało niezadowolenie z wyników referendów 1920.

Powstała koncepcja jagiellońsko-piastowska, która konstruowała „kontinuum czasowo-przestrzenne” od początków państwa polskiego do współczesności.  Argumentacja historyczna łączy się tu z argumentacją geograficzną.  Briesewitz skłonny jest sądzić, że uwaga polskiej geografii politycznej skierowana  została przede wszystkim ku Prusom Wschodnim i morzu Bałtyckiemu (kwestia poszerzenia polskiego korytarza). Chodzi bardziej o poprawę „geostrategicznego” położenia państwa bardziej niż jakiegokolwiek argumenty etniczne czy nawet historyczne. Dolny Śląsk i Pomorze Zachodnie nie stoją w takim stopniu w centrum zainteresowania koncepcji  jagiellońsko-piastowskiej, a polska myśl polityczna zdominowana jest przez ideę jagiellońską, skierowaną ku Wschodowi.  „Myśl zachodnia” pobudzana jest jednak przez rewizjonistyczne tendencje w Republice Weimarskiej. Koncepcje Eugeniusza Romera „naturalnego terytorium”, według których zachodnią granicą jest Odra i Nysa znajdują kontynuację w pracach Zygmunta Wojciechowskiego, gdzie kwestia granicy na Odrze i Nysie była wyraziście  zarysowana.

W okresie II wojny myśl zachodnia ulega zrozumiałej radykalizacji, by już po wojnie dostarczać uzasadnień granicy na Odrze i Nysie, wtapiając się  w komunistyczną  koncepcję Ziem Odzyskanych. Tragicznym paradoksem tej historii jest to, że realizacja koncepcji myśli zachodniej II RP nadeszła wraz klęską w II wojnie światowej. Polska uzyskała granicę na Odrze i Nysie z woli Stalina dławiącego w Polsce niepodległość. Uczeni tacy jak Zygmunt Wojciechowski, wpisywali swoje idee w powojenne koncepcje piastowskiej Polski, legitymizujące nową władzę.  Ratowali resztki  tego, co pozostawało z idei jagiellońsko-piastowskiej”,  konfrontując się z zagrożeniem, że Polska mogłaby być zredukowana do terytorium mniejszego od Kongresówki, a ideę jagiellońską starano się całkowicie zdyskredytować.

Myśl Zachodnia, ze zrozumiałych powodów bezpośrednio po wojnie  antyniemiecko nastawiona,  staje się podporą prowadzonej przez komunistyczne władze polityki niemieckiej. Dzieje się tak  aż do roku 1989, mimo że rosnący dystans czasowy do II wojny rodzi nowe idee i potrzeby polityczne. Instytut Zachodni i Instytut Śląski, jako podpory instytucjonalne, wspomagały wojnę z „zachodnioniemieckim” rewizjonizmem, w szczególności ze środowiskami niemieckich przesiedleńców. Podtrzymywały też tezę o piastowskim odwiecznym charakterze Ziem Zachodnich. Jest to jeden z powodów, dla którego proces budowania polskiej tożsamości na ZZ, którego istotnym czynnikiem stawało  się z czasem rozpoznanie niemieckiego dziedzictwa i jego przejmowanie, umyka większości późniejszych prlowskich adeptów „myśli zachodniej”. Trwają oni cały czas w atmosferze konfrontacji z Niemcami, gdy tymczasem od lat 70-tych obserwować można wiele objawów polsko-niemieckiego zbliżenia. Ośrodki te pozostaną na uboczu procesów, które doprowadzą polsko-niemieckiego pojednania po roku 1989.

W kontekście polsko-niemieckiego sporu geografów „myśl zachodnia” interpretowana być może być bardziej jako składnik dyskursu politycznego niż spór naukowy wewnątrz dyscypliny, jaką jest geografia. Rok 1989 całkowicie dezaktualizuje „myśl zachodnią” wobec zbliżenia Warszawa-Berlin i demaskuje jak dalece wyobrażenia geograficzne i terytorialne wpisywały się uprzednio w kontekst propagandowy. Nawet jednak przy tak krytycznej ocenie konieczne jest nie zapominanie, jak dalece od roku 1945 „myśl zachodnia” znajdowała swoje uzasadnienie polityczne wobec wymuszonych, rzadkich w historii w takiej skali, przesunięć terytorialnych.

Jeśli uzasadniona jest teza, że „myśl zachodnia”  po roku 1989 przynależy już bardziej do historii idei niż do aktualnego dyskursu politycznego, to nie usuwa to pytania jak skonstruowana jest „przestrzeń wyobrażona” współczesnej Polski, będącej członkiem Unii Europejskiej i jak owa konstrukcja ma się do wyobrażeń wyniesionych z przeszłości.

Lektura pracy Briesewitza nasuwa też drugą ogólniejszą kwestię, dotyczącą znaczenia i roli, jaką w procesach politycznych odgrywa geografia polityczna i tworzone w jej obrębie idee i wyobrażenia przestrzeni, w jakim stopniu idee geografów wpływają na politykę, w jakim zaś są jedynie uzasadnieniem ex post jej rozstrzygnięć z pomocą „geograficznych argumentów”, Jest to kwestia pokrewna pytaniu dotyczącemu  stosunków między naukami o polityce i geografią. Briesewitz skłania się co oceny, że  takie posługiwanie się geografią w celu argumentacji politycznej staje się nadużyciem naukowym, mimo że w kontekście epoki w jakiej tworzą Ratzel, Nałkowski czy Romer takie podejście było powszechne i traktowane za uzasadnione.

Okres przed I wojną światową to epoka ruchów narodowotwórczych na obszarze opanowanym przez europejskiej imperia takie jak II Rzesza i carska Rosja. Narody mające ambicję tworzenia własnych państw stały wobec konieczności określenia ich granic. To książka Briesewitza w ciekawy sposób uwypukla.  Zarazem i równolegle kształtują się pierwociny nauk politycznych, czego istotnym przejawem są narodziny geopolityki. W intelektualnej atmosferze zdominowanej scjentyzmem końca XIX wieku geopolityka z pretensjami do zobiektywizowanej niemal na wzór nauk przyrodniczych naukowości sięga do geografii i darwinizmu. Stosunki przestrzenne, układ pasm górskich, nizin i rzek w połączeniu z warunkami klimatycznymi tworzyć ma warunki determinujące niemal stosunki polityczne. Owa geopolityka znajduję się od samego początku w sytuacji dość dwuznacznej. Jej geograficzna argumentacja na ogół uzasadnia i objaśnia to, co już zdarzyło się i o czym wie historyk, geograf  twierdzi jednak dodatkowo , że musiało się to zdarzyć, ponieważ decydowała o tym geografia.

Geopolityka odnosi się jednak nie tylko do przeszłości ale i do przyszłości. Warunki geograficzne określać mają określony, dla danej wspólnoty politycznej obszar naturalny i jeśli w danej chwili ona go nie zajmuje, to stan ten należy przywrócić. Takie rozumowania łączy się na przełomie XIX i XX wieku z absolutyzowaniem podziałów etnicznych a także ideologiami rasizmu. Nic więc dziwnego, co zaznacza Briesewitz, że część twórców geopolityki tak łatwo zawarło mariaż z narodowym socjalizmem.

Geografia, dostarczająca rzekomo zobiektywizowane kryteria obrysowywania przestrzeni politycznej,  stawała się do dyspozycji polityki, która przestrzeń polityczną chciała ukształtować. W taki sposób polityczna samowola, a nawet agresja miała zdobyć sankcję naturalnej obiektywności.

W istocie po II wojnie światowej porzucono „geopolitykę”  taką, jaką kształtował przełom XIX i XX wieku. Stało się tak między innymi w skutek kompromitacji, jaka związana była ze wspieraniem geopolitycznymi argumentami ideologii III Rzeszy.

Mimo to polsko-niemiecki spór geografów nie wygasł i trwał długo jeszcze po II wojnie, co działo się  wskutek ogromnych powojennych przesunięć terytorialnych, których w Polsce musiano z konieczności bronić, a których w Niemczech z naturalnych względów długo nie chciano zaakceptować. W istocie dawne argumenty pochodzące z dawniejszego okresu odgrywały w tym sporze niewielką rolę. Po 1989 polsko-niemiecka wojna geografów ostatecznie straciła sens i wygasła. Mogło wydawać się, że geografia przestanie już odgrywać przynajmniej w Europie rolę propagandową.

Trzeba jednak przypomnieć, jak wielkie znaczenie posiada mapa i jak wielką siłę perswazyjną ona posiada. Owe mentalne mapy nie są też koniecznie dziełem samych  geografów.  Obraz przeszłości zachowany  na mapie stanowi sugestywne dziedzictwo, które często nawet po kilku pokoleniach w sprzyjających okolicznościach może zostać ożywione. Również w Polsce zaczęto powracać do wyobrażeń terytorialnych, z którymi zdawałoby się, że już się pożegnano, takimi jak „międzymorze”,  co  jest pojęciem odziedziczonym po dawniejszych sporach. To nic innego jak echo wyobrażeń terytorialnych związanych z dawną Rzeczypospolitą. Dla Węgrów mapa stoi w centrum dyskusji o narodowej tożsamości.

Współczesnej wędrówki ludów i procesów migracyjnych również nie sposób dyskutować bez mapy.

Groźnego  przykładu użycia mapy, a więc wyobrażeń przestrzeni mentalnej,  dostarcza  dwuznaczny renesans  geopolityki, do czego  przyczyniła się putinowska Rosja. Mapy rysowana przez zwolenników takich propagandzistów jak Aleksander Dugin dobrze ilustrują wyobrażenia rosyjskiego neoimperializmu i są projektem nowego ładu międzynarodowego.

Każda ogólniejsza debata polityczna, w jakimś zakresie odwołuje się do mapy.  Istnieje też oczywiste powiązanie między naukami politycznymi a geografią w wielu jej naukowych odmianach. Granica między tymi dziedzinami nie jest z pewnością wyrazista. Pochopne jej przekraczanie czynić może z geografii narzędzie polityki, a politologowi podpowiadać uproszczone wyjaśnienia procesów politycznych. Przypomnienie o tych dawniejszych dyskusjach może być dzisiaj użyteczne nie tylko gwoli pilnowania reguł dyscypliny naukowej. Nierozważne wodzenie palcem po mapie może zakończyć się nie tylko wojną  geografów.  I to jest jeszcze jeden powód, dlaczego lektura książki Briesewitza może być nader pożyteczna i dobrze byłoby,  aby mogło ukazać się jej polskie tłumaczenie.

Czy Polska może być krajem bez znaczenia?

Odpowiedz „tak” wydaje się niedorzecznością. Polska to dwudziesta co do wielkości gospodarka świata i szósta w Unii Europejskiej, państwo położone w samym środku Europy. Polski głos w Brukseli zdaje się być nie do pominięcia. Polska jest silnie osadzona w stosunkach międzynarodowych i dzięki takim inicjatywom jak „trójkat weimarski” stała się niemal równorzędnym partnerem takich stolic jak Paryż czy Berlin. W dużym stopniu Europa zachodnia zawdzięcza Polsce szybsze zrozumienie agresywnej natury polityki moskiewskiej.
A jednak ! Polityka jest grą bardzo skomplikowaną. Pogorszenie własnej pozycji nie jest zadaniem niewykonalnym. Polityka globalna przeżywa obecnie głęboką ewolucję. Jeszcze dekadę temu nikt nie mógł przypuszczać, że państwa takie jak Turcja czy Ukraina staną znaczącymi aktorami światowej polityki. Dwie dekady temu nikt nie myślał, że Korea Płd będzie potęgą gospodarczą w skali światowej, podobnie nie groziła nam „inwazja” emigrantów z południa, bowiem ludności w Afryce północnej było bez porównania mniej ludności niż w Europie. Świat potrafi zmieniać się bardzo szybko, a w szczególnych wypadkach dla poszczególnych krajów zmiana może być skokowa. Czy coś takiego może wydarzyć się Polsce i to w taki sposób, że Polska straci swoją obecną pozycję? Aby się tak stało muszą być spełnione odpowiednie warunki i trzeba popełnić odpowiednią ilość błędów.
Pierwszym warunkiem jest popsucie sobie stosunków z Niemcami. Zamiast współpracować z Berlinem, można starać się o budowanie w Europie środkowej antyniemieckiego bloku. Można twierdzić (czytając podręczniki dawniejszej historii), że Polska jest wciąż w kleszczach niemiecko-rosyjskich i za wszelką cenę te wyimaginowane kleszcze starać się rozerwać przez budowanie wyimaginowanych projektów takich jak Międzymorze (nie zauważając przy tym, że Partnerstwo Wschodnie było w nowych warunkach jakimś przybliżonym sposobem realizacji właśnie owego „międzymorza”).
Drugim warunkiem osłabienia pozycji Polski jest pokazywanie figi Brukseli. Można to zrobić w najrozmaitszy sposób. Najlepszym sposobem jest łamanie reguł gry, które są ustalone dla całej wspólnoty. Można je przedstawiać jako narzucone. Można twierdzić, że chcemy być członkiem UE, ale jedynie na własnych warunkach. Postępowanie to przypomina członka jakiegoś klubu, który nagle zaczyna twierdzić, że nie zgada się na statut klubu i będzie pisał własny. Klub jest stateczny, nikt dziwaka nie wyrzuca, ale traktowany jest jak półgłupek.
Bardzo dobrym sposobem osłabienia międzynarodowej pozycji Polski jest zawieranie egzotycznych sojuszy, traktowanych jako strategiczne. O taki sojusz można na przykład starać się z Wielką Brytanią, która właśnie debatuje nad wystąpieniem z UE, co związane byłoby z pogorszeniem się sytuacji setek tysięcy mieszkających tam obywateli polskich. Sojusz z Wielką Brytanią można przedstawiać jako alternatywę dla dobrych stosunków z Niemcami i istotnie trudno o to, aby Londyn „zwasalizował” Warszawę, bowiem los Warszawy jest Londynowi dość obojętny.
A propos strategii można też twierdzić, że Polska stanie się strategicznym partnerem Chin i Chiny budują nowy jedwabny szlak tylko po to, by dotarł on do Warszawy.
Można też twierdzić, że główne oparcie (przeciw dekadenckiej i lewackiej Europie) znajdzie Polska w Stanach Zjednoczonych. Tam są twardziele, które nam pomogą i obronią (jak odejdzie Obama). Może nawet wypożyczą nam bombę atomową, abyśmy mogli poczuć się trochę lepiej. Kłopot jest tylko w tym, że psując sobie stosunki z Niemcami traci się punkty w Waszyngtonie. Mając do wyboru Warszawę i Berlin, amerykanie nieomylnie muszą wybrać Berlin, patrząc na polityków z Warszawy jako gości, którzy nic nie rozumieją ze światowej polityki.
Argumenty o sile współczesnej Polski można długo wyliczać. Polska jest krajem o gospodarce jedynie dwukrotnie mniejszej od gospodarki rosyjskiej. Niemcy też gonimy, wystarczy przyjrzeć się byłej NRD. Wreszcie dochód na głowę w Polsce to ponad ¾ Unii Europejskiej a to przecież jest grupa najbogatszych państw świata. Wydaje się więc, że Polska ma zapewnioną istotną pozycje w koncercie państwa europejskich. Okazuje się, że wcale tak nie jest. Pomysłów by Polskę zdegradować jest dzisiaj całe multum.
Można udawać, że jest się takim mocnym, iż stać nas na całkowicie samodzielną politykę. Pozycja i siła danego państwa zależy nie tylko od własnych zasobów, ale w ogromnej mierze od rodzaju i jakości związków z innymi państwami. Nawet jednak USA nie stać na politykę w 100% samodzielną i wiele swoich posunięć muszą staranie negocjować z partnerami. Można jednak twierdzić, że Polskę stać. Sojusz oznacza współzależność. Gdy odrzuca się jedne współzależności, wpada się w inne. Dobrym przykładem jest dumny Węgier Orban. Odwrócił się on plecami do EU i wpadł współzależność od Moskwy. W dzisiejszej Europie jest tylko wybór między Brukselą i Moskwą. Można, będąc nawet w gębie najbardziej antyrosyjskim, popaść w zależność od Putina.
Należy się jednak pocieszyć. Nie będzie najpewniej aż tak źle. Ostateczne ugruntowanie się samodzielności Ukrainy zmieni zasadniczo położenie Polski, czyniąc Polskę krajem w bezpiecznym położeniu w pełni środkowoeuropejskim. Ukraina wspierana przez cały Zachód da sobie radę, przejmując rolę „przedmurza” i obejmując strategiczne pozycje nad Morzem Czarnym. Rosja Putina znajdzie się w głębokim kryzysie i nie zaatakuje Warszawy ani nawet niezdolna będzie do wykorzystania głupoty i dyletantyzmu niektórych nadwiślańskich speców od polityki zagranicznej. Z Berlina, Paryża i Waszyngtonu będzie się leciało prosto do Kijowa, omijając Warszawę pogrążoną w śnie o potędze i odzyskiwaniu „silnej, samodzielnej pozycji” (rzekomo utraconej przez uległość wobec Berlina i Brukseli). Polska będzie mimo wszystkich ekstrawagancji bezpieczną europejską prowincją, budzącą może uśmieszek i lekką kpinę. Może ktoś życzliwy i wspominający dawniejsze czasy powie nawet „przecież oni mieli kiedyś kogoś takiego jak Wałęsa”. Nie będzie się tam jeździć na ważniejsze spotkania międzynarodowe, ale każdą większą konferencję organizowaną przez Warszawę uświetnią zawsze Victor Orban i Milosz Zeman. Można więc być krajem bez znaczenia i nie jest to wcale tak źle. Nie będzie to międzymorze, ale bajoro będzie swojskie.

Wojna hybrydalna Putina – odmiana syryjska

Rosyjska interwencja w Syrii może być interpretowana jako wielki powrót na Bliski Wschód a tym samym i do wielkiej globalnej gry jako światowe mocarstwo. Byłoby to spełnieniem neomocarstwowych ambicji Moskwy i może być, zdaniem niektórych komentatorów, wstępem do dalszych agresywnych działań skierowanych przeciw Zachodowi.
Putin podejmując działania w Syrii zdaje się osiągać na raz kilka istotnych celów.
Po pierwsze wspiera słabnącego prezydenta Assada, wiernego sojusznika Moskwy, i tym samym dając do zrozumienia innym potencjalnym koalicjantom, że Moskwa jest wiarygodnym partnerem.
Budowa koalicji Irak-Iran-Moskwa zaskoczyło Waszyngton, tym bardziej iż rząd w Bagdadzie zdawał się być tak bardzo zależny od amerykańskiej pomocy a deal z Iranem zdawał się znaczący rozwiązywać problemy USA z Teheranem.
Następnie bombardując przede wszystkim siły demokratycznej opozycji wobec Assada Putin jak się wydaje chce ją całkowicie wyeliminować. Na tamtejszym teatrze wojennym pozostały by wtedy wyłącznie siły Assada wspierane przez Moskwę oraz państwo islamskie. Zachód miałby tylko taki wybór kogo popierać, a Putin przekonywująco mógłby głosić, że z dwojga złego lepszy jest Assad.
Nagłe zjawienie Moskwy na Bliskim Wschodzie odwraca też uwagę od agresji rosyjskiej na Ukrainie. Ta intencja Putina było widoczne podczas ostatniej sesji ONZ, a czasowe następstwo wydarzeń (najpierw news o interwencji w Syrii, następnie przemówienie w ONZ) starannie wyreżyserowane.
Wedle niektórych komentatorów celem działań Putina na Bliskim Wschodzie może być, poprzez wywołanie niepokoju w tym regionie, spowodowanie wzrostu cen ropy, co jest słabnącej gospodarce rosyjskiej tak bardzo potrzebne.
Następnie Putin wzmagając kryzys w Syrii i bombardując tereny opanowane przez opozycję demokratyczną, które leżą w pobliżu granicy tureckiej wzmaga kryzys migracyjny. Tutaj właściwym celem działań Moskwy wydaje się już nie Bliski Wschód a Unia Europejska. I to być może jest celem niemal zasadniczy. Putin uparcie dąży do zdezorganizowania UE a przez to i NATO. Na kryzys migracyjny Europa reaguje nerwowo i wydaje się znacznie głębiej podzielona (podziały przebiegają zarówno między krajami jak wewnątrz społeczeństw) niż nawet w sprawie Ukrainy. Kryzys ten istotnie zdaje się zagrażać jedności europejskiej.
Wszystko mogłoby wykazywać, że Putin okazał się nadzwyczaj zręcznym graczem, który jednym zdecydowanym i zaskakującym posunięciem potrafi przeorientować na własną korzyść całą politykę globalną. Wyglądać to może nawet na kontynuację jakiegoś misternego i długofalowego planu. Tak zresztą gotowi są widzieć Rosję wszyscy ci, którzy patrzą na nią z historycznej perspektywy jako wielki i niezmienny twór.
Są jednak argumenty jest wprost przeciwnie. Są głosy, że interwencja w Syrii może być podobną pułapką dla Federacji Rosyjskiej jak był niegdyś Afganistan dla Związku Sowieckiego.
Po pierwsze wprowadzenie rosyjska wojska na Bliski Wschód antagonizuje Moskwę z Turcją i znaczną częścią świata arabskiego a przede wszystkim z Arabią Saudyjską. Moskwa zyskusje więc narzędzie manipulacji Bliskim Wschodem ale też robi sobie potężnych wrogów.
Wrogiem dla Rosji nader niebezpiecznym mogą, które Putin w tej chwili prowokuje, mogą być radykalne ugrupowania islamskie. Do nich należy m.in. Al-Kaida, która walczy z reżymem Assada (jako Front Nusra). Już teraz przywódcy tych ugrupowań ogłosili Rosję za wroga przypominając nota bene o klęsce Rosjan w Afganistanie.
W Syrii nie ma też łatwej drogi do spektakularnego zwycięstwa militarnego. Rosyjskie wojsko może zacząć ponosić straty a obraz rosyjskiego żołnierza w rękach rzeźników z ISIS może wywrzeć poważny na rosyjską opinię publiczną nawet jeśli władze na Kremlu bardzo będą pilnowały aby takie obrazy do niej nie docierały.
Interwencja Rosji nie musi wcale przyczynić się do wzrostu cen ropy. Jeśli news o wejściu Rosjan był przyczyną wzrostu cen o 3-4$ to po pierwsze nie jest jasne, że nie jest to chwilowe wahanie a poza tym ropa musiała by wzrosnąć o 30-40 $ aby ratowało to słabnącą gospodarkę rosyjską zapadającą się w coraz głębszy kryzys. Taki wzrost cen jest jednak mało prawdopodobny.
Należy też powiedzieć, że koszty czysto finansowe interwencji rosyjskiej muszą być bardzo wysokie. Nawet bardzo skromna kalkulacja każe mówić o 4-6 mlrd $ w skali roku. Interwencja w Syrii przyspieszyć może wyczerpywanie się finansowych zasobów Kremla.
Również manewr odwrócenia awanturą w Syrii uwagi od agresji na Ukrainę nie musi być udany. Zachód z powodów prawnomiędzynarodowych nie może całkiem zapomnieć o aneksji Krymu i sytuacji w Donbasie. Interwencja w Syrii może natomiast wzmóc przekonanie, że obecny przywódca Kremla jest nieobliczalny i niebezpieczny.
Putin pewnie by chciał, by cały świat skupił swoją uwagę na Bliskim Wschodzie a sytuacja na Donbasie stała się konfliktem zamrożonym. Ukraina to jednak nie Gruzja i nie Kaukaz a Krym i Donbas to nie Górny Karabach i Osetia. Konflikt z Ukrainą, nawet jeśli wejdzie on w stanie chroniczny, będzie poważną chorobą dręczącym bardziej Moskwę niż Kijów.
Można więc dojść też do wniosku, że Putin bardziej polega na własnych zdolnościach propagandowej manipulacji niż na chłodnej kalkulacji politycznej. Napina mięśnie w istocie zaś robi w majtki. Kiedy wojna hybrydalna prowadzona na Ukrainie nie tylko nie przyniosła mu sukcesu ale wpędziła w nie małe tarapaty, Putin ratuje się ucieczką do przodu czyli do Syrii. Jeśli i tam dozna porażki Syria może być dla Moskwy istotnie drugim Afganistanem.

Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą intensywne działania o wcale nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w tamtejszej literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”.

  1. Kreml rozbudował „teorię wojny informacyjnej” czyniąc z niej istotną część „wojny hybrydalnej”.
  2. Kreml zaskoczył Zachód swoją aktywnością propagandową, w umiejętny i zawansowany sposób wykorzystując w swych działaniach Internet.
  3. W Rosji inwestuje się ogromne środki w działania propagandy. Obszarem oddziaływania jest sama Rosja, Ukraina i prawie wszystkie kraje Zachodu.
  4. Zasadniczym przesłaniem kremlowskiej propagandy jest nie tylko konieczność odbudowy imperium rosyjskiego ale także ukazanie dekadencji demokratycznych społeczeństw Zachodu. Przeslanie to ma uzasadnić konieczność zmiany cywilizacyjnej na całym kontynencie, jakiej przewodzić ma Rosja.
  5. Propaganda Kremla służy zarówno kłamstwu w przekazie bieżących wydarzeń, jak i dezintegracji społeczeństw Zachodu oraz długofalowemu kształtowaniu postaw rekrutowanych elitarnych zwolenników.
  6. Propaganda Kremla zaadresowana jest w dużej mierze do środowisk marginesowych, zarówno skrajnie prawicowej jak i skrajnie lewicowej (lub postkomunistycznej) orientacji, a także amorficznych środowisk „oburzonych” i gotowych kwestionować „system” na Zachodzie.
  7. „Wojna informacyjna” prowadzona z pomocą Internetu skorelowana jest silnie z tradycyjną działalnością agenturalną.
  8. Oddziaływanie kremlowskiej propagandy jest szczególnie niebezpieczne w sieciach społecznościowych, gdzie ma trafiać przede wszystkim do młodszych odbiorców o nieukształtowanych jeszcze poglądach i osobowości.
  9. Działania w Internecie – świecie wirtualnym – mają prowadzić do działań w świecie jak najbardziej rzeczywistym. Ostatecznym celem wojny informacyjnej nie jest tylko sukces propagandowy, lecz wygranie wojny, zdobycz terytorialna, wpływ i władza. Działania militarne Kremla są ściśle skorelowane z działaniami propagandowymi. Sukces w wojnie propagandowej wyprzedza decyzje o działaniach militarnych.
  10. Jednym z metod polityki powstrzymania Kremla powinna być adekwatna odpowiedz na jego działania propagandowe. Wymaga to zarówno odpowiedniej refleksji teoretycznej dotyczącej Internetu, jak i reakcji władz poszczególnych państw wspierających społeczną aktywność w Internecie.

 

 Wojna psychologiczna i dezintegracja społeczeństwa

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Nazwano to zjawisko wojną hybrydalną, zwracając przy tym początkowo uwagę na militarną stronę zagadnienia, którą symbolizują przysłowiowe już „zielone ludziki”.

Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą także, co zaczęto coraz silniej zauważać, intensywne działania o nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”. Główni teoretycy tej wojny to ideolog wielkorosyjskiego nacjonalizmu Aleksander Dugin, oraz były wysoki oficer z „frontu informacyjnego” Igor Panarin. „Rosyjscy autorzy pod pojęciem „wojna informacyjna” – pisze analityk OSW Joanna Darczewska – rozumieją oddziaływanie na masową świadomość w międzypaństwowej rywalizacji systemów cywilizacyjnych w przestrzeni informacyjnej (…) Niejako z definicji mieszają w ten sposób porządek militarny z pozamilitarnym, a technologiczny (cyberprzestrzeń) ze społecznym (przestrzeń informacyjna) bezpośrednio nawiązując przy tym do zimnej wojny i wojen psychologicznych między Wschodem a Zachodem” [i] Wg Parina wojna informacyjna prowadzona jest na wzór operacji wojskowych i jest planowaną manipulacją.

——————————————————————

Spis treści

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”. 4

Rosyjski trolling w polskiej sieci 8

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”. 8

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”. 9

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”. 11

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”. 12

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”. 12

Asocjacja „nie bądź rusofobem”. 13

Putinowska polityka wpływu w Polsce. 13

Kultura polityczna a wojna informacyjna. 14

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę. 17

Rekomendacje. 17

————————————————————————

 

Ową wojenną machiną propagandową mają rządzić następujące zasady: masowego i długotrwałego działania, zasada informacji pożądanej (niezależnie od stanu faktycznego powtarza się określoną, przydatną dla obrazu propagandowego informację), zasada emocjonalnego pobudzenia (doprowadzenie do takiego stanu, by działali bez większego namysłu – wręcz irracjonalnie), zasada zrozumiałości (przekaz jest uproszczony, w czarno-białych barwach), zasada rzekomej oczywistości (zawiera asocjacje z powszechnie znanymi stereotypami i mitami). Inaczej mówiąc chodzi o

fabrykowania informacji, fragmentyzację opinii publicznej, zastraszanie i stwarzanie wrażenia, że niewielka mniejszość jest większością, wprowadzanie chaosu w kanały komunikacji pluralistycznego, z natury otwartego społeczeństwa, która dla putinowskiej Rosji traktowane jest jako główne zagrożenie. [ii]

W dużym stopniu we współczesnej rosyjskiej wojnie informacyjnej zastosowanie mają dobrze znane praktyki propagandowe totalitarnego państwa. Porównanie więc propagandzistów Putina z Goebelsem nie jest więc jedynie retoryczną przesadą, choć wcześniejsze wzorce propagandy bolszewickiej i stalinowskiej są tu chyba istotniejsze. Całkowicie nowym czynnikiem jest jednak użycie w „wojnie informacyjnej” internetu. Bynajmniej nie chodzi o samą techniczną zdolność powielania informacji (czy raczej dezinformacji), jaką daje internet. Internet (web/sieć) stwarza zupełnie nowe struktury komunikacji społecznej, zmienia głęboko i we wciąż niezbadany sposób strukturę społeczeństwa, stwarza nowe mechanizmy psychospołeczne. „Wojna informacyjna” jest projektem propagandy odwołującym się do znacznie głębszych mechanizmów.

Wbrew tym teoretykom internetu, którzy są idealistycznymi wyznawcami cyberutopizmu[iii] – wyobrażeniu sieci jako gigantycznego wielkiego forum, gdzie wypowiadać się może swobodnie opinia publiczna – ma on być wykorzystany do agresji, wzmagając tendencje dezintegracyjne i stając się narzędziem kwestionowania ładu demokratycznego otwartych społeczeństw. Osiągnięcia dotychczasowych teoretyków Internetu są przekuwane na narzędzia masowej dezinformacji jak np. zasada „roju/ula” (ang. Hive). Internet traktowany jest jako narzędzie, dzięki któremu zasadnicze treści mają być dyktowane przez „liderów opinii’ poprzez odpowiednio skonstruowane „węzły sieci”. Można powiedzieć, że rosyjscy propagandyści tworzą nową alternatywną koncepcję wykorzystania Internetu jako narzędzia agresji, całkowicie przeciwną do wyobrażeń cyberutopizmu[iv].

Przykładem takiej sieci i systemu węzłów jest środowisko internetowe Aleksandra Dugina, składające się z kilkudziesięciu wzajemnie powiązanych portali,. Stanowi to bardzo silne narzędzie oddziaływania w rosyjskiej sieci, a w konsekwencji w rosyjskim społeczeństwie. Jego psychologiczna intoksykacja nacjonalizmem i postsowieckim rewizjonizmem (chęcią odzyskania imperium i sfery wpływów i dominacji) jest w dużym stopniu sukcesem „wojny informacyjnej”, jaką prowadzi Kreml przeciw własnemu społeczeństwu.[v] Podobne narzędzia „wojny informacyjnej” wprowadzane są w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym również z duża intensywnością w Polsce.

Ten szczególny sposób uprawiania propagandy otrzymał już swoją nazwę trollingu [vi]. Zasady funkcjonowania trollingu nie stały się jednak dotychczas przedmiotem pilniejszej uwagi i studiów [vii], choć zjawisko zostało już szeroko zauważone.

Najbardziej powierzchowna i potoczna obserwacja widzi w trollingu kłamstwo, jakie dzięki Internetowi, może być masowo upowszechnianie. W istocie jednak trolling jest bez porównania bardziej złożonym zjawiskiem i nie sposób zrozumieć go bez szerszego kontekstu społecznego oraz bez właściwego zrozumienia jego psychospołecznych mechanizmów.

Na najbardziej elementarnym poziomie trolling jest rozsyłaniem w Internecie memów [viii] – jak w socjologii Internetu nazywa się jednostkę treści (może być to jedno zdanie, obraz, symbol, niekiedy też nieco większa objętość treściowa). Trolling wydaje się być zabiegiem przede wszystkim technicznym wykorzystującym Internet, aby w prosty i szybki sposób dotrzeć do dużej ilości odbiorców z propagandową, a więc kłamliwą informacją. Nie to jednak stanowi dostateczną i trafną charakterystykę toksycznych memów.

Dla przykładu do zwolenników francuskiej prawicy rozsyłane są memy z treściami mówiącymi o obronie chrześcijaństwa, do postkomunistycznej lewicy w Niemczech memy odwołujące się do pacyfizmu mówiącymi o obronie pokoju zagrożonego amerykańskim militaryzmem, na Słowację z treściami mówiącymi o niemieckiej dominacji UE itd). Celem nie jest tutaj przekonanie wszystkich odbiorców do jednego, spójnego zespołu treści. Dlatego treścią trollingu nie jest żadna ideologia dawnego typu, taka, jaką był komunizm. Pierwszorzędnym celem trollingu jest zdezorganizowanie i zmanipulowanie opinii publicznej wroga i dezorganizacja społeczeństwa, nie zaś agitacja na rzecz jakiej konkretnej idei. [ix] O ile tradycyjne działania propagandowe odwołujące się do zwartej i w miarę jednolitej ideologii mają przekonywać i dążyć do tego, aby dana społeczność skupiła się wokół jakiejś idei, to zadaniem trollingu jest przede wszystkim dezintegracja społeczna. Treści propagandowe kierowane do różnych środowisk i różnych często przeciwstawnych treściach mają dzielić, prowokować konflikty, wywoływać spory (np.: mem „rzeź wołyńska” ma wzmacniać antagonizm polsko-ukraiński i stwarzać wrażenie, że władze lekceważą pamięć o ofiarach).

Toksyczne memy mają więc znacznie bardziej skomplikowane zadanie od zwykłego kłamstwa. Rozsyłane są w bardzo różne miejsca i mają trafić do różnych środowisk często o absolutnie sprzecznych poglądach. Toksyczne memy są więc szalenie zróżnicowane, mają spełniać bardzo różne zadania, poszczególne ich odmiany przeznaczone są do różnych odbiorców.

Należy przy tym zauważyć, że trolling w zasadzie nie tworzy nowych treści, lecz jedynie wzmacnia już istniejące, dokonując istotnego wyakcentowania jednych treści kosztem innych.

Dezintegracja opinii publicznej ma wywołać poczucie niepewności i braku zaufania. Głos ma zabrać anonimowy, sfrustrowany i osamotniony osobnik, współtworzący łatwy do manipulowania motłoch („mob” – kategoria motłochu jest centralnym pojęciem teorii totalitaryzmu u Hannach Arendt). Głównym celem jest rozbicie struktury dyskursu demokratycznego i otwartego społeczeństwa. [x]

W tle tak prowadzonej „wojny informacyjnej”, choć nie ma zwartej ideologii dawnego typu, jest jednak określona wizja świata. Demokracja i Zachód widziane są jako formacje dekadenckie i schyłkowe, które w nieuchronny sposób muszą być zastąpione nowym porządkiem cywilizacyjnym. Wzmocnienie wszelkich napięć i konfliktów (np. tradycjonalizm- modernizm, scentralizowane państwo – regionalizmy, zbiorowa tożsamość – indywidualizm itd.) ma prowadzić do dezintegracji i rozpadu. Ma być to świat pełen niepewności, któremu przeciwstawione jest upór i siła „rosyjskiego projektu”. Dopiero w tym kontekście widać istotną rolę demonstracyjnego kłamstwa, jakim posługują się Putin, Ławrow i inni przedstawiciele Kremla. Zadaniem tego kłamstwa nie jest przekonywanie, lecz budzenie strachu i niepokoju. Kłamstwo jest demonstracją siły i zdecydowania, pokazując tym, którzy są niepewni i przestraszeni nieuchronność tego, co ma nadejść (wydaje się, że podobnie oddziaływać ma demonstracyjny terroryzm ISIS).

W tym najbardziej ogólnym oddziaływaniu wojna informacyjna prowadzona z pomocą Internetu jest istotną, a może nawet najistotniejszą częścią wojny hybrydalnej. Militarna siła jest częścią propagandy strachu i może być ona pełniej użyta, gdy „zdobędzie się przewagę w wojnie informacyjnej prowokując niepewność, podziały i defetyzm.

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”

Działalność propagandowa Kremla jest widoczna przede wszystkim poprzez aktywności anonimowych komentatorów na wszelkiego typu portalach i tak zwanych blogowiskach. Na portalach takich jak onet.pl wszelkim publikacjom poświęconym Ukrainie towarzyszyły natychmiast anonimowe wpisy o agresywnie antyukraińskiej treści, a wszelkie krytyczne publikacje dotyczące Rosji spotykały się z „oburzeniem”. Podobnie działo się na największym polskim forum blogów Salon24.pl.

Znaczna ilość takich komentarzy tworzona jest zorganizowane grupy komentatorów, z pomocą fałszywych profili internetowych i fałszywych profili w sieciach społecznościowych (tzw. fejków). Jeden pracujący na rzecz aparatu propagandy internauta jest w stanie utworzyć nawet kilkaset fałszywych profili, a wspomagany przez odpowiednie programy komputerowe jest zdolny masowo rozsyłać swoje wpisy. Takie zorganizowane grupy trolli działają z terenu samej Rosji, gdzie łatwo zorganizować tego rodzaju działalność. Trudniej jednak o to na terenie Polski czy innych krajów, że Moskwa nie ma swobody działania.

Innym narzędziem jest tworzenie licznych stron internetowych o treściach jednoznacznie propagandowych często dla pozornie istniejących lub fikcyjnych organizacji,. Mają one odniesienia do stron rosyjskich i są wzajemne powiązane, co nie może dziwić z uwagi na udział w działaniach tych portali często tej samej już stosunkowo nielicznej grupy osób. Trudno jest przecież na terenie Polski zwerbować liczniejszą grupę internautów-prorosyjskich propagandzistów. Ta skromna liczebność maskowana jest pozorem rozmaitości poglądów od narodowych, konserwatywnych, fundamentalistycznie religijnych, aż po nawet antykomunistyczne. Strony te zdobywają one dość szybko znaczącą ilość „polubień” (lajków), co może dezorientować nieuprzedzonych odbiorców. Owe polubienia są jednak wynikiem wykupywania „promocji”, co umożliwia np. serwis FB.

Nawet dość powierzchowna obserwacja wskazuje, że strony internetowe i portale związane w jakiś stopniu z putinowską polityką wpływu zorganizowane są podług struktury, jaką można nazwać „rojem”. Bardzo to przypomina to, co dzieje w rosyjskim Internecie, gdzie widoczny jest „rój” Dugina.

Pierwszą grupę portali należy nazwać peryferyjnymi. Ich propagandowe treści są rozwodnione i najczęściej pomieszane z informacjami, które nie kojarzą się nawet z Rosją, Putinem i jego polityką, ale posiadają linki do portali o większym natężeniu treści propagandowej.

Drugą grupę stanowią portale o silnym stężeniu treści propagandowej. Nazwać je można maskami. Wreszcie są portale, gdzie pożądane treści są produkowane. W istocie są już portalami bliskimi portalom rosyjskim, a ich materiały często są tłumaczone lub transponowane na język polski poprzez portale służące jako maski-przykrywki treści propagandowych.

Decydująca jest duża ilość portali, czasem o podobnych nazwach, czasem o tematyce odległej od treści propagandowych ale połączonych (zlinkowanych) z portalami istotnymi dla propagandy. Szukając więc w Internecie np. hasła ‘żołnierze wyklęci”, które przede wszystkim kojarzone być powinno z antykomunizmem, jest bardzo prawdopodobne, że dotrze się drogą dwóch-trzech kliknięć do treści putinowskiej propagandy (np. poprzez stronę Falangi, gdzie problematyka Żołnierzy Wyklętych jest silnie obecna).

Nie należy jednak wyciągać wniosku, że ów polski proputinowski rój zaprojektowany został z Moskwy. Nic bardziej mylnego. Wykorzystano raczej wiedzę o polskim środowisku, niektóre właściwości Internetu i posłużono się niewielką inspiracją. Niektóre środowiska bezwiednie poddały się tej inspiracji, a na koniec duża liczba internautów bezwiednie powielać zaczęła toksyczne memy.

Z czasem jednak mem pozyskany z portalu o silnym natężeniu treści propagandowej przechodzi do portali i indywidualnych odbiorców Internetu.

Takie działanie wymaga dobrego rozpoznania socjologii i mentalności społeczności, do której ma być adresowany, symbolicznego zaplecza, a także pilnej obserwacji jego polityki wewnętrznej (np. Waszyngton oskarżył Moskwę o podsycanie w sieci zajść związanych z zastrzeleniem przez białego policjanta czarnego nastolatka, Moskwa intensywnie wspierała też w sieci secesję Szkocji). Trolling jako działanie wykracza więc dalece poza samo zjawisko upowszechniania takich czy innych memów. W istocie Internet jest tu drugorzędnym, technicznym narzędziem i , choć właściwości tego narzędzia są dobrze wykorzystane. Pierwotnym narzędziem trollingu jest wiedza o drugim społeczeństwie, jego kulturze, problemach i schorzeniach czy też kompleksach, które mogą być wykorzystane. [xi]

Pierwszym krokiem w upowszechnianiu toksycznego mema. nie jest jego masowa edycja, lecz właściwe jego zaadresowanie – ma on trafić do właściwego adresata. To on będzie go dalej powielał i upowszechniał. Stanie się on często nieświadomym „siewcą memów” (sieć daje każdemu możliwość ograniczonego upowszechniania każdej treści, przede wszystkim przez sieci społecznościowe). Gdy producent „memów” przystąpi do działania, nawet w wąskim stosunkowo kręgu odbiorców, dalej zadziałać powinien efekt kuli śnieżnej. Większa lub mniejsza populacja zacznie z przekonania, dla żartu, z bezrefleksyjnego zaciekawienia czy nawet przekory [xii] ów mem powielać w sieci.

Należy jednak zwrócić uwagę, że toksyczny mem, choć ma stać się masowym produktem, to jednak owo upowszechnienie dotyczy przede wszystkim określonych środowisk, na które planuje się oddziaływać (np mem związany z „rzezią wołyńską” ma trafić w pierwszym rzędzie do środowisk kresowych). Rozpoznanie więc jakie treści i do jakich środowisk należy adresować, kto jest potencjalnym siewcą memów, stanowi istotną część działań, jakim jest trolling.

Internet stwarza szczególnie szerokie możliwości oddziaływania na ludzi młodych i niedojrzałych. Głośno jest w mediach o nastolatkach z Europy, które skutecznie agitowane są do tego, aby wyjeżdżać na Bliski Wschód i wychodzić za mąż za islamskich terrorystów państwa ISIS. Zjawisko to nie powinno wydawać się nam tak całkiem egzotyczne. Sieci społecznościowe stwarzają wielkie możliwości niewidocznej z zewnątrz agitacji i manipulowania nieuksztaltowanymi osobowościami.[xiii] Właściwe pytanie o psychologię oddziaływania „toksycznego mema” dotyczy nie jego producentów i głównych „siewców” lecz odbiorców, stających się na koniec ofiarami manipulacji. Bierny „siewca toksycznych memów” może być osobą bezpośrednio pozyskaną (choć może nie być do końca świadomy, kto go pozyskuje), ale może powielać treści jakie do niego dochodzą, nie będąc świadomy roli jaką pełni.

Internet jest całkowicie nową przestrzenią komunikacji międzyludzkiej stwarzającą radykalnie nowe zależności i mechanizmy oddziaływania. Pokolenie ludzi po czterdziestce może tego nie odczuwać, a przez to i nie doceniać, traktując Internet jedynie jako ułatwienie w komunikacji . Młodsi jednak przedstawiciele „generacji digitalnej”, dla której obcowanie już nie z komputerem stacjonarnym ale smartphonem, jest czymś oczywistym i codziennym, tkwią już w nowej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej. To przejście od społeczeństwa spektaklu do społeczeństwa sieci ma kolosalny wpływ również na politykę i stosunki władzy.

Wydaje się, że trolling i toksyczny mem trafia przede wszystkim do ludzi młodych dzięki ich wciąż jeszcze trwającej niedojrzałości oraz ludzi sfrustrowanych i osobowości niesamodzielnych.[xiv] Sprzyja temu może skłonność do poglądów skrajnych i potrzeba poczucia bycia wyróżnionym. Mogą to być też osobowości o niespełnionym instynktach przywódczych i chęci władzy, niezdolne jednak do otwartej konkurencji. [xv] W pewnym stopniu można mówić o asocjalnym charakterze takich osobowości, bowiem porządek wartości, jakie dominują w liberalnym społeczeństwie demokratycznym jest przez nie słabo zinterioryzowany

Podatny odbiorca toksycznego mema nie ma zaufania do demokracji, bowiem w jego oczach świat jest manipulowany (przez wielki kapitał, imperializm amerykański, elity polityczne, światowe żydostwo, mafie watykańską itd.), Osobnik ten chce znać drugie dno i ukrytą elitarną prawdę. Może być w tym coś z mentalności sekciarza, który dobrze czuje się na marginesie życia publicznego, zarazem może być w nim obecny i aktywny, mając silne poczucie własnej misji. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niezależnie od rozwoju cywilizacyjnego i kultury, w każdym społeczeństwie znaczący procent ludzi ma podobne skłonności i nastawienia. W „społeczeństwie spektaklu”, w którym zasadniczą rolę odgrywają środki masowego przekazu o scentralizowanym charakterze, takie jak TV czy radio, takie osobowości mają małe szanse publicznego zaistnienia.

Należy też zdać sobie sprawę z właściwości internetu, wyszukarek i sieci społecznościowych takich jak FB. Wyszukarki same podpowiadają, w zależności od twoich pierwszych kroków i ujawnionych „polubień”. z kim „chcesz być znajomym” Jeśli młody człowiek wyszuka dla swego profilu kilka razy np. „Żołnierze wyklęci” lub inne, podobnie patriotycznie brzmiące hasła, otrzyma podpowiedzi stron o podobnych tytułach, stworzonych już jednak nie przez historyków czy środowiska dbałe o historyczną pamięć. Wystarczy tylko jedno-dwa naciśnięcia myszki by znaleźć siew najbardziej doborowym towarzystwie najbardziej aktywnych siewców toksycznych memów.

Rosyjski trolling w polskiej sieci

Obecność rosyjskiego oddziaływania w polskiej sieci, podobnie jak w internetowych sieciach innych krajów Unii Europejskiej, jest powszechnie widoczna i wielokrotnie stwierdzona, choć znacznie trudniej określić jest jej zakres i metody jakich się do tego procesu używa..[xvi]

Początkowo, to znaczy w połowie 2014 roku, zwracały uwagę portale/blogowiska podlinkowane do portali rosyjskich i edytujące tłumaczenie tekstów Dugina i innych, podobnych autorów (Xportal, http://www.usopal.pl/ ,lub odwołania do stron rosyjskich, Falanga, http://rebelya.pl/ .) Dla przykładu portal ten dokonał bez komentarza przedruku programowego tekstu Aleksandra Dugina „Imię rosyjskiego mitu”, gdzie czytamy: Musimy zrozumieć, że rola Igora Striełkowa jest fundamentalna. Jest to typ rosyjskiego idealisty, konserwatysty i prawdziwego patrioty, który pokonał otchłań ziejącą pomiędzy ideałami a czynem; ta otchłań jest paraliżującym przekleństwem naszego patriotyzmu[xvii]

Następnie zauważyć można działalność przeważnie anonimowych blogerów dopisujących się z agresywnie prorosyjskimi treściami wszędzie tam, gdzie temat współczesnej Rosji, czy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego się pojawia. Można to zaobserwować bardzo wyraziście w przypadku portalu ONET.pl i Salon24.pl.

Dalsze nasilenie trollingu związane było z powstaniem licznych stron wspierających takie, quasi-polityczne twory jak, „Doniecka (pseudo) Republika Ludowa” czy „Polacy wspierają Republikę Doniecką” a także wirtualno-propagandowe jak „Wileńska Republika Ludowa” ,budzące obawy, że mniejszość polska na Litwie ma w planach Kremla wspierać putinowskich „zielonych ludzików”.

W sposób szczególny aktywny jest portal Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych http://www.geopolityka.org/ , który jest właściwie odnogą sieci Dugina.

Ta internetowa propaganda uprawiana jest na dwóch poziomach. Jednym z nich jest popularyzowanie putinowskiej ideologii w jej ogólnych sformułowaniach. Ważniejszy jest jednak drugi głębszy poziom, jakim jest odwoływanie się do specyficznych treści przeznaczonych dla polskiego odbiorcy. Zaznaczyć przy tym trzeba, że na tym drugim poziomie jest to przede wszystkim dołączanie do informacji, które w polskim Internecie już były obecne. Do nich dołączyć można treści propagandowe czy też nadać istniejącym już treściom nową wymowę lub narzucić im nowy kontekst. Poniżej opis takich właśnie związków i asocjacji, które budzić ma odpowiednio ukształtowany toksyczny mem.

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”

Putinowska propaganda jest przede wszystkim zainteresowana wzbudzeniem niechęci do Zachodu. Podejmuje się w tym celu najrozmaitsze, często nie związane ze sobą wątki, usiłując trafić do środowisk o często bardzo rozbieżnych poglądach.

Zachód ma być z jednej strony słaby i dekadencki, „przeżarty” ideologią „gejowską”, w kryzysie finansowym, realizowane są tam tylko egoistyczne interesy najbogatszych i najsilniejszych. Pojawia się tu szczególny wątek, że Zachód nie będzie pomagał Polsce iw gruncie rzeczy jest Polsce wrogi. Wykorzystywane jest wspomnienie 1939 roku, kiedy Polska została „zdradzona”, z czego należy wyciągnąć „raz na zawsze wnioski”.

Z drugiej jednak strony Zachód ma być też agresywny, dwulicowy i brutalny, realizujący swoje interesy, które zresztą mają być rozbieżne z polskimi . Polskie Towarzystwo Geopolityczne dr Andrzej Zapałowski http://ptg.edu.pl/

Ostatecznie jedynym oparciem wobec Zachodu może być Rosja. Nie jest ona przedstawiana nawet jako specjalnie przyjazna. Rosja jest potężna a nawet groźna, ale skoro niepewny siebie i zdradliwy Zachód nie może Polski przed Rosją uchronić, to lepiej jest już Rosji ulec, zapewniając sobie przynajmniej spokój i bezpieczeństwo.

Dobrego przykładu łączenia treści antyzachodnich z rosyjskimi hasłami propagandowymi dostarcza wpis anonimowego proputinowskiego blogera podpisującego się „Bojkot Wyborczy” na blogowisku Salon24:

Kiedyś tłumaczyłem Ruskim, że mają fobie i popadają w histerię widząc śmiertelnego wroga w Zachodzie. Dzisiaj powoli jest mi wstyd, że im opowiadałem tekie głupoty. Okazuje się, że to ci Ruscy mieli rację.
Widząc poczynania Zachodu w ostatnim czasie (…) widać wyraźnie jak agresywną, morderczą i parszywie fałszywą jest cała ta ideologia Zachodu. Zachód mordyje, zabija, napda, najeżdża kogo tylko zechce i gdzie zechce nie pytając żadnych ONZ-tów o zdanie. Morduje bez zmróżenia okiem każdego, kto mu nie pasuje.
(zachowana pisownia orginału)

Nie sposób uniknąć wrażenia, że tego typu argumentacja odwołuje się do pewnego typu zbiorowej podświadomości polskiego społeczeństwa, związanej z poczuciem bycia izolowanym, zdradzonym itd. Trudno orzec, czy bloger będący autorem tych enuncjacji był bezpośrednim narzędziem putinowskiej propagandy. Za ciekawszy uznać można przypadek, w którym zainspirowany jedynie pisał on w taki sposób z własnej inicjatywy. Dowodziłoby to jak dalece wykorzystywać można na użytek prokremlowskiej agitacji głęboko tkwiące polskie kompleksy.

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”

Propaganda prorosyjska łączy się w szczególnie wyrafinowany sposób z treściami polskiego „nacjonalizmu” i „ruchu narodowego”, hasłami „patriotycznymi”. Wydaje się, że portale o treściach narodowych wykorzystywane są w szczególny sposób do szerzenia putinowskiej propagandy podszywając się pod treści narodowe. Ciekawe jest tu, że treści i symbole, które w zasadzie winny być jednoznacznie konotować antyrosyjskość (np. „Żołnierze Wyklęci”) służą do emocjonalnej mobilizacji, która kończyć się ma sprzeciwem wobec tego „co się w Polsce dzieje” i akceptacji przejścia na drugą, już rosyjską stronę. Uderza ilość wyedytowanych stron, gdzie nagromadzona jest „patriotyczna” symbolika i retoryka [xviii], tak, by emocjami, jakie jest z tym wiążą, można było manipulować.

Najlepszą ilustracją owego zadziwiającego połączenia proputinowskiej propagandy z manipulowaniem treściami polskiego nacjonalizmu jest strona „Kronika narodowa” http://www.kronikanarodowa.pl/ Patronuje jej wizerunek Romana Dmowskiego. Putinowska propaganda w sposób szczególnie intensywny pasożytuje na tradycji endecji wykorzystując pozorną zgodność dawniejszej prorosyjskiej polityki Romana Dmowskiego i postulowanej dzisiaj promoskiewskiej . Objawia się to m.in. przywoływaniem postaci Bolesława Piaseckiego i jego kolaborującej z komunistami organizacji PAX.

Dobrego przykładu dostarcza np.: portal „Falanga. Polska!Młodość!Rewolucja!” http://falanga.org.pl/ Portal ten popiera skrajny serbski nacjonalizm, wypowiada się przeciw NATO, wspiera Assada w Syrii a jednocześnie aktywnie organizuje marsz żołnierzy wyklętych. Ciekawej analizy dostarcza nastepujacy, do pewnego stopnia programowytekst tej strony:

Żyjemy w epoce ponowoczesności, co niesie za sobą daleko idące konsekwencje dla zasad i celowości prowadzenia dyskursu. Ciężko uchwytna prawda immanentna ustępuje miejsca różnym prawdom wywodzonym z każdego, nawet najbardziej oryginalnego przekonania, tworząc nieskończenie wielką siatkę równoprawnych stanowisk, które pomimo sprzeczności mogą istnieć obok siebie, a nawet się przenikać. Dekonstrukcja wszystkich „prawd absolutnych” ( w tym liberalnych) w duchu ponowoczesności stwarza dobre warunki do powołania swoistego „laboratorium idei”, gdzie różne punkty widzenia mogą scierać się ze sobą i wywierać na siebie obustronny wpływ, tworząc niekiedy nową całość. Uporządkowanie i usystematyzowanie tych całości może stać się przyczynkiem nowej doktryny http://falanga.org.pl/

Tego wstępu z pewnością nie napisał żaden z łysogłowych, jakich ukazują zdjęcią portalu Falanga. Natomiast jest on bliski pseudointelektualnej stylistyce pism Aleksandra Dugina i jego pseudointelektualnego bełkotu o „czwartej teorii politycznej”.

Strona „Falanga” nie zawiera bezpośrednio treści prorosyjskich (prócz tego że Istotny jest natomiast link do strony „Open Revolt”, gdzie jest już odnośnik do Dugina, euroazjatyzmu itd. Itd.

Strona „Ruch suwerenności narodu polskiego” również nie propaguje bezpośrednio działalności agresywnie prorosyjskiej, a jednak szowinistyczna agitacja prowadzona na tym portalu ostatecznie do tego prowadzi. Odnajdujemy tam flagi Noworosji i eksklamacje typu pozdrawiam telewizję rosyjska, przynajmniej oni mogą powiedzieć prawdę [xix]

Ciekawego przykładu dostarcza strona http://www.konserwatyzm.pl/ . Trudno stwierdzić, jakie powiązania ma większość piszących na tej stronie. Z całą pewnością jednak obecne są tam treści   niemal dosłownie odpowiadające sloganom aktualnej propagandy Kremla, co nie przeszkadza deklarowaniu polskiego nacjonalizmu, przywiązaniu do patriotycznych symboli itd. Jest to zadziwiająca mieszanka idei wyczytanych z pism Dmowskiego, sympatii do czasów PRL (np. do postaci Wojciecha Jaruzelskiego), antysemityzmu, sympatii do lefebrystów, idei „zachowawczo-monarchicznych”, idei kresowych itd. Anglicy mówią o czymś takim lunatic fringe (ludzie z księżyca), ale to właśnie środowisko jest bardzo aktywnym producentem i siewcą toksycznych memów. [xx] Śledząc FB-znajomych tego środowiska można dotrzeć już do anonimowych internautów rozsyłających proputinowskie memy, pełne nienawiści do państwa polskiego i jego władz, a także do Ukrainy i Ukrainców.

Ostatecznie jednak ci polscy „narodowi konserwatyści” dojść mogą do następującego wniosku: Optymalnym scenariuszem dla Polski mogłoby być obecnie wystąpienie z NATO i zachowanie neutralności w decydującym etapie potencjalnej wojny. Jeżeli bowiem w wyniku konfrontacji zbrojnej Rosja zostanie łatwo rzucona na kolana, to i tak hegemon – USA – Wilna i Lwowa nam odzyskać nie pozwoli. Choćby dlatego, że Republika Litewska i Ukraina są również „sojusznikami” (wasalami) Stanów Zjednoczonych. [xxi]

Nacjonalizm okazuje się ostrą przyprawą, która łączy się z treściami całkiem przeciwstawnymi do stereotypu, że w Polsce nacjonalizm ma być przede wszystkim antyrosyjski.

Środowiskiem internetowym, w którym pojawia się też propagandowy mem jest fundamentalizm religijny, a z drugiej neopogaństwo w wersji słowianofilskiej. [xxii] Biorąc pod uwagę, ze strony neopogan są otwarcie antyreligijne, widać na tym przykładzie jak „elastyczne” jest manipulowanie propagandowym i toksycznym memem.

Ciekawego przykładu intencjonalnej czy też przypadkowej manipulacji dostarcza strona o zachęcającej nazwie „patriotyczna lista stron”. Wśród istotnie patriotycznych i nie budzących zastrzeżeń treści umieszczone są też odnośniki do stron, gdzie od symboliki i retoryki patriotyczno-nacjonalistycznej przechodzi się do propagandowej agitacji proputinowskiej [http://patriotyczna.listastron.pl/ ]

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”

Propaganda putinowska dąży do dyskredytowania zarówno ukraińskiego państwa jak i ukraińskiej narodowości. Ukraina ma być nie tylko niby-państwem (łatwo o skojarzenie z antypolską propagandą po I wojnie światowej mówiącej o „bękarcie traktatu wersalskiego” czy „państwie sezonowym”) a Ukraińcy nie mają też być pełnoprawnym narodem.

Pozostaje to w tle stwierdzeń, że władze Ukrainy po upadku Janukowycza mają być nielegalne i składaja się z faszystów i banderowców, co jest powtarzanym motywem propagandowym Kremla.

Wątek ściśle polski stanowi nieustanne przywoływanie historii Wołynia 43, który nazywany jest „rzezią wołyńską”. Ukraińcy przedstawiani sa jako dzikie i okrutne bestie bezmyślnie mordujące Polaków, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Szczególną rolę odgrywać ma postać Stefana Bandery, stającego się głównym symbolem tych zbrodni (mimo, że w okresie mordów na Wołyniu był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego). Bandera, który jako negatywny symbol jest z jednej strony kreacją sowieckiej propagandy, z drugiej stał się dla części dzisiejszej ukraińskiej opinii publicznej symbolem walki o niepodległość, stanowi przedmiot nieustannych ataków. Jego obecność w ukraińskim dyskursie stanowić ma o negatywnej ocenie współczesnego społeczeństwa ukraińskiego i dowodzić obecności w nim skrajnego nacjonalizmu.

Propaganda putinowska dołącza się też ze swoimi treściami i poprzez wątek „Bandery” i „banderowców” do tzw. ideologii kresowej. [xxiii] Portalem o stosunkowo szerokim oddziaływaniu, dostarczającym zarazem niemal modelowego wzorca jak putinowska i antyukraińska propaganda może łączyć się z problematyką kresową, są Kresy.pl

Temat Bandery i banderowców oraz ukraińskiego nacjonalizmu jest w polskim Internecie wszechobecny i stanowi jedną z zasadniczych metod antyukraińskiej perswazji i prób poróżnienia społeczeństw Polski i Ukrainy. Dzięki opisowi okrucieństw i zbrodni „rzezi wołyńskiej” problematyka ta ma być tak wysoce podsycana emocjonalnie, aby właściwie uniemożliwić jakikolwiek polsko-ukraiński dialog. Dobrym przykładem pobudzania takich emocji, obok Kresów.pl jest środowisko blogerów wokół http://www.konserwatyzm.pl/. http://prawica.net/39503. Obrazy z przeszłości przenoszone są też na współczesność i obecną sytuację na Ukrainie.

Jeden z blogerów tego środowiska Konrad Rękas pisze m.in. „Jak Kijowska junta gwałci prawa człowieka” http://prawica.net/39514 a także „Prawa człowieka na Ukrainie po Euromajdanie” gdzie pisze: Paradoksalnie jednak, pora na rozmowę o poszanowaniu praw człowieka na Ukrainie osiem miesięcy po Euromajdanie – jest wyjątkowo dobra. Pomimo bowiem cenzorskich zapędów „Gazety Wyborczej”, stacji telewizyjnych, czy samych zachodnich właścicieli stołecznego hotelu – na świecie poza Polską na jaw wychodzą kolejne fakty związane ze zbrodniami i naruszeniami podstawowych praw i wolności, dokonywanymi pod egidą władz kijowskich. [xxiv]

I na koniec cytat, którego przytoczenia nie można było sobie odmówić:

Pamiętajcie – KAŻDY LAJK TO JEDNA ROSYJSKA RAKIETA POSYŁAJĄCA TUZIN BANDEROWCÓW DO ATLANTYSTYCZNEGO PIEKŁA.[xxv]

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”

Strach przed wojną stanowi z pewnością silny komponent polskiej świadomości i dlatego wykorzystywany jest do zaszczepiania propagandowego mema. Wiąże się z silnym kompleksem (można by go nazwać kompleksem września 39) bycia osamotnionym i zdradzonym przez społeczność międzynarodową. Nie bez znaczenia jest fakt, ze obecnie w Polsce dyskutuje się sens   wielu, czynów zbrojnych, np. powstania warszawskiego i wyrażana jest też opinia o ich próżności i braku rozsądku. Ta wewnątrz polska dyskusja zakłócana jest interwencjami z zewnątrz.

Nie zawsze bezpośrednio trolling proputinowski odwołuje się do tego kompleksu emocji, łącząc się z typowym dla komunistycznej propagandy wątkiem „walki o pokój”.

Proukraińska postawa prezentowana jest jako nawoływanie do wojny, a sprawcami konfliktu mają być przede wszystkim sami Ukraińcy (faszyści, banderowcy) lub też Zachód (Amerykanie, NATO, Pentagon)

Bloger podpisujący się Marek Błaszkowski pisze na stronie Salonie24:

Źle to świadczy o Unii, że wspiera zamachowców. Ponadto wystawia Polskę na pierwszą linię frontu, a w razie czego na pewno nikt nam nie pomoże. Będziesz musiał Drogi Autorze sam wymachiwać szabelką, aby powstrzymać Putina. Warto też zauważyć, że armia ukraińska i przeróżni bojówkarze od Kołomojskiego i UPA dokonują regularnej masakry ludności cywilnej, z paleniem żywcem włącznie, jak to było w Odessie. Popieranie takich zbrodni to koszmar. 

Najważniejsza jest jednak konkluzja tego tekstu, która powtarza się w różnej formie w wielu miejscach: Polską racją stanu jest pilnowanie własnego nosa, nie popieranie różnych zamachowców, nie wpychanie się na pierwszą linię frontu walki z Rosją, nie popieranie ludobójstwa. [xxvi]

Wojna ma być narzędziem przede wszystkim Zachodu, który nigdy nie liczy się z polskimi interesami. Dla antysemickiego demagoga Grzegorza Brauna wojna jest dziełem Żydów. Żydzi wspomagają Amerykanów, którym potrzeba utrzymania wpływów w Europie Środkowej. W tym źródło konfliktu na Ukrainie. Polskie niedojrzałe elity polityczne nie umieją się trzymać z boku, bowiem polskim nawykiem jest, że „należy pociągnąć za sznurek, aby usłyszeć dąbrowskiego mazurek” [xxvii]

To „pilnowanie własnego nosa” ma jednak w dalszej konsekwencji przybrać całkiem konkretny kształt. O ile w punkcie wyjścia chodzić ma   nie drażnienie Rosji, trzeba mieć z nią (niezależnie co ona czyni) unormowane stosunki [xxviii], to w konsekwencji trzeba stanąć po jej stronie.

Strona „Obozu Wielkiej Polski” www.owp.org.pl głosi: „Mamy już wojey”   publikuje mapę Noworosji z hasłem „Historia, Pokój i Prawda”. Nie może to dziwić, bowiem jednym z głównych działaczy tej pasożytującej na historycznej nazwie z okresu II RP organizacji jest Bartosz Bekier, jeden z najaktywniejszych putinowskich działaczy w Polsce.

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”

Następny zespół treści, do których dołączają się toksyczne memy i treści rosyjskiej propagandy, to kwestionowanie systemu politycznego w Polsce, poniżające opinie o Polsce i polskości oraz odwoływanie się do wszelkiego typu społecznego niezadowolenia, kształtowanie przekonanie o bezsilności państwa. Należy w tym miejscu podkreślić, że większość wątków, jakie wykorzystuje w tej sferze trolling obecne były w polskim dyskursie już w latach 90-tych: krytyka Okrągłego Stołu, rozczarowanie reformami gospodarczymi, przejęcie władzy. Granica między uzasadnionym i mogącym być zrozumiałym wyrazem niezadowolenia społecznego, a wykorzystującymi to wrogimi działaniami propagandowymi, jest trudna do ustalenia.

Takie działania dezawuujące polską państwowość i życie polityczne, gdzie dołączają się treści zgodne z propagandą Kremla, znaleźć można na takich stronach jak np. http://oburzeni.pl/ , „Dziennik gajowego Maruchy” http://marucha.wordpress.com/, http://www.usopal.pl/ (gdzie znajdują się wprost odwołania do stron rosyjskich, działającego na youtubie Max Kolonko[xxix] (jednocześnie komentatora SUPER TV). Dla Kolonko „sytuacja na Ukrainie prowadzi do rewizji polskich granic; polscy politycy wspierając Ukraińców prowadzą mesjanistyczną politykę zapominając o polskich grobach (Kolonko TV utrzymuje się z reklam polskich firm, które się u niego publikują)[xxx]

Asocjacja „nie bądź rusofobem”

Wątków, do których dołącza się w polskim Internecie propagandowy i toksyczny mem jest więcej i trudno o pełny ich katalog. Jest zresztą najpewniej zbędny, bowiem chodzi przede wszystkim o zrozumienie mechanizmów, a nie detaliczne opisywanie zjawiska. O jeszcze jednym wątku należy jednak koniecznie wspomnieć. Związany jest on ze szczególnym rodzajem szantażu moralnego, jakim jest próba stwierdzenia, że wszelka krytyka dzisiejszej Rosji jest wynikiem antyrosyjskiej obsesji.

Na demonstracji popierającej Putina pod ambasadą rosyjską. padają następujące słowa jej organizatora i agitatora: Dość szczucia nas Rosja, dobrze się stało, że Krym przyłączył się do Rosji, niech Obama i Merkel nie wtrącają się do spraw Słowian, polskie media nie odzwierciedlają polskiej opinii publicznej [xxxi]

O ile wypowiedz ta jest w oczywisty sposób skrajna, to w innych miejscach teza o antyrosyjskiej fobii jest wyrażana ostrożniej, a propagandowy mem dołącza się internetowego środowiska, gdzie troska o to, by krytyka obecnych władz Kremla nie zamieniła się w antyrosyjską ksenofobię jest autentyczna. Istotą tego zabiegu jest próba identyfikacji Putina z rosyjskością i obecnej polityki Kremla z postępową polityką rosyjską.

Putinowska polityka wpływu w Polsce

Działanie w Internecie, jakim jest trolling, nie wyczerpuje działań na rzecz budowania w Polsce rosyjskiej polityki wpływu. Wystarczy przypomnieć o czasopismach takich jak „Gazeta Warszawska” „Myśl Polska”, stacjach radiowych czy oddziaływaniu telewizji „Russia Today”, wreszcie oficjalnych portalach takich jak „Sputnik”.

Zarazem nie można zapominać, że działania w świecie wirtualnym Internetu mają prowadzić do konkretnych skutków w świecie realnym.

Takie właśnie realne, a nie wirtualne wydarzenia to dla przykładu głosowanie czterech europosłów z Polski przeciw umowie stowarzyszeniowej z Ukrainą. To, że zanikająca prawie partia Korwina-Mikkego mogła wejść do europarlamentu jest m.in. wynikiem silnego jej wsparcia przez strony skrajnie nacjonalistyczne, gdzie putinowski trolling był wszechobecny.[xxxii] Janusz Korwin-Mikke, przynależąc do sceny politycznej i tym samym zapewniając swoja obecność właśnie dzięki m. innymi Internetowi, odgrywa znaczącą rolę w popieraniu kremlowskiej propagandy. Korwin-Mikke, podtrzymując swoją obecność publiczną skandalizującymi wypowiedziami, w ostatnim okresie opowiada się otwarcie i agresywnie po stronie Putina.

W obecnie toczonej prezydenckiej i parlamentarnej kampanii wyborczej putinowski Internet głosi hasło głosowania na małe wybrane partie. Promuje myśl, ze główny nurt polskiego życia politycznego od PiS poprzez PO do SLD jest całkowicie skorumpowany i skompromitowany.

Organizowane są antyukraińskie demonstracje uliczne przed ambasadą Ukrainy https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk lub konsulatem ukraińskim w Lublinie jak i przed ambasadą rosyjską popierająca Rosję. [xxxiii]

Do działań w świecie realnym należą próby penetracji środowisk paramilitarnych[xxxiv] np. zapraszanie na „treningi” do Rosji członków sportowych stowarzyszeń strzeleckich.

Widoczne są zamiary przeobrażenia przez putinowska propagandę „marszu niepodległości” w polski majdan (a raczej antypolski) przy wykorzystaniu penetracji części środowisk „narodowych” .

Widoczna jest również obecność polskich obywateli wśród rosyjskich jednostek terrorystycznych w Donbasie. Są to osoby   takie jak Dawid Hudziec, który walczy w Donbasie, czy Dariusz Lemański, który walczy w siłach „Noworosji”.

Obecność w Internecie i działanie w sieciach społecznościowych często uzupełnia się. W realnym życiu zaobserwować można te same osoby, które napotyka się w Internecie, choć tam, będąc anonimowe, były często mniej widoczne.. Dla przykładu warto wymienić niektóre z nich.

Być może najsilniej obecnym w życiu publicznym, jako zwolennik proputinowskiej orientacji jest Mateusz Piskorski, tym bardziej od czasu, gdy został jednym z czołowych organizatorów partii „Zmiana”. Piskorski związany z „Polskim Towarzystwem Geopolitycznym” występuje jako polski politolog i międzynarodowy obserwator w „misjach” na anektowanym przez Moskwę Krymie. Kilkakrotnie wyjeżdżał do Syrii wspierając reżim Assada. Partia „Zmiana” postuluje całkowitą zmianę systemu politycznego w Polsce oraz wystąpienie Polski z NATO.

Adam Wielomski przynależy do najbardziej prorosyjskiego odłamu „narodowców”. Jest też twórcą kanapowego „Kongresu Zachowawczo-Monarchistycznego” oraz również kanapowego, ale o większym nieco zasięgu OWP – Obozu Wielkiej Polski. Adam Wielomski to także współpracownik pisemek „narodowych”, np. „Myśl Polska” oraz „Najwyższy Czas” Korwina-Mikkego i Konserwatyzm.pl. Bliski Korwinowi- Mikkemu, uchodził za szarą eminencję KNP. Jest on też autorem dwóch wiernopoddańczych listów do ambasadora Moskwy i Putina oraz paszkwilanckich tekstów o polskiej państwowości.

Innym aktywistą proputinowskiego Internetu jest Ronald Lasecki, członek redakcji portalu http://konserwatyzm.pl/, xportal.pl/ oraz innych proputinowskich portali. Ma wyraźną ambicję bycia ideologiem środowiska, będąc po wpływem skrajnej rosyjskiej prawicy. Można wymienić też inne postacie z proputinowskiego środowiska, jak Adam Danek czy Bartosz Bekier, otwarcie współpracujący nie tylko z rosyjskimi mediami, ale także mediami terrorystycznej Noworosji[xxxv] czy tez Konrad Rękas, który otwarcie występuje w „Voice of Russia” z oskarżeniami pod adresem polskiego życia politycznego.   W przeszłości działacz tzw. „prawicy narodowej”, następnie Samoobrony, obecnie członek Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Przykład tego aktywisty jest istotnym dowodem na wielowątkowość działalności różnych postaci na rzecz kremlowskiej polityki wpływu.

Jest oczywiście zastanawiające, że polscy obywatele mogą stać się propagatorami propagandy jawnie i otwarcie wrogiej Polsce.   Jaki jest profil polityczny i psychologiczny osobowości tych osób? Jaki z kolei jest profil łatwowiernego odbiorcy rozsiewanych przez nich proputinowskich treści, szczególnie gdy konflikt na Wschodzie zaostrza się, a pogróżki wobec Polski, płynące z Kremla są coraz lepiej słyszalne? Każdy kraj posiada swój folklor polityczny, polityczne skrajności i marginesy (w Wielkiej Brytanii nazywa się to „lunatic fringe”) i z takim zjawiskiem mamy w pewnym stopniu do czynienia w Polsce. Nie sposób jednak pominąć faktu możliwych bezpośrednich powiązań takiego marginesu z działalnością agenturalną wrogiej dziś Polsce potędze, jaką jest putinowska Rosja. Są przykłady osób, aktywnych w Internecie, którym postawiono już zarzuty prokuratorskie o działalność agenturalną na rzecz obcego państwa.

Kultura polityczna a wojna informacyjna

Użytek propagandowy czyniony z Internetu osądzić należy w szerszym kontekście kulturowym i cywilizacyjnym.

Wykorzystanie Internetu i sieci społecznościowych w celach polityczno-propagandowych w dużym stopniu zaskoczyło demokratyczny Zachód. Oczywiście widziano możliwości, jakie stwarza Internet dla prowadzenia kampanii wyborczej, czego nowatorskim przykładem była pierwsza kampania wyborcza prezydenta Obamy. Zrozumieli to również polscy politycy, chętnie używający twittera. Zwrócono uwagę na znaczenie Internetu podczas wiosny arabskiej, wyciągając z tego pochopnie optymistyczny wniosek, że w świecie sms-ów i twittera żadna dyktatura nie zdoła się utrzymać [xxxvi]. Można też dodać, że sam euromajdan i rewolucja godności wiele zawdzięcza Internetowi, zaczynając od tego, że zaczęła się od wezwania przez FB Mustafa Nayyem, by zjawić na Placu Wolności.

Jeszcze przed kilku laty w dyskusjach dotyczących Internetu panował całkowity optymizm. Internet miał być nowym narzędziem demokracji i sprzyjać demokratyzacji tam, gdzie jej brakowało. Jedynymi oponentami tego poglądu   byli ci, którzy widzieli w powszechnym usieciowieniu możliwość totalitarnej kontroli. a zagrożeniem dla sieci mieli być jedynie hackerzy (zjawisko skądinąd kulturowo skomplikowane) lub quasi monopolistyczna pozycja takich kompanii jak Google lub Facebook.

Pierwszym, którzy zauważył i opisał w pogłębiony sposób zagrożenie, jakim może być Internet, jako narzędzie propagandy skierowanej przez zachodnim demokracjim, był Evgeni Morozov. Już przed paroma laty opisał on zabiegi rosyjskie w tym względzie i fascynację Putina tym nowym środkiem komunikacji oraz fakt pozyskania przez niego względów całej grupy młody rosyjskich blogerów. Nie przypadkowo Morozov jest Białorusinem, który z doświadczeń własnego kraju wie dużo o sowieckiej czy postsowieckiej propagandzie.[xxxvii]

Kreml umiał połączyć dawniejsze elementy wojny psychologicznej z nowymi możliwościami, jakie daje Internet. Pierwszego eksperymentu specjaliści z Kremla dokonali na własnym społeczeństwie. Materiałem propagandowym, jakim się posłużono, były w sporej części poglądy Dugina, które oddają istotę wielu komplikacji schorzałej rosyjskiej tożsamości i zalecają neoimperialną kurację. Druga operacja propagandowa dotyczyła aneksji Krymu i miała już odniesienia międzynarodowe.

Wypróbowaną receptę postanowiono stosować dalej w polityce zewnętrznej. Kremlowscy fachowcy od internetowej propagandy od początki zakładali, że trolling w każdym kraju ma być inaczej ukształtowany.

Można wprawdzie powiedzieć, że tak jak Dugin ze swoimi schizofrenicznymi teoriami nie rozumie Rosji, ale jest niewątpliwie medium bolączek „duszy rosyjskiej”, tak też w każdym kraju istnieje potrzeba znalezienia takiego medium. Znajduje się ono zwykle na marginesie społeczeństwa, niczym obłąkany, który ujawnia bezładnie wszelkie niedyskrecje społeczności, w której przyszło mu żyć.

Medium propagandy kremlowskiej stał się więc w Polsce swoisty marginesowy folklor polityczny. Nie jest koniecznym w wielu wypadkach szukanie agenturalnych korzeni, aby objaśnić proputinowskie postawy. Niektóre marginesy opinii publicznej lub poszczególne kręgi były do tego gotowe niezależnie od tego, czy miały one związki z rosyjska stroną. Każdy, kto jest neopoganinem, z większym od przeciętnego prawdopodobieństwem przyjmuje treści rosyjskiego panslawizmu. Kto jest monarchistą, ten bardziej będzie wypatrywał jakiejś alternatywnej wobec demokracji wizji przyszłości. Kto ma negatywną i wysoce negatywną   wobec systemu w którym żyje postawę, , ten łatwiej podejmie jego radykalna krytykę, nie zważając za kim ją powtarza. Kto wierzy, że Zachód może Polskę tylko zdradzić, przyjmie, że w konflikt z Rosją nie należy się włączać. Kto nienawidzi Niemców, łatwiej zaakceptuje Rosję. Kto jest antysemitą uwierzy, że Ukrainą rządzą Żydzi

Polski folklor polityczny, który tworzą takie przykładowe postacie jak pseudoliberał Janusa Korwin-Mikke, antysemita Michalkiewicz, pseudohistoryk Waldemar Łysiak[xxxviii] czy felietonista Waldemar Ziemkiewicz, sprzyja penetracji trollingu. Dodać można do tego również przedstawicieli środowiska akademickiego,   takich jak dla przykładu Bronisław Łagowski[xxxix] ,   Andrzej Romanowski [xl]   ganiących rzekomo powszechną i irracjonalną rusofobię Polaków, a nawet jak Anna Raźna pisząca wiernopoddańczy list do Putina. Byłoby uproszczeniem i brakiem rozsądku dopatrywanie się w takich zachowaniach pospiesznie wpływu kremlowskiej agentury. Teorie spiskowe są na ogół najmniej przydatne do lepszego zrozumienia życia politycznego a nawet politycznego folkloru. Tworzy to jednak atmosferę, w której troll może zabrać głos i wcale nie będzie za trolla uchodził, oraz nie będzie jako troll rozpoznany.

Zarazem można dowodzić, że penetracji trollingu sprzyjały i sprzyjają też fronty wielu publicznych dyskusji i jej bardzo silna polaryzacja.

Wizja rzekomego „salonu III RP” – ulubiony chwyt retoryczny prawicowej publicystyki – pozwalała każdemu głupkowi przedstawiać się jako niedopuszczonego do debaty publicznej. Czarna legenda „okrągłego stołu” i „Magdalenki” sprzyja kwestionowaniu wartości państwa polskiego i ułatwia mówienie o jego upadku. Z kolei prezentowanie polskiej prawicy jako wyłącznie nieodpowiedzialnych „świrów” i zagrożenia dla demokracji, sprzyja negatywnym stereotypom, że taka właśnie jest Polska – nacjonalistyczna, ciemna i nierozumiejąca demokracji. [xli]

Właściwie większość treści rosyjskiego trollingu daje się już odnaleźć w emocjonalnych sporach dwóch obozów PiS przeciw PO i PO przeciw PiS. Przecież „pisiorypa” to dla „platformersów” – jeśli dopuscić się pewnych uproszczeń – „endecy” (chociaż Kaczyński jest raczej Piłsudczykiem), ksenofoby, skłonni do antysemityzmu, nacjonaliści ekscytujący się Żołnierzami Wyklętymi itd. A „platfusy” dla „pisiorów” to „ekipa z magdalenki”, „szwindel okrągłostołowy”, propaganda kultury gejowskiej itd. Polska wedle „platformersów” nieustannie zagrożona jest dojściem do władzy „świrów” z PiS-u, a jednocześnie wedle „pisiorów” Polska jest katastrofą spowodowaną przez niezlustorowanych zwolenników WSI.

Polskie media jedynie wzmacniają te podziały. „TV Republika” ma być pisowski, a TVN „platformerski”, Gazeta Wyborcza „platformerska” a dziennik Rzeczpospolita PiSowski. Media odtwarzają podział partyjny, a nawet w pewien sposób go zastępują, bowiem to one bardziej niż sami politycy są producentami idei.

Ten chaotyczny często i pełnego emocji ton publicznych debat ułatwia propagandowe manipulacje z zewnątrz.

Umożliwia to też próby budowania nowych frontów, które sprzyjałyby dezintegracji polskiego społeczeństwa. I takie próby są podejmowane. Po jednej stronie, w ramach masowej interwencji w polski Internet, ma być PO-PiS a po drugiej prorosyjska alternatywa. PO-PiS popiera Ukraińców, jest w związku z powyższym ksenofobicznie antyrosyjski, i popycha kraj do wojny. Po drugiej stronie mają być ci, którzy obiecują „zmianę” i odrzucenie starego „systemu”. Obiecują ją tym wszystkim, którym było i jest równie źle przy rządach PO jak i PiS, bo to ta sama klika („i Tusk Żyd i Kaczyński Żyd”). Potrzebna jest więc radykalna zmiana. Głosił jej potrzebę już PiS, ale nie potrafił tego zrobić. Teraz zrobimy to my, którzy rozumiemy, że wojna z Rosją jest niepotrzebna, że Banderę i „rzeź wołyńską” trzeba pamiętać.

Wydaje się, że w latach dziewięćdziesiątych rosyjska polityka wpływu szukała przede wszystkim kontaktów w środowiskach postkomunistycznych. Nie należy też zapominać, że był to okres jelcynowski, okres, w którym przynajmniej część rosyjskich elity politycznych czyniła próby zbliżenia do Zachodu.

Z czasem widoczne jest zainteresowanie rosyjskich służb Samoobroną. Gdy formacja ta upada zainteresowania przesuwają się ku „Nowej Prawicy” i środowiskom nacjonalistycznym, ocenianych jako łatwe do manipulacji. Jest to zresztą zgodne z działaniami propagandowymi w innych krajach Unii Europejskiej, w których skrajna prawica cieszy się poparciem Kremla.

Organizowana obecnie partia „Zmiana”, grupująca jednoznacznie promoskiewskich aktywistów, jest wyrazem jeszcze innej tendencji rosyjskiej propagandy – jej eklektyzmu. Analizując biografie czołowych działaczy i publicystykę tego środowiska można odnaleźć w niej szeroką paletę idei od neopogaństwa i panslawizmu, poprzez pokrętne nawiązania do polskiego nacjonalizmu, aż po prl-owskie sentymenty i lewackie hasło, wszystko to przyprawione pseudointelektualnym bełkotem wziętym od Dugina. Ukraiński historyk Ihor Hrycak nazwał tego typu pseudoideową mieszankę ironicznie „postkomunistycznym postmodernizmem”. Wykpiwanie tego zjawiska czy wykazywanie irracjonalności jest nie tylko bezcelowe i jest też jego niezrozumieniem. Pozornie chaotyczna forma, ma jasny i czytelny cel. Ta mieszanka sprzecznych haseł i sloganów ma dezintegrować myślenie polityczne i przyczyniać się do ogólnej dezorientacji.

Z tych uwag wyciągnąć można istotny, choć trudny do przełożenia na konkretne i praktyczne działania wniosek, że im niższa kultura polityczna i czym gorsza jakość mediów, tym łatwiej o zarażenie danej społeczności politycznej propagandowym „toksycznym memem”. [xlii]

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę

Przekonaniu o zagrożeniu, jako stanowi propagandowa aktywność w Internecie, przeciwstawić można dwa argumenty.

Po pierwsze Internet jest zbyt wielki, aby można nim dowolnie manipulować. Socjologia Internetu mówi w tym wypadku o tzw „efekcie tłumu” (crowd effect).

Po drugie wzmożona aktywność w Internecie wywołuje też wzmożoną kontr aktywność. W rezultacie rozkład poglądów danej społeczności nie odbiega od rozkładu poglądów, jakie posiada dana społeczność niezależnie od owych zewnętrznych działań. Opisując to zjawisko niektórzy socjologowie mówią o „zbiorowej mądrości” (crowd wisdom), choć raczej należałoby mówić, o „uśrednionym statystycznie rozsądku”.

Patrząc na spontaniczne organizowanie się poprzez Internet środowiska poparcia dla Ukrainy i grup monitorujących kłamstwa putinowskiej propagandy, takich jak np. „Rosyjska V kolumna”, „Polacy Solidarni z Ukrainą”, „Pomagaj Ukrainie” i wielu innych, można by dojść do przekonania, że „efekt tłumu” działa wystarczająco silnie. Polskie środowisko internetowe zauważyło manipulatorskie działania rosyjskiej propagandy i z narastającą intensywnością zaczęło na nie reagować.

Przeciw nadmiernemu optymizmowi należy jednak skierować kilka bardzo istotnych zastrzeżeń.

Celem rosyjskiej propagandy nie jest poddanie wpływowi całego czy nawet większości polskiego społeczeństwa. Jest to zresztą nader mało prawdopodobne, aby społeczeństwo tak bardzo historycznie obarczone doświadczeniem stosunków z Rosją stało się szerzej prorosyjskie. Działania Kremla mają natomiast na celu wytworzenie odpowiednich nisz społecznych, którymi można manipulować. Rosyjska propaganda ma też szanse oddziaływania na wybrane środowiska młodzieżowe. Ostatecznie chodzi nie o to, by kogoś nawet przekonać, ale by wzbudzić poczucie niepewności i zamieszania. Takie cząstkowe „sukcesy” propaganda Kremla z pomocą Internetu może odnosić. Wobec tego, że kremlowski trolling jest zinstytucjonalizowany i silnie dofinansowany, społeczne i spontaniczne przeciwdziałanie może się okazać nie dość skuteczne.

W państwach zachodnich podejmuje się już przeciwdziałania wspierane przez państwo, także mnożą się apele, aby takie działania podejmować. Takie decyzje powinny być podejmowane również w Polsce.

Rekomendacje

  1. „Wojna informacyjna” stanowi zagrożenie równoległe do zagrożenia militarnego i wymaga odpowiedniej reakcji władz państwowych i rządu.
  2. Znacznemu poszerzeniu powinna ulec definicja cyberbezpieczeństwa, jaką posługują się odpowiedzialne za nie instytucje i agendy rządowe. Obok kwestii zagrożenia atakami hackerskimi, winno ono obejmować kwestie wrogich działań propagandowych w Internecie.
  3. Konieczne jest uświadomienie opinii publicznej zjawiska jakim jest polityczny trolling i informowanie o związanych z tym zagrożeniach.
  4. Systematyczne badanie treści propagandy Kremla istotne jest dla oceny jego intencji politycznych. Dlatego „wojna psychologiczna” powinna stać się istotną częścią badań ośrodków analitycznych.
  5. Rozpoznawanie socjologicznych i psychologicznych procesów, jakie związane są z aktywnością w Internecie jest niezbędne dla skutecznych działań przeciw „wojnie informacyjnej” Kremla. Konieczna jest w tej sprawie współpraca międzynarodowa.
  6. Niezbędna jest identyfikacja tych środowisk, które są producentami toksycznych memów. Są to środowiska potencjalnej proputinowskiej działalności politycznej, a nie tylko wirtualnej w przypadku poszerzania się rosyjskiej agresji.
  7. Organy ścigania, prokuratura i sądy powinny zwracać uwagę na nowy typ zagrożeń i przestępczości, jakiego narzędziem jest Internet.
  8. Potrzebne są pilne nowe regulacje prawne dotyczące aktywności w Internecie. W szczególności anonimowość nie może, zwłaszcza w przypadku oszczerstw, mobbingu i gróźb karalnych, chronić przed odpowiedzialnością za słowo.
  9. Przeciwdziałanie „wojnie informacyjnej” wymaga nowatorskich metod pracy odpowiednio przygotowanych wielodyscyplinarnych zespołów. Ich członkami powinni być m. innymi informatycy, socjolodzy i psychologowie społeczni, a także historycy.
  10. Zadaniem agend bezpieczeństwa winno być ustalanie, jaki jest związek polityki wpływu prowadzonej przez Internet z tradycyjną agenturą i sposobem pozyskiwania głównych siewców toksycznych memów.
  11. Iluzją jest, że można nic nie robić. „Zbiorowa mądrość” wyrażająca się Internecie „efektem tłumu” [crowd efect] czyli zasadą, że Internet jako zjawisko masowe, będzie zawsze wyrażał to, co społeczność sieci sobą reprezentuje na zasadzie statystycznego rozkładu i dlatego nader trudno jest Internet zmanipulować, może okazać się myląca.

 

 

 

 

[i]Joanna Darczewska, Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej. Operacja Krymska – studium przypadku, Warszawa 2014. S.12. Autorka w wysoce kompetentny a zarazem przejrzysty sposób dokonuje przeglądu rosyjskojęzycznej literatury a także opisuje praktyczne agresywne działania, jakie władze rosyjskie podejmują w sieci.

[ii]http://wszystkoconajwazniejsze.pl/klaus-bachmann-igor-lyubaszenko-czy-rosyjska-kampania-propagandowa-w-internecie-jest-skuteczna/

[iii]Jako przykład takiej postawy wymienić można: Yohai Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynek i wolność. Warszawa 2008. Patrz; recenzja tej pracy https://kazwoy.wordpress.com/rozmaitosci/czy-internet-wesprze-liberalna-demokracje/

[iv]Jednym z pierwszych, który zwrócił uwagę na działania rosyjskie w internecie jest amerykańsko-białoruski teoretyk Evgeny Morozov w jego książce The Net Delusion. How not to liberate the World z roku 2011.

[v]Należy jednak po pierwsze zwrócić uwagę, że współczesna Rosja nie dysponuje ideologią podobną do dawnej ideologii komunistycznej i po drugie, że otwarte kłamstwo (zaprzeczaniu oczywistym w tym sensie powszechnie uznanym faktom) jest całkowicie jawnym, publicznym działaniem władz moskiewskich. Jak zobaczymy dalej, ma to bardziej funkcję psychologiczną (ma raczej przestraszyć i przekonać o nieustępliwości strony atakującej) niż perswazyjną (przekonać do własnego stanowiska) „wojny informacyjnej” prowadzonej przeciw własnemu społeczeństwu, które nie tyle ma podlegać indoktrynacji, co ma być zmanipulowane.

 

[vi]Troll i od tego słowa pochodzący trolling to pojęcia, jakie pojawiły się najpierw w potocznym użyciu internautów. Wobec szalenie szybko rozwijającego się interaktywnego ze swojej natury Internetu (co najbardziej widoczne jest w upowszechnieniu się sieci społecznościowych) wiele słów-pojęć opisujących ten typ aktywności ludzkiej jest wytworem społecznego i spontanicznego procesu, a nie pojęciami urobionymi przez naukowe opracowania. Uzasadnione jest jednak, aby odwoływały się one w swoich bardziej pogłębionych analizach do pojęć potocznych i już intuicyjnie powszechnie zrozumiałych. Dodać można wiele nowych pojęć związanych z używaniem Internetu, takich jak „Sharing,” „friending,” „liking,” „following,” „trending,” and „favoriting”. Patrz m.in Dijck Jose van The Culture of Connectivity : A Critical History of Social Media, UK 2013

[vii]Literatura poświęcona Internetowi jest już obszerna. Jednak większość autorów, zwłaszcza dążących do szerszych uogólnień i syntez, stwierdza daleko idący brak odpowiednio pogłębionej analizy. Patrz dla przykładu: Fuchs Christian, Social Media : A Critical Introduction, UK 2013.

[viii]Używam tu terminu „mem hybrydalny” przez analogię z terminem „wojna hybrydalna”. Ponieważ rozsyłanie memów jest powszechną praktyką całego Internetu potrzebny jest szczególny termin.

[ix]Evgeny Morozov, The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom Morozov Evgeny: To Save Everything, Click Here : Technology, Solutionism, and the Urge to Fix Problems That Don’t Exist, UK 2014

[x]Wasil Kostickyj szef centralnej Komisji ds.etyki życia publicznego     uważą że celem wojny informacyjnej prowadzonej przez Kreml wobec Ukrainy jest m.in. rozbicie tożsamości Ukraińskiej, http://www.radiosvoboda.org/content/article/26600158.html Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na pozornie odległe o kwestii poruszonych przez Kostikova uwagi McChesney, Robert W, Digital Disconnect : How Capitalism is Turning the Internet Against Democracy, UK 2013. Autor ten zauważa jak dalece Internet zaczyna służyć reklamie i komeracjalizuje się, przestając służyc a nawet zagrażając demokracji.

[xi]Brooke, Heather, The Revolution Will be Digitised : Dispatches from the Information War, UK 2012

[xii]Przywołam tu jako przykład dyskusję jaką toczyła się na FB, gdy jeden ze znajomych o zdecydowanie antyrosyjskich i antykomunistycznych przekonaniach zaczął publikować linki do zdecydowanie prokremlowskich materiałów bez żadnego dodatkowego komentarza. Gdy zwrócono mu na to uwagę, że robi z siebie „trolla” odpowiedział, że przecież robi to dla żartu, bowiem i tak „wszyscy wiedzą o co chodzi”. Problem w tym, że nie wszyscy gotowi byli traktować edytowane materiały jako ośmieszające ich autorów i interpretować je w taki sposób jak internauta będący powodem tej dyskusji.

[xiii]Zjawisko jest już opisywane w licznej literaturze patrz m.in. Howard Gardner and Katie Davis, The App Generation. How Todays’s Youth Navigate Identity, Intimacy and Imagination in a Digital World. Kwestia kształtowania się tożsamości w Internecie stanowi już dzisiaj przedmiot licznych studiów. Niestety literatura ta nie jest w Polsce bliżej znana.

[xiv]Jakub Korejba, Trolle Putina straszą w sieci, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,130330,16869831,Trolle_Putina_strasza_w_sieci.html

[xv]Wielu autorów wskazuje, ze intensywne użytkowanie Internetu wpływa i kształtuje osobowość jej użytkowników, jak pisze jeden z autorów „ zmienia nas jako ludzi”,. Patrz:Lanier Jaron, You are Not a Gadget : A Manifesto. Zwraca się też uwagę, że Internet stwarza sztuczne, oderwane od realiow wyobrażenie o świecie. W zależności od cech i skłonności psychicznych jednostki może ona przebywać? w dużym stopniu wirtualnym świecie. Patrz m.in: Loving Gert, Networks without a Cause : A Critique of Social Media UK 21/02/2012.

[xvi]Fakt, że od kilkunastu miesięcy fora internetowe kilku ogólnopolskich portali są bombardowane masową ilością prorosyjskich postów jest bezsporny. Fakt używania oprogramowania jest też bezdyskusyjny, o czym świadczą m.in. szybkość publikacji postów na forach oraz ich ilość. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, z kim mamy do czynienia. Przy tak niskim „progu wejścia” w skuteczne „szeptanie”, może to być zarówno mała grupa polityczna działająca na ternie kraju, jak i doskonale zorganizowana grupa działająca na zewnątrz.

Najważniejszym pytanie dotyczy celu tego typu działań – czy służą tylko dezinformacji użytkowników forów czy też maja wpływać na tonowanie i kierunkowanie opinii?

http://niwserwis.pl/artykuly/informacyjna-czwarta-wojna-swiatowa.html

http://niwserwis.pl/artykuly/forum-internetowe-forum-propagandy-czy-forum-publicuma.html

 

[xvii]http://rebelya.pl/forum/watek/75453/

[xviii]Samobrona Patriotyczna to m.in. Bohdan Poręba, Eugeniusz Sendecki, Zbigniew Witaszek, Anita Edyta, Zabroś Zdzisław Jankowski poseł IV kadencji (samoobrona)http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Witaszek mnożenie nazw (Polska Patriotyczna, Samoobrona Odrodzenie, Samoobrona Ruch Społeczny)

Intersujący jest portal http://narodowikonserwatysci.pl/

 

 

[xix]Chodzi zarówno o stowarzyszenie o ten nazwie jak i portal http://suwerennosc.blogspot.com/ . Kieruje nim Jerzy Rachowski. Sławomir Andrzej Zakrzewski Ruch suwerenności narodu polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 Eugeniusz Sendecki ,ruch-suwerennosc-narodu-polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 ,ruch-suwerenność-narodu-polskiego     flagi Noworosji Bandera Stop

 

[xx]http://www.konserwatyzm.pl/ Środowisko to jest również wydawcą książek drukowanych. Ciekawą pozycję stanowi: Engelgard Jan, Meller Arkadiusz, Wielomski Adam, Stefan Bandera w Kijowie. Kulisy rewolucji na Ukrainie, Warszawa 2014. Wydawnictwo Capital

[xxi]http://narodowikonserwatysci.pl/2014/06/27/wojna-nato-z-rosja-a-polityka-polska/

[xxii]http://opolczykpl.wordpress.com/ propaguje iedeologię słowiańsko-neopogańską, a więc i antychrześcijański i jest zarazem otwracie proputiniwski

[xxiii]http://wmeritum.pl/ukraina-parlament-zalegalizuje-oun-upa/http://www.krs-online.com.pl/fundacja-miedzynarodowy-instytut-nowych-krs-817242.html (Martynov Aleksei, Mateusz Piskorski, Jacek Cezary Kamiński)
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/09/przestancie-popierac-ukraine/
https://www.facebook.com/PRLbezcenzury?fref=photo (społeczność 11 tys) wyraźnie spreparowany na Donbasie film o p.Szpakowskim separatyści
http://www.nacjonalista.pl/2014/07/09/wolyn-43-pamietamy/

 

[xxiv]http://prawica.net/39503

[xxv]https://www.facebook.com/adam.wielomski.3 wpis anonimowego internauty Katon Najmłodszy dostęp 2014-09-12. Strona FB tego anonimowego internauty jest typowym przykładem prokremlowskiego i proputinowskiego trollingu.

[xxvi]http://marekblaszkowski.salon24.pl/comments/

[xxvii]https://www.youtube.com/watch?v=fCZuPqdCd5I

[xxviii]Np.: Dawid Łasut http://polish.ruvr.ru/2014_09_02/Wielu-Polakow-zyczy-sobie-unormowania-relacji-z-Rosja-9824/

[xxix]https://www.youtube.com/user/Media2000Corp

[xxx]https://www.youtube.com/watch?v=tnA2fEhqq-I&list=TLmqy0naOAB-FdM0LVToIRZTr6dNVm7n8H

[xxxi]https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk

[xxxii]http://polish.ruvr.ru/news/2014_09_07/Korwin-Mikke-Polska-powinna-uznac-aneksje-Krymu-2928 /

[xxxiii]Organizatorem tych demonstracji jest Sławomir Andrzej Zakrzewski.

[xxxiv]http://www.psww.com.pl/

[xxxv]Bartosz Bekier o sytuacji w Ukrainie I Noworosji http://xportal.pl/?p=16661

[xxxvi]Castell Manuel, Networks of Outrage and Hope : Social Movements in the Internet Age, UK 2012, Shirky Clay, Here Comes Everybody : How Change Happens When People Come Together. UK 2009,. Na możliwości Internetu w dziedzinie oddziaływania politycznego zwrócono uwagę w okresie arabskiej wiosny, Wywołało to entuzjazm wśród części ekspertów od sieci. Tym bardziej że już wcześniej dostrzegano możliwości społecznego oddziaływania poprzez Internet, jako „alternative politics”, Occupy movement i inne nowe formy prostetu Patrz: Ghonim Wael Revolution 2.0, UK 2012, Hands Joss@ is for Activism : Dissent, Resistance and Rebellion in a Digital Culture, UK 2010, Gerbaudo Paulo, Tweets and the Streets : Social Media and Contemporary Activism, UK 2012

Van Dijk, Jan A.G.M, The Network Society, UK 2012

[xxxvii]Evgeny Morozov (2012), The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom

[xxxviii]artykuł „Przestańcie popierać Ukrainę”,

[xxxix]http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-bronislaw-lagowski-rusofobia-to-jest-obecnie-ideologia-panstwowa/51vhw

[xl]http://wyborcza.pl/1,75968,16529003,Polska__Rus_i_racja_stanu.html

[xli]http://www.economist.com/news/europe/21646756-europe-belatedly-waking-up-russias-information-warfare-aux-armes-journalistes

 

 

[xlii]Taylor Astra, The People’s Platform : Taking Back Power and Culture in the Digital Age UK 2014 autorka analizuje upadek poważnego dziennikarstwa, które nazywa churnalism. Zjawisko, na które ten raport wskazuje w Polsce, ma szerszy charakter i obserwowane jest również, gdzie indziej.

Merkel czy Putin: kto wygrał w Mińsku?

Pierwsza odpowiedz brzmi Putin. I wielu wydaje się oczywista, skoro rozejmu nie ma i zajęto Debalcewo. Rosjanin przechytrzył Niemkę, która rzekomo naiwnie wierzyła w to, co podpisywała, a on słowa nie dotrzymał. Niektórzy uważają zresztą, że Putin jest od samego początku sprytniejszy  i zwycięski. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się sprawie, to mierząc dotychczasowe  dokonania  ambicjami, jakie zdradza, odnosi on poważne porażki. Wygrywa bitwy, ale coraz bardziej przegrywa wojnę,  jaką wypowiedział Zachodowi.
Zdobycie kilku terytoriów, które przy okazji zdewastowano (Krym gospodarczo, Donbas jak najbardziej dosłownie) i w które wpompowywać trzeba pieniądze, to nie są wielkie zdobycze. Dokonując tej agresji ostrzegł jednak cały Zachód o swoich planach i spowodował powszechną zmianę poglądów na to, czym jest dzisiejsza Rosja i kim jest on sam jej prezydent. Wcześniej wierzono, że Putin będzie modernizatorem, a nawet nie w pełni demokratą, to jednak politykiem, z którym daje się jakoś współpracować. Putin Zachód tej naiwności innych pozbawił.
Łamiąc ostatnie umowy z Mińska pozbawił już tych złudzeń nawet tych, którzy chcieli mu wierzyć do ostatniej chwili. Czy kanclerz Merkel należała to takich naiwnych? Nie wydaje się. To ona pierwsza nazwała Putina człowiekiem oderwanym całkowicie od rzeczywistości i uczyniła to już dość dawno. Nie wydaje się, żeby mogła o tym zapomnieć. Zapomniał o tym natomiast, jak się wydaje Putin. Nie musiał prowadzić, żadnych rozmów w Mińsku i mógł agresję kontynuować bez tego. Wyobrażał sobie, że stwarzając bardzo krótkotrwałe złudzenia co do możliwości pokoju coś ugra. I kolejny raz prymitywnie skłamał.
Kanclerz Merkel wydaje się znacznie bardziej wyrachowana. Prowadziła negocjacje z kim, o kim wiedziała przecież, że wierzyć mu nie można. Prowokując jednak ponowne demonstracyjne kłamstwa zdobywa argumenty wobec tej reszty europejskich polityków, którzy wciąż są naiwni lub tą naiwność chcą dalej udawać.  Wciąganie Hollanda do tej gry było również dobrym posunięciem, bowiem i on czuć się musi oszukany i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. W ten oto sposób Zachód dojrzewa do wniosku, co dla niektórych było może oczywiste od początku i napotykało jednak na spory opór, że Putina powstrzymać można tylko siłą.
Plany Putina nie przewidywały, że Zachód może dojść do takiego wniosku. W jego oczach Zachód, a zwłaszcza EU-Europa, miał być dekadencki i nie zdolny do jakiekolwiek zdecydowanego działania.Pomyłka Putina wynika z jego całkowitego niezrozumienia mechanizmów działania państw demokratycznych. Debata i refleksja, jaka towarzyszy i spowalnia proces podejmowania decyzji, to w jego oczach jedynie czcza gadanina. Nie dostrzega on, że dzięki temu, demokracje zdolne są też uczyć się i wypracowywać decyzje bardziej dojrzałe i na koniec skuteczne.

Niektórzy twierdzić jednak  będą dzisiaj, że Putin odniósł zwycięstwo nie tylko na Krymie i w Donbasie, ale prawie w samym sercu kontynentu bowiem w Budapeszcie. Należy jednak lepiej przyjrzeć się, co się tam stało. Był to dla Putina dość drogi wyjazd, zapłacił bowiem za bilet do Budapesztu 10 mlrd euro. Taka jest wysokość kredytu, jakiego udzielił Orbanowi. Jest to 1/35 jego zasobów i rezerwy, jaką jeszcze posiada. Można oczywiście powiedzieć, że Orban jest przekupny. Sedno sprawy jest jednak w tym, że względy polityków musi już Putin kupować za dość duże pieniądze a trudno sobie wyobrazić, aby tracący na popularności węgierski premier mógł zmienić politykę Zachodu.

Ci którzy widzą w Putinie zwycięzcę wydają się tak samo naiwni jak on sam, nawet a zwłaszcza jeśli uważają się za jego wrogów czy oponentów. Uprawianie i zrozumienie polityki wymaga wiele wyrafinowania, a kto widzi w niej tylko stosowanie siły  nie bardzo jest zdolny dostrzegać głębszy nurt wydarzeń. Nie wykluczone, że Putin wygra jeszcze kilka bitew, wybrał się jednak na wojnę z Zachodem. Podobno aby wygrywać trzeba wroga nieco uśpić i odwrócić uwagę od swoich planów. Putin zrobił wszystko, aby swojego wroga na Zachodzie ostrzec i pobudzić do mobilizacji.

Mińsk 2015 – Monachium 1938, Debalcewo 2015 – Sarajewo 1914, Ukraina-Afganistan

Warunki zawieszenia broni są w wyrazisty sposób nieprzestrzegane przez prorosyjskich separatystów i tamtejsze ugrupowania terrorystyczne. Objawia się to nie tylko trwającym ostrzałem pozycji ukraińskich, ale także niedopuszczaniem przez separatystów obserwatorów OBWE, którzy na mocy umowy Mińsk-2 mieli prowadzić kontrolę działań obu stron. Na stwierdzenie, że zawieszenie broni nie weszło w życie czy też zostało zerwane należy jednak jeszcze moment poczekać. Strona, która zrobiłaby to zbyt pospiesznie mogłaby narazić się na zarzut, że to właśnie ona zrywa porozumienie. Gromadzone są więc informacje, co właściwie się dzieje. Trudno jednak wyobrazić sobie, aby taki stan wyczekiwania trwał zbyt długo. Można co najwyżej mówić jeszcze o dniu następnym, najdalej dwóch dniach. Jeśli potwierdzi się to co zapowiedział rzecznik pseudorepubliki donieckiej, że w odniesieniu do Debalcewa separatyści nie mają zamiaru stosować się do zawieszenia broni, to Mińsk-2 okaże się tak samo i ostatecznie fikcją jak Mińsk-1.
Wobec takich przewidywań najistotniejsze staje się pytanie co dalej? Waszyngton spełnić winien wtedy swoje obietnice dostarczenia Ukrainie broni oraz instruktorów wojskowych. Dla kanclerz Merkel będzie to argument wobec własnej opinii publicznej, by zaostrzyć postawę wobec Kremla. Jeszcze ważniejsze może być to dla prezydenta Hollanda, bowiem francuska opinia publiczna jest znacznie bardziej wahająca niż niemiecka, a najrozmaitsze wpływy rosyjskie zdają się być dziś znacząco silniejsze nad Sekwaną niż na Renem. Zachód w całości będzie najprawdopodobniej dążył do maksymalnego wykorzystania broni gospodarczej, włącznie z cofnięciem Rosji systemu bieżącego kredytu SWIFT.
Niezależnie od postępowania Zachodu po stronie rosyjskiej należy spodziewać się eskalacji konfliktu, choć może to nastąpić w różnym natężeniu. W oczywisty sposób towarzyszyć temu będzie propagandowa kampania kłamstw, że to Kijów zerwał porozumienia i natężenie antyamerykańskiej retoryki. Trudno stwierdzić, jak dalece armia rosyjska jest przygotowana do konfliktu na szerszą skalę i może się go obawiać.
Udostępnienie Ukrainie nowocześniejszej broni oraz inne podobne działania NATO wzmogą też niemal z pewnością agresywną retorykę Kremla. Natężyć się też mogą pogróżki związane z możliwością konfliktu nuklearnego. Putin stopniując napięcie będzie stawał się coraz bardziej niewiarygodny i wyobrażenie, że dojdzie do następnej rundy negocjacji „mińskiego” typu będzie już niemal nieprawdopodobne.
Kalkulacją Putina może być, że silny nacisk na Ukrainę zdekomponuje to państwo i wywoła chaos, który zmusi Zachód do ustępstw. Trudne to jednak będzie do osiągnięcia, jeśli Kijów otrzyma odpowiednie wsparcie gospodarcze i militarne. Nie wykluczone przecież, że rządom Poroszenki i Jaceniuka uda się wdrożyć odpowiednie reformy, a na rosyjską agresję społeczeństwo ukraińskie zareaguje mobilizacją i solidarnością. W takiej sytuacji Ukrainie uda się może dokonać postępu w sytuacji wewnętrznej, mimo tak trudnej zewnętrznej sytuacji. Wtedy czas zacznie się liczyć przede wszystkim na niekorzyść Putina obłożonego sankcjami.
Kremlowski dyktator może oczywiście liczyć na wytrzymałość społeczeństwa rosyjskiego i poddaniu swego otoczenia pełnej kontroli. To nie jest wykluczone przez pewien czas. Z drugiej strony dzisiejsze społeczeństwo rosyjskie nie wydaje się być tak bierne i tak zniewolone jak w okresie komunistycznym, a same elity wydają się w znacznie poważniejszym stopniu spluralizowane. Powszechnie uciążliwości i zagrożenia związane z prowadzoną przez Putina polityką będą odczuwane z coraz większym przyspieszeniem. Nawet w okresie komunistycznym nastroje społeczne miały wpływ na postępowanie i stosunki władzy, należy więc przewidywać, że również i teraz tak będzie.
Eskalacja konfliktu może prowadzić do utraty na nim kontroli i wojny, ale także jego rozwiązaniem może być upadek reżymu Putina. Wojna z Ukrainą może stać się tym samym dla dzisiejszej pseudo-federacji rosyjskiej (w istocie zlepka skolonizowanych terytoriów), czym dla Związku Sowieckiego była wojna w Afganistanie. Tylko, że Związek Sowiecki upadł niejako po cichu. Została się po nim Federacja Rosyjska, która jeśli upadnie, to ze znacznie większym hukiem. I to też nam grozi.

Grexit, Pegida, Charlie Hebdo i Putin

Wydarzenia takie jak wyniki wyborów w Grecji, mogące doprowadzić do wyjścia tego kraju ze strefy euro a nawet UE, zamach islamistów na satyryczny tygodnik w Paryżu czy demonstracje przeciw imigracji w Lipsku i Dreźnie nie wydają się być w jakikolwiek sposób bezpośrednio powiązane. A jednak można dopatrzeć się między nimi związku, jeśli zdać sobie sprawę, że nasz kontynent jest w stanie pełzającej wojny z Putinem.
Nie chodzi bynajmniej o to, aby przypisywać Moskwie bezpośrednie współsprawstwo w tych wydarzeniach (choć w przypadku pegidy warto być podejrzliwym, a poparcie Moskwy dla nowego rządu w Atenach jest widoczne), lecz o pytanie jakie znaczenie ma to w toczącej się pełzającej wojnie. Ci, którzy śledzą wydarzenia polityczne na bieżaca i widzą związki między nimi są naogół w wysokim stopniu zaniepokojeni i mają do tego prawo.
To że wojna się toczy, jak najbardziej brutalna i barbarzyńska, widoczne jest na wschodniej Ukrainie. Zdjęcia torturowanych przez rosyjskich bandytów ukraińskich jeńców są przerażające. Stawka jest jednak bez porównania wyższa niż Donieck i Ługańsk a nawet cała Ukraina. W „Mein Kampf” Hitler zapowiadał to, co następnie usiłował zrealizować. Dzisiaj można bez trudu można wyczytać, co zamierza Putin. Chce odtworzyć imperium, doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej, skłócić narody europejskie ożywiając wszelkie możliwe etniczne i terytorialne konflikty, wreszcie powołać do życia euroazję od Lizbony do Kamczatki. To piszą wyraźnie ludzie z jego najbliższego otoczenia tacy jak Dugin, Surkov, Żyrynowski i wielu innych. Na rzecz Moskwy pracuje też ogromna armia internetowych trolli, nowego typu agentury, której zadaniem jest zdezorientowanie i zmanipulowanie opinii publicznej otwartych i wolnych społeczeństw. Z działalności trollingu też można odczytywać jakie cele wyznacza sobie Moskwa.
Plany Putina wydają się schizofreniczne i niemal niemożliwe do zrealizowania. Takie jednak były również plany Hitlera.
Putin straszy też świat bronią nuklearną. Wielu radzi więc, aby go nie drażnić. Nie wiadomo jednak co to by miało znaczyć i do czego by to miało prowadzić. Jeśli UE ustąpi w sprawie Krymu i Donbasu, następnym krokiem będzie pełny rozbiór Ukrainy. Jeśli i on nastąpi Moskwa zechce przywrócić swoje wpływ w całej Europie środkowej. A jeśli i to się stanie, to zażąda rozwiązania NATO (jeśli jeszcze będzie ono istniało) i stwierdzi, że musi zapanować nad całością kontynentu, aby nie powtórzyła się sytuacja z lat 1989-93.
Jak potraktowani mogą być jej oponenci, których zdefiniuje jako wrogów, można zobaczyć nie tylko z dziejów GUŁ-agu (ktoś powie może, przecież to były inne czasy), ale na podstawie losów ukraińskiego lotnika pani Szewczenko, mordowanych przez FSB osób takich jak Litwinienko, represji wobec Chodorkowskiego a przez wszystkim losów właśnie ukraińskich jeńców.
Historycy nie mają wątpliwości, że władza Hitlera była władzą przestępczą i to nie tylko w jakimś ogólnopolitycznym sensie. Sam Hitler zachowywał się jak gangster i bandyta również wobec swojego otoczenia. Podobnie jest z Putinem. Jest to gangster, bandyta i złodziej (nazywa się to bycie oligarchą), który dostał się na szczyty władzy i kieruje potężnym państwem. Jest inteligentny i bezwzględny. Umie korzystać ze słabości swoich wrogów, a jego głównym wrogiem jest Zachód. Dlatego zamach w Paryżu, demonstracje w Lipsku, zwycięstwo faszystowsko-lewackiej koalicji w Grecji są to bitwy, jakie Zachód przegrał w wojnie z Putinem.
Przegrane bitwy nie decyduje o wyniku wojny. Znacznie gorsze byłoby udawanie, że tej pełzającej wojny nie ma. Tak jak Hitler katastrofalnie przegrał, najprawdopodobniej przegra ją Putin, doprowadzając do rozpadu tak zwanej Federacji Rosyjskiej, czyli pozostałości moskiewskiego imperium. Przyszłość pozostaje jednak zawsze otwartą kartą. Aby wojnę tą wygrać (tym bardziej bez otwartej militarnej konfrontacji na wielką skalę) Zachód potrzebuje silnej mobilizacji – Zachód i każdy kraj Zachodu z osobna, który z Zachodem się identyfikuje.
Zdefiniowanie Putina jako bandyty podobnego do Hitlera może wielu razić. Co najmniej niepokoić może słowo wojna. Język polityki i dyplomacji bywa bardziej skomplikowany i pełen niuansów. Od polityków należy domagać się przede wszystkim działania a nie mocnych słów, które w pewnych wypadkach mogą ukrywać bierność. Nie oznacza to jednak, abyśmy jako opinia nie zdawali sobie sprawę, z kim mamy w Moskwie do czynienia. Błędy jakie popełniła Europa wobec Hitlera w latach 1930-tych nie można powtarzać. Nasz kontynent może tego nie przeżyć.

Marcin Przeciszewski:: Wojna z całym światem w imię wizji niemożliwej do realizacji

Patrząc z szerszej perspektywy na zabór Krymu i wspieraną z zewnątrz krwawą rebelię w Zagłębiu Donieckim, wyraźnie dostrzegamy, że celem agresji wszczętej przez Władymira Władymirowicza Putina bynajmniej nie jest tylko Ukraina. Ukraina stanowi jedynie jej etap. Rzeczywistym zamierzeniem Putina jest dokonanie destrukcji UE i NATO i oderwanie nie posiadającej wystarczającego potencjału obronnego Europy od Ameryki. Stanowi ona w zamierzeniu element zastraszenia Zachodu, ukazania mu jego własnej bezsilności, której celem jest kapitulacja poszczególnych państw Zachodu przed bluffem zastosowanym przez putinowską Rosję. Bluff ten polega na

——

Jest to ściągnięta z FB dyskusja, jaka toczyła się zawzięcie przez dwa wieczory jakieś dwa-trzy tygodnie temu, w której aktywny udział wziął mój stary KiK-owski druh Marcin Przeciszewski. Myślę, że warto jego argumenty przypomnieć. Jest też tam sporo ciekawych informacji pewnie nie wszystkim znanych.

———

autoprezentacji reżimu panującego w Rosji jako „jedynej na świecie siły zdrowej moralnie” zdecydowanej do tego na wszystko, aby zbudować nowy, „sprawiedliwy” porządek świata oparty o „tradycyjne wartości” traktowane instrumentalnie. Niebywała agresja propagandowa, nie znana w takiej skali, nawet w czasach Hitlera albo Stalina, zamieniająca w ludzkich głowach rzeczywisty obraz świata fikcją montowaną przez ideologów w rodzaju Aleksandra Prochanowa, Aleksandra Dugina albo Dymitra Kisielewa, ma „zaprogramować” zarówno umysły intelektualistów i prostych ludzi Zachodu, fikcyjnym przekonaniem, że Rosja jest zagrożona zmasowaną agresją ze strony „cynicznego, homoseksualnego i skrajnie zdemoralizowanego” antyświata. Świat ten reprezentują go głównie Stany Zjednoczone, posługujące się morderczą, krwawą faszystowską kijowską juntą, mającą swoje źródło
w banderyźmie, który nie jest niczym innym, tylko prostą kontynuacją hitleryzmu, rozpaczliwie broni się przed umieszczeniem amerykańskich głowic atomowych na Ukrainie, stanowiących śmiertelne niebezpieczeństwo dla świata. Przeż szereg miesięcy próbowano zbliżyć Zachód do Rosji, a jednocześnie skłócić między sobą Europejczyków zanim dopracują się wspólnej polityki wobec „neonazisowskiej Ukrainy” było kontynuowane do dziś szerzenie przez rosyjską propagandę nieludzkiej, rasistowskiej nienawiści do Ukraińców, usiłujących wyłamać się ze swojego wasalnego położenia. W odpowiedzi na zmasowaną propagandę odzywają się niemieccy intelektualiści i politycy związani osobistymi interesami z Rosją, jak Gerhard Schröder głosząc hasła o zagrażającym pokojowi na świecie niesprawiedliwym traktowaniu Rosji i jej prawie do koniecznej obrony, negując przy tym, za Putinem, aktywnym działaniom i samej obecności wojsk rosyjskich na Donbasie. Honor Niemców jako narodu uratował kolejny list intelektualistów wskazujących jednoznacznie kto jest agresorem.
Prezydent Rosji, W. W. Putin, wykorzystując obawy Europejczyków o obniżenie poziomu życia w poszczególnych krajach, ich uzależnienie od rosyjskich nośników energii do skłócenia Europejczyków zarówno między sobą, jak i z Ameryką. Celem tego skłócenia jest doprowadzenie do tego, aby Unia Europejska tracąc wszelką zdolność do przeciwdziałania zewnętrznym naciskom przekształciła się najpierw w „bezsilną, bezzębną staruszkę”, aby ostatecznie uledz pełnemu rozpadowi. Zgodnie z głoszoną przez Aleksandra Dugina teorią wzajemnej przeciwstawności sobie cywilizacji kontynentalnej (Eurazja) i atlantyckiej (kraje anglosaskie), miejsce Brukseli jako koordynatora procesów toczących się w kontynentalnej Europie ma zająć Moskwa. Rosja już od wielu lat stara się unikać rozmów z UE jako całością, natomiast intensywnie prowadzi rozmowy bilateralne z poszczególnymi jej krajami, kładąc przy tym nacisk na „obustronne interesy” własne i danego kraju europejskiego. Celem „wojny hybrydowej” prowadzonej przez Rosję w ramach wishful thinking jej geopolityków, jest doprowadzenie do stanu, aby kraje tworzące UE kraje, pragnąc utrzymania spokoju i korzyści jakie zapewnia im współpraca gospodarcza z Rosją, nie rozumiejąc przy tym prawdziwych celów jej działań, będą po kolei kapitulować przed pogróżkami stosowanymi przez prezydenta Rosji, ilustrowane jego działaniami na Ukrainie. Kraje te, negując europejską solidarność w imię swoich wąsko pojętych interesów, będą przekształcać się stopniowo w obszar koordynowany przez Moskwę.
Temu celowi między innymi służy głoszenie haseł Unii Euroazjatyckiej, która zgodnie z jej maksymalną wizją docelową snutą przez teoretyków z „klubu wałdajskiego”, powinna objąć obszar „od Lizbony do Władywostoku”. Nie oznacza to dążenia do powrotu do pełnej wasalizacji, czyli chęci wskrzeszenia RWPG i układu warszawskiego, ale celem jest wskrzeszenie imperium rosyjskiego w skali jakiej ono nie osiągnęło nigdy za pomocą prób zrealizowania utopijnej wizji uczynienia z Moskwy centrum politycznego i gospodarczego tego ogromnego obszaru. Proponowana przez Putina Unia Euroazjatycka, której pierwszym etapem jest istniejąca już Unia Celna Rosji, Białorusi i Kazachstanu, może stać się najwyżej zmodernizowanym ZSRR, czyli w swej istocie odnowionym Imperium Rosyjskim, w którym zarówno my, jak Węgrzy, Rumuni, Słowacy, Czesi, Serbowie i Chorwaci, a również Włosi, czy Hiszpanie, a nawet Francuzi możemy – analogicznie jak przed 25 latami Finlandia zachować własną suwerenność jedynie wewnątrz swoich narodowych granic.
++++++++++
Z perspektywy narodów wchodzących w skład imperium radzieckiego aż do jego upadku (1991 r.) – pogłębianie integracji z Rosją wraz z przyjmowaniem nowych instytucjonalnych konstrukcji, których celem jest odnowienie imperium z centrum w Moskwie, za pomocą stworzenie jednego zintegrowanego obszaru gospodarczego na obszarze poradzieckim z zamiarem wyjścia daleko poza niego, stanowi narodowe samobójstwo w dłuższej perspektywie czasowej. Dlatego Gruzini, Ukraińcy, czy Mołdawianie starają się uciekać jak najdalej od narzucanych im projektów. Dlatego też, jak do tej pory mogło się wydawać zewnętrznemu obserwatorowi, najwierniejsi z wasali Kremla, białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko i bliski zbudowaniu dyktatury kazachski prezydent Nursułtan Nazarbajew, związani z Moskwą unią celną Białorusi, Rosji i Kazachstanu, robią wszystko, aby idea fix Kremla, Unia Euroazjatycka nigdy nie została zrealizowana.
– Paradoks imperium rosyjskiego – brak centrum gospodarczo cywilizacyjnego
Specyfiką Rosji, stanowiąca bardzo poważny problem zarówno dla ludzi o tożsamości wielkoruskiej, jak i przedstawicieli wszystkich narodów włączonych do imperium, był fakt, że Rosjanie, którzy stworzyli imperium nie umieli – albo byli wręcz niezdolni – do stworzenia na własnym rdzennym terytorium jądra cywilizacyjno-gospodarczego dominującego nad całym jego obszarem. Wszystkie inne imperia nie tylko posiadały takie centra, ale zawsze ich budowa zaczynała się od nich. Rosjanie byli i są zdolni do stworzenia wielkiej i bardzo bogatej i subtelnej wysokiej kultury i duchowości, wydają się natomiast nie zdolni do utworzenia silnej i atrakcyjnej cywilizacji, mogącej konkurować z innymi cywilizacjami na terenie własnego imperium. Moskwa
i Sankt-Petersburg były stolicami władzy i administracji, a także handlu, a w XIX i XX w., również sztuki i teatru. Cywilizacja na poziomie bytowym (jakość budownictwa mieszkalnego, rolnictwa, hodowli, wsi i gospodarki wiejska, sposób odżywiania się najuboższych warstw
i żywienia wojska, kuchnia warstw wyższych, jakość rzemiosł i wszystkich rodzajów produkcji przemysłowej, a również jakość dróg i umiejętność utrzymania porządku ładu i czystości), na wszystkich nierosyjskich obszarach imperium zamieszkałych przez ludność chrześcijańską (europejską) niezmiernie przewyższała wszystko co poza handlem i architekturą sakralną (jedynie w tych dwóch dziedzinach Rosjanie umieli być naprawdę dobrzy) budowali i tworzyli sami Rosjanie.
Pierwszą podstawową różnicą między dawnym imperium carskim a współczesną Federacją Rosyjską jest fakt, że Putin będąc faktycznie nie tyle wybranym prezydentem, a uzurpatorem władzy monarszej, jak każdy tyran-samozwaniec, jest ogromnie słabszy od carskiej autokracji, bo nie posiada i posiadać nie może tej siły moralnej, która była w stanie jednoczyć Rosjan. Monarchii rosyjskiej bardzo długo udawało się znakomicie.
Wchodząc na twardy grunt ekonomii pragnę zwrócić uwagę tylko na jeden kluczowy aspekt obu etapów rosyjskiego imperium, jego podstawę gospodarczą. Dane z czasów ZSRR i PRL są celowo tak zagmatwane, że trzeba opanować oddzielny warsztat badawczy, przy tym bardzo się napracować, aby w rezultacie zapewne dojść do podobnych wyników. Ograniczam się przeto do wykazania analogii w podstawach budżetowych imperium rosyjskiego i dzisiejszej Federacji Rosyjskiej, coraz bardziej przypominającą model tyranii znany z opisów Arystotelesa, czyli pseudomonarchię rządzoną autorytarnie przez uzurpatora. Żadna tyrania (władza uzurpatorów bądź dyktatorów), mimo częstego stawiania przez nie niezwykle ambitnych planów i zamiarów nigdy w historii nie okazała się ani trwała, ani stabilna. Tyran zawsze stanowi zwornik władzy skonstruowanej na wzór piramidy. Usunięcie zwornika powoduje, że cała budowla rozsypuje się niczym domek z kart. Często już pierwsze poważne niepowodzenie, jeśli nie towarzyszy mu jednoczesne uruchomienie terroru, powoduje, że rozsypie się ona w drobiazgi. Jednakże uruchomienie terroru wymaga wiary znaczącej grupy w jego sens. O zyskanie jej będzie raczej bardzo trudno Putinowi, pozostaje mu przeto mieszanina strachu o stosunkowo niewielkim natężeniu, opium dla ludu w postaci iluzji mocarstwowych i powszechna korupcja środowisk opiniotwórczych i nadal naturalnych autorytetów do których w pierwszym rzędzie należy Cerkiew prawosławna. Fakt, że Putinowi ostatecznie udało się skorumpować patriarchę Cyryla I (Gundiajewa) może mieć tragiczne skutki dla przyszłości nie tylko prawosławia, ale chrześcijaństwa w całości wśród Rosjan.
– Podstawa budżetu Rosji
W obu wypadkach podstawa budżetowa państwa rosyjskiego pochodzi głównie
z działalności eksploatacyjnej i nieproduktywnej. Dla Rosji czasów jej legalnej historycznej monarchii podstawę budżetu stanowiły stawki podatkowe wyznaczone dla guberni z obrzeża imperium (pod tym pojęciem rozumiano wszystkie gubernie zamieszkałe nie tylko przez ludność „innoplemienną” za którą uważano Finów, Bałtów, Niemców, Polaków, Rumunów (z Besarabii, czyli rosyjskiej części Mołdawii) i wszystkie narody kaukaskie, a również Małorusów (Ukraińcy)
i Białorusinów, co stało w sprzeczności z nie uznawania ich odrębności narodowej od Wielkorusów, czyli Rosjan.
Przykładowo, za posiadanie, bądź wynajem powierzchni produkcyjnej w guberniach zewnętrznych roczna stawka podatkowa wynosiła 10,5% od 1/5 wartości obiektu fabrycznego, wzrastając wraz z inwestowaniem w park maszynowy i inne urządzenia produkcyjne. Był to podatek, który można nazwać antymodernizacyjnym. Nie było żadnych zniżek i ulg podatkowych w przypadku zatrzymania produkcji, z podatku zwalniano jedynie w przypadku pożaru, bądź rozbiórki obiektu. W guberniach centralnych, zamieszkałych przez ludność etnicznie rosyjską, stawka tego samego podatku wynosiła 2,5% od 1/6 wartości obiektu, przy całej gamie zwolnień podatkowych. Mimo tak niekorzystnych stawek podatkowych przemysł i nowoczesna gospodarka rozwijały się przede wszystkim na ziemiach nierosyjskich. Podobnie było ze wszystkimi innymi rodzajami podatku z wyjątkiem akcyzy na wyroby spirytusowe, która była jednolita na całym obszarze imperium. Kuriozum na skalę imperium stanowił podatek gruntowy ustanowiony w Królestwie Polskim, w ramach akcji uwłaszczenia chłopów polskich, rozpoczętej w roku 1864, co w zamierzeniu musiało stanowić podatek karny. Podatek ten pobierano w symbolicznej wysokości tego podatku nie tylko na ziemiach rosyjskich, ale i innych nierosyjskich. Wszędzie w całości pozostawał w gminach służąc przede wszystkim na potrzeby budowy
i konserwacji dróg lokalnych. Pochodzący z Królestwa Polskiego był w całości wpłacany do budżetu państwa, a z Królestwa zajmującego mniej niż 0,3% obszaru imperium rosyjskiego ściągano 37% całej sumy podatku gruntowego na całym obszarze Rosji.
Kolejną metodą eksploatacji obszarów nierosyjskich były nadzwyczaj szeroko rozwarte widełki między sumą wpływów podatkowych ściąganych z wyżej rozwiniętych nierosyjskich guberni imperium, a dotacjami wypłacanymi z budżetu centralnego na potrzeby tych guberni (budowa kolei, mostów, głównych dróg, gmachów administracji rządowej, utrzymanie wojska
i administracji). W przypadku Królestwa Polskiego, do miejscowych budżetów guberialnych w formie dotacji z budżetu centralnego wracała średnio jedynie 1/3 sumy podatków płaconych przez naszych dziadków i pradziadków. Z tej wracającej sumy musieliśmy jeszcze otrzymać cały rosyjski warszawski okręg wojskowy, rosyjską policję, wszystkie służby mundurowe i aparat urzędniczy.
Mimo to nasz kraj, tak jak i wszystkie nierosyjskie gubernie imperium rosyjskiego rozwijał się bardzo prężnie poczynając od lat 20. XIX w., po wybuch pierwszej wojny światowej. Ten rozwój z dzisiejszej perspektywy można uznać za prawdziwy cud. Tym bardziej w warunkach kiedy byliśmy Rosji potrzebni jedynie w charakterze wasali, którzy będą na nich pracować, a także mięsa armatniego dla ich armii. Z obu tych wymogów wywiązywaliśmy się z wyjątkiem okresów dwóch powstań narodowych, razem 3,5 roku na stuletni okres istnienia związanego z Rosją Królestwa Polskiego (1815-1915). Oczywiście, prawdą jest, że włączenie do Cesarstwa Rosyjskiego otwierało przed nami ogromne rynki zbytu nie tylko na całym obszarze imperium, ale również w Azji, w drodze do której Rosja stanowiła kraj tranzytowy. Jednak cena za to otwarcie rynków była niezmiernie wysoka, po pierwsze z powodu uczestnictwa w rosyjskim skrajnie dla nas niekorzystnym systemie podatkowym, a po drugie z przyczyn konieczności prowadzenia twardej i bezwzględnej walki konkurencyjnej z rosyjskim przemysłem korzystającym z protekcji i wsparcia państwa. Najtrudniejsza była walka naszych przedsiębiorców włókienniczych z Łodzi, Pabianic i Żyrardowa z rosyjskim przemysłem włókienniczym
z podmoskiewskiego Iwanowo-Wozniesieńska. Umieliśmy też doskonale konkurować
w dostarczaniu na rynki rosyjskie polskiego węgla, stali, cynku i ołowiu. Słynne i największe rosyjskie zakłady artyleryjskie i produkcji karabinów w Tule (znane również z produkcji samowarów) wszystkie potrzebne im surowce z wyjątkiem miedzi, otrzymywały przede wszystkim z Zagłębia Dąbrowskiego i Olkusza. Podobna była sytuacja przedsiębiorstw nadbałtyckich i małorosyjskich (ukraińskich) na rynku rosyjskim. Przedsiębiorcy nierosyjscy zwykle brali górę nad Rosjanami, uzależniając ich od swoich dostaw. Sami Rosjanie nie byli w stanie ani w czasach carskich, ani sowieckich, ani dziś zbudować porządnej gospodarki na swoich ziemiach. Najstraszniejsze jest to, że nie nauczyli się niczego i zamiast wziąć się dziś za budowę zdrowej gospodarki i społeczeństwa, ciągle myślą o kontynuowaniu budowy imperium drogą wasalizowania otaczającego ich świata. Wyjątek w tym myśleniu stanowili chyba jedynie starowierzy, do których wrócę na dalszych stronach i okres reform podjętych przez ks. Piotra Stołypina, premiera Rosji po stłumieniu rewolucji roku 1905.
W czasach carskich stałe i rosnące z każdym rokiem (w miarę rozwoju guberni nierosyjskich) dochody budżetu rosyjskiego, zapewniały rosyjskie garnizony (które autochtoni musieli w całości utrzymywać) i żandarmeria wojskowa obdarzona bardzo szerokimi kompetencjami w zakresie zwalczania niepokojów społecznych. Ich zadaniem było zniechęcenie zwasalizowanych narodów ościennych do podjęcia jakichkolwiek działań, których celem mogła by okazać się suwerenność miejscowych narodów. Do czasów agresji na Gruzję (2008 r.) i obecnej agresji na Ukrainę, wydawało się, że groźba użycia wojska przez władze Federacji Rosyjskiej należy już do przeszłości, okazało się jednak, że jest ona tak samo realna, jak była w wieku XIX mimo, że w żadnym z krajów poradzieckich (z wyjątkiem Białorusi) nie ma już rosyjskich garnizonów ani nie działają współczesne odpowiedniki żandarmerii. Wydawać się mogło, że wojsko i żandarmerię zamieniły dziś rurociągi gazowe i naftowe, nie tylko uzależniające narody ościenne i dalej żyjące narody od rosyjskich surowców, ale również umożliwiającw Moskwie prowadzenie metodą szantażu i różnicowania cen dla poszczególnych polityki „dziel i rządź”. Niestety dwa powyższe przykłady, że im bliżej dany kraj położony jest od granic Rosji, tym większe jest prawdopodobieństwo zastosowania wobec niego zarówno szantażu paliwowego, jak i napaści zbrojnej. W szczególnie niekorzystnej sytuacji są kraje poradzieckie, nawet jak w przypadku krajów bałtyckich należące do UE i NATO. Oderwania tych krajów od Rosji, putinowska Moskwa nie traktuje poważnie, a dodatkowo posiadają one ogromną mniejszość rosyjska, która napłynęła tam dlatego, że miasta Łotwy i Estonii były nawet w czasach radzieckich najbardziej przyjazne dla człowieka, a poza tym, nie starczało miejscowych rąk do pracy przy rozbudowie istniejącego tam potężnego przemysłu. Budowa każdego nowego kombinatu wymagała sprowadzenia z całego ZSRR co najmniej kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy do dziś żyją w izolacji od miejscowego społeczeństwa. posługując się językiem rosyjskim jako jedynym zrozumiałym dla wszystkich nowo osiedlonych, dzięki czemu jest nie tylko narzędziem komunikacji, ale wraz z pamięcią o zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami, zastępuje im wszystkim ojczyznę.
Jak niebezpieczne dla kraju, w którym znajdują się te są te sztuczne zbiorowiska ludności radzieckiej wypranej ze wszystkich wartości właściwych dla społeczności lokalnych, pokazuje obecnie przykład Zagłębia Donieckiego. Sytuacja z Donbasu może powtórzyć się jutro
w estońskiej Narwie, która po wojnie została zasiedlona na nowo przez ludność radziecką (Estończykom nie pozwolono wracać do miasta całkowicie zburzonego w 1944 r., przez radzieckie lotnictwo), albo podobnym przemysłowym blokowisku w jakie przekształcono po wojnie besarabskie Bendery.
+++++++++
Wymarzony dziś przez kremlowskich teoretyków model przyszłego imperium, antycypował po drugiej wojnie światowej status nadany Finlandii, a wcześniej rozłożony na kilka etapów sposób przyłączania narodów europejskich do Rosji. Była to w kolejności prawobrzeżna, hetmańska Ukraina, następnie odebrane Szwecji Liwonia i Estlandia (północna Łotwa i Estonia), po nich nieformalnie odłączona od Rzeczypospolitej Kurlandia (Łotwa Południowa), dalej ziemie litewskie i ukrainne Rzeczypospolitej, po nich Gruzja, wreszcie Finlandia odebrana Szwecji
i Besarabia (Moldowa) odebrana Turcji, po niej na kongresie wiedeńskim (1815 r.) do imperium przyłączono 3/4 obszaru Księstwa Warszawskiego, a ostatnim państwem europejskim włączonym do Rosji (lata 20-te XIX w.) była wtedy irańska część podzielonej Armenii
z Eczmiadzynem, ormiańską stolicą kościelną.
– Imperium rosyjskie a chrześcijańskie (europejskie) narody przyłączone do niego
Dla narodów zamieszkujących wymienione kraje (może z wyjątkiem Rumunów z Besarabii, których autonomia w ramach księstwa Mołdawii pod protektoratem tureckim była znacznie szersza niż to, co zaoferowali Rosjanie) pierwszy etap przyłączenia do imperium przynosił więcej korzyści niż strat, wobec czego włączenie do Rosji spotykało się ze znacznym poparciem społecznym. Dla prawobrzeżnych Ukraińców zakończył on trwającą prawie pół wieku niesłychanie krwawą wojnę z Polakami, dla Finów, Estończyków i Łotyszy, mimo faworyzowania miejscowej arystokracji szwedzkiej i niemieckiej stopniowo dał możliwość własnej emancypacji narodowej, Gruzinów i Ormian ochronił przed groźbą fizycznego unicestwienia przez muzułmanów, jaka po upływie osiemdziesięciu lat od włączenia irańskiej części Armenii dokonała się w jej części tureckiej. Przez kilkadziesiąt lat po włączeniu do imperium przyłączone narody dały Rosji nieprawdopodobnie dużo.
Najpierw Ukraińcy, a właściwie absolwenci jedynej w ówczesnym świecie prawosławnej wyższej uczelni Akademii Mohylańskiej w Kijowie. Oni otworzyli Rosję na świat, oni stworzyli
w niej europejskie szkolnictwo, byli wychowawcami carskich dzieci i oni zapewnili łączność
z Rzymem i Paryżem. On wreszcie stworzyli podwaliny pod nowoczesne państwo rosyjskie czasów Piotra Wielkiego. Wraz z odebraniem Szwecji jej posiadłości na wschodnim wybrzeżu Bałtyku w Rosji pojawili się Niemcy, którym Rosjanie zawdzięczają kształt swojej cesarskiej stolicy, nowoczesną armię, drogi, mosty i nowoczesną administrację. Besarabscy Rumuni, Gruzini i Ormianie odegrali niebagatelną rolę w rosyjskiej kulturze i myśli (Antioh i Dimitrie Cantemirowie), ale również i w wojsku (generałowie Roman i Piotr Bagrationowie)
i w administracji, gdzie wielki wkład w budowę Rosji wznieśli przedstawiciele tych trzech południowo europejskich narodów). Gdy inność przeważnie wyższej cywilizacji i wypracowanej przez włączone narody kultury przestawała być już potrzebna Rosjanom, następował etap stopniowego „ujednolicenia”, polegający na unifikacji prawnej (nie dotyczącej jednak systemów podatkowych, do których wrócimy na następnych stronach) standaryzacji kulturowej prowadzącej do eliminacji miejscowych języków ze sfery publicznej, a wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia również i domowej, co niosło za sobą zwykle powolną śmierć kultury i stopniową degradację posługujących się nimi narodów. Najniebezpieczniejsza była ona dla włączonych
w skład imperiów narodów wschodniosłowiańskich, nie nie posiadających bariery językowej chroniącej ich przed działającym destruktywnie na własne posługiwanie się obcym ich tradycji językiem rosyjskim, ale również pełnej własnej tożsamości narodowej, wypracowanej dopiero po Wiośnie Ludów przez kijowskie elity narodowe i równolegle, choć w wariancie dużo bardziej prowincjonalnym, zmuszonym ostatecznie do przejęcia języka literackiego z Kijowa, przez ruskie elity galicyjskie.
W taki sam sposób przebiegała przyśpieszona przez nasze powstania sytuacja w Polsce pod zaborem rosyjskim. Moment utworzenia Królestwa Polskiego pod berłem cesarza Aleksandra I oznaczał przywrócenie nazwy Polski na mapach świata, czego nie uczynił nawet Napoleon. W Królestwie Polskim, które teoretycznie z Rosją łączyła tylko unia personalna, w całości zachowano Wojsko Polskie i polskie organa władzy. Teoretycznie otwarły się przed nami wszystkie rynki Imperium i krajów azjatyckich, łudzono Polaków nadzieją rozszerzenia Królestwa na ziemie litewsko białoruskie, gdzie aż do lat 30-tych XIX w. został utrzymany polski system szkolny. Jednakże powolna nieformalna jeszcze unifikacja z resztą Imperium zaczęła się już
w parę lat po utworzeniu Królestwa, a drogę do realnej unifikacji, prowadzonej według wzorów wypróbowanych w innych przyłączonych krajach otwarła klęska dwóch naszych kolejnych powstań.
Imperium Rosyjskie w ciągu jego 600 letniej historii nigdy nie umiało zaproponować innego rozwiązania dla nierosyjskich narodów (może, ale tylko częściowo z wyjątkiem petersburskich
i bałtyckich Niemców posiadających obywatelstwo rosyjskie). Jednak i ich, w latach 80. XIX w., również poddano rusyfikacji, czego wyrazem było wprowadzenie języka rosyjskiego w charakterze jedynego języka urzędowego, również na obszarze Estlandii, Liwonii i Kurlandii, gdzie zupełnie nikt językiem tym nie posługiwał się, a najbardziej spektakularnym jej wyrazem była rusyfikacja niemieckiego Uniwersytetu Dorpackiego, założonego jeszcze przez króla szweckiego Gustawa Adolfa w oparciu o istniejąca wcześniej akademię jezuicką, której twórcą był o. Piotr Skarga S.J.
– Starowiercy – enklawa rozwoju cywilizacji w społeczeństwie rosyjskim
Rosyjski handel, a potem sieć prywatnej bankowości na obszarze całego imperium utworzyli sami Rosjanie. Nie byli to jednak zwykli ludzie, jakich można było tak po prostu spotykać się na ulicy, albo w restauracji, czy kawiarni przyciągających kręgi ziemiańskie i inteligenckie. Wyższe warstwy rosyjskiego kupiectwa stanowiły ściśle zamkniętą grupę elitarną. Nie byli oni wprawdzie mniejszością narodową, ale zdecydowanie izolowali się od reszty społeczeństwa. Pod względem towarzyskim żyli w pełnej izolacji od otaczającego świata, nie uczestniczyli w życiu publicznym
i z poza wyjątkami elitarnych oddziałów huzarskich i kirasjerskich, fundowanych przez nich samych, nie przyjmowani do służby wojskowej. Wszyscy jej najwięksi przedstawiciele (Morozowowie, Trietiakowowie, Mamontowowie, Kuzniecowowie) tworzylo zamknięta przed światem grupę starowierów, o ethosie podobnym do amerykańskich kwakrów. Byli oni zwalczani od reform patriarchy Nikona w połowie wieku XVII. Jedyną niszę, jaką ze względu na ich nieposzlakowaną uczciwość, pozostawiła im rosyjska monarchia był handel, który zdominowali w całości, tworząc gigantyczne fortuny, wykorzystywane zwykle – z braku innych możliwości – na mecenat w dziedzinie kultury i sztuki. Najpoważniejsze rosyjskie muzea, teatry i galerie sztuki z Galerią Trietiakowską na czele, pochodzą z ich fundacji. Ze względu na to, że Rosja poza kapitałem kupieckim – pozostającym prawie w 100% w rękach starowierów – praktycznie nie posiadała żadnych poważniejszych kapitałów, dopiero ostatni cesarz Mikołaj II dał im pełną wolność we wszystkich sferach życia i działalności gospodarczej i politycznej. Dopiero w latach XIX starowierzy mogli przystąpić do budowy rosyjskiego przemysłu i kolei. Zrobili bardzo dużo dla budowy współczesnej nowoczesnej Rosji, ale cała ich aktywność została przerwana przez przewrót bolszewicki. Dziś tym silniej i dobitniej widać, jak przeraźliwą stratę dla Rosji stanowiła likwidacja elit starowierskich. Oznaczała ona koniec ethosu wytężonej uczciwej pracy
i prawdziwej kultury najwyższej próby w rosyjskiej gospodarce, przemyśle i handlu, których jądrem na niepełne 3 dziesięciolecia stali się oni dopiero przed 120 laty. Ogółem starowiercy, wraz z jedynowiercami (tymi, którzy na skutek różnych nacisków przyjęli unię z rosyjskim prawosławiem) stanowili od 15 do 20% społeczeństwa rosyjskiego, choć poszczególni autorzy podają liczby wyższe. Większość z nich posiadała status chłopski i żyła na wsi, a ich wsie pod względem poziomu cywilizacyjnego, jakości życia wieśniaków i panującego w nich porządku były porównywalne ze wsią łotewska, polską, estońską, niemiecką na Powołżu, albo zachodnio-ukraińską.
Z prawosławną wsią rosyjską łączył ją tylko język używany przez mieszkańców i regionalne odmiany folkloru i budownictwa. W ZSRR starowierskie gospodarstwa wiejskie uległy prawie pełnej zagładzie jako „kułackie”. Dziś liczba starowierów w Rosji nie przekracza 500 tys., więcej
z nich zamieszkuje kraje bałtyckie, Finlandię, Białoruś, Ukrainę i deltę Dunaju w Rumunii. Bardzo rygorystyczne a jednocześnie przepojone sacrum życie starowierów stanowiło chyba jedyny w skali społeczeństwa i do tego paradoksalnie w warunkach rozłamu i wzajemnej pełnej izolacji, przykład przeniesienia idei prawosławnego monasteru w zwyczajne życie świeckie. Setki rosyjskich prawosławnych monastery, przywracanych obecnie do życia, stanowią bardzo mocny przykład ładu i porządku wniesionego w codzienne życie, stając się istnymi oazami w całych swoich okolicach.
– główne centra cywilizacyjne imperium rosyjskiego na jego okrainach
Zdecydowana większość najsilniejszych ośrodków gospodarcze imperium rosyjskiego znajdowała się przed rewolucją poza etniczną Rosją. Powstały one na obszarach, gdzie z ich rdzennymi mieszkańca Rosjanie zawsze mieli problemy z pełnym dogadaniem się. Potencjalnie groziło to rozpadem całego imperium, już przy pierwszej nadarzającej się okazji. Takiej okazji dostarczyły lata 1917-1920, kiedy po wybuchu rewolucji w Piotrogrodzie (w taki sposób zrusyfikowano niemiecką nazwę Sankt-Petersburga w sierpniu 1914 r., w momencie wybuchu wojny z Niemcami) wszystkie chrześcijańskie narody imperium podjęły pierwszą poważną próbę oderwania się od Rosji. Sytuacja ta na jeszcze większą skalę, bo objęła również kraje muzułmańskie, powtórzyła się w latach 1990-1991 wraz z upadkiem ZSRR, uznanym w roku 2005 przez Władymira Putina za największą katastrofę wieku XX i w całych dziejów Rosji. Obawa przed secesją najwartościowszych gospodarczo terenów imperium stanowiła bodajże główną przyczynę utrzymywania na siłę władzy cesarskiej w formie archaicznej autokracji, sprawującej władzę metodą wydawania dekretów, a opartej na korpusie oficerskim, niesłychanie rozbudowanej administracji i Kościele prawosławnym pozbawionym swojego hierarchicznego zwierzchnika (patriarcha Moskwy i całej Rusi), wskutek czego poddanym władzy rządu wielkoruskim chłopstwie, utrzymywanym, dzięki zachowaniu wspólnoty wiejskiej, na archaicznym poziomie rozwoju cywilizacyjnym, do przezwyciężania którego rząd rosyjski
ks. Piotra Stołypina przystąpił dopiero w 1905 r..
Najsilniejszymi ośrodkami gospodarczymi imperium rosyjskiego na przełomie wieków XIX i XX były:
1. Królestwo Polskie z jego zagłębiami: Dąbrowskim (węgiel kamienny i rudy żelaza), Staropolskim (rudy żelaza) i Olkuskim (cynk i ołów), Łodzią i Żyrardowem (przemysł włókienniczy), Warszawą (przemysł maszynowy) i Białymstokiem (przemysł włókienniczy. Białystok leżał już poza granicami Królestwa, tym nie mniej był zaliczany do „Kraju Priwislińskiego”, stanowiącego pojęcie szersze niż Królestwo Polskie, z którym myliło go szereg publicystów, wskutek czego powstała legenda, jakoby nazwa Królestwo Polskie, w ramach rusyfikacyjnej unifikacji została zastąpiona oficjalnie tym pojęciem. „Kraj Priwisliński” był utożsamiany z obszarem Warszawskim Okręgiem Wojskowym. Na skutek podjęcia przez cesarza Mikołaja I decyzji, aby budować tory kolejowe o szerszym rozstawie szyn (1524 zamiast 1435 mm) rosyjskie połączenia kolejowe z Europą były dodatkowo uzależniony od spokoju panującego w punktach przeładunkowych, zwanych suchymi portami, z których 7 znajdowało się na obszarze Królestwa Polskiego, 1 na Litwie (granica z Prusami) i 1 na granicy rosyjsko-austriackiej. Cały „Kraj Priwisliński” posiadał również zupełnie niezłe rolnictwo, w imperium rosyjskim ustępujące jedynie nadbałtyckiemu, a dzięki cieplejszemu klimatowi, po wybudowaniu kolei stał się podstawowym dostawcą owoców sfery umiarkowanej (jabłka, śliwki i gruszki), a także obok ziem ukraińskich należał do głównych producentów i dostawców cukru na rynki obu stolic imperium i miast centralnej Rosji;
2. Naddnieprzańska Ukraina ze swoimi czarnoziemami największymi na świecie. Przy właściwej gospodarce rolnej były one w stanie dostarczyć ziarna potrzebnego do nie tylko Rosji, ale również całej Europy. Na ukrainie również była dobrze rozwinięta hodowla, zwłaszcza koni i bydła, zajmująca bardzo poważną pozycję w pogłowiu koni w armii rosyjskiej i zaopatrzeniu w mięso Moskwy i miast środkowej Rosji. Poza tym Ukraina, w swej części odebranej posiadała założone na Dzikich Polach po podboju blokującego rozwój tych ziem Chanatu Krymskiego dwa potężne zagłębia węglowo-stalowe: Krzyworoskie i Juzowskie (dziś Donieckie) i Charków (do lat 70. XVIII w autonomiczna kozacka Ukraina Słobodzka) z potężnym przemysłem maszynowym i zakładami taboru kolejowego. Poza tym na obszarze Ukrainy (Małorosja i Noworosja) znajdowała się Odessa z największym portem handlowym imperium rosyjskiego i przemysłem stoczniowym;
3. Prowincje nadbałtyckie: Liwonia, Kurlandia i Latgalia (Łotwa) i Estlandia (Estonia). Mimo nie sprzyjającego mokrego i chłodnego klimatu i gleb podobnych do polskich, rozwinęło się tam rolnictwo najnowocześniejsze na całym obszarze imperium, mogące być z powodzeniem wykorzystane jako wzorzec dla modernizacji gospodarki rolnej wszędzie w Rosji, gdzie nie występowały czarnoziemy. Razem z sąsiednią Finlandią w prowincjach nadbałtyckich była rozwinięta intensywna hodowla bydła, owiec i trzody chlewnej, a także przemysł leśny i drzewny. Estlandia stanowiła zaplecze ziemniaczano-warzywne dla Sankt-Petersburga, a po wybudowaniu kolei również Moskwy. Gubernie nadbałtyckie dostarczały znaczną część mięsa na rynek północnej stolicy Rosji. Oprócz rozwiniętego rolnictwa, w Rydze znajdował się drugi pod względem przeładunków port imperium obsługujący Moskwę, a Ryga wraz z estlandzką Narwą stanowiły potężny ośrodek przemysłu okrętowego i maszynowego, bardzo skutecznie konkurujący z przemysłem Petersburga. W okolicach Narwy znajduje się zagłębie łupków bitumicznych o wartościach cieplnych zbliżonych do węgla kamiennego, które służyły do ogrzewania miast, przede wszystkim Petersburga, a od końca wieku XIX zaczęto je wykorzystywać jako paliwo dla elektrowni. Pierwsza elektryczna kolej dojazdowa w Europie powstała w Rewlu (Tallinnie). Miasta prowincji nadbałtyckich pod względem jakości i nowoczesności infrastruktury nie odbiegały od miast niemieckich albo szwedzkich, dzięki czemu w życie w Rewlu, Rydze, albo Dorpacie było najbardziej komfortowe w całym imperium.
4. Kraje Południowe: – Besarabia, Gruzja, Armenia. Nie powstał w nich nowoczesny przemysł, ale posiadały bardzo dobrze rozwinięte rolnictwo sfery ciepłej od obszarów intensywnej uprawy najszlachetniejszych gatunków winorośli (Besarabia) po subtropiki (Abchazja). Uprawa owoców południowych, głównie cytrusów (mandarynki, cytryny, pomarańcze). Bardzo poważny i dobrze rozwinięty przemysł winny, pokrywający wraz z i Krymem całość produkcji „win krajowych”, nie ustępujących najlepszym hiszpańskim, włoskim, czy francuskim w imperium rosyjskim.
5. Azja Środkowa: Rosyjskie kolonie, porównywalne z posiadłościami krajów zachodnioeuropejskich:
a. Gubernia Bakińska (Azerbejdżan). Była ona odebrana Iranowi przez Rosjan, wraz z Armenią w latach 1826-28. Kaspijskie złoża nafty uważane do połowy wieku XX za największe na świecie. Nazwa bak pochodzi od nazwy miasta Baku, które stało się po przejściowym wyzwoleniu spod władzy bolszewickiej w początkach lat 20. XX w. stolicą zjednoczonego Azerbejdżanu. Eksploatacja złóż syberyjskich rozpoczęła się dopiero po drugiej wojnie światowej, złoża bakijskie, wraz z potężnym przemysłem petrochemicznym były dla imperium rosyjskiego jedynymi źródłami paliw ciekłych zarówno w wieku XIX, jak i pierwszej połowie wieku XX. Własność pól naftowych skupiona głównie w rękach miejscowej arystokracji i kupców ormiańskich, funkcjonujących doskonale mimo nadzwyczaj wysokich stawek podatkowych daleko przekraczających stosowane wobec narodów nierosyjskich europejskiej części imperium rosyjskiego, analogicznie do arabskich szejków z nad zatoki perskiej. Podsycana przez władze rosyjskie ostra konkurencja między muzułmańskimi Azerami i chrześcijańskimi, europejskimi Ormianami, która doprowadziła do opisanej przez Stefana Żeromskiego rzezi Ormian pod okupacją turecką w 1918 r.
b. Azja Środkowa, głównie gubernia bucharska (Uzbekistan), a także międzyrzecze Amu
i Syr Dariii (Uzbekistan). Ogromne uprawy bawełny, gospodarka kolonialna, ale oparta o własność miejscowej arystokracji plemiennej, funkcjonującej podobnie jak właściciele pól naftowych w sąsiednim Azerbejdżanie mimo niezwykle wysokich stawek podatkowych.
W tym samym okresie rdzenna Rosja, określana w ówczesnej nomenklaturze mianem Gubernie Centralne, posiadała następujące silne okręgi gospodarcze:
1. Zagłębie Uralskie, najstarsze w Rosji, funkcjonujące od czasów Piotra I. Posiada ono kilkanaście ośrodków wydobywczo przemysłowych, funkcjonujących wokół uralskich miast: Jekaterynburga, Niżnego Tagiłu, Iżewska i Permu. Jednak potencjał Zagłębia Uralskiego
rosyjskiej metalurgii, która poza Uralem była skoncentrowana w Sankt-Petersburgu, odpowiadał w przybliżeniu potencjałowi Szwecji, co stanowiło kroplę w morzu potrzeb ogromnej Rosji. Stwarzało to znakomite warunki konkurencyjne dla Zagłębi Dąbrowskiego z Olkuszem w Polsce, a także zagłębi, metalurgii i przemysłu maszynowego Ukrainy i guberni nadbałtyckich.
2. Rosjanie rozpoczęli eksploatację poważnych złóż węgla w syberyjskich zagłębiach Kemerowsko-Kuźnieckim koło Nowosybirska i Irkuckim na wschodniej Syberii, ale ich eksploatacja mogła ruszyć na prawdę dopiero po wybudowaniu kolei transsyberyjskiej, która dopiero w roku 1999 doszła do Irkucka. Na prawdziwą eksploatację tych zagłębi w normalnych warunkach wypadło niecałe dwudziestolecie. Zostały one rozbudowane na wielką skalę
w czasach stalinowskich pięciolatek, co umożliwiła eksploatacja niewolnicza eksploatacja więźniów, zarówno chłopów wyaresztowanych jako kułacy podczas kolektywizaji, jaki i więźniów ze słynnego paragrafu 58, pod który można było podciągnąć dosłownie wszystko. Dzięki sile niewolniczej powstało również trzecie z syberyjskich zagłębi węglowych, położone w Workucie na północnym Uralu, zagłębie aluminiowe na półwyspie Kolskim i Jamalskim i ośrodek wydobycia diamentów w Norylsku i rozbudowy zagłębia uralskiego o potężną hutę
w Magnitogorsku. Więźniowie stanowili również podstawową siłę roboczą przy eksploatacji syberyjskiej i północnoeuropejskiej tajgi, złóż złota na Kołymie, a także budowy żeglownych kanałów z Bałtycko-Białomorskim na czele i wielkiego niezamarzającego portu za kręgiem polarnym w Murmańsku nad morzem Barentsa. Zadaniem tego portu oprócz celów strategicznych było odciążenie trzeciego portu Rosji, znajdującego się w Archangielsku nad morzem Białym, przeznaczonego głównie do eksportu drewna. Wadą portu w Archangielsku było jego zamarzanie w okresie zimowym. Większość „wielkich budów socjalizmu” (drogi, mosty, koleje, kanały, ogromne kombinaty przemysłowe powstała tam również dzięki niewolniczej sile roboczej.
3. Rosjanie posiadają własne metale kolorowe w całym ich zakresie, złoto na Kołymie
i własną ropę naftową na Syberii. Syberyjską ropę, tak jak własny węgiel z zagłębiach syberyjskich i na Uralu Polarnym, zaczęli eksploatować na dobre dopiero w okresie stalinowskim, kiedy mieli dostatecznie dużo niewolniczej siły roboczej (więźniowie łagrów), aby zacząć eksploatację złóż położonych w skrajnie niekorzystnych dla człowieka warunkach klimatycznych, bez konieczności niezwykle kosztownych inwestycji w infrastrukturę tych terenów, bez których ludzie nie są tam
w stanie przeżyć dłużej niż po kilka lat.
4. Z artykułów konsumpcyjnych ogromna Rosja była samowystarczalna jedynie w przemyśle futrzarskim, rybnym (wraz z kawiorem) i drzewnym. W innych gałęziach tylko w przemyśle zbrojeniowym. Rosjanie posiadali dość dobrze rozwiniętą i w miarę nowoczesną metalurgię, która jednak zdołała nadążyć za potrzebami dopiero w czasach radzieckich. Rosja nie umiała się nigdy sama wyżywić, a kolektywizacja w czasach radzieckich całkowicie zniszczyła rosyjskie rolnictwo
i całą rosyjską wieś, która nie jest w stanie podnieść się od tej pory z upadku.
5. Istotne miejsce w geografii gospodarczej Rosji posiadał również podmoskiewski Okręg Włókienniczy z centrum w Iwanowie-Wozniesieńsku, znany nam Polakom jako wspierany
i dotowany przez państwo konkurent naszego Okręgu Łódzkiego, posiadający dziś te same problemy, co Łódź.
– Podsumowanie
Mimo niezwykle forsownej radzieckiej industrializacji, która w pierwszym rzędzie sotyczyła etnicnej Rosji i jej peryferii między morzem Białym i górami Ural, a także Syberii, do dziś poza największymi miastami rosyjskimi, nie widać w stopniu najmniejszym poprawy jakości życia na ziemiach rdzennie rosyjskich. W czasach ZSRR proporcje nie tylko między jakością i poziomem życia, a również między potencjałem ludzkim ziem rdzennie rosyjskich i nierosyjskich przesunęły sie jeszcze bardziej na niekorzyść Rosji.
Jeśli analizować o zdolności obronne i potencjał mobilizacyjny armii carskiej, to rdzennych Rosjan w roku 1914 było w niej tylko około 43%. W armii radzieckiej końca istnienia ZSRR również liczba żołnierzy narodowości innych, niż rosyjska była dużo większa, gdyż sami muzułmanie przekroczyli 50%. składu osobowego armii. Rzadko skład osobowy armii traktuje się jako wyznacznik stanu państwa, tymczasem armia radziecka niebezpiecznie upodobniła się do armii rzymskiej, w której przeważali barbarzyńcy i która przyniosła zagładę zachodniemu cesarstwu. Jeśli Rosja nie jest w stanie się nie tylko samemu wyżywić się, ale również nie jest w stanie stworzyć własnej armii narodowej (na Donbasie widać jak ogromną rolę w wojsku rosyjskim odgrywają Czeczeni i różni najemnicy), to nie ma również szans na przekształcenie się z niedookreślonego pod władzą uzurpatora tworu imperialnego, wymagającego nieustannego potwierdzania się drogą ekspansji, to szanse na to, aby zdołała stać się normalnym państwem narodowym są równie znikome.
Natomiast samą możliwość dalszej kontynuacji ekspansji całkowicie wyklucza stosunek potencjału gospodarczego Rosji do wspólnego potencjału krajów NATO, wynoszący dziś 1:16.
Wszystkie rosyjskie plany są mżonką, co widać również po tym, że po zagarnięciu Krymu działaniami zaskakującymi Ukraińców w momencie szczytu rewolucji, Putin nie odnióśł żadnych dalszych sukcesów, a wszystkie dalsze działania wywołanej przez niego rewolty wspartej przez regularną armię rosyjską doprowadziły jedynie do chaosu i anarchii na południowym wschodzie Ukrainy i śmierci tysięcy ludzi. Żaden pozytywny cel nie został przez niego osiągnięty.

Rok 2015 – co może się zdarzyć, choć wcale nie musi?

Nie wiemy co przynosi przyszłość nawet w najbliższym roku, a prawdziwy analityk pracuje z pomocą różnych i często przeciwstawnych scenariuszy a nie jakiś proroctw. Początek roku sprzyja jednak właśnie wróżeniu i proroctwom. Oto kilka wydarzeń, do których może dojść w roku 2015 choć wcale nie jest to pewne.
W skali światowej po pierwsze, gdzieś na wiosnę lub latem upadek Putina. Wielu wieszczy mu, że jeszcze długo pozostanie przy władzy, co moim zdaniem opiera się o dosyć stereotypowe myślenie o Rosji, że niby „wielka i niezmienna”. Patrząc jednak chłodno na dane makroekonomiczne imperium wyczerpało swoje zasoby a ambicje na wyrost obecnej władzy na Kremlu tylko to uwidoczniło. Propaganda mająca zmobilizować skrajną prawicę, część nostalgicznej lewicy i nostalgików po detente z pomocą internetu i płatnych agentów oraz jawnie sprzedajnych polityków jak Gerhard Schroeder, prymitywna i coraz bardziej nieskuteczna oddaje ideowy kryzys, jaki trawi rosyjskie elity władzy. Niektórzy bardziej liberalnie Rosjanie jak Aleksiej Kudrin (ciekawy wywiad GW z 3-4 stycznia 2015) wyobrażają sobie, że starczy odwrót od obecnej polityki i próba demokratyzacji, aby powrócić do stanu poprzedniego. To już  jednak nie jest możliwe. Federacja Rosyjska pozostaje dotychczas imperium kolonialnym i wszelka próba prawdziwej demokratyzacji musi skończyć się rozpadem terytorialnym. Bo niby dlaczego Jakuci czy Buriaci albo gubernator Kamczatki, obdarzeni samodzielnością mieliby się słuchać Moskwy. W roku 1989 Moskwa utraciła swój blok wschodni, w roku 1991 Związek Radziecki, zachowując jednak duże wpływy w wielu byłych „republikach”. W 2014 ostatecznie jednak pożegnać się musiała z nadzieją na zdominowanie Ukrainy. To ostatnie niepowodzenie wraz pyrrusowym zwycięstwem,  jakim była aneksja Krymu, wyzwoli odśrodkowe procesy na ogromnym terytorium rządzonej z Kremla pseudofederacji. Ten proces ulega na naszych oczach silnemu przyspieszeniu. Z dłuższej perspektywy historycznej lata 1989-91 i lata 2014-2015 zinterpretowane być może będą jako dwa etapy tego samego dziejowego procesu rozpadu rosyjskiego imperium kolonialnego. Wielu lęka się, że Putina zastąpi ktoś gorszy. Zawsze istniały takie obawy dotyczące zmiany władzy na Kremlu. Także w okresie zimnej wojny. Upadek Putina  spowoduje jednak przede wszystkim zamieszanie i chaos, nawet jeśli dojdzie do prób bardziej dyktatorskich rządów.  Poszczególne terytoria pseudofederacji zaczną się same organizować, aby sobie  z tą sytuacją poradzić. I w pewnym momencie stwierdzi się z pewnym zdziwieniem, że pseudofederacja już właściwie nie istnieje. Należy przypomnieć, że upadek wielkich imperiów kolonialnych brytyjskiego i francuskiego też trwało dziesięcioleciami.
Drugim wydarzeniem wielkiej wagi będzie wyrzucenie Grecji ze strefy euro a może nawet z Unii Europejskiej. Wybory w tym kraju wygrać może ultralewacka a także antyeuropejska partia i wtedy nieuchronnie do tego dojdzie. Kiedy Grecja weszła w kryzys parę lat temu, wszyscy byli przerażeni, bowiem wywołać to mogło kryzys całej Unii. Dziś europejskie finanse są na tyle podreperowane, że pozbycie stosunkowo małej gospodarki greckiej, nie będzie stanowiło problemu. Grecja wpadnie w bardzo głęboki kryzys, co będzie świetną nauczką dla tych, którzy chcą lekceważyć ekonomiczne reguły gry. Na odejściu Aten ze strefy euro Unia tylko zyska a nie straci. zyska zaś na powadze i Bruksela wzmocni swój autorytet. Nareszcie będzie zademonstrowane, że Unia jest tylko dla tych, którzy tego chcą, a nie dla tych których się do czegoś przymusza. Mam nadzieję, że będzie to również przekonywującym argumentem w Warszawie, by wreszcie zacząć się przygotowywać do wstąpienia do strefy euro.
W Polsce będzie dość nudnie. Oczywiście z okazji wyborów będzie dużo krzyku i awantur, ale skoro wybory prezydenckie wygra Bronisław Komorowski, bowiem nie ma żadnych liczących się konkurentów i PO, ponieważ „nie ma z kim przegrać” to sensacji nie będzie. Ciekawsza będzie sytuacja po wyborach. Kolejna porażka Prezesa wymusi jego odejście. Podobna rzecz wydarzy się na lewicy. SLD nie przekroczywszy 5% i zniknie. Nowo powstały rząd będzie prawie bez opozycji. Ponieważ jednak natura nie znosi próżni, zarówno na prawicy jak i na lewicy zacznie się kształtować opozycja z prawdziwego zdarzenia z nowymi twarzami i ideami.
Upadek Putina i rozpad imperium uzmysłowi Polakom, że są  w całkiem nowej geopolitycznej sytuacji, już z pewnością nie między Niemcami a Rosją. Stanie się widoczne, że Ukraina to nie jest kraj z powieści Sienkiewicza, ale samodzielny i samoświadomy twór historyczny i polityczny. Gdzieś późną jesienią 2015 roku, dzięki paru pionierskim esejom oraz audycjom telewizyjnym i radiowym (nasze media mimo wszystko stać od czasu do czasu na coś poważnego) wybuchnie szeroka i burzliwa debata, jak bardzo trzeba zmienić widzenie całych naszych dziejów, skoro Ukraińcy się tak usamodzielnili (choć zrobili to już dawno, dopiero teraz się to spostrzeże). Z pewną nostalgią stwierdzi się też, że to Ukraina przejęła teraz dziejową rolę Polski i ma na Wschodzie rosyjski niepokój i musi się z tym problemem w imię całej Europy borykać.  Tymczasem Polska, stwierdzi się w publicznej debacie,  leży jak nigdy przed tym niemal w środku Europy, w błogim spokoju i pozbawiona swojej odwiecznej misji „przedmurza”. Niebywała nostalgia zapanuje w kraju na Wisłą, ale nic się już nie da poradzić, skoro bohaterski i martyrologiczny okres naszych dziejów, jak ogłoszą dziennikarze i publicyści, mamy już za sobą. Burzliwą debatę na temat utraconej tożsamości przerwą przygotowania do sylwestra 2016.
Tyle o zdarzeniach, jakie mogą się zdarzyć, ale mogą też nie mieć miejsca. Wbrew powszechnej skłonności do zapowiedzi katastroficznych (które są bardziej atrakcyjne w lekturze), narażając się wszelkim defetystom (oni mają się za inteligentniejszych i bardziej wyrafinowanych), wyszło mi że w roku 2015, choć nie zabraknie wielkich wydarzeń, będą one pozytywne i rok ten zakończy się nadspodziewanie dobrze i coraz trudniej będzie narzekać na polski, ciężki los.