Deklaracja 11 listopada

W dniu Święta Niepodległości 11 listopada nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość. Niepodległość naszego narodu i państwa jest zagrożona.

Jest to związane z napiętą sytuacją międzynarodową, z odradzającym się i coraz bardziej agresywnym moskiewskim imperializmem. Ale nie tylko. Zagrożenia pochodzą również od wewnątrz. Siła Rzeczypospolitej zależy od aktywności jej obywateli. Spory i dyskusje są konieczne, aby cele państwa i interes narodowy były wciąż na nowo definiowane, lecz jeśli słychać tylko jeden głos albo zgiełk głosów, to zamiera opinia publiczna, a państwo pogrąża się w chaosie. Agresja i drwina zastępują argumenty. Dzisiejsze podziały w naszym społeczeństwie i stan publicznej dyskusji zagrażają polskiej niepodległości. Debata jest zdezorganizowana tak dalece, że uniemożliwia to nie tylko porozumienie, ale nawet formułowanie czytelnych stanowisk. Stawiamy sobie za cel organizować współpracę społeczną i polityczną ponad istniejącymi podziałami, przeciwdziałać polaryzacji i skrajnościom stanowisk, odbudować szacunek dla odmiennych poglądów. Zbliża się rok 2018 – stulecie odzyskania Drugiej Niepodległości. Chcemy budować z nowymi pokoleniami solidarność dla tej Trzeciej, której trzeba bronić przed zewnętrznymi i wewnętrznymi przeciwnikami. To żywotny interes Rzeczypospolitej i całej Wspólnoty Polskiej.

Kazimierz Wóycicki,Zbigniew Gluza,Czesław Bielecki,Andrzej Nowak,
Antoni Libera,Adam Zamoyski,Bogusław Chrabota,Katarzyna Sadło,
Mirosław Chojecki,Zbigniew Bujak,Marek Jurek,Kazimierz Ujazdowski,
Andrzej Paczkowski,Edward Pietrzyk,Tomasz Mroczkowski,o. Maciej Zięba,
Ludwik Dorn,Agnieszka Magdziak-Miszewska,Wojciech Roszkowski,
Antoni Dudek,Grzegorz Sroczyński,Mikołaj Karłowski,Janusz Okrzesik,
Franciszek Adamczyk, Tomasz P. Terlikowski,Zbigniew Girzyński

Polsko-ukraińskie pojednanie

Pojednanie polsko-niemieckie było możliwe mimo ogromu  polskich ofiar. Pojednanie polsko-ukraińskie wciaż jest trudne, a stara się o to antyukraińskie lobby (często jednocześnie promoskiewskie). Jednym ze sloganów brzmi tak „Niemcom mogliśmy wybaczyć, a Ukraińcy nie e przeprosili”. Slogan ten ten podwójnie fałszywy. Zbrodni niemieckich dokonało ich państwo, wszelkie zbrodnie dokonane przez Ukraińców to tragiczne dzieł części formacji partyzanckiej a nie państwa ukraińskiego, które w tamtym czasie nie istniało. Kłamstwem też jest, że Ukraińcy nie przepraszali.Dla pojednania polsko-niemieckiego arcyważny był gest kanclerza Brandta uklęknięcia przed pomnikiem Getta w Warszawie. Komunści usiłowali ten gesr zlekceważyć. Dziś lobby antyukraińskie i promoskiewskie usiłuje zlekceważyć bardzo podobny w wymowie gest prezydenta Poroszenki – uklęknięcie przed pomnikiem ofiar Wołynia w Warszawie.

Aktów skruchy  i pojednania jest zresztą między Polakami a Ukraińcami wiele. Polacy też mają za co Ukraińców przepraszać. Do polsko-ukraińskiego pojednania wzywa Jan Paweł II.

Deklaracji Pamięci i Solidarności Sejmu RP oraz Verkhovnej Rady Ukrainy

Kierując się duchem solidarności pomiędzy narodami Polski i Ukrainy, działając zgodnie z duchem strategicznego partnerstwa pomiędzy Rzecząpospolitą Polską i Ukrainą, podkreślając nasze niezachwiane zaangażowanie we wspólną obronę podstawowych zasad prawa międzynarodowego, suwerenności narodowej oraz integralności terytorialnej każdego z naszych państw, przywołując wielkie historyczne ofiary naszych narodów w obronie wolności i niepodległości, dążąc do szczęśliwego życia naszych narodów w zjednoczonej Europie, my, przedstawiciele Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Verkhovnej Rady Ukrainy:

Wspólnie i jednocześnie przyjmujemy niniejszą Deklarację Pamięci i Solidarności, aby oddać hołd milionom ofiar poniesionych przez nasze narody w czasie II wojny światowej oraz potępić zewnętrznych agresorów, którzy próbowali zniszczyć naszą niepodległość.

Zwracamy uwagę na fakt, że pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku zawarty pomiędzy dwoma totalitarnymi reżimami – komunistycznym Związkiem Sowieckim i nazistowskimi Niemcami doprowadził do wybuchu II wojny światowej, spowodowanego agresją Niemiec, do których 17 września dołączył Związek Sowiecki. Konsekwencją tych wydarzeń była okupacja Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki, skutkująca masowymi represjami wobec naszych narodów. Wydarzenia te, których konsekwencją był także traktat zawarty w Jałcie w 1945 roku, rozpoczęły trwający pół wieku nowy etap zniewolenia całej Europy Wschodniej i Środkowej.

Pamiętamy, że słabość reakcji międzynarodowej wobec eskalacji postaw totalitarnych i szowinistycznych przed II wojną światową, pozwalanie agresorom na nieprzestrzeganie zasad prawa międzynarodowego, jak również polityka ustępstw zachęciły reżimy komunistyczny i nazistowski do agresji i – w konsekwencji – podziału Europy.

 

Składamy hołd milionom ofiar agresji i okupacji naszych krajów przez komunistyczny ZSRR i nazistowskie Niemcy.

 

Pamiętamy walkę polskich i ukraińskich sił opozycji antykomunistycznej, która dała moralne podstawy dla przywrócenia niepodległości naszych państw. Wierzymy w potrzebę intensyfikacji bezstronnych badań historycznych, podjęcia szczerej i przyjacielskiej współpracy badaczy, a także powstrzymywania sił, które prowadzą do sporów w naszych państwach.

 

Zwracamy uwagę, że prowadzenie agresywnej polityki zagranicznej przez Federację Rosyjską, okupacja Krymu przez Rosję, wspieranie i prowadzenie interwencji zbrojnej we wschodniej Ukrainie przez Kreml, łamanie podstawowych norm prawa międzynarodowego oraz układów zawartych z Ukrainą, niestosowanie się Rosji do postanowień oraz prowadzenie hybrydowej wojny informacyjnej stanowią zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa całej Europy.

 

Wyrażamy naszą solidarność ze wszystkimi obywatelami Ukrainy, w tym z Tatarami Krymskimi, w czasach tej wielkiej próby.

 

Podkreślamy nasze zaangażowanie w działania na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu we wschodniej Ukrainie oraz przywrócenia jej integralności terytorialnej. Wyrażamy potrzebę jedności działania w ramach Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego wobec nowych zagrożeń i rozszerzenia wsparcia dla współpracy Sojuszu z Ukrainą i jej strategicznego celu – członkostwa w NATO.

 

Wzywamy wszystkich europejskich partnerów, by zademonstrowali jedność i międzynarodową solidarność oraz chronili zjednoczoną Europę przed zewnętrzną agresją. Wzywamy narody całej Europy, aby pamiętały o przyczynach i skutkach II wojny światowej oraz by podjęły wspólny wysiłek w celu ochrony bezpieczeństwa i wolności”

Charków, IT, reformy i przesiedleńcy

Uważa się, że armia ukraińska jest już dostatecznie silna, aby koszty dalszej militarnej awantury były dla Moskwy zbyt wysokie. Dyskutuje się natomiast  o reformach i to nie tylko gospodarczych. Charków to silne centrum gospodarcze, obok Kijowa, Dnipro  czy Odesssy największe miasto kraju. Składa się na to zarówno produkcja rakiet jak i IT. Tutejszy uniwersytet pełen jest zagranicznych studentów, w dużej części z Azji centralnej (nikt tu nie bredzi o zagrożeniu islamem, a islam kojarzy się Ukraińcom przede wszystkim z ich współobywatelami jakimi są Tatarzy). Jest to bardzo żywy ośrodek intelektualny, co jednak przede wszystkim zwraca uwagę  to ośrodek niezwykle silnej działalności obywatelskiej. To właśnie dzięki niej Charków obronił się w swoim czasie przed bandyckim najazdem putinowskiej bojówki (nie obronił się niestety Donieck i Ługańsk). Masowe demonstracje powstrzymały tutaj Moskali.

Charakterystyczne, że na wielkim placu (charkowianie chwalą się, że podobno największy w Europie) gdzie stał niegdyś w dawnych i dość strasznych czasach pomnik Stalina, rozstawiono namiot z wystawą o Majdanie. Na tym placu odbył  się też tak niedawno leninopad (zauważyłem, że w ukraińskim internecie synonimem słowa Lenin jest słowa syfilityk, co ma przecież źródło w tym że jak wiadomo Lenin zmarł  na syfilis). Tam gdzie był Stalin, na planszach oglądam m.in. zdjęcia Natalii Zubar,  jednej z tych pełnych odwagi obywateli tego miasta, kobiety, która uratowała Charkiw a dziś niestrudzonej działaczki organizacji pozarządowych.

Charków to zdecydowanie Ukraina wschodnia. Podkręślam to aby też zaprzeczyć stereotypowi o podziale o rzekomo narodowo świadomym Zachodzie i zarażonym Moskwą Wschodzie. Charków był w XIX wieku centrum ukrainskiego ruchu narodowego, o czym się często zapomina. Dziś jest miastem mówiącym w przeważającym stopniu po rosyjsku (z domieszką surżyku, tak swój język okreśłił taksówkarz, który wiózł mnie z lotniska), ale po ukraińsku można się tu swobodnie porozumiewać.

Miasto jest pełne przesiedleńców z okupowanych przez Moskwę terenów. Nikt nie potrafił mi powiedzieć ilu ich jest, ale z pewności podnad dwieście tysięcy (miasto liczy ok 1.5 miliona). Przeniosła się tutaj duża część uniwersytetu z Ługańska. Jasne, że stwarza to problemy dla miasta. Charków nauczył się z tym żyć. Pomoc państwa jest niewielka natomiast ogromna rola wolontariatu.

Jak wszędzie na Ukrainie pełno jest tu symboli narodowych. Prasa jest zdecydowanie antyputinowska. Kupuję gazetę, gdzie na okładce jest Putin, który dorywa się do jakiegoś wyłacznika i podpis „cel Putina – wyłączyć nasze mózgi”. To właśnie. Ukraińcy wiedzą, że prawdziwa wojna to wojna o nasze myślenie. Myślę o moich rodakach w Warszawie, którym wyjazd do Charkowa (a nawet dużo bliżej) wydaje się taki strasznie niebezpieczny. Czy im już Putin wyłączył mózg? Tym,  którzy zdobyli się o ostatnią antyukraińską uchwałę już chyba tak.

 

 

Moment historycznego rozdroża

Bardzo trudno dziś o komentarz dotyczący sytuacji międzynarodowej, bowiem polityka globalna wydaje się stać na rozdrożu. Czeka się z najwyższym niepokojem czy Putin ruszy na Ukrainę, co może rozpętać niekontrolowany konflikt. Kreml grozi przy tym swoim arsenałem nuklearnym.

Wewnętrzna sytuacja w Rosji zmierza do jakiejś katastrofy z uwagi na stan gospodarki i zupełny brak reform (w elicie władzy dokonują się poważne przesunięcia, których znaczenie trudno jednak ocenić), horyzont takich wydarzeń oddalony jest jednak o kilka lat a może sięga nawet roku 2030. Rosja zarazem zdaje się być tym bardziej agresywna, im jest słabsza.

Putin zdobywa jednak punkty w zadeklarowanej już wojnie z Zachodem, choć czasem zdaje się być to bardziej kwestią przypadku niż zamierzonych działań. Tak jest z pewnością z zamachem w Turcji i przejściem Erdogana na stronę Moskwy (przynajmniej w jakimś zakresie). Wydarzeniem na korzyść Kremla jest niewątpliwie Brexit. Zwycięstwo nieobliczalnego Trumpa w Stanach stwarzało by z pewnością ogromne zagrożenie dla Europy.

Putin prowadzi też, przy ogromnym nakładzie środków wojnę informacyjno-propagandową z Zachodem. Rosja, wykorzystując do tego Internet, jest w tym szalenie innowacyjna i jak dotychczas skuteczna. Te działania Putina zmierzają do wzniecania wszelkich możliwych konfliktów, wzmacniania w społeczeństwach Zachodu najgorszych instynktów (frustracji, ksenofobii, pobudzania marginesów społecznych i ekstremizmów). Putin chce wykorzystać wszystkie słabości Zachodu i umiejętnie wykorzystuje do tego nowy, rewolucjonizujący całą cywilizację światową środek komunikacji jakim jest Internet i sieci społecznościowe. Tak jak nie byłoby terroryzmu, w jego obecnym kształcie bez Internetu, tak też nie byłoby putinizmu.

Putin nie jest  politykiem we właściwym tego słowa użycia, jest natomiast z pewnością bandytą przy władzy. Jedyne narzędzia jakie używa to prowokacja i kłamstwo, a także działania o ściśle kryminalnym charakterze (zabójstwo Litwinienki, terror na Donbasie). Termin putinizm jest o tyle uzasadniony, że ma analogię z terminem hitleryzm. Świat ma do czynienia z wielkim państwem, na którego czele stoi obsesyjna i patologiczna osobowość.

Nie wiemy dzisiaj, czy Putin nie wykorzysta sprzyjającego dla siebie momentu tego lata do poszerzenia wojny z Ukrainą. Może kalkulować, że jego agresja zwiększy szanse Trumpa (ogłosi się on tym, który przyniesie Ameryce pokój z Rosją). Wszystkiego tego w tej chwili nie wiemy.

Jeśli jednak obecna sytuacja dotrwa do jesieni (rozpętania wojny związane jest dla Putina z ogromnym też dla niego ryzykiem) i w Waszyngtonie zasiądzie Hilary Cliton sytuacja dążyć będzie ku przesileniu. Przewaga gospodarcza i technologiczna Zachodu jest kolosalna. Przekłada się to (choć nie bezpośrednio) na przewagę militarną. Zachód uczy się czym jest wojna informacyjna (mnożą się studia i raporty tego dotyczące) i z czasem i z tym się upora. Wtedy Putin zostanie na Kremlu z pustymi rękami. Katastrofa jego imperium będzie nieunikniona.

Taki lub inny rozwój wypadków decydować będzie o bezpieczeństwie Polski, całego naszego regionu i Europy. Trzeba zdawać sobie sprawę, jak ogromną rolę odgrywa w całej tej sytuacji Ukraina. Tak jak Polska wielokrotnie była w jakimś zakresie krajem granicznym dla Zachodu tak dzisiaj jest nim Ukraina. To na jest  dzisiaj murale christianitas.  Wysiłek tego narodu, jego cierpliwość i odwaga może być w wielu momentach kluczowa dla  biegu zdarzeń.

Póki co nie wiemy, co zdarzy się w najbliższych dniach, wstrzymując oddech.

Ekonomia wojny propagandowej

Prorok ponowoczesności Jeremi Rifkin zapowiada koniec kapitalizmu. Powodem ma być  potanienie wszelkiej produkcji. Przy masowej skali jej koszty mają być tak niskie, że jednostkowa cena zbliżać się ma do zera. Tezy Rifkina są dyskusyjne, w jednej jednak dziedzinie przewidywania te spełniają się. Koszty upowszechniania  informacji (jak i dezinformacji) zdają się radykalnie spadać. Widomym przykładem tego są trudności, jakie przeżywa prasa drukowana. Winny wszystkiemu jest internet. Dzięki niemu przesyłanie informacji jest niemal darmowe.

Internet był długo królestwem czarodziei za jakich laicy mieli  informatyków. Jego znaczenie ujawniło się jednak nie tylko na polu technologii ale i przemian społecznych.  Środki komunikacji są bowiem dalece nieobojętne dla porządku politycznego i stosunków władzy. Starczy przypomnieć, że wynalazek rzemieślnika o nazwisku Gutenberg, który tak usprawnił prasę do tłoczenia wina, by  stała się prasą drukarską, podkopał porządek średniowiecznej Europy, zalewając ją „tanią” książką.  Wynalazek radia dawał narzędzia agitacji  Hitlerowi i Stalinowi.

Z Internetem dzieje się podobnie. Media społecznościowe, wbrew intencjom ich twórców, mogą być poważnym zagrożeniem dla demokracji i państwa prawa a także światowego pokoju. Dlaczego?

Wróćmy do ekonomii. W społeczeństwie wielkiego spektaklu, zdominowanym przez telewizję i wielkonakładowe dzienniki, koszty upowszechniania  informacji w stosunku do kosztów ich wytwarzania były dość wysokie. Zakup ton papieru, dystrybucja, drogie telewizyjne studia i redakcje wymagają masy pieniędzy. Internet pozwala robić to  taniej.

U swych początków był obietnicą uniwersalnego forum, dzięki  któremu nieskrępowanie kształtować się będzie  opinia publiczna. Demokratyczne rządy starać się miały jedynie o rozbudowę infrastruktury Internetu, aby umożliwić społeczeństwu jak najszerszy do niego dostęp. Nie powinny się wtrącać w treści przekazu, to bowiem pachnie cenzurą ani nawet podpatrywać. Treści Internetu miały być sprawą obywateli.

Na Kremlu myśli się dokładnie przeciwnie. Inwestuje się w upowszechnianie treści na zamówienie rządu, pracują całe fabryki trolli, wykorzystując infrastrukturę przekazu, na którą łożył kto inny. Paradoksalnie więc dzisiejsza Rosja, mimo  słabnącej gospodarki, może poświęcić relatywnie spore sumy na agresywną propagandę, nazywaną wojną hybrydową. Mimo upadku ideologii komunistycznej Rosja staje się znów groźnym przeciwnikiem Zachodu.   Dąży do podskórnej destabilizacji swych oponentów,  czego dowodzą raporty z Niemiec, Węgier czy Polski.  Internet służy też zorganizowanej przestępczości  i terroryzmowi. Są to zresztą zjawiska pokrewne owej wojnie nowego typu. Internet posiada diaboliczne możliwości i nie wiadomo jak zagnać  cyfrowego dżina z powrotem do butelki.  Klucz do tego problemu leży być może nie w dziedzinie propagandy a w ekonomii nowego środka przekazu, jakim jest Internet.

Londyn w pułapce Brexitu

Przestrzeń negocjacyjna partii konserwatywnej i nowej  Premier Theresy May, zawęża się stopniowo, mimo ostatnich intensywnych podróży oraz debat wewnątrzpartyjnych – pisze w gościnnym komentarzu „in web scribis” Jacek Zieliński.  Spotkania z Kanclerz Merkel  i Prezydentem Hollandem zakończyły się uprzejmym – nie – w obu przypadkach. Nie, dla preferowanego scenariusza dostępu do pełnego rynku i ograniczenia wolności przepływu ludzi. Angela Merkel twierdziła, całkiem słusznie, iż jej akceptacja dla takiego scenariusza byłaby złamaniem etosu i zasad dla jakich Unia powstała, Prezydent Hollande był bardziej pragmatyczny, odmówił ze względu na Marine Le Pen i jej Front Narodowy oraz niechęć do tworzenia jakichkolwiek precedensów. Z drugiej strony Theresa May znajduje się pod naciskiem kręgów finansowych, City of London, przemysłu i związków zawodowych domagających się zachowania pełnego dostępu do rynku! Kwadratura koła? Na politycznym froncie wewnętrznym jest równie żle. Szeregowi posłowie Partii Konserwatywnej /backbenchers/, którzy poparli Brexit i zniszczyli Dawida Camerona pod przywództwem Borisa Johnstona, nie ustąpią. Nigdy nie zaakceptują wolności przepływu ludzi i grożą wycofaniem poparcia dla Pani Premier i kolejną rebelią. Wewnątrzpartyjna równowaga w Partii Konserwatywnej jest tak krucha, że jakakolwiek deklaracja o odstąpieniu od koncepcji pełnego Brexitu zniszczy ją natychmiast. Tego tygodniowa sesja PMQ,s /pytania do premier/w Parlamencie jednoznacznie pokazała w jak ciasnym gorsecie negocjacyjnym  funkcjonuje Theresa May. Jej dyskomfort musi być dodatkowo dramatycznie zwiększany przez liberalną i prestiżową prasę brytyjską, która w przeciwieństwie do tabloidów, zwalczała jednoznacznie i od samego początku ideę Brexitu. Prasa ta publikuje i nagłaśnia konkretne przypadki strat jakie poniesie gospodarka i społeczeństwo w wyniku działań polityków oddających fundamentalne decyzje o przyszłości państwa w ręce ludzi nie przygotowanych do tego typu odpowiedzialności. Gigantyczny i znany także i u nas koncern Unilever zatrudniający w Wielkiej Brytanii 7500 osób w 10 fabrykach już poinformował, że w związku ze spadkiem wartości funta brytyjskiego do dolara o 15%, musi rozważyć odpowiednia zwyżkę cen produktów oraz  powstrzymać dalsze inwestycje w fabrykach, które w ciągu 2 lat nie będą już ulokowane na obszarze wolnego rynku. Edukacyjny  program Erasmus dzięki któremu 27 400 studentów z krajów unijnych zapełniło uczelnie brytyjskie z czesnym opłaconym przez Brukselę, zostaje wstrzymany na terenie Wielkiej Brytanii. Do domu będzie z kolei musiało wrócić około 15 000 brytyjskich studentów z uniwersytetów francuskich, włoskich, niemieckich, a być może też z naszego  Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wstrząśnięte jest rolnictwo brytyjskie, które w 100% opiera się o siłę roboczą z Polski, Rumunii i Bułgarii w okresach zbioru truskawek i jeżyn. Farmerzy już rozważają zmianę profilu produkcji, ale zajmie to 10 lat i pochłonie gigantyczne koszty i straty o zrefundowanie których rzecz jasna wystąpią do rządu – czytaj: podatnika . Nie jest łatwo być Premierem Wielkiej Brytanii, a będzie jeszcze trudniej. W okolicach Westminsteru powoli zaczynamy czuć zapach przyspieszonych wyborów parlamentarnych.

Jacek Zieliński ur.1957, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW w 1982 roku. studia Podyplomowe London School of Economics and Political Science 1987-1989. Od stycznia 2016 regularnie komentuje „News.Świat” poświęcone polityce brytyjskiej i europejskiej.

WEEC Dyskusja o nowej polityce wschodniej

Tym razem okrągły stół, w kolejnym dniu Warsaw East Europen Conference, poświęcony był „nowej polityce wschodniej”. Słowo „nowa” w tytule  uzasadniało się tym, że tematu podjęli się młodzi analitycy i eksperci,  a inicjatywa takiej dyskusji wyszła ze środowiska znanego portalu Eastbook. Trudno oczywiście o całkowicie nową politykę wschodnią, gdy najogólniejsze jest cele determinuje sytuacja geopolityczna Polski, czym obecnie jest  wsparcie dla Ukrainy i traktowanie Rosji jako zagrożenia. W tym Łukasz Jasina  („Kultura liberalna”), Marcin Kacperek (pracujący w MSZ), Paweł Purski (Eastbook) i Bartosz Rydliński (UKSW) byli zgodni.

Powtarzała się konstatacja o słabnięciu Rosji i potrzebie zredefiniowania z nią stosunków, porzuceniu lub nowego podejścia do „doktryny Giedroycia”, budowania w polityce wschodniej nie taktyki ale dalekosiężnej strategii. „Młode wilki”, jak nazwano ich w trakcie dyskusji, poruszali przy tym bardzo wiele punktów i problemów, wykazując się szerokością spojrzenia i niewątpliwą wiedzą. Jeśli jednak traktować ten „okrągły stół” z  jego młodymi twarzami, jako głos pokolenia, trzeba być bardzo ostrożnym. Między panelistami widoczne były znaczące różnice w podejściu zarówno do Rosji, znaczenia partnerstwa wschodniego czy np. znaczenia Białorusi dla polskiej polityki wschodniej. Bardziej jednak charakterystyczne wydawało się to, że sposób formułowania myśli nie odpowiadał podziałom, jakie występują dzisiaj między rządem a opozycją, a więc wśród generacji nieco podstarzałej i podzielonej na „plemiona”. Dyskusja była dzięki temu ciekawa, bowiem nie toczyła się starymi koleinami, a młodzi analitycy, w widoczny sposób  samodzielnie poszukują  własnych myśli i idei, odbiegając od wielu schematów dawniejszego myślenia.

Uczestnikami okrągłych stołów WEEC są wybitni i powszechnie znani politycy (w tym roku m.in. Juszczenko, Szuszkiewicz itd). Inicjatywa by głos w nich zabierały też osoby młodsze i mniej znane wydaje się ważna i potrzebna. Nie ma nic gorszego jak zamykanie się starszej generacji we własnym gronie. Polityka zagraniczna i tak ważna w Polsce jej część, jaką jest polityka wschodnia, winna kształtować się również w dialogu pokoleń.

Należy dodać, że spotkanie moderował z wielką swadą Paweł Kowal, którego z całą dla niego sympatią, trudno określić jako „młodego”,  bowiem jest już „starym (choć nie wyleniałym) wilkiem”. Nie jest to jednak źle, gdy starsze pokolenie moderuje dyskusję pokolenia młodszego. Na tym dialog pokoleń również może polegać.

Rosja, Białoruś,Ukraina – co z gospodarką?

Trudno mówić o ekonomii, gdy brzmią armaty – to zdanie  było mottem  wystąpienia b.prezydenta Juszczenki, podczas okrągłego stołu obecnej Warsaw East European Conference. Gospodarka Ukraina w ciągu ostatnich trzech lat zmalała o 20%. Ukraiński polityk i zarazem ekonomista nie był jednak pesymistą. Wskazał też na liczne osiągnięcia gospodarki ukraińskiej, która po rozpadzie ZSRR znalazła się w bardzo trudnej sytuacji (tym bardziej, że już przed tym gospodarka komunistyczna była katastrofą). Zwalczano inflację, ustanowiono własną walutę, utrzymano elementarną dyscyplinę budżetową. Popełniono  jednak poważne błędy, z których najpoważniejszym wedle Juszczenki była błędna koncepcja prywatyzacji. Prywatyzowany majątek dostał się ręce ludzi, którzy go nie wypracowali i nie umieli o niego dbać. To utrudniło napływ zewnętrznego kapitału, a bez światowych instytucji finansowych nie ma skutecznych reform gospodarczych, stwierdził Juszczenko. Mimo wojny prowadzonej przez Putina przeciw Ukrainie ostatni czas to okres intensywnych reform. Należy zwrócić uwagę jak mylące mogą być wszelkie statystyki dotyczące ukraińskiej gospodarki, skoro wedle niektórych danych aż 67% to szara strefa. Juszczeno stwierdził w podsumowaniu, że gospodarka ukraińska najgorsze czasy ma już za sobą.

Nawet cienia optymizmu nie było natomiast w wystąpienia Leonida Zlotnikova, który mówił o gospodarce Białorusi.  Wskazał on jak bardzo Białoruś korzystała ze wsparcia Moskwy  przede wszystkim na zaniżone ceny energii. Ten czas się jednak skończył. Moskwa ma mniej pieniędzy ale także napięcie Putin-Łukaszenko ma na to wpływ. Model gospodarki białoruskiej opartej o państwowe i niewydajne inwestycje jest całkowicie niewydajny. Regres jest widoczny i przyspiesza.

Nie wiele bardziej optymistyczny był opis gospodarki rosyjskiej. Mówił o niej Vladislav Inozemtsev. Gospodarka rosyjska jego zdaniem zdegradowała się do gospodarki surowcowej. Po upadku ZSRS nie było w Rosji żadnej koncepcji jak wydobyć się z pułapki gospodarki państwowo-nakazowej. Nastąpiła głęboka dezinstrializacja. Przez pewien czas ratowały ten stan wysokie ceny ropy ale i to się skończyło. Gospodarka rosyjska runie a co dalej nie wiadomo, stwierdził rosyjski ekonomista.

W naturalny sposób spowodowało to pytanie co dalej z reżymem Putina, który jest przyczyną braku jakichkolwiek reform. Rosjanin i w tym wypadku nie był optymistą. Uważa, że perspektywa upadku dyktatora to rok 2030. Zarazem wykluczył on skuteczną współpracę rosyjsko-chińską. Chiny idą własną drogą i tranzyt z Chin do Europy nie pójdzie przez Rosję (inaczej mówiąc jedwabny szlak pójdzie południem drogą morską a nie północą drogą lądową).

NATO, Rosja, Obama, Tusk i PiS

Szczyt NATO dał wyrazistą odpowiedz na agresywną politykę Rosji. Rozpoczynając swoją awanturniczą politykę takiego zdecydowania Sojuszu Putin nie spodziewał. Swoją ocenę sojuszu muszą też skorygować ci wszyscy w Polsce, którzy powtarzali chętnie stereotypy o naiwnym (a nawet może zdradliwym) Zachodzie. NATO nie żywi wątpliwości, że Rosja jest potencjalnym agresorem i sojusz przyjął strategię odstraszania.

Zawarta umowa USA-UE jest nowym czynnikiem polityki bezpieczeństwa. Wskazuje też jak dużą uwagę przywiązuje Waszyngton do Unii Europejskiej. Wszelkie spekulacje, że amerykanie odwracają się plecami do Europy, ponieważ ich interesy są na Pacyfiku, zdają się już nieaktualne.

Wydaje się, że w tej dziedzinie polityki bezpieczeństwa odnośnie NATO nie ma zasadniczych rozbieżności  między obozem rządowym w Polsce  a opozycją. Ponad 80% Polaków jest też  za członkostwem Polski w NATO a jedynie 3% jest temu przeciwna (choć warto zwrócić uwagę na agenturalne próby kwestionowania członkostwa Polski w NATO z jakich natężeniem miało się do czynienia ostatnio).

Szczyt ma też swoje znaczenie dla krajowe. Każda ze stron chce wyciągnąć z niego korzyści wewnątrz polityczne.  Rząd próbuje się zasługi wstąpienia Polski do NATO przypisać politykom PiS (delikatnie mówiąc są one znikome), co pokazywać ma kuriozalna wystawa pokazana z okazji szczytu, w której pomija się tych polityków III RP, którzy budowali zręby polityki bezpieczeństwa po 1989 i odzyskaniu niepodległości. PiS stara się we wszelkich dziedzinach pokazać,że wszystko zaczyna od nowa i lepiej, stąd teza, że obecny szczyt (przygotowywany rzekomo przez PiS – co jest nie prawdą, bowiem inicjatywa wyszła przed wielu lata od Bronisława Komorowskiego) jest niemal tak samo ważny jak samo wstąpienie do NATO w roku 2000.

Wbrew tym wysiłkom dobry nastrój politykom PiS psuć musi wystąpienie prezydenta Obamy  bez ogródek  mówił o tym, że wspólnota północnoatlatycka opiera na demokratycznych wartościach państwie prawa wyrażając zaniepokojenie tym, co dzieje się w związku w Polsce. Wspólna konferencja prasowa prezydenta Obamy i prezydenta Dudy pokazała też rażący kontrast obu wystąpień.  Można tylko spekulować czy spotkanie prezydenta Obamy z prezydentem Dudą mogła wywrzeć na tego ostatniego jakiś pozytywny wpływ i skłonić go do poważniejszego traktowania swego urzędu.
Widoczną postacią szczytu był natomiast Donald Tusk i to nie tylko z powodu pełnionej przez siebie funkcji. Oczywiste jest, że jest współautorem umowy USA-UE. Jego przemówienia podczas szczytu było wyraziste w sprawach polityki bezpieczeństwa zawierało również aluzje dotyczące wewnętrznej polskiej sytuacji. Zapowiedziane przesłuchanie Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej może okazać się istotnym wydarzeniem politycznym o dalece niekorzystnej wymowie dla PiS i Macierewicza propagującego teorię zamachu. Tusk na szczycie pokazuje się polityk europejskiego wymiaru. Próba niszczenia jego autorytetu może być dla jego przeciwników w Warszawie katastrofalna. W świetle wydarzeń globalnych (a takim jest szczyt NATO) widać małość polityki PiS jest jeszcze lepiej widoczna.