Zapalne tożsamości i polityka uznania

Jak wyjaśnić, że rosnące nierówności  społeczne we współczesnym świecie nie udało się politycznie zagospodarować tradycyjnej lewicy, natomiast posłużyły one partiom nacjonalistycznym i populistycznym do odnoszenia politycznych sukcesów – oto zasadnicze pytanie, jakie stawia sobie w najnowszej książce wybitny amerykański politolog Francis Fukuyama.


Rec. Francis Fukuyama, Identity. Contemporary Identity and the Struggle for Recognition,  2018.


Zadecydować o tym miał, paradoksalnie sukces lewicowych dążeń, jakie dawną klasę robotniczą, wprowadziła w szeregi klasy średniej.  Koszty kryzysu z roku 2009 przerzucone zostały, zdaniem wielu ekonomistów i socjologów, właśnie na nią.  Skutkiem tego stała się degradacja części tej tak istotnej dla demokracji warstwy  społecznej. Fukuyama nie uważa jednak, aby takie wyjaśnienie było wystarczające.

Sukces państwa dobrobytu spowodował, że lewica – zgodnie ze swoim powołaniem obrony słabszych i upośledzonych – przestała zajmować się kwestiami socjalnymi, a zajęła się prawami mniejszości. Związała się ruchami feministycznym, LBTG, migrantów, mniejszości etnicznych.

Źródeł takiego przeorientowania się lewicy szuka Fukuyama głębokich przeobrażeniach cywilizacyjnych ostatnich dwustu lat, zarazem spostrzegając,   że owe przeobrażenia dotykają całego społeczeństwa i całego spektrum politycznego.      Zdaniem Fukuyamy kwestie tożsamości, godności , wykluczenia i uznania stały się  równie ważne jak kwestia socjalna.

Fukuyama przywołuje bogaty materiał historyczny,  aby wyjaśnić gdzie są źródła współczesnego rozumienia tożsamości, zjawiska jakie jest ściśle związane z kształtowaniem się nowoczesności i ponowoczesności. Protestantyzm w nauczaniu Lutra,  analizuje amerykański politolog, ujawnia samotność jednostki konfrontującej się jedynie z Bogiem, kwestionując religijność osadzoną obyczaju pod dyktando kościelnej instytucji. Rousseau dostrzega w człowieku wnętrze pełne uczuć i emocji, jakie ma on pielęgnować, odrzucając zarazem koncepcję grzechu pierworodnego. Nietsche chce obdarzyć jednostkę samodzielnością i niezależną od moralnych konwencji wolą.   Freud odkrywa w jednostce pokłady nieświadomego, jakie trzeba wciąż drążyć, stanowiące zarazem o jej niepowtarzalności  aż wreszcie postmoderniści żądają prawa do emancypacji dla najskrytszych ludzkich dążeń i pragnień.

To co początkowo wydaje się w książce tylko wykładem filozoficznych idei, wiąże się u Fukuyama ściśle z opisem rozwoju społecznego. W istocie bowiem chodzi o to, w jaki sposób w nowoczesnej cywilizacji jednostka spostrzega siebie. Przestaje być ona zakorzeniona we wspólnocie, która wyznacza każdemu określoną rolę i określone miejsce w społeczeństwie. Zarazem jednostka ta pragnie społecznego uznania, ma silnie pobudzone poczucie godności, gotowa jest buntować się przeciw wykluczeniu. Ten nowoczesny indywidualizm kształtowany jest przez warunki życia w społeczeństwie, jakie kształtuje współczesna cywilizacja. Posiadać tożsamość to być uznanym przez innych, tracić tożsamość to być wykluczonym i niezauważanym. Jednostki i całe grupy społeczne oczekują takiego uznania od ogółu społeczeństwa i państwa i gotowe są takiego uznania domagać i o nie walczyć.

Współczesna lewica, zdaniem Fukuyamy,  zajęła się walką o uznanie dla poszczególnych mniejszości, których zresztą interesy i dążenia były często sprzeczne, tracąc zarazem w części klientelę polityczną wywodzącą się z klasy robotniczej. Prawica natomiast zmonopolizowała kwestie tożsamości związane ze zbiorowością taką jak naród lub wspólnoty religijne.

Skutkiem takiej konfiguracji jest rozproszenie i fragmentaryzacja lewicy, gdy tymczasem hasła populistów odwołują do symboli mających scalać  masowe społeczeństwo, co pozwala im zyskiwać polityczną inicjatywę i często przewagę. Sytuacja ta sprzyja populistom takim jak Orban, Le Pen czy także Kaczyński (i on także jest często jako przykład często przywoływany).

Taki polityczny proces zajść jednak może dzięki szczególnemu stosunkowi jednostki i społeczeństwa, w którym ta jednostka szuka oparcia. Typowa osobowość naszych czasów okazuje się wyjątkowo labilna i pozostająca pod ciśnieniem różnorodnych i sprzecznych prądów. Powodowane tym zagubienie, jakie wzmaga działanie Internetu i sieci społecznościowych, wzmaga potrzebę definiowania własnej tożsamości, która z jednej strony jest  poszukiwana ale i narzucana.

O ile amerykański politolog usiłuje kwestie współczesnej tożsamości objaśnić z pomocą filozoficznych rozważań,  to jego zalecenia,  jak uporać się naporem nacjonalizmu i populizmu, nacechowane są przede wszystkim pragmatyzmem.

Fukuyama podkreśla rolę państwa narodowego, o które tożsamość należy dbać jako o polityczną wspólnotę, związaną wspólną kulturą  umożliwiającą dialog, porozumienia i przeciwdziałającą fragmentyzacji społeczeństwa.

Kwestie tożsamości i polityki uznania mają wpływ nie tylko na wewnętrzna sytuację poszczególnych krajów, ale też przemożny wpływ na politykę międzynarodową. Fukuyma podkreśla jak dalece politycy tacy jak Putin z jednej strony cementują reżym z pomocą nacjonalizmu, z drugiej starają się wzmocnić wszelkiego typu podziały w społeczeństwach zachodnich, manipulując problematyką tożsamości. Współczesne środki komunikacji a przede wszystkim Internet Kremlowi to szalenie ułatwia.

Tylko spójnie wewnętrznie i ściśle ze sobą współpracujące państwa narodowe (Fukuyama jest jednoznacznie zwolennikiem Unii Europejskiej, zarazem dostrzegającym słabości dzisiejszej Europy), mogą oprzeć się inwazji populizmu i nacjonalizmu, z wewnątrz jak i zewnętrznej strony jaką jest Kreml czy Pekin.

Polska („Polska Kaczyńskiego”) jest dość często przywoływana przez amerykańskiego autora, jako przykład problemów powodowany populizmem i nacjonalizmem oraz kłopotami z tożsamością. Istotnie na tle światowej sytuacji polski przypadek nie wydaje się w żadnym wypadku oryginalny, a nawet może być w jakimś zakresie modelowy.

Nacjonalizm w Polsce nie jest produktem kwestii socjalnej i drąży społeczeństwo, jakie odniosło wyjątkowy w swojej historii sukces gospodarczy. Klasa średnia nie ulega, co prawda, w Polsce uszczupleniu ale ambicja by się nią stać i społeczna zawiść wobec tych, którzy nią się już stali, jest motorem politycznych postaw. Potwierdzenia analiz Fukuyamy można dopatrywać na polskim gruncie  w analizach takich jak Macieja Gduli w jego książce „Miastko”, wedle których to nie 500+, a więc kwestia socjalna, jest kluczem do zrozumienia politycznych wyborów, ale zagadnienie wykluczenia. Również o polskiej lewicy daje się stwierdzić, że bardziej zainteresowana jest kwestiami LBTG czy prawami kobiet niż tradycyjnie ujętą kwestią socjalną. Kwestia tożsamości, uznania i wykluczenia z pewnością stanowi o centralnych pytaniach polskiego chaotycznego życia politycznego.

Dlatego też lektura książki Fukuyamy będzie na gruncie polskim szczególnie przydatna, pomagając w lepszym zrozumieniu polskich bolączek, mających szerszy niż tylko polski charakter. Dopiero na takim tle dostrzec będzie można dostrzec  wyraźniej problemy bardziej specyficzne i typowo polskie, jakie związane są między innymi ze społeczna traumą polskiej przeszłości. Praca ta, jak najszybciej winna ukazać się w języku polskim. Fukuyama to jeden z najwybitniejszych myślicieli politycznych obecnej doby, który jednak ma do pewnego stopnia pecha. Jego krytykami są często osoby, które nigdy nie przeczytały jego światowego bestseleru „Koniec historii”,  ale naigrywają się z paradoksalnego tytułu. Warto była obecna praca była z uwagą czytana i rzetelnie dyskutowana.

 

Reklamy


Kategorie:Książki/Lektury, polityka globalna

Tagi: , , , ,

1 reply

  1. Bardzo ciekawa analiza, ale moim zdaniem populizm nie pasuje do zwyczajowych podziałów na prawicę i lewicę. Populiści tacy jak Trump, czy Kaczyński dokonują lewicowych rewindykacji socjalnych przy pomocy prawicowego języka politycznego i to jest właśnie odwrócenie osi sporu, o której pisze Fukuyama. Dlatego rewindykacje socjalne przede wszystkim mają służyć polityce uznania (dowartościowania) grup słabszych, na złość elitom, które mówią że to niemożliwe, albo że nas „nie stać”.
    Zastanawiające jest natomiast dlaczego tyle mówi się o odpowiedzialności lewicy (że straciła zainteresowanie dla spraw pracowniczych, walki z nierównościami ekonomicznymi itp. na rzecz silniejszego wsparcia dla różnych mniejszości społecznych – seksualnych, rasowych, imigrantów itd.) a nic (niewiele) mówi się o roli liberałów w tym procesie, zwłaszcza tych którzy liberalizm polityczny łączyli z liberalizmem ekonomicznym (neoliberalizmem). Do lewicy można i trzeba mieć pretensje za to, że w czasach Blaira, Clintona, czy Millera zapomniała o swoich korzeniach i zostawiła lud pracujący na pastwę brutalnego „wolnorynkowego” kapitalizmu, ale nie można zapominać, że awangardą tej ideologii nie była lewica, tylko liberałowie, których w polskich realiach sytuuje się zazwyczaj w centrum politycznego spektrum.
    Co ważne w tym kontekście, lewica już kilka lat temu zrozumiała swój błąd i wróciła do typowej dla lewicy wrażliwości społecznej (Sanders w USA, Corbyn w UK, Podemos w Hiszpani, Syriza w Grecji, Razem w Polsce), podczas gdy liberałowie w dalszym ciągu pozostają wyznawcami wolnego rynku i prywatyzacji wszystkiego w duchu Balcerowicza, budując swoją narrację polityczną na elitarystycznym i paternalistycznym wyszydzaniu „głupiego ludu”, który „sprzedał się za 500+”. Po lekturze recenzowanej książki oczywiste jest, że taka narracja nie może być skuteczna – wręcz przeciwnie.
    Ale to, że takie postawy mają się w Polsce nieźle także jest zasługą środowisk liberalnych, które o wiele radykalniej tępiły dyskurs lewicowy niż prawicowy. Przez większość historii III RP np. „Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita” różniły się, jeśli chodzi o kwestie tożsamościowe czy historyczne, ale były podobne w swoim bezkrytycznym uwielbieniu dla wolnego rynku i prywatyzacji. W polityce sytuacja była podobna: PO podjęła kwestie związane z redystrybucją dopiero pod koniec rządów Ewy Kopacz (i to zresztą w sposób mało wiarygodny), a na przykład budowanie kultu Żołnierzy Wyklętych trwało na całego już wcześniej. Wiadomo było, że to woda na młyn dla PiS.
    Podsumowując, wydaje mi się, że tezy Fukuyamy są zbieżne z poglądem Michaela Walzera, który powiedział niedawno, że „gdzie abdykuje lewica, tam pojawia się populizm”. Dlatego, obserwując walkę liberalnych mediów i tzw. zjednoczonej opozycji ze środowiskami lewicowymi w Polsce, jestem sceptyczny wobec możliwości trwałego odwrócenia tendencji populistycznych i autorytarnych w naszym kraju…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: