Rosja ma wpływ na zmiany w polskim prawie – i nie tylko

W Polsce po pierwszy od roku 1989 staje się możliwe mniej lub bardziej otwarte głoszenie prorosyjskich poglądów w sposób, którzy każe wielu zwolenników takiej orientacji podejrzewać o zewnętrzną inspirację. W przypadku nieszczęsnej nowelizacji ustawy o IPN, ślad takiej inspiracji widać bardzo wyraźnie, pisze dla POLITICO Kazimierz Wóycicki.

  • Tradycyjny podział na prawicę i lewicę, należy zastąpić podziałem na tych, dla których punktem odniesienia jest Zachód i tych, dla których punktem odniesienia jest Rosja
  • Agresja rosyjska nie dokonuje się tylko w mediach społecznościowych, lecz opiera się na działaniu realnych ludzi i instytucji
  • Polska przegrywa z Rosją wojnę, jaką coraz częściej zachodni eksperci nazywają wojną 3.0. Chodzi w niej o manipulowanie opinią publiczna, a ostatecznie o zdobycie wpływu na rząd
  • Następnym etapem jest zainstalowanie w takim rządzie polityków, którzy będą ulegli zewnętrznym wpływom – wtedy nie trzeba już wysyłać czołgów
  • Nastąpił właśnie coming-out partii promoskiewskiej

Szef klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, mówiąc o powodach przeprowadzenia nagłej nowelizacji ustawy o IPN, powiedział w wywiadzie dla „Sieci”: „Wpędził nas w to ruch Kukiz’15, który stale parł do zaostrzenia przepisów dotyczących Ukrainy, nie godząc się na żadne złagodzenie sformułowań. To na tyle zamazało nam horyzont, że wpadliśmy w kłopoty.”

Owszem, kłopoty międzynarodowe są poważne, a doradca b. ministra Witolda Waszczykowskiego, Przemysław Żuławski vel Grajewski uważa, że ustawa o IPN wymaga zmian, przede wszystkim ze względu na stosunki z Ukrainą, które on sam uważa za strategiczne dla Polski. To nie są głosy opozycji, ale głosy dzisiejszego polskiego establishmentu.

Pytanie więc kto wpędził lub co wpędziło polski parlament w taką sytuację, staje się zasadnicze dla polskiej racji stanu.

Nastąpił właśnie prawdziwy coming-out partii promoskiewskiej. Mówiąc o polskich podziałach zwykle ma się na myśli prawicę i konserwatystów z PiS i liberalno-lewicową opozycję.  Powoli jednak dostrzec można inny i być może znacznie ważniejszy podział, na tych, dla których punktem odniesienia jest Zachód i tych, dla których punktem odniesienia staje się Rosja.

Niezależnie od bardzo znaczących różnic i dramatycznych napięć politycznych, główny nurt PiS (mimo jego eurosceptycyzmu) i opozycja (na ogół euroentuzjaści) to prozachodnia orientacja w polskiej polityce. Nie do wyobrażenia jest w niej mówienie o wystąpieniu z NATO czy koalicji z Moskwą.

Coraz bardziej widoczne są jednak wysiłki, aby Polskę od Zachodu odwrócić. Położenie Polski jest jednak takie, że odwracając się od Zachodu, można tylko powrócić w ramiona Rosji, która – dodać trzeba – otwarcie idzie na konfrontację z Zachodem.

Ten prorosyjski nurt jest w Polsce zjawiskiem nowym po 1989. Trwające niemal pół wieku zamknięcie w tzw. „bloku wschodnim”, które oznaczało dla Polski zniewolenie i ekonomiczne zacofanie, długo czyniło prorosyjską orientację czymś nie do pomyślenia. Czas jednak robi swoje. Luksus życia w wolności pozwala wielu zapominać o prawdziwych zagrożeniach, jakie wciąż i to z nasilającym się natężeniem, płyną z Kremla.

Jak propaganda pcha nas w objęcia Rosji

Prorosyjska, promoskiewska czy proputinowska orientacja odwołuje się do wyobrażeń, które mają silniejsze lub słabsze oparcie w rzeczywistości, często jednak są zmyśleniem albo najzwyklejszym kłamstwem. Warto skrótowo wyliczyć, o jaką mieszaninę półprawd i manipulacji tu chodzi:

Mówią: Unia Europejska rozpada się.

Jedną z zasadniczych tego przyczyn mają być masowo napływający do Europy uchodźcy, czemu w dużym stopniu winne są niemieckie elity polityczne. Tyle, że kryzys uchodźczy z roku 2016 zakończył się, a Unia przeżywa okres koniunktury gospodarczej, z której korzysta też Polska. Unia, na przestrzeni swojej historii była na ogół w kryzysie i zawsze z niego wychodziła i to na ogół silniejsza niż poprzednio.

Mówią: Związek z Zachodem nie daje już Polsce bezpieczeństwa i należy szukać dla Polski nowych sojuszników.

Może takim być i Rosja, z którą nie należy więc niepotrzebnie zadrażniać sobie stosunków. Są przecież tacy politycy, którzy wzywają do „poprawy” stosunków z Putinem. Prawda jest taka, że krytyczny ton mediów rosyjskich wobec Polski nie milknie, a polityka Kremla staje się coraz bardziej agresywna i przybiera czasem charakter apokaliptycznych gróźb nuklearnej zagłady (patrz ostatnie orędzie prezydenckie Putina).

Mówią: Członkostwo Polski w Unii dało jednostronne korzyści zachodnim inwestorom, którzy wywożą z Polski efekty polskiej pracy.

A więc świat zachodni jest wobec Polski obojętny, egoistyczny i chętnie z Rosją przeciw nam spiskuje. Prawda jest natomiast, że – w zależności od sposobu liczenia – jedna siódma albo nawet jedna szósta budżetu państwa polskiego pochodzi ze środków unijnych i żadna gospodarka świata, łącznie z najsilniejszymi, nie może obyć się bez zagranicznych inwestycji.

Mówią: Rosja jest potężna.

Będzie trwała niemal wiecznie i ponoć nie przegrała nigdy żadnej wojny (chociaż można twierdzić, że przegrywała ostatecznie niemal wszystkie począwszy od wojny z Japonią,  a na Zimnej Wojnie skończywszy). Rosja jest oczywiście potężna, ale tylko wtedy stwierdzenie robi to wrażenie, gdy pominie się fakt, że jej gospodarka jest pięć raz mniejsza od gospodarki Unii Europejskiej i podobnie pięć razy mniejsza od gospodarki Stanów Zjednoczonych. Jednym słowem Zachód jest co najmniej dziesięć razy silniejszy gospodarczo od Rosji.

Szczególnym rysem nurtu prorosyjskiego jest wrogość wobec Ukrainy, a więc głoszenie, że rządzą tam „banderowcy”, że nie ma tam zdolnego do istnienia państwa (to samo o Polsce mówił stalinowski minister Wiaczesław Mołotow, nazywając ją „bękartem traktatu wersalskiego”), gospodarka nie funkcjonuje (prawda jest taka, że od dwóch lat wzrost gospodarczy Ukrainy jest wyższy od rosyjskiego).

Wyznawcy opcji prorosyjskiej

Tłem orientacji prorosyjskiej jest więc mieszanina wyobrażeń, jakich można się nasłuchać na imieninach u cioci, która wyrywkowo ogląda propagandowy kanał rosyjski „Sputnik”. Owa nieskładna mieszanina poglądów ma jednak swoich liderów i animatorów.

Szczególnie liczni są oni paradoksalnie wśród wyznawców ruchów, które chcą nazywać siebie narodowymi (zastanawia tylko do jakiego narodu im najbliżej). Tam kwestionowanie przynależności do NATO jest otwarte, Amerykanie są agresorami, Kosowo jest serbskie, interwencja rosyjska  w Syrii to walka z islamistami – koniec końców jest to opowiedzenie się za racjami polityki Kremla.

Nie jest to spójny zespół poglądów. I animatorzy orientacji prorosyjskiej wcale się o to nie starają. Po co mówić otwarcie, że chce się kolaborować z Moskwą, jeśli wciąż byłoby to w Polsce niepopularne. Skuteczniejsze jest prowokowanie drobnych przesunięć w powszechnym myśleniu i odwoływanie się do półprawd i ćwierć prawd i tylko z rzadka, posługiwanie się brutalnym kłamstwem, ale za to upowszechnianym wtedy na masową skalę, jak w sprawie holenderskiego samolotu strąconego przez rosyjskich najemników nad regionem okupowanego Donbasu.

Warto zadać sobie pytanie, na ile przedstawiciele orientacji prorosyjskiej są samodzielni, a na ile inspirowani czy nawet wspomagani z Moskwy. Z całą pewnością są osoby, które jeden czy drugi z wyżej wymienionych poglądów podzielają. Zdziwieni byliby jednak gdyby przypisać im sympatię dla Rosji. Można nie wiedzieć co się czyni, ale część animatorów doskonale wie co czyni i na czyją rzecz pracuje.

Nowa wojna 3.0

W każdej epoce wojna przybiera charakterystyczne dla niej cechy. W średniowieczu walczyli rycerze zakuci w zbroje, później strzelano z armat, pierwsza wojna toczyła się w okopach, a o drugiej decydowały czołgi a później najważniejsza bronią stało się lotnictwo.

Dzisiaj ważny jest szantaż nuklearny, a wojna toczy się przestrzeni publicznej z pomocą internetu i jego mediów społecznościowych. Nazywa się to wojną 3.0 i ten w niej zwycięża, kto potrafi skutecznie oddziaływać na opinię publiczną wroga, a rząd oponenta coraz bardziej ulega tej presji i pozbawiony jest własnej inicjatywy.

Następnym etapem jest już tylko zainstalowanie w takim rządzie polityków, którzy będą ulegli zewnętrznym wpływom. Wtedy nie trzeba już wysyłać czołgów.

Każda epoka ma swoje doktryny wojenne. Niemieccy sztabowcy lepiej rozumieli, jak używać czołgów i pokonali Francję (choć to francuski generał De Gaulle szeroko się o zagonach pancernych rozpisywał). Doktrynę wojny 3.0 dziś jako pierwszy pisze Kreml i nawet jest znana jako doktryna Gierasimowa. Jest dostatecznie dużo oryginalnej rosyjskiej literatury, aby się z nią zapoznać. Kto jej nie czyta czy o niej wie, myśli, że tezę o wojnie prowadzonej przez Rosję głoszą jedynie wyznawcy teorii spiskowej.

Kto jednak alarm związany z działalnością rosyjską traktuje w taki sposób, jest zwyczajnie naiwny. Bo świat już jest zaalarmowany. Raporty amerykańskie, niemieckie, francuskie, łotewskie, czeskie itd. analizują niebywałą aktywność Kremla, wskazują na fabryki kłamstw i dezinformacji, wskazują na fundusz, jakie płyną najrozmaitszymi kanałami, aby finansować taką działalność.

Polska takiego raportu nie ma. I oprócz kilku opracowań przygotowanych przez instytucje społeczne, jest do tej wojny nieprzygotowana.

Wiele mówi się o cyberbezpieczeństwie, co jednak oznacza jedynie obronę przed włamaniami hakerów. Jest to oczywiście ważne, ale żołnierzami wojny dezinformacyjnej nie są hakerzy, ale dobrze opłacana i wyszkolona armia internautów.

Ilość fałszywych profili na Facebooku i mnogość stron internetowych, wywiera na zwykłego użytkownika internetu nieuchronny wpływ. A skoro zaatakowane zostały Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy, to trudno przypuszczać, że Polska nie jest również polem tej walki, co winno być oczywiste dla każdego, kto nawet nie trudni się obserwacją Internetu, a nawet nie jest zbyt pilnym obserwatorem zjawisk politycznych.

Czy Polska przegrywa wojnę 3.0

Internet to jednak jedynie broń pomocnicza – jeden ze „środków aktywnych”, jak nazywają to stratedzy z Kremla. Najistotniejsze dla prowadzenia wojny 3.0 są wcale niewirtualne oddziały naziemne, obecne w kraju oponenta.

Bynajmniej nie są to „zielone żołnierzyki”, przed którymi miała by nas bronić obrona terytorialna. Są to pełnokrwiści cywile. Brak możliwości prawnych, by wskazać ich po nazwisku, ale są rozpoznawalni. Od lat jakimś dziwnym trafem głoszą lub organizują to, co sprzyja kolejnym krokom w polityce Kremla.

Jeżdżą po Polsce z kampaniami nienawiści wobec Ukraińców, mają Instytuty głoszące, że Polska winna na nowo określić swoje geopolityczne interesy. Niektórzy odwiedzają nawet Moskwę, a nawet fotografują się z pracownikami moskiewskich służb. I tylko jeden jedyny taki inicjator z ugrupowania pod znamienną nazwą „Zmiana”, wydał się dotychczas na tyle podejrzany, aby znaleźć się w areszcie śledczym.

A więc czy Polska przegrywa wojnę 3.0? Jeśli wypowiedzi marszałka Terleckiego i doradcy MSZ Żuławskiego vel Grajewskiego potraktować z powagą, a chyba trzeba, to wojnę tę już przegraliśmy.

Uchwalenie ustawy o IPN to jak się wydaje jedynie szczyt góry lodowej.

Bo oto okazało się, że parlament, a więc i rząd – nie mówiąc o Nowogrodzkiej – można „wpędzić” w sytuację, która jak sam stwierdza marszałek Terlecki świadczy o tym, że „zawiódł nas instynkt”.

Ten instynkt zawodzi obecne władze, gdy zwalczają niedobitki (prawdziwe czy rzekome) komunistycznego ustroju, a tymczasem Kreml buduje nowe sieci, które z komunizmem nie mają nic wspólnego i w perwersyjny sposób często występują pod polskimi narodowymi barwami.

Instynkt zawodzi nie tylko stronę rządową, ale i opozycję.

Sam krzyk, że PiS wpycha Polskę w ręce Kremla, nie jest pomocny, a wzmagać może tylko zamieszanie. Potrzebna jest praca nad dokładniejszym rozpoznaniem mechanizmów tej wojny i to jest zadaniem zarówno opozycji jak i obecnych władz państwowych. Takie rozpoznanie mogłoby, mimo silnych politycznych podziałów, stworzyć koalicję tych, którzy widzą obecne zagrożenie i odwrócić koleje wojny, którą Polska póki co przegrywa.



Kategorie:Internet, polityka wschodnia, Polityka zagraniczna i stosunki międzynarodowe;, Rosja

Tagi: , , , ,

1 reply

  1. Bardzo wazny tekst! Jestem tylko ciekaw na ile, wobec temperatury politycznego sporu w RP i rozedrgania histeryczno-emocjonalnego, taka koalicja jest wogole mozliwa? Oczywioscie jak historia nas wszystkich uczy, brak takiej „koalicji zgody” w przeszlosci konczyl sie wielokrotnie egzystencjalna katastrofa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: