Zakarpacie wyśmiewa Putina

Uzgorod-Mukaczewo. Na początek zostałem tu sam wyśmiany, gdy zacząłem wypytywać o walki „prawego sektora” w Mukaczewie. Miejscowi nie widzą w tym nic innego, jak napuszczenie jeden gang na drugi miejscowy gang kilku młodych ludzi. I nic więcej w tym by nie było, gdyby nie fakt, że rozgłosiła to zaraz moskiewska telewizja, podkreślając, że był to właśnie „prawy sektor”. Kontakt podpuszczonych młodzieńców z „prawym sektorem” był raczej sporadyczny, ale pasowało to do stereotypu, z którego moskiewska propaganda chciała korzystać. W każdym razie news z dalekiego Mukaczewa dotarł do rosyjskiej państwowej telewizji w ciągu kilku minut i znalazł się od razu na czołówce. Jest to już dwa tygodnie temu, ale skoro tu na Zakarpaciu jestem powracam do tej historii z ogólniejszych względów. Region ten jest szczególnym celem putinowskiej propagandy, chcącej dowodzić rzekomo silnego tutaj regionalizmu. Ma to pasować do „federacyjnych” planów Moskwy wobec Ukrainy.
Moskiewscy propagandziści twierdzą, że istnieje tu silna rusińska mniejszość, a państwo ukraińskie „jak wiadomo” ma być wobec mniejszości nietolerancyjne. W istocie wśród miejscowych mniejszości, z który węgierska jest najbardziej znacząca a po niej rumuńska, rusińskiej w zasadzie nie ma. Na ponad milion mieszkańców regionu tylko 10 tysięcy deklaruje się jako Rusini, a większość z nich to prorosyjscy działacze, związani z dawnym sowieckim aparatem władzy. „Sprawa rusińska” ma też swego adwokata w osobie kanadyjskiego historyka Paula Mogocsi. Jego książka „Naród znikąd” została przetłumaczona na kilkanaście języków, dzięki „specjalnemu” finansowaniu. Twierdzi tam, że naród Rusiński istnieje od wieków i choć przyznaje się do bycia Rusinami garstka, to jednak na świecie żyje ich miliony. Ów „uczony” jest również autorem obszernej pracy poświęconej historii Ukrainy, gdzie istnieje ona tylko na prawobrzeżu, a na lewobrzeżu Dniepru jest już tylko Rosja. Nie wiem czy profesor Mogocsi jest już członkiem Akademii Nauk Rosyjskiej Federacji, ale jeśli nie jest, to najpewniej wkrótce zostanie. W Polsce za Mogoscim owe dyrdymały powtarza wytrwały aktywista rosyjskiej partii w Polsce p.Koprowski. Jego książka „Zakarpacie – inna Ukraina” to wierne powtórki za mateczką Rosyją.
Prawdą jest natomiast, że Zakarpacie stało się częścią Ukrainy dopiero od roku 1945. Przed I wojną światową należało ono do habsburskich Węgier, po Trianon do Czechosłowacji. W czasach węgierskich była to zabiedzona prowincja, choć z całkiem interesującą burzliwą przeszłością. Czesi przyczynili się do znacznego cywilizacyjnego postępu, budowy dróg i przemysłu. Mogły też tutaj działać ukraińskie stowarzyszenia kulturalne, współdziałające z emigracyjnym ośrodkiem w Pradze. Po rozpadzie Czechsłowacji postała tutaj trwajaca zaledwie kilka tygodni Zakarpacka Ukraińska Republika, która o oczach ukraińskiego ruchu narodowego, miała być ukraińskim Piemontem. Zamiast tego nadeszła okupacja węgierska. II wojna przyczyniła do zagłady bardzo licznej tutaj społeczności żydowskiej. Do dalszego etnicznego „ujednolicenia” regiony przyczynił się Stalin wysyłając miejscowych Węgrów do GuŁagu lub przesiedlając ich na Węgry. Mimo to Węgrzy są miejscową największa mniejszością, liczącą ok.10%. Ta wojenna i powojenna tragedia przyczyniła się do „ukrainizacji” regiony. Napływ sowiecko-rosyjskiego aparatu nie zmienił już w zasadniczy sposób proporcji ludnościowej. Ludność, w przewadze grekokatolicka, zmuszona była przejść na prawosławie, ale Kościół Grekokatolicki przetrwał w podziemiu. W roku 1991 Zakarpacie tak jak cała Ukraina, opowiedziało się za niepodległością. Tutejszy Majdan w Uzgorodzie, tak jak w wielu stolicach ukraińskich regionów, stanowił ważny punkt oporu wobec kliki Janukowycza.
Tak jak Stalin niechcący dokończył ukrainizacji regiony, tak Moskwa po 1991 chciała region za wszelką cenę od-ukrainizować. Pomysł z rzekomymi Rusinami pochodził z XIX wieku i był wykorzystywany przez Węgrów. Po 1991, a w szczególny sposób w ostatnim dwóch latach, sięgnęli po niego moskiewscy propagandziści. Nagromadzone historyczne kłamstwo (typowy rys moskiewskiej wojny hybrydalnej) w połączeniu z działaniem miejscowych gangsterów jest narzędziem moskiewskich prowokatorów, w „propagandowej wojnie”, którą Moskwa coraz bardziej przegrywa. Zakarpacie bowiem to piękną i spokojną ukraińska prowincją, gdzie stosunki z mniejszościami układają się w niemal przykładowy sposób. Przeglądam tom poświęcony tej problematyce „Zakarpacie 1918-2009” w ramach ciekawego projektu „politycznego regionalizmu”. Ta znakomicie przygotowana studium jest owocem ukraińsko-wegierskiej współpracy.

4 thoughts on “Zakarpacie wyśmiewa Putina

  1. W pełni zgadzam się z treścią artykułu
    Bardzo polecam zwrócić też uwagę na wpływy Patriarchatu Moskiewskiego w tym regionie. Ma to wielkie znaczenie na współczesne upodobania polityczne w tym regionie.

  2. Niestety bez żadnych zastrzeżeń przyjmuje Pan ukraińską optykę na sytuację w tak złożonym regionie, jakim jest Zakarpacie.
    Nie zamierzam tu pisać o zawiłościach historycznych Zakarpacia, od roku piszę pracę magisterską na ten temat.

    Jedynie chciałbym krótko skomentować niektóre tezy :
    1. W istocie wśród miejscowych mniejszości, z który węgierska jest najbardziej znacząca a po niej rumuńska, rusińskiej w zasadzie nie ma.

    Zgadza się – nie ma, ponieważ Kijów na poziomie krajowym nie uznaje istnienia narodu rusińskiego. Dlaczego na Słowacji lub w Serbii można być Rusinem, a na Ukrainie nie? Ci 10 tys. Rusinów są osobami, które zdecydowanie opowiedzieli się za opcją rusińską przy faktycznym braku takowej podczas ukraińskiego spisu ludności w 2001 roku.

    2. Na ponad milion mieszkańców regionu tylko 10 tysięcy deklaruje się jako Rusini, a większość z nich to prorosyjscy działacze, związani z dawnym sowieckim aparatem władzy.

    Rusiński ruch nie jest jednolity, ponieważ nie istnieje jednej struktury. Akurat działacze prorosyjscy w rodzaju Dymitrija Sydora są bardzo hałaśliwą mniejszością. Większość Rusinów dystansują się od ekstremistycznych inicjatyw Sydora, oddając pierwszeństwo działalności kulturowej nad działalnością polityczną. Trzymamy również w głowie, czym jest klanowo-oligarchiczny system na Ukrainie. Niestety, niektóre organizacje rusińskie są jedynie narzędziem w rękach miejscowych klanów.

    3. „Sprawa rusińska” ma też swego adwokata w osobie kanadyjskiego historyka Paula Mogocsi. Jego książka „Naród znikąd” została przetłumaczona na kilkanaście języków, dzięki „specjalnemu” finansowaniu.

    Jest to książka popularna, w której Magocsi w zasadzie nie występuje jako historyk, lecz jako budziciel narodu rusińskiego. Głównym mankamentem tej książki moim zdaniem jest inkluzyjne traktowanie ludności Zakarpacia. Inaczej mówiąc, Magocsi piszę o Rusinach, które stali się Ukraińcami, Słowakami lub Węgrami. W XXI wieku należy jednak wychodzić z założenia, że rusińska wspólnota wyobrażona na Zakarpaciu liczy co najmniej 10 tys. osób.

    Polecam Panu naukowe opracowanie Paula Roberta Magocsiego „Shaping of a National Identity: Subcarpathian Rus’, 1848-1948”. Książka wyszła w 1978 r., ale do tej pory jest najlepszą syntezą na temat procesów narodotwórczych wśród Rusinów. Nikt z historyków ukraińskich na razie nie napisał bardziej rozsądnego opracowania na ten temat.

    4. Ów „uczony” jest również autorem obszernej pracy poświęconej historii Ukrainy, gdzie istnieje ona tylko na prawobrzeżu, a na lewobrzeżu Dniepru jest już tylko Rosja.

    Paradygmat poszukiwania wrogów i „agentów Moskwy” niestety kiepsko wpływa na pańską percepcje naukowego dorobku Magocsiego. Magocsi próbuje odejść od tradycyjnej narracji narodowej i spojrzeć na historię narodów Ukrainy. Z drugiej strony Magocsi w sposób oczywisty buduje rusińską narracje historyczną.

    1. Pan pisze pracę mgr o Zakarpaciu (co nie jest argumentem) ja byłem opiekunem dwóch prac mgr na ten temat (co też nie jest argumuntem). Co to znaczy Rusini, którzy stali się….. W XIX wieku nie było na tych terenach żandej świadomoości narodowej w nowoczesnym znaczeniu. Ludzie, którzy na tych terenach mają jakąś świadomość narodową to ją po prostu mają, a nie że jakąś mityczną rusińską utracili. Magocsi pod pewnymi względami niezły histoyk jest we wszystkich swoich pracach po trosze propagandzistą. Ukraina nie uznaje mniejszości rusińskiej bo jej nie ma. Ważny argument w tej sprawie to fakt, że w czasach sowieckich nie było żadnej mniejszości czy grupy rusińskiej a sowiecie uwielbiali „dzielić” swoich poddanych. Nie wiem, gdzie i u kogo pisze Pan swoją pracę, ale powinien Pan być chyba bardziej krytyczny wobec źródeł z jakich Pan korzysta lub sięgnąc też do innych niż Magosci. Jeśli jest Pan zainteresowany naukowym kontaktem ze mną jestem do dyspozycji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s