Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina. Raport Akademii Krzyżowa

klawiatura putina

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą intensywne działania o wcale nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w tamtejszej literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”.

  1. Kreml rozbudował „teorię wojny informacyjnej” czyniąc z niej istotną część „wojny hybrydalnej”.
  2. Kreml zaskoczył Zachód swoją aktywnością propagandową, w umiejętny i zawansowany sposób wykorzystując w swych działaniach Internet.
  3. W Rosji inwestuje się ogromne środki w działania propagandy. Obszarem oddziaływania jest sama Rosja, Ukraina i prawie wszystkie kraje Zachodu.
  4. Zasadniczym przesłaniem kremlowskiej propagandy jest nie tylko konieczność odbudowy imperium rosyjskiego ale także ukazanie dekadencji demokratycznych społeczeństw Zachodu. Przeslanie to ma uzasadnić konieczność zmiany cywilizacyjnej na całym kontynencie, jakiej przewodzić ma Rosja.
  5. Propaganda Kremla służy zarówno kłamstwu w przekazie bieżących wydarzeń, jak i dezintegracji społeczeństw Zachodu oraz długofalowemu kształtowaniu postaw rekrutowanych elitarnych zwolenników.
  6. Propaganda Kremla zaadresowana jest w dużej mierze do środowisk marginesowych, zarówno skrajnie prawicowej jak i skrajnie lewicowej (lub postkomunistycznej) orientacji, a także amorficznych środowisk „oburzonych” i gotowych kwestionować „system” na Zachodzie.
  7. „Wojna informacyjna” prowadzona z pomocą Internetu skorelowana jest silnie z tradycyjną działalnością agenturalną.
  8. Oddziaływanie kremlowskiej propagandy jest szczególnie niebezpieczne w sieciach społecznościowych, gdzie ma trafiać przede wszystkim do młodszych odbiorców o nieukształtowanych jeszcze poglądach i osobowości.
  9. Działania w Internecie – świecie wirtualnym – mają prowadzić do działań w świecie jak najbardziej rzeczywistym. Ostatecznym celem wojny informacyjnej nie jest tylko sukces propagandowy, lecz wygranie wojny, zdobycz terytorialna, wpływ i władza. Działania militarne Kremla są ściśle skorelowane z działaniami propagandowymi. Sukces w wojnie propagandowej wyprzedza decyzje o działaniach militarnych.
  10. Jednym z metod polityki powstrzymania Kremla powinna być adekwatna odpowiedz na jego działania propagandowe. Wymaga to zarówno odpowiedniej refleksji teoretycznej dotyczącej Internetu, jak i reakcji władz poszczególnych państw wspierających społeczną aktywność w Internecie.

 

 Wojna psychologiczna i dezintegracja społeczeństwa

Wojna, jaką toczy dziś Moskwą z Ukrainą, związana jest nie tylko z łamaniem zasadniczych zasad powojennego ładu międzynarodowego, ale także prowadzona jest w nowy, do pewnego stopnia nieznany dotąd sposób. Nazwano to zjawisko wojną hybrydalną, zwracając przy tym początkowo uwagę na militarną stronę zagadnienia, którą symbolizują przysłowiowe już „zielone ludziki”.

Działaniom militarnym wojny hybrydalnej towarzyszą także, co zaczęto coraz silniej zauważać, intensywne działania o nie mniejszym znaczeniu o charakterze propagandowym, których głównym narzędziem jest Internet. Są to zabiegi planowane i mające w Rosji szerokie zaplecze w literaturze poświęconej tzw. „wojnie informacyjnej”. Główni teoretycy tej wojny to ideolog wielkorosyjskiego nacjonalizmu Aleksander Dugin, oraz były wysoki oficer z „frontu informacyjnego” Igor Panarin. „Rosyjscy autorzy pod pojęciem „wojna informacyjna” – pisze analityk OSW Joanna Darczewska – rozumieją oddziaływanie na masową świadomość w międzypaństwowej rywalizacji systemów cywilizacyjnych w przestrzeni informacyjnej (…) Niejako z definicji mieszają w ten sposób porządek militarny z pozamilitarnym, a technologiczny (cyberprzestrzeń) ze społecznym (przestrzeń informacyjna) bezpośrednio nawiązując przy tym do zimnej wojny i wojen psychologicznych między Wschodem a Zachodem” [i] Wg Parina wojna informacyjna prowadzona jest na wzór operacji wojskowych i jest planowaną manipulacją.

——————————————————————

Spis treści

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”. 4

Rosyjski trolling w polskiej sieci 8

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”. 8

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”. 9

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”. 11

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”. 12

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”. 12

Asocjacja „nie bądź rusofobem”. 13

Putinowska polityka wpływu w Polsce. 13

Kultura polityczna a wojna informacyjna. 14

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę. 17

Rekomendacje. 17

————————————————————————

 

Ową wojenną machiną propagandową mają rządzić następujące zasady: masowego i długotrwałego działania, zasada informacji pożądanej (niezależnie od stanu faktycznego powtarza się określoną, przydatną dla obrazu propagandowego informację), zasada emocjonalnego pobudzenia (doprowadzenie do takiego stanu, by działali bez większego namysłu – wręcz irracjonalnie), zasada zrozumiałości (przekaz jest uproszczony, w czarno-białych barwach), zasada rzekomej oczywistości (zawiera asocjacje z powszechnie znanymi stereotypami i mitami). Inaczej mówiąc chodzi o

fabrykowania informacji, fragmentyzację opinii publicznej, zastraszanie i stwarzanie wrażenia, że niewielka mniejszość jest większością, wprowadzanie chaosu w kanały komunikacji pluralistycznego, z natury otwartego społeczeństwa, która dla putinowskiej Rosji traktowane jest jako główne zagrożenie. [ii]

W dużym stopniu we współczesnej rosyjskiej wojnie informacyjnej zastosowanie mają dobrze znane praktyki propagandowe totalitarnego państwa. Porównanie więc propagandzistów Putina z Goebelsem nie jest więc jedynie retoryczną przesadą, choć wcześniejsze wzorce propagandy bolszewickiej i stalinowskiej są tu chyba istotniejsze. Całkowicie nowym czynnikiem jest jednak użycie w „wojnie informacyjnej” internetu. Bynajmniej nie chodzi o samą techniczną zdolność powielania informacji (czy raczej dezinformacji), jaką daje internet. Internet (web/sieć) stwarza zupełnie nowe struktury komunikacji społecznej, zmienia głęboko i we wciąż niezbadany sposób strukturę społeczeństwa, stwarza nowe mechanizmy psychospołeczne. „Wojna informacyjna” jest projektem propagandy odwołującym się do znacznie głębszych mechanizmów.

Wbrew tym teoretykom internetu, którzy są idealistycznymi wyznawcami cyberutopizmu[iii] – wyobrażeniu sieci jako gigantycznego wielkiego forum, gdzie wypowiadać się może swobodnie opinia publiczna – ma on być wykorzystany do agresji, wzmagając tendencje dezintegracyjne i stając się narzędziem kwestionowania ładu demokratycznego otwartych społeczeństw. Osiągnięcia dotychczasowych teoretyków Internetu są przekuwane na narzędzia masowej dezinformacji jak np. zasada „roju/ula” (ang. Hive). Internet traktowany jest jako narzędzie, dzięki któremu zasadnicze treści mają być dyktowane przez „liderów opinii’ poprzez odpowiednio skonstruowane „węzły sieci”. Można powiedzieć, że rosyjscy propagandyści tworzą nową alternatywną koncepcję wykorzystania Internetu jako narzędzia agresji, całkowicie przeciwną do wyobrażeń cyberutopizmu[iv].

Przykładem takiej sieci i systemu węzłów jest środowisko internetowe Aleksandra Dugina, składające się z kilkudziesięciu wzajemnie powiązanych portali,. Stanowi to bardzo silne narzędzie oddziaływania w rosyjskiej sieci, a w konsekwencji w rosyjskim społeczeństwie. Jego psychologiczna intoksykacja nacjonalizmem i postsowieckim rewizjonizmem (chęcią odzyskania imperium i sfery wpływów i dominacji) jest w dużym stopniu sukcesem „wojny informacyjnej”, jaką prowadzi Kreml przeciw własnemu społeczeństwu.[v] Podobne narzędzia „wojny informacyjnej” wprowadzane są w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym również z duża intensywnością w Polsce.

Ten szczególny sposób uprawiania propagandy otrzymał już swoją nazwę trollingu [vi]. Zasady funkcjonowania trollingu nie stały się jednak dotychczas przedmiotem pilniejszej uwagi i studiów [vii], choć zjawisko zostało już szeroko zauważone.

Najbardziej powierzchowna i potoczna obserwacja widzi w trollingu kłamstwo, jakie dzięki Internetowi, może być masowo upowszechnianie. W istocie jednak trolling jest bez porównania bardziej złożonym zjawiskiem i nie sposób zrozumieć go bez szerszego kontekstu społecznego oraz bez właściwego zrozumienia jego psychospołecznych mechanizmów.

Na najbardziej elementarnym poziomie trolling jest rozsyłaniem w Internecie memów [viii] – jak w socjologii Internetu nazywa się jednostkę treści (może być to jedno zdanie, obraz, symbol, niekiedy też nieco większa objętość treściowa). Trolling wydaje się być zabiegiem przede wszystkim technicznym wykorzystującym Internet, aby w prosty i szybki sposób dotrzeć do dużej ilości odbiorców z propagandową, a więc kłamliwą informacją. Nie to jednak stanowi dostateczną i trafną charakterystykę toksycznych memów.

Dla przykładu do zwolenników francuskiej prawicy rozsyłane są memy z treściami mówiącymi o obronie chrześcijaństwa, do postkomunistycznej lewicy w Niemczech memy odwołujące się do pacyfizmu mówiącymi o obronie pokoju zagrożonego amerykańskim militaryzmem, na Słowację z treściami mówiącymi o niemieckiej dominacji UE itd). Celem nie jest tutaj przekonanie wszystkich odbiorców do jednego, spójnego zespołu treści. Dlatego treścią trollingu nie jest żadna ideologia dawnego typu, taka, jaką był komunizm. Pierwszorzędnym celem trollingu jest zdezorganizowanie i zmanipulowanie opinii publicznej wroga i dezorganizacja społeczeństwa, nie zaś agitacja na rzecz jakiej konkretnej idei. [ix] O ile tradycyjne działania propagandowe odwołujące się do zwartej i w miarę jednolitej ideologii mają przekonywać i dążyć do tego, aby dana społeczność skupiła się wokół jakiejś idei, to zadaniem trollingu jest przede wszystkim dezintegracja społeczna. Treści propagandowe kierowane do różnych środowisk i różnych często przeciwstawnych treściach mają dzielić, prowokować konflikty, wywoływać spory (np.: mem „rzeź wołyńska” ma wzmacniać antagonizm polsko-ukraiński i stwarzać wrażenie, że władze lekceważą pamięć o ofiarach).

Toksyczne memy mają więc znacznie bardziej skomplikowane zadanie od zwykłego kłamstwa. Rozsyłane są w bardzo różne miejsca i mają trafić do różnych środowisk często o absolutnie sprzecznych poglądach. Toksyczne memy są więc szalenie zróżnicowane, mają spełniać bardzo różne zadania, poszczególne ich odmiany przeznaczone są do różnych odbiorców.

Należy przy tym zauważyć, że trolling w zasadzie nie tworzy nowych treści, lecz jedynie wzmacnia już istniejące, dokonując istotnego wyakcentowania jednych treści kosztem innych.

Dezintegracja opinii publicznej ma wywołać poczucie niepewności i braku zaufania. Głos ma zabrać anonimowy, sfrustrowany i osamotniony osobnik, współtworzący łatwy do manipulowania motłoch („mob” – kategoria motłochu jest centralnym pojęciem teorii totalitaryzmu u Hannach Arendt). Głównym celem jest rozbicie struktury dyskursu demokratycznego i otwartego społeczeństwa. [x]

W tle tak prowadzonej „wojny informacyjnej”, choć nie ma zwartej ideologii dawnego typu, jest jednak określona wizja świata. Demokracja i Zachód widziane są jako formacje dekadenckie i schyłkowe, które w nieuchronny sposób muszą być zastąpione nowym porządkiem cywilizacyjnym. Wzmocnienie wszelkich napięć i konfliktów (np. tradycjonalizm- modernizm, scentralizowane państwo – regionalizmy, zbiorowa tożsamość – indywidualizm itd.) ma prowadzić do dezintegracji i rozpadu. Ma być to świat pełen niepewności, któremu przeciwstawione jest upór i siła „rosyjskiego projektu”. Dopiero w tym kontekście widać istotną rolę demonstracyjnego kłamstwa, jakim posługują się Putin, Ławrow i inni przedstawiciele Kremla. Zadaniem tego kłamstwa nie jest przekonywanie, lecz budzenie strachu i niepokoju. Kłamstwo jest demonstracją siły i zdecydowania, pokazując tym, którzy są niepewni i przestraszeni nieuchronność tego, co ma nadejść (wydaje się, że podobnie oddziaływać ma demonstracyjny terroryzm ISIS).

W tym najbardziej ogólnym oddziaływaniu wojna informacyjna prowadzona z pomocą Internetu jest istotną, a może nawet najistotniejszą częścią wojny hybrydalnej. Militarna siła jest częścią propagandy strachu i może być ona pełniej użyta, gdy „zdobędzie się przewagę w wojnie informacyjnej prowokując niepewność, podziały i defetyzm.

Od propagandowej treści do „zainfekowanego odbiorcy”

Działalność propagandowa Kremla jest widoczna przede wszystkim poprzez aktywności anonimowych komentatorów na wszelkiego typu portalach i tak zwanych blogowiskach. Na portalach takich jak onet.pl wszelkim publikacjom poświęconym Ukrainie towarzyszyły natychmiast anonimowe wpisy o agresywnie antyukraińskiej treści, a wszelkie krytyczne publikacje dotyczące Rosji spotykały się z „oburzeniem”. Podobnie działo się na największym polskim forum blogów Salon24.pl.

Znaczna ilość takich komentarzy tworzona jest zorganizowane grupy komentatorów, z pomocą fałszywych profili internetowych i fałszywych profili w sieciach społecznościowych (tzw. fejków). Jeden pracujący na rzecz aparatu propagandy internauta jest w stanie utworzyć nawet kilkaset fałszywych profili, a wspomagany przez odpowiednie programy komputerowe jest zdolny masowo rozsyłać swoje wpisy. Takie zorganizowane grupy trolli działają z terenu samej Rosji, gdzie łatwo zorganizować tego rodzaju działalność. Trudniej jednak o to na terenie Polski czy innych krajów, że Moskwa nie ma swobody działania.

Innym narzędziem jest tworzenie licznych stron internetowych o treściach jednoznacznie propagandowych często dla pozornie istniejących lub fikcyjnych organizacji,. Mają one odniesienia do stron rosyjskich i są wzajemne powiązane, co nie może dziwić z uwagi na udział w działaniach tych portali często tej samej już stosunkowo nielicznej grupy osób. Trudno jest przecież na terenie Polski zwerbować liczniejszą grupę internautów-prorosyjskich propagandzistów. Ta skromna liczebność maskowana jest pozorem rozmaitości poglądów od narodowych, konserwatywnych, fundamentalistycznie religijnych, aż po nawet antykomunistyczne. Strony te zdobywają one dość szybko znaczącą ilość „polubień” (lajków), co może dezorientować nieuprzedzonych odbiorców. Owe polubienia są jednak wynikiem wykupywania „promocji”, co umożliwia np. serwis FB.

Nawet dość powierzchowna obserwacja wskazuje, że strony internetowe i portale związane w jakiś stopniu z putinowską polityką wpływu zorganizowane są podług struktury, jaką można nazwać „rojem”. Bardzo to przypomina to, co dzieje w rosyjskim Internecie, gdzie widoczny jest „rój” Dugina.

Pierwszą grupę portali należy nazwać peryferyjnymi. Ich propagandowe treści są rozwodnione i najczęściej pomieszane z informacjami, które nie kojarzą się nawet z Rosją, Putinem i jego polityką, ale posiadają linki do portali o większym natężeniu treści propagandowej.

Drugą grupę stanowią portale o silnym stężeniu treści propagandowej. Nazwać je można maskami. Wreszcie są portale, gdzie pożądane treści są produkowane. W istocie są już portalami bliskimi portalom rosyjskim, a ich materiały często są tłumaczone lub transponowane na język polski poprzez portale służące jako maski-przykrywki treści propagandowych.

Decydująca jest duża ilość portali, czasem o podobnych nazwach, czasem o tematyce odległej od treści propagandowych ale połączonych (zlinkowanych) z portalami istotnymi dla propagandy. Szukając więc w Internecie np. hasła ‘żołnierze wyklęci”, które przede wszystkim kojarzone być powinno z antykomunizmem, jest bardzo prawdopodobne, że dotrze się drogą dwóch-trzech kliknięć do treści putinowskiej propagandy (np. poprzez stronę Falangi, gdzie problematyka Żołnierzy Wyklętych jest silnie obecna).

Nie należy jednak wyciągać wniosku, że ów polski proputinowski rój zaprojektowany został z Moskwy. Nic bardziej mylnego. Wykorzystano raczej wiedzę o polskim środowisku, niektóre właściwości Internetu i posłużono się niewielką inspiracją. Niektóre środowiska bezwiednie poddały się tej inspiracji, a na koniec duża liczba internautów bezwiednie powielać zaczęła toksyczne memy.

Z czasem jednak mem pozyskany z portalu o silnym natężeniu treści propagandowej przechodzi do portali i indywidualnych odbiorców Internetu.

Takie działanie wymaga dobrego rozpoznania socjologii i mentalności społeczności, do której ma być adresowany, symbolicznego zaplecza, a także pilnej obserwacji jego polityki wewnętrznej (np. Waszyngton oskarżył Moskwę o podsycanie w sieci zajść związanych z zastrzeleniem przez białego policjanta czarnego nastolatka, Moskwa intensywnie wspierała też w sieci secesję Szkocji). Trolling jako działanie wykracza więc dalece poza samo zjawisko upowszechniania takich czy innych memów. W istocie Internet jest tu drugorzędnym, technicznym narzędziem i , choć właściwości tego narzędzia są dobrze wykorzystane. Pierwotnym narzędziem trollingu jest wiedza o drugim społeczeństwie, jego kulturze, problemach i schorzeniach czy też kompleksach, które mogą być wykorzystane. [xi]

Pierwszym krokiem w upowszechnianiu toksycznego mema. nie jest jego masowa edycja, lecz właściwe jego zaadresowanie – ma on trafić do właściwego adresata. To on będzie go dalej powielał i upowszechniał. Stanie się on często nieświadomym „siewcą memów” (sieć daje każdemu możliwość ograniczonego upowszechniania każdej treści, przede wszystkim przez sieci społecznościowe). Gdy producent „memów” przystąpi do działania, nawet w wąskim stosunkowo kręgu odbiorców, dalej zadziałać powinien efekt kuli śnieżnej. Większa lub mniejsza populacja zacznie z przekonania, dla żartu, z bezrefleksyjnego zaciekawienia czy nawet przekory [xii] ów mem powielać w sieci.

Należy jednak zwrócić uwagę, że toksyczny mem, choć ma stać się masowym produktem, to jednak owo upowszechnienie dotyczy przede wszystkim określonych środowisk, na które planuje się oddziaływać (np mem związany z „rzezią wołyńską” ma trafić w pierwszym rzędzie do środowisk kresowych). Rozpoznanie więc jakie treści i do jakich środowisk należy adresować, kto jest potencjalnym siewcą memów, stanowi istotną część działań, jakim jest trolling.

Internet stwarza szczególnie szerokie możliwości oddziaływania na ludzi młodych i niedojrzałych. Głośno jest w mediach o nastolatkach z Europy, które skutecznie agitowane są do tego, aby wyjeżdżać na Bliski Wschód i wychodzić za mąż za islamskich terrorystów państwa ISIS. Zjawisko to nie powinno wydawać się nam tak całkiem egzotyczne. Sieci społecznościowe stwarzają wielkie możliwości niewidocznej z zewnątrz agitacji i manipulowania nieuksztaltowanymi osobowościami.[xiii] Właściwe pytanie o psychologię oddziaływania „toksycznego mema” dotyczy nie jego producentów i głównych „siewców” lecz odbiorców, stających się na koniec ofiarami manipulacji. Bierny „siewca toksycznych memów” może być osobą bezpośrednio pozyskaną (choć może nie być do końca świadomy, kto go pozyskuje), ale może powielać treści jakie do niego dochodzą, nie będąc świadomy roli jaką pełni.

Internet jest całkowicie nową przestrzenią komunikacji międzyludzkiej stwarzającą radykalnie nowe zależności i mechanizmy oddziaływania. Pokolenie ludzi po czterdziestce może tego nie odczuwać, a przez to i nie doceniać, traktując Internet jedynie jako ułatwienie w komunikacji . Młodsi jednak przedstawiciele „generacji digitalnej”, dla której obcowanie już nie z komputerem stacjonarnym ale smartphonem, jest czymś oczywistym i codziennym, tkwią już w nowej sytuacji kulturowo-cywilizacyjnej. To przejście od społeczeństwa spektaklu do społeczeństwa sieci ma kolosalny wpływ również na politykę i stosunki władzy.

Wydaje się, że trolling i toksyczny mem trafia przede wszystkim do ludzi młodych dzięki ich wciąż jeszcze trwającej niedojrzałości oraz ludzi sfrustrowanych i osobowości niesamodzielnych.[xiv] Sprzyja temu może skłonność do poglądów skrajnych i potrzeba poczucia bycia wyróżnionym. Mogą to być też osobowości o niespełnionym instynktach przywódczych i chęci władzy, niezdolne jednak do otwartej konkurencji. [xv] W pewnym stopniu można mówić o asocjalnym charakterze takich osobowości, bowiem porządek wartości, jakie dominują w liberalnym społeczeństwie demokratycznym jest przez nie słabo zinterioryzowany

Podatny odbiorca toksycznego mema nie ma zaufania do demokracji, bowiem w jego oczach świat jest manipulowany (przez wielki kapitał, imperializm amerykański, elity polityczne, światowe żydostwo, mafie watykańską itd.), Osobnik ten chce znać drugie dno i ukrytą elitarną prawdę. Może być w tym coś z mentalności sekciarza, który dobrze czuje się na marginesie życia publicznego, zarazem może być w nim obecny i aktywny, mając silne poczucie własnej misji. Trzeba zdawać sobie sprawę, że niezależnie od rozwoju cywilizacyjnego i kultury, w każdym społeczeństwie znaczący procent ludzi ma podobne skłonności i nastawienia. W „społeczeństwie spektaklu”, w którym zasadniczą rolę odgrywają środki masowego przekazu o scentralizowanym charakterze, takie jak TV czy radio, takie osobowości mają małe szanse publicznego zaistnienia.

Należy też zdać sobie sprawę z właściwości internetu, wyszukarek i sieci społecznościowych takich jak FB. Wyszukarki same podpowiadają, w zależności od twoich pierwszych kroków i ujawnionych „polubień”. z kim „chcesz być znajomym” Jeśli młody człowiek wyszuka dla swego profilu kilka razy np. „Żołnierze wyklęci” lub inne, podobnie patriotycznie brzmiące hasła, otrzyma podpowiedzi stron o podobnych tytułach, stworzonych już jednak nie przez historyków czy środowiska dbałe o historyczną pamięć. Wystarczy tylko jedno-dwa naciśnięcia myszki by znaleźć siew najbardziej doborowym towarzystwie najbardziej aktywnych siewców toksycznych memów.

Rosyjski trolling w polskiej sieci

Obecność rosyjskiego oddziaływania w polskiej sieci, podobnie jak w internetowych sieciach innych krajów Unii Europejskiej, jest powszechnie widoczna i wielokrotnie stwierdzona, choć znacznie trudniej określić jest jej zakres i metody jakich się do tego procesu używa..[xvi]

Początkowo, to znaczy w połowie 2014 roku, zwracały uwagę portale/blogowiska podlinkowane do portali rosyjskich i edytujące tłumaczenie tekstów Dugina i innych, podobnych autorów (Xportal, http://www.usopal.pl/ ,lub odwołania do stron rosyjskich, Falanga, http://rebelya.pl/ .) Dla przykładu portal ten dokonał bez komentarza przedruku programowego tekstu Aleksandra Dugina „Imię rosyjskiego mitu”, gdzie czytamy: Musimy zrozumieć, że rola Igora Striełkowa jest fundamentalna. Jest to typ rosyjskiego idealisty, konserwatysty i prawdziwego patrioty, który pokonał otchłań ziejącą pomiędzy ideałami a czynem; ta otchłań jest paraliżującym przekleństwem naszego patriotyzmu[xvii]

Następnie zauważyć można działalność przeważnie anonimowych blogerów dopisujących się z agresywnie prorosyjskimi treściami wszędzie tam, gdzie temat współczesnej Rosji, czy konfliktu rosyjsko-ukraińskiego się pojawia. Można to zaobserwować bardzo wyraziście w przypadku portalu ONET.pl i Salon24.pl.

Dalsze nasilenie trollingu związane było z powstaniem licznych stron wspierających takie, quasi-polityczne twory jak, „Doniecka (pseudo) Republika Ludowa” czy „Polacy wspierają Republikę Doniecką” a także wirtualno-propagandowe jak „Wileńska Republika Ludowa” ,budzące obawy, że mniejszość polska na Litwie ma w planach Kremla wspierać putinowskich „zielonych ludzików”.

W sposób szczególny aktywny jest portal Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych http://www.geopolityka.org/ , który jest właściwie odnogą sieci Dugina.

Ta internetowa propaganda uprawiana jest na dwóch poziomach. Jednym z nich jest popularyzowanie putinowskiej ideologii w jej ogólnych sformułowaniach. Ważniejszy jest jednak drugi głębszy poziom, jakim jest odwoływanie się do specyficznych treści przeznaczonych dla polskiego odbiorcy. Zaznaczyć przy tym trzeba, że na tym drugim poziomie jest to przede wszystkim dołączanie do informacji, które w polskim Internecie już były obecne. Do nich dołączyć można treści propagandowe czy też nadać istniejącym już treściom nową wymowę lub narzucić im nowy kontekst. Poniżej opis takich właśnie związków i asocjacji, które budzić ma odpowiednio ukształtowany toksyczny mem.

Asocjacja: „Radykalna krytyka Zachodu”

Putinowska propaganda jest przede wszystkim zainteresowana wzbudzeniem niechęci do Zachodu. Podejmuje się w tym celu najrozmaitsze, często nie związane ze sobą wątki, usiłując trafić do środowisk o często bardzo rozbieżnych poglądach.

Zachód ma być z jednej strony słaby i dekadencki, „przeżarty” ideologią „gejowską”, w kryzysie finansowym, realizowane są tam tylko egoistyczne interesy najbogatszych i najsilniejszych. Pojawia się tu szczególny wątek, że Zachód nie będzie pomagał Polsce iw gruncie rzeczy jest Polsce wrogi. Wykorzystywane jest wspomnienie 1939 roku, kiedy Polska została „zdradzona”, z czego należy wyciągnąć „raz na zawsze wnioski”.

Z drugiej jednak strony Zachód ma być też agresywny, dwulicowy i brutalny, realizujący swoje interesy, które zresztą mają być rozbieżne z polskimi . Polskie Towarzystwo Geopolityczne dr Andrzej Zapałowski http://ptg.edu.pl/

Ostatecznie jedynym oparciem wobec Zachodu może być Rosja. Nie jest ona przedstawiana nawet jako specjalnie przyjazna. Rosja jest potężna a nawet groźna, ale skoro niepewny siebie i zdradliwy Zachód nie może Polski przed Rosją uchronić, to lepiej jest już Rosji ulec, zapewniając sobie przynajmniej spokój i bezpieczeństwo.

Dobrego przykładu łączenia treści antyzachodnich z rosyjskimi hasłami propagandowymi dostarcza wpis anonimowego proputinowskiego blogera podpisującego się „Bojkot Wyborczy” na blogowisku Salon24:

Kiedyś tłumaczyłem Ruskim, że mają fobie i popadają w histerię widząc śmiertelnego wroga w Zachodzie. Dzisiaj powoli jest mi wstyd, że im opowiadałem tekie głupoty. Okazuje się, że to ci Ruscy mieli rację.
Widząc poczynania Zachodu w ostatnim czasie (…) widać wyraźnie jak agresywną, morderczą i parszywie fałszywą jest cała ta ideologia Zachodu. Zachód mordyje, zabija, napda, najeżdża kogo tylko zechce i gdzie zechce nie pytając żadnych ONZ-tów o zdanie. Morduje bez zmróżenia okiem każdego, kto mu nie pasuje.
(zachowana pisownia orginału)

Nie sposób uniknąć wrażenia, że tego typu argumentacja odwołuje się do pewnego typu zbiorowej podświadomości polskiego społeczeństwa, związanej z poczuciem bycia izolowanym, zdradzonym itd. Trudno orzec, czy bloger będący autorem tych enuncjacji był bezpośrednim narzędziem putinowskiej propagandy. Za ciekawszy uznać można przypadek, w którym zainspirowany jedynie pisał on w taki sposób z własnej inicjatywy. Dowodziłoby to jak dalece wykorzystywać można na użytek prokremlowskiej agitacji głęboko tkwiące polskie kompleksy.

Asocjacja: „Naród, Narodowcy”

Propaganda prorosyjska łączy się w szczególnie wyrafinowany sposób z treściami polskiego „nacjonalizmu” i „ruchu narodowego”, hasłami „patriotycznymi”. Wydaje się, że portale o treściach narodowych wykorzystywane są w szczególny sposób do szerzenia putinowskiej propagandy podszywając się pod treści narodowe. Ciekawe jest tu, że treści i symbole, które w zasadzie winny być jednoznacznie konotować antyrosyjskość (np. „Żołnierze Wyklęci”) służą do emocjonalnej mobilizacji, która kończyć się ma sprzeciwem wobec tego „co się w Polsce dzieje” i akceptacji przejścia na drugą, już rosyjską stronę. Uderza ilość wyedytowanych stron, gdzie nagromadzona jest „patriotyczna” symbolika i retoryka [xviii], tak, by emocjami, jakie jest z tym wiążą, można było manipulować.

Najlepszą ilustracją owego zadziwiającego połączenia proputinowskiej propagandy z manipulowaniem treściami polskiego nacjonalizmu jest strona „Kronika narodowa” http://www.kronikanarodowa.pl/ Patronuje jej wizerunek Romana Dmowskiego. Putinowska propaganda w sposób szczególnie intensywny pasożytuje na tradycji endecji wykorzystując pozorną zgodność dawniejszej prorosyjskiej polityki Romana Dmowskiego i postulowanej dzisiaj promoskiewskiej . Objawia się to m.in. przywoływaniem postaci Bolesława Piaseckiego i jego kolaborującej z komunistami organizacji PAX.

Dobrego przykładu dostarcza np.: portal „Falanga. Polska!Młodość!Rewolucja!” http://falanga.org.pl/ Portal ten popiera skrajny serbski nacjonalizm, wypowiada się przeciw NATO, wspiera Assada w Syrii a jednocześnie aktywnie organizuje marsz żołnierzy wyklętych. Ciekawej analizy dostarcza nastepujacy, do pewnego stopnia programowytekst tej strony:

Żyjemy w epoce ponowoczesności, co niesie za sobą daleko idące konsekwencje dla zasad i celowości prowadzenia dyskursu. Ciężko uchwytna prawda immanentna ustępuje miejsca różnym prawdom wywodzonym z każdego, nawet najbardziej oryginalnego przekonania, tworząc nieskończenie wielką siatkę równoprawnych stanowisk, które pomimo sprzeczności mogą istnieć obok siebie, a nawet się przenikać. Dekonstrukcja wszystkich „prawd absolutnych” ( w tym liberalnych) w duchu ponowoczesności stwarza dobre warunki do powołania swoistego „laboratorium idei”, gdzie różne punkty widzenia mogą scierać się ze sobą i wywierać na siebie obustronny wpływ, tworząc niekiedy nową całość. Uporządkowanie i usystematyzowanie tych całości może stać się przyczynkiem nowej doktryny http://falanga.org.pl/

Tego wstępu z pewnością nie napisał żaden z łysogłowych, jakich ukazują zdjęcią portalu Falanga. Natomiast jest on bliski pseudointelektualnej stylistyce pism Aleksandra Dugina i jego pseudointelektualnego bełkotu o „czwartej teorii politycznej”.

Strona „Falanga” nie zawiera bezpośrednio treści prorosyjskich (prócz tego że Istotny jest natomiast link do strony „Open Revolt”, gdzie jest już odnośnik do Dugina, euroazjatyzmu itd. Itd.

Strona „Ruch suwerenności narodu polskiego” również nie propaguje bezpośrednio działalności agresywnie prorosyjskiej, a jednak szowinistyczna agitacja prowadzona na tym portalu ostatecznie do tego prowadzi. Odnajdujemy tam flagi Noworosji i eksklamacje typu pozdrawiam telewizję rosyjska, przynajmniej oni mogą powiedzieć prawdę [xix]

Ciekawego przykładu dostarcza strona http://www.konserwatyzm.pl/ . Trudno stwierdzić, jakie powiązania ma większość piszących na tej stronie. Z całą pewnością jednak obecne są tam treści   niemal dosłownie odpowiadające sloganom aktualnej propagandy Kremla, co nie przeszkadza deklarowaniu polskiego nacjonalizmu, przywiązaniu do patriotycznych symboli itd. Jest to zadziwiająca mieszanka idei wyczytanych z pism Dmowskiego, sympatii do czasów PRL (np. do postaci Wojciecha Jaruzelskiego), antysemityzmu, sympatii do lefebrystów, idei „zachowawczo-monarchicznych”, idei kresowych itd. Anglicy mówią o czymś takim lunatic fringe (ludzie z księżyca), ale to właśnie środowisko jest bardzo aktywnym producentem i siewcą toksycznych memów. [xx] Śledząc FB-znajomych tego środowiska można dotrzeć już do anonimowych internautów rozsyłających proputinowskie memy, pełne nienawiści do państwa polskiego i jego władz, a także do Ukrainy i Ukrainców.

Ostatecznie jednak ci polscy „narodowi konserwatyści” dojść mogą do następującego wniosku: Optymalnym scenariuszem dla Polski mogłoby być obecnie wystąpienie z NATO i zachowanie neutralności w decydującym etapie potencjalnej wojny. Jeżeli bowiem w wyniku konfrontacji zbrojnej Rosja zostanie łatwo rzucona na kolana, to i tak hegemon – USA – Wilna i Lwowa nam odzyskać nie pozwoli. Choćby dlatego, że Republika Litewska i Ukraina są również „sojusznikami” (wasalami) Stanów Zjednoczonych. [xxi]

Nacjonalizm okazuje się ostrą przyprawą, która łączy się z treściami całkiem przeciwstawnymi do stereotypu, że w Polsce nacjonalizm ma być przede wszystkim antyrosyjski.

Środowiskiem internetowym, w którym pojawia się też propagandowy mem jest fundamentalizm religijny, a z drugiej neopogaństwo w wersji słowianofilskiej. [xxii] Biorąc pod uwagę, ze strony neopogan są otwarcie antyreligijne, widać na tym przykładzie jak „elastyczne” jest manipulowanie propagandowym i toksycznym memem.

Ciekawego przykładu intencjonalnej czy też przypadkowej manipulacji dostarcza strona o zachęcającej nazwie „patriotyczna lista stron”. Wśród istotnie patriotycznych i nie budzących zastrzeżeń treści umieszczone są też odnośniki do stron, gdzie od symboliki i retoryki patriotyczno-nacjonalistycznej przechodzi się do propagandowej agitacji proputinowskiej [http://patriotyczna.listastron.pl/ ]

Asocjacja: „Wołyń, banderowcy”

Propaganda putinowska dąży do dyskredytowania zarówno ukraińskiego państwa jak i ukraińskiej narodowości. Ukraina ma być nie tylko niby-państwem (łatwo o skojarzenie z antypolską propagandą po I wojnie światowej mówiącej o „bękarcie traktatu wersalskiego” czy „państwie sezonowym”) a Ukraińcy nie mają też być pełnoprawnym narodem.

Pozostaje to w tle stwierdzeń, że władze Ukrainy po upadku Janukowycza mają być nielegalne i składaja się z faszystów i banderowców, co jest powtarzanym motywem propagandowym Kremla.

Wątek ściśle polski stanowi nieustanne przywoływanie historii Wołynia 43, który nazywany jest „rzezią wołyńską”. Ukraińcy przedstawiani sa jako dzikie i okrutne bestie bezmyślnie mordujące Polaków, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Szczególną rolę odgrywać ma postać Stefana Bandery, stającego się głównym symbolem tych zbrodni (mimo, że w okresie mordów na Wołyniu był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego). Bandera, który jako negatywny symbol jest z jednej strony kreacją sowieckiej propagandy, z drugiej stał się dla części dzisiejszej ukraińskiej opinii publicznej symbolem walki o niepodległość, stanowi przedmiot nieustannych ataków. Jego obecność w ukraińskim dyskursie stanowić ma o negatywnej ocenie współczesnego społeczeństwa ukraińskiego i dowodzić obecności w nim skrajnego nacjonalizmu.

Propaganda putinowska dołącza się też ze swoimi treściami i poprzez wątek „Bandery” i „banderowców” do tzw. ideologii kresowej. [xxiii] Portalem o stosunkowo szerokim oddziaływaniu, dostarczającym zarazem niemal modelowego wzorca jak putinowska i antyukraińska propaganda może łączyć się z problematyką kresową, są Kresy.pl

Temat Bandery i banderowców oraz ukraińskiego nacjonalizmu jest w polskim Internecie wszechobecny i stanowi jedną z zasadniczych metod antyukraińskiej perswazji i prób poróżnienia społeczeństw Polski i Ukrainy. Dzięki opisowi okrucieństw i zbrodni „rzezi wołyńskiej” problematyka ta ma być tak wysoce podsycana emocjonalnie, aby właściwie uniemożliwić jakikolwiek polsko-ukraiński dialog. Dobrym przykładem pobudzania takich emocji, obok Kresów.pl jest środowisko blogerów wokół http://www.konserwatyzm.pl/. http://prawica.net/39503. Obrazy z przeszłości przenoszone są też na współczesność i obecną sytuację na Ukrainie.

Jeden z blogerów tego środowiska Konrad Rękas pisze m.in. „Jak Kijowska junta gwałci prawa człowieka” http://prawica.net/39514 a także „Prawa człowieka na Ukrainie po Euromajdanie” gdzie pisze: Paradoksalnie jednak, pora na rozmowę o poszanowaniu praw człowieka na Ukrainie osiem miesięcy po Euromajdanie – jest wyjątkowo dobra. Pomimo bowiem cenzorskich zapędów „Gazety Wyborczej”, stacji telewizyjnych, czy samych zachodnich właścicieli stołecznego hotelu – na świecie poza Polską na jaw wychodzą kolejne fakty związane ze zbrodniami i naruszeniami podstawowych praw i wolności, dokonywanymi pod egidą władz kijowskich. [xxiv]

I na koniec cytat, którego przytoczenia nie można było sobie odmówić:

Pamiętajcie – KAŻDY LAJK TO JEDNA ROSYJSKA RAKIETA POSYŁAJĄCA TUZIN BANDEROWCÓW DO ATLANTYSTYCZNEGO PIEKŁA.[xxv]

Asocjacja: „Bądź patriotą – pilnuj swego nosa”

Strach przed wojną stanowi z pewnością silny komponent polskiej świadomości i dlatego wykorzystywany jest do zaszczepiania propagandowego mema. Wiąże się z silnym kompleksem (można by go nazwać kompleksem września 39) bycia osamotnionym i zdradzonym przez społeczność międzynarodową. Nie bez znaczenia jest fakt, ze obecnie w Polsce dyskutuje się sens   wielu, czynów zbrojnych, np. powstania warszawskiego i wyrażana jest też opinia o ich próżności i braku rozsądku. Ta wewnątrz polska dyskusja zakłócana jest interwencjami z zewnątrz.

Nie zawsze bezpośrednio trolling proputinowski odwołuje się do tego kompleksu emocji, łącząc się z typowym dla komunistycznej propagandy wątkiem „walki o pokój”.

Proukraińska postawa prezentowana jest jako nawoływanie do wojny, a sprawcami konfliktu mają być przede wszystkim sami Ukraińcy (faszyści, banderowcy) lub też Zachód (Amerykanie, NATO, Pentagon)

Bloger podpisujący się Marek Błaszkowski pisze na stronie Salonie24:

Źle to świadczy o Unii, że wspiera zamachowców. Ponadto wystawia Polskę na pierwszą linię frontu, a w razie czego na pewno nikt nam nie pomoże. Będziesz musiał Drogi Autorze sam wymachiwać szabelką, aby powstrzymać Putina. Warto też zauważyć, że armia ukraińska i przeróżni bojówkarze od Kołomojskiego i UPA dokonują regularnej masakry ludności cywilnej, z paleniem żywcem włącznie, jak to było w Odessie. Popieranie takich zbrodni to koszmar. 

Najważniejsza jest jednak konkluzja tego tekstu, która powtarza się w różnej formie w wielu miejscach: Polską racją stanu jest pilnowanie własnego nosa, nie popieranie różnych zamachowców, nie wpychanie się na pierwszą linię frontu walki z Rosją, nie popieranie ludobójstwa. [xxvi]

Wojna ma być narzędziem przede wszystkim Zachodu, który nigdy nie liczy się z polskimi interesami. Dla antysemickiego demagoga Grzegorza Brauna wojna jest dziełem Żydów. Żydzi wspomagają Amerykanów, którym potrzeba utrzymania wpływów w Europie Środkowej. W tym źródło konfliktu na Ukrainie. Polskie niedojrzałe elity polityczne nie umieją się trzymać z boku, bowiem polskim nawykiem jest, że „należy pociągnąć za sznurek, aby usłyszeć dąbrowskiego mazurek” [xxvii]

To „pilnowanie własnego nosa” ma jednak w dalszej konsekwencji przybrać całkiem konkretny kształt. O ile w punkcie wyjścia chodzić ma   nie drażnienie Rosji, trzeba mieć z nią (niezależnie co ona czyni) unormowane stosunki [xxviii], to w konsekwencji trzeba stanąć po jej stronie.

Strona „Obozu Wielkiej Polski” www.owp.org.pl głosi: „Mamy już wojey”   publikuje mapę Noworosji z hasłem „Historia, Pokój i Prawda”. Nie może to dziwić, bowiem jednym z głównych działaczy tej pasożytującej na historycznej nazwie z okresu II RP organizacji jest Bartosz Bekier, jeden z najaktywniejszych putinowskich działaczy w Polsce.

Asocjacja:„pogarda dla państwa i kwestionowanie >systemu<”

Następny zespół treści, do których dołączają się toksyczne memy i treści rosyjskiej propagandy, to kwestionowanie systemu politycznego w Polsce, poniżające opinie o Polsce i polskości oraz odwoływanie się do wszelkiego typu społecznego niezadowolenia, kształtowanie przekonanie o bezsilności państwa. Należy w tym miejscu podkreślić, że większość wątków, jakie wykorzystuje w tej sferze trolling obecne były w polskim dyskursie już w latach 90-tych: krytyka Okrągłego Stołu, rozczarowanie reformami gospodarczymi, przejęcie władzy. Granica między uzasadnionym i mogącym być zrozumiałym wyrazem niezadowolenia społecznego, a wykorzystującymi to wrogimi działaniami propagandowymi, jest trudna do ustalenia.

Takie działania dezawuujące polską państwowość i życie polityczne, gdzie dołączają się treści zgodne z propagandą Kremla, znaleźć można na takich stronach jak np. http://oburzeni.pl/ , „Dziennik gajowego Maruchy” http://marucha.wordpress.com/, http://www.usopal.pl/ (gdzie znajdują się wprost odwołania do stron rosyjskich, działającego na youtubie Max Kolonko[xxix] (jednocześnie komentatora SUPER TV). Dla Kolonko „sytuacja na Ukrainie prowadzi do rewizji polskich granic; polscy politycy wspierając Ukraińców prowadzą mesjanistyczną politykę zapominając o polskich grobach (Kolonko TV utrzymuje się z reklam polskich firm, które się u niego publikują)[xxx]

Asocjacja „nie bądź rusofobem”

Wątków, do których dołącza się w polskim Internecie propagandowy i toksyczny mem jest więcej i trudno o pełny ich katalog. Jest zresztą najpewniej zbędny, bowiem chodzi przede wszystkim o zrozumienie mechanizmów, a nie detaliczne opisywanie zjawiska. O jeszcze jednym wątku należy jednak koniecznie wspomnieć. Związany jest on ze szczególnym rodzajem szantażu moralnego, jakim jest próba stwierdzenia, że wszelka krytyka dzisiejszej Rosji jest wynikiem antyrosyjskiej obsesji.

Na demonstracji popierającej Putina pod ambasadą rosyjską. padają następujące słowa jej organizatora i agitatora: Dość szczucia nas Rosja, dobrze się stało, że Krym przyłączył się do Rosji, niech Obama i Merkel nie wtrącają się do spraw Słowian, polskie media nie odzwierciedlają polskiej opinii publicznej [xxxi]

O ile wypowiedz ta jest w oczywisty sposób skrajna, to w innych miejscach teza o antyrosyjskiej fobii jest wyrażana ostrożniej, a propagandowy mem dołącza się internetowego środowiska, gdzie troska o to, by krytyka obecnych władz Kremla nie zamieniła się w antyrosyjską ksenofobię jest autentyczna. Istotą tego zabiegu jest próba identyfikacji Putina z rosyjskością i obecnej polityki Kremla z postępową polityką rosyjską.

Putinowska polityka wpływu w Polsce

Działanie w Internecie, jakim jest trolling, nie wyczerpuje działań na rzecz budowania w Polsce rosyjskiej polityki wpływu. Wystarczy przypomnieć o czasopismach takich jak „Gazeta Warszawska” „Myśl Polska”, stacjach radiowych czy oddziaływaniu telewizji „Russia Today”, wreszcie oficjalnych portalach takich jak „Sputnik”.

Zarazem nie można zapominać, że działania w świecie wirtualnym Internetu mają prowadzić do konkretnych skutków w świecie realnym.

Takie właśnie realne, a nie wirtualne wydarzenia to dla przykładu głosowanie czterech europosłów z Polski przeciw umowie stowarzyszeniowej z Ukrainą. To, że zanikająca prawie partia Korwina-Mikkego mogła wejść do europarlamentu jest m.in. wynikiem silnego jej wsparcia przez strony skrajnie nacjonalistyczne, gdzie putinowski trolling był wszechobecny.[xxxii] Janusz Korwin-Mikke, przynależąc do sceny politycznej i tym samym zapewniając swoja obecność właśnie dzięki m. innymi Internetowi, odgrywa znaczącą rolę w popieraniu kremlowskiej propagandy. Korwin-Mikke, podtrzymując swoją obecność publiczną skandalizującymi wypowiedziami, w ostatnim okresie opowiada się otwarcie i agresywnie po stronie Putina.

W obecnie toczonej prezydenckiej i parlamentarnej kampanii wyborczej putinowski Internet głosi hasło głosowania na małe wybrane partie. Promuje myśl, ze główny nurt polskiego życia politycznego od PiS poprzez PO do SLD jest całkowicie skorumpowany i skompromitowany.

Organizowane są antyukraińskie demonstracje uliczne przed ambasadą Ukrainy https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk lub konsulatem ukraińskim w Lublinie jak i przed ambasadą rosyjską popierająca Rosję. [xxxiii]

Do działań w świecie realnym należą próby penetracji środowisk paramilitarnych[xxxiv] np. zapraszanie na „treningi” do Rosji członków sportowych stowarzyszeń strzeleckich.

Widoczne są zamiary przeobrażenia przez putinowska propagandę „marszu niepodległości” w polski majdan (a raczej antypolski) przy wykorzystaniu penetracji części środowisk „narodowych” .

Widoczna jest również obecność polskich obywateli wśród rosyjskich jednostek terrorystycznych w Donbasie. Są to osoby   takie jak Dawid Hudziec, który walczy w Donbasie, czy Dariusz Lemański, który walczy w siłach „Noworosji”.

Obecność w Internecie i działanie w sieciach społecznościowych często uzupełnia się. W realnym życiu zaobserwować można te same osoby, które napotyka się w Internecie, choć tam, będąc anonimowe, były często mniej widoczne.. Dla przykładu warto wymienić niektóre z nich.

Być może najsilniej obecnym w życiu publicznym, jako zwolennik proputinowskiej orientacji jest Mateusz Piskorski, tym bardziej od czasu, gdy został jednym z czołowych organizatorów partii „Zmiana”. Piskorski związany z „Polskim Towarzystwem Geopolitycznym” występuje jako polski politolog i międzynarodowy obserwator w „misjach” na anektowanym przez Moskwę Krymie. Kilkakrotnie wyjeżdżał do Syrii wspierając reżim Assada. Partia „Zmiana” postuluje całkowitą zmianę systemu politycznego w Polsce oraz wystąpienie Polski z NATO.

Adam Wielomski przynależy do najbardziej prorosyjskiego odłamu „narodowców”. Jest też twórcą kanapowego „Kongresu Zachowawczo-Monarchistycznego” oraz również kanapowego, ale o większym nieco zasięgu OWP – Obozu Wielkiej Polski. Adam Wielomski to także współpracownik pisemek „narodowych”, np. „Myśl Polska” oraz „Najwyższy Czas” Korwina-Mikkego i Konserwatyzm.pl. Bliski Korwinowi- Mikkemu, uchodził za szarą eminencję KNP. Jest on też autorem dwóch wiernopoddańczych listów do ambasadora Moskwy i Putina oraz paszkwilanckich tekstów o polskiej państwowości.

Innym aktywistą proputinowskiego Internetu jest Ronald Lasecki, członek redakcji portalu http://konserwatyzm.pl/, xportal.pl/ oraz innych proputinowskich portali. Ma wyraźną ambicję bycia ideologiem środowiska, będąc po wpływem skrajnej rosyjskiej prawicy. Można wymienić też inne postacie z proputinowskiego środowiska, jak Adam Danek czy Bartosz Bekier, otwarcie współpracujący nie tylko z rosyjskimi mediami, ale także mediami terrorystycznej Noworosji[xxxv] czy tez Konrad Rękas, który otwarcie występuje w „Voice of Russia” z oskarżeniami pod adresem polskiego życia politycznego.   W przeszłości działacz tzw. „prawicy narodowej”, następnie Samoobrony, obecnie członek Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Przykład tego aktywisty jest istotnym dowodem na wielowątkowość działalności różnych postaci na rzecz kremlowskiej polityki wpływu.

Jest oczywiście zastanawiające, że polscy obywatele mogą stać się propagatorami propagandy jawnie i otwarcie wrogiej Polsce.   Jaki jest profil polityczny i psychologiczny osobowości tych osób? Jaki z kolei jest profil łatwowiernego odbiorcy rozsiewanych przez nich proputinowskich treści, szczególnie gdy konflikt na Wschodzie zaostrza się, a pogróżki wobec Polski, płynące z Kremla są coraz lepiej słyszalne? Każdy kraj posiada swój folklor polityczny, polityczne skrajności i marginesy (w Wielkiej Brytanii nazywa się to „lunatic fringe”) i z takim zjawiskiem mamy w pewnym stopniu do czynienia w Polsce. Nie sposób jednak pominąć faktu możliwych bezpośrednich powiązań takiego marginesu z działalnością agenturalną wrogiej dziś Polsce potędze, jaką jest putinowska Rosja. Są przykłady osób, aktywnych w Internecie, którym postawiono już zarzuty prokuratorskie o działalność agenturalną na rzecz obcego państwa.

Kultura polityczna a wojna informacyjna

Użytek propagandowy czyniony z Internetu osądzić należy w szerszym kontekście kulturowym i cywilizacyjnym.

Wykorzystanie Internetu i sieci społecznościowych w celach polityczno-propagandowych w dużym stopniu zaskoczyło demokratyczny Zachód. Oczywiście widziano możliwości, jakie stwarza Internet dla prowadzenia kampanii wyborczej, czego nowatorskim przykładem była pierwsza kampania wyborcza prezydenta Obamy. Zrozumieli to również polscy politycy, chętnie używający twittera. Zwrócono uwagę na znaczenie Internetu podczas wiosny arabskiej, wyciągając z tego pochopnie optymistyczny wniosek, że w świecie sms-ów i twittera żadna dyktatura nie zdoła się utrzymać [xxxvi]. Można też dodać, że sam euromajdan i rewolucja godności wiele zawdzięcza Internetowi, zaczynając od tego, że zaczęła się od wezwania przez FB Mustafa Nayyem, by zjawić na Placu Wolności.

Jeszcze przed kilku laty w dyskusjach dotyczących Internetu panował całkowity optymizm. Internet miał być nowym narzędziem demokracji i sprzyjać demokratyzacji tam, gdzie jej brakowało. Jedynymi oponentami tego poglądu   byli ci, którzy widzieli w powszechnym usieciowieniu możliwość totalitarnej kontroli. a zagrożeniem dla sieci mieli być jedynie hackerzy (zjawisko skądinąd kulturowo skomplikowane) lub quasi monopolistyczna pozycja takich kompanii jak Google lub Facebook.

Pierwszym, którzy zauważył i opisał w pogłębiony sposób zagrożenie, jakim może być Internet, jako narzędzie propagandy skierowanej przez zachodnim demokracjim, był Evgeni Morozov. Już przed paroma laty opisał on zabiegi rosyjskie w tym względzie i fascynację Putina tym nowym środkiem komunikacji oraz fakt pozyskania przez niego względów całej grupy młody rosyjskich blogerów. Nie przypadkowo Morozov jest Białorusinem, który z doświadczeń własnego kraju wie dużo o sowieckiej czy postsowieckiej propagandzie.[xxxvii]

Kreml umiał połączyć dawniejsze elementy wojny psychologicznej z nowymi możliwościami, jakie daje Internet. Pierwszego eksperymentu specjaliści z Kremla dokonali na własnym społeczeństwie. Materiałem propagandowym, jakim się posłużono, były w sporej części poglądy Dugina, które oddają istotę wielu komplikacji schorzałej rosyjskiej tożsamości i zalecają neoimperialną kurację. Druga operacja propagandowa dotyczyła aneksji Krymu i miała już odniesienia międzynarodowe.

Wypróbowaną receptę postanowiono stosować dalej w polityce zewnętrznej. Kremlowscy fachowcy od internetowej propagandy od początki zakładali, że trolling w każdym kraju ma być inaczej ukształtowany.

Można wprawdzie powiedzieć, że tak jak Dugin ze swoimi schizofrenicznymi teoriami nie rozumie Rosji, ale jest niewątpliwie medium bolączek „duszy rosyjskiej”, tak też w każdym kraju istnieje potrzeba znalezienia takiego medium. Znajduje się ono zwykle na marginesie społeczeństwa, niczym obłąkany, który ujawnia bezładnie wszelkie niedyskrecje społeczności, w której przyszło mu żyć.

Medium propagandy kremlowskiej stał się więc w Polsce swoisty marginesowy folklor polityczny. Nie jest koniecznym w wielu wypadkach szukanie agenturalnych korzeni, aby objaśnić proputinowskie postawy. Niektóre marginesy opinii publicznej lub poszczególne kręgi były do tego gotowe niezależnie od tego, czy miały one związki z rosyjska stroną. Każdy, kto jest neopoganinem, z większym od przeciętnego prawdopodobieństwem przyjmuje treści rosyjskiego panslawizmu. Kto jest monarchistą, ten bardziej będzie wypatrywał jakiejś alternatywnej wobec demokracji wizji przyszłości. Kto ma negatywną i wysoce negatywną   wobec systemu w którym żyje postawę, , ten łatwiej podejmie jego radykalna krytykę, nie zważając za kim ją powtarza. Kto wierzy, że Zachód może Polskę tylko zdradzić, przyjmie, że w konflikt z Rosją nie należy się włączać. Kto nienawidzi Niemców, łatwiej zaakceptuje Rosję. Kto jest antysemitą uwierzy, że Ukrainą rządzą Żydzi

Polski folklor polityczny, który tworzą takie przykładowe postacie jak pseudoliberał Janusa Korwin-Mikke, antysemita Michalkiewicz, pseudohistoryk Waldemar Łysiak[xxxviii] czy felietonista Waldemar Ziemkiewicz, sprzyja penetracji trollingu. Dodać można do tego również przedstawicieli środowiska akademickiego,   takich jak dla przykładu Bronisław Łagowski[xxxix] ,   Andrzej Romanowski [xl]   ganiących rzekomo powszechną i irracjonalną rusofobię Polaków, a nawet jak Anna Raźna pisząca wiernopoddańczy list do Putina. Byłoby uproszczeniem i brakiem rozsądku dopatrywanie się w takich zachowaniach pospiesznie wpływu kremlowskiej agentury. Teorie spiskowe są na ogół najmniej przydatne do lepszego zrozumienia życia politycznego a nawet politycznego folkloru. Tworzy to jednak atmosferę, w której troll może zabrać głos i wcale nie będzie za trolla uchodził, oraz nie będzie jako troll rozpoznany.

Zarazem można dowodzić, że penetracji trollingu sprzyjały i sprzyjają też fronty wielu publicznych dyskusji i jej bardzo silna polaryzacja.

Wizja rzekomego „salonu III RP” – ulubiony chwyt retoryczny prawicowej publicystyki – pozwalała każdemu głupkowi przedstawiać się jako niedopuszczonego do debaty publicznej. Czarna legenda „okrągłego stołu” i „Magdalenki” sprzyja kwestionowaniu wartości państwa polskiego i ułatwia mówienie o jego upadku. Z kolei prezentowanie polskiej prawicy jako wyłącznie nieodpowiedzialnych „świrów” i zagrożenia dla demokracji, sprzyja negatywnym stereotypom, że taka właśnie jest Polska – nacjonalistyczna, ciemna i nierozumiejąca demokracji. [xli]

Właściwie większość treści rosyjskiego trollingu daje się już odnaleźć w emocjonalnych sporach dwóch obozów PiS przeciw PO i PO przeciw PiS. Przecież „pisiorypa” to dla „platformersów” – jeśli dopuscić się pewnych uproszczeń – „endecy” (chociaż Kaczyński jest raczej Piłsudczykiem), ksenofoby, skłonni do antysemityzmu, nacjonaliści ekscytujący się Żołnierzami Wyklętymi itd. A „platfusy” dla „pisiorów” to „ekipa z magdalenki”, „szwindel okrągłostołowy”, propaganda kultury gejowskiej itd. Polska wedle „platformersów” nieustannie zagrożona jest dojściem do władzy „świrów” z PiS-u, a jednocześnie wedle „pisiorów” Polska jest katastrofą spowodowaną przez niezlustorowanych zwolenników WSI.

Polskie media jedynie wzmacniają te podziały. „TV Republika” ma być pisowski, a TVN „platformerski”, Gazeta Wyborcza „platformerska” a dziennik Rzeczpospolita PiSowski. Media odtwarzają podział partyjny, a nawet w pewien sposób go zastępują, bowiem to one bardziej niż sami politycy są producentami idei.

Ten chaotyczny często i pełnego emocji ton publicznych debat ułatwia propagandowe manipulacje z zewnątrz.

Umożliwia to też próby budowania nowych frontów, które sprzyjałyby dezintegracji polskiego społeczeństwa. I takie próby są podejmowane. Po jednej stronie, w ramach masowej interwencji w polski Internet, ma być PO-PiS a po drugiej prorosyjska alternatywa. PO-PiS popiera Ukraińców, jest w związku z powyższym ksenofobicznie antyrosyjski, i popycha kraj do wojny. Po drugiej stronie mają być ci, którzy obiecują „zmianę” i odrzucenie starego „systemu”. Obiecują ją tym wszystkim, którym było i jest równie źle przy rządach PO jak i PiS, bo to ta sama klika („i Tusk Żyd i Kaczyński Żyd”). Potrzebna jest więc radykalna zmiana. Głosił jej potrzebę już PiS, ale nie potrafił tego zrobić. Teraz zrobimy to my, którzy rozumiemy, że wojna z Rosją jest niepotrzebna, że Banderę i „rzeź wołyńską” trzeba pamiętać.

Wydaje się, że w latach dziewięćdziesiątych rosyjska polityka wpływu szukała przede wszystkim kontaktów w środowiskach postkomunistycznych. Nie należy też zapominać, że był to okres jelcynowski, okres, w którym przynajmniej część rosyjskich elity politycznych czyniła próby zbliżenia do Zachodu.

Z czasem widoczne jest zainteresowanie rosyjskich służb Samoobroną. Gdy formacja ta upada zainteresowania przesuwają się ku „Nowej Prawicy” i środowiskom nacjonalistycznym, ocenianych jako łatwe do manipulacji. Jest to zresztą zgodne z działaniami propagandowymi w innych krajach Unii Europejskiej, w których skrajna prawica cieszy się poparciem Kremla.

Organizowana obecnie partia „Zmiana”, grupująca jednoznacznie promoskiewskich aktywistów, jest wyrazem jeszcze innej tendencji rosyjskiej propagandy – jej eklektyzmu. Analizując biografie czołowych działaczy i publicystykę tego środowiska można odnaleźć w niej szeroką paletę idei od neopogaństwa i panslawizmu, poprzez pokrętne nawiązania do polskiego nacjonalizmu, aż po prl-owskie sentymenty i lewackie hasło, wszystko to przyprawione pseudointelektualnym bełkotem wziętym od Dugina. Ukraiński historyk Ihor Hrycak nazwał tego typu pseudoideową mieszankę ironicznie „postkomunistycznym postmodernizmem”. Wykpiwanie tego zjawiska czy wykazywanie irracjonalności jest nie tylko bezcelowe i jest też jego niezrozumieniem. Pozornie chaotyczna forma, ma jasny i czytelny cel. Ta mieszanka sprzecznych haseł i sloganów ma dezintegrować myślenie polityczne i przyczyniać się do ogólnej dezorientacji.

Z tych uwag wyciągnąć można istotny, choć trudny do przełożenia na konkretne i praktyczne działania wniosek, że im niższa kultura polityczna i czym gorsza jakość mediów, tym łatwiej o zarażenie danej społeczności politycznej propagandowym „toksycznym memem”. [xlii]

Społeczne reakcje na trolling i proputinowską propagandę

Przekonaniu o zagrożeniu, jako stanowi propagandowa aktywność w Internecie, przeciwstawić można dwa argumenty.

Po pierwsze Internet jest zbyt wielki, aby można nim dowolnie manipulować. Socjologia Internetu mówi w tym wypadku o tzw „efekcie tłumu” (crowd effect).

Po drugie wzmożona aktywność w Internecie wywołuje też wzmożoną kontr aktywność. W rezultacie rozkład poglądów danej społeczności nie odbiega od rozkładu poglądów, jakie posiada dana społeczność niezależnie od owych zewnętrznych działań. Opisując to zjawisko niektórzy socjologowie mówią o „zbiorowej mądrości” (crowd wisdom), choć raczej należałoby mówić, o „uśrednionym statystycznie rozsądku”.

Patrząc na spontaniczne organizowanie się poprzez Internet środowiska poparcia dla Ukrainy i grup monitorujących kłamstwa putinowskiej propagandy, takich jak np. „Rosyjska V kolumna”, „Polacy Solidarni z Ukrainą”, „Pomagaj Ukrainie” i wielu innych, można by dojść do przekonania, że „efekt tłumu” działa wystarczająco silnie. Polskie środowisko internetowe zauważyło manipulatorskie działania rosyjskiej propagandy i z narastającą intensywnością zaczęło na nie reagować.

Przeciw nadmiernemu optymizmowi należy jednak skierować kilka bardzo istotnych zastrzeżeń.

Celem rosyjskiej propagandy nie jest poddanie wpływowi całego czy nawet większości polskiego społeczeństwa. Jest to zresztą nader mało prawdopodobne, aby społeczeństwo tak bardzo historycznie obarczone doświadczeniem stosunków z Rosją stało się szerzej prorosyjskie. Działania Kremla mają natomiast na celu wytworzenie odpowiednich nisz społecznych, którymi można manipulować. Rosyjska propaganda ma też szanse oddziaływania na wybrane środowiska młodzieżowe. Ostatecznie chodzi nie o to, by kogoś nawet przekonać, ale by wzbudzić poczucie niepewności i zamieszania. Takie cząstkowe „sukcesy” propaganda Kremla z pomocą Internetu może odnosić. Wobec tego, że kremlowski trolling jest zinstytucjonalizowany i silnie dofinansowany, społeczne i spontaniczne przeciwdziałanie może się okazać nie dość skuteczne.

W państwach zachodnich podejmuje się już przeciwdziałania wspierane przez państwo, także mnożą się apele, aby takie działania podejmować. Takie decyzje powinny być podejmowane również w Polsce.

Rekomendacje

  1. „Wojna informacyjna” stanowi zagrożenie równoległe do zagrożenia militarnego i wymaga odpowiedniej reakcji władz państwowych i rządu.
  2. Znacznemu poszerzeniu powinna ulec definicja cyberbezpieczeństwa, jaką posługują się odpowiedzialne za nie instytucje i agendy rządowe. Obok kwestii zagrożenia atakami hackerskimi, winno ono obejmować kwestie wrogich działań propagandowych w Internecie.
  3. Konieczne jest uświadomienie opinii publicznej zjawiska jakim jest polityczny trolling i informowanie o związanych z tym zagrożeniach.
  4. Systematyczne badanie treści propagandy Kremla istotne jest dla oceny jego intencji politycznych. Dlatego „wojna psychologiczna” powinna stać się istotną częścią badań ośrodków analitycznych.
  5. Rozpoznawanie socjologicznych i psychologicznych procesów, jakie związane są z aktywnością w Internecie jest niezbędne dla skutecznych działań przeciw „wojnie informacyjnej” Kremla. Konieczna jest w tej sprawie współpraca międzynarodowa.
  6. Niezbędna jest identyfikacja tych środowisk, które są producentami toksycznych memów. Są to środowiska potencjalnej proputinowskiej działalności politycznej, a nie tylko wirtualnej w przypadku poszerzania się rosyjskiej agresji.
  7. Organy ścigania, prokuratura i sądy powinny zwracać uwagę na nowy typ zagrożeń i przestępczości, jakiego narzędziem jest Internet.
  8. Potrzebne są pilne nowe regulacje prawne dotyczące aktywności w Internecie. W szczególności anonimowość nie może, zwłaszcza w przypadku oszczerstw, mobbingu i gróźb karalnych, chronić przed odpowiedzialnością za słowo.
  9. Przeciwdziałanie „wojnie informacyjnej” wymaga nowatorskich metod pracy odpowiednio przygotowanych wielodyscyplinarnych zespołów. Ich członkami powinni być m. innymi informatycy, socjolodzy i psychologowie społeczni, a także historycy.
  10. Zadaniem agend bezpieczeństwa winno być ustalanie, jaki jest związek polityki wpływu prowadzonej przez Internet z tradycyjną agenturą i sposobem pozyskiwania głównych siewców toksycznych memów.
  11. Iluzją jest, że można nic nie robić. „Zbiorowa mądrość” wyrażająca się Internecie „efektem tłumu” [crowd efect] czyli zasadą, że Internet jako zjawisko masowe, będzie zawsze wyrażał to, co społeczność sieci sobą reprezentuje na zasadzie statystycznego rozkładu i dlatego nader trudno jest Internet zmanipulować, może okazać się myląca.

 

 

 

 

[i]Joanna Darczewska, Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej. Operacja Krymska – studium przypadku, Warszawa 2014. S.12. Autorka w wysoce kompetentny a zarazem przejrzysty sposób dokonuje przeglądu rosyjskojęzycznej literatury a także opisuje praktyczne agresywne działania, jakie władze rosyjskie podejmują w sieci.

[ii]http://wszystkoconajwazniejsze.pl/klaus-bachmann-igor-lyubaszenko-czy-rosyjska-kampania-propagandowa-w-internecie-jest-skuteczna/

[iii]Jako przykład takiej postawy wymienić można: Yohai Benkler, Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynek i wolność. Warszawa 2008. Patrz; recenzja tej pracy https://kazwoy.wordpress.com/rozmaitosci/czy-internet-wesprze-liberalna-demokracje/

[iv]Jednym z pierwszych, który zwrócił uwagę na działania rosyjskie w internecie jest amerykańsko-białoruski teoretyk Evgeny Morozov w jego książce The Net Delusion. How not to liberate the World z roku 2011.

[v]Należy jednak po pierwsze zwrócić uwagę, że współczesna Rosja nie dysponuje ideologią podobną do dawnej ideologii komunistycznej i po drugie, że otwarte kłamstwo (zaprzeczaniu oczywistym w tym sensie powszechnie uznanym faktom) jest całkowicie jawnym, publicznym działaniem władz moskiewskich. Jak zobaczymy dalej, ma to bardziej funkcję psychologiczną (ma raczej przestraszyć i przekonać o nieustępliwości strony atakującej) niż perswazyjną (przekonać do własnego stanowiska) „wojny informacyjnej” prowadzonej przeciw własnemu społeczeństwu, które nie tyle ma podlegać indoktrynacji, co ma być zmanipulowane.

 

[vi]Troll i od tego słowa pochodzący trolling to pojęcia, jakie pojawiły się najpierw w potocznym użyciu internautów. Wobec szalenie szybko rozwijającego się interaktywnego ze swojej natury Internetu (co najbardziej widoczne jest w upowszechnieniu się sieci społecznościowych) wiele słów-pojęć opisujących ten typ aktywności ludzkiej jest wytworem społecznego i spontanicznego procesu, a nie pojęciami urobionymi przez naukowe opracowania. Uzasadnione jest jednak, aby odwoływały się one w swoich bardziej pogłębionych analizach do pojęć potocznych i już intuicyjnie powszechnie zrozumiałych. Dodać można wiele nowych pojęć związanych z używaniem Internetu, takich jak „Sharing,” „friending,” „liking,” „following,” „trending,” and „favoriting”. Patrz m.in Dijck Jose van The Culture of Connectivity : A Critical History of Social Media, UK 2013

[vii]Literatura poświęcona Internetowi jest już obszerna. Jednak większość autorów, zwłaszcza dążących do szerszych uogólnień i syntez, stwierdza daleko idący brak odpowiednio pogłębionej analizy. Patrz dla przykładu: Fuchs Christian, Social Media : A Critical Introduction, UK 2013.

[viii]Używam tu terminu „mem hybrydalny” przez analogię z terminem „wojna hybrydalna”. Ponieważ rozsyłanie memów jest powszechną praktyką całego Internetu potrzebny jest szczególny termin.

[ix]Evgeny Morozov, The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom Morozov Evgeny: To Save Everything, Click Here : Technology, Solutionism, and the Urge to Fix Problems That Don’t Exist, UK 2014

[x]Wasil Kostickyj szef centralnej Komisji ds.etyki życia publicznego     uważą że celem wojny informacyjnej prowadzonej przez Kreml wobec Ukrainy jest m.in. rozbicie tożsamości Ukraińskiej, http://www.radiosvoboda.org/content/article/26600158.html Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na pozornie odległe o kwestii poruszonych przez Kostikova uwagi McChesney, Robert W, Digital Disconnect : How Capitalism is Turning the Internet Against Democracy, UK 2013. Autor ten zauważa jak dalece Internet zaczyna służyć reklamie i komeracjalizuje się, przestając służyc a nawet zagrażając demokracji.

[xi]Brooke, Heather, The Revolution Will be Digitised : Dispatches from the Information War, UK 2012

[xii]Przywołam tu jako przykład dyskusję jaką toczyła się na FB, gdy jeden ze znajomych o zdecydowanie antyrosyjskich i antykomunistycznych przekonaniach zaczął publikować linki do zdecydowanie prokremlowskich materiałów bez żadnego dodatkowego komentarza. Gdy zwrócono mu na to uwagę, że robi z siebie „trolla” odpowiedział, że przecież robi to dla żartu, bowiem i tak „wszyscy wiedzą o co chodzi”. Problem w tym, że nie wszyscy gotowi byli traktować edytowane materiały jako ośmieszające ich autorów i interpretować je w taki sposób jak internauta będący powodem tej dyskusji.

[xiii]Zjawisko jest już opisywane w licznej literaturze patrz m.in. Howard Gardner and Katie Davis, The App Generation. How Todays’s Youth Navigate Identity, Intimacy and Imagination in a Digital World. Kwestia kształtowania się tożsamości w Internecie stanowi już dzisiaj przedmiot licznych studiów. Niestety literatura ta nie jest w Polsce bliżej znana.

[xiv]Jakub Korejba, Trolle Putina straszą w sieci, http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,130330,16869831,Trolle_Putina_strasza_w_sieci.html

[xv]Wielu autorów wskazuje, ze intensywne użytkowanie Internetu wpływa i kształtuje osobowość jej użytkowników, jak pisze jeden z autorów „ zmienia nas jako ludzi”,. Patrz:Lanier Jaron, You are Not a Gadget : A Manifesto. Zwraca się też uwagę, że Internet stwarza sztuczne, oderwane od realiow wyobrażenie o świecie. W zależności od cech i skłonności psychicznych jednostki może ona przebywać? w dużym stopniu wirtualnym świecie. Patrz m.in: Loving Gert, Networks without a Cause : A Critique of Social Media UK 21/02/2012.

[xvi]Fakt, że od kilkunastu miesięcy fora internetowe kilku ogólnopolskich portali są bombardowane masową ilością prorosyjskich postów jest bezsporny. Fakt używania oprogramowania jest też bezdyskusyjny, o czym świadczą m.in. szybkość publikacji postów na forach oraz ich ilość. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, z kim mamy do czynienia. Przy tak niskim „progu wejścia” w skuteczne „szeptanie”, może to być zarówno mała grupa polityczna działająca na ternie kraju, jak i doskonale zorganizowana grupa działająca na zewnątrz.

Najważniejszym pytanie dotyczy celu tego typu działań – czy służą tylko dezinformacji użytkowników forów czy też maja wpływać na tonowanie i kierunkowanie opinii?

http://niwserwis.pl/artykuly/informacyjna-czwarta-wojna-swiatowa.html

http://niwserwis.pl/artykuly/forum-internetowe-forum-propagandy-czy-forum-publicuma.html

 

[xvii]http://rebelya.pl/forum/watek/75453/

[xviii]Samobrona Patriotyczna to m.in. Bohdan Poręba, Eugeniusz Sendecki, Zbigniew Witaszek, Anita Edyta, Zabroś Zdzisław Jankowski poseł IV kadencji (samoobrona)http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Witaszek mnożenie nazw (Polska Patriotyczna, Samoobrona Odrodzenie, Samoobrona Ruch Społeczny)

Intersujący jest portal http://narodowikonserwatysci.pl/

 

 

[xix]Chodzi zarówno o stowarzyszenie o ten nazwie jak i portal http://suwerennosc.blogspot.com/ . Kieruje nim Jerzy Rachowski. Sławomir Andrzej Zakrzewski Ruch suwerenności narodu polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 Eugeniusz Sendecki ,ruch-suwerennosc-narodu-polskiego http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/tag/80003 ,ruch-suwerenność-narodu-polskiego     flagi Noworosji Bandera Stop

 

[xx]http://www.konserwatyzm.pl/ Środowisko to jest również wydawcą książek drukowanych. Ciekawą pozycję stanowi: Engelgard Jan, Meller Arkadiusz, Wielomski Adam, Stefan Bandera w Kijowie. Kulisy rewolucji na Ukrainie, Warszawa 2014. Wydawnictwo Capital

[xxi]http://narodowikonserwatysci.pl/2014/06/27/wojna-nato-z-rosja-a-polityka-polska/

[xxii]http://opolczykpl.wordpress.com/ propaguje iedeologię słowiańsko-neopogańską, a więc i antychrześcijański i jest zarazem otwracie proputiniwski

[xxiii]http://wmeritum.pl/ukraina-parlament-zalegalizuje-oun-upa/http://www.krs-online.com.pl/fundacja-miedzynarodowy-instytut-nowych-krs-817242.html (Martynov Aleksei, Mateusz Piskorski, Jacek Cezary Kamiński)
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/09/przestancie-popierac-ukraine/
https://www.facebook.com/PRLbezcenzury?fref=photo (społeczność 11 tys) wyraźnie spreparowany na Donbasie film o p.Szpakowskim separatyści
http://www.nacjonalista.pl/2014/07/09/wolyn-43-pamietamy/

 

[xxiv]http://prawica.net/39503

[xxv]https://www.facebook.com/adam.wielomski.3 wpis anonimowego internauty Katon Najmłodszy dostęp 2014-09-12. Strona FB tego anonimowego internauty jest typowym przykładem prokremlowskiego i proputinowskiego trollingu.

[xxvi]http://marekblaszkowski.salon24.pl/comments/

[xxvii]https://www.youtube.com/watch?v=fCZuPqdCd5I

[xxviii]Np.: Dawid Łasut http://polish.ruvr.ru/2014_09_02/Wielu-Polakow-zyczy-sobie-unormowania-relacji-z-Rosja-9824/

[xxix]https://www.youtube.com/user/Media2000Corp

[xxx]https://www.youtube.com/watch?v=tnA2fEhqq-I&list=TLmqy0naOAB-FdM0LVToIRZTr6dNVm7n8H

[xxxi]https://www.youtube.com/watch?v=8UScaMsr2Uk

[xxxii]http://polish.ruvr.ru/news/2014_09_07/Korwin-Mikke-Polska-powinna-uznac-aneksje-Krymu-2928 /

[xxxiii]Organizatorem tych demonstracji jest Sławomir Andrzej Zakrzewski.

[xxxiv]http://www.psww.com.pl/

[xxxv]Bartosz Bekier o sytuacji w Ukrainie I Noworosji http://xportal.pl/?p=16661

[xxxvi]Castell Manuel, Networks of Outrage and Hope : Social Movements in the Internet Age, UK 2012, Shirky Clay, Here Comes Everybody : How Change Happens When People Come Together. UK 2009,. Na możliwości Internetu w dziedzinie oddziaływania politycznego zwrócono uwagę w okresie arabskiej wiosny, Wywołało to entuzjazm wśród części ekspertów od sieci. Tym bardziej że już wcześniej dostrzegano możliwości społecznego oddziaływania poprzez Internet, jako „alternative politics”, Occupy movement i inne nowe formy prostetu Patrz: Ghonim Wael Revolution 2.0, UK 2012, Hands Joss@ is for Activism : Dissent, Resistance and Rebellion in a Digital Culture, UK 2010, Gerbaudo Paulo, Tweets and the Streets : Social Media and Contemporary Activism, UK 2012

Van Dijk, Jan A.G.M, The Network Society, UK 2012

[xxxvii]Evgeny Morozov (2012), The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom

[xxxviii]artykuł „Przestańcie popierać Ukrainę”,

[xxxix]http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/prof-bronislaw-lagowski-rusofobia-to-jest-obecnie-ideologia-panstwowa/51vhw

[xl]http://wyborcza.pl/1,75968,16529003,Polska__Rus_i_racja_stanu.html

[xli]http://www.economist.com/news/europe/21646756-europe-belatedly-waking-up-russias-information-warfare-aux-armes-journalistes

 

 

[xlii]Taylor Astra, The People’s Platform : Taking Back Power and Culture in the Digital Age UK 2014 autorka analizuje upadek poważnego dziennikarstwa, które nazywa churnalism. Zjawisko, na które ten raport wskazuje w Polsce, ma szerszy charakter i obserwowane jest również, gdzie indziej.

35 thoughts on “Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina. Raport Akademii Krzyżowa

  1. Raport Akademii Krzyżowa dostarcza czytelnikowi wiedzę na temat tego, jak bardzo władza jest w stanie manipulować ludźmi poprzez środki masowego przekazu. W tym przypadku mowa o internecie.
    Ze zjawiskiem propagandy w rosyjskim internecie stykam się prawie codziennie, ponieważ na bieżąco śledzę wszelakiego rodzaju informacje dotyczące polityki, ekonomii na rosyjskich portalach internetowych. Warto zaznaczyć, że demonizacja, wyolbrzymienie niektórych informacji nie dotyczy tylko Ukrainy – w aktualnym położeniu dotyczy także Turcji, Stanów Zjednoczonych. Generalnie, negatywna propaganda skupia się wokół państw nie kooperujących z Federacją Rosyjską i sprzeciwiających się jej.
    Chciałabym także nawiązać do środowiska internetowego Aleksandra Dugina, miałam także okazje śledzić portale prowadzone przez niego. W Raporcie mowa jest o tym, jak silnie oddziałuje w/w zjawisko na rosyjską opinię publiczną. Obserwując swoje środowisko dostrzegam, że coraz więcej osób pod wpływem takich stron staje się bardziej stronniczych. Często, bardzo bezkrytycznie.
    Zgadzam się także z tym, że memy bardzo mocno wpływają na opinię publiczną oraz bardzo potrafią kształtować odbiór w społeczeństwie jakiejś osoby czy partii politycznej. Częste jest także przekonanie o słabości Zachodu i Unii Europejskiej. Osoby które podtrzymują takie stanowisko, bardzo często nawołują do walki z obecnym systemem, większą współpracą z państwami totalitarnymi czy autorytarnymi. Postulują także o wprowadzenie podobnych zasad rządzenia w swoich państwach.
    Obserwując rosyjski internet widać, że największą popularnością cieszą się portale peryferyjne.
    Jak należy reagować w takich sytuacjach?
    Otóż uważam, że trzeba najpierw zacząć przede wszystkim od siebie, czyli poszerzać swoją wiedzę historyczną, ekonomiczną i politologiczną aby móc swobodnie selekcjonować które informacje są prawdziwe a które są zmanipulowane.
    Uważam również, że przy konfrontacji z daną informacją człowiek powinien porównywać – nie opierać się na jednej stronie internetowej a korzystać z kilku.
    Należy także komentować nadużycia w sieci opierając się na faktach przede wszystkim.
    I na samym końcu uświadamiać. Swoją rodzinę, przyjaciół i znajomych.

  2. Raport Akademii „Krzyżowa” jest dla mnie potwierdzeniem tego co internauci z kręgów podobnych do WikiLeaks mówili parę lat wcześniej. Raport ten jest opisem, że szeroko rozumiany „Zachód” powoli zaczyna rozumieć intencje dzisiejszego prezydenta Rosji, Władimira Putina, którego cele w sferach administracyjnych oraz polityki zagranicznej nie zmieniły się od początku jego rządów.
    Moim zdaniem, Rosja już przestała się „bawić” w ukrywanie swoich intencji w wojnie informacyjnej. Konflikt ten wszedł w otwarty bój o podświadomość człowieka. W obecnych czasach internet to potężne narzędzie propagandowe, co można zobaczyć nawet na naszym „podwórku” internetowym, gdzie ludzie na portalach typu kwejk.pl zamieszczają obrazki, które pokazują pewne sytuacje w żartobliwy sposób. Jednakże niektórzy ludzie nie odbierają takich obrazków jako niewinny żart ale jak bardzo ciężką obrazę.
    W marcu 2000, kiedy wybrano Władimira Putina jako prezydenta kraju, wielu badaczy Rosji oraz mediów publicznych uznało ten dzień za dzień śmierci rzetelnych mediów w Rosji. Putin zaczął swoją kadencję od podporządkowania sobie niezależnych, rosyjskich telewizji. Przez działania Kremla, największa niezależna telewizja Rosji, jaką była NTV została zniszczona, cały majątek tej telewizji został przejęty przez Gazprom, który jest spółką państwową, więc największa niezależna telewizja została przejęta przez Państwo Rosyjskie.
    Federacja Rosyjska charakteryzuje się, że wydaję dużą ilość środków na inwigilacje własnego społeczeństwa. Podstawą reakcji służb na antyrządowe opinie i działania jest wyjątkowo rozbudowany system, którego celem jest „profilaktyczna kontrola”, która jest tak naprawdę szeroko zakrojoną akcją inwigilacyjną. I w dodatku ta „kontrola” jest oficjalna, władze rosyjskie się z tą inwigilacją nie kryją.
    Można powiedzieć że Rosja walczy wojną informacyjną z innymi państwami, ale przede wszystkim ze sobą. Władza rosyjska wie, że bez ciągłej obserwacji ruchu sieci nie daliby rady utrzymać swoich stanowisk przez tak długi czas.
    Wojna informacyjna to dosyć nowy twór, co zgadzam się z autorami i Rosja stała się niejako „prekursorem” tak szeroko zakrojonej wojny. Widać to nawet na naszych portalach informacyjnych. Widać to w każdym poście dot. Rosji, w sekcji komentarzy. Wtedy pojawia się festiwal komentarzy chwalących Rosję oraz prezydenta i przekonują , że „złe” narody Europy, a w szczególności Europy Zachodniej, chcą oczernić wizerunek Rosi oraz prezydenta. Nawet zdarzają się komentarze, które mówią, że Europa zazdrości Rosji takiego dobrego prezydenta.
    Podsumowując, wojna informacyjna jest to twór nowy, ale niezwykle niebezpieczny. Jak powiedział Josef Goebbels, „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. I w przypadku takiej wojny się to zgadza.. Specjalni ludzie, a nawet specjalistyczne firmy są wynajmowane do propagowania różnych treści, które nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą, ale odpowiednio częste i systematyczne powtarzanie takich haseł powoduje coraz większą ufność do takich informacji. Jednak, moim zdaniem, istnieje solucja do takich spraw. Jest to wprowadzanie nauki w szkołach oraz kampanie społeczne, które zaczną uświadamiać, że nie wszystko w sieci jest prawdą. Według moich spostrzeżeń, społeczeństwo, w szczególności to starsze, nie jest za bardzo doinformowane.Wystarczy im niesprawdzona strona internetowa, by zaczęli wierzyć w to przesłanie. Wystarczy im strona, która jawnie posiada cechy albo ultra-lewicowe bądź prawicowe.
    Najważniejszą cechą dzisiejszego internetu jest rozwaga. Dzięki rozwadze i dokładnej analizie tekstów zamieszczanych w internecie, które są zamieszczane przez portale internetowe, człowiek da radę wywnioskować swoje spostrzeżenia na dany temat. Wystarczy tylko pomyśleć krytycznie.

  3. Raport Akademii Krzyżowa to dla mnie nowe, świeższe spojrzenie na otaczającą nasz rzeczywistość. Nie będzie przesadzonym stwierdzenie, że ta rzeczywistość dzieje się w coraz większym stopniu w sieci – jest wirtualna, ale to nie znaczy, że jest nieprawdziwa. Oczywiście brakuje jej pewnych aspektów realności. Nie możemy na ten przykład jednoznacznie określić autora treści, którą internet nam dostarcza, a więc posługujemy się awatarem, który autor ten stworzył lub jego nickiem. W tym sensie cała antropologia języka, jako medium umożliwiającego komunikację pomiędzy jednostkami, powinna teraz skupić się na zdefiniowaniu tych nowych narzędzi komunikacji i badać je. Oczywiście takie badania i prace są dostępne, jednak wydaje mi się, że jest to pole zagospodarowane jedynie przez dyskurs akademicki, co mnie wprawia w zdenerwowanie, gdyż chciałbym, aby taka wiedza była jak najszerzej popularyzowana. Pozwoliłoby to społeczeństwom bardziej refleksyjnie podchodzić do informacji, które znajdują w sieci i analizować je z dystansem. To jednak jest sprawa na inną wypowiedź.

    Jak już wspomniałem ten raport budzi bardzo wiele skojarzeń do działania polityki z naszego podwórka. Zacznę od bardzo ostatnich wydarzeń, a mianowicie od wyborów prezydenckich oraz parlamentarnych w Polsce. Przypominają mi się głośne nagłówki w stylu „Komorowski przegrał w internecie”, czy „PIS dotarł do młodych w sieci”. Fakt, internet jest jednym z tych pól bitew, na których Platforma, a wcześniej Bronisław Komorowski wybory przegrali, ale o wiele ciekawsze wydaje się zaangażowanie zwycięzców. Zastanawiam się, czy może twórcy kampanii Andrzeja Dudy i PISu zdawali sobie sprawę z tego, o czym powyższy raport mówi…? Najwidoczniej tak, skoro wykorzystali internet do zdobycia władzy.

    Idąc dalej tropem dzisiejszej polityki i sposobu komunikowania się partii politycznych, zwłaszcza nowopowstałych, można odnieść wrażenie, że zdecydowanie znają zasady posługiwania się intrnetem jako narzędziem politycznym. Mam na myśli partię .Nowoczesna i Razem. Obie partie w bardzo sprawny sposób posługują się memami do rozpowszechniania swoich poglądów. Wiedzą także, że obraz w takim przekazie jest bardzo ważny, a tekst powinien być krótki i spójny. Wystarczy przejrzeć profile facebookowe tych partii i zobaczyć ile ludzi lajkuje, komentuje, a przede wszystkim udostępnia dalej ich polityczne memy. Liczby mówią same za siebie.

    Inne zjawiska, które zauważyłem w sieci to między innymi wysyp stron o nacjonalistycznym charakterze na facebooku, takich jak np. Stop islamizacji. Redaktorzy tego fanpage udostępniają filmy czy obrazki, opatrując je niebywale wymyślnymi opisami, które w sposób jednoznaczny zakłamują rzeczywistość. Jedno z ich posunięć zapadło mi w pamięć szczególnie. Trenuje sztuki walki i na moim faceeboku często czytam informacje, których dostarczają mi strony sztukom walki poświęcone (bardzo często są to filmy). Kilka miesięcy temu pojawił się tam film, w którym pewien trener samoobrony podczas spaceru w parku rozprawia się z atakującymi go oraz jego narzeczoną mężczyznami. Film był oczywiście reżyserowany i jednoznacznie widać, że trener nie zadaje ciosów mężczyznom, a oni w aktorski sposób padają na ziemię pokonani. Była to swego rodzaju scenka rodzajowa pt. Jak poradzić sobie podczas ataku oprawców. Niefortunnie jednak aktorzy grający oprawców byli czarnoskórzy, a trener biały. To sprawiło że kilka tygodni temu mój znajomy o poglądach zdecydowanie prawicowych udostępnił ten sam film, ale za pośrednictwem strony „Stop islamizacji Europy” z podpisem: czarnoskórzy imigranci ze wschodu panoszą się w Europie i atakują spacerujących ludzi, ale na szczęście trafili na kogoś, kto pokazał im, że powinni gryźć asfalt (przytaczam z pamięci). Był to dla mnie naprawdę duży szok, że tak jasny sposób można manipulować informacją. Polubiłem stronę Stop islamizacji od razu i zacząłem czytać komentarze pod tym filmem. Okazało się, że wielu ludzi zauważyło nieprawdziwość tej walki, to że była ona reżyserowana. Mówili o tym, że bezsensowne wykorzystywanie takiego filmu do straszenia uchodźcami sprawia, że narodowcy są postrzegani jako bezrefleksyjne osiłki. To było dla mnie dość krzepiące, ale niestety około połowa komentarzy składała się z haseł „dobrze czarnuchom”, „do piachu z nimi”. To uświadomiło mi, że nieważna jest ta część refleksyjnych odbiorców takiej treści, ale ta, która „łyknęła przynętę” i powieliła tę informacje. Dalszy ciąg wielu podobnych treści jest dobrze opisany w powyższym raporcie.

    Autorowi chciałbym podziękować i za tę pracę. Udostępniłem ją, by więcej moich znajomych mogło mieć do niej dostęp i filtrować treści internetowe z większą refleksją.

  4. Łukasz S. ( nr 371458 ) - OGUN: Internet, media społecznościowe i polityka globalna ( 2015Z) pisze:

    Raport Akademii Europejskiej Krzyżowa uzmysłowił mi w jaki sposób internet może zostać wykorzystany przede wszystkim jako broń służąca do dezinformacji obywatela. W dzisiejszych czasach, kiedy człowiek ma łatwy dostęp do środków masowego przekazu takich jak telewizja, gazety, czy właśnie internet, łatwo może stać się celem takiego ataku. Jest to przedstawione na przykładzie trolling’u w polskiej sieci. Przykład takiej dezinformacji możemy zaobserwować w przypadku fałszywych profilów internetowych organizacji KOD, czyli Komitetu Obrony Demokracji. Powołując się na artykuł pani Bianki Mikołajewskiej opublikowany na portalu wyborcza.pl, dn. 18 grudnia 2015 r. pt. „Trolle z proputinowskiej partii podszywają się pod KOD i usiłują go skompromitować. PiS to podchwytuje”, czytamy o możliwym działaniu polskiej, proputinowskiej, nie zarejestrowanej (jeszcze), partii Zmiana, która podejrzewana jest o strwożenie fikcyjnego profilu Komitetu na znanym portalu społecznościowym „Facebook”. Na tym profilu wstawiane są informacje kompromitujące Komitet. Założycielem i jednym z administratorów „fake’owego” KOD’u jest Łukasz Gajewski, członek zarządu krajowego partii Zmiana, natomiast drugim z administratorów jest Tomasz Jankowski, sekretarz zarządu krajowego partii Zmiana i za razem jej rzecznik. Utworzyli oni ten profil, ponieważ w przeszłości próbowali działać w „prawdziwym” KODzie. Jednak dopuścili się próby złamania regulaminu, czyli: nie zajmowanie się promowaniem lub zwalczaniem partii politycznych. Takie działania to przykładowy akt trolling’u. Za naruszenie regulaminu zostali wyrzuceni z organizacji KOD. Przypomnijmy, KOD jest ruchem, który sprzeciwia się działaniom obecnej partii rządzącej PiS, dlatego też każde „potknięcie” jest wychwytywane i podawane do opinii publicznej. KOD’owi przyprawiane są różne formy Gombrowiczowej „gęby” na przykład, że: „jest opłacany przez polityków partii opozycyjnych”, czy też „chce siłą obalić obecny rząd np. poprzez zamordowanie Jarosława Kaczyńskiego”. Tworzenie tzw. fake’owego profilu pozwala na wprowadzenie opinii publicznej w błąd, która powołując się na to źródło, może zwrócić się przeciwko prawdziwym osobom, prowadzącym profil rzeczywisty i może zostać to wykorzystane przez ich przeciwników. Nie wiem, czy możliwe jest dokładne eliminowanie tego typu zagrożeń, gdyż nie wszystkie mogą zostać wykryte i usunięte. Facebook w celu eliminacji takich przypadków weryfikuje konta i profile realne różnych znanych osób, różnych organizacji, oznaczając je niebieskim kółeczkiem z białym znakiem wyboru. Jednak konta fikcyjne wciąż istnieją i za każdym razem, kiedy są usuwane, to przysłowiowej hydrze odcinamy jedną głowę, a na jej miejscu wyrastają następne.

  5. Całkowicie zgadzam się z treścią i przesłaniem Raportu Akademia Krzyżowa zatytułowanego „Internet i wojna informacyjna prezydenta Putina”. XXI wiek przyniósł nam wiele innowacji w dziedzinie technologii informacyjnej oraz, jak pozwolę sobie to nazwać, technologii społecznej (fora społecznościowe, także strony o charakterze rozrywkowym). Rozwój i upowszechnienie Internetu, poza ułatwieniem i urozmaiceniem naszych codziennych czynności, zaczyna stanowić coraz większe zagrożenie zarówno dla osób indywidualnych, jak i dla wszystkich społeczności globalnych. Od początku 2014 roku i przeprowadzonej przez Rosję aneksji Krymu, stajemy się świadkami stale rozwijającej się i zyskującej coraz więcej sympatyków, manipulacji technologicznej (wojna informacyjna). Nawiązując do rozdziału „Asocjacja-radykalna krytyka Zachodu”, chciałabym podać przykład jednego z najciekawszych, przygotowanych wręcz na miarę amerykańskiego filmu, wideo propagandowego. Nosi on tytuł „я Pусский оккупант” i w szybkim czasie zyskał ponad 8 500 000 odsłon. Gloryfikuje on potęgę i „dobroć” narodu rosyjskiego przy jednoczesnej krytyce niepoprawnego i wypaczonego obrazu Zachodu. Demokrację zachodnią twórcy uważają za zgniłą, zaś wolność, za dwulicową. Patrząc na liczbę odtworzeń zarówno oryginalnej, rosyjskiej wersji, jak i wideo przetłumaczonego na inne języki, widzimy, jaką popularnością zaczynają cieszyć się treści propagandowe. Możemy tutaj przejść do drugiego problemu, jakim jest kwestia wolności słowa w sieci oraz bezpieczeństwa na stronach typu Facebook lub Twitter. Młodzież, której wartości polityczne nie zostały w pełni ukształtowane, stają się bardziej podatni na manipulację. Idealny przykład stanowią dwie nastoletnie Austriaczki, które po etapie indoktrynacji ( a właściwie procesu prania mózgu), postanowiły wstąpić w szeregi samozwańczego Państwa Islamskiego. Udostępnianie filmików oraz jakichkolwiek treści propagandowej, powinny być wykrywane i usuwane zaś osoby zamieszczające je, surowo i przykładnie karane. Z drugiej jednak strony, Facebook coraz częściej interesuje się tego typu problemami i strony powiązane z propagowaniem złych zachowań są od razu banowane. Zdecydowanie jednak problemem, z którym trudno jest walczyć, jest kwestia memów, obrazków o charakterze prześmiewczym. Każdego dnia Internet jest nimi wręcz zasypywany, a na pozór niewinne żarty, mogą wyrządzić ogromne szkody. Udostępniane w niewyobrażalnym tempie, bardzo szybko docierają do wszystkich grup społecznych. Widziałam niezliczone ilości memów, których treść narusza zarówno zasady dobrego smaku, jak i jakiekolwiek zasady moralne. W jednym z ostatnich rozdziałów, jest mowa o sytuacji politycznej Polski, krytykowanej coraz częściej na arenie międzynarodowej. W swoim czasie sieć zalała fala memów, krytykujących, a wręcz i wyśmiewających, nasz kraj. Myślę, że nie da się walczyć z takimi zachowaniami. Obecna sytuacja w naszym kraju nie pomaga w zaprzestaniu tego typu działań. Począwszy od zwycięstwa PISu w wyborach prezydenckich, poprzez wybory parlamentarne oraz trudne do realizacji programy wyborcze, Polska narażona jest na takie zachowania. Memy, które powstają tłumaczone są na inne języki, z Polski przenoszą się do innych krajów europejskich, azjatyckich, a także i amerykańskich. W takiej sytuacji propaganda rosyjska posiada solidną bazę do funkcjonowania i zdobywania coraz większej rzeczy „niewolników”. Moim zdaniem wojna informacyjna nie zniknie, lecz stanie się jeszcze bardziej brutalna i skuteczna. Należy kształcić młodych ludzi, aby byli w stanie przeciwstawiać się wirtualnej (czyżby jedynie wirtualnej?) prowokacji, kontrolować treści internetowe oraz starać się jak najczęściej ukazywać zakłamanie i prawdziwą naturę państwa rosyjskiego. Serdecznie pozdrawiam

  6. Raport Akademii Krzyżowej na temat wojny informacyjnej Kremla szczerze mnie zaintrygował. Jako osoba na ogół stroniąca od polityki ale też wystrzegająca się radykalnych ocen w tej materii do tej pory uważałam się raczej za osobę próbującą obiektywnie i rozważnie oceniać rzeczywistość, szczególnie tę wirtualną. Czytając ten raport uświadomiłam sobie jednak jak bardzo byłam naiwna twierdząc, że działania propagandowe (z których istnienia zawsze zdawałam sobie sprawę) mnie nie dotyczą i na mnie nie działają. Zdałam sobie sprawę z tego jak wielkiej machiny manipulacyjnej stawałam się ofiarą. Niebezpieczeństwo polega na tym, że większość ludzi, podobnie jak ja wcześniej ocenia się jako bardziej niezależnych i odpornych na manipulację niż inni. Taka postawa tym bardziej utrudnia realną ocenę tego, czy coś jest ‘zainfekowane’ toksyczną informacją czy nie.
    Duże wrażenie zrobiło na mnie zjawisko trollingu i rozsiewania toksycznych memów. Miliony osób udostępniają na swoich facebook-owych wallach polityczne memy, czasem prześmiewcze, innym razem bardziej poważne jednak wydawałoby się, że to dość niegroźne działania i nikt nie bierze tego ‘na serio’. A już na pewno nikt dzieląc się tymi obrazkami nie podejrzewa, że przyczynia się do szerzenia proputinowskiej propagandy i staje się narzędziem w rękach realnego agresora. Tymczasem siła oddziaływania takich zabiegów jest nie do przecenienia. Analizując swoje zachowanie po lekturze tekstu przypomniałam sobie, że sama wielokrotnie widząc taki mem (choć nie potrafię teraz przytoczyć konkretnych przykładów) udostępniony przez znajomego miałam poczucie jakiegoś wewnętrznego dysonansu, coś się we mnie buntowało, bo ewidentnie przekaz obalał moje dotychczasowe mniemanie. A więc zamiar agresora-manipulanta został osiągnięty. Ziarno wątpliwości zostało zasiane. A to – jak też wskazuje raport- pierwszy krok w stronę zwątpienia w wyznawane przez siebie przekonania. Mechanizm zatrudniania ludzi, którzy posługując się fałszywymi kontami pod fałszywymi tożsamościami rozprzestrzeniają kłamliwe i oszczercze komentarze jest wprost zatrważający. Skala działania social mediów jest przeogromna, pojawia się więc realne zagrożenie, z którym nie łatwo się zmierzyć. Gdyż wróg jest anonimowy i rozproszony, a jego działania bardzo zawoalowane.
    Podobnie jak koledzy dostrzegam pilną potrzebę edukacji, szczególnie najmłodszych grup społeczeństwa w zakresie świadomego korzystania z Internetu. Śmiem twierdzić , ze duża część społeczeństwa przekonana o utopijnym, wspaniałym charakterze tego środka, które przecież daje spektrum możliwości i wydaję się być niejako orężem wolności słowa w czasach stronniczych i poprawnych politycznie mediów, nie ma w ogóle świadomości bycia poddawanym takim propagandowym zagraniom. Chłoniemy to co przeczytamy bezkrytycznie i dajemy się złapać w pułapki myślowe.
    Rządy krajów zachodnich powinny przygotować strategię walki z tego typu praktykami, gdyż nie w mniejszym stopniu niż widzialne działania rosyjskiego imperializmu zagrażają państwowości i suwerenności zachodnich państw podburzając społeczeństwo. Problem powinien być nagłośniony, a dyskusja na ten temat podjęta w mediach tak by społeczeństwo, szczególnie mniej wykształcone masy wiedziały z jakimi zjawiskami mają do czynienia i jak się przed nimi skutecznie bronić.
    Myślę, że zjawisko wojny informacyjnej i wykorzystywania potężnego narzędzia jakim jest Internet do realizacji celów politycznych jest jednym z największych problemów z jakimi przyszło się spotkać globalnemu społeczeństwu. Dziś wojna nie zbiera żniw w ofiarach śmiertelnych i zniszczeniach. Ma inne, znacznie trudniej dostrzegalne oblicze, zajmuje nasze umysły i ‘po cichu’ nami steruje, tak byśmy ostatecznie bez walki, sami i z własnej woli poddali się wrogowi. Nie dajmy sobą manipulować i reagujmy, nie pozwólmy, żeby ktoś za nas decydował i czynił z nas polityczne marionetki.

  7. Ewelina Kaszuba (OGUN Internet, media społecznościowe i polityka globalna) pisze:

    Raport Akademii Krzyżowej na temat wojny informacyjnej Kremla szczerze mnie zaintrygował. Jako osoba na ogół stroniąca od polityki ale też wystrzegająca się radykalnych ocen w tej materii do tej pory uważałam się raczej za osobę próbującą obiektywnie i rozważnie oceniać rzeczywistość, szczególnie tę wirtualną. Czytając ten raport uświadomiłam sobie jednak jak bardzo byłam naiwna twierdząc, że działania propagandowe (z których istnienia zawsze zdawałam sobie sprawę) mnie nie dotyczą i na mnie nie działają. Zdałam sobie sprawę z tego jak wielkiej machiny manipulacyjnej stawałam się ofiarą. Niebezpieczeństwo polega na tym, że większość ludzi, podobnie jak ja wcześniej ocenia się jako bardziej niezależnych i odpornych na manipulację niż inni. Taka postawa tym bardziej utrudnia realną ocenę tego, czy coś jest ‘zainfekowane’ toksyczną informacją czy nie.
    Duże wrażenie zrobiło na mnie zjawisko trollingu i rozsiewania toksycznych memów. Miliony osób udostępniają na swoich facebook-owych wallach polityczne memy, czasem prześmiewcze, innym razem bardziej poważne jednak wydawałoby się, że to dość niegroźne działania i nikt nie bierze tego ‘na serio’. A już na pewno nikt dzieląc się tymi obrazkami nie podejrzewa, że przyczynia się do szerzenia proputinowskiej propagandy i staje się narzędziem w rękach realnego agresora. Tymczasem siła oddziaływania takich zabiegów jest nie do przecenienia. Analizując swoje zachowanie po lekturze tekstu przypomniałam sobie, że sama wielokrotnie widząc taki mem (choć nie potrafię teraz przytoczyć konkretnych przykładów) udostępniony przez znajomego miałam poczucie jakiegoś wewnętrznego dysonansu, coś się we mnie buntowało, bo ewidentnie przekaz obalał moje dotychczasowe mniemanie. A więc zamiar agresora-manipulanta został osiągnięty. Ziarno wątpliwości zostało zasiane. A to – jak też wskazuje raport- pierwszy krok w stronę zwątpienia w wyznawane przez siebie przekonania. Mechanizm zatrudniania ludzi, którzy posługując się fałszywymi kontami pod fałszywymi tożsamościami rozprzestrzeniają kłamliwe i oszczercze komentarze jest wprost zatrważający. Skala działania social mediów jest przeogromna, pojawia się więc realne zagrożenie, z którym nie łatwo się zmierzyć. Gdyż wróg jest anonimowy i rozproszony, a jego działania bardzo zawoalowane.
    Podobnie jak koledzy dostrzegam pilną potrzebę edukacji, szczególnie najmłodszych grup społeczeństwa w zakresie świadomego korzystania z Internetu. Śmiem twierdzić , ze duża część społeczeństwa przekonana o utopijnym, wspaniałym charakterze tego środka, które przecież daje spektrum możliwości i wydaję się być niejako orężem wolności słowa w czasach stronniczych i poprawnych politycznie mediów, nie ma w ogóle świadomości bycia poddawanym takim propagandowym zagraniom. Chłoniemy to co przeczytamy bezkrytycznie i dajemy się złapać w pułapki myślowe.
    Rządy krajów zachodnich powinny przygotować strategię walki z tego typu praktykami, gdyż nie w mniejszym stopniu niż widzialne działania rosyjskiego imperializmu zagrażają państwowości i suwerenności zachodnich państw podburzając społeczeństwo. Problem powinien być nagłośniony, a dyskusja na ten temat podjęta w mediach tak by społeczeństwo, szczególnie mniej wykształcone masy wiedziały z jakimi zjawiskami mają do czynienia i jak się przed nimi skutecznie bronić.
    Myślę, że zjawisko wojny informacyjnej i wykorzystywania potężnego narzędzia jakim jest Internet do realizacji celów politycznych jest jednym z największych problemów z jakimi przyszło się spotkać globalnemu społeczeństwu. Dziś wojna nie zbiera żniw w ofiarach śmiertelnych i zniszczeniach. Ma inne, znacznie trudniej dostrzegalne oblicze, zajmuje nasze umysły i ‘po cichu’ nami steruje, tak byśmy ostatecznie bez walki, sami i z własnej woli poddali się wrogowi. Nie dajmy sobą manipulować i reagujmy, nie pozwólmy, żeby ktoś za nas decydował i czynił z nas polityczne marionetki.

  8. Ewelina Kaszuba (OGUN Internet, media społecznościowe i polityka globalna) pisze:

    Raport Akademii Krzyżowej na temat wojny informacyjnej Kremla szczerze mnie zaintrygował. Jako osoba na ogół stroniąca od polityki ale też wystrzegająca się radykalnych ocen w tej materii do tej pory uważałam się raczej za osobę próbującą obiektywnie i rozważnie oceniać rzeczywistość, szczególnie tę wirtualną. Czytając ten raport uświadomiłam sobie jednak jak bardzo byłam naiwna twierdząc, że działania propagandowe (z których istnienia zawsze zdawałam sobie sprawę) mnie nie dotyczą i na mnie nie działają. Zdałam sobie sprawę z tego jak wielkiej machiny manipulacyjnej stawałam się ofiarą. Niebezpieczeństwo polega na tym, że większość ludzi, podobnie jak ja wcześniej ocenia się jako bardziej niezależnych i odpornych na manipulację niż inni. Taka postawa tym bardziej utrudnia realną ocenę tego, czy coś jest ‘zainfekowane’ toksyczną informacją czy nie.
    Duże wrażenie zrobiło na mnie zjawisko trollingu i rozsiewania toksycznych memów. Miliony osób udostępniają na swoich facebook-owych wallach polityczne memy, czasem prześmiewcze, innym razem bardziej poważne jednak wydawałoby się, że to dość niegroźne działania i nikt nie bierze tego ‘na serio’. A już na pewno nikt dzieląc się tymi obrazkami nie podejrzewa, że przyczynia się do szerzenia proputinowskiej propagandy i staje się narzędziem w rękach realnego agresora. Tymczasem siła oddziaływania takich zabiegów jest nie do przecenienia. Analizując swoje zachowanie po lekturze tekstu przypomniałam sobie, że sama wielokrotnie widząc taki mem (choć nie potrafię teraz przytoczyć konkretnych przykładów) udostępniony przez znajomego miałam poczucie jakiegoś wewnętrznego dysonansu, coś się we mnie buntowało, bo ewidentnie przekaz obalał moje dotychczasowe mniemanie. A więc zamiar agresora-manipulanta został osiągnięty. Ziarno wątpliwości zostało zasiane. A to – jak też wskazuje raport- pierwszy krok w stronę zwątpienia w wyznawane przez siebie przekonania. Mechanizm zatrudniania ludzi, którzy posługując się fałszywymi kontami pod fałszywymi tożsamościami rozprzestrzeniają kłamliwe i oszczercze komentarze jest wprost zatrważający. Skala działania social mediów jest przeogromna, pojawia się więc realne zagrożenie, z którym nie łatwo się zmierzyć. Gdyż wróg jest anonimowy i rozproszony, a jego działania bardzo zawoalowane.
    Podobnie jak koledzy dostrzegam pilną potrzebę edukacji, szczególnie najmłodszych grup społeczeństwa w zakresie świadomego korzystania z Internetu. Śmiem twierdzić , ze duża część społeczeństwa przekonana o utopijnym, wspaniałym charakterze tego środka, które przecież daje spektrum możliwości i wydaję się być niejako orężem wolności słowa w czasach stronniczych i poprawnych politycznie mediów, nie ma w ogóle świadomości bycia poddawanym takim propagandowym zagraniom. Chłoniemy to co przeczytamy bezkrytycznie i dajemy się złapać w pułapki myślowe.
    Rządy krajów zachodnich powinny przygotować strategię walki z tego typu praktykami, gdyż nie w mniejszym stopniu niż widzialne działania rosyjskiego imperializmu zagrażają państwowości i suwerenności zachodnich państw podburzając społeczeństwo. Problem powinien być nagłośniony, a dyskusja na ten temat podjęta w mediach tak by społeczeństwo, szczególnie mniej wykształcone masy wiedziały z jakimi zjawiskami mają do czynienia i jak się przed nimi skutecznie bronić.
    Myślę, że zjawisko wojny informacyjnej i wykorzystywania potężnego narzędzia jakim jest Internet do realizacji celów politycznych jest jednym z największych problemów z jakimi przyszło się spotkać globalnemu społeczeństwu. Dziś wojna nie zbiera żniw w ofiarach śmiertelnych i zniszczeniach. Ma inne, znacznie trudniej dostrzegalne oblicze, zajmuje nasze umysły i ‘po cichu’ nami steruje, tak byśmy ostatecznie bez walki, sami i z własnej woli poddali się wrogowi. Nie dajmy sobą manipulować i reagujmy, nie pozwólmy, żeby ktoś za nas decydował i czynił z nas polityczne marionetki.

  9. Czytając raport Akademii Krzyżowa mocno zastanawiałam się, czy kiedykolwiek spotkałam się z propagandą rosyjską w internecie i nie przypominam sobie, abym się na nią natknęła osobiście. Na pewno wynika to z tego, że moja działalność w internecie ogranicza się do sprawdzania maili, słuchania muzyki i czatowania ze znajomymi na facebooku. Bardzo rzadko sięgam po treści udostępniane na różnych blogach czy innych stronach.
    Jednak nie wątpię w to, że propaganda Putina jest obecna w polskim Internecie. Jeszcze parę miesięcy temu często przy przeglądaniu aktualności na facebooku natrafiałam na artykuły o typowo antyrosyjskich nagłówkach, jednak nigdy się w nie nie zgłębiałam. Wszystkie były udostępniane przez tę samą osobę, więc szybko „spamer” został po prostu usunięty z grona moich facebook’owych znajomych. Jednakże jestem pewna, że pod tymi artykułami pojawiało się wiele prorosyjskich komentatorów, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś o przeciwnych poglądach. Śmiem nawet przypuszczać, że dominują one pod tego typu tekstami.
    Internet daje ogromne pole do manipulacji. Prowadzona w nim propaganda może być bardzo skuteczna. W największym zagrożeniu jest oczywiście młode pokolenie. Treści zamieszczane w Internecie mogą mieć ogromny wpływ na kształtowanie się poglądów nastolatków, szczególnie tych, którzy przechodzą okres buntu.
    Wpływ na młode osoby poza treścią czytaną w Internecie, ma też sposób pisania. Większość komentarzy, szczególnie tych odnoszące się do tematów związanych z polityką, zawiera w sobie tak zwany „hejt”. Po prostu obrażają one autora artykułu, przedmiot, osobę, pogląd, sytuację czy cokolwiek innego, co jest w nim opisane. Młodzi ludzie, czytając takie rzeczy, nieświadomie „przesiąkają” tym sposobem wyrażania niechęci do kogoś czy czegoś, co w przyszłości może rzutować na ich zachowania.
    Ostatnio głośny był waśnie temat „mowy nienawiści”. Jest ona obecna w wojnie informacyjnej. „Trolle” stosują ją w swoich komentarzach, na przykład tych odnoszących się do Stanów Zjednoczonych, czy tych o imigrantach. Ma ona na celu rozbudzenie nienawiści do pewnej osoby, grupy osób czy innego podmiotu. Przecież to właśnie w Internecie wykreowany został obraz uchodźcy – terrorysty, który chce narzucić całemu światu swoją religię i nawrócić wszystkich na islam w drodze świętej wojny.
    W ostatnim czasie coraz więcej ludzi starszych przekonuje się do nowych technologii i także próbuje swoich sił w sieci. Wydaje mi się, że oni także są mocno narażeni na wpływ innych użytkowników, ponieważ niektórzy nie do końca rozumieją, że nie wszystko, co jest napisane w Internecie, jest prawdą. Nie zdają sobie sprawy, że każdy może założyć własną stronę internetową i udostępniać na niej co tylko mu się podoba. Przez to w sprawach, które są im obce, zawierzają temu, co przeczytają w sieci, bez sprawdzania innych żródeł.
    Jeśli chodzi o wykorzystanie Internetu przed Rosję, to jest dobrym zagraniem z jej strony, niebezpiecznym dla wschodniej Europy, a w szczególności Ukrainy. Nawet jeśli tylko część ludzi uwierzy w przekłamane informacje szerzone w Internecie, to już prowadzi do poróżnienia i rozbicia społeczeństwa. Ponieważ jest to pewnego rodzaju nowość, cięzko jest przewidzieć jak silne będą konsekwencje.
    Wiele też słyszy się teraz o wojnie informacyjnej w mediach tradycyjnych, takich jak telewizja czy radio. Wydaje mi się, że właśnie dzięki nim w ogóle usłyszałam o specjalnie zatrudnianych „trollach”, których zadaniem jest po prostu wszechobecność w Internecie i rozpowszechnianie prorosyjskich poglądów. Bardzo dobrze, że ta sprawa jest nagłaśniana. Może dzięki temu więcej osób zacznie zwracać uwagę na to co czyta, będzie sięgało do większej ilości źródeł, aby dociekać prawdy.

  10. Moim zdaniem największym zagrożeniem, które niesie za sobą zrewolucjonizowana propaganda Putina w opisanej w raporcie „wojnie informacyjnej”, w której coraz większą uwagę przykłada się do faktu dołączenia Internetu do grona mediów, których przekaz jest ściśle kontrolowany przez Kreml, jest silny nacisk kładziony na media społecznościowe, w których większość odbiorców stanowią młodzi ludzie – ciągle uczęszczający do szkół i dopiero kreujących własne poglądy i osobowość. Uznaję to za najważniejszy i największy problem, z którym mierzą się najmłodsze pokolenia. Kreml zdaje sobie sprawę, iż młodzi ludzie bardzo poważnie podchodzą do wirtualnej rzeczywistości (cyberprzestrzeni) i ma świadomość tego, iż ma ona przełożenie na świat rzeczywisty, a poprzez odpowiednio stworzone „węzły sieci”, czyli miejsca powiązania portali, tworzy alternatywne narzędzie szerzenia agresji. Wiadome jest, iż powszechną metodą, w której chętnie uczestniczą młodzi ludzie jest trolling, choć przed przeczytaniem raportu Akademii Krzyżowa poprzez nazwę „trolling” rozumiałam odmienne rzeczy od przedstawionych, które kojarzyłam po prostu z antyspołecznym zachowaniem, takim jak zamierzone wpływanie na innych użytkowników w celu ich ośmieszania lub obrażania. „Trolling” opisany w raporcie jest znacznie bardziej niebezpieczny i rozumiany jako udostępnianie na masową skalę toksycznych memów, których celem jest zdezorganizowanie opinii publicznej i społeczeństwa wroga. Wpływ rosyjskich władz dotyka coraz bardziej państw zachodnich, w tym także Polski. Kilka miesięcy temu popularne stały się memy przedstawiające Putina jako przepełnionego heroizmem, niezniszczalnego, mogącego dokonać dosłownie wszystkiego. Przyznaję, że na samym początku nie widziałam w tym większego zagrożenia, jednak nie wzięłam pod uwagę faktu, iż na ludzi młodszych wyżej opisane przeze mnie memy mogą mieć zupełnie inny wpływ – moja postawa wobec polityki Rosji jest ukształtowana poprzez kilka lat śledzenia wiadomości i doniesień ze świata, lecz ludzie z młodszego pokolenia, którzy uczęszczają obecnie do szkół podstawowych, gimnazjalnych czy nawet licealnych mogą być narażeni na wpływ dezinformacji propagowanej właśnie za pomocą Internetu w mediach społecznościowych. Kremlowi nie chodzi tylko o sukces propagandowy, ponieważ „wojna hybrydowa” jest odpowiedzą na obecne zapotrzebowanie rosyjskich władz – szeroka, masowa i długotrwała propaganda skierowana do ludzi w każdym wieku oraz działania militarne, mające na celu zdobycie całkowitej władzy i wpływu nad ludźmi.
    Moim zdaniem najodpowiedniejszą odpowiedzią na tego typu działania propagandowe jest odpowiednia edukacja internetowa przekazywana dzieciom już od najmłodszych lat. Zgadzam się z twierdzeniem, iż ważnym tematem jest definicja „cyberbezpieczeństwa”, która powinna ulec poszerzeniu i dopracowaniu, biorąc pod uwagę coraz większe uzależnienie ludzi od Internetu. Pojęcie „toksycznych memów” powinno zostać rozpropagowane tak, aby ludzie zdawali sobie sprawę z zagrożenia, z którym bezpośrednio się stykają, tak aby stało się to wiedzą powszechnie znaną. Uważam, że dobrym posunięciem byłoby wprowadzenie kampanii społecznej na ten temat – memy są bardzo popularne wśród młodych ludzi, dlatego wydaje mi się, że dobrze przygotowana kampania w tej konwencji mogłaby osiągnąć zasięg viralowy. Dodatkowo ciekawym pomysłem byłoby stworzenie badań weryfikujących wiedzę młodych ludzi na temat niebezpieczeństw, które niesie za sobą obcowanie w Internecie. Powszechnie znane jest niebezpieczeństwo kontaktów z nieznajomymi, nawiązywanie znajomości przez Internet przez dzieci, ale nie słyszałam wcześniej o tym by ktoś poruszył temat szkodliwości toksycznych memów.

  11. Dzisiejsze technologie wyprzedzają się jeśli chodzi o coraz to liczniejsze udogodnienia. Rywalizują między sobą o jak największe uznanie odbiorców – szarych ludzi. Starają się, żeby ich urządzenia były jak najbardziej kompatybilne z naszym stylem życia, bo przecież na tym najbardziej zależy zabieganemu obywatelowi – aby wszystko czego potrzebuje miał pod ręką w każdej chwili. Powstają więc coraz to nowsze aplikacje, co raz praktyczniejsze urządzenia. Postępujący proces konwergencji otwiera niestety na oścież drzwi do różnego rodzaju nadużyć dla tych, którzy wszystkie nowinki rozpracowują do podstaw i potrafią je zaadaptować do swoich potrzeb, aby zmienić się z konsumenta biernego w konsumenta, który zgłębiwszy tajniki technologii, staje powyżej całej rzeszy i postanawia wykorzystać ich niewiedzę w celu osiągnięcia takiego czy innego efektu.
    Można tu wymieniać przeróżne instytucje, które wykorzystują nieuwagę aby przemycić to i owo do naszej świadomości. Przede wszystkim jednak chciałabym skupić się na działaniach propagandowych, które wydają mi się szczególnie ciekawe. Nie tak dawno po lekturze raportu Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina. Raport Akademii Krzyżowa poświęciłam parę chwil na rozważenie, w jakim stopniu sama uległam wpływom analizowanym przez pana Wóycickiego.
    Szczerze mówiąc ta tematyka bardzo mnie interesuje, więc raport nie oświecił mnie w sposób radykalny, nie otworzył mi drzwi do całkiem nieznanego świata propagandy i nie zadziwił mnie w ogromnym stopniu. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym była świadoma sytuacji na tyle, na ile bym chciała. Przyznaję, że na niektóre z omówionych technik, stosowanych przez zwolenników Rosji, nie zwracałam zbyt wielkiej uwagi, nie byłam świadoma, niektórych prorosyjskich zabiegów, czy też nie byłam świadoma w pełni. Posłużę się tu przykładem. Jakiś czas temu natknęłam się w kolorowej prasie na zdjęcie pana Putina, na którym prezentuje on imponującą budowę ciała, ubrany jest w wojskowe spodnie, dosiada konia. Podpis pod zdjęciem zwrócił moją uwagę, bowiem głosił, że rosyjski prezydent stał się ideałem mężczyzny, macho, silnym, zdecydowanym, atletycznie zbudowanym na wzór olimpijskich bogów. Zaśmiałam się wtedy pod nosem bo wydało mi się to dosyć niecodzienne, żeby głowa takiego imperium pozwalała, aby w prasie ukazywało się podobne zdjęcie. Zaszufladkowałam to jako próbę ocieplenia wizerunku prezydenta, który przecież budzi grozę w niejednym Polaku. Po przeczytaniu raportu, przypomniałam sobie o tym właśnie przykładzie. Jak ”uczłowieczono” kogoś, kto na co dzień przedstawiany jest jako nieprzystępny, nieobliczalny, groźny. Tyle tylko, że te uczłowieczenie nie ma na celu jedynie tego, aby prezydent był po prostu lepiej postrzegany. Wydaje mi się, że istotne jest, że w pamięci niejednej kobiety zakodowana jest gdzieś informacja ”prezydent Rosji, ideał mężczyzny”.
    Ten ciepły wizerunek z pewnością budowany jest w określonym celu. W świetle wydarzeń z ostatnich kilku miesięcy widać dokładnie jak wcześniejsze budowanie pozytywnego obrazu pana Putina jest dla niego teraz przydatne. Dziś stoimy w obliczu konfliktów religijnych, z którymi nie do końca wiadomo jak sobie poradzić. Nie wiadomo do kogo się zwrócić i jaką politykę przyjąć. Wystarczy podać informację, że prezydent Putin jest w stanie obronić swój kraj przed atakami terrorystycznymi, przed zamieszkami, że ma takie zaplecze techniczne, że wojna w zasadzie nie jest dla niego ogromną tragedią. Wtedy aktywuje się zakodowany obrazek ”Putin. Siła. Zaufanie.” i już w pewnej ilości głów kiełkuje myśl, że może jednak Rosjanin rzeczywiście mógłby oddalić od nas groźbę, która spędza sen z powiek. Przy odpowiednim podsycaniu tej kiełkującej myśli dojść może do sytuacji, w której ekspansjonizm rosyjski będzie widziany jako mniejsze zło, bowiem lepiej żyć w Rosji, która de facto nam Słowianom jest bliska, niż wciąż oglądać się za siebie wchodząc do metra.
    W tym świetle ciężko powiedzieć, że drobne wzmianki, w stylu tej przytoczonej wcześniej,
    nie mają większego znaczenia. I tu właśnie zauważam, jak wpłynęła na mnie lektura raportu. Mimo, że spodziewałam się czegoś bardziej sensacyjnego, doceniam jego rolę jako tego, który zwrócił mi uwagę na zbyt płytkie moje podejście do tematu.
    Rzadko mam okazję oglądać wiadomości w telewizji. Sytuację na świecie śledzę głównie poprzez internet, ale sieciowe wzmianki, które stawiają w dobrym świetle prezydenta Putina i jego politykę, traktuję o wiele poważniej i z większym rozmysłem kreuję własne poglądy.

  12. Agnieszka Leśniowska ( OGUN - Internet, media społecznościowe i polityka globalna ) pisze:

    Z dużą uwagą zapoznałam się z treścią artykułu Akademii Krzyżowa , który w uporządkowany sposób zwrócił uwagę na temat propagandy , trollingu oraz mocarstwowej polityki prowadzonej przez m in. naszego sąsiada jakim jest Rosja . W swojej wypowiedzi chciałabym poruszyć trzy aspekty:
    – odnieść się do treści cytowanego artykułu
    – potwierdzić moją obserwację z istnienia trollingu w sieci – Internet
    – wskazać racjonalną moim zdaniem postawę i zachowanie wobec zarówno treści będącymi zarówno toksycznymi memami, trollowaniem jak i każdą inną propagandową informacje z jaką stykamy się w codziennym życiu .
    Wojna informacyjna od dawna była kluczowym elementem masowego wywierania wpływu i kształtowania postaw społeczeństwa przeciwnika. Dotychczas metodami wojny informacyjnej jak również dezinformacji była plotka przekazywana w sposób ustny lub zafałszowana widomość medialna . W obecnych czasach mamy jednak dwa zjawiska :
    – atomizacja społeczeństwa – brak czasu lub możliwości do wymiany informacji pomiędzy ludźmi , rygor pracy w np. korporacji , ograniczona ilość wolnego czasu jak również spadek relacji i więzi personalnych pomiędzy ludźmi.
    – mnogość podstawowych kanałów komunikacyjnych jakimi jest radio i telewizja
    Chciałabym zwrócić uwagę, że oba te zjawiska powodują , że poprzez sprawne urządzenia mobilne coraz więcej relatywnie czasu spędzamy w Internecie, nie od ludzi czy telewizji ale z Internetu czerpiemy coraz większą wiedzę , informacje z internetu staja się dla nas materiałem do wyrabiania sobie opinii oraz świadomości społecznej czy historycznej . To tworzy dobre miejsce i pole do umieszczania zmanipulowanych informacji służące konkretnym celom , również celom dezinformacji i dezorganizacji społeczeństwa jako całego organizmu przez nieprzychylne nam proputinowskie agendy .
    Szczególnie mocne jest oddziaływanie fałszywych informacji , w formie toksycznych memów wówczas kiedy mamy obszar wojny , z ograniczonym dostępem niezależnych, głównie zachodnich dziennikarzy o uznanej reputacji . Pojawiają się wówczas informacje, relacje i filmy, głównie anonimowe będące przygotowaną wcześniej medialną narracją .
    Takim przykładem było np. zatonięcie sowieckiej łodzi podwodnej KURSK . Obiektem manipulacji było zarówno społeczeństwo rosyjskie jak i światowa opinia publiczna . Same okoliczności tragedii wręcz ułatwiały wprowadzenia do obiegu fałszywych informacji . Okręt zatonął na dużej głębokości , z trudnym dostępem , z ochroną obszaru przyległego do miejsca zatonięcia . Samo zatonięcie miało miejsce podczas tajnych ćwiczeń wojskowych , co w warunkach rosyjskich z definicji oznacza pełen monopol oficjalnej linii Kremla w zakresie tworzenia obowiązującej wersji . Wersje te ulegały modyfikacjom , cały czas będąc „uwiarygodniane „ przez informatorów , przecieki oraz fałszywe okoliczności związane z zdarzeniem.

    Artytuł definiuje kilka najbardziej wiodących asocjacji . W mojej ocenie najbardziej groźna z nich i chyba najbardziej w ostatnim okresie widoczna jest działanie wpływu proputinowskiej narracji w zakresie rozbudzania nacjonalizmu narodowego. Jest to widoczne w przekazie do własnego społeczeństwa , w tym kontekście stosowanie polityki mocarstwowej i agresywnej polityki wobec Osetii, Gruzji , Kaukazu czy Krymu lub Donbasu jest tego najlepszym przykładem . Promowanie nacjonalistycznych czy równolegle komunistycznych ( skrajnie lewicowych czy utopijnych ) ruchów i partii na zachodzie w postaci formacji np. francuskiego Frontu narodowego partii Marii Le Pen , polskich nacjonalistów , jest na rękę proputinowskiej strefie wpływu . Tworzenie napięć i wzajemnych roszczeń lub pretensji poszczególnych narodów wobec siebie , narracja powrotu do rozliczeń i wojennych odszkodowań jest zdecydowanie na rękę Moskwie i jej wojnie informacyjnej i propagandowej prowadzonej wobec zachodu .
    Patrząc na nasz polski ruch narodowy ja osobiście nie mogę zrozumieć jego wiodącego przesłania . Odwoływanie się do spuścizny Dmowskiego i endecji nijak się ma do aktywnej potrzeby demolowania naszych ulic i miast w dniu 11 listopada każdego roku . Jak się wydaje stylistyka narodowców ściśle nawiązuje do stylistyki niemieckich odłamów rewizjonistycznych jak i rosyjskich nacjonalistycznych ruchów . Wydaje się , że ruchy te są dobrze zorganizowane , dobrze finansowane i mają za cel wszczynanie narodowych burd . To w oczywisty sposób czyni groźną atmosferę emocji , skutecznie podsycane przez trollowanie forum komunikacji tych środowisk , ale również z przeniesieniem tego przesłania na portale informacyjne , gdzie każdy z nasz często zagląda .
    Czy rosyjskie trolle to tylko nasze przypuszczenie i hipoteza jaka pojawiła się w artykule Akademii Krzyżowa ?
    Bez wątpienia nie .
    Przykład relacja AP Krota dotarła do Ludmiły Sawczuk , 34 letniej dziennikarki która w Petersburskiej firmie Internet Research przez 12 godzin dziennie była zobowiązana umową do wysłania ok. 160 postów a więc co 8 minut celowy toksyczny mem z jej udziałem zasilał zasoby internetowego przekazu . Takich jak ona pracują tysiące , często są to młodzi ludzie , którzy za równowartość ok. 100 USD miesięcznie wykonują pracę , która z pozoru przypomina znaną nam pracę w call center , gdzie mamy komunikować się z ludźmi w zadanym przez pracodawcę celu . Według relacji AP z 2014 roku – już wówczas poszukiwani byli trole w Serbi, Syrii oraz innych krajach UE oraz anglojęzyczni , do trolowania również USA . Zespołowa praca troli ma za zadanie wpływać na kształt opinii społecznej , wywoływać niepokoje , zaniepokojenia lub fizyczne zgromadzenia i manifestacje w poszczególnych krajach . Raport Akademii Krzyżowa szczegółowo to opisuje
    Osobiście zdecydowanie często spotykam się z trollingiem w sieci . Dotyczy to zarówno spraw ważnych , politycznych , społecznych ,ale również często obyczajowych czy nawet drobnych . Szczególnie jest to nasilone w momentach ważnych dla kraju , podczas kampanii wyborczych, podczas których zarówno przeciwnicy polityczni jak i zewnętrzne trole próbują często skutecznie oddziaływać na nasze i nie tylko społeczeństwo.
    Działania takiego trollowania będą moim zdaniem coraz szersze i zwrócenie na to uwagi poprzez monitowania czy badania oraz aktywne przeciwdziałanie – jest jak najbardziej słusznie wskazane przez autora artykułu jako działanie celowe i konieczne . Od propagandy nie uwolnimy się jednak i dotyczy to również społeczeństw bardzo dojrzałych w demokracji oraz regionów innych niż nasz kraj i Europa . Ważną rzeczą jest mieć tego świadomość, na poziomie państwa monitować to i w przypadku jaskrawych i szkodzących nam przesłanek ( przemoc , terroryzm , faszyzm , nienawiść religijna ) należy w sposób centralny temu przeciwdziałać .
    Moim zdaniem najważniejszą obroną przed trolowaniem , czy toksycznymi memami ,również autorstwa proputinowskich agentur jest nasza własna wiedza i świadomość . Główną jej cechą powinno być czytanie książek , weryfikowanie swojej wiedzy historycznej czy światopoglądowej z wielu źródeł . Czytanie prasy z wielu źródeł , lub świadome omijanie tytułów które wiemy że są nastawione jedynie na propagandę . Jeśli przy braku własnej wiedzy będziemy korzystać tylko z Internetu , traktując go jako jedyne swoje źródło wiedzy – z dużym prawdopodobieństwem będziemy łatwym obiektem dla trolli, prosty fałszywy mem da nam poczucie pewności w błędnym przesłaniu i w efekcie mamy szansę być niewykształconym , ograniczonym społeczeństwem podatnym na wrogą propagandę .
    Podsumowując, uważam że trollowanie należy ignorować z zasady , natomiast przy wątpliwościach własnych należy w kilku źródłach sprawdzać fakty i weryfikować informacje .

  13. Raport Akademii Krzyżowa dla mnie osobiście stanowi kolejne potwierdzenie tego, że różnorako rozumiany „Zachód” powoli zaczyna uświadamiać sobie cechy politycznych działań prezydenta Putina, których cele i środki nie zmieniają się tak naprawdę od samego początku jego kadencji. Tzw. „wojna informacyjna” jest przykładem na to, że Internet dołączył do grona mediów, których przekaz jest ściśle kontrolowany przez Kreml.

    26 marca 2000 roku, czyli dzień wyborów wygranych przez Władimira Putina przez wielu rosyjskich i zagranicznych badaczy jest nazywany dniem, w którym umarły media. Putin zaczął swoją kadencję od podporządkowania sobie niezależnych, rosyjskich telewizji, Pierwszą tego typu sprawą był przypadek telewizji NTV, która naraziła się Kremlowi nadaniem programu dotyczącego zamachu bombowego w Riazaniu, za którym rzekomo miała stać FSB. Program został nadany na dwa dni przed wyborami prezydenckimi w marcu, w czasie których NTV zdecydowanie opowiedziała się po stronie rywali Putina. Represje, które dotknęły nie tylko samej telewizji, ale i jej właściciela, później miały okazać się typowym działaniem rządu Putina przeciw podmiotom szkalującym czy też nie odpowiadającym poglądom prezydenta. Wiktor Szenderewicz, scenarzysta serialu Kukły, satyrycznego programu, którego głównym celem było wyśmiewanie rządzącego establishmentu, w wywiadzie dla Angusa Roxburgha (który zresztą swego czasu był jedną z ważniejszych osób kreujących wizerunek prezydenta), opisał ofertę, jaką przedstawił Kreml telewizji NTV. Kreml obiecał zakończenie represji wobec telewizji pod warunkiem spełnienia przez telewizję warunków, takich jak porzucenie tematu korupcji na Kremlu, zmiana tonu relacji z Czeczenii i usunięcie postaci prezydenta Putina z Kukieł. NTV nie przystała na ultimatum, w wyniku czego majątek Gusińskiego został przejęty przez Gazprom, a najswobodniejsza grupa medialna w Rosji przeszła w ręce Kremla.
    Przytaczam tutaj tą sprawę, ponieważ dla mnie wydaje się ona sztandarową, jeśli chodzi o zasady działania rosyjskiego rządu wobec mediów i wychodzę z założenia, że taka swojego rodzaju „geneza” jest niezbędna dla zrozumienia opisanej w raporcie „wojny internetowej”. Oczywiście nowy system nadzoru politycznego jest zdecydowanie bardziej zaawansowany. Wraz z rozwojem technologii rosyjskie służby nie pozostają w tyle z modernizacją sposobów działania przeciwko osobom, których zdanie jest odmienne ze zdaniem Kremla. Podstawą reakcji służb na antyrządowe opinie i działania jest wyjątkowo rozbudowany system, którego celem jest „profilaktyczna kontrola” nad lwią częścią obywateli rosyjskich. Rosyjskie MSW posiada bazę (System PTK), który pierwotnie miał służyć do bardziej efektywnego namierzania przestępców, która przykładowo dzięki kontroli kupowanych biletów mogła pozwolić na schwytanie danego przestępcy praktycznie w każdym miejscu w kraju. W praktyce wygląda to tak, że do owej bazy oprócz przestępców trafiają praworządni obywatele, wobec których zamiast zatrzymań stosuje się metody prewencyjne. Co więcej, system zbierania danych na temat obywateli Rosji stopniowo się rozrasta i wchłania coraz więcej informacji. Ludzie, nawet niewinni, którzy jednak znaleźli się na czarnej liście ekstremistów, przykładowo przez szerzenie niepochlebnych opinii na temat kraju, w dowolnym momencie mogą stać się obiektem obserwacji i prześladowań ze strony MSW i FSB. Pod paragraf o ekstremizmie podpadają osoby, które według służb szerzą w publicznych wypowiedziach i Internecie treści, które mogą rozniecić konflikt na tle rasowym czy społecznym. Za rządów Putina pojęcie ekstremizmu rozszerzyło się także na „krytykę urzędników w mediach”, na mocy czego media przed opublikowaniem treści dotyczącej jakiejś organizacji muszą sprawdzić, czy nie widnieje ona na liście „organizacji chronionych przed krytyką”.

    Wystarczy jednak spojrzeć chociażby na dowolny rosyjski portal informacyjny i komentarze pod nim, żeby zorientować się, że to nie zawsze ludzie związani z rządem przyczyniają się do rozkwitu internetowej wojny. Nawet dzisiaj natrafiłam na post strony Besti.ru, w którym zawarto informacje o tym, że zachodnie media demonizują postać Putina i oczernia Rosję. Z ciekawości weszłam w komentarze i od razu natrafiłam na komentarze zbulwersowanych Rosjan, z których wynikało mniej więcej tyle, że nie dość, że Zachód zazdrości Rosji prezydenta to stara się przedstawić cały kraj w jak najgorszym świetle. Tak więc mimo całego zaangażowania Kremla w internetowe działania propagandowe, to tzw. rosyjscy hakerzy-patrioci stanowią trzon wojny informacyjnej. Mniej więcej w 2005 roku grupy aktywistów o proklemlowskich i antyzachodnich poglądach zaczęły organizować się na forach internetowych. Jedno z takich for powstało na stronie Informacia.ru. Owi aktywiści nie mieli powiązań z państwowymi strukturami, nie byli też specjalistami od spraw informatyki, a ich jedynym atutem była znakomita znajomość wirtualnego świata. Działali na własną rękę – dzięki pomocy opłaconego specjalisty udało im się przeprowadzić ataki, które blokowały działania niektórych stron. Przez stronę Obywatelski Antyterror nawoływali do walki z „ekstremistami i terrorystami” w Internecie, a ich głównym celem było „całkowite zniszczenie stron propagujących terror i przemoc, przeinaczających fakty i bezwstydnie kłamiących swoim czytelnikom” (ze strony Anticenter.org). Obywatelski terror przeprowadził wiele cyberataków, między innymi na strony czeczeńskich bojowników. Mimo, że osób związanych z tego typu stronami nie można powiązać z oficjalnymi strukturami państwa to linia ich działania, ich cele i poglądy niczym nie różnią się od propagandowych treści rządowych. Wydaje się, że niechęć do Zachodu, sakralizacja Putina i walka ze „zdrajcami narodu” jest w nich głęboko zakorzeniona, co jest efektem starannie prowadzonych kremlowskich działań propagandowych.

  14. Raport Akademii Krzyżowa ,,Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina”, w pewnych swoich aspektach jest dla mnie pewnym zaskoczeniem pozytywnym tj. w moim rozumieniu takim z którym po przeczytaniu tych zaskakujących informacji i szybkiej analizie środowiska internetowego w którym się udzielam, muszę przyznać że te zjawiska mnie dotykają. Szczególnie ciekawym wątkiem raportu jest dla mnie analiza postaw „narodowców” w internecie, i możliwość wpływania na nich przez Kremlowską web-propagandę. Po przeczytaniu raportu połączyłem pewne wątki tkwiące w mojej głowie a związane z tym właśnie środowiskiem i doszedłem do następujących spostrzeżeń. Pierwszym z tych wniosków jest bardzo silne odchylenie narodowców i sympatyzującą z nimi coraz większą grupą młodych osób (wiek. gimnazjum, liceum, studia), którą charakteryzuje utożsamianie się z narodowcami poprzez noszenie tzw. odzieży patriotycznej jak i również internetowe wspieranie polegające na publikowaniu memów na facebooku itp..Odchylenie to nastąpiło z odchylenia poglądowego ze strony antykomunistycznej, antyrosyjskiej, anty-sowiecko-bolszewickiej w stronę anty-ukraińską i anty-banderowską. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące że jako pasjonat historii, znający historię Żołnierzy Wyklętych, odczuwam duży niesmak kiedy środowiska narodowe z jednej strony powołują się na legendę Żołnierzy Wyklętych z drugiej strony faworyzując postawę Putina wobec przecież „od wieków Rosyjskiego” Krymu. Ciekawym wątkiem który zauważyłem również w trakcie studiowania tegoż raportu, jest znana w świecie Internetu co jakiś czas, moda na tworzenie w internecie z jakieś osoby publicznej można by rzecz osoby legendarnej. Takie zjawisko występowało rok temu na facebooku a także na innych znanych wśród młodych osób portalach kiedy to postacią legendarną stał się niejaki Władimir Władimirowicz Putin. W tym czasie pojawiała się niezliczona ilość memów która niby żartem niby serio, wychwalała heroicznego Putina który jednym przyciskiem może zmienić cały świat. Jeśli chodzi o te zjawiska które szczególnie mnie zainteresowały i zwróciłem na nie uwagę pod kątem własnych doświadczeń, uważam że znalezienie sposobu na odpowiednią reakcję wobec takich działań jest na prawdę „ciężkim kawałkiem chleba”. Odpowiednia reakcja jest o tyle trudna że zjawiska internetowe a szczególnie ich zasięg i poziom oddziaływania na odbiorców jest po pierwsze bardzo duży a po drugie bardzo złożony. Oddziaływanie w świecie rzeczywistym ma to do siebie że jest „dosadne”, łączy się z nim odpowiedzialność za swoje słowa i czyny, jawność a także bezpośrednie obcowanie z rozmówcą, drugim człowiekiem. Oddziaływanie w internecie w zasadzie jest przeciwnością wszystkich czynników które wymieniłem wyżej. W zasadzie jedyną możliwością jest próba posłużenie się „bronią wroga”, tutaj natomiast pojawia się zasadnicza kwestia jaki jest sens tworzenia dezinformacji dezinformacji. Jedynym możliwym sposobem na przeciwdziałanie takim narzędziom propagandy, jest odpowiednia edukacja internetowa tj. stworzenie pewnych postaw, zbudowanie całego systemu wartości i niejako ucywilizowanie internetu. Tutaj natomiast pojawia się ten problem że aby taka edukacja internetowa miała odpowiedni skutek, niezbędnym byłoby jej stworzenie i prowadzenie już od najwcześniejszych lat szkolnych. Wydaje mi się jednak że mamy styczność z jeszcze zbyt małą świadomością „możnych tego świata” o faktycznym poziomie zagrożenia, a taki przedmiot jak np. „etyka w internecie” to wciąż science-fiction dla polskiego systemu szkolnictwa podstawowego. Na koniec mam taką konkluzję, że w świecie zachodu wciąż chyba panuje przekonanie o właśnie wspomnianej przez Autora utopijności internetu, wiary że jest to ostatni bastion wolności słowa na tym świecie. Internet jest niejako biała nieskażoną formą plastyczną która poprzez coraz większy zasób informacji powiększa się w nieskończoność. Świat zachodu natomiast nie widzi jeszcze tego że na mroźnym wschodzie ktoś chwycił za kraniec tej plasteliny, i z całych sił próbuję ją uformować w taki sposób aby wyglądała tak, jak On sobie tego życzy.

  15. Co z tą Ukrainą? Jeszcze 2 lata temu cały świat żył sytuacją mającą miejsce za naszą wschodnią granicą. Gwiazdy wielkiego formatu wyrażały poparcie dla ludzi walczących za wolność. Solidarność była wszechobecna. Ludzie łączyli się i autentycznie chcieli pomagać. Sprzeciw wobec Putina i jego zachowań wyraziły kraje nie tylko Unii Europejskiej, ale i anonimowi użytkownicy Internetu.

    Odnoszę wrażenie, że sytuacja nieco ucichła i ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co wyczynia rosyjski rząd z Putinem na czele. Ta wojna się wcale nie skończyła i wciąż trwa, rozwija się, co bardzo dobrze widać w Raporcie Akademii Krzyżowej.
    Uznaje się za osobę dość obeznaną w Internecie i potrafiącą oddzielić propagandową treść, od tej „czysto” obiektywnej. Jednak nie spodziewałam się, że aż tak można manipulować ludźmi i całymi społeczeństwami. Jest to zjawisko nowe i bardzo niebezpieczne.

    Jak słusznie zauważyła moja poprzedniczka silnie widać to w odniesieniu do imigrantów, których Internet wykreował na terrorystów, islamistów pragnących zniszczyć Europę. Wystarczy kilka osób rozprzestrzeniających materiały na określony temat, by dotarło to do mas. Następuje tu reakcja łańcuchowa: „Ty podesłałeś mi, ja odeśle dalej”. Nieświadomie przesyłamy coś, co nie dość, że jest nieprawdziwe, to zmienia mylnie postrzeganie nie tylko nasze, a także innych.

    Również także nie wydaje mi się, żeby Zachód był zaskoczony działalnością Rosji. Przecież świetnie zdawali sobie sprawę z tego, jak było podczas tzw. Zimnej Wojny i na jak dużo ówczesny ZSRR było wtedy stać, by manipulować zwykłym człowiekiem, Oczywiście w dobie wszech pojętych Social Media możemy uznać, że tamten etap był jedynie zalążkiem tego, co dzieje się obecnie.

    Czy wojna informacyjna jest niebezpieczniejsza od działań wojennych?
    Zdecydowanie tak!
    Wojna informacyjna trwa i z dnia na dzień przyjmuje coraz ostrzejszą formę. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy jak jeden, głupi obrazek, tekst potrafi wpłynąć na postrzeganie świata przez drugiego człowieka. Dla nas będzie to tylko „głupi żart”, dla innego człowieka obraza, która przemieni się w chęć zemsty. Nigdy nie wiemy kto jest po tej drugiej, ciemnej stronie i kogo możemy wykreować tworząc treści w Internecie. Jest to bardzo niepokojące, bo nie wiemy kto stworzył daną rzecz.
    Według mnie społeczeństwo jest zdecydowanie za mało doinformowane i wystarczy im niesprawdzona strona internetowa, by zaczęli wierzyć w to przesłanie. Nie wiesz co osoba chciała osiągnąć i jaki był jej zamiar publikując dany tekst.
    Dlatego tak ważna jest rozwaga w Internecie.

  16. Na wstępie muszę się przyznać, że nie interesuję się polityką. Mierżą mnie ludzie, którzy na bardzo nikłych merytorycznie podstawach budują swoje opinie o sytuacji w kraju i na świecie, o partiach politycznych tych „dobrych” i tych „złych”. Gdyby zachowali swoje zdanie dla siebie, to w porządku, można żyć w błędzie. Jednak oni nawołują innych, zachęcają (dość ostro) do przejęcia określonych poglądów, często – z racji jak już wspomniałam marnych podstaw merytorycznych – przechodząc w sporze do argumentów a personam. W Internecie ludzie dość powszechnie tak się zachowują – przeczytają kilka postów na jednej stronce, kilka na drugiej i voila – absolwenci politologii mogą im buty czyścić. Ci „eksperci” swoje zdanie kreują na podstawie internetowych danych i nie wątpią w ich prawdziwość, bo skoro wrzucił to dany polityk, to na pewno to prawda; skoro mem ma 2000 „lajków”, to to też prawda! Większości osób nie chce się czytać długich artykułów czy książek – zabawny i trafiający w sedno obrazek z podpisem jest łatwiej przyswajalny, prostszy w odbiorze. Pochłanianie wiedzy niewymagające wysiłku – kuszące, prawda? Niestety to tylko iluzja, bo może rzeczywiście wśród tysięcy memów kilkadziesiąt jest rzetelnych i wartościowych, jednak czy potrafimy je wśród tej reszty odnaleźć? Rzetelna wiedza wymaga rzetelnych badań, a za tymi z kolei idzie wysiłek.
    Z natury podchodzę krytycznie zarówno do ludzi jak i do informacji, dlatego też wydaje mi się, że nie chwytam tak łatwo tej cyberpropagandy. Bo że taka jest, to nie wątpiłam. Jednak dopiero po tym artykule zaczynam dostrzegać prorosyjskie elementy w tej układance. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Tak umiejętnie wykorzystywać nastroje polityczne Polaków oraz zarówno nasze słabości jak i mocne punkty… Tak, Rosja chyba przechytrzyła nas wszystkich i zanim się obejrzeliśmy, staliśmy się jej mimowolną cyberarmią. Moi znajomi często wrzucają polityczne memy i nieraz i nie dwa kliknęłam przy tym „lubię to”. I niestety nie podeszłam do tego odpowiednio krytycznie, a bardzo możliwe, że łańcuszek tego mema zaczął się właśnie w jakiejś rosyjskiej budce.
    Do tej pory zawsze trolli miałam za ludzi nieposiadających życia poza komputerem, którzy wyczuwają dobre pole do wywołania emocji, jakim jest sytuacja na świecie w połączeniu z polityką i karmią się tym, że anonimowo wpływają na życie innych (czują się ważni; ktoś poświęca im czas i uwagę). Czy oni naprawdę są „na usługach” Putina? Pański artykuł dał mi dużo do myślenia, jednak uważam, że tutaj akurat więcej jest tych „nieświadomych” propagatorów aniżeli rosyjskich najemców. Sądzę tak, ponieważ wiem, jak – o zgrozo – przyjemne i wciągające jest takie anonimowe wywoływanie burzy.

    Pisze Pan, że: „Znacznemu poszerzeniu powinna ulec definicja cyberbezpieczeństwa, jaką posługują się odpowiedzialne za nie instytucje i agendy rządowe. Obok kwestii zagrożenia atakami hackerskimi, winno ono obejmować kwestie wrogich działań propagandowych w Internecie.” Przy założeniu, że rosyjska propaganda jest tak dalece zaawansowana (albo nawet i bardziej…) jak Pan wykazuje, to sama chętnie bym wyszła na ulice i nawoływała o jakieś ograniczenia i pohamowanie tego internetowego prania nam mózgów. Jednak czy ktoś potrafiłby wyznaczyć granicę? Jakieś obiektywne kryteria? Czy rządząca władza nie wykorzystałaby tego w imię własnych interesów? I co więcej – skąd możemy wiedzieć, czy broniąc się przed jednym, nie ulegalibyśmy wpływom innego podmiotu? Łatwo popaść w paranoje i różne teorie spiskowe…

    Najbardziej trafnym jest według mnie stwierdzenie „Ostatecznie chodzi nie o to, by kogoś nawet przekonać, ale by wzbudzić poczucie niepewności i zamieszania” – udało się to zarówno Putinowi, jak i Panu poprzez ten artykuł. Ale jak to napisał Goethe – „razem z wiedzą rosną wątpliwości”.

  17. Jako dość regularny czytelnik portali informacyjnych o różnych profilach politycznych, często spotykam się ze zjawiskiem, które w powyższym raporcie zostało ogólnie określone mianem „wojny informacyjnej”. Z moich osobistych spostrzeżeń, a to ma być przedmiotem niniejszego komentarza, mogę powiedzieć, że problem dotyczy głównie największych portali informacyjnych, np. onet.pl, a raczej nie występuje na mniejszych, o wychyle lewicowym, czy prawicowym. Nosi to zatem znamiona dość dobrze obmyślanej taktyki – przy ograniczonych środkach na cel bierze się te strony internetowe, które mają najwięcej czytelników, aby tym samym, nie dotrzeć do określonych grup (liberalnych, lewicowych, konserwatywnych), lecz do głównego nurtu i największej ilości ludzi. Trudniej jest wpłynąć na środowiska o ugruntowanych poglądach politycznych, niż na w gruncie rzeczy dość elastyczną w poglądach masę, zresztą o wiele bardziej liczną. Zresztą, nurt prawicowy, obecnie bardziej popularny, cechuje widoczna niechęć do Rosji, więc specjalnie nie ma w tych środowiskach potencjału. Tak więc pozostaje Rosji dokonywać ataku na onet.pl i podobnych.
    W zasadzie pod każdym artykułem z dziedziny polityki międzynarodowej, a czasami nawet polityki krajowej, nawet jeżeli temat jest związany z Rosją i jej sprawami w sposób niezwykle pośredni. Najbardziej rzucają się w oczy komentarze, które starają się zdyskredytować Ukrainę w sporze z Rosją jako „faszystów, banderowców”, często są przywoływane „wspomnienia rodzinne” o rzezi wołyńskiej; wprost pochwała Rosji nie jest wyrażona. Są także innego rodzaju komentarze, bardziej „nieśmiałe”, w których Putin jest wychwalany jako silny, odpowiedzialny, mądry przywódca; wprawdzie, że zaznacza się, że może nie we wszystkim się z Putinem zgadza, ale ktoś o takiej sile i rozwadze jak Putin by się Polsce przydał, że w sumie nie należy Putina krytykować. Od jakiegoś czasu dochodzi także pochwała Putina ze względu na tzw. wątek syryjski – tylko silne, zdecydowane działania Rosji miałyby odsunąć islamistyczne zagrożenie od Europy. Przykładami o mniejszej jaskrawości są asocjacje związane z radykalną krytyką Zachodu i „bądź patriotą – pilnuj własnego nosa”. Ich mniejsza jaskrawość wynika, że nie da się tak kategorycznie stwierdzić, że należą do putinowskiej wojny informacyjnej. Niechęć do Zachodu i brak solidaryzmu w organizacjach międzynarodowych są wyróżnikiem tak znacznej części społeczeństwa polskiego, że mogą oni dawać upust swoim frustracjom na forach, nie będąc koniecznie pod bezpośrednią inspiracją Rosji. Jednak należy podkreślić, że przeciwstawienie Wschodu Zachodowi i może już służyć pewnym celom korzystnym dla Władimira Putina, podobnie jak niechęć społeczeństwa do Unii Europejskiej, współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.
    Jako że należę do 90% internautów, którzy nie komentują, ani nie wdają się w dysksuje na internetowym, nie prowadzę też polemiki z użytkownikami, którzy publikują opisane wyżej komentarze. Próba dyskusji jest wprawdzie bezsensowna z tym aspekcie, że nie zmieni sposobu myślenia osoby po drugiej stronie, natomiast może zmniejszyć poczucie u postronnych czytelników, że taki sposób myślenia jest charakterystyczny dla dużej części Polaków. Z tego punktu widzenia uważam próby dyskusji za ważne i wartościowe. Innym zagadnieniem jest, czy takiego rodzaju komentarze powinny być usuwane, czy też nie. W demokratycznym państwie prawa każdy ma prawo do wypowiedzi i chociaż podmiot prywatny (jakim jest większość internetowych serwisów informacyjnych) może dokonywać selekcji komentarzy, to moim zdaniem powinien usuwać tylko te otwarcie kogoś

  18. Osobiście mogę potwierdzić ten fakt, że Rosja prowadzi już nie tajną, a otwartą wojnę informacyjną. Moja siostra, Ukrainka, mieszka w Moskwie od ponad 10 lat. Od pierwszego dnia pobytu w Rosji, jest mocno przekonana i święcie wierzy w rosyjską propagandę przeciwko Ukrainie, niestety z tego powodu nie utrzymujemy teraz kontaktów. To żywy dowód na to, że internetowa wojna 21 wieku nie jest czymś abstrakcyjnym, a toczy się na naszych oczach każdego dnia. I niestety jest ona tragiczna w swoich skutkach. Raport Akademii Krzyżowa dostarczył mi jeszcze więcej potwierdzonych faktów, więcej źródeł i sprawił, że mam zupełnie nowy punkt widzenia na wojnę informacyjną. Każdy człowiek, który jest zainteresowany przyszłością powinien zajrzeć do tego raportu, mógłby być nieco krótszy, ale nawet tej długości jest warty poświęcenia czasu. Może to zabrzmi brutalnie z moich ust, ale to co zawiera, to prawda o Rosji. Strategia ataku Rosji na Ukrainę ma dwa składniki — zniszczenie ukraińskiego narodu jako grupy etnicznej i zniszczenie specyficznej tożsamości ukraińskiej, które uniemożliwiają tworzenie imperialnej Rosji. Będąc Ukrainką słyszałam kilka bolesnych dla nas słów ze strony Rosji:
    1. „Krym nasz!” — wyznacznik identyfikacji Rosjan z terenami dawnej imperialnej Rosji i ZSRR. Prezydent Rosji publicznie posądził Ukrainę o nową napaść na Rosję.
    2. „Kijowska hunta” — propaganda własnej dyktatury wojskowej Rosji, która doszła do władzy w sposób nielegalny zamiast ukraińskiej władzy, ukształtowanej w procesie lutowego protestu w latach 2013-2014. Nieuczciwe wybrane władze rosyjskie w miejsce rewolucyjnych władz ukraińskich.
    3. „Starosty”( Karateli) -rzekome działania ukraińskich wojskowych przeciwko separatyzmowi na Wschodzie Ukrainy. Tak rosyjska propaganda nazywa ukraińskie siły operacji antyterrorystycznej (ATO) na Ukrainie. Termin zaczerpnięty został z sowieckiej propagandy z czasów Wielkiej wojny Ojczyźnianej.
    4. Świadomity – wyznacznik lekceważenia świadomości Ukraińców przez Rosjan. Świadomity to zniekształcenie ukraińskiej tożsamości „świadomi ukraińcy”). Słowo „świadomity” jest zbudowany na fonetycznej schemacie słowa „sodomici”, czyli zawiera pośrednie powiązanie z grzechem sodomy, co nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia, ale daje dodatkowe negatywne skojarzenia.
    Następujące „okrutne słowa” w stronę Ukrainy zostały wymienione w raporcie: naziści, faszyści, banderowcy i tak dalej. Cel wojny — fragmentacja Ukrainy w interesie Rosji, inicjator wojny — Rosja, organizator wojny — Rosja, finansista wojny — Rosja, główny dostawca najemników-terrorystów, sprzętu wojskowego, broni i amunicji — Rosja .Tak więc, wojna informacyjna, wyraźnie i ambitnie prowadzona przez Rosję, doprowadziła do zaostrzenia wszystkich rosyjsko-ukraińskich sporów do tego stopnia, że część rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy, opierając się na fundamentalnym kłamstwie, czyli prawie równoległej rzeczywistości, stworzonej przez rosyjskie media , zaczęła pałać nienawiścią do reszty ludności Ukrainy. Na Ukrainie jest to ogromy problem, ponieważ 4 „bolesne słowa”, które wcześniej wymieniłam, są również częścią tego ogromnego rosyjskiego kłamstwa.
    To zupełnie nowy typ wojny, o którym więcej można przeczytać w raporcie, a nie został jeszcze zaliczony i opisany w prawie międzynarodowym. Jeszcze 20-30 lat temu to wojsko wkraczało na tereny, których ludność była później poddawana „praniu mózgu”, bo i wtedy działały mechanizmy propagandy. Przykładem może być wojna psychologiczna propagandy, która toczyła się w latach zimnej wojny między komunizmem i kapitalizmem. Narzędziami wykorzystywanymi w tamtym czasie były głównie książki, audycje radiowe, filmy, plakaty. Dziś wszystko jest inne. Mówiąc krótko wojny naszego wieku już nie są toczone aby zdobyć terytorium wroga i dołączyć je do terenu zwycięzcy, jak w milionych wiekach imperialnych wojen. Teraz cel jest zupełnie inny: „Celem wojny nie jest fizyczne zniszczenie przeciwnika i zajęcie jego ziem, a poddanie się przeciwnika zgodnie ze swoją wolą.”.

  19. Żyjemy w czasach, gdzie postęp techniczny nie dziwi nas już, ani nie czyni niczym niezwykłym coraz to nowych możliwości komunikowania się, czy przesyłania sobie wzajemnie różnych informacji. Każdy z nas posiada telefon, telewizor, radio, czy komputer z Internetem. Co więcej, mechanizmy składające się na wyżej wymienione urządzenia są coraz mniejsze. Tak jak kiedyś, chęć posiadania komputera wiązała się jednoznacznie z potrzebą dysponowania dużym biurkiem, na którym zmieściłby się monitor z myszką i klawiaturą, oraz kawałka miejsca przy biurku, na „pudełko” komputera, tak dzisiaj możemy zamknąć to wszystko w laptopie, który często pokrywa się z wymiarami zeszytu w formacie A4. Co więcej, możemy być świadkami zjawiska konwergencji. Jest to połączenie różnych form przekazu, takich jak radio, telewizja czy prasa w jedno urządzenie, czyli tak zwany smartfon, urządzenie mieszczące się w kieszeni. Pozwala nam on na obcowanie z informacjami udostępnianymi w Internecie dwadzieścia cztery godziny na dobę, w praktycznie każdym miejscu na ziemi. Niestety, w związku z mnóstwem informacji, którymi jesteśmy zasypywani, często nie umiemy oddzielić prawdy od iluzji, a faktów od komentarzy. Jest to groźne szczególnie dla młodego pokolenia, które urodziło się i wyrosło w cyberprzestrzeni.
    Częste i bezkrytyczne obcowanie z mediami niesie za sobą pewne konsekwencje. Biorąc po uwagę, że Internet jest miejscem, gdzie każdy może być każdym, w zależności od swoich poglądów może manipulować poglądami innych; źródła i tak do końca nie można sprawdzić. Na myśl przychodzą mi żarty z udziałem redaktorów telewizyjnych, często mające miejsce 1ego kwietnia z okazji Prima Aprilis, kiedy to podają oni nieprawdziwe informacje dotyczące niektórych znanych osób. Poziom żartów zależy od poziomu redaktora, jednak zawsze kilka dni później, albo nawet następnego dnia, następuje na wizji sprostowanie fałszywych informacji. Dlaczego o tym piszę? Bo w Internecie zjawisko sprostowania takich informacji jeśli w ogóle występuje, to niezwykle rzadko. Trolling i hejt, czyli świadome działania mające na celu oczernianie osób, czy pewnych wydarzeń, lub zachowań społecznych, zdaje się być przyszłym pełnoprawnym zawodem. Kto wie, może nawet kierunkiem studiów… Nieocenionym narzędziem w tym przypadku jest możliwość podszycia się pod fikcyjną osobę, założenia na portalu społecznościowym lub informacyjnym fikcyjnego konta. W zależności od sytuacji, interesu, czy wpływu jaki chcemy wywrzeć na danym odbiorcy, możemy stać się w dowolnym momencie kimś innym. Tego typu zachowania są niestety wykorzystywane często w celach politycznych. Żyjemy w XXI wieku, Internet jest narzędziem pracy, nauki i rozrywki, ma zastosowanie właściwie w każdej dziedzinie naszego życia, doskonale więc widać jak wielką rolę gra on w propagandzie politycznej.
    Zawarte w raporcie przykłady wykorzystywania Internetu do manipulacji przez politykę rosyjskich przywódców niezbicie dowodzą, że natychmiastowy obieg informacji może mieć bardziej skuteczne działanie propagandowe niż jakiekolwiek działania militarne. Istnieje gro ludzi, którzy nasiąkają czytanymi informacjami jak gąbka, w żaden sposób ich nie weryfikując, nie sprawdzając źródła ani dostępnych danych na temat autora.
    Najlepszym sposobem na walkę z opisywanymi działaniami jest odrobina krytycyzmu, dystansu do otrzymywanych danych i informacji, wyciąganie wniosków z wydarzeń, które często dzieją się na naszych oczach. Tylko w ten sposób można kształtować swoją opinię, nie będąc niewolnikiem fikcyjnych informacji sprzedawanych nam na każdym kroku w cyberprzestrzeni.

  20. Słowa takie jak „Rosja”, „wojna”, „propaganda” i „internet” są bardzo często używane w mediach, artykułach naukowych, jak i w prywatnych rozmowach. Przyczyna tego jest prosta – każde z nich, osobno, czy też razem, sieje grozę. Jednak oprócz tych haseł, jest jedno ważne nazwisko, a w mojej opinii kluczowe w całej sprawie, mianowicie – Putin. Władimir Putin.
    Człowiek, który doprowadził do zmiany Konstytucji po to, aby po raz trzeci zostać głową państwa, a także ludzie, którzy dla niego pracują, skutecznie starają się, aby siać zamęt i poruszenie w sieci. Bardzo ważne jest to, aby umieć odróżnić kłamstwa i najróżniejszego rodzaju przeinaczenia, od tego, co się dzieje tak naprawdę. Jednak zabiegi prezydenta Putina i jego świty skutecznie to utrudniają. Ogrom zabiegów mających na celu zrażenie populacji do Ukrainy i wybielanie swoich działań jest zatrważający.
    Szczególnie zainteresował mnie podpunkt „Rosyjski trolling w polskiej sieci”, gdyż chyba najbardziej dotyka polskie społeczeństwo, jako masę i jako jednostki. Mowa jest o prorosyjskich komentarzach, które są widoczne w dyskusjach, czy tematach dotyczących kraju pod władaniem Putina. Fakt, jest ich pełno. A większość z ich aż emanuje skrajnie antyukraińskim podejściem, które nieświadomi ludzie traktują jak jakiś wyznacznik. Jednocześnie pragnę dodać, że są też komentatorzy, którzy patrzą na daną sprawę obiektywnie. Wyrażają swoją opinię bez zbędnych hejtów, bez obrażania kogokolwiek, a to w mojej opinii jest prawidłową reakcją. Czytający komentarze mogą spojrzeć na sprawę z różnych punktów widzenia, nie tylko jednego – prorosyjskiego. Smutne jest to, że te komentarze siejące zamęt nie są moderowane, bo większość z nich ma na celu głównie obrażanie innych, a nie wyrażanie opinii. Może dobrym sposobem, byłoby właśnie kontrolowanie dodawanych przez użytkowników treści na portalach, do których ma dostęp każdy?
    Można zaobserwować różne stanowiska polskich obywateli wobec sprawy Rosji i Ukrainy. Większość nie chce się w to mieszać, ale są również grupy, które chcą coś zrobić. Chcą pomóc Ukraińcom, którzy są okrutnie pokrzywdzeni przez to, co się dzieje w ich rodzimym kraju. Tu Internet sprawdza się znakomicie! Na portalach społecznościowych takich jak np. Facebook, są organizowane akcje zbierania żywności, ubrań i innych potrzebnych rzeczy, które są wysyłane do naszego sąsiada, a to jest bardzo pozytywny objaw.
    Jakie są jeszcze sposoby reakcji na większość zjawisk opisanych w raporcie? Ujmując sprawę w dużym skrócie, można powiedzieć „należy zaprzestać bycia biernym”. Nie możemy, jako ludzie świadomi tego co się dzieje wokół nas, stać bezczynnie i patrzeć na wszystkie te oszczerstwa z założonymi rękami. Najmłodsze pokolenia czytają najróżniejsze artykuły i komentarze, a później wierzą w to wszystko, co jest tam napisane, chociażby dalece mijało się to z prawdą. Przekazują to dalej, zapewne jeszcze trochę to przeinaczając, a ta zła fama się niesie i rozprzestrzenia w prędkości przekraczającej wszelkie oczekiwania. Przykładem tego, jak najmłodsi źle pojmują niektóre zjawiska, jest sytuacja, gdzie dwie nastolatki z Austrii wyjechały do ISIS. Nie miały pojęcia jak sytuacja wygląda naprawdę, a skończyło się to tragicznie.
    Mam nadzieję, że Internet w pewnym momencie zareaguje i powie stanowcze „STOP” dla każdego kolejnego trolla, który ma na celu tylko wzbudzenie niepotrzebnej afery. A cała ta propaganda Kremla ucichnie albo chociaż jej rozmiary zmaleją.

  21. Raport Akademii Krzyżowa jest dla mnie potwierdzeniem tego, co od dawna czułam, obserwowałam, doświadczałam, choć niejasno. To co przeczytałam jest nagą prawdą i nie mam wątpliwości, że tak jest. Teraz zrozumiałam jedynie dokładne mechanizmy, plan działania, ostateczne cele. Mieszkając na Ukrainie przez ostatnie kilkanaście lat byłam naocznym świadkiem ogromnego ataku propagandy, szczególnie ostatnio od czasu majdanu i rewolucji godności. Doświadczyłam jak okrutne, perfidne kłamstwo i manipulacja faktami płynie ze wszystkich możliwych źródeł, zwłaszcza telewizji i Internetu. Wcześniejsza długoletnia propaganda i ostatnia intensywna dezinformacja umożliwiła Rosji bez trudu zagarnąć Krym i wkroczyć na tereny Wschodniej Ukrainy. Przez długie lata zasiewane kłamstwo, dziś na skutek eskalacji, zrodziło nienawiść, rozbiło relacji społeczne, rodzinne, przyjacielskie. Byłam naocznym świadkiem ogromnego poróżnienia ludzi, zerwania więzi. Najtragiczniejsze jest to, że ludzie którzy ulegli propagandzie, zło nazywają dobrem, a dobro złem, i nie są w stanie już przyjąć innego punktu widzenia. Myślę, że potrzeba wiele lat i doświadczenia wielu cierpień, by choć niektórzy z nich zrozumieli, czego padli ofiarą.
    Nasuwa mi się kilka oczywistych wniosków:
    Internet, w tym również media społecznościowe, są wielką szansą dla człowieka, ale mają także w sobie także ogromną niszczycielską siłę.
    Dla korzystania z nich potrzeba dojrzałości, krytycyzmu, sformowanej osobowości.
    Należy korzystać z wielu źródeł informacji, aby wyciągać jakiekolwiek wnioski.
    Koniecznością dziś jest prowadzenie badań nad Internetem i podejmowanie odpowiednich działań, by przeciwstawić się wojnie informacyjnej.

  22. Wiktoria Wojtyna ( OGUN: Internet, media społecznościowa i polityka globalna) pisze:

    Raport Akademii Krzyżowa bardzo mnie zaciekawił. Jednak chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, niezmiennie kojarzący mi się z tematem wojny informacyjnej Kremla z Zachodem – na promocję „Ojca Narodu” we własnym kraju, skutkującą niezmiernym zaufaniem dla polityki zagranicznej, sprawowanej przez Władimira Putina, ale i umożliwiającej skuteczną manipulację informacyjną i sterowanie sposobem myślenia Rosjan.
    Władimir Putin od lat prowadzi ustawiczną, przemyślaną, choć niekoniecznie błyskotliwą kampanię, mającą – przede wszystkim w oczach jego rodaków – przedstawiać go jako nie tylko odpowiedzialnego przywódcę narodu, starającego się przywrócić Rosji pozycję lidera na scenie międzynarodowej, ale i dobrego i troskliwego przywódcę, dbającego o interesy narodowe i los każdego Rosjanina. I ucieka się do naprawdę ciekawych form i pomysłów. Nie jest to bowiem tylko i wyłącznie wojna informacyjna, ale i konsekwentna promocja wizerunku władcy w oczach jego poddanych, nie wolnych i świadomych obywateli.
    Jedną, dla mnie dość niezwykłą w znaczeniu niepozytywnym formą przedstawiania wizerunku niezłomnego Putina, jest chociażby pojawiający się każdego roku na rynku rosyjskim kalendarz, którego głównym bohaterem jest właśnie przywódca Rosji. Właśnie – przedstawiany nie jako wytrawny polityk, a bardziej idol i celebry ta. Rosjanie przez 12 miesięcy w roku oglądają go w pozach zwycięskich: np.w przydomowej siłowni, oddającego się pasji rybołówstwa, roznegliżowanego, tulącego psa, z kwiatem w dłoni czy w mundurze rosyjskiego żołnierza, na dodatek komentującego współczesną Rosję, codzienne życie… Nie dziwi więc to, że nakład kalendarza na 2016 rozszedł się jak ciepłe bułeczki w piekarni, a Rosjanie – według oficjalnych sondaży – swego prezydenta cenią, może jeszcze nie czczą, a jednak przywodzi na myśl, że jest to bezgraniczne zaufanie i liczne, niestety, poparcie. Oficjalny wizerunek Putina, pokazywany jest światu, ale też jego rodakom, jako silny człowiek, wysportowany i sprawny, ale też zdolny do czułości i ludzkich emocji, myślący i inteligentny. Wręcz niemożliwe jest, by do mediów wyciekły zdjęcia prezydenta chorego czy pijanego. Przywódca musi trzymać tak zwany fason i już!
    Putin – z wykształcenia prawnik, a w swej karierze pełniący już m.in. funkcje w KGB i późniejszej FSB, doskonale wie, że więcej można zdobyć, działając nieoficjalnie, wykorzystując techniki wywiadu, dezinformację i właściwe kampanie informacyjne, niż idąc na otwartą wojnę. Prezydent dąży do celu, przez wielu Rosjan uznawanego za bardzo ważną wartość – przywrócenia roli przywódczej Rosji z czasów przed „pieriestrojką”, dążenie do jej potęgi militarnej, podporządkowanie sobie innych państw, sterowanie europejską gospodarką. Może nie z czasów caratu, ale z pewnością z okresu mocarnego ZSRR. Stalin przecież kochał także swe zdjęcia z dziećmi, a ludzka twarz Breżniewa i jego soczyste całusy z Edwardem Gierkiem czy Erichem Honeckerem łagodziły jego wizerunek i pokazywały go jako przyjaznego innym człowieka.
    Nie w smak szefowi rządu rosyjskiego wolność i demokracja, z której z chęcią skorzystały po 1990 rokupaństwa nadbałtyckie oraz Ukraina, niepotrzebne popieriestrojkowe swobody obywatelskie i świadomość konieczności wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu państwa. Jedyna i właściwa jest przecież dla wszystkich Rosjan, zdaniem Putina, oficjalna telewizja państwowa „Rossija”, która przekazuje te informacje, rzeczywiste i sfingowane, które pasują do oficjalnej, rządowej, propagandowej wersji putinowskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. I nieważne, że chociażby reportaże, przedstawiające zamordowanie rosyjskiego cywila przez wojska ukraińskie, pokazały zdjęcia sprzed 2 lat, z okręgu kaukaskiego, z terenu rosyjskich działań antyterrorystycznych. Nieważne, że opinia publiczna poznaje dwa odmienne raporty, sporządzone przez stronę holenderską i rosyjską, a dotyczące przyczyn zestrzelenia samolotu pasażerskiego w lipcu 2014 nad terytorium Ukrainy. Holenderski raport dowodzi, że do zestrzelenia maszyny użyto systemu BUK, będącego przez wiele lat na wyposażeniu rosyjskiej armii, strona rosyjska dowodzi zaś, że samolot zniszczony został przez ukraińską jednostkę bojową. Wciąż aktualne pozostaje pytanie – czy za śmierć niemal 300 cywilów odpowiadają prorosyjscy separatyści, czy może wojska ukraińskie?
    Medialna wojna Rosji z Zachodem, co ciekawe, nie rozciąga się tylko i wyłącznie na tematy okołowojenne, konflikt na Ukrainie… Jeśli trzeba, kłamać można lub też, delikatniej, manipulować opinią publiczną, gdy przedstawia się np. temat rosyjskiego embarga na produkty żywnościowe z krajów UE. Zdaniem Dmitrija Miedwiediewa, premiera Rosji, Polscy rolnicy specjalnie mieli opryskiwać kierowane na eksport, zerwane jabłka, by skutecznie je zatruć i tym samym osłabić ich spożywających. Polskie kwiaty miały być specjalnie zakażane mikroorganizmami, greckie wina – śmiertelnie niebezpieczne, a amerykański alkohol – skutecznie obniżać potencję seksualną Rosjan… No i , niestety, wielu Rosjan uwierzyło w te bajki przekazywane w rosyjskich mediach, a nawet jeśli nie uwierzyło w oficjalne doniesienia na temat szkodliwości polskiej żywności, to skutecznie pozwoliło się zarazić kolejną porcją wirusa, skutkującego wzajemną niechęcią na linii UE- Rosja. Zapominając, czy też nie zwracając uwagi na to, że ceny żywności w ciągu roku skoczyły o 20-, a nawet niekiedy ponad 30 procent, gdyż rosyjska gospodarka, z wielu powodów nie była w stanie uzupełnić na rynku żywnościowym braków towarów, nieopłacalne było szybkie i nie wiadomo na jak długi czas wprowadzane rozszerzanie linii produkcyjnych.
    Aktualne informacje wielu Rosjan czerpie z państwowego radia i telewizji. Są one oczywiście manipulowane i przekazywane w sposób kontrolowany przez władze. Natomiast w mediach społecznościowych, w których informacje przekazywane są na bieżąco władzom tego państwa jest o wiele trudniej wyeliminować niepoprawnie politycznie wpisy i zmieniać bieg historii czy też podawać kłamliwe informacje. Dlatego też propagandowe działania w Internecie są dzisiaj jednym z priorytetów Rosji Władimira Putina.

  23. Ewa Pestkowska (OGUN: Internet, media społecznościowe, polityka globalna) pisze:

    Pomimo tego, że o temacie rosyjskiej wojny informacyjnej nie wiedziałam zbyt wiele, dzięki zaznajomieniu się z artykułem i zajęciami profesora Wóycickiego, zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo sytuacja jest nam mimo wszystko bliska. Prawdopodobnie nikt nigdy nie przypuścił, że będzie istniała moc silniejsza od wojskowych karabinów czy bomb. Jednak to właśnie dziś najpotężniejszą siłę stanowi Internet, dzięki któremu powstało nowe pojęcie wojny hybrydowej. Połączenie odmian wojny konwencjonalnej, nieregularnej i cybernetycznej stanowi najpoważniejsze z zagrożeń świata XXI wieku. Przypadek ten był bardzo widoczny w operacjach krymskich, gdzie sposób działania i sterowania społeczeństwem wyraźnie nawiązywał do wojen psychologicznych prowadzonych w czasach ZSRRR. Natężenie zaangażowania Rosji w publikowanie własnych, „prawdziwych” informacji jest tak duże, że tworzenie własnych audycji radiowych czy gazet okazało się nie wystarczające.
    Podczas zajęć omawialiśmy kilka przykładów stron lub blogów, na których zafascynowanie polityką rosyjską jest wręcz nie możliwe do nie zauważenia. Mowa również o wspomnianych wcześniej stronach jak: Xportal, Rebelya czy Usopal, które w całości skoncentrowane są tematowi. Tak jak już zostało zauważone nawet najczęściej używane przez nas portale internetowe takie jak Onet zawierają agresywne prokremlowskie treści. Już 2 lata temu portal newsweek.pl wyliczył, że ponad 80% komentarzy o charakterze prorosyjskim wysłano z fake’owych kont. Tak wygląda przegląd komentarzy w przypadku zamieszczania artykułów o sytuacji na Ukrainie.

    Jednymi z tysięcy tego typu komentarzy są na przykład: „Jakby nie lubić Ruskich, to trzeba przyznać, że akcja na Krymie jest rzeczywiście formą akcji stabilizacyjnej. I nie ma nad czym płakać ani się oburzać, a pobrzękiwanie szabelką jest wbrew polskiej racji stanu”, „Czy amerykanie to ludobójcy dla których jedynym celem jest zdobycie dóbr materialnych ? Obecnie wszystko by na wskazywało. I ci tyrani śmieją dyktować warunki Rosji ?”.
    To tylko dwa z wielu tysięcy komentarzy przejawiających cyberterroryzm wobec Polski, Ukrainy czy Zachodu. Umieszczanie bardzo wielu komentarzy w małym odstępie czasowym ma prowadzić do pożądanego skutku. Jakiś czas temu przeprowadzono śledztwo dotyczące działalności firmy mieszczącej się w Sankt Petersburgu, gdzie oficjalnie zatrudniano nawet do 600 osób, których zadaniem było umieszczanie prokremlowskich komentarzy na różnych stronach. Zabieg ten był już znany w latach 80′ XIX wieku, gdy Agentura Zagraniczna opłacała dziennikarzy i płaciła subsydia gazetom takim jak Le Figaro, Gaulois. Podobnie działo się gdy tworząc globalne przywództwo Związku Sowieckiego KGB współpracowało z ogromną liczbą wysłanników i autorów. Obecnie najpopularniejsze techniki to: podawanie fikcji zamiast faktów, manipulacja ilustracjami, źródłem, podawanie fałszywych bohaterów oraz edycja Wikipedii. Rosyjskie działania opierają się na osiągnięciu przewagi nad przeciwnikiem poprzez sterowanie, manewrowanie i manipulację społeczeństwem. Dezinformacja lub informacja zmanipulowana, szantaż, lobbing i szeroko pojęta propaganda ma na celu destabilizację sytuacji na Ukrainie oraz niepokój wśród zachodnich sąsiadów. Dostęp narodowości ukraińskiej do wiarygodnych informacji jest bardzo utrudniony, m.in państwowa telewizja podająca inne wersje wydarzeń od reszty stacji. Na naszych oczach Rosja przekształciła prawdziwy konflikt i interwencję zbrojną w Ukrainie w wirtualny konflikt Wschodu z Zachodem.

    Jedyne co możemy zrobić my aby nie ulec manipulacji to wciąż poszerzać własną wiedzę oraz korzystać z wielu źródeł informacji w celu porównania ich. Gdy polem manipulacji staje się ludzka świadomość, najtrudniej jest zdać sobie sprawę z bycia atakowanym.

  24. Chociaż o „wojnie hybrydowej” prowadzonej w Internecie przez władze rosyjskie słyszałam już wiele razy, to jednak przed przeczytaniem raportu nie zdawałam sobie sprawy ze skali, w jakiej funkcjonuje ta machina, a także z dość nietypowej formy, jaką przyjmuje rosyjska propaganda. Najciekawsze jest dla mnie to, że przekaz wysyłany do internetu nie jest spójny ideologiczne, a czasami wręcz wewnętrznie sprzeczny. Mogłoby się wydawać, że celem propagandy jest promowanie jednej konkretnej wizji świata, a jednak rosyjskie władze wybrały inną strategię – „podsuwania” różnych treści poszczególnym grupom społeczeństwa w celu ich wewnętrznego skłócenia. Przed przeczytaniem raportu byłam pewna, że byłabym w stanie zidentyfikować treści „trącące” propagandą, teraz jednak nie mam już takiej pewności. Chociaż nie mam wśród facebookowych znajomych zbyt wielu osób interesujących się tematem wojny na Ukrainie, to jednak zjawiska opisane w raporcie są mi w pewnym stopniu znane, choć odnoszą się do innych kwestii.

    Najbardziej przerażające wydaje mi się to, że czasami propaganda celowo podbija tematy, które z mojego punktu widzenia wydają się jak najbardziej słuszne. Po zapoznaniu się z danymi na temat tego, w jak różne środowiska wycelowana jest ta machina propagandowa, nietrudno jest popaść w swego rodzaju paranoję, choć muszę przyznać, że już od dawna traktuję większość informacji pojawiających się w internecie jako co najmniej niepewne, zwłaszcza jeśli informacje te cieszą się wyjątkową popularnością na portalach społecznościowych. Problem w tym, że nie wszyscy zachowują taki dystans, zwłaszcza, jeśli podsuwa się im treści zgodne z ich światopoglądem.

    Podczas przeglądania swojej facebookowej ściany wiele razy widziałam, jak moi znajomi dzielą się informacjami dotyczącymi np. kryzysu imigranckiego czy aktualnych działań polskiego rządu. Niektóre z nich nie mają absolutnie żadnego podparcia w „poważnych” źródłach, takich jak agencje prasowe czy poważane gazety; wręcz przeciwnie, opierają się często na tym, że „znajomy znajomego powiedział, że jego znajomy widział”. Po przeczytaniu raportu zaczęłam zastanawiać się, czy rzeczywiście nie dałoby się prześledzić drogi, jaką takie informacje przebyły i czy na samym początku nie odnalazłabym stron i profili, które jednoznacznie wskazują na działalność propagandową.

    Ciekawe wydaje mi się to, że nawet w kraju tak doświadczonym historycznie jak Polska taka propaganda działa tak dobrze. Uwaga Polaków (nie wszystkich oczywiście, ale na pewno tej najbardziej nacjonalistycznej, „patriotycznej” ich części) nagle została skierowana całkowicie na działania Niemców (właściwie to Unii Europejskiej, która została jednak w dyskursie prawicowym całkowicie zredukowana do strefy wpływów niemieckich), a działania Rosjan, często dużo otwarciej nieprzyjazne w stosunku do Polski, zeszły na drugi plan. W komentarzach pod postami politycznymi pojawiającymi się od czasu do czasu na mojej tablicy widziałam nieraz ludzi piszących, że może i Rosja to nie kraj idealny, ale to na pewno lepsza alternatywa dla Niemiec o imperialistycznych zapędach (sic!). Tak jak napisano w raporcie, na takie podszepty rzeczywiście najbardziej wrażliwi są ludzie przywiązani do tradycji, którym Zachód kojarzy się głównie z wielokulturowością (oczywiście postrzeganą negatywnie) i „tym strasznym dżenderem”.

    Otwartym pozostaje pytanie, co możemy w takiej sytuacji zrobić. Muszę przyznać, że ja stosuję rozwiązanie proste, ale też niewiele zmieniające – najzwyczajniej w świecie wyrzucam ze znajomych osoby nieustannie publikujące treści obraźliwe i zupełnie niepodparte faktami. Wydaje mi się, że jedynym sposobem na obronę przed propagandowymi zakusami jest zachowanie zdrowego rozsądku i unikanie radykalizmu w myśleniu. Problem w tym, że aktualnie jest to raczej mrzonka – zarówno jedna, jak i druga strona ideologicznego konfliktu w Polsce oddala się od siebie coraz bardziej i jednocześnie nabiera do siebie nawzajem niechęci, a nawet nienawiści. Polska internetowa społeczność jest więc podzielona, a porozumienie staje się coraz mniej prawdopodobne. Pozostaje nam tylko zgadywać, w jakim stopniu na tą smutną rzeczywistość wpływ ma propaganda rosyjskiego rządu.

    Natalia Kłopotek, uczestnik kursu „Internet, media społecznościowe i polityka globalna”

  25. Internet osiągnął dzisiaj już takich ogromnych rozmiarów, że jeśli nie jesteś zainteresowany powyżej wspomnianymi tematami, to będąc w sieci możesz dość łatwo przeoczyć prace rosyjskich służb. Można wybrać strony informacyjne o neutralnej pozycji, a w gronie znajomych w sieciach socjalnych też może nie mieć się ludzi aktywnie dzielących się swoimi zainteresowaniami politycznymi. W taki sposób można wybrać sobie odpowiednie źródła internetowe, i pozbawić się wpływu prorosyjskich idei albo psychologicznej presji w internecie.
    Ponieważ jestem Białorusinką i stypendystką Programu imienia Kalinowskiego, niestety nie udało mi się uniknąć zetknięcia się z rosyjską wojną informacyjną. Wojna informacyjna jest skierowana nie tylko na Ukrainę i kraje Zachodu, ale również na kraje byłego Związku Radzieckiego. W odróżnieniu od Polski, na Białorusi rosyjska propaganda nie napotyka aktywnego sprzeciwu. Wielką cześć białoruskiej telewizji zajmuje produkcja rosyjska, w tym są transmitowane rosyjskie programy wiadomości i propagandysckie polityczne debaty. Telewizja nadal zostaje najpopularniejszym źródłem informacji. Pomimo to też warto wspomnieć o rozpowszechnieniu rosyjskiej pozycji w internecie. Proputinowskie strony-roboty komentują wiadomości w aktywnych probiałoruskich społecznościach, prowokują konflikty w internecie, wyśmiewają białoruski język i kulturę apelując propagandysckimi faktami i statystyką. Osoby wspierające Putina atakują strony białoruskich aktywistów, napuszając ich przestrzeń osobistą. To są zawsze nieznani wam dotąd ludzie, którzy pojawiają się na waszej stronie znikąd.
    W społecznej sieci vkontakte (rosyjska alternatywa facebook’a) istnieje mnóstwo grup liczących od kilkuset do kilkunastu tysięcy follower’ów, celem których jest rozpowszechnienie myśli, że Białoruś (również jak i inne kraju byłego ZSSR) jest albo musi stać się częścią Rosji. „Biełorossija” („Белороссия”); Biełorussija – północno-zachodni okręg Rosji” („Белоруссия- Северо-Западный округ России”); „Rosja, Ukraina, Białoruś – i jest Święta Ruś” („Россия, Украина, Белорусь – и есть Святая Русь”); „Rosja, Ukraina, Biełorussija – razem my moc” („Россия,Украина,Белоруссия – вместе мы сила”); „Biełorussija i Rosja\Białoruś i Ruś” („Белоруссия & Россия \ Белорусь & Русь”). Oddzielnie warto zwrócić uwagę na stosowanie przez Rosjan radzieckiej formy „Biełorussija” lub błędnego z każdego punktu widzenia słowa „Biełoruś”(właściwą nazwą kraju jest „Biełaruś”). Głównym tematem tych społeczności jest potępienie majdanu na Ukrainie, współczucie wojownikom „Noworosji” i niemożliwość dopuszczenia rewolucji na Białorusi. Również istnieje mnóstwo grup z nazwą typu „Antymajdan-Białoruś” lub „Pomóc uchodźcom”, które rozpowszechniają antyukraińskie memy.
    Warto zaznaczyć, że pomiędzy Białorusią i Rosją nie ma barier językowych, więc nie ma szczególnej potrzeby tworzenia specjalnych stron informacyjnych. Każdy chętny może bezpośrednio sięgnąć po informacje na rosyjskich stronach. Na popularnych białoruskich portalach informacyjnych pozycja prorosyjska nie gra większej roli. Na przykład, najpopularniejszy białoruski portal TUT.BY (według agencji badań rynku internet Gemius SA) jest uważany jako dość neutralne źródło wiadomości. Publikują oni również wiadomości o sytuacji na Ukrainie. Zazwyczaj te artykuły liczą co najmniej sto komentarzy, a na samym początku interwencji Rosji aż do kilku tysięcy. W komentarzach możemy znaleźć różne opinie. Wpada w oko ze komentarze prorosyjskie albo antyukraińskie są w mniejszości. Często są one publikowane przez autorów o podobnych imionach i oznaczonych złą reputacją(pasek przy imieniu, który jest zielony lub czerwony w zależności od relacji „lubię” „nie lubię” pod komentarzami danego użytkownika).
    Co do pytania o mojej reakcji, to najczęściej jestem skłonna ignorować wyżej wskazane zjawiska albo, jeśli istnieje taka możliwość, to „skarżyć się” na pewne komentarze lub pewnych użytkowników.

  26. Społeczeństwo spektaklu dawało potencjalnemu odbiorcy jedną możliwość interpretacyjną. Oczywiście bardziej zainteresowani czy zaangażowani mieli możliwość dociekania na własną rękę, jednak należy przyjąć, że większa część społeczeństwa pozostała nieuświadomiona i podatna na linię oficjalnej „propagandy”. Przejście do społeczeństwa sieci mimo wszystkich zagrożeń i narażania jednostki na potencjalną agitację daje możliwość, choć powierzchownego zetknięcia się z różnymi siatkami interpretacyjnymi. Mimo, że treści, do których dociera przeciętny użytkownik, są często powierzchowne, to ich wielość niejako zmusza do, choć podjętej w najprostszy sposób, próby własnej interpretacji i wyciągnięcia wniosków. Oczywiście pod względem merytorycznym pozostawia to wiele do życzenia, wydaje mi się jednak , że stwarza szansę na wykształcenie środowiska choć odrobinę bardziej świadomego.
    W raporcie autorzy przedstawili cenny, choć bardzo jednostronny obraz propagandy. Określenie to pojawia się tylko w odniesieniu do agitacji proputinowskich. Z kolei treści przedstawiane w oficjalnym mediach zostały uznane za obowiązujące, a ich krytycy za przesiąkniętych propagandą Putina. Należałoby zastanowić się nad znaczeniem słowa propaganda i co uznać możemy za obiektywne informacje. Co znaczy określenie „informacje powszechnie używane”, jaką mają one wiarygodność i jaki poziom obiektywizmu jesteśmy w ogóle w stanie osiągnąć. Chcąc nie chcąc, zawsze zmuszeni jesteśmy do patrzenia z jakiegoś punktu widzenia. Nie będzie chyba przekłamania w stwierdzeniu, że w popularnym kanałach informacyjnych przekazywana jest nam perspektywa prozachodnia. W dzisiejszych czasach nie możemy, a przynajmniej nie powinniśmy przyjmować tak jednostronnego punktu widzenia. Żaden konflikt nie ma tylko jednej strony, krzyżuje się ze sobą tyle czynników, że nie jesteśmy stwierdzić „oni są dobrzy, a oni źli”.
    Przy wszystkich tych zastrzeżeniach zgodzić się należy co do agitacyjnej roli, jaką przyjął Internet. Na przykładzie omawianego akurat tu konfliktu ukraińsko – rosyjskiego, zauważyć można treści, które potencjalnie tworzone były przez propagandę proputinowską. Dużym zagrożeniem jest fakt, że nie trzeba specjalnie przeszukiwać Internetu, aby na nie trafić. Nie mówię tu nawet o przekierowaniach stron, ale o popularnych serwisach rozrywkowych typu kwejk.pl, na których o treści „patriotyczne” i antyzachodnie bardzo łatwo. Podobna sytuacja ma miejsce na facebooku. Wystarczy, że polubimy odpowiednie strony bądź kiedyś coś na ten temat przeglądaliśmy- facebook już sam je nam podrzuci. Jak widać agitacja jest w Internecie obecna. Jest jednak agitacją wielostronną. „Fejkowe” komentarze pod artykułami? – Nie chce uogólniać, ale prawdopodobnie posługuje się nimi większość współczesnych partii politycznych. Promowanie i kupowanie „lajków” na facebooku?- Podobnie – jest taka możliwość więc podmioty ją wykorzystują
    Jeśli chodzi o przesycone agresją komentarze również zdarzają się one po każdej stronie. Tak funkcjonuje Internet i nie jest to indywidualną cechą propagandy proputinowskiej.
    Internet niesie za sobą wiele zagrożeń, pozwala na nawet nieświadomą manipulację. Jest to jednak moim zdaniem cena, za możliwość dotarcia do różnorodnych informacji. Należy tu jeszcze wziąć pod uwagę czynnik gustów i upodobań. Ludzie mogą mieć najróżniejsze poglądy, także na sprawy polityczne, w tym tak bardzo kontrowersyjne. Nie możemy sprowadzić czyichś poglądów do skutków zagrywek propagandowych. Wszyscy, chcąc nie chcąc, ulegamy wpływom i na jakiejś podstawie kształtujemy nasze poglądy. Zagrożeniem, które niesie Internet jest fakt, że argumenty stają się coraz mniej merytoryczne, bazują na ludzkich emocjach i instynktach.

  27. Nie ma chyba w dzisiejszych czasach narzędzia równie powszechnego, wpływowego i co najważniejsze niebezpiecznego, jak internet.
    Każdy z nas używa go codziennie do przeróżnych celów. Szukamy w nim rozrywki, pocieszenia. Wypełnia nam luki w trakcie dnia. Nigdy jednak szczegółowo nie analizowałam tego jak internet wpływa na mnie samą, moich bliskich i otoczenie, w którym żyję. Mimo,iż czasami pytanie to przechodziło mi przez myśl, nigdy nie miałam w sobie na tyle woli by dogłębnie zbadać to zagadnienie.
    Kiedy zapisałam się na OGUN : Media społecznościowe i polityka globalna (który wszystkim gorąco polecam) odkryłam drugą stronę internetu,o której wcześniej nie wiedziałam, lub nie chciałam wiedzieć. Czytając Raport Akademii Krzyżowa, nie sądziłam, iż będzie on zawierał tak dużą ilość informacji i zdarzeń, których świadkami jesteśmy każdego dnia , jako użytkownicy social media oraz innych stron internetowych. Każdy z nas może teraz zauważyć powiązanie między tym co sami robimy w internecie a informacjami z danego raportu.
    Codziennie jesteśmy świadkami wojny informacyjnej,a co więcej,bierzemy w niej czynny udział, w większości przypadków zupełnie nieświadomie. Pytanie tylko jak to możliwe? Jak dajemy się tak oszukać i zmanipulować ?! Działania propagandystów rosyjskich weszły na tak wysoki poziom, iż niemożliwe jest wręcz rozpoznanie ich na różnych stronach internetowych.
    Dochodzi do wielu paradoksów. Myśląc,że sprzeciwiamy się polityce Putina,tak naprawdę bardzo efektywnie,szybko i na wysoka skale,wspieramy ją i rozpowszechniamy.
    Jak? Zupełnie nie świadomie. Jak zaznaczone jest w raporcie Krzyżowa, coraz więcej młodych ludzi zaczyna interesować się polityką np poprzez memy dostępne w internecie. Mimo, iż większość z nich nie ma pojęcia jak naprawdę wygląda polityka wewnętrzna i zagraniczna prezydenta Rosji, rozpowszechniają oni memy do swoich znajomych, np za pomocą facebooka. Codziennie spotykam się z tym, że każdy mój krok w internecie jest śledzony. Sieć zapamiętuje moje wybory i podsuwa coraz nowsze propozycje. Niestety wydaje mi się to coraz bardziej przerażające i niebezpieczne. Według mnie już dawno nie jesteśmy w internecie anonimowi. Wszystko co robimy zostawia ślad a nasze działania zostają wykorzystane z zupełnie innym przeznaczeniem niż myśleliśmy.
    Agresywna polityka Rosji względem Zachodu staje się coraz bardziej powszechna i bezwzględna. Ludzie ( przeważnie młodzi) stają się zdezorientowani i bezradni. Nie wiedzą w co wierzyć,kto ma rację,czyja polityka jest dobra. Odpowiedzi na to pytanie szukają w internecie, a tam właśnie natrafiają na propagandę rosyjską. Tworzy się więc błędne koło, które niestety rozszerza się, wciągając coraz więcej osób, burząc porozumienie mieszkańców Zachodu, ich przekonania i wartości. Odwołując się do artykułu, widzimy, iż propaganda nie dociera do nas jedynie ze strony Rosji. Przeróżnymi informacjami atakowani jesteśmy również ze strony ISIS ( nie wykluczając tu powiązania tych dwóch agresorów). Angielki wyjeżdżające poślubić członka tej organizacji ? Czy ktoś może to zrozumieć? Nie ma chyba bardziej dobitnego i jasnego przykładu na to co z naszym społeczeństwem robi wojna internetowa i jej ” żołnierze „. Wszechobecny trolling, ukazywany poprzez memy, rosyjska ( i nie tylko ) propaganda, nieświadomość użytkowników internetu. To wszystko składa się w bardzo niepokojącą całość, która zagraża wielu osobom. Zachód powinien otworzyć oczy na to co dzieje się nie tylko w realnym świecie.Teraz to internet ma władze i siłę przebicia. Politycy powinni otworzyć się na niego, poznać dogłębnie jego działanie i wtedy podjąć walkę.

  28. Raport Akademii Krzyżowej na temat wojny informacyjnej jest bardzo ciekawy i aktualny ze względu na to, że opisano w nim prawie wszystkie gatunki wojny hybrydowej z którą spotkamy się codzienne. Faktem jest, że nawet, jeżeli ktoś jest totalne apolityczny i nie interesuje się polityką czy procesami trwającymi na Ukranie, na Bliskim Wschodzie, w Europie czy w Rosji, ale jednocześnie posługuje się internetem i jakimikolwiek narzędziami „social network”, jest on wciągnięty w wojnę informacyjną.
    Ostatnio zauważyłam, że nie jest możliwe aby przeczytać dwa czy trzy artykuły i nie trafić na tekst bezpośrednio albo pośrednio wspierający Putina i jego politykę. Na przykład gdy ostatnio szukałam informacji i dzieł o holokauście, po dwóch artykułach strona sama polecała artykuł o „banderowcach” na Ukrainie w czasie drugiej wojny światowej. A z tego artykułu były już bezpośrednie linki prowadzące do tekstów na temat działalności dzisiejszych „banderowców”. Bardzo trudno było tego uniknąć.
    Sytuacja powtarza się podczas poszukiwań prac na tematy jedynie trochę związane z gospodarką krajów nie pro-rosyjskich, na przykład artykułów o Nowym Jedwabnym Szlaku. To od razu natrafia się na jakiś polecony artykuł albo reklamy z pro-putinowską treścią.
    Ale treśc tych artykułów jeszcze jest do zniesienia i odbiorca nieświadomy wojny informacyjnej może początkowo nie zrozumieć, o co „de facto” chodzi w tech artykułach. Wszystko się wyjaśnia w komentarzach. Zawsze są ludzie broniący Putyna i prawie zawsze broniący Ukrainę. Ale łatwo zauwarzyć, iż komentrze pro-rosyjskie są bardzej „wypracowane”, zawsze brzmią bardziej „profesjonalnie”. I jeżeli odbiorca czy badacz jest świadomy trwającej „wojny” może odróżnić „profesjonalnych” komentatorów tzw. „troli” od zwykłych obywateli.
    Jak było powiedziano w raporcie, wojna hybrydowa jest totalnie nowym gatunkiem wojny. Jako obywatelka Gruzji miałam z nią pierwsze doczynenie dopiero w 2008 roku w czasie Wojny Sierpniowej. Wtedy informacji anty-gruzińskich w Internecie rosyjskojęzycznym było na tyle dużo, że władze Gruzji zdecydowały się zablokować wszystkie story internetowe z końcówką .ru, żeby obronić swoich obywateli przed „atakami” ze strony rosyjskich służb informacyjnych. Na krótkę metę to było skuteczne, ale po odblokowaniu na portalach społecznościowych, takich jak Facebook, Livejournal etc. była fala antygruzińskich komentarzy. Gruzińscy obywatele musieli się bronić przed informacjami „haterów” i „troli”.
    Takie samo zjawisko, ale w większej skali można zaobserwować w stosunku do Ukrainy. Ukraina jest znacznie większym państwem od Gruzji, więc ma więcej odbiorców. W sytuacji z Gruzją celowymi odbiorcamy „haterów” byli bardzej obywatele Rosji, żeby uwierzyli w to, że Gruzja jest wrogiem i nie istnieje gorsze państw W sytuacji z Ukrainą odbiorcami są wszyscy ludzie posługujący się językiem rosyjskim (co nie oznacza, że propaganda jest tylko w języku rosyjskim, oczywiście). Zdecydowana większość jakichkolwiek artykułów dotyczących Ukrainy jest propagandą rosyjską, ale są również nieliczne osoby którze piszą pozytywne albo negatywne rzeczy o Ukrainie „od serca” (będąc już pod wpływem propagandy).
    Co ciekawe, artykuły propagandowe nie zawsze są napisane z negatywnego punktu widzenia. Gdyby wszystkie przykłady propagandy wyglądały tak samo ich nikt by ich nie czytał, więc został wymyślono nowy gatunek artykułów „broniących” Ukraińców i Ukrainy. Treść na ogół jest taka: Ukraińcy są naszymi braćmi i siostrami, oni są dobrzy, ale ci źli Amerikanie (tu mogą być różne podmioty takie, jak Państwa Zachodu, Zachód, rząd Ukrainy będący pod wpływem Obamy, Obama etc.) zmuszają ich do popełniania błedów. Co gorsze, zdecydowana większość obywateli Rosyjskich wieży w tego rodzaju propagandę.
    Na rzecz propagandy wykorzystywane są mity stworzone wokół prawdziwych wydarzeń w państwach zachodnich, na przykład sytuacja w sylwestrowej nocy w Kolonii, która była wyolbrzymiona we wszystkich źródłach informacji masowej, liczba ofiar w źródłach rosyjskich wynosi od 10 do 130 osób.
    W podsumowaniu chciałabym powiedzieć, że wojna hybrydowa w Internecie jest najbardziej skuteczna. Żadna poprzednia polityka wobec „wroga” nie mogła być na tyle korzystna dla osoby jej prowadzącej. Dzisiaj, kiedy globalne zagadnienia dotyczą już nie terytorium, a strefy wpływu, wojna informacyjna jest bronją najlepszą. Mając nastoletnich odbiorców, można ukształtować całe pokolenie popierających takie czy inne pogłądy. Skutki tej wojny będą widoczny jeszcze przez bardzo długi czas. Wojny, w której, niestety albo na szczęście, nie można pokonać rywala w stu procentach!

  29. Mogę powiedzić, że niemal codzienie spotykam się z rosyjską propagandą w tej czy innej formie, ponieważ pochodzę z Ukrainy. A dla nikogo nie jest sekretem, że obecnie Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie informacyjną wojnę hybrydalną. Dlatego, że na ogłoszenie wojny oficjalnej Putin nie ma prawa, ale pretendować na kontrolę nad Ukrainą mu nie zabrania jakiekolwiek prawo międzynarodowe, a nawet prawa człowieka.
    Z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że w wojnie informacyjnej przeciwko Ukrainie można zidentyfikować podstawowe, powtarzające tezy z którymi osobiście nie raz zetknełam się:
    • „W ukraińskim kryzysie jest winien, przede wszystkim Zachód.”
    Zachód pierwszy naruszył zasadę nienaruszalności granic powojennych, szlakem wsparcia i uznania niepodległości Kosowa. „Wyrażenie woli” krymskiego „referendum” jest równoznaczne wyrażeniu woli Kosowa. Jednocześnie wybór większości Ukraińców na rzecz integracji europejskiej oświadcza narzuconym z zewnątrz, niewolnym i nierealistycznym.
    • „W Ukrainie trwa wojna domowa między Wschodem a Zachodem, główną przyczyną której jest nacjonalizm Zachodu i rządu w Kijowie, który doszedł do władzy przez zamach stanu państwowego.”
    Ta teza opiera się na długotrwałym przedstawieniu o Ukrainie, jako głęboko podzielonego kraju, w którym „Zachód” jest proeuropejskim (i jednocześnie ultranacjonalistycznym) a „Wschód” – pro-rosyjskim albo i po prostu rosyjskim. Razem z tym Ukraina jest opisana jako niepełnocenne państwo, jako przypadkowy produkt rozpadu ZSRR, głęboko podzielony kraj bez własnej osobowości historycznej i kulturowej. Wpływ tego stereotypu jest odczuwany i w tym, że w opisie działań wojennych w rosyjskich mediach słowo „Donbass” jest używane bardzo rzadko, natomiast zawsze mówi się o „wschodniej Ukrainie”. W ten sposób, tworząc wrażenie, że DRL i ŁRL kontrolują nie 25% terytorium dwóch regionów, a niemal cały wschód Ukrainy.
    • „Rosjanie i język rosyjski na Ukrainie potrzebują ochrony, szczególnie w regionach, gdzie Rosjanie stanowią większość.”
    Ta teza Putińskiej propagandy identyfikuje rosyjskojęzyczność z rosyjską tożsamością i pro-rosyjską lojalnością polityczną.
    Myślę, że Ukraina powinna jasno zrozumieć, że jest ona w sytuacji wojny informacyjnej. W którą Rosja wkłada wielkie inwestycje. Rosja, odmiennie od Ukrainy, działa systematycznie i osiąga znaczne efekty dezinformacyjne. Dlatego Ukraina póki co pozostaje w tyle wojny informacyjnej.

    1. Chciałabym jeszcze dodać, że działania takiego typu niosą za sobą rzeczywiste rezultaty. Przykładem tego jest między innymi przyłączenie do Rosji Krymu bez wystrzelenia ani jednego pocisku, a jedynie poprzez propagandę. W którą uwierzyli mieszkańce Krymu.
      Bezprawne referendum o przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej mogłoby się i nie odbyć, jeśliby mieszkańcy Krymu głosowali przeciwko przeprowadzenia referendum. Jednakże przestraszyli się zawładnięcia swojego terytorium poprzez nieistniejących faszystów, o których dowiedzieli się z informacji w wiadomościach rosyjskich pokazywanych w rosyjskich kanałach telewizyjnych na terytorium Ukrainy.
      Maszyna propagandy Kremla wygrała z przestarzałym sprawdzonym sposobem „czym bardziej nachalne kłamstwo, tym ludzie w nie bardziej wierzą”.
      Rosyjska propaganda państwowa jest totalną, cyniczną i kłamliwą i jest bezpośrednim spadkobiercą sowieckiej propagandy, ale również aktywnie wykorzystuje doświadczenia innych autorytarnych i totalitarnych reżimów. Ona jest szowinistyczną, agresywną i imperialistyczną i przekształciła się w pełnocenną informatyczną wojnę.
      A „Wojna informacyjna” tak jak zostało napisano w raporcie „Internet i „wojna informacyjna” prezydenta Putina” Akademii Krzyżowej: „..stanowi zagrożenie równoległe do zagrożenia militarnego i wymaga odpowiedniej reakcji władz państwowych i rządu.

  30. Joanna Nędzyńska (OGUN: Internet, media społecznościowe, polityka globalna). pisze:

    Raport Akademii Krzyżowa na temat wojny informacyjnej Prezydenta Rosji Władimira Putina mocno mnie zaintrygował. Był on dla mnie o tyle ciekawy, ponieważ piszę właśnie pracę magisterską o relacjach między Rosją a USA na tle kryzysu na Ukrainie. Podczas wyszukiwania wypowiedzi polityków rosyjskich, niejednokrotnie natknęłam się na różnego rodzaju strony internetowe oraz komentarze zawierające propagandowe informacje typu: Zachód chce zniszczyć Rosję sankcjami, na Ukrainie rządzą naziści lub też że Rosja nie będzie wasalem USA (sam Prezydent Putin wypowiedział się w takim tonie.) Przyznam się, że czasami natrafiałam na strony skrajnie prawicowe, w których informacje o walkach na wschodzie Ukrainy, lub też informacje na temat aneksji Krymu były tak perfekcyjnie zawoalowane, że trudno mi było zdecydować czy to jest propaganda czy prawda. Strony te były tak perfekcyjnie zaprojektowane, że nie miałam poczucia, że zostałam przekierowana na stronę o skrajnych poglądach. Dopiero po dogłębnym przeczytaniu informacji przedstawionych na stronie zorientowałam się, że są one najzwyklejszą propagandą i odbiegają od tego co było powszechnie wiadomo.
    Zgadzam się więc z twórcami raportu, że wojna informacyjna to nowe zjawisko, które chyba nigdy nie było prowadzone na tak wielką skalę. Według mnie, w dzisiejszych czasach, w którym główną obowiązującą zasadą jest „nie masz konta na Facebook’u – nie istniejesz,” musimy nawet bardziej zwracać uwagę na wojnę informacyjną, niż na działania wojenne. Akcje militarne można przewidzieć, lub też powstrzymać niż działania, w których nie ma żadnej strategii. Poza tym łatwiej jest walczyć z widzialnym wrogiem, niż z anonimem w sieci, który nie pozostawia po sobie żadnych śladów.
    Oczywiście zgodzę się z ideą przedstawioną w raporcie, że wojna informacyjna ma oddziaływać na większość, na masę, aby wpłynąć na jej opinię i zmusić do działania. Taką sytuację widzimy na co dzień przy obecnym kryzysie migracyjnym, gdzie ludzie, pod wpływem tego co przeczytają w Internecie, zaczynają protestować przeciwko przyjmowaniu uchodźców ponieważ ich zdaniem są to terroryści, którzy do tego przynoszą zagrożenie epidemiologiczne. Na szczęście, są też osoby, którzy nie są podatni na wojnę informacyjną. Przykładem są młodzi Ukraińcy, którzy wyśmiewali się z propagandy rosyjskiej. Nagrali oni teledysk przedstawiający w jaki sposób media i Internet w Rosji przedstawiał zamieszki w Kijowie. Klip polegał na tym, że po zaprezentowaniu brutalności protestujących na Majdanie, było cięcie i pokazanie, że wszystko było tak naprawdę planem filmowym, że cała sytuacja była sfabrykowana.
    Jedyne z czym nie mogę się zgodzić to argument, że zachód był zaskoczony aktywnością propagandową Rosji. Uważam, że Zachód już od dawna wiedział, że Rosjanie są mistrzami propagandy, ale dopiero teraz spotkał się ze zwiększoną jej siłą. Myślę, też że zachód nie tyle nie wiedział, że większość informacji na temat Ukrainy pochodzących z Rosji były propagandowe, ale raczej nie zareagował, był za mało zdeterminowany żeby na to jakoś odpowiedzieć, i dlatego też wojna informacyjna Putina mogła się bardziej rozprzestrzeniać.
    Wydaje mi się, że zachód był bardziej zaskoczony faktem, że tzw. Państwo Islamskie wykorzystało Internet do werbowania nowych popleczników, lub do namawiania kobiet by wyszły za mąż za bojowników szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeszcze 10 lat temu terroryści nie byli aktywni w Internecie. Były to raczej zamknięte enklawy, o których nikt nie wiedział nic. Te czasy już minęły, ponieważ nawet moja koleżanka, która ma mnóstwo znajomych z zagranicy na Facebooku, dostała wiadomość od jakiegoś mężczyzny o orientalnie brzmiącym imieniu i nazwisku. Napisał do niej że jest piękna i że może chciałaby zapoznać się bliżej. Oczywiście szybko skasowała wiadomość i od tej pory zablokowała swoje konto tak, aby nikt niepożądany nie mógł jej odszukać.
    Biorąc wszystko to pod uwagę, można śmiało stwierdzić, że wojna informacyjna będzie się dalej rozprzestrzeniać, ponieważ możliwości Internetu z dnia na dzień są coraz większe, a to stwarza też większe pole do popisu dla tych, którzy postrzegają Internet jako broń. Moją rekomendacją dla wszystkich tych, którzy spędzają w Internecie długie godziny, a przede wszystkim dla wszystkich, którzy wykorzystują Internet do poszukiwania informacji o relacjach międzynarodowych czy też konfliktach światowych, o ostrożność i o dogłębne przeczytanie informacji, która została nam przedstawiona, oraz porównanie jej z innymi źródłami.

  31. Raport Akademii Krzyżowa na temat wojny informacyjnej Putina mocno mnie zaintrygował. Był on dla mnie o tyle ciekawy, ponieważ piszę właśnie pracę magisterską o relacjach między Rosją a USA na tle kryzysu na Ukrainie. Podczas wyszukiwania wypowiedzi polityków rosyjskich, niejednokrotnie natknęłam się na różnego rodzaju strony internetowe oraz komentarze zawierające propagandowe informacje typu: Zachód chce zniszczyć Rosję sankcjami, na Ukrainie rządzą naziści lub też że Rosja nie będzie wasalem USA (sam Prezydent Putin wypowiedział się w takim tonie.) Przyznam się, że czasami natrafiałam na strony skrajnie prawicowe, w których informacje o walkach na wschodzie Ukrainy, lub też informacje na temat aneksji Krymu były tak perfekcyjnie zawoalowane, że trudno mi było zdecydować czy to jest propaganda czy prawda.
    Zgadzam się więc z twórcami raportu, że wojna informacyjna to nowe zjawisko, które chyba nigdy nie było prowadzone na tak wielką skalę. Według mnie, w dzisiejszych czasach, w którym główną obowiązującą zasadą jest „nie masz konta na Facebook’u – nie istniejesz,” musimy nawet bardziej zwracać uwagę na wojnę informacyjną, niż na działania wojenne. Akcje militarne można przewidzieć, lub też powstrzymać niż działania, w których nie ma żadnej strategii. Poza tym łatwiej jest walczyć z widzialnym wrogiem, niż z anonimem w sieci, który nie pozostawia po sobie żadnych śladów.
    Oczywiście zgodzę się z ideą przedstawioną w raporcie, że wojna informacyjna ma oddziaływać na większość, na masę, aby wpłynąć na jej opinię i zmusić do działania. Taką sytuację widzimy na co dzień przy obecnym kryzysie migracyjnym, gdzie ludzie, pod wpływem tego co przeczytają w Internecie, zaczynają protestować przeciwko przyjmowaniu uchodźców ponieważ ich zdaniem są to terroryści, którzy do tego przynoszą zagrożenie epidemiologiczne. Na szczęście, są też osoby, którzy nie są podatni na wojnę informacyjną. Przykładem są młodzi Ukraińcy, którzy wyśmiewali się z propagandy rosyjskiej. Nagrali oni teledysk przedstawiający w jaki sposób media i Internet w Rosji przedstawiał zamieszki w Kijowie. Klip polegał na tym, że po zaprezentowaniu brutalności protestujących na Majdanie, było cięcie i pokazanie, że wszystko było tak naprawdę planem filmowym, że cała sytuacja była sfabrykowana.
    Jedyne z czym nie mogę się zgodzić to argument, że zachód był zaskoczony aktywnością propagandową Rosji. Uważam, że Zachód już od dawna wiedział, że Rosjanie są mistrzami propagandy, ale dopiero teraz spotkał się ze zwiększoną jej siłą. Myślę, też że zachód nie tyle nie wiedział, że większość informacji na temat Ukrainy pochodzących z Rosji były propagandowe, ale raczej nie zareagował, był za mało zdeterminowany żeby na to jakoś odpowiedzieć, i dlatego też wojna informacyjna Putina mogła się bardziej rozprzestrzeniać.
    Wydaje mi się, że zachód był bardziej zaskoczony faktem, że tzw. Państwo Islamskie wykorzystało Internet do werbowania nowych popleczników, lub do namawiania kobiet by wyszły za mąż za bojowników szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeszcze 10 lat temu terroryści nie byli aktywni w Internecie. Były to raczej zamknięte enklawy, o których nikt nie wiedział nic. Te czasy już minęły, ponieważ nawet moja koleżanka, która ma mnóstwo znajomych z zagranicy na Facebooku, dostała wiadomość od jakiegoś mężczyzny o orientalnie brzmiącym imieniu i nazwisku. Napisał do niej że jest piękna i że może chciałaby zapoznać się bliżej. Oczywiście szybko skasowała wiadomość i od tej pory zablokowała swoje konto tak, aby nikt niepożądany nie mógł jej odszukać.
    Biorąc wszystko to pod uwagę, można śmiało stwierdzić, że wojna informacyjna będzie się dalej rozprzestrzeniać, ponieważ możliwości Internetu z dnia na dzień są coraz większe, a to stwarza też większe pole do popisu dla tych, którzy postrzegają Internet jako broń.

  32. Jeszcze do tematu, książka J.Darczewską „Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej” ma taka ciekawa rzecz: „Prof. Panarin skierował do swojej grupy dyskusyjnej na portalu „W kontaktie” notatkę zatytułowaną „Technologia zwycięstwa” (Panarin VK, 18.03.2014), w której instruował swych uczniów: 1. „Należy szczególnie podkreślać, że w porównaniu z sierpniem 2008 roku Rosja działała na Krymie uprzedzająco, nie dopuszczając do realizacji planowanego krwawego scenariusza wydarzeń.
    2. Rosja znalazła receptę na przeciwdziałanie kolorowym rewolucjom, które dokonywane są w formie zamachów stanu.
    3. Światu zaproponowano alternatywną drogę rozwoju, opartą na wartościach duchowych i etycznych.
    4.Wykrystalizował się Duch Męstwa: zakumulowany impuls męstwa Berkutu udało się skierować we właściwy nurt.
    5. Kompleksowe działania Rosji we wszystkich sferach przeciwdziałania informacyjnego (dyplomatyczna, finansowo-ekonomiczna, wojskowa itd.) były prowadzone w ścisłej koordynacji i kierowane osobiście przez Władimira Putina”.

  33. Ciekawy temat ma książka „Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej” (J.Darczewska).
    „Prof. Panarin skierował do swojej grupy dyskusyjnej na portalu „W kontaktie” notatkę zatytułowaną „Technologia zwycięstwa” (Panarin VK, 18.03.2014), w której instruował swych uczniów:
    1. „Należy szczególnie podkreślać, że w porównaniu z sierpniem 2008 roku Rosja działała na Krymie uprzedzająco, nie dopuszczając do realizacji planowanego krwawego scenariusza wydarzeń.
    2. Rosja znalazła receptę na przeciwdziałanie kolorowym rewolucjom, które dokonywane są w formie zamachów stanu.
    3. Światu zaproponowano alternatywną drogę rozwoju, opartą na wartościach duchowych i etycznych.
    4.Wykrystalizował się Duch Męstwa: zakumulowany impuls męstwa Berkutu udało się skierować we właściwy nurt.
    5. Kompleksowe działania Rosji we wszystkich sferach przeciwdziałania informacyjnego (dyplomatyczna, finansowo-ekonomiczna, wojskowa itd.) były prowadzone w ścisłej koordynacji i kierowane osobiście przez Władimira Putina”.

  34. Impressive, especially since you have uploaded it on July 22. Many thanks. And best of lucks with your work!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s