„Nocne wilki” czyli na prowokacje należy reagować szybciej

Sprawa „nocnych wilków”, którzy mieli odbyć rajd motocyklowy, była jedną z intensywnie dyskutowanych kwestii w polskich mediach ostatnich tygodni. Rząd nie reagował, więc dyskusja stawała się coraz gorętsza. Już sam fakt, że sprawa była tak głośna budził rozliczne kontrowersje.
Byli tacy, którzy twierdzili, że najlepiej byłoby o sprawie milczeć, wtedy rajd „wilków” spokojnie by sobie przez Polskę przyjechał i byłoby po wszystkim. Padały nawet sformułowania cóż to za państwo, które czułoby się zagrożone przez kilkudziesięciu motocyklistów”.
Znaczna część opinii publicznej była przeciwnego zdania uważając, że zapowiadana jest gigantyczna prowokacja. Mówiono i pisano, że dojść może to rozlicznych awantur, zarówno ze strony samych „wilków” jak i tych wszystkim, którym „Wilki” się nie podobają. Milczeć więc o sprawie się nie dawało, ponieważ wilki wpuścić bez specjalnego szumu, i w ten sposób je zlekceważyć nie było sposobu.
Liczna była też grupa tych, którzy najzwyczajniej sądzili, że przejazd przez Polskę kolumny osobników z symboliką nie tylko rosyjską ale i sowiecką byłoby czymś wysoce niestosownym. „Wilki” trzeba dodać to jest zwykły gang motocyklowy, ale grupa bliskich przyjaciół Putina z którymi lubi się on fotografować jak również zbrojna banda biorąca udział w wojnie w Donbasie.
Wpuszczać więc „Wilki” czy nie wpuszczać”? Pytanie to ekscytowało dużo część Polski i całymi godziny debatowano o tym na najrozmaistszcyh internetowych forach.
Choć prowokacji spodziewano się w Polsce, ostatecznym celem „Nocnych wilków” miał być Berlin. Niemcy mieli więc w całej sprawie również coś do powiedzenia. Zwracano uwagę, że gdyby Niemcy odmówili wjazdu to powstałaby co najmniej dziwna sytuacja, w której „wilki” szalały by po Polsce, nie mogąc dotrzeć właściwego celu podróży.
Strona niemiecka najpierw zabroniła grupie motocyklistów wjazdu do Berlina, dopatrując się w tym niezarejestrowanej a więc nielegalnej demonstracji. Na koniec nie dano „wilkom” schengenowskich wiz, co było wynikiem zgodnego działania trzech rządów Polski, Niemiec i Czech.
Najbardziej zdumiewający był końcowy epizod całej historii. Na polsko-białouskiej granicy w Terespolu spotkały się dwie grupy, aby witać mających przybyć do Polski putinowskich bikerów. Jedną grupą byli polscy motocykliści z „komandorem” Węgrzynem na czele, a drugą działacze proputinowskiej partii „Zmiana”. „Wilków” nie wpuszczono, ale doszło jednak do ostrej kontrowersji, kto ma większe prawo witać przyjaciół Putina. Przedstawiciel partii „Zmiana” stwierdził podczas tej sprzeczki, że „Wilki” przyjeżdżają do Polski na jej zaproszenie, o czym dotychczas nie było wiadomo. Argument ciekawy, bowiem uprzednio cały czas głoszono, że impreza „wilków” nie ma charakteru politycznego i nie chodzi w niej o nic więcej jak tylko o uczczenie rocznicy zwycięstwa.
Należy zadać sobie pytanie, jaki cel stawiały sobie „wilki”, skoro należy przypuszczać, że ich cele były inne niż deklarowane. Na czym polegać miała prowokacja, o którą ich podejrzewano? Niektórzy opatrywali w „wilkach” awangardę „zielonych ludzików”. To jednak była przesada. Jak się wydaje, chodziło właśnie o ten szum medialny. „Wilki” miały przejechać, demonstracyjnie prezentując swoje rosyjsko-sowieckie emblematy, jednocześnie z otwartą hipokryzją odwiedzając miejsca-symbole polskiego patriotyzmu. Polacy mieli to wszystko grzecznie strawić, jednocześnie piekląc się i podnosząc wrzawę medialną. „Wilki” zaś, tak jak już mówiły powtarzały by, że „każdy Polak, który przeciw nim występuje, to ten sam, który był strażnikiem żydowskich gett”. Poddane takiej próbie, społeczeństwo miało być podzielone, a po wyjeździe „wilków” przeżywać solidnego kaca. Wszystko to miało zdarzać się dzięki rozemocjonowanym mediom, choć motocykle „wilków” miały być jak najbardziej realne.
Pouczające w najwyższym stopniu jest to, że gdy „Wilków” nie wpuszczono, sprawa niemal natychmiast przycichła, a nawet więcej znikła. „Wilki” co prawda odgrażały się, że jeszcze spróbują wjechać, ale nic z tego poważnego nie wynikło i był to tylko kundli skowyt. Zaprotestowała tylko na chwilę Moskwa, oświadczając oficjalnie że niepuszczenie „wilków” to dowód pogorszenia się polsko-rosyjskich stosunków. Moskwa potwierdziła tylko w ten sposób tezę tych, którzy twierdzili od samego początku, że nie chodziło o niewinny rajd motocyklowy, a o zaplanowane posunięcie propagandowe, które tym razem w dużym stopniu udaremniono.
Jaki wniosek należy wyciągnąć z całej tej historii? Paradoksalnie rację w sporze o wilków miały obie strony. Mieli ją ci, którzy twierdzili, że wokół „Nocnych wilków” za dużo było gadania ale też ci, którzy wołali i apelowali głośno by „wilków” nie wpuszczać. Okazało się jednak, że najlepszym sposobem, aby owo gadanie ukrócić nie jest nawoływanie do milczenie, ale jednoznaczna decyzja aby przyjaciół Putina nie wpuszczać. Aby nie prowadzić zbędnych dyskusji, trzeba więc przede wszystkim podejmować szybkie i zdecydowane decyzje. Na prowokacje należy reagować błyskawicznie i zdecydowanie. Tego w całej sprawie zabrakło, choć ma ona swój happy-end.

One thought on “„Nocne wilki” czyli na prowokacje należy reagować szybciej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s