Łukaszenki gra na dwa fronty

Putin i ŁukaszenkoNiemożliwość istotnego odejścia od prorosyjskiego stanowiska zmusza Łukaszenkę do szukania  najrozmaitszych sposób zaznaczenia odrębności wobec Kremla i robienia wrażenia jak dalece jest on samodzielnym. Przybiera to czasem dość rubaszną formę jak daleko idąca wypowiedz prezydenta Białorusi, że „większa część Rosji historycznie podlegała Mongolii i Kazachstanowi”. Bynajmniej nie oznacza, że  Białoruś miałaby się jakoś  od Rosji oddalać. Władze w Mińsku  mają obawy wobec zagrożeń, które zdają się nadchodzić z dwóch przeciwstawnych stron: aneksji ze strony Moskwy oraz powtórzenia się w Mińsku kijowskiego Majdanu. Obawa włączenia Białorusi do „Federacji” w postaci kolejnej „republiki autonomicznej” doprowadza Łukaszenkę do zmian polityki wewnętrznej i   zawoalowanego wzmacniania nacjonalizmu, przy jednoczesnym utrzymywaniu autorytarnej władzy,  aby unikać przenikaniu rewolucyjnych nastrojów z południa.

Perspektywa na jakiegoś rodzaju liberalizację bądź odstąpienia od totalnej kontroli ze strony państwa, nie wydaje się prawdopodobna. Łukaszenko zdaje sobie sprawę, że ewentualne wprowadzenia nawet pozorów politycznej odwilży może doprowadzić do powtórzenia wydarzeń z grudnia 2010 roku  na mińskim Placu Niepodległości (nomen omen ta sama nazwa co w Kijowie), co zmuszony byłby tłumić.  Wobec zbliżających się wyborów 2015 roku, władza białoruska raczej będzie demonstrowała gotowość do kolejnej „specoperacji” powyborczej jako działania wyprzedzającego.  W takiej jednak sytuacji prowokować swojego wschodniego sąsiada nie można, bowiem już udowodnił swoje zdolności do prowadzenia wojen hybrydowych i politycznej manipulacji. Na Białorusi Putin mógłby w szczególny sposób włączyć w falę politycznego niepokoju. Z drugiej strony otwarte podporządkowanie i wspieranie putinowskiej Moskwy również może mieć dla oficjalnego Mińska opłakane konsekwencje, ponieważ czyniłoby to Białoruś państwem jedynie formalnie niezależnym.

Usiłując się więc włączyć się w międzynarodowe negocjacje dotyczące konfliktu rosyjsko-ukraińskiego Aleksander Łukaszenka gra o własną skórę.

Wewnątrz Białorusi wydarzenia  ukraińskie mają swoje silne echo i wywołują refleksję, która w oczywisty sposób odnosi do  rzeczywistości białoruskiej. Zasygnalizował to ostatni mecz w eliminacjach do Euro 2016 Białoruś- Ukraina, który się odbył 9 października w Borysowie. Kibice obu reprezentacji zgodnie  niezbyt przychylne i godne właśnie kibiców hasła o prezydencie Rosji. Na okrzyki „sława Ukrainie” po jednej stronie, odpowiadano „herojom sława” po drugiej. Łukaszenko mógłby się jedynie pocieszać, że podczas skandowania „Sława Ukrainie-Herojam sława” kibice białoruscy podzielili się i część zagwizdywała owe hasło. Filmiki ze śpiewami kibiców rozeszły się po internecie, w szczególności w ukraińskiej cybersferze, zdobywając naturalnie sporą popularność.  Choć mecz futbolowy Białoruś-Ukraina jest przejawem proukraińskiej nastrojów wśród części białoruskiej młodzieży i kibiców, to jednak sądzić o nastrojach w całym kraju na tej podstawie nie sposób. Jedynym miejscem,  gdzie  białoruska opinia publiczna dochodzi do głosu pozostaje Internet, ale tam trudno o ocenę,  że któraś ze stron ma przewagę. Odczuwalne jest zarówno otwarte wspieranie polityki putinowskiej Rosji, jak i  po przeciwnej stronie nastroje proukraińskie, co łączy się z żądaniami społeczno-politycznych zmian u siebie w kraju.Trudno w chwili obecnej powiedzieć w jakich proporcjach społeczeństwo białoruskie jest podzielone i jaki wpływ mają na to władze.

Stwierdzić można tylko to, że Łukaszenko zdaje sobie sprawę, że sytuacja jest zmienna i stara się wobec tego reagować.  Oficjalny Mińsk dobrze rozumie, iż wobec ukraińsko-rosyjskiego konfliktu, trzeba jakoś opowiedzie, bowiem zupełna bierność byłaby pewnie interpretowana jako słabość i uległość Moskwie. Rosja oczekuje bezwzględnego podporządkowania, Łukaszenko jest zbyt uzależniony od Moskwy i na podejmowanie się jakiś wyrazistych  kroków w kierunku pro ukraińskim raczej się nie odważy, zresztą sama Ukraina zdaje się nie mieć iluzji na temat stanowiska Białorusi wobec trwającego konfliktu.  Nie chce jednak prezentować się jako 100% wasal Putina. Dąży do tego, aby na arenie międzynarodowej być widocznym, żeby o nim nie zapomniano, żeby Putin nie mógł załatwić go po cichu i na boku.

Taki jest najpewniej zamysł  politycznej aktywności Łukaszenki i  czynienia Mińska centrum wielkiej polityki, gdzie  mają toczyć się pertraktacje między rządem ukraińskim a separatystami prorosyjskimi.

Dzięki innej inicjatywie jaką jest goszczenie udziela  summitu Wspólnoty Państwa Niepodległych przeobrażającego w Euroazjatycką Unię Łukaszenko może też wszech i wobec demonstrować, jaką to ma wagę na arenie politycznej, a jednocześnie może być po cichu zadowolonym, że ów szczyt żadnym sukcesem nie był. No bo gdyby ta Unia, mająca być odradzającym się Związkiem Radzieckim, stawała się sukcesem byłby początek końca samodzielnych rządów Łukaszenki.

Trudno ocenić na ile wszystkie te manewry Mińska mogą być skuteczne, aby utrzymać się na powierzchni wzburzonego morza globalnej polityki, ale jest to sposób, dzięki któremu Łukaszenko może kontynuować swoistą politykę lawirowania między Wschodem a Zachodem, w sytuacji,  gdy jest o to coraz trudniej.

Komentarz gościnny, Anton Saifullayeu, Studium Europy Wschodniej UW

One thought on “Łukaszenki gra na dwa fronty

  1. To, że Łukaszenka grał i będzie grał na „dwa frony” jest rzeczą oczywistą. Bardziej interesujące jest pytanie, w jaki sposób wydarzenia w Ukrainie wpłyną (a raczej już wpływają) na SPOSÓB grania. A oto zauważyć można dość znamienne zmiany w dyskursie łukaszenkowskim:

    1. Bodajże po raz pierwszy mamy do czynienia z czymś, co można nazwać ideowym sporem z Rosją (wcześniejsze potyczki były wyłącznie na gruncie ekonomicznym, ewentualnie drobne porachunki personalne). Łukaszenka co najmniej dwa razy publicznie wskazał na pogwałcenie ze strony Rosji takiej wartości, jaką jest prawo międzynarodowe; na dotatek też wytknął niekoherencję głównej linii argumentacyjnej propagandy rosyjskiej, że Krym był kiedyś „nasz”, ergo teraz też musi być „nasz” (Łukaszenka, który wcześniej słynął z lapsusów historycznych, teraz niezwykle trafnie zauważył, że zgodnie z taką logiką można też postulować powrót do granic państwowych z czasów Chana Batyja).

    2. Jeszcze bardziej jaskrawa polemika z Kremlem znalazła wyraz na łamach prezydenckiej gazety Sowietskaja Bielorussia. Główny redaktor Paweł Jakubowicz napisał dość zjadliwą krytykę poglądów Aleksandra Dugina (ongiś mile widzianego autora tejże gazety). Znamienne jest to, że była to polemika nie z Duginem jako osobą prywatną, ale Duginem jako „człowiekiem Kremla”, jako „nieoficjalnym wyrazicielem” poglądów Kremla; inaczej mówiąc, była to po prostu polemika z ideologią kremlowską.

    3. Łukaszenka zawsze był aksjologicznym konformistą, to znaczy jego polityka w zakresie języka, kultury, wartości narodowych zasadniczo była dyktowana przez opinię większości. A oto teraz mamy oznaki przeciwstawienia się opinii większości w ocenie polityki Putina wobec Ukrainy (szczególnie w sprawie przyłączenia do Rosji Krymu). Obraz obecnej władzy w Kijowie (kojarzonej w Białorusi z Majdanem) w dyskursie łukaszenkowskim jawi się bardziej pozytywnie, niż w opinii większości Białorusinów – jest to też dość znamienne.

    Myślę, że w kontekście wyborów 2015 te wszystkie „niuanse” są niezwylke ważne. Zarówno geopolityczny, jak i „ideo-polityczny” kontekst tych wyborów będzie zgoła inny, niż wszystkich poprzednich wyborów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s