Moskwa-Kijów-Europa: Trolle Putina i pytania o europejski rozsądek

Trolle, jak wiadomo, to stwory rodem ze Skandynawii, złośliwe i tępe. Należy ich unikać, ale dzisiaj oto trudniej, bowiem zagnieździły się one w Sieci. Trolling, a w nieco spolszczonej wersji trollowanie, to rozsyłanie w internecie masowo bzdur. Tak było niegdyś. Trolle stały się bardziej przemyślne odkąd przeniosły się do Rosji. Nie są już tępe, choć z tępoty korzystaj – tępoty  tych, do których rozsyłają swoje wiadomości.

Gdy chodzi o  konflikt rosyjsko-ukraiński trolle   mają ogromne znaczenie. Zabranie drugiemu państwo znaczącego kawałka terytorium czy wysyłanie na jego terytorium terrorystów winno uchodzić za jawny bandytyzm, chyba że sprawę uda przedstawić się we właściwym świetle i zyskać dla niej „zrozumienie”. Nie łatwe to zadanie, ale możliwe.

Niemcy mają wyrzuty za sumienia w związku z II wojną światowa wobec Rosji, wobec czego trzeba nazwać Ukraińców faszystami. Jakiegokolwiek związku z faszystami Niemiec natychmiast się przestraszy. Polacy nie lubią Ukraińców z powodu rzezi wołyńskiej, wobec czego należy nazwać ich banderowcami z UPA. Francuzi nic nie wiedzą o Ukrainie i sądzą, że jak ktoś pisze cyrylicą i jest prawosławny to już Rosjanin.  Starczy im podesłać, że Ukraińców właściwie nie ma. Każdemu należy się właściwa wiadomość, spreparowana  odpowiednio do  kompleksów,  niechęci czy ignorancji. Nie można wysyłać tego do wszystkich, bo Internet jest zbyt wielki. Trzeba odpowiednich adresów. W Niemczech do antyfaszystów, we Francji na przykład do wielbicieli talentu Depardieu,  do Polski najlepiej na portale  z nazwą Kresy w tytule. Dalej robotę wykona masa użytecznych idiotów, rozmnażając to  w setki tysięcy miejsc.

Moskwa niegdyś atakowała za pomocą hakerów, na przykład na łotewskie portale rządowe. Efekt był jednak mizerny. Putin idzie za duchem czasu i udoskonala metody wraz z swoimi expertami od internetu takimi jak Władisław Surkov  czy prokremlowskimi blogerami  jak Konstantin Rykow,  Aleksy Czadajew czy Maria Sergeyewa.    Internet, który wedle cyber-utopistów miał być narzędziem globalnej demokratyzacji, staje się bronią podstępnej propagandy dyktatorskich reżymów.  Białorusko amerykański znawca Internetu Evgeny Morozov alarmuje w tej sprawie w niedawnej, głośnej książce „Rozczarowanie siecią”. To co Morozow a właściwie Jauhien Marazau (bo taka jest białoruska pisownia jego nazwiska bez transkrypcji),  opisywał jako wciąż jeszcze potencjalne zagrożenie, staje się dziś groźbą realną. Trolling Putina odczuwalny jest w całej Europie.

Jak bronić się przed tym trollingiem, który odwołuje się do wszechobecnej ludzkiej głupoty i naiwności ? Pierwsza odpowiedz – nie ma takiej obrony. Jest tylko nadzieja, że Europejczycy nie są aż tak głupi jak sobie Putin wyobraża. Internet jest  ogromny i można mieć nadzieje, że w tej społeczności, jaka zapełnia internet,  jest dość rozsądku, aby  kłamstwo nie zatriumfowało. Jeśli zaś ktoś nie wierzy w zagrożenie wirtualnymi trollami,  może nabrać rozsądku przyglądając się  czterdziestu tysiącom rzeczywistych trolli nad ukraińską granicą. I każdy kto nie pozostaje obojętny wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i używa internetu głosuje za rozsądkiem lub  przeciw niemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s