Przełom na Wschodzie

Wydarzenia związane ze zwycięstwem pierwszej fazy  antyautorytarnej rewolucji w Kijowie – obalenie rządów Janukowycza – koncentrują dziś powszechną uwagę. Z wielu powodów. Jeden z nich powinien już dzisiaj stanowic przedmiot refleksji, mianowicie znaczenie tego zwycięstwa poza granicami Ukrainy. Kijowska rewolucja jeśli zdoła wejść w kolejna fazę – tworzenia demokratycznego ładu i jednocześnie stablizowania na owych podstawach ładu gospodarczego, będzie miała nie mniejszą wagę niż rozpad Związku Sowieckiego.

[arykuł opublikowany w Rzeczpospolita z dn.24.02.1014 autorstwa Henryka Szlajfera i Kazimierz Wóycickiego]

Putinowski, w istocie neoimperialny rosyjski projekt, zakładał (i nadal zakłada)  scalanie na rózny sposób ziem dawnego Związku, swego rodzaju nawrót w nowych warunkach XXI wieku, do dawnej idei scalania ziem ruskich. Tak jak w przeszłości, również i dzisiaj owa neoimperialna idea wydaje się sposobem zażegnywania głębokiego kryzysu społeczeństwa rosyjskiego i rosyjskiej tożsamości. Pod wielu względami jest to również  selektywny powrót do dawnych sowieckich wzorców, choć w nowym opakowaniu. Putin chodzi do cerkwi i bije pokłony przed ikonami,  ale jednocześnie broni pamięci o KGB. Te zaskakującą, ale w sumie zrozumiałą ideowa hybrydę ideową finansują głównie dochody z wysokich cen ropy i gazu. p

Społeczeństwo rosyjskie zawieszone jest, jak i w przeszłości, między modernizacją a system samodzierżawia i dyktatury. Ten  nierozwikłany dylemat Rosji jest wciąż aktualny. Rosja ma wciąż janusowe oblicze – europejskie i nowoczesne oraz antyeuropejskie i imperialne. Jednak  obraz wiecznej i niezmiennej Rosji, która skazana jest na samodzierżawie, nie  jest prawdziwy. Balast imperium nie pozwalał Rosji w przeszłości,  i nie pozwala również dzisiaj na modernizację i budowanie demokracji (bez przymiotników, jak „suwerenna”). Kto zniewalał innych, ten też zniewalał siebie. To wiemy. Czy jednak można sobie wyobrazić  Rosje bez imperium?

Powracamy w tym miejscu do ukraińskiej antyautorytarnej rewolucji, a precyzyjniej, do kwestii jej znaczenia dla samej Rosji. Nie w perspektywie krótkiej, miesięcy czy jednego czy dwóch lat. Raczej w perspektywie kładzenia fundamentu pod alternatywny projekt dla Rosji.  Wielkie symboliczne znaczenie mają obrazy przekazywane nie tylko z samego Kijowa. Może nawet ważniejsze są sceny z miast takich jak Charków czy Ługańsk. Tam istotnie duża jeśli nie większość ludności jest nie tylko rosyjskojęzyczna, ale uważa się za Rosjan. Moskwa nie traktuje tej ludności jako rosyjskiej mniejszości w innym, samodzielnym państwie, ale jako mieszkańców potencjalnie rosyjskiego terytorium, a ukraińskich Rosjan jako niemal obywateli Federacji. Termin federalizacja nabrał w trakcie rewolucji groźnego zabarwienia jako niemal synonim rozbioru Ukrainy. Dzisiaj ta groźna frazeologia zdjeta została z nagłówków rosyjskich gazet i komentarzy, ale nie jest martwą literą. Zobaczymy, powiadja mądrzy ludzie, jak rozwinie się i w jakim kierunku ukraińska rewolucja.

Jednak przekaz płynący właśnie z Charkowa i Ługańska wskazuje, że i tamtejsze społeczności pragną choćby elementarnej demokracji, społeczeństwa bez korupcji i że są tam ludzie gotowi demonstrować w imię wolności. Ten przekaz jest być może bardziej znaczący z punktu widzenia Rosji niż obrazy rewolucyjnego, skażonego przez Zachód majdanu w Kijowie. Tam gdzie Putin i zwolennicy neoimperialnej idei chcieli i chcą widzieć własne terytorium, tam również dotarła zaraza antyautorytarnej rewolucji.

Wielu polskich i zagranicznych komentatorów bezrefleksyjne powtarza od lat „Putin Rosji nie odpuści”. Ta jakże głęboka fraza sugeruje mityczny obraz Rosji, także jej transformacji po 1989–91 r. To zarazem tani i tandetny produkt. Przez ponad 20 lat  utwierdzano publiczność w przekonaniu – przykładem interpretacje serwowane przez socjologa Jadwigę Staniszkis czy publicystę Edwarda Luckasa – że upadek komunizmu i rozpad Związku Sowieckiego to nic innego jak realizacja wyrafinowanych planów KGB. Pozbyto się zmurszałego w swojej konstrukcji imperium sowieckiego tylko po to, by odbudować je na nowo. Objaśnianie wielkich procesów historycznych i społecznych teoriami spiskowymi, istnieniem Wielkich Projektów i Wielkich Demiurgów jest takim tandetnym produktem (niezależnie od tego, że również spiski i działanie tajnych służb historyk i politolog winien brać w analizie pod uwagę). Jednak najpoważniejszą i destruktywną konsekwencją popularyzowania takiego „złego pieniądza”  jest e utwierdzanie fałszywego, demonicznego obrazu omnopotentnej Rosji – w konfrontacji z nią siły demokracji i wolności są bezsilne. Wiadomo, „Putin Rosji nie odpuści”.

Już obecna faza ukraińskiej rewolucji ugruntowała nie tylko obraz Ukrainy jako samodzielnego państwa i narodu, ale także zakwestionowała taki właśnie mityczny i zafałszowany obraz Rosji. Widoczne manipulacje Moskwy, które wraz z już rozpoczętymi w Kijowie śledztwami, będą ujawnianie i badane (wiele sygnałów od działalności rosyjskiego specnazu), pokażą przecież jak ostatecznie nieskuteczne są owe tajemne służby. Przeświadczenia o rzekomym planie KGB by rozwiązać imperium aby je odbudować jawi się w świetle rewolucji w Kijowie jako niezbyt interesująca bajka.

Dzięki rewolucji w Ukrainie możemy spojrzeć na Rosję w realistyczny sposób, bez demonizowania Moskwy,  ale też jej lekceważenia, reakcje zazwyczaj motywowane lękiem. Jest to wciąż wielki i potężny kraj, trawiony jednak gigantycznym kryzysem. I nie chodzi o samą gospodarkę, pozornie dużą, ale opartą na bardzo kruchych podstawach. Matką wszystkich problemów jest kryzys rosyjskiej tożsamości, która nie może się, jak do tej pory, ukształtować w formule własnej narodowej tożsamości, na wzór innych narodów europejskich, które w XX w.  pozbywały się balastu imperiów i imperialnych ambicji. Wiemy właśnie z doświadczeń brytyjskich a jeszcze bardziej francuskich, że nie jest to takie łatwe. Trzeba być przygotowanym na to, że rosyjska frustracja, związana z ukraińska rewolucją, może pojawić się jako odrażająca agresywna ksenofobia i szowinizm.

Rewolucja w Ukrainie, jeśli nie zostanie wykolejona w wewnętrznych sporach (tu kłania się również ewentualna wspomagająca konflikty rola Rosji), wymusi  jednak w Rosji taką refleksję zarówno w elitach politycznych, jak i w szerokich kręgach społeczeństwa. Skuteczna demokratyczna transformacja w Polsce czy Cechach, gdzie totalitaryzm i autorytaryzm były, porównawczo, krótkotrwałe, zaś sowietyzm słabo ugruntowany, stanowiła, z perspektywy Rosji, ciekawy i groźny zarazem fenomen, ale nie spełniła roli inspiratora. Inaczej w przypadku Ukrainy. To antyautorytarny, wolnościowy bunt w jednej z dawnych ostoi sowietyzmu, kształtowanej przez ponad 70 lat ideologia, kulą i głodem.

Słowem, pojawi się raz jeszcze i prawdopodobnie z większa niż do tej pory mocą pytanie: czy istnieje naród rosyjski (wbrew dziwacznej formule, że jest to „naród wielu narodów”) jako współczesne i nowoczesne społeczeństwo? Obrazy walki o wolność przekazywane z Ukrainy będą z pewnością inspirujące dla wielu Rosjan miłujących wolność nie mniej niż Polacy i Ukraińcy. Być może jednak jeszcze ważniejsze od tego będzie właśnie dążenie do przemiany rosyjskiej tożsamości i kształtowanie się nowoczesnego rosyjskiego narodu.

Zwycięstwo ukraińskiej rewolucji stawia jednak poważne wyzwania nie tylko Rosji, ale całej społeczności międzynarodowej, w szczególności społeczności europejskiej. Powstaje na kontynencie na naszych oczach szansa na nową konstelację i układ sił. To dlatego obecny przełom w Ukrainie może być równiej ważny jak upadek Związku Sowieckiego. Nasze wyobrażenie o Europie w ciągu kilku miesięcy poszerzyło się zasadniczo. Termin „wschód Europy” rozpada się na kawałki,  przestaje być synonimem czegoś egzotycznego, wyłącznie zacofania  i niezdolności do zmiany.

Należy zatem pytać nie tylko co Europa może zrobić dla Ukrainy, ale również co Ukraina już zrobiła dla Europy. A zrobiła już wiele, rozbijając chociażby mit omnipotentnej Rosji. Osmieliła Europę, stworzyła jej szansę nie konfrontacji z Rosja lecz pojawienia się jako równorzędny, silny partner.. Mało? Zaś pro domo sua:  Ukraińcy osiągając w tej fazie rewolucji zwycięstwo, wiele już zrobili dla Polski w tym oto sensie, że w trakcie kryzysu okazało się jak ważna jest pozycja Warszawy w koncercie europejskiej dyplomacji działającej na wschodzie. Zresztą po raz drugi, jeśli przypomnieć tu „pomarańczową rewolucję” 2004 r. Dwa razy sfalsyfikowano zatem tezę niektórych polskich politologów cum polityków, że działalność Polski na wschodzie jest utopijnym przedsięwzięciem  i w rzeczy samej stratą czasu. Po 2004 r. nie byliśmy w stanie przeciwdziałać zniszczeniu osiągniętego wówczas zwycięstwa w wewnątrzukraińskich sporach (z udziałem Moskwy), szansy jaka stwarzała. To groźne memento. Ale tak jak w 2004 r., tak i dzisiaj w tej sprawie ciężar decyzji i odpowiedzialności spoczywa głównie na ukraińskich przywódcach rewolucji.

Warszawa ma jednak do odegrania w nadchodzącej kolejnej fazie ukraińskiej rewolucji ważną rolę. Nie na wschodzie, w ogłaszaniu co chwila rosyjskiego zagrozenia, lecz na zachodzie, w Brukseli i Waszyngtonie. Pakiet reform i pakiet pomocowy na wielką skalę to hasła wywoławcze tej nowej roli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s