Kijów, Unia Europejska i Moskwa

Na konferencji w Monachium poświęconej bezpieczeństwa sprawa ukraińska stała absolutnie w centrum obrad. Nie może to dziwić, bowiem możliwe zbliżenie Kijowa do Unii oznaczałoby niemal podobną zmianę geopolityczną jak rozpad Związku Sowieckiego. Prezydent Komisji Europejskiej Herman Van Rompuy stwierdził jednoznacznie, że „przyszłość Ukrainy związana jest Unią Europejską”. Stwierdzono też, że „walka o demokratyczną i europejską przyszłość nie nigdzie tak wielkiego znaczenia jak właśnie na Ukrainie”.  Władze ukraińskie piętnowane były za stosowanie przemocy i brak dialogu ze społeczeństwem.

Widoczne jest zitensyfikowanie się unijnej i amerykańskiej polityki w sprawie Ukrainy i jej coraz dalej idąca ofensywność.  Skorelowane jest oto z rosnącą siłą opozycji ukraińskiej i jej umiejętnością zrównoważenia brutalnych i anarchizujących działań prezydenta Janukowycza.

Konferencja pokazała też wyraziście jak bardzo sprawa ukraińska różni Unię Europejską i Moskwę. Minister spraw zagranicznych  Rosji Sergey Lavrov powtórzył wszystkie niemal i najmocniejsze argumenty, jakie Rosja (a wcześniej Związek Sowiecki) używa, aby zdyskredytować narodowy ruch ukraiński. Wedle rosyjskiego ministra protestujący na Ukrainie to nacjonaliści, faszyści i ekstreminiści. To ono oni wedle Lavrova winni są eskalacji przemocy. Wspierani są też z zewnątrz. Należy przypomnieć, że taki repertuar oskarżeń stosowany był wobec wszelkich ugrupowań dysydenckich w bloku sowieckim, a teraz stosowany jest tam, gdzie Moskwie grozi utrata wpływów. Argumenty te powtarzane są też z wielką intensywnością w internecie, który zdaje się w coraz większym stopniu dla Moskwy terenem walki i dywersji propagandowej.

W tle konferencji doszło do telewizyjnej dyskusji między przywódcą ukraińskiej opozycji Witali Kłyczko a ukraińskim ministrem spraw zagranicznych Leonidem Kozarem.

Przypomnę, ze wczoraj jeden z doradców Putina w biuletynie nomen omen Gazpromu poradził Janukowyczowi (wiadomość dzisiejsza), że jeśli nie stłumi rewolucji to może utracić władze. Jak to komentować?

Tymczasem Ukraina pogrąża się w rewolucyjnym chaosie. Wyłonić się z niego może państwo i społeczeństwo skierowane ku Zachodowi i Unii Europejskiej, próbujące z trudem głębokich reform, usiłujące odbudować kraj, po zniszczeniach spowodowanych przez Janukowycza. Możliwe tez są próby stłumienia rewolucji i nie można wykluczyć, ze naga siła zdoła jeszcze raz zwyciężyć. To na to wszystko Moskwa Putina? Wydaje się, że żadne rozwiązanie nie będzie jej zwycięstwem.

Zwrot Ukrainy ku Zachodowi to koniec iluzji moskiewskiego neoimperializmu (choć pewnie trochę więcej nadziei na jakieś demokratyczne zmiany również w samej Rosji). Każde inne rozwiązanie to anarchizacja Ukrainy. Nie sposób już jednak Moskwie będzie zdobyć jakąś zdecydowaną dominację na tym krajem. Tylko  bardzo niewielkie segmenty społeczeństwa na Ukrainie gotowe są sympatyzować z Rosją. Nawet ci obojętni wobec eurorewolucji wcale nie muszą być zwolennikami bliższych związków Ukrainy z jej wschodnim sąsiadem. Nastroje na wschodniej Ukrainie mogą być o wiele mniej rewolucyjne niż na zachodniej, nie oznacza to jednak, że nadmiar przyjaźni z Putinem mógłby tam być dobrze widziany.

Fakt, że Moskwa powstrzymała Kijów przed podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE, komentowane było często jako jej sukces. Towarzyszyły też temu spekulacje o możliwym podziale Ukrainy. Wydaje się jednak, że ani to sukces, ani podział Ukrainy nie jest możliwy.

Rosja Putina ponosi na Ukrainie bolesną porażkę. Oczywiście brak podpisu pod umową stowarzyszeniową można traktować jako zwycięstwo, ale raczej jako pyrrusowe. Wprowadzenie Ukrainy w stan anarchii może być kłopotliwe dla EU (w szczególności dla Polski), ale w o  wiele trudniejsze będzie dla Moskwy.

Wiele komentatorów zwraca uwagę w ostatnich tygodniach (m.in. ostatni „The Economist”) na owe spektakularne sukcesy Putina, sukcesy  w gruncie rzeczy bardzo kosztowne, na które dzisiejszej Rosji nie stać. Gospodarka Rosji słabnie a cała jej względna siła związana jest niemal wyłącznie z wysokimi cenami ropy i gazu. A te mają wyraźną tendencję spadkową. Obecnie cena ropy wynosi ok.120$ za baryłkę. Przy spadku ceny do 100$ Rosja zacznie mieć problemy ze zrównoważonym budżetem. Nie należy zapominać, że w roku 2008 cena ropy spadła do 40$. Podobny, choć nawet nie tak wielki, spadek dzisiaj (a jest nie wykluczony).  oznaczałby by dla Putina katastrofę. Putin pręży mięśnie, jest jednak w istocie politykiem krótkowzrocznym.

Do tego wszystkiego dochodzi ogromna dysproporcja wielkości gospodarki rosyjskiej i EU. Ta ostania jest od rosyjskiej 8 razy większa (a w tle jest jest jeszcze gospodarka amerykańska podobnej co unijna wielkości). Zaliczanie Rosji do tzw.grupy BRIC (wschodzących potęg) opierało się na przewidywanym wzroście gospodarczym Rosji 8-10% rocznie. Obecnie wynosi on 2%.

Przypomnij „dobrą radę” doradcy Putina dla  Janukowyczowi, że jeśli nie stłumi on rewolucji to może utracić władze. Niezależnie od tego, jak niepokojące są takie, propozycje, ze strony Moskwy, można je odczytywać jako powiedzenie „radź sobie Pan sam”. I wydaje się, ze Moskwa nie wiele więcej może zrobić, choć zachowuje wciąż zdolność anarchizowania Ukrainy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, jak upowszechnione są uproszczone sądy, że Moskwa „nie odpuści”, mit o niemal wszechmocy Moskwy i przekonanie, że brutalna siła zawsze będzie górą. Takie opinie powszechne są w wielu internetowych komentarzach, zwłaszcza w polskiej sieci. Z pewnością nie należy lekceważyć Moskwy, przekonanie jednak o jej wszechmocy to z pewnością naiwność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s