Mazowieckiego rozrachunek z PAX-em i granice polityki (4)

Mazowiecki należał do pokolenia, które wkraczało w życie polityczne zaraz po wojnie. Jako rocznik 1927 miał w roku 1945 lat dokładnie osiemnaście. Doświadczał porażkę wszystkich wojennych nadziei a następnie widział  nieskuteczność polityki Mikołajczyka. Opisywał to jako doświadczenie generacyjne. Jako bardzo młody człowiek szukał drogi politycznej dla siebie i dla Polski. Jako niedokończony jeszcze prawnik zaczyna działać w organizacji PAX, która dla młodej i nie wiele jeszcze wiedzącej osoby stwarzała złudzenie względnej niezależności w gęstniejącej atmosferze narastającego stalinizmu. Dla osób dzisiaj młodszych trzeba dodać, że PAX był organizacją powołaną poprzez przedwojennych działacz skrajnej prawicy, którzy po wojnie zdecydowali się na kolaborację z komunistami. Organizacja ta, deklarująca się jako katolicka, służyła komunistom do rozbijania Kościoła. Tadeusz Mazowiecki uzna z czasem, że jego zaangażowanie w PAX było wielkim błędem. Ja dopowiem, że było wielkim błędem, który go bardzo wiele nauczył i z którego wyciągnął daleko idące wnioski.
W 1955 Mazowiecki występuje z PAX-u rozczarowany i rozżalony, uświadamiając już sobie w pełni fałszywe oblicze ideowe Bolesława Piaseckiego. Krok ten wymagał pewnej determinacji, bowiem mimo pierwszych objawów odwilży zadarcie z PAX-em mogło grozić poważnymi konsekwencjami.
Bez stałej przystani znalazł się  w podobnej sytuacji jak  starssi od niego o pół pokolenia redaktorzy  „Tygodnika Powszechnego”, który zlikwidowany został za odmowę wydrukowania czołobitnego nekrologu Stalina. Owa sytuacji lat 1955-56 zbliżyła Mazowieckiego do ludzi takich jak Jerzy Turowicz. Był to początek drogi, z której już nie zboczył.
Jak bardzo owa przeszłość bolała Tadeusza, przekonałem się dość szybko będąc pracownikiem „Więzi”   z bardzo jeszcze krótkim stażem. Stosunki w redakcji musiały opierać się zaufaniu, wobec groźby nie tylko penetracji przez SB, ale jeszcze większego zagrożenia jakiś nieodpowiedzialnych. Mazowiecki przyjmował mnie nie tylko na etat ale członka zespołu. Towarzyszyły temu niekończące się rozmowy z kolegami z „Więzi” i samym Mazowieckim, które w jakiejś mierze miały sprawdzić nowicjusza. Bohdan Skaradziński, Zdzisława Szpakowski i Jerzy Bakinowski stosowali wypróbowaną metodę, jaką było wspólne picie wódki – wiadomo jest się po niej bardziej szczerym. Byłem wtedy ścisłym wegetarianinem, co nie bardzo łączyło się z wódką oraz fryzurę afro, jaką nosiłem i co nie bardzo pasowało do wyglądu nieco starszych panów, z których jeden był partyzantem NSZ na Podlasiu do roku 1947. Jakoś mnie jednak zaakceptowali, ponieważ moja chęć walki z komunizmem po wódce jedynie się zwiększała.
Metody redaktora naczelnego (wtedy jeszcze nie zaproponował mi zaszczytnego przejścia na ty) były znacznie bardziej wyrafinowane. Zapraszał do siebie do domu. Zwykle na dość późne godziny na dziesiątą lub nawet jedenastą wieczorem. Gość umieszczany  był na kanapie w niewielkim gabinecie (mieszkanie było na wysokim piętrze na Marszałkowskiej) a Mazowiecki siedział naprzeciwko. W zasadzie nic nie mówił i patrzył się na ofiarę. Moim zdaniem mało jest osób, które w takiej sytuacji same nie zaczną mówić. Aby podtrzymać tą dość jednostronną rozmowę, w której tylko z rzadka padały ze strony Mazowieckiego jakieś pytania a nawet pojedyncze słowa i aby delikwent nie zasnął, dolewano mu po kropelce jakiejś wysoko gatunkowej whisky (z kolegami partyzantami piło się czyściochę). Rozmowa trwała długo, do drugiej, trzeciej w nocy i tak obrabiany delikwent wyśpiewywał wszystko co potrzeba. Mazowiecki o niczym nie starał się drugiego przekonywać i w niczym nie dążył do naginania jego poglądów. Chciał znać poglądy drugiej strony i w ten sposób zdecydować, czy z tą osobą jest mu po drodze.
Miałem oczywiście również własne pytania do niego, ale nie śmiałem ich mu zadawać. Ku nie małego memu zdziwieniu przy którymś z kolei spotkaniu Mazowiecki zaczął sam mówić i dotyczyło to w dużym mierze jego przeszłości w PAX-ie. Fakty są powszechnie znane, to że był zaangażowany w PAX bardzo głęboko i że napisał nieszczęsny artykuł towarzyszące stalinowskiemu procesowi jednego z biskupów. Mazowiecki i rzeczowo chłodno to relacjonował nie usiłując siebie usprawiedliwiać. Mówił tylko, że wtedy zdawało mu się, że wciąż uprawiał politykę, brnąc w coraz dalej idące kompromisy, wreszcie kompromisy już niedopuszczalne. Wniosek był z tego jeden. Uprawianie polityki kończy się w tym momencie, w którym zawierane kompromisy naruszają zasady moralne. Zasada ta wydaje się szczególnie ważne wtedy, gdy uprawienie polityki, tak jak Mazowiecki ją rozumiał, polega na zawieraniu ciągłych kompromisów. Nie można jednak zawierając je zagubić celu i zagubić podstawowych princypiów. Taka jak się wydaje była Mazowieckiego lekcja, jaką sam odebrał w bolesnym doświadczeniu.
Nie wyczerpywało to jednak całego sensu nocnych rozmów na wysokim piętrze nad Marszałkowską pogrążoną w nocy. Chciał się przekonać, czy może mieć do mnie zaufanie przyjmując mnie do zespołu. Dopiero później przekonałem się, że nie była to tylko kwestia zminimalizowania ryzyka, że przyjmuje się kogoś zdolnego nielojalnych zachowań, ale również podjęcia zobowiązania, jakie i on względem mnie (jak i innych swoich współpracowników ) podejmował. Ale było jeszcze w tym coś więcej. Choć byłem od niego bez porównania młodszy i w hierarchii redakcyjnej wyłącznie podwładny, chciał też abym miał też zaufanie dla niego. To było też celem jego opowieści o PAX-ie. Właściwie wtedy opowiedział mi ze swojej biografii przede wszystkim tą dla niego tak bolesną historię, po której jako człowiek wrażliwy, odczuwać musiał wstyd i wyrzuty sumienia. Oczywiście i z obcych ust słyszałem coś o tych sprawach, często w niechętnym a nawet wysoce niechętnym wobec Tadeusza tonie, to więc że mogłem o tym wszystkim usłyszeć od niego i z jego komentarzem było szalenie istotne i budziło zaufanie do niego, które mogłoby być nadszarpnięte być może, gdybym wysłuchiwał o tym tylko z cudzych ust. Partnerów (choć w moim wypadku właściwszym było powiedzieć pomocników) do polityki szukał Tadeusz, do których miał zaufanie ale także takich, które mieli mieć zaufanie do niego. Tadeusz uchodził za wielkiego indywidualistę, wiele cech jego charakteru powodowało, że brano go trochę za samotnika. W istocie bardzo zważał na ludzi wokół siebie. Nie otaczał się entuzjastami swojej osoby, lecz szukał ludzi wzajemnego zaufania.
Nie chciałbym aby ktokolwiek zrozumiał, że w tym wspomnieniu w jakikolwiek sposób ważna jest moja osoba. Jedynie bez opowieści o moim doświadczeniu z nocnych rozmów na Marszałkowskiej nie potrafiłbym objaśnić, jak rozumiem kwestie zaufania i kompromisu w myśleniu politycznym Tadeusza Mazowieckiego. Sądzę, że w kontaktach z osobami bez porównania ważniejszymi ode mnie postępował w sposób bardzo podobny, jak i ja to doświadczyłem.
I jeszcze jeden istotny epizod. Dzieje się to już długo po 89 roku. Tadeusz Mazowiecki, już jako były premier, przebywa krótko w Paryżu. Bierze udział w dyskusji panelowej w Instytucie Polskim. Biorę też w niej udział i jednym z wątków mojej wypowiedzi są złamane przez PRL życiorysy. Tadeusz, jakby nawiązując do tego, nadmienia krytycznie swoją „przygodę” z PAX-em. Poczułem się nie zręcznie, nie miałem bowiem w dyskusji tej wcale właśnie jego na myśli. Zacząłem się przepraszająco wycofywać. I słyszę od niego – ale przecież i mnie coś takiego się przydarzyło. Po zakończeniu dyskusji usiłowałem go przepraszać jeszcze raz. W żadnym wypadku nie masz za co przepraszać, powiedział, tak było i nie ma co tego ukrywać.
Nie wiem do końca, co Tadeusz myślał o lustracji, z pewnością jednak był zdania, że ci, którzy są osobami publicznymi i dopuścili się czynów niegodnych winni mieć odwagę, by sami się do tego przyznać. Takie wymaganie stawiał sobie samemu, nigdy nie słyszałem by odnosił ten wymóg do innych i wypominał komuś jego przeszłość. Sądzę jednak, że zaufanie miał do tych, którzy o wszystkich epizodach swych życiorysów, również tych nie koniecznie chwalebnych, potrafili mówić otwarcie.

3 thoughts on “Mazowieckiego rozrachunek z PAX-em i granice polityki (4)

  1. Kolejny świetny tekst – cały cykl zasługuje na publikację prasową, może z tego urodzi się kiedyś książka o zasadach i odpowiedzialności w polityce? Tylko ta korekta, a właściwie jej brak – owszem, blog to luźna forma wypowiedzi, ale nie usprawiedliwia to takiego niedbalstwa językowego. Pan teksty są zbyt dobre, aby publikować je w tak chaotycznym stanie…

  2. Można Panu tylko pozazdrościć współpracy z p.Mazowieckim w WIĘZI oraz rozmów na Marszałkowskiej.Mazowiecki to;prawość,mądrość,odwaga;zaś Jego patriotyzm to;ostrożnie z emocjami, a więcej zdrowego rozumu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s