Powstanie 44 i jego krytycy

Zrozumienie tragedii powstania nie pozwala na nazwanie go jedynie bezsensowną klęską, jest niezrozumieniem czym jest pamięć historyczna.

 

Agresywna krytyka powstania warszawskiego 44 stała się modą. Ma to wiele i zróżnicowanych przyczyn. Dla krytyków tradycjonalistyczny polski patriotyzm czyni z klęski zwycięstwo i postawa taka zdaje się przeczyć zdrowemu rozsądkowi. Akcentuje się też ogrom kosztów ludzkich a także materialnych, co jawi się w oczach krytyków, niemal jako zbrodnia.

Jednostronna heroizacja powstania warszawskiego nie jest już dzisiaj dobrym argumentem w trwającym sporze. Nie oznacza to jednak, że tylko krytycy powstania mają swoje racje.

Dzisiejszy spór o sens lub bezsens powstania ma zupełnie inne znaczenie i powody niż ten sam spór przed 89 rokiem. Wtedy był to spór o to co robić, jak to sformułował lapidarnie świetny publicysta Łubieński „Bić się nie bić”. Droga do niepodległości w wyobraźni wielu prowadziła przez jakieś powstanie, dla innych też pragnących niepodległości był to koszmar.

Kiedy jednak niepodległość jest faktem, jak obecnie,  szukać można innych tradycji,  bardziej odpowiadających wyzwaniom współczesności niż ta powstańcza, heroiczna i martyrologiczna. Pisanie o XIX wiecznych sukcesach gospodarczych Staszica i Druckiego-Lubeckiego (czego jednym ze świetnych reprezentantów jest Stefan Bratkowski), czy silniejsze akcentowanie najrozmaitszych fragmentów dziejów pierwszej Rzeczpospolitej (co w tak ciekawy sposób czynią wydawnictwa Trybunału Konstytucyjnego podkreślając tradycje polskiego prawodawstwa) to w pełni zasadne próby propagowania innych wątków wraz z przekonaniem, że lepiej pasują one do dzisiejszych czasów.

Musi budzić zastanowienie, że procent naszych rodaków, którzy w agresywny sposób negują sens powstania,  jest dziś wysoki. Trudno go oszacować, ale owa postawa to dziś znaczący nurt intelektualny, w wielu kręgach niemal obowiązujący sposób mówienia. Dlaczego się tak dzieje warte jest zastanowienia. Przyczyn może być wiele i bardzo różnego rodzaju.

Po pierwsze niechęć bycia ofiarą. Bycia ofiarą i zadeklarowanie się jako ofiara wcale nie jest łatwe. Odbierane być może jako poniżenie. Przed poczuciem poniżenia ratowała wcześniej właśnie świadomość bohaterstwa (prawdziwego lub mniemanego). Odrzucenie tradycji powstań to odrzucenie tego poniżenia, jaki zawsze w mniejszym lub większym stopniu przeżywają przegrywający. Taki byłby kierunek wyjaśniania sobie tego zjawisko na gruncie psychologii społecznej.

Polacy, którzy odnieśli sukces wraz z 89 rokiem i po nim oraz chcą dalszych sukcesów i czasem zachowują się tak, jakby pragnęli też mieć historię i  przeszłość pełną sukcesów. Potrzeba nam „muzeum sukcesu”, twierdzi jeden z najciekawiej myślących polskich polityków.  Zamiast przegranego powstań w XIX wieku, noblistka Curie-Skłodowska, zamiast Mickiewicza Gombrowicz (jak zaproponował pewien najpierw prawicowy a później lewicowy polityk), zamiast września 39 spekulacja co było gdybyśmy zawarli pakt z Hitlerem (jak chce autor głośnej książki „Pakt”).

Gdyby odczytać tą nieco utajoną intencję „nigdy więcej my Polacy nie chcemy być już ofiarą”, to z tym przesłaniem trudno się nie zgodzić. Oczywiście zbędna jest nam dzisiaj też heroizacja naszych historii, bowiem nie wiadomo do czego miałaby mobilizować. Z drugiej jednak strony owe skrajnie negatywne wypowiedzi o powstaniu warszawskim (polskich powstaniach w ogólności) związane są małym niezrozumieniem czym jest pamięć historyczna.

Jeśli ktoś chce pogrążyć powstanie stwierdzeniem, że miasto zostało zniszczone lub co gorsza zginęło w nim aż tyle ludzi (poetów, twórców kultury, spłonęły bezcenne narodowe pamiątki itd), to musi zapytać czy to było intencją walczących i w imię jakich wartości narażali oni swe życie. Powstanie może być przez kogoś oceniane jako błąd, ale co z ludźmi którzy w nim uczestniczyli? Czy mamy uznać ich za oszukanych albo za głupców?

Czy też winniśmy pytać w imię jakich wartości byli tam? Jakich dokonywali wyborów, które w większości musiały być tragiczne? Kto chce je tylko jednostronnie potępiać, ten usuwa z polskich dziejów ich tragiczność. Chciałby je wygładzić i postawić w nich tylko te opowieści, które kończą się happy-endem.

Na szczęście nie stoją przed nami dylematy „bić się czy nie bić”. Przeciwnicy powstań nie muszą ostrzegać ich zwolenników przed nierozsądnym działaniem. Chodzi wyłącznie, jak pamiętać. Potrzebne jest więc lepsze rozumienie naszej polskiej i europejskiej przeszłości, a nie rozstrzyganie dylematów, które lepiej czy gorzej rozstrzygnęli za nas nasi przodkowie.

Uczestnicy tych tragicznych wydarzeń z naszej przeszłości popełniali pewnie poważne błędy, które można analizować, kierowali się jednak w swojej większości takimi wartościami jak wolność, godność, odwaga czy lojalność. Nie wszyscy żołnierze powstania byli jego zwolennikami, jak na przykład Jan Józef Lipski. Walczył jednak z innymi. Nie twierdził, że ktoś go oszukał czy omamił.  Podobnie Wiesław Chrzanowski, osoba o zupełnie innych przekonaniach politycznych. Był przeciwny powstaniu, mimo to walczył.  Jeśli już ktoś chce koniecznie potępiać decyzje polityczne, które do powstania doprowadziły, winień zastanawiać dlaczego  walczył w nim Jan Józef Lipski, socjalista z PPS,  i Wiesław Chrzanowski narodowy demokrata – obaj   septyczni patrioci, pełni odwagi, lojalni wobec wspólnoty ludzi, w której przyszło im żyć.

 

Reklamy

4 thoughts on “Powstanie 44 i jego krytycy

  1. Przywołani Jan Józef Lipski czy Wiesław Chrzanowski byli w miarę swiadomi sytuacji będąc dzialaczami z jakimis poglądami politycznymi czego nie można powiedzieć o większości przystępujących do powstania .Dla nich to byla możliwośc wzięcia odwetu na niemcach.Nic w tym zakresie przez wieki nie zmienia się zawcze masy wykorzystywane były do celów o których nie miały pojęcia

  2. Dodałbym jeszcze jeden powód, dlaczego powstanie jest w pewnych kręgach krytykowane: agresywny patriotyzm apologetow powstania. Wobec zwłaszczania pamięci o zbrojnych czynach wcześniejszych pokoleń przez jedną opcję polityczną, budzi się w człowieku sprzeciw wobec hurrapatriotyzmu, którego symbolem jest powstanie warszawskie. Nie z winy powstańców, lecz ich rzekomych spadkobierców z prawicy.

    1. W pełni się z Panem zgadzam. Hurrapatriotyczne podejście do tragedii, jakim jest Powstanie Warszawskie może powodować irytację. Tym większą irytację mogą prowokować zachowania (pseudo)nacjonalistów („buczenie” pod czas patriotycznych uroczystości) czy jednostronna polityzacja. Negowanie powstania i ów agresywny apologetyzm, na który Pan słusznie wskazuje, to dwie skrajne postawy, które się nawzajem napędzają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s