Dr House po polsku czyli SOR na Solcu

Dużo jest narzekań na służbę zdrowia. Ja nie mam prawa narzekać.  Dlaczego?  Z wysokim ciśnieniem tętniczym trafiłem na SOR na Solcu w Warszawie. Aby usunąć bezpośrednie zagrożenie, wysiłki lekarza trwały kilka godzin. Mogłem więc, mimo nie najlepszego samopoczucia (a właściwie fatalnego) obserwować pracę lekarza – inteligentny młody człowiek, pracujący z ogromnym napięciu, ale z wielkim oddaniem. Każdemu pacjentowi okazywał uwagę, grzeczny, uprzejmy, ale gdy trzeba zdecydowany.

Niestety dla mnie, po tej nocnej akcji ratunkowej, trafiłem na erkę kardiologiczną. Trwało to tydzień. Po tym wszystkim, co mówi się o służbie zdrowie, spodziewałem się może nie najgorszego, ale z pewnością wielu nieprzyjemnych chwil (pomijać już te ze związane z moim własnym zdrowiem). Znów miły zawód. Cały zespół lekarzy, który zajmował się oddziałem kardiologicznym, bez wyjątku to ludzie oddani swemu zawodowi i powołaniu. Mili i sympatyczni, zarazem  emanowali autorytetem młodych świetnie, wykształconych medyków.

Pacjentów ci polscy, młodzi lekarze nie tylko leczyli, ale także w umiejętny  przystępny sposób objaśniali na czym polega ich choroba i na czym polega leczenie.

Szpital jest skromnie wyposażony. Oceniam oczywiście nie sprzęt medyczny, na którym się nie znam. Jest czysto i schludnie. Dba się o wszystkie szczegóły. Niektórzy chorzy leżą na korytarzu. Trudno o to winić lekarzy. Miejsca jest mało. Posiłki, to oczywiście nie restauracja pięciogwiazdkowa, skromne ale zjadliwie. W szpitalu jest też w podziemiu doskonale obsługiwany barek z napojami, gazetami i też  jedzeniem – tu już całkiem smacznym. Piszę o tych szczegółach, bowiem ktoś jednak musiał zadbać by pacjentom w taki sposób umilić nieprzyjemny przecież pobyt w szpitalu.

Opowiadał mi znajomy o pobycie w szpitalu w Niemczech. Czuł się jak podłączony do maszyny. Lekarz nie rozmawiał niemal z pacjentem. Odczytywał wskaźniki i przepisywał leki. Z humanistyczną medycyną miało to mało wspólnego. Na Solcu ludzie leczą ludzi. Maszyny służą lekarzom i nie zastępują ich.

Krytyka polskiej służby zdrowia zdaje się dość powszechna. Pomińmy już to, że Polacy uwielbiają narzekać. Chorzy z natury będą narzekać. Bowiem trudno, aby byli zachwyceni sytuacją,  w jakiej się znaleźli – sytuacją choroby i dolegliwości. Czy na służba zdrowia jest aż taka zła? Nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, bez uogólniania, że mam inne doświadczenie.

I jeszcze raz. Młodzi lekarze budzili mój podziw i respekt. Nie był to szpital z amerykańskich filmów, lekarze jednak zasługiwaliby , aby stać bohaterami polskiego Doktora House’a.

Reklamy

One thought on “Dr House po polsku czyli SOR na Solcu

  1. Moje doświadczenia z polską opieką zdrowia są równie pozytywne jak pana Wóycickiego. od 2006 roku łącznie 14 pobytów w szpitalu, w tym dwa zawały i jedna dosyć skomplikowana operacja serca. Każdy z tym pobytów wspominam mile (o ile mile można wspominać pobyt w szpitalu) i odczuwam wdzięczność wobec całego personelu medycznego za ich profesjonalizm i życzliwość. Mam pełną świadomość, że to im zawdzięczam życie, nie byłoby mnie na świecie od 6 lat, gdyby nie ich praca. Dodam jednak maleńką łyżeczkę dziegciu do tej beczki miodu, owszem trafił się jeden bezczelny cham lekarz i to na sali pooperacyjnej, ale wszędzie trafiają się czarne owce i należy zrozumieć, że to nie wynika z systemu opieki zdrowotnej, ale z indywidualnej kultury danej osoby.
    Tak się składa, że mam skalę porównawczą, ponieważ prawie 20 lat dorosłego życia spędziłem w jednym z najbogatszym krajów świata, Australii i tam moi najbliżsi musieli być pacjentami. Stąd moja opinia jest uprawniona, że pomiędzy polską, a raczej ośrodków wielkomiejskich, głównie Warszawy, służbą zdrowia, a tą „zachodnią” nie ma specjalnie żadnej różnicy. Owszem, przydałby się i jest wręcz konieczny, zintegrowany system informatyczny opieki zdrowotnej. Martwi mnie tylko jedno, aby mniej wymyślali nasi decydenci „specjaliści” od tych rozwiązań, ale aby więcej wzorowali się na sprawdzonych systemach na świecie. Zintegrowane systemy informatyczne pozwolą na kilkuset milionowe, o ile nie miliardowe oszczędności i co najważniejsze poprawią efektywności w opiece zdrowotne, skrócą kolejki do specjalistów, które wszędzie są i wszędzie na świecie będą. Nie może być jednak tak, że pacjent zapisuje się na zabieg ortopedyczny w 2012 roku i jest wpisany na 2021 rok. Aby nie być posądzonym o nierzetelną demagogię przytoczę konkretne nazwisko. Dotyczy to Tadeusza Jedynaka, jednego z głównych współzałożycieli „S” w 1980 roku, internowanego przez rok, a później zszedł do podziemia i był członkiem podziemnej TKK. Pozostawał bez pracy w wyniku represji przez 8 lat. Niezależnie od skandalicznego długiego 9-letniego oczekiwania na zabieg, nasuwa się pytanie, dlaczego taki człowiek, jak Tadeusz Jedynak, ma oczekiwać na dostęp doświadczeń zdrowotnych tak samo długo jak były funkcjonariusz SB czy UB? Jeżeli ktoś mi odpowie o równości wobec prawa to nie przyjmuje takich argumentów, gdyż państwo polskie jest winne coś takim ludziom jak Tadeusz Jedynak i jemu podobnych.
    Przypadek Tadeusza Jedynaka przytoczyłem również, a może przede wszystkim dlatego, aby uzmysłowić, że nie wszędzie jest tak „przyjemnie” z opieką zdrowotną jak w Warszawie. Nie ma reguły, ale im mniejsze ośrodki tym gorzej, niestety, aczkolwiek zdarzają się wyjątki, gdzie zarządzają kompetentni ludzie, bo to w dużym stopniu zależy od ludzi, a nie tylko od systemu określonego ustawami
    Podsumowując, polski system opieki zdrowotnej wymaga owszem zmian, ale te zmiany nie spowodują, że wszyscy staniemy się zdrowi i szczęśliwi, będziemy tak samo chorować i znaczna większość tak samo narzekać. Niemniej system polskiej opieki zdrowotnej nie jest wcale taki zły jak się go przedstawia przez incydentalne przypadki, nagłaśniając np. śmierć małego Bolka w Białymstoku, który był odsyłany, a gdyby został przyjęty na oddział tydzień wcześniej to może pożyłby maksymalnie tydzień dłużej, bo jego nowotwór był tak dalece zaawansowany. Akcję społeczną jego rodziców, którzy doświadczyli tragedii, oceniam jako coś co ma uspokoić ich sumienie, że nie reagowali o wiele wcześniej, kiedy być może byłaby szansa na leczenie. Nagłaśnia się przypadek od przedwczoraj również dziecka chorego na nieuleczalną chorobę, którego leczenie kosztuje 2 miliony złotych rocznie i nie leczy. To dziecko umrze, bo musi umrzeć, bo nikt na świecie nie zna skutecznej metody leczenia. Nie oszukujmy się zatem fałszywym współczuciem wobec dziecka. ja powiem za siebie, NIE CHCIAŁBYM być leczony nieskutecznie i uporczywie za 2 miliony rocznie, bo miałbym świadomość, że przez to bezsensowne „leczenie”, tak drogie, odbieram szansę skutecznego wyleczenia innych chorych, bo dla nich zabraknie pieniędzy na skuteczne procedury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s