Skomplikowane skutki 11 listopada

Obchody 11 listopada mają niespodziewane polityczne efekty. Miały przede wszystkim przyprawić kłopotów PO, tymczasem najbardziej zaniepokojony wydaje się być PiS. Młodzi maszerujący narodowcy i PiS zdają się mieć tego samego wroga – jest nim obecny rząd i III RP. W istocie ich interesy okazują się rozbieżne.
P.Kaczyński, który cierpi na brak sukcesu politycznego, z przestrachem myśli, że odpadną mu jeszcze 2-3% poparcia, jeśli skrajniejsza od niego prawica jakoś się ukonstytuuje. Z kolei młodzi narodowcy oszołomieni sukcesem, że udaje się raz do roku zebrać 10-20 tys.ludzi, mają p.Kaczyńskiego za wiecznego nieudacznika i „ciepłe kluchy” i chcieli by już pokazać, że są dorośli. P.Kaczyński może być tym bardziej zaniepokojony, że mimo wczesnojesiennej ofensywy, która na chwilę przydała mu popularności, popularność PiS znów spada, na stały poziom trochę ponad 20%. Jakby z tego p.Winnicki uszczknął 2-3% to mogłoby to być pewnego dnia poniżej 20%, a to już wyglądałoby fatalnie.
P.Kaczyński jest nieustannie przekonywujący dla już do niego przekonanych i nie potrafi wyjść poza ten krąg. Stara się od czasu do pokazać uśmiechniętą twarz, która zdobywać ma dla niego sympatię wyborców bliżej centrum, ale zaraz po tym wraca mu grymas a la Macierewicz. Nawet zabiegi w Brukseli o większy dla Polski budżet traktuje nie jako akt solidarności z rządem, ale jako konkurowanie z nim. Ogłasza, że jego sojusznikiem jest Brytyjczyk Cameron, kiedy powszechnie wiadomo, że polskie i brytyjskie interesy są obecnie rozbieżne. Deklaruje pomoc rządowi a istocie przeszkadza.
Przywódca Wszechpolaków p.Winnicki nie ma nic do powiedzenia prócz wykrzykiwania „naród, naród, narodowo i jeszcze raz narodowo”. Robi wrażenie dość kulturalnego przedszkolaka, nie panuje jednak wyraźnie nad żywiołem podgolonych głów, z których rekrutują się głównie jego szeregi a jeszcze bardziej szeregi sprzymierzonego ONR.
Tak więc paradoksalnie Marsz Niepodległości działa na korzyść PO, ponieważ wnosi zamieszanie w szeregi jej prawicowych oponentów. Ten sukces jednak przyprawia niektórych polityków PO o zawrót głowy. Zamiast się z niego skrycie cieszyć, zaczynają mówić o delegalizacji MW. Jeszcze głośniej mówi o tym SLD i wieczny celebryta Palikot. Ten ostatni ma nareszcie nowy temat, z którym może się pokazać, gdy większością swoich poprzednich akcji publiczność raczej znudził.
Czy kto lubi MW i ONR czy nie (ja zdecydowanie nie) sam pomysł delegalizacji tych ugrupowań uważam za nieprzemyślany i głęboko sprzeczny z zasadami demokratycznego życia. Demokracja polega przede wszystkim na ciągłej publicznej debacie. Wykluczanie z niej kogoś może nastąpić tylko w skrajnym wypadku. Demokracja niemiecka żyje jakoś z NPD, choć z pewnością NPD jest znacznie gorsze ONR i MW a samo porównanie jest dosyć nonsensowne.
Zarówno PO jak PiS winne są same narastaniu młodzieżowych politycznych marginesów, ponieważ nie robią w zasadzie nic, by polityczne pasje młodszego pokolenia (które z natury nie muszą być najmądrzejsze) jakoś dla wspólnego dobra spożytkować. Młodzież zainteresowaną polityką zostawiono samą sobie. Zamiast więc delegalizować trzeba rozmawiać i dyskutować. Brakowi takiej dyskusji winne są – trzeba niezbędnie dodać – nie tylko politycy ale także media. Obraz rzekomej masowej konfrontacji „faszystów” z „antyfaszystami” jest produktem medialnym, mało ma natomiast w Polsce wspólnego z rzeczywistością.
Innym ciekawym efektem sukcesu marszu niepodległości, również niebezpiecznym dla p.Kaczyńskiego i PiS, jest intensywniejsze zainteresowanie Prezydenta Komorowskiego polityką historyczną. Dotychczas polityka historyczna byłą niemal monopolem PIS (chociaż działania prezydenta Komorowskiego godne są odnotowania, nie były dostatecznie prezentowane), a same hasło PO mainstream traktował jako podejrzane. Okazało się, że nie można jednak obyć się bez polityki historycznej i że jest ona istotną częścią całości życia politycznego. Zresztą sfera historyczna-symboliczna musi budzić w Polsce najwyższe zainteresowanie, a zarazem – co zrozumiałe – z powodu tak nowej sytuacji Polski po roku 1989 budzić kontrowersje. Nie może też być na dłuższą metę tak, że Polska ma się dzielić na wielbicieli „Pokłosia” i składających wieńce pod pomnikiem Dmowskiego. To wyzwanie podejmuje właśnie prezydent Komorowski i jeśli zrobi to z odpowiednim rozmachem (nie wystarczy jednego Marszu organizowanego przez Pałac, potrzebne jest wiele systematycznych inicjatyw), to być może zmieni to kształt polskiej, tak dzisiaj spolaryzowanej pamięci.
Sam fakt, że obecny spór polityczny w Polsce osnuty jest właśnie wokół symboli historycznych świadczy nie tylko o tym, że polityka historyczna jest ważna i potrzebna. Świadczy też o stosunkowo dużej stabilności sytuacji w Polsce. Sytuacja gospodarcza nie daje widać powodów do wielkich kontrowersji, skoro główny spór przebiega wokół historycznych symboli, a potencjał istniejącego w każdym kraju niezadowolenia nie daje się inaczej zmobilizować jak wokół kwestii symbolicznych. Większość Polaków, widząc co się dzieje w całej Europie, ceni sobie skromny ale jednak rozwój i postęp i nie wierzy, że przeżywamy gospodarczą katastrofę, z której może Polskę wyratować jedynie opozycja. Duża cześć uczestników Marszu Niepodległości nie chciała najpewniej zmiany polityki gospodarczej, ale demonstrowała swoje przywiązanie do tradycji, którą trzeba i można sobie w Polsce cenić i o której znaczeniu część polityków zapomniała.
Oglądam demonstracje, jakie przeszły burzliwą falą, przez cały niemal stary kontynent, i myślę sobie, że żyjemy w stosunkowo spokojnym kraju. Abyśmy tylko nauczyli się debatować o przeszłości (również z MW i ONR z jednej strony i Krytyką polityczną z drugiej), uczyć się razem dyskutować a nie pokrzykiwać na siebie, a nasza przyszłość uczynimy bezpieczniejszą, chociaż złudzeniem byłoby, że we współczesnym świecie może być ona tak całkiem bezpieczna.

Reklamy

2 thoughts on “Skomplikowane skutki 11 listopada

  1. Wreszcie rozsądny wyważony głos. Media ponoszą w znacznej części odpowiedzialność za brak kultury politycznej w RP. Nie jestem za szukaniem nowego dnia. 11 listopada jest jedną najważniejszych dat w ogóle w historii Polski. Niechęć do niej to wynik narracji upowszechnionej (i jak widać trwającej w wielu głowach) w minionej komunistycznej epoce. Manipulowanie tym symbolem i wygrywanie nim elektoratu zniekształca rzeczywistość także obecną. Instrumentalne traktowanie rzeczywistości historycznej zastępuje rzetelną debatę i pozwala błaznom na forum parlamentu perorować w nadziei na kolejną elekcję.

  2. Dla mnie wniosek płynie z tego prosty, napomknął o tym w swojej wypowiedzi dla „Faktów po Faktach” Władek Frasyniuk, należy promować i uchwalić dzień wolny jako święto narodowe, w miejsce np. tego durnego „święta” o bajce Krzych Króli, 4 czerwca. 11 listopada kontynuować marsz „Razem dla Niepodległej”, ale promować radosne święto „Republiki Okrągłego Stołu” na przekór tym faszystowskim popaprańcom z ONR i MW.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s