Polska Romneya i Obamy

Wybory w Stanach Zjednoczonych budzą wielkie i powszechne   zainteresowanie , bowiem Ameryka to światowe mocarstwo. I amerykańscy kandydaci na prezydenturę mają swoich fanów i zapalczywych oponentów wśród ludzi, którzy nie głosują na żadnego z nich, nie są  bowiem amerykańskimi obywatelami. Tak jest też i w Polsce. Owymi sympatiami rządzą pewne stereotypy. Republikanie uchodzą w Polsce za „twardszych” wobec Moskwy są więc na ogół popularniejsi. „Demokraci” uchodzą za „mięczaków”.  Republikanów bardziej też lubią w Polsce, w czym nie ma też nic dziwnego, osoby i środowiska o skłonnościach prawicowych, lewica na ogół (choć nie musi to być regułą) woli demokratów. Taka sytuacja jest naturalna i zrozumiała.

W moim przekonaniu jednak spojrzenie na Amerykę wyłącznie poprzez takie sympatie i stereotypy nie jest w Polsce   wystarczające, a nawet może prowadzić do pewnych mylnych wniosków z punktu widzenia polskich interesów.

Do roku 1989 Waszyngton odgrywa dla Polski wielką rolę i przede wszystkim prezydent Ronald Reagon ma ogromne zasługi dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Pomnik,  który stoi niedaleko Sejmu absolutnie mu się należy. Nowa faza stosunków polsko-amerykańskich trwa do lat 1999-2005. Stany są zarówno zwolennikiem wejścia Polski do NATO (to poparcie jest istotniejsze) jak i do Unii Europejskiej. Rozszerzenie Unii czyni jednak z Polski i Europy Środkowej obszar mniejszego zainteresowania.  Ameryka jako gracz światowy zajmuje się regionami, które stwarzają jej problemy i gdzie wybuchają konflikty lub mogą wybuchnąć.  Polski sukces i stabilizacja w całym regionie czyni Warszawę dla Waszyngtonu mniej interesującą w przeciwieństwie do okresu, gdy to właśnie w Warszawie i Gdańsku obalano komunizm.

Ameryka ma ponadto poważne problemy w Afganistanie i wciąż w Iraku. Coraz większą rolę odgrywają stosunki z Chinami. Pekin stał się dziś  dla Waszyngtonu znacznie ważniejszy niż Moskwa. Było to przesłanką tzw. „resetu”  polityki amerykańskiej wobec Moskwy dokonanego przez Obamę na początku zeszłej kadencji. Deklaracja poprawy stosunków Waszyngton-Moskwa była w gruncie rzeczy również stwierdzeniem, że do stosunków rosyjsko-amerykańskich Waszyngton nie będzie już przywiązywał takiej wagi jak dawniej, mając inne problemy na głowie i wygraną zimną wojnę z Rosją dawno poza sobą. Jak wiemy „reset” nie bardzo się udał i już o nim nie mówi.  Okazało się jak rozbieżne są interesy obu stron. Dziś m.in. wokół konfliktu w Syrii narasta napięcie amerykańsko-rosyjskie.

Polska polityka zagraniczna zmuszona była i jest reagować na zmiany polityki światowej. Im Ameryka jest mniej zainteresowana naszym regionem, tym bardziej Polska musi być proeuropejska (tzn. prounijna). NATO jest oczywiście organizacją, która jest zdominowana przez Amerykanów (bowiem to oni w dużej mierze ją finansują) i która Polsce gwarantuje bezpieczeństwo. Nie można jednak oprzeć polskiego bezpieczeństwa wyłącznie na jakże asymetrycznym sojuszu amerykańsko-polskim.

Z perspektywy polskiej to nie ten sojusz, ale utrzymanie atlantyckiego powiązania USA-EU jest najistotniejsze. W polskim interesie jest też silna pozycja USA w świecie (choć nie mamy na to żadnego wpływu). Pytanie jak dalece USA jest w stanie utrzymać taką pozycję jest dzisiaj otwarte. Z pewnością Ameryce nie wystarcza środków by podołać roli dominującego świat mocarstwa. Wycofanie się z Afganistanu jest nieuniknione. Polityka wobec świata arabskiego wymaga od Waszyngtonu  wielkich umiejętności i z pewnością środki militarne nie są tu adekwatne.

Część Polaków z pewnością głosowałaby na Romneya, ten bowiem wygląda na to, że ma „instynkt wojownika”. Jeśli jednak Ameryka ma więcej uwagi zwracać na nasz region, w tym i Polskę, to w świecie winno mniej konfliktów, którymi zajmuje się Waszyngton, a nie więcej.

Z tego powodu należy się zastanowić, czy koncyliacyjny Obama nie jest z polskiego punktu widzenia lepszy. Wybór Obamy na drugą kadencję oznacza też większą stabilizacje w Waszyngtonie. Brak ponownego wyboru (co zdarza się rzadko) byłoby oznaką pewnej destabilizacji, co obecnie w czasie kryzysu nie było korzystne dla pozycji Ameryki w świecie. To jak się zdaje było przesłanką wielu amerykańskich wyborców. Może być jednak również przesłanką oceny sytuacji z polskiego punktu widzenia.

To wszystko poddaję  do namysłu zarówno polskim zwolennikom  Romneya jak i Obamy. Polscy zwolennicy Romneya muszą się pogodzić z prezydentem Obamą. Zwolennicy Obamy nie mają co triumfować nad zwolennikami Romneya. Obie strony muszą dostrzec, że w Waszygtonie siedzi nie ich sympatia lub antypatia ale amerykański prezydent Ameryki, kraju od którego tak wiele w świecie i dla Polski tak wiele zależy. Z całą zaś pewnością, to,  co się dzieje w Waszyngtonie ma dla Polski ogromne znaczenie niezależnie od tego kto jest amerykańskim prezydentem.

One thought on “Polska Romneya i Obamy

  1. „Z całą zaś pewnością, to, co się dzieje w Waszyngtonie ma dla Polski ogromne znaczenie niezależnie od tego kto jest amerykańskim prezydentem….”
    No wlasnie. Obama juz zabral Polsce tarcze a w poufnym – jakkolwiek zarejestrowanym – .spotkaniu z Miedwiediewem obiecal wieksza elestycznosc w stosunkach z Rosja. Jak sam zwrociles uwage, brak tej „elastycznosci” w polityce USA za prezydentury Reagana przyniosl Polsce niepodleglosc. Elastyczna polityka Amerykanskiej administracji nie wrozy ani swiatu ani Polsce nic dobrego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s